Oglądasz profil – Tenyks

Ta postać nie została jeszcze zaakceptowana
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Tenyks
Rasa:
Kaer Natherin
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
0 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Tenyks
Grupy:

Skontaktuj się z Tenyks

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 miesiąc temu
Ostatnio aktywny:
1 godzinę temu
Liczba postów:
0
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.00)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:przeciętna
Zwinność:przeciętna
Percepcja:przeciętna
Umysł:przeciętny
Prezencja:przeciętna

Umiejętności

Podstawowy

Cechy Specjalne

Klątwa

Magia: Rozkazy

ŻyciaMistrz
IstnieniaMistrz
UmysłuMistrz
ChaosuEkspert
PustkiCzeladnik

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Wygląd

Historia

Tenyks jak większość kaer natherinów został stworzony przez innych przedstawicieli jego rasy. Potrzebowali oni kolejnej zaufanej osoby do odprawiania skomplikowanych rytuałów. Z początku byli oni zadowoleni, młody demon przejawiał nad wyraz wysoką inteligencję i szybko się uczył. Od pierwszych chwil praktykował swoje zdolności magiczne. Fascynowało go życie i funkcjonowanie wszelkich istot, szczególnie tych rozumnych. Czytał o ludziach, o czarodziejach i elfach, pełen fascynacji oglądał obrazy przedstawiające niezwykle zróżnicowane budowle różnych cywilizacji. Pierwsze kilka wieków spędził w Otchłani w towarzystwie wiekowych ksiąg i swoich stwórców. Uczył się i praktykował magie razem z nimi. Planował również w przyszłości odwiedzić Alaranie. Wiedział, iż musi dobrze się przygotować. Zgłębiał tajniki różnych arkan magii, co jakiś czas rozmawiał z innymi demonami, o tamtejszym świecie chłonąc coraz to nowsze informacje. Nie rozumiał jednak dlaczego jego pobratymcy z pogardą odnoszą się do tychże istot i odradzają mu pomysł takiej wycieczki. Z tego, co rozumiał, na kontynencie nastały czasy pokoju więc cywilizacje porzuciły swoje prymitywne dążenia w kierunku samodestrukcji. Przynajmniej takie było jego przekonanie, na razie jednak nie planował sprawdzić tego na własne oczy.
Siedząc w wieży, w której mieszkał wraz ze swoimi stwórcami, najchętniej zgłębiał życie i jego tworzenie, z czasem zaczął kreować bezwolne sługusy o humanoidalnych kształtach. Chcąc być jak najdokładniejszy, uczył się również anatomii, jak tworzyć kości, system nerwowy, różnego rodzaju narządy. Dopiero gdy opanował ów umiejętności do znośnego, jego zdaniem, stanu zaczął eksperymentować. Umysły ów tworów były proste, niezmącone własną myślą więc niebywale proste w przejęciu kontroli nad nimi. Jednakże to nie wystarczało demonowi. Chciał więcej, chciał być w stanie czuć to, co one, widzieć, słyszeć. Nie zawsze wszystko szło, tak jak trzeba, zamiast humanoidalnych golemów powstawały małe potworki, a próby kontroli ich umysłu oraz zobaczenia świata ich oczami kończyły się dość bolesnymi doświadczeniami.
Innych kaer natherinów fascynowało zacięcie i spora moc Tenyksa. Jednakże jego stwórcy zaczęli się obawiać, iż stracą posłusznego im pomocnika. Młody demon zdawał się nie być ograniczony żadnymi uczuciami czy moralnością. Na dodatek im starszy był, tym trudniej byłoby go trzymać na metaforycznej uwięzi. Dlatego nikt go nie ograniczał.
Punktem zapalnym stał się niestety moment, w którym demon zdecydował, aby po raz pierwszy w życiu odwiedzić kontynent. Zaczęło się od małego sporu, a skończyło na ogromnej bitwie, z której żywy wyszedł jedynie Tenyks. Nawet wieża będąca jego domem została zniszczona. Kaer natherin nie miał wyrzutów sumienia, od zawsze kierował się logiką. Chciał się rozwijać, a jego stwórcy stanęli mu na drodze. Był na tyle inteligentny, by wiedzieć, iż nie zależy im na nim, tylko na jego mocy, więc ich wyeliminował, bez żadnych skrupułów.

***

Na kontynencie młody kaer natherin szybko przekonał się o wysokiej użyteczności magii iluzji. Ludzie mieli ograniczone umysły i jego prawdziwa forma napawała ich strachem, uniemożliwiając jakikolwiek swobodny kontakt. Irytowało to demona, ale dostosował odpowiednie zaklęcia, aby jak najlepiej wtopić się w tłum. Im bardziej poznawał ludzi, tym bardziej zaskakiwała go ich… prymitywność.
Szczególnie nie do pojęcia było odrzucanie nauk i czystej logiki na rzecz wiary w zabobony lub nieistniejące bóstwa. W tym czasie gardził on również zbyteczną emocjonalnością istot zamieszkujących kontynent. Zdawało mu się, że najlepszym rozwiązaniem jest opanowanie i chłodna kalkulacja opłacalności danych relacji czy też reakcji. Mimo to w pewien sposób fascynowały go te proste istoty. Nawet swoje golemy zaczął tworzyć na ich podstawie.
Każdy twór był coraz lepszy. Jednakże, jako iż było ich coraz więcej, demon zdecydował, iż potrzebuje miejsca, gdzie będzie je w pewien sposób przechowywał. Nie zamierzał niszczyć swojej małej armii. Lubił analizować i wyciągać wnioski jak powinien stworzyć kolejne, lepsze wersje. Długo rozważał nad tym, czy powinien stworzyć swoją własną wieżę w Otchłani, czy też zostać w Alaranii.
Ostatecznie postanowił lepiej poznać kontynent, który oferował jeszcze wiele do nauki, nowe perspektywy i zróżnicowane rejony. Z początku na swoją siedzibę obrał ruiny starego zamczyska. Przy pomocy magii przywrócił to miejsce do mieszkalnego stanu. Nie potrzebował zbędnych dekoracji czy meble. Jako, iż biegle władał magią istnienia, tworzył to, czego w danym momencie potrzebował. Natomiast względnym utrzymaniem ów miejsca zajmowały się stworzone już wcześniej golemy. Część została skierowana do lochów, gdzie Tenyks postanowił ich uśpić i pozostawić w gotowości, gdyby kiedyś potrzebował małej armii swoich tworów.
Mijały lata, wręcz całe stulecia. Demon doskonalił sztukę magiczną, nie mógł jednak usiedzieć w jednym miejscu. Pozostawiał odnowione ruiny pod opieką golemów i odnajdował na szlaku swoich wędrówek kolejne. Tam proces się powtarzał, tworzył bezwolne sługusy przypominające z wyglądu ludzi, poświęcał czas na samokształcenie, a gdy się znudził, ruszał dalej. Proceder ten trwał wiele wieków, podczas których Tenyks odizolował się od społeczeństwa jego zdaniem zbyt głupiego, aby utrzymywać z jego przedstawicielami jakiekolwiek reakcji. Wprawdzie w miastach bywało nieco lepiej, jednakże ludzie zawsze byli tacy sami. Dlatego kaer zaczął wykorzystywać golemy, by zbliżać się do ludzi. Wciąż chciał poznawać ich zwyczaje, ale bez konieczności uczestniczenia w nich osobiście.
Wyjątkami były momenty, gdy potrzebował transportu. W miarę upływu lat pojawiła się w nim również mocna niechęć do mieszkańców Alaranii. Frustrację rozładowywał, dając upust swoim nieco sadystycznym zapędom. Magia chaosu używana na niczego nieświadomych wieśniakach stała się jego ulubioną rozrywką, gdy nie miał już siły pracować nad swoimi golemami. Arkana była na tyle plastyczna i ograniczona jedynie kreatywnością maga, iż Tenyks kilka razy doprowadził do powstania kultu całkiem nowego nieistniejącego bóstwa.
Demon lubił swoją rutynę. Dobrze mu się żyło i nie chciał żadnych zmian. Jednakże wszystko się zmieniło, podczas jednej z jego wędrówek. Jechał wtedy z karawaną kupiecką, szukając nowego miejsca, gdzie mógłby tym razem pomieszkać. Był pewien że będzie jak zwykle, wprawdzie przewidywał potencjalny napad rozbójników… ale nie zdołał przewidzieć kobiety, która dosłownie spadnie mu z nieba.

***

Wszystko się zmieniło. Tenyks po raz pierwszy miał kogoś z kim mógł normalnie porozmawiać na swoim poziomie. Kogoś, kto uświadomił mu, że w życiu liczy się coś więcej niż czysta logika, a uczucia mają w sobie pewny rodzaj piękna. Czarodziejka o imieniu Gaia została jego nowym sensem życia. Chciał dla niej wszystkiego, co najlepsze, uwielbiał dzielić się swoją wiedzą i razem czarować. Po pewnym czasie wspólnie wyruszyli do Nandan-Ther gdzie osiedli na pewien czas. Ich relacja rozkwitała, przeradzając się coraz to silniejsze uczucie. Demon zdobył się nawet na odwagę, aby wyznać, czym tak naprawdę jest. Mimo to nie chciał pokazać jej swojej prawdziwej formy, przynajmniej jeszcze nie. Ona już jednak o tym wiedziała i wcale na to nie naciskała. Mimo ciekawości postanowiła poczekać, aż będzie gotowy.
Para czuła się naprawdę dobrze ze sobą, wzajemnie się szanowali i wspierali. Dla kaer natherina był to niezwykły czas, ponieważ nigdy wcześniej nie odczuł tak wielkiego szczęścia. Nie potrzebował nic więcej. Było tak idealnie, iż nieraz rozważał, czy byłby w stanie zatrzymać czas i zatracić się w tych cudownych momentach.
Później przyszedł czas na kolejną przeprowadzkę. Gaia wybrała Rododendronie na ich nowy dom. Dla Tenyksa nie miało znaczenia miejsce, tak długo, jak miał ją obok siebie. Gdyby tylko chciała, zamieszkałby z nią nawet Na Lodowym Pustkowiu czy gorącej Wielkiej Pustyni Słońca.
Życie w dużym mieście było wygodne, nawet jeśli oznaczało tłumy ludzi i wkradającą się z czasem rutynę. Demon nie narzekał, od czasu do czasu stworzył jakiegoś golema lub dopracowywał sposoby ich wykorzystywania. Miał zajęcie, miłość swojego życia i magie, czegoż chcieć więcej? Otóż niczego.
Gaia jednak miała inne zdanie. Przytłoczyło ją stabilne i ułożone życie bez przygód, bez większych emocji czy niespodzianek.
Wzięła pod swoje skrzydła młodego czarodzieja. Spędzała z nim bardzo dużo czasu. Tenyks był niebywale zazdrosny. Nie rozumiał, co ona widzi w tym młodziku. Dręczyły go myśli, że może nie chce demona i woli pradawnego, choćby i mieszańca. Próbował jej o tym powiedzieć, ale nim jakkolwiek zebrał się w sobie, by cokolwiek wyjaśnić, jej już nie było, bo pędziła uczyć tamtego chłopaka. Złość i frustracja narastały, a jakiekolwiek wspomnienie o Sayonie Tenyks zbywał wymownym milczeniem. Miał dość młodego, chciał, aby ten mieszaniec zniknął z ich idealnego życia. Długo miał nadzieję, że Gaia zrozumie i będzie jak dawniej. Nic się jednak nie zmieniało.
Wściekły demon w końcu nie wytrzymywał. Postanowił raz na zawsze pozbyć się problemu. Z uśmiechem patrzył, jak pół czarodziej miota się w płomieniach, pożerających go żywcem. Jednakże wracając do domu, zaczął myśleć nad zaistniałym zdarzeniem, nie chciał, aby Gaia go znienawidziła i miała za potwora. On chciał tylko mieć ją dla siebie. Aczkolwiek satysfakcja, jaką czuł podczas morderstwa tego człowieka, przytłaczała i tłamsiła poczucie winy. Może właśnie dlatego kaer natherin dość szybko postanowił przyznać się do zabójstwa. Próbował to jakoś logicznie wytłumaczyć, nie chciał powiedzieć wprost, iż spowodowała to najzwyklejsza zazdrość.
Marne próby usprawiedliwienia tego czynu nie uratowały ich związku. Czarodziejka zdecydowała się zakończyć ich relacje. Kaer natherin poczuł narastającą w nim panikę. Nie chciał jej stracić, ale nie mógł też zmusić do miłości. Wkurzony i roztrzęsiony rzucił na nią klątwę.
Jeśli on nie może jej mieć… to nikt nie będzie mógł.

***

Odeszła. Pierwsze dni Tenyks spędził, nie robiąc zupełni nic. Siedział w domu i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Miał również kryzys moralny. Po raz pierwszy zabił człowieka i nie czuł żadnych wyrzutów sumienia, wręcz przeciwnie. Bolała go jedynie utrata Gaii. Wciąż ją kochał i nie chciał, aby spotkało ją coś złego. Zmotywowało go to do działania. Stworzył golema, który wyglądał tak ludzko, jak to tylko możliwe. Jedynie puste oczy niezmącone myślą zdradzały, iż jest to jedynie pusta powłoka pozbawiona duszy. Kaer Natherin w magiczny sposób nadał mu cel i puścił w świat. Golem miał odnaleźć Gaie i za nią podążać, natomiast w razie zagrożenia życia czarodziejki wkroczyć do pomocy.
Demon westchnął ciężko, spoglądając, jak jego twór odchodzi, niknąc w miejskim tłumie. Potrafił się wprawdzie połączyć ze swoimi sługusami, aby patrzeć ich oczami i słyszeć ich uszami. Jednakże tym razem nie zamierzał skorzystać z tej możliwości. Widok jego dawnej ukochanej gdzieś daleko od niego byłby zdecydowanie zbyt bolesny. Poza tym musiał o niej choć trochę zapomnieć, aby jakoś funkcjonować.
Tenyks uznał, iż wróci do swojego życia sprzed poznania czarodziejki. Udał się do jednej ze swoich siedzib, gdzie zastał pozostawione golemy. Postanowił je poulepszać i jak zwykle potworzyć nowe. Bolesne zakończenie związku sprawiło, iż kaer natherin znienawidził ludzi jeszcze bardziej. Drażnił go ich widok i przypominał tamtego chłopaka. Właśnie dlatego pewnego razu wziął ze sobą kilkoro ludzko wyglądających tworów i rozkazał zabicie wieśniaków z najbliższej wioski. Sam pozostał w bezpiecznej odległości i podziwiał chaos, do którego doprowadził.
Później zrobił to znów i znów… Wiedział, że nie może atakować miast ponieważ prędzej czy później zostałby odkryty i musiałby zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów. Natomiast wioski, odległe od bardziej cywilizowanych rejonów były idealnym celem. Przejezdni zazwyczaj zrzucali winę na piekielnych. Tenyks natomiast pozostawał bezkarny. W swoim nowym zajęciu odnajdywał chore poczucie zemsty, które przynajmniej na chwile pomagało mu odnaleźć wewnętrzny spokój.