Oglądasz profil – Bhaktipriya

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Bhaktipriya
Rasa:
Pustynny Elf
Płeć:
Kobieta
Wiek:
15 lat
Wygląda na:
16 lat
Profesje:
Kolekcjoner, Uczeń, Inna
Majątek:
Bez grosza
Sława:
Nieznany

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Bhaktipriya
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Bhaktipriya

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
6 dni temu
Ostatnio aktywny:
5 dni temu
Liczba postów:
1
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.14)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, chuderlawy, wytrzymały
Zwinność:bardzo zręczny, błyskawiczny, dokładny
Percepcja:przytępiony smak, przytępione czucie, słaby zmysł magiczny
Umysł:niezwykle bystry, błyskotliwy, b. silna wola
Prezencja:nieokrzesany, przekonywujący

Umiejętności

Skradanie sięBiegły
Priya zawsze obawiała się, że jej wścibska natura okaże się dla niej zgubna. Dlatego też przez większość czasu uczyła się skradać, aby móc w spokoju dowiedzieć się przydatnych dlań informacji bez narażania się groźniejszym osobom.
SzulerstwoZaawansowany
"Gdzie byłaś? Co jadłaś? Dlaczego tam polazłaś, jak wyraźnie ci zakazałam?" - z racji, że Bhaktipriya często dostawała kary za zwykłe dziecinne wybryki, nauczyła się skutecznie mydlić oczy swoim opiekunom, bądź bliskim. Szulerstwo stało się w pewnym momencie jej nowym hobby, podchodząc już pod mitomanię, aczkolwiek dziewczyna stara się korzystać z tej zdolności wyłącznie w większej potrzebie.
PrzetrwanieOpanowany
Czy to życie w sierocińcu, czy na gołej ziemi - wszędzie trzeba sobie radzić. Zwłaszcza w przytułku dla nieletnich pani Rateirry.
UnikiOpanowany
Kiedy niestety nie grzeszysz siłą, wytrzymałością... lub ogólnie jesteś po prostu słaby, wtedy trudno jest przyjąć na klatę cios swego przeciwnika. Dlatego też Bhaktipriya nauczyła się nie tylko szybko uciekać od kłopotów, co też skutecznie unikać wymierzonych w nią ciosów...
WspinaczkaPodstawowy
...a ucieczka na drzewo zawsze jakoś się sprawdzała.
Otwieranie zamkówPodstawowy
Nauczona tej sztuczki przez swoją opiekunkę Priya miała okradać różne domostwa, aby zapewnić sierocińcowi dostatek i przetrwanie. Różnie wychodziły jej takie sztuczki.
Walka wręczPodstawowy
Na podwórku wśród łobuzów, w świecie pełnym silniejszych od ciebie, w przypadku przyłapania na kradzieży jedzenia - Priya musiała nauczyć się chociażby paru ciosów obronnych i zrozumieć, że delikwent uderzony w kolano nie prześcignie młodej elfki.

Cechy Specjalne

Pustynny zewRasowa
Bhaktipriya jest przystosowana do życia w trudnych, niesprzyjających warunkach dzięki krwi swego rzekomego ojca - pustynnego elfa.
KlaustrofobiaUłomność
Elfka niemal całe życie była zamykana w ciemnych i dość ciasnych pomieszczeniach, o pudle na zabawki już nie wspominając. To była kara za jej rzekomo niewystarczające działania, za to, że nie potrafi zrobić niczego dobrze. To wszystko sprawiło, że Bhaktipriya wykształciła w sobie lęk do zamkniętych pomieszczeń - gdy tylko znajdzie się w ciasnym korytarzu, kręci się jej w głowie, a jeżeli ponownie ktoś zamknie ją w małym pokoju - dziewczyna spanikuje.
Podatność na choroby psychiczneUłomność
Jak wskazuje powyższa choroba, Priya ma niestety predyspozycje do różnego rodzaju chorób związanych z jej silnymi przeżyciami i niesprawiedliwym traktowaniem jej w dzieciństwie. Przez to elfka jest niestabilna na umyśle, nieraz słyszy głosy zmarłych przyjaciół i posiada z nimi związane urojenia - wszystko to przez przytłaczające nastolatkę sumienie, które, w co ważniejszych decyzjach odzywa się w mózgu jasnowłosej i mąci jej w głowie.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Choć większość osób widzi w Priyi tylko smutną i wiecznie obrażoną na wszystko nastolatkę, niektórzy pamiętają ją jako względnie niewinną dziewczynkę z ulicy — majsterkowiczkę z ambitnymi pomysłami, która zawsze różniła się od innych. Nikt nie jest do końca pewien, co sprawiło, że to urocze dziecko wyrosło na nieprzewidywalną dziewczynę, słynącą z drobnych kradzieży i niekontrolowanych napadów manii. Elfka nienawidzi nudy i rozsiewa pandemonium wszędzie, gdzie się uda. Bhaktipriya jest niestety nieumiejętną osobą - nie miała okazji do rozwoju i jest na to bardzo wściekła, uznając, że zmarnowała tyle lat swojego życia; jej rówieśnicy są już muzykami, łowcami, wojownikami, a ona ledwo potrafi ukraść pieniądze na zatłoczonej ulicy czy też przeczytać szyld karczmy, do której akurat wchodzi. Mogłoby się wydawać, że kobieta żyje w swoim własnym świecie, w którym stworzyła logiczne dla siebie samej zasady, które powinny dominować na tej łusce Prasmoka. Priya nie potrafi żyć w społeczeństwie, mimo że umie nieźle się wysłowić i zbajerować delikwenta na kawałek pieczywa. 
Przez liczne traumy, Bhaktipriya ma wypaczone rozumienie dobra i zła - zawsze bowiem gdy próbowała zrobić coś miłego dla innych, kończyło się to kompletną porażką. Dziewczyna z ciężaru poczucia winy wykształciła obraz własnego sumienia jako ducha Tormeya, swego drogiego przyjaciela z dzieciństwa, ponieważ nie potrafiła i prawdopodobnie nigdy nie będzie w stanie pogodzić się z jego okropną śmiercią. Elfka panicznie zaś boi się ponownie kogoś w ten sposób stracić - jak wyżej wspomniano, obawia się, że mogłaby swoimi dobrymi chęciami zrobić komuś krzywdę, więc stara się na początku odstraszyć potencjalnych znajomych. Do kolejnych z bojaźni nastolatki należy strach przed ciasnymi przestrzeniami - chwila w zamknięciu i pół-elfka zaczyna panikować. Na wolności zaś jawi się jako pełna ekspresji dziewczyna o nieskończonych pokładach energii - takie dualistyczne usposobienie tylko potwierdza jej chaotyczną naturę. Priya nie ma wielkich celów - chciałaby tylko być przydatna, zaakceptowana przez kogoś. Uwielbia majsterkować, mimo że nigdy nie wychodzi z tego nic naprawdę przydatnego, lecz ona uwielbia wyobrażać sobie siebie jako wielkiego wynalazcę; taka wizja pociesza ją bowiem i dodaje nieco radości w tym przykrym i pełnym niesprawiedliwości życiu.
Priya wierzy, że każde uczucie przynosi ból. Dlatego stara się zamknąć w sobie, co jest jednak nieskuteczne z racji na jej ogromną ciekawość świata i obcych osób. Dziewczyna próbuje podchodzić do życia w spokojny sposób, a przed obcymi udaje beztroską, aby nikt nie mógł poznać tej destrukcyjnej strony elfki.

Wygląd

Bhaktipriya nie należy do wysokich - mierzy sobie zaledwie pięć stóp i cztery cale (około 162 cm), lecz wzrostu dodają jej optycznie nogi i ręce, które są nienaturalnie wręcz długie i chude niczym patyki. Jeżeli zaś się bliżej przyjrzeć, uda się dostrzec drobny zarys mięśni na ramionach dziewczyny, lecz i niech to nikogo nie zmyli - to tylko znamiona czasów, gdy potrzebowała sobie radzić i chcąc nie chcąc dorobiła się drobnych oznak, świadczących o okropnej przeszłości. Dokładnie tak samo jak z nierównymi tatuażami elfki - na brzuchu niewyraźne linie, imitujące skrzydło, a na ramionach mandale i nierówne kropki opowiadają historię jej nieudanej przyjaźni, która miała trwać z rysunkami na jej ciele przez wieki. Atrament jednak wyblaknął, a podatna na słoneczne muśnięcia skóra uwydatniła je w taki sposób, że tatuaże stały się jedynymi jasnymi punktami na poszczególnych częściach ciała jasnowłosej. Poza tymi elementami Bhaktipriya nie wyróżnia się z tłumu za bardzo - ma delikatnie pofalowane krótkie włosy o kolorze herbaty z mlekiem, brązowe oczy i odrobinę zaostrzone uszka oraz zadarty nosek - nic, co wyróżniałoby ją od innych mieszańców ludzkiej rasy z pustynnymi elfami. Dziewczyna jest kolekcjonerką różnego rodzaju metalowych bibelotów, więc często można spotkać ją obwieszoną różnymi częściami broni, sznurkami z kamyczkami czy pozostałościami po łańcuchach. Mimo że Priya próbuje poruszać się cicho i zgrabnie, nie zawsze jej to wychodzi. Jest dość nieokrzesana i nie zna się na manierach, co jest widoczne w jej lekceważącej posturze. Można wręcz uznać, że gdziekolwiek się nie uda, chaos podąża ramię w ramię z nią. Na pierwszy rzut oka kobieta wydaje się beztroska i spokojna, a gdy ktoś próbuje się do niej zbliżyć - spogląda na niego z odrazą i jakby obrażona jego obecnością stara się uciec. Lecz chwała tym, którzy wywołają śmiech Bhaktipriyi - brzmi on bowiem tak nienaturalnie niewinnie i słodko w porównaniu do całej jej postaci, że dla samej właścicielki jest wręcz obcy. 

Historia

~Podrzutek~

Nie znam swoich rodziców. Jedynym śladem po którymkolwiek z nich są moje delikatnie szpiczaste uszy - nawet nie mogę rzec, że należą do elfich. Są malutkie. Delikatne. Aczkolwiek człowiekiem w pełni też nie jestem, to pewne. Moje dotychczasowe opiekunki uznały, że muszę mieć w sobie wiele z pustynnego elfa - tak wskazuje moja cera i uszy.
Ale po kolei.

Nie pamiętam swoich pierwszych lat. Dopiero w wieku około czterech czy pięciu zrozumiałam, że żyję w ciągłej podróży. Tylko ja i mój koszyk z dwiema koszulkami i parą spodni, koszyk, w którym zostałam znaleziona jako niemowlę. Do około dziesiątego roku życia mieszkałam w trzech sierocińcach - z trzeciego w końcu uciekłam. Miałam dość tego, że bez przerwy mnie gdzieś wysyłają. "Wróć do Rapsodii", "musisz odejść, pójdziesz teraz do Maurii" - w ogóle nie miałam kontroli nad swoim losem. Zawsze byłam przekazywana jako podrzutek. Lecz nawet gdy wylądowałam na ulicy, to ona zdawała się rządzić mym przeznaczeniem.
Nigdy nie miałam kontroli.

~Chwile na ulicy~

Długo nie wytrwałabym na rzekomej wolności. Zbierałam śmieci z ulic i starałam się tworzyć z nich coś godnego sprzedaży - w zamyśle miały to być różne mechaniczne zabawki, bronie dla strażników czy artefakty ułatwiające życie. Nie miałam jednak wystarczających umiejętności, więc tak naprawdę pozostało mi tworzyć drobne figurki dla samej siebie. Zlepek głupich trzonków od mieczy, sznurków i metalu przez blisko miesiąc był moim jedynym kompanem. Próbowałam przetrwać, próbowałam kraść jedzenie - z różnym skutkiem. Czasami udawało mi się zdobyć solidny zapas na parę dni, a zdarzały się i chwile, kiedy głodowałam. Próbowałam wziąć ludzi na litość, kłamiąc i opowiadając różnego rodzaju historie - a to że mam chorą matkę, że jestem bita...
Rzadko ktoś się litował. Ale były i perełki. Jak ta ostatnia, do której kieszeni odważyłam się sięgnąć po ostatnim czasie, gdy nie miałam nic do jedzenia.
Rateirra uznała, że nie może tego puścić płazem.
Więc tak oto trafiłam do najbardziej odludnego miejsca na ziemi - do sierocińca nieopodal Ruin Nemerii. Nikt nie miał prawa nas tu znaleźć, nikt.

Rok później zrozumiałam istniejący w tym "błogosławieństwie" haczyk. Pani Rateirra wykorzystywała mieszkające w swoim sierocińcu dzieci do własnych korzyści. Kazała nam włamywać się do domów arystokratów, a gdy wracaliśmy z niczym - głodowała nas lub zamykała na klucz w piwnicy. Z racji że mój żołądek dobrze znosił głód, moją karą była druga przedstawiona opcja. Niewiele potrafiłam zrobić, ledwo nauczyłam się otwierać zamki, aby móc spokojnie okradać bogatszych - lecz cóż z tego, jak z moimi amatorskimi zdolnościami skradania się i tak mnie przyłapywali? Przez większość czasu, wykorzystując moją kościstą posturę, umykałam z sierocińca, aby bawić się z innymi dziećmi. Bardzo zaś zaprzyjaźniłam się z rodzeństwem Dorah i Tormeyem. Oboje mieszkali z rodziną kawałek dalej od sierocińca, więc spędzanie czasu z nimi było moją idealną odskocznią. Pani Rateirra wierzyła, że w tym czasie szukam kolejnych ofiar do kradzieży, a gdy odkryła prawdę - ponownie zamykała mnie w piwnicy.
Źle wspominam tę piwnicę. I to życie. Chciałam odejść, a gdy nadarzyła się okazja znaleźć spokój w innym sierocińcu - w sierocińcu pani Imeldy - zrozumiałam, że Rateirra nie wypuści mnie. Nie jestem sierotą. Jestem więźniem.
- Jeśli dowiem się, że poszłaś za tą kobietą, spalę jej przybytek. I to będzie twoja wina - mówiła opiekunka. Przestraszyłam się. Dlatego w dniu umówionego spotkania z Imeldą, pojawiłam się na miejscu i zwyzywałam ją od ludzi, którzy podbudowują sobie ego noszeniem pomocy dla innych. To nie była prawda, ale dzięki tym słowom wiedziałam, że nikt nie będzie się o mnie martwić. Że pani Imelda odejdzie smutna, acz może szybciej o mnie zapomni.
Bolało mnie to niezmiernie.

Zaledwie trzy lata później z Dorah spróbowałyśmy czegoś nowego - nakłuwałyśmy swoje ciała igłami nasączonymi tuszem, aby w ten sposób upodobnić swoje ciała do siebie. Chciałyśmy na wieki mieć pewność, że zostaniemy przyjaciółkami. Kompletnie nie wiedziałyśmy, co wyprawiamy, a dziwne znamiona nadal pozostają na mojej skórze wyblakłe - ale pamiętające tę szaloną obietnicę. Tormey śmiał się z nas.
- Teraz nie będziecie takie ładne! - rzekł, a ja mimowolnie się zarumieniłam. Lubiłam Tormeya.
Ale moje zauroczenie przyniosło mu tylko zgubę.

~Żegnaj, mój drogi~

Dziecięce miłostki podobno są ulotne, lecz pozostają w pamięci naprawdę długo. Rateirra zapewne chciała dopilnować, żeby nie przyszło mi do głowy uciec z przyjacielem. Zamknęła Tormeya w piwnicy i szantażowała Dorah, że dopóki nie obieca jej wyprowadzki, nie wypuści go - a w konsekwencji chłopak mógł umrzeć tam z głodu. Dorah nie była w stanie nic zrobić - rodzina nie słuchała jej próśb.
I to był ten dzień, kiedy wszystko zepsułam. Postanowiłam na własną rękę uwolnić przyjaciela - stać się bohaterką w oczach Tormeya, zrobić w końcu coś pożytecznego. Pełna maniakalnej weny pobiegłam do traumatycznej piwnicy z butelką pełną wysokoprocentowego trunku, wciśniętym weń kawałkiem szmaty i zapałką. Będąc nieopodal - z oddechem strażników pani Rateirry na karku - rzuciłam swoją konstrukcją w drzwi piwnicy. Miało się udać - drzwi wyleciałyby z zawiasów, Tormey wybiegłby z więzienia i wszyscy wykorzystalibyśmy chaos, aby stąd uciec.
Nie pomyślałam, jak silny może być wybuch. Nie przewidziałam najbardziej bolesnych skutków, które dotarły do mnie dopiero po chwili euforii. Piwnica wybuchła.
- Udało się! Zrobiłam to! Udało mi się, uwolniłam... - zamilkłam. Nie byłam w stanie dostrzec nic więcej jak tylko wystającą spod paru desek chłopięcą rękę. Cisza nastała w mojej głowie. Nawet krzyk rozpaczy Dorah, reprymendy Rateirry i spychający mnie na bok pracownicy nie byli w stanie zagłuszyć tego bólu w sercu.
Zabiłam przyjaciela.
- To twoja wina! - Nie mam pewności, kto mi to powiedział. Te słowa z całą pewnością padły tegoż wieczoru, lecz nie mogłam skojarzyć twarzy z tym zdaniem. Po raz kolejny kogoś zawiodłam.
- Jesteś zarazą - rzekła do mnie Dorah. To ostatnie, co kiedykolwiek od niej usłyszałam.

~Na zawsze jako złodziej z sierocińca?~

Od tamtej pory przestałam się uśmiechać. Mój jedyny kontakt to dzieciaki z sierocińca - inni złodzieje. Rateirra miała teraz doskonałą wymówkę, aby nie wypuszczać mnie stąd do śmierci. "Ona jest niebezpieczna dla otoczenia", tłumaczyła. "Jest chora. Niezrównoważona".
I taka byłam. Gdy tylko podchodziła do mnie Rateirra, momentalnie marszczyłam czoło, jakbym była obrażona na cały świat. Bałam się jej przyznać, że widzę nieraz ducha Tormeya, który prześladuje mnie i nie pozwala zapomnieć, że jestem życiową porażką. Nie mogłam nikomu się zwierzyć, ponieważ wzięliby mnie za wariatkę.
Jestem pewna, że nigdy mnie stąd nie wypuszczą. Tak samo pewna jak to, że któregoś dnia się zemszczę i ucieknę z tego przeklętego miejsca.
A skoro jestem zarazą, pasuje przedstawiać się w podobny sposób. Dlatego też od niedawna nazywam się Bhaktipriya. Kiedyś to imię zostanie zapamiętane i będzie towarzyszyło każdej piosence w przydrożnej karczmie.
Kiedyś.
  • Najnowsze posty napisane przez: Bhaktipriya
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data