Oglądasz profil – Gillian

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Gillian Alesca "Księżniczka Cieni" Nevermore z klanu Iarrieth
Rasa:
Nemorianin
Płeć:
Kobieta
Wiek:
113 lat
Wygląda na:
25 lat
Profesje:
Szlachcic, Skrytobójca, Wojownik
Majątek:
Zamożny
Sława:
Znany

Aura

Emanacja ta skrywa się w mroku, który rozświetla szmaragdowy blask. Jest on chłodny i niepokojący, można wyczuć drzemiącą w nim siłę. Mimo platynowego podszycia twarda powierzchnia jawi się w barwie żelaza. Tu i ówdzie widnieją kobaltowe smugi, przyprószone miedzianym pyłem. Niespodziewane krzyki agonii w połączeniu z nagłą elastycznością aury mogą niepokoić. Niektórzy odejdą, ci jednak, którzy zdecydują się wczytać bardziej, odkryją niebezpiecznie ostre zarysy skryte pod jedwabistą powłoką. Dziwne odgłosy natomiast przybiorą formę, pojedynczego, buczącego tonu. W tym momencie będzie można wyczuć również nietypową woń anyżu w połączeniu z zapachem lasu. Na sam koniec jej gorzki posmak i nieznośna lepkość pozwolą niemalże przeoczyć drobne, chropowate wypustki, które przecież mogłyby zaburzyć jej olśniewającą prezencję.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Gillian
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Gillian

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
11 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
7 miesiące temu
Liczba postów:
3
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 33.33% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, odporny
Zwinność:zręczny, bardzo szybki, precyzyjny
Percepcja:dobry wzrok, wyostrzony zmysł magiczny
Umysł:bystry, ineligentny, b. silna wola
Prezencja:olśniewający, godny, szarak

Umiejętności

Władanie dwoma mieczamiMistrz
Walka sztyletamiMistrz
SzulerstwoEkspert
Walka wręczEkspert
EtykietaEkspert
UnikiEkspert
Pisanie i czytanieBiegły
Skradanie sięBiegły
KrawiectwoBiegły
RytualizmBiegły
SzpiegostwoZaawansowany
ŁucznictwoZaawansowany
PoezjaZaawansowany
PrzetrwanieOpanowany
KreomagowanieOpanowany
AnatomiaOpanowany
Pismo runiczneOpanowany
JeździectwoPodstawowy
TropieniePodstawowy
Czytanie aurPodstawowy
BestiologiaPodstawowy
KulturoznawstwoPodstawowy
StrategiaPodstawowy
AktorstwoPodstawowy

Cechy Specjalne

UmbraMoc
Moc, którą Gillian odziedziczyła po matce, można dość krótko opisać: to zdolność przekazywana wraz z krwią. Nie da się jej nauczyć, a ród Elmaris posiadał wyjątkowe właściwości we krwi. Posoka zarówno Gillian jak i jej matki jest bowiem czarna - połączona naturalną więzią z mrokiem, dzięki czemu nie tylko kobieta jest w stanie wtopić się w ciemność, a także korzystać z niej. Zdolnością, którą odziedziczyła nemorianka, jest możliwość materializowania rzeczy dzięki cieniu, które rzucają. Kobieta może skopiować w ten sposób piękną suknię lub dowolną broń, lecz jedynie zachowując jej kształt - wygląd zostaje zmieniony, bowiem wszystko jest czarne, a magiczne właściwości broni (o ile takowe posiadała) są w rękach Gillian unieważnione. Zwykła różdżka w jej dłoniach będzie tylko patykiem, po prostu.
NemorianizmRasowa
Regeneracja, odporność na choroby, mowa umysłu, niematerialna powłoka (w przypadku Gillian ma ona postać cienia)
Pieczęć księżniczkiKlątwa
Pieczęć, którą skrupulatnie nakładał Krall na swoją jedyną córkę. To przez to kobieta jest wręcz przywiązana do niego - Gillian mimo prób ucieczki zawsze była zatrzymywana, a to wszystko przez to, że król cieni związał się z nią emocjonalnie. Cokolwiek ona czuje, czuje i Krall, więc każdą chęć ucieczki czy skoki adrenaliny informowały go niemal od razu o zamiarach nemorianki. Działa to też z mniejszą częstotliwością w drugą stronę - Gillian jest w stanie wyczuć silniejsze emocje czy ból, który odczuwa jej ojciec.

Magia: Intuicyjna

IstnieniaAdept
To dzięki tej magii Gillian jest w stanie utrzymywać materialne formy przedmiotów, które wyciąga z cienia.
ŚmierciNowicjusz
Dodatkowa magia, której wymagał od niej ojciec.

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Gillian dość twardo stąpa po ziemi. Jeśli postanowi sobie cokolwiek, a zazwyczaj są to dość poważne decyzje, od razu przechodzi do czynu. Nie czeka, aż okazja umknie jej koło nosa. Charakter kobiety trudno opisać jako przyjazny czy w jakikolwiek sposób przychylny. Gillian to typowy introwertyk w rozmowach, który woli pracować samotnie i nie spoufalać się z innymi osobami. Dlatego też, po utracie kontaktu z jedyną bliską jej osobą (matką) postanowiła, że nie będzie zbliżać się do nikogo, aby więcej nie cierpieć. Zachowuje się dość odpychająco, jest chamska i kłamliwa, jednocześnie nie przepada za osobami słabszymi od niej. Trudno jednak powstrzymać jej ciekawską naturę i niepowstrzymaną chęć do nauki, więc kiedy na jej drodze stanie ktoś lub coś interesującego, Gillian pozwala na wyjątek w swojej zasadzie samotności. Posiada dość czarny humor, więc ciężko ją polubić na pierwszy rzut oka, zwłaszcza że kobieta nawet dla potencjalnie bliskich jej osób nadal stara się być nieprzystępna. 
Kobieta uwielbia wysiłek fizyczny. Od niedawna została jednak zmuszona do zaprzestania treningów, przez co coraz częściej buntuje się przeciwko ojcu. Gillian nie wyobraża sobie dnia, który musiałaby przesiedzieć i nic nie robić czy też "zrelaksować się" jak typowa arystokratka. Nemorianka lubi dworskie życie, intrygi i dużą przestrzeń zamkową, aczkolwiek nie w smak jej życie w klatce, którą próbuje stworzyć dla niej Krall. Chciwość ojca sprawiła, że kobieta jest dość nieufna, zatem też nigdy nie pokazuje w pełni, do czego jest zdolna. Obawia się swojej przyszłości - nie ma pojęcia, co zrobić, kiedy w końcu uda jej się uniezależnić od swego ojca. Nie podobają jej się jego plany co do niej, ale też nie ma ona innej alternatywy, dlatego też trudno jej wyobrazić sobie samotne życie. W samotności bowiem budzą się demony, o których nemorianka nie powie nikomu; strach przed samotnością. W zamku zawsze jest otoczona służbą, więc tutaj jest spokojna. Ale na zewnątrz? Na zewnątrz... nie ma nikogo. Jest jednak na tyle zdeterminowana, żeby odnaleźć własne przeznaczenie, że nie spocznie, dopóki go nie dosięgnie. Za swoje ulubione zajęcia, które odciągają ją od rzeczywistości, uznaje jazdę konno i krawiectwo, jest również w pełni oddana poezji.

Wygląd

To, jak ludzie odbierają pierwsze wrażenie ze spotkania z Gillian, bardzo zależy od ich charakteru. Zwłaszcza że wygląd księżniczki cieni powala, albowiem przez lata życia we wiosce - wyrobiła ona zgrabną figurę, delikatne mięśnie oraz ostrą, pełną pewności siebie twarz, która nie kojarzy się za nic z przedstawicielką arystokratycznych kręgów. Wysoka na około sążeń kobieta z mocno zarysowanymi przez wcięcie w talii krągłościami zwraca uwagę wielu osób, zwłaszcza gdy kobieta znajduje się na dworze. Służba dotychczas ubierała ją w czarne suknie z licznymi falbanami, aczkolwiek takie, aby opinały ciało Gillian. Spódnice zaś zazwyczaj nosi rozkloszowane, aby nie krępowały ruchów. Nikt nie wie, że nemorianka dodatkowo pozwala sobie zakładać pod spód spodnie, bo "nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ci robić wszelkiego rodzaju wygibasy" - tłumaczy. Można wręcz rzec, że demonica jest perfekcyjna jak na nemoriańskie standardy przystało - kruczoczarne włosy i przenikająca zieleń oczu są znakami charakterystycznymi dla tej rasy, a z ostrymi rysami twarzy po elfickim ojcu pięknie razem wyglądają. Blada cera kobiety od razu przywodzi na myśl demona, a nieufne spojrzenie Gillian sprawia, że zapatrzeni w nią osobnicy zwykli ją podziwiać - ale z daleka. Nemorianka nie wygląda na przyjaźnie nastawioną, wręcz z pogardą spogląda na innych. Gracja, która towarzyszy wszystkim jej ruchom, wzbogaca dodatkowo jej zdolności waleczne. Chciałoby się z całą pewnością dodać inne szlacheckie cechy kobiecie, ale na zadbanym wyglądzie należy zakończyć - dłonie nemorianki są styrane od broni, a towarzyszący jej wiecznie mrok odpycha ciekawskich śmiałków od zagadywania jej. 

Historia

Odkąd pamiętam, zawsze siedziałam w cieniu. Nie lubiłam wychodzić za dnia, a tym bardziej gdy słońce świeciło konkretnie. Jako dziecko nie bałam się ciemności, wręcz przeciwnie - otulałam się nią niczym kocem na długie, samotne wieczory. Aczkolwiek nim zaczęła się moja własna historia, został zawarty pewien układ. Powstała intryga. Czym zatem lepiej zacząć historię niźli właśnie nią? 

~To nie jest moje dziecko~

Prawie sto dwadzieścia lat temu między mężczyzną o imieniu Avenal i nemorianką Elmaris doszło do, jak mogłoby się wydawać, cudownej historii romantycznej rodem z książek dla dam. Zakochali się w sobie, lecz on należał do dumnego plemienia leśnych elfów i był prostym mieszczaninem, ona zaś - należała do wysoko postawionego rodu nemoriańskiego i miała niedługo wyjść za Kralla - księcia cieni. Nie było im pisane być razem, lecz mimo to próbowali; potajemnie spotykali się i spędzali upojne noce, które osiem lat później zaowocowały w największy błąd ich życia.
Elmaris była w ciąży, a do ślubu z Krallem został rok.

***

Była piękna, gwieździsta noc. Światło srebrnego księżyca prasmoka oświetlało cały dziedziniec tak bardzo, że nawet pod murami było jasno. Avenal obawiał się, że zostanie wkrótce zauważony, także coraz bardziej denerwował się, gdy jego ukochanej nie było w zasięgu wzroku. Jedynie Hina, służka Elmaris, wiernie poinformowała go listem, że odebrała w swoich komnatach poród jego córki. Elf przybył na drugi dzień, gdyż zaniepokoił się o kobietę; Elmaris przeto miała być przeznaczona dla samego księcia cieni. Czy on wie o ciąży? Czy ktokolwiek wie, poza Hiną?
- Księżyc jest dzisiaj wyjątkowo piękny, czyż nie? - usłyszał niespodziewanie. Odwrócił się napięcie, a gdy ujrzał ukochaną, serce ledwo nie wyskoczyło mu z piersi. Obok Elmaris stała jej służka, trzymając maleńki zlepek kocyków. Avenal spojrzał nań z czułością, o której nie wiedział, że w ogóle posiadał. Coś tknęło jego serce, a to coś było tak malutkie, że spokojnie mógłby to trzymać na jednym ramieniu.
- To Gillian - oznajmiła Elmaris. - Nasza córka. - Dziewczynka wyglądała jak demon. Gdy lekko uchylała oczy, ich zielonkawy odcień mienił się w blasku nocy, a delikatne brązowe drobinki były niemalże jeno śladem Avenala. Mężczyzna uśmiechnął się.
- El, skarbie… - zaczął. Chciał zaproponować jej ucieczkę, aby mogli wychowywać małą Gillian razem. Lecz wtedy jego serce zostało roztrzaskane na miliony małych kawałków.
- To nie moje dziecko - rzekła Elmaris. - Muszę się go wyrzec, Avenalu. Tak jak i muszę opuścić ciebie. - Nawet drobna łza na policzku nemorianki nie przekonała mężczyzny. Wszystko wydawało się tak dobrze zaplanowane, każde słowo Elmaris przemyślane, a ciężar dziecka na jego rękach tak prawdziwy. Nemorianka nie powiedziała nic więcej, tylko odwróciła się i tak jak rzekła - odeszła.
- Panie elfie, to dziecko będzie wyjątkowe - powiedziała szybko Hina. - Bo widzi pan, to dziecko zostało…
- Hina - ostre słowa Elmaris przecięły cichy szept służki - idziemy stąd. Zamilcz.
Avenal został sam. Z małą Gillian w rękach, gotowy jej bronić za wszelką cenę. Nigdy jednak nie było dane mu poznać, co dokładnie miała na myśli Hina.

~Nie jestem stąd~

Jestem Gillian z klanu Iarrieth. Lubię przesiadywać w cieniu i nie przepadam za słońcem. Kocham czytać dzienniki z przygód różnych bohaterów, ponieważ tylko w taki sposób mogę sobie wyobrazić świat. Zamieszkuję małą chatkę z ojcem, który wychował mnie na bajkach o pięknych królewnach, smokach i królewiczach na białych rumakach. Moja dziecięca wyobraźnia rozwijała się jak najlepiej, lecz nie tylko to zawdzięczam ojcu. Avenal nauczył mnie bardzo wiele - gdy miałam zaledwie siedem lat, pokazywał mi różne techniki samoobrony, lecz jak pozostali członkowie elfiego klanu stronił od przemocy. Wtedy działo się naprawdę wiele rzeczy w naszej małej wiosce, dlatego też ojciec postanowił pokazać mi także, jak przetrwać samej w tym okropnym świecie - podstawy przetrwania znałam zatem od małego, jednakże im starsza byłam, tym bardziej czułam się bezużyteczna. Klan Iarrieth coraz bardziej wydawał mi się być szarą egzystencją - rodzimy się, żyjemy, jemy, śpimy. Czułam się tutaj monotonnie, ale bezpiecznie. Do czasu…
- Pamiętaj, jakbyś nie daj Prasmoku została w młodym wieku sama… - zawahał się mój ojciec. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co mogłoby się dziać poza wioską czy w jej obrębie.
No właśnie. Nie wiedziałam, do czego zdolny był mój ojciec, żeby mnie chronić.

Do moich ósmych urodzin niewiele zostało. Jako młoda dziewczyna miałam potrzebę znaleźć przyjaciół w podobnym wieku - a znałam zaledwie dwie, może trzy osoby ze zbliżonego rocznika.
- Ojcze, czy mogę wyjść do córki Avaeny? - zapytałam. Tylko raz zdarzyło mi się zamienić słowo z tą dziewczynką, lecz nie poznałam wtem jej imienia. Avenal wydawał się znać dobrze jednak jej matkę, stąd traktowałam ją jako “córkę Avaeny”. Mój ojciec jednak zbladł, jakby zobaczył zjawę. W życiu nie widziałam go tak zmieszanego.
- Ach, Shyilia… - oznajmił. Po raz pierwszy wtedy usłyszałam imię swojej jedynej potencjalnej przyjaciółki, więc szybko zanotowałam je w głowie. - Nie możesz się więcej z nią widywać, Gill.
- Dlaczego? - Nie ukrywałam oburzenia, ale nie dostałam również odpowiedzi. Zazwyczaj mężczyzna radował się moimi chęciami uspołeczniania, a teraz trącił hipokryzją na kilometr. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co się naprawdę stało w wiosce; jak dwunastoletnie dziecko zostało poświęcone, żebyśmy my, tchórzliwe plemię głupców, mogli egzystować dalej. Jak bardzo byliśmy bezbronni, że musieliśmy posiłkować się ofiarą z niewinnego dziecka.
Gdy jednak poznałam prawdę, coś zakuło mnie w piersi. Czułam się tutaj bezpieczna, lecz jak mogę żyć z wiedzą, że klan Iarrieth - w tym głównie mój ojciec - oddali grabieżcom kogoś zaledwie pięć lat starszego ode mnie? Wzrok Avaeny nigdy nie przestanie mnie prześladować. Starszyzna, do której należał mój ojciec, wydała jedno dziecko wzamian za życie wszystkich mieszkańców Iarrieth.
Wtedy jeszcze byłam słaba i bezbronna. Nie mogłam zdziałać wiele. Ale patrząc na wydarzenia, które dopiero będą miały miejsce, mogę się już teraz pochwalić;
To dzięki mnie klan Iarrieth wymrze. Wszystko przez to, że tak naprawdę nigdy nie powinnam się tutaj pojawić. Nie jestem stąd.

~Ta wioska jest przeklęta~

Lata mijały. Nie czułam się bezpiecznie we własnym domu, mimo że ojciec znajdował się na dość wysokiej pozycji i nic raczej mi nie groziło - lecz i Shyilia mogła myśleć niemalże to samo. Więc wbrew zakazom Avenala uciekałam w las, gdzie trenowałam “wojaczkę” - a przynajmniej tak sądziłam, bijąc zaciekle kijem jeden z grubszych dębów. W wieku dziesięciu lat po raz pierwszy spotkałam Jego. Mojego wybawcę i, jak się później okaże, swój największy koszmar. Ciemnowłosy mężczyzna o urodzie tak nemoriańskiej, że jego oczy niemal dorównywały zieleni traw o świcie, ujrzał moje starania i zdziwiony, że uczę się sama w lesie, podszedł do mnie. Próbowałam wyglądać groźnie, ale jak groźnie może wyglądać głupie dziecko z patykiem w dłoni?
- Skąd ta zaciekłość w tak małej osóbce? - zapytał. Wbrew mrocznemu wyglądowi wydawał się kimś niezwykle ciepłym, troskliwym. Więc postanowiłam się przed nim odsłonić.
- Muszę nauczyć się bronić. Inaczej umrę jak… - wstrzymałam się. Chciałam się co prawda komuś zwierzyć, ale nie mógł to być nowopoznany człowiek w lesie. Jego propozycja i miecz, zwrócony rękojeścią w moją stronę, zaskoczyły mnie.
- Pomogę ci zatem. Szkoda, aby tak uzdolnione dziewczę miało zginąć. - Uśmiechnął się blado. Myślałam, że się ucieszę, że zareaguję jak typowe dziecko - z piskiem przyjmę ofertę, ale o dziwo zachowałam spokój.
- Dziękuję, mistrzu…? - Uniosłam brew. Imię, które usłyszałam, na zawsze pozostanie przekleństwem w moim życiu.
- Krall. Po prostu Krall.

***

Walka mieczem przychodziła mi coraz prościej, próbowałam również nauczyć się podstaw łucznictwa, ale to bronie krótkodystansowe sprawiały mi więcej radości, jeżeli można to tak ująć. W wieku siedemnastu lat opanowałam niemal do perfekcji miecz, na podstawach mając również włócznię, halabardę, kosę oraz sztylet. Później zaś, gdy myśleliśmy, że wampiry już nie wrócą, na wioskę spadła kolejna plaga.
Ja. Ja byłam tym przekleństwem. Wampiry, które wcześniej pojawiły się w wiosce, sprzedały nas niezwykle dobrze usytuowanym demonom - sam książę cieni, zainteresował się tym miejscem. Pojawili się znienacka późnym wieczorem, a mój ojciec, który raczył wtedy stawić im czoło, nie odrywał wzroku od kobiety towarzyszącej księciu. Ja zaś wpatrywałam się w swego mistrza, który teraz dumnie stał odziany w czarny płaszcz i koronę.
- Jest tu dziecię nocy. Dziecko mojej żony - powiedział Przez Jego oczy niemal zapomniałam, że zbliża się noc.
- Oddaliśmy je wampirom - skłamał Avenal. Przynajmniej próbował, bowiem Krall znał już prawdę. Przez tyle lat zdążył się do mnie zbliżyć, porównać wygląd, zrozumieć…
On wiedział już wtedy, że nie jestem elfem z klanu Iarrieth.
- Gillian, chodź do matki - rzekła Elmaris, gdy tępo spojrzałam na swojego ojca. Członka rady klanu. Mężczyznę, który zawsze był gotów mnie chronić. Czy ja naprawdę byłam jego córką? Dlaczego zatem znalazłam się tutaj, a nie przy boku ludzi, których krew płynęła we mnie? Tego dnia, gdy księżyc zasłaniały chmury na niebie, czułam się jak uderzona obuchem. Mało co pamiętam - jakaś kobieta, demonica, dopomina się o prawo do mnie. Nazywa siebie moją matką. Mój ojciec krzyczy, broni mnie. Sam książę cieni rości sobie prawo do bycia mym panem, a ja stoję. Atakować? Uciekać? Powiedzieć… cokolwiek? Ale co?
- Moja droga - ciszę przerwał głos Kralla - wiesz doskonale, że ja cię nie skrzywdzę. Wręcz przeciwnie, obronię cię prędzej niż ci głupcy, którzy oddali bezbronne dziecko za ochronę. Zaprzeczysz temu, Avenalu? - Spojrzał na elfa. Wiedziałam, że to szpila wbita wprost w mojego ojca, lecz to ja poczułam ukłucie. Mój ojciec oddał czyjeś dziecko dla mojego bezpieczeństwa. Rada zachowywała się jak wieczni pacyfiści, stroniąc od przemocy jakiegokolwiek oprawcy. cały klan bał się wziąć broń do ręki, żeby nie zostać uznanym za “agresywny”, bowiem jeśli wyjdziemy na pokojowych, nikt nas nie zaatakuje.
Głupcy.
Widziałam w oczach mieszkańców, że patrzą na mnie jak na zwierzynę do przetargu. “Skoro chcą tylko Gillian, to chyba w porządku, prawda?”, słyszałam. “Przyszli tylko po bękarta, nam nic do tego”. Poczułam się tak, jak zawsze obawiałam się poczuć we własnym domu. Mam wrażenie, że w pewnej chwili byłam również starą przyjaciółką z dzieciństwa - przerażona, wystawiona na podium i łaskę ludzi, z którymi się wychowywała. Jakże ona musiała być wystraszona, myśląc, że ona zostanie poświęcona w ofierze - ja widocznie miałam wybór.
I wybrałam. Podeszłam do Kralla i Elmaris powoli, nasłuchując każdego oddechu ulgi elfów z klanu Iarrieth. Gdy byłam już na tyle blisko, że mogłam spojrzeć księciu ciemności w oczy, odezwałam się cicho - dokładnie tak, jak pierwszego dnia, gdy go ujrzałam, nieświadoma jego prawdziwej tożsamości.
- Czy ty jesteś moim prawdziwym ojcem? - Cisza pozwoliła również Avenalowi słuchać tej rozmowy. Wiem, że mój wybór go zabolał, aczkolwiek nie myślałam już o nim jako rodzicielu. Wychował mnie, nauczał…
Ale nauczył mnie tylko, jak egzystować. Nie potrafiłam przy nim żyć.
- Jeżeli mnie tylko zaakceptujesz, to tak - odparł Krall, delikatnie się uśmiechając. Książę cieni podobno nigdy nie kłamie, ale potrafi świetnie obracać prawdą. Zignorowałam to w tamtej chwili, gotowa uciec z tego plemienia w cholerę. - Na dowód, że będziesz szczęśliwsza wśród podobnych sobie nemorian, w zamku czeka prezent…
- Nie chcę go. Mam za to życzenie. Mogę? - Długo nie czekałam na popierające skinienie Kralla. - Klan Iarrieth jest bardzo wierzący, składają takich jak ja w ofierze dla lepszego dobra społeczności. To okrutne, czyż nie? Zasługują na karę.
Elmaris zbladła. Wiedziała, że nie ma nic do powiedzenia, aczkolwiek wizja śmierci jej ukochanego…
…miała się ziścić za mniej niż minutę, bowiem sekundę później cała wieś stanęła w ogniu.

~Prawdziwa rodzina~
Przez wiele następnych lat byłam zamknięta w rodzinnej posiadłości. Bądź też zamku, jak to wolałam określać. Ludzie tutaj mówili do mnie z ogromnym szacunkiem, będąc na usługach króla cieni. Miałam od młodzieńczych lat mistrzów, o których mogłam wcześniej tylko pomarzyć; uczyłam się etykiety, życia typowej księżniczki, krawiectwa, poezji, łucznictwa i… w sumie większości tego, co sama potrafię do dzisiaj. Tylko co drugi dzień widywałam się z Krallem; kontynuując nasz trening walk jeśli chodziło o bronie białe. Dość długo przykładałam uwagę do mieczy, więc i teraz nadal tak było. Mój rzekomo prawdziwy ojciec próbował przekonać mnie do rapierów, albowiem "są one bardziej stosowne dla młodej damy", ale skuteczność jego namawiania była naprawdę kiepska. Chciałam się bronić w tym świecie, mając w pamięci tchórzliwość klanu, w którym tak naprawdę się wychowałam. Mimo że więcej lat spędziłam w zamku, to nie były one tak kluczowe jak dzieciństwo w wiosce - czas, w którym kształtują się poglądy, charakter, zdolności. Teraz musiałam się tylko bardziej przykładać, ale... to i tak nie pomogło z obrzydzeniem, które odczuwałam wobec słabszych od siebie.

Bardzo długo żyłam w tej bańce. Wręcz za długo, jak teraz mi się wydaje. Nim się obudziłam, miałam sto lat i nadal żyłam w tym pięknym zamku. Matkę natomiast widywałam raz w roku, w dniu moich urodzin. Gdy wybiła mi faktyczna setka, usłyszałam od niej kluczowe w moim życiu zdanie.
- Jesteśmy w końcu prawdziwą rodziną - powiedziała. - Tak, jak powinno być. Właśnie tak jest...
- Jak powinno? - zapytałam zdziwiona.
- Powinnaś znać prawdę, ale... Krall by jej nie zniósł.
Nie rozumiałam wtedy. Nie wiedziałam też, dlaczego moja matka z takim chłodem opowiada o swoim mężu. Dopiero rok później, kiedy Krall zakazał nam widywania się, zaczęłam dociekać. A to nie spodobało się królowi cieni.

~Skąd we mnie to przekleństwo tak nagle?~

Byłam głupia, ale nie wiedziałam już, z jakiego powodu. Po prostu byłam idiotką. Próbowałam uciec ze swojej bańki, aby żyć z daleka od Kralla, lecz za każdym razem zatrzymywały mnie straże. Zwróciłam uwagę na podobieństwo swoje oraz swego ojca - które było praktycznie zerowe. Elmaris miała piękne, czarne włosy, które odziedziczyłam. Tak samo było z zielenią naszych oczu. Aczkolwiek szpiczaste uszy - ten delikatny szpic nie należał ani do niej, ani do Kralla. Dowiedziałam się wtedy, że to moja matka zdradziła króla z elfem z klanu Iarrieth, a później mnie oddała, aby ukryć ten straszny skandal. Mój "ojciec nie pozwalał" mi odejść, jakby wyczuł zagrożenie w tym, że znam prawdę. Byłam dla niego jak trofeum. Zbyt cenny nabytek, żeby pozwolić takiemu odejść.
- Tu jesteś bezpieczna - powtarzał mi Krall. - Kiedyś to zrozumiesz.

I faktycznie, zrozumiałam. Przyszywany ojciec uczył mnie magii, uczył mnie przetrwania, pokazał wszystko - ale po co? Dlaczego skupił się na moich działaniach bojowych? Dlaczego miałam dosłownie przyspieszony kurs etykiety, dlaczego szkoliłam się w magii?
Pewnej nocy doznałam oświecenia podczas snu. Byłam córką Elmaris, potężnej demonicy, która została wręcz oddana księciu cieni. Nie mogła być zwykłą nemorianką. Tej nocy miałam sen, który otworzył mi oczy. Obudziłam się szybko, a gdy ujrzałam panującą za oknami rezydencji ciemność, poczułam z nią więź. Wiedziałam, że to, co w niej jest, jest moje. Po raz kolejny spróbowałam uciec. Tym razem byłam gotowa, albowiem wiedziałam, na co mnie stać. Podeszłam do zbroi rycerza, która dumnie znajdowała się w moim pokoju, po czym wyciągnęłam czarny miecz z cienia, który rzucała ozdoba.
To była cząstka Elmaris we mnie. To właśnie tego nie chciała moja matka - żeby ta zdolność trafiła w ręce kogoś niewłaściwego. Ale teraz posiadał ją Krall.

***

Nie udało mi się. Po raz kolejny zostałam złapana, lecz i tak uznaję tę próbę za sukces, ponieważ sam król musiał uczestniczyć w pogoni za mną. To on mnie złapał, radośnie sprowadzając z powrotem do komnaty.
- Nareszcie. Już myślałem, że nic z ciebie nie będzie, Gillian - oznajmił. - Teraz jedynie… pozostaje znaleźć tak silny ród, który będzie godny połączenia z twoją… zdolnością.
Wiedziałam, że nie mam szans. Ciążyła na mnie klątwa, o której dowiedziałam się dużo później. W dniu zaręczyn zaś ponownie dostrzegłam okazję, aby uwolnić się od Kralla.
Musiałam to tylko dobrze rozegrać. Mój ojciec zabronił straży dalszego szkolenia mnie, uznając, że jestem już gotowa. A ja niechętnie musiałam przyznać mu rację, albowiem przez ponad sto lat nauczyłam się jednej ważnej rzeczy - oszukiwania go. Teraz tylko musiałam to dobrze wykorzystać i gotowa byłam na największe kłamstwo w swoim życiu.

Posiadłość

Lokalizacja: Otchłań
Posiadłość w pełni należy do Kralla i jest również siedzibą Cieni, nad którymi mężczyzna panuje. Gillian wychowała się jedynie we wschodniej części zamku, która była dość obszerna. Mówimy tutaj o około sześciu pokojach mieszkalnych, z których jeden był sypialnią nemorianki, kuchni, jadalni oraz wielkiej sali treningowej, stanowiące niemal serce tej części budowy. Z racji na umiejscowienie w Otchłani, posiadłość za sprawą magii unosi się w powietrzu, więc istoty bez zdolności zmiany w niematerialne powłoki czy latania nie będą w stanie dostać się do środka - ucieczka również jest utrudniona. Czarne mury skutecznie maskują zamek, bowiem z daleka przypomina on wyłącznie góry. Elegancję tego miejsca podkreślają wyjątkowe elementy ozdobne. W niektórych wielkich oknach wstawiano misternie układane z kolorowego szkła witraże, które nie dodają jednak za wiele radości. W drugiej części zamku znajduje się sala obradowa, więzienie oraz zaledwie trzy izby mieszkalne - jedna z nich należy do Kralla, druga do Elmaris. 
  • Najnowsze posty napisane przez: Gillian
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • Chyba zawsze już tak będziemy pogmatwani
            Księżniczce ciemności nie pozwalano już na wiele. Mogła jedynie chodzić w określone rejony Alaranii, do których Krall miał natychmiastowy dostęp, a najlepiej żeby na miejscu znajdowali się jego popleczn…
    1 Odpowiedzi
    274 Odsłony
    Ostatni post 7 miesiące temu Wyświetl najnowszy post