Oglądasz profil – Sargeras

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Sargeras zwany Bohaterem
Rasa: Smok
Wiek: 0 lat

Aura

Emanacja, choć odrobinkę już matowa, z oddali widać jej potęgę. I nie chodzi tu o siłę, która akurat wypada dość przeciętnie, lecz o całokształt. Poświata mieni się cudownie szmaragdowym i rubinowym światłem, tworzącym przepiękną zorzę nad powłoką, mieniącą się niby szczere złoto. Widać tu i ówdzie miedziane, koliste wzory, z oddali przypominające monety. Kobaltowe plamy zaś są niczym drogocenne kamienie, jaśniejące w słońcu. U podstaw widać żelazne obramowanie. Bogactwo objawia się również przy wrażeniach dźwiękowych. Śmiech dzieci wraz z licznymi głosami łączy się z trzaskami płomieni oraz uczuciem ciepła. Później zaś w tle można usłyszeć przyjazną, wesołą melodię powoli przechodzącą w bardziej poważną, symetrycznie zmieniającą swój ton. Zmysłem węchu łatwo wychwycić ciężką do zidentyfikowanie i dość męczącą woń. Bardziej zaawansowani czytający odnajdą również dość zaskakujący zapach sera. W dotyku powłoka jest praktycznie nie do ruszenia, twarda niczym głaz i równie sztywna. Mimo to niebezpiecznie ostra oraz pokryta aksamitnym meszkiem. Ponadto ma czelność pozostawiać po sobie gorzki posmak i niemiłosierną lepkość.
Nazwa użytkownika:
Sargeras
Grupy:
Inne Postacie:
Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sugarro, Rubedo
Martwe postacie:
Shadei

Skontaktuj się z Sargeras

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
2 tygodnie temu
Liczba postów:
4
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Dalekie Krainy
(Posty: 3 / 75.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Nienazwana wyspa] Nawet bohater potrzebuje odpoczynku
(Posty: 3 / 75.00% wszystkich postów użytkownika)

Umiejętności

Poezja karczemna z nutą wyolbrzmianiaM
Opieka nad dziećmiM
Jubilerstwo - znajomość metali oraz kamieni szlachetnychM
Walka w smoczej formieW
SeroznawstwoW
EtykietaW
Kulturoznawstwo - wielkie miasta AlaraniiW
PolitykaW
HistoriaW
Targowanie sięW
PrzetrwanieW
PolowanieW
Wiedza o rasach AlaraniiW
UwodzenieO
Urządzanie wnętrzO
Odnajdywanie źródeł magiiO
Czytanie AurO
Pierwotna wiedza o magiiO
Akrobacje powietrzneO
TaniecO
ŚpiewO
PływanieO
Pseudo-budownictwoP

Cechy Specjalne

Cechy rasowe - SmokDSmok, jaki jest, każdy widzi - lata na swoich smoczych skrzydłach, zieje swoim smoczym ogniem, może przybrać formę mrocznego elfa, a także posiada pamięć absolutną. Oczywiste, czyż nie?
Magiczny OgieńMPredyspozycje do władania magią ujawniły się w Sargerasie w dosyć nietypowy sposób - zamiast rzucać zaklęcia, czy wykorzystywać magię bezpośrednio, potrafi on “nasączyć” ogień, którym potrafi zionąć, opanowanymi przez niego dziedzinami magii. Daje mu to pełną kontrolę nad siłą oraz efektem jego magii, ale ogranicza to, co może nią uczynić. Dodatkowo, w przypadku ziania na większy obszar, jego magia nie rozróżnia istot, więc wszystko w zasięgu magicznych odczuje efekt, jaki chciał wywołać Sargeras.
Bohater swojej HistoriiZSargeras, jak prawdziwy bohater, nigdy nie ustępuje. Jego wiara w swój heroizm jest na tyle silna, że limity ciała przestają być ważne podczas walki na śmierć i życie. Najpotężniejszy ból czy najpaskudniejsza rana, nie jest to straszne Sargerasowi. Będzie walczył do samego końca i albo odniesie heroiczne zwycięstwo, albo polegnie jak bohater, walcząc do ostatniej kropli krwi i dalej.
Bogactwo Tkwi w SzczegółachZŻyjąc tak, by otaczać się wiecznie najbardziej wykwintnym złotem, serem czy kobietami, Sargeras wytrenował wszystkie swoje zmysły do granic możliwości bez wsparcia magii. Jest w stanie wyczuć różnice czy zmiany tak absurdalne, że znalezienie dwóch prawdziwie identycznych sztabek złota staje się karkołomnym zadaniem.
Kapryśna GadzinaWSargeras, wskutek swojego charakteru połączonego z wyostrzonymi zmysłami, jest niezwykle przewrażliwiony na punkcie niedoskonałości. Przeżyje, jeśli można daną skazę zignorować, ale jeśli jego ser nie smakuje tak, jak powinien, to wtedy jest to równoznaczne z wypowiedzeniem świętej wojny osobie, która ten ser mu sprzedała. Jak i również temu, kto ten ser zrobił. I krowie, kozie, czy czemukolwiek, co dało mleko na ten ser. I temu, co było pokarmem tego, co dało mleko...

Magia

Przedmioty Magiczne

Charakter

Sargeras jest dosyć… specyficznym smokiem. Nie jest wynaturzeniem, nic z tych rzeczy, po prostu smocze cechy charakteru są w nim obecne w dosyć nietypowej formie. Nie wspominając o tym, że droga życiowa, jaką podąża, przez wielu smoków zostałaby uznana za głupotę, jeśli nie splunięcie w to, co reprezentują sobą smoki.

Nie można o nim powiedzieć, że jest dobry, to jest pewne. Co najwyżej można stwierdzić, że w jego interesie leży dobro innych, bo dzięki temu zyskuje to, co chce. A co chce tak długowieczny smok, jak Sargeras? Dóbr materialnych oczywiście, choć niekoniecznie po to, by je składować. Niebieskołuski bowiem nigdy nie był dobry z przechowywaniem skarbów, które zdobył. Kiedyś po prostu wydawał wszystko w miastach, a obecnie nie dość, że wydaje bogactwa w karczmach i na kobiety, to także zjada część, z tego, co zdobędzie. Jest on bowiem smakoszem drogocennych kruszców, kamieni szlachetnych… Oraz sera. Może to wina złocistego zabarwienia, ale to mało wątpliwe wyjaśnienie, gdyż pochłania on także inne odmiany tego jadła. W każdym razie uwielbia zjadać ser i wszystko, co drogocenne.

Wśród pozostałych rzeczy, które pożąda ten smok, jest sława i kobiety. Uwielbia, kiedy inni wiedzą, kim jest, kiedy słyszeli o jego wyczynach, a jeszcze bardziej ubóstwia pochwały skierowane w jego stronę. Zostanie wieczną legendą Alaranii jest jednym z jego marzeń, które wierzy, że bez trudu spełni. W końcu on to Sargeras! Jak nie on, to kto? A wracając do pożądania… Kobiety to najwspanialsza przyjemność, jaką bogowie mogli stworzyć według Sargerasa. Nie potrafi odmówić sobie miłych chwil z uroczymi paniami, bez względu na rasę. Po krótkim namyśle słowa “bez względu na rasę” nie są odpowiednie, gad preferuje bowiem rzadziej występujące, bądź trudniejsze do uwiedzenia, rasy Alaranii. W pewnym sensie przebywanie z kobietą jest dla niego codziennością w jego życiu, co jednak nie oznacza, że intymne spotkania straciły smak dla wiecznie chętnego na spotkanie Sargerasa.

Gdyby się skupić na bohaterskim aspekcie jego charakteru, ktoś, kto zna całą jego historię, szybko zauważy, że zaszło u niego zjawisko znane z pewnego przysłowie - “Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Sargeras kiedyś był bohaterem tylko dla nagród, które na niego czekały. Teraz oczywiście wciąż oczy ma wpatrzone w nagrodę, ale do tego stopnia wciągnęła go rola bohatera, że trudno powiedzieć, czy nadal jest to jedynie wymówka dla zdobywania bogactwa i sławy, czy może jednak jego prawdziwe powołanie. Nie można w końcu zaprzeczyć temu, że jego czyny faktycznie pomogły wielu istotom. Poza tym, w przeciwieństwie do swych początków, nie nalega już na materialne podarunki, jeśli wie, że dana osoba nie jest na tyle bogata, by tego dokonać. Wtedy też wystarcza mu fakt, że jego sława rozrosła się nieco bardziej.

Odwiecznym problemem, który męczył umysł smokołaka, jest “prawdziwa miłość”, której nigdy niedane mu było zaznać. Dla smoków jest to zazwyczaj pierwsza smoczyca, z którą się spotkało. Sargeras jednak, ze swoim zwyczajem porzucania partnerek, ma w sobie pustkę, której nie jest w stanie zapełnić żadną ilością tymczasowych związków. Choć zazwyczaj ukrywa to w sobie, to jednak stara się odnaleźć tą jedyną, która wypełni dziurę w sercu bohatera. Do tego czasu jednak, z uśmiechem żyje swoim życiem, wiedząc, że kiedyś tego dokona. W końcu bohaterowie zawsze wygrywają, w co Sargeras wierzy bez cienia wątpliwości.

W kwestii swoich córek, cóż, słowo “nadopiekuńczy” nie wystarcza. Niebieskołuski nawet swoją najstarszą córkę, która jest już w wieku, kiedy to normalne smoczyce szukają partnera do spłodzenia potomstwa, traktuje jak smocze pisklęta. Chce on, aby zawsze były na tyle blisko niego, by w razie czego usłyszał ich wołanie o pomoc. Jeśli jest choćby cień szansy na to, że będzie niebezpiecznie w danym miejscu, nie pozwoli być swoim córeczkom nawet w okolicy. Nawet nie wyobraża sobie, by jego potomstwo choćby myślało o romansach, wierzy bowiem, że żaden smok, nawet sam Prasmok, nie jest wystarczająco dobry dla jego kruszynek. Ten, kto głosi inaczej, niech nie głosi tego głośno, jeśli mu życie miłe.

Choć brzmi to źle, to jednak Sargeras naprawdę dba o swoje córki jak tylko może. Zawsze rozpieszczał je czym tylko mógł, nieraz poświęcając znaczną część swojego bogactwa na rzeczy dla nich. W ich obronie jest gotowy oddać życie tylko po to, by powrócić jako duch i bronić ich nawet zza grobu. Nigdy nie zignorował słów swoich córek. Owszem, często nie zgadzał się z nimi, ale zawsze starał się wysłuchiwać tego, co mają do powiedzenia, a w przypadku odmówienia im, zawsze tłumaczył, czemu dokonał takiego wyboru. Są one jego światem. Niech bogowie mają w opiece tego, kto odważy się świat Sargerasa choćby tknąć w niewłaściwy sposób.

Wygląd

Jak na bohatera przystało, Sargeras jest najbardziej męskim osobnikiem, jakiego świat mógł gościć. Jego mięśnie, po napięciu, zrywają ubrania z kobiet w pobliskich wioskach i miastach. Jego olśniewające spojrzenie powoduje omdlenia kobiet i śmierć złoczyńców, których serca nie są w stanie bić w obliczu tego synonimu heroizmu.

Te słowa i jeszcze więcej popłyną z ust pradawnego, gdy jest publiczność do wysłuchania. A jak jest naprawdę?




Postać Smocza


W pełni dojrzały smok, wchodzący w późne lata swojego życia. Te słowa idealnie oddają Sargerasa, kiedy ten przedstawia się w swojej prawdziwej, łuskowatej formie.

Natura nie pożałowała mu ani mięśni, ani rozmiarów, jest on bowiem powyżej średniej w kwestii wielkości. Wysoki na jeden sznur i jeden pręt (około pięćdziesiąt metrów) w kłębie, czyli licząc jedynie od ziemi do najwyższego punku tułowia, góruje on nad większością budynków, nawet niektóre mury miejskie wyglądają przy nim jak kamienne płoty. Jego tułów jest nieco krótszy, od podstawy szyi do podstawy ogona mierzy on jedynie jeden sznur długości (około czterdzieści pięć metrów), jego ogon do dwie trzecie tej długości (około trzydzieści metrów), zaś szyja - połowa długości ogona (około piętnaście metrów). Jego skrzydła, dzięki którym przemierzył Alaranię wzdłuż i wszerz, osiągają rozpiętość dwóch prętów (około dziewięćdziesiąt metrów), dzięki czemu jego ogromne cielsko jest w stanie unieść się z ziemi przy odrobinie wysiłku.

W kwestii wyglądu przedstawia się on dosyć elegancko. Ciało ma dobre proporcje, dzięki czemu wygląda po prostu ładnie. Łuski, pokrywające jego całe ciało niczym naturalna zbroja, mają kształt owalny, ich krawędzie są gładkie, a ogólne położenie łusek sprawia, że tylko z bliska można ujrzeć krawędzie między łuskami, które z daleka przypominają niemal jednolitą powierzchnię. Łuski są koloru niebieskiego, z wyjątkiem brzucha, brody i przedniej części szyi, gdzie kolor wyblakł.

Głowa smoka prezentuje się niezwykle bojowo. Dosyć płaski pysk, pełen ostrych zębów, kształtem przypomina dziób i oberwanie takowym bez wątpienia bolałoby bardziej, dzięki czemu skutecznie budzi postrach pośród bardziej dzikich przeciwników. Jego oczy lśnią żywym niebieskim, mieniącym się lśniącym nawet w ciemności. Tył głowy smoka zdobią cztery symetrycznie ustawione, proste rogi odchylone do tyłu. Sprawiają one, że wygląda na większego, a i są dumą Sargerasa, który nieraz przyrównuje je do korony. Dziesiątki mniejszych rogów, które są równie długie, co grube u podstawy, zdobi tylną część podbródka, jak i obszar za policzkami smoka.

Tuż za jego głową, przez kawałek szyi, ciągnie się przypominające końską grzywę owłosienie, które dumnie trzepocze na wietrze w pełni swego niebieskiego piękna. Uważne oko dostrzeże schowane u podstawy grzywy twory kostne. Te spłaszczone wzdłuż rogi są wystarczająco ostre, by zrobić krzywdę nieuważnej istocie.

Nie licząc chwytnych czarnych kolców umiejscowionych w przedniej części skrzydeł Sargerasa, jak i również pazurów o tym samym ubarwieniu, które to zdobią ogromne smocze łapy, pozostała część jego ciała jest w pełni gładka. Nie jest on jednak nieskazitelny. Wiele łusek ma na sobie ślady przebytych przez niego walk i przygód. Niektóre są nawet popękane bądź wyszczerbione, inne po prostu są zarysowane bądź posiadają mniejsze niedoskonałości. Są to jednak szczegóły, których nie da się ujrzeć bez przypatrywania się im z odległości mniejszej niż kilka kroków.




Postać Elfia


Elfia postać Sargerasa bez wątpienia jest… unikatowa, o ile tak można to nazwać. Nie, żeby był brzydki, wręcz przeciwnie. Po prostu posiada on wiele cech, które nigdy nie przyszłoby na myśl pospolitym zjadaczom chleba, gdy zaczną rozmyślać nad wyglądem długouchych.

Niebieskołuski, kiedy przybiera elfią postać, reprezentuje rasę mrocznych elfów, co jednak nie oznacza, że wygląda jak standardowy przedstawiciel tego gatunku. Jak na bohatera przystało, jest wysoki ponad normę, mierzy bowiem oszałamiające jeden sążeń i jeden łokieć (około dwa i cztery dziesiąte metra) wysokości. Można by pomyśleć, że przy takim wzroście jest się patykiem, szczególnie w przypadku szpiczastouchych, ale nic z tego. Elfia forma Sargerasa jest bardzo, ale to bardzo umięśniona. Może i nie jest rekordzistą w kwestii masy mięśniowej, ale bez wątpienia bliżej mu do górnej granicy, niż do średniej.

W związku z taką ilością mięśni, jego postura jest, mówiąc wprost, iście męska. Szerokie barki, których jest dumnym posiadaczem, nie tylko skutecznie budzą strach pośród wrogów, ale też dzielnie służą za miejsce, na którym rzucające się na niego kobiety mogą się spokojnie zawiesić rękoma. A i jego skóra jest jasnofioletowa. Ciekawe, czyż nie?

Z twarzy, o którą Sargeras dba jak o własną córkę, wygląda on iście heroicznie. Kwadratowa szczęka przyozdobiona jest zadbaną brodą, przyciętą tak, by rozrastała się tylko pod ustami Sargerasa. Nad tymi samymi ustami umiejscowione są wąsy, przez lata hodowane, by uzyskać jakże zniewalający efekt, jakim są zakręcone końcówki tychże wąsów. Nos jego… Cóż, ujdzie, przynajmniej nie ma w nim na co narzekać. Włosy, naturalnie pofalowane, mają ciemnoniebieski kolor i są matowe, o co Sargeras stara się każdego dnia - bohaterowi nie przystoją włosy połyskujące jak psie jaja. Spomiędzy jego bujnego, sięgającego do barków owłosienia, sterczą dumnie jego długie uszy, które nie odstają zbytnio od elfiej czaszki.

To jednak, co może z początku wywołać napad śmiechu, to brwi. Nie byle jakie brwi, a TE brwi, które sięgają hen, hen daleko w kosmos! No dobra, może nie w kosmos, ale te krzaczory, którymi Sargeras jakimś cudem został obdarzony naturalnie, sięgają bez trudu kontury jego twarzy. Smok nigdy nie odważył się ich ściąć, twierdząc, że wiele kobiet uważa je za pociągające. Jak dotąd wielu próbowało mu to wybić z głowy, wszyscy polegli haniebnie.




Ubrania


Jak na prawdziwego herosa przystało, Sargeras wie, jak się ubierać. W przypadku smoczej formy oznacza to “ w ogóle się nie ubierać”. Gdy zaś jest pod postacią mrocznego elfa, zakłada on na siebie wykwintny strój, uszyty na miarę przez najlepszego krawca, jakiego mógł znaleźć.

Czarna koszula oraz spodnie z niezwykle miękkiego materiału nie tylko są miłe w dotyku, ale także praktyczne - materiał, dzięki odpowiedniemu wykonaniu, dobrze chłonie zapachy, dzięki czemu nawet kilkudniowa impreza w karczmie nie sprawi, że zapach spoconego ciała odstraszy wszystko w promieniu kilkunastu budynków.

Na to zakłada ozdobną część swojego ubioru. Mowa konkretnie o mocno ozdobionej kurtce i o bardzo nietypowym wykonaniu. Nieposiadająca zapięcia, a przez to wymagająca założenia niczym koszula, ów strój, poza złoto-czarnymi akcentami na purpurowo-niebieskim tle, charakteryzuje się kilkoma rzeczami. Kurtka jest uszyta z dwóch warstw materiału, między które włożono kawałki usztywnionej skóry tak, by jak najmniej ograniczyć możliwości ruchowe. W ten oto sposób Sargeras uzyskał nie tylko efekt sztywno stojącego kołnierza, ale także sprawił, że ów ubranie w swej sztywności przypomina zbroję, a jak każdy wie, zbroja kojarzy się z bohaterem. Oczywiście jest jeszcze bonus pod postacią faktycznej ochrony przed atakami, ale kto by się tym przejmował.




Zachowanie, głos, mowa ciała


Jak na bohatera przystało, wprost uwielbia się przechwalać na każdy możliwy sposób. Jego głęboki głos na przykład wiecznie rozbrzmiewa z dumnym tonem, przywodzącym na myśl nazbyt oficjalnego mówcę królewskiego, albo kogoś, kto przemawia w imieniu bogów. Szczególnie odczuwalne to jest w sytuacjach, gdy Sargeras pracuje nad swoją sławą, bądź gdy opowiada jedną ze swoich licznych historii słuchaczom. Niestety, tak długo mówił on w ten sposób, że lata temu całkiem zapomniał, jak mówić w sposób normalny. A może po prostu nie chce zmienić sposobu mówienia, kto wie.

Oczywiście uwielbia gestykulować i to w sposób aż nazbyt dramatyczny. Nawet zwykłe przywitanie grozi kilkuminutowym teatrem zawierającym dziesiątki różnych gestów, ukłonów czy innych wyczynów, z którymi smok zapoznał przez dwa tysiąclecia swojego życia. Oczywiście ma to swoje plusy, jak choćby na przykład każda historia wypływająca z jego ust nie jest nudna, gdy Sargeras aktywnie porusza swoim ciałem, nasilając akcje i emocje ukryte w słowach. Podczas codziennej rozmowy łatwo jest jednak wyrywać sobie włosy z głowy, gdy nawet najprostsze informacje są ukryte za ścianą z ruchliwych rąk i nóg.

W kwestii ruchów, które Sargeras robi mimowolnie, wyróżnić można choćby jego tendencję do przesadnego prezentowania swojego ciała. Napinanie mięśni czy choćby pozowanie jest dla niego równie podstawowe, co oddychanie, szczególnie gdy po okolicy kroczą piękne panie. Poza tym, gdy jest zirytowany, zaczyna szybciej mówić. A gdy jest wściekły, to w ogóle zdarza mu się przechodzić w niezrozumiały bełkot, jeśli nie kontroluje swojej wymowy.

Historia

”Spokojnie, spokojnie, to tylko ja, najwspanialszy bohater o jakim kiedykolwiek słyszano! Przyjmuję pokłony, ofiary z dziewic, kamienie szlachetne, a także każdą ilość złota, jaką jesteście w stanie mi zaoferować. Tylko czyste złoto, oczywiście, żadnych domieszek, bo was pożrę za próbę oszustwa, bo tylko podli i źli oszukują!” ~ Sargeras







Wejście Smoka!



Szum wody. Jej przepiękny dźwięk, gdy ta opadała z niszczycielską siłą. To pierwsza rzecz, jaką pamiętał Sargeras. Był wtedy jeszcze w jajku, ale odgłos, jaki wydawały z siebie Łzy Rapsodii, był wystarczająco potężny, by wedrzeć się pod skorupę i olśnić smocze pisklę swym pięknem. Nawet fakt, że jajo znajdowało się głęboko, głęboko w jaskini ukrytej za taflą jednego z wodospadów, nie był w stanie powstrzymać ryku natury.

Był najmłodszym owocem smoczej miłości, która od wieków jarzyła się między rodzicami Sargerasa. A trzeba było wiedzieć, że Archimonde i Sylvanas, jego rodziciele, nie próżnowali, mając nietypowo wysokie zapędy w kwestii mnożenia swojego gatunku, dlatego też na pisklę siedzące w jaju czekało pięcioro rodzeństwa i jedno bliźniacze jajo. Jego bracia i siostry, idąc od najstarszego do najmłodszego, mieli na imię Alune, Sapphiron, Serath, Adey, Sadraei oraz Atera.

Te imiona także pamiętał jeszcze za czasów przebywania w skorupce jajka, ich dźwięk w smoczej mowie bowiem okazjonalnie docierał do niego. Nie wiedział, co ani kogo reprezentują te wszystkie słowa, ale czuł, że będą to bardzo ważne istoty w jego życiu. Najpierw jednak musiał nadejść moment, w którym stanie się na tyle silny, by wyjść z bezpiecznego wnętrza jaja.

Wyzwanie to, na całe szczęście, okazało się proste. W przeciwieństwie do piskląt, które nie raz rodziły się zbyt słabe, a przez to umierały, nim przebiły skorupkę, Sargeras roztrzaskał swoje jajo w kawałki, gdy tylko rozprostował swoje kończyny. Można by powiedzieć, że zrobił to w dosyć widowiskowy sposób. Niestety, odłamki, które trafiły w innych członków jego rodziny, bardziej ich zirytowały, niż zachwyciły. W ten oto sposób już od pierwszych chwil na świecie, musiał on udowodnić swoją wartość, jeśli nie chciał podpaść zarówno swojemu rodzeństwu, rodzicom, jak i reszcie świata.

Dla Sargerasa nie była to jednak przeszkoda. Pierwsze kroki, pierwszy smoczy ryk, nawet pierwsza walka ze swoimi braćmi, to wszystko były wyzwania, które trzeba było pokonać. Nic więc dziwnego, że nawet gdy brakowało mu sił, on nie poddawał się, a zamiast tego z uporem maniaka próbował dalej. Gdy padał z wycieńczenia, zasypiał, ale ledwo się budził, a powracał do metaforycznej ściany, która stała na jego drodze życia. Przez długi czas nie wiedział nawet, jak nazywa się to, co sobą reprezentował. Była to determinacja płynąca wprost z jego młodego, smoczego serca, a która tylko rosła i rosła z każdym dniem.

Jaskinia, gdzie żył Sargeras i cała jego rodzina, zdawała się w niemal idealnym położeniu dla smoczej rodziny. Od północy odizolowani byli Szczytami Fellarionu, co było całkiem dobre. Po drugiej stronie bowiem nie było nic interesującego, a poza tym, łatwiej było bronić terenu, jeśli potencjalne zagrożenie mogło nadejść tylko z jednej połowy świata. Najbliższa okolica wodospadów była zalesiona i gęsto zamieszkana, zarówno przez proste zwierzęta, naturian, jak i przez istoty, które postanowiły żyć w odosobnieniu pośród natury. Było to nie tylko dobre źródło mięsa, ale także sojuszników. Z niektórymi bowiem pradawni potrafili się porozumieć, szczególnie z istotami, dla których las był domem. Smoki obiecywały nie spopielać i nie pożerać czego popadnie bez powodu, a w zamian dawano im spokój oraz okazjonalne dary, a także utrzymywano w tajemnicy położenie smoczego leża.

Rapsodia i Rododendronia były tuż za krańcami lasów i można było dostać się tam w jeden dzień, nawet po przybraniu formy humanoidalnej. Dzięki temu Archimonde i Sylvanas mogli swojemu potomstwu pokazać świat bardziej cywilizowany, wraz ze wszystkimi jego wadami i zaletami. W ten sposób także smoki poznawały potoczną Mowę Wspólną, a także sposób odczytywania i zapisywania tekstu. Ogniste gady nie terroryzowały tych miast, nie przelatywały obok w swej smoczej formie nawet, wiedząc, że rychła zguba czeka na nich, jeśli narażą się siłom potężniejszym niż one wszystkie razem wzięte.

Na całe szczęście, między miastami rozciągał się Szlak Pomarańczowy, a prostopadle do niego, przez Rododendronię, przechodził Szlak Zielony. Nie wszystkie wozy bądź karawany, które tamtędy przejeżdżały, miały wystarczającą ilość ochrony, by odeprzeć atak chciwych smoków. Nic więc dziwnego, że nie licząc jaskini i lasów, były to najczęściej odwiedzane przez smoczą rodzinę miejsca.

Stosunki między smokami były typowe. Rodzeństwo walczyło o łupy po każdym powrocie do jaskini, rodzice dbali zaś o każde smoczątko pod swoją opieką, upewniając się, że gdy dorosną, będą w stanie odlecieć w swoją własną stronę. Sargeras, w wyniku tego, nie czuł szczególnej więzi do tych, z którymi mieszkał w jednej jaskini. Co najwyżej tolerował ich i słuchał, gdy mieli coś mądrego do powiedzenia. Wciąż jednak pamiętał swoje przeczucie z młodości, że jego rodzina będzie niezwykle ważnym elementem jego życia. Wciąż nie wiedział jednak, czemu.

Podobnie jak jego bracia i siostry, Sargeras od około trzydziestego roku życia miał wolność wyboru. Jego rodzice, po nauczeniu małych smocząt podstaw życia, pozwalali każdemu z potomstwa kierować się swoja własną ścieżką. Mógł więc robić co tylko uznał za właściwe, tak długo, jak nie będzie to czysta głupota, jak choćby próba frontalnego ataku na jedno z ważniejszych miast Alaranii.




Heroiczne Początki!



Jedną z pierwszych samodzielnych decyzji Sargerasa było spędzanie większej ilości czasu w dużych miastach. Pod postacią młodego elfa przychodził on do karczm lub innych miejsc, gdzie ludzie pod naporem alkoholu opowiadali najróżniejsze historie. Jego najbardziej ciekawiły te o bohaterach. Czemu?

Pewnego razu bowiem, gdy był po raz kolejny w mieście, upewniając się, że dobrze rozumie kulturę ludzi i innych ciepłokrwistych, dotarły do jego uszu słowa byłego rycerza, który z pasją opowiadał o jego walce z potężnym smokiem i o tym, jak powalił bestię. Ludzie, zachęceni alkoholem, wyrażali podziw i hołd wobec dzielnego wojownika, okrzykując go mianem bohatera. Ów karczemny heros wyciągnął nawet, jako dowód, potężny złoty medalion, który to miał uzyskać za swój czyn. Jedna z kobiet momentalnie przybliżyła się do niego, najwyraźniej zachęcona złotem, po czym zaczęła słodzić mu, jak to podpite panny mają w zwyczaju.

Jego serce, mógłby przysiąc, zapłonęło potężnym ogniem, a w jego płomieniach zrodził się cel, który przemawiał do Sargerasa. Złoto, pożądanie, sława, legendy. On chciał to wszystko. Chciał, by w karczmach opowiadano o wspaniałym i potężnym smoku, by to ku niemu kierowano okrzyki pochwalne. By to do niego przychodziły zarumienione osobniki płci żeńskiej, widzące w nim obiekt pożądania. By to jemu dawano złoto i bogactwo za jego heroiczne wyczyny.

Wtedy właśnie postawił sobie za cel, że zostanie najwspanialszym bohaterem, jakiego Alarania widziała.

Nie mógł jednak zrobić tego od razu. Najpierw musiał dorosnąć. Dlatego też kontynuował prosty, smoczy i niebohaterski żywot przez wiele lat, do czasu, kiedy pierwsze iskierki niechęci wobec jego rodzonych rodziców objawiły się w jego duszy. Było to za czasów, gdy miał około czterysta lat. Wtedy też zdecydował rozpocząć swoją legendę.

Zaczął skromnie. Wpierw nauczył się mówienia Mową Wspólną, gdy był w pełni smoczej formie. Zazwyczaj korzystał z tejże tylko w formie człowieka, gdy był wśród ludzi. Nie chciał jednak przybierać swojej słabszej, mniej wspaniałej formy, by porozumiewać się z osobami, dla których miał być bohaterem, do tego bowiem potrzebował swojej potężnej, smoczej formy.

Następnie zaczął próbować zachowywać się jak bohater. Niestety, szybko okazało się, że choć niezabijanie ludzi, których karawany się okradało, było o wiele bardziej litościwe, to jednak nie było to zbyt bohaterskie. Szybko zrozumiał swój błąd - nie mógł ich okradać. Musiał robić coś, co te małe, niepokryte łuskami istoty, uznałyby za gest na tyle dobry, że same gotowe byłyby oddać swoje złoto. Postanowił, w imię tego, co pragnął najmocniej na świecie, zdradzić swoją rodzinę.

Opuścił rodzinną jaskinię i zaszył się w bezpiecznej odległości, wciąż jednak blisko szlaku. Czekał na okazję kilkadziesiąt dni, aż w końcu stało się to, na co liczył. Zarówno ci, którzy pilnowali wozu, jak i najstarszy brat Sargerasa byli zdziwieni tym, że smok stanął w obronie ludzi i ich kosztowności. Może to właśnie ten element zaskoczenia sprawił, że Sargeras pokonał kogoś z większą liczbą lat na karku. O ile przegonienie kogoś bez zakończenia cudzego życia można uznać za zwycięstwo. Teraz rozumiał, czemu przeczuwał kiedyś, że jego rodzina będzie ważna. To ich pokonanie na oczach słabych istot przyniesie mu sławę. To te czyny sprawią, że zostanie bohaterem.

Choć nie mógł się doczekać sławy i bogactwa, wiedział, że musi bardziej popisać się przed ludźmi, nim ci mu zaufają. Dlatego też pierwszą ochronioną karawanę pozostawił w spokoju, nie prosząc o zapłatę. Przekazał im jedynie, by głosili o bohaterze, którego zbroją są jego własne łuski.

Pierwsze pogłoski o nim traktowano jak głupotę, zrodzoną z halucynacji pijanego handlarza, ślady smoczej walki zaś, które miało być tego dowodem, uznano za zbieg okoliczności, niezwiązaną z jakimkolwiek bohaterstwem kłótnię między wielkimi gadami. Wkrótce jednak kolejne bogactwa były przewożone przez ten szlak i prędzej czy później zdarzyło się, że kolejny członek rodziny Sargerasa zjawił się, by upolować nieco bogactwa i mięsa. Tym razem jego sukces w przegonieniu członka własnej rodziny miał mniej do czynienia ze szczęściem a więcej z doświadczeniem, które zdobył podczas walki z najstarszym bratem. Inni nie mieli takiej okazji. Drugiego ocalonego wozu nie wypuścił już bez zapłaty. Stał dumnie, górując nad istotami przed nim, aż ci w końcu zrozumieli, czego żąda ich wybawiciel. Dali mu to, co mieli, po części ze strachu, a po części ze wdzięczności, że ich nie zabił. Zapytali go także o imię, o ile takowe posiada. W ten sposób Sargeras zyskał imię, a jego bohaterstwo zyskało na wiarygodności wśród okolicznych handlarzy. Nawet w karczmach pogłoski o nim zaczęły się rozchodzić.

W ten sposób sprowadził porażkę na całe swoje rodzeństwo. Przylatywali po kolei, a to w niewiedzy próbując zaatakować szlak handlowy, a to szukając zemsty za poturbowanego i zhańbionego brata bądź siostrę. Sargeras z każdą walką zyskiwał na sile i utwierdzał się w przekonaniu, że jest bohaterem dla nie-smoków, których bronił. Coraz mniej strachu budził wśród tych, co słyszeli o nim. Wciąż jednak był niezbyt znany w tych okolicach. Nic dziwnego, handlarze i kupcy, których ratował, nie zawsze mieli wystarczające znajomości, bądź wiarygodność, by móc głosić czyny niebieskiego smoka.

W końcu jednak nadszedł dzień, który miał zadecydować o jego losie jako bohatera. Jego rodzice, Archimonde i Sylvanas, przybyli razem do szlaku. Agresję ze strony Sargerasa uznali za zdradę, szczególnie iż jego zachowanie odcinało ich od swobodnego dostępu do szlaku handlowego. Była to dla nich zdrada, która musiała zostać ukarana.

O ile wcześniej Sargeras pokonywał rodzeństwo w walce jeden na jednego, to teraz nie dość, że jego rodzice mieli przewagę liczebną, to do tego oni przewyższali go wszystkim. Doświadczeniem, siłą, wielkością. Jego ciało było niczym kukła treningowa dla starszych smoków, których priorytetem było zadanie cierpienia niewdzięcznemu synowi. Prawdopodobnie dzięki temu odsiecz zdążyła przybyć.

Walka trzech smoków wstrząsnęła okoliczną ziemią, nic więc dziwnego, że niektórzy to zauważyli. A wśród tych niektórych byli ci, którzy zawdzięczali Sargerasowi życie. Zwołali więc oni, przy pomocy swoich znajomości, kogo się dało, kto mógł pomóc powalić smoki, i ruszyli na szlak, gdzie niebieskołuski z trudem wstawał na własne łapy po kolejnych uderzeniach i ugryzieniach. Miał oberwać kolejny raz, ale deszcz strzał, choć nie zranił starszych smoków, to odwrócił ich uwagę, podobnie zresztą jak wulgarne okrzyki do tychże skierowane. Bohaterstwo Sargerasa, choć interesujące się dobrami materialnymi, a nie czystym dobrem, właśnie zwracało mu plony wdzięczności. Ci ludzie mogli zostać spopieleni jednym smoczym oddechem, a przybyli. To obudziło w smoku uczucie, które po raz pierwszy rozbrzmiało w nim. Myśl przeszła przez jego głowę niczym błyskawica.

“A więc to tak czuje się prawdziwy bohater.”

Nie chciał, by ludzie, którzy za wtrącanie się już po kilku sekundach zostali zdziesiątkowani przez jego rodziców, przepadli na marne. Nie chciał, by uczucie, które czuł, przepadło wraz z tymi, którzy wierzyli w niego jako w bohatera. Zebrał się z ziemi, po czym zionął całym ogniem, jaki mógł z siebie wykrzesać. Ten jednak był za mały, jego rodzice nawet nie zwrócili uwagi na płomyczki, które równie dobrze mogłyby być cieplejszym powiewem wiatru.

Ale Sargeras nie przestał. Czuł, że sięgnął w tej chwili do własnej duszy, by wzmocnić ogień, gdy ten momentalnie rozgorzał żarem, który nawet dla smoka był nie do zignorowania. Jego rodzice w szoku zauważyli, że choć ogień nie był dla nich bezpośrednio śmiercionośny, to jednak stał się faktycznym zagrożeniem, przed którym musieli aktywnie chronić wrażliwsze części ciała. Zszokowani obserwowali, jak Sargeras przebudził coś, co można by określić mianem potencjału magicznego. To magią bowiem spotęgował temperaturę płomienia.

Sargeras w końcu utracił resztki sił. Przestał miotać ogniem na swych życiodawców, po czym padł, wycieńczony tą ostatnią próbą. Walka jednak nie wznowiła się, ku zdziwieniu niebieskołuskiego i ocalałych ludzi. Archimonde i Sylvanas zaprzestali agresji, zamiast tego okazując łaskę. Najwyraźniej zaimponowało im to, jaką siłę ich własny syn zdołał wykrzesać w imię swoich wartości. Do tego stopnia nawet, że stwierdzili, że jeśli dzięki tej drodze życia ich potomek zostanie potężnym smokiem, to nie będą mieli nic przeciwko temu całemu “bohaterstwu”.

Sargeras ucieszył się z tego powodu, ale coś nie dawało mu spokoju. Kilkudziesięciu ludzi, którzy dla niego odwrócili uwagę starszych smoków, zginęło, a jeszcze więcej zostało poważnie rannych. Wiedział, co to oznacza dla niego, bohatera. To oznaczało… że nie dostanie takiej ilości złota, bogactwa i sławy, na jaką zasługuje po swoich wyczynach! Uparcie myśląc o swoim możliwym bogactwie, które straci, jeśli zostawi ich w obecnym stanie, spróbował sięgnąć jeszcze raz tam, gdzie wcześniej znalazł siłę, by wydobyć z siebie niezwykle potężny ogień.

Tym razem jednak przyświecał mu inny cel. Inna idea. Nie chciał żaru godnego głębin piekielnych. Chciał oddechu, który niósłby życie, a nie śmierć. Nie wiedział, czy to się uda, ale musiał spróbować. Dla bogactwa i sławy był gotów zrobić wszystko. Dlatego też niezmiernie ucieszył się, gdy świetlisty złoty płomień, niby mgła, powoli uleciał z jego paszczy zamiast ognia. Magia nie była silna, martwi wciąż pozostawali martwymi, a zmiażdżone kończyny nadal nie nadawały się do użytku. Nie znaczy to jednak, że nic nie dawała.

Ból złagodniał, utrata krwi spowalniała, poparzenia leczyły się o wiele szybciej. Ci ludzie widzieli potężniejszą magię leczniczą, jednak po raz pierwszy ujrzeli taką magię od najprawdziwszego smoka. Nic dziwnego, że niektórzy myśleli, że zaraz zostaną upieczeni i ze strachu narobili w portki. No cóż, przynajmniej niespodzianka była w ten sposób o wiele milsza.

Rodzice Sargerasa po raz ostatni życzyli mu szczęścia na tej dziwacznej drodze życia, po czym wrócili do jaskini, która stała pusta. Rodzeństwo Sargerasa dosyć długo było pod skrzydłami niezwykle opiekuńczych smoczych rodziców. Dopiero ich porażka przy walce z najmłodszym bratem uświadomiła ich, że nadszedł czas, by się usamodzielnić. W ten sposób każdy poszedł w swoją stronę.

Sargeras nie narzekał na ten obrót wydarzeń. Jeden z bogatszych handlarzy urządził ucztę na cześć smoka. Zorganizowano ją poza murami Rapsodii, gdyż wszyscy myśleli, że smok pozostanie w swej potężnej formie. Jednak szybko okazało się, że Sargeras postanowił przyjąć swoją elfią, bardziej poręczną formę. W ten sposób mógł rozkoszować się wszystkimi posiłkami i trunkami, które zostały naszykowane, bez obawy, że po dwóch kęsach nic nie zostanie. Skarby, które mu oferowano, także mógł obejrzeć z bliska, zachwycając się ich połyskiem i kunsztem wykonania. Poza tym, w ten sposób mógł o wiele łatwiej zapoznać się z pięknymi damami. O wiele łatwiej, a także - jak w środku nocy się przekonał - o wiele bliżej.

Takiego życia chciał Sargeras. Tego właśnie pożądała jego pierwotna smocza chciwość. Czuł, że tak jest doskonale i nie planował odpuścić sobie tego trybu życia przez wiele, wiele lat.





Bohater na Wagę Złota!



Prawdziwy bohater nie spoczywał na laurach. Na całe szczęście, Sargerasowi daleko było do takiego indywiduum, dlatego też rozkoszował się swoją chwilową sławą, która zdołała wkradnąć się w jeden z zakamarków Rapsodii, dzięki czemu jedna z karczm nie dość, że zagwarantowała mu tanie zakwaterowanie, to jeszcze stała się sceną, na której wygłaszał swoje czyny do publiki. Szybko jednak jego słowa stały się zbyt powtarzalne - miał w końcu na karku jedynie obronę kupieckich karawan oraz potyczkę z członkami swej rodziny. Nic więc dziwnego, że w końcu nastały czasy, kiedy już nikt nie chciał posłuchać o jego wyczynach, nie wspominając o obdarowaniu go złotem, czy kobiecym uściskiem chociażby.

Z początku niebieski smok miał nadzieje, że gdzieś w okolicy nastąpi katastrofa czy afera, w której zalśni swymi czynami. Niestety, przez dwa miesiące czekał i nic się nie stało. Kosztowności, które zdobył, już upłynnił, czy to pod postacią drogiego jedzenia i wina, czy choćby za zakwaterowanie, którego to koszt wzrósł, gdy tylko obecność “bohatera” przestała sprowadzać więcej ludzi do karczmy. Była to głównie wina jego rozrzutności - Sargeras bowiem nie miał umiaru, gdy wiedział, że ma czym płacić.

Z niechęcią, ale zaakceptował fakt, że jeśli chce być traktowany jak bohater cały czas, to też cały czas musi bohaterzyć, co by ogień jego sławy nie zgasł z czasem. Wyszedł poza mury miasta, przemienił się w swoją majestatyczną, smoczą formę, po czym odleciał w kierunku słońca. W końcu tak robią herosi w opowieściach, więc czemu on nie miałby tak robić?

Szybko zrozumiał, jak niepraktyczne było to rozwiązanie. Był gdzieś między opuszczonym Królestwem a Wschodnimi Pustkowiami, co można było poznać po tym, że miał w zasięgu wzroku rzekę Nefari, a daleko, tuż przy horyzoncie, ujrzeć można było zarys ruin Nemerii. Okolica nie była zaludniona, a najbliższe wielkie miasto, gdzie można było spieniężyć ewentualne kosztowności, było poza zasięgiem smoczego wzroku. Dlatego też zdecydował, że od teraz będzie trzymał się blisko szlaków handlowych. W końcu to dzięki Szlakowi Pomarańczowemu został bohaterem, więc czemu teraz miałoby to zadziałać na jego niekorzyść?

Na podstawie swojej wiedzy, która na szczęście okazała się wystarczająca, zbliżył się do okolic Nowej Aerii. Tam w końcu przecinały się trzy szlaki handlowe, a i Sargeras wiele dobergo słyszał o “Alarańskiej stolicy handlu”, dlatego też nadzieje miał wygórowane. Te jednak się nie spełniły - długo latał po niebie i wiele dni spędził na spacerze wzdłuż szlaków, lecz nie dotarły do niego problemy żadne, za których rozwiązanie dawano nagrodę. Przynajmniej do czasu, aż nie zasiadł wewnątrz karczmy w nowej Aerii, gdzie doszły do jego uszu intrygujące plotki.

Słuchy chodziły, że pewien tutejszy handlarz zakupił sporą ilość towaru prosto z Efne, o wartości przekraczającej kilkudziesięciokrotną wartość przeciętnej karawany z towarami na szlaku handlowym. Nic dziwnego, że handlarz zażyczył sobie jak najszybszej dostawy, co by zminimalizować czas, podczas którego na wozy ktoś mógłby napaść. A jak wyobrażał sobie ten kupiec przyspieszenie dostawy? Otóż zażyczył on sobie od przewoźnika, by jechał on w linii prostej do Nowej Aerii, a to oznaczało przejazd przez pustynię. Podobno, pod naciskiem sakiewki ze złotem, przewoźnik zgodził się. I tyle go widziano, choć, zgodnie z umową, miał być w mieście już dzień temu.

To były jednak plotki. A przynajmniej tak mówiono. Aby się upewnić, że warto wybierać się na pustynię, a i aby zawczasu wychwalić to, jak uratuje karawanę z ładunkiem kupca, odszukał on nieszczęsnego handlarza, co było proste, gdyż ten zapijał wielką stratę pieniężną tanim winem w karczmie. Niedowierzał, gdy Sargeras od pierwszego słowa głosił, jak to on, bohater, rozwiąże jego problemy, dlatego też smok natychmiast ruszył w drogę. Na szczęście dla niego obszar poszukiwań był dosyć wąski - wystarczyło, by leciał wprost w kierunku Efne, w międzyczasie wypatrując wyróżniającego się na tle rozpalonego piasku konwoju wozów towarowych.

I tak zresztą odnalazł on nieszczęsne powozy. Było ich łącznie cztery, wszystkie zapakowane po brzegi, związane mocno linami. Z przodu leżało dwanaście martwych od temperatury koni. Tuż obok zresztą leżał mag, który był na skraju wycieńczenia. Tylko woźnica i czterech zbrojnych, którzy służyli za ochronę, jeszcze jakoś dawało radę. Choć na widok lądującego znienacka smoka niemal zbezcześcili swoje ubrania, co by ich pewnie ostatecznie odwodniło.

Sargeras szybko jednak wyprowadził ich ze strachu, przedstawiając się jako smoczy bohater, tłumacząc im, że przybył, aby ocalić ich oraz ładunek, który mają ze sobą. Szybko jednak zadziwiony tym, co zastał, niebieskołuski zaczął zadawać pytania. Czemu konie są martwe? Bo nie przewidzieli tak długiego postoju i musieli wodę przeznaczoną dla koni wziąć dla siebie, skazując zwierzęta na śmierć. Czemu więc stoją? Bo mag stracił resztki sił, a jest im potrzebny. Czemu mag jest potrzebny? A bo wozy nie były przystosowane do poruszania się do piasku, podobnie konie. Mag utwardzał piasek pod kołami i kopytami, dzięki czemu podróż była w ogóle możliwa.

Sargeras ze zrozumieniem wysłuchał odpowiedzi, po czym, niestrudzony tym wszystkim, ogłosił, że dosyć tej niedoli. Z początku zastanawiał się nad tym, by chwycić jeden z woz