Oglądasz profil – Jun

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Junjie "Jun" Longwei
Rasa:
Eravallian
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
35 lat
Wygląda na:
30 lat
Profesje:
Władca, Wojownik
Majątek:
Bogaty
Sława:
Znany

Aura

Że ta aura jest silna to mało powiedziane, bije bowiem od niej potęga zbyt dobrze znana długowiecznym stworzeniom tego świata. Nie o magii tu mowa, ani o innych darach nadnaturalnych, lecz o sile ciała, umysłu i ducha, które w przypadku tej emanacji są wyraziste niczym słońce w zenicie. Wokół emanacji wyczuć można delikatne ciepło, przemijające równie szybko co adrenalina po polowaniu, czy też ulotny dotyk kochanka, z którym spędziło się pierwszą, a zarazem ostatnią noc. To samo ciepło zdaje się przytłumione, i choć ciężko to wytłumaczyć, to od pierwszych chwil ma się wrażenie, iż to po prostu nie jest zdolne do obdarzenia innych pełnią swego potencjału. Tymczasem powierzchnia aury zdaje się… paradoksalna. Z jednej strony jest na tyle matowa, by wykluczyć to, iż właściciel tejże wciąż jest młodzieńcem, z drugiej strony zaś lubi ona błyszczeć i połyskiwać z ekscytacją godną rozochoconego młodzieńca. O wiele mniej problematyczne są barwy na tej powierzchni widoczne - Czyste i nieskazitelne żelazo stanowi podstawowy kolor tej aury, jednolite niczym narzędzia wojny, które symbolizuje, zaś platynowe pasma naturalnie płyną po żelaznej powierzchni, tylko okazjonalnie tonąc pod żelazem, niczym przytłoczone ciężarem bardziej surowego koloru. Topazowa poświata obecna jest dookoła emanacji niczym elegancki płaszcz czy też pełna zbroja, a na dodatek jest na tyle intensywna, iż momentami przysłania pozostałe aspekty wizualne emanacji. Przechodząc do innych cech, bardzo łatwo zauważyć, iż wokół tej aury sama idea dźwięku zdaje się nie istnieć, co nawet początkujący badacze aur rozpoznają jako brak przysposobienia magicznego. Woń drogiego wina, przelanej krwi i cielesnej rozpusty potrafi zaskoczyć nieprzygotowanych, przytłacza ona bowiem swą intensywnością oraz implikacjami tego, o czym świadczy. Na tych, co skuszą się na bardziej fizyczne doznania, czeka powierzchnia, która twarda jest niczym górska skała, a mimo to gnie się pod dotykiem niczym dziewiczy śnieg na górskim zboczu. Krawędzie posiada ostre jak klinga, zaś powierzchnię delikatną dla zmysłów niczym skóra bogini. Po zasmakowaniu aura natychmiast przylega do ust i języka, przez co smak pozostaje przed długi czas i niezwykle trudno o nim zapomnieć. Ostra nuta piecze w język na tyle, by zaspokoić tych spragnionych intensywnych wrażeń, zaś goryczka w połączeniu ze słonym posmakiem pomagają przytłumić pikantność, gdy ta już zacznie być nie do zniesienia.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Jun
Grupy:

Skontaktuj się z Jun

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 miesiąc temu
Ostatnio aktywny:
5 dni temu
Liczba postów:
6
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.19)
Najaktywniejszy na forum:
Dalekie Krainy
(Posty: 4 / 66.67% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Góry Słone] Z deszczu pod rynnę...
(Posty: 4 / 66.67% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:raczej silny, wytrwały, wytrzymały
Zwinność:zręczny, szybki, dokładny
Percepcja:dobry wzrok, dobry słuch, wyostrzone czucie
Umysł:bystry, błyskotliwy, Żelazna wola
Prezencja:piękny, arytokratyczny, charyzmatyczny

Umiejętności

Walka mieczemMistrz
Ponad dwadzieścia lat doskonalił technikę walki jednoręcznym mieczem pod okiem mistrza sztuk walki. Teraz Jun stanowi przeciwnika naprawdę trudnego do pokonania.
Jazda konnaBiegły
Świetnie jeździ konno, tak by móc nie tylko podróżować, ale polować, walczyć oraz dowodzić wojskami nie schodząc z siodła.
EtykietaBiegły
Nie jest byle jakim szlachciątkiem, więc etykietę opanowaną ma do perfekcji. Całe szczęście rzadko musi z niej korzystać bo to strasznie nudne.
SzachyBiegły
Jun doskonale odnajduje się na szachownicy. Chcąc go pokonać trzeba znacznie więcej niż tylko znajomości figur i zasad gry.
StrategiaBiegły
Zasad strategii nauczono go nader starannie, a i Jun okazał się uczniem zdolnym w tej materii.
Sztuka wojnyBiegły
Szkolono go w konkretnym celu, aby w razie potrzeby był generałem godnym rodzinnej legendy.
Walka wręczZaawansowany
Bez broni nie znaczy bezbronny. Na przyjęciach niejednokrotnie szlachtę uprasza się o zostawienie broni, co nie znaczy, że Jun będzie wtedy zdany jedynie na opiekę strażników.
Uniki i blokiZaawansowany
Podstawą umiejętności walki jest unikanie obrażeń. Całe dnie spędzone na trenowaniu samej defensywy dały konkretne owoce.
PolowanieZaawansowany
Jun jest nie tylko uzdolnionym wojownikiem, ale i z polowaniem radzi sobie lepiej niż przeciętny, podobny mu mężczyzna.
KulturoznawstwoOpanowany
Wiedzę o świecie i kulturach uznawano jako niezbędną wysoko urodzonemu szlachcicowi.
Walka włóczniąOpanowany
Jedna z umiejętności, których nauki mnisi bezwzględnie wymagali. Gdyby nie mógł dobyć miecza, z bronią drzewcową też nie zginie aż tak szybko.
Walka wachlarzemOpanowany
Noszenie wachlarza jest w dobrym guście na wielu dworach i nie trzeba go zdawać przed balem. Jun ten niepozorny przedmiot w obliczu zagrożenia wykorzysta na swój sposób, jako dodatkowego narzędzia do obrony i przejęcia inicjatywy w starciu.
ŁucznictwoOpanowany
Strzela całkiem celnie. Umiejętność przydatna głównie przy polowaniu. Na polu bitwy będzie dążył do walki w bezpośrednim zwarciu.
PrzetrwanieOpanowany
Góry nie wybaczają błędów. Może jest arystokratą, ale przede wszystkim jest wojownikiem, którego nauczono radzić sobie również w sytuacjach gdy będzie zdany tylko na siebie.
HeraldykaOpanowany
Zna rody Eravallów, rodziny, ich herby oraz koligacje i zażyłości, przynajmniej w przypadku tych bardziej znaczących familii.
Znajomość wspólnegoOpanowany
Jun zna wspólny na poziomie umożliwiającym płynną komunikację, jest w stanie w tym języku sprawnie pisać i czytać.
GeografiaOpanowany
Wiedza niezbędna zarówno dla władcy ziemskiego jak i dowódcy.
Orientacja w terenie i nawigacjaOpanowany
Umiejętność niezbędna zarówno przy planowaniu działań wojennych, walce o przetrwanie czy zwykłym polowaniu. Każdy scenariusz jest możliwy i starano się Juna na nie przygotować.
Pisanie i czytanieOpanowany
Nie godzi się by książę był niepiśmiennym analfabetą.
TaniecPodstawowy
Nauczono go podstaw, tak jak wypadało, nic więcej.
Zielarstwo i trucicielstwoPodstawowy
Potrafi doraźnie opatrzyć ranę, czy rozpoznać efekty co popularniejszych trucizn.

Cechy Specjalne

Mocna głowa, a co z wolą?Ułomność
Jun ma słabość do trunków obdarzonych procentami, a że najlepiej pić w doborowym towarzystwie, wieczorami niejednokrotnie można go zastać raczącego się winem w kompanii własnego odbicia. Ciężko stwierdzić czy to tylko przywara czy już niepokojąca tendencja, w każdym razie na sugestie, że powinien zaniechać podobnego zachowania, Jun odpowie, że gdyby chciał to może nie pić, tyle, że jemu to nie przeszkadza więc nie widzi powodów by ujmować sobie przyjemności. Mimo to, nikt, nigdy nie spotkał księcia pijanym, częściowo to zaleta mocnej głowy, częściowo pewnie znajomości własnego organizmu, w każdym razie Jun nie pije nigdy tak by stracić refleks czy nie daj losie kontrolę nad własnym zachowaniem.
Serce z kamieniaSkaza
Czy to przez brak matczynej miłości czy może chłodne wychowanie w górskim klasztorze, a może zwyczajnie taka jego uroda, Jun nigdy nikogo nie obdarował głębszym uczuciem. Co gorsza kilka lat temu jedna z uwiedzionych niewiast, pechowo elfka, poczuła się dość dogłębnie zranioną i oszukaną, że złorzeczyła księciu, grożąc, że ten umrze z pustką w sercu nigdy nie zaznając prawdziwej miłości. Kto wie czy klątwa była prawdziwa czy Jun zwyczajnie nadal jest po prostu sobą, a elfka jedynie przewidziała fakty, w każdym razie lepiej nie oczekiwać po nim większego przywiązania, bo można się bardzo rozczarować.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

FatumZaklęty
Lekki, obosieczny, jednoręczny miecz, o pięknie grawerowanej głowni. Runy, w które wpleciony został smok, ciągną się od rękojeści przez całe zbrocze niemal do sztychu, czystym zostawiając jedynie ostrzone krawędzie. Rękojeść jest podobnie zdobiona, jelec oraz głowica wykonane zostały z rzeźbionego jadeitu, a u głowicy zwisa krwistoczerwony chwost, długi na łokieć, którego odwiecznym zadaniem jest mylenie wzroku przeciwnika. Pochwa powleczona została ciemno zieloną skórą, której kolor przez lata głębią sięgnął niemal czerni, swoimi okuciami i elementami zdobień wykonanymi z tego samego kamienia co jelec, stanowi idealną całość z bronią. Miecza podobno używać może jedynie prawowity dziedzic, a na każdego niepowołanego, który dobędzie broni, ta ściągnie zgubę. Ponadto miecz obłożony jest zaklęciem chroniącym go przed wyszczerbieniem czy złamaniem, dzięki czemu mimo upływu lat wystarczają mu jedynie regularne zabiegi pielęgnacyjne. Jest też jeszcze jedna legenda związana z bronią, podanie głosi, że jeżeli dzierżący go wojownik zginie w trakcie walki, miecz pęknie na pół, ginąc razem z nim.
Jadeitowe kolczykiBaśniowy
Wedle wróżb jadeit jest kamieniem sprzyjającym Junowi, a kolczyki mają przynosić szczęście. Czy faktycznie są nasączone magią, czy to tylko przekonanie księcia, ciężko stwierdzić. W każdym razie na pecha Jun nie narzeka.

Charakter

Junjie niestety należy do tej części szlachty, której nie kojarzy się jako obrazu cnót. O ile arystokrata zawsze przestrzega etykiety, przynajmniej gdy występuje publicznie, nigdy się nie awanturuje, i nie przyłapie się go na ośmieszaniu siebie bądź imienia rodziny, o tyle dobre opinie na tym można zakończyć. Do księcia już dawno przylgnęło miano błękitnego ptaka i hulaki. 
Jun uwielbia dobrą rozrywkę we wszelkiej postaci. Tak więc książę nagminnie flirtuje i romansuje jeśli panna wyda się dostatecznie interesująca by rozmowę przedłużyć. Poluje z pasją szukając coraz to ciekawszych i niebezpieczniejszych stworów do ubicia. Zaś wieczorami pije, nigdy na umór, ale w opinii zwykłego człowieka i tak zbyt wiele i za często. A wszystko to najlepiej z trójką towarzyszy, jedynych prawdziwych przyjaciół, z którymi razem dorastał, szkolił się i walczył. Jeśli więc na balu zjawia się czwórka o utrwalonej reputacji, wiadomym jest, że lepiej pilnować co ładniejszych córek.
Określenie, że książę jest pogodny byłoby jednak mocno na wyrost. Jun owszem jest rozrywkowym typem, gdy na niego spojrzeć niemal nieustannie uśmiechniętym, ale szczerej radości próżno u niego szukać. Junjie bardziej usilnie szuka emocji niż ich tak naprawdę doświadcza, a większość zachowań to jedynie gra pod publikę, ułatwiająca drogę do celu.
W istnienie szczerych uczuć zupełnie nie wierzy, uznając, że większość ludzkich czynów i działań wynika z konkretnych, przekalkulowanych pobudek a nie uniesień serca. Miłość dla księcia istnieje tylko w bajkach. Honor, trochę już widział by stwierdzić, że w tym świecie, szczególnie na dworach jest to towar deficytowy. Przyjaźń i przyjaciele powiedziałby, że to kolejna mrzonka, ale w tę regułę nie wciąga, Xiu, Chena i Shuna. Jeśli Jun komuś ufa, to będzie to trójka przyjaciół. Wąskie grono od lat ma stały skład i nikomu nie udało się zasilić tych szeregów.
Poza tym Junjie nie tyle oczekuje co jest przyzwyczajony, że zawsze wszystko idzie po jego myśli. Mało jest osób, które sprzeciwiają się księciu i jeszcze mniej których raczy lub musi słuchać.
Pod powierzchownością lekkoducha, kryje się nieprzeciętny uparciuch, który z nieraz przerażającą premedytacją zrobi wszystko, niestety raczej dosłownie, aby postawić na swoim, jeśli na czymś mu bardzo zależy, oraz dobry strateg, w co w czasach pokoju nikt poza przyjaciółmi nie daje wiary, zakładając, że stanowisko generała jest jedynie tytularne i przenoszone razem z rodowym mianem.

Wygląd

Książę jest urodziwy nawet jak na normy Eravallów, lecz jego twarz prędzej określiło by się przystojną niż chłopięco-niewieścio śliczną. Wyraźnie zarysowany podbródek, wysokie kości policzkowe i ostro zarysowane łuki brwiowe pozbawiają oblicze arystokraty hermafrodytycznego wyglądu, tworząc bardziej męski wizerunek Juna. 
Wąskie, proste brwi opadają ciemną linią do wewnątrz, dodając spojrzeniu księcia charakteru i podkreślając lekko skośne oczy o migdałowym kształcie. Przejmujące spojrzenie intensywnie bursztynowych tęczówek, nieraz pada spod długich rzęs sprawiając, że Jun wygląda bardziej tajemniczo lub podstępnie, zależnie od tego co właśnie knuje się w szlacheckiej makówce.
Prosty nos pasuje do wąskich, bladych ust nader często rozciągniętych we wszelkich formach uśmieszków i czarujących uśmiechów.
Junjie chodzi prosto, z godnością i dostojeństwem odpowiednim dla wysoko urodzonego szlachcica i pewnością kroku charakterystyczną dla wojowników.
Czarne, proste włosy, rzadko kiedy są związane i opadają luźno na ramiona i plecy księcia, spokojnie sięgając jego pasa.
Jun nosi się wygodnie, przynajmniej w jego mniemaniu. Na co dzień spotkasz księcia w luźnych szatach typowych dla regionu, niektórym przywodzące na myśl szlafrok. Zamiast spodni i tunik, książę woli jedwabne kimono związane szerokim, również jedwabnym pasem, dołem sięgające do kostek, przyodziane tak, że rozchełstane poły odsłaniają tors mężczyzny aż do wiązania, o szerokich rękawach, w których wygodnie można schować dłonie. Po komnatach sypialnianych, książę chodzi boso. A gdy buty są już faktycznie niezbędne, Jun zakłada proste sandały pojedynczym rzemieniem okalające grzbiet stopy, rozdzielając duży palec od reszty palców.
Na wyjazdy, podróże i polowania, książe przywdziewa trochę bardziej praktyczny strój. Wygodne, szerokie spodnie, oraz tunikę o szerokich rękawach, z połami zakładanymi jedna na drugą, nieraz równie luźno jak w kimonie, z dołem wpuszczonym w pas spodni. Na wierzch często zarzuca płaszcz o równie szerokich rękawach, sięgający kolan, z przodu swobodnie spięty sznurkowym wiązaniem, i co najważniejsze ozdobiony haftami rodowego herbu.
Jak przystało na Eravalla, Jun jest smukły i wysoki, mierząc sobie 193cm. Sylwetka mężczyzny chociaż szczupła nie jest wątła, gdy dzieciństwo i młodość spędzone w klasztorze wojowników odcisnęły na niej swoje piętno. Barki księcia są widocznie szersze od talii i bioder. Na ramionach, brzuchu czy plecach wyraźnie rysują się mięśnie, a na gładkiej, niemal porcelanowej skórze widać również parę blizn, których pewnie nikt by się nie spodziewał oceniając po pierwszym wrażeniu wywoływanym przez księcia, dowodów, że nie spędził życia na samych ćwiczeniach.
Junjie lubi luksusy, a co za tym idzie orientalne pachnidła i olejki eteryczne, znacznie rzadsze niż popularne lokalnie kwiatowe wyroby, przez co za księciem zazwyczaj ciągnie się delikatny zapach żywicy i pustynnej róży.
Za biżuterią już wyraźnie nie przepada, chyba za wyjątkiem kolczyków, bo tych w uszach Juna znajdzie się kilka, a dokładniej jeden w lewym uchu w postaci sopelka z zielonego jadeitu, o bogatych inkrustowaniach. Trzy w uchu prawym, dolny to niewielki, również jadeitowy kołeczek, wygięty jak szpon drapieżnego ptaka, włożony w płatek ucha od tyłu, dwa wyższe to drobne kółka z nanizaną nań obrączką z tego samego kamienia.
Głos Juna jest niski i chłodny, nader melodyjny gdy książę prawi komplementy czy flirtuje lub oschły, gdy jaśniepan jest nie w sosie.

Historia

Ród Longwei od pokoleń zamieszkiwał lenno w Górach Słonych. Od wieków stali na straży północnej granicy swojego regionu i pokoju w okolicach podgórza. Głowa rodu zaś od dawien dawna piastowała urząd jednego z generałów by w czasach wojny nie tylko pomagać w dowodzeniu wojskami, ale przede wszystkim na wezwanie stawić się z hufcem własnych, doskonale wyszkolonych zbrojnych.
Zamieszkiwali tereny oddalone od stolicy i niezbyt gościnne, więc nie trudno się domyślić, że nigdy nie był to ród stale bywający na dworach czy znajdujący się w najbliższej świcie miłościwie panujących. Tym samym Longwei nigdy nie byli wśród ulubieńców dworu obdarowywanych łaskami i licznymi przywilejami. Na większość bali w stolicy lub wśród innych szlacheckich rodów, nawet ich nie zapraszano. Obecni bywali głównie na typowo dyplomatycznych przyjęciach, kiedy wymagana była demonstracja siły, gdyż domeną Longwei nie były bale a wojaczka.
Może na pierwszy rzut oka ród był pomijany i niezbyt poważany przez władcę, ale cieszył się dozą jego zaufania i pewną niezależnością, częściowo z uwagi na zasługi, a częściowo pewnie z musu, gdyż nikt nie znał gór tak jak wojownicy stamtąd pochodzący i mało kto umiał się po nich dobrze poruszać.
Góry rządziły się innymi prawami niż równiny. Natura była tam surowa, ziemie niezbyt urodzajne, a region niespecjalnie sprzyjał rozwojowi handlu, więc poza chłopstwem uprawiającym rolę w niższych partiach stoków i na nizinach oraz niewielkim odsetkiem populacji trudniącej się innymi przyziemnymi czynnościami, wielu, od zwykłego zjadacza chleba przez cały przekrój szlachty, stawał się wojownikiem często doskonalącym się w sztukach walki pod okiem mistrzów zamieszkujących szkoły i klasztory ukryte pośród niedostępnych szczytów.
Tym sposobem chociaż nie były to tereny gęsto zaludnione, wojsko poborowe było nieraz liczniejsze niż konkurencyjne oddziały z równin, a na pewno więcej warte.
Zwykło się mawiać, że jeden górski wojownik wart był dziesięciu mężów, co nie rozmijało się z prawdą aż tak bardzo. Szkoleni od najmłodszych lat, doskonale zdyscyplinowani i zahartowani w ekstremalnie trudnych warunkach, stanowili atut mogący przechylić szalę zwycięstwa na rzecz państwa lub stać się przeciwnikiem, którego żaden władca nie chciał w nich mieć.
Junjie urodził się jako pierworodny i niestety jedyny syn. Jego matka zmarła podczas porodu, a ojciec mając męskiego potomka więcej się nie ożenił, całą odpowiedzialność za kontynuowanie rodowej chwały i reputacji pokładając w Junie.
Tak więc w wieku trzech lat chłopiec został oddany pod opiekę wojowniczych mnichów razem z grupką dzieci w jego wieku. Tam spędził całe swoje młodzieńcze życie aż do osiągnięcia wieku dorosłego, za który w tych stronach uważano dwadzieścia osiem lat dla mężczyzny i dwadzieścia dwa dla kobiety.
Cały ten czas dzieci, a później młodzież żyła w klasztorze. Wpajano im żelazną dyscyplinę. Hartowano ich ducha i ciało godzinami morderczych treningów. Szkolono w walce wręcz oraz bronią. Nikt nie miał taryf ulgowych, a szkolenie wyższej szlachty wyróżniało się jedynie dodatkowymi zajęciami ze sztuki wojennej, strategii i wiedzy ogólnej niezbędnej wysoko urodzonym.
Junjie umysł miał bystry, wiedzę przyswajał szybko, i umiał ją zastosować w praktyce, więc z każdym rokiem rokował coraz lepiej. Wielokrotnie, wieczorami gdy wszyscy padali po wielogodzinnych treningach, na nogach pozostawał tylko młody książę i mistrz, który wpierw nauczył chłopczyka zasad gry w lokalne szachy, by z czasem zacząć rozgrywać partie, po latach trwające nie tylko do świtu, ale i kilka następnych nocy. Tuż przed ukończeniem szkoły i odejściem, Junowi nawet udało się kilkukrotnie pokonać mistrza, oczywiście by następną partię przegrać. Nie mniej w oczach mistrza, który nie często z kimkolwiek przegrywał, osiągnął bardzo dużo jak na tak młody wiek.
Poza tym zgodnie z oczekiwaniami Junjie dosłownie urodził się do walki. Był zręczny i szybki, ale też od małego obcy był mu lęk chociażby przed bólem, normalny dla większości dzieci, co tylko przyspieszało naukę.
Juna jak każde dziecko nauczono bardzo dokładnie walki wręcz. Bloków, uników i dźwigni, aby nawet nieuzbrojonym, zaatakowany był zdolny obezwładnić przeciwnika.
Szkolono go w jeździectwie i łucznictwie. W walce długą, elastyczną włócznią z charakterystyczną kitą tuż u grotu, czy walce kataną oraz obosiecznym, jednoręcznym, mieczem. Dopiero po sumiennym opanowaniu tych podstaw adept mógł wybrać swoją broń. Jun wielkiego wyboru nie miał. W domu czekał na niego Fatum, miecz przekazywany z pokolenia na pokolenie, więc następne lata podczas treningów szczególny nacisk kładziono na walkę właśnie lekkim jednoręcznym mieczem.
W chwilach odpoczynku każdy z uczniów przyjmował nauki zgodne już z jego statusem społecznym i przyszłą funkcją. Tak więc Junowi wpajano wiedzę o świecie i państwie, czy strukturach społecznych. Etykietę i sztukę dyplomacji, ale także podstawy zielarstwa z ukierunkowaniem na trucizny, które były bronią od wieków obecną na dworach.
Po dwudziestu pięciu latach Jun powrócił do rodzinnego pałacu. Pięć lat później zaś stał się pełnoprawną głową rodu, gdy ojciec będący wtedy już w wieku średnim, przegrał walkę z zapaleniem płuc. Góry i ich klimat nie miały litości dla nikogo, nawet dla swoich dzieci.
O ile jeszcze za życia ojca Junjie opierał się wszelkim próbom zeswatania go z odpowiednio nadobną panną, a i tłumy chętnych do zesłania swoich cór w góry, jakoś nie ustawiały się u bram, tak później nie zmuszany, Jun całkiem zaniedbał poszukiwań żony, ku ostatecznej rozpaczy szambelana. Książę zamiast ostatecznie poważnieć i wyrastać z harców, którymi może musiał odbić sobie lata spędzone w srogim reżimie i odizolowaniu, ani myślał rozsądnieć i się ustatkować, a rozswawalał się coraz bardziej.
Może i był doskonałym wojownikiem, z którym mało kto mógł się równać. Mógł mieć głowę nie od parady będąc potencjalnie godnym następcą swych przodków, czego z braku innych okazji wielokrotnie dawał wyraz podczas partii szachów, lecz świadomość atutów panicza nijak nie przynosiła ulgi, gdy ten zachowywał się jak spuszczony ze smyczy nastolatek. Może gdyby chociaż był sam szybciej by spoważniał, ale niestety sam bywał rzadko...
Wychowywał się, walczył i dorastał razem z synami podległych rodzin Bai, Mingyu i Weisheng. Wpierw chłopcy, później młodzieńcy, a aktualnie mężczyźni okazali się siebie warci.
Czy jeden miał wpływ na resztę, czy podobne charaktery się przyciągały a chłopcy dobrali się jak w korcu maku, tego siwiejący szambelan rodu Longwei nie miał się dowiedzieć już nigdy. Ważnym był efekt końcowy. Prawdziwa przyjaźń była czymś wspaniałym i cennym, tak jak rzadkim. Tu przybrała jeszcze rzadszą formę kwartetu.
Podczas gdy w walce w pojedynkę każdy z młodzieńców stanowił śmiertelnie groźnego przeciwnika, w grupie stawali się niemal nie do pokonania. Uzupełniali swoje braki i chronili się wzajemnie, na treningach z powodzeniem stawiając opór dużo większej grupie pozostałych adeptów.
Niestety wraz z umiejętnościami wojennymi, młodzieńcy niespecjalnie przyswoili powściągliwość mnichów, w czasach spokoju i domowego dostatku stając się zmorą okolicy. Od czasu powrotu teoretycznie poważnych dziedziców, wiecznym hulankom nie widać końca. Paniczowie nieustannie goszczą się jeden u drugiego, lub u innych szlacheckich rodów gdy akurat ktoś otrzyma zaproszenie. Bałamucą panny z dobrych domów, lub wpadają do wiadomych dzielnic gdy akurat goszczą w mieście a dostatecznie urodziwych i zainteresowanych szlachcianek brak.
Gdy zaś nie panny im w głowie, polują na okoliczne bestie, przyprawiając wszystkich troszczących się o ich dobro o apopleksję nieustannie nowymi pomysłami na coraz trudniejsze trofeum.
  • Najnowsze posty napisane przez: Jun
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • [Góry Słone] Z deszczu pod rynnę...
            Piękność o różowych włosach jawiła się jako książkowa dama w opresji rodem z rycerskich eposów. Gdyby ktoś próbował Junowi wcisnąć tego typu opowieść, nie dałby wiary nawet jednemu słowu, uznając typa z…
    8 Odpowiedzi
    120 Odsłony
    Ostatni post 5 dni temu Wyświetl najnowszy post
  • [Góry Słone] Z deszczu pod rynnę...
            Syrena była skołowana, zamyślała się co dało się dostrzec, ale od stracenia głowy była daleka, co z kolei przytrafiało się niektórym szlachciankom już w momencie początków rozmowy, a co dopiero gdy zada…
    8 Odpowiedzi
    120 Odsłony
    Ostatni post 5 dni temu Wyświetl najnowszy post
  • [Góry Słone] Z deszczu pod rynnę...
            Zaskakujące wydarzenia przysłoniły wszelkie możliwe do wymyślenia scenariusze polowania i Jun całkowicie stracił chęć na dalsze ganianie po lesie. Przynajmniej na ten moment. Nie co dzień syrena spadała…
    8 Odpowiedzi
    120 Odsłony
    Ostatni post 6 dni temu Wyświetl najnowszy post