Oglądasz profil – Ryan

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Sydney Ryan "SR Sky" Skyline
Rasa:
Dotknięty
Płeć:
Kobieta
Wiek:
28 lat
Wygląda na:
28 lat
Profesje:
Artysta
Majątek:
Ubogi
Sława:
Sławny

Aura

Aura, choć nie jest zbyt silna magicznie ale zdecydowanie nadrabia to swoją prezencją. Pierwsze co spostrzeżesz na jej powierzchni to niebywale wyraźny miedziany odcień, na którym ktoś w pośpiechu nałożył plamy kobaltu oraz cynku. Wygląda to niczym jeden wielki bałagan ale gdy poświęcisz moment na skupienie, odkryjesz delikatne barachitowe pasma tworzące kontury, formujące z tego chaosu przepiękne obrazy. Każdy, bez wyjątku, emanuje szmaragdowym światłem. Po chwili możesz poczuć zapach ludzkiego potu oraz niezwykle delikatną, jakby kwiatową woń, która zniknie równie szybko, jak się pojawiła. Emanacja z gracją prezentuje swą elastyczność i odważnie ukazuje ostre krańce. Gdy odważysz się ją dotknąć, w paradoksalny sposób poczujesz zarówno coś chropowatego i aksamitnego. Nie doświadczysz tu żadnego dźwięki, jednak w pełni posmakujesz lepkiej goryczy, która pozostawi po sobie coś pikantnego i nieprzyjemną suchość w gardle.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Ryan
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Ryan

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
20 godziny temu
Liczba postów:
9
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.43)
Najaktywniejszy na forum:
Rubidia
(Posty: 7 / 77.78% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Posiadłość Alfonsa Goyi] Nie puść farby
(Posty: 7 / 77.78% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:przeciętna
Zwinność:bardzo zręczny, perfekcyjny
Percepcja:dobry wzrok, nieznaczny zmysł magiczny
Umysł:pojętny, ineligentny, silna wola
Prezencja:Ładny, nieokrzesany

Umiejętności

MalarstwoEkspert
Akwarela, olej, węgiel. Studia dały Ryan niezbędną wiedzę, reszty dopełnia talent o magicznym podłożu, sprawiając, że nierzadko dzieła starszych, bardziej doświadczonych artystów bledną przy pracach Skye. Dziewczyna ma wyczucie i dryg, którego nie zastąpią żadne lekcje, ponadto naprawdę kocha sztukę. To wszystko składa się na wzbudzający emocje efekt końcowy.
Utalentowany portrecistaEkspert
Poradzi sobie z pejzażem, sceną polowania, czy widokiem miasta, ale to portrety są główną dziedziną Ryan. To nad nimi pracuje z największą pasją, szczególnie kiedy obiekt jest tego nieświadomy i nie pozuje, tej naturalności poszukuje nade wszystko.
AnatomiaBiegły
Nie stworzysz porządnego portretu, ani sceny rodzajowej bez rzetelnych podstaw. Dodatkowo Ryan zawsze lubiła lekcje anatomii, którym poświęcała i wciąż poświęca niezliczone godziny.
PerspektywaZaawansowany
Surowy tutor postarał się, żeby wszyscy jego podopieczni perspektywę mieli bezbłędnie opanowaną. W końcu co komu po technice gdy kompozycja będzie kulawa?
EtykietaZaawansowany
Od dziecka Ryan wychowywano na przykładną pannę i chociaż na studiach wyrwała się z łańcuchów konwenansów, to wciąż doskonale wie jak powinna się zachować. Czas spędzony z Jeanem dodatkowo doszlifował salonowe umiejętności Skye, po prostu zwykle świadomie ich nie stosuje.
Koneser sztukiZaawansowany
Chcesz być artystą z prawdziwego zdarzenia? Musisz się znać na sztuce. Marszandem nie jest, ale potrafi udzielić kilku wskazówek czy podpowiedzi co jest dobrą inwestycją, co warte ceny, a co sobie odpuścić.
KulturoznawstwoOpanowany
Chcąc czy nie, przy takiej mieszaninie indywiduów jakim było ASP w Leonii, poznawało się różne kultury i ich zwyczaje organoleptycznie, przynajmniej te praktyczne aspekty.
TaniecOpanowany
Trochę nauczyła się w szkole dla grzecznych dziewczynek, trochę na studenckich potańcówkach, a później od Jeana, w każdym razie Sky odnajdzie się na parkiecie i nie wywróci się o rąbek sukni.
Historia sztukiOpanowany
Wiedza niezbędna żeby móc się sztuką zajmować.
Pisanie i czytanieOpanowany
Matka guwernantka, a później szkoła nauczyły dziewczynkę biegle czytać i pisać.
LiteraturaOpanowany
Wyższe wykształcenie zobowiązuje, ponadto to miał być pierwotny kierunek studiów dziewczyny, więc podstawy zbudowano jej w dzieciństwie a ugruntowano później, na studiach także tych artystycznych.
Rynsztokowy poliglotaOpanowany
Każdy kto kiedykolwiek uczył się języka wie, że najlepiej do głowy wchodzą... przekleństwa! Ryan klnie we Wspólnym, Elfickim, Czarnym i Krasnoludzkim, czyni to dobitnie, z wdziękiem i zadziwiająco poprawnym akcentem.
Zielarstwo i chemiaOpanowany
Skąd się biorą barwniki farb i jak je pozyskać, co czym zmywać, a czym rozcieńczać, przecież musi wiedzieć czego używa.
ElfickiPodstawowy
Na studiach uczyła się Elfickiego, potrafi porozumieć się w podstawowym stopniu, z pisaniem czy czytaniem jakoś sobie poradzi, ale przy bardziej skomplikowanych treściach polegnie.
Czarna mowaPodstawowy
Jako zajęcia dodatkowe wybrała sobie lektoraty z Czarnej mowy. W wąskim zakresie potrafi się porozumieć, rozpozna pismo, ale z pisaniem czy czytaniem jest gorzej musiałaby przypomnieć sobie alfabet, złożona gramatyka jest poza jej obecnymi umiejętnościami.
RzeźbaPodstawowy
Musiała zaliczyć zajęcia z rzeźbiarstwa, i to by było na tyle.
ArchitekturaPodstawowy
Podobnie jak z rzeźbą, zaliczyła i coś tam pamięta.

Cechy Specjalne

Natchniony malarzZaleta
Przed narodzinami Ryan została dotknięta przez wróżkę. To intencje magicznej istotki obdarowały dziewczynę talentem, sprawiając, że mimo młodego wieku prace Sky wybijają się ponad przeciętnych malarzy, patrzącym przynosząc wrażenie jakby dzieła nosiły cząstkę duszy.
GołodupiecUłomność
Pieniądze zupełnie się Sydney nie trzymają, czy zlecenie będzie przeciętne, czy niespotykanie intratne, jakimś cudem Ryan większość wypłaty przepuści, przez co dziewczyna nieustannie nie ma żadnych oszczędności.
Kawaleryjska fantazjaUłomność
Niezupełnie słaba głowa do alkoholu, ponieważ zanim Sky utnie się film, zwykle finezyjnie nabroi. Głupie pomysły po alkoholu to jej domena i nie raz rano wolała nie wychylać głowy spod kołdry gdy tylko dowiedziała się co wyrabiała. Póki masz skrzydłowych równie szalonych co ty, wygłupy są mniej bolesne, ale studia i wieczna zabawa kiedyś się kończą. Teraz Ryan stara się nie kusić losu i unika alkoholu poza przysłowiową lampką wina czy szampana gdy okazja tego wymaga.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Ryan to pogodna i przyjacielska osóbka, łatwo nawiązująca kontakty. Sporo się uśmiecha, potrafi żartować, nie boi się też flirtować z barmanem, przypadkowym rozmówcą czy klientem.
Liberalnie podchodzi do większości życiowych aspektów, powstrzymując się od oceny osób i ich czynów. Zwykle sprawia wrażenie osoby spokojnej i zdystansowanej do codzienności i bieżących wydarzeń. Przynajmniej do czasu aż poruszy się jakąś drażliwą dla niej kwestię. Potrafi się wtedy zapomnieć w dyskusji i zacząć konwersować z zapamiętaniem godnym politycznego działacza. Zazwyczaj jednak temat musi mieć mniejszy lub większy związek ze sztuką. Reszta życiowych aspektów zdaje się płynąć obok dziewczyny, zupełnie jakby obserwowała obiekty mające stać się obrazem, ale nie brała udziału w ich rzeczywistości.
Nie trudno ukryć, że to sztuka ma największe znaczenie dla Skyline, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że poza życiem, które polega na fizycznej egzystencji, ma swoje własne uniwersum niedostępne dla reszty świata. Nawet w trakcie rozmowy potrafi się zawiesić na moment lub dłuższą chwilę, bo akurat dostrzegła coś co ją zainteresowało albo wpadło do głowy. Staje się wtedy całkiem nieobecna i albo można poczekać aż włączy się z powrotem, pytając z głupia frant o czym rozmawiali, tudzież zostawić ją samą ze swoimi myślami. Nawet nie zauważy. Jeśli sprawa będzie dość istotna (w jej mniemaniu) znajdzie ponownie swojego rozmówcę. Takie roztrzepanie można by zrzucić na ciągłe inhalowanie się terpentyną, ale niestety miała tak od dziecka.
Jak już wiemy sztuka jest dla Ryan wartością nadrzędną, chociaż więc nie jest odludkiem i lubi poznawać interesujące osoby, większość czasu spędza na malowaniu czy rysowaniu. Sztuka jest czasochłonna, samodoskonalenie się tym bardziej i to są główne priorytety dziewczyny.
Jest strasznym bałaganiarzem, ona oczywiście wie co gdzie ma, ale jej pracownię, czy miejsce w którym akurat tworzy można określić tylko w jeden sposób - chaos.
Nie jest za to rannym ptaszkiem, siedzi długimi nocnymi godzinami przy świecach nad szkicami i projektami, albo czyta, ewentualnie w luźniejszym czasie spotyka się z co ciekawszymi typkami ze środowiska, a potem śpi do późnego ranka, bo zbyt wcześnie światło i tak nie nadaje się do malowania.
Zdenerwowana, bulwersuje się całą sobą intensywnie gestykulując, chodząc po pomieszczeniu i klnąc na czym świat stoi jak wielorasowy szewc. Zwykle z równowagi wyprowadza ją nieudana praca, albo brak weny, ten zaś po złości potrafi wpędzić Ryan w depresję godną rozkapryszonej diwy.
Zgorszyć Sky ciężko, środowisko artystyczne nie słynie z pruderii, nie jedno więc widziała, a i wiele sama robiła także daleka jest od zapowietrzania się o byle co. Drażliwy temat prędzej spróbuje obrócić w żart niż się obrazi albo wycofa. Do ciała podchodzi jeszcze bardziej swobodnie, różnych golasów miała okazję oglądać i nie wie czym miałaby się stresować.
Do miejsca nie jest szczególnie przywiązana. Aktualnie mieszka w Rubidii, a w mieszkaniu trzyma ją idealne naświetlenie poddasza, ale co będzie za tydzień, miesiąc, rok… kto może wiedzieć, na pewno nie Ryan.
Poza tym jest wiecznie spłukana i żyje praktycznie od wypłaty do wypłaty, chociaż jej prace sprzedają się za dobre kwoty. Częściowo za taki stan odpowiada wysoki czynsz dużego pomieszczenia, a częściowo zupełnie niepraktyczne podejście do życia. Wybiera najlepsze materiały, do tego kocha nowości, a wszystko kupuje nie zważając na cenę.
Pracy poświęca się bez reszty, ale w innych kwestiach jest mało wymagającym typem. Byle wokół było czysto, chociażby dlatego, żeby kurz nie przyklejał się do werniksu i żeby na głowę jej nie padało, bo papier nie lubi wilgoci. Śpi na materacu rzuconym na ziemię. Je głównie gdy zacznie burczeć jej w brzuchu, albo gdy przypomni sobie, że słońce już zaszło a pół dnia temu jej burczało. Łapie wtedy byle co, jeśli coś jest, a że kuchni w mieszkaniu brak i nie zawsze chce jej się pędzić na dół do pobliskiej knajpy czy na stragan (o ile taki jest wciąż otwarty), głodna spać też chodzi.
Za to kawę pije litrami, przynajmniej kiedy ma okazję, bo o ile wcześniej nie zaopatrzy się w zapasy (przynoszone raz dziennie w kance normalnie używanej przez mleczarzy do dostarczania mleka) to nawet tego bez kuchenki nie może sobie przyrządzić.

Wygląd

Ryan jest filigranową dziewczyną mierzącą jakieś 5,5 stopy (około 165cm), co sprawia, że z jednej strony do mikrusów jej się nie zaliczy, ale z drugiej do wysokich i reprezentacyjnych kobiet również nie. Apropos drugiego, cóż nie tylko wzrostem Skyline się specjalnie nie wyróżni. Sylwetkę ma szczupłą i drobną. Nie przyciągnie wzroku obfitym dekoltem, ten nawet przy wdechu nie przyprawia mężczyzn o szybszy puls mówiąc taktownie, kiedyś koledzy w napadzie kreatywności porównali krągłości dziewczyny do sztalugi. Biodra ma jak to mówią za wąskie do rodzenia synów. Pupa gdzieś tam jest, ale skrzętnie nie-uwydatniona odzieniem. Nogi szczupłe, i nawet jeśli dzięki Prasmokowi proste, giną zwykle w zbyt szerokich nogawkach spodni. 
Właśnie, ubiór Ryan, on jest równie wątpliwie kobiecy co jej miano. Spodnie z grubo tkanej bawełny, zapewne barwione indygo, u dziewczyny są zawsze mocno sprane i za duże. Opadają nisko na biodrach, czasami podsuwając pytanie czy tak naprawdę aby je zdjąć Ryan musi odpinać guziki, czy może wystarczy mocniej pociągnąć, oraz jakim cudem jeszcze się nie zsunęły skoro nie nosi paska. Nie brak im też dziur, zwykle na kolanach, ale trafi się czasami przetarcie czy rozerwanie na którymś udzie, z przodu lub z tyłu. Nogawki są zawsze podwinięte (rzadko kiedy symetrycznie) odsłaniając skórę trochę ponad kostki. Żeby było ciekawiej wszystkie spodnie Sydney prezentują równie osobliwy stan, dając do myślenia czy dziewczyna aby nie podbiera ich chociażby drwalom gdy ci zamierzają wyrzucić zużyty łach.
Poniżej kostek zaczynają się wygodne kamasze na grubej podeszwie. Te z niepojętych dla przeciętnego piechura przyczyn, ograbiono ze sznurówek pozwalając cholewom i jęzorom swobodnie chlebotać, a dziewczynie pozbywać się butów jednym kopnięciem lub zakładać je w biegu.
Góra ubioru prezentuje się równie swobodnie. Zimą przed chłodem chroni ją stara wojskowa kurtka, chyba tylko Matka Natura wie skąd wytrzaśnięta. W zimniejsze dni Skyline nosi luźny sweter, w cieplejsze, najzwyklejszą męską koszulę. Przydługie rękawy na co dzień majtają się po rękach kryjąc niemal całe dłonie Skye i spod mankietów wymykają się głównie szczupłe palce o równo przyciętych paznokciach. Przy swobodniejszych pracach podwija rękawy, ale już podczas tworzenia całkowicie zdejmuje czy jedno czy drugie.
W pewnym sensie takie bluzki mogą nawet mieć swój urok, gdy uwydatniają smukłą szyję, szeroko odsłaniają szczupłe ramiona i wyraźnie zarysowane obojczyki. Tego Ryan zdaje się nie zauważać, a na pewno nie krępuje jej luźny dekolt albo niedopięta koszula nieraz zsuwająca się niemal do pachy odsłaniając gładką skórę.
W takich chwilach ostatnim strażnikiem przyzwoitości jest opięta koszulka ledwie sięgająca pępka, o wąskich paseczkach zamiast rękawów, lub w gorące dni sam stanik, jedno i drugie zawsze i nieodmiennie w czarnej barwie. Tak samo oba już zupełnie nie chronią przed gorszeniem co wrażliwszej widowni odsłoniętymi plecami, brzuchem czy biodrem, gdy bluzka zsunie się zgodnie z prawem grawitacji, a opadających spodni zwyczajnie nie starcza by było to delikatne błyśnięcie rąbka skóry.
O dziwo jak na malarza, Skye nie szaleje z kolorami. Koszula zawsze jest biała a sweter oscyluje w skalach szarości, barwach wzburzonego morza czy ciemno burzowym indygo.
Rzadkie są momenty gdy ubiór ukaże atuty szatynki, a tak naprawdę więcej można dostrzec gdy Ryan na chwilę przestaje być codzienną sobą i ubiera się jak na znaną artystkę przystało. Wernisaż czy kolacja z bardziej prominentnymi mieszkańcami łuski lubujacymi się w mecenacie sztuki, powita Skyline w klasycznej sukni. Prosty, dopasowany krój zwykle pozbawiony rękawów, drogi materiał nieraz w intensywnym kolorze, nagle pokazują, że dziewczyna nie jest bezkształtnym strachem na wróble i może nie dorównuje pokusom, ale do kompletu ze szczuplutką talią odcinającą skromne atuty, Skye jest nawet zgrabna i zupełnie nie przypomina niedorośniętej chłopczycy jakiej by się można spodziewać.
Brązowe włosy Ryan są krótkie, zwykle roztrzepane i w ciągłym artystycznym nieładzie pasującym do reszty obrazka. Przydługa grzywka nieustannie opada na oczy, co chwila zdmuchiwana, odgarniana łokciem, albo w napadzie desperacji gdy faktycznie przeszkadza, związywana w bliżej nieokreśloną palmę.
Pomiędzy niesfornymi kosmykami widać ciemne, ostro zarysowane brwi i czarne długie rzęsy. Spod nich spoglądają oczy o kształcie migdałów i ciemno brązowych tęczówkach. Bystremu wzrokowi nie brak zaczepnej iskierki, przynajmniej do czasu aż Ryan nie zaginie w swoim świecie. Patrzy wtedy przed siebie wyraźnie nieobecna, z lekko rozchylonymi wargami. Zazwyczaj jednak pełne, ciemnoróżowe usta uśmiechają się razem z oczami, odsłaniając białe równe ząbki. O dziwo Skye jest często opalona (wszystko dzięki letnim plenerom) a wtedy na prostym nosku pojawiają się drobne piegi.
Ryan mówi cicho, melodyjnym głosem nie wyróżniającym się niczym szczególnym, przynajmniej dopóki w ferworze nie zapomni się i nie zacznie wykrzykiwać przekleństw najlepiej w kilku językach na raz, ostro przy tym gestykulując.
Biżuterii nie uznaje, ale czasami jako dodatku do wieczornej kreacji użyje orientalnych perfum. Natomiast ciekawym dopełnieniem całej Sky jest tatuaż. Zaczyna się na lewym kolcu biodrowym, przez co początek sentencji regularnie wystaje znad spodni, aby potem wykaligrafowane runy Czarnej mowy zniknęły tajemniczo pod materiałem, ciągnąc się przez pachwinę na wewnętrzną część uda, sięgając niemal do kolana.

Historia

Arnold Skyline, kamerdyner z dziada pradziada, poza pracą nie widział życia, ona była jego misją i sensem istnienia. Tam też poznał Marie Cristine Carrol, młodą absolwentkę literatury, z rodziny o podobnych korzeniach. Przyszła do pańskiego domu na stanowisko guwernantki. Nie było tu miejsca na płomienny romans, ale doskonale się rozumieli. Kilka miesięcy później zawarli związek małżeński, minęło niewiele ponad rok a pojawiła się mała Ryan.
Znachorka opiekująca się ciężarną matką, przysięgała na życie, że szczęśliwa para spodziewa się chłopca. Wybrano imiona, dwa, zgodnie z tradycją matczynej rodziny, Sydney po ojcowskim dziadku, Ryan po ukochanym wuju Marie. Nikt nie wymagał samobójstwa znachorki, imiona pozostały.
Z narodzinami Ryan wiązał się jeszcze jeden psikus, którego już nikt nie był świadom. Matka od zawsze podziwiała sztukę, w nielicznych wolnych chwilach z upodobaniem wpatrywała się w obrazy wiszące na ścianach dworu. Potrafiła jak oczarowana patrzeć i podziwiać każde muśnięcie pędzla gdy nikt nie widział, a przynajmniej tak jej się tylko wydawało. Któregoś pięknego wieczoru przyciągnęła uwagę istotki, której nikt by się nie spodziewał w wielkiej posiadłości. Zaciekawiła wróżkę chwilowo zamieszkującą w domiszczu. Od tamtej pory psotne, magiczne stworzonko przez kilka dni uważnie i z ukrycia obserwowała ciężarną kobietę. Gdy wreszcie zrozumiała co jest przyczyną dziwnego zachowania na co dzień pragmatycznej i zabieganej niewiasty, postanowiła obdarować ją niewielkim skarbem, który w jej opinii powinien przynieść kobiecie równą albo nawet większą radość.
Tak więc po dwójce statecznych rodziców rosła mała pociecha, która nijak charakterem nie przystawała do rodziców, ani dziadków. Zapędy do malowania węglem po ścianach szybko wyhamowano. Notesu i przyborów rysunkowych mimo usilnych próśb nigdy Ryan nie kupiono, w zamian poszła do szkoły z internatem, na którą rodzice oszczędzali każdego gryfa. Pannicę wychowano w szacunku i poważaniu do zasad kultury i dobrego zachowania, chociaż nie bez wysiłku. Czego nie dało się osiągnąć tłumaczeniem zawsze załatwiała linijka surowej matrony, lądująca na dłoniach psotnicy.
Roztrzepana Ryan okazała się całkiem bystra, więc po podstawowej edukacji posłano ją na studia filologiczne do Leonii, by później jak matka mogła nauczać panny z dobrych rodów. Na tym plany rodziców się skończyły.
Życie studenckie ma ten urok, że poza egzaminami młodzi ludzie wyznają zasadę hulaj dusza piekła nie ma. I chociaż Sydney długo starała się być grzeczną kujonką, z której rodzice mogliby być dumni, ciężko było opierać się wewnętrznym podszeptom gdy groźba kary znikła. Prawdziwa natura dziewczyny w końcu wzięła górę.
A Ryan nie była grzeczną dziewczynką, była dobrze wychowana oczywiście, ale od zawsze była czupurną duszą, która trzymana na krótkiej smyczy po prostu nie miała okazji do pokazania charakterku.

Bar "Za rogiem" można by nazwać przybytkiem szemranym, gdyby nie typowo studencka klientela. A wyglądał jak wyglądał ponieważ przeciętny student posiadał kilka charakterystycznych cech decydujących o takim, a nie innym wyglądzie lokalu:
Nigdy nie śmierdział groszem. Do picia wystarczało mu drewniane wiadro miast stołka, jakiś możliwie mało dziurawy dach nad głową i samogon nie ważne jakiego pochodzenia byleby zawierał procenty. Temperament, który uniemożliwiał każdemu normalnemu klientowi chcącemu zachować zdrowie fizyczne i psychiczne, wytrzymanie tempa rozkręcającej się imprezy, a budynkowi ostanie się w swoich posadach.
To właśnie "Za rogiem" gościł rzesze żaków opijających zaliczone egzaminy, lub zapijających egzaminy oblane, świętujących, integrujących się, odpoczywających po ciężkich zajęciach i relaksujących się wieczorami przed trudnymi ćwiczeniami.
Jednym słowem od popołudnia aż do świtu gromadził barwny tłum ze wszystkich zakątków Alaranii, wszelkich ras, maści i kierunków studiów.
To tam Ryan poznała Arthuro, pół elfa, oraz machińczyka Marco. Nie minął akademicki rok, a przykładna przyszła literatka została studentką Leońskiej Akademii Sztuk Pięknych, a trio stało się niemal nierozłączne.

Rodzina nie była szczęśliwa, delikatnie mówiąc. Ryan szybko musiała znaleźć dorywczą pracę, żeby móc kontynuować naukę. Cały czas jednak towarzyszyło jej szczęście i przychylny los, zupełnie jakby w najtrudniejszych chwilach coś trzymało pieczę nad losami dziewczyny.
Decyzji nie żałowała nigdy. Nie tylko okazało się, że ma rzadko spotykany talent i w mig łapie to co jej rówieśnicy opanowywali lata wcześniej, w końcu poza pisaniem, dziewczynie nie pozwalano używać rysika ani pióra (a przynajmniej starała sie, żeby nikt nie zauważył jak "niszczy" dobry papier i przybory pisarskie na głupoty), więc miała olbrzymie zaległości, ale wreszcie robiła to co naprawdę nieuświadomienie kochała. Mała wróżka tymczasem, do tej pory cały czas, od pierwszych dni dziecka kręcąca się gdzieś w pobliżu, nareszcie dumna z podopiecznej mogła ruszyć swoją drogą obdarowywać innych.
Przez pierwsze dwa lata wykłady obejmowały oczywiście podstawy różnych sztuk artystycznych, ale także historię sztuki, anatomię żywych istot, poezję także w oryginalnych językach, oraz podstawy języka obcego Elficki był obowiązkowy, ale dla chętnych dostępne były też warsztaty z krasnoludzkiego i czarnej mowy, a że Ryan przyszło tu z uczelni humanistycznej i tam zagościła. Krasnoludzki odpuściła po raptem kilku wykładach, ale Czarny, to była inna bajka, ciekawił ją podobnie jak artyści z Otchłani, więc uczyła się nawet pilnie na tyle na ile pozwalały pozostałe zajęcia.
Dopiero po zaliczeniu wszystkich przedmiotów można było wybrać swój kierunek. Skyline poszła oczywiście na malarstwo.

SR Sky, chyba stworzenie sygnatury zajęło Ryan najwięcej czasu. Przecież każdy artysta miał swój niepowtarzalny podpis wieńczący każde dzieło. Pełne nazwisko było zbyt długie. Inicjały łatwe do pomylenia. Tu znów z pomocą (niechcący) przyszli znajomi. Studenci od zawsze mieli nawyk wołania się po nazwisku. Problem, że Skyline było długie i niewygodne. Wyjątkowo używać imienia? Wtedy nieraz odwracał się nie ten Ryan co trzeba. Nie wiedzieć nawet kiedy dwaj najlepsi kumple zaczęli wydzierać się przez szerokość korytarza - Sky. Ksywka okazała się całkiem chwytliwa, przysposobiona została przez pozostałych, a i Sydney szybko ją polubiła. Zaraz potem osygnowała prace niecierpliwie oczekujące na podpis i opóźniające zaliczenie zadania, którego ostateczny termin przybliżał się coraz groźniej.

Słyszeliście żarty, że nikt nie pije tak jak studenci medycyny i prawa? Chyba nie imprezowaliście z artystami z ASP, przynajmniej tymi z Leonii.
Po jednej z zabaw na zakończenie ostatniej letniej sesji egzaminacyjnej, po rozdaniu dyplomów, Sky obudziła się z piekącym biodrem, ze zgrozą spostrzegając na nim niepokojąco znajome runy, których jeszcze wczoraj nie było. Rozpoznawała Czarny, ale niewiele więcej. Musiała znaleźć translatora. Nawet znała jednego, uczęszczali razem na wykłady z literatury. Ba miała dziwne przeczucie, że jegomość mógł maczać palce w finalnym efekcie zakładu (w zaćmionych wspomnieniach kołatało się rzucone po pijaku wyzwanie). Imprezowali wszyscy razem, a gdzieś między mglistymi wierszami kojarzyła zielone oczy przystojnego gnojka. Do wykładowcy byłby potworny wstyd się udać, a nie wiedzieć co widniało na nodze też jakoś głupio. Odnalazła domniemanego winowajce razem z jego bezczelnym uśmieszkiem.
Poetycko ujęte, demoniczne życzenie klęski wszystkim wrogom - chyba mogła trafić gorzej.
Marco skończył z pierwszym zdaniem elfickiej "Ody do radości", rozrysowanej pięknymi literami tuż nad sercem. Nawet pasowała do pogodnego charakteru młodego rzeźbiarza. Arthuro swojego tatuażu nie pokazał, to znaczyło dwie rzeczy, znajdował się w jeszcze mniej widocznym miejscu niż jej, a jej nie było widać całego jeśli nie ściągnęła spodni, i drugie, że chyba treść niespecjalnie przypadła mu do gustu, bo od razu oznajmił, że usunie go magicznie mimo protestów swojej paczki. Zdrajca!
W każdym razie gdy ktoś ciekawski pyta czy wytatuowany napis to elficki, nie wyprowadza go z błędu.

Studia minęły jak z bicza strzelił. Profesor malarstwa szybko zorientował się, że szatynka miała to coś, czego nie dało się tylko wyuczyć. Na swoich szkicach czy obrazach potrafiła wyłapać rzeczy dla większości odtwórców nieuchwytne i nie do skopiowania. Jej obrazy miały życie i łapały za serce. Po studiach, pełen dumy przedstawił zdolną adeptkę - swoje odkrycie - znanemu mecenasowi sztuki Jeanowi de Dunois.
W świecie talent to jedno, żeby wypłynąć niestety zwykle trzeba mieć wpływowego sponsora. W ten sposób czasami promuje się przeciętniaków lub całkowite beztalencia, i odwrotnie często ci prawdziwie uzdolnieni mogą trafić na propozycję nie do odrzucenia lub rozbić się o ścianę i do końca życia pozostać nieznanymi artystami tworzącymi portrety za grosze na bulwarach.
W zasadzie Ryan nigdy nie uważała by miała powody do narzekania. Jako kobieta często stykała się z mniej lub bardziej niewybrednymi komentarzami, sugestiami i propozycjami, zarówno na studiach jak i później, a Jean nigdy wprost nie postawił jej ultimatum, wręcz przeciwnie. Dzięki niemu jej obrazy znalazły się w znanych galeriach bez jednego żądania z jego strony. Zawsze był dżentelmenem, często przychodził z kwiatami i zapraszał na wystawne kolacje żeby przedstawić kolejnym wpływowym i majętnym osobom, jakby i bez tego nie odczuwała wobec mężczyzny długu. W zasadzie to chyba był gorszy sposób niż wulgarna propozycja. Trudniejszy do zignorowania.
Skyline nie zastanawia się zbyt długo nad tym etapem życia, uznając, że świat rządził się swoimi nieugiętymi prawami. Teraz pseudonim SR Sky już coś znaczy i sama sobie jest sterem, żaglem i okrętem. Nieliczne obrazy trafiające na aukcje lub do galerii osiągają zacne ceny, a wielu możnych marzy o portrecie spod pędzla odkrytego ostatnimi laty, wybitnego malarza.
Niestety w zainteresowanych kręgach kojarzy się styl SR Sky lub pełne miano artysty, te zaś są mylące i wciąż dochodzi do pomyłek, gdy klient nie raz już spodziewał się mężczyzny a nie młodej kobiety.
Ryan aktualnie mieszka w Rubidii. Żeby się z nią skontaktować, najlepiej pytać osoby obracające się wśród bohemy, lub wszędobylskie dzieciaki zaznajomione z artystycznymi indywiduami. W barach gromadzących wszelkiej maści artystów wciąż bywa, ale stroni od alkoholu i innych używek. Czasy szalonej młodości minęły, każdy z niegdyś zgranej paczki poszedł w swoją stronę, a Sydney woli nie popełniać kolejnych głupot czynionych w napadzie kawaleryjskiej fantazji, szczególnie gdy nie ma z kim.

Posiadłość

Lokalizacja: Rubidia
Mieszkanie na poddaszu kamienicy. Lokal spory, obejmujący całe piętro budynku. Normalnie wymagałoby remontu, tymczasem Ryan wyburzyła niemal wszystkie ściany, pozostałe pozostawiając nieotynkowane, straszące czerwoną cegłą. Głównym wystrojem pomieszczenia jest kilka sztalug rozstawionych w różnych miejscach, podobrazia podpierające większą powierzchnię ścian, oraz słusznych gabarytów komoda połączona z biurkiem, a wszystko zarzucone i wypełnione, przyborami malarskimi, rysunkowymi, ryzami papieru, farbami i szkicami.
W części niebędącej pracownią znajduje się salon, a w nim ława, czyli paleta normalnie używana do transportu worków mąki, tu ustawiona na czterech betonowych bloczkach. Siada się na poduszkach rozrzuconych obok. Łóżko to nic innego jak materac rozłożony pod ścianą. Za garderobę zaś służy kij od szczotki, albo dwa, podwieszone u sufitu w najciemniejszym rogu pomieszczenia, wraz ze stojącymi pod nimi dwiema sporych rozmiarów skrzyniami. Wszystko obok łazienki. Jedynie ona stanowi odrębne pomieszczenie. W porównaniu do reszty mieszkania umeblowana wręcz luksusowo za pomocą sporej wielkości wanny na rzeźbionych nóżkach i kilku dębowych szafek na ręczniki i kosmetyki. Pozostałości po poprzednich mieszkańcach. Kuchnia to zbędny luksus, którego brak w tym przybytku, jest zlew w łazience, do umycia pędzli wystarcza.
To co najważniejsze w mieszkaniu to olbrzymie mansardowe okna, zapewniające doskonałe naświetlenie przez cały rok, niemal przez cały dzień.
  • Najnowsze posty napisane przez: Ryan
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • [Posiadłość Alfonsa Goyi] Nie puść farby
            Wraz z nadejściem poranka Paola cicho zapukała do pokoju, a słysząc jakieś mamrotanie w odpowiedzi, weszła do środka. Przecież malarka mogła czegoś potrzebować. Artystka tymczasem tylko mruknęła przez …
    12 Odpowiedzi
    241 Odsłony
    Ostatni post 1 dzień temu Wyświetl najnowszy post
  • [Posiadłość Alfonsa Goyi] Nie puść farby
            Pracownia była gotowa. Pozostało przynieść materiały i narzędzia, i Ryan zatrzymała się gwałtownie zaraz za progiem. Miasto znała, poznała tym lepiej gubiąc się wielokrotnie w jego alejkach i ulicach, o…
    12 Odpowiedzi
    241 Odsłony
    Ostatni post 5 dni temu Wyświetl najnowszy post
  • [Posiadłość Alfonsa Goyi] Nie puść farby
            Ryan weszła do pokoju, wchodząc w tryb zadaniowy. Normalna osoba zapewne dostrzegłaby lewitujący fotel, albo przynajmniej dosłyszała szelest prześcieradeł, tymczasem magię dostrzegła jedynie Paola, znów…
    12 Odpowiedzi
    241 Odsłony
    Ostatni post 1 tydzień temu Wyświetl najnowszy post