Profil użytkownika Amarok

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Amarok
Rasa: Przemieniony
Wiek: 28


Aura

Poszukując tej emanacji musisz się skupić. Żadna melodia nie przywiedzie cię do jej serca, żaden konkretny zapach nie poprowadzi we właściwym kierunku. Czeka na ciebie tylko naturalna cisza i zaledwie cień słonej woni, przywodzącej na myśl coś pomiędzy ludzkim potem a zwykłym zapachem morskich fal. Chociaż może to tylko złudzenie? Skojarzenie wywołane przez nieco ostry, ale przede wszystkim słony smak, a także bursztynowy blask, bijący po oczach? Swym mieniącym się pięknem skrywa on prawdziwe serce emanacji – jej siłę. Zdecydowanie większa niż sugerowałaby jej jasna poświata, stanowi tajemnicę, a lepka, lecz aksamitna i gładka powierzchnia kusi, by ją zgłębić, obiecując przyjemne doznania. Gnąc się pod dotykiem, pyszniąc złotymi barwami, wciąga i mami, najwyraźniej dobrze się bawiąc. Nie oczekuj jednak współczucia, gdy zauroczony zatniesz się ostrą jak brzytwa krawędzią lub podrapiesz o początkowo ukryte szorstkie elementy. Nie licz na wyjaśnienia, a lepiej przygotuj na zderzenie z twardym żelazem, które za nic ma sobie twoje zdziwienie. Czego się spodziewałeś? Nie jesteś nikim na tyle istotnym, by cynowe pasma zdecydowały się przy tobie pozostać. Tak, dobrze widzisz. To nie ty opuszczasz emanację, ale ona ciebie.


Wygląd

Z jednej strony patrząc, Amarok to mężczyzna jakich wielu. Nie rzuca się specjalnie w oczy ani sylwetką, ani fizjonomią. Ot zwykły, dość wyględny facet. Z drugiej jednak jeśli porównać go z zapijaczonymi kowalami, z karczemnymi osiłkami obrośniętymi tłuszczem czy zapuszczonymi wojakami, prezentuje się nad wyraz dobrze. Wyrzeźbiona w trakcie zbójeckiego życia sylwetka liczy sobie całkiem przyzwoite 186 cm i chociaż zazwyczaj okutana w liczne warstwy, nieraz szmato-podobnej odzieży, nie pozostawia wątpliwości co do płci wędrowca.
Skoro już jesteśmy przy przyodziewku, kilka słów o nim. Najczęściej zobaczysz znoszony, skórzany płaszcz. W jego głębokim kapturze, Amar kryje twarz i chroni się przed niepogodą. Gdy jednak kaptur spoczywa bezrobotnie na plecach, można ujrzeć czarne włosy mężczyzny. Ni to proste, ni kręcone, coś pomiędzy. Zazwyczaj prezentują całą wariację formy określanej jako artystyczny nieład. Średniej długości, niesforne pukle rzadko kiedy związane są w krótki koński ogon, znacznie częściej, swobodnie opadają na ramiona i nie raz na oblicze czy oczy mężczyzny, dodając jego wyglądowi zawadiackiej maniery. Twarz często przybrana w bezczelny, choć cóż tu kryć, czarujący uśmieszek, jest całkiem przystojna. Z racji na warunki nieczęsto gładko ogolona, jednak nigdy nie zwieńczona brodą czy wąsami, szybko przywodzi na myśl przynajmniej wędrowca by nie powiedzieć zabijakę. O dziwo wciąż jeszcze prosty nos ratuje nieco sytuację, na moment odsuwając reputację rzezimieszka samoistnie cisnącą się w myśli. Przeciwnie do oczu. Spod ciemnych brwi spoglądają tęczówki o intensywnej barwie pogodnego nieba z psotnymi iskierkami błyskającymi w źrenicach. Niby nic niepokojącego, gdyby nie fakt, że lewa z nich jest trwale uszkodzona i po uderzeniu dość niefortunnym dla bohatera zupełnie nie reaguje na światło. Trwale rozszerzona, wygląda niczym czarna studnia otoczoną wąskim rąbkiem błękitu. Powoduje to dość niepokojące wrażenie i zazwyczaj budzi przynajmniej ostrożność rozmówców. Samo oko jest sprawne i w zasadzie zdrowe, jedynym jego mankamentem, oczywiście poza wątpliwą estetyką, jest większa wrażliwość na światło. Pod prawym kącikiem prawego oka, znajduje się niewielki pieprzyk. Uszy jak uszy, oba są całe, lekko spiczaste jak przystało na pół-elfa. W każdym z nich znajduje się piracki kolczyk, w postaci szerokiego pierścienia ze złota.
To wszystko nie co dzień zobaczysz, do kompletu z kapturem, twarz Amaroka zazwyczaj zakrywa chusta. Wtedy jedyne co dostrzegasz, to łypiące znad materiału upiorne oczy, nie pozostawiające wątpliwości z kim masz do czynienia. Pod płaszczem plącze się jakaś koszulina odpowiednia do panującego klimatu. Zbój nie szlachcic, żupanów nie nosi, grunt by było wygodnie i nie krępowało ruchów. Przywiązywać się do odzienia czy wydawać nań majątku, nie ma co, bo i tak za moment może pojawić się w nim dziura, której nie warto będzie cerować.
Nogawki spodni wpuszczone są w cholewy wysokich butów z odwiniętymi wyłogami. To jeden z lepszych elementów stroju renegata, może dlatego, że najmniej podatny na uszkodzenia podczas pracy, a może dlatego, że w wygodnych butach można dalej uciec. W każdym razie od razu widać, że nie są to byle łapcie, ale porządne oficerki zrobione z dobrych materiałów, przez zręcznego szewca. Komplet z nimi stanowią misterne ostrogi, brzęczące cicho podczas chodzenia, kojarzące się z kawalerzystą.
W ciekawym kontraście dla lądowego szczura, stoi szeroki pas o ozdobnej, kutej klamrze, godzien pełnokrwistego pirata. Od razu widać, że swoje już wysłużył co tylko nadaje mu autentyczności. Do niego przytroczono najprawdziwszą korsarską szablę. Zabudowany kosz i pochwę pokrywają misterne zdobienia oraz okucia z wplecionymi weń tajemniczymi runami i symbolami. Z kolei głownia jest gładka, bez zbędnych ozdobników. Wygina się łukiem o jednolitej szerokości aż do młotka, który odznacza się niewielkim pazurem na tle reszty tylca, by przejść w sztych zwężający się w ostre pióro.
Na koniec u boku mężczyzny zawsze znajdzie się jakiś nóż lub dwa, przytroczony do pasa po przeciwnej stronie, lub uwiązany do uda.


Charakter

Nie cichy złodziej czy czający się kieszonkowiec. Nie skrytobójca poruszający się niepostrzeżenie i atakujący znienacka. Nie, Amarok to najprawdziwszy rabuś wprost z traktów i jak na bandytę przystało nie brak mu odwagi graniczącej z brawurą.
Mężczyzna z bezczelnym uśmiechem i ułańską fantazją wyskoczy przed karawanę by oznajmić, że to napad, za nic mając sobie klingi chroniących ją najemników. Jednocześnie też w podobnym poważaniu mając honor “prawdziwych” wojowników, ze śmiechem zawinie się w płaszcz by zwiać w knieję gdy siły broniących się okażą się przeważać. Cóż, nie spodziewajmy się po zbirze zachowań szlachcica. Celem Amara jest zdobycie łupu, lecz co komu po kosztownościach gdy postrada się życie. Tak więc bandyta nie tylko nie zastanowi się dwa razy nad taktycznym odwrotem gdy zajdzie taka potrzeba, ale też bez wyrzutów sumienia sypnie piachem w oczy czy użyje innych chwytów poniżej pasa, by zyskać przewagę w pojedynku.
Honor jest dla niego kwestią nawet nie względną co zbędną, przecież ani się nim nie najesz, ani nie ochroni cię przed chłodem. To nic innego jak zbiór bzdurnych praw ustalanych przez bandę fircyków, jemu zupełnie nieprzydatnych. Z kolei stwierdzenie, że kieruje się własnymi zasadami byłoby trochę na wyrost, gdyż nie ma wielu reguł ani sposobów działania, których by się twardo trzymał. Zazwyczaj działa pod wpływem chwili, nie żałując ani swoich czynów ani decyzji, stara się za to unikać zbędnej przemocy. Oczywiście, że jego sumienie z nieskazitelnym ma tyle wspólnego co halka leciwej prostytutki. Nie mniej Amarok nie morduję dla swej przyjemności, ograniczając liczbę zgonów do niezbędnego minimum. Nie torturuje, nie dręczy i nie gwałci. Nie znęca się nad słabszymi do których zalicza dzieci, kobiety czy starców. Jeśli musi, skróci czyjś żywot, nie czerpiąc jednak z tego przyjemności. Co prawda na swoich kompanów rzadko może mieć wpływ, ale nie przykłada ręki do działań, które nawet on uważa za haniebne.
Żyje chwilą nie zastanawiając się nad przyszłością. Gdy nie rabuje, chętnie korzysta ze wszelkich uciech, nie stroni więc ani od alkoholu ani od kobiet, czerpiąc z potencjalnie krótkiego życia ile tylko się da.
Raczej wesoły z niego typ, czasami wręcz głośny i pewnie dla niektórych zbyt bezpośredni czy obcesowy, ale nie można mu też odmówić pogody ducha i pewnego zbójeckiego uroku. Czar ten oczywiście najskuteczniej działa na niewiasty, mężczyzn częściej drażniąc i irytując, ale od wywołanego w ten sposób pojedynku nie wzbrania się podobnie jak przed damskim towarzystwem, uznając go za równie dobrą rozrywkę.
Wśród innych rabusiów nie angażuje się w żadne kontakty wykraczające poza sprawy służbowe. Owszem żartuje, grywa w karty. Nie wykracza jednak ponad bandycką kurtuazję. O sobie nie mówi ani słowa, zajmując się swoją działką. Wyższe stanowiska bliskie hersztom go nie interesują, woli robić to na czym się zna, by po skończonym zadaniu niezmiennie ruszyć w dalszą drogę.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Raczej wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzone czucie,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, Żelazna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Związany żywot [K]Na skraju śmierci, zawarł pakt z bronią obdarzoną czymś na kształt wolnej woli i jaźni. W zamian za uzdrowienie nie tylko zgodził się zabrać przedmiot z naturalnego więzienia, ale związał swój los z magiczną szablą. Śmierć Amaroka będzie równoznaczna ze zniszczeniem broni, ale też unicestwienie artefaktu, uśmierci mężczyznę. Wraz z kontraktem stracił swoją duszę, która scaliła się z duszą broni. Nowa energia uzupełniła niknące magiczne siły klingi, jednocześnie umożliwiając jej uzdrowienie rannego i utrzymując broń przy życiu.
Regeneracja [D]Rany nie zamykają się w mgnieniu oka i nienaturalne uzdrawianie łatwo przeoczyć, ale ulegają wygojeniu szybciej niż u przeciętnego człowieka. Trudniej mu też się wykrwawić. O to wszystko dba zaklęta klinga, czerpiąc siły z zawłaszczonej duszy mężczyzny. Nie jest jednak nieśmiertelny i teoretycznie zabić go można w taki sam sposób jak każdego innego elfa czy człowieka. Nie leży to jednak w interesie przeklętego oręża.
Mocna głowa [Z]Może całkiem sporo wypić, efekt upojenia osiągając później niż przeciętny mężczyzna jego postury, jednocześnie nie obawiając się porannego kaca. Częściowo jest to zasługa wczesnego treningu na pirackim statku, a częściowo klątwy, która odpowiada za regenerację organizmu przemienionego.

Umiejętności

Walka szblą [M] Walkę szablą ćwiczył od chwili gdy postawił stopę na pokładzie Pijanego wagabundy. Dość szybko okazało się, że chłopak doskonale dogaduje się z tym rodzajem broni, a wyostrzony refleks odziedziczony po elfich przodkach tylko go wspierał.
Walka bronią białą [O] Po za szablą uczył się też używania innej broni. Czas wolny pomiędzy rabowaniem statków czy karawan doskonale nadaje się na treningi, a umiejętności walki są kluczowe dla rabusia czy pirata.
Walka wręcz [W] Własne pięści, kolana, czy elementy wystroju wnętrza nadają się do walki równie dobrze jak broń, a przy okazji zawsze są pod ręką.
Zastawianie zasadzek [W] Jakoś karawanę złapać trzeba.
Kamuflarz [W] Przed napaścią czy w trakcie ucieczki, zdolność skutecznego kamuflowania się decydują o sukcesie i życiu.
Jazda konna [O] Bazowa umiejętność umożliwiająca szybkie ataki, sprawne ucieczki czy też zwykłe bezpieczne przemieszczanie się po Alarańskich ziemiach.
Wspinaczka [O] Może nie złodziej i oknami się nie włamuje, ale nie raz trzeba wejść na drzewo by później z niego zaatakować, tudzież umknąć pościgowi.
Ucieczki [O] Zarówno po udanym napadzie, jak i po fiasku należy się szybko i skutecznie ewakuować.
Tropienie [P] Znaleźć kupca, ustalić jak daleko się znajduje czy zlokalizować przyszły obiad, zdolności tropienia się przydają.
Polowanie [P] Posiłek sam na ruszt nie wskoczy. Trzeba mu dopomóc. Im sprawniej się to zrobi, tym krócej człowiekowi burczy w brzuchu.
Przetrwanie [P] W grupie czy samotnie, nikt się o ciebie nie zatroszczy jeśli nie zatroszczysz się o siebie sam.
Zielarstwo [P] Przydaje się przy leczeniu prostych ran czy podstawowych schorzeń, a nawet przy doprawianiu posiłków czy konserwowaniu zapasów.
Nawigacja [P] Żyć na okręcie i nie znać chociażby podstaw nawigacji? Nie do pomyślenia.
Orientacja w terenie [P] Podobnie jak nawigowanie okrętem dla pirata, tak umiejętność odnalezienia się w terenie jest niezbędna dla rabusia. W końcu chociażby uciekając warto nie jeździć w kółko.
Przewidywanie pogody [P] Na podstawie chmur i wiatru, Amarok potrafi z grubsza przewidzieć czego się można w najbliższym czasie spodziewać. Wszystko dzięki wieloletniemu życiu na morzu i lekcjach starego nawigatora.
Czytanie map [P] Podstawa na statku, baza i na lądzie.
Czytanie i pisanie [P] Jeszcze w czasach dzieciństwa opanował podstawy tych umiejętności i dzisiaj przynajmniej nie jest analfabetą.
Poliglotyzm [P] Załoga pirackiego okrętu była mieszaniną wyrzutków różnych kultur. Zawijanie do rozmaitych portów również sprzyjały poznawaniu innych ras. Dzięki temu Amaraok biegle włąda wspólnym i w podstawach zna elficki, krasnoludzki, oraz zamorskie dialekty obcych krain. A że podstawy w głównej mierze składają się z przekleństw, to już inna bajka.
Etykieta [P] Jako towarzysz młodej hrabianki wchłonął nieco etykiety. Inna rzecz, że i tak raczej jej nie stosuje.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Piracka szabla [ART]Przeklęta broń, którą konający Amarok znalazł w morskiej jaskini. Przedmiot zdaje się posiadać osobowość i świadomość, chociaż od zawarcia paktu nie odezwał się słowem. Nie tępi się i nie zużywa jak zwykła broń. Jej istnienie i życie mężczyzny zostały ze sobą związane. Zniszczenie szabli zabije właściciela, i teoretycznie śmierć elfa unicestwi szablę. Przynajmniej tak twierdził artefakt. Czy podstępna klinga nie znajdzie sposobu na obejście paktu gdyby Amar miał zginąć, porzucając żywiciela na rzecz nowego szermierza... nie wiadomo. Wiadomo zaś, że broń wspiera i podnosi umiejętności wojownika, chociaż walczyć za niego nie potrafi. Mimo to, przemieniony nie ufa szabli i mimo jej dobrych chęci, nie zamierza testować ani jej prawdomówności, ani dobrej woli.

Towarzysz


Brak

Historia

Historia stara jak świat. Niechciane niemowlę elfiej półkrwi, matka porzuciła w lesie by zatrzeć dowody romansu. Pewnie w tym momencie historia by się skończyła jak zaplanowano, gdyby niechlujne zawiniątko nie zostało znalezione przez zarządcę pobliskiego dworu. Mężczyzna akurat wracał z wyjazdu do miasta, gdy razem ze świtą usłyszeli kwilenia dziecka. Zamiast zignorować płacz, przeczesywali okoliczne zarośla aż odnaleźli niemowlę.
Zawiniątko zabrano na włości, gdzie otoczono je należytą opieką. To był pierwszy raz gdy do chłopca uśmiechnęło się szczęście, od tamtej pory sprzyjając mu w ciężkich chwilach.
Maluch nie tylko przeżył, ale jak na niechcianego podrzutka wiódł całkiem przyzwoite życie. Wychowywany wśród służby może nie był rozpieszczany, ale też otaczano go troską na którą bękarty i znajdy rzadko kiedy mogły liczyć.
Lata mijały a dziecko rosło stopniowo ucząc się prostych czynności, którym potrafiło podołać, wdrażając się w życie na dworze i swoją przyszłą rolę.
Tym ciekawszy okazał się los małego półelfa gdy poza zwykłymi obowiązkami upatrzono w nim towarzysza zabaw dla najmłodszej córki pana dworu. Tak się bowiem złożyło, iż w tym czasie nikt ze szlachty nie miał dziecka w odpowiednim wieku. W taki właśnie sposób, przy okazji zabaw z małą hrabianką opanował podstawy etykiety, którą zwykle nie zaśmiecano głów pospólstwa. Dodatkowo korzystając na nowych przywilejach, chłopaczek, który w normalnej sytuacji pozostałby niepiśmienny, nauczył się pisać i czytać. O ironio to właśnie te umiejętności przypieczętowały los chłopca.
Historie pełne niesamowitych przygód i podróży. Bohaterscy rycerze, aroganccy piraci i wręcz nieśmiertelni podróżnicy, a wszystko to na tle bajecznych krain pełnych baśniowych stworzeń i wyzwań, które tylko czekały na kolejnego bohatera. Większość z nas traktuje baśnie jak czystą fantazję, jak ucieczkę w prostszy i magiczny świat, czy otuchę w trudnych chwilach. W przypadku chłopca, baśnie urosły do rangi marzeń, które zakorzeniły się twardo w jego duszy, rosnąc i dojrzewając wraz z rosnącym chłopaczkiem. Bądź co bądź życie służącego czy parobka nie zapowiadało się zbyt tęczowo. Niby nie było mu źle, ale uszaty pragnął czegoś więcej niż mógł otrzymać na dworze. Chciał przygód w szerokim świecie. Wreszcie gdy odważył się sięgnąć po marzenia, spakował swoje nieliczne manatki i pod osłoną nocy, gdy wszyscy spali, wyruszył w drogę.

Jakim cudem ośmiolatek zaciągnął się na piracki statek pewnie pozostanie tajemnicą. W każdym razie butnemu chłopcu udała się ta niełatwa sztuka. Nie tylko znalazł piratów jakimś cudem docierając do jednego z bardziej szemranych portów na łusce, ale przeżył spotkanie z korsarzami i został przyjęty na pokład.
Otrzymał nowe imię, które w rodzimym języku kapitana oznaczało wędrowca czy włóczykija i stał się pełnoprawnym członkiem załogi, rozpoczynając nowy rozdział swojego życia.
Amarok był pojętnym i dość pracowitym dzieckiem więc szybko przyswajał sobie nowe lekcje. Uczył się nie tylko życia na statku i sprzątania pokładu. Każdy z załogantów mógł przeważyć podczas starcia w trakcie abordażu więc już od pierwszych dni na Pijanym wagabundzie młody uczył się walczyć. Chociaż początkowo ledwie był w stanie utrzymać szablę niewiele mniejszą od niego samego i lepszą bronią dla niego był nóż, nie poddawał się trenując na równi jednym i drugim. Gdy trochę podrósł, to właśnie szabla stała się jego główną bronią. Przez lata okazało się, że młody miał talent. Może dzięki domieszce elfiej krwi dzięki której był zwinny i szybki jak kot, a może wrodzonym uzdolnieniom w tej dziedzinie, Amar jeszcze nie osiągnął wieku męskiego gdy mało kto ze statku potrafił dotrzymać mu kroku. Z czasem młodzieńcowi pozostała walka z cieniem gdy reszta piratów nie dawała mu rady. Przez mijające lata uczono go też innych umiejętności, jak nawigacja, czytanie map, czy nawet podstawy innych języków. Każdy z załogantów dawał coś od siebie, trochę traktując chłopca jak pocieszną maskotkę, a trochę jak inwestycję we własną przyszłość. Załoga statku była jak jeden organizm, jedno słabe ogniwo mogło zadecydować o ich zgubie. Nikt nie chciał by przygarnięty dzieciak okazał się gwoździem do ich morskiej trumny.
Równie szybko młodzieniec nauczył się też, że prawda drastycznie różni się od książek. W życiu pirata znacznie mniej było chwały i przygód niż na pergaminowych stronicach, a znacznie więcej niekoniecznie chwalebnie przelanej krwi. I chociaż pływając ze sobą tyle czasu, załoga była zżyta i zgrana, braterstwo nie było najlepszym przymiotnikiem określającym ich więzi. Błyskawicznie zrozumiał, że chcąc długo żyć, a przynajmniej nie skończyć marnie dzięki jednemu z kompanów, nie należało opuszczać gardy zbyt nisko i nie szaleć z obdarowywaniem innych pełnym zaufaniem. Nawet jeśli dzisiaj chronili swoje plecy podczas boju, prędzej czy później słabości zawsze były bezwzględnie wykorzystywane. Całe szczęście dla elfa, młodzik umiał dobrze obserwować otoczenie i uczyć się na cudzych błędach.
Mimo to, statek i jego załoga najdłużej służyły Amarokowi za dom. Spędził tam całe dziesięć lat. Pewnie pływał by dłużej, gdyby nie potworny sztorm, który rozpętał się jednej nocy.
Otóż szczęście dopisywało chłopakowi w życiu, ale nie koniecznie w doborze hersztów czy band, do których należał. Silna burza, która wyglądała jak rozpętana przez samych morskich bogów zatopiła Wagabundę. Z załogi nie ocalał nikt poza elfem.
Fale wrzuciły młodzieńca do dawno zapomnianej jaskini na niewielkiej wyspie zbudowanej z raf, którą akurat odsłoniły morskie pływy. Dotkliwie poraniony przez ostre morskie skały i koralowce, sponiewierany morskim żywiołem, wycieńczony, czekał swojego kresu. Ocalał z katastrofy, ale nie zapowiadało się by miał przeżyć.
Wtedy pomiędzy majakami półprzytomnego umysłu, dosłyszał niski metaliczny głos proponujący mu ocalenie życia w zamian za układ.
Nie miał wielkiego wyboru. Oczywiście mógł umrzeć z godnością od ran, ale ta opcja jakoś nie przekonywała młodzieńca, który wciąż nie porzucił marzeń o życiu pełnym przygód. Umowa nie wydawała się krzywdząca. Przede wszystkim miał zabrać klingę ze sobą, miał też za pomocą pradawnego paktu przywiązać swoją duszę do broni. Widząc więcej korzyści niż minusów, w końcu właśnie konał, po krótkim namyśle chłopak przystał na układ. Rany zagrażające życiu zasklepiły się, i gdy chłopak doszedł do siebie szabla opuściła więzienie.
O dziwo nie lewe oko nie zostało uzdrowione. Szarpany przez kipiel uderzył głową w jakiś element statku lub rafę, nie pamiętał. Wielki krwiak i rana na skroni się zasklepiły, ale źrenica pozostała nieruchoma uwidaczniając ograniczenia demonicznej magii. Za to pod prawym okiem pojawił się niewielki pieprzyk. Cichy i niepozorny ślad zawartego układu.

Zamiast poszukać nowej załogi, wilk morski zszedł na ląd, zdobywając szlify w nowej rabunkowej profesji. Nowe warunki wymagały nowych umiejętności, które stopniowo poznawał. Co prawda wciąż grabił kupców, tym razem jednak wędrujących karawanami, gdzie taktyka polowania była odmienna. Sama walka jednak nie różniła się aż tak bardzo, więc półelf znów szybko poczuł się jak ryba w wodzie.
Jak już wspomniano cały fart młodzieńca zużywał się prawdopodobnie podczas utrzymywania go przy życiu, nie starczając na dobór kompanów. Amarok nigdzie nie zagrzewał miejsca, trzymając się z jedną grupą nie dłużej niż dwa-trzy sezony a czasem nawet krócej.
Rabował z większymi i mniejszymi watahami, zawsze ruszając w swoją stronę, z wyboru tudzież nakłoniony jakimiś wydarzeniami. Podobnie było pięć lat temu. Grupka była niewielka, nawet ciężko było ich nazwać bandą, ot czwórka wyrzutków szukających swojego miejsca na świecie. Amar jak to miewał w zwyczaju trzymał się lekko na uboczu nie zacieśniając z nikim znajomości, zwyczajnie robiąc swoje, nic więcej. Gdy jednak sprawy się skomplikowały, a ich samozwańczy przywódca obmyślił plan skrwawienia małolaty, która do tej pory kradła z nimi, tylko dlatego, że wierzył w jakieś gusła, uszaty nie czekał aż podstęp wejdzie w życie. Odszedł nawet nie zadając sobie trudy by uczynić to po kryjomu.
Ufał hersztowi jedynie naiwniak, a najlepszy wpływ na zdrowie miało racjonalne podejście nie mylące biznesu z przyjaźnią czy uczuciami, ale spanie czy walka obok gościa, który bez ogródek zarzynał swojego kompana dla kasy, było jawną głupotą. To była kolejna doskonała lekcja. Od tej pamiętnej chwili, od obłędu który ujrzał w oczach Owena nigdy nie zatrzymał się z żadną grupą dłużej niż jeden sezon rabunkowy, na zimę zawsze ruszając we własną stronę. Teraz starał się wybierać duże grupy, gdzie nie tylko zyski były większe a skoki bardziej brawurowe, ale przede wszystkim pozostawało się bardziej anonimowym, a uwaga potencjalnych cwaniaków dzieliła się na znacznie więcej głów. Do tego po raz kolejny utwierdził się w przekonaniu by nigdy, pod żadnym pozorem nie pisnąć ani słówka o szabli. Nie była to jakaś szczególna wiedza, już za dzieciaka obserwując piratów, doszedł do wniosków by swoje sekrety trzymać w tajemnicy. Było to jednak bardzo dobre przypomnienie by nie zmieniać zdania.
Tak więc Amarok zwiedza Alaranię, łupiąc i grabiąc od wiosny do jesieni, zimą przyczajając się, by beztrosko czekać roztopów. Nieuchwytny, na listy gończe wciąż jeszcze nie trafił.

Dane gracza: Amarok

Nazwa użytkownika:
Amarok
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt cze 29, 2018 11:10 pm
Ostatnia wizyta:
Pt lip 13, 2018 10:05 pm
Liczba postów:
1 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.01 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o napisanie aury
Pt lip 13, 2018 9:38 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
cron