Profil użytkownika Yrin

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Yrin Fuchs
Rasa: Lisołaczka
Wiek: 21 lat


Aura

Od razu można wyczuć, że aura, co najwyżej średniej siły, nie rozwinęła jeszcze w pełni swojego potencjału - miast tego błyszczy żywo i zachęcająco, kusząc przyjaznym ciepłem oraz dziecięcym śmiechem pełnym radości i zaufania. Otula szafirową poświatą niczym lisią skórką, która ma to ciepło zachować i dbać o nie. Naturalnie gładka sierść jest niespotykanie miękka i aż nie chce odrywać się od niej koniuszków palców - nie! - pragnie się wtulić w nią twarz, szyję, ramiona… a najlepiej całe ciało i trwać tak godzinami, słuchając cichej, płynącej z oddali melodii - obcej i intrygującej, miłej dla ucha i nigdy się nie kończącej. Jednak nie można wiecznie leżeć na miedzianym włosiu, podziwiając bijący od niego zdrowy blask - nie w jednej pozycji! Okrycie to gnie się dość swobodnie, więc można przewrócić się na plecy - uważając jedynie na zdradziecko ostre pazurki - i nadal będąc całkowicie w nie owiniętym, spojrzeć w niebo koloru najczystszej rtęci. Zapach wilgotnej ziemi unosi się ku niemu, wraz z tęsknymi spojrzeniami - srebrna tarcza księżyca i niezliczona mnogość kobaltowych gwiazd budzą romantyczne skojarzenia. Uspokajają one duszę, jednocześnie rozpalając w niej pragnienie, by dążyć do celu, stać się lepszą osobą, dać z siebie wszystko… jednak by dało się oderwać od marzeń i urzeczywistnić idee, musi przyjść z pomocą letni deszcz. I w końcu przychodzi. Zaczyna padać z bezchmurnego nieba i pada coraz cięższymi kroplami. Kroplami gorzkimi jak czarna herbata i kwaśnymi jak niedojrzałe owoce. Lepi wszystko, począwszy od cynkowej przestrzeni, przez włosy i skórę, aż po wspaniałe lisie futro. Chyba jedynie dzięki temu można wrócić myślami na ziemię, do codziennych spraw i zacząć działać mając w pamięci wszystko, czego się tutaj doznało.


Wygląd

W tej formie Yrin wygląda niczym zwyczajna kobieta, bardzo ładna kobieta. Ma zgrabną, szczupłą figurę oraz typową dla lisołaków bardzo bladą skórę. Posiada przeciętny wzrost i długie, prawie do kolan rude włosy oraz mniej więcej równą grzywkę, przez to, co niektóre kosmyki przysłaniają jej czasem szmaragdowe oczy, nad którymi wyróżniają się ciemne brwi. Na rumianych policzkach oczywiście widoczna jest gromadka piegów. Natomiast usta są raczej bardzo jasne i niezbyt wyraźne. Zazwyczaj nosi na sobie sukienkę, najczęściej w kolorze różu lub czerwieni. Jej ulubioną jednak jest ta bez ramiączek, co podkreśla jej obojczyki, ale z długimi rękawami. Nie sięga ona nawet do kolan, ale przynajmniej zakrywa co trzeba. Na jej rękach w miejscach zakrytych przez materiał ma wiele różnych tatuaży, na które składają się wielorakie symbole, głównie alchemiczne. Na jej lewym ramieniu natomiast widać księżyc w nowiu przysłonięty chmurkami, oczywiście tak jak te na rękach, w kolorze, a na plecach para czarnych skrzydełek. Z boku prawej nogi, od stopy do uda widać wzór obfity w czarne zawijasy i ostro wyglądające zakończenia.
Na szyi zaś stale posiada niewielki woreczek, znajdują się w nim zazwyczaj najcenniejsze, drobne składniki wielu eliksirów. Nic więc dziwnego, że pilnuje go ja oczka w głowie. Jej głos można nazwać przyjemnym dla ucha, aczkolwiek jej charczący akcent już taki nie jest, bardzo trudno powtórzyć jakiekolwiek słowo w jej ojczystym języku dla tych, którzy wcześniej się z nim nie zetknęli.
W postaci hybrydy dziewczyna bardzo lubi przebywać, choć siłą przyzwyczajenia swym klientom nie ujawnia własnej rasy. Dlatego też dopiero po pracy, gdy ma już wolne wyrasta jej ruda, lisia i bardzo puchata kita, a na głowie para typowych dla jej gatunku uszu tej samej barwy co ogon i włosy.
Co do całkowicie zwierzęcej formy to, poza soczyście, prawie nienaturalnie zielonymi oczami, nie różni się niczym od zwykłego lisa.


Charakter

Yrin początkowo została wpojona niezwykła pracowitość, czego skutkiem był istny pracoholizm. Teraz, jednak gdy może żyć nieco spokojniej bez ciągłego chowania nosa w książkach, zaczęła zachwycać się otaczającym światem. Stale trzyma się jej niebywały optymizm, a czarami, zamiast operować profesjonalnie bez wydziwiania, zaczęła się nimi bawić, z pozytywnym skutkiem. Ma wiele niespożytkowanej energii i łatwo się dogaduje z innymi, chętnie im pomaga o ile to możliwe. Gdy postawi sobie jakiś cel, będzie do niego dążyć uparcie, choćby miała zrywać noc po nocy (pozostałości po nie całkiem wykorzenionym pracoholizmie). Nie zna do końca wszystkich zwyczajów tej części świata, więc nieraz zdarzy jej się zrobić gafę, nie zawsze jedynie zabawną. Rzadko się złości, zazwyczaj jest wesoła. Uwielbia od czasu do czasu wyruszyć w dłuższą wędrówkę i poznawać ten świat. Marzy jej się czasem podróżować po różnych częściach kontynentu jak najdalej, jednak na razie nie ma co do tego zbytniej możliwości, ponieważ ma wielu stałych klientów, którzy na nią liczą no i wolałaby mieć wystarczającą ilość funduszy na takie przedsięwzięcie. Za swoich bliskich, przyjaciół mogłaby wskoczyć w ogień. Nie lubi, gdy ważne dla niej osoby są smutne, więc nie przejdzie w takiej sytuacji obojętnie, a spróbuje pocieszyć. Jedną z jej wad jest to, że bardzo lubi wtykać nos w nie swoje sprawy, jak to mówią. Zmiennokształtna nie należy do tchórzy, mało co ją przeraża, bo potrafi dostrzec dobro w każdym.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Niezbyt wytrwały, Wrażliwy,
Zwinność:Zręczny, Dokładny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony węch, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy,
Prezencja:Piękny,

Cechy specjalne

Mowa zwierząt [Z]
Talent magiczno-naukowy [Z]Yrin bardzo lubi magię i większość czarów jej bardzo gładko. Ponadto posiada łatwość nauki wszelakich dziedzin.
Lisołaczka [D]Potrafi przybrać formę lisią, hybrydy i w pełni ludzką.

Umiejętności

Jeździectwo [O] Na koniu.
Pływanie [O] W pobliżu jej domu znajduje się rzeka gdzie i to właśnie w niej nauczyła się pływać.
Sporządzanie trucizn [P] Według gotowych przepisów, niechętnie aczkolwiek niektórzy dobrze za to płacą.
Targowanie się [P]
Alchemia [W]
Czytanie aur [P] Najłatwiej odbierać jej zapach.
Tatuowanie [W] Yrin już od najmłodszych lat wyczuła sobie ich robienie. Zaczynała z henną, jednak potem sama wymyśliła własną substancję, która ze skóry nie schodzi.
Zielarstwo [O]
Anatomia [O]
Malarstwo i rysunek [W] Zdolność ta idealnie współgra z robieniem tatuaży, ponieważ nikt nie chce mieć na sobie jakichś bazgrołów.
Botanika [O]
Geografia [P]
Fizyka [P]
Matematyka [O]
Medycyna [O]
Pismo runiczne [O]
Poliglotyzm [O] Lisołaczka najlepiej zna język, który był używany w jej wiosce, ale to było tylko tam. Dlatego też musiała nauczyć się mowy wspólnej. Potrafi się dogadać aczkolwiek nieraz mówi w dziwny, niepoprawny sposób i słychać obcy akcent.
Szamanizm [P]
Rytualizm [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Przestrzeni [U]
Życia [U]

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Twilight, Śnieżka, Pomarańcza (Marani) i [tu wstaw imię]
Twilight - Jest to wróżka, która wcześniej stale towarzyszyła ojcu Yrin, po jego śmierci zaś postanowiła zaopiekować się młodą lisołaczką. Nie jest zbyt wielka (0,5 metra), aczkolwiek lepiej jej nie zdenerwować. Dba o porządek i o to by wszystkim się dobrze żyło. Pomaga zmiennokształtnej przy pracy, przynajmniej tej związanej z magią i alchemią, bo o tatuowaniu nie ma pojęcia. Ma bladoliliową cerę i długie do łokci błękitno-fioletowe włosy. Oczy natomiast oliwkowe, a usta zwykle pomalowane na kolor nieba. Nosi liczną biżuterię, pierścionki, naszyjniki, a na głowie nosi różany wianek, u którego z przodu nie ma już kwiatów, ale złote, ozdobne jego połączenie z wyraźnym pentagramem. Jeśli chodzi o ubranie, to preferuje zwykle zielone sukienki, a jej ulubioną jest ta z miedzianym symbolem smoka u góry. Z tyłu plecach wyrasta zaś para ślicznych, motylich skrzydeł w barwie fioletu.
Śnieżka - Pseudosmoczyca, lisołaczka dostała ją od jednego z zadowolonych klientów. Był on sprzedawcą magicznych stworzeń i w ramach wdzięczności postanowił sprawić dziewczynie taki właśnie prezent. Gadzina była niesamowita, miała śnieżnobiałe łuski i grzywę ciągnącą się wzdłuż kręgosłupa, aż do końca ogona, no i oczywiście smocze skrzydła, a ponadto potrafiła mówić w ludzkim języku, a jej głos należał do tych nad wyraz przyjemnych dla ucha.
Pomarańcza - W skrócie Marani. Mimo iż dzieli rasę z Twilight, jest całkowicie inna. Psotna, szalona, pełna życia, czasem nawet za bardzo i wiecznie uśmiechnięta, ale też uparta jak osioł.
Można powiedzieć że żyję trochę w swoim świecie, każdego nazywa po swojemu, nie zważając na jego imię, czasem nawet zwykłym przedmiotom nadaje imiona. Twilight nazywa Gwiazdką, natomiast na Yrin mówi Moon. Nie znosi ubrań,
uważa że jej pomarańczowe, motyle skrzydła i długie do ziemi, rude włosy wystarczają by zakryć to i owo. Widać po niej mentalne dziecko, choć z twarzy wygląda na młodą kobietę. Podobnie jak lisica ma piegi, oczy także należą do palety zielonych odcieni.
Deimon - Zwyczajny koń o głęboko czarnej maści i grzywie. Nieco krnąbrny ale słuchający poleceń Yrin. Został przez nią zakupiony w Valladonie.

Historia

Wszystko zaczęło się na zachodzie Alranii. Tam też istniała całkiem rozległa wioska, odizolowana od reszty świata. Kiedyś były to pomniejsze wioseczki, jednak złączyły się w jedną dużą, skrytą gdzieś za Górami Druidów, ale będącą jeszcze przed Mrocznymi Dolinami. Mieszkańcami byli praktycznie sami ludzie. Jednakże któregoś dnia zawędrował do nich czarodziej wraz ze swoją pomagierką, wróżką Twilight, nikomu krzywdy nie czynili, więc zaakceptowali go i chętnie korzystali z jego umiejętności. Ponadto naturianka i pradawny przyjęli także tutejszy język i dlatego też stali się nieodłączną częścią skrytej społeczności. Jednakże nikt nie wiedział, nad czym tak naprawdę pracował Konstanty. No może poza jego skrzydlatą przyjaciółką. Chciał stworzyć lisołaczkę, mieć kogoś na tym świecie komu mógłby przekazywać wiedzę, kogoś zaufanego. Dlaczego akurat zmiennokształtna? Ponieważ uważał, że zwyczajne ludzkie dziecko byłoby zbyt słabe i bezbronne. Owszem była jeszcze Twilight, ale jedna osoba nie zdoła przyjąć tak wielkiej wiedzy, a tak obie mogłyby sobie pomagać i służyć pomocą innym, zanim on sam odejdzie. Trzeba przyznać, iż miał już ponad milenium na karku, dużo ponad.

***


Minęło parę lat, Konstantemu w końcu udało się stworzyć to, nad czym pracował tak długo. Jednak nie chciał zdradzić sposobu, jakim tego dokonał i mimo próśb i błagań pozostał nieugięty. Nie chciał za bardzo mówić, iż musiał porwać niemowlę i odprawić nad nim pewne czary, to akurat żaden powód do dumy. Przynajmniej nie należało ono do żadnej i żadnego z mieszkańców, magia ma sporo zalet, jak tworzenie portali. Mimo to gdy publicznie stwierdził, iż maleńką znalazł porzuconą w pobliskim lesie, jego sąsiedzi i sąsiedzi sąsiadów przez jakiś czas patrzyli na siebie podejrzliwie próbując odgadnąć kto mógł zrobić coś takiego. No ale miał teraz w swym domu malutką, rudą lisołaczkę i w dodatku chwalili go za taką postawę, iż przyjął dzieciątko pod swój dach. Nadał jej imię Yrin i był szczęśliwy jak nigdy. Chciał ją jako swą uczennicę, ale w praktyce była też jego córką i oczkiem w głowie. Niestety on nie miał już tyle czasu, wręcz czuł oddech nadchodzącej śmierci. Musiał nauczyć dziewczynkę jak najwięcej, przez co praktycznie pozbawił ją dzieciństwa. Wierzył jednak, że nie pożałuję, że będzie mu potem wdzięczna. Miał szczęście, bo zmiennokształtnej naprawdę dobrze szło, magia, alchemia, eliksiry. Zaskoczyła go nawet, wymyślając własną recepturę do tworzenia tatuaży, które zostają z właścicielem do końca życia. Tymczasowe zaś bardzo łatwo robiła za pomocą henny. Była to jej, zaraz po wszelkiego rodzaju magii, wielka pasja. Mieszkańcy wioski bardzo chętnie zgłaszali się nawet po te stałe tatuaże i każdemu się podobało. Natomiast pradawny pilnował, by zmiennokształtna zawsze kryła swą lisią naturę. Tutejsi nie uznawali zbytnio innych ras, cudem było, że jego i wróżkę jakoś przyswoili, ale kto wie, co by było z jego córką? Nie dość, że nie stworzona naturalnie to jeszcze pół zwierzę. Lepiej było nie ryzykować.
W międzyczasie czarodziej uznał, iż dobrze by było dla Yrin, by poznała wspólną mowę. Podejrzewał, iż kiedyś może nastać dzień, gdy wioska przestanie być jej domem, a z powodu bariery językowej trudno byłoby się dziewczynie dogadać.
Być może przez natłok obowiązków i nauki lisołaczka stała się istną pracoholiczką. Bardzo dziwnie, a wręcz niekiedy źle się czuła, gdy nie miała nic do roboty.

***


Pewnego dnia nadszedł czas, gdy wraz z Twilight musiały pożegnać Konstantego. Był to bardzo smutny czas, dla wróżki, bo straciła najlepszego przyjaciela, z kolei dla lisicy, bo straciła swego ojca, wprawdzie niewiele jej już brakowało do dwudziestki na karku, ale w tamtym okresie rozpaczała niczym dziecko po jego stracie. Już nawet nie miała ochoty ani sił na pracę, na naukę. Choć silą przyzwyczajenia, nadal robiła to, co zwykle. Jednakże pewnego razu nastąpiła dość gwałtowna przemiana w całkowicie lisią formę podczas wybuchu gniewu. Jeden z jej klientów zaczął obrażać zmarłego już czarodzieja. Dziewczyna wcześniej nawet nie brała pod uwagę, że może się stać coś takiego. Nie spodobało się to jednak mieszkańcom, już to, że była ruda, ich raziło, a co dopiero coś tak nieludzkiego. Skrzydlatą, niską osóbkę i maga znieśli, ale nie zwierzołaka. Yrin nie miała za wiele czasu, z trudem wróciła do ludzkiej formy i uciekła do domku, by zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Jednakże nie chciała zostać z niczym, zabrała więc także cenne księgi i zapiski ojca. Nim się obejrzała, jej chata stanęła w ogniu. Wraz z wróżką ledwo wyszły, podduszone dymem, z poparzeniami... Miały jednak na tyle szczęścia, by zdołać uciec.
Sił starczyło na tyle, by wybiec poza wioskę i skryć się wśród drzew, by zregenerować siły.
Nie mogły jednak zostać tak blisko wioski, musiały wędrować jak najdalej i znaleźć nowy dom. Trudne zadanie dla nastoletniej dziewczyny i niewielkiej wróżki.

***


Wiele dni, a wręcz miesięcy zajęło im dotarcie na Równiny Andurii. Tam też na skraju Lasu Driad wypatrzyły opuszczony dom. Całkiem spory, ponury i emanujący grozą. Nie zważając na to, natychmiast go sobie przywłaszczyły, widać było po nim, iż od wieków chyba nikt się nim nie interesował. Po odpoczynku od razu zabrały się, by dostosować go do normalnych warunków mieszkalnych. To również zajęło im całkiem spory okres, ponieważ miały jedynie siebie. Dopiero później okoliczni mieszkańcy lasu zaczęli zaglądać, kim są ich nowi sąsiedzi. Chętnie pomagali im w różnych sprawach, ale nie chcieli pozostawać zbyt długo w domu, nikt nie mówił jednak dlaczego, ale przynajmniej w ogóle odwiedzali dziewczynę. W zamian Yrin oferowała odwdzięczyć się z pomocą tego, co umiała, magii, alchemii lub tatuowania. W ten sposób przyniosła sobie rozgłos. Przychodziło do niej coraz więcej klientów, a ona szybko zaczęła zarabiać całkiem ładne pieniądze. Kiedyś nawet jeden z uzdrowionych z ciężkiej choroby w ramach podziękowania nie tylko zapłacił, ale także podarował lisołaczce piękną, białołuską pseudosmoczyce. Bardzo nietypową rzeczą było w niej to, iż znała ona ludzką mowę. Zważywszy na to, iż nie była za wielka, służyła jako wierzchowiec jedynie Twilight. Lisica jednak także pragnęła mieć swego, więc dzięki uzbieranym funduszom zakupiła pięknego konia. Cena była jednak zniżona, a powód tego Yrin odkryła dopiero później. Ogier okazał się bardzo krnąbrny i nieufny. Trochę czasu jej zajęło, nim pozwolił się dosiąść i w pełni zaufał lisicy. Wróżki do tej pory nie akceptuje, dlatego też Twi nawet nie podchodzi do niego, by nie oberwać.

***


Pewnego letniego ranka, gdy lisołaczka jeszcze spała, Twi wraz ze Śnieżką poszła nazbierać zioła i inne składniki potrzebne do różnych eliksirów. Na swej drodze jednak znalazła krzak z pysznymi jagodami. Nie mogła kilku nie skubnąć. Wtedy też spostrzegła niewielką istotę leżącą na trawie splamionej krwią. Jakże wielkie było jej zaskoczenie, gdy okazało się, iż to wróżka tak jak ona. Tylko że mniejsza, młodsza i ranna. Twilight zabrała ją więc do domu, zbudziła zmiennokształtną i obie przystąpiły do leczenia malutkiej naturianki. Myślały, że po wyleczeniu skrzydlata wyruszy tam skąd przyszła, myliły się. Dziewczynka upodobała sobie je i stare domostwo i wszechobecne fiolki od eliksirów i pseudosmoczyce. Nie chciała nigdzie iść i mimo usilnych prób przekonania pozostała. Starsza naturianka do dziś przeklina dzień, w którym ją zabrała. Pomarańcza okazała się przerażająco ciekawska i psotna. Przez nią nieraz cały dom nie poszła z dymem, a to i tak byłaby jedna z mniejszych katastrof, do których omal nie doprowadziła.
Odejmując kłopoty, które sprawiała życie Yrin się ustabilizowało, zarabiała całkiem niezłe pieniądze jak na osobę o reputacji wiedźmy. No i tym razem nikt nie chciał jej spalić na stosie. Szybko przywykła do tego życia i już nawet tęsknota za ojcem jakby zniknęła. Myślała, że teraz będzie tak do końca, nie wiedziała, że na jej drodze pojawi się jeszcze jedna osoba i to nie byle jaka.

***


Wybrała się wtedy na spacer z Twi i Marani. Było bardzo spokojnie i miło, ptaszki śpiewały, a woda z pobliskiego strumyczka przyjemnie szumiała. Wtem ktoś jej mignął przed oczami, ktoś, albo coś białego. Rozejrzała się pośpiesznie zaniepokojona, gdy nagle jakaś kobieta rzuciła się na jej towarzyszki. Przerażona zmiennokształtna wyjęła ze swej skórzanej torby pierwszą lepszą rzecz i rzuciła jabłkiem w... No właśnie. Kogo? Białowłosa lisołaczka była obecnie nieprzytomna z guzem na głowie i krwawiącą raną powstałą od siły uderzenia twardym, zielonym jeszcze owocem. Yrin zrobiło się głupio, że tak wyszło i choć wcześniej atakowane wróżki tego nie popierały, dziewczyna zabrała nieprzytomną do domu, by naprawić swój błąd.
Gdy biała się ocknęła, wszystko sobie wyjaśniły, jednak ruda nie spodziewała się, że ta teraz pragnie w ramach pokuty za niepotrzebny atak na jej przyjaciółki stale być obok i je chronić. Było nawet gorzej niż z Pomarańczą, bo nie było nawet mowy o zmianie zdania. Przynajmniej ten stary, upiorny dom był na tyle duży, że bez problemu się mogli pomieścić.
Następnego ranka poszły wziąć kąpiel w rzece, lisia wiedźma nie miała się czego wstydzić, przecież Toffee, to też kobieta (tak myślała). Jakież było jej zaskoczenie, gdy obie zrzuciły ubrania coby ich nie zmoczyć... Ruda wyskoczyła z wody z niebywałą prędkością i w ułamku sekundy zasłoniła się swymi ubraniami, nie patrząc już nawet na to, że się wymoczą. Była zawstydzona, wściekła i zdradzona. Nie potrafiła zrozumieć, co on sobie wyobrażał. Wyganiała go z domu, to spał na dworze, wyganiała z podwórka, to kawałek dalej spał, chciała, aby dał jej święty spokój, ale uparte to jak osioł. W końcu więc zniosła to, co się wydarzyło i pozwoliła mu wrócić do domu. Przez ten incydent początkowo ich relacje były chłodne, dopiero później pojawiła się przyjaźń. Kto wie jednak, czy nie wykiełkuje z tego coś więcej?

Dane gracza: Yrin

Nazwa użytkownika:
Yrin
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Xenja, Yrin, Zira,
Martwe postacie:
-
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt sie 22, 2017 3:54 pm
Ostatnia wizyta:
Śr lip 25, 2018 11:43 pm
Liczba postów:
9 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Północno-wschodni kraniec Lasu Driad] One, on i ono
Śr lip 25, 2018 11:43 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Las Driad
(Posty: 7 / 77.78% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Północno-wschodni kraniec Lasu Driad] One, on i ono
(Posty: 7 / 77.78% postów użytkownika)

Podpis

Twilight
Śnieżka
Pomarańcza
Domek Yrin

Komu zrobić tatuaż: Sanaya, Nemain (Jeźdźcy Apokalipsy w kolorku), Leila (motylek), Loneyethe

Złapać to coś: https://i.pinimg.com/736x/81/71/00/8171 ... lpaper.jpg
cron