Profil użytkownika Shirkhana

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Shirkhana Munrina
Rasa: Smoczyca
Wiek: 100


Aura



Wygląd

Ludzka postać:

W tej odsłonie pradawna wygląda bardzo młodo, na zaledwie szesnaście lub siedemnaście lat. Jest bardzo szczupła i całkiem wysoka. Najbardziej w oczy rzuca się jednak jej śnieżnobiała karnacja, będąca wynikiem albinizmu. Równie białe są jej długie, sięgające do pasa włosy. Nosi grzywkę zaczesaną na prawą stronę, a drobne kosmyki zwykle pozostają w nieładzie. Dodatkowo jej rzęsy i brwi także posiadają ten kolor, co w połączeniu z krwistoczerwonymi tęczówkami wygląda dość upiornie. Usta również nie odstają i są bladoróżowe, nie widać tego z daleka ale są one pełne, a nie jak można by zakładać wąskie. Nosek jej ma bardzo przeciętną budowę, a uszy nie odstają, tylko pozostają skryte pod włosami. Na jej plecach znajduje się kilka naprawdę dużych, ukośnych blizn, będących pamiątką po walce z dorosłym smokiem. Shiri posiada także dwa tatuaże, choć planuje ich zrobić więcej to na obecną chwile jest to czarna czaszka na lewem ramieniu i drobne piórko z wymazanym w nim serduszkiem na prawym nadgarstku. Pierwszy malunek jest wyrazem buntu przeciw artefaktowi,który miał ją nauczyć jak być dobrą, zaś drugi jest na pamiątkę Zuriela, by nigdy nie zapomniała o swej pierwszej miłości.
Jeśli zaś chodzi o ubrania to pozostaje przy sukienkach, zwykle w kolorze kremowym. Preferuje średniej długości rękawy i dekolt, który nie będzie ukazywał artefaktu. Nie nosi butów, woli chodzić boso. Poza tym zawsze przed przemianą stara się ściągnąć ubranie więc im mniej tym lepiej. Między innymi dlatego nie przepada za biżuterią, którą woli poprostu kolekcjonować. Nie zawsze ma na to czas, a nie chciałaby niszczyć takich skarbów w razie przymusu natychmiastowej transformacji.

Smocza forma:

Ta postać zdecydowanie zapada w pamięć. Należy zacząć od tego, że Shirkhana jest bardzo dużym smokiem i wciąż jeszcze rośnie. Jak dotąd w kłębie osiąga nieco ponad [20m], długość ciała to zaś [40m], nie licząc ogona, który jest bardzo długi i sam w sobie wynosi [60m]. W tej formie oczywiście albinizm nie znika magicznie więc naturalnym faktem jest, iż posiada śnieżnobiałe łuski i przerażające, czerwone ślepia. Z grzbietu wyrasta jej para, ogromnych błoniastych skrzydeł z hakowatym, ostrym kolcem na obu. Jednakże nie to najbardziej przykuwa uwagę, błony są w połowie przeźroczyste, pokryte białymi smugami co przywodzi na myśl oszronione okno. Począwszy od głowy do nieco ponad połowy ogona ciągnie się rząd ciemnych kolców połączonych ze sobą taką samą błoną jak w przypadku skrzydeł. Na końcówce ogona zmieniają one swe umiejscowienie bo nie są na górze tylko po lewej i prawej stronie. Charakteryzują się tym, że są dłuższe ale delikatniejsze, nie takie twarde jak rząd tych znajdujących się powyżej. W dodatku błona między nimi z naturalnych względów jest większa, co z oddali tworzy wrażenie uroczej kity. Podobne,połączone ze sobą kolce posiada też przy policzkach ale jest ich zaledwie kilka choć nadają jej bardziej smoczego i groźnego wyglądu. Smoczyca nie jest zbytnio umięśniona, raczej szczupła i delikatna nawet w tej postaci. Także jej łapki są bardzo zgrabne mimo, iż kończą się czarnymi szponami.


Charakter

Shirkhana nie jest zła ale nie jest też dobra. Ma poważny problem z pojęciem moralności. Potrafi zabić z zimną krwią bez lepszego powodu. Nie męczą ją potem wyrzuty sumienia bo w praktyce go nie ma. Nie jest jednak głupia, wie, że za takie zbrodnie istnieją surowe kary więc ucieka się do nich gdy są jej one na rękę. Uwielbia błyskotki, złoto, klejnoty. Dla nich samych jest w stanie robić naprawdę złe rzeczy. Uważa, że wszystko jej się należy, ma się za lepszą od innych. Jednakże mimo swego nietypowego charakteru i wyglądu wiele osób widzi w niej jakiś nieodparty urok. Jest to o tyle dziwne, bo pradawna naprawdę ma innych w głębokim poważaniu, skupia się tylko na sobie i swoich pragnieniach. Dlatego też jeśli musi się rozebrać przy wszystkich przed przemianą nie będzie mieć z tym problemu. W końcu ważniejsza jest dla niej zachowana w idealnym stanie ładna sukienka niż opinia publiczna. Czasami nadal wyżywa się na zwierzętach dla własnej rozrywki. Jednakże jest w niej jakaś iskierka dobroci. Smoczyca potrafi na swój sposób kochać. W końcu była w związku z aniołem, wychodziło jej to na dobre, wtedy czuła tak wiele emocji, których nigdy wcześniej nie zaznała. Po dostaniu artefaktu stał się on jej najgorszym brzemieniem ale też powodem do trudnych przemyśleń, bo Shiri po części naprawdę pragnie zrozumieć sens dobra i zła.

Atrybuty

Krzepa:Stalowe mięśnie, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Zręczny, Bardzo szybki,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony węch, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Cechy rasowe [D]Shirkhana w smoczej formie potrafi zionąć ogniem, a także latać dzięki swym pięknym skrzydłom. Może przybrać też ludzką postać, która niczym nie różni się pod kątem fizycznym od normalnego człowieka, jednakże część smoczej siły w niej pozostaje. Dlatego choć wygląda wtedy jak nastolatka to potrafi niejednego zaskoczyć swoją siłą. Dodatkowo posiada pamieć absolutną więc bardzo szybko się uczy.
Albnizm [W]Efektem tej wady jest spora wrażliwość na światło słoneczne, więc musi go unikać bo inaczej na jej skórze pojawią się bolesne oparzenia w bardzo krótkim czasie. Dodatkowo z powodu albinizmu cechuje ją charakterystyczny wygląd, czyli śnieżnobiała cera oraz krwistoczerwone oczy.
Świetlista mimoza [Z]Pojawiło się to całkiem niedawno, Shirkhana nawet nie jest tego do końca świadoma. Jej ciało stało się bardzo wrażliwe na magię, w tym na aury. Dziewczyna nie potrafi ich czytać samodzielnie ale wystarczy, że ktoś ją dotknie, a ów miejsce zalśni światłem o kolorze poświaty w aurze ów osoby.
Naznaczona [S]Kiedyś, dawno temu biologiczna matka Shirkhany zawarła pakt z diabłem by uratować młodej smoczycy życie. Udało się, a jedyny ślad jaki po tym pozostał to znamię nad pępkiem w kształcie pentagramu. Dopóki pradawna nie otrzymała artefaktu od Zuriela nic się nie działo. Jednakże magia rubinu obudziła ostatki mrocznej magii. Sprawiło to, że dziewczyna uzyskała dostęp do władania tzw. czarną magią i niestety tylko taką. Gdy jej używa, choć narazie zna tylko jedną z arkan, wykorzystuje swoje dłonie. Przybierają one wtedy smolistą barwę, natomiast wszelkie żyły, aż do szyi stają się czarne, co nadaje Shiri bardzo niepokojącego wyglądu.
Mistrzyni onomatopei [Z]Shiri straciła rodziców w bardzo młodym wieku więc by lepiej polować obserwowała inne drapieżniki. Nauczyła się wtedy bezbłędnie naśladować odgłosy które wydają, oraz wszelkie inne jakie tylko usłyszy (tak, miała stanowczo za dużo czasu). Jest to także bardzo pomocne w nauce nowego języka i naśladowaniu obcego akcentu.

Umiejętności

Czytanie i pisanie [P]
Pływanie [P]
Polowanie [P]
Przetrwanie [P]
Skradanie się [P]
Tropienie [P]
Torturowanie [P]
Fizyka [P]
Matematyka [P]
Medycyna [P]
Jubilerstwo [P]
Poliglotyzm [O] Elficki, Czarna Mowa,
Piekielnologia [P]
Niebianologia [P]
Aktorstwo [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Zła [M]Do czarowania używa swoich rąk, specyficznych gestów, rzadziej zaklęć. Posiada też pewnego rodzaju intuicje, niekiedy podświadomie czuje co zrobić by z pomocą tej arkany osiągnąć swój cel. Możliwe, że jest to związane z tym, iż w młodości została naznaczona.

Magiczne przedmioty

Magiczne sumienie [ART]Jest to magiczny rubin w kształcie serca, który został na stałe umieszczony nad sercem Shirkhany. Sprawił jej go Zuriel, który pragnął by po swoim odejściu dziewczyna wiedziała co jest dobre, a co złe. Dlatego gdy robi coś czego nie powinna jej ciało zaczyna lśnić czerwienią, a sam klejnot staje się niemal całkiem czarny. W przeciwnym przypadku jest on biały, a skóra pradawnej roztacza bardzo delikatną, błękitną poświatę.

Towarzysz


Historia

Daleko od środkowej części kontynentu, na Smoczych Pustkowiach mieszkała para smoków - Shirien i Kahiri, oczekujących na wyklucie się ich potomka. Ona już kiedyś miała styczność w ludźmi ale wybrała życie w swej prawdziwej postaci, on nigdy nawet nie przybrał ludzkiej formy, był bardziej dziki ale mimo wszystko ważny dla smoczycy. Mieli jedno jajko, dlatego gdy zaczęły się na nim pojawiać pierwsze pęknięcia, matka ani na chwilę nie mogła oderwać wzroku.
Gdy w końcu zobaczyła swoją córeczkę po raz pierwszy, okazało się, iż jest albinosem. Jednakże to było najmniejsze zmartwienie bo maleństwo dodatkowo było bardzo słabe, chorowite, mogło umrzeć nawet następnego dnia. Smoczyca już od pierwszej chwili kochała swoje dziecko najbardziej na świecie i nie mogła na to pozwolić. Zmusiła partnera by zajął się młodą przez jakiś czas, a sama ruszyła w stronę ludzkich osad szukając pomocy. Zachowywała się dziwnie, jej chód był koślawy, dawno nie przybierała swej humanoidalnej formy. Błagała o pomoc ale w tym czasie i w tych rejonach uzdrowicieli praktycznie nie było, poza tym swoim zachowaniem odstraszała poniektórych.
W końcu straciła nadzieję i chciała wracać do rodziny gdy zaczepił ją czerwonoskóry mężczyzna z rogami i ogonem. Samo spojrzenie w jego oczy zmroziło krew w żyłach nawet samej smoczycy.
Przedstawił się jako Rubedo Thuluss i zaoferował pomoc w zamian za duszę, po którą przyjdzie za kilka lat, klasycznie. Pradawna nie wahała się ani chwilę, zawarła pakt z diabłem bo życie jej dziecka było dla niej najważniejsze. Następnego dnia wszystko było już w porządku, młoda wyzdrowiała i nabrała sił jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Shirien była tak bardzo szczęśliwa, że całkiem zapomniała o cenie tego szczęścia. Zajęła się wychowywaniem młodej,uczyła ją latać, polować, ziać ogniem. Zanim spotkała piekielnego tak bardzo się bała, że nigdy nie będzie miała na to okazji, a teraz mogła spokojnie spędzać kolejne dni z jedyną córką. Minęło tak dziesięć lat.
Między podnóżem Gór Czarnych, a wybrzeżem zaczęli sprowadzać się ludzie, szybko wznieśli osadę, którą ze względu na częste mgły nazwali Mglistą Wioską. Gdy odkryli, że za sąsiadów mają smoczą rodzinę, nie byli zbyt zadowoleni. Nie chcieli jednak opuścić tego miejsca, musieli się pozbyć wielkich gadów. Nie obchodziło ich, że te ani razu nie weszły im specjalnie w drogę, musiały zniknąć.
Pierwsi śmiałkowie zwykle stawali się posiłkiem dla młodej smoczycy, Kahiri chciał w ramach zemsty zaatakować wioskę ale Shirien mu zabroniła licząc, że może dzięki temu zostawią ich w spokoju. Niestety tak się nie stało. Ludzie byli coraz bardziej przerażeni, że żaden ze śmiałków nie wrócił. Zaczęli szukać kogoś kto nie będzie narażał życia w tak głupi sposób i wreszcie rozwiąże ten duży problem.
Pewnego dnia w te tereny zawędrował potężny mag,który zapragnął pomóc mieszkańcom. Sam przedstawił się jako Rikku. Nienawidził smoków, jeden zamordował niegdyś jego brata bliźniaka więc jeśli mógł ukatrupić choćby jedną z tych bestii to nie mógł przepuścić okazji.
Pod osłoną nocy zakradł się do jaskini, w której gadziny smacznie spały. Wystarczyło jedno zaklęcie by te istoty zapadły w wieczny sen i już nigdy się nie wybudziły. Czarodziej nie był zwolennikiem krwawej walki i bolesnej śmierci, dostały to na co zasłużyły i tyle. Młodej smoczy udało się przeżyć bo wyszła wtedy z jaskini pragnąc się napić wody z pobliskiego źródełka. Gdy wróciła jej rodzice byli martwi, a sprawcy już dawno nie było.
Białołuska nie potrafiła zrozumieć co się stało, była zagubiona, zwinęła się w kłębek i całą noc tak siedziała tuż obok martwych rodziców. nad ranem próbowała ich obudzić, myślała, że bardzo mocno śpią ale w końcu przyjęła do wiadomości, że stało się coś złego. Przestała więc próbować i zaczęła żyć samotnie. Obserwowała inne drapieżniki i polowała podobnie. Czasami jeszcze używała swego ognistego oddechu. Musiała coś jeść by przeżyć kolejne dni. Nie zbliżała się do ludzkiej wioski, uważała, że nie wyszłoby jej to na dobre. Poza tym z każdym kolejnym dniem radziła sobie coraz lepiej, choć była bardzo samotna.

***


Pewnego słonecznego dnia smoczyca siedziała w jaskini czekając, na nadejście popołudnia. Nie służyły jej upały połączone z bezchmurnym niebem o czym już nieraz się przekonała. Dopiero wtedy mogła wyjść bez obaw na polowanie. Do tego czasu pozostało jej nicnierobienie więc z nudów zaczęła przysypiać. Niespodziewanie do jej uszy dotarły jakieś hałasy, które ją zaintrygowały. Rozejrzała się dookoła i spostrzegła dwóch chłopców bawiących się w okolicy. Pradawna nie chciała ich atakować, była zaciekawiona tymi istotami. Właśnie wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego i przerażającego, wszystko stało się jakieś takie większe. Zniknęły skrzydła, ogon, pazury. Spojrzała na swoje ciało, było takie jak ich tylko... nieznacznie różne no i oczywiście znacznie bielsze. Albinoska chciała ryknąć jak smok ale z jej ust wydobył się dziwny krzyk, którego inności nie potrafiła pojąć. Cała ta sytuacja ją przerosła do tego stopnia, że aż straciła przytomność.
Chłopcy słysząc niepokojący wrzask natychmiast przybiegli i znaleźli wyróżniającą się dziewczynę, w dodatku całkiem nagą. Nie byli pewni czy zanieść ją do wioski ale ostatecznie to zrobili. Pognali prosto do chaty starej uzdrowicielki, dziewczyna była lekka jak piórko więc szybko dotarli.
Kobieta oczywiście nie odmówiła im pomocy ale nakazała młodym bohaterom wyjść, a sama zaczęła sprawdzać czy białowłosa nie doznała jakichś poważnych obrażeń.
- Ah! - krzyknęła dziewczyna, nagle odzyskując przytomność.
- Nic ci nie jest kochanie? - spytała troskliwie uzdrowicielka ale zamiast odpowiedzi, pradawna wyszczerzyła zęby ostrzegawczo, tak by zrobiła jako smok więc myślała, że teraz to także właściwe. Niestety jedynie zdziwiło to kobietę -Jak masz na imię? - również na to i kolejne próby porozumienia dostała taką odpowiedź jak wcześniej - Skąd ty się dziecko urwałaś? - pokiwała głową, cmoknęła z dezaprobatą i poszła szukać czegoś do ubrania dla nagiej... dzikuski, jak się okazało.
Próba nakłonienia albinoski do ubrania sukienki graniczyło z cudem, bo zaczynała ona gryźć i drapać, nie rozumiała idei ubrań, a to że kobieta chciała nałożyć jej na głowę jakąś szmatę uznała za atak. Ostatecznie zdenerwowana smoczyca odepchnęła swoją oprawczynię i sama uciekła do jaskini.
Nie wiedziała jak odzyskać swoją postać, brakowało jej skrzydeł i ogona, próbowała biec na dwóch nogach ale co chwilę się przewracała, a na czterech kończynach było zaś strasznie niewygodnie i powolnie. W efekcie co chwilę zmieniała sposób poruszania się, co z daleka mogło wyglądać komicznie.
Gdy dotarła do swej groty wzięła sobie na cel powrót do smoczej postaci. Okazało się to trudniejsze niż myślała, nie wychodziło. Zaczęła myśleć nad tym w jaki sposób nastąpiła transformacja i ją olśniło, a przynajmniej była niemal pewna, że wie jak temu zaradzić. Ruszyła do jaskini gdzie do tej pory leżały szczątki jej rodziców, myślała,że wystarczy spojrzeć na innego smoka, choćby martwego by odzyskać swoją naturalną formę, w końcu straciła ją patrząc na ludzi. Nie podziałało.
Pradawna poddała się, przynajmniej na razie, liczyła, że może z czasem to jakoś samo przejdzie. Poza tym odczuwała głód i musiała iść na polowanie, które... skończyło się fiaskiem. Białowłosa była zbyt nieporadna, głośna i powolna w tej postaci. Nie dała rady ale nie zamierzała chodzić głodna. Przyszedł jej do głowy pewien pomysł - odwiedzić ludzką wioskę. Miała nadzieję, że tam coś sobie znajdzie.
Pechowo znowu trafiła na uzdrowicielkę, rzuciła jej gniewne spojrzenie ale nie atakowała. Liczyła, że ta doprowadzi ją do jedzenia. To była dobra decyzja, bo kobieta dała jej to czego chciała i to pod nos. Bez żadnej walki, nie chroniła swojej... dziwnie wyglądającej zdobyczy. Dziwiło to smoczycę ale nie zamierzała marudzić, musiała coś zjeść i to jak najszybciej.
Nie zostawiała nawet okruszków. Miała dobry humor bo to było bardzo smaczne więc pozwoliła się nawet ubrać, choć było to zdecydowanie nieprzyjemne to teraz wyglądała jak zwykły człowiek więc podejrzewała, iż dzięki temu nie będzie musiała sama polować. Nie zamierzała nawet wracać do jaskini, spodobało jej się wygodne życie wśród dwunogów. Postanowiła zostać przez jakiś czas dla własnego dobra.

***


Mijały dni, dziewczyna została powierzona pod opiekę Munrinów. Byli oni młodym małżeństwem, które nie mogło mieć dziecka choć bardzo chcieli, więc nadawali się idealnie. Od razu pokochali Shirkhanę, tak dali jej na imię. Shiri szybko uczyła się mówić, była przemiła, grzeczna i niektórzy nazywali ją białym aniołkiem, nawet pomimo tych upiornych, krwistoczerwonych oczu. Nie każdy ją jednak lubił. Przerażała swą innością resztę dzieciaków i nie ważne jak bardzo była łagodna to oni znęcali się nad nią, bili, poniżali. Wieczorami dziewczyna szła do lasu, próbowała pozbyć się negatywnych emocji poprzez męczenie niewinnych zwierząt, nie odczuwała wyrzutów sumienia, wręcz przeciwnie. Po części jej to pomagało, ale zamykała się w sobie nie chcąc nikomu mówić o swoich problemach. Z czasem nauczyła się bronić przed zaczepkami swoich rówieśników. Nadal chodziła do lasu ale dla własnej, chorej zabawy, a jej charakter stopniowo ulegał zmianom.
Gdy już nauczono ją większości podstawowych rzeczy, w tym mowy wspólnej przestała tak chętnie się uczyć, uznała, że to jej wystarczy. Jej nowi rodzice nie mogli zrozumieć co się stało, chcieli rozmawiać, ona nie, ale byli tak uparci, że pradawna zaczęła być agresywna, chwyciła swą niebiologiczną matkę za szyję i z zimną krwią zaczęła dusić. Była silna, nawet jak nie była prawdziwą sobą. Patrzyła jak kobieta się męczy, sama miała szatański uśmiech na twarzy. Ojciec ledwo ją powstrzymał ryzykując własnym życiem.
W Mglistej Wiosce szybko rozeszły się plotki i ludzie szerokim łukiem omijali albinoskę. Munrinowie byli załamani, nie byli w stanie zamienić z młodą słowa przez kilka dni. W końcu jednak musieli zacząć naprostowywać jej niedopuszczalne zachowanie, a do tego potrzebna była rozmowa.
Myśleli, że dobrze ją wychowali ale ona miała ewidentny problem z rozróżnieniem dobra i zła. Mimo usilnych prób nic to nie pomogło, wręcz pogorszyło sprawę. Kilka dni później ich biały aniołek zaatakował młodą kobietę, tylko dlatego, że ta miała piękny, błyszczący naszyjnik z diamentem. Skończyło się śmiercią ale Shiri dostała to czego chciała, naszyjnik.

- Jak mogłaś to zrobić? - Pytał ją zatrwożony i przerażony ojciec, matka nawet nie chciała się zbliżać.
- Chciałam naszyjnik, a ona nie chciała mi go dać. To jej wina - dziewczyna powiedziała z pełnym przekonaniem.
- Ona nie żyje!
- Wiem,musiałam ją za mocno uderzyć, nie planowałam tego wprawdzie ale zdarza się - uśmiechnęła się Shiri.
- Jak możesz być tak nieczuła? Przecież ona miała życie przed sobą, była niewiele starsza od ciebie!
- No... Ale już nie ma życia.
- Zabiłaś dla głupiej błyskotki...
- Podobała mi się, nie chciała mi jej...
- PRZESTAŃ! To nie powód do zbrodni! Jak ja mogłem cię przyjąć pod swój dach, precz!
- Dobrze, kiedy wrócić?
- ...Nigdy!
- Ale odwykłam od spania na dworze - zrobiła smutną minkę, mężczyzna zaczynał się pocić ze strachu.
- Wynoś się... - wyciągnął nóż, drżały mu ręce.
- Oooo! Jaki fajny! To dla mnie? - spytała zachwycona.
- Odejdź albo cię... - słowa więzły mu w gardle.
- Nie zabijesz mnie, dobranoc... tatusiu - poszła na piętro domku do swego pokoju, zostawiając załamanego mężczyznę, któremu ze stresu nóż zwyczajnie wypadł z rąk. Miała rację, był za słaby i zbyt do młodej przywiązany, była przecież dla niego jak córka.

Gdy już była w swoim pokoju nie położyła się tak od razu spać, siedziała na łóżku i myślała, nie czuła, że zrobiła coś złego. Ale ojciec był wstrząśnięty, bał się jej tak bardzo. Nie było jej z tego powodu przykro, chciała to zrozumieć ale nie potrafiła. Patrzyła na zdobyty naszyjnik, był taki piękny... Warto było dla niego zabić ale to było złe, choć zdobyła dzięki temu to cudeńko, które ją cieszyło. Czy szczęście było złe? Nie wiedziała, musiała wyjść, w środku było duszno ale nie chciała trafić na rodziców więc wyszła oknem, prosto do swej starej jaskini.

***


Szybko dotarła do jaskini, bieganie już nie sprawiało jej problemów, wzięła ze sobą naszyjnik, który postanowiła tutaj ukryć. To zajęło chwilę. Myślenie zaś nad tym czym jest moralność, całą noc. Z tego wszystkiego zasnęła i obudziła się wcześnie rano... jako smok. Nie wiedziała jak, dlaczego teraz ale mogła odetchnąć, cieszyło ją to, znów miała swoje ukochane skrzydła, swój ogon i pazury, które tak bardzo przydawały się przy polowaniu.
Nie musiała już wracać do wioski ale po dłuższym czasie stwierdziła, że z ciekawości sprawdzi, czy ktoś się o nią martwi, nie ujawniając swej obecności.
Z oddali widziała, że szukali jej ale raczej z obawy przed kolejnym zabójstwem, niż przed tym, iż dziewczynce może się coś stać. To było trochę przykre. Postanowiła więc złożyć im wizytę. Przeleciała nad wioską ziejąc ogniem w sam jej środek, nie spodobało jej się to dziwne ukłucie w sercu więc musiała zapewnić sobie rozrywkę, fajnie było patrzeć z góry jak ludzie biegają i zwijają się jak mrówki by ugasić pożar. Niektórych ogień dosięgną i spalał żywcem, Shiri to bawiło, aż do momentu gdy przypomniała sobie słowa ojca i swoje przemyślenia. Poczuła się zagubiona, wróciła do swojej groty i postanowiła znów żyć, tak jak kiedyś, bez rozmyślania nad problemem moralności, z którym nie potrafiła sobie za nic poradzić.
Niestety tak się nie dało, pobyt wśród ludzi ją zmienił. Zajęła się więc ćwiczeniem swoich zdolności zmiany formy. Czasami gdy był mglisty dzień podchodziła do wioski w swej ludzkiej postaci i niczym duch patrzyła co się dzieje. Gdy ktoś ją zauważył, szybko znikała. Dobrze się przy tym bawiła bo zwykle taka osoba była przerażona i brała nogi za pas. Czasami znów torturowała zwierzątka, napadała też na podróżnych oraz handlowców kradnąc im kosztowności i zbierając w swej skrytej grocie. Jednakże czegoś jej brakowało, z tego powodu dni zaczęły mijać rutynowo, było coraz gorzej, nudniej.
Białołuska zdecydowała się opuścić dom i wyruszyć gdzieś daleko w świat. Nim odleciała, zabezpieczyła grotę ciężkim i dużym głazem, w końcu to miał być jej skarbiec, tylko jej. Gdy to zrobiła, odleciała w stronę Wulkanów Sori-Andu, chciała poznać Alaranię i znaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania o dobro i zło.

***


Shirkhana była zachwycona nowymi widokami, nawet spotkała inne smoki ale nie były przyjazne, musiała z nimi walczyć. Kto by pomyślał, że podkradanie kosztowności nie skończy się dobrze... Ponadto pierwszy raz miała kogoś równego sobie, a nawet silniejszego, co skończyło się prawie tragicznie, ona wciąż była bardzo młoda jak na smoka. Myślała, że zginie, nie chciała umierać ale nie panikowała. Wiedziała co musi zrobić.
Ostatkiem sił dotarła do ludzkiej wioski i udając zagubioną, bezbronną dziewczynkę otrzymała pomoc oraz jedzenie, typowe. Ludzie tu byli przemili, na szczęście jeszcze jej nie znali. Została u nich jakiś czas, opowiadała, że chce zwiedzić całą Alaranię, a oni opowiadali jej o różnych stworach, które nieraz napotykali na swej drodze, szczególnie zaciekawiły ja wampiry i to, że mogą pić krew. Chciała zobaczyć co one w tym widzą, miała czas, dodatkowo właśnie się dowiedziała jak długo mniej więcej żyją smoki, idealnie.
W ostatnim dniu pobytu w tej nieznacznej wiosce zauroczyła sobą pewnego młodzieńca, zaciągnęła go do stodoły i rozcięła gardło. Skosztowała czerwonej cieczy, nie była zła ale nie była też tak dobra, jak sobie wyobrażała. Zawiedziona wyszła z budynku, zmieniła postać i odleciała, tu i tak dostała już wiele ciekawych informacji ale to wciąż nie rozwiązywało jej głównego problemu. Na plecach ponadto miała świeże i bolesne ślady po pazurach tej skąpej gadziny, co prawda niezbyt widoczne w smoczej formie ale jak najbardziej w ludzkiej. Nie zamierzała się tym jednak zbytnio przejmować, póki mogła ignorować ból.
Niebawem dotarła do Soral, pierwszego dużego miasta jakie w życiu widziała. Myślała, że tu znajdzie to czego szuka ale coś konkretnie odwracało jej uwagę, a mianowicie - kosztowności. Na każdym kroku jakiś człowiek miał ich mnóstwo, tak pięknie lśniły więc Shiri kradła je na potęgę i wciąż było jej mało.
Strażnicy nie mogli jej nic zrobić, jak tylko zbytnio się naprzykrzali zabijała ich albo zjadała jeśli była głodna. Potem jednak postanowiła się już wynieść, miała wielki, ciężki wór drogocennych drobiazgów, to było dziwne gdy drobna dziewczyna z takim pakunkiem zwyczajnie sobie szła ulicą, a niestety jeszcze nie znała na tyle dobrego miejsca, gdzie mogłaby skarby przechować przed powrotem do domu. Z tego powodu nieraz musiała wdawać się w bójki bo chcieli ją okraść.
Dopiero później, błąkając się na Półwyspie Akal zaczęła wyszukiwać bardzo wymyślne schowki na swój łup. Starała się ograniczyć kradzieże, bała się, że nie zdoła wszystkiego naraz zabrać do domu.
Kilka dni później dotarła do Negarok, miejsca, które na zawsze pozostało w jej sercu.
To właśnie tam poznała anioła. Był najprawdziwszy, miał przepiękne, białe skrzydła, blond loki i błękitne oczy. Momentalnie się zakochała. Pierwszy raz poczuła coś, co wypełniało pustkę. Nigdy nikogo nie kochała, nawet swoich rodziców, prawdziwych i przybranych. Znalazła to, czego szukała. Miał na imię Zuriel.
Pradawna rozmawiała z nim o wszystkim o tym jak nie rozumie tej całej moralności, a on cierpliwie tłumaczył, wyjaśniał, sprawiał, że stawała się lepsza. Nie kryła przed nim nawet tego, że jest smokiem, ufała mu jak nikomu.
Mijały lata, Shiri czasami jeszcze męczyła niewinne istotki, czasami kradła ale już nie w takim stopniu jak kiedyś.
Ich pierwszy pocałunek sprawił, że dziewczyna była cała w skowronkach, chodziła po mieście w podskokach, prawie przemieniła się w smoka chcąc wznieść się do nieba. Była pewna, że już zawsze będzie z Zurielem.

***


Oboje tymczasowo pomieszkiwali w chatce na obrzeżach, niebianin pomagał rannym i chorym, a Shirkhana próbowała tego samego i chciała zrozumieć sens tego wszystkiego, szło jej nawet nieźle. Jednakże gdy wrócili do domku cały świat się jej zawalił.
- Dostałem nową misję, będę walczył ze złem - powiedział mężczyzna w połowie wesoły, w połowie smutny.
- A już tego nie robisz? - zdziwiła się jego mimiką.
- Teraz będę walczył z upadłymi i diabłami. Niestety nie możemy... - nie chciało mu to przejść przez gardło - Kocham cię ale nie możemy być dłużej razem, to nam nie wyjdzie - tak naprawdę może by wyszło ale niebianin chciał chronić smoczyce przed piekielnymi, którzy mogli ja skrzywdzić nawet nie wdając się w walkę.
- Nie... Żartujesz prawda? Nie mówisz poważnie? - patrzyła na niego swymi wielkimi czerwonymi oczami do których cisnęły się łzy, po raz pierwszy w życiu doświadczyła tak wiele emocji, które nie były udawane.
- Wybacz mi, może jeszcze kiedyś się zobaczymy - wziął ja w ramiona, przytulił najcieplej jak umiał po czym rozłożył skrzydła i odleciał.
Pradawna stała jak słup soli, a gdy zniknął jej on z oczu zaczęła krzyczeć, a krzyk przerodził się w smoczy ryk. Przemieniła się będąc w domku przez co niechcący go rozwaliła ale miała to w nosie tak jak wszystko. Wpadła w morderczy szał, zabijała, torturowała, spopielała każdego kto się jej napatoczył. Chciała jakoś odwrócić uwagę od złamanego serca ale to nie działało. Wzięła więc swoje kosztowności i jak najszybciej opuściła Negarok, ruszyła do domu.
Jej grota, była taka smutna, pełna pajęczyn, pełna złota i niczego. Smoczyca dorzuciła swoje skarby i zaczęła je z nudów przeglądać. Znalazła coś. Czerwony, średniej wielkości rubin w kształcie serca, do którego był doczepiony list i białe pióro, tak bardzo znajome. Zuriel napisał do niej list, o tym że udało mu się stworzyć coś co pomoże jej odróżniać dobro od zła, z czym nadal miała spory problem i się zapominała.
Shirkhana trzymała go w rękach i niezadowolona spoglądała na cenny, wyrzeźbiony kamień. Nie bardzo wiedziała, jak ma to jej pomóc, przez moment nawet chciała wyrzucić go gdzieś daleko ale z drugiej strony to była jedyna pamiątka po Zurielu. Niespodziewanie rubin uniósł się w powietrze i zaczął emitować światło. Zawirował wokół białowłosej, co ją pozytywnie zaskoczyło. Następnie poczuła uderzenie nad sercem i straciła przytomność.
Obudziła się o świcie następnego dnia. Była w ludzkiej postaci, tak jak wczoraj (w tej formie łatwiej było czytać maleńkie dla smoka literki w liście). Czuła jednak coś dziwnego nad sercem, odsłoniła nieco dekolt swej sukienki i spostrzegła ten przepiękny klejnot, tylko, że był w jakiś sposób wrośnięty w jej skórę.
Myślała, że za chwilę znowu straci przytomność ale z trudem zachowała jasny umysł. Próbowała się tego pozbyć ale teraz było częścią jej, musiałaby się zranić, a to jej nie zachęcało.
Nie miała wyboru więc zaczęła to ignorować i postanowiła dać upust swoim emocjom. W lesie było tyle zwierząt, a ona miał tyle pomysłów jak męczyć biedne stworzonka. Pamiętała, że to złe według Zuriego ale zdenerwował ją tym dziwnym podarkiem więc postanowiła robić rzeczy wbrew niemu i ogólnym zasadom, tak jak dawniej. Poza tym nawet go tu nie było, zwyczajnie ją zostawił.
Tym razem jednak było inaczej, gdy tylko złapała biednego zająca, jej skóra zaczęła emitować dziwny krwawy blask. Shirkhana puściła futrzaka zaskoczona i zaniepokojona zdarzeniem. Gdy tylko to zrobiła światło zaczęło słabnąć, nim całkiem zgasło spojrzała jeszcze na rubinowe serce. Było takie ciemne, niemal czarne.
Teraz zrozumiała co anioł miał na myśli pisząc, że to jej pomoże. Jak tylko porzuciła zamiar skrzywdzenia niewinnej istotki wszystko wróciło do normy. Odetchnęła ale wiedziała, że teraz nie będzie mogła zrobić nic, uznawanego za złe, bez zwracania na siebie większej uwagi. Cwany mężczyzna wiedział co zrobić, by choć trochę zresocjalizować smoczycę.
Dziewczyna jednak źle się tym czuła, chciała być sobą zwłaszcza, że anioł ją opuścił. Musiała go znaleźć i zmusić, by wyłączył to ustrojstwo nad jej sercem. Pozbycie się tego nie wchodziło w grę, bo byłoby bolesne, a przecież tak źle nie wyglądało samo w sobie. Irytujące było jedynie działanie artefaktu.

***


Dziewczyna wyruszyła znów w świat. Tym razem zapragnęła udać się bardzo, bardzo daleko. Jej wędrówka w postaci lotu, chodu, bycia pasażerem na gapę trwała wiele dni, miesięcy, może nawet lata. W tym czasie poznawała Alaranię, wszędzie jej było pełno, zostawiała za sobą krwawy szlak. Dowiedziała się również, że części ciała albinosów są dla niektórych bardzo cenne, niestety nie wiedzieli z kim zadzierali. Nigdzie nie zagrzała miejsca dłużej, bo bardzo szybko stawała się poszukiwaną za swe zbrodnie, a przez to świecenie była bardzo łatwym celem. Mogłaby wszystkich pozabijać ale nie miała na celu zostać znaną w całej Alaranii morderczynią, to by było niepraktyczne. Poza tym miała cel w tych podróżach, choć jego realizacja szła mozolnie. Mogła jednak zająć się pobocznymi zaletami nowych krain. Przykładowo widziała kiedyś mężczyznę z dziwnymi obrazkami na skórze, nie zmazywały się co bardzo zachwyciło dziewczynę. Zapragnęła też mieć podobne i polecono ją pewną wiedźmę mieszkającą w Lesie Driad - Yrin. Udała się tam czym prędzej.
Całą drogę myślała nad tatuażem, z początku rozważała coś dużego na plecach ale potem stwierdziła, że lepiej będzie coś dyskretnego. Poprosiła rudą kobietę, by zrobiła jej na prawym nadgarstku piórko niezbyt duże piórko zawierające w sobie maleńkie serduszko. Efekt przekroczył najśmielsze oczekiwania pradawnej, było idealne. czarno-białe ale takie właśnie chciała, teraz miała coś, dzięki czemu nie zapomni o jej pierwszej miłości. Była coraz bardziej przekonana, że już go nie odnajdzie ale na pewno nie chciała zapomnieć.
W międzyczasie odwiedziła jeszcze miasto Shari zdobyła mnóstwo błyskotek ale miało to swoją cenę. Do tego miasta raczej już nigdy nie wróci po tym jak narozrabiała. Jej ciało lśniło czerwonym blaskiem. Shiri to bardzo denerwowało, tak, była morderczynią i nie potrafiła tego zmienić. Znów udała się do rudej wiedźmy i zażyczyła sobie tatuaż czaszkę na lewym ramieniu Chciała właśnie taki chyba tylko dlatego aby zrobić na przekór artefaktowi i Zurielowi. Nie potrafiła zmienić swojej natury. Nie zamierzała poprzestać na tych dwóch ale narazie to jej starczyło.
Nadchodził czas by powoli wracać w okolice Mglistej Wioski.
Po drodze zatrzymała się w pewnej karczmie aby odpocząć. Liczyła na trochę spokoju niestety był tam też pewien niezwykle irytujący dzieciak. Krzyczał, płakał, bałaganił i nawet śmiał zacząć dokuczać innym gościom w tym pradawnej. Dziewczyna nie wytrzymała i chwyciła go za szyję, unosząc nad ziemię. Z uśmiechem patrzyła jak młody próbuje złapać dech. Cała zalśniła rubinowym światłem ale miała to gdzieś. Wtem spostrzegła jak dzieciak zaczyna krwawić z ran, których chwilę wcześniej nie miał, a ona nie miała obecnie smoczych pazurów, nie mogła ich zrobić. Nagle spostrzegła jak jej żyły stały się niezwykle wyraźne bo przybrały czarny kolor. Natomiast jej dłonie wyglądały jakby zostały pokryte smołą. To ją zaniepokoiło na tyle, że puściła irytującego chłopczyka. Wszystko z nią powoli wracało do normy ale była zaskoczona, do tej pory aż tak źle nie było, musiała chcieć zrobić coś naprawdę złego zapewne. Ale przecież ten bachor zasłużył... Natomiast jego rodzice tylko się wystraszyli o niego, a Shirkhany nawet nie śmieli przeprosić, bez sensu. W każdym razie skończyło się na ty, iż musiała czym prędzej opuścić to miejsce. W końcu próba zamordowania dziecka to nie były przelewki.
Odleciała czym prędzej kierując się w stronę mroźnej Północy.

***


Przed Lodowymi Pustkowiami jednak było coś być może gorszego - Mroczna Puszcza. Smoczyca stała przed Północną Bramą, za którą znajdował się Szlak Samobójców rozdzielający od siebie puszcze i Dzikie Ostępy. Była bardzo podekscytowana tym miejscem owianym tak koszmarną sławą. Chciała się przekonać na własnej skórze, czy aby na pewno jest tak straszne jak inni mówią. Właśnie dlatego nim przekroczyła wrota przybrała ludzką postać i ruszyła. Cały czas miała wrażenie, że coś lub ktoś ja obserwuje. Natomiast gdzieś w głębi zarośli była pewna że widziała nieruchome ciała wisielców. Panował tu dodatkowo upiorny chłód.
Niespodziewanie jakaś banda zbójów znienacka wyskoczyła zza krzaków, chcieli ją złapać i zapewne zgwałcić, a potem wykorzystać dla celów zarobkowych, w końcu była albinosem, cenny łup dla różnego rodzaju szarlatanów. Pradawna była wnerwiona, musiała im dać nauczkę, dopóki była to obrona własna artefakt nie reagował ale gdy już udało jej się powalić wszystkich zbójów na ziemie, a ona sama nie zamierzała na tym zakończyć, zalśniła rubinowym światłem, jej ręce pokrył smolisty odcień. Podświadomie wyciągnęła dłoń przed siebie i zaczęła zaciskać pięść co skutkowało tym iż mężczyzna zaczął zwijać się z bólu. Shiri nie była pewna jak to zrobiła ale... Lubiła to. Tamci w przerażeniu uciekli oskarżając dziewczynę o bycie demonem, pomiotem szatana i takie różne. Niestety temu jednemu się nie upiekło, w końcu z bólu stracił przytomność, padł na ziemię, a z jego ust wylała się krew.
- O co ci chodzi?! Zasłużył! - dopiero do niej dotarło iż świeci - Badziewie - zdenerwowana zmieniła się w smoka i tym razem lecąc, ruszyła dalej, rozmyślając nad dziwnym zjawiskiem.
Minęła Śnieżny Las i trafiła na skute lodem pustkowia, było zimno więc nawet nie myślała o zmianie postaci ale z zachwytem spostrzegła jak dobrze się w ów miejscu maskuje. Jak tylko znalazła jakieś zwierzę polowanie było dziecinnie łatwe. Miała nawet ochotę zostać tu dłużej ale to trochę zbyt zimne miejsce. Po drodze zatrzymała się na ludzki postój w Berga-Argentum. Chciała zrozumieć nową zdolność, mogła zabić nawet nie dotykając. Udała się więc do biblioteki, bo przecież książki zawierały zwykle wiele cennych informacji. Spędziła tam kilka dni, dowiadując się czegoś nowego o magii. Nigdy nie sądziła, że jest zdolna się nią posługiwać, a jednak. Najpierw musiała odkryć, którą dziedziną włada, co nie było takie trudne. Jak tylko odkryła, iż to arkana zła, zaczęła się uczyć, a dzięki jej świetnej pamięci szło naprawdę szybko. Było to jedno z niewielu miast, z którego nikt jej nie przegonił, była zbyt zajęta by narozrabiać.
Dopiero po przejrzeniu wszystkich adekwatnych ksiąg, z nową wiedzą opuściła to miejsce, poleciała wysoko, by minąć szczyty Gór Thargorn. Za nimi czekały Wielkie Bory Zimowe. Chciała jak najszybciej opuścić te zimne krainy ale zatrzymała się jeszcze w jakiejś wiosce niedaleko miasta Gaja. Była głodna, miała ochotę na ludzkie jedzenie, ostatnio bardzo często polowała, teraz miło byłoby zjeść coś czego nie trzeba najpierw zabijać. Okazało się, że tutejsi mieszkańcy nie byli tak mili jak ludzie z Mglistej Wioski i ani myśleli dzielić się jedzeniem za darmo. Shirkhana miała to jednak w poważaniu, chciała zjeść więc to zrobiła. Wchodziła do domów gdy tylko nastał czas spożywania posiłku i sobie go przywłaszczała o ile był smaczny, ale ona miała naprawdę smoczy apetyt nawet w ludzkiej formie i jednorazowe włamanie jej nie wystarczyło. W końcu zdenerwowani mieszkańcy postanowili za karę zakuć dziewczynę w dyby. Najpierw pradawna myślała,że to jakaś zabawa ale gdy nie mogła się wydostać miarka się przebrała. Nastąpiła przemiana w smoka, a ona w ramach zemsty spopieliła wioskę jej mieszkańców. Nic z niej nie pozostało, czy ktoś przeżył? Możliwe ale pewnie było to jedna, dwie, może trzy osoby maksymalnie.

***


Las Terengoru, w końcu się ociepliło ale Shirkhana wcale nie była zadowolona, że zmierza do domu, mimo iż odkryła tyle rzeczy. Wiedziała, co ją czeka, niebawem zacznie znów żyć swoim nudnym, szarym życiem. Szczególnie drażnił ją fakt, iż nie dała rady odnaleźć Zuriela. Poległa. Częściej szła na piechotę jako człowiek, nie chciała dotrzeć do domu z niczym więc opóźniała ten moment jak tylko mogła. W międzyczasie poznała driady, elfki, nimfy, wędrując przez zalesione tereny. Były całkiem miłe, niebieskoskóre nauczyły ją pływać. Spiczastouche swojego języka. Dziewczyna do tej pory nie słyszała żadnych innych więc zapragnęła poznać jak najwięcej. Był to bardzo dobry powód by przedłużyć podróż.
Po dłuższym czasie znalazła przepiękne miasto - Alaję. Pierwsze co zrobiła to oczywiście pogonienie do bibliotek i znalezienie dobrych książek, to bardzo pomagało, Shiri coraz bardziej lubiła czytać. Gdy nie miała już sił na naukę sięgała po bajki, baśnie, legendy. Znowu całymi dniami siedziała wśród zakurzonych zwojów i zbiorów ksiąg. Znalazła także taką o smokach, było napisane, że mogą jeść szlachetne kamienie, pradawna niemal natychmiast poleciała znaleźć jakichś bogatych ludzi. Szukała niezbyt długo, wyróżniali się strojem. Postanowiła ich śledzić i gdy tylko weszli do domu wkradła się tam jak cień. Zaczekała na odpowiedni moment i z pomocą magii ich zabiła, nie mogli krzyczeć. Zmiażdżyła im gardła.
- Tak, wiem... - spojrzała na swe dłonie i światło od niej bijące - Ale muszę spróbować... Natychmiast - pobiegła szukać skarbca. Gdy czegoś zapragnęła i wiedziała, że może to dostać nie mogła czekać, cierpliwość nie należała do jej nielicznych cnót.
Trzymali swoje kosztowności w skrzyni i to na widoku. Co za ludzie... Nie było zbyt wiele kamieni ale znalazł się szmaragd. Białowłosa wyszła z nim na zewnątrz. Podejrzewała, że ludzkie zęby nie wytrzymają i nie chciała się przekonywać czy ma rację. Przybrała smoczą postać i skosztowała. Było przepyszne, Shiri nie mogła sobie wybaczyć, że wcześniej tego nie wiedziała.
Chciała jeszcze zajrzeć do biblioteki ale tutejsi ludzie byli oburzeni smokiem w sercu miasta, dziewczyna więc czym prędzej odleciała... By wrócić w ludzkiej postaci, miała nadzieję, że nikt nie widział jak się przemieniała. Zachowywała się jak gdyby nigdy nic. Jednakże gdy ledwo dorwała jakąś podejrzaną książkę to ktoś wpadł do biblioteki krzycząc,że ona jest smokiem i że zabiła państwa... jakichś-tam. Shirkhany kompletnie nie obchodziło kogo zabiła ale przypomniała sobie o artefakcie... Wszystko zepsuł, gdyby nie to światło pewnie nikt by jej tam w środku nie przyłapał! Tak bardzo jak kochała Zuriela, tak teraz go nienawidziła i przeklinała za wszystkie czasy.
- Radzę zasłonić oczka, możecie oślepnąć - uśmiechnęła się Shiri do schodzących się tutaj coraz większej liczby ludzi.Jej skóra zalśniła na rubinowo, a dłonie, jej najnowsze narzędzie zbrodni, przybrały czarny odcień. Wystarczyło, że wyciągnęła je przed siebie, zrobiła parę charakterystycznych gestów, a wszyscy padli na podłogę, zwijając się z bólu. Nie zabiła ich, nie miała teraz czasu i ochoty, zostawiła tylko cierpiących i zniknęła z tego miejsca wraz z pewną książką.

***


W lesie Falandar dziewczyna znalazła sobie bardzo wygodne drzewko, na którym rozsiadła się i mogła w spokoju poczytać książkę, o Czarnej Mowie. Chciała w końcu poznać jak najwięcej języków ale tu nie tylko o nim było ale też o diabłach, piekle, paktach... Bardzo często pojawiał się tu pentagram. Wcześniej widziała ten symbol tylko na swym brzuchu tuż nad pępkiem, miała tam charakterystyczne znamię właśnie z taką gwiazdką. Smoczyca zaczęła podejrzewać, że ma z tymi mrocznymi rzeczami więcej wspólnego niż kiedykolwiek wcześniej myślała, tylko nie wiedziała dlaczego. Zaczęła się też zastanawiać, czy Zuriel coś o tym mógł wiedzieć. Siedziała nad tym aż do późnego wieczora gdy w końcu zasnęła. Tej nocy śniły jej się koszmary o piekielnych kreaturach. Nad ranem wstała kompletnie niewyspana. Lot na Szarymi Bagnami był bardzo nierównomierny, dosłownie przysypiała w powietrzu. Nie chciała się tu jednak zatrzymywać, to był teren ze złą aurą. Dopiero za Wielką Rozpadliną Shirkhana zrobiła postój. Była w pobliżu gór więc znajdowało się tu trochę jaskiń, a w nich kamienie szlachetne. Miała zamiar pozbierać je i zachować na później ale była zbytnio głodna. Na szczęście potem znalazła ich jeszcze trochę i wzięła ze sobą, choć tym razem nawet się nie łudziła, że któryś przetrwa do końca podróży.
Jakiś czas później przywitał ją szum fal i morska bryza. Była tuż nad wybrzeżem i bardzo blisko Mglistej Wioski.
Gdy tam dotarła, już na ludzkich nogach. Ludzie całkowicie się pozmieniali. Ostatni raz zawitała w wiosce jeszcze zanim udała się do Negarok. Po odejściu jej ukochanego wróciła ale nie zaglądała do dawnych znajomych. Dopiero teraz po tak wielu latach. Dzieciaki, których nie kojarzyła, starzy ludzie, w których widziała może cień czegoś znajomego. Oni patrzyli na nią podobnie ale jakoś tak... negatywnie, może ją pamiętali? W każdym razie dziewczyna chciała zacząć od nowa, nie wychylając się... za bardzo.
Nie zamierzała mieszkać na stałe przy ludziach więc sypiała w swej grocie, wciąż tam były nieruszone skarby, dobra kryjówka. Czasami przychodziła do wioski, zachowywała się jak dawny aniołek, dopóki ktoś jej nie wkurzył, wtedy szedł z nią do lasu, co nie kończyło się dobrze. Niekiedy plądrowała wozy wędrownych kupców, szczególnie tych bogatszych, nieraz mieli prawdziwe skarby. Czasem im się upiekło, czasem byli bestialsko torturowani. Pradawna miała raz lepszy, raz gorszy humor.
Zwiedziła już znaczną część świata, dlatego póki co nigdzie się nie wybierała. Jej głównym zajęciem przez całe dnie było nałogowe czytanie książek w niewielkiej bibliotece w wiosce. Wciąż jednak miała cichą nadzieję, że może Zuri ją tu znajdzie więc czekała i wciąż czeka.

Dane gracza: Shirkhana

Nazwa użytkownika:
Shirkhana
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Sakura, Imelda, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt wrz 11, 2018 2:40 pm
Ostatnia wizyta:
Pt wrz 21, 2018 10:35 am
Liczba postów:
0 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.00 posty dziennie)
cron