Oglądasz profil – Elliot

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Elliot "Gwiazdor" Darlante
Rasa:
Smok
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
101 lat
Wygląda na:
19 lat
Profesje:
Łowca, Uczeń, Mag
Majątek:
Zasobny
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Gwałtowny podmuch wiatru z siłą uderzy cię w twarz i zaświszczy w uszach. Ciężki, trudny do zidentyfikowania zapach wbije się w nozdrza, zwodząc zmysły. Ametystowy błysk i cierpnąca na karku skóra poprzedzą odgłos toczących się wokół grzmotów. Ostre błyskawice przecinają powietrze. Pachnie solą, ale na ustach zostaje pikantno-gorzki posmak. Dudnienie cichnie dopiero po chwili, przechodząc w harmonijną, spokojną melodię, mieszającą się z echem niesionego wiatrem szeptu. Wokół widać jednak tylko barachitowe chmury, rozpraszające się pod napływem świeżego powietrza. Wiatr przegania cynowe baranki, naganiając nowe, srebrne i kobaltowe, zasnuwające niebo dookoła. Aksamitne, przyjemne w dotyku i gładkie, wodzą dłoń w ciepłą parę, która z daleka zdaje się suchym obłokiem, ale zlepia pochwycone w swoje sidła palce. Trzymaj się mocno, bo ziemia jest twarda, a nie chcesz roztrzaskać się o majaczące w dole skały.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Elliot
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Elliot

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
4 dni temu
Liczba postów:
2
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.10)
Najaktywniejszy na forum:
Opuszczone Królestwo
(Posty: 2 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Szkoła Sapientia] Niech wygra najlepszy.
(Posty: 2 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:silny, wytrwały, odporny
Zwinność:zręczny
Percepcja:dobry wzrok, niezwykle czuły węch, przytępiony smak, wyczulony na magię
Umysł:niezwykle bystry, ineligentny
Prezencja:Ładny, nieokrzesany, charyzmatyczny

Umiejętności

TropienieMistrz
Niewiele jest istot, których nie jest wstanie znaleźć, a śladem ofiary podąży nawet do wnętrza wulkanu.
ŁowyMistrz
I na pewno ją złapie. Jak nie w jednej, to drugiej postaci.
BestiologiaEkspert
Większą część życia spędził obserwując i polując na różne stworzenia. Ojciec przy okazji przemycał mu wiele przydatnych informacji - obecnie nie ma już wielu gatunków, które wydawałyby się smokowi całkowicie obce.
Czytanie aurEkspert
Równie naturalne dla smoka jak węszenie - nie rozczyta tylko bardzo sprytnie ukrytych emanacji.
WspinaczkaEkspert
Jeśli gdzieś nie można dolecieć to na pewno można się tam wspiąć.
Odnajdowanie źródeł magiiEkspert
Ślady zaklęć, przedmioty czy w końcu - zwierzęta i naturalne pola magiczne - większość jest w jego zasięgu.
WalkaBiegły
Choć mało kto jest w stanie go pokonać bez pomocy magii, Elliot nie zna się na szermierce, a przeciwko starszemu smokowi miałby niewielkie szanse. Na szczęście przy reszcie nie ma takiego problemu - potrafi walczyć w obu postaciach korzystając ze swojej odporności i siły, a także dodać do tego magię i okoliczne przedmioty. Zdaje się głównie na instynkt, doświadczenie i improwizację. Zwykle działa.
UnikiBiegły
Unika raczej zaklęć niż ciosów, ale w powietrzu potrafi robić to wręcz popisowo.
Geografia AlaraniiBiegły
Do tej pory prowadził wędrowny tryb życia i zwiedził większą część kontynentu - do tej pory pamięta niemal każdy przebyty szlak i choć zapomina nazw, jeżeli gdzieś go wywieje niemal na pewno znajdzie drogę do jakiegoś punktu orientacyjnego.
PrzetrwanieBiegły
Mało co jest w stanie przeszkodzić pradawnemu - czy deszcz, czy śnieg, czy pustynia, czy brak zwierzyny. O siebie zadba bez problemu, chociaż miałby problem z zapewnieniem wygody swoim towarzyszom.
Wiedza o świecieBiegły
Gdzie rośnie jaka trawa, jakich detali spodziewać się w architekturze danego państwa, z jakiego materiału gdzie się buduje, jakie sukno jest najwytrzymalsze, gdzie zdobyć świeżą wodę, kto jaką bronią walczy, gdzie najczęściej spodziewać się zasadzek i jakich znaków szukać próbując znaleźć skarb. Podczas stu lat podróży wiele się nauczył, a część rzeczy jest dla niego tak oczywista jak dla niektórych zdejmowanie butów przed wejściem do domu czy czyszczenie rąk popiołem. Dla równowagi nie ma pojęcia jak na codzień funkcjonuje jego wymarzona uczelnia.
AnatomiaZaawansowany
Wielu skrajnie odmiennych stworzeń - przez ich mnogość nie jest jeszcze specjalistą, ale wie gdzie atakować, jak chwytać, a wygląd łatwo łączy z predyspozycjami stworzenia.
KulturoznawstwoZaawansowany
Ilu to rzeczy nie widział! Ilu nie słyszał... mało co go zaskoczy, ale brakuje mu wiedzy książkowej.
Zakradanie sięZaawansowany
Mimo gabarytów potrafi poruszać się bardzo cicho. Magia powietrza także jest pomocna w wygłuszaniu lotu i kroków.
GimnastykaZaawansowany
Akrobatą jeśli jest to powietrznym, ale i na ziemi może polegać na gibkości i wytrzymałości swojego ciała.
RasologiaZaawansowany
Byłoby wstydem gdyby po tylu podróżach i naukach nie znał się na rasach zamieszkujących Łuskę.
Wiedza tajemnaZaawansowany
Wychowany przez czarodzieja. Czego nie wie teraz chce nauczyć się w akademii magicznej.
CzasologiaOpanowany
Bardzo przydatne kiedy możliwościami lotu twojej rasy liczy się odległość. Dobrze wiedzieć o jakiej porze dolatuje się na miejsce i kiedy faktycznie minął kolejny dzień.
SportOpanowany
Rzuty do celu, odbijanie piłek, biegi z przeszkodami - wysiłek fizyczny połączony z zacieśnianiem więzi i rywalizacją? Idealnie! Nie miał do tej pory szansy regularnie ćwiczyć, ale ma nadzieję to zmienić.
PływanieOpanowany
Nie zatonie, nawet poradzi sobie z nurkowaniem, ale nie porusza się pod wodą choćby w ułamku tak sprawnie jak lata.
Wiedza szkolnaOpanowany
Ojciec przekazał mu to co powinien wiedzieć szanujący się... przyszły student. Matematyka, historia, trochę minerałów, botaniki i literatury... ale mógłby się jeszcze trochę podszkolić.
BiologiaOpanowany
Wiedzę zdobywał głównie w terenie, dlatego pamięta tę dziedzinę wyjątkowo dobrze.
Pisanie i czytanieOpanowany
Czytać i pisać potrafi w wielu językach, ale jego pismo woła o pomstę do planów niebiańskich. Tak samo ortografia i interpunkcja.
CelowanieOpanowany
Przy jego sile rzucenie kamykiem to już godny atak - szkoda, że czasami nie trafia.
TaniecPodstawowy
Przy okazji pobytu na prowincjach uczestniczył w różnych wydarzeniach, dzięki którym nauczył się paru podstawowych kroków i zasad.
Pismo runicznePodstawowy
Nie aż tak ciekawe jakby chciał?
FizykaPodstawowy
Wie, że mu się przyda. Powtarza to sobie, ale na razie pojmuje jedynie metodę praktyczną - trafnie przewiduje skutki różnych działań w przestrzeni i względem przedmiotów, ale nie potrafi tego za nic obliczyć i uzasadnić.

Cechy Specjalne

GwiazdorZaleta
Ma talent do zwracania na siebie uwagi. Coś, co przyciąga ludzkie spojrzenia. Nie… ludzkie to złe określenie - wszystkie poza smoczymi. Choć nie jest ani najpiękniejszy ani nie zależy mu na przewodzeniu, stale wydaje się być w środku jakiegoś zamieszania. Albo to zamieszanie robi się wokół niego… Można go za to wielbić bądź nienawidzić, ale trudno pozostać obojętnym na jego osobę. Zwykle na to nie narzeka, przeciwnie wręcz, ale po pewnym czasie tworzy to oczekiwania, którym ciężko sprostać.
Gorący chłopakRasowa
Ognista krew, która stale krąży w jego ciele, nie tylko sprawia, że nie straszny mu chłód czy wulkaniczne gorąco - pozwala mu także ziać ogniem i rozgrzewać swoje ciało, gdy tego potrzebuje. Spala wszystkie szkodliwe substancje jakie znajdą się w jego ciele, jest więc odporny na choroby i wszelkie trucizny. Ten naturalny sposób kontroli własnej temperatury sprawia, że jego ludzka forma nigdy się nie poci, a i ma stale wyższą temperaturę niż przeciętny człowiek. Niektórzy zmiennokształtni mogą zgadywać jego rasę na podstawie zapachu, gdyż kojarzy się ona z czymś między nagrzaną skórą, ziemią a łuskami.
Lot popisowyRasowa
Dzięki skrzydłom i zamiłowaniu do tej sztuki nauczył się latać już jako młodzik - zaś treningiem i opanowaniem dziedziny powietrza podkręcił swoje akrobacje do poziomu godnego pozazdroszczenia.
Dwa obliczaRasowa
I każde równie ładne. Jako smok prezentuje się jeszcze nie wyniośle, ale z młodzieńczą żywotnością, przybrawszy zaś postać człowieka zwodzi swoim wyglądem wszystkich, którzy nie czytają aur. W ludzkiej postaci jest oczywiście słabszy i mniej wytrzymały, nadal jednak bije na głowę zwyczajnych ludzi i szczyci się tym, popisowo wyskakując przez okna czy podnosząc biurka. Mało jakie uderzenie jest w stanie go połamać, jednak jest podatny na cięcia i wykrwawienie. Nie może ziać ogniem, a jedynie tworzyć małe płomyczki (zdolne podpalić kartkę czy suchą trawę), ani jeść nie wiadomo czego w zbyt wielkich ilościach - kawełek talerza mu nie zaszkodzi, ale nie wyżyje na diecie z kamieni. Nadal odporny na choroby i trucizny zyskuje możliwość lepszego odczuwania dotyku i poznawania smaku, które to zmysły w smoczej postaci ma znacznie przytępione.
Smocza pamięćRasowa
Świetnie zapamiętuje wszystko co robił - osoby które spotkał, miejsca jakie mijał. Dokładną porę dnia, pogodę, rozmowę… o ile się skupiał. Jeśli nie poświęca czemuś uwagi, potem bardzo trudno przywołać mu wspomnienia z tym związane - dlatego nie wszystkiego uczy się równie szybko.
Duże dzieckoWada
Elliot ma raczej nietypowy charakter jak na 101-latka, bowiem jest starszy i bardziej doświadczony od większości emocjonalnych rówieśników, za to jak na swoją rasę jest jeszcze małolatem. Dlatego jego zachowania trudno przyporządkować do konkretnego wieku i łatwo z początku nietrafnie ocenić jego intencje. Nie jest jeszcze przyzwyczajony do życia w społeczności, lubi się bawić i ciężko przyjąć mu pewne odpowiedzialności - potrafi być infantylny i naiwny w swoich pytaniach. Z drugiej strony zaś jest pewnym siebie, wyszkolonym łowcą, który ceni swoją wiedzę i uważa za oczywiste, że inni także powinni mieć do niego szacunek. Dlatego w kontaktach z nim najlepiej pamiętać, że to jakieś dziwne stworzenie, a nie próbować patrzeć na niego jak na człowieka czy innego elfa.

Magia: Źródło

PowietrzaAdept
Pierwsza dziedzina jaką opanował, magia najbardziej dla niego naturalna. Bardzo usprawnia lot, pomaga węszyć, zatrzymywać ofiary i walczyć. Elliot wykorzystuje ją też przy wspinaczce i przemieszczaniu się w ludzkiej formie oraz wtedy, gdy nie chce mu się po coś sięgać.
EnergiiCzeladnik
Wykorzystywana najczęściej do ataków i do uzupełniania zapasów energii. Pradawny pilnuje, by niechcący nie zrobić nią komuś krzywdy i stara się pobierać energię krążącą w przestrzeni lub taką zgromadzoną w przedmiotach. Jeśli się postara może wyssać magię z zaklętych przedmiotów i pozbawić je dawnych właściwości. Popisowo też wygląda, gdy otoczy swoje ciało wyładowaniami.
PorządkuUczeń
Jako, że ma talent do niszczenia rzeczy ojciec namówił go do podjęcia nauki dziedziny, którą mógłby naprawiać wyrządzone szkody. Póki co umie reperować pęknięcia w blatach, czy rozdarcia tkanin, składać do kupy mniejsze przedmioty takie jak szklanki czy zdewastowane książki, oraz umacniać niektóre przedmioty - chociażby pióra, by nie łamać ich w palcach. Chce jednak opanować tę dziedzinę naprawdę dobrze, nawet jeżeli jest dla niego największym wyzwaniem.
PrzestrzeniNowicjusz
Choć przenosić przedmioty może magią wiatru, marzy mu się teleportacja i lepsze panowanie nad zasobami - przenoszenie zdobyczy do kryjówek bez kilku dni lotu, dostawanie się w trudno dostępne miejsca i może nawet zastawianie pułapek. Ale zacznijmy od podstaw…

Przedmioty Magiczne

Bransoleta podróżnaZaklęty
Prosta, złocona obręcz, którą niemalże zawsze nosi na lewym nadgarstku - zaklęta w niej magia przestrzeni pozwala mu składować pokaźną ilość rzeczy w pewnym, tylko jemu znanym miejscu i z powrotem je przywoływać. Dzięki temu nie musi nosić ze sobą całego bagażu i łupów - niestety porządek w skrytce może zrobić tylko osobiście, kiedy już tam dotrze. Bransoleta dostosowuje się do rozmiarów jego ciała, więc nie musi zdejmować jej przed przemianą w gada.
Bransoleta niewidkaZaczarowany
Podobna do pierwszej i także mogąca zmieniać kształt srebrna, solidna ozdóbka, która tłumi jego aurę - dostał ją, by nie interesowali się nim łowcy smoków i tym podobni pięknisie, ale przydaje się też przy polowaniach. Nie nosi jej jednak w szkole.

Charakter

Elliot, jak przystało na młodego smoka, jest tworzeniem porywczym, kapryśnym i zapatrzonym (nadal) głównie w swoje potrzeby. Nawykł robić to co sprawia mu przyjemność i rzuca w cholerę to co go denerwuje. Jednak jak na egocentrycznego małolata (mówimy w końcu o smokach) jest wyjątkowo skłonny do kompromisów i… przestrzegania zasad. Nie wszystkich i bez zbędnych detali, ale jednak - wejście do sali oknem jest w końcu tak samo dobre jak drzwiami, a zastraszenie idioty w karczmie nie jest jeszcze pobiciem. Zabranie z zamiarem oddania? No przecież pożyczył tylko! Co z tego, że bez pytania, nikt tego nie używał. No dobrze, już oddaje… wielki problem, phi.

Hałaśliwy, nonszalancki i bezczelny z buźki, przyciąga do siebie delikwentów i zbójów wszelkiej maści już od dzieciaka, ale szczęściem wystarczy zwykle jeden czy dwa ciosy aby się odczepili. Bo Elliot nie chce mieć z nimi wiele wspólnego. Lubi odrobinkę przemocy, ale ciemne interesy i nielegalne zarobki jakoś go nie interesują. Poza tym nie chciałby zostać lizobutem jakiegoś oprycha i ciągle bawić się w te wszystkie gierki - na spojrzenia, na lojalność i na informacje. Jest prostym typem - i wierzy w społeczne zasady, które utrzymują porządek na różnych terenach. Ludzie, elfy i inne paskudztwa mają prawo do spokoju. A Darlante nie ma problemu z przełknięciem drania, który groził jakiemuś biedakowi nożem. Tylko smak nietęgi.
Narażać się lokalnym przestępcom? A niech płoną! Byle nie okazali się czarodziejami. Bywało już tak, że ojciec Elliota musiał ratować go przed kłopotami. Zbirów niech sobie załatwia, ale na Prasmoka, niech uważa na magów! Nie ma nawet dwustu lat jeszcze!
Za to czasami dużo za dużo energii i chęci przywrócenia ładu w mieście. Nie dla pochwał - ale ot tak. Bo to fajne. W końcu to jedyna chwila kiedy może powyżywać się na Rozumnych pod odpowiednim pretekstem. Jak ktoś jest zły to społeczeństwo go nie chce - czasami własna banda go nie chce. Więc jaki problem?
Elliot nie pragnie więc siać postrachu i spustoszenia w okolicy, ale uwielbia wszcząć burdę od czasu do czasu; a jeszcze bardziej odpowiadać agresją na zaczepki. Potrafi jednak dostosować swoją reakcję do wieku i umiejętności nieszczęś… napastnika - od wielu lat nie zdarzyło mu się faktycznie poturbować żadnego durnego młokosa; nauczono go, że nie wolno. Nie buntuje się też, gdy ktoś zgodnie z zasadami miejsca zwraca mu uwagę (chociażby na trzymanie nóg na blacie). Może nie posłuchać, ale prędzej da się staruchowi za ucho wyszarpać niż go opluje i każe mu zjeżdżać. Tak samo szturchnięty na ulicy zwykle to ignoruje, a jak na kobietę z pakunkami wpadnie to jeszcze przeprosi.
Nie jest w końcu złym gościem.

Jest jednak ostatnim indywidualistą - jako smok, stworzenie dorastające wyjątkowo wolno, nie miał faktycznych rówieśników - wychowywał się w drodze, uczony przez swego opiekuna, ale często zdając się też na własne siły i instynkty. Czarodziej nigdy nie trzymał go z dala od innych ras i różnorakich kultur - chociaż matki roztropnie chroniły pociechy przed rozbrykanym gadzikiem. Dlatego Elliot nie nauczył się w naturalny sposób jak być częścią grupy. Iść na kompromis i w milczeniu słuchać. Jego zdanie zawsze się liczyło. I nie widzi możliwości, by było inaczej. Nie chce rujnować współpracy, ale żeby inni nie słuchali co mówi, albo sami się nie odzywali? Niedorzeczne!
Nie umie też w pełni sprawnie postępować z osobami w podobnym mu wieku. Albo w ogóle z osobami. Z ojcem szybko stanęli na dość przyjacielskiej i swobodnej stopie, trudno mu więc pojąć co bardziej skomplikowane hierarchie - są złe osoby, których można się pozbyć, są ‘jacyś tam’, których nie ma po co zaczepiać i znajomi, z którymi można dyskutować, ale którzy mogą też liczyć na jego pomoc. Do ostatniej grupy zalicza zaś zarówno swoich młodzieńczych kolegów jak i starych znajomych mędrców, innych łowców, podróżników czy… nauczycieli. Wszystkich, po których stronie ma stać i których słów słucha (te ,,słowa” są tutaj ważne). Nie wie czemu nie miałby mówić ,,Cześć” do kumpla i do bibliotekarki skoro oboje są jego sojusznikami. Tak widzi świat.

Pewnych rzeczy więc pojąć zwyczajnie nie umie, choć rozumie, że dla przedstawicieli innych ras czy narodowości coś może być ważne - i stara się tego nie wyśmiewać… jakoś bardzo; po prostu uważa, że nie wszystko musi go dotyczyć i inni także powinni być tego świadomi. Jest smokiem, nie jego problem, że ktoś tam ceni wiedzę, wiek czy status majątkowy; że ma dwie żony, ale na przykład przeszkadza mu niewolnictwo. On nie ma nic do tego - może mieć w pogardzie co mu się żywnie podoba i korzystać z legalności towarów w różnych miejscach - jak kiedyś sobie za zarobione rueny kogoś kupi to nawet się ucieszy. A sprzeczki na tłach kulturowo-politycznych niezbyt go obchodzą.
Moralność więc widzi różnie, ale od czego są aury? Nie lubi osobników z predyspozycjami do destrukcji, siania terroru i zbyt skupionych na własnych korzyściach. Nawet jeżeli sam podpada pod dbającego o własne wygody aroganta. Lecz niestety - nie ma miejsca dla innych takich jak on na jego terenie. Poza tym - jemu nie sprawia przyjemności krzywdzenie ‘zwykłych’ obywateli, ludu pracującego i innych tam. Osób, które mu nie zawiniły. Może to robić nieświadomie, ale nie celowo - za bardzo się ceni, by zniżać się do torturowania słabeuszy nie dorastających mu do pięt. Oczywiście nawet dla pięciolatki będzie szorstki, co najpewniej skończy się wybuchem płaczu i rzuceniem w niego bucikiem, ale to dlatego, że nie ma pojęcia jak rozmawiać z osobami, które wyrażają się i czują inaczej niż ON. A ON jest nazbyt szczery, otwarty i łatwo zarówno krytykuje jak i przyjmuje uwagi. Te wyrażone pięścią też.

To co sprawia, że zwykle nie jest faktycznym problemem dla otoczenia to jego ciągoty do spokoju i harmonii - lubi jak wszystko działa w swoim rytmie i chętniej się w ten rytm wpasuje niż spróbuje go zaburzyć. Trafił na sezon połowów? Wyruszy z rybakami i pomoże zaganiać ofiary. Festiwal kwiecia? Obje się pieczystym i da zaciągnąć na tańce. Tylko kiedy gdzieś dzieje się źle chętniej wkracza do akcji i masakruje nękające rolników potwory. Jeszcze zwykle dostaje wynagrodzenie za łupy i dodatkowe trofea do kolekcji. A potem patrzy jak ludkowie wracają do swoich typowych zajęć… i czas ruszać dalej.

Nie każdy w to wierzy, ale lubi też towarzystwo. Był uspołeczniany od tak młodego wieku, że weszło mu to w krew, nawet jeżeli nie umie się zachować. Nie toleruje głównie innych smoków, z resztą stworzeń nie mając większego problemu - w odniesieniu do szkoły zaś pragnie wiele więcej. Marzenie nietypowe dla gada, ale wyrosłe na opowieściach ojca i dziecięcych nadziejach - by stać się częścią grupy, jakiejś usystematyzowanej zbiorowości. Być UCZNIEM. Jak masa innych uczniów, chociaż... może nie do końca takim samym jak reszta. Z zachowaniem pewnych nawyków i niezależności, ale traktując klasę jako pewną całość, do której przynależy. Jeżeli oni są stadem owiec, a nauczyciele pasterzami, on bierze rolę psa. Oczywiście czysto metaforycznie!

Wygląd

Darlante łatwo przyciąga wzrok, choć zdaje się być na pierwszy rzut oka zwyczajnie przeciętny. Nie jest anielsko piękny i nie jest też brzydki. Zaskakująco niski czy wysoki. Trochę za bardzo postawny jak na nastolatka i ładnie barczysty osiąga jakiś sążeń i palec wysokości (183 cm), czyli wyżsi na pewno się trafią. Jego skóra jest naturalnie jasna, lekko różowawa - żadnych arystokratycznych bieli, żadnych sekciarskich gryzmołów. Nie nosi kolczyków i nie maluje ust. Futerkowo rude włosy ma ścięte na męską krótkość i choć puszą się one i z lekka wiją, nie tworzą fryzury nad którą można by się rozwodzić w pieśniach pochwalnych czy też w bestiariuszu. 
Twarz ma zwyczajnie ładną, pociągłą, o mocnej, choć zgrabnej żuchwie i wyraźnym podbródku. Nie widać u niego za to wystających kości policzkowych, a i łuków brwiowych nie ma zbyt wysuniętych - prezentuje raczej typ dość gładkiej, choć nie zniewieściałej urody. Porządnie chłopięcej można by rzec. Takiej pod osiemnastkę.
Rude brwi należytej grubości spoczywają nisko nad oczami, w prostej kresowości czekając aż staną się częścią zadziwiająco subtelnej mimiki. Kąciki bladoróżowych, zalotnie kształtnych ust, często drgają nieznacznie w namiastce uśmieszku lub prawdziwego uśmiechu - ale też rzadko kiedy rozciągają się na pełnię swych możliwości. Mimo wszystko równe, duże zęby często prezentowane są światu, gdyż Elliot ma nawyk uchylania warg jakby właśnie chciał coś powiedzieć lub dodać, nawet gdy potem milczy. I skoro o wargach mowa - są skrajnie odmienne, górna jakby za wąska, a dolna naprawdę pełna, razem jednak tworzą bardzo dobre połączenie. A przynajmniej do rudzielca pasuje.
Uszy ludzkie, nieduże, o wyraźnych płatkach, nos jak na mężczyznę naprawdę zgrabny, ale nie za mały i płaskie czoło zakryte kudłami - wszystko jest na tyle poprawne, że doprawy przyjemne.
A oczy? Tak często mówi się o oczach! I fakt, Elliot oczy też ma dość niezwykłe - a przynajmniej kolor tęczówek. Jest on bowiem absolutnie gadzi, złoty z pomarańczowym żyłkowaniem i zielonymi plamkami. Z daleka jednak wyglądają na bardziej jednolite, a normalności przydają im ludzkie źrenice. Poza tym kształt mają typowo podłużny, nieco podejrzliwy i dobry do mrużenia, a czarne rzęsy są, choć gęste to i bardzo krótkie.
Perfekcja - nic ponad to.

Kark młodzieniec ma silny, sylwetkę atletyczną, z mięśniami jak na domniemany wiek porządnie rozbudowanymi - nadającymi się do biegania bez koszuli o wiele bardziej niż zakrywania się nią. To już ten moment, gdy w pewnych ubraniach wygląda się dziwnie. Szczęściem spodnie bardzo dobrze na nim leżą, a wąskie biodra nie proszą się o obnażanie tak jak tors i ramiona.
Z buźki i ruchów model, z sylwetki i łap wyraźnie chłop pracujący - na próżno szukać u niego paluszków pianisty, a krótko obcięte paznokcie dobrze jak w ogóle zostały wyszorowane. Od razu widać, że jego dłonie lepiej pasują do ciągnięcia sznurów i podbijania oczu niż trzymania pióra. Ale sprawdzają się.

Krok ma sprężysty, sylwetkę bardziej czujną niż wyprostowaną, a ruchy płynne, wylewne i dość przytłaczające - to właśnie to sprawia, że trudno go jednak przeoczyć. Bo gdy ktoś z taką łatwością przepycha się, staje na środku, wchodzi na ławki i wytyka palcem - ciężko tego nie widzieć.

Sprawia więc wrażenie nieco nadpobudliwego i mocno pewnego siebie - potrafi jednak stonować ruchy gdy trzeba i wtedy nagle staje się o wiele przyjemniejszy, nawet dla małych dziewcząt. Można się na nim oprzeć albo go poszturchać - trochę jak misia, tylko że on to taka jaszczurka. Ale potrafi być spokojny w obyciu, na tyle, że wywołuje w innych poczucie bezpieczeństwa. Jest zbyt solidny, by nie stanowić ochrony dla słabszych - jeżeli tylko nieco się wyciszy i nie będzie sam po nich deptał.

Dla wrogów (i rywali) takiej litości nie ma - ciosy zadaje szybko i zdecydowanie, odskakuje sprawnie, a w walce szamocze się jak wściekły gad, choć tak naprawdę rzadko kiedy zdarza mu się bić na poważnie. Głównie z potworami i to w smoczej wersji.

Ubiera się wygodnie i lekko - lubi to co praktyczne i nie ograniczające swobody. Bawełna, len, wełna, niekiedy skóra - prosta koszula, proste spodnie. Buty ściudrachane, a jak już znoszone za bardzo - następne. Byle nie wysokie. Nie znosi wysokiej cholewy. Czasem nosi pasek. Rzadko kiedy zaś kurtki, płaszcze czy kożuchy - je zwykle po to, by nie zwracać na siebie aż takiej uwagi i nie wyróżniać się z tłumu.
Zasadniczo nie preferuje żadnych kolorów, ale i rzadko nosi barwione tkaniny. Strój to coś na co szkoda mu wydawać dodatkowe pieniądze. Brązy, beże, naturalne jodcienie włókien i skór są dla niego najlepsze. Z ubrań okazjonalnych nie pogardzi jednak czernią i bielą, a namówiony na zestaw salonowy pokaże się i w czerwieni, bo ponoć mu w niej do twarzy. Zawsze z resztą bawi go to stwierdzenie, gdyż jest to też jego naturalny kolor łusek.
Więc pewnie, że mu w nim dobrze! Sam z siebie jednak nie będzie strugał elegancika i prędzej zaśnie nagi niż w jedwabnej piżamce.
Ale na szczęście nikt go do jedwabiów nie przymusza…

Pozostał więc głos. Całkiem głęboki, choć jasny, z natury donośny, lecz przeważnie stonowany. Elliot świetnie wie kiedy mówić tak, by nie drażniło to jego rozmówców, a ton często zniża, niekiedy nawet do przyjemnego szeptu. Kiedy się jednak nie stara potrafi krzyczeć na całą klasę w zasadzie nie czując, że krzyczy. Więc jeżeli chce kogoś przywołać w tłumie - da radę. Uwieść? Też w zasadzie, ale to raczej dlatego że głos ma zalotny i lekko mruczący sam z siebie, a nie, że potrafi go świadomie w ten sposób używać.
Talent.


S M O K


Jako gad Elliot prezentuje się bardzo… po elliociemu. Jego pysk zdobi zaczepny uśmieszek, a oczy mróżą cię bystro spod tarczowatych łusek przechodzących w błoniaste, potworowe uszy. Pysk średnio długi, z dwoma wystającymi kiełkami, zgrabnymi nozdrzami i symetrycznie rozmieszczonym pancerzem. Na brodzie i końcach żuchwy mniejsze i większe kolce, za nasadą nosa dwa całkiem długie, a proste rogi koloru smoczej kości. Tam też zaczyna się szereg regularnie rozmieszczonych kościstych wyrostków układających się z lekka pochyło wzdłuż kręgosłupa. Nie imponują wielkością, ale dodają drapieżnego wyglądu gadowi.

Szczęki ma imponujące, a zęby ostre, o siecznych kształtach. Złoto-ogniste oczy z pionowymi teraz źrenicami rzucają łowcze spojrzenia.
Ruchy stają się ostre, lecz jeszcze bardziej płynne - raczej przypomina w nich węża niźli jaszczurkę. Niepokojąco porusza długą, umięśnioną szyją, biczowatym ogonem i dużymi, nietoperzymi skrzydłami. Całe jego ciało wije się łatwo, a i jest bardziej zgrabne niż toporne w kształcie, choć widać, że smokiem nie jest typowo powietrznym i lekkim, a raczej stworzonym do życia wśród górskich ustępów i skał.
Mimo, iż kończyn ma trzy pary i opiera się zwykle na dwóch, może dotknąć ziemi pazurzastym kciukiem i podstawą drugiego palca skrzydeł, a nawet się na nich podeprzeć, gdy potrzebuje swoich przednich łap. Przy wspinaczce często sobie nimi pomaga traktując wszystkie kończyny (wraz z ogonem) jako równorzędne i bardzo przydatne.

Porusza się łatwo i z gracją, z wyuczeniem balansując smukłością cielska, ale gdy trzeba wykorzystując cały jego ciężar - choć potrafi sunąc przez kamienisty teren niemal bezszelestnie lubi od czasu do czasu tupnąć dominująco, jak wielki tyran dopominając się o swoją chwałę. Umie stąpać też ociężale i udawać skrajnie solidną gadzinę, ale jego atutem jest po równi gibkość jak i stabilność sylwetki. Pośród różnych typów smoków staje dokładnie pośrodku - nie jest pętelkowatym zwinnikiem mogącym toczyć się w zwinięciu po ziemi i przesmykiwać między budynkami, ale nie jest też mało zwrotnym, rozpędzonym taranem przebijającym się przez wszelką zabudowę. Kroczy nisko i dumnie na niezbyt długich, umięśnionych łapach, wywijając lekko tułowiem, a utrzymując równowagę na wpół złożonymi kończynami lotnymi, znacznie dłuższymi niż reszta. Z łatwością skacze i biegnie sadząc długie susy, ale nie może położyć się na grzbiecie - ewentualnie się przeturla, ale przez kolce nie jest to zbyt wygodne. Nie znosi też dobrze długich marszów po płaskim - zdecydowanie woli drogę powietrzną lub zapomniane przez ludzkość jaskinie niż dreptanie po rozległych stepach i równinach.

W co rzadszych lasach (zwłaszcza tych iglastych) radzi sobie jeszcze całkiem nieźle, znajdując zwykle wystarczające przestrzenie między drzewami i taranując młodniki. Dałby też radę poruszać się po miastach, gdyby chętnie widywano tam smoki - nie przekroczył jeszcze wielkości porządnej stodoły, a pyskiem sięgałby akurat do okna na półpiętrze (choć jak się wyciągnie to i do pierwszego poziomu sięgnie). Jeśli nie rozłoży skrzydeł nie jest też aż taki szeroki, więc mógłby podążać większością głównych arterii.

Jego łuski ułożone są ciasno i gładko - po bokach i na grzbiecie okryte dodatkową warstwą smoczego naskórka - jedynie na spodzie ciała tworząc wyraźną zbroję z zakrywających skórę tarczek. Oba systemy tworzą tak naprawdę doskonałą ochronę, choć nieco się różniącą. Spodnia trudna jest do przebicia, lecz uszkodzone tarczki muszą być zastąpione przez nowe, górną zaś inny smok będzie w stanie najpewniej okaleczyć, ale rany szybciej się zagoją.

Na koniec kolory. Kolory ma Elliot ciepłe i bogate, choć płynnie zlewające się ze sobą i bez żadnych znaczeń - ubrany jest w barwy od topionego złota, przez lśniącą miedź i cynober, po szkarłat i krwisty karmazyn przechodzący w bordo. Statystyczny rycerz rzeknie jednak, że ,,to czerwono-żółta, panie, bestyja była!”.

Historia

- To zły pomysł jest!
To zły pomysł był.
- Dlaczego nie słuchasz? To bez sensu! Nawet jej nie znasz… za dobrze. A gdybyś poznał wiedziałbyś to co ja. Ej, poważnie mówię! Dla własnego dobra… poczekaj no!
Tak to się rozmawiało z zakochanym smokiem. A smokiem tym był nie kto inny jak ojciec Elliota - ten prawdziwy. Łuskowaty.
Miał już wieki na karku i tyle wiedzy, że stanowił dla Akademii prawdziwą podporę. Miał też przyjazny charakter i miłe usposobienie, a przy tym odpowiednią słabość do potyczek słownych, był więc od stuleci wiernym kompanem i najlepszym przyjacielem czarodzieja, Maxa Dewella.
Czego jednak nie jest w stanie zniszczyć miłosne zaślepienie?
Skrzydlaty naukowiec i mag, poddał się łatwo wdziękom dzikiej, bestialskiej smoczycy i ile przyjaciel nie starał się przemówić mu do rozumu, nic to nie dawało - postanowił osiąść z nią gdzieś daleko w górach i… póki co tam siedzieć.

Jak zrobił tak postanowił.
I już!

W jaskiniowym leżu jego i jego wybranki w końcu też pojawiło się jajo. Tym nie mógł się nie pochwalić - tak więc czarodziej cóż - pogratulował mu. Sam raczej był typem samotnika i włóczęgi, ale skoro już sprawy zaszły tak daleko… widocznie dla Smoka ciekawszym było życie wśród skał, wraz z samicą, która nie sięga mu do łap poziomem intelektualnym. Tak przynajmniej prezentowała się Dewellowi - agresywna i nieokiełznana była niezawodnym łowcą grasującym wśród Gór Dasso - szczyciła się niepiśmiennością i faktem, że bez problemu zdmuchnie każdego kto śmiałby jej to wytknąć. Niewątpliwie była w tym doświadczona.

Niemniej czarodziej nie bez pewnego wahania oskarżał ją w myślach, kiedy zorientował się, że jego przyjaciel zniknął. Nie wyglądała co prawda na zbytnio przejętą, nie udzieliła mu wielu wskazówek, poza tym, że nie wie dokąd wybył i dlaczego. Ale nie sądził… choć może to była ona?

Sprawa nigdy nie została rozwiązana - nikt nic nie wiedział w tych górach. Wśród śnieżnych szczytów brakowało świadków. A ze strony smoczycy łaską było, że w ogóle tolerowała wizytę czarodzieja.
Nie ostatnią z resztą.

W pełnym oddaniu dla przyjaciela postanowił bowiem zrobić coś szalonego. No, najoczywistszym rozwiązaniem było szukanie zaginionego. Jednak to mogło zająć wiele czasu i… czy w ogóle żył? Tego mag nie wiedział. Był za to ktoś tu i teraz, kto wymagał opieki. Być może najlepiej smoczej, może matczynej, ale… Dewell jakoś nie wierzył, by porywcza gadzina umiała zająć się dzieckiem. Dzieckiem JEGO przyjaciela. Tym, którym tak się niemiłosiernie przechwalał! To małe smoczątko - niech będzie, że utrapienie. Ale nie można pozwolić mu dorastać pod skrzydłem bestialskiej ignorantki. Która nawet czytać nie umiała! Smok może tego nie widział, ale czarodziej nie mógł oddać jego dzieciaka na zmarnowanie - więc pewnego dnia zebrał całą determinację, magię i głupotę i zakradł się do leża.

Smoczyca nawet go nie ścigała. Może wiedziała, że w starciu może za bardzo ucierpieć, a może nie chciało jej się. Może nie miała ochoty wychowywać młodego sama. A tak? Problem rozwiązał się w zasadzie sam.


* * *


Niewiele czasu pozostało do wyklucia nienazwanego gadziątka - a czarodziej na szybko kartkował wszelkie dostępne mu księgi i pluł sobie w brodę, że zawsze patrzył na smoki przez pryzmat ich siły i samowystarczalności. Co zrobić z młodym!? O Prasmoku, nie znał się na dzieciach, ani ludzkich, ani na szczeniakach… jagniątko kiedyś widział. No, to mu pomogło!
Acz jak to czarodziej - szybko nadrobił braki w wiedzy. I jak to w rodzicielstwie bywa - praktyka okazała się bagnem ukrytym za parawanem z kwiecia. I kiedy już w nie wdepnął - wessało go bez litości.
Choć więc smoczek wykluł się w akademii i wiele z tamtejszych uczonych zastanawiało się czy by się nim nie zająć lub nie wychować wspólnie, Max oświadczył ni z tego ni z tamtego, że nie, on weźmie tę małą pokrakę ze sobą i zostanie jego opiekunem. Nie wytłumaczył się i dał innym myśleć, że to może kwestia długu u jego smoczego przyjaciela. Ale nie był już w stanie zostawić oblizującej pyszczek, półrozumnej istotki płaszczącej się na podłodze.

Pomarańczowatą gadzinkę (to było nim łuski mu ściemniały) nazwał… miał problem z nazwaniem go. Chciał mu dać jakieś smocze imię jak Duharthebrus albo Harassaliet (ups, to żeńskie…), ale postanowił, że nie, nie zna się na tym tak dobrze. I tak młody nie będzie widywać się z innymi smokami. Da mu więc jakieś zwykłe, proste, które go nie ośmieszy za bardzo, a jego drugim imieniem będzie Darlante - tak jak było drugim imieniem jego ojca. I tak zaczęły się wśród profesorów i innych pracowników dyskusje i głosowania jak nazwać gadzią maskotkę - jedni nadal byli za tradycyjnymi imionami pradawnych, inni pragnęli jakiś niezwykłych znaczeń, a ostatecznie spodobało się Maxowi imię Elliot. Lub Lucja, na wypadek gdyby okazał się samiczką.
Bo kto to mógł wiedzieć!

Elliot / Lusia / Mały / Ej, ty! / Flądra / Harpik / Brzydalu, oddawaj to! bawił się wyśmienicie. Podstawowa opieka nad nim okazała się z resztą dużo łatwiejsza niż czarodziej zakładał, nawet gdy zabrał go poza bezpieczne mury uniwersytetu - gadzik pożerał większość z tego co mu przyniósł, a i dodatkowo szukał w trawie na własną łapkę - a to kwiatek, a to kamyczek, a to jakaś kość. Schronienia też nie potrzebował - siedział tam gdzie opiekun, najlepiej pod jego płaszczem. I pełzał na nim, choć nie miał wiele sił w niezdarnych, krótkich łapkach. Dawał się głaskać i czyścić i nosić - a gdy nieco opanował poruszanie się, biegał za patykami, mruczał i drapał. Czasami gryzł. Wszystko gryzł.

Dorastał więc w warunkach chyba nawet… sprzyjających? Nigdy nie narzekał, choćby miną, na wędrowny trym życia, spanie pod gwiazdami i jedzenie wpół surowego mięsa i ususzonych resztek z ostatniej gospody (takiej, do której wpuszczono maga z ,,chowańcem”).
Długo zachowywał się właśnie jak zwierzątko - pierwsze pięć, może siedem lat. Potem jego spojrzenie stało się bystrzejsze. Widać było, że rozumie co się do niego mówi i słucha. A nawet odpowiada, choć tylko mową ciała. Choć niewielki, nie był już łatwy do noszenia, ale zdecydowanie sprawniej poruszał się sam. I czarodziej powoli przyzwyczajał się do bardziej rozumnego towarzysza, który może i ognisko podpalić i poganiać się z okolicznymi zającami i słuchać wieczorami opowieści o oczach Prasmoka.

Kiedy miał z piętnaście lat i opanowane (na słuch) wiele języków, Elliot nauczył się w końcu, całkiem naturalnie, zmieniać swoją postać. Wystarczyło powiedzieć mu, że potrafi, a jakoś tak turlający się przed czarodziejem smoczek nagle zmienił się w… chłopca.
Darlante do tej pory pamięta anegdotkę o tym jak to wtedy czarodzieja olśniło co do jego płci. Od tego czasu stał się więc synem / młodzieńcem… no i Elliotem. Już tak na stałe. Czasem Luśkiem, kiedy coś przeskrobał.
Lecz co ważniejsze zaczął uczyć się ruchów i gestów; mowy, jedzenia, stania na dwóch nogach. Radzenia sobie z bólem po zranieniu i brakiem skrzydeł. Ale bardzo szybko nowa forma przestała go męczyć - zrozumiał jak działa i powoli poznawał jej możliwości i ograniczenia.


* * *


Zawsze w drodze, wraz ze swoim ojcem i opiekunem uczył się różnych, praktycznych rzeczy. Przestał być inteligentnym zwierzaczkiem i synem przyjaciela - stał się dziedzicem wiedzy i mądrości samego czarodzieja. A ten z niezwykłą dla siebie łatwością porzucił samotne wyprawy, na rzecz dalszego jego wychowywania. Nie zostawił go, gdy ten ukończył 20 lat i nie oddał nikomu innemu - nie mógłby! To był JEGO syn!

Oczywiście informacji na temat Smoka nigdy przed Elliotem nie ukrywał. W zasadzie… mówił mu wiele rzeczy jakich opiekun może nie powinien mówić. Ale nie potrafił cackać się ze smoczątkiem i bawić w podchody, które skończyć się musiały nastoletnim buntem. A bunt u smoka? Brrrr. To wolał sobie darować.
Starał się pokazać mu świat, przedstawiać różnym osobom, zapoznać z kulturami - czasami przyjmowano ich ciepło, czasem przeganiano. Elliot przyzwyczaił się do tego. Czarodziej był pewny, że jego wychowanie oparte na hartowaniu i stałym wsparciu było dobrane idealnie. Grunt, by trzymali się razem. W końcu nikt nie będzie miły dla smoka ot tak! Ale Elliot nie mógł też dorastać w poczuciu, że liczyć może tylko na własne siły. Nie. Musiał się sporo natyrać aby coś dostać, ale jedno zawsze dostawał darmo - miłość opiekuna. W pełni mu ufał i dawał wpajać sobie zasady społeczne. Dorastał na opowieściach o jego przygodach ze Smokiem, o Akademii i niezwykłych rzeczach jakich tam uczą. A jednocześnie mężniał, polował, bił się, uciekał - i wracał. Zawsze do Maxa.

Zaprzyjaźnili się z biegiem lat bardzo. Ojciec został jego mentorem w kwestii magi i życia, choć przy tym ostatnim nie koniecznie się popisał. Nauczył bowiem Elliota świetnie dbać o samego siebie, o swoje potrzeby i przestrzegać zasad - ale nigdy nie pokazał mu jak być miłym dla innych. Zważać na ich uczucia. Ostatecznie ich relacja w dużej mierze opierała się na szczerości, docinkach i lekkich przepychankach. Elliot nie umiał zranić Maxa, nawet kiedy próbował, a jego kontakty z osobami o innych charakterach były raczej ograniczone. W dodatku to on był wychowankiem, to jego otaczano opieką. Nie mógł zwykle czarodziejowi doradzić i zająć się nim. Może czasem pomagał. Ale żeby wyuczyć się przy nim troski, delikatności i wyczucia? Oj, zdecydowanie nie!
Ale może tyle powinno wystarczyć? Ta odrobina empatii i zamiłowanie do ustalonego porządku? Narwany smok wychowywany przez włóczęgę - to nie wróżyło niczego dobrego. Ale nie wyszło źle. Mądraliński powsinoga nie zrobił ze smoka potulnej owieczki, ale oduczył do gryzienia. Zbytniej agresji. Pokazał wartość harmonii i prawa. Spokoju panującego tam, gdzie się udają. Dzięki niemu Elliot nie stał się może wsparciem dla ludzi, ale przestał im chociaż zagrażać.

Stał się też wytrawnym łowcą, całkiem sprawnym magiem i był już w stanie spokojnie zadać o siebie. Resztę obowiązków edukacyjnych cwany czarodziej postanowił zaś zwalić na Akademię - już dawno postanowił, że to miejsce jest odpowiednim środowiskiem, które zrobi ze smoka porządnego mężczyznę, członka społeczności. On w końcu nie nauczy go wszystkiego!
Ma inne plany.
Lata jednak mijały, a rudzielec nie wydawał się gotowy na lekcje i dzielenie pokoju z jakimś przypadkowym młokosem. Jego zachowanie zawsze w jakimś stopniu było niedostosowane do umiejętności lub zgromadzonej wiedzy. Tak na ludzko-czarodziejską skalę.

Krążyli więc wokół uczelni - Czarodziej jako tymczasowy wykładowca, jako naukowiec; Elliot jako główny doręczyciel preparatów biologicznych, rzadkich gatunków do badań, składników alchemicznych i ogólnie tego o co go poproszono. Poznał przy tym sporą część kadry, ale nie pozwalano mu kręcić się po kampusie - ten mały światek, to prawie miasteczko, obserwował zawsze z dystansu, zastanawiając się tylko jak tam może być…


* * *


Podróżował, polował, szkolił się dalej w magii i zdobywał wiedzę - głównie z obserwacji, ale i trochę faktycznych nauk go nie ominęło. I w końcu, kiedy robotę miał już porządną, ciało wytrenowane, a siedzieć z książką nadal nie lubił - ojciec wesoło oznajmił, że tak, przyjmą go do Akademii! Zaczyna w Nastrię.
  • Najnowsze posty napisane przez: Elliot
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • [Szkoła Sapientia] Niech wygra najlepszy.
            W tej jednej sali było bardzo wiele intrygujących rzeczy. Albo raczej ludzi. Elliot nie ukrywał przed sobą, że jest szalenie ciekawy, jak też oni żyją i funkcjonują. Dla ilu z nich akademia będzie taką …
    3 Odpowiedzi
    86 Odsłony
    Ostatni post 1 dzień temu Wyświetl najnowszy post
  • [Szkoła Sapientia] Niech wygra najlepszy.
            Spóźnił się! Był spóźniony!         No, bo oczywiste, że jak jedno to i drugie. Ale niewiele mógł już z tym zrobić. Miał powód, dla którego przybędzie nieco po czasie i to było najważniejsze. Każdy i …
    3 Odpowiedzi
    86 Odsłony
    Ostatni post 3 dni temu Wyświetl najnowszy post