Oglądasz profil – Vinny

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Hrabia Vincent Iulius Eevellyn del Ascant-Flove
Rasa: Dhampir
Wiek: 125 lat

Aura

Nazwa użytkownika:
Vinny
Grupy:
Inne Postacie:
Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Dean
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Vinny

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
4 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
1 tydzień temu
Liczba postów:
5
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.03)
Najaktywniejszy na forum:
Pałac Hrabiego
(Posty: 4 / 80.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Czarne Owce - Powitanie
(Posty: 4 / 80.00% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Pisany przy Nothing But Thieves
WYZNAWCA (themka)

Ochroniarze:
Mikael (Michelotto)
Roze

Powiązane KP:
Mimi
Creighton

Umiejętności

Jeździectwo i powożeniePNie zna się zbytnio na koniach i nie umie naprawić pojazdów, ale dotrzeć na miejsce dotrze. Nie na narowistym rumaku może, ani nie karocą, ale jakoś da radę. Tylko dobrze by było aby wozem nie podróżował samotnie i miał kogoś do pomocy w razie czego. Przy jeździe wierzchem zaś to dla konia lepiej aby ktoś Vinca pilnował, bo gotów biedaka zajeździć.
HandelOPrzez większość życia skupiał się głównie na składnikach zielarskich i alchemicznych oraz ogółach mogących mówić mu coś o zasobach danych kultur, ale obecnie bardziej go ten temat dotyczy, więc się do niego przykłada.
Targowanie sięPMam być szczery? Umie co nieco, ale brakuje mu uporu i tej iskry, która krzyczy ,,to ja mam rację!”. A jeśli ma rację mówi o tym tak beznamiętnie, że idzie się załamać.
KartografiaOZna się na mapach - umie je bez problemu odczytywać, odnaleźć się w terenie i nawigować. Tworzy też własne w różnych skalach, choć nie są idealne. Do prywatnego użytku jednak się nadadzą.
EtykietaPPomocy… Powinien to opanować jak najszybciej, ale czy naprawdę to ja muszę go nauczać? Z postawą jeszcze nie byłoby tak źle, tylko ta reszta! Przecież on od zawsze był tylko mieszczuchem, uczniakiem średniej klasy… a o zastawie stołowej jakoś nie chce się dureń uczyć. Mogę mu tysiąc razy powtarzać! A on co? Będzie czytał nad miską, dłubiąc w zupie widelcem. No, może nie na przyjęciach, ale na tych wyraźnie cierpi (i dobrze!). Niby płynie w nim hrabiowska krew, ale chyba przez tyle lat zwyczajnie zdążyła się zepsuć.
PolitykaPOd tego jawnie zależy już nie tylko jego wygoda, a dobrobyt rodziny i nowych poddanych, więc wziął się do nauki. Jednak o ile przyswaja bardzo szybko ustroje i rządzące nimi zasady o tyle konkretne osoby wypadają mu z pamięci. A ważniacy tego nie lubią. Poza tym Vinniego najlepiej by ktoś reprezentował, bo sam przedstawia sobą obraz persony mało oblatanej w temacie. Od razu widać, że nie polityk z niego a naukowiec.
TaniecPŻe co proszę? To bardzo kiepska parodia drewnianej kukły. Kukły bez stawów. W sumie to taki patyk. Postawić przy ścianie i niech tam czeka aż ktoś mu pomoże.
Jubilerstwo/ZłotnictwoPChcę wykorzystać jego wiedzę z zakresu krystalografii, gemmologii i petrologii i uzupełnić ją o istotne informacje byśmy mogli sobie zarobi… utrzymać źródło dochodu niezależne od własności ziemskich i podatków. Złocenie, filigran, granulacja, wyrób biżuterii, ozdób i przedmiotów codziennego użytku. Podszkolę go i wepchnę do jakiegoś cechu. Ze swoją magią ziemi na pewno jest w stanie pracować w ten sposób. Jedynym problemem tutaj może być srebro… no nic, będzie pracował w złocie i kamieniach!
RysunekODobry, ale nie artystyczny. Szkice wykorzystywane głównie przy opisach ras i konkretnych osób - Vinny dobrze wychwytuje proporcje i charakterystyczną budowę danych części ciała, ale uwiecznia także budynki i przedmioty codziennego użytku (bez finezji - tak jak widzi i jak najdokładniej). Rysunek pomaga mu też przy niektórych zaklęciach i na pewno przyda mu się przy branży jubilerskiej.
Czytanie i PisanieWW większości znanych mu języków, choć to zależy od tego czy miał materiały do nauki. Posługuje się pismem sprawnie, czyta szybko, a zasób jego słownictwa bywa zatrważający. Nie jest jednak mistrzem konstruowania wypowiedzi, jego teksty niekiedy trzeba redagować, by byłe ciekawsze. Potrafi mieszać też stylistyki lub nawet języki, zwłaszcza gdy jest w miejscu, gdzie używa się mowy innej niż Wspólna czy Elficki. Ogólnie nie zna się na poezji i omija to to z daleka, ale rozszyfruje niemal każdy artykuł naukowy.
Odnajdywanie źródeł magiiWOdrobina zmysłu magicznego i długie praktyki. Zazwyczaj wie gdzie magia piszczy.
Czytanie aurWRozczyta większość, choć nie każde maskowanie przejrzy. Panuje jednak doskonale nad tym kiedy i co widzi, przez co aury które mógłby wychwycić nie rozpraszają go kiedy nie trzeba.
Wiedza tajemnaWTyluletni uczeń magii jest w końcu do czegoś zobowiązany. Oblatany w niemal każdej dziedzinie, choć naturalnie o specyfice emocji, umysłu i ziemi wie najwięcej i praktykuje. Widział i wytworzył już wiele magicznych przedmiotów, spamiętał predyspozycje ras, a nawet miejsca gdzie magia występuje najgęściej. Ma jeszcze się czego dowiadywać, ale jak na swój wiek posiada zdecydowanie dużo informacji.
Pismo runiczneWWidziane, zapamiętane, najpewniej nie raz użyte. Niewiele jest zapisów, których Vinny nie da rady rozszyfrować i wykorzystać. Bywały jednak i takie - ma w swojej pamięci zakodowane pewne zwoje, których znaczenia nie pojmuje (celowo go nie nauczono). W ten sposób służy pewnym osobom za przenośne archiwum dla run, które zniszczyli. Jeden z powodów, przez który przy nim czatuję - stał się dość ważnym pionkiem w nie swojej grze, a stron konfliktu jest wiele. I w zasadzie tylko naszej zależy na jego życiu. Powinni jednak uważać, bo Vincent w moim mniemaniu dość ma wiedzy by samodzielnie odczytać to co przed nim ukryli jeżeli zacznie mu na tym zależeć.
KreomagowanieMZaczynał jeszcze jako młodzik, obecnie pamięta wiele ,,przepisów” na magiczne przedmioty. Zna podatność konkretnych surowców na dane dziedziny, ich trwałość i odpowiednie procedury zaklinania (w tym runy). Najczęściej używa magi emocji i umysłu i wymyśla coraz to bardziej skomplikowane działania (ziemią też się zajmuje). Nie chwali się jednak swoimi umiejętnościami, bo wielu jest takich, którzy z ochotą wywieraliby na nim presję chcąc otrzymać pewne zaklęte obiekty, a on nie ma zamiaru rozdawać ich byle komu. Magie wpływające bezpośrednio na umysł i funkcjonowanie innych to nie zabawki - i kolejny powód bym przy nim tkwił i pilnował czy nikt go nie nęka.
ZielarstwoMPewnie myślał skubaniec, że nie będzie się tego uczył. Ale to dziedzina głównie pamięciowa, więc wraz z doświadczeniem medyczno-alchemicznym, a także ekologiczną biologią zostawało mu coraz więcej w głowie. Przydatne w sumie, jak się zorientował, więc przy okazji podróży zostawał nieraz u pustelników, druidów i innych szaleńców, by poznawać florę coraz to nowych regionów. Po tylu latach wie co gdzie rośnie, pamięta jak kwitnie, na co, dla kogo i jak przygotować, z czym mieszać i dlaczego nie z tym. Przy okazji nauczył się sporo na temat przypraw, ale nadal nie potrafi wykorzystać tych mądrości do celów kulinarnych.
AlchemiaWWspomagany wiedzą z chemii, zielarstwa, petrologii, a nawet biologii i wiedzy tajemnej umie wytworzyć zastraszającą ilość dziwacznych substancji, maści i innych specyfików. Tłuste, nie tłuste, barwiące, czyszczące, jadalne, magiczne, kolorowe czy bezbarwne - regularnie eksperymentuje z zasobami. Jest na takim etapie, że przygotowywanie starych, znanych form jest dla niego niezwykle proste, więc szuka coraz to nowych rozwiązań i pomysłów. Choć to akurat potrafi skończyć się różnie…
MedycynaPOd razu trzeba zaznaczyć, że nie jest lekarzem. Zna świetnie anatomię wielu ras, wie jakie choroby mogą je nękać, jaka dieta i tryb życia są dla nich najlepsze. Jednak poza ziołolecznictwem i paroma lekami nie umie zbyt wiele poradzić - nie nastawi kości, nie zaszyje rany
Nauki biologiczneWStwierdzenie bardzo ogólne, ale co poradzić - taka jest właśnie wiedza Vincenta - bardzo rozległa, choć niekiedy niezbyt szczegółowa. W skład jego zasobów informacji wchodzi przede wszystkim świetnie opanowana socjobiologia, bestiologia, anatomia, biologia ogólna (jakżeby inaczej), kladystyka czy taksonomia. Mniej opanowaną ma paleontologię czy botanikę oraz pokaźny zbiór wyrywkowych informacji z innych dziedzin.
Nauki matematyczno-przyrodniczeONie szczędzono mu matematyki, fizyki, chemii, czasologii ani astronomii, ale w tym przypadku teoria nie zawsze przekłada się na praktykę. Krótko mówiąc - z całą swoją inteligencją Vinny jest noga z matmy. Nie w szystko też co fizyczne czy astronomiczne jest dla niego zrozumiałe i do wykorzystania. Lepiej radzi sobie z chemią czy czasologią, ale zdecydowanie najlepiej zna się na naukach o ziemi - geografii, gemmologii, krystalografii czy petrologii. Krótko mówiąc - im mniej działań tym lepiej sobie radzi.
Nauki społeczneWJego konik. Jego absolutny konik, jeden jedyny, którego nie zajeździ, choć z całych sił się stara. Pamięciówka połączona z obserwacją i godzinami medytacji skojarzeniowej. Jak to wszystko działa i dlaczego? Antropologia, etnografia, historia, psychologia, socjologia czy religioznastwo odpowiadają na te pytania i generują nowe. Julek jak może zdobywa kolejne materiały i wchłania wiedzę w niezdrowym niemal tempie. Trzeba jedynie pamiętać, że dane z różnych źródeł niekiedy się różnią, a społeczeństwa nieustannie się zmieniają, więc wiedzę trzeba odświeżać i nie traktować jej jako absolutu.
Wszechstronna wiedza o rasachWMówiłem coś o koniku? Więc to jest ziemia po której stąpa. Niedające się objąć wzrokiem stepy po sam horyzont - powołanie Vincenta. Być może wzięło się z idiotycznego kompleksu i nastoletniego poczucia odmienności, ale ostatecznie przerodziło się w coś co nawet ja… szanuję. Rasologia jako taka to tylko szczyt postepowej góry. Anatomia porównawcza, kulturoznastwo czy architektura są tutaj równie ważne, a zmieszane z naukami społecznymi, memetyką i filozofią robią wrażenie i dają niezwykłe możliwości… których Vinc nie umie jeszcze wykorzystać. Trudno. Największą jego uwagą cieszą się rasy ludzkie, elfie oraz wszystko to co może się z nimi krzyżować. Krzyżówki zaś takie jest w stanie tropić i z obłędem w oczach obserwować i wypytywać. Błogosławieni, dhampiry, a także nierasowe mieszanki odmian - dąży do pojęcia tego czym są i jaki jest cel ich istnienia… miejsce na świecie. Niekiedy przyjmuje to już formę obsesji, choć raczej nieszkodliwej dla otoczenia. Ze względu na swoje preferencje Vinny nie zajmuje się zbyt często piekielnymi, niektórymi naturianami czy zmiennokształtnymi, nie obchodzą go też za bardzo smoki i byty bezcielesne. I o nich coś by powiedział, ale uczył się ich raczej po to, aby mieć porównanie. Nie można powiedzieć, że jest zupełnym ignorantem w temacie, ale wyraźnie widać różnicę w znajomości między wspomnianymi rasami, a tym co naprawdę go interesuje.
FilozofiaWTrudno stwierdzić gdzie filozofia się dla niego kończy, a gdzie zaczyna i kiedy jest bardziej przedmiotem badań, a kiedy sposobem myślenia. Temat bardzo obszerny i płynny, a wiele autorytetów ma swoje własne definicje i teorie na ten temat, a Vinc… chce poznać je wszystkie. Rozumienie i poznawanie wydają się go prawdziwie pociągać. O ile więc naukowo patrzy na samą historię filozofii i różne jej odmiany to niektóre paradygmaty wplata we własne życie, a liczne z zagadnień i pytań, na które chce poznać odpowiedź ciągną się za nim od dziesięcioleci. Chyba nie pomylę się dużo, jeżeli stwierdzę, że filozofowanie to w sumie większa część (obok czystego wkuwania i irytowania mnie) jestestwa tego dhampira.
Wiedza bezużytecznaWMógłbym w sumie darować sobie wspominanie o tym, ale aż samo się prosi. Od wyjętych z kontekstu fragmentów z rozlicznych dziedzin naukowych, przez informacje zwyczajnie przestarzałe, po zupełnie nieistotne szczegóły takie jak historia pewnego domu w trzeciej dzielnicy małego miasteczka gdzieś na końcu łuski. I czasem te kurioza dają o sobie znać. Część z nich trzyma Vinny całkowicie świadomie, na inne nie zwraca na co dzień uwagi. Wiele natomiast z tych ciekawostek zapisuje w Księdze Niepamięci, jednak ile by tam nie pisał - zawsze jego umysł pełen będzie szczegółów, których nikt do niczego nigdy nie wykorzysta.

Cechy Specjalne

Mieszana KrewWChoć dhampiry to z natury mieszańce, ten jest mieszańcem nieco mniej oczywistym. Przez wzgląd na to, że jego matka była elfią krzyżówką nim została przemieniona w wampira, w jego żyłach płynie specyficzna fuzja krwi kilku ras, a specyficzna dlatego, że rzadka, a nie koniecznie jakoś przesadnie specjalna. Jego matka zrodziła się z elfa mrocznego i pustynnego, ale jako wampir związała się ze zwykłym człowiekiem. I choć sam Vinny powtarza, że możliwości innych doborów jest doprawdy wiele (co go fascynuje), to jest jedynym znanym mi osobiście przypadkiem złączenia tych właśnie przedstawicieli świata rozumnych istot i musi sobie jakoś wystarczyć za przykład. Pewnie i tak cicho liczy na to, że doczeka się rodzeństwa i będzie mógł pobawić się w porównania. Póki co przyrównać go można jedynie do matki, ale to daje zaskakująco dobre rezultaty. Kolor skóry, włosów i oczu ma właśnie po niej. Także typowe dla elfów smukłe ciało i szpiczaste uszy. Jak elfy mroczne i pustynne ma słaby smak, a przez ich odmienne przystosowania problemy ze snem i zegarem biologicznym. Bywa, że nie śpi przez dwie doby, by następnie odespać to w chaotycznych ratach. Czasem odczuwa przemożną potrzebę wygrzania się w słońcu, a niekiedy tygodniami przebywa w zacienionych miejscach. Aktywny może być zarówno w dzień jak i w nocy, nie wpływa to na jego pracę umysłową. Dobrze widzi w ciemności, ale źle znosi rażące światło. Nie odziedziczył mroczno-pustynnej wytrzymałości, choć potrafi przez jakiś czas obejść się bez jedzenia i picia - zwłaszcza jeśli w pobliżu znajdzie się źródło krwi, na której smak jest wrażliwy i za którą zdarza mu się paląco tęsknić. Jego organizm nie toleruje czystej wody, błyskawicznie trawi alkohol i domaga się sporych ilości mięsa i mleka - wprost je uwielbia. Nie przepada za to za czosnkiem, choć ten mu nie szkodzi, a wizualnie podoba mu się srebro, którego lepiej aby nie dotykał.
Pamięć DwubiegunowaZCzyżby dar i przekleństwo? Jakże słynna kwestia! Vinny także mógłby jej używać, obdarowany bowiem został pamięcią równie beznadziejną co doskonałą. Jeśli na czymś się skupi, a o skupienie u niego łatwo, zapamiętuje informację po jednym z nią kontakcie, niezależnie od jej złożoności (nie musi jej nawet rozumieć!). Czasem ma problem z szybkim przywoływaniem wspomnień, ale raz zakodowanej wiedzy nigdy nie traci. Często przypomina sobie rzeczy na zasadzie skojarzeń, bo te u niego są niezwykle silne - nierozerwalne łańcuszki powiązanych ze sobą danych prowadzą od widoku znanego przedmiotu, do konkretnych słów i tonu osoby, która dwa lata temu go dotykała. Jednak zdecydowanie lepiej idzie Vincowi odtwarzanie wiedzy teoretycznej, książkowej i suchej niż fragmentów z życia. Bywały przypadki, że zgubiwszy zeszyt z notatkami przepisywał wszystko słowo w słowo, zachowując przy tym skreślenia, znaczki informacyjne i krzywość tabelek, choć większość z tego była całkiem zbędna (jednak gdyby coś pominął mógłby pomylić później kolejność akapitów lub co gorsza jakiś w ogóle zignorować - do czasu nagłej refleksji, że czegoś mu w zapiskach brakuje). Nie będzie przesadą jeśli powiem, że ma w głowie całą bibliotekę. Tym bardziej zadziwia mnie fakt, że mylenie imion kolegów, z którymi dzielił klasę przez 5 lat jest dla niego co najmniej typowe. Korytarzy i sal również. Niekiedy z pół prelekcji potrafił przesiedzieć nie na tym wydziale co trzeba zanim się zorientował, że chyba nie o tym miły być jego zajęcia… mimo spojrzeń, szeptów i rzucania w niego papierkami (co w końcu ustało, kiedy wszyscy się przyzwyczaili, że on już tak ma). Kiedy ktoś opowiada mu o swoich mniej intrygujących przeżyciach, zwykle nie jest w stanie powtórzyć z tego słowa, bo myśli w tym czasie o czymś innym (chociażby po kim rozmówca odziedziczył kolor włosów i jakie może być jego ostateczne miejsce w społeczności danego miasta). Potrafi zgubić się we własnym domu. W teatrze myli zarezerwowane uprzednio miejsca, nie zapamiętuje adresów, zabiera nie swoje rzeczy. A kiedy kolega Glinneusz w zamian za pomoc z fizyką dał mu kanapkę z serkiem, podebraną siostrze, Vincent relacjonował, że dostał krakersy od siostry Henryka. W zamian za pomoc z fizyką oczywiście. Tego nie pomylił, gdzieżby śmiał. Do tego geniusza-idioty trzeba mieć zwyczajnie cierpliwość, bo trudno przewidzieć kiedy nie rozpozna starego znajomego na ulicy, a kiedy powie ile piegów na twarzy miała elfka, którą raz w życiu na oczy widział.
Raz usłyszaneZDzięki swojej pamięci Vinni bardzo szybko uczy się nowych języków. Oczywiście szybciej mu idzie jak od razu dostaje tłumaczenia, ale i z osłuchaniem się nie ma zbytnich problemów. Zależnie od skomplikowania i formy przekazywania wiedzy może nauczyć się kolejnej mowy w czasie od tygodnia (proste języki plemienne) do dwóch miesięcy i jak to już bywa - nie zapomina jej. Potrafi pisać w niemal każdym znanym sobie języku (o ile ten posiada jakąś formę zapisu, czy to alfabet, sylabariusz, pismo ideograficzne czy złożone) ale nie wszystko potrafi wymówić (inna budowa aparatu głosowego). Poza tym często słychać u niego silny elficki akcent przypisywany klasycznej odmianie rasy leśnej, czym różni się chociażby od swojej matki. Poza tym dobrze podrabia akcent nieumarłych oraz pradawnych.

Magia

Przedmioty Magiczne

Czysta KoszulaZACEkwipunek podróżnika. Prezent od dobrze znającej niewygody matki-najemniczki, trafiony tak absurdalnie praktycznym pomysłem jak i rozmiarem. Biała, całkiem elegancka, choć wygodna i przewiewna tkanina ma to do siebie, że się nigdy nie brudzi. Można ją nosić przez miesiąc, a ona nadal pachnieć będzie jak świeżo po wyjęciu z balii. Żaden pył się do niej nie przylepi, błoto zejdzie, krew… się wyssie. Ideał. Niektórzy mówią co prawda, że koszula nie pachnąca potem traci swój charakter, ale zmienili by zdanie gdyby w ich ręce wpadło to cudeńko.
NiepamiętniczekZAKW oryginale Księga Niepamięci. Notes w formie oprawionej książki - co się w nim zapisze zostaje wymazane ze wspomnień. Przydatne, kiedy przyjmujesz zbyt dużo niepotrzebnych informacji. Nie wiadomo jakie ograniczenia może mieć umysł Vinca, więc co uważa za zbędne zapisuje i zapomina. Księga działa na każdego, pod warunkiem, że nie był kontrolowany, a całkowicie świadomy używanych słów. Nie da się też wymazać informacji zbyt ściśle powiązanych z codziennym życiem i często używaną wiedzą - Vin mógłby napisać ,,jestem dhampirem”, ale na tym opiera się jego jestestwo, więc wszystkie inne wspomnienia zaraz by mu tę prawdę przypomniały. Zapiski w księdze znikają każdorazowo po zamknięciu jej. Na raz da się zapisać 366 stron.

Charakter

~⚜~ W KAMIENICY ~⚜~


Żeby dobrze oddać już nie wygląd, a charakter Vinca, muszę się wrócić do niedawnych czasów, gdy miał z nami ułożone życie i swoje mieszkanko w Fargoth. Właścicielem kamienicy był przez właściwie pięć lat i ustabilizowały się jego zwyczaje - wyrobił sobie normy, których się trzymał… bardziej lub mniej. Dostosował się do miejsca na tyle, że ujawniały się jego odruchy i upodobania. We dworze cały czas nie może się odnaleźć, co zaburza dostrzeżenie faktycznych jego cech.
Cofnijmy się więc…

⚜ NASTRIA ⚜


Vinny budzi się ze słońcem. Czasami tak mu się zdarza. Od rana, po śniadaniu z Mimi, zatapia się w swoich księgach i zwojach naukowych. W zasadzie nie ma biblioteki, bo co raz przeczyta jest do odłożenia. Pożycza więc komplet na tydzień, a potem wymienia na następny. I tak w kółko.
Siedzi w swoim gabinecie godzinami. Nie nudzi się, nie męczy - po prostu wertuje strona po stronie. Czego nie zrozumie od razu, ułoży się w głowie później, kiedy i informacji do skojarzenia przybędzie. A jeśli nie… no cóż, to nie. Nawet Vinny nie we wszystkim może być dobry. I chyba nawet nie aspiruje do tego - ma wielkie ambicje i chce zostać szanowanym naukowcem w wybranych dziedzinach, ale godzi się też z faktem, że nie będzie mistrzem każdego wydziału. Jednak lepiej nie przypominać mu o tym za często, bo obruszy się i jeszcze zamknie na parę dni z woluminami i korepetytorem, by poszerzyć i tak nazbyt rozległą wiedzę.
Nie przeszkadzam mu - nie mieszkam nawet w tym samym domu. Obserwuję go jednak z polecenia i widzę jak do jego pokoju dobija się Mimi - wzywa na obiad. Gdyby nie ona, dhampir chyba zapomniałby, że ma żołądek. A tak idzie posłusznie, przywykły do jej towarzystwa i praw gospodyni. W zasadzie w takich sprawach zawsze jest uległy. Może to kwestia tego, że sam nic nie potrafi zrobić? W sensie praktycznego i życiowego?
Przeważnie oddaje się studiowaniu, ma więc w zanadrzu zatrważająco niewiele umiejętności typowego dorosłego mężczyzny, kobiety, dziecka, cokolwiek. Umie się ubrać i uczesać i… to chyba na tyle. Kawałka ciastka nie potrafi sobie zapakować. Obcęgi kiedyś pewnie dotknął i równie szybko mu je zabrali. Nie naprawia (to groza co potrafi zrobić niewinnej poręczy), nie sprząta (bo chyba na to nie wpadł), a do kuchni w ogóle nie należy go wpuszczać (jeszcze zostawi w przyprawach jakiś tajemniczy proszek, a kardamonu doda do nowej mikstury).
To nie jego teren, więc nie dyskutuje z wprawionymi gosposiami. Nie ma kwalifikacji.

Nie wiadomo też czy ma uprawnienia do oceniania sztuki, bo sam nie potrafi jej tworzyć. Poezja, opowieści, malarstwo, gra na jakimkolwiek instrumencie… Do tych rzeczy nie ma ręki, ani całej reszty. Nie poświęca im też zwykle dużo uwagi - gdy jakiś obraz mu się podoba to wiesza go w reprezentatywnym miejscu, nawet jeżeli jest to kicz nad kicze i patrzy na niego ,,przy okazji”, analizując własne reakcje. Czasem zastanawia się jak to jest powoływać do życia coś czego wcześniej nie było, co przemawia do innych i mówi o czymś… o ile rzecz jasna jego zdaniem dane dzieło posiada w sobie wartość edukacyjną. Bardzo fascynuje go związek ras rozumnych ze sztuką i kulturą, a także z samym pojęciem piękna. Jest to dobry temat do analiz. Jednak czy sam chciałby zostać artystą? Podziwia największych z nich, ale głównie przez fachową wiedzę jaką posiadają. Początkujący twórca czy uczniak na wydziale magii to jedno i to samo, nie warte większej jego uwagi.
Same jednak wytwory wielkich mistrzów nieraz zyskują dhampirzy podziw - Vinc potrafi nowet przystanąć i zamyślić się nad monstrualną rzeźbą, w duchu pochwalić wiedzę literacką autorów (choć ignoruje teksty nienaukowe, więc małą ma z nimi styczność), a już szczególnie upodobał sobie muzykę. Jest w niej coś… jeszcze do końca tego nie zrozumiał, ale na pewno wiąże się to z umysłem. Emocjami. Uwielbia poruszające melodie, lecz przede wszystkim sposób w jaki dźwięki wpływają na ludzi. Z tego względu, skoro muzyka jest poniekąd częścią jego naukowych ciągotów może poświęcać jej więcej cennego czasu i udawać się na koncerty, a także słuchać różnorakich grajków i plemiennych wykonawców kiedy nadarzy się taka okazja.

⚜ DERIA ⚜


Okazji nie było, poszedł spać wcześnie, więc wstaje wyspany i wypoczęty - w humorze w sam raz, by pobawić się w alchemika. Albo niech będzie, przyznaje mu, jest w tym niezły. Pracuje. Miewa jednak dziwaczne pomysły. Uważnie wsypuje do kolby jakieś drobiny, dopracowując nową recepturę. Nic go nie rozprasza, ale sam z siebie też potrafi zapomnieć o jakimś palniku. Chyba, że w przepisie ma zapisane by go wyłączyć. Wszystko krok po kroku, punkt po punkcie, jak dla idioty.
Tym razem pewnie miał na liście takie polecenie, bo nie przypalił niczego - po kilku godzinach otrzymuje dziwną niebieską kostkę i idzie ją wypróbować. Najpierw zbliża się do drzwi Mimi - waha się jednak. Pewnie ustrojstwo jest nazbyt niecodzienne by testować je jak byle maseczki na dziewczynie. Sam więc idzie do umywalni i nalewa sobie wody do kąpieli. Chwilowo daruję sobie obserwację, ale gdy wychodzi po parunastu minutach, widzę błękitne smugi na jego skórze i włosach. Nie jest zadowolony. Nic dziwnego - okazało się, że łatwo się to nie zmywa. Nadal jednak nie jest to powód, by ukrywać się cały dzień w sypialni - współlokatorzy kamienicy nie w takim stanie go widywali, więc choć na ulicę nie odważył się wyjść, to po domu chodził spokojnie. No, na tyle na ile pozwalało mu gorączkowe obmyślanie poprawek do niebieskiej kostki (niestety) farbującej.

Zaintrygowani mieszkańcy próbowali mu posłużyć radą, ale wraz z ich rosnącym zainteresowaniem pęczniało też jego poczucie porażki. Chciałby być bezbłędny, przynajmniej w swoim zawodzie, więc wstydzi się pomyłek. Właściwie choć docenia swoje umiejętności, ma problem z prawidłowym wartościowaniem własnej osoby - im lepsze osiąga rezultaty i im bardziej go chwalą, tym czuje się lepszą istotą - im mniej udaje mu się osiągnąć i zrobić, tym w większe popada rozgoryczenie. Stwierdziłbym, że nie potrafi funkcjonować jako samodzielna jednostka - musi robić coś dla innych i dla nich się liczyć. Definicje dobra i zła też ma mało subiektywne - wybiera to co pomaga większej ilości osób, a szkodzi mniejszości, każde życie traktując jako równą walutę i w miarę chłodno to kalkulując.
Nie jest jednak pozbawiony emocji i subiektywizmu - martwi się o swoją rodzinę i dba o nią mocniej niż o innych, czego jest świadomy. Dla znajomych zrobi więcej niż obcych, ale nie lubi o tym rozmawiać, bo to mało logiczne zachowanie z jego strony. Jednak ma uczucia i się do nich stosuje, chcąc tego bardziej lub mniej (nie zdecydował się jeszcze jak wielkim jest egoistą). Nie jest tylko pewny na ile powinien sobie pozwalać, skoro przeważnie robi za urządzenie do robienia notatek. Nie umie ocenić jak ważne jest jego zdanie, ale o dziwo nie daje sobą zbytnio manipulować - wie kogo chce słuchać i kogo darzy szacunkiem oraz stale rozważa z czego będzie większy pożytek. Poza tym w codziennym życiu robi raczej to co mu się podoba i nawykł do decydowania o sobie samym, czasem łamiąc przy tym ogólnie przyjęte konwenanse lub nawet - zasady zdrowego rozsądku.

Bo co rozsądnego jest w nauczaniu magii roztrzepanej błogosławionej (poza tym że jest cudwona, kochana i każdy chciałby mieć ją bliżej siebie), całkowicie prywatnie i właściwie za darmo? I nawet nie są to lekcje wybitnie restrykcyjne, pewnie dlatego, że już się trochę poznali. Pomaga jej przede wszystkim dziedziną emocji, której dziewczyna (jak niegdyś on) raczej nie kontroluje (może dlatego się tym zajął?). To że taka współpraca im się udaje jest zapewne zasługą jej cierpliwości i ciepłego charakteru, ale jest zarazem dowodem, że Vincent poczuwa się do odpowiedzialności w pewnych niejasnych okolicznościach - zwykle przeprasza za wpadki błogosławionej, a także naprawia to co udało jej się zamącić.

Możliwe też, że po prostu chciał pomóc bo umiał. Uważa, że dobrze korzystać z własnej wiedzy i jak zmęczony by nie był, jeśli może komuś posłużyć radą czy czynem - to posłuży. Lubi być potrzebny, więc gdy ktoś z kłopotami stanie na jego drodze, niezdarnie bo niezdarnie, ale pomoże. Jeżeli uważa, że warto. Jest typem, który nie da nałogowcowi pieniędzy i ominie jak nie będzie miał czasu, ale jest w stanie siłą zabrać go na terapię i zrobić z niego na powrót porządnego obywatela, kiedy nie ma żadnego ważniejszego projektu na głowie.

⚜ LERIA ⚜


Tego dnia miał ochotę wyjść. Ciągnęło go do południowego słońca - zaplanował więc sobie wycieczkę na targ i do zielarzy, by skompletować brakujące składniki. Idzie skoncentrowany i skupiony na zadaniu - dlatego nie podziwia przyrody, ptaszków, niewiast w kolorowych sukienkach czy rynsztoka. Nieobecnym, surowym spojrzeniem przebiega po sylwetkach wszelkich płci, nie rejestrując żadnej, która nie posiada cech zastanawiających. A co go interesuje? Nietypowość! Norma w wyjątkowości. Mieszańce elfów, ludzi, błogosławieni, dhampiry (choć te rzadko widuje się na ulicach) - to go przyciąga. Pewnie kwestia kompleksów z dzieciństwa, ale będąc kim jest, Vinny w swej karierze naukowej skupił się na zagadnieniach biologiczno-społecznych i intryguje go wszystko to co może mu pomóc w badaniach i zrozumieniu świata (a być może samego siebie). Mimo prywatnej nieśmiałości potrafi zaczepić każdego kto go zaintryguje, z odważnym i bezpośrednim pytaniem czy zdradzi coś o sobie. Nie jest jednak zupełnie ślepy i nietaktowny - czasami dostrzega z kim należy najpierw przełamać pierwsze lody, nim zapyta się o niektóre dane, więc choć nigdy nie ukrywa swoich zamiarów, potrafi także przejść do nich mniej bezpośrednio niż zazwyczaj. Właśnie w takich sytuacjach najczęściej kończy w gospodzie, piekarni, czy rynku, rozmawiając z kimś i z pełnym zaangażowaniem zbierając informacje. To jest przeważnie to - nie nowe relacje, uczucia czy nadzieje - pan Eevellyn potrzebuje kolejnych notatek do swoich projektów. Nie znaczy to jednak, że istoty, które poznał go nie obchodzą - o ile wybaczą mu jego naukowe odchyły, pozorny brak wrażliwości, dżentelmeńskich odruchów (te może się czasem pojawią) i dociekliwe pytania, to może się z nimi nawet zaprzyjaźnić - tylko kto chciałby mieć za kolegę kogoś takiego? Tyle dobrze, że pomóc czasami potrafi. Jednak jak z nim rozmawiać? Przeważnie to on słucha, jeśli zaś mówi, to o ludach które widział, o cechach elfich ras, dziedziczności barwy włosów, ostatnich wykładach wielmożnego Septemberga czy kto poprowadzi następną wyprawę archeologiczną na pustynię Nanher. O sobie? Co ostatnio czytał lub nad czym pracuje. Znowu praca. Zawsze ona - nie ma innych zajęć. Tyle dobrze, że posiada dosyć szeroki wachlarz zawodowych umiejętności. Bo normalnie trudno mu określić kim jest i co lubi. Beznamiętnie podchodzi do wszystkiego co nie łączy się z jego dziedzinami - w sumie mało ciekawa persona. No, albo szczęściarz, że zajmuje się tym co najbardziej go fascynuje i nie musi już dalej szukać. Po prostu działa.

Jest też perfekcjonistą - kiedy idzie do zielarza, a ten coś źle mu odmierzy, albo ma nie tak podpisany składnik… trudno powiedzieć czemu do Vincenta nie przemawia nawet uniesiona szczota i serdecznie wywrzeszczane prośby żeby raczył sklepowe progi opuścić, ale póki błąd nie zostanie poprawiony, a winowajca ze skruchą przyzna się do pomyłki, póty będzie tam stał i patrzył na niego groźnie, kolejnymi mechanicznymi argumentami udowadniając, że przecież to on ma rację. Liczy się logika, nie wyczucie. Czasem jest to dobre, czasem…

⚜ UNTRIA ⚜


Jedziemy na skraj lasu po składniki, których nie udało się kupić, bo straż zamknęła sklep przez awantury. Ruszamy późno, bo obruszony głupotą ludzką Vinny spał do południa. Zabiera mnie, bo wie, że i tak będę podążał za nim - jednym powozem będzie więc wygodniej.
Niestety on powozi. Nie jest w tym wybitnie zły, ale też nie najlepszy. Konie go nie lubią. Pewnie wyczuwają w nim tępotę emocjonalną. Ale jakoś docieramy na miejsce - po drodze zostaję poczęstowany obiadem przygotowanym przez Mimi. Cieszy mnie to szczególnie, bo jej kuchnia nie ma sobie równych, ale wolałbym dostać posiłek bezpośrednio od niej a nie od… tego gościa. On jednak nie jest na tyle nieczuły, by się nie podzielić. Właściwie to obrzydliwe, ale o moim komforcie myśli całą drogę (kiedy nie rozważa niuansów swoich projektów, czyli łącznie jakieś trzy minuty), chociaż dźgam go z pogardą w plecy i mówię mu żeby się odwalił. Do niego nie dociera. Może dlatego, że słowa to tylko słowa - ostatecznie pilnuję jego życia i choć nie z własnej woli to to wystarcza, by był po mojej stronie. Chociaż przeważnie to ja stoję po jego. A czasami naprawdę lepiej nie…
W swoich ziołach siedzi kilka godzin. Nie jest jakoś przesadnie związany z naturą i najlepiej czuje się w uporządkowanym terenie albo chociaż przy jakiś śladach cywilizacji, ale chce znaleźć najidealniejsze kwiatki. Równe i niezbrukane żadnym grzybem, broń nawet Prasmoku użarte przez ślimaka (ślimaki też zbiera). Pytam czy to konieczne. Nie odpowiada. Znaczy, że nie. Zawsze gdy odpowiedź zdradziłaby luki w jego rozumowaniu, milczy. Mógłby jeszcze kłamać, ale nawet na odczepnego w temacie takich błahostek nie potrafi. Nie szczędzi natomiast na uwagach zabarwionych brutalną szczerością, w tematach, które w normalnych okolicznościach wymagają taktu i wyczucia. Ale on nie jest normalną okolicznością. Kiedy więc rozdzieram sobie spodnie na łydce, on z kamienną miną oznajmia mi, że wyglądam teraz jak włóczęga, a w ogóle to jego znajoma zazdrości dhampirom tego, że nie mają włosów na nogach, bo też by chciała być taka kobieca. Jakby musiał mi przypominać elfisyn jeden! Krzyczę, że on też jest dhampirem do cholery, a on tylko potwierdza spokojnym ,,tak” i wraca do swoich płatków, zadowolony że kojarzę fakty.
Mogę zemścić się kiedy w powrotnej drodze odpada nam koło. Vinny schodzi z kozła i przygląda się uszkodzeniu, studiując je z palcem przy brodzie, jak zawodowy mędrzec drogowy. Pytam co wie o kole. On pełnym namysłu tonem odpowiada, że nie posiada ono najpewniej jednego wynalazcy i nie do końca wiadomo jaka jest jego geneza, ale we wszystkich bardziej rozwiniętych kulturach pojawiło się… Zdziwił się, że ni o to mi chodziło. Pytam o to konkretne. Słyszę, że spięte metalową obręczą, złożone z kilkudzwonowego wieńca, a wytworzone przez Marco Vendassa i… Odpycham go i sam sprawdzam co się zepsuło. Dochodzimy do jednego wniosku - obaj nie znamy się na pojazdach. Czyli z zemsty nici. Właściwie to źle na tym wszystkim wychodzę, bo głupio mi zatrzymywać podróżnych, by nam pomogli, a Vinny nie widzi w tym żadnej ujmy na swoim honorze. W końcu usterki tego typu to nie jego działka, więc może zdać się na kogoś innego i nawet nie mędrkować jak u zielarza.
O pomoc oczywiście muszę prosić ja - ze zdrowego rozsądku, bo długouchy samą swoją postawą prosił się, by tamten przejezdny dryblas go zbił. Nikt w szczerym polu, nie umiejąc sobie poradzić i nie mając już żadnego prowiantu nie wygląda tak dumnie i na miejscu jak Vinny. Jakby sam tak postanowił sobie stać i hańba temu, kto ośmieli się zaproponować mu pomoc, przecież on tak arystokratycznie nie wie co robi. Zagadywać postanawiają przeważnie kobiety (o ile jakaś jedzie z bratem czy mężem, a ten akurat nie patrzy), bo każdy zdrowy chłop minąłby go spluwając na ziemię. Ja niestety wiem, że Vinc ma po prostu taką twarz i taką postawę. Kiedy mówiłem o pewnym upośledzeniu nie eskalowałem zanadto - on poważnie ma problem z wyrażaniem niektórych emocji, choć absolutnie nie jest ich pozbawiony. Jego zachowanie niejednokrotnie wydaje się przez to sztuczne lub skrajnie bezczelne.
Jednak ma na to sposób - czego nie robi odruchowo, redaguje umysłem - wie doskonale czego od niego oczekiwać może dana osoba (wiek, płeć, rasa, rola społeczna, miejsce zamieszkania) i jeśli się zastanowi potrafi dopasować do tego reakcję i odnieść zamierzony skutek. Co nie zmienia faktu, że większości małoletnich dziewczynek na kontynencie niezależnie od przynależności przychodzi to naturalnie. No, ale to też rodzaj kłamstwa - a Vinny nie wiedzieć czemu jakoś go unika.

⚜ FIRIA ⚜


Wracamy po nocy - w zasadzie jest już następny dzień. Zamieniłem Viniego w roli powoziciela i dałem mu spać na tyłach. Omal nie zrzuciłem go jedynie wtedy, gdy raz skręciłem nie na ten trakt, a on przez sen wymruczał ,,teraz na północ”. Czy on nawet gdy śpi musi mnie irytować?
Dojechaliśmy przed świtem - poszedłem nocować do nich, bo moja gospodyni nie znosi jak się włóczę po nocy. Padłem na kanapę w gościnnym wspólnym salonie, a Vinc pokraka zamiast do swojego, wlazł najpierw nie do tego mieszkania co trzeba. Ale wynajmujący już tak są przyzwyczajeni, że właściwie byłoby im wszystko jedno nawet gdyby zwinął się na dywanie przy ich małżeńskim łóżku. Tylko rano trzeba uważać by go nie nadepnąć. Nadepnięty zasypia mocniej i nie obudzisz go aż do wieczora. Czasem miewa takie okresy wzmożonego odpoczynku - może by w pamięci posegregować wszystkie informacje. Nie wiem. Dziwne.
Ale tym razem jakoś doczołgał się do swego apartamenciku, choć jak to geniusz, zostawił gdzieś klucz. Zapasowy miał właściciel budynku (czyli on i oczywiście trzymał go w mieszkaniu) oraz Mimi i jedna sąsiadka, ale nie chciał ich budzić. Na podłodze wolał nie leżeć (nie było nawet dywanu), kanapa zaś tylko jedna. Wyziewałem, że ma problem, a on kazał mi rozkładać mebel i tak półprzytomni szuraliśmy tym wszystkim, aż stłukliśmy ozdobny talerzyk i zaniepokojeni mieszkańcy wylegli z pogrzebaczami, by zobaczyć jak bez sił padliśmy sobie w ramiona i posnęliśmy snem sprawiedliwych.
Najgorsza noc mojego życia.
Nie odzywałem się potem do niego.
Ale on jak zwykle nie widział problemu.
Logika wiedziała jak było, lepiej niż plotkujące miasteczko.

Na szczęście i jemu potem było głupio, jak już pewne pogłoski do niego dotarły. Wbrew pozorom bardzo przejmuje się opinią otaczających go ludzi i pragnie być poważanym obywatelem. Mieszkańcem, sąsiadem, wszystko jedno. Zależy mu na spojrzeniach pełnych podziwu (to w przyszłości, jak stanie się jeszcze bardziej wnerwiającym uczonym), a obecnie na akceptacji. Pragnie jej tak gorąco, że aż sam przed sobą się nie chce do tego przyznawać. To dlatego stara się nikomu nie podpadać (chyba, że w kwestiach fachowych) i dostosowywać się do środowiska. I lepiej idzie mu samo dostosowanie niż udawanie, bo aktorem jest tragicznym. Jeżeli chce być miły, a zupa mu nie smakuje to przemilczy, ale na pewno nie powie dobrego słowa. Może zmieni temat. A co dopiero kiedy idzie o ważniejsze sprawy! Tam działa identycznie, więc łatwo domyślić się jego opinii. Zbyt łatwo. Lepiej więc by miał towarzystwo, które odwracać będzie od niego uwagę. Może to być Mimi, mogę być ja (choć nie chcę), może być Roze (moja szalona siostrzyczka). Wszystko, byle zrównoważyć jego bezbarwną osobowość i nieprzyzwoitą szczerość gęsto przeplataną milczeniem.

⚜ SUNRIA ⚜


Poprzedni feralny dzień Vincent wegetował, więc teraz aktywny był już od wczesnych godzin nocnych. Nadrabiał jakieś zaklęcia bawiąc się alchemią i kryształkami. Kreomagowanie. Jedno ze źródeł jego zarobków i dumy. Ale musi się z tym obchodzić ostrożnie. Kiedy pakuje się w zioła i maści magię emocji oraz umysłu, nie można oddawać tego byle komu. Vinni popełnił już w życiu kilka błędów z tym związanych, więc teraz jest bardzo ostrożny. Choć na pewno tworzy też rzeczy, do których się nie przyznaje i nie ma za bardzo na kim użyć… chyba, że nadarzy się okazja. W noce takie jak ta widzę niebezpieczne błyski w jego oczach. Choć wcale nie patrzę na jego oczy! To po prostu aż nazbyt się rzuca. Ten bezduszny zapał, zafiksowanie na kipiących odczynnikach, gromadzenie materiałów, które mogą siać chaos i zniszczenie, zamykanie ich w kuferku, znoszenie do piwnicy…
Tam czekają.
Na kogo?
Wychodząc Vinny zabiera butelkę konserwowanej krwi. Zawraca po drugą. Będzie je porównywał. Idzie do siebie, gdzie nalewa po trochu do szklaneczek (czasem zdarza mu się i do probówek, za to jakoś skąpi na kieliszki). Bierze łyk jednej, wypija duszkiem. Źle. Nie zdążył posmakować. Mimo tego z drugą postępuje równie łapczywie. Dopiero w następnej turze udaje mu się zwolnić i przeanalizować skład. Nawet z zaburzonym odbiorem smaku innych potraw, nic nie stracił w sferze krwiopijstwa. Wyczulony jak rasowy wampir. Lecz w przeciwieństwie do większości z nich, nie gryzie. Wie które rody zajmują się dystrybucją krwi i choć być może wspiera w ten sposób przemysł niewolniczy, zawsze kupuje już przygotowaną. Znaczy do picia - jest jeszcze taka do analiz. Choć płyny ustrojowe bywają tematem tabu i jest ciężko nie wystraszyć człowieka prosząc o szklaneczkę, to Vini i to zrobi w imię nauki. I smaku. Jego opracowania nie byłyby dość idealne gdyby nie zawierały kompletnych opisów ras. Jeśli zaczniecie podejrzewać go o kanibalizm to nie rozwieję waszych wątpliwości - wiem tylko, że nie zabija.
Z drugiej strony nie mogę rzucać na niego wyłącznie cieni, więc i wspomnę, że nie chcąc ulegać niskim instynktom, z krwiopijstwem wstrzymuje się zwykle do momentu, gdy głód naprawdę zaczyna go rozpraszać. Poza tym opija się mlekiem i ogólnie je to co mu się nawinie (lub co Mimi przyniesie pod drzwi).
Nie chce przecież niczyjej krzywdy…

⚜ SANDRIA ⚜


… ale ją toleruje. Nie zawsze i nie wszędzie co prawda, ale wedle prawa danych społeczności czy miejsc. Jest raczej bierny i własne poglądy często spycha na dalszy plan (choć nadal jest ich świadomy) - pozornie przejmuje sposób oceny od innych i dostosowuje do tego działania - byle nie zaburzyć porządku. Nie wybija się przed szereg i nie domaga się specjalnego traktowania dla nikogo. Jeżeli gdzieś karą za zerwanie jabłka jest wygnanie - niech wygnają. Jeżeli sankcjonują niewolnictwo - proszę bardzo. To ich świat i ich prawa. Vinny jest obserwatorem i nie uważa, że może burzyć ustalone przez innych zasady. Przestrzega większości reguł, jak dziwne by nie były - bezkonfliktowy do bólu. Ale o dziwo nie zawsze. Są rzeczy, których nie zrobi nigdy, choćby przez wzgląd na społeczność, w której się wychował (do której przynależy) i uczucia jakie wywołuje w nim myśl, że mogliby się dowiedzieć…
A co to za społeczność?
Julek (od Iuliusa) nie za bardzo rozumie pojęcie domu. Dzieciństwo spędził w Pustej Dolinie z matką i rodziną zaprzyjaźnionych z nią elfów - ale świadom był w jakiś sposób, że to nie jest ich miejsce, że tylko tam pomieszkują. Odkąd zaś skończył 7 lat wysyłany był na nauki i często zmieniał miejsce pobytu. Choć mocno zsocjalizowany, nie wie za kogo się uważać - blisko czuje się związany z elfami i czarodziejami, poniekąd też z ludźmi, ale wie, że wiele dzieli z wampirami. Nie miał ,,swojego” miasta, a grupa do której przynależy jest bardzo szeroka i niekiedy wewnętrznie skłócona. Społeczność akademicka i rozległe sieci magów rozproszone po całym kontynencie - wśród nich znaleźć można wiele ras, motywacji i planów, ale mimo wszystko to tam może czuć się swobodnie. W miarę. Jego ojczyzną stała się nauka, braćmi magowie i naukowcy. Nie ma w nim patriotycznych odruchów, nie jest zwolennikiem jednego tylko państwa, choć ma swoje ulubione i uważa jedne systemy za lepsze od drugich. Nie czuje się jednak zobowiązany wobec władzy i w ogóle w te sprawy wolałby się nie mieszać. Ceni sobie (s)pokój i ma nadzieję, że żaden z jego mądrych kolegów nie da żadnemu królowi broni, która skłoniłaby go do podbojów.

Po zastanowieniu muszę dodać, że jeśli o Własne Miejsce na Ziemi chodzi, to sprawa uległa pewnej zmianie, gdy 5 lat temu Vinny został właścicielem wcześniej wspomnianej kamienicy w Fargoth - ludzka część jego rodziny zawsze związana była z tym miastem, ale on rzadko się tam pokazywał. Miejski budynek jednakże, w którym się ulokował stał mu się bardzo bliski. Niedługo po jego przeprowadzce Nyia przepchnęła tam też Mimi - jej towarzystwo, własny kąt, znajomi lokatorzy - być może wszystko to sprawiało, że dhampir był gotów pozostać tam na dłużej (choć nie porzucając wyjazdów). Rozgościł się (po właścicielsku) i na spokojnie uprzykrzał mi życie samym swoim istnieniem. W Nastię budził się wraz se słońcem, chodził do znajomych zielarzy, jeździł do lasu po resztę składników, czytał nowe księgi, schodził po butelki krwi, w Sandrię kładł się, by zacząć ten cykl od nowa…

Aż mianowali go Hrabią.

Wygląd

~⚜~ WE DWORZE ~⚜~

Odkąd otrzymał tytuł szlachecki, włości i nowe obowiązki (raptem kilka miesięcy temu) staram się zrobić z niego… coś. Popracować nad poprawą jego mało reprezentatywnego, choć intrygującego wyglądu. On jednak uparcie jaki był taki nadal jest i za nic w świecie nie chce chyba stać się prawdziwym arystokratą, myślami ciągle wracając do swojej kamienicy i spokojnego naukowego życia z Mimi oraz do książek i ziół na półkach…

Oczywiście są pewne cechy, których nie da się zmienić, a jedynie lekko skorygować. Ciało chociażby. Na nie Hrabia Vinny-Julek nie ma wpływu i o ile go znam - żałuje. Od dzieciństwa ciągną się za nim liczne kompleksy i mimo, że powinien dorosnąć - nadal je ma. Jest jedną z tych strasznie wnerwiających osób, które przyciągają do siebie przeciwną płeć jak zgniłe mięso muchy, ale tego jakoś nie dostrzegają. Gdyby opowiadał własną historię twierdziłby zapewne, że jest szkaradny i w ogóle nie do oglądania. No, powiedzmy, że czai się gdzieś tam odrobina zdrowego rozsądku - Vincent nie jest brzydki, ale, no… inny od reszty. A wbrew wielu opowieściom ładne i najbardziej pożądane jest często to co znane i nawet - typowe. Jego uroda zaś typowa nie jest i choć może zaciekawiać przypomina też jakie z niego dziwactwo.

⚜ MIESZANIEC ⚜


Ku jego utrapieniu od razu widać, że coś go od reszty społeczeństwa różni - i nie ważne które ze społeczeństw by to nie było (co go dobija). Niby typowy los dhampira, ale Vinny i tak wolałby być takim ,,czystym” dhampirem. Nie jakąś hybrydą. Wampir-wampir i człowiek-człowiek - oni dają dobre połączenia! Niektóre z ich dzieci to z wyglądu prawie ludzie! On zaś…
W kwestii wyjaśnienia. Jego matka przemieniona została z elfki. Dokładniej krzyżówki elfa mrocznego i pustynnego, co jest o tyle ważne, że Vinc przejął po niej wiele cech, które nawet ją odróżniały mocno od pobratymców. Ojciec niby był zwykłym Alariańczykiem, ale to dhampira nie uratowało. Gdyby był zwierzęciem, hodowca dostałby za niego nagrodę szaleńca roku, a potem wpakowano by go do aresztu. Za szerzenie herezji.

⚜ BUDOWA OGÓLNA ⚜


Przeciętny elf pustynny nie będzie wyższy niż na 6 stóp (178, 2 cm), przeciętny mroczny - nie zejdzie poniżej tej wartości, a dodatkowo ma muskularne ciało.
Vini mierzy sobie nieco mniej niż piędź i dłoń wzrostu (184 cm), a smukły jest jak model. Model z tendencją do lalusia, ale nie gibkiego szermierza. Ramiona ma wąskie i z natury słabe (co jak się okaże maskuje za pomocą ubioru), kończyny długie, tors rozciągnięty, talię i biodra węższe jeszcze niż barki. Chudy i lekki mógłby być niezłym tancerzem czy akrobatą, ale, no cóż - nie jest. Udaje statecznego księgowego.
Muskulatury nie wytrenował, jest więc idealnie przeciętny (jedna przeciętna cecha huraa!… a nie, znaczna część jego kolegów jednak ma się czym chwalić. Niech to!). Nie należy zapominać jedynie, że tryb jego życia nie jest stale siedzący i Vinc dorobił się przyzwoitej kondycji - nie wybija się ponad normę, ale i nie zmęczy zbyt szybko w trakcie podróży.
Porusza się przy tym cicho jak elf; pewnie i dumnie jak mroczny, lecz nieco sztywno choć szybko, jak wypada człowiekowi. Na swój sposób od dawna ćwiczył postawę arystokraty, bo trzyma się prosto i wygląda na napuszonego bałwana dopóki nie usiądzie, przygarbi się i zacznie widelcem dłubać w kremowym ciastku. Matka-najemniczka niestety zbyt szybko wróciła do pracy i nie nauczyła go jeść. Do dzisiaj Vincent przy posiłkach czyta, a spożywa je nieuważnie, jakby od niechcenia, nawet gdy smaczne. Ponoć nie chce tracić czasu na wgapianie się w talerz.
Na bankietach się ucieszą.

⚜ GESTY ⚜


W gestach zwykle jest oszczędny, lecz za to pewny kiedy już na jakiś ruch się zdecyduje. Zdaje się niekiedy trochę ospały, ale to dlatego, że najpierw się namyśla, a dopiero potem robi. Charakterystyczne dla niego jest trzymanie czegoś w dłoniach i wskazywanie tym przedmiotem innych - nigdy nie robi tego palcem. Potrafi też cofnąć dłoń zanim po coś sięgnie lub czegoś dotknie - to jedyne przypadki, gdzie często się waha i zwykle zaniechuje podjętej czynności. Chodzi o jego dłonie. Kolejny z idealnych kompleksów, ale chyba najsilniejszy ze wszystkich - Vinny nie znosi wyglądu swoich rąk. I wcale nie dlatego, że są po elficku zgrabne, bo płeć nadal dałoby się odróżnić, ale dlatego, że duże, a palce wydają mu się za długie, jakieś takie drapieżne, z upiornymi stawami i co najgorsze wiecznie długimi pazurami zastępującymi paznokcie. Szaro-czarnymi pazurami dodajmy. Są głęboko osadzone, a obcinanie i piłowanie ich strasznie uciążliwe, bo charakteryzują się niemałą twardością i są nieco inaczej zbudowane niż klasyczna płytka paznokcia - szybko też odrastają. Vincent żyje z nimi co prawda od maleńkości, nawet sobie nimi pomaga, ale nie lubi ich wyglądu. Bardzo. Oduczył się więc prezentować ręce wskazując na coś, a nawet oszczędza na gestykulacji, bo dłonie odgrywają w niej niebagatelną rolę.

⚜ KARNACJA I WŁOSY ⚜


Idąc dalej - to co bardzo rzuca się w oczy poza strasznymi-o-smoku!-dłońmi, to szpiczaste, a odstające nieco uszy kochasia, stosunkowo długie, choć nie do przesady; oraz kolor jego skóry i włosów. Oczu jak podejdzie się bliżej. Właśnie te cechy przejął po matce (choć nadal nieco się w tej materii różnią). Trudno szukać drugiego o takiej palecie - gładką i zadbaną (poniekąd przez eksperymenty z maściami) skórę ma Julcio w kolorze szaro-beżowym. Ciężko lepiej określić ten kolor. Jest to zmieszanie czarnej skóry mrocznych elfów z ciepłym brązem pustynnej odmiany, wybielone dodatkowo przez wampirze pochodzenie i ludzką krew. Wygląda to o dziwo całkiem naturalnie, choć czy zdrowo? Zastanawiająco raczej, ale ostatecznie widać, że jest to skóra kogoś bardziej żywego niż martwego.
Włosy prezentują się nie tak nietypowo, bo jest to taka waniliowa, mleczna żółć, którą można zobaczyć u pustynnych elfów - gęsta czuprynka pozostaje jednak krótka, a nie spinana w warkocz lub rozpuszczona falami na plecach jak u wygnańców (w długich włosach Vincent od tyłu wygląda jak całkiem niezła laska - pewnie dlatego ścina). Jednak nawet przy krótkich pasmach sięgających co najwyżej karku widać, że kudły są całkiem grube, a mimo tego podkręcają się z lekka - nie są to jeszcze loki, ale daleko im do nienagannej prostoty. Z tego względu część z nich zachodzi Vinny'emu na policzki lub oczy, albo jakimś kędziorkiem odstaje od reszty czuprynki, kiedy źle się chłopak uczesze (lub dopiero wstał). Ogólnie to stara je się ugładzać na różne sposoby i chodzi potem taki ulizany - ale więcej niż parę godzin fryzura zwykle mu się nie utrzymuje i wraca do stanu subtelnej rebelii.

⚜ TWARZ ⚜


Z nietypowych kolorów zostały oczy, ale nim do nich przejdę opiszę i całą gębę.
Czy jemu się ona podoba? Nie, zapewne nie, bo to kretyn. Choć być może się mylę - rysy odziedziczył po ojcu, a większość swoich ludzkich cech lubi. Ja sam gdybym miał go polecać kobietom (a narzeczoną jakąś należałoby hrabiemu znaleźć) skupiłbym się na twarzy właśnie. Jest niebrzydka, młoda, o zdrowej skórze, choć w wyżej wspomnianej dziwnej karnacji. Kształt jej wygładzony został elfim pochodzeniem, choć nadal widać w niej wystarczającą ilość męskiego pierwiastka i jakieś drapieżne rysy. Zbliżona do diamentu charakteryzuje się wąskim czołem, ostrym podbródkiem i całkiem widocznymi kośćmi policzkowymi. Mimo tego ze względu na pełne, gładziutkie policzki i niewielki w swych wymiarach nos, wydaje się być łagodniejsza w wyrazie i delikatniejsza niż można by sobie życzyć - a co za tym idzie - młodsza. Ciężko przez to określić wiek Vinca, bo zależnie od ubioru i fryzury może pozować na 16 - 27 ludzkich lat. Przeważnie jednak nikt nie daje mu więcej niż 21, a mylony z nastolatkiem też bywał (najczęściej przypisują mu 18).
Usta ma wąskie, kolorem warg mało odbiegające od reszty skóry, kryjące za sobą charakterystyczną parę ostrzegawczych kłów. Nad nimi wąski niewydatny nos i cienkie, ostro wygięte, jasne brwi nadające jego buźce groźny i mało przychylny wyraz. Ogólnie wygląda na stale poirytowanego, nawet gdy się odpręży - gdyby się uśmiechał przybrałby wygląd iście diabelski, więc doprawdy dobrze, że tego z reguły nie robi. Najlepiej mu z dystansującą, poważną miną, zwłaszcza teraz, gdy jako hrabia ma się panoszyć po dworach. Surowe oblicze, nawet jeśli młode zawsze działa lepiej niż ryj naiwniaka.
Oczy zaś całe szczęście dopełniają efektu nieprzystępności i niemego ataku.
Wąskie, stale jakby zmrużone, rzucają przenikliwe spojrzenia. Podejrzliwe nawet. Ich wewnętrzne kąciki opadają lekko ku dołowi, a zewnętrzne unoszą się, co razem z brwiami stanowi idealny komplet wrogości. Nie niwelują tego, a wręcz podkreślają gęste, czarne rzęsy, nieco długie jak na faceta, ale czarnym konturem podkreślające ostry kształt. Właściwie to te oczy u kobiety byłyby pewnie uznane za uwodzicielskie. Może jakaś córka to po nim odziedziczy.
W sumie połasić by się mogły również na kolor tęczówki. Ten bywa przyciągający. Tak jak matka, Vinny ma oczy o barwie ciemnego bursztynu, w którym mroczny karmazyn wymieszał się z ciepłą żywicą pustyni (*określenie ściągnięte z tomiku poezji barona K. Wyrwigrosza). Niejednolite i zmieniające się pod wpływem światła, mieszczą w sobie całą gamę ciepłych odcieni - od brązowej czerwieni, przez krwiste pomarańcze i miedziane łuny aż po złote refleksy, mieszające się ze sobą w skrzącym zwodniczo chaosie (*praca własna). Sprawiają wrażenie niezwykle… żywych. Jakby balowały i pragnęły uwagi na przekór powściągliwości właściciela. Ich dhampirzy kolor jest intensywny, wręcz hipnotyzujący, lecz ciemnieje pozbawiony światła. Zupełnie inaczej odbija się w nich słońce, a inaczej ogień - księżyc zaś wydobywa z nich jakiś chłodniejszy blask. W cieniu natomiast zdają się czerwonawe lub brązowe, bardziej jednolite; przygaszone. Martwe.
Takie niemal wampirze.

Dobrze, że Vinny nie zdaje sobie z tego sprawy, bo nie lubi zwracać na siebie uwagi ani się w żaden sposób (czy pozytywny czy też naganny) wyróżniać. W sumie idealne podejście dla kogoś kto nie tylko nie przypomina człowieka, ale tak naprawdę to i niczego innego. A człowiekiem to chciałby być. Albo chociaż elfem. No, ale to nie pierwszy raz, gdy wnętrze tego gościa nie chce dopasować się do powierzchowności (i vice versa).

⚜ UBRANIA ⚜


Bardzo dużo zdradza w tej kwestii ubiór. Ten w końcu można sobie samemu wybrać i dopasować do okoliczności (chyba, że jest się hrabią, ale do tego to Julek nie dorósł). Za to są w jego garderobie pewne elementy, które stale się powtarzają i zdradzają z kim ma się do czynienia.
Vinny lubi elegancką prostotę - coś co wygląda porządnie, ale nie bogato. Zostało mu z uczelnianych lat i pasuje (pasowało) do trybu życia miejskiego podróżnika. Kiedy utrzymywał się ze stypendiów i nieregularnej sprzedaży swoich dziełek magicznych czy alchemicznych, jeden komplet ubranek musiał wystarczać na długo - nosił go przeważnie do zdarcia, a potem oddawał znajomym do naprawy (za zaoszczędzone w ten sposób drobniaki kupował kolejne składniki wywarów, a nie nowy komplet odzieży). Potem zmieniło się tyle, że oddawał rzeczy do naprawy szybciej i nie szczędził pieniążków na pozszywanie i renowację wiekowego płaszczyka (niektóre ukochane części jego garderoby mają już więcej niż 30 lat). Jeżeli coś naprawdę jest już nie do noszenia często zamawia identyczne kopie, bo już się przyzwyczaił i nie chce od nowa uczyć się funkcjonalności i układu guzików.
Ubiera się stosownie do pogody i warunków, ale z założenia nie lubi pokazywać więcej ciała niż to koniecznie - słowem zwykle widać jego dłonie (które chowa) i głowę (może by ją tak uciąć i po problemie?) Krótki rękawek to u niego rzadkość - w razie upałów lepiej przecież służy jasna, długa koszula batystowa lub lniana, niż nagość. Teoretycznie przypieczony Vincent zyskałby bardziej żywotny odcień skóry, ale do opalania zmusić jest go w stanie tylko półnagie plemię, które nie przyjmuje w swe gościnne progi zasłoniętych torsów.
Poza tym nieodzowne odzienie pozwala mu maskować pewne przywary - jeśli kogoś by zastanawiało czemu nawet w pomieszczeniach nosi płaszcz, i to taki, który ma wyraźnie przydługie rękawy (więc zwisają luźno z boku jako część okrycia) to spieszę z wyjaśnieniem - otóż poszerza on optycznie barki i ramiona (za długimi mankietami zaś w razie niepogody można schować te szkaradne ręce). Podobnie skrojone są także wszelkie inne kaftany, gdzie zależy mu, by go niedoszczuplały. Nie nosi też zbyt chętnie peleryn, bo nie dają takich efektów.
Pasy u spodni często ma dwa, w tym jeden dla ozdoby - jasny, szeroki, najlepiej wystający spod ubrania i niesymetrycznie leżący, dodaje chudzinie masy, ale z lekka zaburza zgrabne proporcje, gdy nic sztywno nie okrywa ramion - po Kamienicy Vinny łaził często bez takich elementów, więc pas też zdejmował.
Szyję ma zgrabną, więc nie musi przejmować się kołnierzykami, a kiedy nosi wszelkiego rodzaju chusty to zawsze wygląda w nich dobrze - z drugiej jednak strony (i to dosłownie) stara się nie nosić odkrytych butów i nie pokazywać stóp, bo u nóg rosną mu podobne ciemne pazury jak na palcach dłoni - wykorzystuje fakt, że te może zakrywać. Z górnymi też oczywiście starał się coś robić -
próbował chyba wszystkich krojów rękawiczek, ale i tak wyglądało to jeszcze gorzej niż źle. Odpuścił więc sobie.
Czego nie zaniechał to wybierania sobie bufiastych lub luźnych rękawów - zgrabność zgrabnością, ale nie trzeba się nią zanadto chwalić.

Kolory jakie przeważnie nosi to wszelkie możliwe odcienie ziemiste, nie rzucające się w oczy; płowe, szare i przydymione. Ozdoby i wzory proste, choć stylowe, dopasowane do mody miejskiej, by wyjść na swojaka, a nie dzikusa (gorzej jak moda się zmienia, a on od 20 lat lata w podobnym komplecie). Wśród ludzi zdarzyło mu się usłyszeć opinię, że ubiera się jak czyjś pradziadek, ale że moda powraca to jeszcze parę wiosen i na nowo stanie się młodziakiem w oczach ludu.

Nie przepada za ekstrawagancją, więc koszule, kamizelki, tuniki, kaftany i proste spodnie to podstawa jego garderoby. Oczywiście różne są wariacje na temat rękawów, mankietów, spinek, guzików, kołnierzyków i apaszek, ale na ogół Vinny nie wydziwia. Dobrze ubrany, skromnie ozdobiony i przykurzony z lekka.
Wytrzymałe, praktyczne materiały ceni bardziej niż drogie, delikatne tkaniny, co jest moim największym utrapieniem. Jako hrabia za nic nie chce nosić się jak należy, pozostając przy starych zwyczajach. Wchodzenia we wzorzyste pantalony odmawia, frak czy żakiet proszę bardzo, ale na pewno nie w tych odcieniach… ,,Nie chce wyglądać jak pajac”, tak mawia. Więc lepiej jak włóczęga biblioteczny! Do żabotu jestem w stanie go zmusić, ale za pończochy omal mnie nie wywalił za drzwi. Kiedy już się zorientował co właściwie mu przyniosłem. Na początku wgapiał się przez pół godziny analizując co to za ustrojstwo, samotne rękawy. Dopinane?
No więc nie i jakoś się nie ucieszył, kiedy go oświeciłem. Choć dla obcego plemienia jest w stanie się obnażyć, a na spotkanie naukowe przyodziać się w chiton czy najbardziej niewygodną togę, to dla arystokracji (jego nowej rodziny) pantofli z klamrą nie założy. Ten rodzaj dworskiej elegancji w ogóle do niego nie przemawia, moim zdaniem przez kompleksy właśnie. Delikatny z budowy nie chce się udziewiczać bardziej, nawet jeżeli w ten sposób łatwiej zyskałby upragnioną akceptację. Po prostu sam siebie przestałby szanować.
Nie muszę chyba mówić, że ja ubieram się tak jak należy i nikt mi tego nie wytyka (w sumie to mnie biorą za hrabiego, a Vinca za pomagiera), ale to go nie przekonuje. 125 lat przyzwyczajenia robi swoje i do rajtuzów trudno go będzie namówić (w sumie się nie dziwię - wie już, że mam ładniejsze nogi, nie chciałby konkurować).

⚜ GŁOS ⚜


Często się ze mną spiera na ten i inne tematy (chociażby, że nie znosi jak zdrabnia się jego imię), ale robi to głosem tak idealnie beznamiętnym, że aż dostaję dreszczy. Wiem, że gość w środku się gotuje, ale nie mogę tego usłyszeć - już prędzej zobaczę. Nie wiem czego to kwestia, pewnie znowu przyzwyczajenia - mówi wyraźnie i z namysłem, jednostajnie, czasem trochę za cicho, a czasem znów za głośno. Zawsze obojętnie… a jednak tak poważnie i stanowczo, że aż groźnie. Tym głosem i surowym obliczem Vinny buduje zupełnie inny od rzeczywistego obraz siebie - nie zgubionego mieszańca, a zbierającego armię przyszłego pana świata. Dzięki temu mam szansę zrobić z niego arystokratę i może nawet ktoś nam uwierzy!
Nie, on to spartoli. Mogę iść o zakład.
Ale wracając - sam z siebie głos byłby zwyczajnie przyjemny dla ucha. Młodzieńczy i świeży nadawałby się lepiej do kuszenia kobiet niż podbijania krajów (lecz jak wiadomo Vincent wszystko potrafi sknocić i przekręcić). Czysty, jasny, choć odpowiednio ciężki robi wrażenie kiedy mówi się nim wolno i spokojnie, choć z tempem typowego młodzieńca i naturalną zmianą tonów Vincent nie osiągnąłby efektów budzących respekt. Teraz z kolei brzmi dużo dojrzalej i poza dreszczami wzbudza też profesjonalne zaufanie, bo mówiąc o rzeczach na których się zna, nie waha się i nie mąci. Zasób jego słownictwa też jest dosyć szeroki, choć żaden z niego poeta - mówi zwykle rzeczowo i krótkimi zdaniami, choć potrafi się zapędzić w terminy fachowe i podrzędne złożoności przy opisywaniu zmagań filozoficzno-społecznych z opisywanym światem.

⚜ DODATKI ⚜


Z rzeczy, które nie zawsze widać, ale się pojawiają warto wspomnieć o rodowym sygnecie i pierścieniach, które mu wtykam na palce. Są dosyć ważne i poza funkcją praktyczną (sygnet) wyznaczają status, ale Julek wolałby ograniczyć biżuterię - poza paroma ulubionymi broszami. Te najczęściej mają swoją historię i bywają rodzajem odznaczenia - za ukończenie jakiejś pracy, osiągnięcia stopnia adepta i tym podobne. Jedna zaś z tego co wiem jest pamiątką od dziewczyny z czasów szczeniacko-uczniowskich. Nadal ją trzyma gdzieś w toaletce. (Broszę, nie dziewczynę). To skończony sentymentalista.
Dowodem na to może być też złoty medalion - właściwie to dwa medaliony zawierające tę samą podobiznę przystojnego, ludzkiego hrabiego. Jeden z nich otrzymała 125 lat wstecz Nyia, a drugi trafił do żony i ślubnych dzieci jegomościa przedstawionego na portrecikach. Był to naturalnie ojciec Vincenta i jeden z poprzednich posiadaczy nazwiska del Flove. W czasie swojej młodości Vinny otrzymał od matki jej medalion, by pamiętał tak o swoim ojcu jak o tym, że zawsze będzie należeć do ludzkiego społeczeństwa. Gdy nieco spoważniał oddał jej go z powrotem. Ale najwidoczniej nie dlatego, że już go nie chciał - bo kiedy po przeprowadzce do dworu wpadł w jego ręce drugi egzemplarz, natychmiast położył na nim łapy i trzyma go w swoim pokoju lub nosi pod ubraniem. Tylko nikomu go nie pokazuje.

Nie pokazuje też jeszcze jednego. Ostatniego elementu swojego wizerunku, czegoś w co absolutnie bym nie uwierzył, gdybym nie zobaczył. Ma drań na plecach, w okolicy łopatki wzorzysty, konturowy tatuaż pojedynczego, nietoperzego skrzydła. Nie mam pojęcia skąd, po co i dlaczego, a on sam nie chce tego zdradzić.

Historia

~ ⚜ ⚜ ⚜ NYIA ⚜ ⚜ ⚜ ~


Jak każda historia i ta nie należy tylko do jednego bohatera. Bo nie pojawiłby się on gdyby wiele lat przed nim, gdzieś i kiedyś nie narodziła się pewna dziewczynka. Mała elfka ni to pustynna ni mroczna. Wykluczona z obydwu światów do których nie mogła należeć. Dowód na to, jak silna potrafi być miłość; dopełnienie przysięgi dwóch istot i skaza na historii dwóch klanów. Nowy członek rodziny i powód dla którego była ona tak mała.


~ ⚜ ⚜ ⚜ NYIA EEVELLYN ⚜ ⚜ ⚜ ~


O ile jej rodziciele zwyczajnie zerwali więzy z krewnymi, ona nigdy ich nie utworzyła. Nie znam jej całej historii. Wiem tylko tyle.
Nie wychowywała się w społeczeństwie i długo żadne nie chciało jej przyjąć. Być może była sama. Z ograniczoną edukacją lecz sprawnym ciałem została najemniczką. Chodziła to tu to tam chwytając się różnych zadań. Przeżywając przygody. Być może nie wiedząc kim jest.

Jednak jej usposobienie dalekie było od melancholii - radosna i żywiołowa głęboko ukrywała wszystkie swoje niepewności i żale. Miała przecież przyjaciół, choć ze względu na wygląd i zawód nie posiadała domu, a za to niemało wrogów. Ale nie umiała się zatrzymać czy chociażby zwolnić. Cieszyła się, że ma cokolwiek i tą radością potrafiła się dzielić.

Kiedyś podzieliła się nią z wampirem.

Była wtedy sama. I on był sam. Więc stała się ciekawa, a empatia kazała jej podejść. I tak podchodziła. Każdej kolejnej nocy. On patrzył w niebo - ona też zaczęła. Lecz przede wszystkim mówiła. Czuła, że może mu mówić.
Mieli swoje miejsce - gdzieś między Sarenaą a Fargoth. Właściwie to ona miała - tam znalazła dla siebie chatkę, bazę wypadową i w pobliżu niej osiadł i wampir. Creighton, takie nosił imię.
Bardzo się polubili, ale Nyia duszę miała podróżnika i co raz znikała wykonać kolejne zadania. Czasami nie było jej tygodniami, czasami znikała na całe miesiące. Spotykała się z innymi osobami, przeżywała przygody, pracowała. I za każdym razem wracała do swojej chatki. Do przyjaciela.

Nie wiedziała wtedy, że ta jedna osoba może zwrócić i odebrać jej życie. Nie miała pojęcia jak ważna dla niego się stała. Co dla siebie i dla niej jest on w stanie zrobić.

Dowiedziała się pewnej nocy. Szła już ostatkiem sił. Nie rozróżniała barw, nie widziała kształtów. Uciskała palącą ranę, zbyt głęboką i zbyt dawno zadaną. Ale wracała. Musiała wrócić ten ostatni raz… żeby się pożegnać. Spędzili razem tyle czasu… nie chciała przepaść bez wieści.

I udało jej się. Dotarła… czy on do niej podbiegł? Nieważne. Spotkała go. To się liczyło. Mogła już…
Nie, nie mogła. Musiała zostać. Tak zadecydował. I napoił ją własną krwią.

Elfka nie pamięta swojej przemiany - i dobrze, bo szalenie brzydziła się swojej nowej natury. Z jej ciała zniknęło ciepło, ze skóry słońce, a bogactwo smaków zastąpiła już na zawsze jedna tylko posoka.

Wdzięczna czy przerażona nie miała nigdy Creigowi za złe przemiany. Właściwie była mu wdzięczna. Nawet jeżeli nie umiała przywyknąć do swojego stanu i miała dość nocy. Ale nie powiedziała mu tego. Jej instynkty zdziczały; stała się drapieżnikiem niezdolnym do komunikacji z innymi. Gdy tylko widziała człowieka miała ochotę zatopić kły w jego ciele… a tak bardzo przecież tego nie chciała!
Do tej pory nie wiedział