Oglądasz profil – Noa

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Noamenim
Rasa:
Dhampir
Profesje:
Płeć:
Nieokreślono
Wiek (w latach):
91 lat
Wygląda na:
0 lat

Aura

Emanacja odznacza się niezbyt wielką siłą, która mimo wszystko kryje w sobie wielki potencjał. Poświata przybiera zaskakujące odcienie, rubinowa zorza miesza się z bursztynem, czule otulając szmaragdowy płomyczek, będący niczym latarnia morska. Mimo że skrywa się gdzieś na odległym lądzie, z oddali jest gotowa wskazać drogę. Kobaltowe pasma krzyżują się i nakładają na siebie niczym warstwy materiału, obsypane srebrnym brokatem i połączone miedzianymi niteczkami. Czyjeś słowa pojawiają się i znikają, wypowiedziane szeptem i nigdy niezrozumiane. Tajemnicza melodia zdaje się im wtórować, próbując zatuszować dziwne, obce dźwięki nieznanego pochodzenia. Jednakże ciężko zignorować towarzyszące temu uczucie obecności czegoś nienazwanego. W konsternacje wprowadza mieszana woń świeżej krwi i ludzkiego potu, z jakiegoś powodu przyprawia ona o gęsią skórkę. Powłoka zaskakuje swą miękkością, ponadto z dumą prezentuje swą elastyczność, aczkolwiek w niektórych momentach niczym sparaliżowana strachem sztywnieje. Jednego dnia straszy ostrymi jak brzytwa brzegami, kolejnego kusi aksamitnością białego puchu, który ją pokrywa, a w jeszcze innym czasie ujawnia swe chropowate miejsca, będące łyse i nieprzyjemne w dotyku. W ustach czuć gorzkość, na przemian łączącą się z lepkością lub suchością wywołującą nagłe i ogromne pragnienie.
Nazwa użytkownika:
Noa
Grupy:
Inne Postacie:
Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta

Skontaktuj się z Noa

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
1 miesiąc temu
Liczba postów:
28
(0.03% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Las Driad
(Posty: 24 / 85.71% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Las Driad] W poszukiwaniu odpowiedzi i pewnego czarodzieja
(Posty: 24 / 85.71% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Louin - 155 cm (niech go!), morski elf, chłopak (nie Noi - chodzi o płeć).
Her i Nuko - koci (?) towarzysze (?) chłopców (?).

,,Bo chyba płeć robi jakąś różnicę, nie? No chyba, że mówimy o Noanie? Noii? Noem? Jak to się odmienia!?" (Conan <3)

,,Tak czy siak już współczuję naszym bohaterom :D Będzie ekstra!" (Hashira o wątku Yvy i Noi xD)

Atrybuty

Umiejętności

Wiedza ogólnaOpanowany
Przez lata całkiem urozmaiconego życia i nauki Noa zdobył wiele doświadczenia, ale bardzo skromną ilość konkretnej, fachowej wiedzy. Dlatego też zamiast być początkującym mędrcem po prostu orientuje się jakoś w czasoprzestrzeni i umie udawać, że zna się na znacznie większej ilości przedmiotów niż w rzeczywistości.
PoliglotyzmMistrz
Biegle posługuje się Wspólną Mową, Językiem Nieumarłych, Mową Morskich Elfów i Mową Demonów. Do tego kojarzy Klasyczny Elficki i nieco z Naturiańskiego (głównie przez osłuchanie). Potrafi dobrze udawać akcenty, choć kiedy mówi we Wspólnym niemal zawsze brzmi tak, jakby nie pochodził ze środkowej części Alaranii.
Czytanie i PisanieOpanowany
Choć w mówieniu jest niezły, w piśmie o dziwo idzie mu znacznie gorzej (mało praktyki). Umie pisać we Wspólnej i języku Nieumarłych, odczyta też i zapisze sporo w rodzimej mowie Louina. Reszta to pojedyncze wyrazy, jeżeli w ogóle coś.
RasologiaOpanowany
Od małego przyzwyczajał się do innych ras, przebywał wraz z nimi i chcąc nie chcąc poznawał nowych ich przedstawicieli. Nie zna się może na nich i ich zwyczajach nie wiadomo jak dobrze, ale większość z nich widział i jest w stanie powiedzieć o nich coś nie coś.
DemonologiaOpanowany
Kilkadziesiąt lat uczył się tego ,,przedmiotu” - najpierw w teorii później w praktyce. Nieco widział już na własne oczy, resztę wiedzy czerpał od swojego mistrza czy cudzych relacji spisanych na papierze. Mimo wszystko - większość jeszcze została do odkrycia.
Wiedza o światachPodstawowy
Jest tego tyle do ogarnięcia… przy ilości światów, istot, przedmiotów i innych cudności Noa nadal jest początkujący, choć ma już nieco doświadczenia.
Pismo runiczneOpanowany
Nie mógłby zostać dobrym magiem bez tego. Zaczął naukę w dość młodym wieku i korzystał z niej mniej lub bardziej intensywnie przez większą część życia.
Wiedza tajemnaBiegły
Niezbędna do posługiwania się inkantacjami.
KreomagowaniePodstawowy
Jedno z pierwszych zainteresowań Noi i coś co faktycznie z własnej woli pragnął opanować. Całkiem praktyczna umiejętność - może zaklinać w przedmiotach jedną z dwóch magii jakimi włada, zazwyczaj jednak jest to dziedzina przestrzeni.
Czytanie aurBiegły
Noa aury dostrzega z naturalną łatwością i nawet potrafi się z nich wiele dowiedzieć, jednak często umykają mu słabsze emanacje.
SłużenieBiegły
Gdyby tylko był bardziej oddany i mniej buńczuczny zostałby mistrzem w usługiwaniu. Tak jest w tym po prostu dobry i wie co robić, chociaż za tym wcale nie przepada.
Skradanie sięOpanowany
Dostawanie się niepostrzeżenie z jednego pomieszczenia do drugiego było niekiedy tak samo ważne jak stąpanie na tyle cicho, by nie prowokować Pana i jego gości lub nie przeszkadzać im w drzemce. Ani marmurowe posadzki ani mokre podłogi ani nawet skrzypiące, drewniane deski nie są dhampirowi straszne - w terenie za to szura wszystkim o wszystko i jak nic na prostej piaszczystej drodze nadepnie na każdą jedną samotną gałązkę przywianą z pobliskiego lasku.
Targowanie sięOpanowany
Trzeba umieć zadbać o własne interesy! W końcu…
Zastawianie magicznych pułapekOpanowany
Noa właściwie nie umie walczyć, ale mając czas na przygotowania jest w stanie zastawić pułapki na swoich przeciwników tudzież przyzywane stworzenia (które często okazują się być jeszcze groźniejsze).
Trafianie do celuBiegły
Czy rzuca czymś własnoręcznie czy porusza tym za pomocą magii trafia praktycznie zawsze tam gdzie planował. Jeżeli używa czegoś ostrego można nazwać to atakiem - całkiem skutecznym niekiedy, ale pasującym bardziej do cyrkowych występów niż prawdziwej potyczki. Dzięki występom z resztą się tego nauczył.
Gra na instrumentach (guzheng, wiolonczela, skrzypce)Mistrz
Jedna z umiejętności nad którą pracował najdłużej i w sumie spędził nad nią najwięcej czasu. Potrafi świetnie grać z pamięci i na różnych wariantach tych instrumentów, jeżeli ma chwilę, by je sobie obejrzeć i chwilę popróbować. To jeden z jego największych atutów i ten, za który swego czasu był bardzo ceniony.
AktorstwoMistrz
Łatwiej mu być na dobrą sprawę kimś innym niż sobą. Po tylu latach? Potrafi przez długie miesiące żyć udając kogoś kim nie jest. Nie ogranicza się więc do samych teatralnych desek (choć i tam nabierał wprawy), ale i wszędzie gdzie może przemyca swoje doświadczenie z tej dziedziny. Panuje bardzo dobrze nad swoim ciałem, tonem głosu, a nawet odruchami - potrafi się także ucharakteryzować i łgać jakby czytał ze skryptu.
RecytacjaBiegły
Pierwotnie ku uciesze warstw wyższych, teraz dla kogo popadnie. Przydatna przy niektórych rolach i dobra jako ćwiczenie. Noa potrafi deklamować niezwykle ekspresyjnie i przekonująco, choć szczerze tego nie znosi. Mówiona odmiana języka jest jednak nadal jego mocną stroną.
ŚpiewMistrz
eżeli coś dorównuje jego grze to jest to jego głos (jak skromnie). Dzięki niezwykle szerokiej skali i latach przymusowych ćwiczeń stał się śpiewakiem niemal wybitnym, a tym ciekawszym, że o głosie kobiecym. Być może właśnie przez to śpiewać nie lubi, ale docenia zdobyte już zdolności, więc regularnie trenuje i stara się dbać o swoje gardło.
GimnastykaOpanowany
Dobrze jest, mimo znikomej siły (a może właśnie dlatego), mieć gibkie, rozciągnięte ciało. Gimnastyka była wskazana w co poniektórych miejscach, w których chłopak przebywał i w sumie nawet mu się spodobała. Choć początkowo jej efekty miały służyć rozrywce bogaczy, a nie jego własnemu zdrowiu to ostatecznie wyszła mu na dobre i obecnie jest jednym z zajęć, z których Noa czerpie chyba jakiś cień satysfakcji.
TaniecBiegły
Głównie sceniczny, ale i różne tańce dworskie, ludowe i towarzyskie dhampirek podłapuje niezwykle szybko (inna sprawa, że przez jego wzrost strasznie trudno dobrać dla niego odpowiedniego partnera/partnerkę). Często w tańcu wykorzystuje elementy z gimnastyki. Nienawidzi tej formy rozrywki.

Cechy Specjalne

Wampirze dzieckoZaleta
Jako syn wampira, dosyć silnego zresztą i wiekowego, samego Daniela Aberalda Orvallo, potężnego, przystojnego świra Noa odziedziczył… no, skoro jego matka była człowiekiem to on jest dhampirem. Z grubsza tyle. Nie musi się depilować i trochę sobie pożyje. Poza tym może się cieszyć wrodzonymi zdolnościami magicznymi i predyspozycją do uprawiania sztuki kilku rodzajów (choć najwyraźniej nie wszystkich). Z rasowych wad niewątpliwie przeszkadzać mu może podatność na srebro (dzieciak ma zostać jubilerem!) oraz ciągoty do krwi. Z cech ujemnych, a bardziej indywidualnych wyróżnia go słaby węch i smak (to chyba po ojcu), zredukowane kły (po matce) i dziewiczy wygląd (?). Żeby jednak nie kończyć na wadach (choć przecież bycie ślicznym to nie taka wielka wada) - Noiś może poszczycić się jeszcze szczątkową iprzyspieszoną regeneracją/i. Nie zasklepia ona poważnych ran i nie może uchronić chłopaka przed konsekwencjami obrażeń, ale usuwa dość sprawnie powierzchowne skaleczenia czy zadrapania, a także blizny powstałe na skórze (zwłaszcza kiedy dhampirek opije się krwi). Mimo wszystko nadal jest to mocno spowolniony proces, którego głównym plusem jest to, że chłopaczek może być stale tak samo piękny i nie musi obawiać się trwałego oszpecenia. Już widzę jak skacze z radości… ech, maruda.
SmakoszSkaza
Słabe powonienie i smak dhampirka odnoszą się głównie do wszystkiego, ale świetnie rejestrują cechy posoki. Dhampirek wyczuwa ją może nie z niewiadomo jakiej odległości, ale czuje wyraźnie. Każdy rodzaj tej cieczy jest dla niego wyjątkowy i gwarantuje niepowtarzalne doznania… bardzo mocne doznania. No cóż. Noa, mimo że posilać się krwią nie musi to uwielbia jej smak i zapach. Do tego stopnia, że kiedy ktoś się przy nim zrani trudno mu zachować nad sobą panowanie. Choć jedną krew lubi bardziej drugą mniej, zawsze chętnie skosztuje kolejnej. Kiedy przez długi czas nie pije potrafi zapomnieć o tej namiętności. Jednak kiedy się ponownie przyzwyczai potrzebuje długiego i intensywnego odwyku, żeby przestać szaleć.
Dwie prawe ręceZaleta
Noa umie posługiwać się w równym stopniu prawą i lewą dłonią, a także ruszać obiema niezależnie od siebie - jedną wybijać jeden rytm, drugą inny - prawą rysować w powietrzu symbol, lewą coś mieszać - nie dominuje też u niego żadna strona ciała. Te cechy były u niego wrodzone, ale ich rozwinięcie wymagało czasu. Świadczą też pewnie o jakimś rodzaju geniuszu lub nieprawidłowości rozwojowej. Przydają się jednak i nie uprzykrzają mu życia, więc korzysta z nich, nawet się nad nimi nie zastanawiając.
Lęki panienkiWada
Ostatnie czym pragnie się chwalić to to, że ma iście kobiecą fobię przed płazami. Pogardza tą cechą niemal tak samo jak własnym ciałem i traktuje jak wstydliwy sekret (oczywiście i tak o nim mówi, bo to jedna z jego strategii obronnych, ale woli nie pokazywać w praktyce jak bardzo za płazami… nie przepada). Tak naprawdę lęk ten nie jest jakoś wybitnie nasilony - bywały gorsze przypadki. Ale to jego lęk. Jego, chłopaka, dhampira, Noi - to ON się boi jakiś małych oślizgłych mutantów, nie wykreowana przez niego cherlawa postać małoletniej siksy. Dlatego wkurza się o to i kiedy chodzi o płaziki dyskretnie się wycofuje, aby przypadkiem nie zdradzić się upokarzającym, a donośnym krzykiem czy lekkim, a jednak wymownym napadem nerwowych drgawek.

Magia

PrzestrzeniAdept
Niegdyś skupiał się na przenoszeniu niewielkich przedmiotów i łączenia tej dziedziny z kreomagowaniem, później zaczął się rozwijać i w innych kierunkach. Obecnie jest w stanie przenosić rzeczy całkiem sporych rozmiarów, choć zwykle na większe odległości niż w obrębie pokoju (uważa, że to mu się nie opłaca - lepiej zmanipulować kogoś, aby je przyniósł niż bawić się z zaklęciami). Może też sprawić, by unosiły się na danej wysokości, co ułatwia ich przemieszczanie tradycyjnymi, fizycznymi metodami. Najnowszą umiejętnością Noi z zakresu magii przestrzeni jest przenoszenie samego siebie do obcych światów, co bardzo go fascynuje, ale i nie jest najbezpieczniejszym sposobem spędzania wolnego czasu. Jako ciekawostkę można dodać, że mimo takich podróży nadal ma problemy z teleportowaniem się w obrębie Alaranii. Cóż… nikt nie może być doskonały.
DemonówUczeń
Przyzywanie demonów i bestii z innych wymiarów jest całkiem ekscytujące, choć na razie trudno tu mówić o spektakularnych sukcesach. Noa nie przyzwie póki co nic co inteligencją dorównywałoby przeciętnemu człowiekowi, nawet jeżeli stworzenie byłoby malutkie. Łatwiej idzie mu odsyłanie demonów (o ile nie są zbyt szybkie), ale nemorianie nie muszą się go jeszcze obawiać. Raz na jakiś czas może wysłać siebie do Otchłani, ale musi uważać, by starczyło mu energii na powrót. Dziedzina demonów wraz z magią przestrzeni dają mu całkiem szeroki wachlarz możliwości, więc lubi wykorzystywać je jednocześnie i słabości jednej rekompensować zaletami drugiej.

Przedmioty Magiczne

Obróżka KoloniiZaczarowany
Przedmiot powszechnie służący rodzinie Orvallo do maskowania tatuaży na ciele niewolników. Za pomocą odpowiedniej magii lub zaczarowanych ‘kluczy’ mogą oni potem odsłonić na chwilę interesujące ich znaki nie zdejmując paska z szyi sługi. Zrobi to z resztą każdy kto wystarczająco dobrze włada chociażby magią iluzji. W przeciwieństwie do ‘odsłonięcia’ trudno całkowicie zdjąć czar z obróżki, dlatego obnażone zapiski prędzej czy później ponownie stają się niedostrzegalne.
Kolczyk AktoraZaczarowany
Niewielki złoty kolczyk, który Noa nosi jeśli nie w uchu to przynajmniej przy sobie (czasem nawet ukrywa go pod językiem, bo przedmiot działa tak długo jak styka się z ciałem dhampirka). Błyskotka nie tyle maskuje aurę chłopaka, co zmienia ją w zależności od zaklętej przez Noę i Lou iluzji potrzebnej na daną chwilę (tak by aura pasowała do obecnej roli rudzielca - zawsze jednej na raz). Mają jednak problemy ze zmienianiem wrażeń dotykowych. Czasami, jeżeli ‘przerobili’ większość cech emanacji, energia wyczerpuje się szybciej lub pojawiają się inne problemy (np. kilkugodzinne przerwy w działaniu przedmiotu).

Charakter

Noę można opisać na kilka sposobów. Warto jednak już na początku zaznaczyć, że dzieciak może być każdym kim zapragnie (oczywiście na ile pozwoli mu wygląd), więc zwykle poznaje się jedną z jego wykreowanych ról, a nie dhampirka takiego jakim naprawdę jest. On sam z resztą ma problemy z określeniem samego siebie - przez lata tłamszono w nim nie tylko charakter, ale i myśli - korygowano skłonności i decydowano za niego. Nawet jeżeli w końcu się to skończyło, to Noa był już dawno za stary aby się z tego otrząsnąć i wyrosnąć na normalną, w pełni samoświadomą istotę.

Oczywiście dojrzały na swój sposób jest… choć chyba lepiej było by powiedzieć ,,doświadczony”. Wiele już widział i wiele zrozumiał, ale pewne pierwiastki z dziecka i nastolatka, które nie miały okazji ujawnić się w młodości nadal w nim tkwią i niekiedy dopominają się o uwagę.
Tak więc mimo pewnego bagażu doświadczeń i dziewięćdziesięciu lat na karku nadal nie zachowuje się jak osoba dorosła, chyba że weźmiemy pod uwagę starego ekscentryka, dziwaka albo (ładniej to ujmując) artystę. Z resztą trudno mu odmówić wrażliwości na piękno i chęci (a może nawyku?) obcowania ze sztuką. Jeżeli to jednak chęć, to objawia się u niego w nie do końca oczywisty sposób. Stwierdzenie, że naprawdę lubi występować byłoby dosyć naciągane. Za to jest coś w poruszaniu ludzi… w szokowaniu ich, zadziwianiu, smuceniu lub oczarowywaniu. Coś co daje mu jak gdyby satysfakcję? Tak, chociaż Noi niewiele rzeczy sprawia przyjemność i ma mało zainteresowań to wpływanie na inne istoty jest czymś co w pewien sposób go podnieca. Lubi zachwycać się własnymi możliwościami w tym zakresie. W końcu umie oszukiwać przybierając rozliczne twarze, fascynować tańcem, grą czy śpiewem, a wreszcie zniewalać samym wyglądem (lub przynajmniej wprowadzać biedaków w konsternację).
Jest to dla niego rozrywka o tyle istotna, że nie raz pozwala sobie na wkupienie się w cudze łaski lub flirtowanie z kimś jako kobieta po to tylko, by wprowadzić nieco planowanego zamieszania w życie ofiary i pewnych towarzyskich kręgów. Jego celami zazwyczaj stają się arystokraci, szlachta czy inni bogaci lub popularni osobnicy, bo szczerze mówiąc - może ma do nich uraz? Choć to nie byłby jedyny powód. Zawsze tacy jak oni byli ponad nim - kierowali jego życiem, poczynaniami, a on bawił ich i usługiwał… nigdy nie powiedział, że tego żałuje - wtedy kiedy to robił był z tego nawet bardzo dumny. Jeśli dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków stawał się coraz lepszym i bardziej pożądanym niewolnikiem. Jego cena wzrastała i był tego świadomy. Lubił wiedzieć ile jest wart. I nauczył się, że to INNI to oceniają. Sam dla siebie… jest właściwie nikim. Brakuje mu jasnego wyznacznika, czegoś z zewnątrz co rozwiałoby jego wątpliwości - dlatego czasem zachowuje się tak nieodpowiedzialnie i szkodliwie dla otoczenia. Upokarzając lub kontrolując w jakiś sposób innych ludzi (zwłaszcza tych będących w jego mniemaniu ‘wyżej w hierarchii’) pokazuje sam sobie, że jest lepszy. To też wyjaśnia dlaczego mimo nietowarzyskiej natury stale dąży do przebywania z innymi - potrzebuje takiej otoczki, żeby się określić i mieć motywację do działania. Pozostawiony w dziczy na kamieniu najpewniej myślałby godzinami czy w ogóle warto wstawać, a potem uznał, że i tak nie ma na to siły, nigdzie by nie doszedł i w ogóle lepiej zgnić tam, nikomu nie zrobi to różnicy. Choć jedna osoba mogłaby nawet za nim tęsknić… czy Loiun poradzi sobie bez niego? To nieporadne dziecko dobroci? Akurat. Chyba jednak trzeba wstać i go poszukać. Choć lepszą motywacją byłoby czyjeś kpiące stwierdzenie, że Noa zwyczajnie nie da rady wrócić cywilizacji - to wystarczyłoby by dzieciak przeszedł i całe pasmo górskie, do tego nucąc wesołe piosenki. Nie dla pieniędzy - tylko dla rozdziawionej gęby niedowiarka i osobistej satysfakcji, że udało mu się zmiażdżyć jego pewność i zachwiać przekonaniami.

Dhampir mimo tego nie jest chyba taki do końca zły - próżno szukać w nim litości gdy ktoś mu podpadnie - ukochał też sobie manipulację i przemoc psychiczną. Jednak tak naprawdę rzadko kiedy bywa agresorem i nie dąży do tego, by fizycznie zrobić komuś krzywdę. Wydaje się raczej, że nie do końca pojmuje, że jego czyny, nawet jeżeli nie powodują powstawania krwawych ran są czynem mało chwalebnym. Jest trochę jak dziecko, któremu wydaje się, że robi po prostu to co dorośli. ,,Skoro oni mogą to dla czego ja nie?” I trudno zmienić jego nastawienie, skoro pod innymi względami jest jak najbardziej dorosły i uważa się za już ukształtowany byt. Jego spojrzenie na świat także nie jest typowo dziecinne, choć trudno uznać je za w pełni normalne jak na kogoś w jego wieku. W pewnych sprawach wykazuje się rozsądkiem, doświadczeniem i opanowaniem, w innych skrajną ślepotą, a jeszcze kiedy indziej lekką naiwnością. Ciężko więc przewidzieć kiedy jak się zachowa oraz jak należy go traktować. Na szczęście zwykle kiedy w kogoś się wciela jest mniej zmienny i problematyczny niż w rzeczywistości - może nawet robić za przyjaciela i wypadać w tej roli niezgorzej.
Prawdziwy Noa z kolei chyba nie uważa, że ma lub kogoś takiego. Pewnie sceptycznie podchodzi nawet do samego zjawiska (jak i do wielu innych w tym chociażby miłości). Większość pozytywnych uczuć i relacji potrafi wytłumaczyć na swój własny, całkiem logiczny, ale makabrycznie zdehumanizowany sposób i kurczowo się swoich opinii trzyma.

Żyjąc w takim dosyć przykrym świecie, w którym liczyć może głównie (jeśli nie jedynie) na siebie, oduczył się ufności i innych tego typu bzdetów. Oczywiście wie, że są ludzie ‘dobrzy z natury’ i nie omieszka ich wykorzystywać kiedy nadarzy się okazja, ale i tak wszystkich po kolei uważa za nieco bardziej tylko inteligentne, brudne zwierzęta. Włącznie z sobą oczywiście.

Moralności nie jest pozbawiony, ale jest ona bardzo specyficzna i raczej nie wpisująca się w ‘ucywilizowane’ standardy. Raczej też nie określa jej w ten sposób. Woli twierdzić, że jego zachowaniem kieruje instynkt, logika i umiejętność dostosowania się, ułatwiająca przetrwanie. Takie abstrakcyjne pojęcia jak ‘moralność’, ‘sumienie’ czy ‘honor’ traktuje jako zmyślną strategię słabeuszy, zaś zdrowych, silnych osobników, którzy się ich niezasadnie trzymają za idiotów.
A jednak, kiedy ktoś traktuje go zgodnie z nimi… no, jest w tym coś naiwnie miłego. Zwykle mogą liczyć potem na jakąś koślawą parodię rewanżu. Albo i nie, ale to nadal miły gest. Obrzydlistwo.

Noa ma negatywno-beznamiętne nastawienie do większości spraw. Niby walczy o przetrwanie, ale w sumie nie wie dlaczego - nie lubi się nad tym zastanawiać. Słabo znosi zostawanie samemu ze sobą z czasem na takie rozważania, bo pokrętne myśli nie dają mu wtedy spokoju. Zamiast tego woli się od nich odcinać i otaczać ciekawymi zjawiskami i wydarzeniami - choć z natury jest osobnikiem preferującym pozostawanie w cieniu to obecnie potrzebuje, by wokół niego działo się dużo. I to najlepiej jak najmniej przewidywalnych, a jak najbardziej zajmujących rzeczy. Troszkę w takim upodobaniu przypomina maniaka, ale nie zawsze - nie jest koniecznym przyzwanie demona siejącego terror by ‘dobrze się bawić’ (to jest zajmować się obserwacją). Czasem wystarczy mieć wgląd w relację między paroma osobami, znaleźć się w niestabilnym albo aż nad to stoickim środowisku. Puknąć jedną kostkę domina i rozsiąść się wygodnie.
Niekiedy Noa wkręca się bardziej w takie zajęcia i interweniuje częściej - nie za bardzo przejmując się konsekwencjami swoich poczynań. Nie jest jednak na tyle bestialski, by bez granic wyżywać się na niewinnych lub ‘miłych’ osobach. Jest w nim coś czego się wypiera, ale co zabrania mu znęcać się nad innymi. Czyżby owo sumienie, które ,,nie istnieje’’? Częstokroć bywa to też sam Louin, ucieleśnienie wszystkich cnót jakich rudzielec nie posiada - wbrew pozorom potrafi się dhampirkowi postawić i sprowadzić go na ‘odpowiednią’ drogę, a przynajmniej powstrzymać przed jawnym przekroczeniem granicy.

Całkiem łatwo i jednocześnie opornie idzie naprostowywanie Noamenima - nie jest wybuchowy ani zbyt porywczy, więc w idanym momencie/i da się bez większego problemu chwycić go za rękę i odciągnąć na bok. Najpewniej daruje sobie stawianie się i tylko wzruszy ramionami albo się naburmuszy. Jednocześnie przez upór i mocne ufiksowanie na własnych planach odnośnie innych ludzi, jeżeli zatrzyma się go przed zrealizowaniem czegoś raz - to spróbuje następny. I kolejny. I znowu… Konsekwentnie będzie dążył do zrealizowania zamierzeń i spokojnie będzie znosił cudze interwencje. Choć oczywiście i jemu zdarzają się napady szału…

W dużej mierze ‘wypalony’ i beznamiętny ma parę takich drobnostek co go potrafią poruszyć, zaciekawić lub wyprowadzić z równowagi.
Przede wszytskim - inni mężczyźni. Mimo bycia Noą, chłopak ma w sobie silną potrzebę rywalizacji i wiele z męskich zapędów. Lubi rozrywki tej płci (większość dla niego niedostępnych), tematy jakie faceci poruszają (chociaż rzadko kiedy umie się przyłączyć), niekiedy ich towarzystwo i wreszcie - konkurować z nimi. Choć nie wygląda, a często nawet się nie zachowuje potrafi obudzić się w nim zadziorny młodzian, a nawet bardziej doświadczony osobnik. Oczywiście faceci bywają różni, ale biorąc pod uwagę stereotypy Noamenim usilnie pragnąłby się w nie wpisać. Uwielbia mieć pewną pozycję wśród nich, za wszystko się w nim gotuje kiedy jakiś typek popatrzy na niego (kiedy tego nie planował) jak na niewiastę. Pochlebia mu za to spojrzenie pełne uznania lub zaakceptowanie jego płci i olewanie fizjonomii. Jeżeli coś jest w nim normalne to to, że w odpowiednich warunkach naprawdę umie zachowywać się jak zwykły człowiek i nawet się takim czuć.
Tylko że przy tym jak wygląda, co robi i jak żyje takie chwile ‘wytchnienia i normalnego życia’ trafiają mu się naprawdę okazjonalnie.

Wygląd

Dhampirek jak dhampirek. W dzieciństwie wyróżniała go sama rasa, choć tam gdzie się wychował wcale nie był jedynym jej przedstawicielem; kiedy zaś podrósł okazało się, że będzie… dość łatwy do scharakteryzowania oraz poznania w tłumie.
Dlaczego, skoro to tylko mieszaniec?

Być może, bo podrósł jedynie do wysokości karła (149 cm);
Albo to przez te jego soczyście rude włosy, które mogą robić za latarnię morską;
A może to kwestia tego, że jest niezwykle urodziwą niewiastą i mało kto by się za nim nie obejrzał.

Tak, Noa specyficznym wyglądem potrafi przyciągnąć jak magnes, choć charakterem równie mocno odpycha. Ale tradycyjnie zajmę się najpierw tym co lepsze (przynajmniej w jego przypadku będzie to milsza część).

centerCIAŁKO/center
Noa z wyglądu przypomina albo siebie samego (co jest dość oczywiste) albo młodą dzieweczkę. Jak już wspomniałam iśliczną/i młodą dzieweczkę. Oczywiście jego rzeczywista płeć nieco psuje początkowy efekt ‘słodkiej panienki’, ale za to powołuje do życia następny - i tak Noa staje się po prostu Noą. Nie ma na to lepszego określenia.
Z zewnątrz dhampirek przedstawia sobą obraz bezbronności i dziecięco-dziewczęcego uroku; jego smukłe ciałko jest drobne, choć widać zdrową porcję nienadużywanych mięśni, a także odpowiednią ilość tkanki tłuszczowej - ich wzajemna proporcja upodabnia go raczej do płci żeńskiej, czyniąc go miękkim i powabnym, wygładzając linie ciała, choć wąskie biodra i nogi o niezbyt wydatnych udach mogłyby należeć do chłopca, który nie wszedł jeszcze w okres dojrzewania. Pośladki jednak Noa ma mocno zaokrąglone i kobiece, jakby miało to rekompensować zupełny brak biustu. Ramiona wizualnie nie dodają mu masy czy siły, a niekrótkie kończyny wręcz jeszcze bardziej go wyszczuplają. Do całkowitego chudzielca mu jednak daleko, bo po pierwsze dobrze się odżywia, a po drugie żeński pierwiastek jego urody dba o to by przedstawiał się na tyle solidnie i apetycznie by nie bać się go dotknąć.
Wygląda więc delikatnie, ale nie krucho - na taką dziewczynę co potrafi słodko zasnąć w ramionach swojego księcia, ale i dać w pysk obleśnemu potworowi (albo na odwrót, bo coś nie widać po nim słabości do książąt).
Kto zaś dostałby w twarz, dostałby dłonią małą, choć mocną; już nie dziecięcą, ale jeszcze nie dojrzałą. Smukłe palce Noi są jednak silniejsze niż mogłoby się wydawać - doskonale nadają się do pracy wszelkiego rodzaju, a ich chwyt mógłby być zabójczy dla niemal każdej doniczkowej rośliny. Po często zniszczonych paznokciach widać z resztą, że chłopak regularnie używa tej części ciała i wcale jej nie oszczędza.
Jego stopy są podobne w formie - dość skromne jeśli o wielkość chodzi i zniewalająco zgrabne, pasują raczej do eleganckich pantofelków niż traperskiego obuwia, ale na dobrą sprawę - kopnąć się nimi da. Co prawda żeby odniosło to jakiś skutek trzeba dobrze wycelować, a przy co bardziej rosłych facetach Noa musi podnieść nogę niewygodnie wysoko… ale da się.

centerKONDYCJA/center
Chłopak mimo tych niedogodności nie prezentuje sobą niewieściej słabości w sposób całkowity i niezaprzeczalny.
Wyżej wspomniane biodra i (stosunkowo) długie nogi ułatwiają mu bieg, a samo ciało jest gibkie i nieźle już rozciągnięte, choć jego wydajności daleko do młodzieńczych standardów - niewielka klatka piersiowa oraz brak zamiłowania do bezsensownego wysiłku plasują go w zawodach wszelkiego typu gdzieś pomiędzy młodszą siostrą, a kulawym sąsiadem. Dobre jednak i to.
Warto dodać, że choć Noamenim faktycznie nie przebada za wysiłkiem ‘bezsensownym’ to regularnie ćwiczy gimnastykę, by nie być całkowitą mizerotą (plus to się czasem przydaje). Co prawda to nie to samo co machanie ciężarkami czy ‘trening woja’ i wyrabianie bicepsów wraz z kaloryferem, ale… no, dobre i to. Dzieciak nauczył się chwytać każdą, nawet najbardziej beznadziejną okazję.

centerTWARZYCZKA/center
Przestał też łudzić się, że kiedykolwiek zacznie przypominać mężczyznę, porzucił więc próby przeistoczenia swojego ciała na siłę. Nie dekoruje się jednak jak baba, a o urodę dba w granicach rozsądku i przyzwoitości, bo lubi być wypielęgnowany, a przede wszystkim - czysty. Widać po nim uwagę jaką do tego przykłada.
Chociażby jego skóra jest wręcz nieskazitelna. Miękka i z natury nie skłonna do wysychania, przyjemna w dotyku i pozbawiona włosków czy nawet meszku (typowa cecha mieszańca) jest przez niego stale (i w miarę możliwości) dopieszczana olejkami i kremami, o zwykłym mydle już nie wspominając. Charakteryzuje się jasnym odcieniem cielistego różu o łagodnym przechodzeniu z jednego tonu w drugi. Owych odcieni na całym Noi znalazłoby się i z dziesięć, ale to właśnie sprawia, że wygląda on tak zdrowo i… ludzko.
Naturalne rumieńce na policzkach i nosku dodają mu filuternego uroku (nie je trafi!), a ciemne, równomierne przebarwienia na powiekach idealnie zastępują makijaż, którego dhampir nigdy (w normalnej sytuacji) by na siebie nie nałożył (niech trafi je jeszcze bardziej!). Usteczka niezadowolonego ze swojego wizerunku chłopca wyglądają raczej dyskretnie, ale nie mniej nęcąco niż reszta - drobne i subtelne w barwie, która wcale nie odbiega tak bardzo od reszty skóry, mają wydatną dolną wargę kojarzącą się z obietnicą łagodnej miłości, a górną z drapieżnym wcięciem przywodzącą na myśl chutliwą pokusę. Zwykle wykrzywione w grymasie niezadowolenia lub pozostawione głębokiej melancholii, mogą stworzyć sobą uśmiech: cwany, przewrotny, chytry, złośliwy, ponętny, hultajski, zuchwały czy kpiarski i odsłonić równe, perliste ząbki, a także dwa, niezbyt długie, ale za to szerokie kły. Chociaż prawdę powiedziawszy, podobne są one bardziej do zębów niezdecydowanego w diecie wszystkożercy niż wyrafinowanej broni rasowego krwiopijcy. Nie rzucają się w oczy i nawet wyszczerzone nie koniecznie muszą zdradzić rasę chłopca - niejeden człowiek, nie mówiąc o zmiennokształtnych miał bardziej pokaźną i wyraźniej zaznaczoną tę część uzębienia. Nie są także wybitnie ostre - trudno jest nimi naciąć skórę, a co dopiero zrobić to precyzyjnie - z tego względu ugryzienie Noi jest zazwyczaj wyjątkowo nieprzyjemne i pozostawia po sobie więcej niż dwa, charakterystyczne ślady. Jeżeli więc dhampirek odczuje specyficzne pragnienie i poprosi, by nalać mu krwi do szklaneczki - lepiej to zrobić, oszczędzi to wszystkim szarpaniny i niepotrzebnych blizn.

centerMORDKI CIĄG DALSZY/center
Sięgając wzrokiem powyżej ust - nos dhampirka bardzo pasuje tak do reszty jego fizjonomii jak i szczątkowego zmysłu węchu - jest niewielki, o małych nozdrzach i leciutko zaokrąglony na końcu. Przypomina nosek dziecka i właściwie do niczego nie służy.
Jego przeciwieństwo stanowią natomiast oczy, które jednak pomagają chłopakowi odbierać bodźce z otoczenia - duże i wyraziste, choć zdecydowanie wąskie, podkreślone wyżej wspomnianymi cieniami, od razu przykuwają uwagę i potrafią ją długo utrzymać. Niektórzy mówią, że mogą nawet zahipnotyzować. Nie jest to prawda w dosłownym znaczeniu - po prostu mają w sobie coś przyciągającego, jak inne ładne rzeczy, a to, że dhampir jest urodzonym manipulatorem i ludzie czasem przy nim głupieją to inna sprawa. Trudno powiedzieć czy same tęczówki mają jakiś urzekający kolor - jest to polowa szarość, raczej matowa i niepowalająca jaskrawością czy nawet zwykłą intensywnością (taki ni to niebieski ni brudny zielony, ani też naprawdę szary). Otaczają ją jednak wyraźne, czarne obwódki, dosyć grube, a tuż przy samej źrenicy miejsce swoje znalazł jasny odcień pomarańczu. iTo/i już może być uznawane za ciekawe zjawisko, podobnie jak fakt, że źrenice Noi zwykle pozostają mocno zawężone i rzucają ostre, przeszywające spojrzenia. Może się też w nich odbić wyzwanie, pogarda, czujność, czy zaciekawienie, a czasem nawet i tęsknota, ale na próżno szukać w nich niepatologicznej radości, zdrowej ekscytacji czy o dziwo - strachu (chyba, że bardzo mu zależy, by takie uczucia udawać). Oczy dhampira pozostają co prawda młode, ale wewnętrznie przygaszone - zrezygnowane i obojętne na większość spraw.
Zapomina się o tym jednak dość często kiedy się na nie patrzy, gdyż ich kształt jest bezczelnie wręcz uwodzicielski; wydają się być kokieteryjnie przymrużone, a na dodatek rzęsy je okalające są gęste i intensywnie czarne - jaki więc mężczyzna myślałby o tym co powoduje tą śliczną dziewuszką, kiedy może wyobrażać sobie co sam chciałby z nią zrobić? Jeżeli zaś chodzi o kobiety to przeważnie trafnie odczytują gburowatość lub niechęć kryjące się za fizyczną zasłoną i adekwatnie do tego nie śpieszą tej marudnej, aroganckiej dziewczynie na pomoc.
Ciemnorude brwi mocno podkreślają te niezbyt chlubne cechy charakteru oraz parę im pokrewnych. Cienkie i równe, bez żadnego regulowania za pomocą pęsety, znajdują się co prawda dość wysoko nad oczodołami, ale mimo tego zachowują chmurność wyglądu ślicznej buźki dzięki temu, że od zewnątrz zaczynają się łagodnym łukiem, po czym stanowczo opadają, w miarę zbliżania do nasady nosa.
I tak Noa, nawet przy rozluźnionych mięśniach wygląda na stale lekko poirytowanego. Zalicza to sobie jednak na plus, bo po pierwsze nie chce wcale wyglądać miło, a po drugie, później (jeżeli w ogóle) dorobi się zmarszczek. A miał się ponoć nie przejmować wyglądem…

centerCZUPRYNKA/center
Trochę się jednak najwyraźniej przejmuje, chociażby dlatego, że został obdarzony niedającym się wykorzenić zmysłem estetycznym - za dowód posłużyć mogłyby włosy, a konkretniej fryzura, gdyby nie to, że ewidentnie stara się mieć ją gdzieś. Same kłaczki zawdzięczają Noi tyle, że czasem je czymś nasmaruje (no i oczywiście myje je regularnie). Aż trudno uwierzyć, że coś takiego nie powstało za pomocą lat pielęgnacji i magicznym specyfikom, ale prawda jest taka, że włosy chłopca zawsze były takie jak w chwili obecnej. Mocne i grube, do dziś cechują się aksamitną gładkością, która podkreśla ich mocny, wynaturzony wręcz połysk. To właśnie on sprawia, że rudy garnek na głowie Noi mieni się całą gamą ciepłych barw, od złocistych refleksów, przez płomienne pomarańcze i ceglaną czerwień aż do głębokich brązów. Jeżeli oczy i ogólnie cała twarz dhampirka mają z czymś konkurować to właśnie z tym elementem jego urody. Może ktoś stwierdziłby, że w takim razie chłopaczek powinien mieć włosy znacznie dłuższe i je eksponować, ale on nie popiera tego pomysłu. Fryzurę ma, nie da się ukryć, dziewczęcą. I to na własne życzenie. Ale nie chce udziewiczać jej bardziej. Nie mówiąc już o tym, że dłuższe włosy byłyby zwyczajnie upierdliwe dla kogoś, kto nie ma życzenia się nad nimi roztkliwiać.
Z kolei jeżeli chodzi o obecną koafiurę to… odkąd pamięta miał właśnie taką; w miarę równa grzywka nie sięgająca powiek, a reszta postrzępiona tak, by najwięcej pasemek kończyło się mniej-więcej na linii szczęki. Na mokro. Kiedy są suche unoszą się lekko i wykręcają, w większości do wewnątrz i zachodzą mu na policzki, co tworzy ów kobiecy garnkochełm przyozdabiający jego czaszkę. Trzeba przyznać, że wygląda to całkiem atrakcyjnie. Dlaczego więc nie chcący się podobać mężczynom Noa nie zetnie się na ,,chłopaka”?
I to już jest kwestia w dużej mierze estetyki. Przy tak zniewieściałym ryjku, bardziej samcza fryzura wyglądałaby równie niewłaściwie co broda (nie mówiąc o tym, że udawanie kobiety jest mu czasem na rękę). Zostawił więc sobie wizerunek jaki pamiętał, i do którego się przyzwyczaił. Nie musi tak ściętych kudłów upinać, nie zachodzą mu na oczy i nie wpadają do talerza. Jest w porządku. Nie chciał się natomiast bawić i kombinować z minimalnymi zmianami - skoro jest wygodnie to niech i szablon pozostanie taki sam.
Taka fryzura zakrywa też pewien specyficzny (kolejny specyficzny) element jego urody - uszy. Co może być nie tak z uszami? Mogą mu się nie podobać, ale nieee… do końca o to chodzi. W przypadku dhampira problem nie polega na tym, że jego małżowinki są brzydkie, albo płatki zbyt rozciągnięte - równiutko osadzone, proporcjonalne i przylegające uszka prezentują się niezgorzej. Wręcz dobrze. A nawet lepiej. Z tym, że prawe jest szpiczaste, a lewe zaokrąglone.
To już jednak jest pewna asymetria.
No i nie chodzi tu o to, że lewe zostało przycięte - Noa urodził się z tym mankamentem. Mankamentem, który często podnosił lub obniżał jego cenę na niewolniczym rynku, a także który nauczył się w końcu wykorzystywać do własnych celów. Jak prawie wszystko czym został obdarzony w zamian za androgyniczne ciało i bycie pokurczem.

centerMORDKA POWRACA!/center
Przede wszystkim używa swojej przecudnej facjatki. Okrągła buźka o subtelnych, miękkich rysach, delikatnie zaznaczonym podbródku i wydatnych, rumianych policzkach jest zwykle odbierana jako urocza lub nawet śliczna. Do mężczyzn może przemawiać jej panieński charakter (bardziej panieński niż u większości kobiet, o zgrozo), a do przedstawicielek płci pięknej jej nienachalność połączona z dziecięcymi detalami.
Tylko ten jej wyraz!

Noa już wprawił się w tym, by mimo buźki aniołka odstraszać potencjalnych rozmówców swoją mimiką. Jedynie noskiem nie nauczył się jeszcze wyrażać pogardy, niechęci czy z złości, ale z drugiej strony przy aktualnym zestawie nie jest mu to jakoś na gwałt potrzebne.
Ma w końcu jeszcze ton, gesty i postawę. Gość musi być niezły, skoro nie wychodzi z tym wszystkim na wściekniętego pieska-miniaturkę, tylko na prawdziwą, oburzoną dziewuszkę.

centerWOKAL/center
Jego głos pasuje do reszty cielesnych atrybutów - jest żeński, a Noa potrafi nim sprawnie manipulować. Ma bardzo szeroką skalę; chłopak śpiewa czysto, przeważnie sopranem, ale może zejść do mezzosopranu, a w mowie także do dolnych partii altu. Normalnie brzmi jak młoda kobieta, z głosem średnio wysokim, o ciemnej barwie, ale umie też udawać dziecko, dziewczynkę lub chłopc… brzmieć jak chłopiec, którym w końcu jest. Męskie tony są jednak dla niego nieosiągalne i najprawdopodobniej - nigdy nie będą.

Nie nadrabia tego wcale barbarzyńskim słownictwem czy karygodną bezwstydnością w mowie. Jakoś nigdy nie zauważył, by wulgarność mu w jakikolwiek sposób pomogła, a wręcz bywał za nią srogo karany. Stąd też nie wyrobił sobie odruchów przeklinania wszystkiego w najgorszy (i najprostszy) możliwy sposób. Nie znaczy to, że nie okazuje swoich negatywnych emocji (te potrafi bezkonkurencyjnie wyrażać całym swoim jestestwem, choć niewerbalnie), albo że nie ma ciętego języka w ogóle. Jego kąśliwe uwagi są jednak często zawoalowane, ukryte - tak by rozmówca nie mógł mu nic zarzucić, a on jednak miał tę swoją satysfakcję. Jeżeli zaś nie musi się hamować sięga po dotkliwą krytykę, podłe docinki lub po prostu przekorną ironię, pozostawiając bluzgi i epitety na wyjątkową okazję.

centerPOSTAWA/center
Zamiast uwłaczać sobie obscenicznością, Noa zdecydował się na inny sposób podkreślenia swojego podejścia do świata, a przy okazji dania wyrazu temu, jak postrzega w nim samego siebie (lub wręcz przeciwnie - odpowiednio to ukryć).
Mimo karlej figury chłopaczek stoi nienagannie wręcz prosto, sztywno, a głowę ma podniesioną, nawet jeżeli lekko opuszcza podbródek. Niekiedy nieco ją zadziera, ale powiedzmy sobie szczerze - chciałby czasem popatrzeć w twarz rozmówcy.
Jego ruchy są nieszybkie, choć potrafią zaskoczyć gwałtownością - a jednak każdy ma być tak stanowczy jak i przemyślany, dopasowany do sytuacji i nad wyraz precyzyjny. Mimo tego nie wydaje się, aby każdy był sensowny i do czegoś potrzebny - wbrew wrodzonej powściągliwości chłopak gestykuluje dużo, ale za to bardzo czytelnie, całymi dłońmi, rękami i ciałem. Oczywiście jeżeli może. Patrząc na to wszystko odnosi się wrażenie, że są to ruchy wyuczone. Nie do końca naturalne. Z jednej strony nie zdradzające wszystkiego, z drugiej - aż nazbyt jasne, otwarte i żywe. Zupełnie jakby młodzieniec był poruszaną przez kogoś lalką, kukiełką. Nie każdy wyłapie tę subtelną niezgodność, ale w dużej mierze gesty nie pokrywają się wcale z jego myślami. Czasem coś zgrzytnie. Oczy błysną, głowa się przechyli, dłoń zadrży. Trudno zapanować nad wszystkim. Ale lata ćwiczeń zrobiły swoje.

Tak więc teraz nie kuli się tylko odsuwa, nie ucieka wzorkiem, a zaatakowany próbuje się bronić. Lubi stać twardo, krzyżować ręce na piersiach, kłaść nogi na stole (o ile poczuje się zbyt pewnie) i opierać o ściany, ale gdy siedzi przybiera najczęściej postawę grzecznego, pewnego siebie babiszcza, ze skromnie złączonymi nogami i hardo wyeksponowaną klatką piersiową lub jego ‘znudzoną’ wersję z kołyszącymi się w powietrzu kończynami i pochylonym grzbietem (tak wróżkowo). Od czasu do czasu rozwala się jednak na krzesełku jak wulgarne panisko i wtedy wiadomo, że jest w dobrym humorze.

Jak panisko za to nie chodzi, bo robi to zbyt zgrabnie i zgodnie z wrodzonym niewieścim urokiem - a im wolniej tym z większą lekkością, stawiając ostrożnie delikatne stópki na złowrogiej ziemi. Wkurzony potrafi natomiast wybić się przed gromadę krokiem gotowego do walki koguta, a jak stoi to w pozycji typowo męskiej, która wydaje się do niego zadziwiająco dobrze pasować. Właściwie znaczna część jego aż nazbyt gładkich ruchów cechuje się niezbywalnym samczym wigorem, choć nie da się ukryć tkwiącego w nich kobiecego wdzięku i delikatności. Choćby Noa przez następne kilkadziesiąt lat próbował, nie zetrze z siebie tej wychwalanej przez jednych i wyśmiewanej przez drugich skazy.

centerZNAKI SZCZEGÓLNE/center
Ukryć mógł jednak co innego - choć nie sam, a z polecenia i za pomocą otrzymanego, zaklętego przedmiotu, z którym do dzisiaj się nie rozstaje. Jest to czarny pasek z dziwnego, trudnego do zidentyfikowania materiału przepuszczającego powietrze, rodzaj obróżki, którą Noa nosi na szyi. I nigdy nie zdejmuje. Może być nagi, może być w ubraniu, jeść, myć się czy spać - ona tam będzie, zawsze na swoim miejscu. Powodów, dla których ją nosi jest wiele, ale jedna rzecz może wyjątkowo dawać do myślenia - nie widać na niej żadnego zapięcia. Chłopak nie mówi czy może się jej pozbyć czy nie; nie widać jednak by się do tego kwapił.
Poniekąd trudno się mu dziwić - bo czy ktoś zamiast naszyjnika wolałby mieć na czole wielki, czarny tatuaż, będący ni mniej ni więcej znacznikiem z Kolonii Niewolników?
No może. Noi byłoby wszystko jedno, gdyby nie fakt, że lubi ukrywać informacje o sobie. Sądzi, że daje mu to więcej możliwości.
Tak więc magiczna obróżka zostaje na miejscu, a czarnych śladów nie widać. Gdyby jednak ktoś osłabił na chwilę czar (co nie jest niemożliwe) zobaczyłby ciąg znaków wyglądający mniej więcej tak:
iX12-ih/i’1627
◎2’34S▲/i

A pod nim, drobniejsze:
iih/i’1598/i

Te dziwaczne zapiski dla niewtajemniczonych nie znaczące właściwie nic, w rzeczywistości dokładnie opisują dhampirka - między innymi jego rasę, numery, płeć, wiek i pochodzenie. Nie są z resztą jedynymi, które posiada, bo na jego ciele umieszczona jest także ihistoria właścicieli/i urwana w momencie porwania oraz parę innych drobiazgów.

centerUBRANIA/center
Co do drobiazgów - Noa nie nosi biżuterii (chyba, że jakąś wyjątkowo wymyślną jeżeli mu się spodoba), a czasami w ogóle niczego. Oczywiście nie w miastach - nie jest idiotą - ale na łąkach czy po wsiach może latać nagusieńki, o ile pogoda sprzyja. Niby dziwne zachowanie jak na kogoś kto nie chce być atrakcyjny, ale ma swoje pokrętne uzasadnienie - nikt nie weźmie go wtedy za dziewczynę (przynajmniej nie od przodu). Bo niestety niemal w każdym ubraniu Noa wygląda bardziej kobieco niż kiedy jego ciała nie zasłania nic. Czy będą to obszarpane lniane spodnie, jedwabna tunika, bawełniana sukienka czy gabardynowy płaszcz. Nie pomoże też żaden kaftan czy najbardziej męskie rajtuzy - jeżeli widać jego twarz sprawa jest z góry przegrana.
Ulubionym strojem Noi pozostają więc ,,nowe szaty cesarza” niewidzialne tak dla głupców jak i dla całej reszty. Poza tym jest mu wszystko jedno; nie chce marznąć ani się przegrzewać. Chyba lubi skórki. Ma słabość do pożyczania (za dużych nieco) ubrań Louina czy innych znajomych - dzięki temu nie musi dźwigać własnych, a i jak coś się popruje to mniejsza strata…. Niestety mało kto ma ciuchy w jego rozmiarze, czasem więc zdarza się, że musi paradować w przepasanej sznurkiem męskiej koszuli sięgającej kolan.
Z kolei obuwie zwykle ma swoje - przeważnie lekkie sandałki różnych rodzajów. Najczęśiej słomiane, plecione własnoręcznie przez elfa (tak najtaniej), ale czasem nabywa skórzane. W chłodniejszych okresach ociepla je futrem, a kiedy może zdobyć prawdziwe zimowe buty nie gardzi nimi - ostatnie czego chce to dostać odmrożeń.
Trudno powiedzieć czy ma jakieś preferencje co do kroju, koloru czy tkanin - zależy mu głównie na tym, aby to co nosi było czyste i dopasowane do warunków otoczenia. Może być nawet szorstkie i gryźć się z jego włosami.

centerPRZEBRANIA/center
Osobną kategorię stanowią przebrania dla jego kolejnych ‘wcieleń’. Wtedy potrafi wykazać się niezwykłym okiem i pierwszorzędnym smakiem (lub jego brakiem, zależnie od potrzeb). Razem z Lou potrafią zdziałać w tym temacie cuda (znaczy Noa powie co musi przerobić na co, a elf to zrobi). Jednak poza ubraniami wszystko inne zależy już tylko od rudzielca - może sobie nawet zrobić ten znienawidzony makijaż (i wychodzi mu dobrze!). Dba o zmianę postawy, gestów, szybkości ruchów czy stylu wypowiedzi. Potrafi udawać akcenty, zmieniać głos, a także przekręcać swój charakter o 180 stopni i wytrzymywać tak po kilka tygodni bez przerwy. Trochę mu przez to odbija, ale w końcu ma kogoś, kto go potem przywoła do porządku.

Historia

centerXXXX ~ 1 ~ XXXX/center
centerKolonia/center

Różnym ludziom pisane są różne rzeczy. Niektórzy z nich nawet nie rodzą się ludźmi, choćby i zostali poczęci w łonie najbardziej ludzkiej matki. Nie, niektórzy z nich są czarodziejami półkrwi, inni półelfami, a jeszcze inni chociażby takimi dhampirami.
Tak też i Noamenim, jeszcze zanim otrzymał imię czy stał się choćby czymś przypominającym humanoida już był potomkiem potężnego, tysiącletniego wampira, który nigdy nie zbratałby się (ładne określenie) tak bardzo z jednym ze swoich niewolników płci żeńskiej, gdyby nie fakt, że odpijało mu już od czterech setek. Lat.
Dokładny opis poczęcia mieszańca można od biedy pominąć, choć okoliczności przyrody były nader sprzyjające tamtej nocy. Z resztą - sam Noa nie dowiedział się nigdy jak to naprawdę wyglądało (widocznie biedak przegapił swoją edukację do życia w rodzinie), ale wszystko wskazywało na to, że zakazana para spotykała się ze sobą przez jakiś czas. Tak ze 3-4 razy. Oczywiście potajemnie, więc wiedzieli o tym tylko niektórzy (jeden sektor Kolonii), a jeszcze mniej o tym mówiło. W końcu było to bardzo nie na rękę Panom, by roznosiły się plotki o tym jak najstarszy z nich, głowa rodziny, zabawia się z ludzkim zwierzątkiem. Pięknym i wcale niewinnym, ale zwykłym człowiekiem, w dodatku o mocno ograniczonych prawach. Mając żonę, czworo (3 i pół - bo jedno uciekło) dzieci i potężnego teścia. Bardzo potężnego teścia.
Dlatego też kiedy urodził się Noa jakoś nikt szczególnie się nie cieszył. Chociaż nie - właściwie to cieszyli się wszyscy. Wszędzie było hucznie i kolorowo, tańczono, śpiewano i jedzono. Były to ostatnie dni miesiąca Smoka, więc Święto Życia trwało w najlepsze. Tak, Kolonia obchodziła to święto, nikt im tego nie zabraniał - byłoby to bardzo nierozsądne przy takiej ilości osób o różnym pochodzeniu, ale zazwyczaj znających i ceniących Alarańskie tradycje. Tak czy inaczej w ogólnym rozgardiaszu, narodziny rudego niemowlęcia przeszły bez większego rozgłosu. Umyto je, pobieżne zbadano i odpowiednio naznaczono - tatuażem mającym już zawsze mówić skąd się wzięło i kim jest, a pewnie także kim będzie.
Niestety.
Niestety, bo wyraźny czarny ,,X” na czole malca nie był najlepiej widziany w pewnych kręgach. W wampirzych kręgach. Był to zakazany produkt takiejż miłostki - świadczył źle o rodzinie Orvallo, której przywódca miał ze sobą problemy. Większość arystokratów produkt ów zniesmaczał. Inni natomiast byli w stanie ominąć kulturowe wymogi i zapłacić krocie za odrobinę krwi…
Ale najpierw należałoby coś wyjaśnić:
Kilka stuleci temu, Kolonia Niewolników założona przez rodzinę Orvallo połączona została (sposobem matrymonialnym oczywiście) z ,,Manufakturą Krwi” rodu Rosic’ów. Od tego czasu charakter ,,zakładu” zmienił się nieco i większość tamtejszych mieszkańców traktowana jest nie tylko jak służba czy siła robocza, ale i cenne naczynia pełne krwi kontrolowanej jakości (stąd badania noworodków). Pojawiły się nowe oznaczenia i polityka prowadzenia tej… działalności. O dziwo, dzięki wpływom Pani Rosic i jej rodziny, a także specyfiki krwi jako takiej, komfort życia niewolników znacznie się poprawił, choć w zamian za lepsze traktowanie stali się częścią hodowli mającej na celu uzyskanie coraz lepszych (bo smaczniejszych) osobników.
,,X” oznaczał, jawnie i bezpardonowo, że jeden z nich nie nadaje się do użytku.
Do użytku w najpopularniejszym tam sensie - pozyskiwania wampirzej pożywki, bo z innych robót ,,X” wcale nie zwalniał. Wręcz przeciwnie - od razu można było przewidzieć pewne predyspozycje malucha.
Ów ,,X” był bowiem literą używaną przy narodzonych w Kolonii dhampirach. Znamienne było też to, że pod kodem głównym (tym większym tatuażem na czole) znajdował się tylko jeden numer - matki. Ojca cichcem pomijano, bo po pierwsze ON na pewno nie miał własnego kodu, a po drugie wielki napis ,,DANIEL ORVALLO DZIĘKUJE I ŻYCZY MIŁEGO ŻYCIA W KOLONII” byłby bardzo nie na miejscu.
Powiedzieć jednak, że maluch stał się z miejsca skreślony byłoby na wyrost. Jak już wspominałam - niektórzy byli gotowi zapłacić sporą sumkę za skosztowanie go. Krew dhampira była bowiem rzadkością. Wampirów nie trzymało się jako niewolników. Oni tu byli Panami. Lub podwładnymi Panów, ale zawsze stali ponad Kolonią. Kontakty z niewolnikami (zwłaszcza bliższe kontakty) były zabronione. Oficjalnie więc nie chwalono się ewentualną dostępnością ,,X”, bo i nie był to powód do dumy. Także dla tych, którzy ewentualnie byliby zainteresowani kupnem. Pić z pół-wampira przez wielu uważanych było za niestosowne. Noamenim przekonał się jednak, że amatorów jego smaku jest wielu, choć to oczywiście kiedy już podrósł.
Zasady.

Zanim jednak zetknął się z tym wszystkim był małym, pulchnym niemowlęciem o nielicznych, rudych kłaczkach. Na początku niepokoiła niektórych deformacja jego uszu (znaczy ich niesymetryczność), ale aura była jak najbardziej czysta i prawidłowa. Chłopcu (o którym nie wiedziano wtedy, że wyrośnie na dziewczynkę) nadano imię Noamenim - w skrócie Noa.
Noa… piękne miano. ,,Noa” . W pewnym języku nawiązywało do wschodu słońca, początku i nowego życia. W sam raz dla kogoś urodzonego w czasie Wielkiego Święta, a o kim napisano, że przyszedł na świat w miesiącu Sowy - miesiącu oznaczającym początek nowej drogi. Nie była to pomyłka czy przypadek z tą zamianą Smoka na Sowę - dokładną datę zapisywano w spisie, jednak miesiąc na kodzie, pozwalający szybko określić wiek dobierany był na podstawie przybliżenia. Wygodniej było uznać, że dhampir urodził się w nowym roku niż zawsze mieć na uwadze te 2 czy 3 dni. Tak więc dzieciak urodził się nie wtedy kiedy się urodził, ale nikomu nie robiło to różnicy. Tak samo jak jego imię, którego skrót co prawda był piękny i romantyczny (i nieco żeński), ale które jako całość oznaczało ,,początek czegoś złego: gnicia, zepsucia (na przykład)”. Nieco złowróżbnie, ale ostatecznie młody rudzielec nie przyczynił się do upadku Kolonii, ani nawet do szkód większych niż przesunięcie jakiegoś kamyka z pobocza ścieżki na jej środek. Co prawda ktoś zawsze mógł się o niego potknąć i wywrócić (o kamyk, nie Noę) albo wbić go sobie w stopę, a jakby ktoś ważny coś by sobie zrobił mogłoby mieć to bolesne w skutkach konsekwencje dla jakiegoś arystokratycznego rodu, powodując nawet jego upadek! Tyle, że po pierwsze - ważne były tam głównie wampiry (regeneracja), a po drugie - Noa nie miał takich destruktywnych wibracji, by żwirkiem rozwalić panujący system. Nawet z resztą nie myślał o rozwalaniu go. Co prawda bywał nieco niszczycielski i kiedy dzieciaki grzebały się w piachu on był tym, który z lubością niszczył budowle kolegów; kochał też obrywać liście z drzew (czy bardziej krzaków przy jego wzroście) i wrzucać kwiatki w ognisko, ale ostatecznie nie przerodziło się w to w agresję skierowaną ku humanoidom. Przynajmniej nie w młodszych latach.

Młody Noa był bowiem raczej zdrowy psychicznie; ciekawski lecz dosyć cichy. Można by powiedzieć, że nieco nieśmiały. Trzymał się sukienki swojej opiekunki, ale w znajomym środowisku poruszał się pewniej i potrafił być odpowiednio asertywny. Za młodu nie miał wielu trosk, ani najmniejszych problemów z dostosowywaniem się do zasad - a w tym przypadku pierwsze wynikało z drugiego. Czasem nie chciał czegoś zjeść lub się awanturował, ale to przy innych o takim samym statusie jak ok - kiedy nadchodzili Państwo, przezornie zamierał.
Wampiry budziły w nim należyty strach i odruchowo okazywał im głęboki szacunek, nawet jeżeli nie do końca jeszcze pojmował co to właściwie jest. Przy organizowanych przez nich ,,kontrolach” najlepiej poznał swoją siostrę, o której nie wiedział przez dłuższy czas, że dzieli z nim ojca, ale która cieszyła się wśród niewolników wyjątkowo dobrą opinią. Agata bardzo dobrze ich traktowała i wykazywała się tak rozsądkiem jak i sercem - Noę zaś oglądała zawsze osobiście, choć niewiele mu przy tej okazji mówiła. On z resztą nie pytał. No, może później, kiedy nieco się polubili, albo przynajmniej kiedy poczuł, że Pani nie patrzy na niego z nienawiścią. Nie, ona tak nie patrzyła. Jej spojrzenie kierowane na żywą własność było zawsze wyjątkowo rozumne i czułe. Jednak przy Noamenimie często wzdychała i wznosiła oczy ku niebu, bądź ręką rozmasowywała czoło. Nie nielubiła chłopaczka - był jednak przypomnieniem, że jej ojciec (ich ojciec) staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Nie traktowała też Noi jak brata. Utrzymywała dystans i nigdy go nie zmniejszała. Była realistką, arystokratką, która wiedziała gdzie jest miejsce każdego z nich. I w przeciwieństwie do co poniektórych potrafiła się zasad trzymać.

Noa też się ich trzymał. Tylko nie wszystkie poznał. Albo raczej - poznał ich mało popularne, bądź wynaturzone odmiany. Zwłaszcza jeżeli chodziło o rodzinę, prywatność, czy niektóre wartości moralne. Oczywiście też bez przesady - w tej części Kolonii było nadzwyczaj spokojnie. Bójki były zabronione odgórnie, a nakładano za nie takie kary, że zazwyczaj każdemu odechciewało się na wstępie. Chłopak wychowywał się więc widząc nad sobą władzę absolutną, a wokół siebie - istoty mu równe. Był chroniony w zamian za posłuszeństwo i uważał to za naturalne. Docenił to jednak dużo później - kiedy dowiedział się, że istnieje coś takiego jak ,,przemoc” pomiędzy sobie równymi.

Wśród dzieciaków dochodziło czasem do przepychanek. Młodzież z kolei była już tak utemperowana, że nie odważyłaby się na nic więcej niż wyzywające spojrzenia, a wymyślaniu kreatywnych i bezkrwawych rozwiązywań sporów i problemów z dominacją nie było końca. Tylko dorosłym czasem coś odbiło. Zwłaszcza tym ,,obcym”, spoza Kolonii. To wtedy kiedy oni przybyli Noa po raz pierwszy zobaczył sytuację naprawdę niebezpieczną, a w której nie brali udziału Państwo. To było w jego mniemaniu chore. I zgodnie z jego oczekiwaniami kara wymierzona w agresorów była bardzo sroga. System działał bez zarzutów. A Noa wraz z nim.
Kolonia nie była jednak czysta ideologicznie, zwłaszcza w pewnych okresach. Tak więc czasem dało się usłyszeć coś nowego i zaskakującego, co bardzo intrygowało młode pokolenie.

- Ej, ej, Ann… co to jest ,,wolność”? - Zapytał raz swojej opiekunki, patrząc na fragment wysokiego ogrodzenia i wieżę strażników. - Słyszałem, że to to co jest za tym murem. To prawda?
Annabelle popatrzyła na niego dziwnie chłodno, po czym odparła:
- Nie pleć głupstw. Tam jest niebezpiecznie. Tutaj mamy wszystko czego nam potrzeba. - Po czym dodała - Czegoś ci brakuje?
- Nie. Ale jestem ciekawy.
- Nie bądź zbyt ciekawy Noa. I nie słuchaj tych bzdur. To pewnie znowu ci chłopcy z III? Są tacy nieznośni! Nie powinieneś się z nimi zadawać.
- Ale dlaczego?
- Pochodzą z różnych… podejrzanych miejsc. Są niegrzeczni. Ty nie możesz być niegrzeczny Noa.
- Dlaczego? - Zapytał, choć już chyba wiedział jaką usłyszy odpowiedź.
- A chcesz wylądować w plasterkach na stole u Państwa?
- Nie…
- A więc się słuchaj. I nie chodź do chłopaków z III. A teraz idź zrób coś pożytecznego. Ja jestem zajęta.

Tak kończyło się wiele jego rozmów z Anabelle. Ale zawsze mógł zapytać innej opiekunki. Tej, która wychowywała go wcześniej.
- Co to jest wolność? - Zaczynał powodując nerwowe drgnięcie u rozmówczyni. - Czy to prawda, że rodzimy się po to, żeby być lub nie być wolnymi?
Patrzyła na niego ciemnymi oczami, po czym wzdychała i pytała:
- A skąd u cie taki dziwne pytania?
- Jestem ciekawy.
- A co ty taki ciekaw, chłopcze?
- Bo słyszałem.
Znowu wzdychała.
- Tylko naszemu Panu i jego następcom należy się wolność. Ni każdy winien być wolny.
- Dlaczego?
- Ech, Panie, za co… Bo ni każdy umi korzystać z wolności. Szlachcice potrafio. Niektórzy bogaci potrafio. My ni.
- Ty też nie?
- Ja… tyż ni, chłopcze.
Po czym wracała do skrobania ziemniaków, a jej oczy zachodziły mgłą zamyślenia. Nie dało się z nią dalej rozmawiać.

Noa biegł więc do trzeciej:
- Ej!…
- Będziesz znowu gadał o ,,wolności”?
- Em, tak… - Odparł nieco zbity z tropu, bo mocno go zaskoczyła.
- A jak raz usłyszysz to ci wystarczy?
Przytaknął energicznie.
- Wolność Noamenim to coś… sama nie wiem jak ci to wytłumaczyć. My też mamy tu swoją wolność. Swoje prawa… tylko musimy być posłuszni… - Odłożyła wielki kosz z jabłkami, rozejrzała i nachyliwszy się, dokończyła szeptem:
- Ci, którzy są ,,bardziej wolni” nie muszą słuchać nikogo. - Oczy jej się zalśniły, a Noi zaparło dech. - A wtedy nie obowiązują ich żadne zasady! Tłuką się między sobą, wyżynają i wszyscy w końcu giną na jakimś polu pełnym krwi! - Dokończyła z entuzjazmem i anielskim uśmiechem i podniosła się.
- Wolność to straszna rzecz Noa. - Dodała - Ciesz się, że tu mówią ci co masz robić. Uf, jakie to ciężkie… Za swoją pracę zostaniesz wynagrodzony. Kto wie, jak się okaże, że masz do czegoś talent to może i pójdziesz na nauki. Jak nie to nie. Tylko nie mów przy Pani Agacie o takich sprawach! Nie będziesz o tym wspominał?
- Nie będę.
- No, dobry chłopak. Chodź, pomożesz mi to nieść.

I tak Noa nie dowiedział się co to znaczy ,,wolność”, choć rozumiał, że jest to coś strasznego. Coś za murem i coś w środku - coś czego nikt z niewolników nie chce więcej i należy się tylko ich właścicielom. Wyjątkowo udane podejście w jego sytuacji.
Nie miał z resztą jak myśleć inaczej, skoro wszystkie trzy jego opiekunki reagowały źle kiedy wspominał to słowo. Jedna pod trzydziestkę, jedna starsza i jedna młodsza. Ruda, ciemnoskóra i blondynka. Człowiek, człowiek i półelf. Wszystkie co prawda kobiety, ale jednak trzy na raz nie mogły się mylić.
Noa zastanawiał się też, czy jedna z nich nie jest przypadkiem jego matką. Co prawda nie byli do siebie za bardzo podobni, ale… może bardziej przypominał ojca? Nie potrafił ocenić, skoro nigdy nie widział go na oczy. Za to wszyscy, którzy widzieli, zgodnie orzekliby (gdyby ktokolwiek na ten temat rozmawiał), że Noamenima z Danielem Orvallo można by połączyć na podstawie wyglądu tylko po zażyciu przez obserwatora naprawdę mocnych leków, wc