Oglądasz profil – Rosa

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Rosa Zofia Blunder (rodowo de Brieu)
Rasa:
Kotołak
Płeć:
Kobieta
Wiek:
15 lat
Wygląda na:
15 lat
Profesje:
Mieszczanin, Uczeń, Wojownik
Majątek:
Dostatni
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Cynk powoli malujący się subtelnymi i ulotnymi barwami żelaza niczym dojrzewające jabłuszko pokrywające się rumieńcem, czy młoda hrabianka pudrująca swoje policzki, zupełnie jakby sam próbował dodać sobie bardziej stalowego i tym samym groźnego wyglądu. Tak właśnie wpierw zaprezentuje się ta młodziutka emanacja lśniąca niczym klejnocik. Ametyst połyskuje tu jasno i soczyście, odbijając się w każdej powierzchni wręcz drażniąc oczy swoim uporem i bezdyskusyjnością. Bezdźwięk. Nic tu nie usłyszysz, wszak przecież nie wypada by aura tak szanowana, a przynajmniej zabiegająca o poszanowanie, bombardowała uszy nieprzyzwoitym bałaganem nieuporządkowanych i wydumanych dźwięków. Niestety w sprzeczności do godności jaką emanacja próbuje prezentować w nos trąci tutaj zapaszek futerka przemoczonego do cna kociaka. Do tego aura jest mięciutka i gładziuteńka jak właśnie owo puszyste futerko gdy już wyschnie. Nie rozpędzaj się tak jednak w swoich czułościach, inaczej ten koteczek, którego tak chętnie byś teraz głaskał, z kocią giętkością wywinie się by zatopić w twoich nieproszonych rękach ostre pazurki, które pozostawią po sobie jedynie gorycz lepiącą się do ust. Dopiero po chwili wyczujesz odrobinkę pikanterii i troszeczkę kwasku, te jednak znikną szybko i ulotnie zabierając ze sobą całą aurę.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Rosa
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Rosa

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
3 miesiące temu
Liczba postów:
25
(0.03% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Równina Magenar
(Posty: 7 / 28.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
A pan to kto?
(Posty: 7 / 28.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, raczej wytrwały, wrażliwy
Zwinność:bardzo zręczny, szybki, perfekcyjny
Percepcja:sokoli wzrok, czuły słuch, czuły węch, wyczulony na wibracje, pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:b. silna wola
Prezencja:Ładny, godny

Umiejętności

Skradanie sięBiegły
Naturalny talent poparty ćwiczeniami. Bez butów lub na miękkiej podeszwie jest w stanie poruszać się bezszelestnie.
WspinaczkaBiegły
Tego uczyła się znacznie dłużej, ale z ochotą i od najmłodszych lat. Nie boi się zbytnio wysokości, a swoją zwinność, niewielką wagę i obecność pazurków przekłada na skuteczne wdrapywanie się po wszystkim co nie jest zbyt gładkie. Najłatwiej rzecz jasna idzie jej z drzewami i na takie potrafi dostać się w przeciągu paru sekund, ale nie pogardzi komodą, zdobną fasadą czy płotem.
GimnastykaBiegły
Niezwykle podatne na rozciąganie ciało wraz z konsekwentnymi i regularnymi wysiłkami to idealny zestaw, a w połączeniu z nieprzeciętnym zmysłem równowagi to już w ogóle marzenie.
UnikiZaawansowany
Póki co tyle wyciągnęła z nauki walki wręcz. Nie umie jeszcze zadawać silnych i celnych ciosów, ale przynajmniej potrafi uniknąć uderzenia, co przy skromnej budowie jej ciała jest warunkiem dalszego treningu. Sprawnie uchyla się też od broni (przechodziła różne próby pod okiem wyszkolonych szermierzy) czy nawet rzucanych w nią przedmiotów - namawiając dzieciaki na ciskanie w nią z zaskoczenia starymi warzywami (zdroworozsądkowy substytut kamieni) przez ostatnie lata starała się wyćwiczyć w sobie czujność, refleks i odpowiednią gamę ruchów, by nigdy nie dać się zaskoczyć.
Pisanie i czytanieOpanowany
Umie biegle czytać, choć za tym nie przepada, ale pisząc nie szczędzi na błędach ortograficznych.
Władanie bronią (puginał)Opanowany
Jak zwykle przoduje w celności i refleksie, ale nie w doświadczeniu. Nie przepada za małymi odmianami tej broni (najlepszymi dla niej), bo sztylety są niemalże na stałe przyczepione do drani i złodziejaszków, których nie szanuje.
ŁucznictwoOpanowany
Doskonale celuje (nawet w ruchome i niewielkie cele), ale nie zna się za bardzo na konserwacji broni ani jej rodzajach, co mocno ogranicza używanie przez nią tego narzędzia. Przeważnie posługuje się łukiem prostym o mniejszym niż standardowym rozmiarze. Nie jest to jednak jej ulubiona broń, gdyż woli walczyć ,,twarzą w twarz”, a nie na dystans. Przeważnie używa jej do polowania.
TaniecOpanowany
Było nie było czynność rytmiczno-fizyczna, a więc osiągalna. Tak długo jak kotka pobierała nauki tak długo się tego uczyła - ni mniej ni więcej. Nie widzi obecnie potrzeby dalszej praktyki, choć ćwiczenia z muzyką lub klaskaniem wcale nie są niemiłe. Jednak nie ma śmiałości do tańca ani ku niemu powodów.
Wiedza ogólnaOpanowany
Podstawy takich nauk jak geografia, fizyka, matematyka, biologia czy historia i inne niezbyt wymyślne informacje zdobyte w szkole, które odróżniają ją od niewyedukowanej części społeczeństwa.
EtykietaOpanowany
Głównie dotycząca ukłonów, sposobu poruszania się i ubioru, które obowiązywały w dzieciństwie. Odróżnia to co wypada służbie od tego co przystoi panom i w świecie takich zależności nie czuje się przesadnie obco. Odruchowo potrafi też posłużyć się odpowiednim sztućcem, ale jeśli zacznie się namyślać może się w tym pogubić. Niestety od dłuższego czasu etykieta jej nie obowiązuje, stąd i informacji jakoś nie przybywa, a stara wiedza rdzewieje.
PolowanieOpanowany
Zabierana potajemnie przez jednego z przyrodnich braci na łowy w lesie przyswoiła sobie zasady gry, ale jej największym atutem nadal nie jest doświadczenie, a celność i wyostrzone zmysły. Nie znosi też polować w towarzystwie psów. Jako kot jest początkującym łowcą małych żyjątek.
RasologiaOpanowany
Chcąc być w przyszłości odpowiedzialnym stróżem prawa pilnie przyswajała wiedzę o najczęściej pokazujących się w obrębie miejskich murów ras - ich zwyczajów, słabości i tendencji do sprawiania kłopotów.
Rzucanie nożamiOpanowany
Rosa nigdy nie miała większych problemów z trafianiem do celu, a i całkowicie oddała się treningom zręcznościowym - obecnie jednak brzydzi się tym rodzajem broni, choć... może okazać się przydatny w pewnych sytuacjach. Zwykle jednak bawi się w coś takiego w ramach codziennych ćwiczeń i pokazywania sztuczek.
SzyciePodstawowy
Jedna z niewielu umiejętności przydatnych w codziennym życiu pani domu, którą udało jej się przyswoić w stopniu nadającym się do pokazania.
PrawoPodstawowy
Póki co niewiele mogła liznąć, bo z ksiąg i dokumentów pojąć cokolwiek to chyba ponad jej siły, ale czego nauczyła się w praktyce od zaprzyjaźnionego strażnika towarzysząc mu na wartach i rozmawiając z jego znajomymi, zapamiętała dokładnie.
Władanie bronią (floret i szpada)Podstawowy
Póki co ćwiczy na florecie, co jest wstępem do posługiwania się szpadą. Niegdyś jej marzeniem było opanowanie walki rapierem, ale taka broń jest dla niej zdecydowanie za ciężka. Siłą przekonana do szpady zapałała do niej gorącą lojalnością i uwielbieniem - uważa ją za honorową broń, godną osoby z żelaznymi zasadami.

Cechy Specjalne

KinestetyczkaZaleta
Rosa najlepiej uczy się poprzez samodzielne wykonywanie czynności i ruch. Przyswojenie wiedzy z książek jest dla niej męczarnią, dlatego nie przepada nauką tego typu. Preferuje czynności wymagające inteligencji ruchowej, bardzo wysoko u niej rozwiniętej. Szybko zapamiętuje gesty, postawę i raz przećwiczone ruchy. Z tego względu szermierka i nauki walki nie tylko sprawiają jej przyjemność, ale i przychodzą jej z wyjątkową łatwością.
KotkaRasowa
Poza wyostrzonymi zmysłami obdarzona została gibkim ciałem i wspaniałym zmysłem równowagi, które rekompensują jej brak siły i niewielkie rozmiary. Nie zna mowy zwierząt jako takiej, ale będąc pół zwierzęciem potrafi nauczyć się znaczenia wysyłanych przez nie sygnałów. Może przybrać formę kota. Panicznie boi się psów (niezależnie od ich wielkości) i nie przepada za siedzeniem w zimnej wodzie. Jako zwierzak czuje potrzebę polowania (chociażby na muszki czy liście), ale nie na każdą myszkę automatycznie patrzy jak na posiłek. Tych domowych nie ruszy.
Antytalent GospodarskiWada
Trudno powiedzieć dlaczego osoba ucząca się poprzez praktykę i uwielbiająca czynności manualne nie zdołała przez tyle lat przyswoić sobie zasad sztuki gotowania, szycia, prania, sprzątania czy hodowli kur. Być może uważa to za tak nieistotne zajęcia, że poświęca im zbyt mało uwagi - czegoś za dużo dosypie, o czymś zapomni, pomiesza kolejność, podrze i ostatecznie i tak wszystko jedno - musi nauczyć się walczyć, nie gosposiować!
NadwrażliwiecWada
Ze względu na bardzo czułe zmysły źle znosi hałas, jaskrawe światło czy ostre zapachy, a nadmiar ruchu bardzo ją rozprasza. Niekiedy przytłoczona przez bodźce zewnętrzne robi się nerwowa lub ospała. Mimo to wiecznie zachowuje czujność i raczej nie daje się zaskoczyć. Często rejestruje o wiele więcej niż sobie uświadamia. Na wszystko czego się nie spodziewała reaguje przesadnie - odwraca się gwałtownie, spina, wyciąga broń, odskakuje, ustawia się w pozycji bojowej, warczy lub ucieka.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

SzpadaWyjątkowy
Lekko zdobiona, całkiem poręczna broń, którą Rosa zawsze nosi przy sobie i którą w przyszłości chce władać po mistrzowsku. Przypomina jej o powziętych postanowieniach i celu do którego dąży.

Charakter

Rosa przestrzega zasad. Dosyć to łatwe, bo dotyczą jej te z jednego miasta i z jednej, w zasadzie, społeczności. Możliwe, że przestrzegała by i innych, gdyż ceni sobie porządek, zaś prawo jest w jej mniemaniu czymś bardzo przemyślanym, rozsądnym, świętym wręcz - bo gwarantującym spokój i bezpieczeństwo. Trzeba przyznać, że w tym wszystkim brakuje jej szerszej perspektywy i wyczucia - jej świat jest czarno biały; zły i dobry; prawy i niesprawiedliwy. Nie dostrzega szarości między skrajnościami - złodziej jest zły, a strażnik dobry, tak ma być i tak jest. Za każdym razem przeżywa ciężki szok kiedy coś okazuje się nie pasować do tego sztywnego schematu: to kim okazał się być jeden z jej wspaniałych braci nie tylko od razu przekreśliło go w jej oczach, ale i sprawiło, że kategoria ,,młodzi mężczyźni” z jasnej i szlachetnej stała się bezwarunkowo ciemna i podejrzana - mimo praworządności pozostałego rodzeństwa.
Kotka nie miała póki co wielu dylematów moralnych - szanuje osoby posiadające władzę (przynajmniej w Nandan-Ther) i to co powiedzą staje się jej prawdą. Gdyby nie była tak impulsywna oraz skupiona na jednym jedynym celu być może wykazywałaby większe skłonności do głębszej analizy i samodzielnego myślenia. Póki co nie musi. Jej życie jest stosunkowo proste - robić wszystko by być wzorowym obywatelem, wyszkolić się w walce, zaimponować armii i zostać jej częścią, by strzec idealnego stanu rzeczy wraz z nią.
Dumna ze swojego pochodzenia (zarówno rodzinnego jak i państwowego) patrzy z nieufnością na wszelkich ,,obcych”, a świat poza Nandan-Ther jest dla niej miejscem szalonym, dzikim i niewyobrażalnym - tam gdzie znane jej zasady przestają obowiązywać czuje się całkowicie zagubiona.
No, ale i w domu jest też garść zwyczajów, które notorycznie zdarza jej się łamać - tradycje dotyczące płci. Rosa ma typowo męskie ambicje i taką chce otrzymać rolę społeczną. Przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby zostać gospodynią i matką, ba - nawet tytuł ,,panny na wydaniu” zdaje się jej w ogóle nie dotyczyć. Ze względu na ciało ubiera się jak przystało dziewuszce i ze względu na ciało ma też masę problemów. Jakoś nikt nie chce ją brać za dzielnego młodzieńca. Jej poświęcenie uznawane jest nie za cechę godną naśladowania i wyróżniania, a za naiwne majaki rozpieszczonej księżniczki.
Błąd.
Choć trochę z naiwności, kotka traktuje swoje marzenia bardzo poważnie, a robi to z wrodzonego pragnienia, by świat był dobry dla wszystkich i piękny w swej nieskończonej harmonii. Z tym, że zamiast pisać rozprawy filozoficzne, wynajdywać pożyteczne urządzenia, uprawiać sztukę lub zadowalać się byciem miłym sąsiadem wybrała najbrutalniejszą z możliwości, dającą jednakże najbardziej widoczne efekty. Filozofowanie i gdybanie działa długofalowo - lub nie działa. Na rezultaty pracy trzeba czekać, a to bardzo nie w stylu Rosy. Lubi to co widzi, czego może dotknąć i doświadczyć - co ma jakieś znaczenie tu i teraz. Złapanie przestępcy i oddanie skradzionego łupu właśnie tak działa. Ale nie tylko - wskazanie drogi, pomoc przy pakunkach, naprawienie drzwi - wszystko to pomaga obywatelom i zdaniem kotki leży w gestii strażników. Może nie jakiś wielkich wojaków zajmujących się walką z oszalałymi bestiami, bo to zachwiać by mogło hierarchię, ale wszystkich, którzy pałętają się po mieście mając dbać o dobrobyt. Przy czym dobrobyt nie panuje wszędzie - trudno Rosie stwierdzić co sądzi o klasach społecznych. Podskórnie czuje, że każda istota rozumna warta jest tyle samo, ale jakoś nie może w to uwierzyć. Gdyby dobrze wychować dziecko złodziei z rynsztoka czy ma szanse zostać ono odpowiedzialną głową prosperującego rodu? Wmawiano jej, że nie, bo skłonności się dziedziczy. To dla niej kolejny problem, bo jest kotołakiem - ze szlachetnej ludzkiej krwi co prawda, ale chyba tylko dla tego widzi dla siebie szanse. Bo niestety koty znane są ze swojego upodobania do wygód, z egoizmu i złodziejskich sztuczek. Wyrodny brat okazał się być dowodem na słuszność zarzutów wobec rasy, za którą Rosa (krótko mówiąc) przestała przepadać.

Po całym tym mętliku stwierdzić można z całą pewnością jedno - młoda nie jest nawet świadoma ile jeszcze nie wie, a jej światopogląd jest prosty jak dodawanie fasolek. Zna jedno miasto, jeden komplet reguł i stara się nie widzieć tego co nie pasuje do ramek takiego świata. Bo wtedy nagle Cel przestaje być taki oczywisty.

Wiele może się zmienić pod wpływem nauki, poszerzenia horyzontów. To jaka Rosa jest obecnie to tylko przejściowy stan - była już niewinną dziewczynką, maskotką braci, podrosłą hrabianką, zakałą gospodarską. I wieloma innymi wersjami Rosy może być. Pewne cechy są jednak bardziej stałe, już ukształtowane i nie do zamienienia. Właśnie one sprawiają, że ta kotka jest właśnie tą kotką i niezależnie od zawodu i przekonań nadal nią będzie.

~ ♘ ♞ ♘ ~

Białofutra ma hardy i prosty charakter - nie komplikuje spraw kiedy nie trzeba (a czasem nawet kiedy należy), lubi też klarowne i jasne sytuacje. Nie znosi kłamstwa i obłudy i drażni ją, że za kilka prawdziwych słów ludzie są w stanie się obrazić ( i musiała wyrobić w sobie odrobinę taktu). Sama woli dostać prosto w twarz, bo wtedy może zacząć odpyskiwać i wykłócać się o swoje racje - gdy ktoś czyni tylko aluzje ona także odpowiedzieć musi na okrętkę, a to tylko wzmaga kocią frustrację.
Nie jest typem dążącym do władzy - woli być sprawnym narzędziem w cudzych rękach i więcej robić niż gdybać (myśleć). Ona myśli w trakcie. I trzeba przyznać, że jest także uparta. Żeby wykonywała polecenia musi szanować tego kto je wydał i jeszcze winny one pasować do jej przekonań. Mniejsza o detale, ale co innego kiedy mistrz krzyczy ,,na ziemię i 20 pompek!” (co może kiedyś zmieni się w ,,strzelaj, ucieka!”), a co innego gdy jakiś młodzik chamsko rzuci ,,e! podaj mi to!”. Kotka jest dumna i od razu widać, gdy ktoś ją uraził. Poza tym lubi machać bronią przed bezczelami - naprawdę nie ukrywa niezadowolenia i gotowości obrony honoru. Wręcz przedstawia je mocno na wyrost.

Ciężko trenuje i narzuca sobie żelazną samodyscyplinę; tak po prawdzie innej nie zaznała wiele. Jak ktoś ją trenował to z łaski lub w ramach ciekawostki, obchodząc się z nią raczej ostrożnie. Rosę to wkurza. W imię porządku jest w stanie dostawać baty - nawet chce! Musi być wyćwiczona psychicznie, sprawdzona przed światem i samą sobą - a tu nikt na nią nawet nie splunie.
Mimo to absolutnie się nie poddaje. Pokonuje kolejno specyficzne dla niej przeszkody, choć nie do końca dostrzega wartość jaką to z sobą niesie. Pragnie być traktowana z szacunkiem, ufnością zadaniową i tak jak cała reszta jej podobnych. Bo lubi należeć do grupy, być jej zwyczajną małą częścią. Nie, nie - średnią częścią. Najbardziej standardową, ale silną. Reszta może sobie być niżej i ponad nimi.
Jak bardzo jednak chciałaby być taką małą komóreczką jest zbyt wyspecjalizowana, by wszędzie się wcisnąć. Wbrew pragnieniom, dla niej potrzeba specjalnego miejsca, idealnie pasującego do mało klasycznych rozwiązań. Woli zbiorowość i schematy, a najlepsze jest w jej przypadku podejście indywidualne. Tylko wtedy może coś zrobić. To jeden z powodów, dla których czuje się wykluczona.

Siostra wśród braci, kotka wśród ludzi, wojowniczka wśród artystek. Rosa nie znalazła jeszcze niszy, w której byłaby na miejscu. Jest takich na pewno wiele - lecz poza jej zasięgiem. Z przyjaciółkami trudno prowadzić jej rozmowy o szermierce, bracia nie mają już czasu na dziewczęce paplanie, mieszkańcy miasta patrzą na jej futerko. Z tego względu kotka jest nieco odizolowana, uważa że musi siebie samą poprawić, by lepiej pasować do reszty - a jednocześnie zwyczajnie nie chce i nie umie tego zrobić. Cały czas krąży pomiędzy pragnieniem przynależności, a zachowaniem ambicji i rozwijaniem swoich najlepszych cech. I ostatecznie skupia się na treningu, by nie myśleć o tym, że brakuje jej siostrzanej duszy. Ma znajomych; z jej rasą i pochodzeniem to już dobrze.

Przyjaciół (a nawet rodzinę) traktuje z charakterystycznym dystansem, ale jest im oddana. Mało dla nich mówi, ale dużo robi. Zawsze nastrój i intencje wyraża poprzez czyny, choć sama przyjmuje i wszelkie inne gesty jak słowa czy poświęcony jej czas. Mimo młodzieńczych niepewności i konfliktów widać po niej głównie stałość i determinację, a liczyć można na słowność i lojalność. Krąg jej koleżanek uwielbia ją właśnie za to, że nigdy żadnej nie wystawi i nie opuści w chwili zagrożenia. Powoli przejmuje tam rolę szlachetnego rycerza (nie pogadasz za dużo, ale dobrze, że jest obok), jednocześnie nadal pozostając całkiem nieśmiałą dziewczyną.

Pomimo trudności w okazywaniu cieplejszych uczuć i pewnej niezręczności w kwestiach ważniejszych relacji, na ulicy kotka jest wzorem odwagi i stanowczości. Nigdy nie ucieknie, kiedy jej zdaniem coś jest nie w porządku i głośno zwróci uwagę na mężczyzn zaczepiających kogoś w ciemnej alejce. Jest nieco zbyt brawurowa w działaniu i chyba przecenia własne szczęście, ale woli podjąć ryzyko niż odwrócić się od (samozwańczych) obowiązków i zgnić w cudzym domu jak bezużyteczna kukła. Poza tym bezczynność to nie jej bajka - reaguje szybko i spontanicznie, a działanie podejmuję w ułamku sekundy. Dlatego przeważnie to ona pierwsza przyuważy problem i pomoże, wychodząc z inicjatywą. Pragnie czuć się potrzebna, więc kiedy nie wyciska z siebie dziewiątych potów robiąc kolejne brzuszki to wręcz wypatruje czy komuś przypadkiem nie może ułatwić życia. Oczywiście wolałaby ratować ludzi przed bandą uzbrojonych złoczyńców, ale chwilowo popilnowanie kanarka czy znalezienie broszki też nie jest takie złe.

Wygląd

♘ ~ KOT ~ ♘ 

Jako kotek prezentuje biało i puchato. Z wyglądu bardzo młoda, nadal nie do końca wyrośnięta, o bardziej długiej niż krótkiej, a mięciutkiej sierści i tego samego koloru wibrysach. Pyszczek ma mało pociągły, bardziej okrągły, z różowym noskiem i niewielkimi uszkami. Jasnozielone oczy patrzą ciekawsko i podejrzliwie na świat ponad i obok niej. Z budowy jest lekka i zgrabna, choć kociakowata; drobna, łapki ma wrażliwe, a ogon dopiero niedawno przybrał na puszystości. Niekiedy widać jej jasne, cieniutkie pazurki i nadal gładkie, różowe poduszeczki. Chciałoby się zgarnąć tego półdzikusa do domu albo chociaż rzucić mu jakiś kąsek, ale wyraźnie nie jest zainteresowana.
Choć wygląda na domowego pupila i jest wyraźnie zadbana, nie łasi do nikogo - wydaje się raczej powściągliwa w nawiązywaniu kontaktów i wiecznie zaabsorbowana otoczeniem. Często unosi głowę, strzyże uszami lub nagle odskakuje spłoszona. Zdarza jej się też nerwowo podrygiwać ogonem.
Chodzi po ulicy jakby nigdy nic - i czuje się dobrze tak długo, jak nikt nie zwraca na nią zbytniej uwagi. Tak naprawdę w kociej formie ,,przebiera się” za zwierzaka - nie chcąc nikogo oszukiwać po prostu omija zainteresowanych ją ludzi z daleka. No i kocimi oczami wszystko wygląda inaczej - nawet kury robią się większe, więc kicia jest bardzo ostrożna, nawet jak zna swój teren.
W domu raczej nie przebywa jako czworonóg, choć miło jest czasem pospać na kocu zwinąwszy się w kłębek.

♘ ~ KOTOŁACZKA ~ ♘

W postaci dwunogiej Rosa jest niewysoką dzieweczką - mierzy nieco ponad 4 piędzi (140 cm) i waży przy tym tak niewiele, że przeciętny mężczyzna bez trudu wykonałby nią rzut na odległość; to jest - 84 funty (34 kg). Od góry do dołu pokryta jest puszystym białym futrem, kremowo-ciepłym w odcieniu. Ma długi i giętki ogon oraz niezwykle szczupłą sylwetkę z subtelną talią, która zgrabnie łączy wąskie ramionka i takież biodra. Jeśli patrzeć proporcjami to pochwalić się może dziewczęco krągłymi piersiami rozmiaru ponad średniego, ale przy ogóle populacji jeden cyc obfitej damy spokojnie mógłby się z nimi mierzyć. Sama Rosa też stara się ich nie uwydatniać, ale jej nie wychodzi - stroje które wybiera (a konkretniej - które dla niej przygotowują) skrojone są najczęściej tak, że się akurat nie dopną w najmniej odpowiednim miejscu albo właśnie tam naciągną. Na to jest jednak rada - kokardy, wstążki, chusty i szaliki. Zobaczyć Rosę bez tego to jak zobaczyć ją nago. Nie znosi wypukłości na swojej klatce piersiowej, a już w ogóle czuje się źle gdy ktoś się na nie gapi i choć zdarza się to raczej sporadycznie to i tak zapobiega temu jak może.
Takiego problemu absolutnie nie ma z nogami - te w końcu ma każda płeć - i nie czuje aż tak przemożnej potrzeby ich zakrywania, choć wie kiedy należy to robić. I właśnie dla tego ,,należy” męczy swoje futerko naciągając na nie pończoszki lub przylegliwe spodenki pod sukieneczkę (choć to już takie mniej tradycyjne rozwiązanie). Same nóżki ma całkiem długie, bardziej nawet chude niż zgrabne, ale silniejsze niż by się mogło wydawać i coraz sprawniejsze z każdym treningiem. To samo odnosi się do rąk oraz mięśni pleców i brzucha - choć z natury kotka jest miękka i tulaśnia to dzielnie pracuje nad poprawieniem kondycji i własnej wytrzymałości (żeby być twardą jak kaktusia decha!). Same łapki ma jak wszystko inne dziewczęce, choć coraz lepiej ukształtowane, z małymi dłońmi o kocio krótkich palcach zakończonych pazurkami, a przyozdobionymi w różowe poduszeczki. Podobnie stopy - z tyłu węższe niż by chciała, mocno antropomorficzne mają wytrzymałe poduszki i naturalny garnitur kreatynowej broni. Są stosunkowo długie, a pięta w nich zredukowana, więc Rosa od zawsze chodzi na palcach, zaś buty jeśli musi wybiera jedynie z wysokim obcasem, choć szczególnie upodobała sobie jeden, specjalnie pod nią przyszykowany projekt - obuwie z miękką, elastyczną podeszwą pozwalające swobodnie manipulować ułożeniem stopy i chodzenie na palcach, a obcasy umieszczone wysoko i na tyle krótkie, że w chodzie nie dotykają podłoża - służą tylko jako dodatkowa podpórka do stania. Inny wariant takiego wyposażenia przypomina już bardziej ochraniacze na piszczele - nie obejmuje spodu stopy (jedynie małym paseczkiem stabilizującym), a jedynie jej grzbiet i nogę powyżej (zależnie od wariantu od kostki aż po kolano). Dodatkowy obcasik zwykle wchodzi w skład i tego kompletu.

Z ciekawszych akcesoriów dysponuje zwykle jakimś paskiem z przytroczoną pochwą do szpady (i samą bronią oczywiście), co jest idealnym dodatkiem do sukienek, w których się przeważnie pokazuje. Jeżeli zaś pasek z jakiś powodów będzie musiał opuścić kreację to swój nieodzowny atrybut kotka będzie nieść w ręce - nie w jednej to w drugiej, lub wsadzi sobie do buta, zaczepi za sznurowanie kubraczka, przyczepi sobie na chama do torebki, a jej pasek oplącze sobie wokół szyi i ściskając taki tobołek przyczai się przy podłodze lub wybiegnie z przyjęcia. Tak właśnie traktuje swoją broń.
Należy dodać, że nie jest maniakiem i czasami szpada faktycznie zostanie w domu (obcałowana, obłożona szmatkami honoru i schowana pod poduszką misia Bernarda na babcinej szafie dla niepoznaki przebranej za lampion). Wtedy Rosa mniej czy bardziej niechętnie ukryje przy sobie puginał. Bez ostrych narzędzi bojowych (nie licząc kłów i pazurów) także można ją spotkać - jednakże zdecydowanie rzadziej. Dla przyzwoitości nie uzbrajała się na spotkania z koleżankami i posługiwała się w swoim rozumowaniu schematem ,,im bardziej oficjalne wyjście tym groźniej (godniej) trzeba wyglądać”, ale dąży powoli do tego, by broni nigdy nie trzymać daleko od siebie i bez niej chodzi teraz przeważnie po domu.

Napomknąć można o sukienkach - ze względu na ,,pensję” jaką otrzymuje od ojca-hrabiego są bardzo dobrej jakości, choć niezbyt ozdobne. Rosa ubiera się odpowiednio do swojej obecnej klasy społecznej - jej stroje nie błyszczą, nie skrzą się i nie migoczą. Nie opływają w żadne przesadne bogactwa; zamiast w ozdoby kicia inwestuje w materiał. Wytrzymałe i elastyczne tkaniny, łatwo odplamiające się, trudno rwące i z odpowiednią gramaturą najlepiej pasują do jej stylu życia. A przy okazji do stylu jako takiego. Przesłodka z wyglądu kotka upodobała sobie proste wzory, pastelowe kolory i naddziewczęcą parodię mundurów co sprawia, że wygląda jeszcze mężniej niż założyła natura. Nie boi się chodzić w spodniach, ale uważa, że dla dziewki to strój odpowiedni jedynie do niektórych ćwiczeń lub obozów treningowych. Poza tym sukienki i spódnice mają jeszcze jedną zaletę - ronda. By zbalansować proporcje między dużą głową, a resztą ciała (a przy okazji dodać sobie optycznie masy) decyduje się na te ogromne, falujące i stosunkowo sztywne. Nie gardzi też bufiastymi rękawami, szerokimi nogawkami, ciężkimi pasami i ozdobami, które mają uczynić ją wizualnie większą tudzież silniejszą. W efekcie otrzymujemy mdłe kreacje opacykowane dodatkami rodem z marzenia nieletniej zuchmistrzyni, z kocią laleczką w środku. To jednak co obiecuje opakowanie staje się mniej oczywiste przy dłuższym kontakcie.

Nikt kto widział Rosę przez więcej niż parę chwil nie będzie liczył na miałki charakter czy słodki stan ducha pozwalający na siedzenie pod cukiernią i leniwe czekanie na księcia z bagiennego podwórka. Dziewczyna ma ruchy szybkie, agresywne i zwykle zdecydowane, nawet jeśli zdecydowane źle. Czasami celne, czasami chaotyczne, ale zawsze na swój sposób szorstkie. Jednocześnie pozostają nadzwyczajnie płynne, a co gorsza kotka porusza się z typową dla kotowatych harmonijną gracją i ponadprzeciętną lekkością. Możliwości jej ciała pod względem kroków, skoków, wpinania się, wyginania i okręcania są zaskakujące, chociażby dlatego, że nie kojarzą się z dwunogą dzieweczką a zwierzęciem, którego płeć jest raczej umowna. Każdy krok stawia z instynktownym rozmysłem, ale i z taką pewnością, że choć nie raz musi się wycofać albo zagubiona zawrócić, to sądzić można, że planowała to od początku. Siła woli i upór tej panny przebiją się przez każdą białą falbankę - wojowniczy temperament widać gdy stoi, gdy siedzi, gdy je - wypręży się, odchyli, uniesie głowę. Choć posłuszna, mową ciała zdradza upodobanie do gestów władczych, niekiedy bezczelnych. Najpewniej jest to jednak oznaka walki wielkiego ducha z mikrą formą lub próba pogodzenia ich obu. Jeż bez kolców byłby tylko przytulanką, a nikt nie potrzebuje czegoś takiego w szeregach. Treścią Rosa nadrabia formę i musi to robić przesadnie - tak przynajmniej podświadomie czuje. Dlatego też plecy ma proste, krok sprężysty, a podbródkiem stara się sięgnąć nosa. Choć w jej przypadku zadzieranie głowy jest akurat całkowicie uzasadnione.

Minę robi złą do każdej gry. Zmarszczone brwi i z lekka zniecierpliwiony wyraz twarzy to standard, tak samo jak pełna skupienia powaga. Kocia może się wkurzyć i fukać, powarkiwać odsłaniając ząbki czy zmrużyć wściekle oczy, ale zasadniczo się nie uśmiecha (inaczej niż kpiąco lub wyzywająco). Umie za to wyglądać neutralnie i często jest zdziwiona. To chyba najdelikatniejsza z jej min. Choć wcale nie wszystkich chce odstraszać wyrazem własnego pyszczka. Niestety nawet w miłym towarzystwie wygląda na niezadowoloną. I osiąga to mimo (a może wbrew) dziecięcych proporcji i dodatkowych zwierzęcych akcentów. Buźkę ma okrągłą i niewinną, z wysokim czołem intelektualisty (jakieś to przekłamane w jej przypadku), a usteczka z pozoru typowo kocie, ale obdarzone większą ilością mięśni, nadal z rozszczepioną górną wargą i linią łączące się z małym, różowym noskiem. Wielkie owalne oczy koloru pistacji przecinają czułe pionowe źrenice, a ochroną stają się gęste i długie rzęsy o białym zabarwieniu. Króciutkie brwi i bujne sierściopodobne włosy spływające kędziorkami na kark także pozostają jednolicie jasne - jedynie część z wąsów na pyszczku jest czarna, choć to zdecydowana mniejszość. Trójkątne niewielkie uszka cechują się ruchliwością, jednak przy dłuższym kontakcie nie rzuca się to tak w oczy - zapamiętuje się głównie naburmuszoną twarz niewielkiego stworzenia i szorstkie słowa, którymi się posługuje.

Wypowiedzi kotki często są kpiarsko-ironiczne, jak nie celowo to przez ton, który zdaje się być wiecznie sceptyczny oraz rozkazujący. Nie pomaga to, iż mówi krótkimi zdaniami, co nadaje im szybkiego i agresywnego wyrazu. Poznawszy ten nawyk starała się mu jakoś zaradzić - stąd wzięła się w niej maniera budowania nieco dziwacznych wypowiedzi bazujących na grzecznościowych zwrotach. Teraz zamiast ,,Przyszłam po pracę”, powiedziałaby: ,,Proszę uprzejmie mnie przyjąć!”.
Chce być bardzo grzeczna.

Ostatecznie mogłaby też być miła. Gdy już ktoś pozna jej miękką stronę to przyzna, że taka maskotka straszna jak ją wymalowali - wcale. Miła Rosa ponad wszystko wydaje się zagubiona i bezbronna - nie przywykła do okazywania uczuć w taki właśnie sposób. Pewnie dlatego też widać kiedy naprawdę się stara. Jej ruchy stają się powolne i ostrożne, mięśnie twarzy mogą się odprężyć, a głos w końcu brzmi tak aksamitnie i czule jak powinien. Jest śpiewny i melodyjny; kuszący i jasny. Z natury cichy.
Ot, tak przekornie.

Historia

Mieszane rodziny bywają różne. Ta tutejsza zaczęła się od trzech osób: była ona - ludzka żona, był on - ludzki mąż i druga ona - piękna kocica. Ale wcale nie wyglądało to tak źle.
Hrabia de Brieu ożenił się ze względów innych niż miłość - tak samo jego małżonka. Opłacało się to rodzinom i im samym. Takie są normy.
Białowłosa piękność o kocich uszach była poza nimi - do mężczyzny zaprowadziło ją serce (a może chciwość?), ale właśnie ze względu na uczucie mogła zostać w pałacowej wręcz posiadłości.

Żyli więc we trójkę. Oficjalnie nieistniejąca dla społeczeństwa kotołaczka nie stanowiła żadnego zagrożenia dla pozycji żony, więc była przez nią nawet tolerowana. Widywały się jedynie od czasu do czasu mijając się na korytarzach, gdzie kotka raczej schodziła damie z drogi. I choć w latach młodości napięcie między nimi było odczuwalne, z biegiem czasu uspokoiło się i spowszedniało.
Kotołaczce blisko było do metresy - wierna swojemu jedynemu zajmowała się dbaniem o wystrój w części posiadłości i zerkaniem na służbę, nie miała jednak żadnych większych wpływów. Było też o niej wyjątkowo cicho, gdy narodził się pierworodny syn arystokraty, Damond - jak najbardziej ludzki i z prawego łoża. Dwa lata później na świat przyszli dwaj następni - nieco starszy Freunian i młodszy Ederrick. Pierwszy z nich dla Damonda był bratem przyrodnim, drugi zaś rodzonym. Wtedy wiele zaczęło się zmieniać.
Dwie kobiety przez spędzone razem lata zdążyły się nie tylko do siebie przyzwyczaić, ale i polubić. Teraz, mając synów znajdowały coraz więcej tematów do rozmów, coraz częstsze okazje do wspólnych posiłków i herbatek w salonie. Przez wpływ bardzo opiekuńczej wobec dzieci kotki hrabina nie oddawała już tak często synów pod opiekę nianiek - funkcję tę z resztą białowłosa niedługo przejęła. Gdy cztery lata później nosiła na ręku kolejne dziecko - Malchelotto, sytuacja w pałacyku była już całkowicie ustabilizowana.

Chłopcy bawili się razem jak prawdziwi, równi sobie bracia, choć oczywistym było, że kotołaki będą mieć mniejsze prawa. Nikt jednak na to nie naciskał - pobierali wszelkie niezbędne nauki i nikt nie blokował im drogi ani do kariery wojskowej, ani naukowej. Choć jak wiadomo tylko pierworodny mógł mieć szansę doznania zaszczytu wstąpienia w szeregi Straży Pałacowej.

Rosa urodziła się w okresie największego dobrobytu w rodzinie. Jako jedyną córkę wychowywano ją na małą damę, ale jako kotce pozwalano na wiele swobody. Nie miała nigdy wychodzić bogato za mąż, więc mogła mieć swoje wady. I dobrze, bo odkąd tylko pamięta pokochała latanie za braćmi i towarzyszenie im w ich naukach.
Sukieneczki niszczyły się szybciej niż znikało mięso ze stołu, a mała Rosa zajmowała się głównie śledzeniem braci. Całymi dniami latała za nimi po przestronnych salach, wychodziła do ogrodu i niemo nakazywała by się nią zajęli. Wszyscy byli od niej sporo (jak na dzieci) starsi - o 12, 10 i 6 lat. Ale być może właśnie dlatego relacje między nimi były nadzwyczaj pokojowe. Damond już jako młodzik był bardzo odpowiedzialny i zawsze dbał o bezpieczeństwo bardziej chaotycznego w działaniach rodzeństwa. Ederrick do siostrzyczki zapałał miłością od pierwszego wejrzenia i bił się z Freu za każdym razem, gdy ten podniósł na nią po kociemu rękę. Poza tym starszy kotołak szybko znudził się dokuczaniem siostrze i zajmował się najmłodszym bratem. Malchetto z kolei tłukł się i z nim i z każdym innym wyjątkowo ochoczo, ale przy Rosie był ostrożniejszy. Ona nie miała dla niego z kolei żadnej litości, więc szanse się wyrównywały (zwłaszcza jeśli wpadł jej w łapkę kamień lub widelec).
Oprócz obowiązkowych bójek w krótkich spodenkach rodzeństwo de Brieu rzucało namiętnie piłkami, wybijało okna, deptało krzaczki i chowało po kątach bibeloty bawiąc się w poszukiwaczy skarbów. Najszybciej z zabaw wypadł oczywiście będący w poważnym wieku Damond. Ale nie udało mu się uciec od młodzieży, bo oni namiętnie kibicowali mu podczas treningów fechtunku.

Z jednej strony było kolorowo, z drugiej…
Kiedy Rosa miała lat sześć na świat przyjść miały kolejne dziewczynki - ludzkie bliźniaczki. Jednak okazało się, że to za dużo dla ciała starzejącej się powoli hrabiny. Kobieta zmarła przy porodzie, w przyjaźni pozostawiając swojego męża i kotołaczkę, która stała się dla niej najwierniejszą z przyjaciół. Przejęła ona dziewczynki w opiekę, ale nigdy nie zajęła miejsca hrabiny jako oficjalna żona. Nikomu z rodziny to nie wadziło - dobrze opiekowała się wszystkimi dziećmi, wspierała je i wychowywała najlepiej jak mogła, choć ciężko jej było dawać im przykład prawdziwie dworskiego wychowania. A jednak każdy rozumiał. Każdy z nich.

Niestety oficjalnie nie mogło to długo pozostać w takim stanie - majętny kawaler przyciągał do siebie wpływowe kobiety i gdy nieszczęśliwie z jedną się ożenił, dom jaki znali musiał się rozpaść.

~ ♘ ♞ ♘ ~

Gdy kocią kochankę i wszystkie jej dzieci wygnano z dworku, młode pokolenie miało kolejno 19, 15 i 9 lat. Choć ze względu na naciski nowej, dość despotycznej żony ojca nie mogli mieszkać tam gdzie się wychowali, nie stracił on z nimi tak zupełnie kontaktu - zadbał o to, by szkolący się w polityce i sztuce wojennej Freunian nie musiał porzucić nauki, a reszta dzieci także otrzymała odpowiednie wykształcenie. Przysyłał na ich utrzymanie comiesięczną pensję. Ale pieniądze nie mogły wiele naprawić.
Utratę dotychczasowego domu i wygód, a także służby najmniej odczuła Rosa. Była młoda, więc do nowego otoczenia szybko się przyzwyczaiła. Mieszkali teraz z babcią, w jednej z Nandan-Therskich kamienic. Musieli sami o siebie dbać, ale chłopcy większość czasu i tak spędzali w szkole i na szkoleniach. Rosa za to uczęszczała głównie na zajęcia z tańca i uczyła się od przychodzących do niej guwernantek. Nie wiedziała z jakiej pozycji spadła na jaką - jedyne co ją martwiło to coraz bardziej smętne zachowanie matki i brak kontaktu z ludzkimi braćmi. Strasznie za nimi tęskniła, ale póki sprawa przesiedlenia była ciepła nie pozwalano jej się zbliżać do dworku. Tym bardziej zaczęła idealizować ich wizerunki - z resztą całe starsze rodzeństwo było dla niej niczym rycerze; honorowi, odważni, silni i niezwykle mądrzy. Podziwiała ich i w całej swej dziewczęcej naiwności chciała stać się taka jak oni. Zamiast tańczyć, kaligrafować i czytać poezję (a także grać na instrumencie na co pozwalało jej wsparcie finansowe od hrabiego) wolała ćwiczyć pod okiem zaprzyjaźnionych z jej braćmi szermierzy. Ogólnie preferowała męskie towarzystwo - wcale jednak nie odwracała się od tradycji tak zupełnie. Nadal chodziła w sukienkach, wysławiała się jak wypadało panience i tak starała się zachowywać - może była nieco zbyt harda i głośna, ale mieściła się w granicach. Ostatecznie trzymała się zasad, a nieposłuszeństwo zdarzało jej się stosunkowo rzadko.

Choć nie musiała zarabiać, w domu przybywało jej obowiązków. Gotowanie, sprzątanie, ścielenie - nawet karmienie kur trzymanych na balkonie. I we wszystkim tym była tak wspaniale nieudolna, że babka (na dobrą sprawę starsza i bardziej utyta wersja Rosy) łapała się za głowę. Zofia Blunder, po której kotka otrzymała drugie imię i wygląd, była pierwszorzędną gosposią i nie rozumiała jakim cudem zręczna dziecina zdolna rzucać nożami w karaluchy (swoją drogą stąd tyle rys i zadrapań na panelach) nie umie bez wylania nalać herbaty. Ale tak było. Myśli Rosy krążyły wokół zbroi, ostrzy i marszów, ćwiczeń, honorów i odpowiedzialności… większej niż zrobienie dobrego kotleta. A im starsza była tym było z nią gorzej.
Odnowiwszy kontakt z Ederrickiem zyskała kolejne możliwości nauki - łucznictwa, walki, wykorzystania specyficznych dla niej umiejętności fizycznych i pojęcie pewnych podstawowych zasad, choć tak naprawdę nigdy nikt nie był wobec niej zbyt wymagający. Była jak maskotka, urocza kicia chcąca pomachać czymś ostrym - i pozwalano jej ze względu na braci. Edie zaczął zabierać ją na polowania, gdzie pojęła jak przydatne mogą być jej zmysły. Poznała podstawy sztuki tropienia i zwyczaje zwierząt łownych, a także lepiej poznała florę lasu. I choć zawsze dawała z siebie wszystko i przykładała się do każdego najmniejszego zadania, nadal pozostawała jedynie małą dziewczynką z uszkami.

Z jednym wyjątkiem. Malchetto od pewnego czasu zaczął naprawdę interesować się jej umiejętnościami. Sam podsuwał jej pomysły z zabawą nożami, skradaniem się po domu, wspinaniem na murki. Szczęśliwa, że ktoś nie traktuje jej z pobłażaniem chętnie latała gdziekolwiek jej powiedział. Liczyła na to, że kiedyś razem z ufającym jej bratem będą może nawet stanowić drużynę? Wspólne warty byłyby bardzo skuteczne! Im w parze nic by nie umknęło - żaden szelest, żaden najzwinniejszy nawet złodziejaszek! Ale się pomyliła.
W jej pojmowaniu honor był jedną z najcenniejszych wartości. Strzeżenie porządku przywilejem i obowiązkiem, a prawo świętością. Oczywiście nie znała życia zbyt dobrze. A jej brat poznał. I to zupełnie nie od tej strony.
Jego łupem padali najczęściej zamożni mieszczanie. Nigdy nie zdradził swojej motywacji, ale kiedy się to wydało Rosa wcale nie chciała go słuchać. Wbrew jego planom nie zamierzała mu pomagać, gdzieś miała takiego brata! Zhańbił ich rodzinę, był kolejnym dowodem na to, że kotołaki to niegodni zaufania, samolubni złodzieje! A nowa hrabina miała rację pozbywając się ich!
Niedługo potem Malchelotto zniknął z domu. Szukało go zbyt dużo osób, a kto wie - może Rosa gotowa była go wydać? Nie miała okazji się nad tym zastanowić. Gdy zdrada brata do niej naprawdę dotarła on był już poza jej zasięgiem. Tak uniknęła pierwszego ciężkiego wyboru. Ale to niewiele zmieniło. Czuła się paskudnie. Nie mogła pojąć, jak któryś z jej braci mógł okazać się społecznym wyrzutkiem, zakałą społeczeństwa.
Długo nie mogła się potem pozbierać. Straciła zaufanie do tych wszystkich młodych adeptów, których podziwiała. Każdy z nich mógł okazać się podłym oszustem. Zrozumiała, że tylko osobom sprawdzonym należało ufać. Tylko najszlachetniejsi i najbardziej lojalni zasługiwali na miano stróża prawa i tak też ona - jeżeli chce kiedyś nosić ten tytuł musiała być idealna. Porzuciła noże i nocne wypady do miasta. Nienaganny ubiór, postawa, a nawet myśli - to teraz musiało ją wyróżniać. Koniec lenienia się, obijania i marudzenia. Brak dyscypliny zaczął ją obrzydzać, egoizm odstręczać, a chciwość powodować prawdziwą niechęć. Zaczęła naciskać na bardziej doświadczonych wojaków, żeby poświęcili jej nieco czasu. Oczywiście byli raczej niscy stopniem, ale kto bardziej poważany dałby zagadywać się mikrej panience paplającej, że chce zostać jedną z nich.
Coraz mniej czasu spędzała w domu - powoli nie miała do kogo wracać.
Fren mający nawał obowiązków pokazywał się rzadko, matka też znikała na długie dni, czasami tygodnie. Z jakiś powodów Rosa była pewna, że wracała tylko po to by doczekać jej samodzielności. I faktycznie - im więcej doświadczenia i determinacji wypełniało jej uszatą główkę, tym matka mniej zwracała na niej uwagę, snując się z obłędnym wzrokiem po domu. Tu nie było jej miejsce. I obie to rozumiały.
Pewnego wieczora pożegnały się nieco inaczej niż zwykle - chyba nawet sama Rosa dała rodzicielce znać, że jest już gotowa zadbać o siebie. Nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Zapewne dla niej. Chciała zwrócić jej wolność jakiej każdy kotołak potrzebuje. Sama dostała taką swego czasu; nigdy nie usłyszała, by przestała zabawiać się w szermierkę, by porzuciła swoje odważne plany. Jeżeli ktoś w nią wierzył to właśnie matka. Rosa także postanowiła jej zaufać.
Następnego ranka na śniadanie zeszła już tylko babcia.
Zostały we dwie.

~ ♘ ♞ ♘ ~

Życie znowu się ustabilizowało - Rosa miała jasny cel, do którego wciąż dąży - chce by jej zdolności zostały uznane, a ona sama zasłużyła na żołnierski tytuł. Jej ambicje sięgają nawet bycia częścią straży u arystokracji, ale i patrolowaniem miasta by nie pogardziła… na ten czas. Z tym, że wie ile nauki jeszcze ją czeka. Brakuje jej doświadczenia i wielu umiejętności, zaś te, które ma musi doszlifować. I już nikt nie chce jej w tym pomagać.
Na szczęście sama znalazła sobie cel - (mistrza) - niezwykle wprawnego wojaka, który opuścił Nandan-Therskie szeregi z powodów osobistych, ale nie hańbiących. Poza tym tylko on ostatnimi czasy nie śmiał się z jej poczynań, które stały się tym bardziej zawzięte, że ukochany, wspaniały Damond został przyjęty do elitarnej Straży Pałacowej. Jaki to honor i chluba!
Mentor choć nie miał takich osiągnięć był zaskakująco błyskotliwy tak w zawodzie jak i nauczaniu, a także uczciwy i zwyczajnie praworządny. Dobry przykład dla młode… go chłopca bardziej, ale nie można narzekać. Rosa nigdy osobiście nie poznała kobiety, która byłaby tak waleczna jak co lepsi w fachu mężczyźni, a przy tym dobra, gardząca podstępem i nie brutalna. Nie trafiła na prawdziwą Wspaniałą Wojowniczkę, która by ją przygarnęła pod swoje skrzydła. Ale czy gdyby przez taką została odtrącona nie byłoby tylko gorzej?

Zaś na razie ostatnim jej problemem była przeprowadzka upatrzonego mentora - zatrudnił się u jakiegoś Pana nad Błyszczącym Jeziorem. To mocno krzyżowało jej plany, więc nie myśląc wiele (prawie wcale) postanowiła ruszyć za nim. Był jej ostatnią nadzieją na porządną edukację szermierczą!
Oczywiście przed tą wyprawą załatwiła co mogła - dowiedziała się gdzie konkretnie mistrz jedzie, jak mogłaby się tam dostać i gdzie by potem została. Dostała prowiant na drogę, wzięła oszczędności i po raz pierwszy, otumaniona własną brawurą opuściła miasto.

~ ♘ ♞ ♘ ~ BŁYSZCZĄCE JEZIORO ~ ♘ ♞ ♘ ~

Zimna trwała w najlepsze, gdy Rosa poznawała świat poza murami - przez pewien czas podróżowała z kupcem i jego rodziną, aż po wielu dniach udało jej się dotrzeć po nocy do dziwnej rezydencji... nieco upiornej jak na jej gust. Przekonawszy strażników, że chce się tam zatrudnić została ostatecznie wpuszczona i szybko poznała samego pana na włościach - Wampira. Yao Shasamo nie był najłatwiejszym i najmilszym rozmówcą, ale to wyzwanie wiele ją nauczyło. Po pewnych pertraktacjach postanowił dać jej szansę - ale nie mogła zostać strażnikiem, o nie - a pokojówką. Wstyd i hańba! Ale... Jeżeli jej mistrz tam był to warto było spróbować... Jednak nad ranem, kiedy już szykowała się do obowiązków plany się zmieniły.

Na korytarzu zastała nie kogo innego jak swojego mistrza. Był zły. Zaniepokojony i zdenerwowany. Przez nią. Nawet się nie przywitał, a kazał jej zabrać swoje rzeczy i szybko poprowadził ją przez korytarze nie zwracając uwagi na jej tłumaczenia. Przynajmniej pozornie.
Rozglądał się na boki, jakby nie było to miejsce, w którym powinien przebywać - tym szybciej chciał wyprowadzić kotkę na zewnątrz. Wytłumaczył jej szybko jak idiotyczny i ryzykowny wymyśliła plan, że to nie miejsce dla niej i nie będzie jej szkolić - dla jej własnego dobra. Ma wrócić do miasta i tam ewentualnie zapytać… ale naprawdę lepiej, by dała sobie spokój. Jeszcze kłócili się, kiedy po wyjaśnieniu sprawy z innymi strażnikami, mistrz prowadził ją surowo do bramy. Była uparta, ale on wiedział jak ją złamać… wstawało słońce i świat zalał biały, chłodny blask kiedy żelazne przejście zatrzasnęło się za nią, a mężczyzna dając jej ostatnią dobrą radę odszedł czym spieszniej. Musiał mieć swoje racje, więc potraktował kotkę wyjątkowo szorstko - byle tylko odeszła z rezydencji i nie pakowała się w kłopoty.

Ale... nie w te to w inne.

~ ♘ ♞ ♘ ~ RÓWNINA MAURAT ~ ♘ ♞ ♘ ~

- To tutaj.
- Słucham?
- To tutaj panienko, dalej musisz iść sama. - Niestary, choć mocno wąsaty kupiec zatrzymał karawan i wskazał na przypruszony śniegiem drogowskaz. - Chyba, żeś zmieniła zdanie i chcesz jechać do Meot.
Nie chciała.
- Dziękuję - odparła więc, smutno zabierając swoje rzeczy i zeskakując na ziemię, obok burych koni parujących już od wysiłku. Nie wiedziała, co jeszcze mogłaby dodać. Znała tego człowieka tylko kilka godzin - odkąd spotkała go na trakcie i pozwoliła się podwieźć - a że oboje nie byli zbyt rozmowni, wiedzieli o sobie tylko tyle skąd pochodzą, jak się nazywają i jaki jest cel ich podróży. On jechał do Meot. Ona wracała do Nandan-Ther.
- Nie zgubiła panienka drogi? Wie dokąd iść?
Poczuła ciepło na sercu, że choć nie musiał - zapytał. Ale nie była pewna odpowiedzi. Wyciągnęła jedynie łapkę i nieśmiało wskazała zamglone masywy gór otaczających jej ukochaną warownię. Dzielił ją od nich nie jeden las, pola i wiele dni pieszej wędrówki. Tak naprawdę nie wiedziała, jak wróci.
- Haha. Musisz iść dalej tym szlakiem - podpowiedział mężczyzna. - W lesie się rozwidla, skręć wtedy prawo, aż dojdziesz do wioski z dziwną, zieloną wieżą.
- Dziękuję - powiedziała kotka raz jeszcze, głosikiem nieprzyjemnym od niejasnej niechęci i skinąwszy swemu dobroczyńcy, skierowała się wolno na szlak.
,,Pa pa, koniki” zerknęła jeszcze na parskającą parkę i uśmiechnęła się lekko, rozczulona. Ciekawe ile zająłby jej powrót, gdyby miała takiego towarzysza? Ale nie… nie umiała jeździć. Ani zająć się takim wielkim mamutem. Poza tym pewnie nie sięgałaby nogami do strzemion i nie mogłaby wejść czy też zejść…
Znów spochmurniała, a myśli jej krążyły wokół własnej nieudolności i skrzypienia suchego śniegu pod butami zakrywającymi stópki. Niewielkie. Za małe by dumnie mogła na nich stać przyszła strażniczka, wojowniczka czy szermierz… Nie chciała wracać do tego, jak potraktował ją Mistrz, odmawiając jej prośbie i wyrzucając za bramę, bo nie wiedziała, czy goręcej się z nim nie zgadza, czy mocniej przyznaje mu rację. Kiedy ją wyprosił, pewnie liczył na to, że wróci do najbliższego miasteczka, stamtąd do Nandan-Ther i na dobre porzuci fantazje o władaniu bronią i robienia tych wszystkich kawalerskich rzeczy, których niskim dziewkom robić nie wypada. Tfu! - Pannom z dobrego domu. Tak, tak zawsze to nazywali.

Dwa głosy przekrzykiwały się i mąciły spokój praworządnej duszyczki, która chciała przecież stać na straży porządku. Nie marzył jej się los gospodyni, dobrej żony czy innej tam piekarki - podziwiała te damy, które swym życiem i postawą wspierały społeczeństwo, ale ona tak wspierać nie potrafiła - chciała przyczyniać się do egzekwowania prawa bezpośrednio, a nie jedynie być dobrym obywatelem. To już umiała. Zresztą każdy mieszkający w obrębie miasta powinien przestrzegać zasad już od najmłodszy lat, ot co!
Nabuzowana i paląca się z desperackiej wściekłości przyspieszała, ściskając rękojeść szpady, a zaraz zwalniała hamowana bezsilnym zwątpieniem w swoje możliwości. Ona… nikt nie respektowałby jej jako szermierza. A ona straci do siebie szacunek, jeżeli podda się i zostanie zwykłą panną na wydaniu. Musi być coś, co może zrobić, by stać się godną treningu! I wtedy im udowodni! Pokaże, na co ją stać!
Jak dobrze pójdzie, może pozwolą jej zostać stajennym we dworze.

Brnąc w zamyśleniu przez śniegi, szlakiem prowadzącym do ów dziwnej wioski została wystraszona przez jeźdźca - okazał się być nim niebianin, Athaniel, proponujący jej pomoc. Bardzo nieufna z początku, zastanawiała się gdzie go dźgnąć i jak uciec. Lecz w końcu mimo tego nastawienia oraz jej mało uprzejmych wypowiedzi, palladyn pozostawał gotowy do pomocy - jak na prawdziwego niebianina przystało. I tak jak oni wzbudził w końcu w niej lepsze odczucia niż przypadkowy, uzbrojony jeździec płci męskiej. Jego uprzejmość i dobra natura pozwoliły niewprawionej podróżniczce skorzystać z szybszego środka transportu niż własne nogi, bo i zamiast odejść z godnością lub uciec, mogła dać się podwieźć. Do najbliższej wsi.

Droga do niej przebiegała spokojnie - tak spokojnie, że nawet konwersacją kotołaczka i palladyn nie przerywali zawartego porozumienia. Na końcu drogi kotka jednak grzecznie podziękowała za uprzejmy gest i wyświadczoną przysługę - a jak się im zgadało to i zjedli wspólną kolację w gospodzie. Potem jednak ich drogi się rozeszły - kotka została w karczmie, podczas gdy niebianin rozejrzał się jeszcze po wiosce…

~ ♘ ♞ ♘ ~ RÓWNINA MAGENAR ~ ♘ ♞ ♘ ~

Kolejne podejście. To jest - kolejny etap powrotu do domu. Uda się!
Powtarzając to sobie kotka pokrzepiała się i ustalała strategie przetrwania, podczas gdy nadal balowała w osadzie z Dziwną Zieloną Wieżą. Tutejsi mieszkańcy nie byli nie wiadomo jak przekonani do kotołaków, ale i zasadniczo brakowało im większych uprzedzeń - a mała, uszata postać w zimowej sukience budziła w nich całkiem ciepłe odczucia. Dzięki temu Rosa mogła pozostać tam przez jakiś czas, stosunkowo niewielkim kosztem. Jednak choć wdzięczna tubylcom, o niczym nie marzyła tak jak o równych uliczkach warowni i znajomych twarzach miejskich obywateli. Chociaż co będzie tam robić skoro mistrz ją wystawił? Będzie musiała znaleźć kogoś innego!… namówić… tylko kogo? Za nic nie odpuści sobie szermierskiego treningu, ale zdawała sobie sprawę, że niełatwo jest udowodnić wyćwiczonym chłopcom lub wprawionym w boju mężom, że mając trzy główki wzrostu i łapki jak do podawania ciasteczek, można posiadać również walecznego ducha.
A jeśli sam duch nie wystarczy to już im kicia pokaże… coś innego.
- Rosa, Rosa, chodź, pobiegaj z nami! - Parka szczerbatych dzieciaków codziennie ją zaczepiała, chcąc wystawić jej możliwości na próbę. Ale choć wdrapywała się na drzewa, latała za nimi jako berek lub rzucała kamieniami do celu, nie traktowała tego jako nawet namiastki treningu. Ostatecznie chodziło o zabawę, więc dawała młodszym wygrywać lub robiła jakieś niemądre błędy, byle się nie znudziły. Problem zaczynał się, gdy dołączała do nich banda wiejskich podrostków - choć nie mieli złych zamiarów, w dziewczynie od razu budził się waleczny duch i ze zwykłej towarzyszki zabaw zmieniała się w kogoś, kto za wszelką cenę musi być najlepszy. Raz nawet się z jednym pobiła.
Lecz mimo tego dni mijały spokojnie - każdy nieco cieplejszy, bardziej zielony - aż kotka w swej tęsknocie straciła cierpliwość i ogłosiła, że nie czekając na lepszą okazję wyruszy w drogę powrotną. Nikt jej specjalnie nie zatrzymywał, bo chyba mieli ją za podróżnika, ale dziwili się, że taka młoda panna nie woli wyruszyć w towarzystwie. Ile jednak musiałaby na jakieś czekać? Aż do targowiska, a wtedy będzie mogła i tak dojść jedynie do najbliższego miasteczka. Może nawet nie byłoby jej po drodze?
Dlatego zebrała całą swoją odwagę i determinację i następnego dnia - wyruszyła.

Poza wioską znalazła się jeszcze przed brzaskiem - wczesnowiosenny chłód dawał się we znaki zaspanemu ciału, ale nie zamierzała się zatrzymywać. Obawiała się, że wtedy zawróci. A nie mogła sobie na to pozwolić!
Obdarowana zapasami i poradami jak trafić na najwygodniejszy szlak w marszu spędziła bite trzy godziny nim zrobiła postój na małe śniadanie. Wtedy też, gdy żuła kawałek suszonego boczku, usłyszała jak ktoś galopuje.
Znowu?
Zastanawiała się, czy to znajomy niebianin przypadkiem znowu na nią nie wpadnie, ale domniemany ciężar wierzchowca jej się nie zgadzał. Uderzenia były lżejsze i następowały po sobie częściej niż kiedy palladyn gnał na swojej klaczy.
Zaintrygowana Rosa odwróciła głowę, gotowa w razie czego uciec w nieprzyjazne jeźdźcowi chaszcze i tam się schronić. Jednak to co zobaczyła zatrzymało ją w miejscu - Franklin, ciemnawy blondynek z wioski, jechał w jej stronę na kucyku, z miną mówiącą niepewne ,,zaczekaj!”. Nawet ucieszyła się, że go widzi, lecz nagle zza jego pleców wychynęła zakazana mordka zaczepnego bruneta.
Musiała mówić, że to jego pewnego razu pobiła?

Niepewna intencji dwójki, wstała, marszcząc brwi. Była gotowa rzucić się na nich obu jeżeli będzie trzeba. Skoro jechali za nią taki kawał, żeby się zemścić i nie mieć świadków to nie będzie się hamowała i nadzieje ich na szpadę przy pierwszej okazji. O!
Wyprężyła się i rozgrzała palce. Ale nim zdążyła się ustawić w pozycji dobrej do wyciągnięcia broni, chłopcy zatrzymali kuca. Zsiedli i jakby nie wiedząc co zrobić dalej, stali tak sobie, patrząc to na krzaki, to na siebie, a to na swoje paznokcie.
Ona jednak nie spuszczała z nich czujnego spojrzenia. Wyglądali w tej chwili na parę idiotów, ale zapewne była to jedynie zmyłka. Szykowali pułapkę…
- Czego chcecie? - warknęła gromiąc ich tak, jak tylko niewiasta potrafi. - Ostrzegam, że nie będę miała dla was litości!
Popatrzyli po sobie nieco zmieszani. Nie byli pewni co odpowiedzieć, a ich miny świadczyły o tym, że tak w zasadzie to nie wiedzieli o co jej może chodzić.
- Ten… - zaczął blondyn, by po chwili niezręcznej ciszy dźgnąć swojego kompana. Ten stawiał się, ale w końcu został wypchnięty przed dwuosobowy szereg.
- My no… - Podrapał się po głowie, usilnie kierując wzrok gdzieś w przestrzeń między drzewami. - Podobno idziesz do miasta i my ten… też się zabieramy… AŁ!
- Chcieliśmy - blondynek podkreślił to słowo. - Ci towarzyszyć. Pomyśleliśmy, że we trójkę to tak bardziej po Pańskiemu. Nie wypada, by młoda dziewczyna wychodziła z naszej wsi bez tego… no… sama.
Jakoś im nie wierzyła.
- Nikt mi wcześniej nie zaproponował eskorty. Wy też nie. Wiedzą w ogóle, że zabraliście kuca?
- Pewnie, że tak! - wyrwał się Joan i zacisnął pięść. - Myślisz, że kradniemy, czy jak!?
- Nie zdziwiłabym się! - Fuknęła i sama zaczęła mu grozić postawą, porzucając swój plan użycia "szpady jak szermierz" i zostając przy "pięściach jak baba".
- Ej, ej, chwila! - Fran próbował ratować sytuację. - Naprawdę mamy pozwolenie… ranośmy się namyślili i uznaliśmy, że pojedziemy… brat mówił, że jemu się nie chce, ale uznali że jesteśmy dość dorośli, by się sami wybrać.
- Leniwy burak ot co…
- Coś mówiłeś?
- Nie, nic! Zadowolony!? - Wbił ręce w kieszenie i kopnął jakiś kamyk, niemal nie trafiając Rosy. Ale ta zignorowała go i podeszła bliżej blondyna.
- Chcecie… iść ze mną? - spytała, bo jakoś nie mogła w to uwierzyć.
Uśmiechnął się potakująco, a Joan dla odmiany coś burknął.
Zamrugała, bo chyba prędzej spodziewała się napadu Ala Chłopa i jego rozbójników niż towarzystwa młodzieńców z odwiedzonej osady. Tylko dlaczego ten wredota też przyszedł? Jako wsparcie dla przyjaciela, czy może by wykorzystać okazję i rzucić w nią kamieniem? Już prawie mu się udało.
- To, em… dobrze. Zrobicie jak chcecie - oświadczyła w końcu, wracając do posiłku. - Ale ja nie mam kuca - zauważyła. Będzie ich opóźniać.
Rozpogodzony Fran, machnął na to ręką i przysiadł się do niej.
- Wzięliśmy go, żeby cię dogonić! Poza tym może nieść rzeczy. - Wskazał na jej torbę.
W sumie miał rację.

Ale ich wspólną podróż coś zakłóciło - pojawienie się Krasnoluda z bronią, a potem całej reszty eskorty szlachcica De Mona, który w swym zachowaniu był tak niepokojący, że dostawało się dreszczy. Oni także zmierzali do Nandan-Ther. I skoro choć jeden był wojownikiem udało im się zawrzeć umowę - Rosa miała ich tam zaprowadzić. W międzyczasie stoczyła też z Krasnoludem parę pojedynków - wstęp do ewentualnego szkolenia. Jednak, że przegrała, a towarzystwo robiło się podejrzane, Staruszek nie został wcale jej mistrzem, choć pod bramą miasta rozeszli się w pokoju.
I tak Rosa została bez nauczyciela, za to z dwoma kolegami, których postanowiła zabrać do domu, by podziękować im uczciwie za trudy podróży... tylko co dalej?

Posiadłość

Lokalizacja: Nandan-Ther
Po przeniesieniu z dworu jej ojca, mieszkała wraz z matką, babcią i braćmi w dobrze utrzymanej, choć skromnej kamienicy. Obecnie zajmują ją we dwie z babcią - choć dom nie wydaje się przez to większy. Tapety mają dziwnie pociemniałe barwy, a całość pachnie drewnem, kamieniem i gotowanymi potrawami. Na podwórzu studnia i sąsiedzi, kury na balkonie... Rosa ma własny niewielki pokoik, a nad zagospodarowaniem pokojów braci jeszcze myślą. Może zaczną wynajmować?
  • Najnowsze posty napisane przez: Rosa
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • Nie jesteśmy byle kim!
            Tak, floret i flet brzmiały podobnie… z nazwy. Choć jeżeli Rosa miała być szczera, w użyciu wolała szczęk metalu niż zawodzenie bezlitościwego instrumentu. Nie tylko nie umiała na nim grać, ale i ledwo …
    10 Odpowiedzi
    810 Odsłony
    Ostatni post 1 miesiąc temu Wyświetl najnowszy post
  • [Pod murami miasta] Nie jesteśmy byle kim!
            ,,Warto mieć przyjaciół”…         No, jeżeli nazywasz przyjacielem konia…         Ale lepiej móc liczyć na siebie i swoją broń!         Tak sądziła Rosa, która jeśli ufała - to rodzinie, a w spraw…
    10 Odpowiedzi
    810 Odsłony
    Ostatni post 2 miesiące temu Wyświetl najnowszy post
  • [Pod murami miasta] Nie jesteśmy byle kim!
            Chyba dobrze, że było za zimno. Jeżeli to powstrzymywało pannę Melodię przed lataniem bez żadnego odzienia, to Rosa była gotowa błagać bogów pogody o powrót śnieżnych zamieci.         Czyli jednak mus…
    10 Odpowiedzi
    810 Odsłony
    Ostatni post 4 miesiące temu Wyświetl najnowszy post