Oglądasz profil – Funtka

W tej karcie postaci zostały wprowadzone zmiany i wymagają one ponownej akceptacji
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Yuumi Terotto z Równiny Maurat. Pseudonim artystyczny: Funtka
Rasa:
Alarianin
Płeć:
Kobieta
Wiek:
16 lat
Wygląda na:
15 lat
Profesje:
Uczeń, Artysta
Majątek:
Dostatni
Sława:
Nieznany

Aura

Emanacja nie szczyci się zbyt wielką siłą. Z oddali zaś można dostrzec, iż została podzielona na trzy pasy barw. Podstawą jest kobaltowy, idealnie prosty i okrążający powłokę. Wyżej widnieje srebrny, jego krawędzie są delikatnie, ale także symetrycznie pofalowane. Na szczycie natomiast znajduje się kompletnie nieregularne i nierówne miedziane pasmo, plamki tej farby są również gdzieniegdzie w niższych partiach aury. Całość otula światło ametystowe zjawisko mieszające się ze szmaragdowym, może to delikatnie przypominać zorze polarną. Słychać przyjemną dla ucha harmonijną melodię przechodząca powoli i ostrożnie z jednego tonu w drugi. Jeśli chodzi o wytwarzaną woń, to nie należy ona do tych ładnych, ponieważ jest to zapach ludzkiego potu. W dotyku powłoka okazuje się zatrważająco miękka. Gnie się łatwo i prezentuje swą elastyczność, od czasu do czasu niespodziewanie sztywnieje, co również wzbudza uczucie niepokoju. Zwłaszcza iż właśnie wtedy najlepiej widać niebezpieczne, ostre jak brzytwa krańce. Skryte wcześnie przed cienką warstwą puchu. W smaku nieco pikantna, ale nie pali tak strasznie w język. Dodatkowo delikatnie lepi się do podniebienia.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Funtka
Grupy:
Nagrody:
[img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img][img]http://granica-pbf.pl/images/pergamin.png[/img]
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Funtka

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
3 lat temu
Ostatnio aktywny:
5 dni temu
Liczba postów:
106
(0.13% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.08)
Najaktywniejszy na forum:
Efne
(Posty: 43 / 40.57% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[mieszkanie Kinalalego] Ja Cię kocham, a Ty...
(Posty: 43 / 40.57% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Towarzysz - Amari (Chaos)
,,Cicha Funcia mężczyzn rwie" ~ Samiel (SB)
Zebrane koszule: Lucien x2, Kinalali, Malachi, Kaikomi , Sakura, Sarpedon, Tesusil x4, Antar, Fabio, Benjamin, Niphred, Yva (Petro) <3, Conan (dzięki Loci), Ognaruks, Mniszek <3

Zgarnięte na sb przez Największego Dostawcę: Namir, Toffee, Umm, Kerhje

,,Wbił zlęknione spojrzenie prosto w te duże, mądre oczy - powinny być stalowoszare, zimne i okrutne, jak niebo w pierwszych dniach przedwiośnia, ale zamiast tego miały ciepłą barwę powstającą ze zmieszania na palecie karminu z umbrą paloną." ~ Fabio (narracja)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny
Zwinność:powolny, precyzyjny
Percepcja:wyczulony na magię
Umysł:bystry, ineligentny, silna wola
Prezencja:godny, przekonywujący

Umiejętności

MalarstwoZaawansowany
Tego uczyła się w głównej mierze sama, choć trafiło jej się i paru nauczycieli w postaci koleżanek po fachu - więcej jednak czasu zajęło jej poznanie rodzajów pędzli i farb niż opanowanie używania ich w praktyce. Widać, że dziewczę ma własny, nawet wypracowany styl i dobrze radzi sobie tak z pejzażami jak i uwiecznianiem zwierząt czy ludzi. W jej pracach widać fascynację naturą, magią oraz posługiwanie się tak intuicją jak zmysłami - dość rzadko uwiecznia architekturę, ale zaczyna się do niej powoli przekonywać.
Czytanie aurZaawansowany
Rozwinięty dzięki długim praktykom wrodzony talent oraz wiedza z tej dziedziny daje dziewczynie możliwość dogłębnego poznania większości emanacji, choć niekiedy traci nad tym kontrolę i odbiera niektóre cechy otaczających ją aur przypadkowo.
Odnajdywanie źródeł magiiZaawansowany
To zawdzięcza swojemu zmysłowi magicznemu - od dzieciństwa nie miała problemów z określeniem czy dany przedmiot jest naznaczony magią, gdzie znajdują się inne jej źródła i czy dane stworzenie posiada magiczną naturę - nieraz przychodziło jej to łatwiej niż znajdowanie chociażby źródeł dźwięku.
RysunekZaawansowany
Szkicowanie także wychodzi dziewczynie bardzo dobrze, ale bez użycia kolorów jej prace tracą na ‘charakterystycznym akcencie’. Jej rysunki zwykle mają większą wartość poznawczo-naukową niż czysto artystyczną.
PoliglotyzmZaawansowany
Wspólnym posługuje się od dzieciństwa, a czytanie i pisanie opanowała do tego stopnia, że rozumie nawet bardziej skomplikowane zapisy, w tym wiekową poezję. Nie bez znaczenia były tu częste korespondencje z bardzo utalentowanym w tej dziedzinie Kinalalim. Z kolei kontakty z elfią częścią rodziny pozwoliły Yuumi dobrze przyswoić klasyczny Elficki. Z dodatkowych zaś rzeczy uczy się pod okiem Babki języków dawnych, przydatnych przy inkantacjach i studiowaniu magii. Z tego jednak opanowała na razie jedynie podstawy.
Wiedza tajemnaZaawansowany
Czego to elfia babka młodej nie nauczyła! Wraz z pomocą szkoły i licznych podręczników, które Yuumi chętnie zabiera ze sobą gdziekolwiek się nie ruszy. To od lat główny przedmiot jej zainteresowania zna więc już rodzaje i charakterystyczne cechy różnych odmian magii, a także wiele z możliwych sposobów posługiwania się nimi.
KaligrafiaZaawansowany
Przydatna przy rzucaniu niektórych zaklęć, spisywaniu ksiąg, czy chociażby pisaniu listów - Funtka uczyła się jej w szkole, ale dopracowała przy okazji innych zajęć.
Prace domoweZaawansowany
Przynieść, wynieść, pozamiatać - czy to na swoim czy też i u kogoś. Dobrze zorganizowana, lubiąca ład Funcia szybko nauczyła się systematyczności oraz tajników czyszczenia zasłonek, prasowania, podlewania kwiatków, karmienia zwierzyńca, ostrzenia noży, czyszczenia sreberek czy dbania o meble i skóry. Parę razy pracowała już jako pomoc domowa.
Wiedza szkolnaOpanowany
Yuumi, kształcona w elfim królestwie, ma za sobą (jak na ludzką panienkę) sporo lat całkiem intensywnej nauki obejmującej takie podstawy jak czytanie i pisanie, przez obliczenia i prostsze prawa fizyki działające w świecie, po dalekie krainy geograficzne, ich florę i faunę (oczywiście w uproszczonym ujęciu - nie każdy jednak wieśniak czy mieszczanin wie jak wygląda żyrafa). Zna też całkiem dobrze mapę miast Środkowej Alaranii, choć jej domeną były raczej nauki przyrodnicze, a nie historia, ustroje czy układ państwowych granic. Najbardziej oddana bestiologii i anatomii zwierząt zawsze to w nich otrzymywała najlepsze wyniki.
KrawiectwoOpanowany
Uczyła się tego od matki i choć do mistrza wiele jej brakuje potrafi przerobić starą sukienkę na ładną, prostą bluzkę, a także załatać i zaszyć podarte ubrania.
Pismo runiczneOpanowany
Powiązane z językami dawnymi - Yuumi uczyła się go pilnie pod okiem babki, która naprawdę znała się na rzeczy i umiała przekazać swoją wiedzę w przystępny i efektywny sposób, co pozwoliło dziewczynie na opanowanie podstaw, które mogą być wstępem do nieco bardziej zaawansowanych studiów.
RasologiaOpanowany
Choć podstawowo kontakt utrzymywała głównie z elfami i ludźmi to w Terrot mieszkali także zmiennokształtni, w Kryształowym zaś uczyły się obok niej różne odmiany długowiecznych istot, w tym liczne podrasy elfów czy czarodzieje. W Efne z kolei poznała zaskakująco dużo barwnych artystów - od maie i nemorian, po krzyżowki i smokołaki. To sprawiło, że nie tylko przy okazji się czegoś dowiadywała, ale i postanowiła systematycznie pogłębiać wiedzę - jednak choć sporo się naczytała nie można nazwać jej specjalistką w temacie. Głównie przez brak praktyki i liczne wyjątki.
GotowanieOpanowany
Nie jest nie wiadomo jak dobra, ale potrafi przyrządzić prosty posiłek, od kupienia składników i oskubanie kurczaków po doprawienie potrawki odpowiednimi ziołami. I skoro już przy ziołach jesteśmy - zna parę pomocniczo-leczniczych mieszanek, które podawać może w ramach herbatki.
Targowanie sięPodstawowy
Tyle, aby nie dać się wykiwać pierwszemu lepszemu straganiarzowi, albo zapewnić sobie przynajmniej przyzwoitą pensję. Yuumi często widzi czy cena odpowiada faktycznej wartości przedmiotu/usługi, ale czasem jest zbyt nieśmiała, by się o to wykłócać. Pracuje jednak nad tym odkąd zaczęła sprzedawać własne prace.

Cechy Specjalne

Szósty zmysłAtut
Dzięki domieszce elfiej krwi, jest wyczulona na magię i posiada dar biegłego czytania aur, który rozwinąć pomogły jej ciotki i babcia. Silniejsze emanacje często niestety zdają się ją przytłaczać i wywołują u niej ból głowy, jeśli za długo się na nich skupia - musi dopiero zacząć się do nich przyzwyczajać, ale normalnie jest w stanie bez większych problemów poznać z kim (lub czym) ma do czynienia, nawet jeśli aura należy do tych najsłabszych. Odbieranie aur też nie zawsze przebiega kontrolowanie i zdarza się, że nagle dociera do niej po prostu ich smak czy dźwięk. Intuicyjnie Yuumi w ocenianiu ludzi bardziej skupia się na ich aurach niż ich słowach czy gestach, przez co pozbawiona tej możliwości - wpada w panikę.
Mieszana rodzinkaRasowa
Po elfickiej rodzinie Yuumi odziedziczyła nie tylko talent do magii, ale i starzeje się odrobinę wolniej niż przeciętni ludzie - tego jednak nie dane jej było jeszcze zauważyć.
Talent magicznyRasowa
Funcia posiada wrodzoną predyspozycję do używania niektórych dziedzin magicznych, ale ze względu na rozpoczęcie nauki nim się objawiły, umie używać póki co tylko inkantacji z wybranej przez siebie dziedziny Harmonii.
KlaustrofobiaWada
Niewytłumaczalny, paniczny lęk przed zamkniętymi, małymi przestrzeniami oraz nadmiernym tłokiem, krępującym ruchy i utrudniającym wyjście/przemieszczanie się. Yuumi boi się także zamknięcia pod ziemią.

Magia: Inkantacje

PorządkuNowicjusz
Funcia zna niewiele zaklęć z tej dziedziny, ale dzięki pilnej nauce opanowała je niemal do perfekcji - może przede wszystkim umacniać lub naprawiać niewielkie przedmioty lub fragmenty większych. Umie zająć się też drobnymi ranami.

Przedmioty Magiczne

Mechaniczny WróbelekZaklęty
Niezwykła zabaweczka nakręcana kluczykiem, zdolna do lotu - zrobiona przez Fabia (który jej go podarował), a zaklęta przez dziwną Fioletową istotę (która z kolei przeniosła Funcię z Turmalii na jakieś pustkowia). Po nakręceniu mechanizmu wróbelek leci przez parę chwil w stronę 'najbardziej upragnionej koszuli'. Taka była instrukcja i swego czasu ów czar zaprowadził sceptyczną Funcię do cywilizacji, w lesie natomiast do jego Strażnika. Dziewczyna nie jest jeszcze pewna jakie są ograniczenia ptaszyny, ale postanowiła używać jej przynajmniej wtedy kiedy się zgubi.
Naszyjnik z GwiazdkąZaczarowany
Delikatny łańcuszek (prawdziwe dzieło sztuki!) z zawieszką w kształcie gwiazdki. Prezent od Kinalalego, zdjęty prosto z jego łabędziej szyi i dany jej z okazji wyruszenia na pierwszą samodzielną wyprawę. Zaczarowany został tak, by po potarciu gwiazdką skroni można było obejść się bez snu jeszcze kilka godzin.
Pazur Niedźwiedzia (II)Baśniowy
Zawieszony na szarym rzemyku czarny pazur wielkiego zwierzaka, którego upolował niegdyś ojciec Funtki. Rzucony na niego czar sprawia, że zaczyna emanować czerwoną poświatę kiedy w pobliżu tego kto go nosi znajduje się osoba o złych intencjach. W miarę oddalania się od takiego delikwenta poświata blednie. Na amulecie wyryta jest ‘II’.
Kolekcja KoszulWyjątkowy
Zestaw męskich koszul, które Funcia... nosi ze sobą w torbie. Dwie z nich dostała od Fioletowego dziwadła - czarną i drogą, z guzikami, przesiąkniętą demonicznym zapachem oraz jasną zniszczoną, należącą do (jak się dowiedziała) byłego smoka. Z resztą pierwszym jej zadaniem po spotkaniu tajemniczej istoty było naprawienie zakrwawionej, poszarpanej tkaniny. Obecnie koszula jest w stanie jak najbardziej używalnościowym. Mniej szalone nabytki to fioletowa, sznurowana koszula Fabia, oraz zielona, górna część ubioru Mniszka. W zasadzie... czemu ona je trzyma!?

Charakter

Trudno na pierwszy rzut oka poznać jaki dziewczyna ma charakter, tak samo jak ciężko jest poznać ją samą. Jako typowy introwertyk większość uczuć, przemyśleń, a nawet zalet skrywa przed światem zewnętrznym i trzyma dla siebie. Zazwyczaj jest małomówna i spokojna, wydaje się być opanowana i choć przeważnie wolno reaguje na bodźce, mało co umyka jej uwadze. Jest typem słuchacza i obserwatora, a nim się odezwie długo się namyśla. Nie lubi też gadać po próżnicy (oczywiście paplanie o niczym z osobami, które lubi do tego się nie zalicza), a nim coś stwierdzi musi być tego pewna. W przeciwieństwie do ciała, umysł zdaje się należeć do o wiele starszej osoby, więc razem tworzą całkiem ciekawy komplet. 

To co dziewczyna po sobie pokazuje często jest niemal odwrotnością tego co czuje naprawdę, a większość pozytywnych reakcji skutecznie tłumi nie chcąc się ,,zdradzić” przed obcymi, a nawet - co gorsza - przed przyjaciółmi i bliskimi. Pełna wrażliwości i łagodności zdaje się być osobą chłodną, obojętną, a niekiedy nawet cyniczną. Naprawdę jednak jest przewrażliwiona i to na więcej niż jeden sposób, przez co wyjątkowo ciężko pracuje nad pozorami, które tworzą jej wizerunek, za którym czuje się bardziej bezpieczna.

Bardzo wiele wymaga od siebie, a przy tym jest inteligentną osobą, która dzięki nieufności w stosunku do innych nie poddaje się (zazwyczaj) młodzieńczym przejawom naiwności i zawsze dogłębnie analizuje sytuacje w jakiej się znajduje. Stara się przy tym być neutralna dla otoczenia co jest wynikiem kompromisu pomiędzy jej nieśmiałością i chęcią pozostania w cieniu, a empatią, którą została obdarzona. Wiele razy dziewczyna chciałaby pomóc albo coś powiedzieć, ale boi się to zrobić, bo uważa, że komuś innemu pójdzie to o wiele lepiej. Ta skłonność do wycofywania się robi z niej osobę mało dostrzegalną, znikającą w tłumie i tylko bystre oko zdoła ją z niego wyłapać. W kontaktach z nowo poznanymi osobami (i z osobami w ogóle) jest bardzo ostrożna - waży każde swoje słowo i choć czasami ją to męczy nie potrafi zachowywać się inaczej. Przez skrywanie swoich prawdziwych myśli i intencji sprawia też, że wiele osób opacznie interpretuje jej zachowania.

Mimo zwracania uwagi na słowa i formę w jakiej je podaje, jest raczej bezpośrednia i nie kłamie dla cudzej przyjemności (chyba, że bardzo boi się urazić daną osobę). W ramach kulturalnego zachowywania się zwykła milczeć o faktach niepochlebnych - jednak zapytana o nie nie będzie owijać w bawełnę i powie co jej nie odpowiada, nie raz szokując współrozmówców swoją ,,bezczelnością”. Niegdyś uczona była żeby zawsze zachowywać się jak na grzeczną panienkę przystało i dostosowywać się do kulturalnych norm. Jednak o ile Funtka jest nieśmiała, bojaźliwa i cicha, o tyle jest także w stanie nagle pokazać pazury i z uporem zachowywać swój indywidualizm w nienaruszonym stanie. Nie przesadza z tym jednak - nie lubi zbytnio łamać przyjętych zasad, a co najwyżej lekko je pominąć kiedy uważa, że można. Uczciwa i dążąca tak do harmonii jak i ‘świętego spokoju’ nie lubi pakować się w nieporozumienia ani nawiązywać kłopotliwych relacji, choć różnie z tym bywa. Jeżeli chodzi o maniery była uczona różnych form dopuszczalnego zachowania i póki nie trafi na arystokratów trudno zarzucić jej jakieś braki edukacyjne w tym względzie. Nie pozuje jednak na typową ‘pannę z dobrego domu’, bo uważa, że za dużo z tym kłopotów i nie pasuje to do jej osobowości, a konsekwencje takiego jej postrzegania przez ludzi (a więc i ich oczekiwania) mogłyby być uciążliwe.

Jest więc dobrze wychowana i uprzejma, używa wszelkich form grzecznościowych i gdy tylko nie jest naciskana zachowuje się pokornie. Jeśli jednak na jej drodze drodze stanie ktoś, kto jej zdaniem na pokorę nie zasługuje, wtedy tylko poczeka na okazję… żeby od niego uciec. Gorzej jeżeli ucieczka się nie uda, bo wtedy w grę wejdzie mściwość i urażona duma, lub w lepszym przypadku - silne poczucie sprawiedliwości. Kiedy trzeba nagada każdemu i temu samemu ‘każdemu’ wytknie wady lub kretyństwo jego postępowania - najlepiej przed wszystkimi i jeszcze tak by wyszło na to, że to ona ma niezaprzeczalnie rację. Wtedy to właśnie z pełną premedytacją i bez mrugnięcia okiem potrafi przeciwstawić się ogólnie przyjętej hierarchii, nieraz budząc w innych mieszane odczucia. Z drugiej strony trudno nie szanować jej twardego kręgosłupa moralnego, pewności swoich racji i stanowczości, a także trafnych, niejednokrotnie przepełnionych sarkazmem uwag, którymi demaskuje wszelkie dostrzeżone przez nią mankamenty społeczeństwa, od którego zdaje się niekiedy odstawać (choć to zależy już od społeczności). Wiek buntu i niestabilności do czegoś w końcu zobowiązuje.

Wielką wagę przykłada do relacji z innymi ludźmi, choć nawiązywanie ich nastręcza jej wielu problemów. Niemal nigdy nie potrafi dogadać się z rówieśnikami czy dołączyć do jakiejś grupy. Jej ekscentryczne niekiedy zachowania i pozory obojętności sprawiają wrażenie jakby patrzyła na nich z góry (lub była nie do końca normalna), choć tak naprawdę daleko jej do takich myśli.
Bardzo dużo czasu spędza w samotności, którą lubi, ale z której chciałaby móc się też wyrwać, co udaje jej się przeważnie na gruncie rodzinnym. Bardzo dobry i jedyny w swoim rodzaju kontakt utrzymywała także z jedynym w swoim rodzaju maie Kinalalim, który był jej pierwszym tak bliskim przyjacielem, choć i do niego ma pewien dystans, który ostatnio nieco się zwiększył. Mimo wszystko to dzięki niemu i spotkaniom z artystami z Efne, w tym Miminettą i Lantellem udało jej się nieco otworzyć, ale to sprawia, że niekiedy zamiast milczeć robi się sarkastyczna.

Jej oblicze może bardzo się zmienić kiedy wreszcie będzie przebywać z osobami, którym ufa i którym będzie czuła się równa - stanie się zapewne gadatliwa, bardziej radosna i może otwarta, a także skora do żartów, które przeważnie opierają się w jej przypadku na ironii. Zawsze jednak zachowa przy tym zdrowy rozsądek i nieco swojego sceptycyzmu podszytego wieczną powściągliwością. Tylko w takich sytuacjach będzie zapewne skłonna szczerze mówić o swoich silniejszych uczuciach i może komuś nawet je okazywać.

Nie stroni od pracy, a właściwie bardzo ją ceni - jest bardzo schludna i całkiem zorganizowana, lubi utrzymywać wokół siebie porządek i czystość, choć często na miarę otoczenia - to oczywiste, że nie wyszoruje klepiska w wiejskiej kuchni jak klepek w miejskim pokoju.

Wiele godzin spędza na nauce, choć niemal nigdy nie uczy się tego co uważa za niepotrzebne, próbując zaoszczędzić czas i energię. Dni wolne od ‘zwykłych’ lekcji często poświęca dalszemu zgłębianiu magii i powiązanych z nią dziedzinom, a także pasji jaką jest malowanie i rysowanie. Ta rozbieżność upodobań sprawia, że coraz trudniej jest jej podejmować ważne decyzje odnośnie dalszego kierunku kształcenia i budzi się w niej chęć zmiany, znalezienia odpowiedzi na te podstawowe dla młodych osób pytania odnośnie tego co dalej robić i czemu się poświęcić.
Gnębi ją też coraz mocniej fakt, że nie należy do ras długowiecznych, a jest jej tym trudniej, że wielu uczniów z Kryształowego Królestwa to elfy czystej krwi. Otrzymawszy potrójne wychowanie (u rodziców, u Babki i w Efne) nie za bardzo wie co o sobie myśleć i czy nie popełniła przypadkiem jakiegoś błędu…
Bo i kim niby powinna być ‘Funtka’?

Wygląd

Yuumi jest panną raczej niskiego wzrostu, a przy tym dość chudą i całkiem zgrabną, gdyż mierząc 160 cm wzrostu waży 50 kilogramów. Jest to akurat lekko nad pograniczem z niedowagą, jednak zupełnie nie widać tego po jej pełnej, dziecinnej twarzyczce, otulonej kosmykami ciemnobrązowych, jakby popielatych włosów, ściętych na krótko i nie do końca równo, co z resztą dziewczynie całkiem odpowiada.
Sylwetkę ma tak jak i buźkę nadal nieco niedojrzałą i kiedy odpowiednio się ubierze można pomylić ją z 14-letnim chłopcem - dość słodkim i uroczym oraz ciut chuderlawym, ale jednak chłopcem. Jej niedbałość jeśli chodzi o wygląd pasuje zresztą bardziej do tej drugiej płci i mógłby utwierdzać kogoś w tym mylnym przekonaniu, a lekkie obandażowanie klatki piersiowej zamknęłoby sprawę ewentualnego biustu. Biodra jak biodra, są, ale nie rzucają się w oczy przy odpowiednim ubiorze, dłonie za to, drobne, o zgrabnych palcach stają się przy tej nikłej konkurencji zdecydowanie sporym atutem.

Malarka ma cerę raczej oliwkową i całkiem gładką, choć wrażliwą na mróz skórę. Niekiedy używa balsamów i oliwek, zarówno do kąpieli jak i na sucho, ponieważ już w dzieciństwie ciotki i babcia zalecały jej takie praktyki. Jednak powierzchnia jej dłoni często się wysusza, a podeszwy stóp są twarde i wyrobione miesiącami chodzenia bez żadnego obuwia.

Z twarzy Funcia nie jest ani brzydka, ani piękna - za to całkiem urokliwa. Duże, wymowne oczy o źrenicach w kolorze kasztanów i mądrym wejrzeniu zdobią dość długie i całkiem efektywnie wyglądające rzęsy. Nad nimi układają się krótkie lecz wyraźne brwi, które w złości nadają dziewczynie groźnego wyrazu. Jej nosek jest mały, zgrabny, usta zaś średnio wydatne, z natury jasnoróżowe o delikatnie zaznaczonym łuku kupidyna i ładnie wyciętych wargach.

Delikatne rysy okrągłej twarzyczki i niewielkie, przylegające uszy odmładzają wizualnie dziewczynę, której rówieśniczki nieraz wyglądają już jak dojrzałe kobiety co podkreślają makijażem i pudrami - Yuumi nie robi tego nigdy. Ostatnie co uważa za potrzebne to stać się z wyglądu ,,dojrzałą kobietą" - doprawdy, najpierw wiele godzin szykowania, a potem same problemy i o wiele mniej swobody. Poza tym kto o zdrowych zmysłach podróżując samotnie jeszcze kusiłby mężczyzn? Brak praktyczności wyklucza także noszenie fantazyjnych fryzur (o ile wcześniej nie zrobi tego długość włosów) i co cięższych spinek, bądź innych ozdób, które łatwo zsuwają się z głowy lub o coś zaczepiają.

Obdarzona została przez los bardzo wyrazistą mimiką, ale by się o tym przekonać trzeba naprawdę dobrze ją poznać, bowiem normalnie dziewczyna wygląda na chłodną, obojętną lub zamyśloną i jest bardzo oszczędna w wyrażaniu uczuć za pomocą gestów i mowy ciała (z emocji ‘nieplanowanych’ najczęściej pokazuje po sobie zaskoczenie). Bardzo efektywnie wygląda u niej marszczenie brwi kiedy się zezłości, a także zagadkowe wpatrywanie się w kogoś czujnymi, migdałowymi oczami, co u niektórych wywołuje dziwny niepokój, niektórych peszy, a na innych robi pozytywne wrażenie. Mimo nie przykładania do tego zbyt wielkiej wagi, w ruchach jest bardzo dziewczęca, wręcz kobieca, sprawiając wrażenie delikatnej, ale zdecydowanej panienki, czasem tylko nieco zdezorientowanej lub zamyślonej. Uważa z gestami i przeważnie opisać można ją jako powściągliwą, jeśli nie nieśmiałą. Jej lekko nieobecny wyraz twarzy zdaje się odstraszać rówieśników, ale zdecydowanie nie wszystkie osoby dorosłe, które często z niewiadomych dla Yuumi powodów proponują jej pomoc. Także gdy o coś prosi nieczęsto otrzymuje odmowę, a kiedy już się uśmiechnie i otworzy, jest w stanie zjednać sobie wielu ludzi.

Ubiór:
Jak na panienkę z tylu środowisk przystało ubiera się bardzo zróżnicowanie, zależnie od miejsca, w którym przebywa i zajęcia, które wykonuje. W rodzinnej wsi zakładała przeważnie robocze spodnie i lniane bluzki, których nikomu nie byłoby szkoda gdyby się nieco zniszczyły. Mieszkając u babci w Kryształowym Królestwie dostawała ładne, kolorowe sukienki i skórzane sandałki, a na zajęcia w szkołach przywdziewała eleganckie fartuszki. Z kolei w artystycznym Efne rozkochała się w noszeniu własnoręcznie pozszywanych szat, po założeniu wizualnie przypominających płaszczyk pożeniony z sukienką, służących za podstawowe okrycie, wygodnych i pod tą wygodę zaprojektowanych. Komplet taki składa się z zazwyczaj bawełnianej koszuli o niezwykle szerokich rękawach, bez żadnych guzików, zawiązywanej w pasie szeroką szarfą oraz długich i nie mniej szerokich, dopasowanych kolorystycznie spodni, które sprawiają wrażenie, jakby stanowiły jeden kawałek materiału i tak też się układają. Taki zestaw to najbardziej charakterystyczny dla niej przyodziewek, zwłaszcza jak doda się do tego poręczną torbę oraz brak butów, których dziewczyna nie lubi nosić w ciepłych okolicach. Ewentualnie, kiedy musi zakłada sandały typu ,,mało eleganckie, ale wygodne". No, może od czasu do czasu skusi się też na jakieś pantofelki…

Głos:
Jak na nieśmiałą dziewuszkę głos ma wyjątkowo silny i mocny, a zarazem łagodny i harmonijny. Ma on raczej niższą z dziewczęcych barw, wydaje się głęboki i nieco matowy zarazem. Ma tendencję do mówienia monotonnie lub mamrotania kiedy nie skupia się na rozmówcy lub powtarza coś sama do siebie. Kiedy komuś o czymś opowiada stara się brzmieć rzeczowo i bezemocjonalnie, a przy tym dbać o dykcję (nawyk z nauki u babki). Nie lubi zdradzać głosem uczuć, choć trudno jej niekiedy o odpowiednią manipulację i pohamowanie. Kiedy chce może brzmieć całkiem słodko i miło, choć często mówi ironicznie lub z przekąsem. Wyraźna jest u niej różnica między tonem ponurym, a pogodnym, kiedy zdaje się świergotać jak… jak szczęśliwa kurcia domowa.

Historia

Yuumi urodziła się ledwie (czy aż) 16 lat temu, w wiosce Terrot leżącej na wielkiej Równinie Maurat. W rodzinnym domu jej ojca zebrało się wtedy grono jego krewnych, chcących jak najszybciej zobaczyć małą dziewczynkę, a także poniekąd zaspokoić swoją ciekawość, jakie to cechy będzie posiadać dziecię zrodzone z ojca człowieka i matki, w której płynęła elfia krew. Samych małżonków niewiele to obchodziło, a wręcz denerwowało ich ciągłe wspominanie o tym w rozmowach, które były prowadzone w ich gospodarstwie. Ostatniego dnia przed urodzeniem Yuumi jej matka leżała już w zupełnej ciszy dopuszczając do siebie jedynie męża i jedną ze starszych ciotek, która wybrana została do pomocy przy porodzie, ale ostatecznie i tak  w ciasnym pokoiku tłoczyło się więcej osób niż w jakichkolwiek planach wypadałoby uwzględniać. Wbrew swoim podświadomym pragnieniom brązowowłosa dziewczynka przyszła na świat w gwarze i zamieszaniu, a odpocząć mogła dopiero, kiedy wszyscy poza tymczasową położną i jej rodzicami zostali brutalnie wykopani na podwórze, by tam w ,,ciszy i spokoju" świętować jej narodziny, czyli najlepszy pretekst do wspólnej biesiady. Dziecko ich zdaniem było bardzo ludzkie, przyjemnie rumiane i podobne do rodziców, wszystko się więc zgadzało i było za co wznosić toasty. Nie dalej jednak jak kilka dni potem towarzystwo rozpierzchło się, bo poprzyjeżdżali z daleka i musieli wracać do własnych zajęć, obowiązków czy też żon i dzieci. Rodzina z Terrot została sama, z jednym tylko niezmiernie dumnym dziadkiem, który odmówił jakiegokolwiek wyjazdu dopóki... dopóki mu się nie zachce. Pomagał wyremontować dom, który sam niegdyś z resztą zbudował, dbał o synową i sam zrobił łóżeczko dla małej! Należało mu się podziwiania jej ile zapragnie! I dopiął swego - namówiony na zabranie paru przydatnych rzeczy ze swego domostwa w Efne, zamieszkał na powrót w Terrot na następne 6 lat, kiedy to nagle sprawy potoczyły się zupełnie inaczej niż chciał. Ale nie musiał aż tyle czekać, by poczuć przedsmak tego, co kiedyś miało stać się solą w jego biednym oku i zrujnować jego wizję Yuumi jako przykładnej i pracowitej ,,kurki domowej", co nie tylko krowę wydoi, ale i zupę zrobi i chlebek upiecze i...
- A co z magią!? Co z nauką!?
Oburzony głos elficy tylko raz zabrzmiał w drewnianej chałupie, zanim rodzice uświadomili sobie, że faktycznie mogą dać córce szansę na bardzo dobre wykształcenie i zgłębianie tajników sztuki magicznej, która jest przecież bardzo przydatną, praktyczną i cenioną przez wielu dziedziną. A babcia małej Yuumi bardzo nalegała, żądała niemal, by dziewczynka zaczęła uczyć się u niej, w Kryształowym Królestwie. Wtedy jednak przedmiot sporu miał zaledwie kilka miesięcy i o żadnych wyjazdach nie mogło być mowy. Temat został odłożony, a elfia babka zniknęła na długo z pola widzenia. Wychowaniem dziecięcia zajęli się rodzice i rozanielony dziadek, który wyjątkowo szybko zapomniał o tej strasznej, elfiej babie (która wszak była bardzo ładna i nadal wyglądała młodo, ale tak jakoś kojarzyła mu się z jego wychowawczynią ze szkoły i biciem liniją po łapach, że nie mógł jej znieść). Mała Yuumi żyła beztrosko ucząc się podstawowych rzeczy, a także języka. Była dzieckiem nieśmiałym i cichym, ale upartym i natarczywie wypytującym o to czego nie rozumiała. Dziadek z wielką przyjemnością odpowiadał jej na wszelkie pytania, mama podrzucała jej podstawy elfickiego, a ojciec bawił się z nią w chwilach wolnych od pracy. Wszystko do czasu.

Kiedy Yuumi skończyła 6 lat (tradycyjnie wiosen) dystyngowana elfka pojawiła się po raz drugi. Tym razem wraz z drugą córką, pełnej krwi elfem leśnym robiącą za dodatkowy głos i zażądała, by teraz jej wnuczka zaczęła edukację. No dziadek to o mało zawału nie dostał, ale rodzice myśleli długo o tej sprawie i stwierdzili, że faktycznie dobrze będzie jeśli Yuumi skończy coś więcej niż sześć klas odległej o kilka kilometrów wiejskiej szkoły szczycącej się tym, że każdy kto ją ukończył zna pół alfabetu i potrafi dodawać (krótko mówiąc do niej chodził ojciec dziewczynki, a jej dziadek pomagał ją budować). Mimo płaczu, gróźb i zawodzeń najstarszego z Terottów matka zdecydowała, że wyjedzie wraz z córką na kilka tygodni do Kryształowego Królestwa, by mała zapoznała się z nowym miejscem i osobami. W razie gdyby okazało się to dla niej zbyt ciężkie miały wrócić do domu.
Dziadek i ojciec długo czekali, bijąc się z myślami (lub z innymi facetami z wioski, tak żeby rozładować napięcie) aż pewnego dnia półelfka na powrót stanęła w drzwiach i oparła się bezsilnie o framugę. Była sama i wyglądała na przerażoną. Mężczyźni, którym niepokój natychmiast się udzielił, od razu pomyśleli, że jak nic coś musiało się stać z Yuumi w trakcie drogi powrotnej - coś ją zaatakowało, zgubiła się, utopiła...!
- Spodobało się jej! - Matka wybuchnęła płaczem opadając na podstawione jej krzesło i opierając głowę na rękach. Rzadko kiedy można było ją zobaczyć w takim stanie. To nieco zaskoczyło jej męża, ale dziadek rozumiał ją doskonale.
- Ale kochanie, masz na myśli, że... - Zaczął ojciec Yumci - Zostanie tam by się uczyć?
- TAK!
- To chyba dobrze... w końcu to dla niej wielka szansa!
- Ale to takie straszne!!! - Krzyknęli jednocześnie i dziadek i kobieta i padli sobie z rozpaczą w ramiona. Kowal tylko pokręcił głową - chciał zobaczyć córkę, ale cieszył się, że skończy coś więcej niż tę zapyziałą budę, którą wszyscy nazywali szkołą i stanie się tak mądrą kobietą jak jego żona.

Młoda Yuumi uczyła się u przyjaciółki babci wraz z paroma innymi dziećmi, a co kilka tygodni przychodzili po nią rodzice i zabierali na jakiś czas do Terrot. Tak minął rok, kiedy to wtrącił się dziadek i postanowił, że z okazji zakończenia roku ciężkiej nauki (pisanie literek i zapamiętywanie wierszyków naprawdę musiało było w jego oczach strasznym przeżyciem) dziewczynka zasłużyła na długie wakacje i nieco wolności. Rodzice uznali to za dobry pomysł i tak następny rok siedmiolatka spędziła pomagając przy przeprowadzce dziadka z powrotem do Efne i odnowieniu jego kuźni i warsztatu. Bardzo dobrze się bawiła mogąc znów pobyć tak we własnym domu, jak i w Efne, pięknym, błękitnym mieście ludzi pełnych klasy. Zastanawiało ją dlaczego dziadek w ogóle tam zamieszkał. Z tego co widziała wielu tam było (nad)wrażliwych poetów i malarzy; kobiet i mężczyzn przesadnie dbających o wygląd swój i swoich mieszkań; ludzi dystyngowanych i dobrze ułożonych. Sklepy zaś były przepełnione biżuterią i wszystkim co ozdobne. A dziadek? Dziadek był prostodusznym kowalem (zajmującym się także stolarką) i prowadził kuźnię obok domu, który od wielu innych odróżniało to, że był pomalowany na zielono i czerwono (czy jak twierdziła Yuumi ,,szynkowato"), a gdy oba te kolory wyblakły i zaczął w dodatku odpadać tynk z elewacji, nikt nic z tym nie robił. Kuźnia także się wyróżniała - samym swym charakterem. I wraz z dziadkiem pasowała do tego miasta jak pięść do nosa.
- Widzisz Yuumi... - Tłumaczył - Tak to już jest, że możesz gdzieś pasować i robić to co inni, albo skupić się na prawdziwej pracy i dawać od siebie to, czego innym brakuje. Zajmuję się tutaj porządną robotą! I mam jej całą masę, odkąd siem wziął wprowadził, bo wszyscy w okół zaczynają polegać na moich umiejętnościach. Dużo tutaj takich co nie potrafią choćby i stołu naprawić i może nie zapraszali mnie na te swoje wyciupkane przyjęcia, ale teraz nie ma takiego co by szedł ulicą i się nie ukłonił! Potrzebują tutaj kogoś takiego jak ja, a ja dzięki temu mam pracę. Nieźlem to sobie wymyślił, nie!?
- Aha... mogę iść się pobawić?
- Tak dziecko, idź...

Po tym spokojnym roku, przyszedł czas na powrót do szkoły i tak zaczęły się rutynowe wyjazdy dziewczynki do Kryształowego Królestwa. Osiem miesięcy spędzała tam, ucząc się coraz to nowych rzeczy - na początku indywidualnie, potem już w szkołach pod okiem znanych jej babce profesorów (lub co gorsza pod jej własnym), a potem na cztery kolejne wracała do domu, by odpocząć od nauki i zajmować się innymi, bardziej 'praktycznym'i sprawami. Kiedy miała 9 lat wakacje spędzała i w rodzinnej wsi i w Efne, za to pomiędzy 10 i 11 urodzinami nie miała dłuższych wakacji, a jedynie parę razy wyjechała na kilka tygodni do domu. Musiała wtedy wyjątkowo pilnie się uczyć, gdyż zaczęła studiowanie wiedzy tajemnej, a babcia nie miała litości jeśli chodziło o pilność pod tym względem. Yuumi nigdy nie była terroryzowana, ale czuła, że w temacie magii lepiej elfce nie podpadać. No i chciała by była z niej zadowolona - dlatego odpuściła sobie wakacje i studiowała księgi o wiele pilniej, by móc z czystym sumieniem odpocząć w przyszłym roku.<br>A kiedy owe dni swobody nadeszły wyjechała do artystycznego Efne, by oddać się swojemu hobby jakim było rysowanie i szkicowanie, a później także i malowanie. Uwielbiała wyrażać siebie w ten sposób, a i przemknęło jej przez myśl, że może kiedyś stać się to elementem jej pracy... lepiej było nie wspominać o tym babci. Chociaż kto wie? W końcu ilustracje do zaklęć... ale nie, na to zdecydowanie było za wcześnie. No i chwilowo dość magii!

Następny rok nauki obfitował w nowe przedmioty i zadania - kaligrafia i nauka dawnych języków przeplatała się z praktycznymi ćwiczeniami z zakresu odczytywania aur, a także z nauką zoologii i bestiologii. Dziewczyna nie mogła i wcale nie zamierzała narzekać, mimo iż pracy miała jak zwykle sporo. Za to w przeciwieństwie do wielu innych uczennic w jej wieku, nie była zobowiązana do wykonywania niemal żadnych, domowych obowiązków. Dbać o ogólny porządek i czasem pomóc cioci pozmywać - to wszystko czego nie tylko od niej wymagano, ale i na co pozwalano. Babka twierdziła, że mała nie powinna rozpraszać się takimi sprawami, a całkowicie skupić na nauce. Wiedziała, że jeśli chodzi o domową zaradność więcej nauczy się we własnym domu (i - o zgrozo! - u tego starego Terotto, człowieka z krwi i kości). W Kryształowym Królestwie zaś nie miała szkolić się na wiejską gospodynię, ale kobietę uczoną. A do tego pranie czy gotowanie było absolutnie nie potrzebne. Yuumi nigdy nie mogła zrozumieć takiego podejścia, tym bardziej, że wiedziała, że jako młoda dziewczyna babcia miała na głowie masę obowiązków, bowiem z rodziną mieszkali wówczas bardzo skromnie. A przecież stała się oną mądrą i szanowaną kobietą o wielkim autorytecie jako wykładowczyni i znawczyni magii (pomyśleć, że zaczynała jako guwernantka!). No, ale każdy ma jakieś swoje dziwactwa. Dziadek uparł się na kurcię domową, babcia na uczoną - tylko rodzice śmiali się z nich pod nosem i twierdzili, że przecież Yuumi kiedyś sama wybierze odpowiednią dla siebie karierę (albo też jej brak). To właśnie dlatego dziewczynka nie czuła zbytniej presji, a jedynie cieszyła się, że ma szansę nauczyć się wielu rzeczy i tolerowała wszystkie nietypowe wymogi zarówno jednej, jak i drugiej strony. <br>Jednego jedynie jej brakowało - przez wzgląd tak na swój charakter jak i ciągłe wyjazdy na nauki, nie miała właściwie żadnych przyjaciół. Kiedy wracała do domu to do rodziców, kiedy jechała do Efne to do dziadka. Nawet w szkole nie nawiązała relacji na tyle głębokich, by ją usatysfakcjonowały i mogła je nazwać prawdziwą przyjaźnią. A kiedy coś nie jest prawdziwe to lepiej w ogóle tego nie nazywać. Choć z widzenia poznała wielu ciekawych ludzi.

Nie miała pojęcia, że to się zmieni i to tak drastycznie, kiedy po raz kolejny udawała się do domu dziadka. Spędzała tam czas jak zawsze, pewnego tylko wieczora postanowiła wyjść i załapać się na pamiątkowy podpis od jednego znanego poety, który miał wziąć udział w wieczorku poetyckim. Tak jak sądziła była za młoda, aby wejść do środka, a i spóźniła się na rozpoczęcie - pozostało jej więc czekać jej aż spotkanie się zakończy i artysta wyjdzie na zewnątrz. Czatowała tak parę ładnych godzin, ale nie spieszyło jej się zbytnio, za to zafascynowana wierszami była gotowa trochę się pomęczyć, aby zdobyć upragniony podpis. Ale byłaby wściekła, gdyby poeta czmychnął innym wyjściem!
Nic takiego się jednak nie stało. Chwilę przed zmrokiem ludzie zaczęli opuszczać budynek, a pod koniec korowodu pojawiła się także i owa sława, na którą dziewczyna czekała. Zebrała się w sobie i pokrzepiona własną desperacją podeszła do chudego mężczyzny o ciemnych włosach i delikatnych rysach i wyciągając rękę z notesem poprosiła cicho o jego podpis. Była bardzo przejęta, ale z kamienną miną obserwowała jak białolicy Meie przegląda parę poprzednich stron, a nawet - o zgrozo! - chwali jeden z jej rysunków! Nie zdążyła mu jednak nic na to odpowiedzieć, gdyż zaraz uciął temat i złożył podpis na wskazanej kartce. Podziękowała mu i ścisnęła zeszyt w dłoniach, jakby chcąc się za nim schować, ale na nic się jej to nie zdało, gdyż chwilę potem usłyszała pytanie, czy przypadkiem nie uczy się gdzieś rysunku. Złapał ją! Spanikowana Yuumi ledwo odpowiedziała, ale jednak zgodnie z prawdą i to nawet kilkoma zdaniami! Co dziwne zaczęta w ten sposób rozmowa nie urwała się nagle, a wręcz przeciwnie - obie strony wciągnęły się w nią, choć zapewne z różnych powodów. Zwykle młoda Terotto nie była tak gadatliwa, ale szczere zainteresowanie artysty otwierało jej usta i wychwytywało spłoszone myśli. Dziwny był to Meie, ale jakoś dobrze się przy nim czuła - może właśnie przez wzgląd na jego nietypowość. Zdawał się być taki kruchy i kobiecy - delikatne dłonie, smukła szyja, łagodny, melodyjny głos - choć i tak stresowało ją rozmawianie z nieznajomą osobą! Co miała mu niby powiedzieć!? A jednak mówiła, głos sam uchodził z jej młodego ciała i nawet nie do końca świadoma była własnych odpowiedzi. Artysta zaproponował, że odprowadzi ją, gdyż jak twierdził bał się, że coś jej się stanie. Było to miłe i dwunastolatka nawet nie pomyślała, by zaprotestować, choć nie miała pojęcia skąd zainteresowanie jej osobą u tak znanego i podziwianego poety. Ale podstęp jakoś jej do niego nie pasował. Ruszyli więc oświetlonymi ulicami ku mieszkaniu jej dziadka. I byłoby to nic nadzwyczajnego - poza samym faktem, że KTOŚ i to nie byle kto odprowadzał JĄ, małą, nieśmiałą Yuumi i to z własnej inicjatywy! - ale ich role już tamtej nocy miały się zmienić. Najwyraźniej los nie chciał czekać na cyrk, który później nazwano przyjaźnią, aż się ze sobą oswoją i postanowił przyspieszyć powstanie relacji między tą dwójką w trybie natychmiastowym. I tak już po paru metrach, niespodziewanie i bez żadnego powodu idący obok Yumci artysta wyłożył się jak długi, całując nosem chodnik z takim pogłosem, że zakołysały się świece w lampach. Dziewczynka otworzyła szeroko oczy, ale sądziła, że panienkowaty facecik mimo wszystko zaraz się podniesie. Jednak zamiast wstać i zaśmiać się z własnej niezdarności w oczach poety pojawiły się łzy bólu, którym akompaniowały przedśmiertelne jęki. Klęknął na ziemi załamany i owładnięty paniką. Nie było sytuacji, która mogłaby ośmielić ją bardziej i mocniej kopnąć w jej wrodzony rozsądek. Zdecydowanie kazała mu wstać chwytając bezceremonialnie jego ręce i szybko wypytała ile widzi palców i czy nie mieszka może w pobliżu. Z tym pytaniem trafiła, bowiem faktycznie jego mieszkanie znajdowało się o wiele bliżej niż dom jej dziadka i nawet w taki ,,opłakanym" stanie dałby radę dojść. Zmienili więc kierunek i tak oto dziewczę wylądowało w roli opiekuna i podpory dla szlochającego, dorosłego faceta. W jego niewielkim mieszkanku szybko znalazła potrzebne opatrunki i zajęła się reanimacją biedaka. Na początku nieśmiało i ostrożnie, potem z coraz większą stanowczością, aż w końcu przyłożyła mu szmatą, bo nie chciał się zamknąć i ciągle tylko gadał o czarnych scenariuszach, od których i jej się słabo robiło.
- Dałeś radę do tej pory, a więc będziesz żyć! - Skarciła go i o dziwo było to tak skuteczne, że zszokowany poeta jak na zawołanie ograniczył się w swoich biadoleniach. I tak się wszystko zaczęło... po takiej akcji nawet ktoś tak strachliwy i nieufny jak Yumcia mógł położyć się w obcym domu, gdyż po kolejnej, żyjącej własnym życiem rozmowie spostrzegli, że jest już naprawdę późno i bez sensu będzie błąkać się po nocy po ulicach (każda wymówka jest dobra). Tam w końcu są zbiry, chodniki... za dużo niebezpieczeństw jak na jedną noc.
Następnego ranka oszołomiona, ale i rozbawiona, już bardziej pewna siebie dziewczyna szybko wstała i pędem chciała lecieć do domu, by uspokoić dziadka, któremu wszak nie dała znaku życia, ale poznany poprzedniego dnia, opatrzony już Kinalali nalegał, by wzięła go ze sobą. Ona miała co do tego złe przeczucia, ale jakoś trudno jej było odmówić. Dziwnie to brzmiało, gdy o tym myślała, ale jakoś nie chciała zostawiać go samego...
Najgorsze jednak było jeszcze przed nim.
Kiedy Yuumi wpadła w ramiona dziadka, potężnego, barczystego chłopa o bujnych wąsiskach i brodzie, nie zdążyła nawet przedstawić poety, kiedy rozległ się huk uderzenia pięścią w delikatny, niedawno jeszcze krwawiący nos i Kinalali znów wylądował na ziemi, tym razem twarzą do góry. Ale czy można się dziwić poczciwemu kowalowi, że widząc wnuczkę z nieznajomym mężczyzną (no, prawie mężczyzną wedle jego standardów), który przyprowadził ją po upływie nocy, uznał go delikatnie mówiąc za nieodpowiednie towarzystwo? A wyrazem jego opinii na ten temat był celny cios wymierzony mu prosto między oczy!
Oczywiście cała sytuacja w końcu się wyjaśniła, za sprawą Yuumi, która poczuwała się do odpowiedzialności za niepohamowanie dziadka, tym bardziej, że to ona była powodem całej afery i nieporozumienia. W końcu wciągnęli poetę do domu i tak La'Virotta (opatrzony po raz drugi i nawet nakarmiony) stał się wiernym przyjacielem rodziny. I stan ten trwa aż do dziś, gdyż po tych dziwnych wydarzeniach Kinalali nie tylko zaczął pogłębiać swoje relacje z Yuumi, ale i zdobył sympatię starego Terotto, który zaprasza go do siebie, nawet gdy wnuczka przebywa poza miastem.
Przy następnych spotkaniach na ,,niezobowiązujące pogawędki" z poetą, nastolatka zauważyła, że nijak nie stresuje się już przy tym wybryku natury - nie ma problemów z rozmową i czuje się naprawdę swobodnie. Przy każdym następnym przyjeździe do Efne spotykała się więc z nim coraz częściej i ani się obejrzała, a ten tak odległy od niej wiekiem i doświadczeniem, owiany sławą artysta, stał się jej najlepszym przyjacielem - niezdarnym, płaczliwym, uroczym Kinalalim, polegającym na niej, ale i służącym zawsze celną radą oraz niezawodną pomocą. Przedstawił jej wielu malarzy, od których mogła się trochę poduczyć, pokazał miejsca, w które sama pewnie nigdy by nie poszła i otworzył ją nieco na kontakty z ludźmi, udowadniając, że z wieloma z nich naprawdę łatwo się porozumieć. Właśnie tam, w mieście artystów i dzięki wkładzie Maie, Funcia zdobyła swój pierwszy i zarazem oficjalny pseudonim. Ale w raz z nim przybyło jej dylematów - za każdym kolejnym wyjazdem do Kryształowego Królestwa czuła coraz większy żal, że musi opuścić znajome towarzystwo i znów przez miesiące uczyć się magii w pustym, cichym pokoju. To skłoniło ją do pisania długich listów do Lalego, w których opowiadała o wszystkim co jej leżało na sercu i czego się nauczyła. Odpowiedzi od niego zbiera i chowa, w sobie tylko znanym miejscu - tak na pamiątkę.
Nigdy nie zapomni też półrocznego pobytu w Efne - miała wtedy nieco ponad piętnaście lat i udało jej się naprawdę porządnie udoskonalić warsztat malarski. To miasto stało się JEJ miastem - ze znajomymi ludźmi, ulicami, mieszkaniami i kawiarniami. Pod wpływem jego mieszkańców stała się tym kim jest, czyli krótko mówiąc uroczym dziwakiem. Zakochała się w tamtejszej atmosferze i trudno jej się dziwić, że następnym razem w Kryształowym Królestwie nie wytrzymała zbyt długo.
Jednak zanim stamtąd uciekła (bo krótko mówiąc szybkie spakowanie się i zostawienie liściku to jest ucieczka), podczas jednego z praktycznych testów w Szepczącym Lesie (polegającym na znalezieniu trzech magicznych przedmiotów o aurach od najsłabszej do najsilniejszej) natknęła się na dziwną, otoczoną magiczną emanacją bestię przypominającą smoka o ptasich skrzydłach. Z początku wystraszona, zafascynowała się pięknem bestii, ale zaraz potem niechcący zdradziła swoje położenie zaczepiając ubraniem o krzaki. O dziwo stwór nie rzucił się na nią, ale przez chwilę wyglądał na równie przestraszonego co ona. W napięciu nawiązali kontakt wzrokowy, a potem odetchnęli w tym samym momencie. Funcia poczuła to, co kiedyś poznając Kinalalego - że mają ze sobą coś wspólnego. Tym razem jednak wiedziała co to za uczucie i postanowiła sama przejąc inicjatywę, pierwsza odzywając się do stworzenia. Ku jej zaskoczeniu zaraz rozległa się odpowiedź, a istota nazywająca siebie Amari podeszła bliżej. Z rozmowy wynikało (po wielu nietaktach jakich Yumi ponoć się dopuściła na dumnym, wrażliwym stworzeniu), że szkrzydlaty nie ma gdzie pójść i nie za bardzo wie co dalej robić - uciekł z miejsca, w którym żył niemal od samego początku. To wyznanie natchnęło później dziewczynę, by samej bez pozwolenia udać się poza Krysztłowe Królestwo, ale wpierw, kierowana impulsem oznajmiła, że Amari powinien jej towarzyszyć. Zdziwiony hermafrodyta nie zastanawiał się zbyt długo: ,,Nie mam nic lepszego do roboty... i tak mnie będziesz nękać aż się nie zgodzę, prawda? Jesteś niedelikatna, ale lepiej posłucham takiej brutalnej kobiety. Przynajmniej wilki nas nie napadną, bo będą się bały do ciebie podejść straszliwa istoto." wymijająco wyraził swój entuzjazm i umówił się z Funtką gdzie ma na nią czekać. Nie mógł tego przyznać, ale tak naprawdę podobała mu się perspektywa posiadania towarzyszki. Wyczuł, że dziewczyna zna się na magii, co mogło mu pomóc, a także, że jest osobą zarówno stanowczą, jak i wbrew temu co powiedział, delikatną. Tego potrzebował.
Następnego ranka Yuumi wymknęła się i chwyciwszy jeden z i tak przeznaczonych dla niej amuletów (zwanych pazurami niedźwiedzia), a zaczarowanych kilka lat temu przez jej babkę, spotkała się z czekającą i gotową do drogi Amari, która tym razem życzyła sobie, by zwracać się do niej w rodzaju żeńskim. Tylko dlaczego Funcię tak to bawiło?
Podróżowanie razem dało im - przewrotnie - o wiele więcej niezależności - Amari dowiadywała się od nastolatki wielu praktycznych rzeczy o świecie, od którego długo była odcięta, zaś Yuumi miała... powiedzmy, że ochroniarza, a z czasem nawet i środek transportu. Bardzo dumny środek transportu, który w pierwszej kolejności miał się z nią udać do Efne.

EFNE

Po dotarciu do misata Funtka skierowała się nie do domu dziadka, ale prosto do mieszkania swojego przyjaciela - Kinalalego. A tam... czekało ją przyjęcie powitalne! Głośna niespodzianka wywarła na niej wrażenie i owszem, choć długo czekała na okazję, by porozmawiać z meie od serca. A goście tego nie ułatwiali - były tam znajome mniej i bardziej twarze, a ich właściciele mieli swoje własne sprawy i problemy, o których postanowili ze sobą pogadać. Kłopoty sercowe porywczego smokołaka Berlota zajęły sporą część wieczoru - jego zaloty odrzuciła piękna Tanaj, a w spór wtrącił się Leo (młody kowal) i Kinalali (gospodarz). Na skutek pewnego magicznego, hmm... zawirowania, pewnego tajemniczego dość zdarzenia, gdy Berlot krzyszał coś w nieznanym im języku zamienili się z sobą ciałami. I tak prosty kowal stał się poetą, a maie otrzymał prawdziwe i prawdziwie męskie ciało. To była druga część wieczoru. Lantello (tłumacz poezji i wierny, maniakalny wręcz wielbiciel Lalego) był oburzony, Miminetta (aspirująca do miana kochanki roku) podniecona do szaleństwa. Zamieszanie trwało w najlepsze aż trwać przestało i jakimś cudem wszystko wróciło do normy - Berlot znokautowany wcześniej przez nemoriańskiego jubilera obudził się, Tanaj powiedziała swoje, a wina za całokształt spadła na Kinalalego, bo jak się okazało to przez jego magię (a nie smokołaka) doszło do zamiany ciał.
W międzyczasie padło nieśmiałe wspomnienie o innej, nowej podróży młodej malarki, a ona sama wymknęła się z przyjęcia by wpaść na rynek, gdzie do bogatego gmachu, na inne przyjęcie wchodzili dziwacznie przebrani ludzie. W dużej mierze chyba arystokraci... została zaczepiona przez chłopaka Pirata i poproszona o kolejne spotkanie kiedy spłoszona w pośpiechu opuszczała rynek. Wróciła do Lalego, gdzie wszystko się wydało i odbyła się króciutka debata czy powinna iść na spotkanie czy może jednak nie. Kinalali i Miminetta nalegali, Lantello trzymał jej sceptyczną stronę. Ale ostatecznie...
Następnego ranka była nieźle zmęczona, ale miała sporo planów. Miała przedstwaić Amari Lalemu i dziadkowi, pójść na spotkanie z Piratem (tak) i kto wie co jeszcze... tymczasem zauważyła, że Mimi, podstępna swatka zabrała z jej komódki 'najgorsze ubrania' i zostawiła same sukienki, z myślą o Piracie najpewniej. Trudno. Plan i tak został wykonany bez względu na to jak Funcia musiała się przyodziać - Chaosa przedstwiła komu trzeba, a z młodym arystokratą spotkała się przy fontannie. Razem z Lantellem. Współlokator Mimi odnosił właśnie torbę z jej ubraniami kiedy się na siebie natknęli i jakoś tak razem dotarli na umówione miejsce - Pirat był przeszczęśliwy! I naprawdę dobrze im się rozmawiało, choć i wiele ich dzieliło.

Sielanka skończyła się wieczorem - Yuumi wróciła do Lelego, gdzie ten już czekał aby opowiedzieć jej o miłosnym liście i swoim wielkim porywie uczuć. Swierdzić, że to się jej nie spodobało… można. Poczuła się dotknięta i odrzucona jako przyjaciółka, choć trudno wyjaśnić dlaczego - była to jednak kolejna rzecz (obok wieku), która dała jej do myślenia ile znaczy dla swojego ‘przyjaciela’. Fajnie znać kogoś kilka lat, wspólnie spędzać czas i poświęcać się dla siebie nawzajem, by przez kawałek papieru stać się osobą zwyczajnie mniej ważną niż ‘ten specjalny ktoś’. Takie było jej rozumowanie. Chciała jednak wykazać się choć odrobiną powagi i odpowiedzialności, dlatego powiedziała (ponoć jako dobra przyjaciółka), że choć nie rozumie takich emocji, to będzie Lalego wspierać (ta, ciekawe jak).
Jednak po nocy płakała i następny poranek też wydał jej się smętny.
Tyle dobrego, że spotkała się przypadkowo z Lantem i Piratem siedzącymi w bibliotece, a im romanse nie były w głowach. Jednak ponowne spotkanie (całej ich trójki + Amari) z Lalim znów tylko ją zasmuciło, bo poeta w ogóle nie miał do nich głowy. Wyszli szybko jak się pojawili i wałęsali się razem aż do wieczora.

Yuumi sporo wtedy myślała, a gdy wróciła jej smętne nastawienie było już jakby inne… pchana różnymi emocjami (niestety głównie negatywnymi) postanowiła opuścić Efne szybciej i wrócić do domu. I ta nagła decyzja jakoś bardzo jej pomogła. Fakt, że nie będzie widzieć Kinalalego, słyszeć go… choć na swój sposób to okropne myśli to tego potrzebowała. Otworzyła drzwi już zdecydowana i zaczęli wszystko i powoli sobie wyjaśniać. Ona już spokojna, raz jeszcze wysłuchała poety i przyznała, przyznała, że chciałaby, by o niej pamiętał. By nie zepchnął jej zupełnie na dalszy plan. A on zapewnił, że tego nie zrobi. Czy uwierzyła mu… może nie do końca. Nie potrafiła. To dopiero będzie próba przyjaźni, a wszystko wyjaśni się dopiero kiedy do siebie wrócą. Jeżeli.

Jednak miało być szczęśliwiej - trochę czułych, szczerych słów, trochę wzruszeń i nagłe przypomnienie, że jutro z wizytą wpada kompozytor, przyjaciel poety… i chwilowy popłoch.
To jednak był nader szczęśliwy zbieg okoliczności - następnego dnia bowiem zgadało im się wszystkim już zgromadzonym przy stole o podróży malarki i nagle z ust kompozytorskiej towarzyski Aliny padła propozycja podrzucenia jej! Do Turmalii co prawda, a nie na równiny, gdzie miała swój dom, ale zawsze!
Taka okazja codziennie się nie trafiała. Ryzykując, ale i czując, że tak należy, ogłosiła się Yuumi, że za trzy dni będzie gotowa, i tak, ruszy do Turmalii!
Nie wiedziała jeszcze po co, ani co będzie tam robić, ale przecież miała trzy dni na zastanowienie się! Nawet Chaosa mogli zabrać!

Więc wyruszyła. Zostawiając z niewieloma wyjaśnieniami i samym sobie Pirata, nowo ostwojonego Lantella, Mimi, Leo, Dziadka i Kinalalego.

Z tym jednym zastrzeżeniem, że Mimi i Lantello ruszyli wkrótce jej śladem.


TURMALIA

Tygodnie podróży w towarzystwie szacownego Viritiriena i jego Muzy (oraz Amari na dachu) upłynęły wyjątkowo przyjemnie - Yuumi stale powtarzała wiadomości z księgi, a i z dnia na dzień więcej ze swoimi kompanami rozmawiała. A raczej z Panną Aliną. Doprawdy zaczęły dobrze się dogadywać, a młoda Terotto zdobyła jeden kontakt więcej do używania w przyszłości - nie wątpiła bowiem (za bardzo), że jej sympatia do kobiety jest odwzajemniona.

W końcu jednak wspólny czas się skończył i tak oto w gwarne, słoneczne przedpołudnie stanęła Yuumi na rynku zupełnie obcego miasta, sama, z dwiema różnej wielkości torbami i szeroko otwartymi ze zdumienia oczami obserwowała opalonych mieszkańców w lekkich przeważnie strojach. Ich włosy rozwiewał dziki słony wiatr, jakiego jeszcze nie znała, ale który już zaczął jej się podobać...

Amari do Turmalii nie wprowadziła - taką smoczycę? Niby jak? Zrobiły więc to samo co w Efne i Chaos pozostała by kręcić się w pobliżu bramy czekając na jakieś wieści. W późniejszym terminie miały znaleźć jej jakieś ładne legowisko, choć o wiele lepiej byłoby mieć znajomego farmera, który upchnąłby ją do jakiejś szopy i trzymał z dala od kłopotów. Tak wygodnie jednak nie było.

Sama Yuumi mogła jednak liczyć jeszcze na pomoc Mistrza Viritiriena, gdyby okazało się, że ma problemy z zakwaterowaniem. Chciała jednak - w sumie sama nie wiedziała dlaczego - zadbać o siebie bez niczyjej pomocy i znieść każde warunki, które nie będą ulicą (ale spanie w lesie obok Amari wchodziło w grę). Jednak wolała znaleźć coś w mieście, a żeby to zrobić musiała zasięgnąć języka, a to nie była nigdy jej najmocniejsza ze stron. Tylko co innego niby pozostało? Po raz pierwszy musiała obyć się bez niczyjej protekcji, bez nikogo na kim mogłaby się podeprzeć, zdana jedynie na siebie i los. Nie, głównie na siebie. Po początkowym odrętwieniu i nagłym paraliżu, kiedy to sobie uświadomiła, odetchnęła świeżym nadmorskim powietrzem, a jej oczy przyzwyczaiły się do widoku poruszających się inaczej niż w Efne sylwetek płynnie sunących po mocno zapiaszczonych niekiedy ulicach. Rozejrzała się. Niskie, przysadziste budyneczki kojarzyły jej się kolorem mocno z miastem artystów, choć bryły na których opierała się ich struktura w niczym nie przypominały tamtejszych strzelistych domów. Otaczały ją także nowe zapachy, głosy, a nawet dialekty. Gdzieś nad dachami przeleciał kolorowy ptak, taki którego nigdy wcześniej nie widziała w formie innej niż czarno-biały szkic na kartkach opasłej encyklopedii. Poczuła nagły przypływ sił i dziwnej, nieznanej jej dotąd euforii buzującej w ciele. Była, naprawdę tu była! Pierwszy krok, ponoć ten najtrudniejszy miała właśnie za sobą. Teraz musi zrobić wszystko, żeby go nie żałować!

Rozgoszczenie się w nowym miejscu trochę potrwało. Pierwsze dwa dni spędziła w gospodzie wydając mierne raczej oszczędności na nocleg, ale że intensywnie szukała pracy i o dziwo wcale nie stroniła od kontaktu z tubylcami w końcu nadzieja zapukała do drzwi - a właściwie to ona zapukała do cudzych.
Było to starsze małżeństwo - przygarbiona nieco, choć harda staruszka Florencja i siwiutki pan Florian, rzadko kiedy wstający z bujanego fotela. Niedawno ich gosposia odeszła, a dzieci wyprowadziły się z sąsiedniego domku do innej części rozrastającego się miasta. Potrzebny był im więc ktoś do pomocy.

Widząc w drzwiach młodą, skromnie choć porządnie ubraną panienkę o szczerych brązowych oczach i nieśmiałej twarzy osoby raczej cichej, zaprosili ją bez dłuższego wahania do środka. I tak już została. Wystarczył jeden wspólny posiłek, by cała trójka poczuła, że tak właśnie powinno być. Od tego czasu Funtka (nawet w duchu) zobowiązała się im pomagać w zamian dostając nie tyle porządną zapłatę w monetach ile dach nad głową. Niewielki pokoik oddany jej do użytku nie był niesamowitością zapierającą dech w piersiach, ale ona cieszyła się z niego jak gdyby był pałacem z najprawdziwszego bursztynu. W końcu zdobyła go sama! Mogła przynieść swoje rzeczy, rozgościć się i pójść posłuchać o swoich obowiązkach. Dziadek byłby zachwycony! Gotowanie, pranie, chodzenie na targ, podlewanie kwiatów… szkolenie godne prawdziwej kurci domowej! Śmiała się w duchu z tego jak jej nieco naciągany argument w dyskusji z brodatym kowalem stał się rzeczywistością. Ale była zadowolona. Nie było co zaczynać od nie wiadomo czego, marząc, że zrobi zaraz kilka szkiców i zbije fortunę na mieście. Praktyczny umysł nie rozważał nawet podjęcia tej nierealistycznej próby bez jakiegoś zaplecza finansowego. No i - na takie fanaberie będzie miała jeszcze czas. Najpierw się nieco na spokojnie rozejrzy, ochłonie i zrozumie na nowo swoje położenie. Bo nadal nie docierało do niej, że jest tutaj jedynie z Amari, z własnej woli, a za to wbrew woli babki… Niesamowite i nieco niepokojące doświadczenie.

Nie miała świadomości, że już w tym momencie Miminetta czaiła się gdzieś za rogiem, dzielnie śledząc jej poczynania i gotowa wziąć jej los we własne ręce, gdyby coś poszło nie tak. Na szczęście jej nadtroskliwe zaangażowanie mogło odetchnąć z ulgą, gdy Yuumi otrzymała zakwaterowanie u jakiś (przynajmniej pozornie) miłych ludzi i chwilowo starsza malarka mogła zająć się sobą… trzeba było uzupełnić nieco garderobę tutejszą egzotyką i wtopić się w tłum.

Co jak co, ale akurat wtapianie się w tłum Miminettcie nie wychodziło zupełnie. Nawet ubrana w zwiewną suknię z żorżety z szalem w najmodniejszym teraz kolorze, wyglądała jak postać wyjęta z innej bajki i na siłę przeniesiona na ulice Turmalii razem z przygórskim powietrzem i wonią iglastego lasu. Nieopalona za bardzo, o grubokościstym z natury, choć kobiecym do obłędu ciele i kasztanowatych, kręcących się włosach, od pierwszego wejrzenia robiła wrażenie przejezdnej. Ruchy jej były zaś mocne i szybkie, pełne gracji, ale tak stanowcze, że mężczyźni najpierw rozstępowali się przed nią, by potem obejrzeć się ni z trwogą to ni z zachwytem. Ona zaś nie zwracając na nich uwagi powiewała turkusowym szalem i patrzyła czy nie znajdzie gdzieś przypadkiem swojego elfiego kolegi i będzie mogła mu powiedzieć o postępach poczynionych w sprawie młodej Yuumiś.
To było na kilka dni przed spotkaniem na moście.

Nie było to bynajmniej spotkanie Miminetty z kimkolwiek, nie - to było spotkanie Funci z NIM - tutejszym geniuszem, Złotym Młodzieńcem Turmalii. Ale o tym kim on jest wcale wtedy nie wiedziała. Świtało jej tylko w głowie niepewne przeświadczenie, że już go gdzieś widziała, że skądś go kojarzy… ale zaczęło się jeszcze przed wschodem słońca:

Był to chłodny, ale nie zimny poranek. Wstała wcześnie, gdyż świt uważała za wyjątkowo miłą jej sercu godzinę, a i mogła wtedy zacząć dzień od czegoś innego niż nawału obowiązków. Jej państwo jeszcze spali, tak samo jak trzy samotne kury w ich ogrodzie, po krótkiej porannej toalecie młoda chwyciła więc upragnioną księgę emanującą magią i wybiegła w objęcia nadoceanicznego, miejskiego wietrzyku.

Podobał jej się on bardzo. Wraz z zaspanymi, przyszarzonymi ulicami tworzył atmosferę sennego ożywienia przeznaczonego tylko tym, którzy zwlekli się dość wcześnie by poznawać sekrety miejskiego życia nim ludzie jazgotem i hałasem rozproszą je i przepłoszą, by zastąpić swoim własnym codziennym gwarem. Osy zatrzymywały się przy rozdeptanych na ziemi niedojrzałych figach, a chude koty przebiegały pod murkami, by wyjeść resztki nim nadejdą leniwe upały.

O lenistwie Funcia nie chciała jednak nawet myśleć. Jeżeli w południe będzie odpoczywać to przeniesie swoje nauki na godziny wczesne i późniejsze. Naprawdę bardzo jej to odpowiadało - absolutny niemalże brak ludzi i ich spojrzeń. Cisza. Idealne warunki do niedługiej wędrówki i ślęczenia nad książką. Idealne!

Choć ławeczek i pustych skrzyń mijała po drodze sporo, coś ciągnęło ją ciągle dalej i dalej, aż na sam skraj zabudowań - tam gdzie budynki przerzedzały się, a oczom objawiała się zrujnowana stocznia. Choć trochę niepokojące było siedzieć w takim miejscu bez żadnego towarzystwa to młoda artystka nie mogła się oprzeć, by przespacerować się brzegiem, a następnie usadzić na wielkim moście, po którym przeszła niemalże z namaszczeniem, wyglądając niepewnie za barierkę i podziwiając wodę chlupoczącą cicho pod deskami, po których stąpała.

Właściwie to nigdy wcześniej nie widziała oceanu! Ogrom wody jaki ukazywał się jej oczom, a sięgał aż po horyzont, robił silnie wrażenie i wprawiał w głęboką zadumę. Niebieskawo-zieleniąca się ciecz, choć teraz kołysała się spokojnie, była dzika i groźna. Funcia czuła to przez skórę. Stała tak blisko żywiołu, który dawał życie i zabijał. Niewielka była dla niej w tej chwili różnica między oceanem, a wulkanem, czynnym jeszcze, który grozi wybuchem, acz może nie w tym akurat momencie. Była pewna, że wrażenie jest bardzo podobne. Przynajmniej póki w relację te nie wtrąciło się przyzwyczajenie i może nawet swego rodzaju rutyna. Ludzie częściej siadywali na skraju wód niż wulkanów dlatego pewnie niektórzy uznaliby porównanie malarki za nie do końca uzasadnione. Dla niej jednak obce było i jedno i drugie i w obu dopatrywała się podobieństw jeżeli chodziło o zagrożenia i o korzyści. Gleba wulkaniczna była w końcu żyzna, prawda?

Pogrążona w myślach nie zwracała uwagi na upływ czasu - jedynie rozjaśniające się niebo i przelatujące na lego tle ptaki informowały ją, że dzień nastaje, a ona dopiero co, wyrwana z zamyślenia, zaczęła poranne nauki...
Lecz nie powtórzyła nawet trzy razy rytmu zaklęcia, gdy trzask desek pod czyimiś stopami zmroził jej krew w żyłach i spłycił oddech. Poza krokami nie słyszała nic, żadnej uwagi, zaczepki czy przywitania - zerknęła więc dyskretnie na ‘gościa’ i z pewną ulgą oceniła jego powierzchowność. Chudy młodzieniec zawsze lepszy był od wielkiego brodatego marynarza czy podejrzanego bezdomnego z za dużą ilością kieszeni, a blok papieru, który dostrzegła że niósł, wzięła dodatkowo za dobry znak. Nie znaczyło to wcale, że uspokoiła się całkiem i ot tak wróciła do zaklęć. Cieszyła się jedynie, że nieznajomy usiadł nienazbyt blisko i tylko dlatego po chwili znowu zajęła się sobą. Trudna była do opisania groza jaką przeżyła, gdy chłopak przesunął się w jej stronę i to nie raz, całe a dwa! Serce podeszło jej do gardła, a kiedy chrząknął zapragnęła uciec. Bała się jednak, że po nagłym zrywie mogłaby upaść powalona zawrotem głowy, a poza tym duma nie pozwalała jej ruszyć się z miejsca tylko z powodu jakiegoś tam chłystka. Oba uczucia - i strach i duma - narosły w niej gwałtownie gdy usłyszała szorstką, bezczelną w swej prostocie uwagę: ,,Zdaje się, że siedzicie, panienko, na moim miejscu."

Dopiero wtedy podniosła wzrok prosto na twarz mostowego prześladowcy. Nie odzywała się, bo zwyczajnie nie umiała ułożyć odpowiedzi, a i ułożona zapewne nie przeszłaby jej przez gardło. Cięta w towarzystwie bliskich, teraz czując się osaczona przez obcą chudzinę, nie myślała nawet by się odgryźć, choć jednocześnie nie widziała ni krztyny racji w zasłyszanych słowach. Nie mogła się z nimi zgodzić.

Była jednak jeszcze jedna rzecz, która utrudniała jej rozwiązanie problemu z młodzieńcem - powoli, ale nieubłaganie zaczęło do niej docierać, że już go widziała, więcej! - to był ten sam paskudny typ, który wbiegł na nią kiedyś na pagórku i powalił na ziemię, sam patrząc gdzieś daleko… wtedy zaciekawiło ją jego zachowanie, bo sama dostrzegła jakiś cień na niebie, teraz jednak ciekawość rozpłynęła się za sprawą złości, niezręczności i mnogości obaw związanych z jego osobą. Czego od niej chciał? Most był tak wielki, że bitwa o jeden jedyny jego skrawek, który zajmowała, wydawała się idiotyczna. Popatrzyła ukradkiem na miasto. Nikogo w zasięgu wzroku. Niedobrze.

Choć czuła się przy tym dotknięta, w milczeniu wstała, odwracając się profilem do napastnika, a na znak pogardy dodatkowo obróciła głowę i przymknęła powieki, jakby nie chciała już na niego patrzeć. Zatoczyła wokół niego bezpieczny łuk ściskając kurczowo księgę i w duchu zgrzytając zębami. Wystraszył ją. Przepłoszył i nawet nakazał ustąpić mu miejsca! Już go wymijała, nie mogła się więc cofnąć i dać mu w zęby tak jak należało, ale nie darowałaby sobie zwyczajniej ucieczki… nie. Nie pozbędzie się jej tak łatwo! Chciałby! Most cały dla niego? Niedoczekanie! Z pełną premedytacją i w przypływie gniewu zatrzymała się, by usiąść niewiele dalej od poprzedniego miejsca, tam gdzie poprzednio mościł się ten drań. Chce tamto miejsce - proszę! Ale samotności mu Funcia nie odda.

Usiadła szybko, aby się nie rozmyślić, wysunęła nogi za krawędź i z hukiem oparła księgę o balustradę. Nauczy się tego co sobie postanowiła, czy chłopak będzie tu siedział czy nie. Zignoruje go. Nie będzie jej wcale rozpraszał!

Wzięła kilka głębokich oddechów i wczytała się w zapisaną językiem elfickim treść. Choć na początku słowa rozmazywały jej się przed oczami, a sens zdań umykał zagłuszany głośnym biciem serca, w końcu udało jej się na powrót skupić i mogła zacząć uparcie wystukiwać paznokciem rytm wymarzonej inkantacji, udając, że męskiego zagrożenia wcale obok niej nie ma.

To jednak wcale nie był koniec. Kiedy ostatecznie zirytowała go swoim stukaniem i rozproszyła kuszącą, starą księgą, naprężył się i zwrócił do niej ponownie...
- Przepraszam... - tak, miała ochotę zemdleć - Mam gruszkę.
I faktycznie - wyciągnął ku niej żółciutki owoc. Zaraz też przedstawił się imieniem Fabio i zapytał o księgę.
O zgrozo!

Taki też był początek ich znajomości - od tego czasu miała go za przygłupa. Geniusza może, zdolnego, ale jednak nieobliczalnego, dziwnego skrzata. Ale podjęła wyzwanie. I zaskakując samą siebie powiedziała, że owszem, pokaże mu tomik... jeżeli on odda jej koszulę.
To jak nic był pierwszy krok właśnie w TĘ stronę.
Ale chłopak się zgodził! Zdjął swoją fioletową koszulkę i oddał jej, zgodnie z umową żądając w zamian informacji.

To było straszne przeżycie - ale na swój sposób czarujące... chociaż w życiu Funcia tego by tak nie nazwała. Przed samą sobą nie przyznałaby, że jej się to podobało. Że chwila kiedy opanowała lęk, a chłopak, skrępowany, obnażył się na jej polecenie, było czymś co mogłaby wspominać z dumą i rozkoszą.
Nie, chodziło tylko o danie mu nauczki.

Lecz ich zaczęta na ten kulawy sposób znajomość, dziwna gra dwójki młodych ludzi, nie miała się na tym zakończyć.
Bo i Yuumi wpadła w końcu i na jego ojca! I co więcej - także na Lantella!
Od elfa dowiedziała się, że są tu razem z Nettą, od ojca zaś Fabia dostała zaproszenie na obiad. Bo sam nieszczęśnik też tam był i wyszło na jaw, że się znają. Jakże kupiec Marco się cieszył! Jego syn - jego syn znalazł sobie koleżankę!

I tak czekała młodych zwodnicza wspólna wyprawa po zioła, długie minuty przy stole, a w końcu - atak prywatności w pracowni. Ile razy bali się siebie i jak bardzo nie mogli powstrzymać się od kolejnych gestów. Niestety - żadne z nich nie wygrało tej gry. Fabio zdążył podarować Yuumi mechanicznego wróbelka, a ona otworzyć przed nim ponownie księgę z zaklęciami… gdy nagle warsztat wypełnił się różową mgłą.

Fioletowa istota przyszła z zadaniami.

Stworzenie bez aury, władające potężną, zagadkową magią, a pojawiające się od czasu do czasu w całej Alaranii przeniosło w jednej chwili młodą malarkę do opuszczonego ogrodu - tam wyjaśniło (akurat) kim jest i czego oczekuje. W zasadzie tylko czego oczekuje. Pogratulowało Funci łowów i przyniosło jej rzeczy - torbę wraz z koszulami. Tylko jedną malarka kojarzyła - tą, którą zabrała młodemu Marco. Dwie następne zaś… dostała w ,,prezencie”. Fioletowa wyjaśniła też, że jedna z koszul (dziurawa i zakrwawiona) wymaga naprawy - i to będzie jej pierwsze zadanie. Nie dodając wiele więcej znowu rzuciło czar, i tak Funcia znalazła się na pustkowiu…


SAWANNA NURWIJSKA


Miała wiele pytań.
O wiele więcej niż odpowiedzi.
Nigdy bowiem nic nie przygotowało jej na taką… przygodę i żadnych gotowych szablonów postępowania nie zdążyła sobie przygotować. Nie wiedziała jak się zachować. Miała tylko pytania.

Co powinna zrobić? Dlaczego ją tu przeniesiono? Jak? Kim była filetowa maszkara, która to zrobiła?

Wszystkie te pytania zadawała sobie w kółko i na okrągło przez bite sześć godzin, choć ich ważność malała wraz z rosnącym głodem i coraz donioślejszymi nawoływaniami zagubionej logiki. Bo choć pytania dotyczące Niespotykanego, kusiły myśli samą swoją obecnością, to te bardziej prozaiczne były w tej chwili istotniejsze.

Gdzie jest? Co ma przy sobie? Jak odnaleźć drogę? Jak wrócić do domu? Jak zapewnić sobie środki do życia?

Tym teraz musiała się zająć. Fioletowa istota przenosząc ją nie zapomniała ani o jej skrzydlatej, choć nielotnej towarzyszce, ani o torbie zabranej z Efne, ani o koszulach - nawet (co Funcię raczej przerażało) zmieniła jej strój na tak zwany ,,bardziej odpowiedni” i tak dziewczyna sunęła przez trawy w jasnozielonej szacie, która była większą nieco wersją ubrania, z którego niegdyś wyrosła, nad głową zaś trzymała różową, letnią parasolkę. To wszystko otrzymała na drogę - brakowało jej tylko bukłaczka z wodą i zapasów żywności na dwa choćby dni.

Najgorsze zaś, że była na zupełnym odludziu. Nie widziała żadnego traktu czy drogi - powietrze tu było rozgrzane i pachniało obco, krzewy zaczepiały nieznajomym kształtem, a absurd wydarzeń z Turmalii kazał wierzyć, że wszystko to sen lub majaki.
Niestety zmęczenie, głód i ciągłe narzekanie smoczycy kazały Funci nie wątpić dalej w realność wszelkich zjawisk - z drugiej zaś strony właśnie panika i paplanie towarzyszki podróży otrzeźwiły ją i pozwalały racjonalnie myśleć. W końcu słyszała już nie raz w opowieściach o podobnych możliwościach… bardziej martwiło ją to, że nie trafiła na losowy portal lub bezimienne siły siejące chaos - a że nietoperzasta istotka bez aury zwracała się do niej bezpośrednio i wyraźnie to od niej czegoś chciała. Obserwowała ją?

Bardzo to było możliwe. W końcu stwierdziła, że wie dlaczego Funcia opuściła Efne, a nie było to coś oczywistego nawet dla znajomych dziewczyny. Wiedziała, że w myślach nazywa Fabia ,,chabrookim”… wiedziała wszystko! A jednak nie pokazała się aż do tej pory i chyba nie miała zamiaru. To było okropne - świadomość, że nęka cię byt obdarzony wolą i fioletowym futrem. Tylko jaki był jego cel?

Nie. Nie teraz. Nie ważne z kim miała do czynienia jeżeli zaraz padnie tu z głodu. Już i tak pierwsze godziny przesiedziały z Amari pogrążone w zupełnej panice i tylko obecność tej drugiej i jej bezsensowne teorie przywróciły Yuumi do porządku.
Teraz zaś szły, szły obok siebie, mając nadzieję znaleźć czy to źródło wody, czy kogokolwiek z kim dzieliłyby Wspólną Mowę. Należało w tej chwili porzucić zastanawianki i skupić się na działaniu.

- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Zdaje się mało prawdopodobne żeby się udało - wyjęczała Amari kiedy Funcia nakręciła mechanicznego wróbelka, nowo zaklętego, i pozwoliła mu wyznaczyć kierunek, w którym się zaraz udały.
- Wszystko teraz wydaje się możliwe. - Westchnęła Funcia łapiąc zawracającą zabawkę w dłonie.
- Czego właściwie on szuka? Kiedy go nakręcasz?
- Wedle instrukcji - tu z dreszczem niepokoju malarka wyjęła zapisaną na fioletowo karteczkę - leci w stronę najbardziej teraz upragnionej przeze mnie koszuli. W domyśle do osoby tę koszulę noszącą. Tak zakładam… o ile warto w ogóle coś w związku z tym zakładać.
- Koszuli! A w czym to nam pomoże? Jakiej teraz pragniesz? Czy to działa? Jesteś pewna?
- Nie jestem. Testuję. Ale coś w tym może być. Kilka razy myślałam o koszulach z Kryształowego Królestwa… zawsze leciał wtedy tam. - Wskazała kierunek, który nazwałaby północno-zachodnim, choć wcale nie miała co do tego pewności. - Teraz zaś myślę o kimś, kto jest najbliżej nas…
- A jeśli nie ma koszuli?
- Nie wiem, pewnie go miniemy i dotrzemy do osoby w odpowiednim ubraniu.
- Bez sensu!
- A nawet nie wiem jaka jest definicja ,,koszuli”, która tutaj działa.
Amari westchnęła. Świetnie! Jej Funcia w ogóle nie umiała się odnaleźć i pomóc! I choć w zasadzie jako magicznemu stworzeniu bez domu i powiązań było jej wszystko jedno gdzie się znajduje, to ceniła sobie wygody i znajome zapachy… dopiero co poznawała las elfów, a tu już ją gdzieś wywiało… i to wbrew jej woli! Skandal i poniżenie!

Gdyby wiedziała, że Funcia nie szaleje tylko dlatego, że są razem, pewnie policzyłaby to sobie za zasługę i uznała się za przydatniejszą od ludzkiej przewodniczki. Na szczęście dziewczyna nie chwaliła się tym, a jedynie w milczeniu uświadomiła sobie, że znalezienie przez nią niedawno gadającej pseudo-smoczycy, która od tej pory jej towarzyszyła było niewiele bardziej szokujące niż teleportacja w odległe miejsce przez byt nie z tego świata. Skoro więc z Amari się dogadała i uznała ją za coś oczywistego, czemu miałaby nie pogodzić się z tą krainą, w której teraz była? Może - po zadbaniu o swoje podstawowe potrzeby - należało posłuchać rad Fioletowej i liczyć na to, że ta, zadowolona jakoś zrekompensuje im niewygody i trudy zadań?
Chociaż szczerze mówiąc wolałaby przejść pół kontynentu o własnych siłach niż znowu się z nią spotykać.

Rozejrzała się po równinie rozciągającej się po sam horyzont w każdym kierunku. Niepojęte odległości wypełnione trzaskiem suchych traw i melodią żaru. Starała się nie myśleć o tym jak je pokona. Gdyby chociaż Amari umiała latać… pokrzepiała się jednak myślą, że w razie czego będzie mogła usiąść na jej grzbiecie albo wyśle ją po pomoc. Nie miała do niej co prawda pełnego zaufania, ale liczyła na to, że postawiona w sytuacji ekstremalnej skrzydlata okaże się większym wsparciem niż okazywała to na co dzień.

Podążały uparcie w kierunku wskazanym przez wróbelka, a kiedy Chaos po raz dwudziesty miała zacząć narzekać na irracjonalność tego postępowania, w oddali ujrzały poruszający się miarowo kształt. Rozpływał się on w upale, ale szybko doszły do wniosku, że musiał to być jaki powóz, a co za tym idzie - była tam też droga! Kiedy lekko zboczywszy w jej kierunku, przyuważyły kolejne pojazdy i jeźdźców, poczuły dziką radość i niepomierną wręcz ulgę. Do tej pory w miastach największym zmartwieniem Funcni było to, że jest zbyt nieśmiała, by o coś poprosić lub, że wrodzona gospodarność zabrania jej kupić zbyt drogie ciastko. Po raz pierwszy doświadczyła kłopotów, przy których rozmowa z nieznajomymi napawała ją takim optymizmem, że nie mogła przestać się uśmiechać.
Serce biło jej jak szalone. Nie miała siły myśleć o niebezpieczeństwach związanych z obcymi osobami czy takąż kulturą. Nie umiała przejąć się ich reakcją na Amari. Mogła jedynie topić się w uldze, że nie padnie z pragnienia gdzieś w dziczy, a jej objedzone do kości ciało znajdzie za parę lat przypadkowy podróżnik.
Na szczęście takie uniesienie nie mogło trwać długo.

Otumaniona wszystkim co je spotkało, a także zwyczajnie nie mając wyboru, zaczęła zlewać się z gęstniejącym tłumem lokalnych mieszkańców i kupców w płaszczach, których wzory doprawdy niewiele jej mówiły. Słyszała jednak znajome słowa i pozując na silną, w ogóle nie zagubioną dziewczynę ze smokiem u boku, parła twardo w las straganów, domków i zabudowań gospodarskich.

* * *

Dwa dni później uzupełniła już zapasy, a jej stosunek do świata na powrót stał się sceptyczny i nazbyt ostrożny. Tylko zupełnym fartem udało jej się wkupić w łaski jednej gospodyni i zapłaciwszy rozmową, której już nawet nie pamiętała za nocleg, dostała wraz z Amari pozwolenie na spanie w stodole. Nie wiedząc co może zrobić po zebraniu informacji i wydaniu nielicznych oszczędności, postanowiła dać Fioletowej szansę i wypełnić otrzymane przez nią zadanie.
Przepłukała jedną z otrzymanych koszul i dołożyła wszelkich starań, by zmyć z niej plamy krwi. Nie miała jednak przyborów do zaszycia dziur, a i magią nie udawało jej się naprawiać ich w przyzwoitym tempie. Odwodzona przez Chaosa, ale pchana determinacją postanowiła znaleźć krawca i wydać resztki pieniążków - z rozumem w pakiecie - na naprawę demonicznego odzienia.

Była w tym mieście nikim, co o dziwo było dla niej nową okolicznością. W Kryształowym znano jej babkę, w Efne Kinalalego… w Turmalii zaś nie zdążyła za wiele zrobić. Tylko znaleźć pracę, miejsce do spania i wysłać do rodziców list z adresem do korespondencji! I co? Teraz nikt nie wiedział gdzie jej szukać… Nie mogła też nikogo poprosić o pomoc.
Musiała zadbać sama o siebie. Niosąc w ręku podniszczone okrycie, w drugiej zaś parasolkę osłaniającą od słońca, rozglądała się chłodno po placu targowym niewielkiej mieściny, z której musiała niedługo wyruszyć, choć nie wiedziała jak to zorganizować. Cicho liczyła jednak na to, że jeśli naprawi koszulę będzie mogła wrócić do domu…

W końcu zauważyła kogoś, kogo jeszcze wczoraj na pewno tu nie było i dała by głowę, że niedługo znów może go nie być. Przejezdny kupiec!
Przystanęła z boku patrząc jak mężczyzna targuje się w nieznanym jej języku z jakąś kobietą. Potem jednak przeszedł na Wspólny. Ech… jakie miała szanse przegadać tego pana? U siebie nigdy by pewnie nawet nie próbowała. Ale w tych okolicznościach nie mogła iść na łatwiznę. Musiała być tak szalona jak nakazywał ogłuszony rozsądek.

- Przepraszam bardzo - Zagadnęła, gdy mężczyzna osiągnął cel, a klientka zapłaciła należność. - Czy dostałabym u pana igły i nici potrzebne do zaszycia tego nieszczęśnika? - Mówiąc to pokazała kupcowi obszerne męskie odzienie z trzema porządnymi rozdarciami na plecach.
I szczerze mówiąc nie liczyła na zbyt wiele. Kupiec wyglądał bogato, a i nawet marniejsze z jego towarów były zapewne dobrej jakości. Wszystko to jak nic było drogie. Miała tylko nadzieję, że nie postanowi jej zignorować - bo niestety ubrana była nietutejszo - dość skromnie, choć też nie biednie. Zawyżać więc czy obniżać cenę? Czy w ogóle warto?
Niby nosiła parasolkę jak dama, a zielona bawełniana szata przepasana niebieskim pasem były solidne i nowe. Z drugiej strony torba była już znoszona, oblicze zmęczone, a spojrzenie nieco nieobecne.
A jednak kupiec jakby uśmiechnął się przelotnie i zaczął oglądać koszulę. Co chwila mruczał coś pod nosem, po czym zaczął grzebać w drewnianych skrzyneczkach.
- Mam tu coś akuratnego… ale może zamiast kupować przybory zapłaciłaby panienka za usługę?
- A… a ile?
- Haha! Nie drogo moja pani, nie drogo. Ale doprawdy… kto panienkę wysłał z czymś takim…
"Nie chce pan wiedzieć" westchnęła w myślach, pamiętając, że odzienie należało ponoć do jakiegoś demona, a naprawę go zleciło jej magiczne dziwadło manipulujące przestrzenią. Świetnie!
- Nie mam teraz zbyt wielu klientów… skończę pracę myślę w przeciągu godzinki, z przerwami na targowanie się, oczywiście! - Zaśmiał się tubalnie, ale nie widząc wyraźnej aprobaty dzieweczki spoważniał nieco. Ona zaś przypomniała sobie, że zniechęcanie do siebie sprzedawcy nie jest najlepszą metodą obniżania ceny, więc zaimitowała uśmiech i błysnęła oczami, byle tylko nie musieć przepłacać.
- Dobrze, poprzechadzam się w okolicy i wrócę za godzinkę. - Zaćwierkała, dziwiąc się samej sobie. Takie zachowanie nie było w jej stylu… ale nie codziennie też oddawała do naprawy smoczo-demoniczną koszulę. Więc co jej szkodzi?

Ugłaskawszy sprzedawcę (tak jej się przynajmniej wydawało) postanowiła rozejrzeć się wśród straganów. Wyjęła nawet notesik i zaczęła szkicować co ciekawsze i bardziej egzotyczne towary. Minęła nawet jakiegoś innego krawca z turbanem na głowie, ale minęła go niezainteresowana. Nie miała kolejnej koszuli do zszycia, ani pieniędzy na fatałaszki dla siebie.

Chodząc tak zaczęła wyłapywać spojrzenia. Ludzie byli tu nieco inni niż na Równinach… były też ciemnoskóre elfy i wielbłądy wykorzystywane jako środek transportu. Kobiety patrzyły na nią nawet łaskawie, niektórzy panowie witali ją skinieniem, inni ignorowali. Niby typowo. A jednak miała wrażenie, że zwraca na siebie uwagę. Pewnie przez ten parasol…
Zaczynała czuć się niepewnie. Bardziej niż zwykle. Czasem ktoś ją potrącił, a innym razem miała wrażenie, że grupy młodzieńców śmieją się z niej…
Zapragnąwszy się ukryć dotarła na obrzeża targu i do składu kolorowej glinki. Przeważnie bawiły się w niej dzieciaki - ale teraz i ona pochyliła się nad barwnikami i wyciągnęła palce. Sprawnym ruchem zaznaczyła na swoich pliczkach dwie kreski - prowizoryczną maskę ukrywającą ją przed własnym strachem. Tak ozdobiona wróciła przez bazar z dumnie uniesioną głową zwracając na siebie uwagę co poniektórych i wyjątkowo niewiele sobie z tego robiąc. Nic o niej nie wiedzieli, więc… ich opinia nie mogła jej zaszkodzić. Dziewczynka z paskami na twarzy i Yuumi Terotto z Równiny Maurat nigdy nie zostaną ze sobą powiązane.

- O. Oh, to panienka? Co się stało? - zapytał krawiec, gdy wróciła z zapłatą.
- To? Ach, nic. - Uśmiechnęła się jeszcze bardziej nie po swojemu. - To taka tradycja…
- Ach tak. No więc proszę: koszulka jak nowa! - Zaprezentował swoje dziełko, a Funcia musiała przyznać, że robotę wykonał śpiewająco. Może jej matka zrobiłaby to lepiej, ale nie - nie będzie narzekać.
- Dziękuję bardzo. - Uśmiechnęła się i zaryzykowała targowanie ceny. Z chwili na chwilę przybywało jej pewności siebie i ostatecznie skończyła z całkiem ładnymi oszczędnościami w kieszeni.
Heh - nawet fajnie być czasem śmielszą osóbką…

Jednak jak śmiała by w tamtej chwili nie była, najbardziej marzyła o tym, by naprawione ubranie stało się jej przepustką do domu. Wieczorem udały się więc razem z Amari na dłuższą przechadzkę i na zmianę trzymając materiał w górze, w świetle zachodzącego słońca starały się przywołać jakiś portal czy tam deszcz monet… A jednak nic się nie działo. Dlaczego?
- Mam wrażenie, że to nic nam nie da. - Westchnęła smoczyca padając zrezygnowana na ziemię. - Jak my teraz wrócimy?
- Nie wiem…
- I którędy!?
- Nie wiem…
- Muszę ci powiedzieć, że póki co najbardziej mi się podobało w tym całym Efne… nie, może nie… ale tam przynajmniej mogłam wejść do miasta, nawet jeżeli pełne było wariatów… lepsi wariaci w dzień niż sowy nocą! I robaki… chociaż nie, w zasadzie lubię robaki. A ty nie?
- Nie wiem…
- Funcia?
- Nie… umm?
- Powiedz… naprawdę nie wiesz co my teraz zrobimy?
Dziewczyna przełknęła ślinę. Gardło jej się ścisnęło.
- Nie…

* * *

,,Drogi Kinalali” Zaczynał się list, który drżącą ręką pisała w zapadającej ciemności.
,,Być może nie uwierzysz, ale siedzę właśnie na suchej trawie, w miejscu, którego zupełnie nie znam, pod drzewami, których nazw nie pamiętam. A Amari (i w to już zapewne uwierzysz) biega dookoła z zaszytą koszulą w pysku i stara się otworzyć portal, który zabierze nas do domu. Już trzy dni jesteśmy na Sawannie Nurwijskiej. Niezwykłe prawda?”
Łza skapnęła na papier.
,,Nie jestem już w Turmali. I nie mam jak się skontaktować z kimkolwiek kogo bym znała. Nawet z Tobą. A chciałabym. Jednak ile bym nie pisała Ty jesteś zapewne gdzieś daleko, z… ze swoimi sprawami. Nieważne. Mam nadzieję, że Tobie lepiej się układa. I jeśli kiedyś się spotkamy to chcę móc spojrzeć Ci w oczy, dlatego przepraszam. Powinnam była bardziej Cię wspierać. Mam nadzieję, że mimo tylu innych osób nadal o mnie pamiętasz. Ja często o Tobie myślę. I nie mam zamiaru…”

Nagły podmuch wiatru, silniejszy niż bywa los, wyrwał karteczkę spod jej ręki i uniósł list w górę, obracając go i wertując osobiste wyznania. Funcia patrzyła za nimi tempo, nie czyniąc nic więcej poza wyciągnięciem ręki, by je dla siebie zatrzymać… lecz wirujące słowa przeleciały obok tańczącej Amari i nie stykając się z ziemią pomknęły w dal, gdzieś w ciemność nocy...

GÓRY DRUIDÓW

Towarzysz

Imię:Amari (Chaos)
Gatunek:Smokopodobne - hybryda magiczna
Płeć:Nieokreślono
Wiek:0 lat

Amari jest bardzo specyficznym osobnikiem, zarówno pod względem wyglądu jak i charakteru. Kiedy opowiadał swoją historię stwierdził, że pamięta klatkę i wielkie ogrody, w których żył jako dorosły osobnik, za to nie przypomina sobie aby kiedykolwiek był mały. Twierdzi, że stworzył go potężny czarodziej by obdarować jego doskonałą istotą swoją ukochaną. Przy wyborze maści (o ile takowy w ogóle miał miejsce) inspirował się zapewne motylem zwanym Monarchą, gdyż na to wskazują kolorki niedoszłego draconida - czarne ramy okalające błyszczące naturalnym ciepłem żółcie i pomarańcze rozlane po całym ciele, a także niewielkie białe plamy zdobiące ciemne fragmenty gęstego futra i gigantycznych piór. Stanowią one idealne, natychmiast przykuwające uwagę do nietypowego stwora, wykończenie. Na pierwszy rzut oka Amari przypomina miniaturkę smoka. Jest wysokości konia, ale budowę ma drapieżnika - podłużne ciało zakończone gadzim ogonem, smukłą szyję i pociągły pysk wypełniony zróżnicowanymi zębami wszystkożercy. Może pochwalić się także parą dużych skrzydeł, jednak nie są ono typowo smocze, a ptasie. Jego głowę zdobią czarne, wykrzywione, segmentowane rogi, dalej zaś znajduje się pióropusz rosnący od potylicy aż do połowy karku. Z cech typowych dla ssaków ma jeszcze potężne, stojące uszy i uważnie obserwujące świat oczy, o głęboko lazurowym odcieniu. Dwie z trzech par jego kończyn, tak jak u kotów, są wyposażone w poduszki (w tym przypadku różowe) i ostre, dające się schować pazury. Amari jest inteligentnym stworzeniem znającym ludzki język i z lubością się nim posługuje, choć póki co, tak jego zasób słów, jak i wiedza o świecie są mocno ograniczone (może dlatego zgodził się podróżować z Funcią - nawet 16 letnia dziewczynka jest dla niego niczym wyszkolony przewodnik). Co ciekawe Amari jest hermafrodytą i nie utożsamia się z żadną płcią. Ze względu na specyfikę języka używa rodzajów żeńskich i męskich zamiennie, ale nigdy nie wiadomo z jaką płcią go identyfikować by w danej chwili go (jej) nie urazić. Zdecydowanie jest to stworzenie piękne, urzekające lekkim chodem i naturalną godnością ruchów, ale Funcia przekonała się, że aby wytrzymać z nim dłużej potrzeba nie lada cierpliwości i wyczucia. Z charakteru jest istotą dość kapryśną i niesamodzielną, pragnącą uwagi i uwielbienia. Jest narcystyczny i w pierwszej kolejności dba o siebie, ale czasem zdarza mu się pomyśleć i o swojej znajomej (w końcu jej potrzebuje). Co zadziwiało dziewczynę to fakt, że Amari zdaje się być bardzo przywiązany do estetyki, a także jest hipochondrykiem i z zachowania czasem aż do złudzenia przypomina jej bardziej egoistyczną wersję Kinalalego. Pewnie właśnie przez to podobieństwo smok od razu wzbudził jej sympatię (współczucie?), a ona była w stanie przebaczyć mu wszelkie błędy (choć by dało się z nim podróżować należało go trochę ustawić). Jednak w przeciwieństwie do maie, Chaos potrafi stać się agresywny i zaatakować (ale tylko słabszych od siebie - jeżeli czuje, że zagraża mu niebezpieczeństwo zwyczajnie ucieka). Mimo odpowiednich predyspozycji anatomicznych nie nauczył się jeszcze latać.

Posiadłość

Lokalizacja: Równina Maurat
Dom rodzinny w wiosce Terrot, wybudowany jeszcze przez jej krewnych. Solidny, drewniany z zaskakująco obszerną izbą jadalną i jego przyległości. Kiedy Yuumiś nie przebywa w Kryształowym Królestwie mieszka tam z rodzicami. Mają w zasadzie małe gospodarstwo - ogródek warzywny, kilka kur, czasami króliki, a niekiedy kozę czy dwie; a także kawałek ziemi.