Oglądasz profil – Ruth

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Amadeus "Ruth" Visotti
Rasa:
Błogosławiony
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
71 lat
Wygląda na:
27 lat
Profesje:
Artysta, Mieszczanin, Opiekun
Majątek:
Zamożny
Sława:
Sławny

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Ruth
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Ruth

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 miesiąc temu
Ostatnio aktywny:
2 dni temu
Liczba postów:
4
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.07)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 50.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Nie jesteś już chłopcem
(Posty: 2 / 50.00% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Demon - Faust          Ruth - Młodszy , Bez makijażu
Córki: Maria, Angela/Angie, Łucja

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:przeciętna
Zwinność:bardzo zręczny, precyzyjny
Percepcja:niedowidzący, wyostrzony zmysł magiczny
Umysł:pojętny, błyskotliwy, b. silna wola
Prezencja:piękny, godny, charyzmatyczny

Umiejętności

KompozytorstwoEkspert
Zawód. Inaczej coś, co kreśliłby (gdyby używał tak górnolotnych określeń) mianem powołania - wiele lat uczył się o komponentach utworów muzycznych, właściwościach i barwie instrumentów, harmonii i orkiestracji, a przez rytmikę o mało z siostrą nie poszaleli. Teraz z łatwością wpada na nowe pomysły, często dla rozrywki i w biegu rozpisując partytury i nuty, a nawet pisząc teksty (bo nie ogranicza się wyłącznie do utworów czysto instrumentalnych). Lubi eksperymentować i działać poza ,,pracownią” - ceni tak wielkich mistrzów, od których stara się uczyć, jak i ulicznych grajków, z którymi chętnie pracuje jeżeli widzi ich zapał. Nie boi się improwizowanych występów czy używania mało tradycyjnych rozwiązań - jednak odbiegając od kanonu i stawiając sobie nowe wyzwania zmusza też innych do nadążenia, co nie każdemu się podoba. Uniemożliwił też sobie doszlifowanie umiejętności komponowania bardziej klasycznych utworów, przez co na tym polu daleko mu jeszcze do mistrza - chociaż… nie definiuje mistrzostwa jako perfekcji w ułamku możliwości jaką dają instrumenty, głosy i ludzie. Bardziej ceni sobie elastyczność i kontakt z innymi. To co wyznaje widać najmocniej w tematach muzycznych, których używa - wybił się na niepokojących ciężkościach nasuwających na myśl nawiedzone, puste zamczyska, ale do niego przynależy też masa piosneczek satyrycznych, ballady nawiązujące do kultury ludowej czy podkład do licznych przedstawień o wróżkach. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że jego żywiołem w rzeczywistości nadal jest groza, niepokój i lęk, które najmocniej potrafi wzbudzić w biedakach słuchających jego kompozycji. Może dlatego zabroniono mu zająć się sceną pożerania wilka przez czerwonego kapturka, by mali arystokraci siedzący w teatrze nie skończyli przypadkiem z chorobą psychiczną.
Prace domoweEkspert
Zatrudniłby gosposię i pokojówkę, praczkę i może kucharza, gdyby mieli przy nim cokolwiek do roboty. Trudno powiedzieć nawet czy to na tym czy na muzyce zna się bardziej i czemu się chętniej oddaje - chyba zależy od publiki i tego co bardziej potrzebne. Zasadniczo jarzynową dla córek stawia na równi z rolą Angomyny na przedstawieniu ślubnym von Kirików, a raz nawet zdarzyło mu się obierać marchewki za atrapą wieży. Nie dobra, nieprawda. Nie raz. Zasłynął już z wplatania domowych zajęć w swoje sceny i już mu tego nikt nawet nie zabrania… ale to działa w dwie strony! Ścieląc łóżka lub budząc dziewczęta potrafi pojechać monologiem o zabiciu wuja i wojnie z elfami. Grunt, by wszystko ostatecznie zostało zrobione.
Gra na instrumentach (skrzypce, fortepian)Ekspert
Uczył się tego od dzieciństwa, potem zaś w szkole i na uczelni. Jak często powtarza - świetne do podrywania panienek! Więc w sumie nie wie na co mu to.
OpiekaEkspert
Czego do tego potrzeba? No nie ważne - Ruth i tak to ma.
PoliglotyzmBiegły
Sprawnie włada w piśmie i w mowie Wspólnym, Elfickim i Niebiańskim. Rozumie też Czarną Mowę i Mowę Nieumarłych, choć nie na takim poziomie. Dość by ich obrazić.
Wykształcenie muzyczneBiegły
Woli praktykę, ale teoria wbrew pozorom bywa równie przydatna. A on to obowiązkowy koleś - był na wszystkich wykładach.
AktorstwoBiegły
Nigdy nie było to jego powołanie (och, znowu to słowo!), ale zaczął ze względu na siostrę - potem nawet mu się spodobało, a na pewno poszerzyło wachlarz jego możliwości. Świetnie sprawdza się w dramatach, a najlepiej w rolach antagonistów - psychopatów, złych diuków, rządnych zemsty bękartów i zgorzkniałych macoch. Czasem zdarza mu się jednak zagrać też jakiego uroczego księcia czy pannę w opałach. z resztą w strojach tych ostatnich uwielbia paradować obok sceny i drażnić się z kolegami.
RecytacjaBiegły
Żeby mówić ładnie, głośno i przekonująco, nawet gdy tylko dla żartu.
Gra na instrumencie (harfa)Biegły
Cały czas pracuje nad tym by osiągnąć jeszcze większą sprawność w grze na harfie, ale dużo wolnego czasu przeznacza na porządki i pogadanki z córkami, przez co mniej zostaje na ćwiczenia.
TaniecBiegły
Początkowo podstawy odpowiednie dla szlachcica, potem taniec bardziej artystyczny. Teraz poradzi sobie z wolnymi i szybkimi, wielokulturowymi, jest też zadziwiająco dobrym i sprawnie dostosowującym się partnerem. Albo partnerką. O Panie, litości!...
Czytanie AurZaawansowany
Należy wiedzieć z kim ma się do czynienia zanim zacznie się do niego zalecać.
NiebianologiaZaawansowany
Jest synem anioła - poza tym w jego rodzinie większość to niebianie. Wszystko co ich rasy dotyczy, z Panem i Planem Niebiańskim na czele jest dla niego bardzo ważne, i mimo nie zostania kapłanem nie zaniedbywał nigdy tego tematu.
Wiedza szkolna i ogólnaZaawansowany
Lata nauki czemuś w końcu miały służyć. Amadeus był całkiem dobrym uczniem, ale przede wszystkim lubił zdobywać wiedzę na własną rękę - dowiadywać się o krainach, rasach, zwierzątkach, surowcach, architekturze, historii, roślinkach... spokojnie można nazwać go dobrze wykształconym, choć nie specjalizuje się w niczym poza muzyką. Rozpoznaje jednak niektóre chmury, większość ras, całkiem sporo bestii i roślin - takie praktyczne rzeczy.
PoezjaZaawansowany
Eeech... bardziej proza? Choć Ruth został odpowiednio wykształcony i nad wierszami spędził wiele godzin, dziś ceni mowę wiązaną we wszelkiej maści dramatach, z czystej liryki będąc fanem głównie fraszek i limeryków - bez rozwodzenia się poza sceną nad przeżyciami wewnętrznymi - to dobre dla nastolatków. No, może i do parodii.
KaligrafiaZaawansowany
Żeby można było słać listy do domu.
GimnastykaZaawansowany
Część ćwiczeń szkolnych (niegdyś) i codziennych... prawie codziennych obecnie. Przy okazji świetny i pożyteczny sposób spędzania czasu z podrośniętymi córkami, dla których utrzymanie figury i wyrobienie ponętnego ciała jest niemal tak samo ważne jak dla niego.
KulturoznawstwoZaawansowany
Głównie większe miasta i bardziej specyficzne krainy Środkowej Alaranii zna pod kątem uprawianej tam sztuki i najbardziej wpływowych artystów. Poza tym orientuje się w upodobaniach społeczno-estetycznych poszczególnych ras, głównie wampirów, różnych naturian i elfów.
Wiedza tajemnaZaawansowany
Mimo iż nie został potężnym magiem zawsze był ciekawy tego aspektu świata i uważał go z resztą za wyjątkowo praktyczny.
Targowanie sięZaawansowany
O dziwo umie - zwłaszcza z tymi upartymi zdziercami z ulicy Wodorostów i przeklętej Słonecznej!
RachunkiOpanowany
Zaawansowana-podstawowa matematyka nie jest dla niego problemem. Przydaje się w jego zawodzie.
JubilerstwoOpanowany
Zaintrygowany jest tym co błyszczy głównie ze względu na aspekt społeczny i psychologiczny - smoki zbierające kosztowności, damy przyklejone do witryn sklepowych, a nawet noszone z dumą oznaki godności królewskiej... czemu drogim kamieniom nadaje się właśnie taką wartość? Drogie - Kamienie? Było nie było to część ziemi - i w wielu przypadkach mniej przydatne od piaskowca. A jednak budzą w ludziach pożądanie. A kto tu interesuje się pożądaniem? Tak więc Amadeus zaintrygowany został przemożnym wpływem kruszców i ich zdefiniowanego piękna na rasy rozumne, a korzystając z zawodu wieloletniego współlokatora Iliiana, któremu wypadło być w tej parze jubilerem, podwyższył znacznie swoje umiejętności w dziedzinie słownego znawstwa. I o zgrozo - do dzisiaj niemal bezbłędnie rozpozna na cudzym nadgarstku dzieła swojego kolegi.
PowożenieOpanowany
Żeby można było pojechać do rodziny i trochę ponarzekać.
DemonologiaOpanowany
Faust, Iliian - co to?
Nakładanie makijażuOpanowany
Choć w teatrze zajmują się nim charakteryzatorzy, Ruth potrafi wiele poprawek nanieść sam - poniekąd dlatego, że wybrał sobie wizerunek uwzględniający (subtelny zazwyczaj) makijaż. Zazwyczaj poza podkreśleniem oczu (czernią, czernią!) i przyciemnieniem ust dba też o wizualne wygładzanie męskich rysów i nadania twarzy bardziej androgynicznego wyglądu.
Wiedza o duchachPodstawowy
Nigdy nie pobierał nauk w tym zakresie, bo i nie miał czasu ani okazji po temu - ale znał wiele zjaw i nieco się orientuje w temacie. Jego sukcesy w obcowaniu z duszami lepiej jednak przypisać wyczuciu i dobrotliwej naturze niż surowej wiedzy o tym jak należy postępować. O świecie duchów nie wie w zasadzie nic, bo i zna opowieści zjaw, które się tam jeszcze nie dostały.

Cechy Specjalne

PaktDar
Kiedy nemorianin Fauhreust użył magi demonów (sprzężonej w tym przypadku z uśpioną klątwą Amadeusa), by wydostać się z Otchłani, niechcący przetransformował zaklęcie i zamiast niebianina stał się ofiarą niegdyś rzuconych czarów - od tego momentu może zostać przez niego przyzwany na Łuskę lub odesłany w dowolnym momencie (bo i dzieli się własną energią magiczną, by się to udało). Gdyby ktoś pytał - Faust zawsze miał problemy z przenoszeniem się do świata ludzi, dlatego też spartaczył zaklęcie - co związało do z Ruth’em na dobre. Choć nie - na dobre to związało ich porozumienie. Gdyby bowiem kto inny, nie młody muzyk miał władanie nad dumnym demonem, ten rozwaliłby go, by mieć problem z głowy. Lecz ci dwaj doszli do porozumienia - dzięki nowo nabytej więzi (intuicyjnej komunikacji) mogli zrobić przekręt. Ruth miał przyzywać nemorianina kiedy ten będzie potrzebował załatwić coś w Alaranii (tak by mógł udawać przed rodziną, że umie i nie jest ofermą), a w zamian Faust się go nie pozbędzie. No, od czasu do czasu może łaskawie użyczy mu swoich zdolności… więc teraz kłócą się co i jak, wytykają sobie niezgodne grafiki i Faust jest w zasadzie prywatnym gorylem tego pacyfisty. Można powiedzieć, że się kolegują, choć mało w czym się zgadzają. Poza tym demon nadal nie wybaczył mu zrobienia z niego niańki dla dziewcząt, bo i każda, dorastając, brutalnie go odtrącała. Doprawdy, nikt tu nie szanuje ideałów!
NawiedzonyAtut
Od urodzenia zdolny był widzieć i wyczuwać duchy w swoim otoczeniu - mało jest zjaw, które umkną jego siódmemu zmysłowi, choćby przebywały w niewidocznej dla oczu formie. Spokojniejsze duchy nieraz zdarza mu się wręcz do siebie przyciągać. Ta umiejętność odnosi się jednak tylko do zjaw, które przebywają w Planie Alarańskim.
Dobry z naturyZaleta
Ma wrodzone predyspozycje do używania magii dobra, niemożliwym jest też by zmusić go (namową, prostszą magią, czy innymi sztuczkami) do zrobienia złych rzeczy. Zawsze był i będzie przykładem anielskiego usposobienia oraz (choć czasem trudno w to uwierzyć) działania.
Słuch absolutnyZaleta
Dokładniej bierny słuch absolutny - bez problemu przypisuje muzyczne nazwy pojedynczym dźwiękom, bez odniesienia do innych. Zdolność percepcyjna spotykana u stosunkowo wielu muzyków, rozwijana w dzieciństwie (Ruth uczył się grać od czwartego roku życia).
Aura światłościRasowa
Jego aura posiada dodatkowy niezwykle świetlisty blask i nigdy nie zmatowieje. Dodatkowo wydziela charakterystyczny, silny zapach fiołków.
Odporność na choroby i truciznyRasowa
Jest odporny na większość chorób ludzkich, nie reaguje także na trucizny (z wyjątkiem grzybów) i szkodliwe substancje. Nie jest podatny na środki odurzające takie jak, chociażby, alkohol.
ProtanomaliaUłomność
Wrodzone zaburzenie postrzegania barw - obniżona percepcja nasycenia i jaskrawości czerwieni. Czerwony, żółty, pomarańczowy i zielony błogosławiony postrzega jako bardziej wyblakłe, choć największy problem sprawia mu czerwień z końca spektrum - tę często myli z czarnym i czasem by nie zamówić przez przypadek jaskrawej koszulki musi zwracać się do innych po radę. Chociaż nie, krawiec go zna.

Magia: Intuicyjna

DobraCzeladnik
Do tej magii ma wrodzone predyspozycje i bardzo ładnie łączy się ona z jego charakterem i pragnieniami - dzięki temu nie ma problemów z używaniem jej kiedy potrzeba, choć oczywiście nie potrafi robić tego nie wiadomo jak precyzyjnie. Czasami dzięki tej magii może odsyłać błąkające się po świecie zjawy.
DemonówUczeń
Parę razy wybrał się do Otchłani (z pomocą Fausta), ale sam może głównie przyzywać pomniejsze stworzonka lub próbować je jakoś przepędzić - trudno mu jednak na oko ocenić co jak jest groźne i z czym lepiej nie zadzierać...

Przedmioty Magiczne

Świetlista zbrojaTajemny
Złoty wisiorek w kształcie smoczej łuski jaki na trzynaste urodziny dostaje każdy błogosławiony. Dzięki niemu Ruth może w każdej chwili przyzwać do siebie świetlistą zbroję. Jest to energetyczna aura, w kolorze złota, która otacza całe ciało i chroni przed atakami magicznymi. Zbroję tę można przerwać, jeżeli zaklęcia atakującego są wystarczająco silne.
Obrączka ślubnaWyjątkowy
Wyjątkowa z każdego możliwego powodu obrączka, wykonana specjalnie przez jego przyjaciela, Iliiana, symbolizująca wierność, miłość i uczciwość... przyjacielską. W końcu ona nadal trwa, kiedy żona już go zostawiła. Mimo tego to ze względu na nią i wyznawane wartości nie potrafi ściągnąć jej z palca.
Zawieszka do kluczyWyjątkowy
Breloczek w kształcie bardzo koślawego słonika (krowy?) zrobiony przez jego najmłodszą córkę, Łucję (lat 15), pod okiem Iliiana (musi być dumny). Chociaż sama ozdoba wygląda jakby ktoś na nią nadepnął, to dostał ją na urodziny i bardzo ją lubi. Prosił tylko, by następnym razem Łucja nie próbowała przypadkiem robić dla niego wisiorka.

Charakter

Niektórzy mawiają, że pozory mylą - i mawiają tak wszyscy, którzy faktycznie zbliżyli się do Amadeusa. Niewiele bowiem rzeczy mniej pasuje do siebie jak jego prawdziwa natura i antypatyczna fasada za którą się kryje.

Przy poznaniu muzyk jest szorstki, nieuważny, bezczelny - ale ma w sobie coś co przyciąga ludzi lubiących to co dziwne, niebezpieczne czy wręcz zakazane. Osobników z preferencjami do Niegrzecznych Chłopców, którzy w ramach bielizny przyodziewają skórzane paski i z pejczykiem w zębach czekają na swoją karę. Albo takich, którzy lubują się w sekciarstwie i przyzywaniu demonów w opuszczonych piwnicach, gdy wymkną się rodzince z domu na godzinkę czy dwie. Albo - wreszcie - artystów z efeńskiej śmietanki.

I tym ostatnim Amadeus niewątpliwie też jest - tylko to się zgadza. Co prawda ze skórą i demonami też ma trochę wspólnego, ale to zdecydowanie nie to o co się go podejrzewa; choć nie sprostowuje żadnych historyjek na swój temat. Dlatego wśród nowego towarzystwa uchodzi raczej za dewianta, który zrobi wszystko ze wszystkim, jeżeli tylko znajdzie ku temu sposobność - jego uśmieszki i wymowne spojrzenia tylko utwierdzają innych w tym błędnym przekonaniu; podobnie nonszalancja, styl i swoboda z jaką wyklina każdego, kto wejdzie mu pod nogi - a kiedy mu się zechce to i jękom i marudzeniom może nie być końca!
Zadowolony z niczego, będący muzykiem za karę, facetem przez przypadek, pięknym w ramach pokuty… tylko jedno lubi mniej od wszystkiego - ciebie. Jeżeli poda ci coś o co prosisz, to w sposób sugerujący, że nie cierpi twojego lenistwa; jeżeli go pochwalisz uzna cię za idiotę. Taką przynajmniej robi wtedy minę.

Nikomu nie pożyczać, nie ufać, a jak coś się rusza to najlepiej przydybać w jakimś ciemnym zaułku… takie myśli mu się przypisuje pod naporem pierwszego wrażenia.
Cóż…


Drugie jest nieco lepsze - bo po pewnym okresie znajomości dojść można do wniosku, że choć Ruth to dziwak, to jednak niegroźny. Nic nikomu nie robi, w sumie zjawia się tam gdzie jest potrzebny, można polegać na jego opinii… taki przeciętny ekscentryk w czerni, co nie wiadomo jaką płeć i do czego lubi. Wchodzi gdzie chce, czyni co mu się żywnie podoba, obraża kogoś, ale nigdy tego, kto naprawdę się ubliżenia obawia. Stanie wśród nieśmiałków przy ścianie i powoli, choć skutecznie zarazi ich swoim zuchwalstwem, niemo namawiając do rozmowy czy tańca.
Gorzej jeżeli udzieli im się też cynizm i rażące wręcz niekiedy bezpruderyjności. Bo i Amadeus ma dosyć prześmiewcze poczucie humoru.

Lecz pomijając dworowanie z etykiety, statusu i ustroju czy łamanie podstawowych zasad kulturowych (byle nie było niesmacznie) to i da się przyłapać go na tym, że pomaga komuś z zaplątaną wstążką, ustawia przekąski równiej na stolikach, pyta gospodarza czy wszystko w porządku… kontrastuje to z chwilami kiedy rozgląda się czujnie dookoła i mruczy do siebie, albo wręcz mówi ku ścianie lub w przestrzeń, bo i niezbyt się krępuje kiedy dostrzeże zjawę chętną do rozmowy - lecz nadal łatwo się zorientować, że ten zły pan ma swoje lepsze strony.
Niebiańskie strony.

Bliżsi jego znajomi i przyjaciele wiedzą aż za dobrze, że w zasadzie (poza niechętnymi słowami i złudną postawą) nie ma w nim innych stron. Arogancki kompozytor, muzyk i kto-wie-co-jeszcze, to w rzeczywistości skromna i obowiązkowa, milutka pani domu. Gdy tylko dookoła nie ma większej publiki zgarnia swe bujne loki w okiełznanego kucyka i uczyniwszy to samo z charakterkiem zabiera się do roboty. Gotuje, sprząta, ściera, ceruje, pomaga w lekcjach, chodzi po zakupy. Jeżeli bycie wykształconym artystą jest jego zawodem, do największą przyjemnością i zainteresowaniem będą prace domowe. One i opieka nad każdym kto będzie jej potrzebował. Tego świadomi są liczni sąsiedzi - starsze panie wyczekują w oknach aż tylko Ruth będzie przechodził, by załatwił i dla nich jakieś sprawunki, a przy okazji przekazał wiadomość na sąsiednią ulicę i może odszukał Tereskę, bo ta niesforna pokojowa znów im się zapodziała. I nikt takich drobnych przysług nie wykona z większą ochotą i satysfakcją jak Ruth.

W końcu jak na niebianina przystało od zawsze przejawiał skłonności ku temu co dobre. Do dziś nie tylko nie potrafi zdobyć się na wyrządzenie nikomu (kto nie jest wcieleniem zła) szkody, a i bardzo trudno mu odmówić niezbędnej pomocy. W zasadzie nigdy tego nie robi.
Lecz nie jest naiwniakiem ani idealistą - wie, że świat, rozum i wolna wola rządzą się swoimi prawami - wiele osób chciałoby wykorzystać kogoś tak usłużnego jak on, wielu zaś rani niewinnych i niesprawiedliwością dba o własny dobrobyt. Jeżeli chodzi o niego - przeszłe doświadczenia i w zasadzie przypadek sprawiły, że jest teraz naprawdę nieprzystępnym na pierwszy rzut oka człowiekiem, którego nawet nie próbuje się naciągać. Co zaś się tyczy zwalczania niesprawiedliwości i naprowadzania ludzi na dobrą drogę, to tym na większą skalę zajmuje się jego rodzina… i masa innych osób. On wybrał zawód, który niejako mu to uniemożliwił, dąży więc do harmonii głównie w swoim otoczeniu. Ma Fausta do pomocy kiedy trzeba zainterweniować i zająć się brudną robotą, ale na co dzień po prostu stara się być wzorem dobrego sąsiada. Och - no i może robić też coś, co wielu jest niedostępne - pomagać duchom. Choć nie zajmuje się tym w ramach obowiązku, nauczył się przez lata z martwymi i żywymi rozmawiać podobnie; i rozwiązywać problemy tak jednych jak i drugich. W każdej kategorii zdarzą się też upierdliwcy, więc nikogo nie faworyzuje - lubi ich jednako, a na każdego zdarzy mu się westchnąć.

I przy okazji podejścia do innych istot - Ruth nikogo (poza piekielnymi i niektórymi niebianami) nie ocenia po rasie - każdy w końcu ma swoje motywy, problemy, możliwości i charakter - jeżeli tylko zgubnie rubinowa poświata nie przekreśli ich ,,człowieczeństwa” w jego oczach, każdy może mieć szansę na jego uwagę i przyjaźń. Nawet taki rozpustny deprawator jak Faust, który ostatecznie… nie jest taki straszny jak można by sądzić.

Oczywiście wszystko co prawdziwie nieczyste i przeczące moralności Ruth uparcie wyplenia, choć sam stwarza gorszące pozory - jednak właśnie dlatego nie ocenia zbyt szybko innych. Łatwo mówić o byciu ideałem, urodzonym aniołom - on zaś zawsze był czarną owcą w niebiańskiej rodzinie i nauczył się wiele o wadach, które można przezwyciężyć i tych, które są częścią przystosowania, składową nieidealnego świata. Uważa, że przydatne mogą być górnolotne przemowy hucpiarskich rycerzy, miłe słowa aroganckich dam, jak i konsekwentne trwanie przy słusznych wartościach i czynach jak robi to on, choć przecież jest ostatnią wredotą. Bo i nie sądzi, że przymilanie się do każdego może dać dobre efekty - nawet jakby umiał nie robiłby czegoś takiego - niektórzy potrzebują dostać kopa w tyłek na rozpęd, i jest to oczywiste. A skoro potrzebują, to on im chętnie użyczy przyjacielskiego buta.

Poza tym to w sobie i bliskich nie toleruje większości negatywnych cech, chociażby chciwości, zazdrości, agresji. Praktycznie nigdy się więc nie obraża, nie pragnie zemsty i stara się też wpoić to swoim córkom. Pozwala mówić do siebie prosto i szczerze, nawet na nieco drażliwe tematy (jak choćby rozstanie z żoną), ponieważ by dawać dobry przykład, namawiać innych do swoich racji, musi sam wykazywać się atutami, które tak wychwala. Nie daje się prowokować, łatwo mówi o własnych wadach, by podkreślić, że nawet z nimi da się być w porządku gościem. Choć taki się nie urodził, obecnie jest bardzo stabilny psychicznie i tę wewnętrzną siłę wykorzystuje, by wpływać na innych. Tym bardziej, że wbrew niektórym modom stanowczo wyrzeka się rozpusty, zdrady i oszustwa. Tak, nawet drobne przekręty są złe, a kochanie się przed ślubem pozbawione najważniejszych wartości. Jeśli zaś zawodzisz cudzą (uzasadnioną!) wiarę w twoją lojalność to w ogóle szmata z ciebie.
Właściwie Ruth czasem myśli jak chętnie zorganizowałby obóz dla młodych paniczów z Efne… nie ma to jak wyobrażać sobie wieczorami jak cudownie byłoby ich przeczołgać po górach bez ustanku prawiąc im kazania.
Że też nie został kaznodzieją!

Ostatecznie całkiem by pasował - charyzmy i przekonania mu nie brakuje, a na jego moralności można polegać jak na nordyckim kilofie. Woli też poświęcać czas innym niż sobie - choć mało kto by uwierzył, że z tego upadłego demona faktycznie taki niebianin. A jemu samemu wszystkie te pozory i wnioski absolutnie nie przeszkadzają. Znajduje dziwną przyjemność w łączeniu tego co zakazane z życiem podłóg cnót; zespajania groteski z poradą czy miraży z oczywistymi faktami. Postawą zaś mocno do tego nawiązuje i można by powiedzieć - sprawdza czy w ogóle ma to prawo zadziałać.

Wygląd

Amadeus obdarzony został dwojaką urodą, a i na przestrzeni lat dobił ją wymyślną stylizacją - można to uwielbiać albo tym pogardzać, trudno jednak przeoczyć, co w obecnym położeniu poczytuje sobie w zasadzie na plus. Co może go wyróżnić poza charakterystycznymi dla jego rodziny rysami to zdecydowanie zniewieściałe ruchy, które kontrastują z całkiem typową dla mężczyzny sylwetką i spojrzeniem godnym czarnej wdowy. Przesadzone gesty, wzdychania, unoszenie ramion - wszystko to sprawia, że ciężko posądzić go niekiedy o skłonności do płci pięknej. Prędzej o to, że przystanie przy wystawowej szybie i zacznie podziwiać swoje odbicie, poprawiając fryzurę. 
Z resztą czasem to robi.

Choć niełatwo faktycznie pomylić go z kobietą, trudno też by stanowił wybitną konkurencję w posturze dla lepiej zbudowanego mężczyzny. Wysoki (187 cm) i tyczkowato zgrabny, wybrania się jedynie zamaszystym chodem i figurą, w której ramiona i barki (o szczęście!) są zdecydowanie wydatniejsze niż skromniutkie biodra i łącząca je talia. Można powiedzieć, że z tym to całkiem mu się poszczęściło.
Więc nadrabia twarzą.
Lecz zanim!
Wyrobione ma te partie mięśni, które przydać się mogą w codziennych zadaniach, tańcu czy występach, dzięki czemu nie sprawia wrażenia kruchej lebiegi, a rześkiego kawalera. Nie no, w końcu to przecież całkiem w porządku chłop, tylko dlaczego na Najwyższego, tak się przechyla i krzyżuje nogi jak zgubiona niewiasta?!
A nogi ma niczego sobie. Długie i całkiem, całkiem mocne, a ręce też wcale nie jak patyczki - dłonie zaś i nadgarstki to już kawałek apetycznego ciała, ładnie oddający charakter całej reszty - sprawne, zadbane i nieprzerysowane w stronę żadnej płci.
No, i trochę zużyte - widać na nich ślady wieloletniego treningu - wprawny obserwator wywnioskować by mógł z pianistycznych palców i znajdujących się na nich śladów czym w zasadzie zajmuje się Ruth. Jeżeli dodać zaś do tego czasem arystokratyczną, czasem mieszczańską postawę, zmienność ruchów i w reszcie czarny tatuaż symetrycznych skrzydeł zajmujący niemal całą górną połowę pleców łatwo powiedzieć: Błogosławiony, artysta, znany zapewne, może z dobrego domu. Skrzypek, pianista, sporo także pisze, ale panować nad ciałem też umie. Tancerz jaki może.

I gosposia, bo w domu widać jak szybko opadają z niego pozory zniewieścienia; gesty stają się bardziej stanowcze, prostsze i oszczędne - przeważnie celowe i nie zawsze grzeczne.
Chociaż i tak lubi sobie powzdychać i zakręcić loczka na palcu od czasu do czasu.
Ale ściera makijaż z twarzy.

Bo normalnie go nosi.

Oczywiście lekki, charakterystyczny dla niego od wielu już lat - czarna kredka do oczu, podkreślenie i tak długich rzęs, szarawo-sina pomadka na wąskie wargi, co wyglądają jak stałe ściągnięte w kreseczkę ze złości, takie są mało wydatne. Dzięki tym drobnym zmianom, całkiem męska uroda przekuta zostaje w twarz androgyniczną - odpowiednie cienie i pudry na bladej cerze są kluczem do sukcesu jeśli chodzi o niwelowanie siły wyrazu kości policzkowych, czy mocnej dość żuchwy. Wtedy nawet gęste, zakrzywione brwi nie stanowią problemu. W końcu harmonizują dobrze z prostym, niewielkim nosem i oczami o surowym spojrzeniu. Ach - i naprawdę intensywnym, turkusowym kolorze. Tak, nawet gdyby Ruth był prawdziwą kobietą najpierw patrzono by mu w oczy właśnie. Jeżeli zaś podkreśli ich kształt i jaskrawość barwy dobrze nałożoną czernią, to uzyskuje efekt wręcz hipnotyzujący. Nie tak jak wampiry co prawda, ale tak jak wybryk natury powinien.
On co prawda żadnym nie jest, ale na taki się kreuje.

I właśnie - to kreowanie wizerunku stało się dla niego ważne już w dzieciństwie - kiedy ciemnym ubraniem przepędzał swoje lęki… do ciemnych kolorów. Potem zaś stało się częścią jego osobowości, postaci, która uwielbia drażnić się z otoczeniem. Stąd długie włosy, czarno-popielate, zadbane, pachnące kwieciem. Stąd makijaż, w pewnych okresach bardziej intensywny; stąd ubrania sweterkowe, przylegające do ciała. Bo i niebianin nie ubiera się w smokingi czy zwykłe koszule, a w bluzki pod damski krój, golfiki lub tunikę od czasu do czasu. Wszystko to publicznie i jak najbardziej celowo. Nawet żeński przydomek wybrał sobie w ramach przekomarzania się z wyobrażeniami ojca.

A do tego jednak zawsze nosi spodnie. Uszu, małych i przecież nie szpetnych, też niczym nie przekuł. W zasadzie niczego sobie nie przekuł. Nie nosi biżuterii innej niż obrączka i naszyjnik od niebiańskiej zbroi (teatr się nie liczy - tak samo jak lata, w których promował na sobie wyroby Iliiana), i nie dorobił sobie tatuaży (uważa, że wrodzone skrzydełka wystarczą mu aż nadto). Czasem jak się uda przemaluje paznokcie, ale wszystko to się przecież zmywa.
To tylko udowadnia celowość zabiegów, którym się poddaje - wymyślną sztukę podkreślania pewnych cech kosztem drugich i wykorzystywania ich… do jakiś tam celów. Ostatecznie Amadeus mógłby zostać zwykłym, przeciętnym przystojniakiem parającym się muzyką i zajmującym się domem, bo nie zatrudnił gospodyni. A tak? Zgrabna postać w czerni sunąca przed wystawami; o pociemniałych ustach, bujnych lokach, intensywnym spojrzeniu, które okala wymalowana przecież melancholia. Ni facet to nie kobieta, prawdziwy efeński artysta, który sztukę przełożył nawet na własne ubrania, na gesty i słowa. Jest częścią własnej ekspresji, która nie kończy się na muzyce, nie znika kiedy opadną kurtyny - żartuje sobie z niej dopiero w prywatnym gronie, domowym zaciszu, gdzie wszyscy wiedzą w co gra i bawią się razem z nim.

Historia

RODZINA

Był raz pewien anioł zesłany do Alaranii - anioł, który poza walką z piekielnymi zajmował się odsyłaniem demonów. Tych, które siały zamęt i atakowały ludzi. W końcu na jego drodze stanęła jednak nie rogata bestia, nie zawoje czarnych macek, a wiekowy już nemorianin.
Egoistyczny manipulator, którego niebianin od dawna pragnął się pozbyć.
Walka była zacięta, lecz w końcu stała się jednym z największych zwycięstw anioła.

A kilka lat po wygranym starciu ów anioł ożenił się z błogosławioną szlachcianką z Nandan-Ther i przyjął nazwisko Visotti. Wkrótce też na świat zaczęli przychodzić jego potomkowie. Trzecim dzieckiem, a drugim synem był właśnie Amadeus.

Niebiański chłopiec wykazywał się miłym usposobieniem, dobrą naturą i wrodzonym darem do widzenia duchów - szybko więc uznano, że stanie się kiedyś kapłanem i przewodnikiem zbłąkanych dusz.

Jednak nie.

Z początku chodziło o nadwrażliwość i liczne lęki chłopca - budził go najmniejszy hałas, przerażała ciemność i samotność, a także myszy, obcy, żyrandole, zagnieciona na kształt pająka pościel, cienie, a nawet konkretny ton głosu…
Choć to pewnie miało przejść z wiekiem. Prawdziwym problemem stało się jednak co innego - nemorianie, którzy pragnęli zemścić się za pokonanego członka ich rodu.
Anioł mógł zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie - niestety względne. Nie otrzymawszy rozkazu eliminacji upartych demonów mógł tylko niszczyć ich cielesne powłoki i czekać aż wrócą z Otchłani. Nigdy nie wiedział kiedy.

W końcu jednemu z nich, po latach nieobecności udało wkraść się do jego domu i rzucić klątwę na jedno z dzieci - drugiego syna.

Chłopiec i tak już wyalienowany i nie prezentujący sobą godnie anielskiego dziedzictwa, teraz stał się mimowolnie katalizatorem wszelkiego zamętu - zaczął przyciągać demony.
Zaklęcie którym został naznaczony pozwalało bestiom przedostawać się z Otchłani na Łuskę. Więcej - w pobliże miejsca gdzie akurat stał. Ale klątwa nie była jeszcze zbyt silna - sprowadzała przeważnie niegroźne stworzenia wielkości najwyżej dłoni - upiorne motyle, dwustronne gąsienice, coś co wyglądało jak rozlany atrament… jednak jej działanie wzmacniało się z upływem czasu.
By powstrzymać działanie czaru, chłopca odesłano do wujostwa w Efne. Oni znali się na demonach naprawdę dobrze i choć dawali pozory ludzi spod wiedźmiej gwiazdy, można było na nich polegać.

EFNE

Sześcioletni Amadeus dostał się więc pod opiekę ludzi, którzy wyglądali jakby chcieli rozerwać go żywcem i zbadać jego wnętrzności - co na szczęście nie okazało się prawdą. Nie trafił do nich z resztą sam - jego starsza siostra i guwernantki także przeniosły się do obcego domu, by nie panikował… bardziej niż zwykle.
I się udało - poddawany rytuałom i zamknięty przez miesiąc w strasznej piwnicy trzymał się wyjątkowo nieźle. Można było nawet uznać, że nie bał się już ciemności tak jak wcześniej, nie drży na widok krat, a nawet nie ucieka od wujostwa.
Bo i faktycznie rzeczy te nie były takie straszne - kiedy już do nich przywykł. Jeżeli o rytuały zaś chodzi nic szczególnego wtedy się nie działo - może poza rozbudzeniem się w nim ciekawości odnośnie samej magii, demonów i rodziny, która parała się tymi sprawami. A jednak nie zamierzał iść w ich ślady i zostać magiem czy też naukowcem, nie - pragnął zostać artystą.

Być może miała na to pływ edukacja wspólna z siostrą i bardziej estetycznie zorientowana niż ta, jaką otrzymałby z braćmi w domu. A może chodziło o samo miasto - przesiąknięte sztuką i pięknem. Samo wujostwo zaś, choć nie pasowało do tego romantycznego obrazu rozśpiewanych ulic, nie miało nic przeciwko fanaberiom Amadeusa - przecież dzieciak spełniający własne marzenia to skarb!

Ów skarb sprawiał jednak pewne problemy - coraz bardziej ,,odważniał” i dziwaczał - wymykał się z domu w poszukiwaniu… różnych niewłaściwych rzeczy. Przynosił do domu żaby, zdechłe myszki, zaczął ubierać się na czarno i z upodobaniem słuchać strasznych historii. Coraz mniej przypominał niewinnego, niebiańskiego chłopca, którym był kiedy tu trafił. Choć nadal był beksą i nie znosił przemocy - a także potrzebował przytulać się do czyjejś nogi od czasu do czasu.
Nie, w zasadzie to aż tak się nie zmienił.

Widujący go od czasu do czasu rodzice nie byli w stanie dobrze ocenić co się z nim dzieje - cieszyli się jednak, że klątwa została uśpiona, a Amadeus gadał już tylko z duchami, a nie bawił się ze stworzeniami z Otchłani.
Nie wiedzieli ile to same duchy potrafią namieszać…

DWOREK

W efne stał opuszczony dworek. Okalało go ogrodzenie z dziurą - tą, którą błogosławiony znalazł i tą, przez którą przechodził. Tajemnicze miejsce przerażało go i ciągnęło do siebie - już wtedy był w fazie walki z własnymi fobiami i za wszelką cenę chciał być w stanie normalnie poruszać się po zdziczałym, napawającym go lękiem ogrodzie. Po wielu tygodniach zaczął jednak nie tylko go lubić, ale i czuć się jak u siebie - w spokojnym azylu, z daleka od ludzi; wpływ na to miały też dwie duszyczki, starsze od niego panienki - Leila i Nazaia, które przepędzały do tej pory każdego intruza… ale dziecko?
Chłopiec tak bardzo chciał się z nimi zaprzyjaźnić, że w końcu zdobył ich zaufanie i aprobatę - stały się dla niego bardzo ważne, jak prawdziwe przyjaciółki z krwi i kości.
I wtedy pojawiła się ona…

Właścicielka jak się okazało, posiadłości. Czarodziejka wyglądająca na elfkę… jakaś straszna baba! Od początku bał się jej straszliwie, podświadomie chyba wyczuwając jej wrogi charakterek, a co dopiero kiedy zaczęła straszyć go klątwami. Wściekła wiedźma to było jednak za mało, by odwieść Amadeusa od spotkań z duszkami. Bo poza nimi i siostrą… nie miał innych znajomych. Uparcie więc dalej przychodził; ale oczywiście musiał też coś schrzanić. Mianowicie udało mu się (niechcący!) przez dotknięcie runy otworzyć portal do świata umarłych, który ukryty był przy nagrobku (świetne miejsce do spotkań z duchami). Gdyby nie interwencja dziewczynek, które zawołały na pomoc Saskię, tę przerażającą kobietę, z błogosławionego niewiele by zostało - tyle co zostawiają Ghule po porwaniu swojej ofiary. Saski jednak udało się w ostatniej chwili wyciągnąć go z pułapki - nie był w stanie jej podziękować przez szok i panikę - ledwo coś wystękał i nim się zorientował, był już w domu wujostwa. Kiedy zaś szok minął, nie pozwolili mu wrócić - zaczęli martwić się w co może wpakować się odwiedzając dworek. Jęczał i narzekał, że nie może przecież pozostać niewdzięcznikiem, że co sobie duszyczki pomyślą, nie mówiąc o tym, że on MUSI… i nagle się zgodzili. Dlaczego, zrozumiał kiedy odważył się podejść do Dworku - czarodziejka wyjechała i tylko Leila i Nazaia stwierdziły, że nie wiedzą kiedy wróci…

NANDAN-THER

Niedługo po tych wydarzeniach Amadeusa ściągnięto do domu. Klątwa nie stanowiła już zagrożenia, on zdecydowanie potrzebował porządnych wzorców (z całym szacunkiem dla Efeńskiej rodziny), a i powinien kontynuować swoją edukację u boku starszego brata.
Jego nauka jednak przynosiła więcej rozczarowania niż powodów do dumy. Tak samo jak zachowanie.

Zdziwaczały Amadeus ubrany w czernie, nie dość, że biegał po nocy i mówił do siebie (duchów) to jeszcze z dumą nazywał się ,,Ruth” i oznajmiał, że chce zostać muzykiem.
Z leeeekka niepokojące.
Ojciec o mało nie dostał zawału.

Wyjaśnienie było jednak proste, tyle, że nikt się w to nie zagłębiał. Nie licząc na zbyt wielkie wsparcie ze strony żywych, młody niebianin sam zaczął się o siebie troszczyć - z pewną pomocą duchów, które najczęściej niewiele pamiętały z własnego bytowania w cielesnych powłokach, ale przynajmniej dawały mu jakieś rady. Powoli pozbywał się swoich lęków, przyzwyczajał się do tego, co przerażało go pierwotnie bardziej niż jego rówieśników.
Ale - takie zachowania należało wyplenić, póki była możliwość i zrobić z syna porządnego chłopca!
Tylko, że on nie chciał.

Uparcie też trwał przy swoich postanowieniach - pragnął kontynuować naukę gry na skrzypcach i fortepianie, tak jak jego młodsza siostra. Nie chciał ubierać się ,,tak jak należy” i poprawnie zachowywać. Nawet nie z przekory - nie wychodziło mu to po porostu. Za każdym razem gdy starał się być taki jak bracia; nauczyć się szermierki, historii czy polityki czuł mocno jak nigdy wcześniej, że jest absolutną porażką. Czarną owcą i zniewieściałą beksą, która do niczego się nie nadaje. Nie… nie do niczego. Nie chciał stale uważać się za przegranego - nie chciał stale zawodzić ojca. Dlatego wbrew jego woli musiał zająć się tym co mu wychodziło. MUSIAŁ zostać tym cholernym artystą!

Od muzyki i tańca zaczynał, bo to gwarantowało mu wykształcenie szlacheckie. Szybko jednak postanowił iść dalej i doskonalić tyle umiejętności ile tylko da radę - potrzebował tego, by nie być tym najgorszym w rodzinie. Nie chciał być głupią zakałą!
Ufiksowawszy się na tym jednym rozwiązaniu nie brał już innych pod uwagę - ani wzmożonego treningu rycerskiego, ani umocnienia duchowego. Raz odesłany do świątyni na nauki kapłańskie zwiał po dwóch miesiącach, czując się jak kompletny wyrzutek.
Nie dla niego były zbyt dobrze ułożone społeczności…

EFNE

Udało mu się wywalczyć więc powrót do Efne, gdzie w raz z młodszą siostrą (starsza już dawno obrała przyzwoitszą ścieżkę) mieli odebrać wszechstronne wykształcenie z dziedziny sztuki wszelakiej i poznać swoje możliwości.
Zaprzyjaźnione ze sobą rodzeństwo wyjątkowo szybko odnalazło się w nowym - a jakże odmiennym od starego! - środowisku. Mieszkając u wuja i ciotki wieczorami uczyli się o demonach, a dnie spędzali na zajęciach, coraz lepiej rozumiejąc w co się wpakowali.
Ruth (teraz już przeważnie nazywany tym właśnie pseudonimem) oddał się muzyce oraz sztukom scenicznym, pozostawiając wizualia we względnym spokoju - siostra zaś towarzyszyła mu w tańcu i w aktorstwie im poświęcając najwięcej uwagi.

Nie rozkręcili się na dobre ze swymi talentami, kiedy wydarzył się wypadek, który zmienił ich dotychczasowe życie jeszcze bardziej - niewinnie sprzątali w sali po zajęciach, kiedy bez żadnego (znanego im) powodu zapieczętowana klątwa Ruth’a aktywowała się i ze skumulowaną siłą nagle przyzwała demona…
Silniejszego niż kiedykolwiek widzieli.


FAUHREUST

Bo był to nemorianin! O włosach ciemnych jak heban, o cerze jasnej jak śnieg… i stroju królewskiej faworyty. Ale mimo przepychu stroju i pięknego, dojrzałego ciała zdawał się podobnie zaskoczony i zdezorientowany jak oni.

W pierwszym odruchu wyzwał ich oczywiście do krwawej walki, wyklinając wściekle wszystkich łowców tego świata, ale kiedy oberwał klarnetem uspokoił się nieco, bo i dostrzegł, że gada do dwójki dzieciaków. Zaproponował, że zrobi z nich koraliki, więc oberwał ponownie. A po krótkich dyskusjach i długich chwilach konsternacji trójka doszła do wspólnego wniosku - nie umieją tego coś się stało odwrócić, ale będą mieć u rodziny (każdej) cholerny problem kiedy to się wyda. W szkole też. Demon nie umiał przenieść się do otchłani, błogosławieni zaś za przyzwanie go tutaj mogli zostać wywaleni na zbite nuty. Dlatego Ruth zaproponował w końcu, że by uniknąć problemów oni zniszczą jego materialną powłokę rozwalając mu łeb; on przeniesie się do siebie, tam zostanie i już się nie spotkają. Pomysł absurdalny, ale nie taki głupi - tylko nie mógł się udać. Po pierwsze, Fauhreust nie miał zamiaru dać się utłuc smarkaczom, a po drugie - żadne z nich nie było w stanie zadać mu ciosu nawet pięścią, bo z natury byli pacyfistami.

Ale problem sam się w końcu rozwiązał - po paru tygodniach konspiracyjnego ukrywania Nemorianina w gościnnym pokoju wujostwa, okazało się, że klątwa, którą aktywował (ha, jego wina!) wcale nie przestała działać - ale zaklęcie zostało przetransformowane i młody niebianin został z nim połączony magiczną więzią. Przy odrobinie skupienia i wkładzie sił demona mógł go odesłać z powrotem! Musieli tylko przestudiować masę pergaminów dotyczących podobnych czarów, aby upewnić się, że nie odeśle go do innego wymiaru, nie wbije w ścianę, albo nie rozerwie na kawałeczki. Ostatecznie wiedza spisana utwierdziła ich w przekonaniu, że cholera - albo się uda, albo nie. Bez próby się nie dowiedzą.

Amadeus do tej pory używający jedynie podświadomych mocy z dziedziny dobra w zasadzie wykonał swoją część najlepiej jak mógł - zapragnął po prostu, by Faust (tak go sobie nazwali) wrócił do domu.
Udało się!

Trochę później zażyczył sobie, by ten wrócił - też wyszło. Co prawda demon był w trakcie kąpieli, więc ociekał wodą i mydlinami, ale nadal można to było zaliczyć.
Choć pragnął młodego utopić.

Ustalili jednak, że lepsza od topienia będzie umowa - błogosławiony nie chciał się demonem bawić, a i był jedynym, który mógł mu pomóc dostawać się do Alaranii kiedy ten będzie tego potrzebował. Oczywiście wedle drugiej części układu, w zamian za przyzywanie Fausta, kiedy ten będzie chciał, ten miał zjawiać się także kiedy sam Ruth będzie w potrzebie (byle nie za często).

DALEJ

Układ w zasadzie tymczasowy (z punktu widzenia Fausta), przerodził się na przestrzeni lat w ciągłą przepychankę między dwoma (już) mężczyznami. Razem ćwiczyli grę, naśmiewali się ze swoich poematów, oglądali się za dziewczynami (po czym Ruth prawił im obojgu słuszne kazania), błądzili po ciemnych lasach, czytali demoniczne księgi.
Nemorianin pomagał muzykowi wnosić rzeczy kiedy ten kupił własne mieszkanie w Efne, machał jego siostrze, gdy się wyprowadzała, wkurzył Iliiana, kiedy ten się sprowadził. Był świadkiem licznych występów Amadeusa i stale wnerwiało go, gdy gadał do osób, których on nie widział! Ale przyklasnął mu łaskawie kiedy odważył się oświadczyć pewnej niebiance; byłby też na ślubie, gdyby nie drobny szczegół, że ród Visottich i jego własny miały ze sobą na pieńku. Ostatecznie zaś śmiał się z niego, gdy po kolei rodziły mu się córki zamiast synów: Maria, Angela i Łucja. Każdą z resztą miał okazję mimo woli niańczyć, a także być przez pierwsze dwie odtrącony, kiedy dorosły.

Najbardziej zszokowało go jednak, gdy niebianka, piękna żona jego przyja… sługi, oznajmiła, że chce się z nim rozstać. Nie żeby nie widział, że coś jest między nimi od jakiegoś czasu nie tak, ale… jak zwykła kobieta może wyrzec się kogoś, przy kim ON; wspaniały, waleczny, piękny i utalentowany nemorianin czystej krwi, trwał tyle lat!?
Chyba obojgu im trudno się było z tym pogodzić - że Ruth był zbyt dobrą gosposią, zbyt oddaną panią domu i zbyt dobrą osobą, w dodatku pracującą, by niebianka miała przy nim cokolwiek do roboty. Zapewnił jej taki spokój, że potrzebująca wyzwań kobieta uznała, że po wychowaniu córek nie będzie miała już po co tam zostawać. Samo uczucie nie wystarczyło. Dlatego, gdy Łucja skończyła 14 lat i oznajmiła, że świetnie sobie z tatkiem poradzi, błogosławiona rozstała się ze swoją rodziną - ale ze wszystkich najgorzej zniósł to Ruth. W końcu to jego miała dość - z dziewczętami utrzymuje kontakt listowny. Jakiś. Zwłaszcza z Łucją, bo ta chyba najmniej ma jej za złe ten rozwód. Chociaż też bardzo martwiła się o ojca - zmarkotniał i stał się nieco bardziej cyniczny niż był. Bo i nie może pojąć dlaczego ze wszystkich cech porzucony został za te, które zawsze uważał za najlepsze! Jak do cholery można być zbyt miłym!?

Przyszło mu się trochę pozałamywać, poplątać się po deszczowych ulicach, ale w końcu musiał się otrząsnąć, bo i dziewczynki zbyt się niepokoiły. Doszedł jednak do pewnej konkluzji, a mianowicie do tej, że postępował słusznie - nie to nie, on chamem dla żony nie będzie i nikt być nie powinien! A jeżeli ona chce znaleźć sobie jakieś niebezpieczne zajęcie czy związać z bandziorem to proszę! (Uch, nie, na to to nie pozwoli…). Nie do końca jeszcze uznaje to rozstanie, ale zdystansował się od dawnej Ukochanej, nie mogąc przyznać jej racji. Może postąpiła dość egoistycznie? No nic, grunt by była szczęśliwa i nie wpakowała się w zbyt wielkie kłopoty. A on…

… on chyba będzie miał okazję odnowić jedną, niepokojącą znajomość.

Posiadłość

Lokalizacja: Efne
W prestiżowej i bogatej dosyć dzielnicy Efne, jest pewien kompleks złożony czterech narożnych, dwupiętrowych kamieczicek-domków połączonych ze sobą w jedną zwartą konstrukcję na planie kwadratu; z małymi ogródkami na zewnątrz, od strony ulicy i wspólnym patio z krużgankiem wewnątrz zabudowy. Czwarta część tej architektonicznej pomysłowości (projektowanej jako jeden dom) należy od kilkunastu lat do Amadeusa i jego rodziny właśnie. Ich sąsiadem przez drzwi (nie, nie zastawili ich, więc mają wspólny korytarz) jest Iliian, jubiler i nemoriański przyjaciel rodziny. Inna część stoi od jakiegoś czasu pusta. Ogólnie więc mogą się nieco porządzić i rzępolić po nocach, a nawet przyzwanie demona nie wiąże się zwykle z żadnymi konsekwencjami.