Oglądasz profil – Alice

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Allice'ya Hen'uen "Alice"
Rasa:
Czarodziej
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
445 lat
Wygląda na:
27 lat
Profesje:
Badacz, Mag, Nauczyciel
Majątek:
Majętny
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Emanacja już z oddali zaskoczy cię niesamowitą siłą, a topazowa poświata chętnie ukaże niezbyt twardą, srebrzystą powłokę. Wiją się na niej kobaltowe pasma, zwiększają i znikają, odsłaniając co chwilę coraz to inne rtęciowe runy oraz przemieszczające się miedziane kształty, trudne do określenia. Ponadto wśród nich kryją się liczne barachitowe listki i kwiaty. W miarę odczytywania tej aury do twoich uszu dojdą liczne głosy i śmiech dzieci. Twój puls przyśpieszy, co spotęgują tylko zupełnie niespodziewane wrzaski agonii i zawodzenie upiorów. Pierwsze pozytywne wrażenie zupełnie zniknie, ogarnie cię nieznośny smutek, a jedyną ulgą będzie spokojna i głęboka melodia, która wyciszy pozostałe nieprzyjemne odgłosy. Odczujesz też w tym momencie przyjemną woń prastarych ksiąg, które przywiodą na myśl niekończące się uniwersyteckie archiwa. Powierzchnia aury zwykle będzie sztywna, uginając się jedynie nieznacznie, jednakże trzeba uważać, ponieważ jej zarysy są niesamowicie ostre, a w połączeniu z chropowatą strukturą mogą z łatwością zranić. Na koniec pozostawi po sobie nieznośną gorzkość połączoną z delikatnym pikantnym posmakiem oraz irytująca lepkość.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Alice
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Alice

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
7 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
1 miesiąc temu
Liczba postów:
9
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Lasy Eriantur
(Posty: 7 / 77.78% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Drobne przysługi i inne usługi
(Posty: 7 / 77.78% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Ja: Ktoś musi go kochać!
San: Jak nie matka to kto xD
Latro: Matka nie musi, wystarczy, że ja to robię! <3

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt wytrwały, odporny
Zwinność:niezbyt zręczny, powolny, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok, wszechsłyszący, niezwykle czuły węch, wyostrzony smak, wyostrzone czucie, czuły zmysł magiczny
Umysł:pojętny, błyskotliwy
Prezencja:odpychający, nieokrzesany

Umiejętności

AnatomiaMistrz
RytualizmMistrz
BestiologiaMistrz
RasologiaEkspert
NekromacjaEkspert
KreomagowanieEkspert
Czytanie aurEkspert
HodowlaEkspert
Głównie zwierząt eksperymentalnych i mniej typowych gatunków.
PreparowanieEkspert
Wiedza tajemnaEkspert
TresuraBiegły
Otwieranie zamkówBiegły
Nigdy nie zdradził jak się tego nauczył...
AlchemiaBiegły
Przede wszystkim wytwarzanie składników potrzebnych do rytuałów.
PoliglotyzmBiegły
Język czarodziejów, klasyczny elficki, mowa nieumarłych, Wspólny i trochę języków dawnych do odczytywania zwojów.
Czytanie i PisanieBiegły
Sprawnie włada w piśmie każdym językiem, który zna też w mowie.
Odnajdywanie źródeł magiiBiegły
Pismo runiczneBiegły
Nauki akademickieZaawansowany
Długo uczył się o kulturoznawstwie, historii, matematyce, fizyce czy czasologii - utrzymuje, że nadal wiele z tego pamięta.
ZielarswtoZaawansowany
GarbarswtoZaawansowany
MedycynaZaawansowany
Zna część przypadłości ras i innych stworzeń - co się da podleczy ziołami, ale normalnie używa magii.
Wiedza o duchachZaawansowany
Skradanie sięZaawansowany
PowożenieOpanowany
Często musiał się gdzieś wybrać samotnie a z bagażem, więc oczywiście, że nie na piechotę!
Zastawianie pułapekOpanowany
Na zwierzęta - przeważnie takich, które pochwycą, ale nie zranią.
UnikiOpanowany
A nie miała być to czasem walka?
TorturowanieOpanowany
TropienieOpanowany
RysunekOpanowany
WspinaczkaOpanowany
PrzetrwaniePodstawowy
Zdarza mu się obozować w lesie - zwykle jednak woli utknąć tam z kimś kto lepiej niż on sam zadba o jego potrzeby.
Jazda wierzchemPodstawowy
Preferuje gryfy i jednorożce.

Cechy Specjalne

Magiczna barieraDar
Złożony czar defensywny, który dzięki rytuałowi stał się jego stałą cechą (Alice wolał zakląć własne ciało niż nosić magiczny przedmiot - to byłoby zbyt upierdliwe). Kierowana poniekąd wolą, w dużej mierze działająca jednak samodzielnie kula energii o promieniu 6 metrów otacza czarodzieja gdy tylko poczuje się zagrożony, skierowany zostanie na niego magiczny atak o fizycznej postaci (np. kula ognia, ale nie kontrola umysłu) lub jakiś przedmiot zbyt szybko leci w jego stronę. Niebieskawa energia zatrzymuje większość ataków i pochłania ich magiczny potencjał lub zmniejsza pęd chociażby takich strzał. Im więcej jednak na siebie przyjmie tym słabsza się staje - aż w końcu znika. Odnawia się sama, ale zależnie od umagicznienia danego miejsca może to zająć od kilku do kilkunastu godzin. Co zaś się tyczy walki w zwarciu, kiedy ktoś znajdzie się w polu działania kuli ta silnie porazi każdego kogo Alice wyznaczy. Ta sztuczka, ostatnia z dostępnych, choć skutecznie pacyfikuje większość napastników zabiera energię samego czarodzieja co silnie odczuwa, jako że nie działa to tak jak jego zwykłe korzystanie z magicznych zasobów - co więcej jeżeli jest w trakcie wykonywania rytuału lub ma niewiele sił nie powinien jej w ogóle używać. Bariera na ataki i przedmioty działa także wtedy gdy Alice śpi lub jest nieprzytomny, ale bez udziału jego woli nie obroni go przed istotami żywymi.
Mowa zwierzątAtut
Po wielu latach spędzonych w ciałach różnych zmiennokształtnych Hen'uen świetnie zapanował nad swoimi zmysłami, a jego badania mocno zbliżyły go do zwierząt. Już dawno nauczył się odbierać i odczytywać sygnały jakie wysyłają i wiele z nich (zwłaszcza głosowe) umie naśladować.
HermafrodytaZaleta
Rytuał, który miał udowodnić jego oddanie dla magii i możliwości jako czarodzieja już w wieku lat stu dwudziestu zaowocowało przemienieniem pierwotnie Tego czarodzieja w To hermafrodytium (jak sam to określa). Rytuał był na tyle silny i skomplikowany (to znaczy perfekcyjny), że nawet sam Alice ma problem z przygotowaniem kontrzaklęcia mimo mistrzowskiego opanowania najlepszej do tego dziedziny. Jednak i tak nie wykazuje się chęcią odwrócenia czaru - jest raczej dumny z tego co osiągnął i co sobą reprezentuje. W końcu jest nie tylko naukowcem, który porzucił społeczne wygody, nadzwyczajnym magiem i jednym z odważniejszych uczniów, ale i stał się stworzeniem na swój sposób doskonałym, a niegdyś do tego pięknym, łączącym w sobie urodę i siłę obu płci. Teraz nieco się to zmieniło, ale swojej dwupłciowości Alice nie uważa za wadę, choć i tak zwykle mówi o sobie w rodzaju męskim jeżeli język tego wymaga.
IntuicjaZaleta
Dzięki wyostrzonym zmysłom i dawnej możliwości przemiany w różne rasy, czarodziej wyrobił sobie wtórnie silą intuicję - nie tylko wychwytuje zmiany w tonie głosu czy rodzaj spojrzenia u odmiennie wyglądających gatunków, ale i podświadomie odbiera kto jest do niego jak nastawiony, kiedy kłamie, a kiedy czegoś chce. Zwykle tego nie analizuje, ale ta cecha mocno wpływa na jego zachowanie w danym momencie - być może właśnie dlatego, że zwykle nie używa jej celowo, a traktuje jako coś normalnego. Dlatego łamie konwenanse gdy widzi przychylność, ucieka od zwierzęcia kiedy to może się wściec i wywraca oczami kiedy komuś znowu nie podoba się jego pysk. Często ucina też wypowiedzi kłamców, które są dla niego tak oczywiste, że sądzi, iż każdy je przejrzał. Zapytany o intuicję powie jednak, że kobietą jest jedynie w połowie, więc niech na niego nie liczą.
KarykaturaKlątwa
Cena jaką zapłacił za potężny czar z dziedziny energii czyli Magiczną Barierę - i to wcale nie przez jej używanie. To zbyt dobry kolega w zamian za obdarzenie go taką defensywą zażyczył sobie udostępnienia ciała hermafrodycznego czarodzieja dla innego eksperymentu. Alice się zgodził. Czar okazał równie potężny jak jego dawna przemiana - i ciężki do odwrócenia. Dlatego teraz Allice'ya miast dawnej piękności prezentuje sobą zdeformowanego leonida. Niski, o brzydkim obliczu i zszarzałej sierści nie jest w stanie zmienić już swojej postaci. I choć mocno wpłynęło to na jego działania i sposób życia, a także zamieniło dawny sukces dwupłciowości w porażkę dziwadła, to jednak jest dla niego... fascynujące.

Magia: Rytuały

ŻyciaMistrz
Dziedzina, której Alice oddał ciało i duszę... oraz ciała i dusze innych. Można się więc domyślić, że jego ulubionym aspektem tej magii nie jest leczenie ran... chociaż oczywiście poradzi z tym sobie. Ale czy nie ciekawsza byłaby praca nad królikiem-stonogą?
ŚmierciEkspert
Pozorne ożywianie przedmiotów i pozostałości po tym co żyło i kontrolowanie ich jest tylko podstawą dla tego co Alice wyprawia. Dzięki łączeniu znanych mu dziedzin potrafi stworzyć sztucznie funkcjonujący organizm albo kukiełkę gotową do opętania. Oczywiście wszystko nadal utrzymuje magia, ale czyż nie jest geniuszem?
DuchaAdept
Głównie zaklinanie wszelkiej maści duchów w przedmiotach oraz ciałach - Alice korzysta też z tego przy eksperymentach na zmiennokształtnych, którzy powstali z zamiany albo połączenia dwóch dusz.
UmysłuAdept
Dusza, umysł i ciało... trudno stworzyć coś kompletnego bez jednego z tych elementów. Dlatego czarodziej nauczył się wpływać nie tylko na zjawy i powłoki, ale także umysły - żywi myślą, martwi myślą... a najlepiej gdy myślą tak jak on chce. Poza tym zjawy często mają problem ze sobą póki ktoś im nie przypomni kim były. A Alice chętnie to zrobi jeżeli oddadzą mu potem przyjacielską przysługę...

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Nie można uznać, że czarodziej jest z charakteru przystępny - jedyna jego cecha, która ułatwia komunikację to ten… emmm… no. 
No właśnie.
Słucha gdy mu się chce, czyli przeważnie nie bardzo, przerywa kiedy mu wygodnie i gada co myśli, a myśli dosyć otwarcie i nie zawsze pochlebnie. Choć zwykle zamiast obrażać woli po prostu milczeć i nie pakować się w żadne skomplikowania, to jest potyczki słowne czy inne irytujące relacje. Nie przepada za kłopotami i nie szuka ich - podobnie jak walki. Lubi w spokoju pracować nad swoimi rzeczami, a interakcje z innymi stara się ograniczyć… nie do końca skutecznie. Nie jest pewien czy potrzebuje przyjaciół do szczęścia, ale odkąd nauczył otaczać się wielbicielami (nazywa ich też zwolennikami lub wyznawcami) raczej korzysta z ich towarzystwa. Lubi dopieszczać swoje ego konwersacjami na wysokim poziomie, a jeszcze bardziej - słuchaniem bezsensownych pochlebstw od nie-idiotów. Czyli obdarzonych nieprzeciętną bystrością indywiduów lub obiecujących uczonych, magów czy innych mądrali. Niech go wielbią. Oczywiście nie muszą całego…
Jako ambitny naukowiec identyfikuje się głównie ze swoimi badaniami - obrazisz jego wysiłki to się rzuci z pazurami, pochwalisz - ten, może tego… no. Nie musisz przy tym uważać go za coś ładnego, bo nie jest, ale miło jeśli go nie skreślisz. Przyzwyczajony jest jednak do obrzydzania innych lub wprawiania ich w konsternacje swoją cielesnością i nawet nie stara się robić dobrego pierwszego wrażenia. Bo i tak nie jest to raczej możliwe. Docenia jednak, gdy ktoś zada się z nim pomimo jego wyglądu i innych… przypadłości. Toleruje jak ktoś nie znosi go za charakter, ale jeżeli odtrąca się jego pomoc przez wygląd… albo co gorsza się go wyprasza, to może się wkurzyć. W końcu czyż nie jest lepszy od tych urodzonych jednopłciowo śliczności? Znaczy - urodą by nie pogardził, ale jak można nie doceniać tego co ze sobą zrobił? Nie podziwiać? Mimo pewnego dystansu do siebie bywa rozdrażniany przez ogólnoludzką ślepotę i ich wartości. Jeśli nie jesteś piękny, charyzmatyczny, a przy tym bogaty - zwykle nie masz zbyt wielu sojuszników. Dlatego Alice poza uczelnią pokazuje się jako ubogie monstrum i poświęca swoją uwagę tym, którym to nie przeszkadza. Po prostu łatwiej mu się z takimi dogadać.

Lecz nadal wiele stworzeń dookoła uważa za głupków, zwłaszcza jeżeli nie osiągają takich jak on sukcesów lub nie są tak oddani sprawie. Czyli jakiejś dziedzinie naukowej zazwyczaj. A przynajmniej samodoskonaleniu się. Nie znosi marnowania potencjału. Pogardza porywami serca, dobrym usposobieniem i zabawami integracyjnymi - więc od pewnego czasu jest nauczycielem.
Ponoć tłumaczy nieźle, bo przykłada się kiedy ktoś go słucha i czuje satysfakcję płynącą z takiej pracy. Co zaś do podejścia to albo kogoś ceni i jest w cholerę wymagający, zaangażowany i upierdliwy albo ma kogoś gdzieś i ma gdzieś. Nie udziela dobrych porad od tak, nie jest damą miłosierdzia, ale kopać w tył też nikogo też nie będzie… no dobra, może od czasu do czasu. Dla sportu.

Poza tym jednak woli gdy innym się układa - jeżeli są jego zdaniem wartościowi. Lubi jak jego współbracia po fachu odnoszą sukcesy (byle nie rywale, bo zacznie walić łbem o tablicę), a dobijają go uczniowie poddający się narzekaniom, bo nie mają przyjaciół. Znany jest też jest z tego, że toleruje wyjątkowo dużo bezczelności jeżeli jest dostatecznie cwana. Często wspiera zadzierających nosa buców, bo uważa, że jeśli są w czymś dobrzy to przywileje im się po prostu należą. Może nie obchodzi go status majątkowy czy tytuły, ale mocno segreguje innych pod względem inteligencji, talentów i zdeterminowania. A charakter to już mniejsza. Sam ma paskudny.

Ma też niewiele pasji - poza poszerzaniem cudzych horyzontów i sprawianiem, by uczelnia stawała się oazą szalonych naukowców i innych wypaczeńców robiących coś ze swoim życiem, skupia się na swoich pracach i hodowlach. I w zasadzie tylko na tym. A to i tak dość, by nie zdążył się znudzić przez następne czterysta lat. Chociaż kto go tam wie.

Wygląd

Choć kiedyś był ponoć całkiem przystojną istotą, obecnie Allice’ya przez swoją klątwę prezentuje sobą iście karykaturalne oblicze leonida - i choć brzydki pysk mniej razi niż twarz, trudno przejść obok niego tak całkiem obojętnie.
Skarłowaciały, płowy lew o szaro-niebieskich oczach. Niepokojących, bo choć zdają się zgaszone w barwie, to pulsują skromnie magicznym, życiodajnym światłem i przesycają się nim w momentach furii. Patrzą ze znudzeniem, podejrzliwością, agresywnie… lub ze skupionym spokojem. Zwykle na projekty, preparaty i wszystko co martwe. Z ekscytacją zaś na udany rytuał. I to jedyne co w oderwaniu od reszty jest w Alice ładne. No, może jeszcze nie pogardzonoby jego futrem na czarnym rynku.
Ale poza tym…

Choć zwierzęco umięśniony i prężny, nie prezentuje się imponująco - jest niewysoki, zwłaszcza jak na przedstawiciela swojej własnej rasy (ok. 161 cm), a i do Leonida mu sporo brakuje. Do tego wyraz pyska ma niechętny, nos wygięty jakoś tak dziobowato, a uszy zdeformowane. Dwukolorowe loczki są śmieszną namiastką grzywy, ale zamiast łagodzić wygląd czynią go tylko bardziej upiornym; wijąc się kędzierzawo kontrastują ze zmęczonym obliczem i tworzą wcale nieprzyjemny dysonans. W dodatku od tyłu nasuwają na myśl ludzką głowę, bo i tak się układają - tylko niewielka ich kępka rośnie już na karku, wrastając w ciemną pręgę futra na plecach. Mało kto spodziewa się, że gdy Alice się odwróci nie zobaczą uroczego amorka, a fukającą mordę.

Mylącą ma także sylwetkę - nadal mocno humanoidalną, choć nogi nieco już bardziej przypominają łapy. Przystosowany do marszu, wspinaczki może, ale też do biegu na czterech kończynach (tylko jak nikt nie patrzy, a coś go akurat wystraszy). Szczęściem zostały mu sprawne nadgarstki i precyzyjnie ruszające się palce, choć nieco toporne w kształcie, opatrzone pazurami i poduszkami o ciemnych odcieniach. Najważniejsze jednak, że nadają się do pracy, a nawet i trudniej się kartką zaciąć.

Proporcje jego ciała są raczej do zniesienia - ręce nieco krótsze od nóg (lecz te zdecydowanie nie są modelowej, powabnej długości), wyciągniętą, zgrabną sylwetkę z silnymi plecami i płynną, lekko zaznaczoną talią łączącą wąskie ramiona i biodra. Do tego lwi ogon z zakręconym pędzelkiem, łapkowate stopy i meszkowatą sierść przechodząca od lśniących odcieni rtęci, przez grafity, aż po węglową czerń, tworzącą wyżej wspomniany pasek ciągnący się przez cały grzbiet. Warstewka włosia jest bardzo krótka, lecz nadzwyczaj gęsta, aksamitna w dotyku; razem ze zwierzęcą mocną skórą, której czasami bywa gdzieniegdzie w nadmiarze, i tkanką tłuszczową stanowi całkiem porządną ochronę. Z tych powodów też Hen'uen nie ma zbyt kanciastego ciała - wszystko wydaje się płynne i wygładzone jak u lwa - gdzie przy przy każdym, uważnym nawet kroku porusza się faliście skóra na całym niemal ciele.
Bardzo mu więc daleko do suchej, szakalowatej budowy wygłodzonego dzikusa. Czasami odnieść można wrażenie, że nawet gdyby upadł na dechy nie wydałby dźwięku innego niż w przypadku dywanu. Kto wie, może dlatego też dobrze się skrada? Lecz i zdarza mu się wywalić. Jednak nawet gdy się podnosi porusza się z godną płynnością. Może nie w każdym wzbudzi respekt jak robią to tygrysy, gdy stanie się z nimi oko w oko, ale nadal mało kto chce go sprowokować, sprawia bowiem wrażenie wytrzymałego i stabilnego, choć jego sylwetce daleko od postawności, a bywa niezdarny i często garbi się jak szalony alchemik lub wygina, po generalsku trzymając ręce za plecami i tupiąc. Obie pozy wyglądają zaś absurdalnie. A jednak trudno się nie bać, bo w ruchach czarodziej daje często upust poddenerwowaniu. Nerwowość jego jest natomiast hojna i ekspresywna, acz przy tym stonowana - zwykł się nagle odwracać, uderzać w drzwi, gestykulować i chodzić po gabinecie, ale nie jest przy tym wkurzający jak mucha latająca nad głową z prędkością smugi światła i nie dająca się ubić. Nie, w niego da się nawet wycelować papierkiem, choć czasem złapie i odrzuci, mimo pewnych braków w refleksie.

Mówi tonem zwykle mało przychylnym, chropowatym i ostrym, choć nieco matowym, a jego głos trudno przypisać do jednej płci, nawet jeżeli na kobiecy wydaje się niski. Potrafi jednak coś więcej niż skrzeczeć - gdy jest spokojny jego ton obniża się jeszcze bardziej, stając się melodyjny i kojący - by potem nagle powrócić do oryginalnych jazgotów. Szeroką skalę Alice zawdzięcza nie tyle dwupłciowości co własnej magii i umiejętności pewnej modyfikacji ciała. Nawet jeżeli nie może stać się piękny, z głosem może robić co mu się żywnie podoba. Może wykorzystywać tę sztuczkę do naśladowania głosów - potrafi też warczeć, fuczeć czy wyć co niekiedy wplata w komunikaty, w których jawnie okazuje większość negatywnych emocji.
Tym może odstraszać do spółki z szeroką paszczą wypełnioną wielkimi zębami mięsożercy. Przez nie i płaski język nie tylko wygląda na zdolnego do ataku, ale także przeważnie niezadowolonego. W dodatku w większości języków sepleni. Mimo takiej niedogodności raczej nie zabawia publiki, gdyż jego mimika wygląda dość ostrzegawczo - choć pełna ludzkich odruchów jest dopasowana do innej anatomii i pojawiają się w niej sygnały odmienne niż w przypadku typowej twarzy. Ci, którzy nie są obyci ze światem fauny mogą tych sygnałów nie rozumieć - stąd wielu czuje się przy Alice niepewnie. Z kolei elfom czy zmiennokształtnym raczej to nie przeszkadza… ale od tego jest cała reszta.

Zdolny do wydawania masy dziwacznych dźwięków, znajdowania śladów zapachowych i rozróżniania feromonów, a także słyszący zmiany w tonie głosu wyrobił sobie nie tylko świetną ,,intuicję", ale i całą kolekcję dziwacznych nawyków, leżących poza granicami dobrego smaku dla większości cywilizowanych istot. W końcu nie każdy poliże nosek swojej szynszyli, by wiedzieć czy tej nic nie jest - nie każdy też ociera się pyskiem o ścianę, a witając się z kimś wącha jego rękę.
Ale Alice zdaje sobie sprawę z kulturowych ograniczeń - i kiedy zależy mu na nie zrażeniu kogoś do siebie potrafi być powściągliwy. Inna sprawa, że zwykle ma to gdzieś. Nie od tego ma zmysły, aby ich nie używać.

Nie od tego też ma dwupłciowe ciało, by go nie zasłaniać (teoretycznie) - przeważnie nosi coś na kształt kolorowych chitonów czy innych przewiewnych szmatek; niekiedy tuniki i fartuszki do pracy, a w akademii togi. Najbardziej lubi to co zwiewne, a gdy jest zimno - to co luźne i z wełny. Nie przepada za spodniami i wszystkim co ciasne, nie nosi także butów jeżeli temperatura lub podłoże tego nie wymusi. I nigdy nie są to typowe skórzane buty ze sztywną cholewą i obcasem - raczej łapcie z onucami, czy zszyte kawałki futer i skór. W dodatku nie przyozdabia się biżuterią, bo ani nie musi reprezentować swojej zamożności, ani się dla nikogo upiększać (a z resztą co by dało obwieszanie karykatury świecidełkami?). Czasem zapnie na nadgarstku jakąś bransoletkę z rzemyczków jeżeli to prezent, ale nie lubi tego co drogie i błyszczące. Z biegiem czasu coraz mniej krępuje go własna nagość i zdarza mu się chodzić po domu z odsłoniętą górną połową ciała lub w ogóle bez ubrań. Chociaż nie wszyscy współlokatorzy to lubią.

Historia

Allice'ya jako typowe czarodziejskie dziecko typowego czarodzieja, od młodości zostało nauczone doceniać magię. Badania. Księgi, pisma, runy! 
I w sumie czemu nie.
Wybrał w akademii to co go interesowało najbardziej - zwierzątka, anatomię i dziedzinę życia oraz śmierci. Uczniem był poprawnym, z zachowania odróżniał się tym, że często się wiercił, łatwo się poddawał i impulsywnie rzucał wszystko w cholerę, nie wywołując przy tym żadnych magicznych wybuchów. Ale co miał robić? Był czarodziejem, droga została już dla niego wybrana i najłatwiej było nią podążyć. Więc choć się wściekał czy urywał z zajęć nie buntował się wcale i nie postanowił zacząć nagle zupełnie innego życia. Nie, przez lata siedział to na jednym to na drugim uniwersytecie - uczył się na tyle by nie mieć kłopotów, starał się nie wybić szyb przy rekreacji z kumplami i nie podrywać dziewczyn nauczycieli. Za to można było oberwać.

Z biegiem lat, zabawy i wypady do miasta powoli przestały go interesować - skupił się na rozwijaniu umiejętności i pogłębianiu wiedzy, do której zdobywania tak się przyzwyczaił, że stała się dla niego niezbędna. Zaczął jak reszta nudziarzy przesiadywać w bibliotece nad stosem zwojów i ksiąg, a jego ulubionym numerem stał się numer regału z podręcznikami od anatomii. I tak siedział, uczył się, projektował... bo kreatywny duch nigdy go nie opuścił. Po prostu teraz zamiast rysować wzorki na pulpitach i robić debilne kawały młodszym kolegom zaczął przykładać się do swoich zadań. I tak powstały pierwsze w jego karierze kolorowe myszki, trzyuche szynszyle, wiecznie-martwy chomik ożywieniec... nim się obejrzał siedział już przy stoliku walniętych maniaków i nad miską tęczowej zupy szczawiowej rozprawiał z nimi o tym ile muszelek potrzeba do rytuału Wodnej Dziewicy i jakim węglem najlepiej napisać runy.

Miał jakieś sto lat kiedy poza rozwojem akademickim już nic w zasadzie się dla niego nie liczyło - nie potrzebował uznania innych kręgów, romanse w zasadzie... ech, a i nie lubił miejskiego zgiełku i naiwniactwa niedouczonego motłochu. W ogóle nie lubił motłochu. Czasem miło było wyjechać na wieś i posiedzieć pod szerokim niebem, ale to z kimś stąd, tak by można było normalnie porozmawiać o splataniu tkanek i popolować na magiczne owady. Jednak przeważnie i tak siedziało się w budynkach, gabinetach i laboratoriach - doskonaląc się i determinując.

I tak Alice wybrał - rytuał, którym chciał zadziwić swoich nauczycieli, kolegów i zasłużyć na stopień adepta w ulubionej dziedzinie magicznej. Przygotowywał się niemal dwa lata, aż znalazł wszystkie materiały, zapożyczył u podejrzanych magów i zdecydował, że serio jest tak kopnięty.
Był.
Na egzaminie zamiast wyczarować płonącego strusia czy złożyć w parę sekund złamane skrzydło pegaza stanął sam pośrodku rozrysowanego kręgu, wśród plam krwi i pukli pięknych blond włosów - by z pomocą dwójki przyjaciół (mężczyzny i kobiety dodajmy), przemienić swoje ciało - stać się hermafrodytą.

Początkowy szok jaki wywołał przyniósł mu rozgłos i chyba był nawet powodem do dumy, choć bywało niezręcznie. Ostatecznie okrzyknięto go szaleńcem, ale... co z tego! Złamał system, a co ważniejsze - zdał i miał teraz klucz do prywatnej szatni i sal przeznaczonych dla adeptów. No warto było.
Ale tak naprawdę robił to, bo chyba chciał być niezwykły. Zadziwić wszystkich i choć raz wybić się ponad przeciętność w jakiej od zawsze tkwił. I udało mu się - bo już nigdy więcej nie wtopił się w resztę swoich towarzyszy. już nigdy nie był ,,przeciętny".

Oczywiście w dziedzinach naukowych bywało różnie - nie do wszystkiego się przykładał, bo nie lubił, a i zniechęcał się łatwo. Wytrwale siedział tylko w swoich zainteresowaniach i w końcu skupiwszy się na nich zaczął je poszerzać - o magie, o aspekty, o nowe koncepcje... zaczął więcej wychodzić i podróżować. Niezależny, już się na czymś znający mógł pozwolić sobie na wycieczki w poszukiwaniu potrzebnych składników, artefaktów, zagubionych pism... sam starał się nie plątać w żadne awanturnicze przygody, ale często awanturnikom płacił - i gdy oni przeszukiwali podziemia on/ona zajadał się w gospodach lokalnymi specjałami i rozmawiał z ludnością. Powoli ich ignorancja i ociężałość umysłowa przestały mu przeszkadzać. Można rzecz, że zaczął darzyć ich pobłażliwą sympatią. Przynajmniej póki nie był zaczepiany przez swoje ciało i nie musiał błagać kogoś o ochronę. To czasami uwłaczało jego dumie.

Ostatecznie zrozumiawszy do czego doprowadzić może jego bezbronność i czego to waleczni mężczyźni życzą sobie za pomoc od pół-damy... postanowił zadbać o swoją wygodę. Znalazł odpowiednią osobę - maga z podobnym jak on doświadczeniem, gotowego użyczyć mu swoich zdolności i stworzyć broń... czy też raczej niezwykły amulet ochronny... ale czy tego nie trzeba by nosić? Jednak ważniejsza była kwestia ceny - Allice'ya miał znowu oddać swoje ciało, ale tym razem dla godnego celu - dla nauki i... czyjegoś tytułu. No świetnie. Ale Magiczna Bariera wydawała się warta poświęcenia. Tym bardziej, że hermafrodytyczny czarodziej ciekawy był nowych zaklęć i tego co też jeszcze można z nim zrobić. Już dawno przestał być odbierany jako ktoś normalny - i fizycznie i psychicznie po prawdzie. Niewielu swobodnie się przy nim czuło, więc co miał do stracenia.

I tak oto Alice stał się... TYM. Dumny czarodziej uwięziony w ciele pokraki, której wygląd budził odrazę i litość. U każdej rasy.
Nie tego oczekiwał... ale w zasadzie nie by tego się nie spodziewał. Aczkolwiek zdumiało go jak bardzo wygląd wpływa na odbiór jednostki - myślał, że już tego doświadczył, ale był w błędzie. Śmieszny kurdupel musiał rozmawiać inaczej niż wyniosły hermafrodyta. To co kiedyś przyciągało wzrok każdej płci, teraz łączyło je, gdy szeptały za jego plecami. Kiedyś wyróżniał się, bo był niezwykły. I nagle został zwyczajnie wykluczony.
Pomijając jego rozterki czy żale... wedle umowy otrzymał swoją magiczną ochronę, którą postanowił umieścić już w swoim ciele. Doprawdy niewielka to była różnica. Przynajmniej nie będzie musiał ze sobą nosić czegoś co ktoś mu będzie chciał ukraść. A tego ciała? Kijem nie dotkną.

Nie potrzebując nikogo razić zaczął się wycofywać za akademicko-społecznego życia aż (na jakiś czas) odizolował się w swoich własnych komnatach, gabinetach - a w końcu w posiadłości. Zaczął porozumiewać się listownie i za pomocą umyślnych czy gońców; podróżować z kapturem zarzuconym na głowę, poznawać osoby w drodze. Całkiem różne, z wielu warstw społecznych, o odmiennych przekonaniach, marzeniach i wadach. To jest - zaletach. I części z nich jakoś pomógł. Pewnie dla własnej satysfakcji albo by je przy sobie zatrzymać... i część za nim faktycznie poszła. Od tej pory w jego posiadłości wiele jest sług i kolegów przygarniętych z ulicy, po dachach biegają kotołaki z mieczami, a smokołak strzeże terytorium. Jakieś młode elfy o różnych karnacjach - ach, to nieoficjalni uczniowie. No i ktoś musi się opiekować tymi wszystkimi eksperymentalnymi zwierzętami... zjawa opętująca zakonserwowane ciało wilkołaka? Dlaczego nie. A jeśli sam pragniesz stać się kimś wyjątkowym, zawsze możesz tu zajrzeć, i zapytać o pana tego miejsca. Alice. Akademicka plotka głosi, że wielu chce go poznać, choć mało kto pragnie go zobaczyć.
No, możesz jeszcze łapać go na uniwersytetach, bo wrócił do nauczania. Szkoda byłoby siedzieć u siebie, gdy jest tyle młodych magów, z którymi da się coś zrobić.

Posiadłość

Lokalizacja: Lasy Eriantur
Rozbudowana, samotna posiadłość o charakterze częściowo obronnym i przylegające do jej terenów hodowle. To tam Alice oddaje się swoim eksperymentom, z dala od plotek i nadzoru. Czasem jakiś elf trafi tam przez przypadek, ale poza zagubionymi tubylcami nie ma zbyt wielu nieproszonych gości. Daleko też stamtąd do większych miast, za to jest to niezwykle dobra baza do obserwacji i chwytania ciekawych okazów fauny. Solidny budynek nie jest otoczony murem, a jedynie umagicznionym, poprzerywanym ogrodzeniem, które reaguje na aury specyficznym hałasem - zależnym od emanacji i alarmującym strażników. W jednej z komnat zaś znajdują się ustabilizowane portale prowadzące do sal w akademiach, gdzie czarodziej prowadzi zajęcia. Można by rzec, że zrobił się wygodnicki. 
  • Najnowsze posty napisane przez: Alice
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • Drobne przysługi i inne usługi
            Dobry słuchacz. Całkiem dobry słuchacz. Choć Pan Tygrysek był dorosły i musiał o tym wiedzieć, nie przeszkadzało mu to w nadstawieniu ucha i niewymądrzaniu się kiedy nie trzeba. Bardzo rozsądnie. Alice …
    14 Odpowiedzi
    945 Odsłony
    Ostatni post 2 tygodnie temu Wyświetl najnowszy post
  • Drobne przysługi i inne usługi
            Na swój sposób doceniał przestrzeń, jaką od początku dawały mu tygrysy i kredyt zaufania, jakim go obdarzyły. Były wyjątkowo mało denerwujące i musiał przyznać, że gdyby więcej istot było tak nieupierdl…
    14 Odpowiedzi
    945 Odsłony
    Ostatni post 1 miesiąc temu Wyświetl najnowszy post
  • Drobne przysługi i inne usługi
            - Fłaśnie. Ja ją snam, fięc nie muszę się przejmofać. - Alice wzruszył ramionami. Ona miałaby sobie nie poradzić? Jeżeli tak, nie powinna być jego ochraniarzem. I nie powinien zbierać jej na wycieczki d…
    14 Odpowiedzi
    945 Odsłony
    Ostatni post 2 miesiące temu Wyświetl najnowszy post