Oglądasz profil – Firouzeh

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Firouzeh
Rasa:
Ragarianin
Płeć:
Kobieta
Wiek:
47 lat
Wygląda na:
26 lat
Profesje:
Mag, Wojownik
Majątek:
Ubogi
Sława:
Znany

Aura

Aura ta nie należy do potężnej bestii czy magicznej istoty o mocach wykraczających poza pojęcie śmiertelników, a mimo to ci, co pozwolą sobie na jej zbadanie, zrozumieją, iż jej właścicielce należy się szacunek. Siła bijąca od tej emanacji rozbrzmiewa głośniej niż ryk smoka, oślepia nieprzygotowanych, a zarazem budzi obawy nawet w bytach, o których mówi się, że są nieustraszone. Czas nie oszczędził blasku tej emanacji, powierzchnia jej bowiem już bardziej matowa niż połyskliwa. Mimo to wciąż jest na tyle jasna, by rozświetlać nicość obecną wokół niej. Srebro i żelazo wspólnie oplatają całą jej powierzchnię, jeden kolor zawsze w towarzystwie drugiego niczym para zakochanych przeklęta by trwać po wieki w tańcu, zaś towarzysząca emanacji obsydianowa poświata okazjonalnie rozbłyskuje delikatnym szafirem. Ciągła kakofonia dźwięków i głosów zdoła zagłuszyć nawet myśli obserwatorów, dźwięki te nie dość, że zdają się rozbrzmiewać bezpośrednio w umyśle, to na dodatek są niemożliwe do określenia, unikając wszelkiej identyfikacji czy klasyfikacji. Mało tego, towarzyszy temu poczucie jakby istnienie odpowiedzialne za to było tuż obok, jeśli nie skryte wśród orkiestry odgłosów nie z tego świata. Tymczasem z zewnątrz próbuje dotrzeć do badaczy aury dziecięcy śmiech, od którego przyśpiesza bicie serca. Zapach świeżego atramentu oraz kadzidła roznosi się w powietrzu i potrafi zakręcić w nosie tym, co nie spotkali się wcześniej z tak intensywną wonią. W dotyku niczym sztabka krasnoludzkiego metalu czy ogromny diament, a mimo to gnie się pod naciskiem tylko po to, aby bez trudu odzyskać swój pierwotny kształt. Krawędzie odstraszają swą ostrością, w czasie gdy aksamitna powierzchnia pieści opuszki palców u tych co skuszą się z nią bliżej zapoznać. Po skosztowaniu aura nieznacznie lepi się do podniebienia, a delikatna goryczka rozpieszcza język niczym doskonale zaparzony wywar z lokalnych ziół. Dookoła aury panuje chłód rześkiego poranka, który szybko ustępuje ciepłu ubogiego domostwa, do którego zostało się zaproszonym z dobroci cudzego serca. Poza tym wyczuć można nikłe zakłócenie wokół tej aury, niczym odległe brzęczenie drobnej muchy panoszące się w pobliżu.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Firouzeh
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Firouzeh

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
6 dni temu
Liczba postów:
3
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.19)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 33.33% wszystkich postów użytkownika)

Podpis

Firouzeh rzuca zaklęcia TAK albo TAK (tylko ten drugi gif nie zawsze działa).

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:raczej silny, wytrwały, nie do zdarcia
Zwinność:szybki, dokładny
Percepcja:wyczulony na magię
Umysł:pojętny, ineligentny, b. silna wola
Prezencja:Ładny, władczy

Umiejętności

DemonologiaMistrz
KaligrafiaEkspert
Czytanie aurBiegły
UnikiBiegły
Teoria magiiBiegły
Wiedza o światachZaawansowany
Otchłań
PrzetrwanieZaawansowany
Czytanie i pisanieOpanowany
MedycynaOpanowany
W zakresie potrzebnym w podróży
Jazda konnaOpanowany
MedytacjaOpanowany
PływanieOpanowany
Walka kijemOpanowany
Walka wręczOpanowany
ReligioznawstwoOpanowany
PoliglotyzmPodstawowy
Czarna Mowa
GotowaniePodstawowy
Strategia i taktykaPodstawowy
RytualizmPodstawowy
SzyciePodstawowy

Cechy Specjalne

RogataRasowa
Predyspozycja do magii natury, widzenie aur, widzenie w ciemnościach, niewzruszona jeśli chodzi o warunki atmosferyczne.

Magia: Źródło

DemonówMistrz
Firouzeh była uczona tej sztuki od maleńkości i właśnie jest na drodze do tego, by zyskać najwyższe tytuły z tym związane. Warto jednak w tym momencie zwrócić uwagę, że Firouzeh czaruje w sposób dość niespotykany w Środkowej Alaranii - jej technika nazywana jest w tych stronach źródłami, ale wykonanie wielu wprawia w konsternację. Ragarianka mianowicie do rzucania zaklęć używa wcześniej spisanych własną ręką czarów, które znajdują się na specjalnie do tego celu przygotowanych kartkach - gdy chce skorzystać z jednego z nich, po prostu umieszcza go w miejscu zastosowania i aktywuje.
ŻyciaCzeladnik
Choć zdawałoby się to logiczne, Firouzeh nie korzysta z magii natury by się leczyć, a jedynie w celach ofensywno-defensywnych. Podczas walki osłania się tarczą z gałęzi, „podstawia nogę” przeciwnikom w postaci zmutowanego korzenia itd. Nie potrafi wpływać na procesy życiowe istot rozumnych.

Przedmioty Magiczne

Siedmiostajowe butyZaczarowany
Buty, które nie dodają nadludzkiej szybkości ani siły, ale bardzo poprawiają komfort podróżowania pieszo. Nawet po wielu godzinach marszu nie bolą w nich nogi, nigdy nie robię się odciski, ani nie śmierdzą stopy. Poza tym sprawiają wrażenie niezniszczalnych i szewc widzi je tylko wtedy, gdy Firouzeh przynosi je do pastowania, by ładnie wyglądały w dzień świąteczny.
Mana-DomaWyjątkowy
Pod tą nazwą kryje się zestaw piśmienniczy wykorzystywany przez zakonników Doma Aritur do tworzenia swoich magicznych pieczęci. Składa się on z pulpitu na krótkich nóżkach, dwóch kamieni atramentowych wraz z przynależnymi im atramentami – czarnego i czerwonego – czterech pędzelków, małej buteleczki z wodą, podstawki na kadzidło i samych stożkowych kadzideł oraz oczywiście odpowiednio przyciętych kawałków papieru. Choć zestawowi przypisuje się znaczenie magiczne, każdy doświadczony mag i zakonnik Domy pozna, że w tych przedmiotach nie ma magii, a tak naprawdę służą one do wprowadzenia odpowiedniej atmosfery sprzyjającej skupieniu – jak podczas medytacji. Dla Firouzeh Mana-Doma ma znaczenie głównie sentymentalne, bo swoje zaklęcia potrafi spisywać nawet na kolanie i są one równie skuteczne co te sporządzone w rytualny sposób. Niemniej wewnętrzna dyscyplina nakazuje jej nie iść na skróty i zawsze spisywać pieczęci zgodnie z tym jak została nauczona.

Charakter

Firouzeh ma charakter księżniczki, jednak nie takiej rozpieszczonej głupiutkiej gęsi, a dumnej przyszłej władczyni. Ma wysokie mniemanie o sobie, lecz niepotrzebnie się nie wywyższa. Trudno ją zastraszyć albo zachwiać jej pewnością siebie. W swoich przekonaniach jest niezachwiana, a w walce nieustraszona. Nie znaczy to jednak, że jest głupio uparta, bo dociera do niej głos rozsądku. Potrafi też całkiem nieźle kalkulować ryzyko i raczej nie rzuci się do głupiego, samobójczego ataku. Gdyby miało to być samobójstwo w imię większego dobra… Być może by to rozważyła. Walczy wszak o wielkie honory w swym zakonie i jest świadoma odpowiedzialności, jaka będzie na niej z tego tytułu spoczywać. 
Przy bliższym poznaniu Firouzeh robi całkiem miłe wrażenie. Choć mówi niewiele i rozważnie, a o sobie opowiada jedynie zapytana, sprawia wrażenie wdzięcznej słuchaczki. Nie zna tutejszej kultury, przez co oczywiście zdarza jej się popełniać gafy, potrafi jednak za nie przeprosić, a za pomoc w odnalezieniu się – podziękować w ten czy inny sposób. Jest zwolenniczką równowagi, w myśl której żadna pomoc ani żadna krzywda, której zazna, nie pozostanie bez jej reakcji – za prawdę odpowie prawdą, za krzywdę krzywdą, lecz nie stosuje się ściśle do zasady „oko za oko”. Nie będzie wszak wymagała, by ktoś w rewanżu uratował jej życie, gdy ona to zrobi, a gdy ktoś szczerze ją przeprosi za krzywdę, nie będzie się znęcać – oczekuje jednak w takich chwilach wysokiej szczerości i twierdzi, że zawsze pozna kłamcę. Faktem jest, że w Środkowej Alaranii niewiele osób jest w stanie kłamać pod naciskiem spojrzenia jej czarnych, przenikliwych oczu.
W walce Firouzeh sprawia wrażenie osoby, która ma wszystko pod kontrolą, a to starcie stanowi spektakl, który już wielokrotnie odgrywała. Jest bardzo opanowana, stanowcza, zawsze wie jak zareagować. Zawsze zdeterminowana by wygrać, a przegrana wyraźnie ją boli – twierdzi, że zbyt rzadko się zdarza i nie zdążyła do niej przywyknąć. Wie jednak, że pycha to poważna skaza i stara się z tym walczyć.
Mimo przebywania wiele tygodni drogi od ojczyzny i zakonu, Firouzeh trzyma się zasad, które jej wpojono, w tym również dyscypliny ciała i ducha. Medytuje i ćwiczy zgodnie z rytmem, który wszedł jej w krew, nie pobłaża sobie – jeśli ma z jakiegoś powodu wstać skoro świt to to zrobi, nawet jeśli poprzedniego dnia późno się położyła. Jeśli będzie trzeba, odmówi spotkania kolidującego z jej trybem życia. Również w trakcie rytuału przygotowania zaklęć nie robi żadnych odstęp, choć wie, że nie wszystkie kroki są tak naprawdę potrzebne dla uzyskania odpowiedniej formuły. Zakon nie wymaga od niej ani zachowania czystości, ani odmawiania sobie przyjemności, więc Firouzeh z zachowaniem zdrowego rozsądku się temu oddaje - nie odmówi napitku ani dobrej zabawy, gdy tylko ma na to czas. Poza tym Firouzeh uwielbia mieszkańców Środkowej Alaranii, w szczególności zaś mężczyzn – są dla niej pociągający, bo są tacy… uroczy. Wychowana na północy Ragarianka nie jest oswojona z widokiem mężczyzn tak drobnych i gładkolicych – niezwykle fascynuje ją to, że to ona może wziąć swojego potencjalnego partnera na ręce a nie on ją, a co więcej że ten ma gładkie policzki nie przez to, że je goli tylko po prostu nie zarasta. Podoba jej się również to jacy szarmanccy są – przywykła do wojowników, a nie intelektualistów i poetów, do bezpośredniego podrywu i odważnych zaczepek. Warto jednak zaznaczyć, że Firouzeh nie traci dla tych delikatnych mężczyzn głowy – to krótkie miłostki, z reguły na jedną noc, raczej dla sportu niż by stworzyć związek. Po cóż ma się przywiązywać do kogoś, kogo i tak będzie musiała zostawić, gdy ruszy w dalszy pościg albo gdy już wróci do siebie? Bo w Środkowej Alaranii pozostać nie zamierza.

Wygląd

Firouzeh rzuca się w oczy nie tylko przez swoje ragariańskie rogi, ale również przez swój wzrost - jest wysoka na 6 i ⅓ stopy (około 187 cm). Oczywiście bez rogów. Ma szczupłą, wysportowaną, androgyniczną sylwetkę - ramiona i biodra mniej-więcej równej szerokości, niewielki ale i tak kształtny biust, wcięcie w talii osiągnięte raczej dzięki szatom niż Matce Naturze. Ma długie nogi doświadczonego piechura, bo i wiele podróżuje pieszo. Smukłe dłonie o długich palcach wieńczą długie, ostro wypiłowane paznokcie. Jej gładki ogon zwieńczony płową kitką, gdy pozostaje swobodnie opuszczony, sięga kostek. 
Uwagę z pewnością przyciąga jej twarz (naprawdę, nie tylko ze względu na rogi). Firouzeh ma piękne, bardzo szlachetne rysy - wyraźne kości policzkowe, prosty i drobny nos, wąski podbródek. Jej usta są pełne, mają bardzo zmysłowy wykrój i ciemną barwę, jakby akolitka używała matowej bordowej szminki, jednak to nie sztuczki makijażowe a po prostu jej uroda. To samo tyczy się zresztą jej oczu - tych zabójczych rzęs, które otaczają czarne białka ze stalowo błękitnymi tęczówkami o wybarwieniu tak jednolitym, jakby stanowiły wypolerowany kawałek metalu. Grube, ciemne brwi o zdecydowanym konturze, biegnące zaskakująco mocno w górę, nadają jej spojrzeniu przenikliwości i czujności drapieżnego ptaka. Na zakończenie: jej czoło zdobi prosty geometryczny tatuaż w barwie ochry, współgrający z rysami jej twarzy, która w tym miejscu płynnie przechodzi w rogi.
Tak, rogi! Nareszcie dotarliśmy do tego, na co większość czekała. Rogi Firouzeh. Wyrastają one tuż nad jej czołem, są szerokie u nasady i biegną blisko przy czaszce do tyłu, lekko po bokach, aby mniej więcej w połowie złamać się i odbić nieco ku górze. Są ostro zakończone i mogłyby bez problemu kogoś skaleczyć. Mają popielato-kremowy kolor, który trochę ciemnieje na samych końcach i jaśnieje u nasady. Ich powierzchnia jest delikatnie prążkowana - w sposób raczej niewyczuwalny pod palcami.
Poza tym Firouzeh ma całkiem ciekawe uszy - bardzo długie i szpiczaste, zdecydowanie kojarzące się z elfami. Dość mocno odstają od czaszki, jednak wcale nie odejmuje jej to urody, a wręcz przeciwnie - bardzo jej pasuje. Ragarianka w każdym uchu nosi kilka kolczyków, rozmieszczonych całkowicie losowo na całej małżowinie.
Zostały jeszcze włosy. Jej fryzura również zalicza się do tych oryginalnych, zwłaszcza w środowisku, gdzie kobieta kojarzona jest z długimi, zadbanymi włosami. Firouzeh zdecydowanie takich nie ma - boki oraz tył głowy goli, czasami pozwalając sobie tylko na krótką szczecinę, a dłuższe kosmyki na czubku głowy jest w stanie jedynie związać w mikry koczek albo kitkę nie dłuższą niż palec. Mają one kolor ciemnego, zimnego blondu.

Firouzeh cały czas ubiera się w szaty swojego zakonu, więc jej ubrania wyglądają dość monotonnie - zawsze jest to podkoszulka z niebarwionego materiału, na którą nosi cienką koszulę w barwie oranżu i na to grubszą bordową bluzę z kapturem, sięgającą bioder. Spina ją szerokim skórzanym paskiem z trzema klamrami i z kilkoma praktycznymi kieszonkami, w których nosi drobne monety i podręczne zaklęcia. Szerokie rękawy obwiązuje na przedramionach bandażami, by nie przeszkadzały w różnych codziennych czynnościach, a w chłodniejsze dni nosi rękawiczki, z reguły bez palców, bo przez długie paznokcie nie może sobie nic dopasować. Luźne spodnie identycznego koloru co jej spodnia szata również obwiązywałaby na łydkach bandażami, nosi jednak wysokie wiązane buty, dzięki którym nie jest to konieczne. W drodze nie rozstaje się z okutym na obu końcach kijem podróżnym, długim na sześć stóp.
Zawsze chodzi nienagannie wyprostowana, a w jej ruchach jest coś dostojnego, nawet gdy cała reszta jej wyglądu temu przeczy, gdy jest pokryta kurzem gościńca, a jej włosy dawno nie widziały wody i mydła. Głos ma niski i zmysłowy, jej cudzoziemski akcent jest trudny do przeoczenia, a śmiech słychać z daleka. Co warto w tym momencie zaznaczyć, Firouzeh sprawia wrażenie bardzo dostojnej, ale nie stroni przez to od uśmiechu i okazywania radości. Mimo to znajdą się tacy, który uznają, że w jej wesołości jest coś demonicznego.

Historia

Firouzeh: „Moja historia zaczyna się ciekawie, a później szybko powszednieje, streściłabym ci ją do trzech zdań… Jestem sierotą podrzuconą na próg i wychowaną w Doma Aritur, Zakonie Czeluści. Teraz, gdy rozmawiamy, walczę o to, by stać się Matama – czymś, co niektórzy tłumaczą na wspólny jako Oświecony albo bardziej śmiało Święty, trzymając się terminologii w bardziej zakonnych klimatach. Przede mną ostatnia próba na uzyskanie święceń i walka o to, by zmyć hańbę, którą okrył mnie mój własny brat.”

Dawno temu na progu Doma Aritur znaleziono koszyk z mocno nietypową zawartością – w środku leżało dwoje niemowląt, chłopiec i dziewczynka. Byli nadzy, nikt nie zostawił im żadnej pamiątki, niczego, co mogłoby kiedyś pozwolić na odnalezienie rodziców. Nawet nic, co mogłoby im ewentualnie pozwolić przetrwać chłodną noc, bo nie dostali nawet kocyka. Jak dobrze, że któryś z braci szybko znalazł kosz i zabrał maleństwa do środka. Zachodzono w głowę dlaczego ktoś porzucił w ten sposób dzieci. Wiadomo było, że Doma Aritur nie zajmie się nimi tylko przez to, że ktoś je tak podrzucił. Faktem było, że przyjmowano w szeregi Zakonu tak małe dzieci, musiały się jednak wykazać pewnymi szczególnymi cechami – bez nich nie miały co szukać wśród tych murów. Nic więc nie stało na przeszkodzie, by koszyk z dziećmi cisnąć w przepaść… Miały jednak szczęście – pasowały do tego miejsca. Czy rodzic, które je tak porzucił, wiedział o tym? Był pewny, że zostaną przyjęte? Jeśli tak, to dlaczego z nimi nie przyszedł? Przecież posiadanie w rodzinie członka Zakonu stanowiło duży prestiż. A tu – dwoje dzieci – to ogromne wyróżnienie, na pewno wielkie szczęście dla rodziców. Więc dlaczego z tego zrezygnowano? Nie wiadomo – Doma Aritur przyjął je jednak i bez tego. Dzieciom nadano imię – Firouzeh i Firouz. Zgodnie ze starą tradycją jako bliźnięta – jako jedna dusza w dwóch ciałach – mieli to samo imię, jedynie w formach odpowiednich dla ich płci, bo byli to chłopiec i dziewczynka. Przewidywano, że będą stanowić niezwykle cenny nabytek dla tego miejsca.

Kolejne lata były jednak dla tej pary takie same jak dla wszystkich innych członków Zakonu. Ćwiczenia, nauka, medytacja, dyscyplina. Ich zgrupowanie nie było zakonem ze środkowej Alaranii – oni nie zajmowali się pielęgnowaniem wiary, filozofią i pomocą słabszym… No, nie do końca. Bo słabszym w istocie pomagali – wszak byli wychowywani po to, by bronić ich przed złem. To nie był dom zakonników, a wychowanych w surowej dyscyplinie nieustraszonych wojowników – magów bitewnych, jak większość by ich nazwała. Przez lata ćwiczyli swoje ciała by znieść najgorsze próby fizyczne i szkolili się w magii, która stanowiła ich główny oręż, a gdy już dorośli, szli w świat by chronić ziemie swego królestwa albo zostawali, by swych zdolności użyczać tylko na specjalne wezwanie. Bez względu na wszystko byli jednak hojnie opłacani i cieszyli się dużym szacunkiem - najlepsi wszak służyli władcom.
Firouz i Firouzeh do dwudziestego roku życia wychowywali się wraz z innymi sobie podobnymi dziećmi. Byli sobie równi i jednocześnie razem wyróżniali się na tle pozostałej młodzieży - mieli talent, którego nikt nie mógł kwestionować. Gdy jednak wkroczyli w wiek dorosły, coraz bardziej widoczne stały się różnice między nimi. On zaczął nabierać niekwestionowanej, brutalnej siły, ona - potęgi płynącej z wiedzy i dyscypliny. Każde zaczęło iść swoją ścieżką, a mistrzowie i ich przełożeni nie mieli przeciw temu żadnych obiekcji, bo zarówno jedni jak i drudzy wojownicy byli im potrzebni. Mówili, że on sprawdzi się w starciach jeden na jeden, ona zaś w walce w grupie i przeciw grupie. Wszyscy zdawali się być tym rozdziałem usatysfakcjonowani.
Aż nadszedł czas, gdy równowaga między nimi zaczęła się chwiać - ona przekonana co do swojej siły rzuciła wyzwanie jednemu z Nateme, zwanych poza zakonem paladynami. Nie kierował nią gniew ani uraza, wręcz przeciwnie, z tym konkretnym Nateme łączyła ją wręcz sympatia, a walka między nimi nie była niczym osobistym. To był dla niej pierwszy krok na drodze do stania się Matama - Oświeconym Doma Aritur. Był to tytuł, którego nie zdobywało się tak jak tytułu paladyna czy mistrza, bo te przychodziły wraz z wiekiem i stoczonymi bitwami. By zostać Matama należało wykonać trzy próby, z których pierwszą było udowodnienie, że ma się siłę przewyższającą najwyższych ze swego zakonu - jednego paladyna i jednego mistrza. Firouzeh przeszła tę próbę w dwa dni, a na dowód swych zwycięstw nosi amulet, w którym znajdują się dwa paznokcie, po jednym od każdego pokonanego. Wiele dni o niej mówiono - nikomu nie zdradziła się ze swymi aspiracjami, nikt by się nie spodziewał, że ma tyle dumy i ambicji, by wystąpić o najwyższe zaszczyty i to w tak młodym wieku. I by pierwszą próbę przejść niemal bez szwanku, bo co tam ten złamany róg, przecież odrośnie, a siniaki - za kilka dni nie będzie po nich śladu.
Firouz również nie wiedział o planie siostry, a gdy się o nim dowiedział, ogarnął go gniew wynikający z urażonej dumy - był pewny, że to jemu ten tytuł należał się bardziej, był wszak silniejszy, był stworzony do walki z silnymi… Wiedział oczywiście, że nie tylko siła jest w tym przypadku ważna, ale nie uważał, by ona była od niego lepsza. Pogratulował jej, choć nie omieszkał wspomnieć, że i on wkrótce dołączy do niej na tej drodze. Ona nawet się ucieszyła - skoro byli bliźniętami to wydawało jej się, że ich wspólna potęga przejdzie do legendy. Nie wiedziała jak silna jest uraza brata.
Kolejną próbę Firouzeh wykonała kilka lat później - do niej musiała się przygotować, bo to była walka, z której mogła nie wyjść cało. Pojedynek z demonem najwyższego kręgu wymagał od niej przygotowania, siły, sprytu - nie wiedziała co zostanie rzucone przeciwko niej, wiedziała tylko, że będzie sama. Ona i talia jej zaklęć, jej siła zaklęta w papier.
I tę próbę przeszła, choć i tym razem nie bez szwanku, co jej jednak nie zraziło. Czuła olbrzymią satysfakcję, gdy ciężko poturbowaną wynoszono ją z jaskini, gdzie odbyła się walka - niesiona przez czterech braci zakonnych dumnie dzierżyła róg pokonanego przeciwnika jako kolejny symbol jej drogi do świętości. Pokonała demona, który został wybrany specjalnie dla niej - takiego, który miał przetestować nie jej najsilniejsze, ale najsłabsze strony. Nie sztuką byłoby wszak postawić przed nią wroga dobrze znanego - musiała dowieść, że potrafi szybko i sprawnie reagować, że żaden przeciwnik nie jest jej groźny. Pozostała tylko ostatnia, trzecia próba.
On zaś tyle szczęście nie miał. Choć pierwszą próbę jak ona przeszedł bez większego trudu, w drugiej został pokonany. Zawiódł raz i drugi, a przed trzecią próbą wyraźnie się wzbraniał. Trenował długo i ciężko, nie wstydząc się prosić o pomoc siostrę - ona wszak jakoś dała radę za pierwszym razem. Firouzeh bez chełpienia się wyjaśniła mu jego błędy - zbytnie poleganie na sile, zbyt gorączkowe działanie. Był świetny w pojedynkach, gdzie liczył się jeden celny cios, zadany szybko i z całą mocą, ale walka nie zawsze taka była. Nie zawsze miało się przewagę gry na własnych zasadach. On niby rozumiał jej lekcję, ale nadal nie umiał wprowadzić jej w życie. Wszyscy wokół uznali więc, że nie dla niego świętość - jego siostra dalej musiała kroczyć sama, a on miał ustąpić, nosząc paznokcie pokonanych przeciwników nie jako przyszłe wota, a jako pamiątkę tego, że był kiedyś na drodze ku potędze. Dla jednych symbol hańby, dla innych dumy, bo choć droga ta szybko dobiegła kresu, wykonało się na niej pierwszy chwalebny krok.
Trzecia próba była jeszcze przed Firouzeh, a ona dała sobie czas na przygotowanie się do niej. Z początku nic nie zapowiadało komplikacji i jej życie toczyło się jak do tej pory – treningi, nauka, okazjonalne walki, gdy była do nich wzywana. Zresztą od kiedy przeszła dwie próby coraz częściej proszono o jej wsparcie w walce – po pierwsze ze względu na jej niezaprzeczalną siłę, a po drugie ze względu na prestiż, bo w końcu była już w dwóch trzecich drogi do tytułu Matamy. Firouzeh nigdy nie twierdziła, by jej się to nie podobało – w końcu sława to część życia, które ją czekało, a nie po to chciała stać się najlepszym wojownikiem w zakonie, by siedzieć później na tyłku wśród bezpiecznych murów zakonu. Wiedziała poza tym, że poza chwałą będzie przynosić zakonowi również dochody – choć nie było ceny za pomoc zakonników Doma Aritur, nikt nie odprawiał ich po walce z pustymi rękami, a Matama zasługiwał na tym większe względy. No a z czegoś żyć trzeba, nie można wychowywać nowych pokoleń obrońców nie mając ich w co ubrać i czym ich nakarmić. W ten oto sposób ideały mieszały się z prozą życia codziennego.
Jej brat z początku zdawał się być pogodzony z tym, że drogi jego i siostry się rozeszły – po ostatniej próbie pokonania swoich demonów porzucił dalsze starania, rozumiejąc, że to nie jest dla niego. Pozostał jednym z wielu zakonników, choć i tak nie był byle kim – nawet pomijając to, że był tej samej krwi co przyszła święta, był po prostu dobry w tym co robił i dzięki doświadczeniu w walce został jednym z najmłodszych Nateme w zakonie, co również przydawało mu chwały. Gdy jednak otrzymał ten tytuł, coś zaczęło się w nim zmieniać. Stał się surowy i nieufny, a dla swojej siostry miał spojrzenie, które niejednemu mroziło krew w żyłach, tyle był w nim gniewu. Nikt nie wiedział co między nimi zaszło, nikt nie był świadkiem kłótni między nimi. Wszyscy jednak podejrzewali co mogło być przyczyną jego gniewu – Firouzeh niedługo po tym jak on został Nateme, oświadczyła, że w przeciągu roku podejmie się trzeciej, ostatniej próby na drodze do stania się Matama. Niektórzy szeptali, że to zazdrość brata była przyczyną wszystkiego, co między nimi zaszło, część osób wskazywała, że jej niby niewinna uwaga przyćmiła jego osiągnięcia i nie pozwoliła mu cieszyć się tym, na co tak ciężko pracował. Co znaczy najmłodszy Nateme, gdy zaraz w zakonie może zamieszkać odziana w całości w czerwień Matama? To z pewnością bolało jego dumę… Lecz czy aż tak bardzo, by zdradzić swoją siostrę? W to niektórzy nadal wątpią. A jednak taki był fakt.
Po pewnej burzowej nocy zauważono, że Firouz zniknął z Doma Aritur. Co więcej musiało to być jego świadome działanie – zniknęły wszystkie jego rzeczy osobiste, zostawił ład w swej celi, jakby nie chciał nikomu przysparzać problemów ze sprzątaniem. Zamartwiano się co też mogło się stać, że tak obiecujący członek zakonu tak nagle zniknął. Podejrzewano różne rzeczy – zakazane uczucie, zatarg, którego może nikt nie był świadomy, może nawet próbę samobójczą, do której niestety często prowadził zbyt częsty kontakt z pomiotami Otchłani… Wszystko jednak stało się jasne po kilku godzinach, gdy Firouzeh odkryła zniknięcie swojego drugiego wota – rogu pokonanego demona. Wszyscy w jednej chwili domyślili się co zaszło – wiedziony zazdrością brat chcąc uniemożliwić siostrze zostanie Matamą odebrał jej wotum i zbiegł z nim. Wszyscy byli zawiedzeni – jak silny musiał być jad zatruwający jego serce, skoro posunął się do tak niskiego czynu? Firouzeh jednak nie rozpaczała zbyt długo – gdy minął gniew, żal i zawód, spakowała swój plecak i jeszcze tego samego dnia ruszyła w pościg z zamiarem odzyskania swojego wota i przyniesienia trzeciego, którym miała być głowa zdrajcy, głowa jej rodzonego brata. Dowód tego, że w drodze do doskonałości nie będzie brała jeńców i nie ma na tym świecie siły, przed którą się cofnie. Każdy inny Matama stoczyłby swoją walkę w Otchłani, lecz nie było osoby, która zaprzeczyłaby temu, iż ta droga do zmycia hańby dowodzi tym większego poświęcenia sprawie – przystali na to, choć dla wszystkich było to pewnie równie ciężkie co dla niej. Bez względu na koniec tej historii, świat straci kogoś naprawdę cennego.



Firouz: "To wszystko bujda. Bo wiecie w jaki sposób Firouzeh zwyciężyła w drugiej próbie? Ułożyła się ze swoim wrogiem. Nadal nie wiem jak zdołała to zrobić w tak krótkim czasie, przy świadkach śledzących każdy jej ruch… Ale zrobiła to. Ułożyła się z wrogiem. Sama mi to powiedziała... Zresztą czułem, że coś się święci. Ta przyszła Święta już dawno nie ma prawa do swojej świętości.
Odebrałem jej wotum nie przez to, że byłem zazdrosny, lecz po to, by nie mogła dążyć dalej. Nie póki nadal jest po drugiej stronie barykady. Może… Z czasem zmądrzeje. Może zawrócę ją z tej drogi, gdy tylko będę dość silny, by stawić jej czoła. Wtedy oddam jej ten róg."
  • Najnowsze posty napisane przez: Firouzeh
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • [Wielkie Bagna Ivin-Dir] Bagno to bagno
            Z początku nie były to poszukiwania tylko pościg – Firouzeh w pogoni za Firouzem przez większość czasu widziała jego plecy. Metaforycznie oczywiście. Dzieliły ich godziny, a odnalezienie brata nie było …
    0 Odpowiedzi
    29 Odsłony
    Ostatni post 6 dni temu Wyświetl najnowszy post