Profil użytkownika Mniszek

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Mniszek (Maorcoille)
Rasa: Przemieniony
Wiek: 377 lat


Aura

Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.


Wygląd

Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu stóp wzrostu odrobinę mu brakuje, a waży tyle co większy wróbel. Jest bardzo szczupły i już na pierwszy rzut oka delikatny, jego ciało jest raczej chłopięce niż męskie i gdyby chcieć szacować jego wiek na podstawie wyglądu, większość osób oceniłaby go na jakieś siedemnaście lat, a może nawet mniej, gdyby obserwowali go w jakiejś swobodnej sytuacji, jak śmieje się, gra albo biega. Ma długie ręce i nogi, cienkie i smukłe jak u sarny, takież też dłonie, których palce bez widocznych zgrubień w stawach przypominają odnóża pająka i wywołują wrażenie jakoby nie było takiego przedsięwzięcia manualnego, któremu Mniszek by nie sprostał - dłonie kieszonkowca albo jubilera. Jego paznokcie mają owalny kształt, beżową barwę i odznaczają się zupełnym brakiem lunuli, bywają trochę przydługie, bo chłopak ich nie przycina ani nie piłuje. Na kruchych nadgarstkach często wiąże chustki, by móc otrzeć pot z czoła albo schować za nimi jakiś drobny przedmiot. Jeśli zaś chodzi o resztę jego sylwetki, Mniszek nie ma typowej męskiej figury odwróconego trójkąta, bliżej mu raczej do prostej tyczki. Nie widać by dysponował specjalną tężyzną fizyczną, choć z powodzeniem dotrzymuje kroku biegnącym jeleniom. Wyraźnie odznaczają się u niego obojczyki, a na plecach łopatki. Skórę ma gładką, lekko muśniętą słońcem, gdyż nie jest typem, który opala się na intensywny kolor, a jednak dużo przebywa na dworze. Nie ma blizn, kolczyków, tatuaży ani nawet pieprzyków.
Teraz, gdy nadeszła pora na szczegóły, można wrócić do włosów Mniszka, które tak przykuwają wzrok. Jak wspomniano mają one intensywny, żółty odcień blondu, są cienkie i zwiewne jak dmuchawiec, poruszy je najmniejszy powiew wiatru nie wspominając o intensywniejszej aktywności. Są raczej krótkie, nie dałoby się ich spiąć, elfnie jest jednak obcięty na jeżyka. Grzywka nieustannie wpada mu do oczu. Skoro już o oczach mowa, te po raz kolejny podsuwają na myśl skojarzenie z sarną - są duże, otoczone długimi, gęstymi rzęsami i tylko ich intensywny lodowy odcień błękitu przełamany rozchodzącymi się promieniście igiełkami turkusu mimo niekwestionowanego uroku psuje całe porównanie. Brwi elfa są cienkie, delikatne, prawie niewidoczne. Twarz zaś ma symetryczne, łagodne rysy, trójkątny kształt z wyraźnymi kośćmi policzkowymi i prostym nosem. Usta morelowej barwy są pełne, lecz małe jak u kobiety, a jego uśmiech należy do tych niezwykle urokliwych. Wrzecionowate uszy celujące końcami prosto ku niebu są bardzo wrażliwe na wszelki dotyk.
Mniszek porusza się lekko i niezwykle wdzięcznie. Skacze jakby nic nie ważył, tak też się wspina, biega zaś jak sarna, sadząc dalekie kroki z długą fazą lotu. Gdy chodzi po lesie często macha beztrosko rękami albo bawi się czymś, co akurat wpadło mu w ręce - szyszką, gałązką, lalką którą właśnie zabrał z ołtarza. Siedząc często podkula nogi, śpi również w pozycji embrionalnej. Dotyka innych w sposób zupełnie naturalny i spokojny, lecz gdy to ktoś jego dotknie, wydaje się być tym niezwykle zaskoczony, niemniej nie ucieka. Jednocześnie w jego oczach można dostrzec, że łaknie tej bliskości, o ile jest to przyjemny kontakt. Z początku jest zawsze milczący i zdarzają się osoby, z którymi nigdy nie zamieni słowa, lecz gdy się otworzy, głos ma miły i wesoły, dość wysoki, co pasuje do jego młodzieńczej sylwetki. Potrafi mówić z naciskiem i patrzeć w sposób, który wywołuje dreszcze niepokoju, kwestionując swoją łagodną i słodką naturę.


Maorcoille:
Bestia, w którą przemienia się Mniszek jest niemożliwa do przeoczenia i to nie tylko przez nietypowy wygląd, a przede wszystkim przez gabaryty. Obrazowo zwykło się mawiać, że w kłębie Maorcoille jest znacznie wyższy niż dwóch mężczyzn stojących jeden drugiemu na ramionach, co daje jakieś pięć metrów wysokości. Jego ciało wygląda jak wzbudzający trwogę zlepek ciał innych zwierząt - korpus jak u dzika z przodu opierający się na łapach przypominających ludzkie ręce, a z tyłu lwie łapy, łeb trochę nietoperzy, a trochę szczurzy, zwieńczony imponującym jelenim porożem i brodą kozła. Jego oczy - dwoje zwykłych i trzecie na czole między nimi, które nigdy nie mruga - jarzą się błękitnym światłem błędnego ognika. Morda pełna jest ostrych zębów, a równie śmiertelne pazury są długie jak dziecięce ramię. Jego futro ma szarobury kolor i strukturę jak szczecina dzika, pokrywa ono tylko korpus bestii i jego tylne łapy, zaś głowa i przednie kończyny pozostają nagie.
Maorcoille może poruszać się zarówno na czterech kończynach jak i dwóch, jego przednie łapy są chwytne i mają nawet przeciwstawne kciuki. Mógłby się nawet wspinać, gdyby istniało drzewo, które by go uniosło. Wydawane przez niego dźwięki są najbardziej zbliżone do tych, które wydaje z siebie niedźwiedź. Jego ciało wydziela charakterystyczny, nieprzyjemny zapach piżma i zjełczałej krwi.


Charakter

Swego czasu Mniszek był osobą tak uroczą, nie tylko z wyglądu ale również z charakteru, że w mig zjednywał sobie sympatię każdej napotkanej osoby. Teraz jeszcze trochę przypomina samego siebie z tamtych lat, lecz los, który wiedzie jako Maorcoille, mocno zmienił jego charakter. Śmiało można powiedzieć, że Mniszek zdziczał. Jest bardzo czujny i nie da do siebie ot tak podejść. Nie od razu jednak ucieka - czasami kontynuuje co robił do tej pory, a czasami staje nieruchomo jak jeleń i obserwuje intruza, by dowiedzieć się czy ten sobie pójdzie, czy też zdecyduje się podejść. Jeśli Mniszek uzna, że dana osoba może być niebezpieczna - ucieknie. W przeciwnym jednak razie poczeka, jak ciekawski lis. Czasami zapomina jak się mówi i długo, długo milczy, nawet jeśli się go o coś pyta. Gdy się odezwie, mówi cicho, krótko i ostrożnie, dopiero musi się przekonać, by odsłonić swoją słodką część natury. A gdy to się uda, ma się do czynienia z jednym z najbardziej uroczych mieszkańców lasu. Mniszek jest opiekuńczy, pomocny, z natury wesoły i pogodny. Nie zraża go zła pogoda ani wiele innych przeciwności, bo jest dzieckiem natury i żyje w przekonaniu, że nic co przyniesie mu Matka, nie jest złe, wymaga tylko czasami więcej pracy. Przez swoje przemiany narzucił sobie samotniczy tryb życia, by nikogo nie skrzywdzić, tęskni jednak za towarzystwem, ciepłem, przyjaźnią i miłością, więc gdy przypadkiem trafi na kogoś, komu zaufa i z kim zdoła nawiązać jakąś więź, stara się nadrobić to, czego mu brakowało. Uwielbia być głaskany i dotykany, sam bardzo chętnie się przytula. Na prostej ludzkiej interakcji może spędzić cały dzień, a gdy przyjdzie moment rozstania, bo przecież z reguły prędzej czy później musi on nastąpić… Bywa różnie. Czasami z ciężkim sercem i żalem pozwoli danej osobie odejść. Innym razem odezwie się niespodziewanie mroczna część natury i Mniszek postara się zatrzymać taką osobę, nawet jeśli będzie to wymagało od niego użycia siły. Jego napady szaleństwa mijają dość szybko, lecz to i tak jest w stanie skutecznie zrazić wiele osób. Wracając jednak do samego nawiązywania znajomości, Mniszek lubi przede wszystkim osoby związane z naturą, czy to przez przynależność rasową czy też zawodową - wbrew pozorom często przyjaźni się z drwalami albo myśliwymi, jeśli ci biorą tylko tyle ile potrzebują i nie niszczą niepotrzebnie lasu. Nie przepada za to za osobami zbyt bogato ubranymi, a w szczególnymi za takimi kobietami - kojarzą mu się one momentalnie z tamtymi przełomowymi dniami spędzonymi w mieście. Nie odmówi im jednak pomocy, bo on nigdy nie odmawia nieznajomym w potrzebie.
Izolację Mniszek wybrał zaś przez swoje przemiany. Maorcoille objawia się w momentach, gdy elf czuje gniew, smutek, zagrożenie - różne negatywne emocje, których niestety nie jest w stanie ukryć ani stłumić, przez co nie jest też w stanie kontrolować tego kiedy stanie się krwiożerczą bestią, a nie chce kogoś skrzywdzić bądź zabić przypadkiem. Mniszek sam w sobie nie jest osobą brutalną i nie lubi walki, zupełne przeciwieństwo bestii, która w niem mieszka. No dobrze, więc co lubi Mniszek, oprócz przytulania o którym mowa była wyżej? Uwielbia muzykę - zarówno jej słuchać, jak i grać czy śpiewać. Lubi pływać i biegać w towarzystwie leśnych zwierząt. Lubi o poranku tańczyć przy akompaniamencie śpiewu ptaków. Może trochę wbrew swej niezaprzeczalnej więzi z naturą Mniszek nie widzi problemu w spożywaniu mięsa, o ile zwierzę zostało zabite w sposób szybki i bezbolesny, a jego ciało zostało jak najlepiej wykorzystane. Polowanie dla samej przyjemności jest dla niego jednak ciężkim wykroczeniem, które od razu przebudza Maorcoille.

Atrybuty

Krzepa:Wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Szybki,
Percepcja:Czuły słuch, Czuły zm.mag,
Umysł:
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Maorcoille [K]W wyniku nieudanego rytuału Mniszek stał się jednością z brutalną bestią Maorcoille. Przez większość czasu elf wygląda i zachowuje się całkiem normalnie, gdy jednak ogarniają go silne negatywne emocje - strach, gniew, rozpacz - przemienia się w Maorcoille. Potwór w większości przypadków w szale niszczy i zabija wszystko na swej drodze, aż nie pozbędzie się tego, przez co zainterweniował. Wtedy się uspokaja i pozwala wrócić Mniszkowi. Elf nie jest w stanie panować ani nad przemianami ani nad tym, w co się przemienia, nie może powstrzymać gniewu bestii, prawdopodobnie nie istnieje też sposób, by tych dwoje się rozdzieliło.
Taki jak dawniej [Z]Mniszek po połączeniu się z Maorcoille zachował cechy rasowe leśnego elfa, a może wręcz niektóre z nich się u niego nasiliły. Bez problemu może się porozumieć ze zwierzętami jak i roślinami, mimo kruchej budowy nie imają się go choroby. Ma też doskonały zmysł równowagi, co przydaje mu się przede wszystkim przy chodzeniu po drzewach.
Mój las, moje zasady [Z]Jako Maorcoille Mniszek nabył swego rodzaju intuicję jeśli chodzi o to co w trawie piszczy. Dosłownie i w przenośni - o wiele lepiej słyszy odgłosy przyrody i jednocześnie coś pcha go w miejsca, gdzie dzieje się coś wymagającego interwencji opiekuna lasu. W ten sposób jest w stanie złapać na gorącym uczynku kłusownika albo ocalić zaklinowaną pod powalonym drzewem osobę.

Umiejętności

Przetrwanie [M]
Gra na instrumencie [flet poprzeczny] [W]
Śpiew [W] Bardzo istotna dla niego umiejętność, gdyż raz, że jest to jego hobby, a dwa: specyficzny sposób inkantowania czarów przez niego używany przypomina śpiew.
Zastawianie pułapek [P]
Skradanie się [W] Mniszek z reguły nie chce być widziany przez innych
Zielarstwo [O]
Bestiologia [O]
Rytualizm [P]
Szamanizm [P]
Uniki [O]
Strzelanie z łuku [P]
Jeździectwo [P] Tylko wierzchem i be żadnych fanaberii
Pływanie [P]
Rolnictwo [P]
Tropienie [P]
Meteorologia [P]
Poliglotyzm [O] Jak już się odezwie, oprócz mowy wspólnej potrafi też porozumieć się w mowie elfów i naturian, lecz nie będzie to wysoce elokwentna rozmowa
Wspinaczka [P]
Medytacja [O] Wykorzystuje medytację by ukoić nerwy gdy jest zdenerwowany
Czytanie i pisanie [P] Ledwo umie czytać i pisać, jest to jednak wtórny analfabetyzm, więc szybko byłby w stanie sobie wszystko powtórzyć.
Pismo runiczne [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Życia [M]Efekt wychowywania się w wiosce, gdzie większość społeczności stanowili druidzi, którzy chętnie przekazali mu swoją wiedzę. Mniszek korzysta z tej magii niemal nieustannie jako strażnik lasu, pomagając roślinom, zwierzętom i ludziom.
Ziemi [A]W tej magii drzemie największy potencjał ofensywny ze wszystkich dostępnych elfowi możliwości. Mniszek jednak rzadko jest w stanie podjąć walkę przed przemianą w bestię, więc magii ziemi używa do innych celów, np. do kształtowania sobie stopni w skale, gdy nie umie gdzieś dotrzeć a musi. Zna też mniej popularne zastosowanie tych zaklęć, które pozwala przywracać stabilność organów wewnętrznych - używa tej zdolności do leczenia.
Powietrza [N]Mniszek używa magii powietrza głównie w połączeniu z magią ziemi, a te nieliczne zastosowania samodzielne mają raczej charakter sztuczek (bańka powietrza wokół głowy podczas nurkowania) niż potężnych zaklęć ofensywnych.
Wody [N]Jak w przypadku magii powietrza, tak i tej dziedziny Mniszek używa głównie w połączeniu z żywiołem ziemi.

Magiczne przedmioty

Flet szczurołapa [ART]Flet poprzeczny, który Mniszek dostał jako ofiarę od maga, któremu pomógł po napadzie bandytów - były właściciel prawdopodobnie nie umiał się nim posługiwać i dlatego tak beztrosko go oddał. Wizualnie jest to bardzo prosty instrument elfiej roboty przeznaczony dla osoby o raczej drobnej budowie, a jego magiczne właściwości polegają na tym, że wygrywana na nim muzyka przyciąga różne zwierzęta, w zależności od melodii. Stworzenia nim przywołane są zupełnie zasłuchane i łagodne jak baranki, Mniszek czasami potrafi nim uspokoić nawet rozjuszonego niedźwiedzia, jeśli ma dość czasu by zagrać jego muzykę.

Towarzysz


Historia

"Maorcoille to bestia. Jest wielki jak dwóch chłopów stojących sobie na barkach, ma poroże szerokie na dwadzieścia stóp, pazury jak niedźwiedź i zęby ostre jak szable. Jego troje oczu jarzy się w ciemności jak błędne ogniki. Zabije każdego, kto stanie mu na drodze, lepiej więc nie zapuszczać się w las, gdy jest niezadowolony. A co go może rozzłościć? Niszczenie lasu, brak ofiar, zbyt wielu myśliwych i zbieraczy... Nie wiadomo do końca."

"Maorcoille to opiekuńczy duch lasu - szlachetny młodzieniec, piękny i subtelny jak niewiasta. Pomaga zbłąkanym, ratuje tych, którym rany nie pozwalają wrócić do domu, przegania wilki gdy stają się niebezpieczne. Składamy mu dary, by jak najdłużej utrzymać jego przychylność i podziękować za pomoc, a dziewczyny zanoszą do lasu lalki z trawy przypominające ukochanych, by Maorcoille ich strzegł, gdy udadzą się na wyrąb."

"Maorcoille to bestia i dobry duch jednocześnie. Ma taki sam charakter jak góry i lasy wokół Maagoth - daje pożywienie, schronienie i budulec, ale nie pozwala się rozzuchwalić. Uczy pokory i w swych naukach bywa zarówno okrutny jak i łaskawy, stosownie do zasług. Był, jest i będzie, powstał razem z górami i razem z nimi odejdzie."


To mnie nazywają Maorcoille. Strzegę tych lasów, nie żądam jednak ofiar, to ludzie wymyślili sobie ten zwyczaj. Nie jestem duchem, bestią ani pradawnym bożkiem. Czy jestem jednak potworem z rogami i ostrymi zębami czy tym pięknym chłopcem... jestem i jednym i drugim. Niestety. To historia tego jak stałem się Maorcoille, opowiedziana od samego początku.

Wioska, z której pochodzę, znajdowała się wysoko w górach, kilka dni drogi od Maagoth, a przy tym równie daleko od siedzib druidów ukrytych w jeszcze wyżej położonych kotlinach. Mieszkali tam głównie drwale z rodzinami i kilku druidów, którzy z jakiegoś powodu woleli być bliżej cywilizacji albo z dala od swoich pobratymców. Nie było jednak wśród nas kryminalistów, to nie o to chodziło w naszym odosobnieniu. Po prostu czasami życie różnie się toczy... I tak przez większość czasu przebywaliśmy w swojej małej, zamkniętej społeczności, bo wyprawy do Maagoth były długie i trudne, a my mieliśmy wszystko, co było nam potrzebne - żywność, odzież, opał. Wszystkiego dostarczała nam Matka Natura, a my nie nadużywaliśmy jej dobroci.
Niewiele dzieci rodziło się w naszej wiosce, moje przyjście na świat było więc wielkim wydarzeniem. Moi rodzice nie byli małżeństwem - w wiosce nie praktykowano tego typu ograniczeń. Wychowywali mnie wszyscy mieszkańcy wioski i dla wszystkich byłem jak syn. Imię nadano mi, gdy osiągnąłem dwa lata - taki panował u nas zwyczaj, podyktowany z jednej strony śmiertelnością noworodków, a z drugiej potrzebą bliższego poznania dziecka, by imię jak najlepiej je opisywało. Tak zostałem Mniszkiem, od mniszka lekarskiego, gdyż miałem włosy żółte jak jego kwiaty i lekkie jak dmuchawce, a na dodatek odznaczałem się bardzo dobrym zdrowiem. Gdy byłem bardzo mały nie sprawiałem kłopotów większych niż każde inne dziecko na tym etapie dojrzewania. Lecz później zaczęła doskwierać mi samotność. Nie, by mnie zaniedbywano, wręcz przeciwnie, byłem cały czas otoczony wianuszkiem dorosłych, którzy chcieli przekazywać mi swoją wiedzę, doświadczenie, rozmawiać ze mną i dokładać kolejne cegiełki do tego jakim miałem stać się dorosłym. Nie miałem jednak żadnego rówieśnika, nikogo z kim mógłbym porozmawiać jak równy z równym, z kim mógłbym się bawić i mieć swoje tajemnice. Na dodatek wioska stawała się dla mnie za ciasna. Chciałem poznać lasy, góry, te wszystkie miejsca o których słyszałem, ale nigdy ich nie widziałem. Mój głód wiedzy po części zgasił jeden z druidów, ucząc mnie magii - to pochłaniało większą część mojego dnia i nie pozwalało się nudzić, gdyż mój nauczyciel był bardzo wymagający, a jego sposób rzucania zaklęć dość nietuzinkowy. Inkantacje przez niego stosowane przypominały śpiew, krótkie piosenki, które można było wykonać nawet w wielkim pośpiechu. Znając podstawowe linie melodyczne, słowa i związki mogłem nawet sam próbować się rozwijać, bez pomocy ksiąg, chociaż wymagało to wiele wysiłku i działania metodą prób i błędów. W czasach mojego dzieciństwa nie zaprzątałem sobie tym głowy, gdy jednak byłem już znacznie, znacznie starszy, miałem mieć pod dostatkiem czasu, by się doskonalić... Tymczasem pod swe skrzydła wziął mnie jeden z zielarzy, ucząc mnie ludowej medycyny i lekarstw, które dawał nam las. W końcu jednak i to nie wystarczyło. Byłem ledwie młodym mężczyzną wedle standardów mojej rasy, gdy zaczęły się moje kilkudniowe samotne wycieczki w las. Czasami po prostu włóczyłem się po okolicy, rozmawiałem ze zwierzętami, wspinałem się po drzewach, zbierałem owoce. Od święta zdarzało się, że kogoś spotkałem, lecz bałem się podchodzić do obcych - nie wiedziałem nawet jak zagaić rozmowę. A gdy raz się ośmieliłem, bo dziewczyna którą obserwowałem wydawała mi się sympatyczna i niegroźna, ona uciekła z krzykiem, rzucając we mnie kamieniami. Wtedy nawet nie wiedziałem, że bała się mnie tylko przez to, że byłem mężczyzną, który zakradł się do niej stanowczo zbyt cicho, by mieć czyste zamiary.
Nim napytałem sobie biedy w wiosce pojęto, że ciągnie mnie do innych ludzi. Różnie na to reagowano: jedni suszyli mi głowę, że po co mi to, że w miastach lęgnie się zło i występek i życie zgodnie z naturą jest dla mnie najlepsze, inni zaś rozumieli, że jestem młody i każdy w moim wieku chce wiedzieć i doświadczać więcej. Pod swe skrzydła wziął mnie wtedy jeden z myśliwych, nauczył mnie strzelania z łuku, zastawiania sideł, odnajdywania drogi w lesie. Powiedział mi też wiele o ludziach z miasta i choć niczego mi nie zabronił, przestrzegł mnie, że nie warto tam chodzić. Jego posłuchałem i przez moment był ze mną spokój...
Pewnego dnia jednak w swej włóczędze dotarłem do Maagoth. Miasto zrobiło na mnie zniewalające wrażenie. Długo kryłem się wśród drzew i podziwiałem je zachodząc w głowę jak można budować domy tak wielkie i wysokie, tak ciasno i topornie. Z jednej strony widok mnie odstręczał, a z drugiej fascynował. Widziałem chodzących ulicami ludzi ubranych tak barwnie, że aż oczy od tego łzawiły, a umysł podpowiadał, że są trujący jak kolorowe żaby drzewne. Lecz jednocześnie byli tak piękni, a blask bijący od biżuterii i wypolerowanych guzików tak bardzo nęcił... Podszedłem bliżej, by móc im się lepiej przyjrzeć, tego dnia jednak nie odważyłem się postawić stopy w Maagoth. Wróciłem do domu z sercem ciężkim od rozterek, jakie zrodził w nim widok miasta. By uniknąć pytań dorosłych coraz częściej wychodziłem do lasu, lecz mój mentor, myśliwy, spostrzegł zmianę, jaka we mnie zaszła. Prosił bym uważał, lecz ja byłem zbyt pewny siebie, jak to młodzian, i nie posłuchałem. Chciałem tylko lepiej się przyjrzeć, lepiej słyszeć, lepiej poznać to miejsce... Podchodziłem coraz bliżej aż w końcu wszedłem w ulice miasta. Nie myślałem, że poruszanie się tam będzie takie trudne, ogarnął mnie strach, gdy ta ludzka rzeka porwała mnie ze sobą wgłąb zabudowań. Nie potrafiłem jednak i chyba też nie chciałem się wydostać. Jak owad ciągnący do mięsożernej rośliny o pięknych barwach i upojnym zapachu, lecz o tym jak dałem się zwieść dowiedziałem się stanowczo, stanowczo za późno. Wszystko było dla mnie takie wyjątkowe, piękne. Gapiłem się na ludzi obwieszonych barwnymi materiałami, biżuterią, na konie z pięknymi rzędami, na wystawy sklepów, w których prezentowano przedmioty, które widziałem pierwszy raz w życiu. Nie byłem zupełnym dzikusem, nie łapałem ludzi za ubranie i nie kradłem, bo wiedziałem czym jest pieniądz i czego mi nie wolno... A przynajmniej wiedziałem to z grubsza, bo wiele rzeczy pozostawało dla mnie niewiadomą. Miasto opuściłem przed zmrokiem, zupełnie wyczerpany psychicznie, lecz podniecony do granic możliwości. Chciałem tak wrócić.
Przez kolejne dni wracałem do Maagoth, chłonąc atmosferę tego miejsca i wiedzę jak gąbka. Moja fascynacja graniczyła z obsesją, zacząłem rozważać czy nie opuścić rodzinnej wioski, chciałem stać się jednym z mieszkańców tego miejsca, ubierać się tak jak oni, mieszkać i żyć. Zdawało mi się, że moje dotychczasowe życie było takie nudne i bezbarwne... Później musiałem zapłacić za moja odwrócenie się od korzeni wysoką cenę.

Dopiero gdy było za późno zrozumiałem co widziała Ariana, gdy na mnie patrzyła, lecz wtedy, gdy wyciągnęła do mnie rękę i zaprosiła do siebie, nie wyczułem żadnego podstępu. Była piękną i uśmiechniętą maginią, ciepłym głosem powiedziała, że widzi iż nie jestem stąd i zaproponowała mi, bym się u niej zatrzymał, bo ma wielki dom, gdzie miejsca starczy dla wszystkich. W wiosce czyniliśmy tak samo w stosunku do zbłąkanych wędrowców, więc jej propozycja wydawała mi się naturalna. Nie wiedziałem wtedy, że mieszkańcy miast są bardziej samolubni niż my i to wcale nie było dla nich normalne zachowanie. Ariana była jednak w stosunku do mnie szczodra - dała mi własny pokój, nakarmiła mnie i zabawiała rozmową. Upiła mnie słodkim winem, w którym nie poczułem gorzkiego smaku środków nasennych, przekonany, że to posmak alkoholu. Bo ona nie widziała we mnie podróżnika, któremu trzeba było pomóc - widziała przybłędę, o którą nikt nie zapyta. Na dodatek odznaczałem się młodością i urodą, o którą jej chodziło.
Przebudzenie po tym jak mnie uśpiła było przerażające. Leżałem rozkrzyżowany na kamiennym ołtarzu, a na moim obnażonym torsie wymalowano wzory jasno kojarzące się z czarną magią. Ariana oświeciła mnie, co się ze mną stanie, gdy nie przestawałem drżącym ze strachu głosem zadawać pytań - miałem zostać poświęcony po to, by ona mogła być nadal młoda i piękna, bo jako ludzka kobieta odczuwała upływ lat znacznie dotkliwiej niż ja. Nie mogłem zrobić nic, by temu zapobiec, choć szarpałem się tak bardzo, że otarłem sobie nadgarstki do krwi… Symbole wymalowane na moim ciele zaczęły się rozgrzewać i parzyć, lecz nie mogłem przed nimi uciec. Byłem tak przerażony, że pamiętam wszystko jak przez mgłę… Ktoś krzyczał. Nie Ariana, jakiś męski głos. Mówił coś, że nie wyszło, coś o braku równowagi. O gniewie Matki. Magini z początku milczała, a potem nagle stęknęła, zaniosła się histerycznym śmiechem, płaczem, zaczęła wyć. Im głośniejsza była, tym ja czułem większy ból. Aż w końcu jakby rozerwało moje ciało…
Zabiłem Arianę. I jej pomocników też. Czułem pierwotny, nieokiełznany gniew, szał, musiałem go ugasić krwią, ukarać tych, którzy go wzniecili. Zabiłem wszystkich, zniszczyłem wszystko. A potem uciekłem między drzewa, w miejsce, które było moim domem… Lecz to nie byłem ja. Nie tylko ja, głównie nie ja. To on, to stworzenie, które wykonywało wolę Matki Natury. Bałem się go, lecz czułem, że mnie uratowało. I że zostaliśmy ze sobą związani na zawsze. Wydawało mi się, że to była kara za to, że chciałem wyrzec się lasu. Poczułem odrazę do samego siebie i rozpacz tak silną, że znowu obudziła ona drzemiącego we mnie potwora. Szybko nauczyłem się, że moje negatywne emocje go budzą: strach, gniew, rozpacz… Bałem się wrócić do siebie. Przecież mogłem całą wioskę przemienić w zgliszcza. Nie mogłem ryzykować, bałem się. Uciekłem wysoko w góry, znalazłem miejsce, w którym się zaszyłem, lecz nie przebywałem tam długo. Musiałem jeść, pić. Wiedziałem jak przeżyć w głuszy, to nie był problem. Zacząłem jakoś sobie radzić, znalazłem sobie schronienie, przygotowałem legowisko… Unikałem cały czas ludzi, lecz zdarzyło się raz czy dwa razy, że komuś pomogłem, bo nie mogłem patrzeć obojętnie na tych, co zbłądzili w górach czy mieli jakiś wypadek. A czasami trafiałem na kłusowników czy bandytów. Mój strach albo gniew niejednokrotnie budził siedzące we mnie stworzenie.

Tego dnia trafiłem na mężczyznę, który miał nieszczęście wsadzić stopę w pułapkę na niedźwiedzie. Zapadał zmrok, a on opadał już z sił. Poszedłem mu pomóc. Patrzył na mnie jakbym był duchem.
- Maorcoille? - zwrócił się do mnie, a ja tak dawno do nikogo nie mówiłem, że nie umiałem i w tym momencie wydusić z siebie słowa. Przekrzywiłem pytająco głowę, jak pies, on jednak gapił się na mnie przerażony i nic więcej nie powiedział. Poszedłem po kij, którym rozchyliłem szczęki pułapki, a potem pomogłem mu wstać.
- Maorcoille - wezwał mnie po raz kolejny. - Wiedziałem, że istniejesz, wiedziałem… Wysłuchałeś moich modlitw, jestem ci tak bardzo wdzięczny…
Nie wiedziałem, co on bredził…

Odpowiedź nadeszła kilka miesięcy później, wraz ze starym magiem, którego znalazłem ciężko pobitego i okradzionego na skraju drogi, wśród rozrzuconych wokół rzeczy, które nie zadowoliły zbirów. Zająłem się nim, by nie zrobili tego za mnie padlinożercy. Opatrzyłem go, zająłem się raną na głowie, która mogła być śmiertelna i gdy był już zdrów przyniosłem wody, by go ocucić. Gdy nagle otworzył oczy był już w pełni świadomy i przytomny. Spojrzał na mnie jakby zobaczył ducha.
- Maorcoille - powiedział. Już zdążyłem do tego w miarę przywyknąć, oswoiłem się z tym imieniem.
- Ależ historia, uszczypnij mnie… Ała! - krzyknął, gdy faktycznie to zrobiłem i syknął, gdy poruszył swoim obolałym ciałem. - Ty jesteś prawdziwy! To ty, Maorcoille? Staroelficki strażnik lasu?
Zaskoczyły mnie jego słowa, ale skoro tak mówił, to nie zamierzałem się kłócić. Kiwnąłem głową, a on zaczął się miotać wokół, jak ryba wyrzucona na brzeg. Coś mamrotał do siebie, a ja go próbowałem zrozumieć. W końcu spomiędzy rozrzuconych wokół rzeczy wyciągnął flet, który nie spodobał się zbirom.
- Proszę - powiedział szybko, podając mi go. - Proszę, przyjmij to, nie mam nic cenniejszego…
Trochę zaskoczył mnie jego słowa, ale wziąłem od niego flet. Był niezbyt fikuśny, mały - akurat do moich rąk i ust. Spróbowałem na nim zagrać - miał ładny dźwięk. Mag widząc moją reakcję ucieszył się i chyba nawet poczuł jakąś ulgę.
- Proszę, to dar za to, że mi pomogłeś. Gdy tylko dotrę do miasta…
Zagłuszyłem go grą na flecie. Ta muzyka mnie rozweselała. Wstałem i nie przestając grać wróciłem do lasu. O magicznych właściwościach instrumentu dowiedziałem się później, ale i tak nie przestawałem na nim grać.

Od tego momentu zacząłem zwracać uwagę na to co opowiadali ludzie w lesie, co mówiły zwierzęta. To co robiłem nie przechodziło bez echa. Ludzie połączyli ze sobą fakty i stworzyli nową legendę. Maorcoille - ducha lasu, który się przebudził i pilnował swej dziedziny. Wkrótce zacząłem znajdować małe kapliczki i ofiary zostawione tam by przebłagać tego niby ducha. Jako że chodziło o mnie, cóż, przyjmowałem to co tam było, wybierając jednak rzeczy, na których mi zależało. Złoto - po co mi ono? Lecz jedzenie… nie mogłem pogardzić chlebem, którego smaku nie czułem dziesięciolecia ani słodkim winem, które rozgrzewało i przypominało o domu. Zabierałem też lalki, bo podsłuchując zbierające jagody dziewczyny dowiedziałem się, że to na dobrą wróżbę dla ich ukochanych, bo wtedy będę ich pilnował. I tak przyjąłem rolę, którą mi nadano, stałem się Maorcoille, choć wcale tego nie chciałem…
Los leśnego bożka skazał mnie na nieznośne i bolesne życie w odosobnieniu, chociaż... Czasami zdarzały się wyjątkowe osoby, które zostawały przy mnie na dłużej niż tylko kilka chwil, aż wyprowadzę je z lasu. Wśród nich, całkiem zresztą niedawno, była pewna driada, Sonea. Ona... zobaczyła mnie, gdy przemieniałem się z bestii w swoją naturalną postać, a mimo to się mnie nie zlękła. Wręcz przeciwnie, uważała, że moja potworna strona jest urocza - nazwała mnie "wilkołosiem". Dała mi jagody i świergotała jak mały polny ptaszek. Z początku trochę nie byłem jej pewny, bo wcześniej każdy uciekał na widok bestii, a ona tak beztrosko zaczęła rozmowę. Okazało się, że ona po prostu taka była - miła, przyjazna, radosna. Pocieszała mnie, gdy powiedziałem, że jestem krwiożerczym potworem, a potem zaczęła się zachwycać moimi włosami, tak po prostu. Została ze mną kilka dni, nim ruszyła w dalszą drogę. Żegnałem się z nią z ciężkim sercem, bo była pierwszą osobą od bardzo dawna, do której się zbliżyłem, lecz ona szukała swojej przyjaciółki - driady imieniem Frigg - nie śmiałem więc jej zatrzymywać. Obiecała jednak, że zajrzy do mnie w drodze powrotnej i to mnie bardzo ucieszyło. Zrobiłem sobie jej lalkę, taką samą jak składano mi w ofierze, by mieć po niej jakąś pamiątkę - we włosy kukiełki wplotłem najładniejsze piórka, jakie znalazłem wśród drzew. A potem moje życie wróciło do dawnej rutyny, gdy dnie spędzałem na patrolowaniu lasu, śpiewaniu zaklęć i grze na flecie...

Dane gracza: Mniszek

Nazwa użytkownika:
Mniszek
Ranga:
Szukający drogi
Inne Postacie:
Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mitra, Rianell,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt paź 06, 2017 7:19 pm
Ostatnia wizyta:
N cze 03, 2018 3:55 pm
Liczba postów:
28 | Znajdź posty użytkownika
(0.04% wszystkich postów / 0.11 posty dziennie)
Ostatni post:
[Las wokół miasta] Zabić boga
N cze 03, 2018 3:33 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Maagoth
(Posty: 27 / 96.43% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Las wokół miasta] Zabić boga
(Posty: 27 / 96.43% postów użytkownika)

Podpis

cron