Profil użytkownika Maximilaan

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Maximilaan z Saorais
Rasa: Drakon
Wiek: 55 lat


Aura

To niewyróżniająca się siłą, stabilna aura. Prosta, jasna i rzeczowa. Jedyne co się w niej miesza to zapachy - jest ich wiele, splątanych ze sobą i niemożliwych do odróżnienia - niczym u smoków, lecz tutejsze nie są tak ciężkie i męczące. Ot, nieco zagadkowe. Wszystko inne jednak nadrabia tę małą niedogodność; dominujące w emanacji żelazo o kilku przejrzystych odcieniach układa się regularnie gładkimi powierzchniami na kształt obronnego muru. Ale nie zagradza przejścia jeśli uparcie będzie się szło dalej. To tylko aura, musi zostać odczytana. Droga bez ceremonii i rozgłosu poprowadzi więc za tę nad wyraz twardą zaporę, tam gdzie panuje nie tyle ład co klarowny w odbiorze minimalizm i pustka. Żaden odgłos nie mąci spokoju tego miejsca - gdzieś z boku placu rośnie sobie niewielkie barachitowe drzewko o zaskakująco giętkich gałązkach, takie małe w porównaniu z obmurowaniem. W powietrzu, które od czasu do czasu przecina samotna pustułka, unosi się rzadka ametystowa poświata, zdefiniowana już i wyrobiona. W miejscu pozostałości po złotawych monetach ułożone są w sterty głownie wstępnie naostrzonych mieczy. I to właściwie wszystko. Jeszcze tylko smak. Wyraźnie łagodny i gorzki, do przesady czytelny. Kiedy zostanie sprawdzony szybko zaniknie, by wrócić do własnych obowiązków. Reszta podąży za nim.


Wygląd

Max to mężczyzna, który traci się w tłumie przez dość przeciętną urodę, ale gdy mu się przyjrzeć, okazuje się być całkiem miły dla oka. Sześć stóp i palec wzrostu sprawiają, że jest minimalnie wyższy od średniej i można nazwać go wysokim, ale jeszcze nie góruje nad tłumem. Jest dobrze zbudowany, jak na strażnika przystało - widać to nawet przez ubrania, lecz nie w nachalny sposób, jak to bywa w przypadku niektórych osiłków, po prostu po chwili obserwacji można spostrzec, że materiał rękawów obejmuje dobrze umięśnione ramiona, że jego klatka piersiowa nie jest płaska, a na pośladkach nie odciska się siedzisko krzesła. Ma długie nogi, wyrzeźbiony brzuch, proste plecy - naprawdę miło się na niego patrzy. Z drugiej jednak strony jest on po prostu taki sam, jak inni strażnicy - każdy z nich dba o tężyznę fizyczną, każdy ćwiczy w ten sam sposób. Dłonie zdradzają jednak jego plebejskie pochodzenie - są duże, szerokie, o krótkich paznokciach, zawsze trochę szorstkie, ale przy tym ciepłe i suche. Ma bardzo mocne nadgarstki i kostki, każdy od razu pozna w nim chłopaka, który urodził się do pracy fizycznej.

Maximilaan ma prostokątną twarz z wysokim czołem, nad którym całe szczęście nie zaczęły się jeszcze tworzyć zakola. Ma bardzo wyraźny podbródek z charakterystycznym dołkiem, który wcale mu się nie podoba, ale zarost ma zbyt słaby by z jego pomocą ukryć ten mankament. Zresztą regulamin nie pozwoliły mu zapuścić brody. Jego usta są wąskie i blade, a zęby o dziwo w całkiem dobrym stanie, choć ze względu na pochodzenie drakona i jego styl życia można by się spodziewać sporych braków. Nos również uniknął uszczerbku, całe szczęście, bo i bez tego nie prezentuje się specjalnie szlachetnie - jest dość szeroki, z wysokim mostkiem, może nie dominuje jego twarzy, ale gdyby się dało, można by go nieco poprawić. Jedynym śladem po burzliwej młodości Maxa są blizny na policzku przypominające ślady po paznokciach - zresztą dokładnie tym są. Ostatnim elementem jego oblicza są głęboko osadzone oczy o przyjemnej brązowej barwie przypominającej agaty. Mimo rzadkich, cienkich brwi i niewyraźnych rzęs spojrzenie drakona jest raczej wyraziste.
Fryzura Maxa jest schludna, gdyż drakon poświęca co rano chwilę na uczesanie się - ma krótkie i gęste brązowe włosy, raczej proste, choć na grzywce tworzy mu się lekka fala i czasami przy deszczu czy po prostu dużej wilgoci trafi się nawet jakiś niesforny loczek.

Cywilnie Max ubiera się wygodnie i dość przeciętnie. Wybiera ciemne barwy, ale stroni od czerni - decyduje się raczej na granatowy, bordowy, szary, brąz. Wbrew pozorom w takich kolorach łatwiej stopić się z cieniem i nie wygląda się tak podejrzanie. Lubi nosić szerokie płócienne pasy, które poza podkreśleniem walorów sylwetki służą też za schowek na drobiazgi, bo między fałdy materiału zmieści się zawsze kilka monet czy jakiś inny bibelocik. Często nosi szerokie spodnie z nogawkami zatkniętymi w sięgające lekko nad kostkę buty. Noszone przez niego peleryny i płaszcze służą jednocześnie jako osłona przed kiepską pogodą jak i jako element kamuflażu gdy jest na misjach. Łatwo mu wtopić się w tych ubraniach w tłum jak i schować się gdzieś całkowicie poza jego wzrokiem. Lata praktyki. Jedynym nieodzownym i jednocześnie charakterystycznym elementem jego ubioru jest naszyjnik - mała niebieska kulka z jakiegoś półszlachetnego kamienia na rzemyku, noszona dość ciasno pod szyją, przez co jest widoczna gdy tylko strażnik odepnie ostatni guzik koszuli.

Po rozpoczęciu pracy w pałacu Max pracował sporo nad tym, by wysławiać się odpowiednie do swojej nowej pozycji, nigdy jednak nie pozbył się do końca akcentu ze slumsów Saorais i gdy się zapomni, zaciąga jakby był w swoich rodzinnych stronach. Na dodatek zdarza mu się źle dobrać słowa, ale są to przypadki rzadkie, raczej powodowane zaskoczeniem czy nerwami. Śmieje się głośno, od serca, a gdy nie musi zachowywać zimnej maski profesjonalizmu potrafi się uśmiechać na wiele różnych sposobów. Gestykuluje oszczędnie, a jego ruchy są sprężyste i pewne. Porusza się różnie, w zależności od okoliczności - w pałacu wyprostowany jak struna i sztywny,


Charakter

Za najbardziej ogólny opis Maxa wystarczy stwierdzenie, że to dobry chłopak. Po tym jak wyrwał się z rynsztoka i zerwał kontakty z kryminalnym światem, niewiele można mu zarzucić - urodził się z sercem po odpowiedniej stronie i kręgosłupem moralnym, który nigdy tak do końca nie ugiął się pod ciężarem przeszłości. Sumiennie wykonuje swoje obowiązki, jest kulturalny, opanowany i honorowy. Trudno wyprowadzić go z równowagi, choć niejeden tego próbował. On jednak musiał się od zawsze dobrze trzymać: najpierw po to, by nie przysparzać trosk reszcie rodziny, a potem by nie odsłaniać się przed resztą gangu ze swoimi poglądami i emocjami, aż na koniec by się przed nimi nie zdemaskować. Jeszcze tego by brakowało, by podczas szpiegowania puściły mu nerwy. Jest więc opanowany i sprytny, wie jak wyciągać informacje mimochodem, choć może nie jest szpiegiem z prawdziwego zdarzenia - umie tyle, by dbać o bezpieczeństwo królowej Valeriji i by podczas jej wycieczek incognito po mieście móc dowiedzieć się czegoś na temat osób, które spotykała, ale praca w wywiadzie byłaby już pewnie ponad jego siły. Jako strażnik sprawdza się jednak doskonale, a jego przełożeni chwalą go za dobry instynkt i szybkie podejmowanie decyzji.
Do nowo poznanych osób drakon podchodzi z dystansem, o ile nie jest akurat na misji, gdzie musi udawać bardziej przystępnego. Ma pewną taryfę ulgową dla kobiet, ale i tak trzeba spędzić z nim trochę czasu nim się otworzy i zacznie swobodnie zachowywać przy kimś obcym. Do niebian, elfów i większości pradawnych podchodzi z szacunkiem, lecz swoją własną rasę darzy niechęcią i wolałby nie spotkać na swojej drodze innego drakona, co póki co mu się udawało… poza oczywiście tym jednym egzemplarzem, który doprowadził do jego przemiany.
Prywatnie zaś Max to osoba spokojna i opiekuńcza, przez co niektórzy nazywają go “tatuśkiem”, co wcale nie oznacza, że jest nudny i stateczny. Potrafi się bawić, potrafi się nawet śmiać, ale nie jest wybuchowy ani nadmiernie ekspresyjny. Jest tą osobą, która zawsze przypilnuje kolegi, który za dużo wypił albo odprowadzi do domu samotną koleżankę, by potem wrócić i bawić się dalej. Robi to wszystko bezinteresownie i bez cienia wstydu powtarza, że żyje dla innych. Lubi się kimś opiekować, ale nie jest typem osoby, która zagłaska na śmierć, przez swoje trudne dzieciństwo potrafi wręcz głośno żartować z osób, które narzekają na brak wygód, ale nigdy nie robi tego za plecami. Jest osobą, która ceni czyste sytuacje - gdy ktoś ma pretensje, niech to powie, jak trzeba obijmy sobie gęby i idźmy dalej.
A co lubi robić? Spędzać wieczory w karczmie, o tym już było. Piwo, dobra muzyka, karty, dziewczyny - raz na jakiś czas pozwala sobie na coś takiego. Hobbystycznie rzeźbi małe figurki z drewna. Przepada też za dobrym jedzeniem, a że przez swój metabolizm potrafi zjeść bardzo dużo bez większych konsekwencji dla zdrowia czy figury, chętnie z tego korzysta. W życiu zaznał jednak głodu i potrafi przetrwać również w takich warunkach.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Niezłomny, Odporny,
Zwinność:Zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:
Umysł:Pojętny, Żelazna wola,
Prezencja:Godny, Władczy,

Cechy specjalne

Dziecko ulicy [Z]Max urodził się i wychował w slumsach, życie na ulicy nie stanowi więc dla niego tajemnicy - doskonale potrafi wtopić się w tłum i poradzić sobie w miejskiej rzeczywistości, tak odmiennej od tej pałacowej.
Ręce zbira [Z]Max ma w rękach kilka atutów. Dosłownie. Jest oburęczny i to od dziecka, zupełnie nie widać różnicy między tym jak posługuje się prawą, a jak lewą ręką. Ponadto potrafi wybić sobie kciuki oraz barki, a następnie je nastawić, więc trzeba czegoś więcej niż kajdan by go unieruchomić.
Dziedzictwo [D]Smocze oko i smocza krew - to, co wyróżnia drakonów pośród innych ras, daje im odporność na ciepło, zdolność telepatii w obrębie własnej rasy, widzenia więcej niż inni...

Umiejętności

Walka wręcz [W] Najlepsza broń na ulicach - własne ciało. A najlepiej własna pięść z kastetem.
Uniki [M] Smocze oko pomaga w unikaniu ciosów, to fakt.
Szpiegostwo [W]
Tropienie/śledzenie [W] Lata praktyki dzięki śledzeniu Valeriji.
Hazard [P]
Jazda konna [O]
Walka bronią białą [M] Miecz jednoręczny.
Pływanie [P]
Wspinaczka [P]
Przetrwanie [P]
Sokolnictwo [O] Lata zajmowania się Francą.
Polowanie [P]
Rzeźbiarstwo [O] Hobbystyczne rzeźbienie figurek z drewna.
Etykieta [O] Tyle, ile potrzebne jest strażnikowi w pałacu.
Taniec [O]
Skradanie się [O]
Prawo [P]
Czytanie i pisanie [P] Tę umiejętność posiadł w bardzo późnym wieku, bo dopiero po wstąpieniu do straży, gdy dobiegał trzydziestki.
Aktorstwo [O]
Wiedza ogólna [P]
Opatrywanie ran [P]
Łucznictwo [P]
Pielęgniarstwo [P] Dość nietypowa umiejętność, ale jednak przez wiele lat zajmował się Marią i nadal coś z tego pamięta.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Franca
Franca to samica pustułki. Max zwracał się do niej tym mało eleganckim imieniem, choć gdy głupio mu się do tego przyznać, twierdzi, że ma na imię Francis. Ptaszyna jest z drakonem od pisklaka - wtedy to jej aktualny właściciel znalazł ją na bruku przed swoim lokum i podejrzewając, że wypadła z gniazda i zaraz znajdzie ją matka, zostawił ją, gdy jednak za jakiś czas żadna dorosła pustułka nie zgłosiła się po swoją zgubę, Maximilaan przygarnął nieborajstwo, nakarmił i uchronił przed niechybną śmiercią. I tak żyją sobie razem, Max uwielbia dyskutować ze swoją skrzydlatą podopieczną, choć nie rozumie jej mowy, a ona zawsze wita go wylewnie jak szczeniak, jeśli akurat nie lata gdzieś po ulicy. Drakon nauczył ją polować, choć co może upolować taki drobiazg. Nauczył ją również “polowania” na pewną bardzo konkretną osobę - Valeriję. Gdy Max wyda odpowiednią komendę, ptak zaczyna szukać królowej i zawisa w miejscu, gdzie ją dostrzeże. Warto zaznaczyć, że strażnik nie wydaje poleceń słownie, a jedynie gwizdem.
A jeśli o wygląd chodzi… Pustułka jak pustułka. Drakon twierdzi, że jest w stanie rozpoznać ją wśród dziesiątek innych ptaków, ale tak naprawdę Franca nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle swego gatunku.

Historia

Saorais. Takie samo miasto jak każdy inny port jak Łuska długa i szeroka - z wierzchu multikulturowe, barwne, tętniące życiem, pod spodem zaś mroczne i bezwzględne. W takich warunkach dorasta wiele dzieciaków, choć rzadko które dożywają dorosłości. A jeszcze mniej jest w stanie odmienić swój los w takim stopniu, jak udało się to Maxowi, choć on utrzymuje, że nie była to jego zasługa, że to inni wyciągnęli go z tego bagna na powierzchnię.
Maximilaan urodził się w domu, w którym zawsze brakowało ojca - matka nie miała męża, spotykała się z przypadkowymi mężczyznami, z których każdy był “tym jedynym”, jednak każdy z nich zmywał się z jej życia gdy tylko pojawiło się w nim nowe dziecko albo gdy wyciągnął od niej to, czego chciał - z reguły wszystkie zgromadzone do tej pory oszczędności albo podżyrowanie jakiejś pożyczki. Kobieta była naiwna, niezaradna i skłonna do nałogów, dziećmi nie potrafiła się zająć, a miała ich aż trójkę - dwóch synów i córkę. Max był najmłodszy, jego brat zaś najstarszy, między nimi było trzynaście lat różnicy. Cała czwórka żyła jak typowa rodzina w slumsach - dzieci nie chodziły do szkoły tylko pętały się po ulicach, rozrabiały, kradły, a gdy zrobiły się starsze: pracowały. A w każdym razie pracował Max i jego siostra, gdyż najstarszy Will miał inne ambicje: chciał zostać wojownikiem i mieczem pokazać swoją wartość. Nie w głowie było mu jednak rycerstwo, zadawał się raczej z półświatkiem, gdzie można było szybko zrobić duże pieniądze, błyskawicznie wspiąć się w górę w hierarchii grupy… Ale i szybko spaść. On był jednak sprytny, miał szczęście i umiejętności. Czasami przynosił do domu jakieś pieniądze, które były im szczególnie potrzebne, gdy matka zupełnie się rozpiła, a Maria, ich siostra, zapadła na jakąś niewyleczalną chorobę płuc. Długi czas był jedynym żywicielem rodziny… Aż nie zniknął. Choć nie, to nie było zniknięcie, gdyż przyszedł jeszcze po swoje rzeczy. W środku nocy wparował do ich jednoizbowego mieszkania, bez słowa zaczął się pakować, a gdy cała trójka w końcu przekonała go do mówienia, powiedział, że wyjeżdża z grupą najemną, a oni mają jakoś sobie dalej radzić, bo w końcu są dorośli. Na odchodnym powiedział, że będzie im wysyłał pieniądze i trzasnął drzwiami, a oni zostali w środku, oniemieli.
Gdy okazało się, że to nie był sen i Will faktycznie ich opuścił, dla rodziny nastały ciężkie czasy. Z pijącą matką, chorą siostrą, Max okazał się być jedynym żywicielem rodziny, a miał wtedy ledwie trzynaście lat. Łapał się każdej możliwej roboty - jako tragarz w dokach, pomocnik w stoczni, sprzątacz po karczmach - nie bał się żadnej pracy i harował przez większą część doby, ale i tak ledwo dawał radę, bo lekarstwa dla Marii kosztowały krocie, a i jeść coś trzeba było. Byłoby łatwiej, gdyby matka nie podbierała pieniędzy, by kupować sobie alkohol… Dlatego też może Max nie płakał po niej, gdy pewnego dnia zniknęła. Tak po prostu wyszła z domu i nie wróciła. Maximilaan próbował jej szukać, ale na próżno, nie było jej na ulicach, w przytułkach, szpitalach, na posterunkach, nawet w kostnicach nie leżało podobne do niej ciało. Maria była zdruzgotana utratą matki i to nią chłopak musiał się zająć, choć nie miał pojęcia jak ją pocieszyć, skoro sam nie smucił się tą stratą, a może wręcz cieszyło go, że miał jeden problem z głowy. Później latami wyrzucał sobie bezduszność, ale przecież wiele myśli może rodzić się w głowie nastolatka, który walczy o byt swój i swojej jedynej siostry, której stan mocno się pogorszył… Z tego powodu Max zdecydował, że zwróci się po pomoc do starych znajomych Willa. Ci dobrze go znali - po zniknięciu starszego brata kilkakrotnie proponowali młodszemu współpracę, lecz ten się wzbraniał, wiedząc, że to nic uczciwego i mogą wyniknąć z tego kłopoty, a on nie może na to sobie pozwolić, teraz jednak czuł, że nie ma innego wyjścia…
Will wrócił do Saorais dziesięć lat po swoim zniknięciu. Powodziło mu się, widać było, że żył życiem, którego pragnął i nie zamierzał patrzeć za siebie, a rodzinę odwiedził tylko przez to, że było mu po drodze. Na miejscu zastał tylko Maxa, a stan mieszkania jasno świadczył o tym, że chłopak mieszkał sam już od dłuższego czasu. Will zapytał co się stało, ale tylko i wyłącznie z grzeczności, bo nawet powieka mu nie drgnęła, gdy usłyszał o zniknięciu matki ani o tym, że Maria leży w hospicjum przy klasztorze Pana i jest zbyt słaba, by samodzielnie funkcjonować. Żywo zainteresował się jednak samym Maxem. Chłopak przez te lata bardzo zmężniał, widać było, że nie urabiał sobie rąk w suchym doku, a zajmował się jakimś o wiele bardziej intratnym zajęciem. Młodszy z braci nie chciał o tym mówić, starszy jednak w końcu go przycisnął i dowiedział się, że jego braciszek poszedł tą samą drogą co on i stał się ochroniarzem w lokalnym gangu. Doszło między nimi do kłótni: Max zapierał się, że nie chciał tego życia i mu się ono nie podoba, Will zaś przekonywał go, że opowiada bzdury, bo nie można wypierać się chęci zysku i lepszego życia. Nie wierzył, że brat zajmuje się jedynie ochroną, nie bierze udziału w wymuszaniu haraczy ani zastraszaniu kupców czy karczmarzy - wyśmiał go, bo wiedział, że z tego jest największy zysk i przecież Max na pewno nie przedłoży własnych poglądów ponad bogactwo. Mylił się, ale nie dał tego sobie wytłumaczyć - machnął na koniec lekceważąco ręką i wyszedł, zapowiadając jednak, że jeszcze wpadnie.
Max mówił jednak prawdę - mimo współpracy z szemranymi ludźmi, starał się zachować resztki godności. Widział ludzi zastraszonych, pobitych, skatowanych przez egzekutorów długów i nie chciał przykładać do tego ręki. Nawet z tego co robił w tym momencie by zrezygnował, gdyby… no właśnie, gdyby nie pieniądze. Leki i opieka nad Marią kosztowały więcej niż byłby w stanie zarobić normalną pracą, sam też musiał zresztą za coś żyć. Obiecywał sobie, że przestanie, że jeszcze tylko jeden miesiąc, że poszuka czegoś innego, ale dni mijały, a on nadal pracował dla gangu. Co więcej nagle po pojawieniu się Willa zaczęto go naciskać, aby może bardziej zaangażował się w działalność grupy - stało się jasne, że starszy z braci musiał z kimś porozmawiać i odpowiednio go zmotywować. Max wił się jak piskorz, by uniknąć krzywdzenia innych. Sytuacja zrobiła się napięta, gdyż gang miał bardzo silną kartę przetargową: Marię. Tak naprawdę to od nich zależało jej życie, a Maximilaan nie był gotów, by stracić kolejnego członka rodziny i… zostać sam. Poza Marią nie miał nikogo, a nie potrafił żyć sam dla siebie.
Will spieprzył wszystko. Absolutnie wszystko. Tak bardzo zaślepiła go chęć popchnięcia “kariery” braciszka, że nie cofnął się przed niczym. Uznając, że Max po prostu za mało w siebie wierzy, pomógł mu zyskać siłę i odwagę… Siłą przemieniając go w drakona. Maximilaan nie wiedział, że jego brat stał się pradawnym - ponoć zmiana zaszła niedawno, za sprawą kogoś z aktualnej bandy Willa, a teraz to młodszy z braci miał dołączyć do tej smoczej rasy… Nie chciał tego, bronił się, nie miał jednak najmniejszych szans przeciwko bratu, który górował nad nim doświadczeniem i nowymi cechami rasowymi. Ich krew została połączona, Max stał się drakonem. Wypierał się tego i próbował żyć normalnie, ale fama szybko się rozeszła - oczywiście za sprawą Willa, który chełpił się całym incydentem, zapewniając, że teraz jego młodszy braciszek w końcu stanie się mężczyzną i weźmie życie za bary. Naciski ze strony gangu na Maximilaana nasilił się, a Will skutecznie zamąciwszy w życiu młodszego brata zniknął, wyjeżdżając z Saorais razem ze swoją bandą. Max został więc z całą sytuacją sam i choć wił się jak mógł, często poddawano próbie jego umiejętności, a jego lojalność - wątpliwości. Był jednak w gangu ktoś, kto miał głowę na karku i złożył Maxowi propozycję nie do odrzucenia - miał wyjechać z miasta. Nie został jednak wygnany, a oddelegowany. Ich banda ostatnimi czasy urosła w siłę i wyciągnęła łapy po więcej, próbując zaistnieć w bogatym kraju ościennym: Irrasil. Tam Max miałby pełne ręce roboty robiąc to, co robił do tej pory, a przy tym liczono, że nowe środowisko zmusi go, by w końcu ugiął swój sztywny kręgosłup moralny. Obiecano mu spore pieniądze, które pozwoliłyby mu spokojnie utrzymać się w Irrasil na podobnym poziomie życia co w Saorais, a na dodatek mógłby więcej przeznaczyć na leczenie Marii, której stan nieuchronnie się pogarszał. Z tego powodu przyjął ofertę grupy, spakował swój niewielki dobytek, pożegnał się z siostrą i ruszył w drogę.
W nowym mieście Max miał pełne ręce roboty. W półświatku wrzało przez pojawienie się nowej siły w postaci jego grupy. Próbowano ukręcić łeb problemowi nim ten się na dobre zaczął. Dosłownie. Zaczęło się polowanie na ludzi jego gangu, a jego robotą było po prostu nie dopuścić do kolejnych porwań i egzekucji. Ochraniał ważnych członków grupy i był w tym świetny, oczywiście przez cechy, jakie zyskał dzięki przemianie. Wkrótce był osobistym przybocznych tych najważniejszych, najcenniejszych ludzi, jednocześnie wtedy umocniła się ich pozycja i pojawił się nowy wróg w postaci straży, która również dybała na życie członków gangu. Max rozprawiał się z nimi szybko i profesjonalnie, zarabiał dzięki temu krocie… Ale był pusty w środku. Już dawno zgasło jego poczucie wstydu wynikające z działania w bezprawiu. Robił co mu kazano, zbierał pieniądze, które wysyłał do domu, a weselał jedynie wtedy, gdy dostawał wiadomości od Marii. Nie umiał pisać ani czytać, zawsze więc korzystał z pomocy skryby, tak samo zresztą jak i ona - korespondowali rzadko, a listy nie były zbyt obfite, bo ona nie miała ani sił ani nic ciekawego do opowiedzenia, a on o większości rzeczy nie mógł mówić, a jak już, to tylko szyfrem. To co robił nazywał mętnie “pracą”, zapewniał, że mu się powodzi, że przełożeni mu ufają, że niczego mu nie brakuje i tęskni za nią. Za każdym razem zapewniał, że ją odwiedzi, gdy tylko sytuacja się ustabilizuje…
Nie zdążył. Maria zmarła po roku jego pobytu w Irrasil. Nikt z gangu nie zamierzał tego przed nim ukrywać, po prostu pewnego razu goniec poprosił go na osobistą rozmowę i wyjaśnił, że jego siostra zmarła w hospicjum, a za ostatnie pieniądze, jakie wysłał jej brat, urządzono jej całkiem godny pogrzeb. Max załamał się na wieść o tym, że stracił ostatnią osobę, na której mu zależało. Pozwolono mu opłakiwać ją przez kilka dni, lecz nie wyrażono zgody na powrót do Saorais - był za bardzo potrzebny na miejscu. Niechętnie więc wrócił do swojego zajęcia, ale rozbity i załamany po stracie, nie był tak wydajny jak kiedyś. Cenę za to, że nie wziął się w garść, zapłacił praktycznie od razu. Udało mu się co prawda wyrwać z obławy swojego podopiecznego, lecz on i wielu chłopaków przypłaciło to wolnością albo nawet życiem. Jego aresztowano, a potem długo, długo przesłuchiwano. Nie chciał mówić, lecz strażnicy wiedzieli, że muszą go przycisnąć: znali jego twarz z poprzednich akcji i wiedzieli, że to ktoś ważny, ktoś, kto przebywa przy tych najważniejszych, najwyżej postawionych. Gdy tradycyjne metody przesłuchań zawiodły, postarano się o pomoc maga, który wdarł się do niechronionego umysłu Maxa i wyciągnął z niego wszystko, absolutnie wszystko. Nie tylko imiona, nazwiska, miejsca, kwoty, ale również wszystko o samym drakonie. O tym jaka była jego rola w gangu, czego unikał, co robił, dlaczego… Śledczy, któremu to wszystko przekazano, dobrze przemyślał z czym przyszło mu pracować. Był cwany i myślał przyszłościowo, poszedł więc do celi, gdzie trzymano Maxa i złożył mu propozycję. Ostrożnie dobierał słowa, gdyż nie chodziło o zwykłą przysługę: chciał namówić więźnia do zdrady. Chciał, by chłopak skończył z życiem w gangu i pracował dla straży, by wyciągnął stamtąd informacje, których oni potrzebują - miał zostać ich wtyczką, w zamian zyskując ułaskawienie. Oczywiście postawienie sprawy w ten sposób nie wchodziło w grę, bo Max by odmówił - musieli dotrzeć do jego poczucia sprawiedliwości, pokazać mu, że zbłądził, ale pracując ze strażą odkupi swoje winy. Max wysłuchał tego wszystkiego w milczeniu i milczał też długo potem. Śledczy go nie popędzał, bo widział, że to nie jest prosta decyzja. Czekanie opłaciło się, bo drakon przystał na takie warunki.
Do gangu wrócił po kilku tygodniach. Wszystko zaaranżowano tak, żeby nie wzbudzić podejrzeń - Max został skazany i wyznaczono datę jego egzekucji, a następnie zaaranżowano scenę ucieczki z więźniarki. Drakon był mocno poturbowany i widać było, że przyłożono się do jego przesłuchania, był więc wiarygodny. Pewnie gdyby był poślednim członkiem gangu, jego byli kamraci pozbyliby się go tak na wszelki wypadek, on jednak stanowił zbyt dużą wartość, by odrzucić okazję ponownego wykorzystania jego talentów. Został przyjęty z powrotem, na swoje dawne stanowisko. Po wylizaniu ran zajmował się tym samym co wcześniej, nie dając żadnych powodów do podejrzeń względem niego, lecz zgodnie z umową między nim a strażnikami, wyciągał informacje na temat ludzi i miejsc, a potem przekazywał je swoim nowym przełożonym. Było to zadanie trudne i stresujące, lecz Max sobie z nim radził. Wszystko zresztą skończyło się dość szybko - ledwie rok później straż dokonała tego, co nie udało się konkurencji i zniszczyła gang, do którego należał Maximilaan. Akcja była szybka, zdecydowana, brutalna, a przy tym bardzo skuteczna - mieli dość dowodów, by skazać każdego, kto trafił w ich ręce. Samego drakona nie zostawiono na lodzie: zgodnie z umową oczyszczono go ze wszystkich zarzutów, a za pomoc zaoferowano wstąpienie do straży. Max z pewną podejrzliwością przyjął ofertę. Na początku był sprawdzany - tego było pewien od samego początku. Pokus w jego nowym zajęciu było wiele, lecz on im nie ulegał. Czuł się, jakby powoli zmywał z siebie szlam, który pokrywał go przez te lata, mógł spać z czystym sumieniem i patrzeć na siebie w lustrze. Zaczęły się dla niego dobre czasy. Tym bardziej, że gdy nabrano do niego zaufania, został przeniesiony: trafił do straży pałacowej, która ubiegała się o niego ze względu na drakońskie umiejętności. Tam mógł zapomnieć o przeszłości i wiernie służył swoim nowym panom. Można powiedzieć, że nareszcie był szczęśliwy.
Kolejny przełom nastąpił kilka lat później. Max służył już w pałacu, gdy urodziła się księżniczka Valerija, ale nie miał okazji przebywać blisko niej - widywał ją czasami na korytarzach, gdy szła gdzieś z matką czy opiekunką i tyle. Aż nagle przydzielono go do grupy, która miała strzec bezpieczeństwa księżniczki. Było to dla niego duże wyróżnienie, ale nie zmieniło specjalnie wiele, bo nadal był tylko jednym z wielu, którzy pełnili straż przy jej komnacie. Później jednak sytuacja zmieniła się diametralnie: Valerija dojrzewała i zaczęła wymykać się z pałacu. Jej rodzice, zamiast udzielić jej reprymendy i tego zakazać, kazali strażnikom jej pilnować na tych wycieczkach i to tak, by ona o niczym nie wiedziała. Za każdym razem więc za księżniczką podążał jakiś ogon, który, niestety, z reguły szybko tracił trop, nie potrafiąc zachować odpowiedniej dyskrecji i jednocześnie poziomu bezpieczeństwa księżniczki. Max był jedynym, który doskonale wypełniał swoje zadanie - nigdy nie tracił Valeriji z oczu, wiedział gdzie była, z kim się widziała, potrafił wszystko powiedzieć o towarzystwie, w jakim się obracała. Oczywiście była to kwestia jego pochodzenia - był chłopakiem ze slumsów, a nie z elit, jak większość pałacowych strażników. Znał ulice i umiał się po nich swobodnie poruszać, w mgnieniu oka potrafił znaleźć miejsce by się przyczaić, poruszał się, zachowywał i ubierał tak, że nie wzbudzał niczyich podejrzeń. Miesiące, które spędził jako kret w swoim byłym gangu nauczyły go szybkiego pozyskiwania informacji. Wkrótce na stałe została mu powierzona rola strażnika Valeriji na jej miejskich wycieczkach. Bardzo go to nobilitowało i cieszyło.
Mijały lata, a życie Maxa było stabilne i z gruntu spokojne: miał stałą posadę, własny kąt. Księżniczka stała mu się przez ten czas bardzo bliska, choć ona chyba o tym nie wiedziała. Drakon towarzyszył jej jednak w każdej wyprawie do miasta, znał jej znajomych, wiedział jakie stragany lubi odwiedzać, jakie przedmioty przykuwają jej uwagę. Bezbłędnie poznawał barwę jej głosu, śmiech, nawet dźwięk kroków. Stała się osobą, dla której żył - tak jak wcześniej poświęcał swoje życie Marii, tak teraz jej miejsce zajęła księżniczka Valerija. Pasowało mu to, takie cele zawsze najbardziej go motywowały. Nawet z myślą o Valeriji tresował swoją pustułkę, Francę.
Jednak i tym razem coś musiało się zepsuć. Max był świadomy pewnego napięcia na dworze, bo straż od momentu otrucia królowej była nieustannie w pełnej gotowości. Jego również to dotyczyło: dniami i nocami nie odstępował swojej podopiecznej na krok, spędzając przy niej znacznie więcej czasu niż dotychczas. W mieście znacznie skrócił dystans między sobą a księżniczką, by móc szybciej reagować. Okazało się jednak, że jego ostrożność nie była potrzebna, że jakieś siły wyższe czuwały nad Valeriją, sprawiając, że ta została na noc u przyjaciółki zamiast wracać do pałacu… O tym, co tam się wydarzyło, o istnej rzezi jaka rozegrała się w przeciągu kilku chwil, dowiedział się od strażnika, który go odszukał. Max poczuł kłujący ból w sercu: to byli również jego znajomi, przyjaciele, ludzie, na których mu zależało. Czuł jednak przy tym ulgę, że Valeriji nic się nie stało i nie mógł się powstrzymać przed tym, by uporczywie nie spoglądać w kierunku domu, w którym księżniczka błogo spała. Gdy więc padło pytanie “Max, co robimy?”, odpowiedź zdawał się oczywista - drakon zdecydował, że sam pójdzie po swoją podopieczną. W ten sposób zdemaskował się jako jej strażnik, ale czuł, że to jego obowiązek i przynajmniej zmniejszy szok, jaki towarzyszyłby wtargnięciu całego oddziału do domu zielarki. Zapukał, przeprosił za najście i przedstawił się, nalegał na spotkanie z Valeriją. Gdy jednak stanął przed nią, a ona patrzyła na niego swoimi tęczowymi oczami, w których jeszcze gościł sen, taka bezbronna i niewinna, nie mógł powiedzieć jej wszystkiego - po prostu uznał, że to będzie dla niej zbyt wielki szok. Poprosił więc jedynie, by wróciła z nim do pałacu, zastrzegł, że stało się coś bardzo ważnego. Subtelnie próbował przygotować ją na to, co tam zastanie, ale jak można przekazać tak młodej kobiecie, że całą jej rodzinę zamordowano? Nie tylko rodzinę, ale również przyjaciół, służbę? Nie potrafił tego zrobić tak, by nie bolało, a gdy trafili do pałacu, jego rola się skończyła - choć chciał przy niej trwać, uniemożliwiono mu to. Był wszak tylko strażnikiem i jego zadaniem było dbanie o bezpieczeństwo królowej podczas jej wycieczek do miasta. Na dworze zajmował się nią kto inny, a on miał robić swoje. Widział jednak co przeżywała Valerija i bolało go to - żadna młoda dziewczyna nie powinna przechodzić przez coś takiego. Na dodatek spadł na nią tak wielki ciężar - z dnia na dzień stała się królową, nie miała rodziców, którzy by nią pokierowali, którzy mogliby jej doradzać. Miała wokół siebie prawie samych obcych. A on mógł jedynie patrzeć z boku, jak jego królowa gaśnie, jest nieszczęśliwa. Gdy więc tylko zaczęto szukać dla niej lekarza, drakon zrobił wszystko, by również w tym uczestniczyć - zobowiązał się do prześwietlenia każdej osoby, która miałaby zbliżyć się do Valeriji. Sprawdzał również Esti i brał udział w jej przesłuchaniach, a gdy nabrał pewności, że to odpowiednia osoba, mocno forsował jej kandydaturę. Za swój mały sukces uznał to, że zdecydowano się zaufać elfce, a gdy ta zjawiła się na dworze, Max z ulgą uznał, że to był dobry wybór. Dziewczyna pomogła królowej nie tylko swoimi ziołami, ale również samą swoją obecnością i gdy dwór szeptał przeciw niej, on starał się jej bronić. Nie wprost, był wszak tylko zwykłym strażnikiem, ale jego dobre słowa przez usta służących trafiały w końcu do panów, którzy zaś przekazywali je dalej, tym wyżej postawionym. Może i bez tego wybiegu Esti zostałaby zaakceptowana, ale Max nie był osobą, która czeka. On musiał działać. Tym bardziej, że robił to dla swojej królowej, której przysiągł służyć za wszelką cenę, do końca życia.

Dane gracza: Maximilaan

Nazwa użytkownika:
Maximilaan
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pn paź 01, 2018 10:07 pm
Ostatnia wizyta:
N paź 28, 2018 2:00 pm
Liczba postów:
3 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
[Królewskie lochy] Jak zapobiec burzy?
N paź 28, 2018 10:08 am
Najaktywniejszy w dziale:
Irrasil
(Posty: 2 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Królewskie lochy] Jak zapobiec burzy?
(Posty: 2 / 66.67% postów użytkownika)
cron