Oglądasz profil – Emily

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Emily Willow
Rasa:
Dotknięty
Płeć:
Kobieta
Wiek:
19 lat
Wygląda na:
17 lat
Profesje:
Zielarz, Artysta, Urzędnik
Majątek:
Ubogi
Sława:
Nieznany

Aura

Kto zdecyduje się zapoznać z tą aurą, natychmiast zostanie zaatakowany przez ponurą atmosferę, która zdaje się ją otaczać. Bez trudu wyczuć można wiszącą w powietrzu melancholię oraz przeczucie nadchodzącego nieszczęścia, przed którym nie ma ucieczki innej niż oddalenie się na względnie bezpieczną odległość. Ci, co nie zostaną odrzuceni przez początkowe doznania, szybko zachwycą się pozostałymi aspektami tej emanacji. Ciepło wciąż tlącego ogniska bije od niej, uczucie aż za dobrze znane tym, co podróżują przez Alaranie. Nic nie zmusza do tego, by zaakceptować to ciepło, ale ci, co zdecydują się przebyć w nim dłużej i uszanują istnienie tego metafizycznego żaru, nie będą żałować, ciepło to bowiem będzie niczym lata przepięknej przyjaźni skondensowane w pojedynczą chwilę. Ci jednak, którzy aktywnie odrzucą to ciepło, sprawią, iż to zacznie słabnąć, aż w końcu w ich obecności aurze będzie towarzyszyć jedynie chłód. Przechodząc do bardziej bezpośrednich aspektów, aura ta jest bez wątpienia słaba, powiedziałaby większość. Większość jednak nie znaczy wszyscy, ci bowiem którzy wiedzą czym tak naprawdę jest siła, zdołają ujrzeć potęgę drzemiącą wewnątrz, reprezentującą nie fizyczne czy też magiczne atrybuty kobiety, a siłę jej umysłu i żar drzemiących w niej emocji. Stwierdzenie to potwierdza połysk porównywalny do świeżo zakupionego lustra, oraz blask godzien słońca w zenicie. Wizualnie, aura zachwyca barachitową barwą oplatającą znaczną jej część oraz kobaltowymi zdobieniami, które to przynoszą na myśl przeróżne zioła i rośliny medyczne. Gdzieniegdzie ujrzeć można miedziane plamy, a ich kształty okazjonalnie zamieniają się w nieznane nikomu sceny, twarze lub wydarzenia, tylko po to, by ponownie być jedynie bezkształtną skazą na barachitowej powierzchni. Bystre oko zdoła także ujrzeć ledwo widoczny odcień platyny, która zdaje być jedynie pozostałością po dawnych barwach. Tymczasem głęboka szafirowa poświata, nieskazitelna i piękna w swej klarowności, otula aurę swym objęciem tak samo, jak płaszcz otula zmarznięte ciało w zimowy wieczór, chroniąc je przed bezlitosnym mrozem tego świata. Uszy tych, co zechcą zbadać dokładniej tę aurę, odwiedzi ledwo słyszalny szept. Choć nie mówi niczego w żadnym znanym języku, to jednak mówi w sposób, w jaki kochankowie wyznają sobie nawzajem bezgraniczną miłość. O dziwo, kto zechce się przysłuchać temu namiętnemu szeptowi, zauważy, że tym cichsze są, im bardziej ktoś próbuje się na nich skupić, jakby te celowo próbowały ukryć się przed cudzą percepcją. W powietrzu roznosi się zapach ziół i leków, lecz czuć też kwiatową nutę typową dla naturian, tak delikatną, że niemal nieobecną, jakby było to jedynie złudzenie, a nie faktyczne doznanie. W dotyku emanacja zdaje się miękka niczym poduszka i posiada giętkość młodej gałązki. Jej krawędzie są w dużej mierze ostre, choć momentami wyczuć można przytępione fragmenty, sama powierzchnia zaś ni to gładka, ni to chropowata, ot przeciętna i tyle. Dla tych, co spróbują ją skosztować, lepi się do języka z siłą nadgorliwego przyjaciela. Smak zdaje się raczej łagodny, nie odrzuca ani też nie przyćmiewa pomimo tego, iż posiada kwaśność porównywalną do cytryny, przeplatającą się gorzkimi momentami.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Emily
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Emily

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
1 tydzień temu
Liczba postów:
1
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.05)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, wrażliwy
Zwinność:zręczny, precyzyjny
Percepcja:dobry wzrok, czuły słuch, wyostrzony węch, czuły zmysł magiczny
Umysł:niezwykle bystry, błyskotliwy, słaba wola
Prezencja:Ładny, szarak

Umiejętności

Pisanie i czytanieEkspert
Bardzo szybko czyta, bez uszczerbku dla pochłanianej wówczas wiedzy, jak również doskonale posługuje się piórem, pisząc szybko i wyraźnie, a czasem nawet do góy nogami, by oszczędzić czas na obracaniu pergaminu w stronę rozmówcy.
RysunekEkspert
Pergamin jest jej środkiem przekazu i wykorzystuje go zarówno do pisania, jak i rysowania. Wszak obraz wyraża więcej niż tysiąc słów, a Emily potrafi zarówno rozbawić śmieszną historią obrazkową, jak również zaskoczyć całkiem przyzwoitym portretem.
MimEkspert
Milczenie dało Emily taką swobodę i poczucie bezpieczeństwa, że nie wychodzi poza te bezpieczne granice i doskonale opanowała porozumiewanie się bez słów. Bogata mimika i gestykulacje, a także lata praktyki i doświadczenia w tym, co ludzie rozumieją, a czego nie, sprawia, że nie tyle całkiem łatwo można się z nią porozumieć, ale także przynosi to sporo rozrywki.
ZielarstwoZaawansowany
Emily na tyle dobrze radziła sobie z rozpoznawaniem ziół, że zaczęła uczyć się ich zastosowania.
PrawoZaawansowany
Wiedza zdobyta podczas pracy w sądzie, niestety rzadko przydatna w prawdziwym życiu.
GospodarowanieOpanowany
Gotuje, sprząta, pierze i szyje niczym doświadczona kura domowa.
PrzetrwanieOpanowany
Co by się nie działo, w mieście czy na szlaku - radzi sobie. Nie zawsze wychodzi z opresji tanecznym krokiem, ale zawsze spada na cztery łapy.
PływanieOpanowany
Uwielbia pływać i idzie jej całkiem nieźle, jak na samouka z miasta. Nauczyła się nawet nurkować, by sięgnąć do niektórych roślin z głębi jezior.
Opatrywanie ranOpanowany
Od skaleczeń leczonych na sobie, po asystowanie przy nastawianiu złamanych kości i szyciu otwartych ran.
Łowienie rybPodstawowy
Udaje jej się czasem coś złapać na siatkę, ale jako że nie umie sama ryby oprawić, sprzedaje ją dalej.
WspinaczkaPodstawowy
Nie wszystkie zioła rosną na polanach i wśród drzew, czasem trzeba się pofatygować w góry.
MedycynaPodstawowy
Świeżo nabywana wiedza specjalistyczna, wykraczająca poza leczenie gorączki odpowiednim naparem.
SzamanizmPodstawowy
Lata spędzone wśród zielarek, podsłuchane rozmowy i większy dostęp do książek sprawiły, że Emily ma otwarty umysł i zdarza jej się z ciekawości wyrysować o północy w lesie odpowiednie symbole i w oparach płonących ziół prosić duchy o siłę i wsparcie.

Cechy Specjalne

NiemowaSkaza
Emily nie mówi z wyboru. Jako dziecko jąkała się tak silnie, że najprostrze zdania były ponad jej siły. Towarzyszące porażkom kpiny kolegów i koleżanek, oraz zniecierpliwienie i irytacja opiekunów sprawiły, że dziewczynka zamknęła się w sobie, na dobre sznurując usta. Wie, że umie mówić. Czasem jakby to sprawdza, zlękniona że naprawdę straci głos. Gdy jednak sama usłyszy swoje dukanie, milknie znowu.
PechowiecPiętno
Dotknięcie przez chochlika pociąga ze sobą wiele konsekwencji, z któych być może nawet nie wszystkie jeszcze się objawiły. Najwyraźniejszymi do tej pory są problemy z mówieniem oraz nielogiczny wręcz pech. Nawet tak rozsądna osoba, jak Emily zauważyła w końcu, że statystycznie rzecz biorąc niemożliwe jest, by fortuna aż tak jej nie sprzyjała, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak staranna i uważna jest nasza bohaterka. Ona ma po prostu pecha, a co gorsza, zdarza jej się ściągać go na innych.

Magia: Rytuały

EmocjiNowicjusz
Willow jeszcze sama nie wie na ile wierzy w skuteczność swoich rytuałów, ale wciąż z ciekawością odprawia je, korzystając z wskazówek w książkach i swojej wiedzy na temat roślin. Naraziła się w życiu na śmieszność tyle razy, że nie przeszkadzają jej kpiące spojrzenia, gdy przed snem w nowym miejscu obchodzi pokój, stukając w ściany i kadząc pęczkiem melisy.

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Emily to dobra i pracowita dziewczyna. Jest cierpliwa, empatyczna i wyrozumiała, i zdaje się, że nie ma w niej krzty jakiegokolwiek zła. Biorąc pod uwagę ciągnącego się za nią pecha powinna mieć w sobie więcej zgorzkniałości czy chociaż żalu i poczucia niesprawiedliwości, ale po tej stronie można liczyć tylko na pewien nieustannie towarzyszący jej smutek i poczucie odosobnienia. Willow jest samotna i to jej przeszkadza, gdy się na tym skupi, ale nie jest najlepsza w nawiązywaniu znajomości, za co winą obarcza swoje milczenie. Wciąż jednak wie, że to dla niej bezpieczniejsze rozwiązanie niż jąkanie, które też nie zaskarbiło jej nigdy przyjaciół. 
Mimo wszystko jest raczej pogodna. Łatwo wywołać uśmiech na jej twarzy, aczkolwiek równie łatwo go zmyć, odpowiednią złośliwością czy docinkiem. Nie obraża się, ale zamyka nieco w sobie, gdy zalewa ją fala znajomej niepewności i poczucia zagrożenia. Jest dobrym słuchaczem, nie tylko dlatego, że nikomu nie przerywa. Jest szczerze ciekawa tego, co dzieje się w mieście i na świecie. Interesują ją ludzkie losy i historie, a bogata mimika stanowi nie raz lepsze odpowiedzi niż czyjeś mechaniczne „uhm” czy „aha”. Czasem trochę za bardzo się przejmuje, co utrudniało jej pracę w sądzie, gdzie spotykała się nieraz z drastycznymi przypadkami ludzkiego zła. Wynosiła stamtąd jednak nową wiedzę, czasem poczucie sprawiedliwości, ale zawsze jedną mantrę – że zawsze mogła mieć gorzej. Tak, ma pecha. Częściej niż inni upada, ma problemy z utrzymaniem jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej, jest notorycznie okradana, a jej rzeczy niszczą się tak często, jakby jakaś siła wyższa nie pozwalała jej na zachowanie niczego ładnego. A jednak i tak zachowuje pogodę ducha. Być może to prawo młodości, tak bezczelnie mieć nadzieję na coś lepszego.
Z drobiazgów… Emily lubi kwiaty. To banalne i dziecięce, nieustannie to sobie powtarza, ale i tak nie ma dla niej nic piękniejszego niż ukwiecona łąka. Wiele sił kosztuje jej nie zrywanie każdego kwiatka, jakiego widzi, bo chociaż przez parę dni może się cieszyć jego widokiem w naczyniu w jej pokoju, to gdy więdnie Emi ma wyrzuty sumienia, że ciągle „niszczy przyrodę”. Tak, naczytała się i nasłuchała o driadach, nabierając więcej krytycyzmu co do swojego zachowania, jeśli o roślinność chodzi.
Ma całkiem niezłe poczucie humoru, chociaż nie wszyscy je rozumieją. Nie jest jeszcze świadoma, że jest wyjątkowo bystra i że przejawia się to nawet w tak banalnych aspektach. Ironia nie jest jej obca, ale Emi stosuje ją w tak humorystyczny sposób, że ciężko poczuć się urażonym. Oczywiście znów – nie każdy wyłapie grę słów czy dowcipny rysunek.
Poza tym wciąż się rozwija, jako osoba. Wciąż rodzą się w niej nowe przekonania i opinie, dopiero wyrabia sobie zdanie na pewne tematy. Nawet niemowie zdarza się czasem palnąć gafę, ale dziewczyna umie przepraszać. Nie jest uparta, a wręcz uległa, pozwalając wymusić na sobie jakieś postępowanie nawet jeśli się z tym nie zgadza. Dlatego tak ceni sobie wartościowe relacje, często z dużo od niej starszymi ludźmi. Jej ulubiony sędzia pewnie nawet nie w myślach nie nazwał się jej znajomym, a co dopiero przyjacielem, ale Emily ceniła sobie jego rady i uwagi, a z czasem nie bała się pytać, gdy nie rozumiała wyroku lub po prostu chciała poznać bardziej prywatną argumentację niż tę podaną w aktach sprawy i wyroku.
Chętnie się uczy i poznaje nowe rzeczy. Jest głównie samoukiem, ale wiedzę czerpie na równi z książek, co z obserwacji innych, a ostatecznie stosując niezawodną metodą prób i błędów. Czasem się zraża niepowodzeniami i porzuca temat, ale jeśli naprawdę coś ją ciekawi to w końcu do tego wróci.

Wygląd

Emily jest niewysoką i niepozorną dziewczyną. Nie raz brana jest za o wiele młodszą. Mierzy zaledwie pięć i pół stopy, i waży około pięć i pół kamieni. Okrągłą buzię zdobią ładne, ale smutne niebieskie oczy o niebotycznie długich, czarnych rzęsach. Naturalnie cienkie brwi mają łagodny łuk i takiego samego wyrazu nadają całej twarzy. Mały nosek i dość pełne usta skupione są w środkowej części twarzy, co przy pełniejszych policzkach nadaje Emi nieco dziecięcego wyglądu. Przy uśmiechu ukazują się małe białe ząbki, ale uwagę skradają i tak dołeczki, pojawiające się w policzkach. Buzię okala burza jasnobrązowych włosów, nieumiejętnie obciętych i spiętych. Najkrótsze kosmyki śmigają niepokornie przy twarzy, bezskutecznie odgarniane za okrągłe uszka. Większość włosów jest podpięta w tył, by nawet rozpuszczone nie rozrabiały aż tak na wietrze i nie przeszkadzały w pracy. Najdłuższe kosmyki jednak i tak sięgają biustu dziewczyny. 
Willow ma wąskie ramiona, szczupłe ręce, oraz drobne dłonie. Zgrabna szyja i zarysowane obojczyki są niezbyt widoczne, gdyż dziewczyna chodzi raczej skulona, a dumnie wyprostowana prawdopodobnie nigdy nie stała. Ma dość wąski tułów, przez co talia nie jest zbyt zaznaczona i rysują ją dopiero nieco szersze biodra i średni biust. Jej skóra bynajmniej nie jest nieskazitelna. Naturalnie gładka i jędrna, właściwa wiekowi, owszem, ale pokryta mnóstwem drobnych blizn, starszych i nowszych, mniejszych i większych, głównie jednak w postaci draśnięć od krzewów na rękach i ramionach. Nie rzucają się w oczy i dopiero, gdy Emily złapie nieco słońca, uwidaczniają się jako bledsze kreseczki na gładkiej skórze.
Emily jednak nie świeci ciałem. Ubiera się w proste, materiałowe spodnie, sznurowane przy pępku i z nogawkami wepchniętymi w porządnie zasznurowane, lecz wcale nienajlepsze buty. Za ciasno zaciągnięty pasek wepchnięta jest zapinana na guziki biała koszula, a na wierzch narzucona jest ciut za duża, brązowa skórzana kurtka, podszyta owczą wełną, którą widać w podszewce i na szerokim kołnierzu. Wierzchnia odzież jest wyraźnie bardzo dobrej jakości, lecz tak samo widać po niej więcej lat, niż mogła być w posiadaniu młodej dziewczyny. Emily kupiła ją używaną, ale bardzo dobrze o nią dba, jak o wszystko, co posiada. Przez ramię przerzuconą ma skórzaną torbę z klapą, zapinaną na klamrę. Zużyta skóra przetarta jest już w tylu miejscach, że ciężko stwierdzić, jaki kolor miała na początku. Pełna jest pęków ziół i mniejszych sakiewek z suszem, ale przede wszystkim pergaminu. Do klapy zaś małym paseczkiem przeczepiony jest zawsze jakiś rysik, by był od razu pod ręką i pozwalał na szybkie spisanie wiadomości, gdy migi nie wystarczą. W bucie ukryty jest niewielki nóż w pochwie. Z drewnianą rękojeścią oplecioną skórą oraz krótkim ostrzem, ewidentnie nie służy, jako broń, a narzędzie niezbędne w pracy i do przetrwania. Oczywiście wepchnięte w brzuch czy między żebra spełni swoje zadanie.
Willow porusza się jednocześnie ostrożnie i nieco chaotycznie. Równie często gdzieś się spieszy, co snuje niepewnie, stawiając wolne kroki. Skulone ramiona starają się uniknąć przypadkowego zahaczenia innych przechodniów, a dziewczyna spod rzęs spogląda przed siebie, gotowa by spuścić wzrok. Mimikę ma dość bogatą, podobnie gestykulację, a to dlatego, że dziewczyna nie mówi. Aktualnie zaś nikt nie zna jej na tyle długo, by wiedzieć, że niemową jest z wyboru. Głos piękny, jak u skowronka, jest jej zdaniem bezużyteczny, gdy Emily nie potrafi powiedzieć jednego słowa bez silnego jąkania. Nie jąka się tylko, gdy śpiewa, ale robi to tak cicho i rzadko, a przede wszystkim nigdy przy świadkach, więc uznaje, że to się nie liczy. Doświadczenie nauczyło ją, że ludzie lepiej znoszą niemowy niż jąkały. Więc milczy.

Historia

Czasami grzechy rodziców spadają na dzieci i tutaj również się tak stało, jak najbardziej dosłownie. Bogart Edwards był urzędnikiem miejskim w Shari i byłby postacią do bólu zwyczajną, gdyby nie jego skłonności do hazardu. Ktoś, kto przegrał w życiu tyle, co on, powinien się już nauczyć, by nie dotykać kart, ale cóż, na tym nałóg polegał. Mężczyzna przepuścił cały majątek, jaki posiadał, podkradał żonie biżuterię po matce, okłamywał ją co do wysokości jego pensji, by wytłumaczyć to, jak szybko znikała, ale to wciąż było za mało. Długi kłębiły się nad jego głową, zmuszając do ostatecznego ruchu, jakim było oddanie własności niewielkiej kamiennicy, w której mieszkał z żoną Hiacyntą i czwórką swoich dzieci.
Oczywiście, że nie rzekł ani słowa. Miałby się przyznać? Został do tego zmuszony i nic nie można już było zrobić, a wyrzuty małżonki i słuszne pytania byłyby jak sól na rany. Poza tym Hiacynta znów była w ciąży, i nie chciał sprowadzać na nią więcej stresu. Co prawda dziecka nikt nie chciał, ot piąta gęba do wykarmienia i tyle w temacie, ale wciąż ciążył na nim ojcowski i mężowski obowiązek. Taka była jego wersja. Długi jednak mają to do siebie że ciężko z nich wyjść, a przejęcie kamienicy dłużnika ma sens tylko wówczas, gdy można czerpać z niej zyski, to jest sprzedać lub wynająć. Dłużnik nie miał na czynsz, bo spłacał pozostałe wierzytelności, więc pozostawała tylko sprzedać, czyli wyrzucenie całej szczęśliwej rodzinki na bruk.
Bogart dowiedział się o tym wcześniej niż powinien (uroki bycia urzędnikiem – jakieś tam kontakty posiadał) i niestety próbował temu zapobiec. Czując, że ma nóż na szyi, zwrócił się o pomoc do człowieka, którego nie odwiedzał żaden porządny mieszkaniec. Wychodziło się stamtąd tylko nogami do przodu lub jako sługus miejscowego mafioza. Edwards uznał jednak, że nie ma nic do stracenia i podjął się kilku machinacji w dokumentacji miejskiej za ochronę przed wierzycielem. Całkiem dobry interes, dopóki nikt go nie przyłapie i nie wywali z pracy na zbity pysk.
I może nasz bohater, bardzo powoli, ale wykaraskałby się ze swoich aktualnych zmartwień, gdyby tylko trzymał głowę nisko, robił swoje i próbował wyjść na prostą. Był bystry, wiedział, że już zawsze pozostanie na mafijnej liście, zwłaszcza z jego stanowiskiem, ale może byłaby to codzienność, do której dałoby się przywyknąć. W końcu Hiacynta niedługo miała rodzić.
Niestety Bogart był nałogowcem. Wrócił do hazardu, a że Shari to wcale nie takie duże miasto, szybko zaciągnął długi u tej samej osoby, co ostatnio. Jego praca w urzędzie była dla jego protektora bardzo przydatna, ale nie niezbędna, a przynajmniej urzędnik nie był niezastąpiony, więc jego cierpliwość była ograniczona. Po którymś razie kazał wezwać Bogarta do siebie, by przypomnieć mu, o zasadach współpracy. Posłał po mieszczanina jednego ze swoich ludzi, którym był chochlik. Naturianin wzbudzał śmiech u każdego, kto go zobaczył na piastowanym przez małego człowieczka stanowisku u boku najsilniejszego człowieka w mieście. Zazwyczaj ta osoba śmiała się po raz ostatni.
Chochlik miał na imię Andy i czekał na Bogarta w jego mieszkaniu, gdy ten wrócił z pracy. Urzędnik zastał swoją rodzinę niespotykanie poważną, jak na odwiedziny tak nietypowego gościa i sam parsknął cichym śmiechem, widząc chochlika siedzącego na kance po mleku. Jego żona zrobiła wówczas wielkie oczy, kręcąc ostrzegawczo głową. Było jednak za późno, a jej mąż zbyt skupiony na niecodziennym gościu.
- A to co za chochlik? Kupiłaś dzieciom skarbie? – zapytał jeszcze, a Hiacynta przymknęła oczy w rozpaczy. Naturianin poderwał się w powietrze z furkotem skrzydeł i zawisł przed twarzą urzędnika, któremu mina zrzedła na widok powagi małego człowieczka. Powagi i wściekłości.
- Kupiliśmy to my ciebie i to dawno – zabrzęczał chochlik. – Nie fatyguj się z rozbieraniem, szef cię wzywa. Ja tutaj poczekam z twoją żoną, tak na wszelki wypadek, gdyby ci jakieś głupie pomysły do głowy wpadły po drodze – powiedział i odleciał, siadając na pękatym brzuchu zesztywniałej ze strachu Hiacynty.
- Nie bój się mamuśka. Jak ci dopisze szczęście to urodzi się martwe – powiedział spokojnie, klepiąc brzuch, a kobiecie łzy popłynęły z oczu. To nie był jednak koniec. Chochlik podleciał do jej twarzy i poczekał aż na niego spojrzy. – Bo jeśli urodzi się żywe to przyniesie wam największe tragedie i nieszczęścia, jakie jesteś sobie w stanie wyobrazić – dodał, a Hiacynta wytrzeszczyła oczy ze strachu i w pierwszej chwili objęła opiekuńczo duży brzuch, ale w tej samej chwili poczuła kopnięcie i powoli wycofała ręce.
Ziarno zostało zasiane, a klątwa ukończona.
Zły czar bowiem nie zdziała wiele samą swoją mocą. Potrzebuje odpowiedniego gruntu, na którym się zakorzeni i wspierających go działań innych ludzi, które pomogą mu się rozwinąć. A niewiele jest uczuć silniejszych niż strach.

Emily urodziła się bardzo żywa, obwieszczając to donośnym krzykiem. Nikt jednak się nie cieszył i nikt jej nie przytulał, a zamiast radosnych głosów i śmiechu, dziecko otaczały złowrogie szepty. Płakała jeszcze parę godzin, gdy jej od razu nie nakarmiono, ale zawiniętą w płócienny kokonik pozostawiono ją na progu miejskiego sierocińca. Mocne płucka zdziałały na korzyść dziewczynki, budząc mieszkańców i zmuszając jedną z opiekunek do wyjścia na zewnątrz w pantoflach i podomce. Kobieta spojrzała na czerwone z zimna i wysiłku dzieciatko i westchnęła, podnosząc je i kołysząc odruchowo, po czym wróciła do środka, zamykając za nimi drzwi. Nie była zdziwiona, a jedynie po raz kolejny zasmucona, myśląc już o ciężkim życiu, jakie czeka dziewczynkę w jej ramionach.

Dziewczynka rosła zdrowo i względnie szczęśliwie przez pierwsze dwa lata swojego życia. Z małego ziemniaczka przekształcała się w uroczą dziewczyneczkę, z którą wiązano ogromne nadzieje, co do adopcji. Rzadko bowiem trafiało się w sierocińcu tak ładne i zdrowe dziecko, na tyle jeszcze małe, by jakaś samotna parka zechciała przygarnąć je jako własne. Emily, ze swoimi złotymi włosami, niebieskimi oczami i dołeczkami w policzkach wyglądała jak laleczka, kradnąc każde serce. Nikt jej jednak nie zabrał, co stanowiło fenomen w skromnych ścianach sierocińca. Wybierano dzieci starsze, brzydsze i bardziej niesforne, a smutna cicha dziewczynka rosła bez rodziców, za rodzinę mając kilkanaścioro innych dzieci i kilka opiekunek.
Jako ulubienica dorosłych, nie miała lekko wśród innych dzieci. Ale przywykła do ciągnięcia za włosy, bolesnego wtykania palców w policzki, wiecznie zaginionych zabawek, a nawet czasem bucików. Ze spokojem znosiła wszystkie zaczepki, w najgorszym razie reagując w końcu płaczem, co tylko bardziej zniechęcało do niej dzieci. Gdy zaczęła uczyć się mówić od razu zauważono, że coś jest nie tak. Słowa przychodziły jej z większym trudem niż innym dzieciom, a dziewczynka aż zaciskała oczy z wysiłku, by wypowiedzieć jednosylabowy wyraz. Jąkała się. Koszmar nauczyciela. „Ciocie” w sierocińcu zniechęciły się troszkę do dziewczynki wymagającej aż tak wiele uwagi, potrzebującej więcej czasu na wypowiedzenie własnych myśli. Szybko zaczęto nią potrząsać, jakby w ten sposób blokujące się w gardle słowa miałyby wypaść samoistnie. Dzieci dokuczały jeszcze bardziej, nauczyciele w miejskiej szkole zaczęli ignorować, nie mając cierpliwości do cofniętej w rozwoju sieroty.
A Emily nie była cofnięta w rozwoju, wręcz przeciwnie. Wyjątkowo bystra i pojętna od dziecka, szybko chwytała nowe informacje i uczyła się nowych rzeczy. Nikt z nią nie rozmawiał, więc bardzo szybko odnalazła najlepsze towarzystwo w książkach. W sierocińcu nie było ich zbyt wiele, więc często zostawała po szkole, by korzystać z tamtejszej biblioteki. Pokój z dwoma regałami i raptem dwoma tuzinami woluminów nie zasługiwał na to miano, ale dla Emily był wtedy skarbnicą wiedzy. Uczyła się czytając i słuchając. Była pilną uczennicą, a jej namacalne wręcz skupienie i zainteresowanie było w klasie wyśmiewane i karcone, szybko korygując postawę dziewczynki do bardziej pokornej. Szatynka (włosy pociemniały jej z wiekiem) nie poddawała się jednak w próbach zawierania znajomości. Zaczepiała inne dzieci, chcąc się z nimi bawić, a gdy zorientowała się, że odtrącana jest przede wszystkim przez to, jakie śmieszne miny robi, próbując się nie jąkać, postanowiła przestać mówić.
Milknące nagle siedmioletnie dziecko zwróciło uwagę, nawet w sierocińcu. Przytułek był ubogi i surowy, ale pracujące tam opiekunki naprawdę chciały dla swoich podopiecznych jak najlepiej. Wezwano więc nawet lekarza, który dziewczynkę niechętnie obejrzał i opukał, zajrzał do ucha i do buzi, po czym stwierdził, że nic nie wie, rzucił kilkoma elficko brzmiącymi nazwami i pozostawił opiekunki skonsternowane i wciąż niewiele więcej wiedzące. Gdy prośby i edukacyjne próby namówienia dziewczynki do mówienia nie dawały rezultatu, zaczęto próbować siły. Na Emily krzyczano, potrząsano nią i straszono konsekwencjami uporu. Dzieci robiły to samo, ale zamiast straszenia stosowały niespodziewane szczypanie dziewczynki, w oczekiwaniu na odruchowe „au!”. Emily czasem otworzyła bezwiednie usta, ale dźwięk i tak się z nich nie wydobywał. Czasami zastanawiała się sama, czy w ogóle umie jeszcze mówić, czy może jej wybór sprawił, że straciła tę umiejętność.
Sprawdzała, gdy była na pewno sama. Cienki głosik wciąż potykał się o wypowiadane słowa, a wskutek przypadkowego eksperymentu, Emily zauważyła, że gdy nuci lub śpiewa, to się nie jąka. Nie podzieliła się jednak z nikim radosną nowiną, a w końcu dano jej spokój. Potencjalnym rodzicom, gdy przedstawiano mieszkające w sierocińcu dzieci, mówiono, że Emily jest niemową. Zapewniano jednak, że bardzo dobrze porozumiewa się na migi oraz ładnie i szybko pisze, zastępując tym swoją mowę. Nikt jej nie chciał.

W sierocińcu nauczyła się szyć, gotować i opatrywać skaleczenia. Pochłaniała książki. Przeczytała wszystko w szkolnej bibliotece dwa razy, a poprzez jedną z przyjaznych jej dziewczynek w klasie pożyczała kolejne książki od nauczycieli. Ci nadal za Emily nie przepadali. Była w nich jakaś irytacja i złość, gdy widzieli jak wiele potrafi się sama nauczyć, a jednocześnie nie odpowie na ani jedno ich pytanie. To przeczyło wszystkim szkolnym schematom i wytrącało tutorów z równowagi sztywnego systemu nauczania.
A Emily rosła na niezwykle bystrą dziewczynkę. Wszystkie dzieci pomagały w sierocińcu, ale ona poprosiła jeszcze o pozwolenie na dorabianie sobie w mieście – niechętnie udzielone. Sprzątała więc w gospodach, gdzie słała łóżka, myła naczynia i podłogi, czy robiła pranie. Wolny czas spędzała zazwyczaj sama w parkach albo zaraz za granicami miasta (by zdążyć wrócić przed zmrokiem do „Miejsca”, jak sierociniec nazywali jego mieszkańcy), z książką oczywiście lub szkicownikiem. Chodziła do lasu na grzyby, które później sprzedawała, a czasem przynosiła też ze sobą trochę dzikiego czosnku, werbenę albo pokrzywę i zamieniała je w sąsiednim kramie na kilka monet. Zioła znała tylko z książek i własnego doświadczenia, ale miała oko do rozpoznawania podobnych roślin i odpowiedniego wyszukiwania tych właściwych. Nie myliła ziół, a kilka zatruć niewłaściwym owocem odchorowała i zapamiętała na przyszłość. Kilka razy nawet udało jej się sprzedać samodzielnie przyszykowany woreczek ziół, dzięki któremu klient miał pozbyć się z szafy moli i brzydkich zapachów. Był to drobiazg, ale wykonanie go sprawiło Emily dużą przyjemność. Był też czas, kiedy odważyła się nawet rysować na ulicy portrety i karykatury, ale inni artyści szybko ją przepędzili, a uliczne dzieciaki okradły.
Jej najbardziej stabilna praca była też najtrudniejszą. Dziwnym zbiegiem zdarzeń udało jej się objąć posadę protokolantki w sądzie. Umiała bardzo szybko i czytelnie pisać, jednocześnie nie tracąc skupienia na tym, co dzieje się wokół niej. Urzędujący wówczas sędzia był z niej bardzo zadowolony, chociaż, jak każdemu, chwilę zajęło mu przywyknięcie do niemowy. Nie odpowiadała na pytania inaczej, jak na migi, a zamiast powtarzać spisane zeznanie, przekazywała mu szybko pergamin. Była jednak dobra w tym co robi i nie przeszkadzało jej zostawanie czasem dłużej, by sporządzić notatki do akt na kolejne rozprawy. Dla miłego sędziego zostawiała zaś czasem karykaturalny rysunek z jakiejś scenki, która miała miejsce tego dnia. Umiał docenić jej humor, nawet gdy czasem przedstawiała go, jako zionącego na sali rozpraw smoka.
Sierociniec opuściła w wieku 18 lat, jak większość dzieci, nadając sobie w urzędzie nazwisko Willow. Mogłaby pewnie nawet wcześniej, ale i tak nie miałaby gdzie się podziać, więc wykorzystała dach nad głową najdłużej, jak mogła. Niedawno straciła pracę, bo sędzia przeszedł na emeryturę, a jego miejsce zajął mężczyzna w kwiecie wieku, bez cierpliwości do niemowy, którą szybko zastąpił którymś ze swoich ludzi. Emily miała trochę oszczędności, za które wynajęła pokój na stryszku i podłapała pracę pielęgniarki w lazarecie, w gorszej części miasta, z nadzieją, że uda jej się odmienić swój los.

  • Najnowsze posty napisane przez: Emily
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data