Profil użytkownika Mimosa

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Lilly Andersen, przezwisko Mimosa
Rasa: Błogosławiona
Wiek: 24


Aura

Otoczy cię tutaj zapach fiołków, ale nie taki zwykły jak spotykasz na rabatach czy łąkach. Ten tutejszy jest solidnie przykurzony i trąci starym pergaminem, używanymi meblami i leciwymi książkami. Chociaż aura wydaje się być płochą, intrygująca atmosfera zachęca by zapuścić się w głąb antykwariatu, bo skąd w końcu podobna woń jeśli nie z niezliczonych regałów ze skarbami. Jeżeli jednak jej nie wystraszysz, dasz radę wyczuć dotkliwy smutek, powoli sączący się niczym krew z zapomnianej rany. Na licznych zgromadzonych okładkach, tytuły zaszyfrowano miedzianymi literami, zaś wewnątrz, księgi skrywają sekretne treści wykaligrafowane czcionką ze szczerego srebra. W szafirowych promieniach wpadających przez kryjące się gdzieś wśród półek okna, unoszą się cynkowe kruszyny kurzu, migocząc w powietrzu zupełnie jak maleńkie świetliki. Jak to w starych wnętrzach, powietrze zdaje się być lepkie i nie brak mu kwaśnego smaku, podczas gdy wokół rozlega się kojąca melodia z wplecionymi w nie przyjaznymi tonami. Aż chce się spocząć na stojącym obok fotelu. Problem w tym, że przykrywająca go gładka kapa, chociaż uroczo miękka i początkowo giętka, nagle jakby się zestresuje twoją obecnością, sztywniejąc niczym sparaliżowany strachem królik. Uważaj też bo chociaż koce zwykle nie mają w swoim repertuarze tej cechy, brzegi tego akurat, są wyjątkowo ostre. Tak, wiem, że spodziewałeś się tu przydymionych, leciwych barw a jasność kolorów cię zaskoczyła, ale już idź, wystarczająco nabroiłeś.


Wygląd

Lilly jest istotą tak drobną, że nikt nie wierzy w jej wiek, odejmując jej co najmniej pięć lat, jeśli nie więcej. W głównej mierze to zasługa wzrostu, który przy ostatnim mierzeniu i tylko lekkim wspinaniu się na palce, wyniósł równe dwa łokcie, jedną stopę i jedną dłoń (~155 cm). Swoje dokłada drobna sylwetka, pozbawiona chyba wszelkich mięśni, poza tymi pozwalającymi na normalne funkcjonowanie i nadanie ciału ładnego kształtu. Cienkie ramiona i przedramiona, a dłonie niemal dziecięce, gdyby nie długie szczupłe palce, poddają w wątpliwość zdolności dziewczyny do taszczenia na raz tylu woluminów, z którymi zazwyczaj się ją widzi. Nogi krótkie, jak cała dziewczyna, nic nowego. Całkiem jednak zgrabne, chociaż chudziutkie jak u sarenki, co w sumie by się zgadzało, jako że Lilly biega tylko, gdy przed czymś ucieka. Czyli w sumie całkiem często… ale do meritum! Co to było? Ah, sylwetka.

Tak, mała, ale względnie zgrabna, czego i tak nie widać, bo dopasowana do ciała koszulka ginie pod rozciągniętymi lub zwyczajnie o rozmiar za dużymi, zwykle jasnymi swetrami, których rękawy ciągle zjeżdżają na dłonie, mimo nieustannego ich poprawiania, a dekolty zsuwają się z ramion, odsłaniając odznaczające się obojczyki i ramiona. Świetlista skóra, charakterystyczna dla błogosławionych od razu przyciąga wzrok, stąd też nieustanne poprawianie krawędzi materiału, gdy dziewczyna próbuje ukryć się przed spojrzeniami.

To zaś wywołuje wątpliwość, czemu dziewczyna zwyczajnie nie dobierze stroju w swoim rozmiarze, bo przecież to chyba niewygodne. Jednak wystarczyłby jeden rzut oka na lico Lilly, gdy jakiemukolwiek mężczyźnie opadnie wzrok z jej twarzy, lub podniesie się szybko z powrotem, gdy dziewczyna znów odwróci się do niego przodem, jest dostatecznym argumentem. Wszelkie odstające krągłości koniecznie muszą zniknąć pod za dużym swetrem, bezdyskusyjnie!

Dodatkowo swetry mają na celu ukrycie tatuażu. Delikatny, niemal zlewający się ze skórą, jednak zajmujący większą część pleców dziewczyny, obraz anielskich skrzydeł jest dość nietypowym elementem jej osoby. Po pierwsze zdradza jej rasę, wywołując burzę w sercu i umyśle Mimosy, gdy ta próbuje to komuś wyjaśnić, a po drugie wyjątkowo peszy, przyciągając wzrok, gdy malowane na skórze pióra wyłaniają się spod koszulki. Tak, swetry są dobre. Biedna dziewczyna kocha więc zimę, gdy może skryć się pod licznymi warstwami tkanin, przeklinając wiosnę i lato, gdy przemyka w lekkich strojach, starając się nie rzucać w oczy, a ciężkie swetry zastępując cienko plecionymi, ale wciąż osłaniającymi ją chociaż trochę narzutkami.

Raczej znoszone spodnie o przetartych kolanach opinają chude nóżki. Nogawki giną w sznurowanych butach nad kostkę, ze skórki tak miękkiej, że dziewczyna porusza się niemal bezszelestnie, oczywiście do momentu, gdy na coś nie wpadnie, lub czegoś nie upuści.

Nie tak prezentuje się błogosławiona, prawda? A przynajmniej nie takie zazwyczaj się spotka. Więc Lilly Anderson, poza przyciągającym wzrok, nietypowym blaskiem skóry, swoją rasę zdradza tylko nieziemską urodą. Piękna, lekko owalna twarz bez najmniejszej skazy promienieje blaskiem, jak każdy cal jej skóry. Delikatny nosek nie wyróżnia się specjalnie, w przeciwieństwie do pełnych, widocznie miękkich ust, których krawędź jest niemal niezauważalna, gdy intensywny kolor warg blednie powoli, kierując się w stronę łączenia ze skórą. Równie delikatne, jak cała jej aparycja są cienkie brwi, swym kształtem zawsze łagodząc mimikę dziewczyny, więc nawet, gdyby naszą Mimosę jakimś cudem rozgniewać, w najlepszym razie wyglądałaby na mocno skonsternowaną.

Oczy zaś ma zielone. Lub niebieskie. Zależy w którą stronę spogląda. Tęczówki bowiem, jakby nie mogąc zdecydować się, po którym z rodziców odziedziczyć swój kolor, z jednej strony pokrywają się atramentową barwą, z drugiej zaś bladą zielenią, nie mieszając się wcale, a jedynie subtelnie przechodząc jedno w drugie, dzieląc barwną tarczę w pół. Mało kto jednak dostrzega tą anomalię, zazwyczaj zrzucając winę na światło lub jego brak. Poza tym złapać kontakt wzrokowy z Lilly na dłużej niż tchnienie to nie lada wyczyn. Zazwyczaj widzi się tylko powieki o ciemnej linii długich rzęs, wyciągające oko ku górze w zewnętrznym kąciku, a pozwalając mu opaść przy wewnętrznym, co nadaje dziewczynie nieco orientalnej nuty. Są to też oczy zazwyczaj smutne lub przestraszone, ale i na to mało kto zwraca uwagę. Śmieją się, gdy są same lub w zaufanym gronie, a członków tegoż można policzyć na palcach.

Nietypowy dla błogosławionych jest kolor jej włosów, do bólu zwyczajny, nawet nie soczyście czekoladowy, a balansując między ciemnym blondem w słońcu a lekkim brązem w ciemnych pomieszczeniach. Niemal zawsze splecione w luźny warkocz, plątają się gdzieś przy twarzy dziewczyny, końcówką opadając na pierś dziewczyny, a rozpuszczone falują lekko, od splotów warkocza zaginających pasma w ciągu dnia. Znów – mogłaby pozbyć się kłopotu wiecznego odgarniania niesfornych kosmyków lub całej fali włosów opadającej na twarz, gdyby spięła je mocniej z tyłu, ale wtedy przecież nie miałaby się za czym chować.


Charakter

Widzieliście kiedyś mimosę? Nie bezpodstawnie nadwrażliwą osobę, ale tą niewielką roślinkę, która przy najmniejszym dotknięciu zamyka wszystkie swoje listki? To całkiem nieźle obrazuje charakter dziewczyny, której przezwisko wzięło się od tejże rośliny.

Charakter Lilly, jak każdego człowieka, ukształtowało to, co w życiu przeżyła. Nie musiały to być wielkie dramaty, balansowanie na granicy życia i śmierci, czy równie emocjonalne chwile. Czasem wystarczą drobiazgi niezauważalne dla innych, a wiele znaczące dla kogoś, kto odbiera świat intensywniej niż pozostali. Kwestia tego, czy człowiek słusznie czuje się w danym momencie skrzywdzony, lub przeciwnie – doceniony, jest sporna, bo każdy odbiera otoczenie inaczej, każdy składa się z drobnych rzeczy, budujących jego istotę na taką, jaką jest w danej chwili. I zwyczajnie nie da się czasem obiektywnie powiedzieć, jak niektóre banalne zdarzenia mogą na kogoś wpłynąć. Dlatego każdy z nas jest inny.

Lilly jest płochliwa i niepewna siebie. Próbując unikać krytyki, unika bycia obserwowaną, a tym samym kontaktów z innymi ludźmi w ogóle, nie licząc oczywiście klientów antykwariatu – ci są na innych warunkach. Chociaż lubi obserwować ludzi, przyglądać im się, gdy rozmawiają, bawią się lub pracują nad czymś, patrzeć, jak kształtuje się ich mimika i gestykulacja, gdy tylko jej spojrzenie zostanie przyłapane, dziewczyna ucieka wzrokiem lub cała, przerywając to, co robiła i zwyczajnie się gdzieś chowając. Krytyki nie unika z arogancji, ale bezradności, gdy dążąc do doskonałości we wszystkim, czego próbuje się nauczyć, nigdy jej nie osiąga. Ciągłe przypominanie o tym zaś wcale nie pomaga, pogrążając tylko w spadającej coraz bardziej samoocenie.

A stara się niesłychanie. Gdyby nie fakt, że unika ludzi i jest introwertyczką, można byłoby powiedzieć, że wszędzie jej pełno. We wszystkim chce pomóc, wszystkiego spróbować, wszystkiego się nauczyć. Zobaczy coś nowego i zaraz marszczy lekko brwi zainteresowana, zagłębiając się w temat, aż nie wyjdzie jej to uszami. Później okazuje się, że zupełnie się do tego nie nadaje, dziewczyna klapnie i posmutniała wraca do pracy. W ten sposób niby ciągle próbuje czegoś nowego, ale też w niczym nie jest doskonała. Nie pomaga też połączenie skłonności do perfekcjonizmu z niezdarnością, którą to mieszankę dziewczyna prezentuje z zaskakującą obrazowością. Potrafi spędzić cały dzień na precyzyjnym układaniu i katalogowaniu pergaminów, stosami na podłodze, po czym wracać z kolejnymi tą samą drogą, wpaść na własnoręcznie ułożoną barykadę i widowiskowo wywinąć orła, psując całą swoją dotychczasową pracę i nabijając kilka siniaków.

Poza tym jest osobą raczej smutną i samotną. Z jednej strony marzą jej się wielkie przygody, a z drugiej boi się wyściubić nos z antykwariatu, by skoczyć do pobliskiego kramu po sprawunki. Chciałaby towarzystwa, ale obawia się ludzi. Chce móc zwierzać się innym ze swoich uczuć i emocji, ale boi się, że zostanie zraniona, gdy tylko lekko uchyli te drzwi. Jest kilka osób, które skutecznie potrafią przeobrazić dziewczynę w roześmianą i radosną istotę, ale jest ich naprawdę niewiele, głównie stali bywalcy antykwariatu, czyli ludzie starsi i delikatni. Nawet wtedy jednak, gdy opuszczą już sklepowe podwoje, dziewczyna spogląda za nimi przestraszona przez witrynę, zastanawiając się, czy tym razem nie powiedziała zbyt wiele. Pomaga jednak zawsze, jak tylko może, nikomu nie odmawiając, a jedynie próbując odnaleźć się w często nowej dla siebie sytuacji.

Prawdziwą i szczerą radość oraz ucieczkę od świata, który ją przeraża, są książki. Wszystkie. Baśnie, dramaty, komedie, przygody, romanse, horrory, dokumenty, biografie, rozprawy naukowe i każdy najmniejszy zapisany skrawek pergaminu. Kocha ich wnętrza i je same. Z czułością pielęgnuje stare woluminy, kataloguje je na półkach, odkurza, stara się nie upuszczać ich na ziemię i sprzedawać odpowiednim osobom. Nijak winić ludzi za branie dziewczyny za dziwaczkę, gdy natykają się na nią w antykwariacie, tulącą do piersi jakąś księgę i wpatrującą się rozmarzonym wzrokiem gdzieś w przestrzeń. Pewnie jest w swoim własnym świecie, nic nowego. Można wrócić później, albo odchrząknąć, by zobaczyć, jak dziewczę podskakuje, upuszczając książkę, rumieni się przepraszając, szybko rusza do klienta, zawraca po książkę, którą upuściła i potyka się o inną, by później w końcu zapytać w czym może pomóc, jednocześnie patrząc wszędzie, tylko nie w twoje oczy.

Atrybuty

Krzepa:Słaby, Niezbyt wytrwały, Kruchy,
Zwinność:Niezdarny, Dokładny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzone czucie, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Łatwy do złamania,
Prezencja:Piękny, Szarak,

Cechy specjalne

Błogosławiona [Z]Lilly dzięki swojemu pochodzeniu jest odporna na większość chorób ludzkich. Nie jest podatna także na trucizny i inne substancje odurzające, czyli nawet alkohol nie jest w stanie poczynić w jej organizmie większych szkód. Nie dotyczy to jednak trujących grzybów, a że dziewczyna znawczynią w tej kwestii nie jest, unika ich wszystkich. Lilly charakteryzuje się też świetlistą i nigdy nie matowiejącą aurą o charakterystycznym zapachu fiołków oraz specyficznym blaskiem bijącym od skóry, zdradzającym jej przynależność rasową. Ponadto od urodzenia ma na plecach tatuaż anielskich skrzydeł.
Antytalent bitewny [S]Dziewczyna nie nadaje się do walki. Żadnej. Raz zaryzykowała bitwę na poduszki z siostrą i spadła z łóżka, skręcając nogę w kostce. Nauki władania mieczem nie przyniosły żadnych rezultatów. Uniki niby jakieś stosuje, ale o wiele mniej skutecznie niż przeciętny człowiek, czego dowodem może być fakt, że nawet mierząc raptem 155cm potrafi uderzyć w coś głową. Nie potrafi obronić się przed spadającymi z regału książkami, więc nie ma co liczyć na jej wsparcie w prawdziwej walce. W sytuacji zagrożenia z zaskoczenia istnieje szansa, że dziewczyna złapie miotłę, by kijem od niej dzielnie się bronić, ale większe są szanse, że sama przywali nią sobie w łeb niż kogokolwiek chociaż wystraszy.
Bajkopisarka [M]Równie dużo pisze, co opowiada, bo rozchodzi się o jej wyobraźnię. Dziewczyna posiada niemal nieograniczone jej pokłady, jak gdyby wszystkie historie, jakie kiedykolwiek przeczytała, ożywały same w jej głowie, rozchodząc się i rozwijając, zamieniając umysł dziewczyny w bajkową krainę, do której tylko ona ma dostęp. Z tym, że… właśnie nie tylko ona. W połączeniu z magią umysłu oraz zaczarowaną księgą, Lilly odkryła w sobie dar do tak rzeczywistego opowiadania historii, że wciąga innych ze sobą niemal do innego wymiaru, w którym magia miesza się z rzeczywistością, kreując nowy, piękny, bezpieczny świat. Zazwyczaj bezpieczny, bo raz wróciła z zadrapaniem z takiej wyprawy, ale to pewnie przypadek. Ważne, że potrafi wykształcić doznania tak rzeczywiste, by odbiorca czuł, słyszał, smakował i widział dokładnie to, co mu się przedstawia, nawet jeśli wciąż siedzi na podłodze zagraconego antykwariatu.
Niezdara [W]Powiedzieć o Lilly, że jest fajtłapą, to zdecydowanie zbyt dużo. Ale i pechem tego nazwać nie można. Dziewczyna po prostu jest niezdarna i mimo wielkich nadziei i starań, nie pozbyła się tego z wiekiem. Jeśli komuś pęknie koszyk z zakupami i jabłka potoczą się smutno po bruku, to pewnie Lilly stoi rozdarta pomiędzy zbieraniem owoców, a wstydliwą ucieczką przed zaskoczonymi spojrzeniami przechodniów. Dziewczyna wpada na rzeczy, nawet jeśli stara się je ominąć. Upuszcza rzeczy, nawet jeśli bardzo się pilnuje by tego nie zrobić. Strąci łokciem szklankę. Potknie się o próg. Uderzy głową o półkę w sklepie, o którą uderza zawsze, gdy chowa swoją książkę. Wie, że tam jest. I stara się pamiętać, by nie uderzyć. Tylko… czasem zapomina.

Umiejętności

Opowiadanie historii [M] Lilly nie tylko opowiada historie, ale dosłownie zabiera słuchaczy w przedstawiany w nich świat, by razem z nią mogli przeżywać wszystkie przygody i doświadczać magicznego uczucia ucieczki od realnego świata.
Czytanie i pisanie [W] Czyta nałogowo wszystko, co wpadnie jej w dłonie, nieprawdopodobnie chłonąc wiedzę i zapamiętując fakty. Pisze zgrabnie kaligrafując, a do tego kusi się nawet o spisywanie swoich wymyślonych historii na pergaminach, które później skrzętnie skrywa przed światem.
Opieka [W] Chociaż wydaje się, że Mim ledwie umie zaopiekować się sobą, dziewczyna jest niezwykle troskliwa, otaczając niezwykłą troską zarówno dziadka, gdy jeszcze żył, teraz Nesbo, ale też udzielając pomocy każdej potrzebującej osobie i czasem nawet sama jej niepewna obecność stanowi wystarczające wsparcie. Chyba, że komuś urwało nogę, to wiadomo – lepiej do lekarza, ale ogólnie jeśli jest ci smutno – Lilly pomoże.
Ciekawostki [W] Czytając dosłownie wszystko, co trafi jej w ręce, nie przebierając i ucząc się z ogromną chęcią, Lilly posiada specyficzny zbiór wiedzy na różnorodne tematy. Nie jest specjalistką w żadnej dziedzinie, ale nawet niejednego profesora mogłaby zaskoczyć ułamkiem swojej wiedzy, bo „gdzieś tak przeczytała”.
Niebianologia [O] Wiedza przekazana przez matkę, czyli teoretyczna znajomość wszelkich faktów związanych z Planami oraz rasą niebian. Dziewczyna przyswajała wiedzę z uwagą i starannością, ale części zwyczajnie niedowierzała.
Porządkowanie [O] Lilly lubi sprzątać, ale nie chodzi tylko o bieganie z miotłą. Lubi mieć wokół siebie porządek, wszystko poukładane, zbiory skatalogowane, artykuły na sprzedaż odpowiednio wycenione, ubrania uporządkowane kolorystycznie, a pergaminy posegregowane w zależności od grubości. Zupełnie normalne, a poza tym to ją uspokaja.
Rysunek [O] Dla przyjemności szkicuje nieśmiało ilustracje do swoich historii, lecz podobnie jak te spisane dzieła, raczej nieprędko (lub wcale) ujrzą światło dzienne. Zresztą, komu by miała ja pokazać?
Wiedza podstawowa [O] Wszystko to, czego uczą w szkołach, co trzeba wiedzieć i czego człowiek dowiaduje się w ciągu swojego życia.
Śpiew [O] Lilly ma delikatny i dźwięczny głos, którego z pewnością chciałoby się słuchać, gdy nuci kojące melodie lub skoczne utwory. Jednak już samo prowadzenie rozmowy z dziewczyną jest sukcesem, przekonanie jej do śpiewu przy kimś jest raczej mało prawdopodobne. Łatwiej podsłuchać, jak śpiewa, gdy jest sama, ale i ten dźwięk urywa się szybko, gdy dziewczyna wyczuje czyjąś obecność.
Czytanie aur [P] Podstawowe rozpoznawanie emanacji, by wyczuć czyjąś obecność oraz przede wszystkim rozpoznać intencje. To, jak wiele informacji uda jej się uzyskać zależy od samej aury.
Anatomia [P] Początkowe próby wdrożenia Lilly do pracy, jako kapłanka – uzdrowicielka rozpoczęły się od lekcji anatomii i medycyny. Wiedza nieużywana od lat nie zniknęła zupełnie z umysłu dziewczyny, ale jest wyraźnie zakurzona.
Medycyna [P] W związku z powyższym Lilly potrafiłaby względnie udzielić pomocy potrzebującemu i opatrzeć rannego, ale bardzo prosi by jednak nie wpadać do jej azylu w stanie agonalnym, bo naprawdę nie będzie nic z tym mogła zrobić, poza ulżeniem w cierpieniu.
Jazda konna [P] Kiedyś jeździła i wciąż z sympatią do zwierząt uważa to za wyjątkową rozrywkę, jednak dawno nie miała do tego okazji i niekoniecznie sama dąży do trafienia na takową.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Dobra [U]Jej edukacja magiczna skupiała się na uzdrawianiu i to w tej dziedzinie dziewczyna jest najbardziej umiejętna. Raz kogoś pobłogosławiła, od tamtej pory nigdy nie było takiej sytuacji.
Umysłu [U]Nigdy nie zagląda do umysłów innych osób, uważa to za rażące naruszenie prywatności i coś niesłychanie intymnego. Za namowami matki nauczyła się bronić własnego umysłu przed cudzymi ingerencjami, jednak to, na czym skupia się dziewczyna to sięganie myślą poza czas i przestrzeń. Dla siebie i innych, dzięki magii i własnej wyobraźni kreuje nowe otoczenia, nowe krainy i zaprasza we wspólną podróż.

Magiczne przedmioty

Wielka księga baśni [ZAC]Odziedziczona po dziadku książka przesiąknięta magią. Za każdym jej otwarciem prezentuje inną historię i nigdy nie wiadomo, na jaką się trafi, dlatego raz niedoczytana opowieść może już zostać nieskończona, jeśli nieopatrznie się księgę zamknie. Lilly wykorzystuje ją, by wsparciu magii umysłu i własnego daru tworzyć nowe światy kreowane z wyobraźni i magii.
Świetlista zbroja [ZAK]Złoty łańcuszek z wisiorkiem w kształcie smoczej łuski. Jedyna pamiątka, jaką Lilly zachowała od rodziców – dostała go od matki na swoje 13 urodziny, tego samego dnia, w którym opuściła dom. Dzięki niemu w każdej chwili może przyzwać do siebie świetlistą zbroję – złotą, energetyczną aurę, otaczającą całą postać i chroniącą przed atakami magicznymi. Zbroję można przerwać, jeżeli zaklęcia rzucane na postać są wystarczająco silne.

Towarzysz

Nesbo
Nesbo jest… właściwie ciężko powiedzieć, czym dokładnie. Istotą żywą, to z pewnością. Z przekazanego od dziadka liściku wynikało tylko tyle, że odratowano go po jednej z akcji przeciwko nielegalnemu eksperymentowaniu na zwierzętach, a Mormon postanowił zaopiekować się tym właśnie tworem. Podejrzewał jednak, że być może nie zdąży go odebrać od władz, stąd prośba, by Lilly się nim zaopiekowała.
Stworzonko ma ciało niewielkiego smoka, mieszczącego się spokojnie na niewielkiej poduszce pod głowę. Prawie cały pokryty jest bladozielonymi łuskami, z wyjątkiem tych na brzuchu, szyi i pod ogonem – tam są jasnobeżowe. Ogon zaś nie jest zakończony jak u zwykłego smoka, ale małą puchatą kitką, jak u psiaka. Podobnie wzdłuż grzbietu nie biegnie ciąg rogowych płytek, ale właśnie taka futerkowa grzywa, w podobnym, jak kita kolorze. Do tego, zamiast standardowych smoczych rogów, małe jelenie różki, duże uszy oklapnięte, jak u królika, a zamiast ziania ogniem – uroczy buntowniczy skrzek. Skrzydeł brak, jednak ruchliwa istota jest zwinna niczym połączenie łasicy i kota, skacząc po regałach z taką swobodą, że skrzydła zdają się zupełnie zbędne. Lubi dreptać za Lilly, spać i jeść herbatniki. Do tego pała ogromną miłością do swojej opiekunki i dzielnie broni jej przed każdym zagrożeniem. Chyba, że zagrożenie jest bardzo poważne, wtedy ucieka razem z nią do kryjówki.

Historia

Rodzicami Lilly Anderson była anielica i zwykły człowiek. Jak to zwykle bywa, Freesia i Kael zakochali się w sobie na zabój, tworząc parę piękną i dobrą. Oboje służyli Panu, ona często znikając na misje, ale starając się jak najwięcej czasu spędzać w domu, on będąc kapłanem w klasztorze w Rapsodii. Początkowo zakochany mężczyzna rozdarty był pomiędzy chęcią służby Panu, a tym samym zachowania złożonych ślubów, szybko został uratowany z kłopotliwej sytuacji, gdy związek tych dwojga został uświęcony, a para mogła dalej służyć Panu, jednocześnie zakładając rodzinę. Na świat szybko przyszła pierwsza błogosławiona – Lavender, a zaledwie kilka lat później następna, śladem rodzącej się tradycji nazwana od kwiatu – Lilly. Dziewczęta odstawały od siebie chyba w każdy możliwy sposób. Lavender była energiczna, gwałtowna i waleczna, podczas gdy Lilly, jako dziecko równie wesoła, jednak o wiele cichsza i wycofana. Obie dziewczynki były śliczne, jak jutrzenka, jednak starsza reprezentowała klasyczną anielską urodę, dziedzicząc po matce długie świetliście złote włosy i intensywnie niebieskie oczy, po ojcu zaś rozsądny wzrost. Lilly natomiast była szatynką, jak jej ojciec, niziutka nawet jak na swój wiek, po matce, jej oczy natomiast błyszczały w równych częściach zielenią i błękitem, wprawiając początkowo jej rodziców w konsternację.

Obie dziewczęta wychowywano podobnie, rozpoczynając od postaw, czyli wpajania nauk Pana, tłumaczenia świata na Jego sposób, ucząc o wartości dobrych uczynków i o tym, jak wiara zapewni im, oraz tym, którym ją zaniosą, odpowiednie życie po śmierci. Później przyszły lekcje walki, jako że zwykła potrzebna w życiu teoria była dziewczynkom wpajana w szkołach, do których uczęszczały razem z innymi dziećmi. Różnice były zatrważające. Lavender w mig łapała zasady walki mieczem, już w wieku ośmiu lat wywijając orężem niemal tak dużym, jak ona sama, podczas gdy Lilly potrafiła zranić się przy samej próbie wyjęcia miecza z pochwy. O wiele szybciej zaś łapała wszelkie nauki magiczne, mając do tego o wiele większy talent niż jej starsza siostra, która szybko machnęła na to ręką, skupiając się na walce.

W szkole zaś… o tym, że Lilly i Lav są siostrami wiedziano chyba tylko dlatego, że starsza siostra wszędzie młodszą za sobą ciągnęła, usiłując wepchnąć ją w towarzystwo. Sama brylowała wdzięcznie i zupełnie naturalnie, podczas gdy Lilly próbowała się na siłę dostosować, biorąc jednak do siebie wszelkie potknięcia, dosłowne i w przenośni, co szybko stało się zauważalne. Później ktoś kiedyś pół żartem, pół serio powiedział, że skoro rodzice Lilly i Lav koniecznie chcieli córki nazwać od kwiatów, to młodszą powinni nazwać Mimosa. Wywołało to ogólny wybuch wesołości, nawet nie wybitnie złośliwy, bo wszyscy lubili Lavender i nikt nie chciał umyślnie jej podpaść, jednak chociaż Lilly początkowo udawała, że jej to nie przeszkadza, szybko zaczęła unikać towarzystwa, gdy przezwisko nie chciało się od niej doczepić. A im bardziej się wycofywała, tym mocniej przypominano o podobieństwie do niewinnej roślinki, ostatecznie rozdzielając nierozłączne wcześniej siostry.

W domu zaś nie było oddechu. Kochała swoją starszą siostrę z całego serca, ale przez nią nigdy nie była wystarczająco dobra. Lilly nigdy nie mogła zadowolić wymagających rodzicieli, którzy mimo dobrych oczywiście chęci i kierowania się dobrem córek, robili to na swój własny sposób, niekoniecznie dobry. Była za słaba. Zbyt niezdarna. Głupia. Słaba psychicznie. Dziwna. Zbyt emocjonalna. Nie pasowała. Czy nie umiała zrobić tego lepiej? Czemu nie chciała bawić się z innymi dziećmi? Czemu nie chciała chodzić na wydarzenia miejskie? Siedziała ciągle w tych książkach. Za mało się uczyła. Za późno wstawała. Za późno się kładła. Robiła złe miny. Źle się ubierała. Lavender nigdy tak nie robiła… To były drobiazgi, rzeczy, które słyszała, a które przy braku chociaż jednego dobrego słowa, jednej pochwały, jednej czułości urastały do rangi krwawiących ran, rozdrapywanych na nowo z każdą kolejną porażką. Często też zwyczajnie nieprawdziwe. Nie ważne, jak bardzo starała się zadowolić rodzicieli, zdawała się zawodzić na każdym kroku. Nawet, gdy zmuszano ją do walki z siostrą (pozorowanej oczywiście, ale i tak dostawała wciry) to nawet gdy podnosiła się dzielnie, ale ze łzami w oczach, widziała znaczące spojrzenia wymieniane między matką, a ojcem, westchnienia i ten prosty, ale jakże bolesny rozczarowany wzrok. Znowu płacze.

Może niektórzy nawet by tego nie zauważyli. Freesia i Kael na pewno nie widzieli, przekonani o tym, na jakie cudowne osoby wychowują swoje córki. I po części mieli rację. Dziewczęta były kulturalne, dobrze wykształcone i posiadały odpowiednią w ich wieku wiedzę. Oczywiście Lavender była we wszystkim z powyższego lepsza, ale obiektywnie Lilly była idealnym przykładem dziecka, z którego można być dumnym. I co jednak warto czasem dziecku powiedzieć.

Była tylko jedna, jedyna rzecz, którą poza wszelkimi innymi wadami, przyjmowanymi przez przytłoczone dziecko do siebie, naprawdę i szczerze odczuwała Lilly. Nie wierzyła w Pana. Zwyczajnie. Uczyła się o Nim od małego. Wiedziała wszystko, co mogła. Jej mama była aniołem, na litość, a ona wciąż nie potrafiła dopuścić do świadomości faktu istnienia tej… istoty, która niby ma sterować ich losami. W całej pokornej osobie Mimosy był to jedyny jawny (też niezupełnie, bo jedynie w jej wnętrzu, ale to i tak dużo!) bunt przeciwko rodzicielskim naukom. Jedyny, ale elementarny, niewybaczalny i przez to przełomowy.

Jedyną osobą wspierającą Lilly był jej dziadek – ojciec Kaela – Mormon Anderson. Człowiek stary i pomarszczony, jednocześnie bezlitosny w swej krytyce, z tym że ta zazwyczaj skierowana była na zbyt wymagających rodzicieli, podczas gdy wnuczki zalewane były troską i miłością. Jego żona zmarła lata temu, jeszcze zanim dziewczynki przyszły na świat, więc Mormon był ich jedynym dziadkiem, ale nadrabiał za czwórkę. To on zawsze wspierał i chwalił nieśmiałą najmłodszą wnuczkę, która niepewna była już nawet własnego kroku. To on wysyłał jej kolejne książki, gdy rodzice buntowali się przed takim kierunkiem jej rozwoju. Ostatecznie to on odmienił jej życie, zabierając z domu w Rapsodii do siebie. Właściwie to… nie zrobił tego do końca świadomie – dziewczynka nie mając odwagi na samodzielną ucieczkę z domu, w wieku 13 lat, w swoje urodziny, schowała się w tobołkach na wozie dziadka, gdy ten wracał do Turmalii przez całą Alaranię i znak życia dała dopiero mniej więcej w połowie kontynentu.

Nie odesłał jej jednak. Próbował, ale dziewczynka płakała i prosiła, co najmniej jakby miał ją oddać na ścięcie. Została więc z nim, w Turmalii, a on napisał długi list do jej rodziców, tłumacząc im jej decyzję i prosząc o jej uszanowanie. Mimo to zdziwił się co nie miara, gdy przyszła odpowiedź, po czym zdecydowanie odmawiając Lilly przeczytania listu. Dziewczynka początkowo ustąpiła, jednak widząc przygnębienie swojego dziadka nie mogła się powstrzymać. Mormon zastał ją zapłakaną z listem w ręce, z trudem łapiącą oddech, gdy usiłowała wydukać przeprosiny, czytając o tym, jak jej rodzice zrzucają całą winę na jej dziadka, dowiadując się o jej braku wiary, który jak się okazało – Mormon podzielał. Czytając o nim i o sobie, nie mogła uwierzyć, jak można być tak ślepym i tak zapatrzonym w siebie jednocześnie, by dla udowodnienia własnej racji być gotowym zerwać rodzinne więzi. Nigdzie nie było wprost napisane, że nie chcą ich więcej znać, wręcz przeciwnie. Nakłaniano Mormona, by oddał Lilly znów w ich ręce, by zajęła się odpowiednim dla niej zajęciem, które oczywiście już czekało uszykowane. Miała zostać kapłanką.

Lilly i Mormon ostatecznie doszli do milczącego porozumienia, że nie będą poruszać trudnego dla obojga tematu, dopóki któreś z nich naprawdę nie będzie potrzebowało tej rozmowy. Zamiast tego dziadek skupił się na oprowadzaniu dziewczynki po mieście i zapoznawaniu jej z nowym życiem, które mogło wyglądać tak, jak ona sama sobie to wymarzy. Prowadził antykwariat i bardzo długo spoglądał niepewnie na pomagającą mu wnuczkę, nim przekonał się, że ona nie udaje i naprawdę jest zachwycona miejscem. Gdy przyszła, dotykała wszystkiego. Oglądała regały, wodziła dłońmi po książkach, starych lampach, zaglądała do szuflad wiekowych mebli, spędzając w sklepie każdą wolną chwilę. Rzeczy, które zbiła nawet nie liczył, ciesząc się zwyczajnie z jej towarzystwa i nie nudząc się powtarzaniem, że „nic się nie stało”. Pomagała mu bardzo, poczynione szkody nadrabiając pasją w rozmowach o książkach z klientami, którzy zaglądali do antykwariatu. Większość z nich stanowiła znajomych Mormona, będąc w zbliżonym mu wieku, jednak nauczony na błędach syna mężczyzna nie naciskał dziewczynki, by zmieniła środowisko.

Oswajała się powoli, ale dość skutecznie. Z czasem sama zaczęła wędrować po mieście, poszła do nowej szkoły (chociaż z jej opowieści nadal nie czuła się dobrze w takich miejscach) i zawarła kilka luźnych znajomości (przed którymi uciekała później pędem do zakurzonego antykwariatu). Gdy nieco podrosła wędrowała sama po plaży, coraz bardziej godząc się z samą sobą, coraz więcej pomagając Mormonowi i coraz mniej tłukąc. Ku najczystszej zgrozie starszego mężczyzny miała nawet przez chwilę chłopaka. Oczywiście i to skończyło się tak, jak przewidywał i Lilly przez kilka kolejnych dni łkała potajemnie gdzieś między regałami. Nie wnikał, nawet nie wiedział, jakby się zabrać do pocieszania młodej dziewczyny, więc robił co mógł na swój sposób, grożąc gnojkowi laską, gdy widział go na ulicy i zarzucając wnuczkę niemożliwą do wykonania listą obowiązków, by miała zajęcie. Przez następne kilka tygodni dziewczyna nie wyściubiała nosa poza antykwariat, wstając o nieludzkich porach, by załatwić sprawunki na mieście, nim na rynku zrobi się tłum, a później wypełnić swoje obowiązki w antykwariacie. Była milcząca i wycofana, znów bojąc się własnego cienia. I to jednak znosił w milczeniu, nie próbując jej zmienić, ani „naprawić”, a ona była mu za to wdzięczna z całego serca.

Z siostrą utrzymywała kontakt listowny i bardzo sporadyczny, wysyłając sobie raz na rok życzenia z okazji urodzin. Wyjątkiem od reguły był list, w którym Lavender informowała ją o swoim ślubie z jakimś palladynem i zapraszała na uroczystość. Lilly nie pojechała, przepraszając ogromnie i wysyłając zamiast tego podarek. Wstydziła się tego, ale bała się zobaczyć z rodziną, a poza tym znów milcząco solidaryzowała się z dziadkiem, którego na wesele nawet nie zaproszono. Trzymali się więc razem, a on uczył ją wszystkiego, co wiedział, wyczuwając zbliżający się czas, w którym będzie musiał zostawić tę małą Mimosę samą. Wiedział, ile krzywdy kiedyś wyrządziło jej to przezwisko, ale na los, było tak prawdziwe!

Na pogrzeb nie przyjechali. Tylko Lavender napisała list z przeprosinami, tłumacząc, że jest przy nadziei i nie może podróżować. Od rodziców ani słowa. Pochówek zorganizowała więc sama Lilly, mając już 20 lat, jednak wciąż ze strachem przejmując na siebie wszystkie obowiązki. Mormon w swoich ostatnich dniach musiał skonsultować się z jakimś prawnikiem, a ten odwiedził zahukaną dziewczynę w jej mieszkaniu nad antykwariatem informując o puli spadku. Największym zaskoczeniem była fakt, że poza księgarnią Lilly odziedziczyła kilka rzeczy, o istnieniu których nie miała pojęcia. Po pierwsze – księga, której nie mieli w zbiorach. Była tego absolutnie pewna, ponieważ to ona prowadziła ich katalog. Do woluminu przyczepiona była notatka z wyjaśnieniami, od których oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak spodki, a księga stała się jej największym skarbem. Po drugie – Nesbo. Stworzonko tak abstrakcyjne, jak przesympatyczne, w momencie zjednując sobie całkowitą miłość dziewczyny. Po trzecie – mała fortuna. Tak. Okazało się, że dziadek Mormon był dosłownie siedział na forsie. Taka sytuacja. Zastrzegł w liście, że ma bezmyślnie pieniędzy nie rozdawać, bo ich rodzina swoje dostała, a to jest jej część i ma z nią uczynić, co uzna za stosowne, dla siebie.

Po wyjściu prawnika Lilly Anderson długo siedziała na podłodzie w sklepie, pozwalając Nesbo wdrapywać się z piskiem na swoje kolana. Księgę dawno już schowała w najbezpieczniejsze miejsce na świecie (a przynajmniej w tym sklepie), a teraz rozmyślała nad tym, co właściwie „uznawała dla siebie za stosowne”. Siedziała tak długo, a później wstała i zaczęła sprzątać, wciąż rozmyślając, a następnie sprzątać to, co popsuła sprzątając wcześniej. W międzyczasie sprzedała książkę i lampę, a nawet to dziwne bujające się wahadło na kijku, którego przeznaczenia wciąż z Mormonem nie odkryli, ale które najwyraźniej znalazło swojego amatora. Wieczorem, gdy kładła się spać, doszła do wniosku, że z rachunkiem chwilowo nie zrobi nic. Takich decyzji nie podejmowało się z dnia na dzień. Poza tym, dobrze jej się żyło tak, jak teraz i nie potrzebowała więcej. Więc na razie… na razie wyobrazi sobie, że wcale tej fortuny nie ma.

Dane gracza: Mimosa

Nazwa użytkownika:
Mimosa
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Dayanara,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So cze 23, 2018 7:25 pm
Ostatnia wizyta:
Pn gru 10, 2018 9:30 pm
Liczba postów:
8 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.04 posty dziennie)
Ostatni post:
[Antykwariat] Między bajki
N lis 25, 2018 12:04 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Turmalia
(Posty: 8 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Antykwariat] Między bajki
(Posty: 8 / 100.00% postów użytkownika)

Podpis

cron