Profil użytkownika Segen

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Segen Assani
Rasa: Nemorianka
Wiek: 537 lat


Aura

Czytając tę aurę, znajdziesz się nad gładką i lekko już zużytą kobaltową połacią pergaminu. Po chwili zorientujesz się, że właśnie patrzysz na nieznaną wcześniej mapę. Przecina ją wiele cynowych linii dróg, szlaków i gór. Ważniejsze z nich, zupełnie jak arterie, tętnią soczystym, ale dziwnie spokojnym topazem. Początkowo przebywasz w ciszy. Ta zaś najpierw odezwie się w twych uszach echem. Ono nabierze nienaturalnych dźwięków, by wreszcie zamilknąć, odzyskując harmonię, chociaż przez chwilę masz wrażenie, jakby resztki tych dźwięków odbijały się jeszcze w twych myślach. Uważaj, by w swych oględzinach nie naciąć się na bardzo ostre krawędzie, gdy pergamin zwinie się giętko tuż przed twoimi oczami, na koniec tworząc twardy rulon zwiastujący zbliżający się koniec czytania. Powietrze o bliżej nieokreślonym zapachu zdaje się być zarazem suchym i lepkim, zmieniając się wraz z każdym wdechem. Da się w nim wyczuć delikatnie pikantne nuty, ale to intensywna gorycz pozostanie z tobą, gdy emanacja zniknie sprzed twych oczu.


Wygląd

Najlepiej chyba zacząć od tego, że na pierwszy rzut oka Segen nie wygląda jak typowa przedstawicielka nemorian. Czasy, gdy poruszała się z szelestem sukni, a na jej dekolcie i nadgarstkach połyskiwała złota biżuteria, minęły bezpowrotnie i nie bez ulgi samej kobiety. Włosy upinane przez kilkaset lat w ciasne, lśniące koki, teraz opadają nieposkromioną kaskadą na ramiona i plecy. Falują, jak im się żywnie podoba, jedynie od wielkiego dzwonu pętane skórzanym rzemieniem, gdy nemorianka naprawdę straci cierpliwość do latających przy twarzy kosmyków, zwłaszcza gdy akurat szkicuje. Można bowiem być dyplomatycznym i opowiadać, jak to nie szata zdobi człowieka (w tym wypadku demona), ale często tak właśnie jest. Makijaż wydobywający błyszczącą zieleń oczu, a nie ją tłamszący. Gorsety podkreślające talię jak u osy i eksponujące biust, zamiast luźnego stroju podróżnika.
Segen jest przeciętnego wzrostu, ale tylko wśród ludzkich kobiet, gdyż pomiędzy innymi nemorianami uchodziła za niską, szczycąc się raptem 170 cm wzrostu, co jej samej nigdy nie przeszkadzało. Sylwetkę ma szczupłą, chociaż surową. Od bycia zwyczajnie chudą ratuje ją tylko zgrabny, nie najmniejszy biust i wypracowane w naturalnym ruchu mięśnie, poruszające się delikatnie pod skórą. Ta zaś była niegdyś blada, niemalże biała niczym mleko, upodabniając kobietę do wampira (za którego wciąż nie raz jest brana). Aktualnie swym kolorem przypomina piaskową opaleniznę kogoś o jasnej zazwyczaj karnacji. Połyskuje złotawym śladem pozostawionym na niej przez słońce, ale nawet nie zbliża się do miana brązowawej. Idealnie gładka, bez najmniejszej blizny, jest jedynym śladem po dawnym życiu, którego Segen nigdy się nie pozbędzie. Każdy uraz goi się na niej natychmiast, nie pozostawiając po sobie uszczerbku.
Ma długie, szczupłe nogi, których nikt praktycznie nie ma okazji podziwiać, a to przez zupełnie nijakie brązowe spodnie, o kroju podejrzanie bliskim męskiej odzieży. Argumentem za ich posiadaniem jest jednak zatrważająca ilość kieszonek i szlufek, które pozwalają zarówno na upychanie po nich drobiazgów, jak również przytroczenie nie jednego, a nawet dwóch pasów. Jeden podtrzymuje wyjątkowo niski stan spodni, ukazując znaczną część idealnie płaskiego brzucha i wąskiej talii kobiety oraz niezbyt szerokich, jednak zgrabnie zarysowanych bioder (niejednokrotnie wywołując zaskoczone spojrzenia innych dam, gdy Assani pojawi się w mieście). Drugi służy chyba wyłącznie noszeniu wszelkiego rodzaju sakiewek, saszetek i innych drobiazgów, które znalazłyby swoje miejsce w plecaku, torbie lub worku, gdyby nemorianka miała zwyczaj takowy nosić. A nie zawsze jej się chce. Jedynym miejscem zdradzającym, że pod szorstkim materiałem znajduje się szczupłe kobiece udo, jest to, w którym otula je dodatkowy pasek, przytrzymujący na nim sztywny skórzany futerał z lunetą, a jednocześnie ukrywający pochwę z nożem myśliwskim. Nogawki spodni wepchnięte są w brązowe, podróżnicze buty nad kostkę, kilkukrotnie obwiązane tam rzemieniem – nawyk nabyty po czasie spędzonym na terenach około pustynnych i zdecydowanie zbyt piaszczystych.
Szczupłe ramiona i przedramiona niemal zawsze są odsłonięte, chociaż na nadgarstkach błąkają się skórzane przepaski, zapasowe rzemienie i bransoletka z drewnianych koralików. Zgrabna szyja i kark przez większość czasu kryją się pod burzą czarnych włosów, które opadają niemal do pasa kobiety, przykrywając krągłe piersi. Segen ubiera się w sposób charakterystyczny dla podróżników, którzy nad estetykę przedkładają wygodę i pragmatyzm. Jednak o ile nieco luźniejsze spodnie ukrywają część kobiecej sylwetki, raczej kuse bluzki to nadrabiają, odsłaniając całe ramiona oraz znaczną część brzucha i pleców. Materiały są dość cienkie, ale wytrzymałe i wygodne, plasując się w barwach ziemi. Pierś przecina dodatkowy pas, utrzymujący na plecach pochwę z kataną oraz pokaźnych rozmiarów skórzaną tubę, w której Assani przechowuje mapy. Oczywiście, jeśli obu tych rzeczy nie przetrzymuje akurat skrytych gdzieś w magicznej przestrzeni.
Opis jej twarzy pozwoliłam sobie zostawić na koniec, gdyż to ona skrywa najwięcej niespodzianek. Szlachetne, ale surowe rysy, idealnie prosty nos, zgrabnie wykrojone usta… ten opis nie odda jej właściwego wyglądu, to tylko suche fakty. Arystokrackie oblicze łamie burza włosów, których kosmyki owiewają frywolnie twarz, nadając mu prostoty. Przy takim stroju i fryzurze mało kto bierze ją za szlachciankę, którą jest w istocie. Lekko brzoskwiniowe usta nieczęsto utrzymują powagę, w której zatrzymana jest jej postać na większości przymusowych portretów w otchłani. Wygięte są zazwyczaj w uśmiechu, których bogactwo przekracza wszelkie skale i utrudnia interpretacje. Segen śmieje i uśmiecha się wyjątkowo często, obdarzając ludzi zarówno zaledwie lekkim wygięciem warg, które może nic nie powiedzieć, kpiarskim grymasem, który łatwo irytuje, jak i szczerym, radosnym śmiechem, który budzi konsternację, ale wywołuje podobną reakcję. Na nosie zaś wsparte są okulary w drucianych oprawkach i o soczewkach, które swym kształtem przypominają kwadraty o zaokrąglonych rogach. Magicznie przyciemnione szkło często ukrywa lub zniekształca soczystą zieleń oczu Segen, a jeśli nie zrobią tego okulary, zazwyczaj skutecznie radzi z tym sobie czernidło, którym pokryte są jej górne i dolne powieki, a nawet ich linie wodne. Przy okazji przydaje jej to nieco ponurego wyglądu, z czego nemorianka zupełnie nic sobie nie robi.
Głos ma o standardowej dla kobiety barwie (chociaż swoją drogą o wiele cieplejszy niż prezencja nemorianki), a do tego zaskakująco czysty i klarowny, o nienagannej dykcji, jednak z charakterystycznym akcentem, gdy Segen mówi w innym niż czarna mowa języku. Assani ma tendencję do utrzymywania niemal nieprzerwanego kontaktu wzrokowego z rozmówcą, co przy specyficznym spojrzeniu otoczonych czernią oczu i z raczej zdawkowym mruganiem dla wielu okazuje się przytłaczające, co znów niezmiernie bawi winowajczynię. Porusza się niespiesznie, chociaż zaatakowana potrafi odwinąć się z nieludzką prędkością. Jej postawa pełna jest wrodzonej wyniosłości, przez co Segen wygląda dumnie nawet rozsiadając się na krześle i zarzucając na blat nogi w podróżnych butach. Rzadko też ktoś ją zaczepia, nie tylko ze względu na przewieszoną przez plecy broń, ale przez bijącą z Assani pewność siebie i charakterystyczna dla niej niedbałą nonszalancję.


Charakter

Podobno charakter człowieka kształtuje się przez całe jego życie. Co z demonami? Co dzieje się z osobowością kogoś, kto żyje już ponad pięćset lat?
Segen jest mieszaniną tak wielu cech, że nazwanie jej nieobliczalną nie świadczy bynajmniej o impulsywności czy dynamice kobiety, a zwyczajnie o różnorodności jej działań. Nie ma jednego schematu zachowań, którym się kieruje, chyba że za taki można uznać jej widzimisię, ciekawość lub częste „dlaczego by nie?”
Zawsze będzie jednak nemorianką, co powinno objawiać się w pogardzie do wszystkich innych ras. U Assani jest to raczej pobłażliwość, przynajmniej wobec większości tych ograniczonych jednostek, które spotyka. Wtedy też przejawia charakteryzującą ją ciekawość świata, ale wówczas jedynie wykorzystuje spotykanych na drodze ludzi i inne istoty. Dopiero gdy rzeczywiście spotka kogoś interesującego, niebanalnego, wówczas poświęca mu większą uwagę, z zainteresowaniem uczonego obserwując Alaranię oczami tego jej mieszkańca. Póki co przekonała się, że każda rasa ma jakieś wyjątkowe jednostki, jakby błędy natury, im bardziej wyróżniające je spośród normy, tym bardziej niechętnie odbierane przez resztę otoczenia, a z większym zaintrygowaniem przez Segen, która zawsze chętnie sprawdzi, co w nich takiego innego. Jedyny wyjątek stanowią elfy, a demonica z rozczarowaniem stwierdziła, że rasa powszechnie najbardziej poważana i nazywana najmądrzejszą, w istocie jest najbardziej nudna i nijaka. Nie skreśla ich, może pojawi się ktoś interesujący z czasem, jednak zazwyczaj długouchych nie zaszczyca nawet spojrzeniem. Jeśli jednak jest w niej coś, co z ogromną dozą optymizmu można by nazwać zalążkami sympatii do innej istoty – są to zazwyczaj naturianie i zmiennokształtni, i to tylko przez wzgląd na ich bliski związek z naturą, gdyż jeśli chodzi o poszczególne jednostki, to są to zazwyczaj ci najbardziej stuknięci ze wszystkich ras.
Mowa w ogóle o innych rasach, gdyż w Alaranii nie ma chyba zbyt wielu nemorian, bo podczas swoich podróży spotkała zaledwie kilku, a Segen okazuje się dość towarzyska, chociaż pierwsze wrażenie raczej temu przeczy. I kiedyś rzeczywiście stroniła od innych, najzwyczajniej w świecie każdego uznając za niewystarczająco interesującego, by marnować na niego swój czas, na tym planie zmieniła swoje podejście. Zarówno dlatego, że podróżując tyle lat po tych ziemiach, nabrała charakterystycznej dla podróżników łatwości zawierania znajomości, jak również łatwiej jest jej odnaleźć coś wartego jej uwagi wśród różnorodności gatunkowej w Alaranii. Równie często podróżuje więc z kimś, jak samotnie, a wówczas też nie odczuwa braku kompana, zadowalając się parskaniem konia i dźwiękami natury. To ona bowiem ją tu przywiodła. Przyroda. Woda, płynąca wartko potokami, stojąca milcząco w jeziorach lub atakująca agresywnymi falami na morzu. Drzewa, szumiące cicho delikatnymi listkami, ale walące się też potężnymi pniami na gościńce, blokując drogi, zmuszając ludzi do zmiany swoich zwyczajowych tras. Góry tak wysokie, że ich szczyty znikają w chmurach, wręcz prowokując, by je odnaleźć. Piasek. Wiatr. Księżyc. Nawet słońce. To dla nich opuściła ponurą Otchłań, dla nich dostosowała się i została. I dla nich zaczęła rysować mapy.
Kartografia to jej pasja i chwilowo jedyny cel w Alaranii – odnaleźć każdy najmniejszy jej zakątek, zbadać go i umieścić na mapie. Tych zaś zawzięcie strzeże, nie sprzedając ich byle komu, ale raczej obdarowując tych, którzy jej zdaniem zrobią z nich dobry użytek, lub wręcz przeciwnie – gdy ujawnia się jej demoniczna natura i sprzedaje za bajońskie sumy pergaminy prowadzące do skarbu, którym zupełnym przypadkiem okaże się śmiertelna i wyjątkowo paskudna klątwa. Co więcej, niektóre skarby sama zostawia, jako swój wkład w tą grę. Ale jak na nemoriankę przystało, Segen kieruje się własnymi zachciankami i specyficznym egoizmem, sprawiając, że podejmuje różnorodne decyzje, by tylko ją to satysfakcjonowało. To zaś, czy kogoś tym uszczęśliwi, czy pogrąży, może ale nie musi być przypadkowe i jak zawsze zależy od humoru demonicy.
Co by tu jeszcze o niej rzec… czarna owca w rodzimej Otchłani, to widać na pierwszy rzut oka. Tego, co nie widać to poczucie humoru oraz zaskakujący dystans do siebie, który jednak wynika raczej z tego, że niewiele rzeczy traktuje poważnie, zazwyczaj stawiając się ponad to. Docenia jednak, gdy ktoś ją rozbawi, gdyż śmiech też był towarem deficytowym w jej domu. Mimo swojej rasy i często niezachęcającej postawy, ma w sobie coś, co innych przyciąga i nakłania do interakcji i współpracy. Podczas rozmów nie wykłóca się, a dyskutuje, z łatwością przekonując innych do swojego zdania lub z zainteresowaniem obserwując odmienne stanowisko. Czy działa tak jej aura, chryzma czy specyficzny urok osobisty, czy jeszcze coś innego, trudno powiedzieć. Zdaje się jednak mieć posłuch zarówno u zwykłych podróżnych, jak i alarańskich szlachciców, z charakterystycznym uśmiechem i nieprzerwanym spojrzeniem znad okularów słuchając w milczeniu argumentów, które z łatwością obala lub przyjmuje z łaskawym skinięciem głową. Poza tym, hm… stosunek do prawa ambiwalentny, jest ponad nim, więc dlaczego miałaby się przejmować. Pieniędzy ma aż nadto, więc nimi również nie zaprząta sobie głowy. Rzadko się irytuje, mając dość głębokie pokłady cierpliwości, zrodzone z wiedzy, doświadczenia i długowieczności. Gdyby nie jej zdolność do regeneracji i umiejętność teleportowania się poza zagrożenie, można by powiedzieć, że jest uzależniona od adrenaliny. Ale Segen po prostu wie, że nic sobie nie zrobi, wspinając bez zabezpieczeń na wysokie góry lub spuszczając w przesmyki czy podziemne jaskinie, pędząc konno na złamanie karku i przeskakując przez przeszkody, za których pokonywanie Pielgrzym obraża się później śmiertelnie, czy w inny sposób ryzykując uszkodzenia ciała. Wciąż wiele czyta, zarówno dla rozrywki, jak i zwykłej, lub bardziej tajemnej wiedzy, doskonaląc wciąż magię, by osiągnąć wyższy poziom umiejętności, a być może rozwinąć kolejny arkan.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Nie do zdarcia,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Czuły słuch, Szczątkowy węch, Pozbawiony smaku, Czuły zm.mag,
Umysł:Niezwykle bystry, Błyskotliwy, Żelazna wola,
Prezencja:Piękny, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Ex-nemorianka [D]Chociaż rasy nie zmieniła, zazwyczaj tak o sobie żartobliwie mówi, odkąd opuściła Otchłań. Wciąż charakteryzuje się posiadaniem swojego niematerialnego bytu, jednak jak każdy nemorianin, jest bardzo przywiązana do swojej ludzkiej powłoki. Dlatego mimo nieludzkiej regeneracji, która pozwala jej leczyć nawet najcięższe obrażenia, zazwyczaj po prostu ich unika. Nie poddaje się również żadnym znanym na kontynencie chorobom. Błąka się jednak po alarańskich ziemiach na tyle długo, że jej skóra nie reaguje już tak ostro na słońce, jak dzieje się to w przypadku nemorian pojawiających się tu po raz pierwszy. Segen nie doznaje oparzeń, a z czasem wręcz zaczęła uzyskiwać bladą opaleniznę, łagodzącą jasną karnację.
Mowa umysłu [M]Potężnie rozwinięta telepatia, pozwalająca jej zarówno na niezauważone czytanie w cudzych myślach, jak i jawną komunikację z innymi rozumnymi istotami, w zależności od widzimisię Segen. Może pojawić się w czyjejś głowie z dowolnymi intencjami, jednocześnie na zewnątrz nie dając nic po sobie poznać. Od magii umysłu odróżnia ją jedynie niemożność postawienia obronnego muru, przez co teoretycznie nie może obronić się przed atakami innych. Wtedy jednak przechodzi do ofensywy, a dziewczyna jest kreatywna w mentalnych atakach, raczej nie warto jej prowokować.
Wrażliwy wzrok [W]Na razie jedyna poważna niedogodność związana ze stałym przebywaniem w Alaranii. Sam wzrok zawsze miała przeciętny, ani kiepski, ani wyjątkowy, jednak poza Otchłanią jej oczy stały się o wiele wrażliwsze, głównie przez wpływ światła słonecznego, z którym nie miała styczności tam, skąd pochodzi. Zwyczajnie ją ono razi, przez co w bardziej słoneczne dni zawsze ma na nosie specjalnie przyciemniane okulary, które chronią jej oczy. Dodatkowo smaruje górne i dolne powieki czernidłem, zazwyczaj własnoręcznie zrobionym. Odruchowo robi to zawsze, poprawiając jedynie ten nietypowy makijaż, gdy znajduje się na wyjątkowo słonecznych terenach, np. pustyniach, których nie unika, wtedy rozchodzi się on ciemnym pasmem aż do kości policzkowych, nie raz nawet pomiędzy oczami, w poprzek nosa.
Odkrywca [Z]Segen jest żądna wiedzy do tego stopnia, że jest w stanie opanować niemal każdą umiejętność i wchłonąć każdy rodzaj informacji, jeśli tylko ma jej to pomóc rozwiązać problem, zagadkę, czy dostać się do jakiegoś miejsca. W praktyce przedkłada się to na podejmowanie nieuzasadnionego ryzyka, decyzje sprzeczne z charakterem i przekonaniami, odkopywanie i poznawanie wymarłych języków, by odpowiednio odczytać symbole i szyfry oraz ogólne dążenie do poznania prawdy nieprzystojące pogardzającemu wszystkimi i wszystkim nemorianinowi. Niemal nigdy się nie gubi, a ze względu na rasę może maszerować dniami przez pustkowia, pozbawiona konia i jakiegokolwiek ekwipunku.

Umiejętności

Kartografia [M] Wiedza o mapach, zarówno dotycząca ich odczytywania, jak tworzenia, znajomość topografii terenu i jej zapisu, zasady i metody pomiarów na mapach (kartometria). Wszystko po mistrzowsku opanowane w teorii i praktyce, by to jej mapy były najdokładniejsze i najbardziej pożądane.
Rysunek/Malarstwo [M] Zarówno szkic techniczny, jak i malowanie krajobrazów, oczywiście wyłącznie związanych z oznaczaniem możliwych tras i miejsc na mapach. Mogą być one bowiem prostymi schematami lub dziełami sztuki, które można ze spokojem powiesić na ścianie. Efektami swojej pracy Segen się nie chwali, nie ma w zwyczaju realizować projektów na zamówienie, a za nazwanie jej artystką można zarobić prychnięcie i karcące spojrzenie znad przyciemnianych okularów. Nie da się jednak ukryć, że kobieta ma talent, a węgielek, pióro czy pędzel ożywają w jej dłoni.
Jeździectwo [M] Jeździ od zawsze i jest w tym świetna, czy jeśli chodzi o zwykłe prowadzenie konia, skoki przez przeszkody czy nawet jazdę wyczynową. Konie ją lubią i przy zręcznym prowadzeniu dają z siebie więcej niż pod innym jeźdźcem, a Segen umie to wykorzystać. Swoje wierzchowce trenuje na trudnych szlakach, wymagając od nich wytrzymałości i odwagi.
Nawigacja [M] Umie poruszać się po nowym świecie nawet pozbawiona swoich czy cudzych map. Rozgwieżdżone niebo, roślinność, wiatr i zwierzęta w pełni wystarczają, by skutecznie określić swoje położenie i obrać dobry kierunek. W połączeniu z faktem, że kawał świata zna już na pamięć, umie obrać optymalną drogę, odpowiednio najkrótszą lub specjalnie wydłużoną, oraz bezpieczniejszą lub bardziej interesującą. Gubi się tylko, gdy zechce.
Przetrwanie [W] Nemorianka w Alaranii to już sama w sobie reklama wytrzymałości. Łatwo adaptuje się do nowych okoliczności. Z jej magią, rasą i umiejętnościami przeżycie nie jest trudne i niewiele może jej zagrozić, a jeśli już coś się znajdzie, Segen umie z tym sobie poradzić.
Geografia [W] Jakżeby ktoś, kto tworzy mapy, miał nie znać świata, który na nich zamieszcza. Regiony, klimaty, ukształtowanie terenu, występowanie roślin i zwierząt, pogoda – nauczyła się tego z praktyki, podróżując po Alaranii i wyciągając własne wnioski.
Szyfry i symbole [W] Ciekawość, inteligencja i zupełnie nieumyślna złośliwość dają cudną mieszankę. Segen z równym zainteresowaniem bada i odczytuje zakodowane informacje, jak również sama takie pozostawia, czy to celem zabezpieczenia czy rozrywki. Wykorzystuje do tego istniejące i wymarłe już języki oraz tworzy własne kombinacje i klucze.
Pismo runiczne [W] Przydatne zarówno do zaklinania magii w przedmiotach, jak i do odczytywania zabezpieczonych nim ksiąg oraz zapisywania ukrytych wskazówek.
Czytanie i pisanie [W] Czyta ze zrozumieniem, a pisze zgrabnie i czytelnie. Książki pochłania w zastraszającym tempie, wyciągając z nich tyle, ile się da. Co ciekawe, lektura jej dziennika również byłaby satysfakcjonująca, gdyby tylko komuś się to udało~
Wspinaczka [W] Zarówno pieszo po górskich ścieżkach, jak i wprost po stromych ścianach skał, a także w głąb przesmyków i jaskiń, by zbadać je w pełni. Ma pewny chwyt i krok, jest uważna i ma dobrą równowagę, pozwalając sobie nie raz na wspinaczkę bez żadnych zabezpieczeń.
Walka kataną [W] Nie można jej nazwać wojownikiem, ale po tylu latach siłą rzeczy opanowała walkę preferowaną bronią w bardzo dobrym stopniu, stawiającym ją na równi z wyszkolonymi zbrojnymi.
Uniki [W] I chodzi nie tylko o uchylanie się przed ciosami, magicznymi i fizycznymi, ale też o unikanie pułapek, których na zapomnianych lub umyślnie niedostępnych trasach jest pełno, by utrudnić dotarcie do celu. Segen radzi sobie ze zdradliwym terenem i czyhającymi na moment nieuwagi niebezpieczeństwami.
Sztuka tatuażu [W] Czyli co się dzieje, gdy w Alaranii pojawia się znudzona nemorianka z talentem. Również tu przejawia się jej specyficzny charakter i tatuuje tylko niektórych, czasem godząc się na konkretny projekt, a czasem oczekując zaufania, którym sama nikogo nie obdarza, i oddania się ciemno w jej ręce. Jeszcze nikogo w ten sposób nie pokrzywdziła, nagradzając jedynie za odwagę, ale kto wie, co może jej wpaść do głowy.
Walka wręcz [W] Zaciekawiona nauczyła się kilku sztuczek, bardziej chyba, by dla rozrywki czasem się z kimś poprztykać, niż dla faktycznej obrony przed zagrożeniem. W połączeniu ze zręcznością, szybkością i właściwą nemoriance siłą, okazuje się groźnym przeciwnikiem nawet rozbrojona.
Poliglotyzm [W] Dla wygody poznała większość popularnych na tym planie języków, zarówno w mowie, jak i piśmie. Wciąż słychać jej szeleszczący akcent, ale opanowała słownictwo i gramatykę w stopniu umożliwiającym swobodną komunikację.
Kreomagowanie [O] Zaklina magię w przedmiotach dla własnego użytku, rzadko czyni to dla kogoś. Wyjątkiem są mapy, w których lubi chować drobne… niespodzianki.
Taniec [O] Pomyślałby kto, ale królewna z drewna z Otchłani, w Alaranii upodobała sobie jednak tą formę rozrywki. Tańce oficjalne więc zna doskonale, tylko ich nie stosuje, natomiast chętnie poskacze przy ognisku czy w karczmie.
Etykieta [O] Opanowana w najdrobniejszym detalu, a jednak stosowana w zależności od chęci i okoliczności, w pełni lub wcale.
Tresura [O] Woli zwierzęta niż ludzi i to widać. Zorientowała się w temacie, by ogarnąć tego złośliwca z piekła rodem, który przy Segen truchta radośnie niczym źrebak, przy innych zaś kładzie uszy po sobie i nie przepuści okazji, by kogoś ugryźć lub kopnąć. Okazuje się jednak, że Assani zwyczajnie ma rękę do zwierząt.
Mechanika [O] Nie wszystkie pułapki można ominąć, z niektórymi trzeba się zmierzyć. Segen całkiem sprawnie radzi sobie z mechanizmami, umiejąc je rozbroić lub zmodyfikować na swoją korzyść, zastawiając na kogoś pułapkę.
Znajomość ras i bestii [O] Włóczy się po świecie już tak długo, że poznała niemal wszystkie występujące w Alaranii rasy istot rozumnych, zwierząt i tak zwanych bestii. Rozróżnia je i umie z grubsza scharakteryzować, chociaż wciąż się ich uczy.
Wiedza tajemna [O] Studiowanie magii nie zawsze opiera się na intuicji, ale Segen nigdy nie miała nic przeciwko siedzeniu po uszy w księgach, wręcz przeciwnie. Z chęcią poszukuje nowej wiedzy by rozwijać swoje umiejętności i zdolności magiczne.
Matematyka [O] Niezbędna przy tworzeniu map, ocenianiu odległości, głębokości czy powierzchni terenu. Obliczenia idą jej sprawnie i naturalnie.
Czytanie aur [O] Podstawowa umiejętność dla władającego magią, opanowana w stopniu odpowiednim by wyłapać wszelkie niuanse z nią związane i rozpoznać zarówno rasy, jak i profesje czy skłonności postaci. Nie zawsze przedrze się do tych ukrytych emanacji, ale wówczas znajdzie inny sposób, by dowiedzieć się czegoś wiecej.
Polityka [P] Oczywiście ta obejmująca Otchłań, a to też o tyle, o ile. Wiedziała komu nie zachodzić za skórę, a komu wyświadczyć kurtuazyjną przysługę, by wszystkim żyło się lepiej. Tej w Alaranii nawet nie próbuje ogarniać, nie po to tu przybyła.
Garbarstwo [P] Nie jest w tym szalenie dobra, ale czasem musi zrobić coś sama, gdy jest w głuszy tak głębokiej, że od jakiegokolwiek fachowca dzielą ją dni lub tygodnie konnej drogi.
Kulturoznawstwo [P] Uczy się szybko, ale do nauki ma wiele. Zna mniej więcej zasady panujące na tym planie, chociaż nie można powiedzieć, by się do nich specjalnie dostosowywała. Ot, dobrze, gdy pokrywają się z jej sposobem bycia

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Pustki [M]Jej ulubiona dziedzina. Od zawsze lubowała się zarówno w tworzeniu, jak i odkrywaniu iluzji. Nie raz już samo dostrzeżenie ich jest trudne, ale zniesieniu ułudy towarzyszy satysfakcja równa odkrywaniu nowych krain i wynagradza wszelki wysiłek. Nie są jej obce również zastosowania arkana do unicestwiania materii, budząc niezdrową fascynację.
Przestrzeni [M]Typowo praktyczna umiejętność została udoskonalona niemal do perfekcji, zarówno wskutek studiów, jak i praktyki. Przenoszenie siebie i przedmiotów na mniejsze i większe odległości, a także manipulowanie przestrzenią dla ukrycia, odkrycia lub zdobycia czegoś, gdy to konieczne. W trakcie nauk okazało się, że umożliwia również lewitację, ale akurat to nie przypadło do gustu stąpającej twardo po ziemi Segen.
Demonów [A]Umożliwia przybywanie do Otchłani i opuszczanie jej w dowolnym czasie i miejscu, jak również przyzywanie prymitywnych demonów, które chociaż durne i uparte, czasami się przydają.
Porządku [A]W niej przejawia się słabość Segen do naturalnego porządku rzeczy. Chociaż zwykle nie ingeruje w odwiedzane krainy, przyjmując je w pełni takimi, jakimi są, nie raz pokusi ją o naprawienie szkód wyrządzonych przez ludzi czy inne niszczycielskie siły. Czasem zdarzy jej się przy pomocy arkana wykopać z tego planu nie należącą do niego istotę, ale te interesują ją o wiele mniej niż natura sama w sobie. To jej bowiem brak w Otchłani.

Magiczne przedmioty

Okulary [ZAC]Magicznie przyciemnione szkiełka w drucianych oprawkach nie były tak horrendalnie drogie, jak te poprawiające widzenie, jednak i tak są cennym przedmiotem w posiadaniu nemorianki. Nie tylko chronią oczy przed szkodliwymi promieniami, ale też ułatwiają widzenie w pełnym słońcu, pozwalając spoglądać w jego stronę i dostrzegać rzeczy, które dla innych kryją się w jego blasku.
Dziennik [ZAK]Nieco podniszczony notatnik w skórzanej oprawie, zamykany poprzez kilkukrotne oplecenie go rzemieniem. Wypełniony jest podstarzałymi stronami, zdradzając wiekowość przedmiotu, a jednak wciąż trzyma się dzielnie, pękaty, ale zaskakująco lekki i poręczny. Jego magiczną właściwością jest bowiem zapewnienie właścicielce nieograniczonej liczby stron do zapisania i zarysowania. Pozornie jest niewiele ponad sto, jednak można przejrzeć i dwieście, a wciąż nie dotrzeć do ostatniej. Chociaż nosi ślady zniszczenia, jest to niewiele, jak na fakt, że ma ponad 200 lat. Nie ima się go woda ani ogień, a otwarty w dłoniach nienależących do nemorianki, zaprezentuje jedynie puste stronnice.
Tuba na mapy [ZAC]Ni mniej, ni więcej. Skórzany pokrowiec, pozwalający na przechowywanie map większych niż zmieściłyby się do dziennika lub sztywniejszych, uniemożliwiających złożenie ich na kilka, bez niszczenia struktury pergaminu. Jego jedyną magiczną właściwością jest większa by się zdawało pojemność, oraz podobnie jak dziennik – odporność na zniszczenia mechaniczne. Raz zdarzyło mu się nawet zatrzymać miecz, chociaż po tym została mu mała blizna.
Luneta [ZAC]Cudeńko. Rozkładany metalowy przyrząd, wypełniony soczewkami umożliwiającymi obserwację tego, co odległe tak bardzo, że niemal niedostrzegalne gołym okiem. Wystarczy jednak rozsunąć przyrząd i małe punkciki na horyzoncie okazują się uzbrojonymi konnymi. Przydatny gadżet, a chociaż samo działanie opiera się wyłącznie na odpowiedniej inżynierii, tchnie on lekką magią, której wpływ na przedmiot przejawia się ogromną wytrzymałością i nie pozwala na stłuczenie soczewek.

Towarzysz

Pielgrzym
Ogier o długich nogach, prostym profilu głowy i lekkiej budowie ciała. W kłębie mierzy około 170 cm. Zarówno sylwetka, jak i temperament sugerowałyby czystą krew, jednak łaciate umaszczenie temu przeczy, a przynajmniej sugeruje nie do końca kontrolowane powstanie konia. Dominującym umaszczeniem jest czerń, również grzywy i ogona, ale od karosza dzielą go białe łaty rozłożone nierównomiernie na całym ciele, a wyjątkowo charakterystycznie na pysku. Tam bowiem biel pokrywa cały front łba, od czarnych uszu do czarnych chrap, pokrywając się śnieżnobiałą sierścią, przywodząca na myśl kościstą maskę. W połączeniu z nietypowo błękitnymi oczyma koń sprawia upiorne wrażenie, a swoim złośliwym charakterem tylko je umacnia. Aktualnie jedyna istota, zdolna doprowadzić Segen na skraj irytacji, a jednocześnie jedyna, której może zaufać. Dumny, uparty i kapryśny, swoje istnienie ratuje zatrważającą prędkością, jaką jest w stanie osiągnąć w galopie i cwale, lojalnością przeczącą wszelkiemu rozsądkowi i wytrwałością w pokonywaniu tras wyznaczonych przez Assani. Poza tym, nie licząc okazjonalnych fochów, pracuje i podróżuje im się doskonale, a końska agresja kierowana przeciwko obcym zupełnie nie rusza nemorianki. Trzeba było nie pchać łap, to by nie użarł.

Historia

To teraz ja mam coś o sobie powiedzieć? Hm, a co byście chcieli wiedzieć? Nie, niestety na moją pełną historię nie starczyłoby waszego żywota, a to ognisko z pewnością by już dogasło. No dobrze, to pokrótce…
Za siedmioma zamkami, za siedmioma pałacami i za siedmioma jeszcze innymi fikuśnymi budyneczkami o przeroście formy nad treścią, bo tylko to można było spotkać w tym nudnym, zapomnianym przez Prasmoka planie, zwanym Otchłanią, mieszkała sobie nemorianka. Oficjalnie lady Segen Assani, nieoficjalnie „ta dziwna taka”.
Ze swej pięknej twarzy podobna byłam zupełnie do nikogo, jedna z wielu czarnowłosych i zielonookich szlachcianek w sukniach droższych niż koń z rzędem i biżuterii cięższej niż wspomniany wierzchowiec. Od zawsze inna, przynajmniej na nemoriańskie standardy. Suknie nosiłam, bo tak się robiło i już, biżuterią przynajmniej można było się pobawić na nudnych przyjęciach. Z tym że nie urozmaicałam ich sobie ploteczkami na dworze, a milczeniem tak sugestywnym, że zamiast cicho niknąć w tłumie, wyróżniałam się z niego przez swoje wiecznie zasznurowane usta. A naprawdę robiłam to dla dobra wszystkich. Bo w momencie, gdy się odezwałam, waliły się wszelkie konwenanse, ustalenia i zwyczaje, damy się zapowietrzały, panowie dławili własnymi szowinistycznymi komentarzami, rodzina załamywała ręce i albo się nie przyznawała do latorośli, albo ojciec w domu usiłował wybić mi tę inność z głowy. Jak widać, nie za wiele to dało. Ale od początku.

Oficjalnie nic nie można mi było zarzucić. Swoje obowiązki młodszej córki wypełniałam należycie, odpowiednio reprezentując rodzinę i stawiając się na wszystkich proszonych przyjęciach. Jednak mimo tego, że nasza rodzina była jedną z bardziej znaczących w Otchłani, ciesząc się wpływami, poważaniem i nienawiścią wśród pozostałej części (wszak im bardziej Cię nienawidzą i/lub boją, tym lepiej Ci się powodzi - prawda stara jak świat), nie było u nas za wesoło. Moi rodzice mieli bowiem pecha - tylko dwie córki i, ku wściekłej rozpaczy ojca, żadnych szans na przedłużenie nazwiska rodowego. Co więc za tym idzie, moja starsza siostra Sirkin miała odziedziczyć po starszym jego “imperium”, by chociaż w tej sposób zostawić po nas ślad, natomiast ja miałam korzystnie wyjść za mąż i po prostu się na coś przydać. Jeśli spodziewacie się buntu nastolatki i ucieczki z domu to muszę Was zmartwić. Przede wszystkim nastolatką już dawno nie byłam. Przygotowywanie nemorianek do zamążpójścia trwa nieco dłużej niż u ludzi, by odpowiednio wpoić niezbędną wiedzę (która jakoś uleciała mi już z głowy, a właściwie została zastąpiona przez bardziej przydatne dziedziny). Poza tym nie protestowałam specjalnie, mając większą swobodę, niż Sirkin i bezczelnie to wykorzystując.
Z moją siostrą, chociaż dzieliło nas raptem 20 lat (niemalże bliźniaczki!) nigdy nie byłam zbyt blisko. Ona całe swoje życie była pod pieczą ojca, z trudem przyswajając odpowiednią wiedzę, przekazywaną jej przez starszego i zatrudnionych przez niego nauczycieli. I podczas gdy ona w cierpieniu siedziała nad księgami, mnie wbijano w suknie, obwieszano biżuterią i ciągano na bale, bym tam godnie się reprezentowała i czym prędzej ściągnęła jakiegoś zamożnego szlachcica, oczywiście z jak najwyższej klasy. Nie muszę mówić, że z Sirkin najchętniej zamieniłybyśmy się miejscami? Wzajemna zazdrość jednak tylko u niej objawiała się nienawiścią i musiałam się pilnować, bo chociaż słodziutka była z niej demonica, zepsuta była jak każdy tutaj.
Ona miała jednak to, co mnie byłoby w stanie zatrzymać w Otchłani – nasze stajnie. Większość najbardziej zamożnych rodów posiadała swoje konie w posiadłościach, jednak praktycznie wszystkie pochodziły z naszych stajni. Oczywiście nikt z rodziny się nimi osobiście nie zajmował, a jedynie zarządzał interesem, dbał o rozwój i odpowiednią wiedzę zarówno pracujących tam niższych demonów, jak również członków rodziny mających zajmować się w przyszłości dalszą hodowlą i handlem; w tym przypadku również moją siostrę. Mnie pozostawało więc samodzielne podbieranie jej książek i przesiadywanie w bibliotece, co i tak miałam w zwyczaju. Już wtedy rysowałam mapy, chociaż wtedy nie pochłaniało mnie to tak do cna. Mając do oznaczenia niemal same pałace, mniejsze lub większe, oraz inne rezydencje, zameczki, dworki i całą resztę, zwyczajnie mnie to nudziło. Dawało mi to jednak pretekst do przemierzania Otchłani wzdłuż i wszerz, usprawiedliwienie dla tak częstych konnych przejażdżek i oczywiście gromadziłam własny majątek. Zadufani w sobie lordowie zawsze chętnie zapłacili potężne sumy za mapę wszystkich zamków, na której ich oczywiście był największy. Tak więc rysowałam i jeździłam. Przy samych stajniach rzadko się kręciłam, tylko wokół własnego wierzchowca, tam jeszcze trzymałam pozory… mniej więcej.
Na przyjęciach bowiem z milczącą satysfakcją emanowałam czystą pogardą i niechęcią do każdego, całkiem skutecznie zniechęcając do siebie potencjalnych zainteresowanych. Otchłań ma to do siebie, że niemal każdy tam jest z czegoś niezadowolony, więc czasami dla odmiany pokusiłam się o ideologiczne dysputy z zaczepiającymi mnie mężczyznami, co już ewidentnie wychodziło poza wszelkie granice tolerancji. Miałam swoje zdanie, ha. Skandal i oburzenie, zwłaszcza gdy poruszałam temat panujących w Otchłani praw, lub podejmowałam nurtujące mnie zagadnienia magiczne. Matka mogła jedynie zgrzytać zębami, widząc moje zachowanie i własnym sztucznym uśmiechem próbując nadrobić ferment, który z lubością siałam, ojciec natomiast regularnie zostawiał odciski swoich licznych sygnetów na mojej twarzy, gdy słyszał później relację. Wiedział, że nie może mnie w ten sposób skrzywdzić, nie poważnie, co tylko bardziej go rozjuszało. Jak widać nemoriańska regeneracja ma swoje plusy i minusy; z jednej strony córka na wydaniu nie chodzi na bale z podbitym okiem, z drugiej uśmiecha się drwiąco, zamiast przejmować krwawymi śladami. I nie róbcie takich min, swoje w Alaranii widziałam, aż tak bardzo się nie różnimy.
Ale wracając do rozczarowywania Was - buntu przed zamążpójściem nie było dlatego, że był on bezcelowy i zdecydowanie zbyt czasochłonny; czas ten przecież mogłam poświęcić na zgłębianie tajników magii czy konną jazdę, praktycznie na zmianę siedząc w siodle lub zagrzebana w księgach. Nie, wtedy jeszcze nie rysowałam. Coś tam skrobałam od niechcenia, ale bardziej by jakoś zaspokoić tę nietypową potrzebę, której nie rozumiałam, niż odzwierciedlić coś konkretnego. Nie umiałam nawet wyobrazić sobie nic interesującego, wszystko i wszyscy byli tacy sami i tak samo nudni.
W międzyczasie dowiedziałam się, że mój ojciec jednak stracił cierpliwość do Sirkin i zwyczajnie wziął sobie nową żonę. Może nie było to zbyt popularne zagranie, ale też nic wielce gorszącego, ot nowy temat do plotek. Szybko dorobił się też syna - upragnionego dziedzica i mojego przyrodniego młodszego brata. Gnojek jakich mało swoją drogą, ale znowu odpłynęłam od tematu.
Miałam dwieście lat, głowę pękającą od wiedzy, której nie mogłam nigdzie zastosować, więcej pytań niż było społecznie akceptowalne i… męża. Mmm, zdziwieni? Chcieli wydać mnie za mąż, to wydali. Podobno całkiem istotne “tak” z mojej strony w praktyce wcale nie było aż tak istotne. Co się zmieniło? Hm… na pewno nazwisko - stałam się lady Segen Assani, byłam w innym zamku, miałam nowego konia, nową bibliotekę i nowe ślady sygnetów na twarzy. Ale to ostatnie dość krótko, później zaczęłam oddawać. Ojca tolerowałam chyba z jakiegoś wrodzonego poczucia, że tak już po prostu jest, ale Ngavar szybko dowiedział się, na czym dokładnie polegała moja wyjątkowość. Po kilku konkretnych walkach, a te u nemorian są dość widowiskowe swoją drogą, jako że całkiem ciężko nas wyrżnąć, doszliśmy do względnego porozumienia. Ja mu dam dziedzica, on da mi święty spokój - żadnych bali i przyjęć, żadnego uczestniczenia w rodowych przepychankach, będę miała swoje własne życie; takie, jakie sobie upodobam. Układ idealny, na który zgodziłam się po zażartych negocjacjach.
Nie, nie mam syna. Córki też nie. Układ był idealny, ale nie dla mnie, po prostu potrzebowałam trochę czasu. Od dawna już znajdowałam w księgach informacje o innych planach, szukając dla siebie nowego domu. Chyba od zawsze wiedziałam, że to nie jest moje miejsce, a trwałam w nim tylko do czasu, aż znajdę swoje własne. Nie skakałam na ślepo między wymiarami, to nie było w moim stylu. Zamknięta w bibliotece, najpierw ojcowskiej, później swojej własnej, zbierałam informacje, by nic mnie nie zaskoczyło. Wybrałam Alaranię nie przypadkiem, nie na ślepo i nie w amoku, urzeczona jej urokami; wtedy jeszcze ich nie znałam, zgłębiając wiedzę o nowym dla mnie miejscu. Mimo wzmianek o tym, że promienie słoneczne są dla nemorian szkodliwe, zdecydowałam się na ten plan, zaintrygowana jego innymi zaletami, jak i ze względu na to, że mimo wszystko była to najlepsza opcja dla nemorianina. Dopiero wtedy, jak dziecko zapatrzyłam się na ilustracje. Krajobrazy miejsc, gdzie ląd ścinał się z wodą i plamy zieleni pokrywające większość kontynentu. Wiedziałam czym są morza i oceany, góry i doliny, stepy, sawanny, pustynie i równiny. To, że w Otchłani były pojęciami abstrakcyjnymi, nie miało znaczenia, czytałam o nich przecież tak wiele, że nie miały dla mnie tajemnic. Nigdy w swoim życiu tak bardzo się nie myliłam.

Alarania mnie ogłuszyła, oślepiła, niemal zabiła i urzekła do cna. Mimo całej swojej przezorności i przygotowań, nie wiedziałam gdzie trafię. Teraz, znając ten kontynent niemal jak własną kieszeń, potrafię przenieść się w dowolne miejsce z dokładnością co do sążnia, ale wtedy mogłam jedynie skupić się na wybranym miejscu na mapie (beznadziejnej swoją drogą) i spróbować tam wycelować. Otworzyłam portal, przez który przeszłam w ciemność niemal równą tej w Otchłani, ale jednak tak różną. Miałam szczęście, że była noc, bo chociaż celowałam w Wulkniczne Pustkowia (stwierdziłam, że zacznę od miejsca najbardziej przypominającego mój dawny dom), wylądowałam na Pustyni Nanher. Tak, wiem, to mi nie wyszło, zdarza się najlepszym. Ale nigdy nie czułam tak świeżego powietrza, takiego chłodu na skórze i jednoczesnego uczucia dojmującej ciszy, która po paru godzinach przerodziła się w koncert dźwięków, gdy tylko zmysły zaczęły się przyzwyczajać. Słyszałam muzykę wiatru i szepty nocnych zwierząt. Całą noc stałam w miejscu, jak wryta, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo i idealnie okrągłą tarczę księżyca, rozświetlającą pustynię. W tamtym momencie się zakochałam w Alaranii i uznałam ją za swój nowy dom. Dobrze, że jestem zacięta, bo po tych kilku godzinach, gdy wyszło słońce, a moja skóra zaczęła pokrywać się palącymi czerwonymi plamami, byłam o krok od umykania z podkulonym ogonem z powrotem do Otchłani. Zamiast tego jednak skoczyłam w ciemno, tym razem nie celując w pustkowia, a w bory i lasy. Nie chciałam już imitacji Otchłani, chciałam chłonąć Alaranię. Tak zaczęła się moja przygoda z tym miejscem.
Co z Ngvarem? Nie mówiłam? Zabiłam go rzecz jasna, przecież nie pozwoliłby mi opuścić planu, nawet gdybym dała mu tego jego dziedzica. Miałam mieć spokój, ale u jego boku, jak grzeczna kukiełka. Nie mam tego w zwyczaju. Hm? Oczywiście, że czeka mnie zemsta jego rodziny. Nie tylko jego zresztą, ojciec będzie przeszczęśliwy, mając w końcu powód, by raz na zawsze się mnie pozbyć, zwłaszcza gdy ma swojego następcę z piekła rodem. Raz na jakiś czas nawet tutaj, w Alaranii, pojawia się ktoś żądny wyrównania rachunków, ale chociaż nie jestem mistrzynią we władaniu bronią, na którą patrzysz, umiem o siebie zadbać, niech Was o to głowa nie boli. Jeszcze tego brakuje, bym się tutaj Otchłanią przejmowała, niedoczekanie. Wróćmy do tematu.
Szybko zorientowałam się, że wasze mapy pozostawiają wiele do życzenia. Prymitywne, niedokładne, niechlujne. Dla mnie było to wręcz marnotrawieniem potencjału tego świata, jego bogactwa. Zaczęłam znów rysować własne niemal od razu, gdy się tu pojawiłam. Ile to będzie? Dwieście dziewięćdziesiąt siedem lat plus minus kilka miesięcy; dziwnie działa wam tu czas. Wiele lat minęło, nim nauczyłam się pewnych prawidłowości, chociaż nawet ta chaotyczność mi się podoba. W każdym razie, gdybyście potrzebowali mapę Alaranii, środkowej Alaranii, jakiegoś konkretnego regionu lub trasy, polecam się. Wyglądacie na uczciwych podróżników, ciekawych świata, z wami mogę się nimi podzielić, a co wy już dalej z nimi zrobicie, nie moja sprawa. Tak, mam też malowane, właśnie tutaj zaczęła się moja przygoda z rysunkiem. Nie, nie jestem artystką, po prostu gdy coś robię, robię to porządnie, a skoro zachciało mi się map ilustrowanych, takie zrobiłam. Wciąż mam na nich kilka białych plam i pracuję nad tym, by je zapełnić. Jestem tu już długo, ale podróżuję powoli. Może nie dosłownie, bo z Pielgrzymem lubimy od czasu do czasu pościgać się z wiatrem, ale nie spieszę się nigdzie. Chłonę przyrodę, badam ją, szukam ścieżek i je rysuję. W przeciwieństwie do was mam mnóstwo czasu i poświęcam go na to, na co akurat najdzie mnie ochota. Na dłużej zatrzymałam się tylko raz, w pewnym mieście przy Wielkiej Pustyni Słońca, Na’Zahir, może kojarzycie? Jeśli nie, to polecam, wyjątkowo interesujące miejsce. Nieco dzikie, ale urzekające różnorodnością, chociaż słyszałam, że ostatnio mają jakieś problemy z władzą. Spędziłam tam kilkadziesiąt lat, tatuując i, w zamian za jedną z moich lepszych map, korzystając z królewskiej biblioteki; wiedzy nigdy za wiele. Bliżej mi jednak do podróżnika, włóczykija, obieżyświata, jak to się u was mówi, hah, miejscy strażnicy preferują miano łazęgi, urokliwe doprawdy. Nie, nie słowo, a fakt, że Wy, ludzie, sądzicie czasem, że możecie mi coś nakazać, lub czegoś zabronić, na przykład owego wałęsania się właśnie.
A Pielgrzym? Mam go niemal od źrebięcia. Na oku miałam innego, czystej krwi, ale wskutek pewnych zdarzeń, w które nie będę się zagłębiać, skończyłam z tym złośnikiem i dobrze na tym wyszłam. Nie jest to mój pierwszy wierzchowiec tutaj i nie ostatni, chociaż chciałabym, by tak się stało, bo wychowałam go i ułożyłam pod siebie; trudno będzie o równie lojalnego i wytrwałego towarzysza. Czasem marudzi, gdy wytyczam trudniejsze trasy, pozornie niedostępne nawet dla piechura, a co dopiero dla takiego bydlaka, ale działa groźba teleportacji. Do tego się nie przyzwyczaił, mimo moich usilnych prób i każdorazowo kosztuje mnie to końskie fochy, ale przynajmniej wystarczy, że o tym wspomnę, a pnie się na szczyty niby górska kozica. Nie ma rzeczy niemożliwych, jak się okazuje, a też chyba za ten temperament go lubię.
Nie wiem, co chcielibyście jeszcze o mnie wiedzieć. I tak powiedziałam Wam więcej niż usłyszelibyście od jakiegokolwiek innego nemorianina.
Dlaczego?
A dlaczego by nie?
Poza tym… i tak wam kilka rzeczy wymażę z głowy, nie musicie wszystkiego o nas wiedzieć.

Dane gracza: Segen

Nazwa użytkownika:
Segen
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Mimosa, Dayanara,
Martwe postacie:
Ratri
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pn kwi 23, 2018 5:53 pm
Ostatnia wizyta:
So lip 28, 2018 4:05 pm
Liczba postów:
8 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.03 posty dziennie)
Ostatni post:
[Środek lasu] Białe plamy na mapie
So lis 24, 2018 4:24 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Lasy Eriantur
(Posty: 8 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Środek lasu] Białe plamy na mapie
(Posty: 8 / 100.00% postów użytkownika)
cron