Oglądasz profil – Nahír

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Nahír Rha-aine
Rasa:
Alarianin
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
15 lat
Wygląda na:
15 lat
Profesje:
Uczeń, Artysta, Wędrowiec
Majątek:
Ubogi
Sława:
Nieznany

Aura

Chodźcie, opowiem wam bajkę o pewnej aurze. Ale nie takiej zwykłej - jest to bowiem aura skrywająca w sobie historię nie jednej, a dwóch istot. Opowiem wam ją, bo być może sami nie dacie rady odkryć tej opowieści. Ile zdolności potrzeba by poznać wszystkie szczegóły! Posłuchajcie:
Owa przedziwność wita podróżnych przyjaźnie, nikłą siłą i miedzianymi piaskami pustyni. Lśni młodym, szafirowym niebem, a otula ciepłym wietrzykiem przesączonym zapachem niecodziennym, choć przypominającym ułudnie woń rozgrzanej ziemi i młodego ciała. Lekko pikantna, bawi się z czytelnikami, pozwalając dotknąć im cynowej, nieszorstkiej powierzchni… futra. Lis który pojawia się między nimi, patrzy ślepo oczami z koralików. W miękkiej sierści z wolna zatapiają się dłonie, a długi tułów wije się giętko między nieszczęśnikami. Oplata ich niczym klątwa, lepi się do ciał… Szafirowe niebo zachodzi topazową histerią, by ostatecznie skąpane w krwistym rubinie, górować nad biedakami mocą i potęgą. Kraina słońca ciemnieje w nagłej, głuchej ciszy, a lęk przed czymś obcym, co czai się między piaskami rośnie z każdą chwilą, gdy słona gorycz zalewa usta i myśli. Intensywna woń futra nieznanej światu istoty, to ostatnie czego można doświadczyć… nim obudzisz się i zobaczysz uśmiechniętą twarz chłopca. Tylko dlaczego jesteś tu sam?

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Nahír
Grupy:
Inne Postacie:
Kerhje, Hashira
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Nahír

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
7 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
3 dni temu
Liczba postów:
8
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Dalekie Krainy
(Posty: 6 / 75.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Wielka Pustynia Słońca] Słodycz miodu i gorycz kawy
(Posty: 6 / 75.00% wszystkich postów użytkownika)

Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, niezbyt wytrwały, wrażliwy
Zwinność:zręczny, szybki, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, czuły węch
Umysł:przeciętny
Prezencja:przekonywujący

Umiejętności

Gra na instrumentach (lutnia, flet, fletnia pana)Biegły
Chłopiec od małego wykazywał uzdolnienie muzyczne, a wraz z wyostrzeniem słuchu muzyka stała się dla niego rzeczą całkowicie naturalną. Gry na insrtumentach uczył się od Zahida, który również samodzielnie wykonuje instrumenty dla trupy aktorskiej. Czasami Nahír gra na jarmarkach, by pomóc przyjacielowi w sprzedaży.
ŚpiewBiegły
Wysoki, czysty głos chłopca nadaje się nie tylko do deklamowania, ale również do śpiewania w czasie występów i poza nimi.
Snucie opowieściBiegły
Czy to na scenie czy przy ognisku, łagodny głos Nahíra potrafi przenieść słuchaczy w niesamowity świat opowieści...
PrzetrwanieOpanowany
Życie na pustyni to nie przelewki, nawet dla kilkuletniego brzdąca. Wychowanie w surowym klimacie wykształciło w nim tę umiejętność, a wędrowny tryb życia dodatkowo ją rozwinął.
AktorstwoOpanowany
Nahír częściej śpiewa i opowiada, jednak czasami występuje również w przedstawieniach. Z łatwością wciela się w nowe postaci, bawiąc, zachwycając i smucąc swoich widzów.
GotowanieOpanowany
Ermida nauczyła chłopca wielu przydatnych umiejętności - cerowania, pakowania dobytku w mały tobołek i gotowania dla wygłodniałej grupy. Choć najczęściej robi to sama, Nahír lubi jej pomagać i bez problemu może ją w tym zastąpić.
PolowaniePodstawowy
Chłopiec potrafi upolować królika i niewielkie ptactwo.
Skradanie sięPodstawowy
Idzie lisek koło drogi...
CzytaniePodstawowy
Nahír potrafi czytać scenariusze i teksty piosenek.
ZielarstwoPodstawowy
Chłopiec zna się na podstawowych roślinach i ziołach.

Cechy Specjalne

Piasek we krwiRasowa
Ze względu na domieszkę krwi pustynnych elfów, chłopiec jest odporny na piekące słońce, a jego jasna skóra nigdy nie ulega poparzeniom. Dar przodków umożliwił mu również używanie magii powietrza.
PrzemienionyRasowa
Chłopiec, jak każdy przemieniony, ma nikłą, słabo wyczuwalną aurę.
Farbowany lisUłomność
Nahír wcale nie jest lisołakiem, ale przez zlanie z ciałem demona przejął część lisich cech, takich jak ogon, rude włosy, jedno oko w innym kolorze czy wyostrzone zmysły.
Nasienie złaKlątwa
Gdy nad Nahírem przejmuje kontrolę demon, zmienia się nie tylko jego zachowanie. Oczy chłopca robią się pomarańczowe i dzikie, a uśmiech pełen okrucieństwa. Demon chwyta za stery i mówi ustami dziecka, jednak głos który się z nich wydobywa jest chrapliwy i niski. Wadd wpływa wtedy na każdy jego gest, a rudzielec nie jest świadomy swojego zachowania. Lis może wykorzystywać magię pustki i demonów, co czyni dla swoich interesów lub czystej rozrywki. Po wszystkim Nahir pamięta zaledwie krótkie i niewiele mówiące przebłyski tego co było. Prawda lubi się też czasem objawiać w postaci koszmarów, które jednak ciężko zrozumieć.

Magia: Intuicyjna

DemonówMistrz
Lisi demon potrafi otworzyć portal do Otchłani, jednak zrobi to dopiero wtedy, gdy będzie gotowy zmasakrować swoich wrogów. Bez problemu przejmuje kontrolę nad słabszymi demonami, naginając ich wolę i zmuszając je do walki po swojej stronie. Bez trudu odpiera również ataki swoich pobratymców, korzystając z magii demonów, by się przed nimi chronić. Nahír nie potrafi świadomie wykorzystać magii pustki ani magii demonów.
PustkiMistrz
Nar-Speth Chnum od tysięcy lat wykorzystuje magię Otchłani, którą włada z doskonałą precyzją. Demon potrafi unicestwić inne istoty lub rozerwać je na kawałeczki, umie również tworzyć iluzje tak realne, że oddziałowują na wszystkie zmysły. W Otchłani pochłaniał słabsze demony, karmiąc się ich siłą. Teraz, żyjąc w ciele Nahíra, nadal potrafi zabić lub stworzyć iluzję, choć każde użycie magii okupuje silnym osłabieniem.
PowietrzaUczeń
Chłopiec zdolność do posługiwania się nią odziedziczył po dziadkach, jednak nigdy ich nie poznał. Dopiero ich córka, a jego matka nauczyła go kontroli i absolutnych podstaw. Dziadków poznała za to siostra Reenka, również obdarzona talentem magicznym. Pomogła mu uzyskać nieco więcej doświadczenia. Większości jednak nauczył się sam na zasadzie prób i błędów. Magię wykorzystuje w celach praktycznych, do zabaw i przy spektaklach. Tak więc czasem pomoże rozpalić ognisko, schłodzi rozgrzane czoło, utworzy małą trąbę powietrzną albo zadziwi jakiś efektem specjalnym podczas występu. Czasami słychać, jak jego melodie niosą się dalej, niż ktoś by przypuszczał, a wszystko dzięki wiatrowi, który zanosi je tam, gdzie muzyk sobie zażyczy.

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Zanim spytasz o to, jaki jest Nahír, należałoby najpierw wskazać tego Nahíra, o którego konkretnie ci chodzi. Bo czy masz na myśli tego uganiającego się za wiewiórkami dzieciaka, czy też tego nieprzewidywalnego, z którego oczu bije coś obcego i przerażającego? A może nie pytasz o żadną ze stron, bo wiesz już, że te dwie skrajne osobowości tak się ze sobą zlały, że tworzą nierozerwalną całość? 
Pozwól jednak, że dla ułatwienia opiszę je obie oddzielnie.

Tak więc… Nahír na co dzień: Ruda czupryna kręcąca się zawsze gdzieś, gdzie patrzy tylko kąt twojego oka. Przesiadujący w jakimś zaciszu, by w samotności układać melodię i słowa w jedną spójną całość. Wyglądający przy tym na nieco nieporadnego (szczególnie gdy rozmawia sam ze sobą), ale troski zbywa uśmiechem młodzieńca. Jak każdy chłopiec w jego wieku, Nahír nie martwi się poważnymi sprawami - upływem czasu, nieuchronnością śmierci, czy wolą sił wyższych. Jest w nim jednak ktoś, kto poświęcił tym zagadnieniom całkiem sporo myśli. Ale on woli zachwycić się przebiegającą pod drzewem łasicą i domyślić się jej historii, by ta później urosła w opowieść o wielkim myśliwym uganiającym się za zwierzątkiem dla wybranki. To właśnie z zachwytu nad światem rodzą się jego melodie. Może to dziwić, jeśli ktoś zna jego historię, ale życie w odpowiednim towarzystwie, wśród piękna sztuki pozwoliło mu zachować pewną dozę beztroski. Choć może ktoś mądry powiedziałby, że ta wesołość jest jakąś formą obrony przed tragedią własnego życia.
Tak więc uśmiech łatwo może zabłysnąć na jego twarzy, jeśli tylko tego chcesz. Każdy, kto ma z nim kontakt, z pewnością opisałby go jako energicznego i wesołego. A chłopak lubi kontakt z ludźmi, choć stara się za bardzo nie przywiązywać, bo zawsze lada chwila przyjdzie pora na rozstanie, gdy z trupą ruszy w dalszą podróż. A te zwykle oznaczają brak kontaktu z innymi, poza rodzinką aktorów, aż do następnej wioski lub miasta, w którym uzupełnią zapasy i zostaną na pewien czas, by zarobić. Wtedy, otoczony przez młodszych i starszych, chętnie prezentuje swoje umiejętności (największą przyjemnością jest dla niego występowanie na scenie, lub snucie opowieści przy ognisku). Bo nie można zaprzeczyć, że lubi być chwalony, zna swoją wartość i to przekłada się również na jego pewność siebie. Dorośli mówią, że zadziera nosa, ale zawsze tym słowom towarzyszy przyjazny śmiech. Ciężko go nie lubić.
Jest przy tym odważny, czasem tak, jak potrafią być bardzo młodzi ludzie - czyli nieco naiwnie. Dlatego można zobaczyć go, gdy zapuszcza się w ciemny leśny gąszcz, skacze jak koziołek po górskich skałkach, albo podejmuje się jakiegoś głupiego wyzwania, które narzuciły mu poznane przed chwilą dzieciaki.
W tym wszystkim zawsze jest łagodny i nie może znieść cierpienia drugiej osoby. Ciężko zresztą sobie wyobrazić, by ktoś taki, jak on był zdolny do jakiejkolwiek przemocy. Życie zaś zmusiło go do dorośnięcia nieco szybciej, niż rówieśnicy. Musiał stać się odpowiedzialny, gdyż życie bez prawdziwych rodziców, stałego dochodu i w nieustannej podróży na każdym odciśnie piętno. Mimo to nie można powiedzieć, że nie bywa rozpieszczany, Oh, bywa. Jest rodzynkiem w małej artystycznej rodzince i czasem chętnie to wykorzystuje. Szczególnie miłość Ermi, której opiekę z entuzjazmem przyjmuje, niczym substytut prawdziwej matki.
Ale jego dobre kontakty - a to niegdyś z rodzicielką i siostrą, aktualnie z Mahinką - wcale nie ułatwiły mu jednej rzeczy: kontaktu z nowymi dziewczynami. Jeśli chcesz zobaczyć onieśmielonego rudzielca, to wyślij do niego uroczą, ładną panienkę. Z tymi, które bawią się jak chłopcy jest nieco łatwiej - można się przed nimi popisać, tak jak one to robią przed tobą. Ale kiedy stanie przed tobą kwiat delikatny i uroczy… Ale nie katujmy już biedaka wytykaniem tej małej wady! W końcu to chłopak o wielkich marzeniach. Z pewnością gdy zwiedzi już całą Alaranię, wybranka ( a może nawet wybranki!) padną mu same do stóp.

Niestety... zdarzają się chwile - mroczne chwile, których Nahír zazwyczaj nie pamięta. Chwile kiedy jego dobroć zastępuje szaleństwo, a łagodność zmienia się w okrucieństwo. Wtedy rozmawia się już nie z uroczym chłopcem, a prastarym demonem żyjącym wewnątrz niego.
W tym miejscu należy opisać charakter Nar-Speth Chnuma, gdyż jest on nierozerwalnie złączony z życiem chłopca. Lisi demon pogardza niższymi formami życia, jakimi są ludzie. Wykorzystuje je do swoich celów, manipulując i zastraszając, a czasami zabijając dla czystej rozrywki. Gdy Nahír budzi się po takim epizodzie, najczęściej znajduje się na tyle daleko, że nie zawsze dowiaduje się o dokonanych przez Wadda zniszczeniach. Czasami jednak domyśla się prawdy, widząc na sobie plamy krwi i rozmawiając z zadowolonym z siebie demonem. To dlatego jego radosny śmiech tak często zamienia się w zamyślenie, a z uśmiechniętych oczu czasami przebija smutek.

Wygląd

Nahír jest niewysokim (2 łokcie, 2 piędzi wzrostu), dosyć chudym jak na swój wiek chłopcem. Nie jest to związane z niedożywieniem - Ermida dba o to, by niczego im nie brakowało - ale z ciągłym ruchem w jakim się znajduje. Dłonie chłopca są wiecznie niespokojne - plotą wianki, naprawiają drobne przedmioty, bawią się zawieszonym u pasa rzemykiem czy przede wszystkim strunami ukochanej lutni. Tak samo jego cienkie, choć żylaste nogi nie potrafią usiedzieć w jednym miejscu. Wrodzona ciekawość świata wiecznie prowadzi go w opuszczone zakamarki lasu, intrygujące ruiny czy w stronę ciekawych ludzi.
Twarz chłopca jest szczera i miła dla oka, dlatego dzieciak z łatwością nawiązuje nowe kontakty. Ma burzę rudych włosów, które kiedyś były jasne, choć on sam już tego nie pamięta. Sięgają mu nieco za podbródek i grzywką przykrywają czoło, czasem drażniąc oczy, przez co chłopiec dość często mruga. Upiera się jednak przy tej fryzurze, wierząc, że choć trochę zakrywa jego wyjątkowy kolor oczu. Jedno jest bowiem zwyczajne - jasnozielone, drugie jednak wyróżnia się pomarańczową barwą tęczówki oraz pionowym kształtem źrenicy. Wygląda to dość niepokojąco, ale jako ciekawostka przyciąga spojrzenia widzów. Zresztą, nie tylko to, bo inna część ciała chłopca dużo bardziej rzuca się w oczy. Jest nią pokryty rudym futrem lisi ogon. Przez to wielu myli go z lisołakiem. Nawet Ermi, Rohan i Zahid, którzy choć domyślają się opętania, nie znają całej prawdy. A on pozwala im wierzyć. Tak jest łatwiej.
Wciąż jednak wiele w nim z człowieka. Jego bladą skórę pokrywają piegi, tworzące pajęczą siateczkę na nosie i ramionach. Ten wygląd może mylić w kwestii pochodzenia, szczególnie, gdy kontrastuje z ciemną karnacją towarzyszy. Pamiętajmy jednak, że w jego rodzinie znajdowały się pustynne elfy, co przejawia się wyjątkową przy tej aparycji odpornością na słońce.
Chłopięcy głos, ukształtowany już po mutacji, wciąż jest dość wysoki i kojący. Mimo całej energii, która wypełnia jego ciało, mówi dość spokojnie, co jest najpewniej zasługą godzin opowiadania historii przy ognisku. Potrafi być też donośny, kiedy na scenie występuje jako narrator, a irytacja czasem podnosi go nieco zbyt wysoko, ale wciąż nie można go nazwać dziewczęcym.
Całe to nietypowe zjawisko pokrywają ubrania najczęściej podróżne - w stonowanych kolorach, luźne, wygodne. Często nosi ogrodniczki khaki i lnianą koszulę pod nimi; skórzane buty i kolorowe skarpety - najczęściej żółte, ale zdarzają się też w dużo bardziej fantazyjnych kolorach. Na nadgarstku wiąże cienki rzemyk, który jest jedynym wspomnieniem po siostrze Reence. Wygląd ten zmienia się jednak diametralnie, kiedy Nahír wkracza na scenę. Wtedy jego ubranie staje się dużo bardziej kolorowe i efektowne, dostosowując się do opowiadanej historii. Gdy recytuje, całe jego ciało angażuje się w ten proces, a wrodzony talent pozwala mu z łatwością rozśmieszyć i wzruszyć swoją publiczność.
Bywają jednak chwile… nieliczne chwile, kiedy ten wesoły chłopak robi się zamyślony, jakby nieobecny i niepokojąco ponury. Ale nie myślmy o tym teraz! Pora na zabawę!

Historia

Witajcie, dzieci. Pozwólcie, że opowiem wam pewną ciekawą historrrię. Nie bójcie się, podejdźcie bliżej. Jestem tylko lisem, nie zrrrobię wam nic złego. Tak, dobrze, jeszcze bliżej. Przysuńcie do mnie swoje apetyczne buźki i nastawcie chrrrupiące uszka. Opowiem wam o tym jak wydostałem się z klatki.
Dawno, dawno temu, tak dawno, że żadne z was nie może tego pamiętać - ani wasi rrrodzice, ani nawet prrradziadkowie - żył w Otchłani potężny demon. Był tak silny, że pożerrrał inne demony, przejmując ich moc. Nikt nie mógł mu się rrrównać! Gdy stawał na szczycie górrry NashTerrr’Ha, najwyższego szczytu Otchłani, zdawał się władcą całego świata! Z jego majestatycznej postaci biła grrroza, którrra pokonywała nawet najodważniejszych. Dla swoich wrrrogów był bezlitosny. Dla przyjaciół… łaskawy. Czasami. Wędrrrował swoimi ścieżkami, kształtując losy innych demonów.
W pewnym momencie stał się tak potężny, że nawet Najwyższa Rrrada zaczęła obawiać się jego siły. Uznano go za zagrrrożenie! Ci tchórze postanowili zasłonić się arrrmią podwładnych, by pokonać tego, którrrego nikt nigdy jeszcze nie pokonał! Zastępy demonów zebrrrały się, by stanąć do ogrrromnej bitwy!
Ach, cóż to była za rzeź! Do terrraz z czułością wspominam ciała rrrozrrrywane przez moje szpony i głowy kołysane do snu jednym, czystym cięciem. Tej długiej, mrrrocznej nocy Otchłań opustoszała, pokrrrywając się pokrrrwawionymi trrruchłami.
Byłem jednak zmęczony. Ciągła walka w pojedynkę nadwątliła moje siły i osłabiła czujność. To właśnie wykorzystał przeciwnik - nie siłę, a podstęp! Gdyby stanął ze mną do uczciwej walki, już od tysiąca lat byłby marrrtwy!
Och, boicie się krzyków? Niepotrzebnie, krzyk nie może was skrzywdzić. Przynajmniej nie mój. Są istoty w Otchłani, którrrych krzyk potrrrafi rrrozerrrwać ciało na strzępy. Istoty takie jak słodka Nna’Merrr-Tha, Pani Jeziorrra Cieni. Zdrrradliwa Nna’Merrr-Tha...
Wrrracając jednak do mojej opowieści, poprzez podstęp Rrradzie udało się mnie uwięzić. Zostałem zamknięty na tysiąc długich lat, a swoje uwolnienie zawdzięczam ludzkiej sierrrocie.
Na moją klatkę wybrrrano najnudniejsze i najlepiej ukrrryte miejsce na świecie. Las Sów w śmierrrtelnej krrrainie zwanej Alarrranią. Zamieszkiwali ją ludzie i inne rrrasy mieszańców, żyjący tak absurrrdalnie krrrótko, że nie mogli stanowić dla mnie żadnej rrrozrrrywki. Zrrresztą w miejscu, w którrrym się znajdowałem nie pojawiał się nikt poza zwierzętami - o to zatrrroszczyli się moi oprrrawcy.
Nałożona na mnie klątwa zamknęła mnie wewnątrz potężnego drzewa o pustym pniu, z którrrego mogłem jedynie obserrrwować. Ponadto z rrroku na rrrok odbierrrała mi siły, tak bym ostatecznie zgasł niczym zbyt długo paląca się pochodnia.
Jak piękne będzie przerrrażenie Rrrady, gdy powrrrócę, by wykąpać się w ich krrrwi?! By tak się stało muszę jednak odzyskać siły, a do tego potrzebny mi był odpowiedni żywiciel.
Tutaj na scenę wkrrracza mój mały wybawca, chłopczyk, którrry zgrzeszył jedynie swoją naiwnością.
Kiedy tego nieznośnie słonecznego dnia zobaczyłem w lesie dziecko, początkowo nie mogłem uwierzyć własnym oczom! Wiedziałem, że muszę rrrozegrrrać to ostrrrożnie, bo taka szansa najprrrawdopodobniej się nie powtórzy. Do terrraz nie wiem jak ten śmierrrtelnik przełamał czarrry nałożone przez Rrradę.
Przybrrrałem więc postać lisa i zacząłem wołać do siebie dziecko, rrrozpaczliwie prrrosząc o pomoc. To, co zobaczyło, to jedynie rrrude zwierzę uwięzione w pustym, sprrróchniałym pniu. Wściekle chciałem się wydostać, ale pozostałem opanowany, czarrrując słowami i zwodząc ufną istotę. Opowiedziałem mu bajkę o tym jak zła drrriada zamknęła mnie tutaj za podjadanie jej owoców. A byłem tak głodny - oooch, jakże głodny! Gdybym się nie powstrzymał, schrrrupałbym szkrrraba w mgnieniu oka.
Dziecko było przeznaczone jednak do czegoś ważniejszego. Swoimi małymi, pulchnymi rrrączkami rrrozerrrwało korrrę i magiczna barrriera pękła jak zaczarrrowana! A ja byłem wolny! Narrreszcie, po tysiącu lat! Byłem jednak tak słaby, że znalazłem w sobie jedynie na tyle sił, by wpełznąć w jego duszę i tam się zagnieździć, prrrosto pośrrrodku małego serrrduszka. Nosiciel nie mógł zapamiętać mojego imienia, więc nazwał mnie Wadd, co jest prrrymitywnym okrrreśleniem jakiegoś pustynnego demona. Mogłem z nim rrrozmawiać i go opętywać, a używając jego ciała wykorzystywać pozostałe we mnie pokłady magii. Cały czas wiedziałem jednak, że muszę się oszczędzać - za kilkadziesiąt lat powinienem być na tyle silny, by przyjąć z powrrrotem własną, fizyczną forrrmę. Do tego czasu muszę jedynie przypilnować, by dzieciak nie umarrrł przedwcześnie. I umilić sobie czas wśrrród tych prrrymitywnych istot na tyle, na ile to możliwe.

O! Witaj przyjacielu! Nie zauważyłem cię! Rozmawialiśmy, powiadasz? Przepraszam, musiałem mocno się zamyślić, to mi się czasami zdarza… Hmm… O czym to ja mówiłem… O rodzinie? Ah, no tak, chciałeś poznać trochę moją przeszłość. Przeszłość… Nie łatwo jest do niej wracać, ale skoro już obiecałem, to dotrzymam słowa. Pozwól jednak, że zacznę od początku:
Zaczynałem podobnie jak większość z was! To na pewno. Mój ojciec był stolarzem, a matka zajmowała się domem. Mieszkaliśmy przy Lesie Sów, 4 dni drogi od Xan-Lovaru, ale szczerze mówiąc w tym wielkim mieście pojawiłem się po raz pierwszy dopiero, gdy zostałem zmuszony do opuszczenia rodzinnych stron. Nie pamiętam z tamtego okresu wiele… Ojciec na pewno był dosyć władczy, ale przy tym mogłem go nazwać cierpliwym nauczycielem. A uczył mnie przede wszystkim, jak być prawdziwym mężczyzną, ale co ja tam wiedziałem w wieku kilku lat. Tak, wiem, że 15 lat to wciąż mało! Cii, nie przerywaj mi. Nie wiesz jeszcze, co przeżyłem.
Ojciec z pewnością też dbał należycie o dom, jednak to z matką (pół pustynną elfką, po rodzicielce) i starszą o kilka lat siostrą Reenką łączyły mnie cieplejsze relacje. To one zasiały we mnie miłość do sztuki i nauczyły korzystać z magii powietrza. Z Reenką czasem wymykaliśmy się do wioski, by przysłuchiwać opowieściom wędrowców i bajarzy. Żyliśmy jednak na uboczu, więc niewiele miałem kontaktu ze światem i mogłem tylko marzyć. Mimo wszystko jako dzieciak myślałem, że nawet jeśli zostanę włóczykijem zabawiającym słowem gospodarzy, u których nocuje, to rodzina zawsze będzie gdzieś na wyciągnięcie ręki. Dziecięcy błąd, brak logiki… Ale wkrótce życie postarało się, bym nie musiał już się martwić o takie rzeczy, jak odległość.
Pamiętam, że to było tydzień po tym, jak ojciec zabrał mnie do Lasu Sów, by poszukać odpowiednich drzew do ścięcia. Oczywiście pozwalałem sobie zwiedzać każdy krzak i zaglądać w każdą dziuplę, a gdy się ściemniło i musieliśmy zbudować szałas wydarzyło się coś dziwnego… Hm…
Nie, przykro mi, nie powiem wam na ten temat nic więcej. Nie! Przestańcie, bo nie powiem już ani słowa. Posłuchajcie lepiej o tym co ważniejsze: wieczorem poczułem się źle i musieliśmy z ojcem wracać do domu wcześnie rano. Tata był trochę niezadowolony, bo choć znalazł, to czego szukał, to planował więcej. Byłem chory przez kilka dni. Leżałem z gorączką w łóżku, a gdy choroba zaczęła ustępować i myślałem, że już wszystko będzie dobrze, nagle w nocy nawiedziły mnie straszne koszmary i obudziłem o świcie zlany potem. Zawołałem mamę, pragnąc by mnie uspokoiła, ale nie odpowiadała. Potem zawołałem Reenkę, bo nie było jej w pokoju. Nic, zero odzewu. Leżałem więc tak jeszcze chwilę, ale za nic w świecie nie mogłem z powrotem zasnąć.
Wtedy zauważyłem, że moje ciało się zmieniło. Dłonie i nogi miałem niby takie same, ale coś z tyłu ciała, coś obcego… Na bogów! Miałem ogon! Gdy drżąc z osłabienia dotarłem do lustra, spojrzała na mnie wychudzona twarz obcego chłopca. Jego oczy miały dwa kolory - jedno było jasnozielone, moje. Drugie, z przerażającą, pionową źrenicą, żarzyło się pomarańczowym blaskiem.
Zmianie uległy również moje zmysły. Słyszałem muchę tłukącą się wściekle za oknem, furkot odległego materiału na wietrze i szmer przesypywanego po ziemi piasku. Poczułem zapach spalenizny, bogatszy i bardziej złożony niż jakakolwiek woń, którą dotychczas znałem. Przestraszony tym zapachem nieporadnie pokuśtykałem w stronę drzwi.
To, co wtedy zobaczyłem… Mama pod naszą sypialnią… Tata trzymający ją za nogę.. Oboje…
Ah! Czy muszę o tym mówić? Że też dałem się wam namówić. Czy muszę…
Oboje zmasakrowani. Tyle. Nie pamiętam dużo więcej. Jak przez mgłę pamiętam tylko, jak godzinami płakałem, a potem zdałem sobie sprawę, że nigdzie nie ma Reenki, zaś pomieszczenie jest strasznie zadymione. Coś kazało mi wyjść. I…
Kiedy się obudziłem byłem w już zupełnie innym miejscu. Obserwowałem, jak kolorowe tkaniny i koraliki kołyszą się nad moją głową i myślałem, że jestem w niebie. Było bardzo jasno i wszystko się kołysało. Wkrótce zobaczyłem twarz anioła. Tak, to była Ermida, nasza aktorka. Wraz z mężem Rohanem znaleźli mnie, kiedy padłem nieprzytomny na ziemię. Podobno przejeżdżali niedaleko naszego domu. Postanowili nieco odpocząć i zapytać o drogę. Ale zamiast z pełnymi żołądkami i informacjami, wyjechali z dodatkowym pasażerem i pobladłymi twarzami. Mieli mnie oddać pod opiekę ludziom z najbliższej wioski, ale uparłem się, że pójdę wyłącznie do siostry. Siostry, której nigdzie nie było. Ostatecznie Ermi, mimo niezadowolenia Rohana, zdecydowała się wziąć mnie pod opiekę. Myślę, że zawsze chciała mieć dziecko.
W ten sposób zamieszkałem w taborze, a nieustanna podróż powoli pozwalała mi zapomnieć o tym, że kiedyś miałem stały dom. Dramatyczna ironia losu sprawiła, że nie miałem innego wyboru, niż żyć realizując wcześniejsze marzenia. Bo oto zacząłem podróżować w towarzystwie artystów, którzy od razu zaczęli mnie przyuczać do swojego fachu, gdy tylko odkryli, że mam muzyczne predyspozycje i niezwykłą wyobraźnię.
Wkrótce do naszej maleńkiej grupki dołączył satyr imieniem Zahid. Od początku poszukiwaliśmy kogoś, kto by swoim talentem wzbogacił nasz maleńki teatrzyk, a on wydawał się spełnieniem wszystkich oczekiwań. Wniósł dobrą energię i wiele świeżości do naszego życia, a spotkaliśmy się również zupełnie przypadkowo. Zmierzając drogą w tę samą stronę, zaproponowaliśmy mu podwózkę i od razu się polubiliśmy. W mieście (to była właśnie moja pierwsza wizyta w Xan-Lovarze) przyszedł na nasz występ, a wówczas mało kto je oglądał. W trakcie spektaklu nagle wbiegł na scenę i zaczął improwizować, zmuszając nas do tego samego. Nie wiedzieliśmy wtedy nawet, że ma zdolności aktorskie, ale okazał się strzałem w dziesiątkę, bo ludzie zainteresowani chaosem na scenie, zaczęli gromadzić się wokół naszego taboru.
Od tamtej pory stanowimy nierozłączną grupę o nazwie “Ptaki pustyni” (może słyszeliście o nas? Nie? No trudno…), a poza przyjaźnią można powiedzieć, że staliśmy się także rodziną. Nigdy nie zostawimy żadnego z nas w potrzebie i tolerujemy nawzajem swoje małe dziwactwa. Tak robi rodzina, czyż nie?

Towarzysz

Imię:Nar-Speth Chnum al Sharaam
Gatunek:Demon
Płeć:Nieokreślono
Wiek:2000 lat

Nar-Speth Chnum al Sharaam (Wadd) to prastary demon, który tysiąc ostatnich lat spędził uwięziony pośrodku Lasu Sów. Mógł przyjmować fizyczną formę, jednak zużywało to niepotrzebnie jego stale kurczące się zapasy energii. Jego więzienie zostało stworzone przez Radę Otchłani, w karze za zbrodnie, których się dopuścił. Klatkę zamknięto we wnętrzu drzewa i skonstruowano tak, by rok po roku odbierała mu cząstkę jego mocy. Dlatego gdy znalazł się wreszcie ktoś, kto zgodził się go uwolnić, demon był zbyt słaby, żeby rozpocząć samodzielną wędrówkę. Wtopił się w ciało dziecka, które go uratowało, zagnieżdżając się w jego duszy i umyśle. Dzięki temu może rosnąć w siłę, nie obawiając się o swoją fizyczną formę.
Kontakt z noszącą go istotą uznał za ciekawą rozrywkę, dlatego gdy chłopiec zamknie oczy, może go dojrzeć pod powiekami i z nim rozmawiać. Najczęściej ukazuje mu się ulubiona forma demona - potężny, przerażający lis, rodem z koszmarów Otchłani. Jest biały i wychudzony, a jego pysk i nastroszoną kryzę pokrywają smugi krwi. Ma bardzo ostre zęby, które często ukazują się w szyderczym uśmiechu i gorejące, pomarańczowe oczy. Jedno z nich zresztą odcisnęło się w chłopcu niczym piętno w chwili, kiedy demon zagłębił się w jego ciało. Nar-Speth Chnum ma czarne łapy zakończone ostrymi jak brzytwy pazurami i dziewięć ogonów o krwistoczerwonych końcówkach. Jego głos jest niski i gardłowy, a w umyśle Nahíra rozbrzmiewa potężnym gromem lub złowieszczym szeptem.
Poza wyniosłością, okrucieństwem i pogardą, demon wykazuje także słabość do filozofowania. Gdy ma lepszy nastrój, ukazuje się chłopcu w bardziej przyjaznej, choć równie niepokojącej formie człowieka-lisa. Nosi wtedy długie, kolorowe kimono, kładące się miękko na ziemi i przepasane jedwabną szarfą. Jego dłonie są białe i ludzkie, jednak twarz jest pyskiem lisa o poważnym, skupionym wyrazie. Tylko okrutne, pomarańczowe oczy pozostają takie same. Na głowie nosi tradycyjny, ludowy kapelusz z szerokim rondem, ozdobiony drobnymi dzwoneczkami. Widać również lisią kitę, białą lub rudą, w zależności od światła. W tej formie Nar-Speth Chnum wykazuje tendencje do zamyślania się i rozpamiętywania przeszłości. Czasami wzywa chłopca, zmuszając go by poprowadził z nim rozmowę i odcinając go od bodźców zewnętrznych. Zazwyczaj jednak siedzi w środku, obserwując rozwój wydarzeń i regenerując siły.
Od czasu do czasu demon przejmuje kontrolę nad Nahírem, czasami dla prywatnych celów a czasem dla zwykłej rozrywki. Zmienia się wtedy wygląd chłopaka - jego twarz wykrzywia demoniczny uśmiech, a oczy stają się szalone i wściekle pomarańczowe. Pionowe źrenice zdają się pulsować, tak jakby drobne ciało nie było w stanie pomieścić w sobie całej energii demona. W tym stanie Nahír nie jest świadom tego co mówi i robi, a jego głos staje się niski i chrapliwy. Demon, władający od trzech i pół tysiąca lat magią demonów i pustki, nawet w trakcie opętania potrafi doskonale się nią posługiwać. Gardzi prymitywną magią powietrza jaką dysponuje jego gospodarz. Używa natomiast rąk chłopca by mordować, zastraszać lub brać to, na czym mu zależy. Takie zrywy zdarzają się jednak rzadko - Nar-Speth Chnum jest świadom tego, ile cennej energii traci przy każdym przejęciu kontroli. Według jego kalkulacji potrzeba mu około sześćdziesięciu lat na odzyskanie sprawności na tyle, by przyjąć niezależną, fizyczną formę. I tak długo zamierza trzymać swojego gospodarza przy życiu.