Oglądasz profil – Mimi

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Wilhelmina "Mimi" Earhart
Rasa:
Alarianin
Płeć:
Kobieta
Wiek:
26 lat
Wygląda na:
26 lat
Profesje:
Inna
Majątek:
Dostatni
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Hej, witaj - przysiądziesz się? Nie jestem zbyt silna, w ogóle Ci nie zagrażam. O, zrobię Ci miejsce. Brak mi giętkości, ale sobie poradzę. O proszę! Wygodnie? N-nie musisz mnie dotykać… wiem, że jestem zatrważająco miękka. Ale trzymam się, widzisz? Słucham? Mam w sobie talent? Tak mówisz? O!… Dziękuję! Bardzo miło coś takiego usłyszeć! Ale nie myśl, że ten miedziany kolor, który mnie zalewa to rumieniec! Może połyskuję młodzieńczo, ale jestem bardziej doświadczona niż mogłoby się wydawać. Świetlisty blask jaki mnie otacza nigdy nie zmatowieje, wiesz? Tak powiedział mi mój przyjaciel. Nawet kiedy się zestarzeję! Ale nie, nie, nadal jestem młoda. Stworzona z domowej receptury - miesza się w niej psotliwe srebro z cynkową, słodką bazą. Kroi ostrym nożykiem i zagniata tę niezwykłą lepkość. Potem wsadza do pieca i nuci wesołą melodię. Gdy przejdzie ona w odległe echo, a aura stanie się przyjaźnie ciepła, wyjmuje się wypiek by posypać go szafirową poświatą; kwaśną w smaku i przyjemnie piekącą w usta. Powierzchnia gotowego dziełka powinna być gładka, kusząca - i jest! Może to dlatego ktoś zmysłowo szepcze Ci do ucha? Ale weź kęs, a zaraz zamiast chaotycznego podniecenia ogarnie cię uczucie spokoju i błogości. Zaufaj mi! Zaciągnij się zapachem raźnej słodyczy, wonią fiołków i cynamonu. Przy mnie zawsze będziesz czuć się dobrze!

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Mimi
Grupy:
Martwe postacie:

Skontaktuj się z Mimi

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
4 miesiące temu
Liczba postów:
7
(0.01% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.01)
Najaktywniejszy na forum:
Pałac Hrabiego
(Posty: 6 / 85.71% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Czarne Owce - Powitanie
(Posty: 6 / 85.71% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:słaby, niezbyt wytrwały, delikatny
Zwinność:niezbyt zręczny
Percepcja:dobry słuch, wyostrzony węch, wyostrzony smak, wyczulony na magię
Umysł:pojętny, ineligentny, silna wola
Prezencja:piękny, przekonywujący

Umiejętności

CukiernictwoMistrz
Powiedzieć, że Mimi robi dobre słodycze, to nie powiedzieć nic. Pomagając matce, która była uznanym cukiernikiem, nabyła dużych umiejętności, a odziedziczone wyczucie pozwoliło jej na tworzenie małych, słodkich dzieł sztuki. Jeśli los kiedykolwiek rzuci ją na samotne wody, będzie mogła z powodzeniem otworzyć cukiernię pod znanym już w tej dziedzinie nazwiskiem.
GotowanieEkspert
Mimi gotuje, bo lubi i wyraźnie to czuć w jej doskonale doprawionych potrawach. Jesteś głodny? Zgłoś się do Mimi!
Dbanie o gospodarstwoBiegły
Od małego dziewczynka musiała zajmować się gospodarstwem. Jako dorosła kobieta, po przeprowadzce do posiadłości, zaczęła odruchowo pilnować w niej porządku.
NiebianologiaBiegły
Dowiedziawszy się o swoich korzeniach, Mimi zaczęła czytać wszystko co wpadło jej w ręce na temat Planów Niebiańskich i niebian. Nie potrafiła utożsamić się z wiarą w Boga i odrzuciła powinność niesienia Jego słów, jednak poznała je oraz resztę filozofii.
Czytanie i pisanieOpanowany
Niebianka lubi czytać, wygrzewając się przy kominku w posiadłości Vincenta.
Gra na instrumentachOpanowany
Mimi umie grać na instrumentach dętych, takich jak trąbka i saksofon, lecz nieobca jest jej również gra na harfie. Przy sobie nosi często mały flet poprzeczny, na którym lubi wygrywać melodie nocą, siedząc w otwartym oknie swojego pokoju.
PływanieOpanowany
Pływanie w jeziorze nieopodal domu dało jej podstawy, które później doskonaliła. Potrafi bez problemu utrzymać się na powierzchni i nurkować.
JeździectwoOpanowany
Błogosławiona jeszcze pod okiem matki uczyła się jazdy konnej.
BotanikaOpanowany
Jednym z codziennych zajęć dziewczyny jest doglądanie ogrodu i roślin znajdujących się we dworze.
Czytanie aurOpanowany
Niebianka widzi aury tak jak niektórzy potrafią odczytywać głęboko skrywane emocje. Umie je analizować, choć daleko jej jeszcze do odczytywania w ten sposób cudzych sekretów.
KrawiectwoOpanowany
Czasami trzeba załatać dziurę w sukience albo rozprute prześcieradło. Nie mając nikogo, kto zrobi to za nią, panna szybko nauczyła się sprawnie operować igłą.
MedycynaOpanowany
Dziewczyna umie opatrzeć rany i dobrać odpowiednie leki na większość pospolitych dolegliwości.
HandelOpanowany
Mimi wielokrotnie chodziła na targ po świeże owoce i warzywa i potrafi wywalczyć dla siebie korzystną zniżkę.
FizykaPodstawowy
Znając podstawowe prawa fizyki, Mimi może szkolić się w używaniu magii przestrzeni.
GeografiaPodstawowy
Błogosławiona zna mapę i orientuje się w położeniu krain oraz miast.
MatematykaPodstawowy
Postawowe rachunki są niezbędne dla kogoś, kto chce prowadzić w miarę godne życie w mieście.
Skradanie sięPodstawowy
Dziewczyna, mimo lekkiej niezdarności, potrafi cicho się poruszać. Być może nie jest to poziom jaki prezentują zawodowi złodzieje, ale może dostać się do wielu miejsc niezauważona.
PoliglotyzmPodstawowy
Dziewczyna zna podstawy porozumiewania się w różnych językach.
KulturoznastwoPodstawowy
Młodzieńcze lata Mimi spędziła ucząc się pod pilnym okiem ciotki - w skład jej obowiązków wchodziło również poznawanie zwyczajów innych kultur i ras.

Cechy Specjalne

Przez żołądek do sercaDar
Dziewczyna ma wyjątkowy talent do przyprawiania potraw i wypiekania smakołyków. Gdy jesteś szczęśliwy, zrobi ci eklerkę, która uhonoruje dobry humor. Gdy jesteś smutny, jej pożywny rosół podniesie cię na duchu. Zna przepis na polepszenie każdego nastroju i jest przekonana, że na każdy smutek znajdzie się smak, który potrafi go załagodzić.
Krew z krwiRasowa
Mimi odziedziczyła po rodzicach aurę światłości, która roztacza się wokół niej dla tych, którzy potrafią dojrzeć aury. Jak każdy błogosławoiny, jest również niewrażliwa na choroby i trucizny, choć wykazuje lekką podatność na alkohol.

Magia: Intuicyjna

PrzestrzeniUczeń
Mieszkając u Vincenta, błogosławiona pilnie trenuje swoje umiejętności w dziedzinie telekinezy, zwłaszcza podczas pracy w kuchni, unosząc i przywołując do siebie drobne przedmioty. Parę razy zdarzyło jej się przypadkowo wywołać otwarcie portalu, który przerzucił ją do innej części posiadłości. Celowo jednak nie potrafi powtórzyć równie spektakularnych efektów.
EmocjiNowicjusz
Mimi używa magii emocji bardzo chaotycznie - lub raczej magia emocji używa jej do czynienia figli i mieszania w życiu innych. Dziewczynie zdarzają się niekontrolowane wybuchy energii, prowadzące do zmiany uczuć ludzi stojących w pobliżu - od namiętności, przez irytację, po nienawiść czy strach. Błogosławiona stara się opanować podstawy i kontrolować swoje umiejętności, jednak nie zawsze jej się to udaje. Czasami efekt magii zaskakuje nawet ją samą.
DobraNowicjusz
Podczas pieczenia Mimi spontanicznie błogosławi słodycze, wkładając w nie całe swoje uczucie i umiejętności. Ludzie, którzy ich spróbują, czują się radośniejsi, a świat wydaje im się odrobinę piękniejszy. To wyjątkowe połączenie umiejętności i magii pozwala niebiance tworzyć bardzo wyjątkowe potrawy.

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Mimi nigdy nie utożsamiała się z pełną wersją swojego imienia. W jej mniemaniu, Wilhelmina Earhart jest poważną i stateczną osobą, a to dokładnie przeciwieństwo Mim. Błogosławiona jest szalona i pełna życia, a jej głowę wypełniają miliony pomysłów i marzeń. Wiele z nich to nowe przepisy i wizja własnej cukierni, którą otworzy w przyszłości. Dziewczyna uwielbia ten moment, gdy wypieczony przez nią specjalnie dla kogoś łakoć wywołuje szeroki uśmiech na twarzy obdarowanego.

Niebianka jest pogodna i pozytywna, dlatego jej smutek dotyka wszystkich dookoła. Zawsze pełna energii, podchodzi do nowych wyzwań z zapałem i optymizmem. Ma jednak również swoje ograniczenia. Trudno jej wyjść z inicjatywą i musi się mocno zdenerwować, żeby komuś wygarnąć. Jest beznadziejna w ukrywaniu swojego nastroju, przez co w większości wypadków i tak w końcu mówi to, co leży jej na sercu.

Mimi nie cierpi sprawiać innym przykrości, ale gdy mówi, często nie zastanawia się nad konsekwencjami. Po przeżyciu dwudziestu siedmu lat zrozumiała też, że czasami po prostu nie ma wyboru i nie wszyscy będą zadowoleni. Mimo to przejmuje się uczuciami innych i zazwyczaj dąży do pokojowych rozwiązań.
Żyjąc w pobliżu Vincenta, zaakceptowała jego skryty charakter i specyficzną rasę. Sama przeżyła ciężki szok dowiadując się, że jej ojciec był aniołem i zajęło jej długi czas, zanim pogodziła się z prawdą. Obecnie czuje się dobrze we własnej skórze, choć odrzuciła wierzenia niebian i misję szerzenia słów Pana. Stara się za to poprawiać życie innych, piekąc słodycze, słuchając i poświęcając uwagę tym, którzy tego potrzebują.
Do nieznajomych podchodzi z otwartością, bez względu na wygląd i gatunek. Oczywiście reaguje strachem na istoty mroczne, jednak stara się zachować otwarty umysł i nie oceniać nikogo po pozorach.

Mimo całej radości życia, Mimi nie jest osobą naiwną. Wie, że żyje wśród ludzi i nie wszyscy są tacy jak ona. Bez względu na to, zawsze stara się być uczciwa wobec innych i wkładać w swoją pracę całe swoje serduszko. Wierzy, że jeśli podejdzie do ludzi serdecznie, oni odpłacą się jej tym samym. Wbrew pozorom jest w niej więcej błogosławionej niż sama chciałaby to przyznać.

Wygląd

Mimi jest drobną i słodką dziewczyną. Jak każda błogosławiona, roztacza wokół siebie delikatny blask, nadający jej rysom miękki, przyjazny wyraz. Nie ma jasnej, porcelanowej cery jak większość niebian, ponieważ po matce odziedziczyła rumiane policzki i zdrowy odcień skóry. Nadal jednak otacza ją świetlista aura, niemal niedostrzegalna dla niewprawionego oka, ale powodująca, że większość ludzi z góry podchodzi do niej przyjaźnie. Z resztą jeśli nie sam blask, to pogodna twarz dziewczyny i jej spontaniczny, radosny sposób bycia zjednują sobie nieznajomych.

Wilhelmina (imienia tego nie cierpi i nie używa jeśli nie musi) jest bardzo szczupła i niewysoka. Na pierwszy rzut oka nikt nie dałby jej dwudziestu siedmiu lat. Ma smukłe ręce, drobne dłonie i dziewczęcą figurę z niewielkimi zaokrągleniami. Można by ją nazwać filigranową, gdyby nie energiczność, z jaką się porusza. Choć lubi posiedzieć nad kubkiem herbaty, szybko się nudzi i wszędzie jest jej pełno. Dlatego zazwyczaj nosi wygodne, proste tuniki i obcisłe spodnie, umożliwiające szybkie przemieszczanie się. Lubi się stroić w wisiorki, kolczyki i pierścionki, i jak sroka zawsze wypatrzy zgubioną broszkę, błyszczącą między płytami chodnika.
Drugim dowodem na to, że Mimi jest błogosławioną, jest niewielki tatuaż skrzydeł na jej plecach. Jego kształt jest bardziej symboliczny niż realistyczny, pełen spirali i ozdobników. Przypomina drobne, koronkowe dzieło sztuki, namalowane czarnym tuszem na łopatkach i kręgosłupie. Sam obrazek jest na tyle nieduży, że niebianka odkryła jego obecność dopiero w wieku kilkunastu lat.

Włosy Mimi są czerwone od urodzenia. Nie jest to byle jaka, wyblakła czerwień, zdradzająca proces farbowania, tylko intensywna ognista grzywa, unosząca się wokół głowy niczym nastroszone piórka. Światło, w zależności od pory dnia i swojego źródła, wydobywa z niej pomarańczowe, złote lub bordowe refleksy.
Większą część kosmyków Mim ma przyciętą nieco powyżej ramion, jednak dwa grube pasma zostawione na plecach sięgają aż za połowę łopatek. Najczęściej zaczesuje je do przodu lub zaplata w warkoczyki i związuje kolorowymi wstążeczkami.

Twarz panny Earhart, w kształcie uroczego i lekko pyzatego serduszka, jest jak otwarta księga. Doskonale maluje się na niej radość, zaskoczenie, niezadowolenie i złość. Dziewczyna stara się być taktowna, jednak zazwyczaj jej mina wyraża więcej, niż sama chciałaby powiedzieć.
Jej oczy są wielkie i okrągłe, a tęczówki mają niezwykły, bursztynowy kolor. Ich brzegi otoczone są złotawymi obwódkami, a gdy zbliżają się do źrenicy, przechodzą w ciemną czerwień i czerń. W ten sposób, chwytając światło, często przypominają płomienie i dają złudzenie, jakby w głębi oczu Mim płonął wiecznie ruchomy ogień.
Dziewczyna ma ciemne rzęsy i cienkie, wyraziste brwi. Na jej lewej skroni znajduje się pieprzyk, zazwyczaj przykryty przez długą i rozczochraną grzywkę. Nosek błogosławionej jest drobny i lekko zadarty, a usta różowe i zazwyczaj roześmiane od ucha do ucha. Gdy Mimi jest smutna, ludziom od razu staje przed oczami obraz skruszonego szczeniaka, a (nie taka już) mała manipulantka potrafi to dobrze wykorzystać. Gdy się uśmiechnie, prezentuje szereg równiutkich, białych jak perełki ząbków. W jej policzkach pojawiają się wtedy dołeczki, a oczy przybierają kształt łezek. Radość niebianki udziela się z łatwością innym, a jej dziewczęcy śmiech jest bardzo zaraźliwy.

Historia

Czasami by się odnaleźć, trzeba się zgubić. Tak właśnie było w moim przypadku. Obecne życie - życie, którego nie zamieniłabym na nic innego na świecie, odnalazło mnie właśnie wtedy, kiedy byłam pewna, że nic już nie będzie miało sensu. Kiedy tkwiłam sama, najgłębiej pośrodku mroku.

Opowiem wam tę historię od początku. Moje dzieciństwo należało do szczęśliwych. Wychowywałam się co prawda bez ojca, jednak matka wraz z ciotką otaczały mnie troskliwą opieką. Mama - słynna na całe Efne Julia Earhart prowadziła własną cukiernię, a jej wypieki miały magiczną moc. Każdy kto ich skosztował odchodził z radosnym uśmiechem na twarzy, tak jakby działały nie tylko na żołądek, ale również na serce. Julia była z resztą piękną kobietą i sama jej obecność cieszyła wszystkich wokół. Jej włosy były długie i proste, jaśniejsze niż moje, choć też czerwone, a twarz często rozświetlał przepiękny uśmiech. Z resztą kiedy się uśmiechała, całe pomieszczenie promieniało wraz z nią. Miała jasną cerę i piękne, łagodne oczy. Uwielbiałam przesiadywać jej na kolanach i słuchać śpiewu albo pomagać w kuchni, gdzie uczyła mnie tajników cukiernictwa.
Mieszkałyśmy we dwie w małej, drewnianej chatce o okiennicach wyciętych w serduszka. To tam, doglądając domu, ucząc się czytać, pisać czy jeździć konno, spędziłam najszczęśliwsze lata swojego życia. Pielęgnowałam ogród, szyłam, robiłam zakupy i sprzątałam, gdy mama musiała dłużej zostać w cukierni.

Czasami wyczuwałam, że jestem inna niż wszyscy, ale czy nie tak czuje się każda nastolatka na świecie? Ciotka zajmowała się moją edukacją, ucząc mnie podstaw geografii, matematyki, kultury i lingwistyki. Sama nieśmiało próbowałam używać magii, choć powodowało to więcej kłopotów niż radości. To właśnie wtedy po raz pierwszy objawił się mój talent do spontanicznie pojawiającej się magii emocji. Wiecie jak uciążliwe jest, gdy przypadkowo sprawicie, że nielubiany przez was chłopak nagle się w was zakocha? Na szczęście zazwyczaj były to drobne figle, których skutki rozmywały się po kilku godzinach.

Po latach myślę, że wtedy powinnam była już coś wiedzieć. W końcu miałam na plecach drobny tatuaż przedstawiający anielskie skrzydła i nie byłam pewna kiedy się tam pojawił. Mama zawsze śmiała się w głos, a ciotka mówiła coś o okresie buntu. Zdarzało mi się kilka urwanych filmów i to je obwiniałam o zaistniały stan rzeczy. Byłam też odporna na alkohol, którego jak każda nastolatka (nigdy nie)próbowałam, ale to zjawisko było całkowicie naturalne i nazywało się mocna głowa.
Z czasem dorosłam (odrobinę) i zaczęłam pracować na pełen etat w cukierni. To był radosny czas, a moje słodycze były niemal tak doskonałe jak mamy, choć nigdy nie udało mi się odtworzyć w pełni tego szczęścia, które wypełniało usta po spróbowaniu jednego z jej słynnych ciast z kremem.

Dopiero u schyłku mojej dwudziestej drugiej jesieni wszystko się zmieniło. Julia Earhart zmarła, a z nią zginęła część mojego serca. Samodzielne prowadzenie cukierni mnie przerosło i postanowiłam uciec. Wyjechałam do ciotki, mieszkającej z rodziną w Nowej Aerii. Tam poznałam swoją kuzynkę, szaloną panterołaczkę Florkę. Prowadziła własną herbaciarnię, a jej radosny sposób bycia przypomniał mi o tym, że nie zawsze muszę być smutna. Razem z Verą Claire, jej cudownie utalentowaną elficką przyjaciółką, spędzałyśmy długie godziny na rozmowach i spacerach po okolicy. Moje serce nieco się uspokoiło, jednak nadal wiała w nim dziura, której nie potrafiłam zalepić.
Przez jakiś czas próbowałam zagrzać u nich miejsce, jednak nie potrafiłam się odnaleźć w szarej i przytłaczającej codzienności. Wtedy zapadła decyzja, która wpłynęła na całe moje życie. Ciotka postanowiła odesłać mnie do Fargoth, do Nyi Eevellyn, przyjaciółki mojej mamy z młodości.
Gdy dotarłam na miejsce, byłam przerażona. Czułam się tak, jakbym zmierzała na spotkanie z duchem - miałam poznać kobietę, która była ważna dla mojej mamy, a której nigdy wcześniej nie spotkałam. Wspomnienie roześmianej Julii ścisnęło moje serce.
Być może to właśnie była dla mnie nadzieja, szansa na poukładanie starych spraw? Ciotka wspomniała też o czymś bardzo dziwnym. Powiedziała, że ta kobieta będzie mogła powiedzieć mi coś więcej o moim ojcu.
Wypełniona strachem i nadzieją stałam przed drzwiami, ociekając strugami deszczu. Nie byłam pewna, czy chcę poznać przeszłość moich rodziców i czy jestem gotowa na kolejny krok. Tak niewiele dzieliło mnie wtedy od ucieczki. Teraz dziękuję niebiosom za to, że zatrzymały mnie w miejscu, a matce za to, że odziedziczyłam po niej tyle odwagi. Z mocno bijącym sercem zapukałam do drzwi.

Nyia okazała się przerażającą, choć pełną ciepła kobietą. Z tego co wiedziałam na temat świata, wysoka i piękna nieznajoma była wampirem. Początkowo bałam się, że zrobi mi coś złego, jednak jej dobrotliwe zrozumienie i troska stosunkowo szybko uspokoiły moje obawy. Być może ktoś inny na moim miejscu odmówiłby zamieszkania pod jednym dachem z wampirzycą, jednak ja rozpaczliwie potrzebowałam nowego punktu zaczepienia.
Nyia opowiadała wiele o mojej matce. Wspominała wspólne podróże i uśmiechała się szeroko, przypominając sobie radosną obecność Julii. Dopiero wzmianka o moim ojcu spowodowała krzywy grymas na jej twarzy. Powiedziała, że zagościł w życiu matki na krótko - przelotny, płomienny romans związany z jej powołaniem skończył się poczęciem dziecka. Wtedy mężczyzna (którego obrzuciła wieloma niepochlebnymi określeniami, choć ani razu nie wymieniła jego imienia) uciekł, nie będąc gotowym na przyjęcie roli ojca. Julia odważnie stanęła przed nowym zadaniem i postanowiła wychować córkę najlepiej jak będzie potrafiła. Osiadła w mieście i skoncentrowała się na macierzyństwie, a resztę energii poświęciła cukierni, w którą przelała swoje błogosławieństwo.
Błogosławieństwo. To coś dobrego, pożądanego, prawda? Sprowadza szczęście i radość. Jednak dla mnie wraz z tym słowem otworzyła się otchłań, w którą wcale nie chciałam zaglądać. Świat tak dziwny, że absolutnie mnie przerastał. Historia tak nieprawdopodobna, że z początku nie chciałam w nią uwierzyć.
Okazało się bowiem, że mój ojciec był niebianinem. Aniołem. Matka natomiast była czymś, co zwą błogosławioną, czyli istotą naznaczoną przez Boga. Nie chciałam wierzyć w te brednie, dopóki nie zobaczyłam obrazu. Nyia była w posiadaniu malutkiego medalika, w którym namalowany był portret moich rodziców. Ojciec - wysoki i nienaturalnie piękny, o długich, złotych włosach, miał szerokie skrzydła, tutaj złożone skromnie za plecami. Matka jaśniała niesamowitym światłem, które (jak sobie uświadomiłam) towarzyszyło jej przez całe życie. Wpatrywałam się intensywnie w twarz ojca, próbując uchwycić między nami jakieś podobieństwo. Miniaturka była jednak zbyt drobna, więc pozostawało mi jedynie wierzyć tej nowo poznanej, choć wzbudzającej zaufanie kobiecie.

To był dla mnie trudny czas. Musiałam pogodzić się na nowo z samą sobą, przyzwyczaić się do tego czym byłam. Wtedy coraz częściej zaczęły się też pojawiać wybuchy energii, której nie potrafiłam okiełznać. Czytałam ile mogłam na temat niebian i ich wiary w Pana - jedynego boga, który zsyła ich z misją głoszenia Jego słów. Ani trochę mnie to nie przekonało, a fakt, że moja matka odrzuciła ten cel, poświęcając się wychowaniu mnie na porządnego człowieka, zamknął dla mnie ten temat ostatecznie. Wiedziałam jednak sporo na temat samych niebian i teraz już bez problemu potrafiła bym rozpoznać innego błogosławionego.
Nyia widziała jak rozdarta wewnętrznie byłam i być może dlatego zaproponowała, bym zamieszkała w jednej z kamienic należących do ich rodziny. Właścicielem gmachu był jej syn, dhampir o imieniu Vincent. Początkowo peszyła mnie jego małomówność i dystans, jednak parę przypadkowych spotkań uświadomiło mi, że kryła się za tym nieporadność w nawiązywaniu relacji międzyludzkich. Parę razy widziałam tak głęboki smutek w jego oczach, że nie potrafiłam zostawić go samego sobie. Być może nie znałam się na dhampirach, ale wiedziałam, że jedzą tak jak normalni ludzie. A czy jest coś lepszego na potężne smutki niż odpowiednia dawka kolorowych słodyczy?
Pierwszy raz zapukałam do jego drzwi z talerzem bez. Były puszyste i różowe, najdoskonalsze jakie kiedykolwiek zrobiłam. Następnym razem mimochodem podrzuciłam mu różyczki wypieczone z ciasta francuskiego i obsypane bielutkim pudrem. Korzystając z okazji wcisnęłam się z nim do mieszkania i wysprzątałam mu kuchnię. Nie wyrażał czynnego sprzeciwu, więc przejęłam nad nią częściową władzę, uzupełniając przyprawy, szorując piekarnik i doprowadzając do ponownego użytku garnki. Reanimowałam też parę roślin, które rozpaczliwie prosiły o pomoc.

Do teraz nie jestem pewna, czy nie byłam nieproszonym gościem, którego Vincent po prostu nie miał serca wyrzucić. Wydaje mi się jednak, że pod wpływem mojej obecności nieco się rozpogodził, tak jakby on także potrzebował w swoim życiu kogoś innego. Dla mnie codzienne wizyty u niego stały się rytuałem i zaczęły wyznaczać nowy rytm. Ponownie zaczęłam odżywać, przypominając sobie o zakurzonej przez długi czas miłości do pieczenia. Być może kiedyś otworzę własną cukiernię, jednak na razie jeszcze na to nie pora.

Gdy Vincent zaproponował mi przenosiny do posiadłości, którą dostał od matki, początkowo się przestraszyłam. Po co chciał mnie zabrać ze sobą? W końcu jednak dotarło do mnie, że on także bał się samotności. Zgodziłam się więc, spakowałam manatki i ruszyłam w nieznaną mi stronę. Znowu.
Dwór okazał się ciepły i bardzo klasyczny, a także - co zaskakujące, wypełniony ludźmi. Oczami wyobraźni widziałam chyba ponure gmaszysko, jednak ani osobowość Nyi ani osoba Vincenta mnie na to nie nakierowały. Ot, głupi, utrwalony książkami przesąd.

Wschodnie skrzydło było prywatnymi komnatami dhampira i to właśnie tam zamieszkaliśmy. Z nową mocą zajęłam się redekorowaniem dworu, starając się nadać mu bardziej przyjazny wygląd. Rozstawiłam kwiaty, wypełniłam kuchnię aromatem cynamonu i kawy i zaprzyjaźniłam się ze służbą. Vincent znosił to dużo gorzej - często przyłapywałam go na tym, że nie potrafi znaleźć rzeczy pochowanych w eleganckich komodach albo siedzi zamyślony przy kominku. Pomagałam mu jak mogłam, zajmując się również codziennymi sprawami. On za to część swojej uwagi poświęcił niekontrolowanym wybuchom mojej magii, które zdarzały się coraz częściej. Pod jego uważnym okiem i cierpliwą radą podjęłam naukę. Trenowałam codziennie, choć okiełznanie magii emocji przychodziło mi bardzo ciężko. Zauważyłam za to, że władam innym, mniejszym, i nie tak uciążliwym talentem. Byłam w stanie przemieszczać niewielkie przedmioty, co, jak wiedziałam, związane było z dziedziną przestrzeni. W tym przekonaniu upewniły mnie również dwa czy trzy wypadki, podczas których samorzutnie wytworzyłam portale do innych części dworu, przerzucając tam siebie lub przypadkowych przechodniów.
Moje “incydenty” najczęściej powodowały drobne nieporozumienia, które Vincent notorycznie usiłował wyjaśniać. Wytworzyliśmy między sobą pewien rodzaj symbiozy - on zajmował się naprawianiem moich błędów i trenowaniem umiejętności, a ja uczyłam go relacji międzyludzkich i załatwiałam z innymi te sprawy, z którymi nie umiał sobie poradzić. W ten sposób mijały nam dni i tygodnie, doprowadzając do kolejnego punktu, który miał zaburzyć naszą spokojną codzienność...
  • Najnowsze posty napisane przez: Mimi
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • Re: Czarne Owce - Powitanie
            Mimi nie słyszała wywodu Vincenta, przysypiając na jego ramieniu. Spod półprzymkniętych powiek obserwowała salon, pozwalając by światło malowało na jej rzęsach kolorowe tęcze. Mieszały się w nich barwy …
    31 Odpowiedzi
    2506 Odsłony
    Ostatni post 8 miesiące temu Wyświetl najnowszy post
  • Re: Czarne Owce - Powitanie
            Mimi szła przez noc ogrodu, czując się trochę jak w baśni. Powietrze było rześkie i pachnące otwierającymi się po zmroku kwiatami, słodkim, uderzającym do głowy aromatem. Ich smukłe kielichy rysowały si…
    31 Odpowiedzi
    2506 Odsłony
    Ostatni post 11 miesiące temu Wyświetl najnowszy post
  • Re: Czarne Owce - Powitanie
            Pani Szpieg (która na swoją nową rolę przystała z niesamowitym entuzjazmem) teraz patrzyła na zbliżające się z każdym ich krokiem frontowe drzwi nieufnie, nie będąc pewną, czy chce dzisiaj poznawać Crei…
    31 Odpowiedzi
    2506 Odsłony
    Ostatni post 1 rok temu Wyświetl najnowszy post