Profil użytkownika Barabasz

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Barabasz "Styk" Una, znany wśród wieśniaków jako Wujcio
Rasa: Krasnolud
Wiek: 250 lat


Aura



Wygląd

Jaki krasnolud jest, każdy widzi.
A Barabasz, jak każdy krasnolud, jest niewysoki choć krępy. Przez swój zaawansowany wiek i wędrowny tryb życia stracił już nieco ciała, jednak nadal ma masywniejszą budowę niż przeciętny mężczyzna.
Jego ręce są silne choć żylaste, a dłonie duże i szorstkie. Przedramiona pokrywają liczne blizny, świadczące o tym, że ten przyjazny dziadek w czasach swojej młodości brał udział w niejednej bitwie. Sam Wujcio wspomina o tym jednak niechętnie i pozwala, by blizny zasłaniały karwasze albo opaski.
Postawa krasnoluda, choć dumna, przypomina wszystkim, że Barabasz lubi dobrze zjeść. Jego brzuszysko nie jest już takie jak w czasach młodości, ale sam zainteresowany nigdy nie pogardzi porządnym posiłkiem.
Wujcio ma siwe, zmierzwione w nieładzie włosy i brodę sięgającą mostka. Jego twarz zdobią również dorodne, zakręcone ku górze wąsy, z których jest bardzo dumny.
Twarz Styka jest tak krasnoludzka, jak kamienne są głazy na fellariońskich szczytach. Ma krzaczaste, siwe brwi, nieduże, otoczone uśmiechniętymi zmarszczkami oczy i perkaty, lekko zaczerwieniony nos. Ktoś mógłby powiedzieć, że to ordynarny kinol, ale Wujcio uważa to określenie za wielce obraźliwe i zapewne, burcząc pod nosem, zdzieliłby nieuprzejmego śmiałka patelnią przez łeb.
Wracając do oczu Barabasza, dwóch ciepłych, czarnych węgielków, na jednym z nich bardzo często gości okrągły monokl w cynowej oprawce. Gdy Wujaszek go nie używa, zwisa on na jego prawym ramieniu, zaczepiony na delikatnym, choć wytrzymałym łańcuszku.
Głos krasnoluda jest bardzo niski i miły dla ucha. Barabasz posługuje się językiem zrozumiałym dla prostych ludzi, choć gdy trafi na odpowiedniego słuchacza, lubi pofilozofować lub poprowadzić akademicką dyskusję.
Gdyby nie lekko znoszone, podróżne ubranie, można by go wziąć za podstarzałego, dobrotliwego szlachcica. Nosi się prosto, acz praktycznie - w niebieską, krasnoludzką tunikę pokrytą pomarańczowymi zdobieniami i fioletowe spodnie. Wygodne buty są masywne, a w ich cholewie można ukryć niejedną niespodziankę. Na jego piersi zawsze widnieje okrągły, lekko zmatowiały medalion rodowy. Choć Styk już od dłuższego czasu nie utrzymuje kontaktu z rodziną, jest dumny ze swojego pochodzenia. Rodzina z resztą nadal jest dla niego bardzo ważna i jak każdy krasnolud, przywiązuje dużą wagę do pomocy innym jej członkom, nie ważne jak odległym.
Pod tuniką, spięta szerokim, brązowym pasem, znajduje się biała koszula o lekko srebrnym poblasku. Jest ona wykonana z materiału tak trwałego, że Wujcio nie musi obawiać się żadnego niespodziewanego ostrza. Koszulę, oryginalny elficki wyrób, otrzymał od dawno utraconego przyjaciela, z którym stoczył niejedną bitwę podczas wojny. Nie raz i nie dwa uratowała mu już życie. Sam Barabasz z resztą zawsze mawia, że najlepszy krasnolud to żywy krasnolud i przez to musi być przygotowanym na wszystko. Stąd całe mnóstwo przedmiotów, które nosi przytroczone do pasa i wepchnięte do podróżnego plecaka. Zawsze poratuje innych piórem, ryzą papieru, nożem czy liną. Nigdzie nie rusza się także bez świeczek i swojej ukochanej patelni. Jak mówi - każdy dzień zaczęty od porządnego śniadania może być dniem, w którym zostanie się bohaterem. Oczywiście jako krasnolud w sędziwym wieku, Styk nie aspiruje już na bohatera. Ten etap zakończył się w jego życiu wraz z końcem krasnoludzkiej wojny, w której stracił bardzo wiele. Obecnie zależy mu na tym by pomagać innym, oczywiście za monety, nocleg oraz wyżywienie. Z tego względu w jego wyposażeniu znajdują się również najróżniejsze narzędzia, zioła i szpargały, przy pomocy których bardzo skutecznie wykonuje swoją pracę. Jedni mówią, że jest budowniczym, inni że zielarzem, a jeszcze inni że jubilerem. Są tacy, którzy uważają go za rolnika, czasami też przykleja mu się łatkę wiejskiego czarodzieja. Prawda jest taka, że Wujcio zajmuje się wszystkim po trochu i na wszystko jest doskonale przygotowany.


Charakter

Na pewno słyszeliście o cechach, które łączą wszystkie krasnoludy - odwadze, niezłomności, smykałce do handlu i świetnym guście kulinarnym. Tak w każdym razie lubią mówić o sobie niemal wszyscy przedstawiciele tej rasy. Gdyby zapytać o opinię elfy lub inne ludy, które znają krasnoludy jedynie ze stereotypów, odpowiedziałyby, że są to istoty butne, uparte, skąpe i nieufne. Prawda, jak zawsze w takim przypadku, leży dokładnie pośrodku. Wujcio, jak większość jego pobratymców jest bowiem doskonałym przykładem tego, że każdy, bez względu na rasę, ma wady i zalety będące połączeniem stereotypów, niespodzianek i cech indywidualnych.
Barabasz został ukształtowany przez wiele wydarzeń, a jego przeszłość - zarówno handlowa jak i militarna, miała na niego olbrzymi wpływ.
Wychowany przez samotną matkę, budzącą postrach i szacunek wiedźmę Idę, w dzieciństwie nie był rozpieszczany. Nabożny strach, z jakim wieśniacy zwracali się do niej o pomoc, nie przypadł mu do gustu. Nie rozumiał z resztą dlaczego porzuciła rodzinę - więzy krwi wołały go do siebie, tak ważne, jak dla każdego krasnoluda.
Matka wpoiła mu jednak podstawowe wartości - szacunek dla życia, pomoc słabszym i przede wszystkim znajomość własnej wartości. Później, gdy na własną rękę opuścił jej dom, odkrył, że rodzina liczy się dla niego jeszcze bardziej. Zawsze mógł znaleźć w niej oparcie, przez co i on pomagał tym jej członkom, którzy tej pomocy potrzebowali. Nie raz przyjmował gości, pomagał innym stanąć na nogi, a można by rzecz dość często interweniował nawet w sprawie dalekiego kuzyna Jorga, który był członkiem złodziejskiej szajki o idiotycznej nazwie “Szczury”. Tylko jego pomoc uchroniła lekkomyślnego krasnoluda przed stryczkiem, który niechybnie na niego czekał. Ostatecznie zaopiekował się nawet daleką bratanicą, która na pewien czas potrzebowała schronienia.
Poza dobrotliwością Barabasz wykazuje się jednak inną istotną cechą, przez którą nie pomaga naiwnie komu popadnie. Jest rozsądny i nieufny, zwłaszcza jeśli chodzi o interesy. Paru niezbyt dobrze dobranych współpracowników szybko nauczyło go, by uważnie prześwietlić człowieka, nim powierzy mu się swoją firmę.
Tym co wyróżnia Styka wśród pozostałych krasnoludów jest jego podejście do innych ras. Już jako dorosły mężczyzna zawiązał jubilerską współpracę z czarodziejami, elfami, a w kilku wyjątkowych przypadkach nawet smokami. Później, w czasie wojny, stanął do walki ramię w ramię z przedstawicielami wielu różnych ras. I choć może ostrożnie odnosić się do naturian, wobec których nadal odczuwa wyrzuty sumienia, jego osądu nie przesłaniają stereotypy, tak typowe wśród wielu z jego pobratymców.
Jeśli chodzi o wykonywaną pracę, Wujcio jest zawsze bardzo solidny i dokładny. Nawet jeśli weźmie się za coś, czego do końca nie potrafi, włoży w to całe serce i umiejętności, zgodnie z obietnicą. Mimo że sam nie lubi tego przyznawać - choć twardo negocjuje zapłatę za swoje usługi, koniec końców i tak nie zostawi nikogo w potrzebie. Jego praca w dużej mierze obraca się wokół niwelowania powojennych zniszczeń - rekonstrukcji i budowy domów, obsadzania pól i sadów, hodowli zwierząt i produkcji narzędzi. Jest więc dobrotliwym wujciem, który jednak potrafi porządnie przyłożyć, jeśli odkryje, że ktoś próbował go oszukać. Wieśniacy darzą go z resztą szacunkiem, nawet jeśli za plecami podśmiewają się z niego.
Styk to wiejski filozof, o wiedzy znacznie rozleglejszej niż sugeruje to jego wygląd. Tylko ten, kto poznał jego losy może zdawać sobie sprawę z ogromu doświadczeń, jakie taszczy na swoim karku.
Prawdą jest natomiast to, że jak każdy krasnolud, Barabasz Una również jest wielkim smakoszem. Od zawsze lubił dobrze zjeść i często z rozrzewnieniem wspomina “tak doskonały gulasz mojej matki, że zrzucił by kapcie nawet samemu Prasmokowi!”. Jego kubki smakowe zawsze domagają się nowych doznań, choć tak jak większość krasnoludów, najbardziej ceni swoją rodzimą kuchnię. Zamiłowanie do posiłków nie ogranicza się jedynie do próbowania. Styk jest również wyśmienitym kucharzem i nawet w warunkach polowych potrafi przyrządzić przepyszny posiłek. Uważa, że każdy dzień należy zacząć od porządnego śniadania i nie wolno zapominać o pozostałych kilku lub kilkunastu (w zależności od humoru i towarzystwa) posiłkach.
Jako towarzysz, nie tylko podczas posiłku, ale również podróży, jest wierny, odważny i zawsze ma w zanadrzu jakąś ciekawą historię. Podczas wojny nie bez powodu zyskał miano bohatera - bez wahania ruszał na pomoc innym towarzyszom broni, słynął też z brawurowych akcji i pomysłowych taktyk. Obecnie, jako że podróżuje sam, przede wszystkim ceni sobie spokojną podróż. Zdarza mu się być gderliwym i marudnym - ta cecha rozwinęła się w nim po śmierci Lothara. Gdy się krzywi i narzeka, wyraźnie widać jego zaawansowany wiek. Kiedy trzymając się za brzuszysko, wybucha głośnym, gardłowym śmiechem, powraca jednak stary Barabasz, taki, jakim był przez wiele lat wśród swojej rodziny.
Jakkolwiek dziwny by nie był, Barabasz jest skarbnicą wiedzy. W zanadrzu ma rozwiązanie na niemal każdy problem, a jeśli nie może czegoś zdobyć, będzie próbował sam to skonstruować. Jedno z jego powiedzonek brzmi z resztą: "Jeśli chcesz coś kupić, najpierw sprawdź czy nie możesz zrobić tego sam!" To, oraz biegłość w rachunkach sprawiły, że jego firma zawsze stała doskonale w finansach.
Jest jeszcze jedna cecha, która łączy Styka z innymi krasnoludami. Słynny upór w jego przypadku jest jak najbardziej prawdziwy. Jeśli się zaprze, można prosić i grozić, a on i tak nie zmieni swojego zdania. To, razem z upodobaniem do samotnictwa i niezwykłą łatwością przyjmowania niespodzianek losu sprawiło, że otrzymał przydomek, który nadali mu okoliczni wieśniacy.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Zręczny, Powolny, Precyzyjny,
Percepcja:Czuły język, Wyostrzone czucie, Pozbawiony zm.mag.,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Przekonywujący,

Cechy specjalne

Złota rączka [Z]Barabasz potrafi załatać każdą dziurę (nawet tą w ludzkiej duszy) i naprawić każdą usterkę. Nie chodzi tylko o wrodzone zdolności do majsterkowania - jeśli nie ma odpowiednich narzędzi, zrobi je z tego, co będzie miał pod ręką. To za to wieśniacy kochają go najbardziej i dlatego w każdej wsi jest tak mile widziany.
Zaradność [Z]Nawet w najtrudniejszych opałach i najbardziej nieprzebytych ostępach prawdziwy krasnolud umie sobie poradzić. Pomocny jak zwykle jest w tym plecak pełen szpargałów i uważne obserwowanie otoczenia.
Odporność na zimno i magię [Z]Zarówno jedno jak i drugie jest dla Barabasza zaledwie niedogodnością, którą należy zignorować. Zimno musi być naprawdę przejmujące by zwrócić jego uwagę. Oczywiście magia również ma na niego wpływ, jednak jak każdy krasnolud, wymaga dużo więcej nakładów mocy, by czary na niego zadziałały.
Wytrzymałe cielsko i mocna głowa [Z]Styk jest dużo bardziej wytrzymały na zmęczenie, ból i choroby niż przedstawiciele większości innych ras. Jak dotąd tylko kuzyn Jorge pobił go w ilości mocnego alkoholu, który jest w stanie wypić bez żadnych widocznych skutków.

Umiejętności

Budownictwo [W] Pierwszy wyuczony zawód Barabasza, który praktykował przed wojną i po niej.
Wytyczanie żył wodnych [O] Jednym z ważnych elementów szkolenia było różdżkarstwo. I choć brzmi to enigmatycznie w przypadku krasnoluda, wcale nie chodziło tutaj o magię, a o określanie przebiegu niepożądanych żył wodnych.
Geologia [O] Jak każdy krasnolud, Wujcio również zna się na geologii.
Jubilerstwo [M] Nie tylko solidne wyszkolenie przyczyniło się do sławy Uny wśród innych jubilerów. Jego wrodzony talent do formowania kamieni szlachetnych połączony z łatwością do współpracy z innymi rasami zaowocował wieloma wspaniałymi projektami.
Kowalstwo [W] W swojej pracowni Barabasz tworzył nie tylko dzieła sztuki, ale również broń i pancerze.
Rolnictwo [P] Barabasz zna podstawy rolnictwa, przez co po wojnie często pomagał chłopom w polu.
Majsterkowanie [M] Styk ma wrodzony talent do tworzenia czegoś z niczego, przebudowywania i konstruowania przedmiotów.
Handel [W] Krasnolud ma smykałkę do handlu, nauczony doświadczeniami potrafi dobierać partnerów w interesach i nadzorować funkcjonowanie swojej firmy.
Zielarstwo [O] Nauki matki nie poszły w las. Wujcio zna się na ziołolecznictwie i wie gdzie szukać poszczególnych roślin.
Medycyna [P] Podstawy przekazane mu przez Idę. Potrafi opatrzyć złamaną nogę, pomóc podczas porodu czy wyleczyć wrzody. Zna się również na leczeniu zwierząt gospodarskich.
Gotowanie [W] Cóż to byłby za smakosz, gdyby sam nie umiał gotować? Potrawy które wychodzą spod jego chochli są rozkoszą dla podniebienia, nie tylko jak na krasnoludzkie standardy.
Walka bronią białą (topór i miecz) [O] Miano bohatera zyskuje się nie tylko brawurą i przebiegłością. Sprawne posługiwanie się bronią jest tym, bez czego nie przetrwałby żaden wojak.
Taktyka militarna [O] Jako krasnolud pochodzący z wysokiego rodu, Styk często brał udział w naradach wojennych, gdzie poznawał pomysły najlepszych generałów i proponował własne, nowatorskie rozwiązania.
Polityka [P] Kupiec, zwłaszcza ten, który sprzedaje biżuterię, musi się orientować kto jest kim w świecie arystokracji. Zna również podstawowe założenia polityczne większości państw.
Górnictwo i wydobycie [W] Mając tak liczną rodzinę w kopalniach, Una szybko zaczął poznawać to niezwykłe rzemiosło. Kamienie szlachetne nie były jedynym, co wydobywał na powierzchnię ziemi. Gdy odkryto magiczną żywicę, zajął się jej ekstrakcją na większą skalę.
Czytanie i pisanie [O] To, co każdy wykształcony krasnolud umieć powinien.
Jazda konna [O] Nie jest łatwo wsiąść na konia, gdy ma się wzrost krasnoluda, jednak wizja rychłej śmierci przyspiesza pewne sprawy. Obowiązkowa umiejętność w wojsku.
Genealogia [M] Jak większość krasnoludów, Styk mógłby opowiadać o swoich więzach rodzinnych długimi godzinami. Doskonale wie kto miał ile dzieci i kto z kim popełnił mezalians. Uważa, że każdemu członkowi rodziny należy się pomoc ze względu na łączące ich więzy krwi.
Matematyka [W] Niezbędna gdy prowadzi się księgowość w swojej własnej firmie. Jak mawia Wujcio - Musisz ufać swoim partnerom i zawsze dwa razy przeliczyć ich wydatki!

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Witajcie! Nazywam się Barabasz Una, ale wołają na mnie Barabasz Styk lub po prostu Wujcio. To dlatego, że podobno nie wszystko w mojej głowie styka tak, jak powinno. Ludzie ze wsi uważają, że jestem zdrowo szurnięty, ale kiedy potrzeba im pomocy, garną się do mnie jak małe kociaki. Nie przejmuję się tym zbytnio, bo mówią tak o każdym siwowłosym wędrowcze z kijem, ale cóż! Widać taka już dola obwoźnej złotej rączki!
Większość okolicznych mieszkańców znam jak własną rodzinę - chłopom leczyłem złamane nogi, pomagałem orać ziemię, naprawiałem narzędzia, a babom przynosiłem ulgę w połogu. Leczyłem wrzody na krowich wymionach i obrzęki racic. Niektórzy mówili, że używam krasnoludzkich czarów, ale widział kto kiedy szanującego się krasnoluda czarodzieja?! Żaden tam ze mnie czarodziej! Jestem inżynierem, z zawodu budowniczym. Znam się nieco na stawianiu fundamentów, wytyczaniu żył wodnych i umacnianiu domów. W swoich młodych latach zajmowałem się też jubilerstwem. Żaden błyszczący kryształek nie miał przede mną tajemnic! Ach, dawne, dobre dzieje! Wytwarzałem jedną z najpiękniejszych krasnoludzkich biżuterii w całym naszym królestwie! Z resztą nie tylko biżuterię, ale to już inna historia... W każdym razie te czasy dobiegły końca, gdy wraz z kuzynem Doylem zająłem się poważniejszymi sprawami. Ale wszystko po kolei!

Początkowo z rodziną nie miałem żadnego kontaktu. Moja matka, czyli szanowna Ida Kerhje Teodora Una (prababka słodkiej Kerhje, o której jeszcze opowiem), była samotniczką - wioskową wiedźmą, która w pojedynkę wychowywała syna. Pochodziła co prawda z bardzo znanego, krasnoludzkiego rodu, jednak z tylko sobie znanych powodów opuściła rodzinne miasto, by zamieszkać na prawdziwym odludziu. Nie znałem motywów jej decyzji przez wiele lat, dopóki samodzielnie nie wyruszyłem do naszej stolicy, by odnaleźć opuszczonych krewnych, których nigdy nie poznałem. Przywitano mnie tam ciepło jak syna i to właśnie wtedy po raz pierwszy poznałem słynną, krasnoludzką gościnność i zrozumiałem jak ważne są więzy rodzinne.
Przez wiele lat pracowałem jako budowniczy, specjalizowałem się w wyszukiwaniu żył wodnych i stawianiu fundamentów, ale nie obce mi było całe budownicze rzemiosło. Wiele pięknych domów wyszło spod mojej ręki.
Wciąż byłem jednak młody i niespokojny, intensywnie poszukiwałem swojego miejsca na ziemi i po jakimś czasie wyuczony zawód przestał mi wystarczać. Coraz bardziej intrygowały mnie kamienie szlachetne i związane z nimi możliwości, zwłaszcza te magiczne. Współpracowałem wtedy intensywnie z czarodziejami i elfami, tworząc potężną, magiczną broń i delikatną, zaczarowaną biżuterię. Dzięki wrodzonym, wyuczonym i stale doskonalonym umiejętnościom byłem w stanie oszlifować i osadzić najbardziej kruchy kamień w dowolnym tworzywie. To ja stworzyłem takie cuda jak miecz Angwen, wisior Xidalla czy srebrny dzwoneczek Cadhuin, przywołujący każdą bestię i leśne stworzenie.

Dopiero wiele lat później, ze wspomnianym już wcześniej kuzynem Dolyem rozkręciłem prawdziwy biznes, jednak w zupełnie innej branży niż mógłbym się spodziewać. Skurczybyk, on to miał łeb do interesów! Prawdziwą, krasnoludzką smykałkę.
Podczas pracy w kopalni jeden z moich wujów natknął się bowiem na nietypowy korzeń, rosnący głęboko pod ziemią. Okazało się, że pozyskana z niego żywica ma niesamowite właściwości - daje żującemu ją niezwykłe sny, a na jawie wyostrza zmysły, w tym i zmysł magiczny. Szybko stała się bardzo pożądanym towarem, a my momentalnie zmonopolizowaliśmy jej ekstrakcję. Pompy odprowadzające ją na powierzchnię były potężne i błyszczące, a przelewający się w nich złoty płyn niezwykle delikatny.
Poniewczasie dowiedzieliśmy się, że to, co my uważaliśmy jedynie za źródło dochodu, było czymś o wiele ważniejszym. Potężne korzenie stanowiły bowiem złożony ekosystem, który sięgał wysoko ponad powierzchnię ziemi. Nie były to - jak sądziliśmy, mało znaczące drzewa lokalnej odmiany Aralii pospolitej, a niewidoczne gołym okiem pnie czegoś, co tubylcy określali mianem Drzewa Dusz. Nie wiedzieliśmy ile w ich opowieściach jest prawdy, ale zaczęły docierać do nas niepokojące sygnały. Okazało się bowiem, że wraz z postępującym procesem ekstrakcji zaczęła obumierać lokalna flora, a życie elfów i naturian uległo drastycznemu skróceniu. Próbowałem zatrzymać proces, jednak nie byłem już jedynym właścicielem produkcji, a reszta mojej rodziny zignorowała niebezpieczeństwo. Wtedy to poznałem inną, znacznie mniej chwalebną cechę mojej rasy - słynny, krasnoludzki upór.
Problemy z tubylcami przerodziły się w poważny konflikt, który być może skończyłby się rozlewem krwi, gdyby nie tragedia, która dotknęła nas wszystkich i bezpowrotnie zniszczyła nasze fabryki.
W krasnoludzkim kraju rozgorzała wojna. Przeżyłem wiele bitew u boku mojego elfickiego przyjaciela Lothara, który podarował mi bezcenną, elficką kolczugę, tak drobną i delikatną, że wygląda jak zwykła koszula. Nie raz ta drobina uratowała mi skórę. Została z resztą jedyną pamiątką po tym szlachetnym, bezinteresownym młodym mężczyźnie.

Po wielu latach i wielu bezsensownie straconych życiach konflikt dobiegł końca. Zyskałem już miano bohatera, ale na co ono komu, jeśli jest okupione śmiercią najbliższych. Ci na górze dogadali się, a my, na dole, mogliśmy zająć się lizaniem ran. Nigdy już nie odbudowaliśmy kopalni ani fabryk.
W tym okresie, rozpaczając po stracie przyjaciela, dowiedziałem się, że moja matka pustelniczka wiele lat po moim odejściu urodziła jeszcze jednego syna. Wżenił się on w ludzką rodzinę, która osiedliła się w Elisii. Niestety ich również dotknęła tragedia wojny, choć tym razem domowej. Wtedy to przyjąłem pod opiekę jego wnuczkę, a moją kochaną bratanicę, Kerhje Unę. Jej pogodna obecność rozświetliła ponure dni zgorzkniałego starca. Wtedy odczułem, jak bardzo się zestarzałem. Na szczęście dziewczynka przyniosła mi radość, choć jedynie przez krótki czas. Złote dziecko, ale straszliwie nieśmiałe. Obwiniam o to jej ułomność, ślepotę z którą się urodziła. Staram się nie mówić o tym głośno, choć trzeba przyznać, że wywarło to piętno na jej życiu. Biedna, mała Kerhje. Ciekawe co teraz się z nią dzieje.

Po wydaniu jej własnemu losowi i wyprawieniu do Menaos, sam również zająłem się wędrówką. Zacząłem najmować się do pracy po wsiach, pomagając odbudowywać ruiny, lecząc i konstruując chłopom narzędzia, których nigdy nie było wystarczająco dużo. Szybko zyskałem pieszczotliwe miano Wujcia, który pomoże innym w potrzebie za symboliczną opłatę i posiłek. Chłopi wyjątkowo mnie polubili, być może za mój łatwy sposób bycia i szeroką wiedzę. Dla zwykłego człowieka byłem już wtedy bardzo stary, a moja bezpośredniość i niezrozumiałe dla innych pogodzenie z losem sprawiły, że za plecami wołano na mnie również Barabasz Styk. Moja sława wyprzedziła mnie w zaskakującym tempie i w pewnym momencie stałem się osobą dosyć rozpoznawalną. Do dzisiaj wędruję, odczuwając ciągle trwającą niechęć, by powrócić w rodzinne strony. Być może kiedyś odbuduję dawne kopalnie i przywrócę chwałę rodzinnej firmie, jednak na razie mam ważniejsze rzeczy do zrobienia.

Dane gracza: Barabasz

Nazwa użytkownika:
Barabasz
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Vestra, Hashira, Fobos, Yva, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt paź 12, 2018 10:27 am
Ostatnia wizyta:
Wt gru 04, 2018 1:35 am
Liczba postów:
5 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.08 posty dziennie)
Ostatni post:
"A droga wiedzie w przód i w przód..."
Wt gru 04, 2018 1:35 am
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
"A droga wiedzie w przód i w przód..."
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)
cron