Oglądasz profil – Junia

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Junona Kalanta "Junia" Alfen
Rasa:
Czarodziej
Płeć:
Kobieta
Wiek:
399 lat
Wygląda na:
25 lat
Profesje:
Mag, Uzdrowiciel, Wędrowiec
Majątek:
Dostatni
Sława:
Sławny

Aura

Natłok nietypowych bodźców obecnych przy tej emanacji wzbudzi ciekawość u odważnych, a niepokój i lęk u osób o słabym sercu. Już od pierwszych chwil ma się przeczucie, iż emanacja ta, czy też raczej właścicielka tejże, jest świadoma tego, iż ktoś próbuje się z nią zapoznać. Czy tak faktycznie jest? Tego nikt poza Junią nie będzie wiedział. Będąc w obecności tej aury można przysiąc, że pamięta się wspomnienia należące do kogoś innego, z czego niektóre z nich są bardziej drastyczne od pozostałych. Nie sposób jednak sprecyzować co się w nich dzieje, zaś po zaprzestaniu badania aury zapomina się o nich, jakby te nigdy nie istniały. Intensywne ciepło obecne dookoła niemal narzuca się obecnych, lecz temperatura zaczyna delikatnie spadać jeśli ktoś zbyt długo spróbuje przebywać w towarzystwie tej emanacji. Inaczej ma się sprawa z siłą tej aury, ta bowiem zdaje się nieustannie wykraczać daleko poza to, co zwykli śmiertelnicy byliby w stanie osiągnąć. Nawet pradawne istoty po wyczuciu tej potęgi będą próbowały uszanować właścicielkę tejże emanacji. Ze względu na to nie dziwi fakt, iż aura nie jest zbyt błyszcząca, nosi ona na sobie bowiem oznaki wieku takie jak zmatowiona powierzchnia oraz delikatniejszy blask niż to, co przedstawiają młode i niedoświadczone w życiu istoty. Kłóci się to z tym, iż aura drży niczym podekscytowane dziecko, niezdolne do stłumienia swego entuzjazmu. Srebrna barwa, jednolita i pozbawiona skaz, jest głównym elementem ozdobnym na powierzchni tej aury, w czasie gdy kobaltowe pasma tańczą nad srebrem, choć gdzieniegdzie widać, że kolor ten stracił na intensywności. Tymczasem cynowe akcenty wplotły się między kobalt i srebro, prezentują dumnie swą intensywność dla każdego, kto zdoła je zauważyć. Obecna dookoła szmaragdowa poświata pulsuje nieregularnie, każdy kolejny puls niemożliwy do przewidzenia ze względu na pierwotną losowość. To jednak, co o wiele mocniej przykuwa uwagę niż barwa czy poświata, to istna symfonia dźwięków obecna dookoła. Kojąca, głęboka melodia rozbrzmiewa z siłą królewskiej orkiestry, równie wszechobecna co wszechpotężna. Liczne głosy rozbrzmiewają w tle, niczym widownia niemogąca powstrzymać swego zachwytu wobec wciąż trwającego spektaklu dźwięków. Między głosami rozróżnić można zmysłowe szepty tych, u których to ta melodia aż rozbudzić drzemiące wewnątrz nich pierwotne żądze. Nawet zaświaty zdają się świadkować temu koncertowi, oto bowiem usłyszeć można trupie głosy wśród szeptów i głosów żywych. Słychać było także tych, co oszaleli po spotkaniu z tak cudownym brzmieniem, liczne głosy bowiem przemawiały bez ładu i składu, ich natężenie i głośność zmienne i niemożliwe do jednoznacznego określenia. Na tych, co zdołają oderwać się od natłoku dźwięków, czeka niemożliwa do pomylenia mieszanka roznosząca się w powietrzu, przy pomocy zmysłu zapachu wyróżnić można bowiem woń starych pergaminów, jak i również intensywny zapach płonących świec oraz świeżo palonych kadzideł. Próba nawiązania kontaktu przez dotyk natychmiast skutkuje czymś niespotykanym, dotknięcie aury sprawia bowiem, iż dźwięki jej towarzyszące stają się o wiele głośniejsze, a atmosferę dookoła zaczyna przesycać czysta energia magiczna. Poza tym jednak nie ma pod względem dotyku niczego niespotykanego - aura ta jest miękka niczym cudze ciało i gnie się pod dotykiem, przywodząc na myśl to, jak mięśnie bez trudu rozciągają się i kurczą co by móc sterować organizmem. Krawędzie emanacji są ostre i niczym noże, którym uczeni nacinają skórę co by dostać się do tkanek znajdujących się pod nimi, zaś gładkość jej powierzchni porównywalna do droższych tkanin Alaranii, którymi tylko ci bogatsi mogą się zachwycić. W smaku zdaje się ostra i wyrazista, przytłaczając każdego swym smakiem. Lepi się do podniebienia w iście miodny sposób, w międzyczasie pobudzając umysł swoją intensywną goryczką, podczas gdy jej słoność wzbudza pragnienie.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Junia
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Junia

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 miesiące temu
Ostatnio aktywny:
1 tydzień temu
Liczba postów:
2
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.03)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 100.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o napisanie aury
(Posty: 1 / 50.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny
Zwinność:zręczny, precyzyjny
Percepcja:dobry słuch, b. wyostrzone czucie, czuły zmysł magiczny
Umysł:bystry, ineligentny, b. silna wola
Prezencja:piękny, przekonywujący

Umiejętności

PsychologiaArcymistrz
Poza pogonią za wrażeniami, zgłębianie tajemnic świadomości od zawsze było pasją Junii - zaszczepioną przez rodziców, pielęgnowaną przez nią samą przez setki lat. Wspierając się przy tym magią umysłu, emocji i życia, czarodziejka potrafi przeglądać cudze myśli jak otwarte książki z obrazkami. Oprócz samego zrozumienia ich, podejmuje także owocne wysiłki w udoskonalaniu i leczeniu, dzięki czemu rozsławiła swe nazwisko w całej Alaranii. Wierzy, że nie istnieje umysł, którego nie można przeniknąć - po prostu niektóre potrzebują więcej czasu i zaangażowania.
MedycynaMistrz
Uzdrowicielka ciał i umysłów - tak ją nazywają. To zostało jej powołaniem. Do tej pory uratowała dziesiątki istnień, a ulgę przyniosła setkom. Wspomagając się magią, rzadziej zielarstwem, potrafi uleczyć większość ran i dużą część chorób, także psychicznych. Nie jest nieomylna i zdarzają się przypadki, gdy okazuje się bezsilna wobec zbyt głębokich uszkodzeń, niemniej nieskromnie może powiedzieć, że jest jednym z najlepszych medyków, w których ręce można trafić.
AnatomiaEkspert
Zanim mogła osiągnąć mistrzostwo w medycynie, musiała opanować anatomię; w końcu trudno leczyć kogoś, nie znając budowy i sposobu funkcjonowania jego ciała… Organizmy istot humanoidalnych nie mają przed nią większych tajemnic, zaś jeśli chodzi o zwierzęta i inne dziwniejsze twory, Junia ufa intuicji i logice.
Czytanie aurEkspert
Zanim wejdzie komuś do głowy, lubi zorientować się, z kim ma do czynienia. Jest to też przydatna umiejętność dla kogoś, kto lubi pchać nos w nieswoje sprawy. Z tych dwóch powodów Junia rozwija tę zdolność już od długiego czasu.
Czytanie i pisanieEkspert
Podstawowe umiejętności, które posiadła już w dzieciństwie. Oprócz mowy wspólnej, czarodziejka umie czytać i pisać również po elficku, jak i odszyfrować Pradawne teksty.
Pismo runiczneBiegły
O rozwój Junony w tym zakresie w głównej mierze zadbał Konwent; wiedza ta jest czarodziejce potrzebna w praktykowaniu inkantacyjnej magii, którą posługuje się na co dzień.
Wiedza tajemnaBiegły
Podobnie jak w przypadku pisma runicznego, wdrożenie w wiedzę tajemną Junia zawdzięcza Konwentowi i rodzicom, jednak na dalszych etapach życia kontynuowała zgłębianie tajemnic magii na własną rękę.
PrzetrwanieZaawansowany
Choć zdecydowanie wygodniej podróżuje się w grupie, sporą część wypraw Junii stanowią samotne wędrówki. Czarodziejka musiała więc nauczyć się, jak samodzielnie przetrwać w różnych, niekoniecznie sprzyjających warunkach środowiskowych.
KulturoznawstwoZaawansowany
W ciągu wielu lat podróży Junia miała okazję poznać najrozmaitsze kultury. Jako osoba niezwykle ciekawa, zawsze stara się dowiedzieć jak najwięcej o istotach, z którymi ma do czynienia, a wiedzę tę zdobywa zarówno poprzez przyswajanie teorii, jak i doświadczanie jej w praktyce.
ZielarstwoZaawansowany
Wprawdzie ze względu na zdecydowanie większą efektywność magii życia Junia rzadko korzysta z umiejętności zielarskich, niemniej podczas pobytu w wiosce druidów zdobyła rozległą wiedzę teoretyczną na temat rozmaitych ziół i ich zastosowania.
PoliglotyzmZaawansowany
Oprócz mowy wspólnej, Junia posługuje się płynnie elfickim, Mową Pradawną i językiem Naturian. Niedawno zaczęła uczyć się Czarnej Mowy, ponadto zna podstawowe zwroty w wielu zasłyszanych podczas podróży językach i dialektach.
MatematykaZaawansowany
Królowa nauk, podstawa wykształcenia - tak zwykł mawiać Yasem. I to wpoił swej córce już w bardzo młodym wieku. Podczas wędrówek nie jest to może najprzydatniejsza wiedza, ale Junia nie zapomina o jej zastosowaniach w innych dziedzinach życia.
BestiologiaZaawansowany
Początki nauki o zamieszkujących Alaranię zwierzętach i bestiach sięgają pobytu w wiosce druidów, którzy podzielili się z nią swoją wiedzą, jednak Junia korzysta z każdej nadarzającej się okazji, by ową wiedzę pogłębić.
GeografiaZaawansowany
Przemierzyła już bardzo wiele krain, ucząc się o każdej z nich. Traktuje tę wiedzę bardziej jak ciekawostki, mimo to ilość posiadanych przez czarodziejkę informacji jest dość imponująca.
EtykietaZaawansowany
Rodzice wpoili jej zasady dobrego wychowania, by Junona mogła brać udział w organizowanych przez Konwent bankietach, bez obaw o blamaż. Na co dzień etykieta nie jest jej do niczego potrzebna, gdyż spontaniczność ma zdecydowanie wyższy priorytet, ale czarodziejce zdarza się trafić przypadkiem na taki czy inny bal, a wtedy umiejętność lawirowania w labiryncie społecznych konwenansów bywa niezbędna.
HistoriaOpanowany
Uczyła się jej w młodości dość ogólnie, w późniejszych latach zdążyła zgromadzić sporą kolekcję ciekawostek z miejsc, które odwiedziła.
BotanikaOpanowany
Podobnie jak w przypadku bestiologii, podstaw nauczyli jej druidzi, później zaś uzupełniała swoją wiedzę o doświadczenia z podróży.
ŚpiewOpanowany
Z ciekawości i szacunku uczyła się regionalnych pieśni w miastach i wsiach, do których zawitała. Ma naturalnie ładny głos i dobry słuch, w związku z czym nauka melodii nie stanowi dla niej większego problemu.
JeździectwoOpanowany
Część podróży odbywa konno, w związku z czym potrafi utrzymać się w siodle, a także oporządzić swojego wierzchowca. Nauczyła się tego jeszcze przed przeprowadzką z Meot.
PływanieOpanowany
Zdarza jej się wskoczyć do tego czy innego zbiornika wodnego i zanurzyć w objęcia wody. Potrafi utrzymać się na jej powierzchni i dość swobodnie poruszać, choć robi to zdecydowanie wolniej od osób z większym doświadczeniem.
KaligrafiaOpanowany
Z jakiegoś powodu Livirze bardzo zależało na tym, by pismo jej córki było nieskazitelne. Pod jej okiem Junia opanowała różne czcionki i nawet teraz zdarza jej się czasem korzystać ze zdolności do modyfikowania swojego pisma - z tym, że obecnie głównie robi to w przypadku miłosnych liścików, zostawianych dla żartu swoim kochankom.
Wiedza o duchachOpanowany
Razem z nauką magii ducha, naturalną koleją rzeczy jest pogłębianie wiedzy o tej warstwie świata i zamieszkujących ją duszach. Junia dopiero stawia pierwsze kroki w tej dziedzinie, ale jest zdeterminowana, by odkryć znacznie więcej, niż wie do tej pory.
KartografiaPodstawowy
Potrafi posługiwać się mapą - choć właściwie robi to rzadko; zwykle wędruje gdzie ją nogi poniosą - i własnoręcznie stworzyć bardzo prowizoryczną, jeśli zajdzie taka potrzeba.
TaniecPodstawowy
Jeśli w towarzystwie jakiś dżentelmen - albo dama, Junia nie wybrzydza - poprosi ją do tańca, czarodziejka z pewnością nie odmówi. Nie jest wybitną tancerką, ale nie kopie partnera po kostkach, a spontaniczne pląsy sprawiają jej przyjemność.
GotowaniePodstawowy
Zazwyczaj stołuje się w karczmach, ale potrafi na szlaku sporządzić posiłek. Zjadliwy, choć niekoniecznie smaczny.
AktorstwoPodstawowy
Na co dzień jest tak autentyczna, jak tylko można, ale zdarzają się chwile, gdy przychodzi jej udawać kogoś, kim nie jest. Nie ma z tym większego problemu. Zwłaszcza, jeśli jest to częścią jakiegoś ciekawego doświadczenia.
PolowaniePodstawowy
Czasem zdarzy się, że na szlaku zabraknie jej prowiantu. W takiej sytuacji Junia potrafi złapać drobną zwierzynę, by się nią posilić, które to umiejętności zawdzięcza głównie spotkanemu na początku podróży elfiemu druidowi.
UnikiPodstawowy
Właściwie nie potrafi walczyć, nie miała jak dotąd ku temu okazji, jednak gdyby przyszło co do czego, potrafiłaby uchylić się przed szarżującym w jej stronę napastnikiem.
NaturianizmPodstawowy
Podczas podróży spędziła trochę czasu między przedstawicielami tej rasy, głównie driadami, które pokazały jej swoje zwyczaje.

Cechy Specjalne

Rezonująca z otoczeniemZaleta
Dzięki stuleciom pracy z umysłami, Junia wyrobiła w sobie wrażliwość na cudze myśli i emocje. Czasami wydaje jej się, że docierają do niej nie tylko od istot rozumnych, ale że czuje… jakby… wibracje otoczenia? Kiedy zbliża się niebezpieczeństwo wiatr szumi inaczej… Sama Junia nie do końca to rozumie i zrzuca to na karb dobrej intuicji, ale z jakiegoś powodu od czasu do czasu zdarza jej się wyczuć w środowisku zmianę, której normalnie nie bywa świadoma.
Skóra chce do skóryZaleta
Rzucane przez Junię zaklęcia są bardziej efektywne, gdy czarodziejka dotyka osoby, na którą wpływa magią - przy czym musi to być bezpośredni kontakt ciał. Dotknięcie przez ubranie nie przyniesie żadnych efektów.
Głód wrażeńWada
Powiedzieć, że Junia źle znosi rutynę - to jak nie powiedzieć nic. Czarodziejka wręcz odchodzi od zmysłów, gdy zbyt długo tkwi w jakimś punkcie swojego życia. Nie jest w stanie osiąść w jednym miejscu na stałe i podjąć się monotonnej pracy, oglądając co dzień te same twarze. Po prostu… musi coś zmienić. Musi doświadczyć czegoś nowego… Musi!
Echa cudzych traumWada
Są pewne rzeczy, których nie da się odzobaczyć; zostają w świadomości na zawsze. Przez częste zanurzanie się w cierpiących umysłach leczonych przez nią istot, Junia nabawiła się koszmarów sennych, w których przejawiają się ich lęki. Nie zdarza się to bardzo często, ale bywa wyjątkowo nieprzyjemne, gdyż czarodziejka odczuwa wówczas wszystkie emocje zapisane w pamięci istoty, której wspomnienia przeglądała.

Magia: Inkantacje

UmysłuMistrz
Jako córka dwójki ekspertów, której przeznaczeniem była praca nad dalszym rozwojem praktyk magicznych w tym zakresie, Junona od najmłodszych lat była zaznajamiana z magią umysłu. Pierwszą połowę życia poświęciła głównie na rozwijanie się w tej dziedzinie, w drugiej zaś magia umysłu wciąż była obecna jako jeden z priorytetów. Junia potrafi wniknąć w umysł drugiej istoty i na niego wpłynąć - choć to drugie robi tylko na wyraźną zgodę drugiej strony lub w przypadku bezpośredniego zagrożenia. Korzysta z tych zdolności głównie do niesienia pomocy tym, którzy tego potrzebują; słynie z odbierania ludziom traumatycznych wspomnień, które przechowuje w naszyjniku. Oprócz tego często staje się mediatorem w negocjacjach, a także pomaga w leczeniu lęków i chorób psychicznych, starając się usunąć ich przyczynę. Jeśli trzeba, próbuje również sił w zdejmowaniu klątw ciążących na umysłach - jednak im bardziej skomplikowana jest dana “operacja”, tym bardziej męczy jej własny umysł; po najcięższych zabiegach czarodziejce zdarzają się epizody utraty przytomności, trwające od kilku minut nawet do kilkunastu godzin.
ŻyciaEkspert
Podstawy podstaw Junia poznała w trakcie nauki w młodości, z nieco bardziej konkretną wiedzą zaznajomił ją Widugast. Dogłębnie zaś przestudiowała ją podczas pobytu w wiosce druidów. Zna wiele zastosowań tej magii, zarówno leczniczych, jak i potencjalnie ofensywnych, lecz z tych drugich jak dotąd nie miała okazji korzystać. Używa magii życia do wypełniania powołania uzdrowicielki, ponadto łączenie jej z magią umysłu pozwala efektywniej leczyć psychikę cierpiących istot, które spotyka na swojej drodze.
EmocjiCzeladnik
Ta dziedzina była drugą, której uczyli Junię rodzice, jako że emocje nierozerwalnie wiążą się z umysłem. Kombinacja tych dwóch rodzajów magii pozwala lepiej zrozumieć świadomość istot, które czarodziejka poddaje analizie. Używa głównie zaklęć uspokajających lub wzmacniających istniejące już uczucia, by móc lepiej zbadać ich przyczynę.
DuchaCzeladnik
Początkowo nie zamierzała się w nią zagłębiać, jednak po latach pracy z umysłami zrozumiała, że Świat Ducha potrafi wywrzeć na nie potężny wpływ. Chce nauczyć się kontaktować z duszami zmarłych, żeby móc pomagać żyjącym, którzy mają z nimi niedokończone sprawy...
ChaosuUczeń
Chaos od zawsze towarzyszył ciekawskiej czarodziejce, która uwielbia pchać się w najdziwniejsze sytuacje. Niedawno rozpoczęła przygodę z magią tej dziedziny w celu urozmaicenia sobie życia.

Przedmioty Magiczne

Łapacz WspomnieńTajemny
Jest to fioletowy wisiorek z ametystu, który Junia dostała od Konwentu na początku jej kariery uzdrowicielki. W tym krysztale czarodziejka przechowuje wspomnienia odebrane ludziom, którzy o to prosili. Są one chronione o tyle, iż nikt poza właścicielem nie ma dostępu do zawartości kamienia - chyba że pradawna zechce dobrowolnie ją komuś pokazać. Junia uważa każde wspomnienie za cenne, dlatego zamiast je usuwać, zachowuje je w naszyjniku. Na wszelki wypadek.
Bursztynowy naszyjnikWyjątkowy
Prezent od Eliae, eugony, której mentorką była Junia przez krótki okres czasu. Nie ma magicznych właściwości, ale za to posiada sporą wartość sentymentalną.

Charakter

Mówiąc o charakterze Junii, nie sposób nie wspomnieć o ciekawości. Ta cecha bowiem steruje większością jej pragnień, a co za tym idzie - działań. Zdobywanie wiedzy teoretycznej jest dla niej bardzo ważne, lecz za kwintesencję nauki uważa empiryzm. We wczesnej młodości to ambicja była jej siłą napędową, później zaś czarodziejka odkryła w sobie nienasycony głód wrażeń, który nie pozwala jej ustabilizować życia w żadnym konkretnym punkcie. Rutyna jest dla jej umysłu zabójcza i jak dotąd wszelkie podjęte przez Junię próby ustatkowania kończyły się rozpaczliwymi podszeptami dążenia do gwałtownych zmian, nawet z zapędami do autodestrukcji. W związku z tym, kobieta prawie nigdy nie angażuje się w przedsięwzięcia długoterminowe, zwłaszcza takie, z których trudno byłoby się wymigać. Stara się unikać zobowiązań, jako że ma spore problemy z braniem odpowiedzialności za swoje czyny. Nie jest jednak zupełnie pozbawiona skrupułów; jej pogoń za wrażeniami ma swoje granice. Był pewien okres czasu w jej historii, kiedy nie liczyła się zupełnie z otaczającym ją światem i rzucała się na wszelkie wyzwania, nie bacząc na konsekwencje, lecz nauki, które pobrała u druidów, nieco złagodziły te bezmyślne porywy. Owszem, nadal pragnie doświadczyć wszystkiego, czego tylko zdoła, mimo to ma na uwadze dobro osób postronnych i dba o to, aby nie sprowadzać na nie niepotrzebnego ryzyka. O samą siebie raczej się nie martwi. Jeśli jej własne działania sprowadzą na nią cierpienie - to znaczy, że sobie na to zasłużyła. Potrafi też przyznać się do błędów, jako że stanowią one nierozerwalną część nauki.
W kontaktach międzyludzkich jest otwarta i śmiała. Na ogół jasno komunikuje swoje oczekiwania względem drugiej osoby - chyba że akurat najdzie ją ochota na zaczepne podchody - i równie jasno ustosunkowuje się do oczekiwań, które inni mają wobec niej. Z rzadka zdarzyć się może, że pradawna ucieknie się do drobnych manipulacji, zaś magia jako środek perswazji jest dla niej ostatecznością, po którą sięga tylko w przypadku realnego zagrożenia. Poproszona w potrzebie, zawsze wyciągnie pomocną dłoń, lecz zarazem potrafi stawiać jasne granice i nie pozwala się bezczelnie wykorzystywać tudzież wciągać w transakcje wiązane, z których nie wyniesie żadnych korzyści. Tak jak w przypadku doświadczeń, w interakcjach społecznych nie boi się wyzwań. Cudze umysły od zawsze ją fascynowały, lubi więc się w nich zanurzać - za zgodą, rzecz jasna - i zgłębiać ich sekrety. Nie jest wstydliwa, choć od czasu do czasu zdarza jej się taką udawać; do cnotki zdecydowanie jej daleko, a przygodne romanse traktuje jak zdrową rozrywkę dla ciała i umysłu. Nigdy nie przyszło jej przez myśl, by związać się z kimś na stałe, gdyż taka decyzja niesie za sobą zobowiązania - zaś tych, jak wiadomo, Junia za wszelką cenę stara się unikać.
Nie ukrywa swojej tożsamości, ale też się z nią nie obnosi. Jej pełne imię, powiązane z opowieściami o wyleczonych przez nią ludziach, jest dość powszechnie kojarzone, jednak mało kto umie rozpoznać słynną wędrowną uzdrowicielkę ciał i umysłów w zawadiackiej pannicy, szlajającej się po karczmach.
Większość napotkanych przez nią osób określa ją jako sympatyczną i wesołą. Czarodziejka lubi dobrze się zabawić, pożartować, nieraz nawet daje się wciągnąć w taki czy inny zakład. Ma niejaką przeszłość z używkami i nadal zdarza jej się z nich korzystać, choć po ekscesie z nieplanowaną ciążą woli robić to w warunkach bardziej kontrolowanych. Posiadłszy szeroką wiedzę w zakresie psychologii, jest świetna w wypracowywaniu kompromisów i nad wyraz rzadko zniża się do tego, by uciekać się przy tym do magii; kiedy ktoś uparcie stara się narzucić jej swoje zdanie, zazwyczaj po prostu bezceremonialnie odchodzi. W tym także jest dobra. Nie przywiązuje się do rzeczy ani miejsc, a jedynym, co ma dla niej realną wartość, są doświadczenia i pozostawione przez nie wspomnienia. Jeśli chodzi o relacje z innymi, Junia docenia je i pielęgnuje w pamięci towarzyszące im uczucia. Przez dynamiczny styl życia nie poznała jak dotąd nikogo, kto zostałby w nim na stałe, ale nie przeszkadza jej to czerpać przyjemności z cudzej obecności, póki ona trwa.

Wygląd

Jakkolwiek uroda Junii z pewnością zalicza się do kategorii “zapadająca w pamięć”, czarodziejka nie zawdzięcza tego swojej posturze. Szczupła, mierząca około sążnia, mieści się gdzieś pośrodku przeciętności wśród kobiet jej rasy. Ma ładną sylwetkę, odpowiednio smukłą i krągłą tam, gdzie trzeba, co czyni ją fizycznie atrakcyjną według powszechnych kanonów piękna. Nie jest jednak osobą przykładającą się do wzmożonej aktywności fizycznej, w związku z czym próżno szukać u niej wyraźnych zarysów mięśni.
Pytana o podobieństwo do rodziców, Junia zwykła odpowiadać, iż “kształty odziedziczyła po matce, a kolory po ojcu”. Promienna, brzoskwiniowa cera i płowe włosy są identyczne jak u Yasema, z kolei wyrazistość rysów twarzy to zasługa genów Liviry. I choć ich piękno zasługuje na komplementy, to tatuaże na obliczu czarodziejki są elementem najbardziej przyciągającym uwagę; czy je ozdabiają, czy też szpecą - zdania są podzielone. Niczym diadem jej czoło znaczą brązowo-złote esy-floresy o motywie natury, dodatkowo od dolnej wargi po brodę ciągną się pionowe kreski z subtelnymi kropkami po ich zewnętrznych stronach. Tatuaż ten jest pamiątką po trzydziestu latach spędzonych w wiosce druidów. Kiedy już oderwie się od niego wzrok, zapatrzeć się można w duże, migdałowate oczy o intensywnie zielonych tęczówkach, które swoją barwą przywodzą na myśl młode liście. Spojrzenie czarodziejki zazwyczaj jest przyjazne i kryją się w nim iskierki ciekawości, która jest jej główną siłą motywującą do działania. Pełne, różowe usta, o lekko uniesionych kącikach, również podkreślają wesołe usposobienie pradawnej. Urodziwą kobiecą twarz okala gęsta burza loków w kolorze jasnego blondu. Z przodu sięgają one ramion, z tyłu nieco dalej, bowiem kończą się mniej więcej w połowie pleców. Rzadko kiedy zdarza się, by Junia czymś je związała, ale dba ona o to, by artystyczny nieład na jej głowie pozostał estetyczny i nie przypominał bocianiego gniazda.
Oprócz tatuaży na twarzy, Junia może się pochwalić - nie każdemu wprawdzie - jeszcze jednym, na wysokości odcinka krzyżowego kręgosłupa, pomiędzy uroczymi dołeczkami w plecach; przedstawia on kwiat zapominajki i stanowi nawiązanie do umiejętności Junii w zakresie manipulacji wspomnieniami. Z innych cech charakterystycznych, czarodziejka posiada głęboką bliznę na wnętrzu prawej dłoni - pamiątkę po bliskim spotkaniu z zardzewiałym gwoździem. Mogłaby ją usunąć, gdyby chciała, lecz postanowiła traktować ową szramę jako przestrogę przed nieopatrznym skakaniem po niebezpiecznych miejscach.
Nie istnieje chyba konkretny styl ubioru, który Junona szczególnie by sobie upodobała. Najchętniej chodzi w różnego rodzaju sukienkach albo kombinacji koszula plus spódnica. Kolory w zasadzie nie grają roli; w zależności od okoliczności można spotkać ją zarówno w strojach barwnych jak pióra rajskich ptaków, jak i zupełnie monochromatycznych. Wyjątkiem jest żółć - w tej czarodziejka czuje się nieswojo, gdyż niezbyt dobrze komponuje się to z jej jasnymi włosami. Na co dzień, podczas wędrówek, ubiera się raczej zwyczajnie: biała koszula, z brązową, sznurowaną z tyłu kamizelką i spódnicą w tym samym kolorze. Nie przywiązuje się zbytnio do posiadanych części garderoby i najczęściej po przybyciu do kolejnego miasta stosuje handel wymienny, oddając stare, nudne już ubrania na rzecz nowych. Natomiast nieodłącznym elementem wyglądu Junii są dwa naszyjniki: spleciony metalowymi “gałązkami” sznur bursztynów - prezent od Eliae - oraz magiczny fioletowy wisiorek na rzemyku, w którym czarodziejka przechowuje niechciane cudze wspomnienia.
Ruchy Junii są energiczne jak ona sama, a przy tym jest w nich swoista kobieca gracja, którą czarodziejka, zależnie od sytuacji, podkreśla - chcąc przyjąć kokieteryjną postawę - lub, wręcz przeciwnie, niweluje - na przykład zgrywając twardzielkę. W dalszym ciągu jednak w większości przypadków pozostają one autentyczne. Nie jest oszczędna w gestach ani w słowach; wciągnięta w ciekawą rozmowę potrafi prowadzić entuzjastyczne dyskusje. Jej głos jest ciepły i lekki, o jasnej barwie, która nadaje mu brzmienie osoby znacznie młodszej - co pasuje do zawadiackiego charakteru czarodziejki.

Historia

	Relację Liviry Alfen i Yasema Uranusa trudno było nazwać związkiem; pracowali razem i darzyli się wzajemnym szacunkiem, lecz nigdy nie zrodziło się między nimi głębsze uczucie. Dziecko, będące owocem ich kooperacji, stanowiło jedynie logiczną decyzję; miało stać się spadkobiercą ich zdolności i zwieńczeniem dzieła rozwoju. Tak zadecydował Konwent. I tak właśnie na świat sprowadzona została Junona Kalanta Alfen. Nazwisko otrzymała po matce, podobno z tego tylko względu, że dwusylabowe lepiej komponowało się z imionami. Była jedynaczką; Livira i Yasem nie chcieli więcej dzieci, a zdaniem Konwentu jeden potomek miał rzekomo wystarczyć do przekazania wiedzy i wyszkolenia na potężnego w swej dziedzinie maga, przydatnego społeczeństwu. Zdanie Konwentu zaś było święte. To jego członkowie - poza wieloma innymi obowiązkami, mającymi na celu wprowadzenie harmonii na świecie -  sprawowali zwierzchnictwo nad siecią magicznych szkół i uniwersytetów, między innymi nad tym w Meot, będącym miejscem pracy owej czarodziejskiej pary. Oboje byli specjalistami od Magii Umysłu - i w tę dziedzinę wprowadzali małą Junię już od najmłodszych lat. Nikt nie kwestionował jej predyspozycji w tym zakresie; niemożliwością zdawało się, aby córka dwóch mistrzów mogła okazać się beztalenciem. I nie okazała.
Junona była bardzo pojętnym i ciekawskim dzieckiem - te cechy charakteru trwają w niej po dziś dzień - a pod czujnym okiem rodziców ów głód wiedzy był wówczas kontrolowany w taki sposób, by ukierunkować go na konkretny obszar nauki. Przeznaczenie czarodziejki było jasno określone: była przygotowywana do roli badaczki rzeczy niematerialnych. Uznano bowiem, że zbyt wielu magów skupiało się na osiąganiu zmierzalnych i namacalnych efektów, często kosztem ignorancji wobec sfer wyczuwalnych jedynie umysłem. Junona miała to zmienić; miała zapoczątkować erę odkrywców jaźni i doprowadzić do rewolucji w rozwoju badań nad tym zagadnieniem. Konwent utrzymywał, że w ten sposób najlepiej przysłuży się całej Alaranii.
Nikt nie przewidywał wówczas, że młoda czarodziejka w przyszłości okaże się opornym materiałem do współpracy, a sterowanie nią - niemal niemożliwe. Do pewnego czasu jej charakter niczym się nie wyróżniał spośród pozostałych adeptów. Poza tym, że Junona była ciekawska i wprost uwielbiała pchać nos w nieswoje sprawy; zachowywała przy tym jednak pokorę i pozostawała posłuszna poleceniom rodziców. Mimo to, coś w głębi jej umysłu ciągle wołało o więcej; jakieś głębokie, podświadome przekonanie, że jako odrębna istota o odrębnym umyśle jest stworzona do czegoś bardziej wartościowego niż wypełnianie ambicji ojca i matki, będących zasadniczo ambicjami idealistycznej organizacji. Junona szanowała Konwent i jego doktrynę - idea zmieniania świata na lepsze w założeniu była dobra - choć wolała szanować go z ubocza, nie będąc jednym z jego narzędzi. Z szacunku natomiast łamała zasady tylko wtedy, kiedy wiedziała, że nie wyjdzie to na jaw i nie okryje rodziny hańbą.
Początkowo przestrzeganie postanowień nie było takie trudne. Junona doceniała możliwość wszechstronnej edukacji, jaką dawała jej opieka dwójki dośdwiadczonych magów i pomoc im podobnych. Korzystała zatem ze sposobności aż do ukończenia stu siedemdziesięciu trzech lat, kiedy to nastąpił pierwszy przełom w jej życiu. Mający tego roku miejsce Zlot Konwentu - odbywający się co pięćdziesiąt lat - przyniósł Junonie awans na młodszego wykładowcę magicznego uniwersytetu w Irrasil. Czarodziejka była młoda, być może nadal nieco zbyt młoda na podjęcie tej roli, lecz brak kompetentnego maga Umysłu w owej szkole okazał się zbyt poważny, by dłużej go ignorować. Junona, wciąż pełna młodzieńczego zapału, zgodziła się chętnie; zmiana otoczenia miała poszerzyć jej horyzonty, pozwolić na odkrycie rzeczy dotąd nieodkrytych oraz doświadczenie niedoświadczonych. Jakże wspaniała perspektywa dla głodnej wiedzy i wrażeń czarodziejki!
Przynajmniej tak jej się wtedy wydawało.
Pod okiem bardziej doświadczonych mentorów przygotowywała zajęcia dla nowicjuszy, dostała też możliwość prowadzenia własnych badań i eksperymentów. Zgłębiała tajemnice umysłów, lęków i pragnień, marzeń i snów… Była dobra w tym, co robiła, a odkrywanie nowych danych sprawiało jej niemałą satysfakcję. Z samym nauczaniem jednak sprawa przedstawiała się nieco gorzej. Początkowo przekazywanie wiedzy młodszym pokoleniom zdawało się równie fascynujące, co zdobywanie jej samemu, lecz… Po kilkudziesięciu latach Junona nie mogła pozbyć się wrażenia, że wpadła w przeraźliwą rutynę; systematyczne wracanie do podstaw przy coraz to nowych studentach zdawało się coraz bardziej zawężać perspektywy czarodziejki. Obowiązki zaczęły ją nużyć, a losy uczniów - obchodziły coraz mniej. Im dłużej w tym trwała, w tym większą apatię wpadała, aż mury miasta zaczęły przypominać jej więzienne ściany, a odpowiedzialność, która wcześniej stanowiła motywację, zaciskała się jak kajdany na niespokojnym umyśle kobiety.
Wytrwała tak do następnego Zlotu Konwentu. Gdy ten nie przyniósł dla niej żadnych zmian, Junona postanowiła sama je wprowadzić. Nie robiła z tego wielkiego przełomu, nic z tych rzeczy. Po prostu, któregoś dnia spakowała najpotrzebniejsze ruchomości, wzięła wszystkie swoje oszczędności i nie mówiąc nikomu ni słowa, opuściła Irrasil. Tak zwyczajnie, bez skrupułów, wątpliwości tudzież większego niepokoju. Mimo że zlekceważyła mentorskie powinności, jej podobizna nadal wisi na uniwersyteckiej ścianie, wśród wszystkich innych portretów, a oficjalna wersja historii głosi, że opuściła mury szkoły z powodu ważniejszego powołania, otrzymanego od Konwentu. Ilekroć współcześnie pojawia się w mieście z wizytą, zawsze odczuwa rozbawienie z tego powodu, ale nie zawraca sobie głowy prostowaniem tej nieścisłości. Nie ma to dla niej żadnego znaczenia.

Po tej swoistej ucieczce, czarodziejka w zasadzie przestała posługiwać się pełnym imieniem i każdej napotkanej istocie przedstawiała się jako Junia. Ten pseudonim znacznie lepiej pasował do jej nowoodkrytego temperamentu. Uwolniwszy się od zobowiązań, w pierwszej chwili pradawna niemal zachłysnęła się nagłą swobodą. Nikt nie patrzył jej na ręce, nikt nie oceniał jej poglądów i zachowań - po ponad dwustu latach trzymania się wyznaczonej ścieżki, wreszcie mogła sobie pozwolić na wszystko… I to właśnie postanowiła zrobić: spróbować wszystkiego, co świat ma do zaoferowania. Nie tylko w teorii, ale przede wszystkim w praktyce. Pierwsze dziesięć lat upłynęło Junii na bezcelowych podróżach i bezmyślnym pakowaniu się w kłopoty. Chyba po prostu musiała przejść “nastoletni” okres buntu. Nie miała wówczas większych zahamowań. Wchodziła w ciemno we wszystko, co nowe, nawet jeśli niektóre z tych rzeczy bywały wątpliwe moralnie. “W imię empiryzmu” - powtarzała sobie, analizując profil psychologiczny płatnego zabójcy… Jej pierwsze wnioski z doświadczeń były mocno skoncentrowane na umyśle - jej własnym i osób postronnych - co spowodowane było zapewne przyzwyczajeniami z dziesięcioleci badań nad tym zagadnieniem. Jednak w miarę upływu czasu Junia doszła do wniosku, że zrozumienie samych myśli nie było wystarczające. Zaczęła odkrywać rosnącą fascynację ciałem i zachodzącymi weń procesami. Jego odrębnością od umysłu, a zarazem tak silną kompatybilnością tych dwóch elementów jestestwa. Wpływem, jaki czynniki zewnętrzne miały na oba komponenty; przyczynami i skutkami każdego czynu oraz każdej decyzji.
Poszukiwania źródeł wiedzy na temat fizycznej powłoki istot żywych i jej spirytystycznych połączeń zaprowadziły Junię między druidy. Spędziła kilka kolejnych dekad, pobierając ich nauki i łącząc nowo zdobytą wiedzę z doświadczeniem, które już posiadała. Przygoda czarodziejki z druidyzmem miała początki w Szepczącym Lesie, gdzie natknęła się na elfa w wilczej skórze. Wędrującą po kniei pradawną zaintrygowały dziwne dźwięki, dobiegające z gęstwiny drzew. Junia sądziła, iż będący ich źródłem mężczyzna odprawiał jakiś tajemniczy rytuał, jednak zagadnięty przez nią odpowiedział, że był to tylko specyficzny śpiew. Nie przeszkodziło to czarodziejce zadać mu kolejnych pytań i tak po nitce dojść do kłębka interesujących ją tematów. Przez krótki okres czasu podróżowali razem po Lesie; Widugast zgodził się zaznajomić kobietę z Magią Życia, która w owym czasie pochłaniała większość jej uwagi, a także pokazać jej typową dla druidów filozofię - ona w zamian opowiadała o wszystkim, czego do tej pory dowiedziała się o umysłach istot żywych. Dobrze się dogadywali; poza zdobywaniem wiedzy, nawiązał się między nimi niezobowiązujący romans, który Junia do tej pory wspomina całkiem przyjemnie. Wkrótce jednak ich ścieżki rozeszły się i czarodziejka kontynuowała poszukiwania wiedzy na własną rękę.
Tygodnie spędzone z elfem nie pozostały bez wpływu na dalsze losy pradawnej. Słuchanie o jego poglądach i możliwość obserwacji ich w praktyce obudziło w Junii wrażliwość na otoczenie, o którym czarodziejka nie myślała, odkąd opuściła Irrasil. Nadal nade wszystko pragnęła kolekcjonować nowe doznania, lecz zamiast ślepo rzucać się w wir wydarzeń, nauczyła się racjonalnie kontrolować swój głód wrażeń i dbać o konsekwencje, jakie jej poczynania mogły wywołać. Co sprowadzało się głównie do unikania działań, które mogłyby negatywnie dotknąć kogoś innego niż ona sama. Wszak lepiej zapobiegać niż leczyć.
Magia Życia okazała się dla Junii równie fascynująca, co Umysłu, w związku z czym czarodziejka nie ustawała w wysiłkach, by znaleźć odpowiedniego mentora w tej dziedzinie. Pogoń za wiedzą zaprowadziła ją na zachód, do wioski druidów, w której bawiła niemal trzydzieści lat. Przez ten czas zdążyła odkryć wiele faktów na temat ciała, duszy i natury, które do tej pory pozostawały dla niej tajemnicą. Za jej pobytu wioskę odwiedzało wiele strudzonych wędrowców, jednak wszyscy dość szybko odchodzili; Junia została na tyle długo, iż zdążyła poczuć się niemal jak pełnoprawny członek tej niewielkiej społeczności. Mimo to, trzy dekady były szczytem jej możliwości, jeśli chodzi o siedzenie w jednym miejscu. Znajome poczucie rutyny i tęsknota za zmianami zaczęły dawać czarodziejce się we znaki. Postanowiła więc odejść. Na pożegnanie dała sobie wykonać na twarzy tatuaż, jakim szczycili się członkowie plemienia. Dla nich przyzwolenie na noszenie ich symbolu było wyrazem wielkiego szacunku, dla Junii - miłą pamiątką. I przypomnieniem o naukach, jakie w owym miejscu otrzymała.

Na następnym Zlocie Konwentu pojawiła się głównie z przekory. Była ciekawa, w jaki sposób organizacja zareaguje na jej samowolkę i jakie konsekwencje będą próbowali jej narzucić. Musiała przyznać, trochę się rozczarowała. Spodziewała się, że jej “bunt” pozostawi nieco większy wydźwięk, tymczasem Zwierzchnik ze spokojem zapytał ją, jaka była przyczyna jej odejścia.
- Nuda - odrzekła zgodnie z prawdą.
Zanim jej bezczelna odpowiedź zdołała wywołać powszechne zgorszenie, Junia opowiedziała o swoich podróżach, życiu z druidami i satysfakcji, jaką zaznała, podążając własną ścieżką. Zamiast nagany, otrzymała propozycję: zmianę powołania z nauczycielki na druidkę. Zaproponowano jej rolę miasteczkowej medyczki w Nowej Aerii. Kobieta ze spokojem pokręciła głową, odmawiając przyjęcia oferty. Wówczas dopiero podniosły się wytykające Junonie roszczeniowość i impertynencję głosy sprzeciwu, w tym także te należące do Liviry i Yasema. Przewidziała taki rozwój sytuacji, nie zamierzała więc bronić swojego punktu widzenia, ryzykując eskalację. Ze spokojem, w milczeniu czekała na werdykt Konwentu, a po jego usłyszeniu kącik ust pradawnej powędrował w górę.
Wędrowna uzdrowicielka. To brzmiało zdecydowanie bardziej w jej stylu. Powołanie dopasowane do natury czarodziejki, kompromis idealny. Wiedziała, że sprawdzi się w tej roli; Magię Życia opanowała do tej pory w zadowalającym stopniu, lecz jej prawdziwym asem w rękawie była umiejętność pracy z umysłami. Wszak nie tylko ciało wymaga troski i nie tylko ciało może szwankować; ba, chory umysł bywa jeszcze trudniejszy do wyleczenia. A w odkrywaniu jego tajemnic Junia nie miała sobie równych. Wiedziała to. I Konwent też to wiedział. Pod każdym względem była to najlepsza decyzja z możliwych.

Wyruszyła więc Junia w dalsze podróże, tym razem teoretycznie pod protektoratem Konwentu. W praktyce nadal planowała robić - w każdym razie próbować - wiele rzeczy, których zgromadzenie raczej by nie pochwaliło… Przez większość czasu pozostawała zatem incognito, posługując się przydomkiem, do którego zdążyła się przyzwyczaić. Junoną Kalantą Alfen była tylko podczas wypełniania powinności. Przemierzała Alaranię wzdłuż, wszerz i na wskroś, przynosząc ulgę udręczonym przez los istotom, a w czasie gdy tego nie robiła, oddawała się swoim społecznym eksperymentom. Im dłużej włóczyła się po świecie, tym więcej odkrywała na temat zamieszkujących go istot i ich losów. W razie potrzeby udzielała im pomocy, zarówno w trudach życia codziennego, jak i w obliczu wstrząsających tragedii. Wspierała w znoszeniu cierpienia lub oferowała odbieranie traumatycznych wspomnień. To właśnie zaproponowała spotkanemu w drodze czarodziejowi Cainowi, którego stan psychiczny był bliski załamania. Nawet bez wnikania w jego umysł Junia czuła ogrom cierpienia, pod jakim mężczyzna się uginał; mimo to, nie chciał magicznej ingerencji uzdrowicielki. Uszanowała jego wybór, ale została przy nim przez jakiś czas, obierając wspólny kierunek marszu. Nie nawiązała się między nimi żadna głębsza relacja, lecz czarodziejka czułaby się nieswojo, gdyby tak po prostu zostawiła nieszczęśnika samemu sobie; zresztą, gdy w końcu się rozstali, miała wrażenie, że czuł się już nieco lepiej.
W ciągu tych setek lat, na swojej drodze Junia spotykała wiele różnych osobowości, ale Alice niewątpliwie był najbardziej osobliwą z nich. On i jego dwugłowe kurczaki - to pradawna zapamiętała najlepiej. Trafiła na niego mniejszym przypadkiem niż standardowe przypadki, bowiem usłyszała plotki o dworze czarodziejka podczas pobytu w Iruvii; świadomie postanowiła go odnaleźć. To było jedno z najciekawszych doświadczeń w jej życiu, a eksperymenty, które Alice tak chętnie jej opisywał, trwale zapisały się w jej pamięci. Fascynujące rzeczy. W takim miejscu Junia mogłaby nawet zabawić ciut dłużej, jednak zbliżał się kolejny Zlot Konwentu - i chociaż w teorii jego członkowie nie mieli obowiązku uczestnictwa, to Junona pojawiała się na nich z czystej ciekawości, obserwując, w jakim kierunku zmierzały działania organizacji. Opuściła więc posiadłość Alice’a z zamiarem powrotu w przyszłości. Jak los pozwoli.

Konwent był zadowolony - taką opinię usłyszała Junia na owym Zlocie. Jej posłannictwo przynosiło efekty, a nazwisko Alfen zyskało nieco sławy. Nie zaistniała potrzeba żadnych zmian, czarodziejka mogła więc kontynuować swoje wędrówki. I tak też uczyniła. Tym razem, idąc przed siebie, zawędrowała na Wybrzeże Cienia. Bywała już tu wcześniej, lecz ten pobyt okazał się zdecydowanie najdłuższym. I najbardziej zapadającym w pamięć.
Pradawna lubiła nadmorski klimat. I nie chodziło bynajmniej o rześkie, słonawe powietrze czy zmienną pogodę. To codzienność portowych miast najmocniej do niej przemawiała. Junii podobały się targi, na których można było znaleźć unikatowe przedmioty. Istoty różnych ras i poglądów, stłoczone w jednym miejscu. I tawerny pełne marynarzy. Ci zaś od dawna ją fascynowali; zawsze mieli w zanadrzu cały wachlarz opowieści z morskich wypraw i, w przeciwieństwie do niektórych, nie udawali świętoszków. Pod względem uciekania od odpowiedzialności większość biła na głowę nawet ją. Dobrze się czuła w ich towarzystwie. Tamtego wieczoru upatrzyła sobie jednego. Szukała przygody na jedną lub kilka nocy, a spośród tłumu hulających w karczmie żeglarzy, Finnera wyróżniała jego aura; srebro, zapach ksiąg… To Junii wystarczyło, by zagaić rozmowę. Dalej sprawy potoczyły się szybko. Nie wiedząc kiedy, leżała w kajucie na statku czarodzieja, wciągając z nim meluzynę, a potem… Prasmok jeden raczy wiedzieć, co działo się potem. Dość, że na jednej nocy się nie skończyło. Finner był od niej sporo młodszy - poznała to nie tylko po aurze, ale również po sposobie, w jaki ją traktował jako kochankę - ale to nie przeszkadzało Junii w czerpaniu przyjemności z wspólnych chwil. Śpiewali szanty w karczmie, ćpali, kochali się… i tak mijał im czas spędzony w porcie. Aż któregoś dnia mężczyzna wrócił na morze, pradawna z kolei postanowiła samotnie ruszyć z powrotem w głąb lądu.
Nie wiedziała tylko, że wcale nie była sama. Odkryła to niedługo potem, kiedy po raz pierwszy wyczuła nikłe pulsowanie obcej aury. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby za czarodziejką ktoś szedł, ale… to wrażenie dobywało się jej wnętrza. Szybko dodała jeden do jednego - i otrzymała trzy. Przeklęty narkotyk, to przez niego zapomniała o zachowaniu ostrożności. Junia nie była w szoku. Ale była zła na samą siebie - na to, że postąpiła tak lekkomyślnie i nawarzyła sobie piwa, którego absolutnie nie miała ochoty pić. Przez chwilę rozważała zawrócenie do portu i odnalezienie Finnera, by po porodzie oddać mu dziecko. Niech on się o nie martwi. Ale… nie mogła tego zrobić. To był wynik jej działań i to ona musiała poradzić sobie z ich konsekwencjami. Wiedziała, jaki sposób byłby najszybszy i najwygodniejszy dla niej samej, lecz zabrakło jej brawury, by się na niego zdecydować. W pamięci miała nauki Widugasta i wiedziała, że druid na pewno nie pochwaliłby takich rozwiązań. Krzywdzenie niewinnej istoty dla własnego komfortu? Junia nie mogłaby zasnąć spokojnie z takim grzechem na sumieniu. Ale wiedziała jedno. Nie nadawała się na matkę. Nie potrafiłaby wychować dziecka i zapewnić mu odpowiedniej opieki. Musiała znaleźć inne wyjście.
I znalazła. Na okres trwania ciąży postanowiła zrobić sobie przerwę od podróżowania i przeczekać ten czas w mieście. Nie chciała, by dziecko przyszło na świat gdzieś w środku lasu lub na pustyni, a nie wiadomo, gdzie by czarodziejkę wywiało, gdyby faktycznie postanowiła wałęsać się po świecie. Zatrzymała się więc w Arturonie, wynająwszy skromny pokój w karczmie, lecz przez ten czas bynajmniej nie próżnowała. Korzystając ze znajomości ludzkich umysłów, nieoficjalnymi drogami dowiedziała się, iż należące do niższej szlachty małżeństwo od lat bezskutecznie starało się o dziedzica rodu. Przeanalizowawszy sytuację tej rodziny i to, jakimi rodzicami ci ludzie potencjalnie mogli zostać, postanowiła oddać im swoje dziecko. Miała tylko jeden warunek: całkowitą dyskrecję. Nikt, włącznie z samym Darcym - jak pradawna zdążyła nazwać swą latorośl - nie miał prawa dowiedzieć się o jego pochodzeniu. Przyczyna tego była prosta: Konwent. Junia wiedziała, że gdyby jego członkowie dowiedzieli się o potomku, usiłowaliby ją namówić do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny i wychowania syna. Nie zmieniłaby zdania, tego była pewna, ale i tak chciała uniknąć presji, jaką organizacja niechybnie by na niej wywierała przez resztę dni. I wyrzutów sumienia, jakie w końcu by się w niej odezwały.
Umowa została zawarta, pozostawało tylko odczekać pozostałe do rozwiązania kilka miesięcy. Przez ten czas uszczęśliwiona wizją rychłego rodzicielstwa para szlachciców dbała o to, by wszelkie potrzeby czarodziejki były spełnione. Zaoferowali jej nawet pokój w ich rezydencji, lecz Junia wolała zostać w wynajmowanej izdebce. Choć bywała na różnych bankietach, w otoczeniu pospólstwa czuła się znacznie lepiej. Kręciła się zatem po mieście bez szczególnego celu, do czasu, gdy późnym wieczorem w alejce natknęła się na skąpaną we krwi eugonę. W pierwszej chwili czarodziejka pomyślała, że stała się świadkiem zbrodni, ale szybko zorientowała się, jak naprawdę przedstawiała się sytuacja: naturianka usiłowała uratować rannego mężczyznę, któremu cios musiał zadać ktoś inny. Mimo jej najlepszych chęci, z mężczyzny wciąż ulatywało życie. Pradawna postanowiła wkroczyć do akcji; wspólnymi siłami kobietom udało się zasklepić ranę delikwenta. W ten oto sposób Junia zdobyła uczennicę na resztę pobytu w mieście. Eliae, bo tak brzmiało imię eugony, upatrzyła sobie w niej mentorkę. Czarodziejka podzieliła się z nią całą swoją wiedzą, choć różnica poziomów między nimi nie była znowu taka duża i naturianka szybko jej dorównała. Tym niemniej było to na pewno cennym urozmaiceniem pobytu w mieście, który powoli zaczynał się dłużyć. I chociaż znajomość z Eliae trwała zbyt krótko, by mogła nawiązać się między nimi głębsza więź, Junia czuła, że mogła zaufać eugonie; do tego stopnia, że ta, przyjmując poród, stała się jedyną osobą postronną wtajemniczoną w tę historię rodem z książek dla nastoletnich szlachcianek.

Po wydaniu na świat potomka i przekazaniu go w dobre ręce, kobieta opuściła Arturon. Wróciła tam jeszcze raz, siedemnaście lat później i przy okazji pobytu sprawdziła, jak miewał się jej potomek. Wyrósł na przystojnego młodzieńca i wyglądał na względnie zadowolonego z życia - i ta wiedza Junii wystarczyła. Poza tymi jedynymi “odwiedzinami”, których Darcy w żadnym stopniu nie był świadomy, nie interesowała się jego losami. Oddając go innej rodzinie, wyrzekła się praw do syna i nie zamierzała tego kwestionować.
Najbliższy następny Zlot Konwentu przyniósł czarodziejce ulgę. Nikt nie dowiedział się o istnieniu dziecka i nikt jej w związku z tym nie niepokoił. Jej życie zatem pozostawało bez zmian. Kontynuowała podróże, uzdrawianie i pakowanie się w mniejsze i większe tarapaty. Do używek zaczęła podchodzić ostrożniej, nie chcąc doprowadzić do podobnego “epizodu”, jak zwykła zwać owocny romans w porcie, mimo to nie wyrzekła się ich całkowicie. Gdy trafiała na taką, której jeszcze nie próbowała, nie przepuszczała okazji; starała się wówczas jednak mieć przy sobie kogoś, kto powstrzymałby ją przed popełnieniem bardziej ryzykownych głupstw - albo zadbał o zniwelowanie ich efektów - a o takich samozwańczych aniołów stróżów wbrew pozorom wcale nie było trudno.
Żyjąc pełnią życia, Junia była szczęśliwa. Zwiedziła wiele miejsc, poznała nie mniejszą ilość ciekawych osób, dorobiła się nawet nowego tatuażu, za sprawą spontanicznej wizyty u lisiej tatuażystki z Lasu Driad. Wszystko układało się po jej myśli i czarodziejka miała nadzieję, że taki stan utrzyma się przez długi czas. W końcu w wieku czterystu lat życie dopiero tak naprawdę się zaczyna, prawda?
  • Najnowsze posty napisane przez: Junia
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data