Profil użytkownika Nevaeh

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Nevaeh Lahza'ya
Rasa: człowiek
Wiek: 24 lata


Aura

Nawet początkujący czytelnik aur pierwsze co odkryje w tej emanacji to delikatność. Jej siła jest nieznaczna, mimo to wyraźne szmaragdowe światło otula ją troskliwie. Powłokę szczegółowo pokrywa miedziana barwa, widać na niej grube kobaltowe pasma przecinające się pod różnymi kątami. Tworzące nadzwyczajną mozaikę. Nie słychać żadnych dźwięków jedynie ciszę, która jakby oczekuje, aż z czułością zmąci ją melodia lub śpiew. Do tego miłym dodatkiem staje się woń perfum. Niestety często psuje ją zapach ludzkiego potu. Powierzchnia w dotyku jest niezwykle miękka, choć gdzieniegdzie zdarzają się miejsca nieco twardsze. Potrafi być na tyle elastyczna, że potrafi przybrać kształt zbliżony do różnych nut. Później jednak potrzebuje chwili wytchnienia, więc uparcie sztywnieje. Prezentuje przy tym niebezpiecznie, ostre zakończenia, które skrywa częściowo aksamitny puch, przypominający świeży śnieg. Dodatkowo aura pozostawia po sobie lepki posmak.


Wygląd

Gdyby wygląd sam w sobie był jedyną rzeczą wyróżniającą człowieka, Nevaeh dawno zginęłaby w morzu podobnych do siebie istot. Większość spotykanych przez nią osób określiłaby ją jako przeciętną i szybko straciła zainteresowanie zupełnie zwyczajną kobietą na rzecz jej znacznie atrakcyjniejszych towarzyszek.
Nawet w tak podstawowej kwestii wyglądu, jaką jest wzrost, Nevaeh nie ma zbytnio czym się szczycić; wprawdzie do karła porównać jej nie można, ale sążnia sięga jedynie wyciągniętą ręką… gdy stanie na palcach. Sporą część fizycznych cech, między innymi budowę ciała, kobieta odziedziczyła po swojej matce. Smukłe ramiona z delikatnym zarysem obojczyków dość mocno kontrastują z szeroko rozstawionymi biodrami i nieco masywnymi udami, które Nevaeh uważa za swój największy kompleks i przez które stanowczo odrzuca propozycje występowania w kusych strojach tancerek, w jakie niejednokrotnie usiłowano ją wcisnąć. Zamiast tego, śpiewaczka lubuje się w niedbale skrojonych luźnych szatach, nierzadko różniących się od żebraczych łachmanów jedynie jakością materiału. Tego typu odzienie dobrze skrywa drobne niedoskonałości figury kobiety, ale równocześnie sprawia, że większość jej atutów ginie pod pofałdowaną warstwą karminowego jedwabiu.
Ciemny kolor szat Nevaeh nadspodziewanie dobrze współgra z burzą jej gęstych kasztanowych włosów, okrywających falistą kaskadą ramiona, plecy, a nawet i część pośladków śpiewaczki. Przez znaczną większość czasu kobieta pozwala im opadać swobodnie, być targanym przez porywy wiatru i generalnie żyć swoim życiem, jednak zdarzają się dni, gdy Nevaeh ma serdecznie dość gęstwiny kłaków wpadających jej do oczu, ust i różnych innych otworów ciała — w związku z czym niekiedy można zaobserwować, jak splata swe niesforne kędziory w gruby warkocz.
Uważny obserwator zapewne zauważyłby, że jakkolwiek rysy twarzy kobiety są całkiem pospolite, tak w jej oczach barwy lekko poszarzałego indygo kryją się drobne iskierki, które z bliska dają wrażenie obcowania z kimś niezwykłym. Nos śpiewaczki, jedyny atrybut odróżniający ją wyglądem od matki, jest wąski i odrobinę zadarty, poniżej zaś znajdują się piękne pełne usta, na których niemal bezustannie gości łagodny uśmiech. Często pod warstwą purpurowej czerwieni, tworzą doskonałą harmonię z powiekami pokrytymi głębokimi cieniami w ciepłych barwach, a od czasu do czasu połyskującymi także drobinkami świetlistego pyłu.
W przeciwieństwie do swoich roztańczonych towarzyszek, wokalistka upodobała sobie skromne dodatki, więc ozdoby takie jak złote, opatrzone brzęczącymi łańcuszkami bransolety, tak bardzo charakterystyczne dla większości przedstawicielek jej profesji, nie są czymś, co można zobaczyć w przypadku Nevaeh. Jedynymi dodatkami, jakie kobieta toleruje, są kolczyki z surowej, w żaden sposób nieozdobionej kości słoniowej i cienka bransoletka z rzemyków, którą dawno temu własnoręcznie splotła jej siostra. Owa bransoletka oraz przedziwna, misternie zdobiona lutnia, kształtem przypominająca bardzo wąską kuzynkę wiolonczeli, są jedynymi własnościami kobiety.
Śpiewaczka jest osobą niezwykle energiczną, dlatego nikogo, kto zna ją dłużej, nie dziwi fakt, że posiada ona tendencję do nadmiernej gestykulacji i wpadania w słowotok. Nevaeh porusza się lekko, rytmicznie, jakby niezależnie od okoliczności ciągle nosiła w swym sercu muzykę — lub jakby sama była jej ucieleśnieniem — jednak w stresujących sytuacjach jej ruchy mogą stać się chaotyczne i nieprzewidywalne, co w najgorszych przypadkach prowadzi do trącenia czegoś bądź też kogoś, mniej lub bardziej niezamierzenie.


Charakter

Pytając o to osoby, które ze śpiewaczką kiedykolwiek miały do czynienia, większość z nich określa ją krótko: to bardzo ciepła i energiczna dziewczyna. I w zasadzie to jedno zdanie doskonale podsumowuje całość tego, kim jest Nevaeh.
Pełna wigoru i zapału, od zawsze zafascynowana tym, co nieznane, w dzieciństwie za cel obrała sobie spróbowanie wszystkiego, co ten świat ma do zaoferowania. Nudzi ją rutyna; to typ człowieka, który w każdej sytuacji szuka niekonwencjonalnych rozwiązań. Nauka daje jej wręcz nieopisaną satysfakcję, a nieszczęśliwe wypadki są dla niej po prostu kolejną możliwością do wyciągania wniosków i zbierania doświadczenia. Każda porażka to jedynie motywacja, by w przyszłości postarać się jeszcze trochę bardziej. To ambitne podejście, połączone z naturalną łatwością, z jaką Nevaeh przyswaja nową wiedzę, czyni z niej marzenie każdego nauczyciela; kto wie, jak daleko mogłaby dojść, gdyby okoliczności ułożyły się odrobinę mniej fatalnie…?
Choć od chwili narodzin zaplanowano dla niej przyszłość salonowej damy, śpiewaczce bliżej usposobieniem do obrotnej wiejskiej dziewczyny. Dzięki pracy w karczmie zyskała swoisty temperament, który niekiedy popycha ją do odważniejszych komentarzy, a nawet nieco prowokacyjnej bojowości; widok Nevaeh przekomarzającej się z zaczepiającymi ją mężczyznami — czy to gośćmi karczmy, napotkanymi po drodze chłopami, czy kamratami z trupy — nie jest niczym niezwykłym. Nieraz zdarzało się, iż śpiewaczka przekornie rzucała wyzwanie tym, którzy mieli czelność się z niej naigrywać, lecz sposób, w jaki kobieta potrafi w ciągu ułamka sekundy przeistoczyć się z hardej dziewoi w dystyngowaną dziedziczkę arystokratycznego rodu, na ogół zawczasu studzi zapał jej potencjalnych rywali.
Taka żywiołowość, choć pozornie zdaje się dobrą cechą, rodzi też kilka niepożądanych efektów ubocznych. Jak choćby wynikające z nadmiernego entuzjazmu roztrzepanie. Zbicie połowy stołowej zastawy czy potknięcie się o zwinięty kawałek dywanu to część codzienności Nevaeh. Kiedy twój umysł podąża w kilku kierunkach równocześnie, czasem ciężko jest skupić się na tym, co tu i teraz. Mimo iż śpiewaczce nie można odmówić sumienności, dość często zdarzają się jej drobne potknięcia, będące w głównej mierze skutkiem przeciążenia myśli zbyt wieloma problemami naraz.
Błądzenie myślami, będąc nieco oderwaną od rzeczywistości, to kolejna nieodłączna cecha Nevaeh. Przez wieczorne rozmowy z wyobrażeniem Yesah, śpiewaczka wyrobiła sobie nawyk mówienia do siebie i głośnego komentowania swoich poczynań, co dla pobocznego obserwatora może wydawać się nieco osobliwe, jednak wystarczy choćby chwila rozmowy z dziewczyną, by odkryć, iż z jej zmysłami wszystko jest w najlepszym porządku, a elokwencją przewyższa niejedną hrabinę.
Dzięki latom publicznych występów, w słowniku Nevaeh nie figuruje słowo “trema”. Zawstydzenie i zakłopotanie owszem, lecz sam fakt prezentowania światu swych umiejętności — dzielenia się tym, co w niej najlepsze — nie wzbudza w kobiecie lęku. Tym, czego się boi, jest wizja sprowadzenia cierpienia na innych. Bycia dla nich ciężarem lub niepotrzebnym, nic nieznaczącym wyrzutkiem. Różnorakie trudy, jakie zsyłał przewrotny los, wzbudziły w dziewczynie wrażliwość i wyczuliły ją na krzywdy innych; Nevaeh nie jest osobą, która byłaby w stanie przejść obojętnie obok cierpiącej istoty. Nie potrafi też długo chować w sobie urazy, co sprawia, że jej naiwną wiarę we wrodzone dobro w każdym sercu często spotyka przykra konfrontacja z realiami.
Najgłębszym pragnieniem pieśniarki jest ponowne spotkanie z Yesah. Myśl o niej daje jej siłę do przetrwania nawet najgorszych chwil. Jedyną rzeczą, którą wokalistka ukochała tak bardzo, jak siostrę, jest muzyka. Posiadając słuch absolutny, upojenie, jakiego kobieta doznaje, słuchając dobrze brzmiącej harmonii, jest porównywalne do rozkoszy podniebienia odczuwanych przez największych smakoszy światowych kuchni. Dlatego też, jeśli pragniesz wzbudzić zainteresowanie śpiewaczki, najkrótsza droga do jej serca wiedzie właśnie przez muzykę.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wrażliwy,
Zwinność:Niezbyt zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Czuły słuch, Słaby zm.mag.,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Godny, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Głos Serca [M]Umiejętność, której posiadania kobieta jest nieświadoma. Kiedy śpiewana przez Nevaeh pieśń płynie prosto z duszy pieśniarki, zabiera ze sobą jej cząstkę, co pozwala jej wnikać w serca słuchaczy i wpływać na emocje, jednakże tylko tych o słabszej sile woli. Śpiewaczka używa tej umiejętności, nie mając o tym pojęcia.
Uwiązanie Odporności [S]Nałożona przez druida magia, która chroni Nevaeh przed nawrotem krwawej gorączki, niestety równocześnie czyni kobietę podatną na wszelkiego rodzaju inne dolegliwości.

Umiejętności

Targowanie się [O] Skromne życie w mieście stwarza niezliczoną ilość okazji do negocjowania cen z okolicznymi handlarzami.
Etykieta [W] Okazuje się, że godziny męczarni na lekcjach obycia wcale nie były marnotrawstwem czasu — choć lata pracy wśród, czasem, prostackich gości karczmy, a później niewolnicze środowisko, nieco stłumiły w kobiecie dworskie odruchy.
Śpiew [M] Nevaeh posiada wrodzony talent do śpiewu, potęgowany dodatkowo przez jej niezwykły dar wpływania na uczucia słuchaczy.
Gra na lutni [W] Ćwiczenie tej umiejętności przez prawie całe życie sprawiło, iż kobieta opanowała grę na lutni do perfekcji.
Gra na fortepianie [O] Obok gry na lutni, Nevaeh próbowała również szczęścia z jej klawiszowym bratem, jednak fortepian nie przypadł jej aż tak do gustu (no i jest zbyt ciężki, by brać go ze sobą w podróże...)
Recytacja [W] Początkowo recytacje podczas dworskich bankietów, później zaś krótkie występy z wędrowną trupą pozwoliły śpiewaczce wyćwiczyć sztukę pięknej deklamacji.
Kuglarstwo [O] Tę umiejętność Nevaeh zawdzięcza w dużej mierze doświadczeniu nabytemu podczas pracy w karczmie Zbity Kufel.
Gotowanie [W] Kulinarne zdolności pieśniarki są zasługą praktyki w domu oraz późniejszego okresu pracy w karczmie.
Czytanie i pisanie [W] Ta i poniższe umiejętności nabyte zostały przez Nevaeh podczas nauk w dzieciństwie (i ewentualnie rozwijane w późniejszych etapach życia).
Kulturoznawstwo [O]
Polityka [P]
Matematyka [P]
Geografia [P]
Poliglotyzm [O] Elficki, mowa lasu.
Rysunek [P]
Anatomia [P]
Prawo [O]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Rzemykowa bransoletka Yesah [ZAK]Spleciona przez starszą siostrę Nevaeh, która w jakiś sposób zdołała zakląć w niej cząstkę siebie, by na zawsze zostać przy ukochanej osobie — nie wiadomo dokładnie czy to magia, czy efekt placebo sprawia, iż dotyk rzemyka zsyła na właścicielkę spokój ducha.

Towarzysz


Historia

Kiedy słyszysz słowo “bard”, przed twoimi oczami zazwyczaj pojawia się obraz wesołego wiejskiego chłopca z fletem lub lutnią, który w muzykowaniu widzi sposób na to, by uczynić swoją hulaszczą egzystencję wartościową — zarówno w oczach społeczeństwa, jak i swoich własnych. Historia jego losów zwykle okraszona jest niezbyt wysublimowanym poczuciem humoru, nierzadko prostackimi dowcipami i jakże zaskakującą puentą, głoszącą, iż podążanie za swoimi pasjami jest właściwym sposobem na życie.

Ta opowieść ma jednak nieco inny charakter.


Zamek z piasku...

Nevaeh Lahza’ya była drugim z trójki dzieci bogatego arystokraty z Arturonu, tak więc z wiejskim muzykantem nie miała zbyt wiele wspólnego. Od małego przyuczano ją do roli salonowej damy, którą miała stać się w przyszłości. Niekończące się lekcje dworskiej etykiety, podczas których dziewczynka doskonaliła sztukę obycia, były dla niej prawdziwą gehenną. Najchętniej porwałaby na strzępy fantazyjnie haftowaną serwetkę, którą czasem wolno było położyć na kolanach, a innym razem takie zachowanie stanowiło niewybaczalne uchybienie… Albo rozbiła w drobny mak porcelanową zastawę, kosztującą półtorej fortuny tylko dlatego, że różyczki na dzbanku ręcznie namalował jakiś regionalny artysta od siedmiu boleści. Nigdy jednak żadna z powyższych katastrof nie miała miejsca, jako że Nevaeh bardzo kochała swoich rodziców i myśl, że miałaby stać się przyczyną ich zmartwień, była równie straszna, jak uczenie się na pamięć tych wszystkich antycznych poematów i recytowanie ich na wszelkiego rodzaju bankietach.
O dziwo, mimo młodego wieku, dziewczynka bardzo szybko przyswajała nową wiedzę — ba, nawet sama ciągle łaknęła więcej i wpychała swój zadarty nosek wszędzie tam, gdzie jej nie proszono. Niejeden raz była bliska napytania sobie poważnej biedy, lecz w sytuacjach kryzysowych zawsze mogła liczyć na wsparcie starszej siostry, Yesah. Mimo iż rodzeństwo dzieliła różnica niemal pięciu lat, w całej Alaranii trudno było o dwie istoty przywiązane do siebie tak mocno, jak te dwie dziewczynki. Kiedy dziesięcioletnia Yesah rozpoczęła prywatne lekcje ze specjalnie wynajętymi guwernantkami, Nevaeh chowała się pod łóżkiem w pokoju siostry lub za ciężkimi zasłonami w królewskim odcieniu burgundu, by móc z ukrycia przysłuchiwać się wykładom nauczycieli i chłonąć informacje o otaczającym ją świecie.
Widząc nienasycony głód wiedzy u swojej córki, Chaarn Lahza’ya postanowił i jej umożliwić pobieranie nauk. Kiedy tylko oznajmił nowinę sześcioletniej Nevaeh, dziewczynka była w siódmym niebie. Pełna zapału, zakasała rękawy i od tamtej pory każdego wieczoru zanurzała się między wersy czarnych liter, by czerpać z tego źródła jak najwięcej. Szczególnie zaś ukochała lekcje muzyki, które dzieliła z Yesah. Obie dziewczynki przez trzy dni w tygodniu ćwiczyły grę na lutni, aż palce tańczyły po strunach, jakby były do tego stworzone, a ich czyste, dźwięczne głosy potrafiły roztopić lód nawet z najtwardszego serca. Między siostrami zrodziła się harmonia tak doskonała, że nie minęło wiele czasu, jak normalnym stał się fakt, iż swoimi występami uświetniały każdą uroczystość. (Podczas obchodów urodzin Yahyi, matki, pewien hrabia tak zachwycił się talentem młodych muzyczek, że wysunął nawet propozycję matrymonialną między swym pierworodnym i starszą z córek Lahza’ya, jednak ojciec dziewczynki odrzucił ofertę, twierdząc, że Yesah stać na kogoś lepszego niż syn jakiegoś podrzędnego hrabiego…)
Pewne było, iż przed obiema siostrami leżała przyszłość pełna blasku, sławy i bogactwa; z takim rodowodem i talentem nie pozostawało nic, tylko czekać, aż dziedzice z najwyżej postawionych domów wezmą je za żony. Jednak przewrotny los musiał tym razem wtrącić swoje trzy grosze i zburzyć wizję dostatniego życia, jak domek — czy może raczej pałac — z kart. Ale gdyby tak się nie stało, nie byłoby całej tej historii, prawda…?



… który runął.

Wydarzeniem, które zapoczątkowało serię nieszczęść w jej życiu i ostatecznie zepchnęło Nevaeh ze ścieżki wiodącej ku świetlanej przyszłości, był nierozważny romans jej matki. Yahya, której u boku swego arystokratycznego męża nie brakowało niczego prócz miłości, oddała swe serce jednemu z lokajów. Umiejętnie kryła się ze swoim podwójnym życiem, lecz nie mogło to trwać w nieskończoność. Nigdy nie została przyłapana; sama przyznała się do zdrady, błagając męża, by pozwolił jej odejść. Chaarn, dla którego potencjalny skandal byłby niezmywalną plamą na honorze — i który nawet po takiej zniewadze nie potrafił źle życzyć swej żonie — zgodził się na pewien kompromis. Yahya musiała zniknąć. Mogła po cichu odejść i zamieszkać ze swoim kochankiem, na dworze zaś zamierzano rozpuścić plotkę, iż kobieta zmarła, zaraziwszy się od pokojówki krwawą gorączką, która w tamtych czasach regularnie nawiedzała biedniejsze dzielnice i czyniła prawdziwe spustoszenie wśród ludności slumsów. Układ, wydawało się, korzystny dla obu stron. Jednak nikt nie przewidział, że zarówno Yesah, jak i Nevaeh uznają wyższość więzi z matką nad własne dobro i możliwości, jakie zapewniało im dostatnie życie pod opieką ojca-arystokraty. W ten oto sposób zakończyła się ich dworska sielanka, a rozpoczęły trudne czasy walk o każdy dzień.

Z początku nie powodziło im się najgorzej, lecz później nastąpiło bolesne zderzenie z rzeczywistością. Nowy partner Yahyi któregoś dnia wyszedł z domu… i już nie wrócił. Nigdy żadna z nich nie odkryła, jaki los spotkał mężczyznę. Sama Yahya musiała zacząć pracować, by zapewnić utrzymanie sobie i córkom — co dla kobiety przyzwyczajonej do dworskich wygód było jak tortura. By wspomóc matkę, Yesah i Nevaeh kontynuowały rozwijanie swych muzycznych zdolności, ćwicząc na instrumentach, które ojciec pozwolił im zabrać z dworu — i od czasu do czasu dawały koncerty na malutkim rynku, gdzie mieszczańskie tłumy przyjęły je niezwykle ciepło.
Ale i ten stan nie utrzymał się zbyt długo. Gdy Nevaeh miała lat dwanaście, ponowna epidemia uderzyła w Arturon, zbierając krwawe żniwo. Ogarnęła prawie wszystkie domostwa w biedniejszych dzielnicach, nie omijając także wyrzutków z rodziny Lahza’ya. Obie siostry zapadły na krwawą gorączkę — chorobę tak straszną, że na samą wzmiankę o niej wszyscy słuchający odczuwali nagłą potrzebę modlitwy do czczonego bóstwa. Yahya opiekowała się nimi najlepiej jak mogła, jednak żadne zabiegi ani nawet najdroższe zioła kupione na targu za ostatnie pieniądze nie dawały rezultatu. Przytłoczona poczuciem bezsilności, Yahya nie mogła patrzeć, jak dwie najdroższe istoty gasną w oczach — niemal widziała ulatujące z nich życie. Wysoka gorączka, sińce na całym ciele, obfite krwawienia… Po trzech dniach dziewczęta straciły przytomność i jedynymi dźwiękami, jakie przerywały upiorną ciszę w lepiance, były pełne bólu jęki. Zrozpaczona Yahya zostawiła córki pod opieką jednej z sąsiadek i udała się do domu byłego męża, błagać o ratunek. Chaarn, dobry człowiek jak na arystokratę, poczuł ucisk w sercu na wieść, że jego dzieci lada chwila mogą umrzeć — lub już nie żyją… Posłał do odległej wioski po druida znanego z niemal cudownych uzdrowień. Gdy starzec przybył do skromnej chatki, wypełnionej prawie namacalnym cierpieniem, Yesah zdążyła już jedną nogą przekroczyć wrota Zaświatów. Jednak sława mężczyzny nie była tylko mrzonką; udało mu się ocalić obie siostry, choć minął bardzo ciężki tydzień, zanim druid nie bez dozy niepewności stwierdził, że dziewczynki będą żyły, chociaż starsza z nich bezpowrotnie utraciła wzrok. Odchodząc, nałożył na uzdrowione tajemne zaklęcie, mające w przyszłości ochronić je przed nawrotem straszliwej choroby, kosztem odporności na inne dolegliwości. Widmo śmierci zostało zażegnane, lecz niemożliwym było wrócić do stanu sprzed wybuchu epidemii.


Co nas nie zabije...

Dziewczęta bardzo powoli dochodziły do siebie. Potrzeba było aż dwóch miesięcy nim Nevaeh, która zniosła chorobę nieco lepiej niż jej siostra, stanęła na nogi. Powrót do rzeczywistości, po całych tygodniach spędzonych za mglistą zasłoną halucynacji wywołanych przez wysoką gorączkę, był niemałym szokiem. Nie było jednak czasu na dłuższą rekonwalescencję. Po utracie przez Yesah wzroku, na barkach trzynastoletniej Nevaeh spoczął ciężar zadbania o dom, podczas gdy Yahya pracowała za dwoje, by wyjść z długów, jakie zaciągnęła na medykamenty dla umierających córek. Po trzech latach Nevaeh postanowiła wspomóc matkę i znalazła zatrudnienie w przydrożnej karczmie, której właściciel poszukiwał bystrej kelnerki. Na początku jej praca ograniczała się do roznoszenia tac z kuflami po brzegi wypełnionymi złocistym trunkiem, lecz widząc jak pojętną pracownicę ma pod swoimi skrzydłami, karczmarz stopniowo rozszerzał zakres jej obowiązków, aż była arystokratka stała się jego chłopcem na posyłki. Pracowała od świtu do zmierzchu, gotując, sprzątając, roznosząc posiłki, a nawet dźwigając skrzynie prawie tak ciężkie, jak ona sama. Była to żmudna robota, zmieniająca się niekiedy w istną katorgę — zwłaszcza gdy przez nadmiar wigoru zdarzało się, że młoda kobieta rozbijała jeden czy dwa talerze… - ale dająca niemałą satysfakcję. Mając codziennie do czynienia z nazbyt rozentuzjazmowanym tłumem pijaków, których nie raz i nie dwa trzeba było potraktować bezpardonowo, Nevaeh zyskała pewną dziką iskierkę, której nie sposób obudzić w dworskich komnatach. Obdarzona widocznie wrodzoną charyzmą, potrafiła znaleźć wspólny język z większością przyjmowanych gości; błyszczała inteligentnym dowcipem, a jej dźwięczny śmiech za każdym razem udzielał się rozmówcom. Biesiadnicy uwielbiali tę żywiołową dziewczynę, której wieczorne występy muzyczne stały się sławne w całej okolicy. Gdy zasiadała na małym podwyższeniu i uderzała w struny swej lutni, natychmiast milkły wszelkie rozmowy. A gdy z jej ust zaczęła płynąć melodia… nie było ani jednej istoty, której serce pozostałoby obojętne na płynącą prosto z duszy muzykę. Uczucia śpiewaczki udzielały się słuchaczom; łza zakręciła się w oku niejednego twardziela i niejeden twardziel płakał jak bóbr. Nevaeh także kochała te wieczory i wkładała w występy całą siebie. Dlatego też, mimo pracy czasem ponad siły, czuła się spełniona; jakby tak naprawdę to w zupełności wystarczało jej do szczęścia. To i nocne godziny spędzone w okolicznej bibliotece, gdzie młoda wokalistka na własną rękę kontynuowała naukę, którą tak bardzo kochała w dzieciństwie.
Minęły dwa lata, Nevaeh z dziewczyny stała się dojrzałą kobietą, lecz przez ten okres jej życie nie uległo większym zmianom. Yesah nauczyła się w pewnym stopniu funkcjonować bez najważniejszego ze zmysłów i od czasu do czasu udawało jej się wymknąć z domu, by wziąć udział w jednym z karczmianych koncertów siostry, co stanowiło praktycznie jej jedyną rozrywkę. Wyglądała na względnie zadowoloną z życia. Nikt nie spodziewał się, że pewnego dnia kobieta nagle wyruszy w świat, zostawiając po sobie tylko krótki list i własnoręcznie splecioną bransoletkę z rzemyków.
To był prawdziwy cios dla Nevaeh, która kochała siostrę bardziej niż kogokolwiek i cokolwiek innego. Nie mogąc znieść pustki, jaka zapanowała w domu, kobieta rzuciła się w wir pracy, usiłując odciąć się od tęsknoty i zapomnieć o dziurze w sercu, jaką wyrwała w nim nieobecność Yesah. Jednak za każdym razem, kiedy przekraczała próg lepianki, owa pustka dawała o sobie znać tak silnie, iż Nevaeh była gotowa zrobić wszystko — wszystko, ze sprzedaniem duszy włącznie — by jeszcze raz móc zobaczyć siostrę.
Dlatego też rozpaczliwie chwyciła się pierwszej nadarzającej się okazji, by opuścić Arturon. Okazją tą był pewien mężczyzna imieniem Raghnall, przedstawiający się jako przywódca najwspanialszej wędrownej trupy artystów na świecie. Łowca talentów, poszukujący członków do swego zespołu tancerek, muzyków, bajarzy i iluzjonistów. Usłyszawszy o cudownej pieśniarce z karczmy Zbity Kufel, zapragnął wcielić ją w swoje szeregi. Był zaskoczony, jak łatwo udało mu się przekonać kobietę, by wyruszyła w podróż jako jego najnowsza bardka. Zabrawszy ze sobą jedynie lutnię i bransoletkę od siostry, Nevaeh bez większego żalu pożegnała się z miejscem, w którym spędziła całe życie, by rozpocząć nowy rozdział na ścieżce, która miała zaprowadzić ją do największych pałaców tego świata…


… silniejszym uczyni.

Wędrowni artyści powitali nową członkinię z dystansem, który w pierwszej chwili lekko ją zaniepokoił, choć postanowiła nie przywiązywać do tego uwagi. Po kilku tygodniach przebywania z wesoło usposobioną dziewczyną, która uśmiechem witała każdego mijanego człowieka, zdawało się, że wszyscy darzyli ją sympatią, choć przez długi okres nie udało jej się nawiązać żadnej bliższej znajomości.
Przygoda Nevaeh z ową trupą rozpoczęła się raczej spokojnie. Pomniejsze występy w pomniejszych miasteczkach, kiedy to dostawała jedynie kilka minut na swoje lutniowe solo. Lecz po jakimś czasie Raghnall dostrzegł, iż występy śpiewaczki przyciągają więcej tłumów niż popisy zjadaczy ognia, więc jako człowiek interesu nie mógł tego faktu nie wykorzystać. Początkowo zachęcał kobietę do odważniejszych występów; nieco bardziej skąpe stroje, elementy tańca… Nevaeh uparcie odmawiała, czując niechęć do publicznego odkrywania swego ciała, zaś taniec… delikatnie rzecz ujmując, nie był jej najmocniejszą stroną. Prawie każda próba kończyła się małą lub większą katastrofą. Jedynym pocieszeniem była przyjaźń, jaka nawiązała się między śpiewaczką, a jej nauczycielką, Aytyn.
Jednak Raghnall nie ustępował w wysiłkach, by skłonić kobietę do zmiany zdania. Starał się być wobec niej łagodny, ale za plecami ukręcał już sznur do skrępowania jej rąk, z czego nieszczęsna pieśniarka, niemająca w życiu zbyt wiele doświadczenia, nie zdawała sobie sprawy — tak jak nie zdawała sobie sprawy z sytuacji, w jakiej naprawdę się znajdowała.
Któregoś razu przerwała występ po tym, jak jeden z gości zdecydowanie naruszył jej strefę prywatną i kategorycznie odmówiła powrotu na scenę. Wówczas Raghnall odciągnął ją na bok, poza zasięg wzroku któregokolwiek z uczestników biesiady, i spoliczkował. Oburzona kobieta, nie mogąc uwierzyć, że zaznała takiej zniewagi ze strony zwykłego trubadura, w porywie gniewu oświadczyła, iż odchodzi. Wtedy jednak mężczyzna uśmiechnął się — i jego uśmiech nie miał nic wspólnego z tym urokliwym, jakim obdarzył ją przy ich pierwszym spotkaniu. Nie. Był to zimny, bezduszny grymas. Raghnall zaśmiał się krótko, dając kobiecie do zrozumienia, że jeśli odejdzie, on skrzywdzi Aytyn — i wszystkich pozostałych członków zespołu, z którymi śpiewaczka zdążyła zadzierzgnąć nić przyjaźni.
A potem uderzył ją jeszcze kilka razy, tak by upewnić się, iż zrozumiała przekaz.
Trudno opisać szok, jakiego zaznała Nevaeh, kiedy uświadomiła sobie, że otaczająca ją rzeczywistość nie jest tym, na co wyglądała. Tamtego wieczoru, kiedy opadła kurtyna iluzji, kobieta poznała prawdę. Nie była wędrowną artystką. Była niewolnicą, lalką stworzoną dla zysków właściciela, który za pomocą sprytnej, acz okrutnej manipulacji mógł z nią zrobić cokolwiek zechciał.
W ten sposób Nevaeh została nie tylko wędrowną wokalistką. Została też kuchtą. Służącą. Ladacznicą. Przed tym ostatnim broniła się najdłużej, jednak wystarczyło kilka sińców na rękach Aytyn, by złamać jej opór. Nie mogła uciec, gdyż wiedziała, że w takim wypadku Raghnall bez mrugnięcia okiem spełniłby swoje groźby. Nie mogła też udawać spadku formy, bowiem mężczyzna karał ją za każdy ruen poniżej jej przeciętnego zysku. Pod wpływem niewolniczego życia jej występy stały się głębsze, znacznie bardziej poruszające. Widzowie byli jak w transie, czasem nawet kilka minut po tym, jak przebrzmiała ostatnia nuta; niejeden baron przychodził z prośbą o przyłączenie się do jego dworu, by umilać mu wieczory w zamian za wikt i opierunek. Lecz wystarczyło jedno wymowne spojrzenie Raghnalla, by śpiewaczka wiedziała, jaką odpowiedź należy podać.
Nevaeh pocieszała się tym, iż poznawszy prawdziwy obraz sytuacji, zdołała przeskoczyć mur oddzielający ją od reszty trupy. Teraz była jedną z nich. Teraz stała się im siostrą, która musiała znosić te same cierpienia. Poczucie jedności z pozostałymi na nowo wzbudziło w niej przygasły optymizm i opierając się na więzach przyjaźni, kobieta znów została tą samą energiczną bardką, która w Zbitym Kuflu częstowała ludzi zarówno pysznymi zakąskami, jak i cudownym, szczerym uśmiechem.
Owszem, niekiedy zdarzały się gorsze chwile — zwłaszcza po nocy spędzonej w łożu samotnego jegomościa, który wcisnął w dłoń Raghnalla sakiewkę pełną srebrnych monet — lecz i na to znalazło się lekarstwo. Rzemykowa bransoletka, jedyna pamiątka po Yesah. Za każdym razem, gdy Nevaeh dotykała jej z myślą o siostrze, spływała na nią pokrzepiająca fala spokoju. Wiedziona ciekawością, kobieta spytała o to przygodną wiedźmę, która orzekła, iż wyczuwa w tym kawałku rzemyka dość prymitywną magię, wiążącą posiadacza przedmiotu z osobą, która go wykonała. Śpiewaczkę ucieszyła wieść, że posiada przy sobie cząstkę siostry, która dawała jej siłę do przeżycia kolejnego dnia — i przeżycia go z uśmiechem. Od czasu do czasu wieczorami, kiedy wymykała się poza obozowisko, prowadziła bardzo długie rozmowy z jej wyobrażeniem Yesah. Opowiadała jej w szczegółach, jak mijają kolejne dni i dzieliła się świeżymi plotkami, jak za czasów wspólnej izdebki do spania. W ten sposób wyrzucała z siebie gnębiące ją myśli i oczyszczała swój umysł z gnijącej sterty nieszczęść. Nawet uwłaczające kobiecej godności obowiązki nałożnicy stały się jakby mniej uciążliwe, odkąd Nevaeh znalazła sposobność, by wyśmiać całą sytuację. A wszystko za sprawą niewielkiego kawałka rzemyka, który stał się cenniejszy niż wszelkie klejnoty, jakimi zachwyceni widzowie niejednokrotnie usiłowali obsypać pieśniarkę.
Są jednak rzeczy znacznie bardziej wartościowe od złota i kamieni szlachetnych, o czym Nevaeh, podczas swych podróży po najwspanialszych przybytkach w całej Alaranii, przekonała się aż nazbyt wiele razy.

Nieważne, w jak bardzo niepomyślnych warunkach przyszło jej egzystować. Nieważne, ile łez musiała wylać, by następnego dnia móc znowu podchodzić do ludzi z uśmiechem. Nevaeh wiedziała, że nawet po najczarniejszej nocy słońce zawsze pojawia się nad horyzontem, a na wszelkie trudy istnieje jedna sprawdzona metoda — cieszyć się z drobnych rzeczy, nawet jeśli byłyby to zupełne błahostki.
Dzięki temu była w stanie patrzeć w przyszłość z nadzieją, której jej otoczenie tak bardzo potrzebowało...

Dane gracza: Nevaeh

Nazwa użytkownika:
Nevaeh
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Gaia, Ayeesha,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
Lokalizacja:
Kraków (okolice)
Wiek:
18
Zainteresowania:
Książki, muzyka, teatr, rysunek, manga i anime, języki obce
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
65286543
Grupy:
Dołączył(a):
So mar 31, 2018 1:51 pm
Ostatnia wizyta:
Cz maja 24, 2018 6:31 pm
Liczba postów:
6 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.11 posty dziennie)
Ostatni post:
[Posiadłość rodziny Mandeville] Symfonia Wolności
Pn maja 14, 2018 10:36 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Efne
(Posty: 4 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Posiadłość rodziny Mandeville] Symfonia Wolności
(Posty: 4 / 66.67% postów użytkownika)
cron