Oglądasz profil – Ian

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Ian "Kocie Uszko" Moro
Rasa:
Kotołak
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
25 lat
Wygląda na:
23 lat
Profesje:
Złodziej, Rozbójnik
Majątek:
Dostatni
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Ian
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Mężczyzna

Skontaktuj się z Ian

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
1 dzień temu
Liczba postów:
3
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.00)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 33.33% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:raczej silny, wytrzymały
Zwinność:bardzo zręczny, szybki, precyzyjny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, wyostrzony węch
Umysł:niezbyt błyskotliwy, silna wola
Prezencja:piękny, nieokrzesany

Umiejętności

Skradanie sięEkspert
WspinaczkaEkspert
GimnastykaEkspert
Otwieranie zamkówBiegły
Walka wręczBiegły
UnikiBiegły
TaniecBiegły
SzulerstwoBiegły
PrzetrwanieBiegły
AktorstwoZaawansowany
Kradzież kieszonkowaZaawansowany
PolowanieZaawansowany
TropienieZaawansowany
KuglarstwoZaawansowany
CzytanieOpanowany
PisaniePodstawowy

Cechy Specjalne

Przemiana w kotaRasowa
Ian potrafi przemieniać się z formy hybrydowej w kota, jednak nie ma możliwości przemiany w człowieka.
Widzenie w ciemnościachRasowa
Kotołak posiada niesamowity wzrok, dzięki któremu doskonale widzi w ciemnościach.
Bezszelestne poruszanie sięRasowa
Zarówno w formie hybrydy jak i w formie kota Ian porusza się praktycznie nie wydając żadnych dźwięków.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Zacznijmy od tego, że Ian to młody duchem, niezbyt rozgarnięty kotołak, który z błachego problemu zrobi jeszcze większy problem albo namnoży problemów tam, gdzie akurat ich nie ma. Dlatego najlepiej jest nie powierzać mu skomplikowanych zadań podczas wszelakich operacji i zawsze trzymać w zanadrzu ze cztery plany awaryjne. Tak na wszelki wypadek, gdyby pierwszy plan nie wypalił z winy kotołaka, dwa kolejne z przyczyn losowych i przez kotołaka, a dwa ostatnie z winy losowych i całkowicie niezamierzonych działań kotołaka (w których jednocześnie bierze on udział). Dobrze jest też nie informować go o swoich prawdziwych intencjach lub zdradzać niewiele, tak aby nawet on nie był w stanie niczego zepsuć. Przynajmniej pięćdziesiąt procent szans na sukces będzie zagwarantowane.
Aby za nim nadążyć trzeba uzbroić się w nie lada cierpliwość ponieważ Ian nie lubi bezczynności i siedzenia w miejscu, robi się przez to drażliwy i nerwowy, jednocześnie skłonny podejmować decyzje pod wpływem impulsu i nieracjonalnego myślenia. Zwykle kończy się to większą rozróbą z udziałem strażników miejskiego porządku, jednak sam prowokator zdarzeń nie widzi w tym żadnego problemu. Jak przystało na kota, chadza własnymi ścieżkami i wszelkie napotkane trudności pokonuje tak, jak podpowiada mu instynkt. Najczęściej pazurami ponieważ uczestnictwo w burdach to jedna z jego ulubionych zabaw. To zarażający uśmiechem ignorant (żeby nie powiedzieć głupek) jeśli chodzi o zachowanie jakiejkolwiek powagi, nawet w obliczu utraty jednego z dziewięciu żyć. Jest nie tylko silny i odważny ale też nieostrożny, a czasem nawet, wbrew własnej naturze, hałaśliwy.
To również idealny towarzysz podróży. Ian bardzo szybko znajduje sobie przyjaciół, a przynajmniej zdobywa wśród obcych status kogoś, kogo nie ma się ochoty zabić. Przynajmniej na razie. I to dość zagadkowe ponieważ nie do końca potrafi słuchać tego, co się do niego mówi i nigdy nie pomyśli dwa razy zanim coś powie. Z koncentracją na poziomie małego dziecka i niepochamowaną rządzą prowokowania potrafi w dziesięć sekund rozzłościć dowolną liczbę osób. Nadrabia to jednak swoją lojalnością wobec przyjaciół, dla których zawsze znajdzie czas. A już z pewnością kiedy tym przyjacielem jest śliczna dziewczyna lubiąca drapać koty za uchem. Świat może wtedy nie istnieć, byleby istniała Ona.

Wygląd

Ian to młody, silny i czarujący mężczyzna, znacznie przekraczający podręcznikowe wyobrażenia ludzi o kotołakach. Mierzy jakieś sześć stóp i jedną czwartą (186 cm) i waży około dwustu trzydziestu funtów (93 kg). W młodości nigdy nie narzekał na brak ruchu, zawsze się gdzieś wspinał, gdzieś biegał, z kimś walczył lub po prostu ćwiczył, by zaimponować dziewczynom, dlatego dziś jego sylwetkę można określić jako wysportowaną. Znacznie zarysowana muskulatura, w szczególności ramion, brzucha i torsu nie przeszkadza mu jednak w byciu zręcznym tak, jak to tylko koty potrafią. Na codzień Ian paraduje jako hybryda, wiwijając na boki ogonem i strzygąc uszami, ale nawet w tej postaci dość niewielki odsetek jego ciała pokrywa futro. Łaty w kolorze ciemnego złota występują jedynie od stóp do krańca łydek, wzdłuż kręgosłupa i na wierzchu dłoni. Te ostatnie kończą się długimi, smukłymi palcami o krągłych paznokciach, z których w każdej mogą wystrzelić ostre, kocie pazury. Twarz kotołaka jest owalna, gładka, bez ostrych rysów, za wyjątkiem nasady nosa i oczodołu, a także pozbawiona naturalnych znamion, takich jak np. piegi. Jej nietypową ozdobą jest podłużna blizna z dzieciństwa, ciągnąca się od czoła, przez prawe oko, aż do policzka. Same oczy natomiast mają kształt lekko spłaszczonych migdałów i są dwukolorowe, co od razu przykuwa uwagę rozmówcy. Prawe jest niebieskie, wręcz turkusowe, a lewe pomarańczowe. Czubek głowy kotołaka porastają średniej długości włosy w barwie identycznej co futro, wiecznie zaczesane do tyłu lub potargane. Wyrasta też z nich para szpiczastych uszu, wypełniona różowym puchem, z tendencją do, wspomnianego już, natarczywego strzyżenia, działającego niektórym na nerwy. Podobnie jest z ogonem, długim i pokrytym krótką, szorstką sierścią, z pomocą którego Ian nie raz zwinął już komuś klucze. W temacie ubioru, kotołak nie kaprysi, choć prędzej podrapie niż założy na siebie krępujący smoking i fular. W dużym, miejskim ścisku, ciasnych zaułkach i podczas wspinaczki o wiele lepiej sprawdzają się przylegające do ciała, elastyczne spodnie z wytrzymałej skóry, pojedynczy pasek, zwiewna, lniana koszula z wiązaniami na piersi, rękawiczki bez palców oraz całkowity brak butów. Chód kotołaka jest zawsze sprężysty i lekki, jak u tancerza. Prawie nie widać, żeby piętami dotykał ziemii, cały swój ciężar przenosząc na palce i śródstopie, zawsze gotowy do nagłego skoku w bok i ucieczki. Jest on także bezgłośny dzięki różowym poduchom pod stopami absorbującymi wibracje jakie ciało wywiera na podłożu. W wielkim skrócie: nawet skrzypiące deski w podłodze nie zdradzą jego obecności. Głos ma ciepły i mruczący, jak zastygły w rui kocur.

Historia

Jestem drugim synem i drugim dzieckiem zawodowego rozbójnika i szefa złodziejskiej szajki z Nandan-Ther. Mój starszy brat miał w przyszłości przejąć interes, wiele więc skradzionych dóbr bezpowrotnie przepadło na pokrycie jego edukacji. Mnie z kolei przypadł ogromny zaszczyt dołączenia do grona pospolitych rabusiów, pracujących na rzecz i dobro familli. I w sumie nie wiem dlaczego się z tego nabijam ponieważ, szczerze mówiąc, bardzo mi to odpowiadało. Szybko się bowiem okazało, że nie mam tej nadnaturalnej smykałki do liczb, poezji, gry na instrumentach, sztuki i innych zbędnych dziedzin. Byłem za to nadmiernie ruchliwy, a nawet nadpobudliwy i zbyt głupi, jak raczył zauważyć jeden z moich pierwszych nauczycieli. To on właśnie zasugerował mojemu ojcu uczynienie ze mnie wabika, czyli kogoś kto potrafi odwrócić uwagę, nie myśląc przy tym za wiele. Rola w sam raz dla mnie, choć jako siedmioletni chłopiec nie mogłem jeszcze o tym wiedzieć. Nie mniej kiedy mój starszy brat uczył się o rachunkach, prawach podziemia i zarządzaniu szajką, ja biegałem po mieście podkradając kupcom towar lub wywołując drobne zamieszania. Dwa kroki za mną zawsze podążał jednak ktoś dłuższy stażem, kto później próbował tłumaczyć mi popełnione błędy. Do dziś nie zliczę ile takich rad zlekceważyłem aby nie psuć sobie humoru. I ile zepsułem go ojcu. Dzieckiem byłem wyszczekanym że aż miło, uwielbiałem się kłócić i te kłótnie wygrywać pięśćmi kiedy kończyły mi się logiczne argumenty. Z czasem oczywiście udało mi się z tego wyrosnąć, choć niektóre nawyki wciąż mi pozostały. Kiedy podrosłem i, naturalną koleją rzeczy, nieco zmądrzałem, ojciec przydzielił mnie i brata do działań w terenie. Nawet przyszły szef musiał znać szczegóły fachu. Tak też zaczęliśmy kraść. Z początku były to proste kradzieże kieszonkowe w tłumie podczas jarmarków, z czasem przerodziły się w napady w zaułkach i włamania. Te ostatnie szczególnie nie przypadły mi do gustu ponieważ z ekscytacji często nie mogłem powstrzymać ogona od drygów, a bogate ofiary mają w tendencji stawiania drogich wazonów wszędzie gdzie się da. Sami dopowiedźcie sobie resztę.  Czas pomiędzy nimi mijał mi na ćwiczeniach i kolejnych naukach, głównie wspinaczki i gimnastyki, dzięki którym wejście na trzecie piętro po gzymsach nie stanowiło wyzwania. I może nawet byłbym w tym mistrzem, gdybym się bardziej przykładał. Kiedy skończyłem siedemnaście lat postanowiłem trochę się usamodzielnić. W tym celu po każdym zatwierdzonym skoku dokonywałem jednego czy dwóch samodzielnie, a skarby chowałem na strychu starej kamienicy niedaleko centrum (mojej przyszłej kryjówki). I uszłoby mi to na sucho, gdyby mój brat nie złapał mnie za język. Dosłownie. Musiałem się więc zgodzić na podział łupów i zapomnieliśmy o całej sprawie. Niecały rok później nad dziurą w podłodze, gdzie leżały wisiorki, kolczyki i sakiewki swoje miejsce dostała wypchana pierzem poducha, na której mogłem leniuchować do woli. Z powodu kilku nieporozumień z ojcem, mój brat postanowił założyć własną szajkę i w tym celu potrzebował nowej, tajnej bazy. Zaproponowałem oczywiście swoją opuszczoną kamienicę, którą dość zgrabnie zagospodarowaliśmy razem z grupą najbliższych przyjaciół. Wkrótce też rozpoczęliśmy swoją działalność, za wszelką cenę chcąc uniknąć wykrycia w najniższych kręgach. Gra w karty przy jednym stole ze wszystkimi, którzy pociągali za sznurki w Nandan-Ther nas nie interesowała. Nie byliśmy aż tak ambitni, chcieliśmy się tylko dobrze bawić. I bawimy się dalej...
  • Najnowsze posty napisane przez: Ian
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data
  • [Nandan-Ther i okolice] Kocie sprawy
    Ian siedział na dachu jednej z kamienic, oparty plecami o skrzydła misternie rzeźbionego gargulca pokrytego grubą warstwą mchu i czuwał. Ktoś inny powiedziałby, że zasnął, lecz wyrównany oddech i zamknięte oczy…
    2 Odpowiedzi
    89 Odsłony
    Ostatni post 1 tydzień temu Wyświetl najnowszy post