Profil użytkownika Jaenvia

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Jaenvia, córka Pahalii i Haniela
Rasa: Anioł Światła
Wiek: 146 lat


Aura



Wygląd

Jak na anioła przystało, mierzy dobry metr i osiemdziesiąt centymetrów, nawet bez obcasów, których z resztą nie cierpi. Ma delikatną, wyraźnie kobiecą sylwetkę przez którą wydaje się znacznie bardziej wątła, niż jest w rzeczywistości. Naiwni mogliby uznać, że wystarczy na nią huknąć, by skuliła się i zaczęła dygotać ze strachu. Czasem z resztą robi tak na pokaz, gdy akurat jest to konieczne. Długie, ciemne i proste włosy wyraźnie kontrastują z srebrnymi oczami, które są zaskakująco jasne nawet, jak na sługę Najwyższego. Tak typowy dla jej pobratymców nieziemski blask tęczówek można czasem odebrać jako chory błysk delikatnego szaleństwa. Szczególnie, gdy uśmiecha się delikatnie, z zamyślonym wyrazem twarzy, obserwując efekty swoich czarów. Lub gdy jawnie szczerzy zęby w wilczym grymasie. Ma jasną, gładką skórę i łagodne rysy twarzy, które odgrywają ogromną rolę w udawaniu niewiniątka. W tłumie ludzi, choć nie w Planach, wyróżnić mogą ją ogromne białe skrzydła. Choć może wydawać się to dziwne, najczęściej zakłada proste, skromne i długie suknie, które zamiast podkreślać jej atuty, maskują i spłaszczają jej sylwetkę. Ale nie chodzi jej przecież o ponętny wygląd, a dziewczęcą niewinność oraz delikatność. Większość ubrań posiada w ciemnych kolorach, głównie w odcieniu grafitu, czerni i fioletu. Oficjalnie twierdzi, że dzięki temu skrzydła jakoś tak ładniej wyglądają. W rzeczywistości próbowała kiedyś chodzić w ślicznej, jasnej sukience, ale plamy krwi nigdy w pełni się nie sprały. Taki strój ma dodatkową zaletę - można swobodnie nosić pod nim obcisłe spodnie nad kolano oraz bluzkę bez ramiączek. Spod skraju sukni wystają płaskie buty o długiej cholewie, w której ukrywa po dwie pary sztyletów. Jeśli musi zasłonić jakoś skrzydła, narzuca na ramiona bordowy płaszcz z głębokim kapturem. Nie to, żeby zwykły materiał mógł skutecznie ukryć ogromny kształt na jej plecach, ale przynajmniej nie rażą czystą bielą oczy niewłaściwych ludzi. Jako jedyną widoczną ozdobę nosi aksamitkę ze stalową dwunastoramienną gwiazdą - symbolem Najwyższego. Takie same znaki różnej wielkość posiada w kilku miejscach wytatuowane na ciele białym tuszem, jako dodatkową, ostateczną ochronę przed plugastwem. Z lewej strony ciała jeden znajduje się za uchem, drugi pod piersią. Po prawej stronie pierwszy jest po wewnętrznej stronie przedramienia, drugi na łopatce, kolejny na udzie. Dwa identyczne są na stopach, a ostatni znajduje się tuż pod pępkiem. Każdy jest dziełem matki Jaenvii i powstał z udziałem odrobiny anielskiej magii, a sam barwnik rozcieńczony został wodą święconą. Często zasłania twarz włosami, próbując udawać skromną panienkę z dobrego domu. Ma wysoki, czysty głos i choć nie potrafi zbyt dobrze śpiewać, wciąż miło go posłuchać. Tylko zdecydowany krok jakoś tak psuje nieco efekt. Podczas podróży po Łusce swój dobytek nosi w czymś, co nazywa po prostu torbą podróżną, a co w rzeczywistości jest dość skomplikowaną uprzężą z parcianych pasków oraz kilku mniejszych oraz większych sakw, którą zakłada na ramiona, a której głównym celem jest nieprzeszkadzanie podczas lotu. Unika noszenia czegokolwiek, co zostało wykonane ze skóry.


Charakter

Najważniejsze, o czym należy wspomnieć w przypadku Jaenvii to jej zaangażowanie. Całe życie wpajano jej, że liczy się wyłącznie służba Najwyższemu a cała reszta ma mniejsze, o ile jakiekolwiek znaczenie. Dlatego gdy nie wypełnia oficjalnej misji, spędza czas na doskonaleniu swoich umiejętności, by być jak najlepszym, najostrzejszym narzędziem w Jego rękach. Niektórzy po prawdzie nazwaliby ją bronią w służbie rodziny, a nie Pana, ale to byłyby paskudne pomówienia. Aby osiągnąć zamierzony cel, jest gotowa zastosować nawet mocno kontrowersyjne metody, wszystko w granicach jej własnego, niekoniecznie zdrowego rozsądku. Nienawidzi półśrodków, jej zdaniem jeśli coś jest warte zachodu, należy oddać się temu w pełni, inaczej nie warto poświęcać temu uwagi. Jej głównym celem życiowym jest walka z szeroko pojętym wrogiem, jako którego zalicza Piekielnych, Demony, Nieumarłych i każdego, kto bluźni Najwyższemu. Z wiekiem zaczęła wykazywać coraz mocniejsze zainteresowanie magią Zła, Czarną Mową i wszystkim, co wiąże się z Otchłanią, zgodnie z zasadą, że im lepiej zna i rozumie przeciwnika, tym skuteczniej może z nim walczyć. W niektórych tematach ograniczyła się do wiedzy teoretycznej, w innych pokusiła się o praktyczne doświadczenie. Powstał przez to drobny paradoks: nie jada mięsa i stara się unikać używania czegokolwiek, co wymagało śmierci lub cierpienia zwierzęcia, ale dorwanego wroga potrafi katować godzinami bez mrugnięcia okiem. Stara się pomagać potrzebującym, ale ponad potrzeby ich kruchych ciał stawia dbanie o dusze. W końcu danie żebrakowi nawet Złotego Gryfa niewiele zmieni w dłuższym rozrachunku.
Prywatnie nie przepada za przebywaniem między nie-Niebianami. Nie chodzi o to, że nie lubi samych mieszkańców Łuski. Po prostu nigdy nie jest pewna, jak powinna się zachować. Alaranię przemierzała zwykle w towarzystwie przynajmniej jednego brata, a prawdziwym specjalistą w takich podróżach jest jej najstarszy brat, który załatwiał za nią właściwie wszystko, dzięki czemu mogła skupić się na pracy. W wolnym czasie chętnie czytuje wszelkie księgi, które mogą uzupełnić jej wiedzę. Kiedyś trafiła nawet na informację, że gdzieś na innej Łusce istniał zwyczaj oczyszczania wrogów Pana przez spalenie żywcem na stosie, co miało pozwolić ich duszy dostać się do Planów. Niezwykle rozbawił ją taki pomysł, gdyż od razu spróbowała wyobrazić sobie Diabła lub Pokusę na takiej konstrukcji. Pocieszna myśl. Utopić takich w beczce wody święconej, to miałoby sens. Ale próba spalenia?
Na codzień pozoruje skromną, delikatną i nieśmiałą panienkę. Gdy jest sama lub z braćmi porzuca tą maskę na rzecz butnego, ciekawskiego, bezwzględnego i łaknącego wiedzy maga. Od czasu do czasu pozwala sobie nawet na schowanie dumy w buty i mniej przystojne rozrywki jak wieczór z braćmi przy kartach i mocno rozcieńczonym winie, gdy absolutnie nikt inny nie ma szans ich dojrzeć.
Jak chyba każda młoda kobieta, marzą jej się miłosne uniesienia i znalezienie mitycznego Jedynego Słusznego partnera. Uwagę zwraca głównie na właściwy charakter, w końcu w Planach trudno o brzydką buźkę, za to bardzo łatwo o kogoś, kto nie zrozumiałby jej poświęcenia dla sprawy oraz metod. Trzeba jednak powiedzieć, że nie potrafi docenić, że potrafi docenić piękno męskiego ciała. Kobiecego z resztą też, co tłumaczy podziwem dla dzieł Najwyższego.

Atrybuty

Krzepa:Wytrwały, Delikatny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Wyostrzone czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Piękny, Szarmancki, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Latanie [D]Dzięki parze białych skrzydeł może unieść się w powietrze. Co więcej, lubi to robić i potrafi wykonać kilka akrobacji, czy strzelić w locie z łuku.
Regeneracja [D]Typowa dla Aniołów Światła. Jak u chyba każdego przedstawiciela tej rasy, działa wyłącznie w świetle. W przypadku Jaenvii musi to być światło słońca.
Podróżowanie między wymiarami [D]Możliwość przenoszenia się między Łuską i Planami za pośrednictwem świątyń Najwyższego.
Posłuszny fanatyk [W]Przez to, że całe życie poświęciła służbie Najwyższemu oraz wykonywaniu poleceń rodziców, zawsze musi mieć jakiś cel. Taki przez wielkie C, któremu może oddać się w pełni i poświęcić mu każdą sekundę. Woli wykonywać polecenia, niż sama przewodzić, stać za plecami tego, kto zbiera chwałę i mieć świadomość dobrze wykonanej pracy.
Cel uświęca środki [S]Choć może wydawać się to dziwne dla Anioła, nie do końca rozróżnia dobro od zła. Znaczy, ma świadomość, że nie należy mordować niewinnych, ale gdy ma to wspomóc Sprawę, sumienie jakoś jej nie gryzie.

Umiejętności

Odnajdywanie portali/źródeł magii [O] Ułatwia poruszanie się między Planami a Łuską. Jeśli chodzi o źródła magii - dopiero zaczyna, skupiając się na mocy znajdującej się w żywych istotach.
Skradanie się [P] Niezbyt łatwo ukrywać się w cieniu, gdy ma się parę ogromnych białych skrzydeł, ale robi, co może. Wielkich sukcesów może nie osiąga, ale potrafi poruszać się całkiem cicho, również w locie.
Skrytobójstwo [W] Jej wiedza w tej materii skupia się na wykorzystaniu sztyletów oraz magii, nie przepada za truciznami. Chyba, że chodzi o częstowanie Piekielnych wodą święconą.
Szulerstwo [W] Chociaż nie potrafi zbyt dobrze oszukiwać w grze karcianej, czy kościach (choć próbowała), lata praktyki podczas udawania perfekcyjnej młodej anielicy pozwoliły jej rzucać półprawdami i kłamstwami bez mrugnięcia okiem. Choć i tak najchętniej udaje bezbronną, samotną i przerażoną panienkę, by ściągnąć cel w pułapkę.
Czytanie Aur [W] Aby łatwiej rozpoznawać wszelkie plugastwa wiele czasu poświęciła na nauce rozpoznawania każdego najdrobniejszego elementu, który tylko może czaić się w aurze żywej istoty.
Torturowanie [P] Nigdy nie była wirtuozem w tej dziedzinie, ale też nie było jej to do niczego potrzebne. Zwykle widok trójki skrzydlatego rodzeństwa bawiącego się bezmyślnie bronią z uprzejmymi uśmiechami przyklejonymi do twarzy wystarczył, aby rozwiązać niejeden język. Ale czasem warto sięgnąć po odrobinę magii, czy wody święconej.
Anatomia [W] Duża część umiejętności anielicy opiera się na znajomości ciała istot mniej lub bardziej inteligentnych: ludzi, elfów, wampirów, diabłów... najlepiej zna budowę aniołów.
Etykieta [O] Chciała, nie chciała, pewne podstawy musiała opanować aby jak najlepiej utrzymywać pozory. Dodatkowo matka urwałaby jej oba skrzydła, przyszyła i urwała jeszcze raz, gdyby publicznie uraziła kogoś znaczącego.
Medycyna [W] Nieodzowny skutek uboczny posługiwania się magią Życia i znajomości anatomii.
Niebianologia [W] Ciężko nie wiedzieć nic, spędzając dziesiątki lat w Planach.
Piekielnologia [O] Wiedza czysto akademicka i są w niej duże braki, ale coś powiedzieć umie.
Recytacja [P] Nie jest to jej ulubione hobby, ale przydaje się przy nauce języków ze względu na lepszą dykcję. O wpływie elfickiej poezji na płynne wyrażanie się w tej mowie nie wspominając.
Pismo runiczne [O] Przydatna umiejętność przy nauce magii, ale ze względu na jej metodę rzucania zaklęć mistrzostwo w tej dziedzinie nigdy nie było Jeanvi niezbędne do szczęścia.
Władanie bronią białą - sztylety [W] Cięcie, dźganie, kłucie, rzucanie do celu - ot umiejętności przydatne każdej pannie na wydaniu. Jaenvia lubi nosić przy sobie na wszelki wypadek całą kolekcję poukrywaną w ubraniu - cholewach butów, na udach pod suknią, w rękawach, jedna malutka sztuka na czarną godzinę kryje się nawet za dekoltem. Na wierzchu przy pasie nosi trzy dość długie ostrza, tak na wszelki wypadek.
Łucznictwo [O] Znacznie lepiej widziane w Planach niż wirowanie z dwoma sztyletami w dłoniach. Łatwiej też podczas lotu szyć z krótkiego łuku, niż zbliżać się nadmiernie do celu.
Uniki [M] Podczas treningów pod okiem surowego ojca miała do wyboru: nauczyć się unikać ataków starszych braci lub skończyć jako żywa wystawa siniaków każdego możliwego koloru i kształtu. Mimo regeneracji nigdy nie polubiła obrywania po tyłku, więc postawiła na naukę unikania ciosów zamiast głupich prób kontrowania ataków dużo silniejszych mężczyzn.
Aktorstwo [P] Ma tylko kilka, nazwijmy to, popisowych ról. Choć na deski teatru się nie nadaje, dzięki zdolności dobrej dykcji i szulerstwu potrafi poudawać nieco inną osobę, niż jest w rzeczywistości.
Kaligrafia [O] Zapisywanie setek stron notatek może znużyć nawet anioła. Dlatego dla rozrywki zaczęła ćwiczyć ozdobne pisanie.
Gotowanie [O] Nauczyła się sama przygotowywać swoje jedzenie na potrzeby poruszania się po Alaranii, aby szybciej odnawiać zapasy energii magicznej. Nie potrafi obrabiać mięsa, bo go nie spożywa.
Poliglotyzm [W] Wspólny, elficki i język Planów biegły w mowie i piśmie. Czarna Mowa opanowana dość dobrze w piśmie, jeśli chodzi o język mówiony rozumie pewne zwroty, jeśli nie są wypowiadane za szybko oraz potrafi rzucić kilkoma mało wyszukanymi inwektywami.
Wiedza tajemna [W] Poświęcając dużą część życia na studiowanie magii nie da się być laikiem.
Religioznawstwo [M] Jako wierna (i tylko odrobinę fanatyczna) służka Najwyższego zna jego kult wręcz doskonale. Przy okazji wiele czasu spędziła ucząc się błogosławić i święcić właściwie wszystko, co tylko da się pobłogosławić lub poświęcić dzięki magii Dobra. Czysto teoretycznie wie też, jak coś przekląć przy użyciu magii Zła, ale po co miałaby to robić?

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Źródło
Życia [M]Jedna z ulubionych dziedzin Jaenvii. Wykorzystuje ją zarówno do leczenia jak i mniej anielskich działań. Woli dotykać celu, ale jeśli nie ma takiej możliwości, jest w stanie jak gdyby przedłużyć swoje ramię czymś na kształt świetlistego bądź cienistego pnącza, zależnie od używanego zaklęcia. Wydaje się ono być na wpół materialne i poruszać częściowo niezależnie, choć reaguje też na gesty Jae. Jedno z częściej używanych zaklęć wywołuje silny skurcz większości mięśni szkieletowych, utrudniając celowi ruch. Za pomocą tej dziedziny uczy się wzmacniać własną magię mocą ofiary.
Dobra [U]Przyswajana głównie z konieczności. Chociaż Jeanvia nie może odmówić przydatności tych zaklęć w spotkaniu z kimś władającym Piekielną domeną, woli jednak używać innych metod, które uważa za bardziej odpowiednie.
Zła [A]Chociaż jest Aniołem, zdecydowanie najbardziej lubi naukę tej dziedziny. Kieruje nią w dużej mierze zwyczajna ciekawość jak również przekonanie, że poznanie metod wroga pomoże jej skuteczniej go pokonać. Spędziła na studiowaniu zawiłości tej magii długie godziny, ale przez brak nauczyciela, konieczność ukrywania tej wiedzy oraz zakaz wypróbowania większości zaklęć uniemożliwiły jej osiągnięcia czegokolwiek więcej. Na razie.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Narodziny wyczekiwanego dziecka zawsze są radosnym wydarzeniem i błogosławieństwem. Nie inaczej było w przypadku Pahalii i Haniela, choć posiadali już dwóch synów Iaotha i Valoela. Obaj byli już dorosłymi wojownikami, wykonującymi każde powierzone im zadanie na chwałę Najwyższego. Niektórzy twierdzili, że byli w tym wręcz nadmiernie gorliwi, wzorem rodziców, którym co gorsi plotkarze przypisywali fanatyzm. Właściwie mieli w tym wiele racji. Para aniołów za główny cel swego życia uważała służbę Panu i niszczenie wszelkich istot bluźniących Mu samym swym isnieniem. Jak wiadomo, cel uświęca środki, szczególnie tak szczytny.

Jaenvia od pierwszego dnia życia miała wytyczoną przed sobą jasną drogę. Miała stać się kolejnym ostrzem przeznaczonym do ucinania kolejnych łbów piekielnej hydrze. Odziedziwszy po ojcu ciemne włosy, łagodne rysy i zapał do nauki, a po matce talent magiczny i typowe dla aniołów piękno, była bardzo obiecującym materiałem. Obaj bracia byli typowymi wojownikami, posługującymi się długimi mieczami. Młoda anielica często obserwowała ich treningi, szczególnie chętnie te mniej oficjalne, gdy uczyli się wykorzystywania w walce nieczystych zagrywek, czy nawet zakradania się do przeciwnika, by wbić mu ostrze w plecy. Honorowa walka była dobra na pokaz, ale nigdy nie kryli się w rodzinnym kręgu z przedkładaniem nad nią skuteczności przy spotkaniach z piekielnymi, nieumarłymi, czy innym robactwem. Sama skrzydlata dziewczynka uczyła się walczyć dwoma długimi sztyletami. Oficjalnie inna broń była dla niej zbyt ciężka. W rzeczywistości taką klingę (a nawet kilka) łatwiej było ukryć pod sukienką i udawać niewiniątko. Często trenowała rzucanie nimi do celu, czy wyszarpnięcie gdzieś z fałd szaty na tyle blisko udającego nieświadomego brata, by na obronę było zbyt późno. Nikt z całej piątki nie nazywał jednak tych umiejętności skrytobójstwem. W końcu byli Aniołami Światła.

Więcej czasu niż nauce walki wręcz młoda skrzydlata poświęcała studiowaniu ksiąg oraz magii. Wiele godzin przesiadywała nad tekstami traktującymi o Dziedzinie Życia oraz Dobra, poznając pod okiem czujnym okiem innych Niebian metody leczenia, zsyłania na dobre istoty błogosławieństw i odwracania skutków mrocznych zaklęć. W domowym zaciszu przy świetle pojedynczej świecy zgłębiała pisma mówiące o zatrzymywaniu oddechu czy bicia serca. Nocami poznawała mroczniejsze teorie. Wszystko po to, by skuteczniej móc rozpoznać ich ślady i zniszczyć źródło.

Po pierwszym pobycie na Łusce, prostym zadaniu polegającym na obserwowaniu młodego maga i relacjonowaniu drogi, którą podążał wiele się zmieniło. Pechowo jej pierwszy podopieczny zdecydował się na obranie niewłaściwej ścieżki. Iaoth i Valoel zadbali, by swymi plugawymi czynami mężczyzna nie niepokoił już nikogo. Ich siostra zajęła się zgromadzonymi przez niego zapiskami.
- Jaenvia? Co robisz? - jasnowłosa anielica spytała z wyraźną troską, podchodząc szybkim krokiem do ślęczącej nad luźnymi kartkami córką. - Jest środek nocy.
- Czytam, mamo. To naprawdę fascynująca i pouczająca lektura. Spójrz sama. Ten fragment opisuje stworzenie kuli, jak gdyby z czarnego ognia, która ma doprowadzić ofiarę do bólu bliskiego agonii - młodsza skrzydlata wskazała palcem na jeden z akapitów. Pahalia pobieżnie przebiegła wzrokiem po tekście, po czym uśmiechnęła się szeroko i pogłaskała ciemnowłosą po głowie.
- Wroga trzeba znać. Im pilniej będziesz studiować jego metody, tym skuteczniej będziesz mogła go zwalczać. Tylko nie chwal się tą wiedzą. Niektórzy uważają taką gorliwość za… zgubną.
- Nie powinnam skupić się więc na magii Harmonii? Za jej pomocą można odsyłać diabły do Piekła, gdzie ich miejsce. - Dziewczyna spojrzała czujnie na matkę, szykując pióro do sporządzenia własnych notatek i spostrzeżeń na temat zaklęcia. Pahalia zaśmiała się miękko, przeglądając pozostałe karty z opisami plugawej magii.
- Nie, głupiutka. Odesłany Piekielnik powróci. Prędzej czy później. Tylko unicestwiony nie zagrozi już nikomu. Próbowałaś odtworzyć efekty tych zaklęć? Rzucać je? - W głosie kobiety pojawiły się twardsze tony.
- Tak, mamo. Ale tylko tą kulę i tylko na Łusce. Nie zaryzykowałabym takich czarów wśród innych aniołów.
- Udało ci się?
- Udało. Znaczy stworzyłam kulę, tylko nie wiem, czy działa jak powinna - Jaenvia wymamrotała i pochyliła głowę, spodziewając się bury. Zamiast tego poczuła pocałunek na czole i zaskoczona uniosła wzrok. - Nie jesteś zła?
- Skądże! Na kim niby miałaś to sprawdzić? To i tak doskonała wiadomość. Jeśli opanujesz też pozostałe zaklęcia, będziesz miała broń, jakiej nie spodziewa się żaden diabeł czy upadły. Przyniosę ci kilka traktatów, które powinny pomóc zrozumieć ich naturę. Gdy będziesz gotowa, zejdziemy na Łuskę i je przećwiczysz. Jeśli wszystko pójdzie dobrze twoi bracia będą mogli nauczyć się też lepiej kontrować tą magię, chociaż pewnie nigdy nie uda im się opanować żadnej z domen wroga. Hm… zacznij może od tego. Brzmi jakby czerpało trochę z magii Życia, a silny skurcz kilku mięśni może unieruchomić przeciwnika.

Czas po pierwszym zadaniu od Najwyższego początkowo upływał młodej anielicy monotonnie, niemal zaczynała się nudzić. W ciągu dnia uczyła się jasnej magii, czytywała publicznie niegroźne traktaty o zielarstwie, uzdrawianiu, rzadziej dostępne powszechnie księgi zawierające strzępki informacji o Piekle, zamieszkujących je istotach i metodach radzenia sobie z nimi. Pilnie studiowała meandry języka elfickiego i powtarzała gramatykę mowy wspólnej. W wolnych chwilach spacerowała ze skrzydlatymi młodzieńcami, a nawet czasem pozwalała sobie na schadzki w pozornej tajemnicy przed rodziną. Oficjalnie w ramach nauki walki trenowała uniki i trochę strzelała z łuku. Dopiero wieczorem zaczynała faktycznie ćwiczyć pod okiem surowego ojca. A nocami ślęczała do późna nad teorią mrocznych dziedzin magii, próbując zrozumieć samą istotę niebezpiecznych zaklęć i wyszukując pojedyncze słówka w Czarnej Mowie. W Planach Niebieskich trudno było o podręczny słownik tego języka, więc Jaenvia mozolnie usiłowała pojąć ich sens bazując na kontekście zdania, w którym się pojawiło. Całą swoją wiedzę spisywała w śmiertelnie nudnych pamiętnikach. Tworzyła istne grafomańskie potworki mające na celu wyłącznie zniechęcenie potencjalnego czytelnika do zagłębiania się w tekst i wyszukiwania w nim pewnych prawidłowości ukrywających dziecinnie proste szyfry.

Gdy Jaenvia oznajmiła, że opanowała w stopniu wystarczającym teorię kilku interesujących zaklęć, zaczęła częściej schodzić na Łuskę. Zawsze dla pewności towarzyszył jej ktoś z rodziny. Najczęściej korzystali w tym celu ze starej świątyni w Górach Druidów, gdzie rzadko ktoś zaglądał, ale wciąż odbywały się w niej obrządki z okazji różnych świąt. Głęboko w głuszy młoda anielica mogła spokojnie ćwiczyć korzystanie z mrocznej magii. Niedługo zajęło nadgorliwym skrzydlatym znalezienie grzesznika, którego domostwo mogli wykorzystać do własnych celów. Demonolog zyskał szansę odkupienia win poprzez posłużenie Jaenvii w charakterze królika doświadczalnego. Sam Haniel usprawiedliwił takie działanie mówiąc, że cierpienie sprowadzane na człowieka rękami anielicy było jego pokutą. Sama dziewczyna nie była co do tego przekonana i długo dręczyły ją koszmary. Krótkie przesłuchanie, szybka śmierć, rany odniesione w walce były czym innym niż znęcanie się nad bezbronnym. Wiele godzin spędziła na rozmowach z rodzicami i zwierzaniu się ze swoich obaw, zanim ponownie podjęła się nauki. Złe wspomnienia osłodziła nieco nowa biblioteczka w byłej kryjówce demonologa. Tam mogła spokojnie studiować interesujące ją kwestie i składować książki oraz pergaminy, które w Planach wpadłaby w ciężkie kłopoty. Wreszcie nie musiała też ukrywać swoich notatek.

Po kilku miesiącach wypełnionych nieustannymi namowami ojca przełamała się wreszcie i zaczęła trenować mroczną magię w praktyce. Sam stał się jej pierwszym celem, jednocześnie poprawiając własne zdolności kontrowania zaklęć. Gorzej miały się sprawy, gdy Jaenvia miała zacząć ćwiczyć z braćmi. Po pierwszym niezbyt silnym trafieniu w Valoela, gdy ujrzała na jego twarzy grymas bólu sama rozpłakała się i odmówiła współpracy. Uciekła głębiej w las, chcąc się uspokoić.
- Musisz wrócić, mała - miękki głos najstarszego brata sprawił, że kłębek białego pierza skulony pod drzewem zwinął się jeszcze ciaśniej. Zasłonięta skrzydłami postać szlochała bez skrępowania. Dopiero przytulana i głaskana po plecach zdołała odrobinę nad sobą zapanować.
- Przepraszam - zawyła, wtulając się w drugiego anioła. - Nie chciałam cię skrzywdzić. To był zły pomysł!
Valoel chwilę siedział przy siostrze, pozwalając jej się wypłakać, zanim zmusił ją, by na niego spojrzała.
- Jae… A jak na treningach z ojcem nabawiliśmy się siniaków, czy potem mieliśmy zakwasy? Też bolało, ale dzięki temu przeżywamy w walce. Wolę żebyś teraz oberwać parę razy twoimi lżejszymi zaklęciami i nauczyć się przed nimi bronić, niż żeby popieścił mnie czymś podobnym piekielnik, kiedy nie będę przygotowany. Wycieraj nos i wracamy.
- No masz trochę racji. Ale jak pomyślę, że mam sprawiać wam ból jak tamtemu człowiekowi, serce mi pęka. Takie użycie tej magii to zbyt wiele - wyszeptała, wyciągając z sakiewki chusteczkę, by otrzeć twarz i doprowadzić się do porządku. W tym czasie jej starszy brat wstał, otrzepał spodnie i machnął skrzydłami, posyłając żartobliwie w stronę dziewczyny suche liście i drobne gałązki zalegające na ziemi.
- Najważniejsza jest służba Panu. Skuteczna służba. Reszta nie ma znaczenia - oznajmił z mocą, błyskiem w oku i nieco drapieżnym uśmiechem, które świadczyły o zaciętości, uporze i gotowości do każdego poświęcenia. Choć niektórzy uważali, że raczej były to dowody szaleństwa.
- Na chwałę Najwyższego.

Kilka tygodni zajęło Jaenvii, zanim przestała płakać za każdym razem, gdy jej zaklęcia dosięgały celu, jakim podczas treningów byli jej bracia. Zobojętniała na ich krzywdę, wmawiając sobie usilnie, że robiła to dla ich dobra. Oni powoli uczyli się kontrować magię zła, a ona robiła coraz większe postępy, przeplatając ciskane w nich niegroźne dla życia pociski z bardziej śmiercionośnymi, które omijały ich za każdym razem, ale miały na celu ułatwienie rozpoznawania ich i wzmożenie czujności. Całe dziesięciolecia upływały w tym samym rytmie. Nauka, utrzymywanie pozorów, treningi, Dziedzina Niebiańska, Dziedzina Zła, łuk, sztylet, z rzadka misja od Najwyższego, elficki, wspólny, czytanie i pisanie w Czarnej Mowie, okazyjne schadzki z anielskimi młodzieńcami. Z zewnątrz wydawała się dobrze ułożoną, nieśmiałą młodą kobietą. Podczas spacerów po Planach często towarzyszył jej któryś z braci, przez co obaj zyskali łatkę nadopiekuńczych, choć nikogo to nie dziwiło. W porównaniu z barczystymi mężczyznami jedyna córka Haniela wydawała się drobna i delikatna jak kwiat. Chyba nikt nie uwierzyłby, że gdy rodzeństwo pochwyciło żywcem jakiegoś piekielnika, demona czy czarnoksiężnika to właśnie ona była głównym oprawcą, jeśli musieli pozyskać jakieś informacje.
Na codzień była cicha, spokojna, skromnie opuszczała oczy i grzecznie witała każdego kiwnięciem głową lub dygnięciem. Często można było zobaczyć, jak czytała wiersze pielęgnującemu jej skrzydła Iaothowi, który w tym czasie zerkał spod byka na każdego potencjalnego adoratora a niektórym nawet ukradkiem groził pięścią. Gdy przebywała tylko z Valoelem, chętnie leżała mu na kolanach, uparcie próbując wmusić w niego zawiłości elfickiej gramatyki. Ten żartobliwie przekręcał słówka, obserwując irytację siostry. Chętnie żartował i uśmiechem pozdrawiał każdego, chociaż za plecami Jaenvii odbywał znacznie mniej przyjemne rozmowy z każdym młodym aniołem, który wykazywał zbyt duże zainteresowanie jej osobą. Szczególnie takim, który był dość odważny, aby przybyć do ich domu w celu zaproszenia jej na spacer. W takich chwilach obaj bracia udowadniali swoje pokrewieństwo, prezentując za pomocą pantomimy, co mogło czekać adoratora dokładnie w tym samym czasie, gdy dziewczyna wykazywała pełny zachwyt i zapraszała go na herbatę i udawała, że nie wiedziała o przedstawieniu dziejącym się kilka kroków za nią. W rzeczywistości sama zachęcała ich do takich zachowań. Podobali jej się anielscy młodzieńcy, ale wiedziała, że tylko jakiś wyjątkowy mógłby zaakceptować jej mroczne sekrety. No i chciała by jej partner miał przede wszystkim ambicję i pasję równą jej własnej.
W utrzymaniu tajemnicy aktywny udział brała cała rodzina. Regularnie komisyjnie wszyscy oglądali uważnie aurę Jaenvie, a gdy tylko zauważali w niej jakiekolwiek podejrzane szczegóły, zarzucała na jakiś czas naukę mrocznych sztuk, skupiając się w pełni na magii Dobra. Bardziej nawet niż o pozory chodziło wszystkim o utrzymanie jej jak najdalej od ryzyka Upadku. Dobrze wiedzieli, że ich metody nie były w pełni przystające Świetlistym, ale to najmłodsza z ich grona balansowała nieustannie na cienkiej granicy. Wszystko dla chwały Najwyższego.

Jednego dnia, gdy doprowadzała się do porządku w Planach, tuż po powrocie ze szczególnie paskudnego, ale skutecznego przesłuchania grzesznika, podsłuchała Iothela zdającego raport rodzicom.
- To zaszło za daleko. Wiem, że najważniejsza jest służba Panu, ale jakim kosztem? Ona musi przestać - młodszy z dwóch braci mówił cicho, ale wyraźnie było słychać w jego głosie wzburzenie.
- Jae jest skuteczna. To jest najważniejsze. Teraz przez jakiś czas będzie oczyszczać aurę i…
- Matko! Widziałaś ją po powrocie? Tego już chyba nie da się zamaskować. Zmieniła się za bardzo. Ona Upadnie.
- Tego nie wiesz - wtrącił się Haniel, rozdrażniony bezczelnym przerwaniem jego żonie. - Skąd taki pomysł? Od lat radzi sobie doskonale.
- Użyła nowego zaklęcia. Nawet nie widziałem, kiedy je rzuciła. Po prostu dotknęła tego człowieka, a on zaczął się szarpać i wyć. Jaenvia… ją chyba to cieszyło. Uśmiechała się, głaskała go po policzku, a on wyglądał, jakby miał oszaleć z bólu. Powiedziała nawet parę słów w Czarnej Mowie. Myślałem, że umie tylko czytać w tym parszywym języku.
- Zdradziecki padalec - młoda anielica szepnęła do siebie, krzywiąc się z wściekłością. Przysunęła się odrobinę bliżej uchylonych drzwi, by lepiej słyszeć odbywającą się za nimi rozmowę.
- Twoje słowa mnie martwią, Iothelu. Nie możemy pozwolić, żeby Upadła. Jeśli dojdzie do sądu, nikt nie zrozumie naszych działań. Motyw nie będzie miał znaczenia.
- Należy zapobiec jej Upadkowi. Bez względu na koszty - Pahalia wymamrotała, z wyraźnym zmartwieniem i bólem w głosie.
Jaenvia nie musiała dłużej podsłuchiwać. Znała stanowisko rodziny względem Piekielnych, szczególnie Aniołów, którzy odwrócili się od Najwyższego. Za każdym razem, gdy pojawiał się ich temat, oboje rodzice zgadzali się co do jednego - lepiej było unieszkodliwić skrzydlatego zanim wzmocnił szeregi wroga. A w razie potrzeby ścigać zdrajcę należało do samego Piekła. Szybkim krokiem udała się do swojego pokoju, nie chcąc wzbudzać żadnych podejrzeń biegiem. Tam zaczęła pospiesznie się pakować. Musiała uciec. Ukryć się gdzieś na Łusce, dopóki nie będzie w stanie oczyścić swojego imienia i aury. Nie zamierzała Upadać. Ale nie chciała też zginąć z ręki kogoś z rodziny. Na szczęście większości rzeczy nie zdążyła jeszcze wypakować po powrocie.
- Co robisz, mała? - Zaskoczona anielica upuściła kołczan ze strzałami, które rozsypały się po podłodze i obróciła ze sztyletem w dłoni. Odetchnęła z ulgą, gdy dostrzegła nonszalancko opartego o futrynę najstarszego brata. Ten spojrzał na wypełnioną do połowy torbę i przekrzywił z ciekawością głowę. - Iść z tobą?
- Nie, muszę coś załatwić sama. Ale dziękuję. Możesz odprowadzić mnie na Łuskę, muszę zabrać parę rzeczy z kryjówki - mruknęła, zbierając pociski. Starała się nie patrzeć na Valoela, by nie dojrzał przerażenia na jej twarzy. Bała się, że może i on znał już plan rodziców i miał ją zatrzymać. Pospiesznie wrzuciła do torby jeszcze kilka szmatek, zakrywając nimi dodatkowe sztylety. Wtedy poczuła na ramieniu mocny uścisk palców i zareagowała odruchowo. Podniosła własną na wpół zaciśniętą w pięść dłoń, wewnątrz której kłębił się w formie sfery gęsty, ciemny dym, a same centrum kuli stanowił błyszczący fioletem punkt. Oczy skrzydlatej lśniły bursztynem od wzbierającej w niej magii. Natychmiast strzepnęła palcami, pozbywając się zaklęcia i spojrzała na brata, pobladła na twarzy. On wcale nie wyglądał spokojniej. Oboje wiedzieli, że czar z dziedziny Piekielnej mógł ściągnąć na jej głowę połowę wojowników Nieba. Barczysty anioł chwycił bagaż siostry i popchnął ją do wyjścia z pokoju.

- Znajdę cię, gdy się uspokoi. Co cię tak wzburzyło? - Valoel spytał, gdy dotarli do dawnego domku demonologa i obserwował, jak jego siostra pakowała najważniejsze dla siebie rzeczy: notatniki zawierające zbieraną przez lata wiedzę. Uśmiechnął się nawet lekko, gdy zabrała inakust oraz wielkie czarne pióro. Osobiście wyrwał je kiedyś Upadłemu i podarował jej do pisania.
- Muszę czemuś zapobiec. Nie będziesz miał kłopotów?
- Większość ma mnie za durnego mięśniaka i czarusia. Magia? Nie rozpoznałbym nawet, jakbym dostał nią w twarz. - Ucałował Jaanvię w policzek, uścisnął mocno, po czym obserwował, jak odlatywała. Dopiero wtedy westchnął ciężko i pokręcił głową. - Założę się, że czegoś mi nie powiedziałaś, mała. Dowiem się, spokojnie.

Dane gracza: Jaenvia

Nazwa użytkownika:
Jaenvia
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Kelisha, Cętka, Ieldarisa, Finua, Alia, Rakell,
Martwe postacie:
Sena
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N kwi 08, 2018 1:27 pm
Ostatnia wizyta:
Pt paź 19, 2018 9:17 pm
Liczba postów:
1 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.01 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o sprawdzenie KP
Wt paź 16, 2018 6:29 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 100.00% postów użytkownika)
cron