Oglądasz profil – Llewellyn

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Llewellyn Lóhere
Rasa:
Panterołak
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
63 lat
Wygląda na:
35 lat
Profesje:
Myśliwy
Majątek:
Dostatni
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Nie najmłodsza już i lekko wytarta, dominująca tutaj cyna błyska wyraźnie, splatając się ze wstęgowymi, soczystymi łanami barachitu. Sama aura wydaje się być umiarkowanie ostrożna, ale nie wroga, wręcz przeciwnie. Szafir, który lśni pogodnie odbijając się w gładkim metalu dodaje jej łagodnego posmaku i nieco otwartości. Panuje tutaj zupełny bezdźwięk, ale niby w zamian, otoczenie wypełnia intensywny zapach mokrej ziemi poruszonej krokami wędrowca oraz czegoś jeszcze. Po chwili w drugiej gorzkawej nucie rozpoznasz woń mokrej panterzej sierści. Jako ostatni smaczek pojawi się odrobina kwaskowości, którą ledwo da się rozpoznać. Szybko jednak zastąpi ją wyraźna lepkość, zupełnie jakby chciała ona ją zakryć. Gdy spróbujesz dotknąć ciekawych wzorów cały czas powoli pływających przed twoimi oczami, wyczujesz ostre brzegi i ich dość twardy opór. To jednak co na koniec najbardziej przyciągnie twoją uwagę, to będzie niespotykana wręcz giętkość, kończąca prezencję tej aury.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Llewellyn
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Llewellyn

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
2 lat temu
Ostatnio aktywny:
1 tydzień temu
Liczba postów:
20
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.03)
Najaktywniejszy na forum:
Ruiny Nemerii
(Posty: 16 / 80.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Las otaczający Ruiny] Na co trupom kosztowności?
(Posty: 11 / 55.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, raczej wytrwały, wytrzymały
Zwinność:bardzo zręczny, bardzo szybki, precyzyjny
Percepcja:wyostrzony wzrok, dobry słuch, czuły węch, pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:ineligentny, silna wola
Prezencja:Ładny, nieokrzesany

Umiejętności

ŁucznictwoMistrz
wytwarzanie strzał.Podstawowy
PolowanieEkspert
oprawianie zwierzyny.Podstawowy
PrzetrwanieBiegły
GimnastykaBiegły
UnikiBiegły
TropienieBiegły
Targowanie sięBiegły
Skradanie sięBiegły
BestiologiaZaawansowany
Zastawianie pułapekOpanowany
GeografiaOpanowany
Czytanie i pisanieOpanowany
MeteorologiaOpanowany
WspinaczkaOpanowany
Gra na instrumencie [lutnia]Opanowany
Wyłącznie proste melodie, a i grając je zdarza mu się popełniać błędy, choć mało rażące.
KamuflażOpanowany
RysowaniePodstawowy
Sprowadza się do prostych szkiców węglem.

Cechy Specjalne

Przemiana w śnieżną panteręRasowa
Zmiennokształtny potrafi przybierać formę białej, cętkowanej pantery o długim, puszystym futrze, pozwalającym znosić mroźne klimaty. Zmienia się szybko i bezboleśnie.
Widzenie w ciemnościachRasowa
Zarówno w ludzkiej postaci jak i po przemianie potrafi doskonale widzieć po ciemku, o ile w pobliżu występuje chociażby najmniejsze źródło światła.
Euforia (podczas nowiu)Rasowa
Nów to pora, w której wszystko się zmienia. A raczej, on się zmienia - nie tylko z wyglądu (zwykle przybiera wówczas swoją postać pantery) ale też z charakteru. Popada w niesamowity zachwyt, śmieje się, bawi i podejmuje nieprzewidywalne działania. Ciężko mu ustać w jednym miejscu, a jego zachowanie znacznie upodabnia się do zwierzęcego. Co prawda nadal kontaktuje, jednak o ile skupienie się na czyichkolwiek słowach sprawia mu pewną trudność, tak w czasie nowiu dodatkowo to się nasila. Poza tym, wykazuje się całkowitym brakiem cierpliwości. Można więc się domyślić, że podejmowane wtedy przez niego decyzje nie należą do najrozsądniejszych.
Kocie aspektyRasowa
Panterołak może przybrać dwie formy: jedna jest w pełni zwierzęca, druga natomiast bardzo bliska ludzkiej. Nadal jednak nikt nie byłby w stanie pomylić go z tym pospolitym gatunkiem - już prędzej nazwano by go kotołakiem, a wszystko to za sprawą małych, futrzastych uszu na czubku głowy oraz długiego, puchatego ogona. Aczkolwiek zwierzęce przymioty nie kończą się na wyglądzie zewnętrznym — ma także podobny system nerwowy, co sprawia, że pomimo przebywania w postaci humanoidalnej wydaje z siebie ciche, mimowolne mruczenie, gdy jest szczęśliwy lub smutny, natomiast w sytuacji zagrożenia umie bestialsko ryknąć, aby odstraszyć potencjalne zagrożenie. Dzięki temu potrafi również porozumiewać się ze swoimi krewniakami - jest w stanie zrozumieć każdego kotowatego, a każdy kotowaty jest w stanie zrozumieć jego.
Słaba głowaUłomność
Llewellyn szybciej niż większość ludzi przyswaja alkohol. Wystarczy niewielka ilość, aby stał się kompletnie pijany.
Lęk przed pająkamiWada
Jest to cecha, która towarzyszy mu od najmłodszych lat. Zmiennokształtnemu nigdy nie udało się przezwyciężyć swojego strachu przed tymi pajęczakami i zawsze stara się trzymać od nich jak najdalej.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Kieszonkowa ArmillaZaczarowany
Prosta, metalowa bransoletka noszona przez panterołaka nad kostką lewej nogi. Zwykle ukryta pod ubraniami, bynajmniej nie służy do ozdoby - za sprawą rzuconego nań czaru jest w stanie przechować łuk, kołczan ze strzałami, a także aktualnie noszony ubiór po przemianie w panterę, choć ona sama pozostaje na swoim miejscu. Llewellyn otrzymał ją od pracodawcy w Rapsodii w ramach premii.
Łuk ŁowcyWyjątkowy
Jedyny przedmiot, który pozostał po jego przybranym ojcu. Panterołak używa go od samego początku i dba o niego najlepiej jak potrafi. Jest już jednak wysłużony i dość... niepewny. Mężczyzna wcześniej czy później będzie musiał zamienić go na nowy, choć zrobi to z wielkim bólem i zapewne zachowa go jako pamiątkę.

Charakter

O Llewellynie nie można powiedzieć złych rzeczy - chyba tylko to, że od czasu do czasu zdarza mu się pobłądzić myślami za daleko i w ten sposób utracić chwilowo łączność z otaczającym go światem. Nie jest to typowa ani szczególnie drażniąca wada, a samemu panterołakowi ciężko nad nią zapanować. Raz analizuje wszystko z jak największą dokładnością i bez szczególnej przyczyny, zaś kiedy indziej zatapia się we wspomnieniach, które wywołać mógłby najmniejszy drobiazg. Oczywiście w im poważniejszej sytuacji się znajduje, tym trudniej rozproszyć jego uwagę, choć nadal w jego głowie może pojawić się zagwozdka typu "Dlaczego krasnoludy są niskie?". Pytania, które sam sobie zadaje, doprowadzają do różnych konkluzji, czasem wręcz absurdalnych. Zwykle jednak nie burzą one jego toku postępowania. Nie jest naiwny, a każde swoje założenie, choćby nie wiem jak logiczne i akuratne mogłoby się wydawać, musi zostać potwierdzone. Kieruje się przede wszystkim rozsądkiem, ale i dobrą wolą - nie zostawi bezbronnej istoty w potrzebie, a przebaczanie komuś, kto żałuje za swe uczynki, przychodzi mu łatwiej niż wielu ludziom. Oczywiście zależy to również od stopnia przewinienia... i skruchy.
Mężczyzna stara się być precyzyjny. Z każdej porażki próbuje wyciągnąć jakąś lekcję i nie popełniać dwa razy takich samych błędów. Ma zadatki na dobrego nauczyciela, bo nie brakuje mu także cierpliwości. Czasami jednak instynkt przeszkadza mu w zrozumieniu innych istot. Przeważnie go słucha, choć w sytuacji, gdy zagraża on jego kodeksowi moralnemu, Llewellyn robi wszystko, aby zdusić kotłującą się w jego wnętrzu panterę.
Wierzy w siebie oraz w swoje możliwości, choć stara się ich nie przeceniać. Trudno więc powiedzieć, jakoby pałał nadmierną pewnością siebie, jednak jest zadowolony z osoby, którą się stał przez te wszystkie lata. Wie, że dobrze uczynił, dając rasie ludzkiej drugą szansę i nie oceniając całej reszty przez pryzmat zabójców bliskiej mu osoby. Chce postępować tak, aby nie przynieść ujmy swemu nazwisku i dokonywać czynów, z których jego zmarły ojciec mógłby być dumny.
Co zaś się tyczy preferencji, białowłosy lubi dźwięk lutni i krasnoludzkie wino. Wielką satysfakcję czerpie ze zwiedzania. W widoki, które uzna za conajmniej piękne, mógłby się wpatrywać godzinami. Choć nie jest wścibski, to można powiedzieć, że do jego ulubionych zajęć należy również zaspokajanie własnej ciekawości, w tym odkrywanie nieznanych miejsc, tajemnic, plotek...
A czego panterołak nie lubi? To proste - nie lubi, lęka się i brzydzi... pająków. Zwykle stara się trzymać od tych patykowatych, krwiożerczych bestii z dala i nijak ich nie prowokować.

Wygląd

Postać humanoidalna:
Panterołak jest osobą o przeciętnym wzroście i szczupłej sylwetce. Pomimo stosunkowo niewielkiej krzepy, ma lekko zarysowane mięśnie, wyrobione codziennymi wypadami do lasu i gonitwą uciekającej zwierzyny. Jego skóra jest niezwykle blada, wręcz biała, podobnie zresztą jak długie do łopatek, nieco falowane włosy, samodzielnie, choć niedbale przystrzyżona broda, mało wyraziste brwi oraz znikome, krótkie rzęsy. Dochodzą do tego nadające mu sennego wyglądu, mocno zapadnięte oczy o dużej tęczówce w kolorze sinym oraz niektóre kocie aspekty, a dokładniej - pokryte szarymi cętkami niewielkie uszy na czubku głowy i długi, puszysty ogon. Ze względu na wszystkie te cechy, większość ludzi bierze go po prostu za kotołaka o bardzo jasnym umaszczeniu, bądź za dotkniętego albinizmem (zależnie od wykształcenia danej osoby). Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, iż nie każdy panterołak charakteryzuje się dużą ilością melaniny, dlatego też, dopóki nie przybierze swojej zwierzęcej formy, musi znosić miano zwykłego dachowca, co, swoją drogą, jakoś bardzo mu nie przeszkadza. Bądź co bądź, oba te gatunki można uznać za całkiem podobne, pomimo odmiennej genezy...
Postawa zmiennokształtnego oraz jego sposób wypowiedzi nie wskazują ani na nadmierną pewność siebie, ani na przeważającą w nich dumę. Jeśli nie ma potrzeby się śpieszyć (a czasami nawet wtedy, gdy takowa istnieje), spaceruje powoli w wielkim zamyśleniu, nie zwracając uwagi na otoczenie. Nie rozgląda się i zwykle też nie zatrzymuje, aby coś dokładnie zbadać, o ile kątem oka nie wyłapie czegoś, co go w jakiś sposób zaciekawi, bądź wykaże się nadzwyczajnym pięknem - i w tym wypadku może chodzić o absolutnie wszystko, choć przeważnie są to miejsca, bądź istoty żywe.
Nie mówi ani za głośno, ani zbyt cicho, ale na pewno stara się to robić zrozumiale. Zwykle nie śpieszy się z tym, chce być dokładny. Czasem jednak do jego wypowiedzi wkrada się chaos. Zdarza się, że całkowicie ją urywa, gdyż jego uwagę przykuje coś innego. Natomiast co do samego głosu, to nie można go nazwać zbyt szczególnym - jest barytonowy i lekko ochrypły. Brzydki, ładny? Drażniący, przyjemny? Raczej nic z tych rzeczy. To typowy, męski głos, którego z pewnością nie można porównać do brzmienia u płci przeciwnej. Za każdym razem, kiedy panterołak zmienia miejsce zamieszkania, uczy się lokalnego akcentu. Wychodzi mu to z zadziwiającą łatwością, a kolejną zaletą jest to, że raz poznanego już nigdy nie zapomina.
W doborze ubrań stawia głównie na praktyczność, choć lubi się od czasu do czasu dobrze zaprezentować. Na polowania chodzi wyłącznie w takich, które nie krępują jego ruchów. Ostatnimi czasy jest to luźna, obwiązana grubym paskiem skóry pistacjowa tunika, która, choć podarta tu i ówdzie, nadal doskonale spełnia swoją rolę.
Na miasto zmiennokształtny woli zakładać coś bardziej elegantszego, a co ważniejsze - z większą ilością kieszeni, w których mógłby bezpieczniej przechowywać swoje uczciwie zarobione monety. Do tego sprawdza się zarówno szara, lekko wyświechtana kamizelka z jasną koszulą pod spodem oraz całkiem nowy skórzany płaszcz o hebanowym odcieniu. Jeżeli chodzi o ubiór od pasa w dół, panterołak ma dwie, niemal identyczne pary bawełnianych spodni w kolorze grafitu. Jedne zakłada wyłącznie na polowania, toteż są w gorszym stanie od tych drugich i łatwo jest je rozróżnić. W przypadku butów sprawa ma się najprościej - posiadając wyłącznie jedną parę, można szybko i łatwo wskoczyć w rozchodzoną skórę i zapiąć na dwie, stalowe klamry, nie marnując czasu na dumanie, czy aby na pewno będą pasować do aktualnego stylu.
Istnieją jednak przedmioty, z którym nie rozstaje się niezależnie od tego, czy kroczy samotnie między drzewami, czy siedzi w karczmie na spotkaniu towarzyskim. Chodzi mianowicie o jego metalową bransoletkę noszoną nad kostką lewej nogi, a także ulubioną broń, będącą jednocześnie pamiątką po przybranym ojcu - łuku z jałowca, który przez większość czasu spoczywa na jego plecach wraz z kołczanem wypełnionym po brzegi strzałami.

Postać zwierzęca:
W tej formie zmiennokształtny nie różni się niczym od przeciętnego irbisa śnieżnego, nie licząc nieco większego rozmiaru i bladoniebieskich tęczówek, które mają identyczny odcień jak te w jego ludzkiej postaci. Jest to duży, śnieżnobiały kocur o krępych łapach, puchatym ogonie i długim, gęstym futrze, niemal całkowicie pokrytym szarymi cętkami. Wzdłuż gardła, klatki piersiowej oraz brzucha ciągnie się natomiast pasmo czystej bieli. Na tylnej lewej łapie nosi metalową bransoletkę, którą niełatwo zauważyć z racji małego kontrastu pomiędzy nią a otaczającą ją sierścią. Ostre kły wraz z długimi pazurami są najskuteczniejszą bronią panterołaka, a kocie ślepia o zmieniających swój kształt źrenicach umożliwiają doskonałe widzenie nawet przy wyjątkowo słabym świetle.

Historia

Dawno temu, koło mroźnych gór Alaranii, żyła para kupców. Handlowali futrami, skórami oraz mięsem miejscowych zwierząt. Po ich starej, podniszczonej chacie można było odgadnąć, że nie mieli grosza przy duszy.
Interes się nie kręcił, bo miejscowych było mało, a każdy, kto tamtędy przejeżdżał, mówił, że już nigdy nie wróci. Prawda to była, bo takich już nie widziano. Mieli jednak rację — z jakiego powodu ktokolwiek miałby tam wracać? A co dopiero mieszkać. Mróz przeszywał na wskroś, a z nieba ciągle padał śnieg. Tubylcy nie mieli jednak ochoty słuchać tych "bzdur". Ciągle się wymigiwali, mówiąc, że zwierzęce futra są wystarczające, że zimne dania są smaczniejsze, a gospoda przecież była. Nie była wielka, nie miała wiele do zaoferowania, ale była. W tamtejszych rejonach ogień można było zobaczyć jedynie w gospodzie. Mieszkańcy ustalili między sobą, że drewno na opał przeznaczone będzie do wykorzystywania jedynie w tym budynku. Zrobili tak, gdyż zapasy się kończyły, a za drzewami, po każdorazowej ścince, trzeba było chodzić coraz dalej. Codziennie, prawie każdy człowiek, przychodził się tam rozgrzać. Obcy nie wiedzieli, dlaczego tamtejsi ludzie nie zrezygnowali z tego mroźnego pustkowia na rzecz lepszych warunków. Uważali ich za upartych durniów, którzy lubią szkodzić samym sobie. Miejscowi mieli jednak pewien powód, aby tam żyć. Ważny, według nich, powód. Byli potomkami ludzi, którzy tam żyli. Ludzi nieustępliwych i hardych, mężnych i szlachetnych. Byli spadkobiercami tamtejszych ziem i dziedzicami starych tytułów. Niewielu ludzi pamięta, jakie to były tytuły, ani że jakiekolwiek były. Mimo to, byli dumni, a niektórzy nigdy nie zapomnieli. Nie zapomnieli o swych przodkach. O tym, że byli jednymi z pierwszych... panterołaków.
Oczywiście nie wszyscy o tym wiedzieli. Inni myśleli, że ich przodkami byli wysoko postawieni szlachcice. I tak brzmiała prawda. Poniekąd.
Takim też miejscowym — ubogim kupcom — urodziło się dziecko. Jakże wielkie było ich zdumienie, gdy zobaczyli, że niemowlę posiadało białe, kocie uszy i puszysty ogonek tego samego koloru. Oprócz tych dziwnych cech, jego skóra przybrała papierowy odcień, a oczka były bladoniebieskie. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta, byli dość nieprzyjaznymi ludźmi, choć to pewnie za mało powiedziane. Wściekli się, a jednocześnie popadli w ogromny smutek. Uważali to dziecko za skazę, za przekleństwo. Postanowili się go pozbyć. Początkowo chcieli zabić niemowlę, ale po chwili zastanowienia postanowili je sprzedać. I tak też uczynili, dziwiąc się, że udało im się wziąć za malca aż trzydzieści pięć ruenów. Natomiast "zakupu" dokonał tutejszy myśliwy.
Miał na imię Bastian Lóhere. Był on uprzejmym, powszechnie szanowanym członkiem ich małej społeczności. To właśnie on dowodził na wyprawach oraz prawie zawsze uczestniczył w ścinkach. Często jego pomoc bywała nieoceniona. Kiedy prowincję odwiedzały zbłąkane drapieżniki, był pierwszym, którego strzały kładły zwierzęta na ziemię. Czasami jednak zdawałoby się, jakoby różnił się od reszty. Rzadko zaglądał do karczmy, nie odwiedzał sąsiadów, nawet jego domek stał dalej niż inne.
Gdy wrócił do domu, owinął dziecko w grube, kocie futro.

Bastian wiedział kim, a raczej czym, było to dziecko. Było panterołakiem, zupełnie jak on. Każdego dnia opiekował się chłopczykiem, obserwował jego pierwsze przemiany i pomagał mu. Z roku na rok, pałał do niego coraz większą troską. Kochał go i traktował jak własnego syna. Nie zamierzał jednak niczego ukrywać. Powiedział mu o tym, że został adoptowany, a wtedy stało się coś zaskakującego. Chłopiec przytulił mężczyznę i zaczął się śmiać z radości. Powiedział mu, że kocha go jeszcze bardziej za to, że nie chcieli go jego właśni rodzice, a zupełnie obcy człowiek dał mu miłość i wspaniałe życie. Bastian, pomimo wielkiego zaskoczenia, uronił kilka łez szczęścia i przytulił do swego syna.
Łowca nauczył Llewellyna wszystkiego, co potrafił — od darów panterołactwa po jego własne zdolności. Chłopiec szybko przyswoił sobie umiejętności strzelania z łuku, polowania, tropienia i wreszcie samego przetrwania. Był niezwykle zdeterminowany, aby zostać tak dobry, jak swój ojciec. Będąc panterą, Bastian pokazał mu, jak zakamuflować się w ośnieżonej połaci, w jaki sposób podkraść się do nieświadomego kozła oraz jak przewidywać pogodę.
Dla takiego fachu, targowanie się jest ważną częścią szkolenia. Aby je kontynuować, Bastian i Llewellyn wybrali się do garbarza. Wzięli ze sobą cztery białe króliki. Llewellyn założył duży, szary kapelusz, żeby zamaskować swoje uszy. Stojąc u drzwi, usłyszeli rozmowę wewnątrz chaty. Z niejakim zdziwieniem przyznali, że część głosów należała do znajomych kupców. Prawdopodobnie ubijali właśnie interes. Łowca i jego uczeń nie zamierzali jednak czekać. Otworzywszy drzwi, przyciągneli spojrzenia tych kilku osób. Kobieta od razu rozpoznała w chłopaku swojego dawno porzuconego syna. Wciąż bała się go, a jednocześnie nienawidziła, za jego odmienność. Uważała go za potwora, i tak właśnie krzyknęła. Jej mąż wlepił swój nienawistny wzrok w tego "pół-człowieka". Garbarz widocznie przestraszony nagłym, panicznym jękiem żony kupca, zapytał, co się stało. W tym czasie kupiec podszedł do dziecka i wyciągnął rękę, aby zdjąć mu kapelusz. Myśliwy zareagował na ten ruch i szybko zacisnął swoją dłoń na jego nadgarstku. Tamten natomiast, spojrzał mu prosto w oczy, a jego wzrok mówił jasno, że mężczyzna pożałuje tej decyzji. Po chwili kupiec wraz z żoną wyszli w pośpiechu. Młody Llewellyn powoli wypuścił powietrze z ust. Bastian przykucnął obok niego i pogłaskał go po głowie. Nie mieli ochoty zostawać tu dłużej, więc gdy tylko załatwili sprawy z królikami, wrócili do chatki.
Kilka miesięcy później, młody Lóhere, wracając z polowania, natknął się na ludzki zapach. Był on niezwykle intensywny, nie rozpoznał w nim jednak tego kupców, co pozwoliło mu się nieco rozluźnić. Mimo wszystko był bardzo zaskoczony, jego ojciec nigdy nikogo nie zapraszał. Podkradł się pod drzwi i zaczął nasłuchiwać. Usłyszał głosy należące do jego ojca i garbarza. Bastian przypominał scenę u garbarza sprzed kilku miesięcy. Drugi mężczyzna, prawie szeptem, powiedział, że wykryli łowcę i planują go pogrzebać wraz z jego synem. W tej chwili chłopiec oddalił się cichutko. Postanowił nie przeszkadzać im i na razie zapomnieć o tym, co usłyszał. "Zostaw to ojcu,"- powtarzał sobie -"przecież on wszystko wie."
Llewellyn spał przez dłuższy czas i nim się zorientował, słońce było już wysoko, a śnieg padający od dawna, ustał. Wstał i zorientował się, że nie ma jego ojca. Podszedł do stołu, na którym leżała kartka. Wyczytał z niej, że pod dom któregoś z mieszkańców wioski podszedł niedźwiedź, po czym łowca wziął swój ulubiony łuk i pobiegł go upolować. Młody panterołak czytając kartkę, poczuł silną woń spalenizny, usłyszał skwierczenie, a potem dym. Nagle wszystko stanęło w płomieniach. Przerażony chłopiec zaczął szukać drogi ucieczki. Zmienił się w panterę i wyskoczył przez okno. Zaczął się tarzać w śniegu, aby ugasić ogień na sierści, a potem jak najszybciej pobiegł za tatą.
To, co wtedy zobaczył, całkowicie go złamało. Tłum ludzi, złożony z około dwudziestu osób, obserwował, wiwatując, jak myśliwy, został przywiązany do słupa, a następnie podpalony. Llewellynowi uszy pękały od krzyków jego ojca. W jednej chwili, zaryczał głośniej niż kiedykolwiek, a z jego klatki piersiowej wydobyło się ciche mruczenie. Lud po usłyszeniu tak przeraźliwego odgłosu, osłupiał z przerażenia. Chłopiec podbiegł prędko do ojca, jednak było już za późno. Kolejny raz zaryczał, a potem dostrzegł wśród tłumu kupca i jego żonę. Tych samych, na których wpadli u garbarza i tych samych, którzy byli jego rodzicami. Nigdy nie miało to dla niego znaczenia, a szczególnie teraz. Podszedł do obu i, w przypływie gniewu pchanego zwierzęcym instynktem, pojedynczo rozszarpał ich swymi pazurami. Po latach żałował jedynie swojej bezsilności w obliczu umierającego rodzica, a ofiary panterołaka bądź co bądź i tak uważały go za potwora. Zebrani ludzie, obserwujący całe zajście, popadli w panikę i rozpierzchli się do swych domów. Został jedynie garbarz. Llewellyn spojrzał na niego nieufnym wzrokiem i zawarczał. Skąd miałby wiedzieć, czy to nie on dopuścił do tego, że łowca stał się zwierzyną? Skąd miałby wiedzieć, że go nie wydał? Mężczyzna jednak nic nie powiedział. Wyciągnął zza pleców ulubiony łuk Bastiana, którego myśliwy wziął, aby zapolować na rzekomego niedźwiedzia. Llewellyn spojrzał na broń i pogrążył się w myślach, przy czym mruczał ze smutku. Obwiniał się o jego śmierć -"Czemu postanowiłem o tym zapomnieć? Czemu tam nie wszedłem? Czemu zaspałem?". Garbarz powiedział, że myśliwy był jego przyjacielem. Powiedział Llewellynowi, aby się nie obwiniał, że tego chciałby jego ojciec. Na te słowa, panterołak kiwnął głową. Ostatni raz zerknął na szczątki swego ojca, a potem wziął łuk w pysk i pobiegł przed siebie.

Minęło pięćdziesiąt długich lat. Od tamtej pory, Llewellyn wędrował po świecie, szukając miejsca, które mógłby zagrzać. Kiedyś Bard w Fargoth nauczył go grać na lutni. Innym razem podpatrzył, jak pewien medyk szkicuje ludzką sylwetkę, co wydało mu się ciekawe. Odwiedzał wiele krain i miast, a także widywał mnóstwo stworzeń. Jedne były podobne do niego, inne wyglądały... cóż, zupełnie inaczej. Tak czy owak, nie chował urazy wobec ludzi - poznawszy ich więcej pogodził się z tym, że nie wszyscy są źli. A najbardziej z wszystkich istot polubił Fellarian. Ich wielkie, majestatyczne skrzydła pozwalały wznieść im się naprawdę wysoko, co kojarzyło mu się z wolnością i swobodą.
Zamieszkał w Rapsodii, został tamtejszym myśliwym. Jest zadowolony z obu tych rzeczy i z tego, kim się stał. Choć nie ma większego celu w życiu, to nie znaczy, że nie jest ono ciekawe.

Posiadłość

Lokalizacja: Rapsodia, las na skraju miasta
Nim miniesz kilka drzew, ujrzysz niewielki, drewniany domek z dwuspadowym dachem i przybudówką na tyłach. Nie wygląda za ciekawie - ozdobiony skąpo, jedynie dużym, jelenim łbem utwierdzonym nad drzwiami przyciąga jakąkolwiek uwagę. Nietrudno odgadnąć, czym trudni się osoba zamieszkująca ową chatę.
Po przestąpieniu wysłużonych, nieznośnie skrzypiących drzwi wejściowych, odkrywa się przed tobą ciasna, słabo oświetlona izba. Już na starcie można poczuć lekko drażniącą nozdrza woń dziczyzny, ale szybko zostaje ona zagłuszona świeżym i wyrazistym zapachem lawendy. Od lewej do prawej ciągną się kolejno: duże, futrzane posłanie, niewielki stolik z parą porozsuwanych krzeseł, półki na nieliczne, gliniane naczynia oraz skrzynia na ubrania bądź drobiazgi. W całym pomieszczeniu wychwycić można wymieniane co jakiś czas purpurowe kwiaty o niezwykle jasnym odcieniu. Czyżby właściciel przepadał za ich zapachem? Na dodatek chata wygląda, pomimo pewnych niedoskonałości, czysto i schludnie. Panterołak dba o nią i pilnuje, by nie zamieniła się w wylęgarnię pająków...
Do aneksu wchodzi się od zewnątrz. Służy jako magazyn na pułapki, łopaty, dodatkową broń, ale też zepsute, nie nadające się do użytku przedmioty, bądź takie, z których nie korzysta się na co dzień. Również to miejsce wygląda na uprzątane, choć kto wie, jaka włochata bestia może czaić się w mniejszych zakamarkach...
  • Najnowsze posty napisane przez: Llewellyn
    Odpowiedzi
    Odsłony
    Data