Oglądasz profil – Hamartia

Ta postać nie została jeszcze zaakceptowana
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Hamartia "Orędowniczka Śmierci"
Rasa:
Przemieniony
Płeć:
Kobieta
Wiek:
78 lat
Wygląda na:
30 lat
Profesje:
Alchemik, Badacz, Rzemieślnik
Majątek:
Dostatni
Sława:
Nieznany

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Hamartia
Grupy:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Hamartia

Pola kontaktu widoczne tylko dla zalogowanych użytkowników.

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
3 tygodnie temu
Ostatnio aktywny:
1 tydzień temu
Liczba postów:
0
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.00)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, raczej wytrwały, delikatny
Zwinność:niezdarny, b. niedokładny
Percepcja:kiepski węch, pozbawiony smaku, pozbawiony czucia, wyostrzony zmysł magiczny
Umysł:bystry, błyskotliwy, silna wola
Prezencja:brzydki

Umiejętności

AlchemiaMistrz
BalwierstwoBiegły
GotowaniePodstawowy
ZielarstwoPodstawowy
BestiologiaPodstawowy
SzamanizmPodstawowy
RytualizmPodstawowy
ReligioznawstwoPodstawowy
PoliglotyzmPodstawowy
Pismo runicznePodstawowy
MeteorologiaPodstawowy
MatematykaPodstawowy
HistoriaPodstawowy
FizykaPodstawowy
CzasologiaPodstawowy
AnatomiaPodstawowy
BotanikaPodstawowy
MedycynaPodstawowy
KrawiectwoPodstawowy
Łatwiej przychodzi jej zszywanie ran aniżeli odzienia.
TresuraPodstawowy
Przy pomocy magii emocji
TorturowaniePodstawowy
Tylko wiedza teoretyczna
KartografiaPodstawowy
HodowlaPodstawowy
JubilerstwoPodstawowy
Czytanie aurPodstawowy
Sporządzanie truciznPodstawowy
Odnajdywanie portali/źródeł magiiPodstawowy
PowożeniePodstawowy
Pisanie i czytaniePodstawowy
NekromancjaPodstawowy

Cechy Specjalne

Przeszywające spojrzenieDar
Odporność na truciznyAtut
w tym alkohol
PrzemienionaRasowa
ZatracenieWada
KotwicaSkaza
Wadliwy OżywieniecPiętno

Magia: Inkantacje

IstnieniaAdept
PorządkuCzeladnik
Wzmacnianie kręgów magicznych
EmocjiUczeń

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Wygląd

Historia

14 dnia Miesiąca Dzika, 227 r.e.a. cyrulikowi z Valladonu urodziła się córka.
Niedługo po tym jego żona zmarła w wyniku ciężkiej choroby. Mężczyzna sam opiekował się dzieckiem, choć nie rozpieszczał go tak, jak tego pragnął. To dlatego, że nie życzył mu swojego losu. Zamierzał wychować je na silną osobę, która będzie w stanie znieść ponure uroki życia i cierpienie nie oszczędzające nikogo.
Hamartia nauczyła się od ojca wiele: balwierstwa, podstaw medycyny, anatomii i krawiectwa a także zachowania spokoju w ciężkich sytuacjach. Nie odwracała wzroku przy spuszczaniu krwi, nieprzyjemnych operacjach czy publicznych egzekucjach. Wiele razy widziała, jak ludzie umierają. Było to dla niej naturalne, czego nie można powiedzieć o odczuwaniu empatii.

23 dnia Miesiąca Smoka, 240 r.e.a. do rodzinnego zakładu zawitało mnóstwo klientów.
W święta każdy pragnął wyglądać i czuć się jak najlepiej, to całkiem normalne. Ojciec Hamartii miał już jednak swoje lata. Był zajęty bardziej niż kiedykolwiek, uznał więc, że jego córka jest wystarczająco dorosła, żeby zająć się nie tylko higieną ale i zdrowiem pacjentów. Zaufał jej w pełni i pozwolił przeprowadzić flebotomię na szewcu z sąsiedztwa. Sam poszedł zająć się ważniejszymi sprawunkami.
Dziewczyna wiedziała, co robić. Usadziła klienta na fotelu, podłożyła pod jego rękę puste naczynie, a następnie otworzyła żyłę naostrzonym lancetem. Kazała mężczyźnie się rozluźnić i chwilę poczekać. Tymczasem obserwowała z zainteresowaniem sączący się strumień krwi.
"Chyba trochę przesadziłam."
Spojrzała na naczynie. Miała zatrzymać krwotok w chwili wypełnienia się misy do zaznaczonej przez ojca wysokości. Nim jednak podjęła się tej czynności, wpadła na inny pomysł.

- Długo jeszcze? - Pacjent zaczął się niecierpliwić.
Hamartia uśmiechnęła się służalczo.
- Przepraszam, nie mam takiej wprawy jak mój ojciec... Chciałam być ostrożna i przez to może zejść mi nieco dłużej. - Uniosła nożyk, po czym zbliżyła go do twarzy szewca. - Ale jeśli się panu śpieszy, mogę...
- N-nie... Poczekam jeszcze chwilę - odparł nieco zlękniony. - Bo jeszcze wykrwawię się przez ciebie, mała jędzo - mruknął ciszej, jednocześnie planując wymiganie się od zapłaty. Jak mógł wylądować w tak niekompetentnych rękach? "Ten Hans powariował!"
- Dziękuję.

Zrobił się senny. Pomyślał, że mógłby tu posiedzieć znacznie dłużej, ale miał swoje obowiązki.
- Skończyłaś ju... Co?! - Spojrzał na misę z niedowierzaniem. Była wypełniona krwią po brzegi. - Co ty sobie wyobrażasz, głupi bachorze?! - Wziąwszy uprzednio zamach, zdzielił młódkę w policzek. Posoka z jego żyły rozbryznęła się po pomieszczeniu.
Hamartia obiła się o ścianę. On tymczasem spróbował wstać, ale szybko zakręciło mu się w głowie. Stracił przytomność i upadł na ziemię. Nigdy się już nie ocknął.
Dziewczyna przeniosła wzrok na misę. Zbliżyła się i pochyliła nad nią, dostrzegając własne oblicze w niezmąconej chaosem tafli szkarłatu.
Niecałe dwie kwarty.
"Czyli taki jest limit dorosłego człowieka. Ciekawe."

O zmierzchu przyglądała się, jak głowa Hansa spada do wiklinowego kosza. Wziął na siebie jej winę, został okrzyknięty mordercą i zginął z ręki kata, a mimo to nie uroniła nawet łzy.
"Wreszcie znalazłeś swój upragniony spokój, tato."

W sandrię trafiła pod opiekę tutejszej wiedźmy.
Nie miała rodziny. Szamanka zaś chętnie przyjęła do siebie tak ambitną uczennicę. Gdy wszyscy wciąż bawili się bądź celebrowali koniec roku, Hamartia zaczęła swoją przygodę z magią i warzeniem mikstur. Okazało się, że była niezwykle bystra, miała do tego smykałkę oraz niezbędną dozę zainteresowania. Uczyła się o wiele szybciej, niż wiedźma z początku zakładała, co zdawało się ją cieszyć… a zarazem wzbudzać w niej trwogę.
Nic zresztą dziwnego.

5 dnia Miesiąca Orła, 251 r.e.a. Hamartia zdecydowała się opuścić domostwo valladońskiej wiedźmy.
Spakowała manatki, wierząc, że niczego więcej nie zdoła się od niej nauczyć. Gdy jednak dziękując kobiecie, ruszyła w kierunku wyjścia, jej drogę zagrodziły wężowe kundle.
„No proszę, czyli miałaś jeszcze jakieś sztuczki w rękawie”, pomyślała dziewczyna z uznaniem.
Nigdy nie ufała tej staruszce, mimo że jednocześnie była jej wdzięczna. Nie wiedziała, do czego jest wiedźmie potrzebna, ale przeczuwała, że nie zdoła odejść tak łatwo.
Przygotowany wcześniej eliksir o nazwie ciekły skwar (będący notabene słabszą, ale i pospolitszą wersją płynnego żaru) po rozbiciu się na pysku jednej z bestii, oszołomił ją pieczącą niczym inwazja światła słonecznego substancją, dając szansę na pobiegnięcie do okna nieopodal. Wyskoczyła zza niego i pomimo niezgrabnego lądowania, udało jej się ustrzec przed zniszczeniem wszystkie trzymane w sakwach fiolki.
To nie był jednak koniec jej zmagań. Psie skomlenia ustały, a w międzyczasie nasiliły się wrzaski staruchy, która rzekomo miała być człowiekiem.
- NIE UCIEKNIESZ
Ale Hamartia nie była już tylko uczennicą czy niedoświadczoną zbrodniarką sprzed jedenastu lat. Posiadała dużo szerszy zasób wiedzy. Miała pod ręką mnóstwo alchemicznego arsenału, ale i kilka czarów. Jakby tego było mało, obecny miesiąc… przyniósł ze sobą kapkę szczęścia.
Krążące na niebieskim sklepieniu drapieżne ptaszyska nagle poczuły się bardziej zuchwale. Dziewczyna wsparła ich dziką żądzę krwi wyuczoną przez lata formułą, po czym skierowała ich szpony na staruchę i jej wierne ogary. Pozwoliło to młodej alchemiczce bezstratnie umknąć zagrożeniu, nim tamto zacisnęło na jej szyi swoje kły.

Skierowała swoje kroki na północny zachód. Nigdy potem nie zastanawiała się nad tymi wydarzeniami ani tożsamością byłej nauczycielki, ale do tej pory pamięta wyciekającą z aury szamanki, delikatną woń krwi, która przez ponad dekadę nieustannie drażniła jej zmysł magiczny.

14 dnia Miesiąca Dzika, 267 r.e.a. wiedźma z Lasu Driad skończyła czterdzieści lat.
Od tamtego momentu coś zaczęło w niej pękać. Ponad półtorej dekady spędziła na kształceniu się w różnych dziedzinach. Zarabiała, sprzedając swoje mikstury, czy nawet okazjonalnie lecząc zdesperowany lud Shari, którego nie stać było na lekarzy i bardziej profesjonalną pomoc. Za te pieniądze kupowała księgi, z których się uczyła, jak również rzadkie składniki, w tym metale i klejnoty, których wydobycia sama nigdy by się nie podjęła. Studiowała strukturę przedmiotów, aby móc je samodzielnie wytworzyć przy pomocy dziedziny istnienia. Testowała na zwierzętach nie tylko leki, ale również trucizny i odtrutki... które nie zawsze działały. Targowała się z dzikimi plemionami driad, chcąc poznać ich tereny, a tym samym dowiedzieć się, które miejsca bogate są w zioła i rośliny.
To wszystko minęło jak z bicza strzelił. Była tylko człowiekiem i wiedziała, że jak tak dalej pójdzie, umrze, nie osiągnąwszy przedtem wszystkich swoich celów... a miała ich wiele. W większości polegały one na odkryciu tajemnic tego świata, co nigdy nie było proste.
Zaczęła się zastanawiać, jak mogłaby przedłużyć swoje życie. Nie chciała jednak stać się uzależnioną od krwi pijawką bądź śmierdzącym od rozkładu truchłem. Zaczęła szukać bardziej niezawodnego sposobu. Zamierzała stać się bytem doskonalszym od jakiegokolwiek nieumarłego.

Miesiąc później próg jej drzwi przekroczył spiczastouchy mężczyzna.
Nie wyglądał on jednak na tubylca. Jego włosy oraz skóra były białe niczym śnieg. Nosił ciemną bandanę oraz charakterystyczne, czerwone okulary, których wzory na szkle przywodziły na myśl witraże świątyń. Dopiero na drugi rzut oka spostrzegła bliznę zahaczającą o kącik jego ust, a także medalion na szyi przypominający starą monetę.
Przedstawił się jako Malcolm. Rozglądając się po zapełnionych miksturami półkach, napomknął o tym, że sam para się alchemią. Wtedy też szeroki uśmiech zawisł trwale na jego obliczu.
- Współczuję wam, ludziom. Macie tak mało czasu, by rozkoszować się życiem i zdobywaną wiedzą - zagadnął. - Na twoim miejscu ciężko byłoby mi się z tym pogodzić.
Te słowa zapoczątkowały żywą dyskusję pomiędzy dwojgiem badaczy.
- A więc taki jest twój cel. Poszukujesz *tańczącej wody*. Czemu miałoby mnie to dziwić? Nie licz na moją pomoc, jednak możemy zawrzeć układ. Jeśli przekroczysz limity śmiertelnego życia, dalej pozostając człowiekiem, nauczę cię paru sztuczek.
Ich do tej pory płynną konwersację przecięła minuta ciszy. Hamartia taksowała go wzrokiem, ale to elf wypowiedział kolejne słowa:
- Uznam to za zgodę.
Uśmiechnął się, po czym odszedł.

Spotkanie z Malcolmem stało się dla kobiety inspiracją. W ciągu następnych tygodni zdecydowała się poczynić bardziej stanowcze kroki w dążeniu do nieśmiertelności.
Na początku była mocno zdezorientowana, ale gdy tylko usłyszała o upadku Maurii, wiedziała już, jaki będzie jej następny cel. Sprzedała chatę i kupiła powóz, a wraz z nim cherlawego wałacha. Kierowała się w stronę miasta, z którego każdy śmiertelnik pragnął uciekać. Aby dotrzeć tam w miarę szybko, poiła konia miksturami wzmacniającymi i karmiła specjalnymi jabłkami mającymi zapobiegać zmęczeniu. Nie były one jednak bez wad, zwłaszcza przy długotrwałym stosowaniu...

2 dnia Miesiąca Sowy, 268 r.e.a. przybyła do Maurii.
Nie było łatwo funkcjonować w takim "społeczeństwie". Wpierw musiała udowodnić, że jest wystarczająco przydatna, by jej nie zabić, ani nie zakuć w kajdany. Zaczęła od zszywania poturbowanych ożywieńców, sprzedawania wampirom maści anty-słonecznych, przyczyniła się nawet do produkcji tamtejszego narkotyku - skooku - który szczególnie upodobali sobie krwiopijcy i upiory. Służyła pewnemu liszowi w zamian za wiedzę. Był jednak uparty i nie chciał podzielić się recepturą na swoją długowieczność.
A przynajmniej do czasu, gdy wybuchła wojna.