Oglądasz profil – Llewellyn

W tej karcie postaci zostały wprowadzone zmiany i wymagają one ponownej akceptacji
Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Llewellyn Lóhere
Rasa:
Panterołak
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
63 lat
Wygląda na:
35 lat
Profesje:
Myśliwy
Majątek:
Dostatni
Sława:
Rozpoznawalny

Aura

Nie najmłodsza już i lekko wytarta, dominująca tutaj cyna błyska wyraźnie, splatając się ze wstęgowymi, soczystymi łanami barachitu. Sama aura wydaje się być umiarkowanie ostrożna, ale nie wroga, wręcz przeciwnie. Szafir, który lśni pogodnie odbijając się w gładkim metalu dodaje jej łagodnego posmaku i nieco otwartości. Panuje tutaj zupełny bezdźwięk, ale niby w zamian, otoczenie wypełnia intensywny zapach mokrej ziemi poruszonej krokami wędrowca oraz czegoś jeszcze. Po chwili w drugiej gorzkawej nucie rozpoznasz woń mokrej panterzej sierści. Jako ostatni smaczek pojawi się odrobina kwaskowości, którą ledwo da się rozpoznać. Szybko jednak zastąpi ją wyraźna lepkość, zupełnie jakby chciała ona ją zakryć. Gdy spróbujesz dotknąć ciekawych wzorów cały czas powoli pływających przed twoimi oczami, wyczujesz ostre brzegi i ich dość twardy opór. To jednak co na koniec najbardziej przyciągnie twoją uwagę, to będzie niespotykana wręcz giętkość, kończąca prezencję tej aury.

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Llewellyn
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Llewellyn

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
6 dni temu
Liczba postów:
14
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.02)
Najaktywniejszy na forum:
Ruiny Nemerii
(Posty: 11 / 78.57% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Las otaczający Ruiny] Na co trupom kosztowności?
(Posty: 11 / 78.57% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, raczej wytrwały, wytrzymały
Zwinność:niezwykle zręczny, bardzo szybki, precyzyjny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, wyostrzony węch, przytępiony smak, przytępione czucie, pozbawiony zmysł magiczny
Umysł:ineligentny, silna wola
Prezencja:Ładny, nieokrzesany, charyzmatyczny

Umiejętności

ŁucznictwoMistrz
Llewellyn jest w stanie zestrzelić biegnącego kozła z odległości osiemdziesięciu łokci. Jako doświadczony łowca polujący w lasach, nie przekracza jednak zasięgiem czterdziestu łokci. Używa łuków refleksyjnych o wadze naciągu do czterdziestu funtów.
PolowanieEkspert
Do jego zawodu, ta umiejętność jest niezwykle ważna. Gdy się już wytropi zwierzynę, trzeba polegać na wewnętrznym instynkcie i odruchach. Jednocześnie należy pozostawać skupionym i ostrożnym. Llewellyn potrafi to wykorzystać.
PrzetrwanieBiegły
Panterołak w kociej formie potrafi przetrwać w bardzo ciężkich warunkach. Bez problemu zdobywa pokarm, legowisko (najlepiej jakąś jaskinię) oraz doskonale orientuje się w terenie.
GimnastykaBiegły
Kocie cechy pozwalają mu na kocie ruchy. Ma znacznie bardziej elastyczny kręgosłup niż ludzie, co pozwala mu na wykonywanie nieosiągalnych dla człowieka ruchów i póz. Może też spadać na cztery łapy.
UnikiBiegły
Dzięki mistrzowskiej zręczności i szybkości, panterołak potrafi unikać niemal każdego ciosu.
TropienieBiegły
Dzięki kocim instynktom, jak i wrodzonej spostrzegawczości, tropienie nie sprawia mu większych problemów (przynajmniej pospolitej zwierzyny).
SpostrzegawczośćBiegły
Po dłuższym czasie obserwowania ludzi, można nauczyć się o nich naprawdę wiele — przede wszystkim poprzez ich mowę ciała. Llewellynowi udaje się odczytać ich prawdziwe intencje, zachowanie a czasami nawet myśli.
Targowanie sięBiegły
Żeby zarobić, trzeba się umieć targować. W jego zawodzie jest to przydatna umiejętność, którą opanował niezwykle dobrze.
Skradanie sięBiegły
Trudno jest podejść do swojej zwierzyny, kiedy wdepniesz na gałązkę bądź zaszeleścisz liśćmi. Większość ludzi nie ma do tego drygu, jednak Llewellyn jest panterołakiem. W swej kociej postaci może się zbliżyć do zwierza nawet na trzydzieści stóp. Będąc człowiekiem nie jest już tak prosto, ale hej! Od czego ma się łuk?
BestiologiaZaawansowany
Głównie wiedza ta dotyczy miejscowej fauny i jest ona dość szczegółowa.
Zastawianie pułapekOpanowany
Zręczni myśliwi przewidują, obserwują i zastawiają wszelkiego rodzaju pułapki. Umiejętność ich rozstawiania jest niezwykle przydatna i Llewellyn się o tym przekonał.
GeografiaOpanowany
Panterołak dzięki swojej zwierzęcej części posiada doskonałą orientację w terenie. Niestety, czytanie map nie przychodzi mu równie łatwo.
Czytanie i pisanieOpanowany
Zarówno z czytaniem, jak i z pisaniem radzi sobie naprawdę dobrze. Jego pismo jest drobne, ale całkiem proste do odczytania.
MeteorologiaOpanowany
Dzięki wyostrzonym zmysłom, Llewellyn potrafi przewidzieć pogodę na kilka następnych dni, jednak nie zawsze wszystko odczytuje prawidłowo.
WspinaczkaOpanowany
Chodzenie po drzewach nie sprawia trudności zwierzęciu o takiej zręczności i równowadze jak kot. Nie sprawia też panterołakowi. Wchodzenie na drzewa czy dachy nie wymaga od Llewellyna wysiłku. Nie jest to jednak jego hobby, nie zamierza się pchać na pionową ścianę.
RysunekOpanowany
Proste szkice nie sprawiają mu problemu, jednak te bardziej szczegółowe nie wychodzą mu dobrze. Nie można go nazwać specjalnie utalentowanym, jednak dla niego to ciekawe zajęcie.
Gra na instrumencie [lutnia]Opanowany
Panterołakowi od razu przypadł do gustu dźwięk wydobywający się z tego dziwnego instrumentu. Nauka nie była łatwa, a jego samego z pewnością nie można nazwać mistrzem, jednak gra wystarczająco dobrze, aby usiąść przy ognisku i oczarować swych kompanów.
Czułe punktyPodstawowy
Llewellyn podpatrzył kiedyś, jak medyk rysował dokładną anatomię człowieka oraz jego czułe punkty. Na szczęście, da się to wykorzystać w walce.

Cechy Specjalne

Przemiana w śnieżną panteręRasowa
Llewellyn jest panterołakiem, co pozwala mu przemienić się w wielkiego, białego kota. Potrafi to zrobić dosyć szybko w każdej chwili.
Widzenie w ciemnościachRasowa
Zarówno w ludzkiej postaci, jak i po przemianie ma niezwykle wyostrzony wzrok, który pozwala mu doskonale widzieć nawet lekkim świetle księżyca. W kociej formie jest w stanie widzieć o wiele dalej i lepiej.
Euforia (podczas nowiu)Rasowa
Przez swoją krew panterołaka, podczas nowiu, Llewellyn doznaje niesamowitego przypływu energii.
Kocie aspektyRasowa
Panterołak nie jest w stanie całkowicie ukryć swojej zwierzęcej natury, która jest związana z jego duszą. Jego ludzka forma ma kocie cechy w postaci małych, futrzastych uszu na czubku głowy oraz długiego, grubego ogona. Zwierzęce cechy nie kończą się jednak na wyglądzie zewnętrznym — ma także podobny system nerwowy, co sprawia, że wydaje z siebie ciche mruczenie, gdy jest szczęśliwy i smutny.
Słaba głowaUłomność
Llewellyn szybciej niż zwykli ludzie przyswaja alkohol. Wystarczy niewielka ilość, aby stał się kompletnie pijany.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Łuk ŁowcyWyjątkowy
Jedyny przedmiot, który pozostał po jego przybranym ojcu. Panterołak używa go od samego początku i dba o niego najlepiej jak potrafi. Jest już jednak wysłużony i dość... niepewny. Mężczyzna wcześniej czy później będzie musiał zamienić go na nowy, choć zrobi to z wielkim bólem i zapewne zachowa go jako pamiątkę.

Charakter

Nazwanie go roztrzepanym z pewnością nie byłoby przesadą. Prawdopodobnie jest to jego najbardziej unikalna cecha charakteru, a dotyczy trudności w koncentracji. I to niemałych. Bo, spójrzmy prawdzie w oczy, czy ktoś, kto potrafi "wyłączyć się" w trakcie rozmowy i nagle zacząć myśleć o czymś, co nie dotyczy jej nawet w najmniejszym stopniu, można uznać za skupionego i poważnego człowieka? Wiele istot z tego powodu uważa go za ignoranta i wyrabia sobie przez to złą opinię o panterołaku. Nie należy go jednak winić - był taki praktycznie od zawsze. Od chwili, w której dostał szoku na wskutek śmierci przybranego ojca. To przykre zdarzenie, choć nie zmieniło jego postrzegania ludzi na złe i niegodziwe, w pewien sposób pozostawiło w mężczyźnie blizny na tyle głębokie, aby nie mogły ich wyleczyć ni magia, ni czas.
Tak... pomimo bolesnych przeżyć, sprawia wrażenie zmiennokształtnego o dobrym sercu. Nie przejdzie bezczynnie obok osoby w potrzebnie, niezależnie od jej rasy, pochodzenia, czy też płci. Nowe więzi z innymi istotami stara się podtrzymywać. Ma dobrą pamięć do ludzi, głównie takich, z którymi zdążył się zaprzyjaźnić. Tym bardziej, jeśli zdarzyło mu się przypieczętować znajomość kuflem piwa, co może być dosyć niewiarygodne ze względu na jego słabą głowę do wszelakiego rodzaju trunków.
Llewelyn często kieruje się rozsądkiem. Stara się być precyzyjny. Nie cierpi popełniać błędów, dlatego wpierw myśli, a potem działa. Gdy jednak jest powód, aby użyć instynktu, panterołak się nie waha. Wierzy w siebie oraz w swoje możliwości, choć stara się ich nie przeceniać. Trudno więc powiedzieć, jakoby pałał nadmierną pewnością siebie, jednak z pewnością jest zadowolony z bycia tym, kim się stał przez te pół wieku.
Podróże sprawiają mu prawdziwą radość. I choć najczęściej zwiedza w sytuacji, gdy wraz z całym dobytkiem przenosi się do innego hrabstwa, w którym musi wyrobić sobie reputację dobrego myśliwego (czyli dosyć rzadko), to stara się to w pełni wykorzystywać. Lubi odkrywać nowe, ciekawe miejsca. Zwykle więc nigdzie mu się nie śpieszy, aby móc w pełni nacieszyć się ładnymi widokami. O ile, rzecz jasna na takowe trafi.
Gdyby spytać go o to, co lubi, z całą pewnością przyznałby, że zachwyca go dźwięk lutni i krasnoludzkie wino. Jest jednak coś, do czego nie przyznałby się przy pierwszej lepszej okazji. Ściśle mówiąc - chodzi o skrzydła. Czy to ptaków, czy wróżek... ale najbardziej ze wszystkich latających stworzeń, które udało mu się zaobserwować, mężczyznę zachwycił widok fellarian - człowiekopodobnych istot, których różnobarwne skrzydła kojarzyły mu się ze swobodą i wolnością. Rapsodię od Gór Fellarionu dzieli jedynie las, w którym poluje i na którego skraju mieszka. Można więc się domyśleć, że parę razy panterołak zdołał wypatrzeć te niczym nieskrępowane istoty fruwające w przestworzach.
Llewellyn natomiast wolałby zachować w sekrecie nazwę tego, co wywołuje w nim lęk i budzi największą odrazę. Zapewne nikt by nie przypuszczał, iż postrachem myśliwego mogą być kosmate, szybkopełzające i patykowate robaki. W końcu las to prawdziwe siedlisko pająków, które tylko czekają, by w najmniej oczekiwanym momencie rzucić się na niego i pożreć żywcem...

Wygląd

Postać ludzka: Llewellyn to mężczyzna o średnim wzroście i szczupłej sylwetce. Ma niezwykle bladą, wręcz białą, skórę.
Posiada długie, proste, gęste i białe włosy. Jego twarz jest podłużna, policzki chude, a kości policzkowe wydatne. Ma dość duże, bladoniebieskie oczy i białe rzęsy. Jego brwi są białe, a łuk brwiowy znajduje się dość wysoko, przez co wygląda, jakby był zmęczony. Ma dość wąski, prosty nos. Jego usta są lekko sine, a szeroką brodę zdobi jasny zarost. Jego podbródek jest głęboki i nieco wysunięty.
Dłonie panterołaka są średniej wielkości. Ma wystające kłykcie, całkiem długie palce i długie płytki paznokci.
Na czubku jego głowy znajdują się kocie uszy koloru białego w czarne cętki, zazwyczaj zasłonięte włosami. Ma długi, gruby i puszysty ogon o barwie białej w czarne cętki. Od szyi do ogona, na końcu jego kręgosłupa, rośnie srebrna, długa grzywa.

Postać zwierzęca: W formie dużego kota jest niemal taki sam, jak zwykła pantera śnieżna. Jedynym, co go wyróżnia, to większy rozmiar.

Ani w jego sposobie poruszania się, ani w mowie nie ma dumy, ani pewności siebie. Chodzi zazwyczaj dość wolno, co pozwala mu na spokojne kontemplacje. Jeżeli trzeba się pośpieszyć, to może być niewiarygodnie szybki, wtedy ma przeważnie tułów nachylony do przodu. Jego głos jest barytonowy i lekko ochrypły. Potrafi naśladować niektóre akcenty.

Używa wyłącznie takich ubrań, które nie krępują jego ruchów. Przeważnie nosi ciemnobrązową, wyświechtaną, luźną kamizelkę, która zapina się na pięć szarych guzików. Od wewnętrznej strony znajduje się niewielka kieszeń na trochę grosza. Pod nią znajduje się ciemnoszara, lekko zabrudzona koszula. Przeważnie zakłada długie, czarne spodnie, na które nachodzą wysokie buty ze skóry. Na jego plecach niemal zawsze umieszczony jest kołczan ze strzałami i łuk refleksyjny.

Historia

Dawno temu, koło mroźnych gór Alarnii, żyła para kupców. Handlowali futrami, skórami oraz mięsem miejscowych zwierząt. Po ich starej, podniszczonej chacie można, było odgadnąć, że nie mieli grosza przy duszy.
Interes się nie kręcił, bo miejscowych było mało, a każdy, kto tamtędy przejeżdżał, mówił, że już nigdy nie wróci. Prawda to była, bo takich już nie widziano. Mieli jednak rację — z jakiego powodu ktokolwiek miałby tam wracać? A co dopiero mieszkać. Mróz przeszywał na wskroś, a z nieba ciągle padał śnieg. Mieszkający tam ludzie nie mieli ochoty słuchać tych "bzdur". Ciągle się wymigiwali, mówiąc, że zwierzęce futra są wystarczające, że zimne dania są smaczniejsze, a gospoda przecież była. Nie była wielka, nie miała wiele do zaoferowania, ale była. W tamtejszych rejonach, ogień można było zobaczyć jedynie w gospodzie. Mieszkańcy ustalili między sobą, że drewno na opał przeznaczone będzie do wykorzystywania jedynie w tym budynku. Zrobili tak, gdyż zapasy się kończyły, a za drzewami, po każdorazowej ścince, trzeba było chodzić coraz dalej. Codziennie, prawie każdy człowiek, przychodził się tam rozgrzać. Obcy nie wiedzieli, dlaczego tamtejsi ludzie nie zrezygnowali z tego mroźnego pustkowia na rzecz lepszych warunków. Uważali ich za upartych durniów, którzy lubią szkodzić samym sobie. Miejscowi mieli pewien powód, aby tam żyć. Ważny, według nich, powód. Byli potomkami ludzi, którzy tam żyli. Ludzi nieustępliwych i hardych, mężnych i szlachetnych. Byli spadkobiercami tamtejszych ziem i dziedzicami starych tytułów. Niewielu ludzi pamięta, jakie to były tytuły, ani, że jakiekolwiek były. Miejscowi byli dumni, a niektórzy nigdy nie zapomnieli. Nie zapomnieli o swych przodkach. O tym, że byli jednymi z pierwszych... panterołaków.
Oczywiście nie wszyscy o tym wiedzieli. Inni myśleli, że ich przodkami byli wysoko postawieni szlachcice. Tak brzmiała prawda. Poniekąd.
Takim też miejscowym — ubogim kupcom — urodziło się dziecko. Jakże wielkie było ich zdumienie, gdy zobaczyli, że niemowlę posiadało białe, kocie uszy i puszysty ogonek tego samego koloru. Oprócz tych dziwnych cech, jego skóra przybrała blady odcień, a oczka były bladoniebieskie. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta, byli dość nieprzyjaznymi ludźmi, choć to pewnie za mało powiedziane. Wściekli się, a jednocześnie popadli w ogromny smutek. Uważali to dziecko za skazę, za przekleństwo. Postanowili się go pozbyć. Początkowo chcieli zabić niemowlę, ale po chwili zastanowienia postanowili je sprzedać. Tak też zrobili. Udało im się go sprzedać, ku swemu zdziwieniu, za dobrą cenę, bo aż za trzydzieści pięć ruenów. Natomiast "zakupu" dokonał tutejszy myśliwy.
Miał na imię Bastian Lóhere. Był on uprzejmym, powszechnie szanowanym członkiem ich małej społeczności. To właśnie on dowodził na wyprawach oraz prawie zawsze uczestniczył w ścinkach. Często jego pomoc bywała nieoceniona. Kiedy prowincję odwiedzały zbłąkane drapieżniki, był pierwszym, którego strzały położyły zwierzęta na ziemię. Czasami jednak zdawałoby się, jakoby różnił się od reszty. Rzadko zaglądał do karczmy, nie odwiedzał sąsiadów, nawet jego domek stał dalej niż inne.
Gdy wrócił do domu, owinął dziecko w grube, kocie futro.

Bastian wiedział kim, a raczej czym, było to dziecko. Było panterołakiem, zupełnie jak on. Każdego dnia opiekował się chłopczykiem, obserwował jego pierwsze przemiany i pomagał mu. Z roku na rok, pałał do niego coraz większą troską. Kochał go i traktował jak własnego syna. Nie zamierzał jednak niczego ukrywać. Powiedział mu o tym, że został adoptowany, a wtedy stało się coś zaskakującego. Chłopiec przytulił mężczyznę i zaczął się śmiać z radości. Powiedział mu, że kocha go jeszcze bardziej za to, że nie chcieli go jego właśni rodzice, a zupełnie obcy człowiek dał mu miłość i wspaniałe życie. Bastian, pomimo wielkiego zaskoczenia, uronił kilka łez szczęścia i przytulił do swego syna.
Łowca nauczył Llewellyna wszystkiego, co potrafił — od darów panterołactwa po jego własne zdolności. Chłopiec szybko przyswoił sobie umiejętności strzelania z łuku, polowania, tropienia i wreszcie samego przetrwania. Był niezwykle zdeterminowany, aby zostać tak dobry, jak swój ojciec. Będąc panterą, Bastian pokazał mu, jak zakamuflować się w ośnieżonej połaci, w jaki sposób podkraść się do nieświadomego kozła oraz, jak przewidywać pogodę.
Dla takiego fachu, targowanie się jest ważną częścią szkolenia. Aby je kontynuować, Bastian i Llewellyn wybrali się do garbarza. Wzięli ze sobą cztery białe króliki. Llewellyn założył duży, szary kapelusz, żeby zamaskować swoje uszy. Stojąc u drzwi, usłyszeli rozmowę wewnątrz chaty. To byli kupcy. Prawdopodobnie ustalali właśnie cenę. Łowca i jego uczeń nie zamierzali jednak czekać. Otworzywszy drzwi, przyciągneli spojrzenia tych kilku osób. Kobieta od razu rozpoznała w chłopaku swojego dawno porzuconego syna. Wciąż bała się go, a jednocześnie nienawidziła, za jego odmienność. Uważała go za potwora, i tak właśnie krzyknęła. Jej mąż wlepił swój nienawistny wzrok w tego "pół-człowieka". Garbarz widocznie przestraszony nagłym, panicznym jękiem żony kupca, zapytał, co się stało. W tym czasie kupiec podszedł do dziecka i wyciągnął rękę, aby zdjąć mu kapelusz. Myśliwy zareagował na ten ruch i szybko zacisnął swoją dłoń na jego nadgarstku. Tamten natomiast, spojrzał mu prosto w oczy, a jego wzrok mówił "pożałujesz tego". Kupiec wraz z żoną wyszli w pośpiechu. Młody Llewellyn wypuścił nagle powietrze z ust. Bastian przykucnął obok niego i pogłaskał go po głowie. Nie mieli ochoty zostawać tu dłużej, więc gdy tylko załatwili sprawy z królikami, wrócili chatki.
Kilka miesięcy później, młody Lóhere, wracając z polowania, natknął się na ludzki zapach. Był on niezwykle intensywny, nie rozpoznał w nim jednak tego kupców, co pozwoliło mu się nieco rozluźnić. Mimo wszystko był bardzo zaskoczony, jego ojciec nigdy nikogo nie zapraszał. Podkradł się pod drzwi i zaczął nasłuchiwać. Usłyszał głosy należące do jego ojca i garbarza. Bastian przypominał scenę u garbarza sprzed kilku miesięcy. Drugi mężczyzna, prawie szeptem, powiedział, że wykryli łowcę i planują go pogrzebać wraz z jego synem. W tej chwili chłopiec oddalił się cichutko. Postanowił nie przeszkadzać im i na razie zapomnieć o tym, co usłyszał. "Zostaw to ojcu,"- powtarzał sobie -"przecież on wszystko wie."
Llewellyn spał przez dłuższy czas i nim się zorientował, zaspał. Na niebie słońce było już wysoko, a śnieg padający od dawna, teraz przestał. Wstał i zorientował się, że nie ma jego ojca. Podszedł do stołu, na którym leżała kartka. Wyczytał z niej, że pod dom któregoś z mieszkańców wioski podszedł niedźwiedź, po czym łowca wziął swój ulubiony łuk i pobiegł go upolować. Młody panterołak czytając kartkę, poczuł silną woń spalenizny, usłyszał skwierczenie, a potem dym. Nagle wszystko stanęło w płomieniach. Przerażony chłopiec zaczął szukać drogi ucieczki. Zmienił się w panterę i wyskoczył przez okno. Zaczął się tarzać w śniegu, aby ugasić ogień na sierści, a potem jak najszybciej pobiegł za tatą.
To, co wtedy zobaczył, całkowicie go złamało. Tłum ludzi, złożony z około dwudziestu osób, obserwował, wiwatując, jak myśliwy, został przywiązany do słupa, a następnie podpalony. Llewellynowi uszy pękały od krzyków jego ojca. W jednej chwili, zaryczał głośniej niż kiedykolwiek, a z jego klatki piersiowej wydobyło się ciche mruczenie. Lud po usłyszeniu tak przeraźliwego odgłosu, osłupiał z przerażenia. Chłopiec podbiegł prędko do ojca, jednak było już za późno. Kolejny raz zaryczał, a potem dostrzegł wśród tłumu kupca i jego żonę. Tych samych, na których wpadli u garbarza i tych samych, którzy byli jego rodzicami. Nigdy nie miało to dla niego znaczenia, a szczególnie teraz. Podszedł do obu i pojedynczo rozszarpał każdego swymi pazurami. Jedynym, czego żałował, było to, że nie zdążył zadać im bardziej bolesnej śmierci, w końcu, uważali go za potwora. Zebrani ludzie, obserwujący całe zajście, wpadli w panikę i rozpierzchli się do swych domów. Został jedynie Garbarz. Llewellyn spojrzał na niego nieufnym wzrokiem i zawarczał. Skąd miałby wiedzieć, czy to nie on dopuścił do tego, że łowca stał się zwierzyną? Skąd miałby wiedzieć, że go nie wydał? Garbarz jednak nic nie powiedział. Wyciągnął zza pleców ulubiony łuk łowcy, którego myśliwy wziął, aby zapolować na rzekomego niedźwiedzia. Llewellyn spojrzał na broń i pogrążył się w myślach, przy czym mruczał ze smutku. Obwiniał się o jego śmierć -"Czemu postanowiłem o tym zapomnieć? Czemu tam nie wszedłem? Czemu zaspałem?". Garbarz powiedział, że myśliwy był jego przyjacielem. Powiedział Llewellynowi, aby się nie obwiniał, że tego chciałby jego ojciec. Na te słowa, panterołak kiwnął głową. Ostatni raz zerknął na szczątki swego ojca, a potem wziął łuk w pysk i pobiegł przed siebie.

Minęło pięćdziesiąt długich lat. Od tamtej pory, Llewellyn wędrował po świecie, szukając miejsca, które mógłby zagrzać. Kiedyś Bard w Fargoth nauczył go grać na lutni. Innym razem podpatrzył, jak pewien medyk szkicuje ludzką sylwetkę, co wydało mu się ciekawe. Odwiedzał wiele krain i miast, a także widywał mnóstwo stworzeń. Jedne były podobne do niego, inne wyglądały... cóż, zupełnie inaczej. Najbardziej polubił Fellarian. Ich wielkie, majestatyczne skrzydła pozwalały wznieść im się naprawdę wysoko, kojarzyło mu się to z wolnością i swobodą.
Zamieszkał w Rapsodii, jest tamtejszym myśliwym. Lasy obok Szczytów Fellarionu uważa za piękny widok.
Pewnego razu, po udanym polowaniu, poszedł do karczmy. Zagadnął właściciela i — jak zwykle — zamówił butelkę dobrego, krasnoludzkiego wina. Robił tak, po każdym świetnym polowaniu. Wręczył mu srebrnego orła, za którego otrzymał swój przysmak. Zanim zaczął otwierać, podsłuchał rozmowę dwóch leśnych elfów. Oboje byli mężczyznami o dość niskich wzrostach i szczupłych sylwetkach. Jeden opowiadał drugiemu o skarbie, znajdującym się w Ruinach Nemerii...

Posiadłość

Lokalizacja: Rapsodia, las na skraju miasta
Nim miniesz kilka drzew, ujrzysz niewielki, drewniany domek z pokrytym strzechą dachem i przybudówką na tyłach. Nie wygląda za ciekawie - ozdobiony skąpo, jedynie dużym, jelenim łbem utwierdzonym nad drzwiami przyciąga jakąkolwiek uwagę. Nietrudno odgadnąć, czym trudni się osoba zamieszkująca ową chatę.
Po przestąpieniu wysłużonych, nieznośnie skrzypiących drzwi wejściowych, odkrywa się przed tobą ciasna, słabo oświetlona izba. Już na starcie można poczuć lekko drażniącą nozdrza woń dziczyzny, ale szybko zostaje ona zagłuszona świeżym i wyrazistym zapachem lawendy. Od lewej do prawej ciągną się kolejno: duże, futrzane posłanie, niewielki stolik z parą porozsuwanych krzeseł, półki na nieliczne, gliniane naczynia oraz skrzynia na ubrania bądź drobiazgi. W całym pomieszczeniu wychwycić można wymieniane co jakiś czas purpurowe kwiaty o niezwykle jasnym odcieniu. Czyżby właściciel przepadał za ich zapachem? Na dodatek chata wygląda, pomimo pewnych niedoskonałości, czysto i schludnie. Właściciel dba o nią i pilnuje, by nie zamieniła się w wylęgarnię pająków...
Do aneksu wchodzi się od zewnątrz. Służy jako magazyn na pułapki, łopaty, dodatkową broń, ale też zepsute, nie nadające się do użytku przedmioty, bądź takie, z których właściciel nie korzysta na co dzień. Również to miejsce wygląda na uprzątane, choć kto wie, jaka włochata bestia może czaić się w mniejszych zakamarkach...