Profil użytkownika Hecate

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Hecate
Rasa: Człowiek
Wiek: 24 lata


Aura



Wygląd

Jest nieco wyższa od przeciętnej kobiety, bowiem mierzy sobie sześć stóp wzrostu. Ta cecha nie rzuca się jednak zbytnio w oczy, a żaden z rozmówców nie powinien czuć się niekomfortowo, gdyż Hecate jest proporcjonalna (wszystko znajduje się na swoim miejscu) i zgrabna (bardzo szczupła, lecz nie chuda). Jej skóra jest jasna oraz delikatna, nie widnieje na niej ani jedna krosta bądź pieprzyk. Istnieje jednak coś, co nietrudno dostrzec, a bywa uciążliwe ze względu na to, że oszpeciło jej twarz i często uchodzi za powód, by omijać ją szerokim łukiem. Chodzi tutaj o jej prawe oko, które przez chorobę utraciło swą pierwotną barwę (jasny granat) i w zamian przybrało kolor mlecznobiały, który zdaje się czasem błyskać w jasnym świetle. Mogłoby się zdawać, że dzieje się tak za sprawą magii, lecz tak naprawdę jest to zwyczajne złudzenie optyczne, a sama Hecate nie ma na to większego wpływu. Wraz ze zmianą koloru jednego oka (drugie pozostało w nienaruszonym stanie) pojawiły się również wokół niego cienkie, lekko wystające żyły o czarnym zabarwieniu.
Jej włosy są średniej długości, sięgają nieco powyżej łopatek. Choć proste, to dobrze się je układa i czesze. Jasny blond kontrastuje z naturalnie ciemnymi brwiami, które układają się w "daszek" przy każdym czułym uśmiechu kobiety. Kąciki jej ciemnoróżowych ust, pomimo tego, że często są lekko podniesione, nie pozostawiają po sobie zmarszczek, które świadczyłyby o tym geście. Położony nieco wyżej nos nie wyróżnia się rozmiarem, zachowuje zgrabność i nie można go nazwać "zadartym", choć haczykowaty też nie jest. Pomimo faktu, że twarz Hecate jest okrągła, nie wykazuje się ona pulchnością jak u większości przedstawicielek tego typu lica. Wąski podbródek i delikatne rysy dodatkowo ją odmładzają.
Kobieta nie ma zbyt wielu ubrań. Od kiedy opuściła kult, przestała nosić wszelkiego typu szaty, peleryny a nawet kaptury (choć zdarza się, że czasem są przydatne i wtedy można zrobić wyjątek). Zwykle nosi się na czarno, lecz zależnie od nastroju i sytuacji może włożyć na siebie również coś o weselszej barwie. Jej przeciętny ubiór to czarna bluzka, długie, ciemnoszare spodnie z paroma kieszeniami i brązowe buty o dość grubych podeszwach. Dziewczyna nigdy się także nie rozstaje ze swoją srebrną obrączką, uwieńczającą prowizoryczny naszyjnik oraz rudawą, skórzaną torbą, przewieszoną przez ramię na pojedynczym rzemieniu.
Jej głos nie należy do piskliwych, ale niski też nie jest. Ciepła barwa, melodyjność i wrodzone poczucie rytmu sprawiają, że jej śpiew staje się kojący i słucha się go z wielką chęcią. Nie przejawia się w nim jednak ostrzejsza nuta - dziewczyna bowiem nie przeradza swojego gniewu w wyzwiska, a jedyne słowa, które padają z jej ust w tym stanie, brzmią najczęściej czysto, pusto... i bez emocji.


Charakter

Cicha, rozsądna i dyskretna, jak również skrupulatna i sumienna. Hecate nie należy do osób wylewnych – wypowiada się nieco rzadziej od przeciętnych ludzi, a udziela przeważnie wtedy, gdy ma ku temu wyraźny powód. Jeżeli nie jest czegoś w stu procentach pewna, nie będzie się o to kłócić ani przy tym upierać. Oznacza to również, że nie jest naiwna – nie mając dowodu ani innego potwierdzenia, informacje pozyskane z nieznanych źródeł potraktuje z przymrużeniem oka. Jej nieufność ma jednak swoje granice, które kończą się w momencie, kiedy ktoś potrzebuje pomocy. I to dokładnie jej pomocy, gdyż sama się na ochotnika nie zgłosi, o ile w pobliżu znajdzie się ktoś, kto mógłby równie dobrze co ona sprostać takiemu wyzwaniu. W przeciwnym wypadku zrobi wszystko, aby pomoc się udała, a czasem może nawet zaryzykować własnym życiem. Czyni tak ze względu na nagrodę – ale nie w złocie bądź w dobrach materialnych (jak można było przypuszczać), tylko w postaci uśmiechu, wdzięczności, którą obdarzają ją ludzie, dla których tyle się natrudziła. Jednooka co prawda ma skłonności do ukrywania swoich emocji i jeżeli natrafi na osobę z wybujałym ego, zwyczajnie zignoruje jej reakcję. Gdy jednak spotka kogoś, kto obdarzy ją szacunkiem, to z pewnością coś w jej ogromnym serduszku się poruszy. Coś, co wywoła na jej twarzy uśmiech, ciepły i szczery.
Czemu by więc nie uznać ją za dobrą osobę? Może i nie do przesady uprzejmą, jednak taką, która przestrzega ustalonych przez siebie zasad. I warto przytoczyć tutaj jedną z nich: „nie czyń drugiemu co tobie nie miłe”. To z pozoru zwyczajne przysłowie, którego przesłanie jest zrozumiałe dla każdego, od dawna odbija się echem w jej głowie i podświadomie trzyma Hecate w ryzach. Dziewczyna stara się zachowywać kulturalnie i taktownie. Pytania zadaje wyłącznie wtedy, gdy wydadzą jej się istotne, natomiast jeśli wyczuje, że jakiś temat jest dla jej rozmówcy wyjątkowo drażliwy – w delikatny sposób przerwie pogawędkę bądź zwyczajnie przeniesie ją na inne tory. W razie kłótni raczej nie rzuca wyzwiskami, choć jest w stanie ignorować kogoś przez długie godziny lub nawet dni, zachowując się przy tym znacznie ciszej niż zazwyczaj i jednocześnie przemyśliwując całą sytuację. Uważa, że zwyczajne dąsanie się nie przynosi niczego dobrego, a przecież ludzie w niektórych sytuacjach mogą błędnie oceniać czyjeś zdanie. Hecate pod żadnym względem nie uważa się za lepszą od innych (również pod tym), jednak stara się uczyć na błędach oraz eliminować swoje wady.
Ale co z gniewem? Przecież te wybuchowe emocje dotykają każdego, choć nie wszystkich równie mocno. Potrafią szarpać ludzkim umysłem, czasami rozrywając go na strzępy i doprowadzając do szaleństwa. Dlaczego więc Hecate zachowuje się, jakby jej to nie dotyczyło? Jakby na jej obliczu nie objawił się nawet najmniejszy przejaw złości? Czyżby nigdy czegoś takiego nie odczuwała?
Ależ skądże! Nierzadko denerwuje ją ograniczenie związane z połowiczną utratą wzroku, choć po latach przyzwyczajenia stało się ono dla niej ledwie drobnostką, którą bardzo łatwo ukryć. Nie nazwałaby tego nawet problemem, a raczej małą niedoskonałością. Prawda jest bowiem dosyć skomplikowana. Dziewczyna doznała już wielu nieprzykrości, wiele bólu i... furii. A czasem ludzie, którzy stanęli twarzą w twarz z tym przeszywającym na wskroś szałem stają się potem cierpliwsi, twardsi. To jest jak szok, który zmienia twoje późniejsze postrzeganie. Może i jesteś dzięki niemu silniejszy, ale przez to też mniej... niewinny. A w jej mniemaniu utrata tego czynnika wiąże się z większą odpowiedzialnością. Dlatego też chęć pomocy słabszym wydaje jej się nie tyle obowiązkiem, co po prostu naturalną koleją rzeczy.
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o dwóch silnych cechach, będących filarami jej osobowości – o nadzwyczajnej cierpliwości oraz umiejętności zachowania zimnej krwi nawet w sytuacjach (mogłoby się zdawać) bez wyjścia. Sama wykształciła w sobie te zalety, a przy tym nauczyła się również, że samą siłą człowiek niewiele zdziała. To dzięki rozumowi odpowiadamy za swoje czyny i to za jego pomocą… zwyciężamy.
Jest to główny powód, dla którego Hecate ma wyrobione dobre zdanie na temat czarodziejów. A także z tej przyczyny magia, do której władania przydatna jest ogromna wiedza i intelekt, wydaje jej się jednym z najbardziej fascynujących zjawisk występujących na tym świecie.

Atrybuty

Krzepa:Wrażliwy,
Zwinność:Szybki, Dokładny,
Percepcja:Półślepy, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Godny,

Cechy specjalne

Oko ślepca [S]Będąc jeszcze dzieckiem zachorowała na nieznaną nikomu chorobę, tak samo jak jej rodzice. Oni umarli, natomiast jej udało się przeżyć, choć odcisnęło to na niej swoje piętno. Nie dało się ocalić jej prawego oka - nie dość, że na nie oślepła (tracąc przy tym 1/3 całej widoczności) to zmieniło ono swój wygląd raz na zawsze. Mogłoby się zdawać, że ta metamorfoza nie jest jeszcze powodem do zmartwień, jednak Hecate wie... i widzi, jak spoglądający na nią ludzie nawet w niewielkim stopniu uważają ją przez to za dziwadło.
Nietypowe więzi [Z]Coś, co powstało w wyniku szkolenia przez mrocznych kultystów. Okazało się, że nauczyli ją nie tylko przyzywania demonów, lecz także oswajania ich i porozumiewania z nimi. Oczywiście nie jest to proste, lecz w ciągu ostatnich lat Hecate udało się okiełznać dwójkę chowańców - Hugina i Munina - oraz przyzywać ich bez nadmiernego wyczerpywania swojej energii.

Umiejętności

Jeździectwo [P] Nie opanowała tej umiejętności zbyt dobrze i szczerze mówiąc wątpi, że kiedykolwiek jej się to uda, gdyż bardzo rzadko zdarza jej się ujeżdżać jakiegokolwiek wierzchowca. Samych podstaw jazdy konno nauczyła się jeszcze jako dziecko, kiedy to ojciec usadzał ją na grzbiecie małego kuca szetlandzkiego i udzielał instrukcji na temat tego, jaką pozycję należy przyjmować oraz co zrobić, żeby nie spaść.
Pływanie [O] Stosunkowo niewiele czasu zajęło jej opanowanie tej zdolności, choć nieszczególnie często z niej korzysta. Utrzymywanie się na powierzchni wody przychodzi jej całkiem łatwo, ale potrafi również nurkować, przy czym da radę wstrzymać oddech przez około półtorej minuty.
Nekromancja [O]
Wiedza tajemna [W]
Kartografia [W]
Pismo runiczne [W]
Anatomia [O]
Demonologia [W]
Etykieta [O]
Fizyka [P]
Matematyka [O]
Poliglotyzm [P] Hecate zdołała opanować w pełni tylko jeden język, a jest nim oczywiście wspólny. Tego uczyła się od dziecka i zwykle ani wymowa, ani pisownia nie sprawiały jej większych problemów. Z czasem jednak kult wyedukował ją również w tym kierunku, choć sprowadzało się to wyłącznie do nauki coponiektórych słów zaczerpniętych z mowy elfów, smoków oraz demonów, które często miały duże znaczenie podczas odprawiania rytuałów.
Polityka [O]
Rytualizm [W]
Religoznawstwo [O]
Uniki [P] Skok tu, fikołek tam. W razie ostrzeliwania przykucnąć, a blisko zbiornika wodnego - wskoczyć do wody. W lesie schować się za drzewem, natomiast na pustyni... no właśnie, co na pustyni? Zagrzebać się w piachu? Hecate jest szybka, ale nie jakoś specjalnie zręczna. Jej umiejętność unikania bazuje głównie na wiedzy teoretycznej - co zrobić, żeby nie oberwać. Natomiast to, czy zdoła uniknąć ataku, zależy zarówno od jej szybkości, jak i od szczęścia.
Walka wręcz [W] Umiejętność bazująca głównie na jej dokładności i szybkości. Tym, co się dla niej liczy podczas walki bezpośredniej nie jest o dziwo atak, a obrona. Przyzywane demony starają się nie dopuszczać do Hecate przeciwników, jeżeli jednak wróg w jakiś sposób da radę stanąć z nią twarzą w twarz, to dziewczynie pozostaje ta jedna właściwa opcja - połączenie magii sił z walką wręcz. Bardzo często ten styl pojedynkowania się zaskakuje przeciwników. Zazwyczaj jest bowiem tak, że osoba ukrywająca się za swoimi chowańcami nie potrafi wiele zdziałać sama, jednak... nie w przypadku Hecate. Mimo to samo odpychanie przeciwników nie zawsze przynosi wystarczający efekt - chyba, że są oni zwyczajnie słabi, bądź upadną wyjątkowo... niekorzystnie.
Czytanie i pisanie [O] Płynnie czyta, choć jej umiejętności pisania można postawić pod znakiem zapytania. Co prawda ona sama nie ma problemów z odczytywaniem swojego pisma, lecz komuś innemu mogłoby to sprawić nie lada kłopot.
Śpiew [W] To coś, co często towarzyszy jej przy codziennych czynnościach. Prawda jest taka, że Hecate nie przepada za ciszą - i z tego powodu próbuje ją wypełnić nucąc pod nosem różne melodie. Spokojne, wesołe i skoczne, bądź smutne i pełne nostalgii - to zależy od jej nastroju. Nie obnosi się jednak ze swoim głosem i nie widzi dla siebie przyszłości powiązanej z tą umiejętnością.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Źródło
Demonów [A]Do przywołania całkowitego i w pełni zależnego od niej demona, Hecate wykorzystuje magię rytualną, potęgując jej efekty mocą z wewnętrznego źródła. Im silniejsze demony przyzwie, tym więcej energii zużywa. Dziewczyna jednak stara się nie robić niczego, co by wykraczało poza jej możliwości, chyba że jest to uzasadnione.
Mocy [U]Hecate w ciągu kilku ostatnich lat studiowała tą dziedzinę i choć wyrwała się ze stopnia nowicjusza, to nie chce na tym poprzestawać. Tego rodzaju magię wykorzystuje głównie w walce bezpośredniej, gdzie podczas zadawania ciosów i kopnięć uwalnia część swojej energii, odpychając w ten sposób przeciwników. Jest to jej unikalny styl i sama go wymyśliła, lecz żeby efekt był znacznie większy, kobieta nie przegapia okazji na doskonalenie się w tym kierunku.

Magiczne przedmioty

Pierścionek zaręczynowy [ZAC]Z pozoru zwykła obrączka otrzymana od ukochanego w dniu zaślubin. Początkowo noszona przez Hecate na serdecznym palcu lewej ręki, lecz po stracie męża dziewczyna przywiązała go sobie do sznurka, który następnie oplotła wokół szyi, tworząc cieniutki, ubogi naszyjnik. Jeżeli jednak lepiej się przyjrzeć, pierścień został wykonany z czystego srebra, na którym wyrysowano dziwne zygzaki, mające ochraniać swojego właściciela przed wszelkimi chorobami bądź schorzeniami.

Towarzysz

Hugin, Munin
Hugin jest demonem, choć wyglądem niczym nie różni się od niewielkiej (jak na ten gatunek), sięgającej do ramion wywerny. Jego ciało pokryte jest trupio bladymi łuskami, a oczy wściekle jarzą się na czerwono. Pomimo budzącego strach wyglądu, ten demon nie jest agresywną, atakującą bez namysłu bestią. To podstępny i jednocześnie czujny drapieżnik, który jednak (po długim czasie) obdarzył Hecate wystarczającym zaufaniem, by ta mogła go nazwać swoim towarzyszem. Choć czasem ignoruje polecenia swojej pani, to dzieje się tak dlatego, że pragnie ją bronić... lub po prostu ma zamiar się wyszaleć.

Munin jest, tak samo jak Hugin, demonem, którego Hecate potrafi przyzwać, a który również nie rzuci jej się do gardła przy pierwszej lepszej okazji. Dość szybko obdarzył swoją właścicielkę lojalnością, lecz chyba trafniejszym określeniem byłoby wzbudzenie przez nią podziwu. To czarne jak smoła, ogromne ptaszysko, przypominające wronę, można ujrzeć najczęściej wtedy, gdy siedzi na ramieniu swojej pani, bądź jak lata w pobliżu niej, penetrując teren, by potem donieść o możliwym zagrożeniu. Nie oznacza to jednak, że rola zwiadowcy jest jedyną, jaką może pełnić. Został bowiem wyposażony przez naturę w długie szpony, a jego przeraźliwy skrzek nieraz zdołał odwrócić uwagę nieprzyjaciela.

Historia



∞ Część 1: Szlak umrzyków ∞


- Do mnie, Karmelku! Zobacz, co tu mam. - Jasnowłosa dziewczynka wyciągnęła przed siebie dłoń, trzymającą czerwone, soczyste jabłko. Przebywający w pobliżu jasnokremowy kucyk usłyszał jej wołanie, po czym prędko do niej podbiegł. Powąchał owoc, lecz nim zdążył go jakoś dokładniej zbadać, gdzieś z tyłu odezwał się niski, kobiecy głos.
- Hecate, nie dawaj mu tego. - Wtem dziewięciolatka momentalnie schowała za plecami rękę wraz ze smakołykiem.
- Hę? Dlaczego nie mogę mu tego dać? Karotka i Hektor bardzo lubią jabłka. Karmelkowi na pewno też posmakują.
- Ależ on jest jeszcze za młody, nie ma nawet dwóch miesięcy. Rozumiem twój zapał i to, jak bardzo się lubicie, ale będzie dla niego najlepiej, jeśli przez jakiś czas ominą go tego typu smakołyki.
Hecate zamyśliła się przez chwilę, obserwując źrebaka. Po chwili uśmiechnęła się i spojrzała w kierunku stajennej.
- W porządku, Jane. Póki co nie będę go karmić. - Pogłaskała zwierze po łebku, na co ten prychnął cichutko z zadowolenia.

Po pewnym czasie wspólnej zabawy pożegnała się ze swoim czworonogim przyjacielem i ruszyła w stronę domu z towarzyszącą jej u boku służącą.
Nie musiały pokonywać długiej drogi - olbrzymia posiadłość znajdowała się tuż obok. Co prawda nie widniało na niej nazbyt wiele zdobień (właściciele tych ziem nie przepadali za przepychem), jednak dawała o sobie znać w sposób godny i wyrafinowany. Mawiają, że piękno tkwi w prostocie i w tym wypadku to prawda. Kredowobiała budowla ulokowana wśród pojedynczych drzew, krzewów i winorośli doskonale komponowała się z pejzażem w oddali, przedstawiającym niezmierzone lasy, łąki i pola. Liczne winnice również stanowiły jego część, a ich posiadacz, będący jednym z głównych producentów wina, mógł szczycić się świetną jakością swoich produktów.
Zapytacie zapewne: "O kim mowa?". Otóż samo imię niewiele by wam powiedziało. Najłatwiej jest więc rzec, iż chodzi tu o ojca głównej bohaterki tej historii. O tatę Hecate.
Richard był szczodrym i uczciwym człowiekiem. Odziedziczył po swym rodzicu małą winnicę. Początkowo nie spodziewał się po niej wiele, nie widział w niej ani zbyt wielkiego źródła zarobku, ani przyszłości. Mimo to pielęgnował ją i trwał przy produkcji wina, aż po pewnym (dość długim) czasie dorobił się majątku. Poszerzał swe wpływy i osiągał coraz więcej. Zakochał się w zwyczajnej kelnerce w gospodzie, a kupiwszy dom - ożenił się z nią. Nim minął rok, na świat przyszła ich córka. Okazała się kolejną najważniejszą osobą w jego życiu, tak więc - nie stroniąc od ojcowskich obowiązków - starał się równie mocno, co żona, wpływać na jej edukację, wychowanie i rozwój. Pragnął nauczyć ją wszystkiego, co potrafił, a po jakimś czasie - przekazać jej spadek po sobie.
Innymi słowy, chciał być dla niej jak najlepszym ojcem. A Hecate zawsze to doceniała...

***


- Nie, panienko. Choćbyś nie wiem ile razy o to prosiła, nie pozwolę ci wejść do środka. Moim obowiązkiem jest utrzymanie ciebie z dala od tego pokoju, dlatego musisz zrozumieć, że...
- Ależ Hildo, to ty musisz coś zrozumieć! Nie widziałam się z moim tatą od tygodnia i nikt nie chce mi powiedzieć, dlaczego nie wychodzi ze swojej sypialni. Czy stało mu się coś złego? - Dziewczynka wpatrywała się wyczekująco w twarz swej służącej, która na to pytanie natychmiast umilkła. Młoda, na oko mająca może siedemnaście lat, pokojówka skuliła głowę, nie mogąc ukryć przed jedyną córką swych chlebodawców zakłopotania. Natomiast dziewięcioletnia Hecate była bardzo zżyta z Hildą i bez skrupułów mogła nazwać ją swoją przyjaciółką. Znając ją już ponad trzy lata, nauczyła się rozpoznawać, kiedy służka kłamie. Co tu dużo mówić? Była bardzo rezolutnym dzieckiem.
- Wiedziałam! - wykrzyknęła. - Och, Hildo, błagam cię, wpuść mnie do środka. A co, jeśli już nigdy więcej go nie zobaczę? - W jej oczach zebrały się łzy. Gdy już miała wybuchnąć gromkim płaczem, Hildegarda prędko podeszła, przykucnęła, posłała jej ciepły uśmiech, a następnie pogłaskała kilka razy po głowie. Zatrzymała rękę na jej policzku, tuż przy niebieskawych, nieco zaczerwienionych oczkach, po czym otarła delikatnie pojedynczą łezkę.
- Nie masz się czego obawiać, kochana. Twojemu ojcu nic nie będzie.
Hecate furknęła głośno, a jej mętne oblicze rzuciło pokojówce nieme pytanie.
- Twoja mama powiadomiła o chorobie swego męża wysoko cenionych lekarzy. Podobno są najlepszymi w Thenderionie i nie trafiła się dotąd choroba, której nie byli w stanie wyleczyć. Ta sprawa stała się dla nich priorytetem, dlatego dotrą tutaj lada dzień.
Twarz Hecate w jednej chwili znacząco się rozpromieniła. Całe zmartwienie odeszło w niepamięć, gdyż dziecięca naiwność pozwoliła jasnowłosej wierzyć, że skoro tak się sprawy mają, to wszystko się ułoży. Ale nie "jakoś", a dobrze!
- To wspaniałe wieści, Hildo. - Wyszczerzyła ząbki w szerokim uśmiechu, który jednak po chwili wyraźnie się zachwiał, kiedy jej wzrok pomaszerował ku drzwiom sypialni. Przez krótki moment tkwiła w konsternacji, aczkolwiek, po przypomnieniu sobie zapewnień służącej, prędko sama się za to zganiła. "Przecież wszystko będzie dobrze! Tatuś wkrótce wyzdrowieje i znowu pojedziemy razem do teatru, tak, jak obiecał. A on zawsze dotrzymuje obietnic..."
- W takim razie odwiedzę go, gdy poczuje się lepiej.
- Dobry pomysł, panienko. - Pokojówka wstała i chwyciła Hecate za rękę.

***


- Och, Richardzie! Gdybym wiedziała, że tak się stanie, nigdy nie pozwoliłabym ci podejść do tego dziecka. Przecież mieszkało na ulicy. Oczywistym jest, że było nosicielem jakiejś straszliwej choroby, która poprzez zbliżenie się przeszła na ciebie! - Czuwająca nad chorym płowowłosa kobieta ostrożnie obejmowała jego dłoń, jakby się obawiała, że pod silniejszym naciskiem jej ukochany rozpadnie się niczym pękająca na wskutek upadku porcelana. I choć dawała radę ukryć przed mężem swój szloch, to łez tak czy owak nie była w stanie powstrzymać. Na szczęście (bądź w tym przypadku - na nieszczęście) Richard nie był w stanie ich dostrzec...
- Nie mów tak, Vanesso. - Ochrypły, kujący w uszy kaszel przerwał mu w połowie zdania. Nim mężczyzna wznowił swą wypowiedź, minęło kilka sekund, które dla jego żony wydały się jednak niezmierzoną wiecznością. - To dziecko nie miało butów, a ja... - z jego gardła ponownie wydostał się okropny kaszel. - Ja jedynie chciałem dać mu choć odrobinę szczęścia. My mamy go wiele, Vanesso, dlatego naszym obowiązkiem jest dzielenie się nim z tymi, którzy go jeszcze nie zaznali.
Czy tego chciała, czy nie, na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech. W oczach nadal wpatrujących się w twarz ukochanego dało się dostrzec iskierkę dumy.
- Czasami mi się zdaje, że jesteś za dobry.
Richard gromko się zaśmiał, choć miejscami jego radość przerywały okrutne napady kaszlu.
- Może i tak, ale nie tylko ja, Vanesso. Wiem, że na moim miejscu postąpiłabyś identycznie. - W pewnym momencie wziął nieco głębszy wdech. Przez krótką chwilę nie mógł wypuścić powietrza, a przestraszona żona instynktownie objęła dłońmi jego głowę i przytuliła do siebie. Mruczała cicho pod nosem, aby uspokoić nie tyle jego, co samą siebie. - Ćśś.
Na szczęście mężczyzna po chwili oprzytomniał, jednak tym razem zaczął mówić już ciszej, jakby... szeptem.
- To dlatego stanąłem z tobą na ślubnym kobiercu.
Uśmiech Vanessy się poszerzył, choć na jej policzkach wymalowały się rumieńce. W tamtym momencie czuła, jakby ktoś żywcem wykrajał serce z jej piersi. Nie miała bowiem pewności, czy jej mąż zdoła przetrwać kolejny tydzień...
- Powiedziałaś jej? - Cichy głos chorego przerwał ciszę, w której przez dłuższą chwilę pogrążyła się kobieta. Od początku wiedziała, co miał na myśli, dlatego też pokręciła głową.
Ale to nie wystarczyło. Skarciła się w duchu za własną głupotę, gdyż zapomniała o ślepocie swego rozmówcy.
- Hecate nie wie. Nic jej nie powiedziałam, żeby się nie martwiła.
- To... dobrze. - Uśmiechnął się, mrużąc przy tym przemienione chorobą, wyblakłe oczy. Szło od nich mnóstwo czarnych żył, pokrywających już sporą powierzchnię jego czoła, skroni, a także policzków.
Vanessa nie mogła na to patrzeć. "Nikt nie powinien tak cierpieć, a już na pewno nie on."
- Richardzie, ona wciąż... wierzy, że pójdziecie razem do teatru. - Zmarszczyła lekko brwi i przymknęła oczy.
- Zawsze dotrzymuję obietnic, kochana. - Wlepił w swą małżonkę pełne żalu spojrzenie. - Ale to może być pierwsza, którą złamię.

***


- Nie! Nie, nie, nie, nie! - Od strony sypialni dało się słyszeć głośny krzyk, wymieszany ze szlochem. Vanessa ułożyła głowę na martwej piersi Richarda, próbując wsłuchać się w bicie jego serca. Niestety, do jej uszu nie doszedł żaden odgłos.
- Wy! Jesteście tu już tydzień! Mieliście czas, aby go uratować! - Kobieta zwróciła się tym razem do stojących wokół łóżka mężczyzn, którzy kulili głowy ze wstydu.
- Nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś takiego. Nie mieliśmy pojęcia, jak temu zapobiec...
Wdowa w żaden sposób na to nie powiedziała. Zamiast tego ściskała dłoń swego męża, wylewając tym samym strumień łez.
W pewnym momencie do pomieszczenia wbiegła Hecate, cała zdyszana. Patrząc na to, co się działo, do jej oczu cisnęły się łzy. Z początku nie podchodziła. Upadła na kolana, a ściskaną w dłoni szmacianą lalkę upuściła.
- Wyjdźcie. - Nakazała lekarzom młoda wdowa, wpatrując się w twarz zmarłego.

Tego dnia Hecate utraciła część siebie. Została okłamana przez najuczciwszego człowieka na świecie.

Jakiś czas później obie udały się na jego pogrzeb. W gronie rodziny i najbliższych przyjaciół zebrały się na pobliskiej górce, aby wspólnie uczestniczyć w tej ceremonii.
Położyły dłonie na drewnianej skrzyni, z bólem wspominając jego ostatnie chwile. Po tym jednak przyszedł czas na te radosne, te, w których uczył Hecate czytania, geografii oraz jazdy konno. Te, w których byli razem, śmiejąc się do rozpuku.
Po chwili odłożyły ręce, wykonując parę kroków w tył. Natomiast grabarze zajęli się tym, co potrafili najlepiej - zakopali trumnę i złożyli dziewczętom kondolencje.
- Posłuchaj mnie, Hecate. - Matka zwróciła się do córki. - Twój tatuś był dobrym człowiekiem, najlepszym, jakiego miałam okazje poznać. W tej chwili nie ma go z nami, ale wiesz co? Jestem pewna, że on jest teraz szczęśliwy i chciałby, żebyśmy były silne. Żebyś ty była silna. - Posłała jej pełen czułości uśmiech, ukrywając fakt, że nie jest on do końca szczery. - Damy sobie radę, Hecate. Damy sobie radę... - W pewnym momencie zakaszlała, lecz szybko to w sobie stłamsiła. Choć, niestety, nie dość szybko.
- Coś się stało, mamusiu?
- Nie, wszystko w porządku, córeczko. Nie przejmuj się tym, zaraz mi przejdzie.

***


Pomimo zapewnień matki, kaszel wcale nie przeszedł, a wręcz pogorszył się. Z czasem Vanessa przestała wykonywać swoje dotychczasowe obowiązki - nie była w stanie tego robić przez kłopoty ze wzrokiem.
Zaczęło się od sporadycznych bóli głowy. Po dłuższym czasie przerodziły się jednak w trwałą pulsującą raz po raz udrękę. Wraz z wyniszczającym kaszlem były one nie do zniesienia, lecz wtem pojawiła się dodatkowo ślepota, przekreślająca jej szanse na jakiekolwiek poruszanie się po budynku. Została przykuta do łóżka, zupełnie tak, jak poprzedni właściciel domu.
Hecate tym razem nie był w stanie nikt powstrzymywać - codziennie odwiedzała mamę, pomagając jej we wszystkim. Przynosiła jedzenie, a nawet czytała książki na dobranoc! Nikt inny poza nią nie wchodził do tamtego pomieszczenia - ludzie obawiali się choroby, dlatego starali się trzymać z daleka. Część z nich rzuciła tą pracę i opuściła posiadłość, natomiast druga część pozostała przy dziewczynce, bardziej z powodu swojego przywiązania niż chęci zarobku. Współczuli jej oraz pomagali tak, jak dotychczas, jednak nie zamierzali zbliżać się do cierpiącej.
Strach w ostateczności wygrał

Nim minął miesiąc, wieści o chorobie kolejnego członka rodziny zdążyły się rozejść po okolicy. Stała się ona głównym źródłem plotek, niesprzyjających nie tylko Vanessie, ale również Hecate. Dziewczynka miała niegdyś wielu przyjaciół, a były nimi dzieci z miasta (zarówno te zamożniejsze, jak i nie mające grosza przy duszy). Teraz jednak wszyscy się od niej odwrócili z rozkazu swych rodziców, którzy obawiali się o ich zdrowie.
W tamtym czasie Hecate po raz pierwszy poczuła się samotna i bezradna. Sama nie mogła zrobić niczego, natomiast nie znalazł się nikt, kto zechciałby jej pomóc w opiece nad matką. Była bardzo, bardzo smutna.
I z towarzyszącym jej smutkiem widziała, jak jej własna rodzicielka umiera, krztusząc się własną krwią. Tuliła ją, wylewając przy tym potok łez, lecz to w żaden sposób nie pomagało.

Łzy nigdy jej nie pomagały - spostrzegła po pewnym czasie.
W tym samym momencie obiecała sobie, że już nie będzie płakać. Że już nie będzie robić tak bezsensownych rzeczy.

Dzień później, jej dłoń po raz kolejny dotknęła wieka trumny. Po raz kolejny pożegnała się z bliską jej sercu osobą.


∞ Część 2: Usłysz mnie ∞


Wkrótce cały majątek rodziców Hecate został zagarnięty przez brata Richarda - Rafaela. Mężczyźni nigdy się ze sobą nie dogadywali. Stryj Hecate uważał, że jej dziadek podzielił swój spadek między synami niesprawiedliwie, a jemu przypadła znacznie gorsza część. Z tego powodu żyli w napiętych stosunkach i jeżeli nie mieli ku temu specjalnych okazji - nie nawiązywali ze sobą kontaktu.
Ta sytuacja była jednak dość skomplikowana. Hecate miała zaledwie dziesięć lat i nie była w stanie sama zarządzać całym majątkiem. Kiedy Rafaela doszły o tym słuchy, postanowił wprowadzić się tam wraz ze swoją rodziną i zaopiekować się bratanicą.
Albo przynajmniej tak wszystkim mówił, gdyż jego prawdziwe intencje okazały się o wiele mniej... sympatyczne.

***


Hecate nigdy nie przepadała za tą częścią rodziny. Czuła się przy nich niekomfortowo. Wydawało jej się, że kiedy z nią rozmawiali, robili to na siłę, a ją samą uważali za rozpieszczonego bachora. Nie znajdywała wspólnego języka ani ze stryjem i stryjenką, ani nawet z ich trojgiem dzieci. Kuzyni zachowywali się tak, jakby patrzyli na nią z góry, wobec tego wspólne zabawy na podwórku czy też grupowa nauka nie wchodziły w grę. Dlaczego więc musiała teraz spędzać z nimi tyle czasu? Uważała to za niewyobrażalną katorgę, tym bardziej, że jeszcze chwilę temu straciła rodziców. Obojgu w ten sam bolesny sposób.

Przez cały czas Hilda próbowała ją pocieszać na różne sposoby, lecz Hecate nie odzywała się do niej. Była na nią zła i nie zamierzała jej przebaczyć za to, co zrobiła. A w jej mniemaniu kłamstwo było okropnym czynem. Służka niegdyś zapewniła ją, że jej ojciec wyzdrowieje, jednak tak się nie stało. On umarł...

Powiecie zapewne "Hola! A co ze stajenną, z którą Hecate się całkiem nieźle dogadywała? Przecież to nie tak, że nie miała nikogo."
No więc z nią również nie mogła porozmawiać. Ponieważ Jane została zwolniona.
To dobra osoba, pomimo wysokiego temperamentu. Nie dawała sobie wmówić kłamstw. Była pewna swojej wiedzy i umiejętności, co było jednym z powodów, dla których rodzice Hecate rzadko wtrącali się w jej robotę i nie mieli wobec niej żadnych uwag. Pokładali w niej dużą dozę zaufania, a ona dzięki temu z czasem pokochała tą pracę i zaprzyjaźniła się z nimi oraz z ich córką.
Nie spodobała się jednak Rafaelowi i jego rodzinie za sprawą pewnego incydentu, mającego miejsce w stajni. Jeden z kuzynów Hecate bardzo źle traktował konie. Kiedy te się go nie słuchały, bił je i okaleczał. Widząc to, kochająca zwierzęta stajenna wściekła się. Chcąc mu dać nauczkę, uderzyła go w policzek. Ten natomiast zatoczył się, a upadając, wylądował prosto w... końskim łajnie.

***


Przeżycie z nimi tygodnia okazało się dla Hecate wyzwaniem. Była zmęczona, smutna i zła jednocześnie, lecz to niczego nie zmieniało. To nie dawało jej wiary, że lada dzień stanie się na powrót szczęśliwa...
A wręcz odwrotnie. Po tym tygodniu nabrała wrażenia, że stanie się coś złego. Zorientowała się, że jej wzrok zawodzi. I to nie z powodu roztargnienia, czy braku koncentracji. Ona powoli zaczynała ślepnąć.
W dodatku z dnia na dzień czuła się coraz gorzej. Nie chciała jeść ani spać. W tym pierwszym przeszkadzało jej rozdarte gardło, natomiast w tym drugim - kująca pulsującym bólem głowa. Nigdy wcześniej się tak źle nie czuła i trudno jej było to ukrywać. A wiedziała, że jeśli nie będzie tego robiła, stryj potraktuje ją gorzej, niż dotychczas. On bardzo obawiał się tej nieznanej choroby, która w dodatku wywoływała jeden z najprzykrzejszych skutków - śmierć.

Dość szybko jednak stało się to, przed czym Hecate próbowała się uchronić. Wystarczyło, że pewnego razu potknęła się w obecności swoich kuzynów (rzecz jasna z powodu słabego wzroku), a ci natychmiast donieśli o tym ojcu.
Rafael, pomimo braku większych dowodów, postanowił działać bardzo szybko. Nie miał czasu, aby zastanawiać się nad tym, co zrobić z dziewczynką, a skoro lekarze nie zdołali pomóc jej ojcu, to nie wierzył również w to, że dadzą radę ją wyleczyć. Mimo wszystko bardziej przejmował się losem najbliższej rodziny, niż córką znienawidzonego brata. Zadecydował więc, że wyrzuci ją z domu. Uznał, że to by była najwłaściwsza opcja, a zarazem jedyna, która nie zagrażałaby jego życiu.
I tak też uczynił. Zwyczajnie ją wygnał, na drogę dając zaledwie parę monet i służebne łachmany, aby ukryć przed złodziejami fakt, że dziewczynka ma parę grosza przy duszy. Myślał, że w ten sposób grzech go ominie, a on sam zrobił dobry uczynek. Tym samym jednak pozostawił ją na pastwę losu. Doprowadził do skraju życia i śmierci.

***


Jedynym, co zapamiętała z tamtego dnia, był chłód, ciemność i przemęczenie. Gdy dotarła do miasta, zaczęła błąkać się po uliczkach Thenderionu, próbując wyniuchać jakieś dobre miejsce na nocleg. Niestety, nikt nie chciał jej przyjąć za tak niską kwotę. Ludzie okazali się znacznie mniej łaskawsi, niżeli się tego spodziewała...
Nie mając zbyt wielu opcji, postanowiła przespać się w jakimś zaułku. Niestety, gdziekolwiek by się nie udała, natrafiała na inne, nie posiadające domu osoby. Za każdym razem jednak odchodziła, aby poszukać w innym miejscu.
Po jakimś czasie odnalazła odpowiedni zakątek, gdzie przebywała tylko dwójka dzieci, będących prawdopodobnie rodzeństwem. Hecate uznała, że są w podobnym wieku i raczej nie będą stanowić dla niej zagrożenia, toteż usiadła parę sążni dalej, opierając się o zamszone ściany budynku. Skrzyżowała ramiona aby się rozgrzać, za moment przymykając oczy. Zasnęła.

***


Obudziła się po paru godzinach... albo paru minutach? Sama nie była tego do końca pewna. Otarła dłońmi zmęczone oczy. Rozejrzała się dookoła, lecz nikogo nie było w pobliżu. Ze zdziwieniem stwierdziła, że tamte dzieci zniknęły, zostawiając ją samą. Może to dobrze?
Dla pewności sprawdziła, czy sakiewka, którą jakiś czas temu ukryła w kieszeni, jakimś dziwnym trafem nie "zniknęła". I... jej obawy ponownie się sprawdziły. Została okradziona ze wszystkich swoich oszczędności. To wprawiło ją po części we wściekłość, a po części w przygnębienie. Położyła dłonie na twarzy, jakby chciała przed samą sobą ukryć cisnące się do oczu łzy. Po chwili jednak uspokoiła się, zwracając twarz ku nocnemu niebu.
- Mama powiedziała mi kiedyś, że jeżeli się pomodlę, to stanie się coś dobrego. Że Najwyższy pomoże mi z moimi problemami. - Przypomniała sobie rozmowę z rodzicielką o Bogach, aniołach i Planach Niebieskich. Uklękła i złożyła dłonie, wyszeptując następnie kilka słów. - Proszę Cię, Panie, nie zrobiłam niczego złego. Jestem głodna, zmęczona i... i... - Skuliła głowę, przecierając powieki rękawem. - Moi rodzice nie żyją. Błagam Cię, zrób coś, żebym mogła poczuć się lepiej. Wystarczy nawet odrobina jedzenia...
Poczekała. Czekała najpierw dziesięć minut, potem dwadzieścia. Ale nic się nie stało. Hecate była nie tylko zasmucona, ale i zaskoczona. "Może powinnam poprosić innego Boga?"
I myśląc w ten sposób, ponownie opadła na kolana.
- Matko Naturo, jestem człowiekiem, ale człowiekiem w potrzebie. Proszę, pomóż mi, a na zawsze pozostanę Twoim sługą, pomimo swej rasy. Będę... będę mieszkała w lesie oraz pomagała Twoim dzieciom. Tylko proszę, nie zostawiaj mnie tutaj. - Ostatnie słowa wypowiedziała znacznie ciszej. Traciła powoli nadzieję na to, że dożyje kolejnego dnia. Czuła się fatalnie i już prawie niczego nie była w stanie dostrzec. Zakasłała, a następnie położyła się na boku.
- Błagam... ktokolwiek... niech to chociaż tak mocno nie boli.


∞ Część 3: Witaj w domu ∞

Dane gracza: Hecate

Nazwa użytkownika:
Hecate
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Llewallyn, Latro,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N paź 07, 2018 7:52 pm
Ostatnia wizyta:
Śr sty 09, 2019 8:16 pm
Liczba postów:
0 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.00 posty dziennie)
cron