Oglądasz profil – Vasko

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Vasko "Cień" Volkosoby
Rasa:
Alarianin
Płeć:
Mężczyzna
Wiek:
25 lat
Wygląda na:
25 lat
Profesje:
Zwiadowca, Szpieg, Włóczęga
Majątek:
Ubogi
Sława:
Nieznany

Aura

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
Vasko
Grupy:
Inne Postacie:
River, Aldaren, Yve, Valerian, Kiraie, Dragosani, Dantalian, Veryvin, Selim, Mana, Zuzu, Faer
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z Vasko

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 miesiąc temu
Ostatnio aktywny:
2 dni temu
Liczba postów:
4
(0.00% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.11)
Najaktywniejszy na forum:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 50.00% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 25.00% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, niezbyt wytrwały, delikatny
Zwinność:zręczny, powolny
Percepcja:wyostrzony wzrok, czuły słuch, wyostrzony zmysł magiczny
Umysł:bystry, błyskotliwy, Łatwy do złamania
Prezencja:odpychający, barbarzyński, poddańczy

Umiejętności

ZwiadMistrz
Niezbędna umiejętność w jego profesji, dzięki której zdobywa potrzebne informacje dla swoich towarzyszy. Obserwuje, podsłuchuje, śledzi i eksploruje, a po tym zdaje raport i ma wolne do następnego zadania. Jego najcenniejsza umiejętność, bo dzięki niej żyje i zarabia.
RysowanieBiegły
Oddaje się temu z nudów. W pierwszej kolejności rysował jakieś bliżej nieokreślone bazgroły, które jak się później okazywało sprowadzały pecha na tych, o których Vasko myślał podczas rysowania, albo których podobizny były zabazgrolone. W miarę jak dorastał, to zjawisko zaczęło tracić na sile. Z niebywałą dokładnością potrafi narysować wszystko co chociaż raz zobaczy - budynki, krajobrazy, ludzi, zwierzęta, chmury, statki. Potrafił wszystko przepięknie odwzorować na fragmencie starego papieru kawałkiem węgla czy nieraz kredy. Często jego szkicownik zapełniony był misternymi symbolami, kręgami i zawijasami (był to okres, gdy zaczął popadać w swoje uzależnienie), wtedy też zamiast węgla czy kredy używał własnej krwi. Dość często rysował otaczających go ludzi w różnych sytuacjach niekiedy wyjątkowo abstrakcyjnych i przerażających, jakby tak właśnie młodzian widział świat. Znajdowały się też szkice jego własnego tatuażu. Obecnie rysuje raczej rzadko i w większości przypadków są to dokładne plany budynków, ulic, ka
Ukrywanie sięBiegły
Jest to jedna z jego pierwszych umiejętności jakie nabył we wczesnym dzieciństwie, a przez późniejsze doświadczenia jedynie ją rozwijał. Ze swoją aparycją i wiecznie ponurym samopoczuciem nie trudno jest mu się ukryć wśród miejskich zabudowań, gdy nie może polegać na swojej magii.
Skradanie sięBiegły
Uzupełnienie zwiadu, skuteczne gdy pracuje się we wnętrzu jakiegoś budynku.
Otwieranie zamkówOpanowany
Uzupełnienie zwiadu, gdy trzeba pod nieobecność właściciela rozeznać się w rozkładzie jego posesji, czy więzienia.
WspinaczkaOpanowany
Uzupełnienie zwiadu, który nieraz najlepiej przeprowadzać z dachów okolicznych domostw. Mimo niewielkiej siły i wytrwałości nie ma z tym większych problemów.
CzytaniePodstawowy
Został tego nauczony w dzieciństwie, by spędzać czas w inny sposób niż na przynoszącym nieszczęścia rysowaniu.
ZielarstwoPodstawowy
Był to pierwszy krok do rozpoczęcia tworzenia własnych leków, otępiaczy i narkotyków. Wyłącznie do własnego użytku.
AlchemiaPodstawowy
Końcowy efekt zielarstwa mającego ulżyć uzależnieniu Vasko i zminimalizować jego wydatki. Nie rozwija tej umiejętności, bo dla niego najważniejsze jest to, by tworzyć pomagające mu środki przeciwbólowe czy nasenne. Względne skutki uboczne nie mają większego znaczenia.

Cechy Specjalne

TatuażMoc
Nie wiadomo nic na jego temat oprócz tego, że obejmuje górną połowę ciała Vasko (bez głowy) i rośnie się wraz z jego ciałem (chłopak ma na sobie ten tatuaż od niemowlęcia i przez wszystkie te dwadzieścia pięć lat jego życia ani na moment się nie zmniejszył czy wyblakł). Zagadką pozostaje co to za tatuaż i jakie są jego możliwości, czy ma jakiś wpływ na życie, zachowanie i umiejętności Vasko. Nie wykluczone, że to ten tatuaż jest odpowiedzialny za obłęd chłopaka, za jego umiejętności magiczne i czytanie aur od dzieciństwa. Istnieje podejrzenie, że to przez niego Cień słyszy bliżej nieokreślone głosy w głowie, widzi mary, których w rzeczywistości nie ma i dość często miewa potworne koszmary oraz jest osłabiony fizycznie, bez względu na to jak dużo czasu by poświęcił aby to zmienić. Podobnie jest z jego magią, nad którą dość często nie ma żadnej kontroli, albo przynajmniej jej ostateczne efekty nie są zamierzone. Prawdopodobnie to też przez ten tatuaż niektóre z jego rysunków z dzieciństwa ziszczało się w jakiś sposób zaraz po tym, gdy je skończył. Gdy Vasko wpadnie w szał przez zbyt długie odstawienie narkotyków, tatuaż rozrasta się na całe jego ciało, zaczyna obejmować również twarz i całe nogi, jarzy się wtedy krwistoczerwonym kolorem.
Czytanie aurDar
Umiejętność niemalże wrodzona. Dzięki niej wiele razy udało mu się uchronić przed nieprzyjemnościami, widząc intencje danej osoby nim ta postanowiła urzeczywistnić swoje zamiary. Z wiekiem umiejętność ta zaczęła przybierać na sile i popychać słabego psychicznie chłopaka do szaleństwa. Niektóre z narkotyków (bo zażywane przez niego leki już dawno przestały go leczyć, a jedynie szkodzić) pomagają mu przytępić tę umiejętność.
MieszaniecAtut
Nieznane jest pochodzenie Cienia, wiadomym jest jednak, że nie jest on zwykłym człowiekiem, o czym można się przekonać po dłuższej znajomości z nim. Jest utalentowany magicznie od urodzenia, jednakże nigdy nawet w najmniejszym stopniu nie rozwijał tych umiejętności, przez co może posługiwać się zaledwie kilkoma raczej słabymi zaklęciami z dziedziny magii Pustki i Przestrzeni, a i tak ich efekty nie są dość często zamierzone. Ze względu na swoje moce i kruczoczarne włosy, chłopaka można by uznać za półkrwi nemorianina, co raczej jest mało prawdopodobne, bo Vasko nie ma charakterystycznych dla mieszańców z takiego skojarzenia zielonych oczu. Potomkiem czarodziei również wątpliwe by był, gdyż jego talent magiczny jest raczej na niskim poziomie w porównaniu do tych pradawnych, do tego jego ciało absolutnie nie jest odporne na choroby i różnego rodzaju toksyny. Ma nawet bardziej osłabioną odporność niż przeciętny człowiek. Ostatnią rasą, u której można by się doszukiwać pochodzenia tego tajemniczego młodego mężczyzny są wampiry (ewentualnie dhampiry), lecz i to jest dość naciąganą teorią, gdyż Vasko ma jedynie delikatny światłowstręt - nie czuje się zbyt komfortowo, gdy za dnia musi opuścić swoja kryjówkę, nawet jeśli podczas spaceru trzyma się zacienionych miejsc, żadnych szkód mu słońce nie wyrządza. Posiada ponadprzeciętną jak na człowieka regenerację - lekkie skaleczenie, obtarcia, stłuczenia i siniaki, potrafią całkowicie zniknąć z jego ciała po zaledwie kilku godzinach, a złamane kości (w zależności od tego jak poważne jest to złamanie) mogą się zrosnąć i przywrócić chłopakowi pełną sprawność w przeciągu nawet półtora tygodnia. Wracając jednak do uznania go za potomka krwiopijców należałoby dla sprostowania dodać, że nie posiada charakterystycznych dla nich (i ich krzyżówek) atrybutów jak blada skóra, nieludzkie kły i łaknienie krwi. Trudne do uwierzenia jest by w swoim drzewie genealogicznym posiadał każdą z tych ras i odziedziczył po niej cechy (zwłaszcza, że jest raczej wątłym i mizernym człowiekiem, można by nawet powiedzieć cieniem zwykłego Alaranina), dlatego tak ciężkim do jednoznacznego określenia jest to, jakiej rasy jest Vasko.
NarkomanSkaza
Ze względu na słabą odporność został przez los zmuszony do przyjmowania różnych dawek, różnych medykamentów niekiedy wątpliwej jakości przez ubogie życie. Od czego jest uzależniony? Trudno stwierdzić, bo bierze jakiekolwiek ogłupiacze, które tylko choć w minimalnym stopniu pomogą mu jakoś przetrwać dzień. Składają się na to jakieś suszone ziółka, pomagające mu usnąć i zapobiegające halucynacjom jakie dość często miewa.
ParanojaPiętno
Nigdy nikomu nie ufał, a zbyt duże skupiska ludzi wywołują u niego obłęd, choć nawet po zmroku w samotności nie może zaznać chwili spokoju, gdyż przyprawiają go o szaleństwo wiecznie rozsadzające mu czaszkę głosy (już od wczesnego dzieciństwa) oraz widziane kątem oka bliżej nieokreślone mary i cienie, które od razu znikają, gdy tylko centralnie na nie spojrzy. Jest przez to bardzo słaby psychicznie, o ile jeszcze zachował jakąś psychikę. Zdarza się nieraz, że musi przed snem oprócz czegoś, co ułatwi mu zasypianie, brać również na dokładkę środki, zapewniające mu spokojny sen bez koszmarów, albo coś przez co nie będą one dla niego tak traumatyczne. Zwykle są to albo jakieś proszki własnej roboty, albo zakupione gdzieś po kątach podejrzane narkotyki.

Magia: Intuicyjna

PustkiNowicjusz
Od urodzenia potrafi władać tą dziedziną magii. Nie rozwijał jej jednak i jedynie używał do własnych celów, by mieć pewność, że skutecznie się ukryje przed zagrożeniem. Potrafi stać się całkiem niewidoczny, ale wyłącznie dla jednej, dwóch wybranych osób (zależy jak silną wolę ma ofiara i jak dużo energii Vasko musi użyć by osiągnąć zamierzony efekt), cała reszta otoczenia bez problemu widzi wszystko co chłopak wyczynia. Bardzo często nie zdaje sobie sprawy z tego, że rzucił jakąś iluzję i sam staje się jej ofiarą. Wraz z czytaniem aur magia pustki przyczyniła się do szaleństwa Cienia. Na szczęście niektóre proszki jego roboty pomagają mu się uporać z niechcianymi halucynacjami. Mocniejsze i bardziej wyniszczające narkotyki, na przykład na bazie jadu mantykory mogą pomóc mu użyć większej ilości mocy niż rzeczywiście posiada.
PrzestrzeniNowicjusz
Również do tej dziedziny ma talent od urodzenia, lecz podobnie jak w przypadku magii pustki nie była przez niego rozwijana i używał jej wyłącznie do własnego użytku i wyłącznie w przypadku odczuwania bardzo silnych emocji. Najczęściej jest to ogromny strach, dzięki któremu Vasko jest w stanie teleportować się trzy sążnie od oprawcy i uciec z opresji. Nie jest to jednak magia, na której mógłby polegać, bo nie zawsze, nawet w przypadku bardzo traumatycznych przeżyć jest w stanie się przenieść. Albo przenosi się gdzieś, gdzie wolałby nigdy nie być, na przykład do więzienia z najgorszymi mordercami jacy chodzili po Łusce, albo do Czeluści (raz mu się zdarzyło i ma nadzieję już nigdy więcej tego nie powtórzyć). Ta magia jest dla niego raczej niebezpieczna również z jeszcze jednego powodu - gdy dopada go zespół abstynencji i zmienia się nie do poznania potrafi w chaotyczny sposób teleportować poszczególne, nawet najmniejsze części ciała i do różnych miejsc również niekontrolowanych przez Vasko, każdej osoby, której dotknie w swym amoku i będzie miała takiego pecha, że zamiast zostać zaatakowaną przez wizje tego co siedzi w głowie chłopaka, własne koszmary czy samą jego pięść, poczuje na sobie smak jego magii przestrzeni.

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

	Jest raczej spokojnego usposobienia i choć stroni od konfliktów, bardzo często się do ich powstania przyczynia, choćby samą swoją osobą. Vasko niestety ma jedną z tych brzydkich cech osób inteligentniejszych od przeciętnej większości, że nie kryje swoich wniosków i opinii do jakich doszedł, choćby po zaledwie rzuceniu okiem na swojego rozmówcę. Przez to bez pohamowania mówi to co myśli, a jak powszechnie wiadomo, nie wszystkim może się to podobać. Jakiekolwiek ciosy pod swoim adresem (czy fizyczne, czy bardziej te psychiczne) zawsze przyjmuje, ale nie oddaje, nie jest typem wojownika, co widać po samym jego wątłym wyglądzie. Praktycznie przez cały czas jest pod wpływem silnych środków odurzających własnej roboty, więc wszystko mu jedno czy ktoś układa bruk jego twarzą czy nie. Poza tym dzięki temu, że staje się czyimś workiem do bicia i mimo otępiających leków czuje ból, dostaje namacalny dowód na to, iż nie jest duchem, a rzeczywiście żywą istotą. Pomyłką byłoby jednak stwierdzenie, że odczuwanie bólu go zadowala, ponieważ gdyby tak było nie brałby przez całe swoje życie proszków niwelujących to uczucie czy przytępiających (choć przyczyną tego jest również jego uzależnienie). 

Nikomu nie ufa, ale łatwo go zmanipulować. Członkowie obecnej grupy, która zwerbowała Vasko, szybko się przekonali, że jeśli powiedzą "rozkaz Kapitan", to chłopak zrobi absolutnie wszystko i bez marudzenia (nie żeby normalnie marudził, według niego jest to zbyteczne). Tym sposobem dość często inni się nim wyręczali w mało wdzięcznych zadaniach, którymi oni mieli się zająć, jak na przykład zrobienie za wabik, prowokatora (wbrew naturze chłopaka), czy choćby do posprzątania za nich łaźni w „Opieszałym Lewiatanie”. Nie trudno jest się domyśleć, że również był ofiarą wielu złośliwych dowcipów z tego powodu. Wszystkie takie sytuacje po doprowadzeniu do finału i usłyszeniu, że został wrobiony zbywał wzruszeniem ramion i po założeniu kaptura odchodził do swojego skromnego azylu.

W relacjach z osobami (nie ważne czy z organizacji czy zupełnie obcymi) nie on pierwszy nawiązuje kontakt. Zniszczony psychicznie przez życiowe doświadczenia, swoje paranoje i uzależnienie nie za specjalnie dba o siebie, a co dopiero o innych. W przypadku zagrożenia nie będzie się zastanawiał czy pomóc towarzyszowi w opałach, po prostu sam zwieje i nie sprawdzi później czy wszystko w porządku, gdyż wychodzi z założenia, że skoro nikt za nim się nigdy nie wstawił to po co on ma to robić, jeśli później i tak inni będą nim gardzić.

Gdy dopada go zespół abstynencji staje się kompletnie nieobliczalny w swoim obłędzie. Spokojny i zobojętniały na wszystko chłopak może nagle zacząć kaleczyć własne ciało, albo zaatakować najbliższą sobie osobę.

Wygląd

	Vasko jest młodym mężczyzną nie za wysoki, nie za niski, można powiedzieć przeciętnego wzrostu (178,48cm) i wątłej budowy. Nie ma zaniku mięśni, lecz nie ma ich też wyeksponowanych jak co poniektórzy mężczyźni potężniejszej postury. Jest bardzo szczupły, co złośliwi mogliby przyrównać go do głodującego obdartusa żebrającego na ulicy. Czasami zdarza mu się garbić, jakby chciał być jeszcze mniejszy, albo ukryć się przed otaczającym go światem. Przemykając pospiesznie i ukradkiem ulicami miasta raczej nie należy do najciekawszych osób, na które można by zwrócić uwagę, nawet gdyby zebrała się wokół niego kupa ludzi. Jest po prostu zwykły, przeciętny, albo właśnie jak już zostało wspomniane, w ogóle nieciekawy. Nie ma sensu skupiać na nim swojej uwagi, a tym bardziej tracić czasu. Ot zwykły cień jakich dokoła wiele. Niejednokrotnie był ofiarą pobicia w biały dzień, nawet przy przechodzących obok strażnikach i absolutnie nikt nie zareagował, jakby chłopak był niewidzialny. Vasko czasami się zastanawia, czy rzeczywiście istnieje on i jego ciało, czy jest ono faktycznie prawdziwe i czy nie jest to czasem jego własna iluzja, bo skoro nikt go nie zauważa, to czemu on sam siebie widzi? Ma to jednak swoje plusy, bo ułatwia mu pracę dla różnego typu organizacji, dla których ma dokładnie badać teren i zdobywać najpotrzebniejsze informacje. 
Brak zainteresowania jego osobą najpewniej wynika z tego, że Cień preferuje wyłącznie kruczoczarne ubrania, a gdy jeszcze zakłada kaptur i trzyma się na uboczu czy zacienionych miejsc, można by to uznać za jednoznaczną prośbę by nikt na niego uwagi nie zwracał. Jego garderoba jest dość skromna. Ogranicza się do pojedynczych sztuk części garderoby na każdą porę roku, zawsze czarnych i niekrępujących ruchów.

Przy bliższym spotkaniu, gdy ma na sobie lżejsze odzienie, choćby swój płaszcz bez rękawów, w oczy od razu rzucają się tatuaże znaczące gęsto jego całe ramiona nawet z wierzchem dłoni oraz tors. Rozmówca taki zapewne nietrudno się domyśli, że choć nie są widoczne plecy młodzieńca, to i one również pokryte są tymi samymi czarnymi falami i spiralami, bliżej nieokreślonymi kształtami, które jedynie na górnej części klatki piersiowej można by jednoznacznie zinterpretować, że przedstawiają trupią czaszkę. Wiedza ta raczej nie zaowocuje większą sympatią do wiecznie ponurego Vasko. Chłodne, nieufne spojrzenie jego niezwykłych oczu (prawe niebieskie, lewe brązowe), na które dość często opadają mu czarne włosy, z delikatnie kręconymi końcówkami, również nie powoduje, że łatwiej jest mu znaleźć jakiś towarzyszy choćby do piwa czy gry w karty. Swoją aparycją i dystansem do wszystkiego co go otacza wydaje się być postacią wystarczająco niepokojącą by znaczna część ludzi, która nie chce mieć kłopotów, omijała go szerokim łukiem.

Głos ma spokojny i kojący, można by uznać, że niemalże hipnotyzujący, nawet jeśli wypruty z wszelkiego życia i mocno pesymistyczny. Brzmi jakby był lekko zachrypnięty, przez to, że Vasko mało się odzywa, a jak coś mówi to raczej cicho, jakby do samego siebie.

Historia

	Za oknem szalały żywioły i szaleństwem byłoby choćby wystawienie ręki za okno w taką pogodę. Nie było wątpliwości, że na morzu znów grasował sztorm. Pora również nie sprzyjała wędrówkom, bo chodzenie nocą nawet po peryferiach Trytonii było proszeniem się o kłopoty. Owszem można było zostać okradzionym czy przez przypadek „zahaczonym” prawym sierpowym za niewinność również za dnia, ale jednak noce były bardziej niepewne przez wszechobecny dookoła mrok. Obecna aura panująca na zewnątrz nie powstrzymała jednak kogoś przed zawitaniem w okolice sierocińca "Ostatniego Miłosierdzia" i podrzuceniem wiklinowego kosza z noworodkiem w środku. 
Hana, dawna wychowanka tego przybytku i obecnie służąca, kucharka, opiekunka i sprzątaczka, przechodziła w tym czasie korytarzem, od drzwi do drzwi, sprawdzając czy wszyscy już śpią i żaden psotny gagatek nie postanowił wpaść na pomysł spłatania kilku figli przed pójściem spać. Przechodząc obok drzwi wejściowych, kątem oka wychwyciła jakąś postać stojącą na zewnątrz, lecz gdy wyjrzała, prócz przemoczonego kosza z płaczącym rozpaczliwie niemowlęciem w środku, nie było nikogo. Było to o tyle niepokojące znalezisko, że chłopczyk nadal pokryty był krwią i płynami poporodowymi, z niedbale obciętą, czy raczej rozerwaną gołymi rękami pępowiną. Do tego jeszcze ten tatuaż pokrywający większość jego ciała... Nie myśląc za wiele, okryła maluszka pledem ze swych ramion i wniosła do środka. Przed zamknięciem drzwi raz jeszcze się rozejrzała, lecz szybko je za sobą zamknęła, gdy uderzył w nią porywisty wiatr.
Wniesienie płaczącego wniebogłosy niemowlęcia obudziło wszystkich mieszkańców sierocińca. Młodsze dzieci dołączyły się do tej rozdzierającej serce arii operowej, starsze natomiast znów zaczęły brykać i dokazywać do momentu, aż na końcu korytarza nie pojawiła się Barga, zwana przez mieszkańców Trytonii Aniołem. Stara, gruba kobieta z miną tak kwaśną, że na sam widok kwiaty więdły, a mleko się psuło, dysząc i sapiąc z trudnością przez swoją otyłość zbliżyła się do struchlałej ze strachu służącej, która w jednym czasie chciała uspokoić wszystkie dzieci i zapobiec katastrofie. Niestety było już na to stanowczo za późno.
- Do stu diabłów, co ty wyprawiasz dziewucho o tej porze. Co to ma być i czego to pacholę tak drze japę?! - burknęła nieprzyjemnym dla ucha głosem, stając przy młodszej kobiecie i wyrywając jej z rąk kosz.
- Miłościwa pani... - nie dane jej było dokończyć, bo zaraz została uciszona gestem ręki, gdy główna matrona sierocińca ciamkała z krzywą miną oglądając nowego podopiecznego.
Zaciekawione sytuacją starsze dzieci przepychały się za lekko otwartymi drzwiami swoich pokoi, by jak najlepiej wszystko widzieć i słyszeć, aż jedno złośliwie nie zostało wypchnięte na zewnątrz z głośnym trzaskiem zamykanych drzwi i chichotem po ich drugiej stronie.
- Ej, otwórzcie mi! - dobijał się rozpaczliwie do drzwi wypchnięty przed chwilą siedmiolatek i zaraz zamarł czując na sobie srogie spojrzenie właścicielki sierocińca. Wszystkie inne dzieci zerkające zza swoich drzwi od razu się pochowały i uciekły do swoich łóżek pod podziurawione przez mole i myszy koce.
- Każdy się przyda, może ktoś go kupi - powiedziała do Hany oddając jej kosz, nie odwracając wzroku od łobuza, który nie był jeszcze w łóżku. - Podrzuć go Mice, każ jej go karmić. W końcu będzie jakiś pożytek z tego, że dała rzyć jakiemuś sutenerowi. A tobie kochaneczku chyba należałoby przypomnieć zasady panujące w MOIM domu - zwróciła się groźnie do przerażonego chłopca, stojącego ze łzami w oczach i zmoczonymi właśnie spodniami ze strachu, który krzycząc wniebogłosy starał się wyrwać z chwytu Bargi, gdy ta zaczęła wbijać mu swoje długie, suche i pomarszczone palce w ramię.
Mimo wieku i swojej nadwagi bez większego trudu utrzymała szarpiącego się i oboje zniknęli w mroku na końcu korytarza, z którego dobył się tylko przeraźliwy, niemal zwierzęcy skowyt karanego dziecka, którego skatowane ciałko opuściło sierociniec z samego rana. Pojechał do nowego domu, adoptowany przez jakiś dwóch łysych dryblasów ze szpetnymi od blizn twarzami, którzy „przygarniali” wszystkie sztywne i zimne sierotki, by zawieść je nad jeden klif, z którego zawsze zrzucali zwłoki do morza, w końcu rybki również coś muszą jeść.

Wracając jednak do historii tajemniczego noworodka... Hana zrobiła, jak Barga jej kazała i mierząc się z ogromnym bólem w sercu wywołanym krzykiem karanego siedmiolatka, zapukała ostrożnie do pokoju ciężarnej kurtyzany. Nie słysząc żadnego odzewu westchnęła ciężko i przytuliła do siebie płaczące niemowlę, które zaraz zaczęło się uspokajać. Wzięła go do siebie do pokoju, gdzie przygotowała dla zmarzniętego chłopca ciepłą kąpiel, po której owinęła go z troską w koc i położyła na łóżku, gdzie usnął spokojnie.
Kiedy sprzątała po umyciu chłopca, z kosza, w którym został przyniesiony pod drzwi sierocińca, wyleciała przypalona na brzegach karteczka z napisem: "Volkosoby". Napis wydał jej się zbyt dziwny na imię dla takiej biednej kruszyny, więc uznała je za nazwisko malucha. Wciąż jednak nie miał imienia, ale z tym nie miała akurat problemów. Przypomniała sobie przystojnego i bardzo miłego szlachcica, który tego dnia postanowił zapewnić dom jednemu z ich wychowanków. Był sławnym kapitanem na tych wodach, więc w nadziei, że śpiący na jej łóżku niemowlak zostanie przez los obdarowany wszystkimi dobrymi cechami tamtego mężczyzny, nazwała go Vasko.
Na następny dzień z wciąż drzemiącym Vasko na rękach, udała się do Miki, która zamierzała już wychodzić na miasto. Zatrzymała ją i przekazała jej polecenie Bargi, lecz kurtyzana jedynie prychnęła z pogardą, że nie będzie tracić czasu na jakiegoś dziwoląga. Napatoczyła się na to akurat Anioł, pod której wpływem ciężarna szesnastolatka zgodziła się karmić małego swoim mlekiem i nic poza tym.
Obładowana obowiązkami Hana zajęła się więc opieką nad Vasko (to ona nauczyła go czytać w późniejszym czasie) i nawet nie zamierzała narzekać. Wiedziała, że maluchowi pod opieką nieodpowiedzialnej i lekkomyślnej Miki mogłaby się stać krzywda, a Barga... choć była nazywana Aniołem, bo zrobiła ze swojego domu sierociniec, nienawidziła dzieci całym swoim zepsutym sercem. Przygarniała je jedynie dlatego, że widziała w nich niemały zysk. Czy były sprzedawane sutenerom czy czarnoksiężnikom do rytuałów, a może jako zwykli niewolnicy i służący, nie obchodziło ją to jak kończyły gałgany zalegające pod jej dachem, liczył się tylko zysk. Owszem bywały przypadki, że faktycznie jakieś dziecko trafiało po tym do prawdziwego domu, gdzie w końcu miało szczęśliwe życie, ale w stosunku do tego jak często jednak podopieczni byli sprzedawani, były to rzadkie, czy nawet sporadyczne przypadki. Starucha wychodziła z założenia, że skoro ktoś chce kupić od niej bachora, to czemu miałaby nie skorzystać.

Vasko do dwunastego roku życia wychowywał się w tym piekle. Było wielu chętnych by go kupić choćby do swojego zamtuzu przez jego kruchą posturę i przerażone, uległe spojrzenie, jednakże, gdy tylko potencjalni zainteresowani widzieli to wytatuowane trupie lico u góry jego klatki piersiowej, od razu rezygnowali. Jedni byli oburzeni widokiem tatuażu chłopca, u innych wzbudzał niepokój. Nawet czarnoksiężnicy będący ze śmiercią za pan brat, woleli trzymać się od młodzieńca o smutnym spojrzeniu z daleka, by nie ściągnąć na siebie przypadkiem jakiegoś nieszczęścia. Przez swój przeklęty tatuaż i brak chęci do walki, czy samoobrony, był pomiatany przez inne dzieci, które po prostu się go bały, a czując się silniejszymi, zamieniały ten strach w agresję do czarnowłosego. Wyzwiska, dokuczanie, złośliwe żarty, pobicia, upokorzenie wszelkiego rodzaju, czy nawet zrzucanie na niego całej winy i odpowiedzialności, by to on otrzymał od Bargi karę, a nie oni, bardzo naruszyły jego tak samo kruchą jak ciało psychikę.
Od małego ulubionym zajęciem na oderwanie się od rzeczywistości i ucieczkę na moment z tego piekła, było oddanie się rysowaniu. Już jako pięciolatek miał świetną jak na swój wiek pamięć do szczegółów, które jak na takie dziecko potrafił dość dobrze odwzorować na skrawku kartki. Kiedy Hana miała gorszy dzień (o co wcale nie było trudno pod jarzmem Bargi), dość często starał się poprawić jej humor rysunkami ptaków jakie udało mu się tego dnia zobaczyć, wiedząc jak bardzo te pierzaste stworzenia ją fascynowały. Nikt jednak wtedy jeszcze nie wiedział, jaka moc zaklęta jest w rysunkach stroniącego od towarzystwa chłopca. Któregoś jednak razu Vasko pod czujnym okiem Hany, zajmującej się jeszcze szóstką młodszych dzieci, rysował z nudów śpiącego na jej posłaniu kota, przygarniętego z ulicy i pomieszkującego u nich już od tygodnia. Wszystko zdawało się być zwyczajne, nawet po skończeniu pokazał i dał opiekunce rysunek, lecz wtedy kocur zaczął się dusić i miotać się przerażony, umierając nim zaniepokojona kobieta zdążyła cokolwiek zrobić. Vasko spojrzał wtedy najpierw na zmarłego dachowca, a po tym smutno na Hanę, którą ze skruchą zaraz przeprosił, tłumacząc, że chyba zbyt ciasno narysował mu obróżkę na szyi. Sytuacja, jak również słowa chłopca na tyle zaniepokoiły kobietę, że postanowiła nadzorować chłopca jeszcze kilka razy podczas, gdy on sobie bazgrolił. Narysowane przez niego zwierzęta dość szybko umierały (znalazła kilka ptasich trucheł w pobliżu sierocińca, osobników, które wcześniej narysował dla niej Vasko), a gdy rysował któregoś ze swoich "kolegów", przeważnie przytrafiało się portretowanemu i zaraz zabazgranemu coś nieprzyjemnego: a to zacięły się drzwi od wygódki, a to inny oblał się wrzątkiem, bo rączki od kociołka się oderwały, komuś opuszczającemu sierociniec przytrafiał się wypadek (został na przykład potrącony przez powóz kupiecki). Zaczęto więc snuć domysły, że rysunki Vasko nie są niewinnymi, dziecięcymi obrazkami i zaczęto się ich bać. Barga nawet zakazała mu oddawania się akurat tego typu przyjemności i jak nigdy Hana przyznała jej rację, prosząc chłopca by może lepiej zajął się czymś innym, albo się pobawił. Mimo tego, Vasko zawsze gdzieś po kątach skrobał coś na kartkach, przestał jednak rysować konkretne wizerunki zwierząt czy ludzi, a oddał się kreśleniu bliżej nieokreślonych kształtów i symboli. Przynajmniej od tego nikomu nic się już nie stało, acz on sam zaczynał się stawać jakby coraz bardziej nieobecny.
Przestał mieć jednak w pewnym momencie czas na rysowanie, gdy zaczął pojmować otaczające go różnego rodzaju odcienie, zapachy i odgłosy. Zaczął rozpoznawać i odpowiednio interpretować otaczające go aury. Co prawda podupadło przez to jego zdrowie psychiczne, ale przynajmniej dzięki temu był w stanie uratować sobie kilka razy skórę, gdy po samej aurze udało mu się dostrzec zmierzającą w kompletnej ciemności przez korytarz Bargę, poszukującą sobie kozła ofiarnego, albo uciec, czy odpowiednio sobą zniechęcić, kogoś, kto był zainteresowany kupieniem Vasko od starej kobiety. Ze dwa razy ostrzegł również swoich towarzyszy niedoli, przed tym jaki los ich czeka, gdy pójdą z osobami, które ich "adoptowały" i pomógł im zorganizować ucieczkę. Co prawda los był niesprawiedliwy i raczej długo dzieciaki same nie pożyły, ale przynajmniej oszczędziły sobie kolejnych cierpień.
Nikt jednak nie byłby chyba w stanie wytrzymać tego co widział i czego doświadczył w sierocińcu Vasko, nikogo więc nie powinno dziwić, że po ukończeniu dwunastu lat po prostu uciekł, zaczynając żałosne życie na ulicy. Wbrew pozorom okazało się ono o wiele lepsze niż ciągłe obserwowanie jak co gorsze typy za sakiewkę ruenów zabierały w ogromny świat różnych ras dzieci i różnego wieku, lub życie w strachu i co noc ukrywanie się pod łóżkiem czy Barga nie postanowi wyjść na żer, by znaleźć następnego, któremu mogłaby przetrzepać skórę choćby przez to, że noga wystawała mu spod koca. Podopieczni, którzy często mieszkali tu do dojrzałości, również nie znali litości, zwłaszcza dla młodszych od siebie i wyróżniających się choćby kolorem skóry.
Bardzo szybko odnalazł się w nowym życiu i ciężko mu było nacieszyć się względnym spokojem jaki miał, nawet jeśli musiał żywić się resztkami ze śmietników i sypiać w kanałach. Spokój ten jednak długo nie trwał, gdyż już pierwszej nocy z pełną mocą zaatakowały go wspomnienia wszystkiego co widział i czego doświadczył w sierocińcu „Ostatniego Miłosierdzia”, przez co nie mógł już później spać. Tym bardziej, że mimo wybudzenia się z tego snu, nieświadomie utknął we własnej iluzji. Koszmar trwał jeszcze kilka godzin, po których przerażony dzieciak i tak nie mógł już zasnąć. Nie będąc świadomym tego co robi, zablokował wszystkie wyjścia z sierocińca i go doszczętnie spalił, nie tylko śpiącą w nim Bargę i wszystkich swoich oprawców, ale również Hanę, która jako jedna z niewielu w sierocińcu okazała mu wiele czułości i troski. Uwięziony wciąż we własnym koszmarze uciekł z powrotem do miasta (myśląc, że to już las za miastem, gdzie z łatwością się ukryje przed ścigającymi go potworami).
Z "pomocą" bardzo szybko przyszedł mu potrącony przez chłopca, dziwny szczuroczłek, od którego dostał swój pierwszy w życiu otumaniacz. Nie można powiedzieć, że zmiennokształtny oszukał chłopaka, gdyż faktycznie narkotyk przyniósł mu ukojenie i pozwolił w spokoju odpocząć, a to, że jedną nogą znalazł się na tamtym świecie i tylko jakimś cudem przeżył, było najmniej istotnym szczegółem. Najważniejsze było, że dziwne specyfiki potrafiły odgonić mary zatruwające umysł Vasko, albo sprawić, że ze strasznych, stawały się neutralne. Był to też pierwszy pracodawca Cienia, który miał pilnować czy w stronę robiącego interesy szczura nie kierują się strażnicy.
W niedługim czasie uzależnił się od różnego rodzaju specyfików mocno mącących w głowie, mało przy tym jadł, niewiele pił, słońce zaczynało go drażnić, snuł się po mieście niczym cień.
Dość często był zaczepiany przez podejrzane osoby, by kogoś obserwować, coś przechować czy ukryć. Kilka razy zdobyte przez przypadek informacje uratowały mu życie i posłużyły jako karta przetargowa, by osaczający go bandyci nie roztrzaskali mu głowy na bruku za niewyparzony język (w sierocińcu był wyparzany, kilkakrotnie, a i tak nic to nie dało, zawsze się goił i to w zastraszającym tempie). Tym też sposobem dołączył do pierwszej grupy przestępczej, mając niecałe czternaście lat. Nie zagrzał w niej jednak zbyt długo miejsca. Wszyscy członkowie, wraz z chłopakiem bardzo szybko zostali wyłapani przez władze miasta i Vasko miał prosty wybór - ze względu na młody wiek zaproponowano mu umorzenie kary śmierci oraz wolność, jeśli dokładnie strażnikom opowie, gdzie ta banda chowała swoje łupy. Jeśli ktoś pytał, Vasko zawsze posłusznie odpowiadał, więc i w tym przypadku nie miał żadnych przeciwwskazań by podzielić się wiedzą z organami ścigania (nie jego problemem było to, że zostali ukarani po kilku dniach, gdy przepijali cały łup jaki chłopak im wskazał, a miał zostać zarekwirowany na rzecz państwa).
Podobnie było jeszcze jeden raz, gdy inna grupa rządząca miastem (Manty), zaatakowała amatorską bandę, w której znajdował się czarnowłosy. Szefowa atakujących postanowiła sprawdzić plotki na temat złapanego wraz z innymi chłopaka, który bez większych oporów wyjawił wszystkie sekrety bandy, do której go zwerbowano oraz popisał się wiedzą na temat interesujących zadań jakich piratka mogłaby się podjąć. Inteligencja Vasko i jego rozeznanie w terenie bardzo jej zaimponowały i tak został wcielony do obecnej grupy, która zaoferowała mu ciepłe miejsce do spania oraz posiłek, w zamian za jego pracę dla organizacji. Kapitan wiedziała o tym, że jeśli zada się konkretne pytanie i odpowiedź będzie dla Vasko oplacalna, chłopak wszystko zdradzi. Jednakże wiedziała jak uporać się z tym problemem i nie stracić świetnego zwiadowcy. Chłopak niby do nich przynależał, ale żył na uboczu zajmując się badaniem terenu pod dane zadanie, czy dowiadywaniem się czegoś ciekawego, by ostatecznie złożyć szefowej Mant osobiście raport i po zapłaceniu uciekać do siebie. Nigdy nie został zaprowadzony do ich Groty, nie wiedział ile konkretnie Manty miały członków w swoich szeregach, sam dość rzadko z jakimiś współpracował, a jak już to była to jedynie znana mu garstka. Nie znał też ich imion, ani nazwisk, nie miały żadnego znaczenia, zawsze wszyscy posługiwali się swoimi pseudonimami. Wtedy też Vasko zaczął być nazywany Cieniem. Mimo tych środków bezpieczeństwa Kapitan zrobiła to co obiecała – chłopak miał swój własny pokoik na strychu „Opieszałego Lewiatana” - karczmy należącej do Mant i na koszt tejże organizacji mógł zawsze zamówić coś do picia czy jedzenia, gdy tylko dopadł go głód.

Obecnie z każdym dniem coraz mniej zarabia przez skąpstwo i chciwość piratki, co zmusiło go do zdobycia wiedzy z zakresu zielarstwa oraz alchemii, lecz na niektóre składniki i tak mu zawsze brakuje. Z tego powodu postanowił w każdej wolnej chwili, jeśli siły mu na to pozwalały i nie odpływał do regenerującej krainy snów, gromadzić każdą, nawet najmniej znaczącą informację czy nawet szukać sobie pojedynczych zleceń na zdobycie planów jakiegoś budynku, czy zorientowanie się ilu strażników chroni królewskiego skarbca, czy jak się do niego dostać. W momentach gdy jest w stanie kontrolować swoją magię, możliwość teleportacji niezwykle ułatwia mu pracę. Działanie na kilku frontach jest co prawda wyczerpujące i niebezpieczne, jednakże przynajmniej starcza na składniki do proszków tłumiących koszmary i niekontrolowane iluzje, a to Cieniowi wystarczy do spokojnej egzystencji. Byle by tylko Kapitan nie dowiedziała się o tym, że chłopak nie pracuje wyłącznie dla niej, inaczej marny będzie jego dalszy żywot. Choć... czy to nie będzie czasem dużo lepsze od obecnej egzystencji?