Oglądasz profil – ZuZu

Awatar użytkownika

Ogólne

Godność:
Zude-Zhuan (ZuZu)
Rasa:
Centaur
Płeć:
Nieokreślono
Wiek:
15 lat
Wygląda na:
0 lat
Profesje:
Majątek:
Sława:

Aura

Ta słabiutka i młodziutka aura, wyłączając wyraźne błyski skromnego wieku, zdaje się karykaturalnie wręcz nie pasować do tego kogo otacza. Bo przecież aż kusi, by widząc centaura spodziewać się porządnej twardości, a elastyczności z kolei raczej marnej, zaś patrząc na tego konkretnego osobnika każdy oczekiwałby po nim łagodnej słodyczy otoczonej szafirową poświatą, a nie… takiego bajzlu. Bezsłownej pyskówki. Głęboko bursztynowego zamętu przesiąkniętego goryczą i delikatnie lepkim smakiem soli. Zagłuszają miły zapach miodu i charakterystyczną woń końskiej sierści - nie, to one są tu najważniejsze. Skąpane w złocie, w ni to zabawnych ni zatrważających odcieniach miedzi. Rozgrzane własną swobodą nieliczącą się z nikim i niczym, ale nie przepadające za samotnością. W końcu ktoś musi tu być by dało się zarobić! By można się było popisać. I choć nie robi się tego twardością, ta bowiem jest niemal przeciętna, to giętkość emanacji może niekiedy przyprawiać o zawrót głowy. Ha! Teraz już tylko jedno sprawne cięcie ukrytego ostrza i pozornie gładka sakiewka znika bez śladu. Do następnego razu!

Informacje o graczu

Nazwa użytkownika:
ZuZu
Grupy:
Martwe postacie:
Płeć gracza:
Kobieta

Skontaktuj się z ZuZu

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
1 rok temu
Ostatnio aktywny:
3 tygodnie temu
Liczba postów:
17
(0.02% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Valladon
(Posty: 9 / 52.94% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Valladon i okolice] Nowy cyrk
(Posty: 9 / 52.94% wszystkich postów użytkownika)

Połączone profile


Atrybuty

Krzepa:niezbyt silny, wytrwały
Zwinność:bardzo zręczny, bardzo szybki, dokładny
Percepcja:wyostrzony wzrok
Umysł:bystry, ineligentny
Prezencja:Ładny, barbarzyński

Umiejętności

PrzetrwanieBiegły
Dotyczy głównie przeżycia w miejskiej dżungli bez grosza przy duszy, choć w zupełnej dziczy zapewne też dałby jakoś radę, choćby za sprawą samego instynktu.
KradzieżPodstawowy
Ze swoim niepozornym wyglądem, życiem, które raczej nie było dla niego kolorowe i mianem miejskiego błazna, bez złamanego ruena, grzechem byłoby nie skorzystać z dobrodziejstw przelewających się za murami miasta. Wystarczy jedynie znaleźć, albo zainicjować odpowiednią okazję. W końcu to ona czyni złodzieja.
SzulerstwoOpanowany
Żeby być dobrym złodziejem, należy być genialnym oszustem. Póki co może bez wahania powiedzieć, że jest w tym dobry.
HazardOpanowany
Z jego bystrym, szatańskim umysłem i inteligencją wystarczy kilka razy odwiedzić karczmę i jedynie z boku poprzyglądać się grom, by zrozumieć o co w nich chodzi. A szczególnie jak grać, używając swoich umiejętności, by praktycznie zawsze wygrywać. Wiadomo jednak, że gdy trafi się na większego oszusta od siebie, przegrana jest niemal z góry założona, ale w sumie zawsze warto uczyć się od najlepszych. Dobrze, że mistrzowie hazardu wędrują jedynie od miasta do miasta i nigdy nie zagrzewają nigdzie miejsca na dłużej. Inaczej ciężko by mu było wygrywać, żeby chociaż kupić chleb.
StrategiaOpanowany
Bez niej i bez szybkich kopyt już dawno umarłby z głodu, albo zgniłby w lochu za kradzieże. Bo ile można obcinać rąk, skoro ma się tylko dwie, a wypadałoby mieć chociaż jedną do uczciwej pracy na rzecz państwa. Oczywiście.
UnikiPodstawowy
Wystarczy kilka razy poślizgnąć się na zakręcie między uliczkami, albo potknąć się na jakimś śmieciu panoszącym się na bruki i zostać przez to złapanym, by w końcu pojąć chociażby podstawy.
AktorstwoOpanowany
Nie ważne czy używane do zabawiania tłumu, czy jako ułatwienie zdobycia czyjejś sakiewki. Dobry oszust i cwaniak powinien umieć odgrywać różne role w zależności od sytuacji.
KuglarstwoBiegły
Wygłupiając się i robiąc za błazna na głównym rynku, można ściągnąć do siebie naprawdę spore tłumy naiwnych ciemniaków, których z jeszcze większą łatwością można oskubać. Poza tym błaznowi zawsze łatwiej jest się wymigać od konsekwencji, albo zyskać przychylność tych WAŻNIEJSZYCH w mieście. A później ich oczywiście oskubać! Z resztą dla ZuZu całe życie to jedynie zabawa.
ŻonglerkaOpanowany
Częstokroć żonglował na głównym rynku czym popadnie, byleby ściągnąć do siebie tłumy, nie tylko po to by więcej ludzi rzuciło mu po ruenie za jego wyczyny, ale również dla tego by mieć większe pole do popisu i więcej ofiar do oskubania. Z czegoś przecież trzeba żyć. O dziwo z jedną ręką też sobie dobrze radzi, choć cokolwiek zostało ograniczone jedynie do niewielkich i okrągłych przedmiotów, takich jak piłeczki, ale okazuje się, że jednoręki żongler cieszy się jeszcze większym zainteresowaniem i przy okazji wzbudza współczucie.
AkrobatykaBiegły
Czego centaur nie zrobi, by zdobyć większą publikę. Dla niektórych, zapewne szczególnie dla jego pobratymców, to co nieraz wyprawia ZuZu może wydawać się upokarzające, ale nie dla tego młokosa, który co rusz wymyśla nowe sposoby na ściąganie do siebie większej ilości osób. Balansowanie na położonej beczce, stojąc na niej dęba, czy przeskakiwanie saltem przez podpalone obręcze nie stanowią dla niego najmniejszego problemu.

Cechy Specjalne

ArlekinZaleta
Bycie miejscowym błaznem daje wiele możliwości i okazji do łatwego zarobku, zwłaszcza jeśli wygląda się tak niepozornie jak on. Niby zwykły, uroczy dzieciak, a jednak przekleństwo dla twojej sakiewki.
NiewiniątkoZaleta
Co prawda ma już swoje lata, ale jak to dziecku, uroku osobistego mu nie brakuje. Szczególnie jeśli jest to biedna, kaleka sierotka, bez dachu nad głową i pałętająca się bez celu po szemranych dzielnicach z rozdzierającym serce smutkiem na twarzy i pustym, pozbawionym życia spojrzeniem. Uważaj jednak, gdyż to jedynie chytry podstęp mający na celu uśpić twoją czujność i pozbawić twojej sakiewki oraz/lub zakupów.
SamoukDar
Nie ma większego problemu z uczeniem się nowych rzeczy przez zwykłą obserwację, a jeszcze bardziej przez popełniane przez siebie błędy, z których potrafi wyciągnąć uprzykrzające komuś innemu życie wnioski. Uważaj więc co robisz, bo nie znasz dnia ani godziny, gdy nieświadomie nauczysz tego dzieciaka nowej sztuczki.

Magia:

Nowicjusz

Przedmioty Magiczne

Mroczny

Charakter

Przy pierwszym spotkaniu ZuZu wydaje się być zwykłym energicznym i sympatycznym dzieciakiem jakich mało. Naiwny i ugodowy, nie będzie się z nikim spierał, tylko od razu zgodzi się ze swoim rozmówcą. Niebezpiecznie ufny wobec obcych, co niejednokrotnie może skończyć się dla centaura tragedią... Jednakże to tylko pozory. Naturianin jedynie gra grzecznego i biednego chłopca z ulicy, niewinnego i nieszkodliwego. 


Niestety prawda jest taka, że może się okazać jednym z największych zagrożeń czyhających na nieostrożnych w mieście. Spokojnie, nie jest okrutny i nie odbiera życia niewinnym. W sumie nikogo nigdy nie zabił, można więc uznać, że jest kimś w rodzaju pacyfisty, gdyż zawsze unika wszelkiego rodzaju konfliktów, lub od nich ucieka, by w zaciszu swojej kryjówki pośmiać się z głupoty swoich niedoszłych przeciwników, którzy z taką łatwością dali mu się sprowokować i okraść. Dlatego jego "pacyfizm" należałoby brać z przymrużeniem oka. Owszem, unika konfliktów, ale po tym jak do nich doprowadzi, bo przecież rozjuszonego najemnika łatwiej okraść.

Chłopak nie liczy się z nikim i niczym, jeśli nie gra potulnego, zagubionego źrebaczka, jest pewny siebie, złośliwy i arogancki. Nie uznaje żadnych autorytetów i jedynym jego panem jest on sam. Często podczas swoich błazeńskich wybryków udaje chodzącego naiwniaka, straszną ofermę i aż niemożliwego do uwierzenia głupka. Specjalnie się potyka, potrafi przejść się z dziećmi na swoim grzbiecie, jednakże mimo to jest bardzo dumnym centaurem, z ogromnym dystansem podchodzącym do tego co mówią i sądzą o nim inni. Szczerze? Inni go nie obchodzą. Liczy się tylko on sam!

Choć udaje dobrego, zdawać by się mogło, że nie zna tak naprawdę pojęcia tego słowa. W mieście często mieszka wiele dzieciaków czy starszych osób, które tak jak on nie miały w życiu lekko i żyją na ulicy, bez grosza przy duszy i prawdziwego dachu nad głową, osierocone i osamotnione. On nimi gardzi i choć różni się jedynie końskim tułowiem oraz talentem do przekrętów i aktorstwa, uważa się za lepszego od nich. Potrafi takie osoby jeszcze bardziej zgnębić i wyszydzić, a w głowie nawet przez uderzenie serca nie pojawi się myśl o udzieleniu im choćby schronienia w swojej kryjówce czy podzieleniu się łupami. Jest aroganckim egoistą bez grama empatii, do tego pozbawionym honoru. Dla własnego zysku jest w stanie zrobić wszystko, choćby kradzież żebrakowi jego drobnych uzbieranych przez cały dzień.

Warto również wspomnieć o jego oślim uporze, przez które mu bliżej do tegoż zwierzęcia niż konia. Jeśli coś uważa za słuszne, albo właściwe, nie ważne co by się zdarzyło i tak nie zmieni swojego zachowania i działania, a za to zaśmieje się pogardliwie w twarz i zostawi po sobie obłok kurzu spod kopyt. Za kradzieże już stracił rękę, ale czy to go zniechęciło do dalszego przywłaszczania sobie rzeczy należących do innych? Oczywiście, ze nie!

Wygląd

Zuzu to młody centaur, a nawet dzieciak, który obecnie ma jeden sążeń wzrostu. Dla niektórych może wydawać się niski jak na swoją rasę, dla innych wysoki jak na swój wiek w porównaniu do człowieka. Jest bardzo szczupły, atletycznej budowy, acz z dobrze wyrzeźbionymi mięśniami torsu i kopyt. I nie ma w tym nic dziwnego, w końcu dobry błazen powinien być wysportowany. 


Jego końska połowa jest jasnogniada, a ludzka ma oliwkowy odcień skóry. Ciemne, gęste i niesforne, często po prostu potargane włosy młodzieńca z przodu i po bokach są dużo krótsze niż te okalające mu kark, często związane kawałkiem rzemyka w skromną kitę lub niejednokrotnie po prostu rozpuszczone, swobodnie sięgające mu jego grzbietu. Choć skrócone nie raz się zdarzało, że części grzywki opadały na jego duże, błękitne oczy, w których nie dostrzeże się nic poza łagodnością i dziecięcą niewinnością. Bardzo rzuca się w oczy brak lewej ręki uciętej nad łokciem, ale nie wygląda jakby centaur się tego wstydził, czy chciał jakoś szczególnie ukryć przed światem.

Niema innej garderoby niż jakieś stare, znoszone, podarte i niejednokrotnie brudne koszule czy kurtki, dość często za duże na jego smukłe ciałko, ale zabierając w ciemno czyjeś ubrania ze sznura na pranie, nie należy oczekiwać porządnych i szytych na miarę ubrań. Wychodząc na miasto na koński grzbiet zarzuca zmniejszone i dopasowane przez siebie juki oraz sakwy, w końcu z jedną ręką wracałby do domu z niewielkim łupem, a on przecież dopiero co rośnie, musi dużo jeść i wcale po nim tego nie widać.

Historia

Gdzie przyszedł na świat, skąd pochodzi, kim byli jego rodzice i gdzie oni są, tego nie wie nikt. Zude natomiast odkąd pamięta wędrował z rąk do rąk jakiś nadętych arystokratów, ku uciesze ich jeszcze bardziej nadętych dzieci, jako mający przyprawiać innych o zazdrość "konik". Bo przecież centaur to nie człowiek, to dzikie uparte bydle, które nadaje się tylko do dostarczania rozrywki. Ale zacznijmy po kolei. 

W najbardziej odległych wspomnieniach widzi tylko półmrok i pręty klatki, w której jest przetrzymywany przez handlarzy niewolników. Znajduje się najpewniej w jakimś magazynie czy hali wraz z innymi, nie tylko sobie podobnymi ale też innymi rasami i istotami. Pamięta ciasnotę w swojej celi i czyjś uspokajający głos, prawdopodobnie miał towarzystwo opiekujące się... Hmmm... Wtedy chyba 4-5 letnim centaurzym chłopcem. Nie wiedział ile spędził tam dni i ile nocy, wszystkie twarze, jakie wówczas widział za krat swojej celi, teraz wydawały się być bezkształtną masą zlewających się ich wszystkich na raz... Choć był jeden, którego choćby chciał wyrzucić z pamięci to nie może. Albo raczej jego i jego córki, gdyż to właśnie dla niej Jegomość chciał kupić egzotycznego pupilka, który jednocześnie mógłby zabawiać jego i pracować jako służący w ich posiadłości.

Pamięta ogromną rozpacz i ubolewanie kobiety ze swojej celi, ale zatarło się w jego wspomnieniach to co mówiła, najpewniej nic ważnego skoro jego umysł tego nie zarejestrował. Ledwo nadążał za karocą zaprzężoną w cztery dorosłe konie i kilka razy potknął się o własne nogi, co skończyło się gniewem Jegomościa i palącymi skórę batami, które w połowie przerwała Córka, złoszcząc się na ojca, że ten podnosi rękę na jej kucyka. Miała coś koło dziewięciu lat i chyba czarne - nie! - rude włosy i widać było, że to nie rodziciel sprawował nad nią władzę, tylko ona nad nim.

Gdy dotarli na miejsce, został zamknięty w ich stajni, jak tamte konie co prowadziły karocę, a pierwsza noc w nowym miejscu, jak również i inne tam, nie należała do najprzyjemniejszych. Chłód był w tym wszystkim najmniej dokuczliwy, czego nie można było powiedzieć o końskich współlokatorach, którzy to prychali na niego gniewnie i uderzali o drewniane ściany wspólne dla jego i ich boksu, to zaraz rżeli z rozbawieniem po dłuższym lustrowaniu spojrzeniem ni to konia ni człowieka. Z rana był więc niewyspany, a niestety dzień był pełen wrażeń. Na początek pomoc służbie, a którą miał wszędzie chodzić, słuchać się i robić to co oni, jeśli coś zrobił źle, albo przez przypadek się poślizgnął na śliskiej powierzchni w zamku, od razu dostawał baty i mógł zapomnieć o najbliższym posiłku. Z czasem popełniał coraz mniej pomyłek, jednocześnie wyrabiając w sobie nawyk uważnego obserwowania swojego otoczenia i tych co się w nim znajdowali oraz dokładnego powtarzania wykonywanych przez nich czynności, co w późniejszym czasie zaowocowało talentem do szybkiego uczenia się. Po południu jego pierwszego dnia Córka zaprosiła do siebie kilku swoich znajomych, gdzie ubrany w dziwny strój miał im usługiwać podczas urodzinowego podwieczorku, po którym założono mu ciężkie, niewygodne siodło, na szyi zawiązano skórzanymi paskami coś w rodzaju pętli z jednej i uzdy z drugiej strony, a ręce wykręcono i związano na plecach by nie mógł nimi nic zrobić. Nie było to przyjemne, szczególnie gdy dziewczyna pierwsza zamierzała przejechać się na swoim "kucyku". Z początku nie wiedział co ma robić za co kilka razy został uderzony niewielkim bacikiem w zad i boleśnie ściśnięty jej piętami na brzuchu. Pamięta że chciał się wtedy przed nią gdzieś schować, uciec do stajni w której spał, ale gdy tylko ruszył, został przez nią pochwalony i pogłaskany. Było to o tyle ogromnym zdziwieniem dla niego, że praktycznie od razu zaczął ruszać jak tylko poczuł ludzki ciężar na swoim grzbiecie. Nie miał jednak po tym chwili wytchnienia, gdyż pod wieczór, niemal w nocy Jegomość urządzał towarzyski wieczorek, na którym zaprezentował wszystkim swój nowy, ledwo stojący na nogach nabytek, który tym razem miał krążyć w tłumie i go zabawiać. Centaur i o tym niewiele wiedział, więc postanowił wykonywać sztuczki, o których mu mówili goście gospodarza. Wszyscy byli zachwyceni małym centaurem i jego posłuszeństwem, i praktycznie całą noc kursował od jednych do drugich, od drugich do trzecich i z powrotem, przez co do stajni na spoczynek puszczono go ledwo przed świtem. Nie przespał się zbyt długo, bo znów pomoc służbie, "zabawy" z Córką i dostarczanie rozrywki Jegomościowi.

I tak dzień w dzień przez 3 lata, w ciągu których przyswoił sobie niemożliwą ilość informacji i nauczył się wielu przydatnych (przynajmniej w tej posiadłości) umiejętności, a co chwila uczył się czegoś nowego doskonaląc i przekształcając stare, by nikomu się nie znudził i by ciągle był w centrum uwagi. Co dziwne był szczęśliwy, że tyle osób się nim interesuje i że może sprawić im radość.

Niestety któregoś letniego popołudnia, gdy jedno ze znajomych Córki postanowiło nauczyć go nowej sztuczki, zaniepokojony, z córką Jegomościa na grzbiecie puścił się cwałem przez ogród, zrzucając przez przypadek dziewczynę ze swojego grzbietu i tratując jednego z jej znajomych. W jej złamaną rękę wdało się zakażenie i poważnie zachorowała, a jej znajomy był jedynie lekko poobijany. Oburzony Jegomość, oprócz wymierzeniu Lazurowi, bo tak go nazwano przez błękit jego oczu i jej zamiłowanie do tegoż koloru, kary, postanowił go sprzedać komuś innemu na targu niewolników. Znów padło na jakiegoś arystokratę parającego się myślistwem, którego to ośmioletni syn (rówieśnik ZuZu) postanowił na centaurze nauczyć się strzelania z łuku i polowań. Naturianin nie od razu był w stanie uciec przed okrutnym dzieciakiem i uniknąć wszystkich jego pocisków, lecz z czasem i w tym się poprawił stając się trudną zdobyczą dla syna Arystokraty, którego to własnością był obecnie.

Po dwóch latach, podczas snu, został wykradziony tamtym ludziom i w drodze do nowego "domu" był przygotowywany do cyrkowych występów, lecz do dwóch nocach, gdy zbytnio spili się alkoholem, chłopak wykorzystał okazję i czmychnął w las. Tak oto zaczynając życie na własne... kopyto.

Z początku było ciężko samemu w dziczy chłopiec nie czuł się w niej najlepiej, na szczęście jego wędrówka, trud i nadzieja w końcu zaowocowały pojawieniem się w mieście. Krążył po nim bez celu i ruena przy duszy, z ryczącym jak jakiś straszliwy potwór żołądkiem domagającym się jedzenia, aż któregoś razu wpadł na niego jakiś smukły mężczyzna, uciekający skądś w pośpiechu, a za nim kilkoro nie zbyt sympatycznie wyglądających mężczyzn. Zaciekawiony zaistniałą sytuacją postanowił pognać za tamtym i nieco się podpatrzeć jego działaniom, w końcu ciężko zmusić krasnoludy do sprintu za kimkolwiek, a co dopiero na znacznej odległości. To właśnie wtedy pierwszy raz na oczy widział ulicznego kieszonkowca, z którego postanowił wziąć przykład, widząc ile on dziennie zbiera pieniędzy i innych kosztowności. Niestety został przyłapany po pół roku na kradzieży i postanowiono mu przykładnie wymierzyć jedną z tamtejszych kar za paranie się złodziejstwem (nie schwytano nigdy tamtego, więc przypisano centaurowi również nie jego rabunki i obarczono go winą za kogoś innego) - obcięto mu rękę, w której trzymał zrabowaną sakiewkę gdy go przyłapano. Długo się po tym zbierał, szczególnie, że wyrzucono go z tamtego miasta i znów musiał się tułać po dziczy.

W tym mieście jest stosunkowo od niedawna, ostatnio minęły dwa lata i cieszy się niemałym zainteresowaniem jako jeden z lepszych ulicznych błaznów w tej okolicy. Szczególnie, że rozrywkę z jego popisów mieli i starzy i młodzi, których bez sprzeciwu brał na swój grzbiet na oklep. Ludzie sami mu rzucali ruenami za jego występy i pokazy żonglerki jedną ręką, sami go zaczepiali na ulicy, gdy miał dzień wolny od błazenady i proponowali mu poczęstunek, mając nadzieję na chwile rozmowy ze zwykle małomównym i ciężko osiągalnym centaurem. Dzięki wyrobionej renomie dzięki jego błaznowaniu, nikt nie podejrzewał, że to on jest tym, przez którego po pokazach i w trakcie nich znikają im ich sakiewki. Prawdę znali jednak bezdomni sąsiedzi okolicy, w której pomieszkiwał w na wpół zawalonej przez pożar, samotnej kamienicy w dzielnicy biedoty. Nikt go tam nie lubił, choć omamiona przez niego reszta miasta była nim zachwycona.

Strzeż się więc tego sympatycznego centaura, bo nie zauważysz kiedy uszczupli twoją sakiewkę. A może będziesz tym, który pozna i odkryje przed światem jego prawdziwe oblicze?