Szczyty Fellarionu[Ukryta jaskinia i jej okolice] Zwierz, Uczeń czy Towarzysz?

Pokryte śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Rozciągają się od granic Rododendronii aż po tereny hrabstw Wybrzeża Cienia. Dom Fellarian.
Awatar użytkownika
Violetine
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Violetine »

        Teoria o tym, że to jej wierzenia sprowadziły na nią zgubę, zdawała się coraz bardziej prawdopodobna. Pod czujnym okiem leśnej zwierzyny Violetine szła przed siebie, a każda, choćby najmniejsza próba postawienia kroku nieco bardziej w lewo bądź w prawo kończyła się tym, że traciła możliwość oddechu naciskiem wężowego ciała. W ten oto sposób dotarła do końca ścieżki. Drzewa przerzedziły się, ustępując miejsca gęstej trawie i okazjonalnym krzewom, które tworzyły całkiem sporą polanę. To, że miejsca tu nie brakowało doskonale ukazywał tłum, który natychmiast zaczął patrzeć w jej stronę. Dostojne centaury, majestatyczne feerie, potężne minotaury, a nawet istoty, które chciała posądzić o bycie Driadami oraz Maie. Jako dziecko Maurii, takie istoty znała głównie z opowiadań i plotek - nawet podczas swych podróży ludzie rzadko kiedy wspominali o istotach natury. Nic więc dziwnego, że nie mogła powstrzymać strachu przed ukazaniem się na jej twarzy. Stała przed istotami, o których nie wiedziała nic konkretnego poza nazwami i kilkoma drobnostkami, które nie pomogą jej w żaden sposób w obecnej sytuacji.

        Druga strona tego spotkania zdawała się tylko odrobinę pewniejsza. Najbliżej wiewiórkołaczki stały głównie kopytne istoty, których miny były czymś między ostrożnością a stłumionym gniewem. Ich stosunkowo masywne ciała służyły innym istotom za osłonę, przed którą mogły się schować. Była to różna mieszanka, ale wśród nich były istoty o pięknych i delikatnych ciałach, które zdawały się spłoszone od samej obecności zmiennokształtnej. Nieliczne szeptały między sobą i choć słowa nie były wyraźne, to Violetine była szlachcianką i jak na takową przystało, potrafiła rozpoznać niesprzyjające jej plotki z drugiego końca balu, a co dopiero z tak niewielkiej odległości.

        Byli też takowi, co najwyraźniej nie przejmowali się strachem czy ostrożnością. Ci przedstawiciele różnych naturian byli… niezbyt przyjaźni, łagodnie to ujmując. Dłonie zaciśnięte w pięści, drżące od niemożliwych do stłumienia emocji. Spojrzenia, które zdawały się wdzierać w jej pół-zwierzęcą duszę, życzyły bolesnej i długiej śmierci dla tej, która aż padła na kolana od nadmiaru emocji, jakie były w jej stronę kierowane.

        Czy to tak będzie wyglądał koniec jej służby wśród żywych? Czy to z ręki tych naturian ujrzy oblicze Boga Śmierci i odda swoje śmiertelne ciało w jego objęcia, aby kontynuować swe modły w świecie dusz? Zawsze wiedziała, że jej żywot nie będzie długi, ale żeby aż tak? Czuła się… zawiedziona, tak, to było dobre słowo. Gdy opuściła Maurię, obiecała, że rozniesie prawdę o Bogu Śmierci wzdłuż i wszerz całego kontynentu. Czyżby nie było jej to dane? Czy też może przeznaczone jej będzie dokonanie tego zza grobu, pod postacią zjawy?

        Nim mogła bardziej zagłębić się w swym rozmyślaniu, Set zjawił się obok niej, nie dbając o dyskrecje czy maniery. To dzięki temu zauważyła, że została otoczona - fakt który umknął jej, bo zbyt skupiła się na tym, co kłębiło się w odmętach jej głowy. W jej sercu rozbłysnęła iskra nadziei, już wyobraziła sobie bowiem w pełni, co się stanie dalej. Niczym w jednej z książek z kolekcji jej matki, Set przemówi głosem mocnym i doniosłym, a słowa jego będą rycerskie i szlachetne. Przekona naturian by oszczędzili jej życie, a następnie zwróci się do niej, aby wyznać wiewiórkołaczce płonącą w jego sercu żarem tysiąca słońc m….

“Egh…”

        Powaga sytuacji, jak i również jej absurdalne fantazje, zostały rozbite w drobny mak, gdy tylko Set otworzył te swoje głupiutkie usta. Jego pytanie, okraszone jakże adekwatnymi komentarzami odnośnie do jej dotychczas ukrytego futerka, równie mocno zaskoczyły naturian, ci bowiem zaczęli wpatrywać się w niego jak w fatamorganę, czy inne dziwo, które jest tylko złudzeniem, a nie faktycznym elementem rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że niektórzy aż zamarli od absurdu, w czasie gdy inni po prostu nie wytrzymali i zaczęli śmiać się i chichotać. Nawet ci, którzy zdawali się ogarnięci niepowstrzymaną rządzą mordu Violetine, utracili swój temperament w obliczu wybryków Seta.

        Tylko Violetine nie było do śmiechu, bowiem wraz z Setem zaczęła wpatrywać się w jedyną istotę, która nie była zdziwiona tym, co się stało - Eugona, która ich tu sprowadziła, dołączyła do nich pośrodku kręgu utworzonego przez ciała naturian. Węże na jej głowie syczały groźnie, patrząc na dwójkę zmiennokształtnych, zaś wężowa dama skupiła się na tym, aby przywrócić porządek wśród swych braci i sióstr.

- Nie zapominajcie, dlaczego jesteśmy tu zgromadzeni! - Jej pierwsze słowa przyniosły natychmiastowy efekt. Chichoty ustały i wszyscy spoważnieli. Nikt nawet nie odważył się szeptać, od momentu, gdy eugona zabrała głos. - Ta, przez którą cierpimy my i przez którą cierpi nasz las, jest przed nami na klęczkach. Natura czeka, aż sprawiedliwości stanie się zadość!

        Po tych słowach obróciła się przodem do dwójki zmiennokształtnych, na których to zresztą wskazała ruchem prawej ręki.

- Nim jednak to nastąpi, musimy najwyraźniej wyjaśnić, dlaczego tutaj jesteśmy. Heretyczka zdaje się zbyt splugawiona swoimi własnymi słowami, by w ogóle zrozumieć zło, jakie wyrządziła, w czasie gdy ten… bardzo specjalny osobnik, zwany Setem, który uznaje się za jej przyjaciela, w ogóle wydaje się nieświadomy tego, z czym ma do czynienia. Opowiedzmy im, co nas spotkało, tak jak miało to miejsce.

        Pół kobieta, pół gad wypełzła ze środka okręgu, dołączając do pozostałych. Jej miejsce zastąpiła wróżka, jedna z nielicznych, która bardziej przestraszona była obecnością Violetine niż rozgniewana. Jej delikatny głos był pewien żalu związanego z tym, o czym przemawiała.

- Nieopodal leżą ruiny wioski. Kiedyś mieszkali tam ludzie, a ci ludzie byli nam bliscy. Pilnowali o to, aby nie naruszyć równowagi i spokoju lasu, a my w zamian pozwoliliśmy im korzystać z jego darów. Jednak nastał czas, kiedy ludzie musieli zostawić swoją wioskę, potrzebowali oni bowiem lepszego miejsca, bowiem nawet z naszą pomocą ich plony nie były wystarczająco obfite. - Wróżka zatrzymała się na chwilę w swoim monologu, bez wątpienia wspominając dobre, dobre czasy. - Nie oznacza to jednak, że o nas zapomnieli. Obiecali, że każdego roku będą przybywać do lasu, aby na nowo rozpalić przyjaźń między nami a kolejnymi pokoleniami ludzi. Byli też tacy, co w ten sposób się z nami poznali, dołączając do innych do tej corocznej wyprawy. Ale… to się zmieniło dwa lata temu.

Wróżka schowała się pędem za tłumem naturian, a jej miejsce zastąpiła driada, która patrzyła z oburzeniem na Violetine.

- Gdy dwa lata temu nikt nie przybył o ustalonej chwili, wszyscy byli zmartwieni. Poprosiliśmy rośliny i zwierzęta, aby rozniosły wśród natury wiadomość o tym, że poszukujemy naszych przyjaciół i ich nowej wioski. Trwało to ponad rok, ale w końcu, gdy już straciliśmy nadzieję, uzyskaliśmy odpowiedź. Wioskę odwiedziła akolitka Boga Śmierci, która pachniała wiewiórką, a oni przywitali ją z otwartymi ramionami. Wysłuchali jej pokrytych jadem słów i zatracili się w tej plugawej wierze! Już nie szanują natury, nie dbają o nią! Zamiast tego składają ofiary ze zwierząt, których nawet nie spożywają! Zaczęli pałać się nekromancją i teraz zamiast zadbanych kwiatów, ich domy zdobią kości!

        Ostatnie słowa zostały wykrzyczane przez łzy prosto w twarz Violetine, której szeroko otwarte oczy pokazywały, jak wielki szok kłębił się na twarzy akolitki. Bardzo szybko jednak szok ustąpił czemuś innemu, co sprawiło, że Violetine potrąciła resztki zahamowania.

- Jak śmiecie?! - Violetine zaczęła krzyczeć i szarpać się, co zaowocowało tym, że wąż owinięty wokół niej zaczął zaciskać się tak mocno, że słychać aż było trzeszczące żebra akolitki, gotowe, aby ulec w każdej chwili. Przez to jej kolejne słowa były o wiele cichsze i słabsze, nie mogła bowiem nabrać poprawnie powietrza do płuc - Macie prawo nie pałać zamiłowaniem do mojej wiary, ale jak śmiecie w tak ignorancki sposób obrażać mnie i to, czego uczę innych, takimi oskarżeniami! Tak, głoszę słowa Boga Śmierci i tak, to, co z tym związane, nie jest w pełni zgodne z tym, czego pragnie Matka Natura. Ale to nie ja podjęłam decyzje, aby zaakceptować tę wiarę! To nie ja zmusiłam ich, by składali ofiary! To nie ja zachęciłam ich do nekromancji i co najważniejsze, to nie ja kazałam im porzucić ich tradycję odwiedzania tego lasu! Jeżeli nie potraficie tego zauważyć, to zasługujecie na to, co was spotkało, nigdy bowiem nie byliście w prawdziwej zgodzie z tymi, o których mówicie!

        Violetine nie ochłonęła, nawet gdy wąż, który wciąż zwiększał nacisk na jej ciało, zaczął syczeć ostrzegawczo, głowa tuż przy jej szyi, gotowa zadać śmiertelny cios w mgnieniu oka. Zmiennokształtna albo ignorowała to, albo też jej fanatyzm kazał jej ignorować to w obliczu tego, jak jej działania w wierze były mieszane z błotem i oskarżane o coś, na co ani ona, ani Bóg Śmierci nie mieli wpływu. Była niczym wściekłe zwierze, co zaowocowało tym, że niemal wszyscy naturianie odsunęli się od niej, jakby spodziewali się tego, że rzuci się na nich i spróbuje ich rozszarpać… wszyscy poza jedną eugoną.

- Widzisz teraz, jaka jest prawda, Secie? - Wężowa dama patrzyła na leonida, a ręką wskazywała na “pokaz” w wykonaniu Violetine. - Ona nie jest miła. Ona nie jest przyjazna. Ona jest tu tylko po to, by głosić herezje swojego boga… bez względu na to, co zniszczy swoimi działaniami. Czy nadal chcesz ją ocalić?
Awatar użytkownika
Set
Szukający drogi
Posty: 25
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Set »

Set nie był zadowolony z reakcji naturian. Czuł, że nie są one pozytywne mimo śmiechu, a on nie rozumiał, dlaczego i co właściwie ich tak rozbawiło. Przecież był bardzo poważny! Tymczasem wężowa kobieta znowu zaczęła coś tam gadać, unikając konkretów. Leonid westchnął ciężko i nerwowo majtał ogonem. Znowu musiał słuchać jakichś dziwnie brzmiących zdań, choć zrozumiał coś o cierpieniu. Dopiero po chwili dotarło do niego, że mówi o Violetine. Była na nią zła? Ciemnoskóry zmarszczył brwi i wytężył umysł, próbując połączyć wątki. Eugona w ogóle mu nie pomagała, tylko dokładała coraz więcej dziwnie brzmiących słów i wspomniała coś o nim nawet.

- Eh? – spojrzał pytająco na naturiankę, mając bardzo głupkowaty wyraz twarzy, którego nie był świadomy.
Następnie na widok wróżki w pierwszym instynkcie chciał na nią zapolować. W końcu to małe takie i latające, znaczy trzeba złapać. Zawiesił na niej wzrok jak na potencjalnej ofierze i czekał na dobry moment. Zrezygnował w momencie, gdy skrzydlata uciekła gdzieś w tłum.

Z wyraźnym niezadowoleniem skupił uwagę na driadzie. Tym razem słuchał uważnie, starając się z całych sił jak najlepiej przeanalizować sytuację. Zielonoskóra nawet się popłakała, czyli było bardzo poważnie, Violetine zaś wyglądała na bardzo zdenerwowaną.

- Czyli… - zaczął Set, chcąc o coś dopytać, ale przerwał mu wybuch wiewiórkołaczki.

Leonid słuchał uważnie i choć nie wszystko było jasne, to jednak ogólny sens do niego dotarł. Niestety nie był pewien, po czyjej stronie powinien stanąć. To brzmiało, jakby obie strony miały rację, a jednak obie były po części w błędzie. Ciemnoskóry podrapał się po głowie w zamyśleniu. Rozum podpowiadał mu, aby stanąć po stronie swoich, czyli ludzi natury, prawie takich jak on. Serce natomiast niemal już płakało za mięciutkim futerkiem wiewiórkołaczki. Gdyby tylko wiedział jak jej pomóc…

- Chwila… Wiewiórka! – wpadł mu do głowy pewien pomysł, wyjątkowo sprytny jak na niego. Wprawdzie nie wykrzyczał go na głos, ale jego niespodziewany uśmiech rzucał się w oczy – Chyba tak… - zaczął, poważniejąc nieco – Ale to tylko wiewióreczka… Taka mała wiewióreczka… - zamruczał niemalże, zapominając o swoim przebłysku geniuszu — Pokaż im! Teraz! – zawołał nagle, licząc, że zmiennokształtna zrozumie jego intencje.

Niestety najwyraźniej za bardzo się bała, bo nie zrobiła tego i cały świetny plan już nie był taki świetny. Jawna próba ucieczka mogła się skończyć źle i dla niej i dla niego, bo chciał pomóc. Set był tego świadomy i miał wrażenie, że właśnie wpadł po uszy. Musiał coś szybko zrobić nim eugona się domyśli.

- Pff, uparta… - prychnął na wiewiórę, po czym spojrzał na eugone i zaczął pleść, co tylko mu przyszło do głowy, licząc, że może zadziała – Jak ją uwolnicie, to zrobimy tak, że będzie, jak dawniej. Obiecuję, tylko będę jej do tego potrzebował…proszę? – postarał się zrobić tak błagalną minę, jak tylko umiał. Nie było to najszlachetniejsze, ale Set jeszcze nigdy nie był w podobnej sytuacji, nie bardzo wiedział jak się zachować. Zwykle dbał tylko o siebie – Jak się nie uda, to ją wam oddam – dodał, nie myśląc, co będzie, jeśli zawiodą. Był pełen naiwnej wiary w Violetine, głównie dlatego, że uznawał ją za niezwykle mądrą.
Awatar użytkownika
Violetine
Błądzący na granicy światów
Posty: 24
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Violetine »

Wszyscy wyczekiwali odpowiedzi Leonida.

        Leśne zwierzęta zamarły w bezruchu. Niezliczone ilości owadów ani myślały o zatrzepotaniu swymi skrzydłami, w czasie gdy przeróżne ssaki leśne, zarówno drapieżne jak i roślinożerne, czaiły się na uboczu, czekając w ciszy na dalszy rozwój wydarzeń.

        Naturanie wpatrywali się w zmiennokształtnego, próbując odczytać jego emocje, bądź po prostu czekając z niecierpliwością na jego kolejne - bez wątpienia głupiutkie i niezbyt mądre - słowa. Po minach niektórych widać było, że już szykują się na kolejną dawkę śmiechu pomimo powagi sytuacji, lecz była to definitywnie mniejszość wśród zgromadzonych. Pozostali wciąż bowiem byli albo oburzeni, albo zapłakani po tym, gdy wspomniana została historia tego, jak utracili kontakt ze swoimi ludzkimi przyjaciółmi.

        Violetine tymczasem, choć już powróciła do milczenia, to jednak nie robiła tego z własnej woli. Wąż na jej ciele zadbał o to, by musiała zawalczyć o każdy najmniejszy oddech, zaś każdy podejrzany najmniejszy ruch inny niż nabieranie powietrza sprawiał, iż kły coraz mocniej naciskały na skórę jej szyi. Mogłaby przysiąc, że te wbiją się w nią jeśli zbyt gwałtownie zachłyśnie się powietrzem, którego tak chciwie łaknęły jej śmiertelne płuca. Czuła swoje własne tętno, każde uderzenie serca roznoszący się echem po jej ciele niczym spotkanie boskiego młota z kowadłem. Mieszanka strachu, religijnego fanatyzmu oraz gniewu przepływały przez nią, a ona pod groźbą szybkiej i bolesnej śmierci musiała tłumić to w sobie. Jedyne, na co mogła sobie pozwolić, to patrzeć na Seta, wraz z innymi oczekując na to co tym razem wymyśli.

        Set przemówił, i niedopowiedzeniem byłoby, iż nikogo nie zaskoczył swoją inteligencją. Jego pierwsze słowa były nawet urocze, wywołując kilka ‘Awww’ od naturian o miękkich sercach, ale gdy tylko wykrzyknął, aby wiewiórkołaczka się przemieniła, to nikt nie stał w osłupieniu, czekając bezradnie na dalszy rozwój wydarzeń. Energia magiczna zadrżała, przeróżne istoty bowiem zaczęły gromadzić tą w celu rzucenia zaklęć - co niektórzy już dzierżyli w dłoniach bliżej nieokreślone czary, co było widać po różnokolorowych magicznych wyładowaniach wszędzie dookoła nich. Rasy bardziej nastawione fizycznie, zamiast bawić się w hokus pokus, chwyciły za broń. Były to zarówno włócznie uplecione przez naturę z gałęzi, a także broń, która najprawdopodobniej została zakupiona bądź zdobyta od innych ras, jak choćby żelazne miecze. Najmocniejszą reakcję jednak miała eugona, ta bowiem z mordem w oczach obróciła się w stronę wiewiórkołaczki. Węże na jej głowie także były w bojowych nastrojach, co tylko potęgowało przerażający wizerunek tej naturianki.

        Pomimo tego poruszenia, nie doszło do niczego, co dzieci natury zaczęły zauważać. Wiewiórkołaczka nie wyglądała, jakby zaraz miała dokonać wielkiej ucieczki, lub jakby była gotowa walczyć do ostatniej kropli krwi. Zamiast tego słowa Seta musiały wybić ją z fanatyzmu i przypomnieć jej o tym, iż jej życie wisi na włosku, zmiennokształtna wyglądała bowiem, jakby porzuciła wszelką nadzieję. Jej wzrok wbity był w ziemię, głowa pochylona, a oddech jej stał się płytszy, przestała ona bowiem marnować siły na walkę z cielskiem węża ciasno owiniętym wokół jej klatki piersiowej. Eugona się uspokoiła, a wraz z nią jej fryzura. Pozostali poszli jej śladem, odwołując swe zaklęcia lub chowając swoją broń. W międzyczasie Set, który najwyraźniej nie przejmował się tym, co niemal wywołał, zaczął próbować w inny sposób wyślizgnąć się z tej sytuacji. Tym razem jego głupota i naiwność nie były słodkie, a po prostu upokarzające, co było widać po minach tych, którzy byli gotowi zakończyć życie Violetine. Można by było pomyśleć, że to koniec, ale o dziwo słowa Seta uzyskały pozytywną reakcję.

- Wierzę mu. - To była Eugona. Ta sama eugona, która złapała i sprowadziła tu Violetine. Ta sama, która była gotowa rozszarpać wiewiórkołaczkę na strzępy, jeśli ta faktycznie próbowała by uciec.

Oburzenie ze strony innych przyszło niemal natychmiast. Ci mniej odważni po prostu patrzyli na nią z niedowierzaniem, inni zaś wprost - używając niezbyt miłego słownictwa - zaczęli wygłaszać swój sprzeciw.

- Oszalała!
- Chcesz by splugawiła las gdy tylko spuścimy ją z naszych oczu?!
- Jak możesz im wierzyć?!

- Cisza! - Nawet jeśli Eugona nie przewodziła tym istotom, to jednak głos jej niósł ze sobą zdecydowanie i charyzmę. Pewnie tylko dlatego została wysłuchana i nastała po raz kolejny cisza, przynajmniej do momentu aż wężowa naturianka znów nie przemówiła. - Wierzę Leonidowi, i tylko jemu. Akolitce już nie, jestem bowiem w pełni świadoma tego, czego może się ona dopuścić w imię swej skrzywionej wiary.

Eugona odetchnęła, po czym z nienawiścią w oczach zaczęła patrzeć w stronę wiewiórkołaczki, która odpowiedziała jej tym samym.

- … - Violetine cisnęło się wiele brzydkich słów na jej usta, ale wolała nie igrać z ze śmiercią, zbyt wiele o tejże wiedziała, aby świadomie kusić jej przedwczesne nadejście.

- … Z tego też powodu nie pójdą sami. Uwolnimy tą, która nam zawiniła, ale na naszych warunkach. Mój przyjaciel, który tak dotrzymuje jej towarzystwa, zostanie z nią aż do czasu spełnienia obietnicy Seta. Oczywiście, co by nie zostawić go na pastwę losu, to dołączę do tej dwójki i własnoręcznie przypilnuje, aby przywrócili dawny stan rzeczy.

        Violetine po chwili uległa, spuszczając wzrok w dół. Eugona uznała to za zgodę, a następnie odwróciła się w stronę swych braci i sióstr. Inne dzieci natury milczały, więc jeżeli ktoś był przeciw, to nie miał odwagi by powiedzieć to na głos. Pozostała tylko jedna istota, której opinia odnośnie tych warunków nie została wyrażona.

- Secie - Eugona przypełzła bliżej do niego, a na jej twarzy nie był ani gniew, ani szczęście. Była jakby pozbawiona z emocji, choć drżące wargi zdradzały, iż była to jedynie maska, która mogła rozlecieć się w każdej chwili. - Czy zgadzasz się na te warunki? Jeśli nie, to wiedz, iż nie będziemy dłużej zwlekać z uśmierceniem tej, która nam zawiniła.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Szczyty Fellarionu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość