Opuszczone KrólestwoDroga do...

Na równinie rozciągającej się od Mglistych Bagien aż po Pustynie Nanher znajduje się Opuszczone Królestwo, które kiedyś przeżyło Wielką Wojnę. Niestety niewiele zostało z ogromnych zamków i posiadłości tam położonych. Wojna pochłonęła większość ośrodków ludzkich. Dziś znajduje się tam tylko kilka ludzkich siedzib, odciętych od innych miast.
Awatar użytkownika
Gwenfyvar
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 81
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Gwenfyvar »

Matheo był bardzo życzliwy i elfka od razu poczuła się lepiej. Niestety, tylko po to, żeby po chwili poczuć lodowatą kulę na dnie żołądka...
- Podziwiam wasze oddanie - powiedziała drżącym głosem. - Eh, dokąd ja zaszłam...
Ukryła twarz w dłoniach, zasłaniając swoje rozemocjonowanie. Ta kolejna ucieczka mogła kosztować ją życie, i to z rąk tych strasznych istot, o których tylko słyszała najgorsze legendy. Spuściła głowę, tworząc kurtynę z włosów.
Kiedy to się skończy, od tylu miesięcy jej życie polega na powtarzaniu tego samego scenariusza. Wpadają na jej trop, musi zniknąć. Nigdzie nie może zagrzać miejsca, każda nowo napotkana osoba jest przez nią zagrożona, jakby roznosiła jakąś zarazę.
Niebianin na chwilę wyszedł z namiotu. Elfka zbierała się do powiedzenia czegoś nowej towarzyszce, aż w końcu się ośmieliła.
- Wiesz, Nivalio - zaczęła ostrożnie. - Dziękuję za twoją życzliwość, ale boję się, że jeśli zostaniesz dłużej w moim towarzystwie, może... - zrobiła małą przerwę - może grozić ci niebezpieczeństwo.
Próbowała spojrzeć na nią, ale z nieśmiałości tylko uciekała wzrokiem.
- Nie chcę nikogo narażać, choć póki co i tak samo to miejsce jest bardzo niebezpieczne. Są ludzie, którzy mnie szukają i... - próbowała wydukać z siebie słowa, ale gula w gardle skutecznie jej w tym wadziła. Chciała wyjaśnić elfce, że to jej brzemię, ale gdy tylko zaczynała, przed oczami stawała jej pogoń, twarz ojca... krwawiące, niezabliźnione rany.
- ...muszę udać się do...
Urwała, ponieważ do namiotu ponownie wszedł Matheo. Pośpiesznie otarła łzy, które już zdążyły napłynąć jej do oczu i utworzyć na policzkach dwie strużki. Uśmiechnęła się próbując zakryć swoje emocje i podziękowała za jedzenie. Zjadła te owoce, które przyniósł. Musiała powstrzymywać się, żeby nie zjeść wszystkiego na raz. Mimo iż czuła okropny ścisk w brzuchu, głód dawał jej się we znaki. Próbowała opanować się, a jej ukochana pantera pomagała jej w tym, ocierając się o zdrową nogę elfki i cicho mrucząc. Drapała i głaskała ją po gładkim, miękkim futerku.
W końcu do namiotu przyszedł Selim z mięsem króliczym. Przyjęła posiłek z wielką wdzięcznością.
Było jej głupio, że pochłania kolejną miskę, ale jej organizm bardzo potrzebował kalorii. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się syta.
Po zjedzeniu owoców, chleba i króliczego mięsa poczuła się bardzo senna. Kolejny deficyt o którego zaspokojenie domagało się jej ciało. Ułożyła się nieco wygodniej i próbowała nie zasnąć, żeby nie wyjść na nieuprzejmą osobę, kiedy jednak Nivalia postanowiła wyjść z namiotu, pozwoliła sobie na zamknięcie oczu...
Odeszła w sen, niemalże natychmiast, w ten głęboki, pozbawiony wizji, pokrzepiający sen.
Awatar użytkownika
Selim
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Selim »

        Bardzo możliwe, że poczciwy starzec powiedział nieznajomym kobietom, nieco za wiele. Były zmęczone trudami podróży i nie powinien ich straszyć tym, że zjawiając się w tych okolicach mogły znaleźć się w wielkim niebezpieczeństwie, jednakże nie w jego naturze leżało okłamywanie innych. Wierzył, że lepiej aby zachowały czujność, gdy ruszą dalej, niż gdyby miały w całej swej nieświadomości beztrosko przemierzać las. Co prawda wyszło tak, że Selim będzie miał ich strzec i pilnować, aby nic złego im się nie stało, jednakże będą podwójnie bezpieczne, gdy również same będą siebie nawzajem strzec. Ułatwi to też zapewne nieco zadanie niebiańskiemu łowcy.
        Matheo, choć bardzo się starał, chyba nie umiał przekonać elfek co do tego, że Selim rzeczywiście był dobrą osobą. Mimo swojego chłodnego i mrukliwego podejścia do innych. Nie miał jednak żadnych pretensji o to do kobiet, bo doskonale je rozumiał i gdyby nie znał mężczyzny, też na pewno nie pałałby do niego sympatią i najchętniej unikałby go jak ognia, jednakże na szczęście nie musiał tego robić. W całej tej sytuacji mógł mieć jedynie nadzieję, że te dwie młode damy nie postanowią wpaść na pomysł pozbycia się przedwcześnie Selima tylko przez to, że ten był mało przyjemny w obyciu i je denerwował. Kto wie, może i samemu aniołowi wyjdzie to na dobre?
        Kiedy został sam z młodszą elfką i zwierzęcymi towarzyszami ich obu, chwilę siedział w milczeniu i po prostu obserwował jak oddana dziewczynie była pantera. Nie miał wątpliwości, że obie wiele przeszły i były dla siebie największym wsparciem w trudnych chwilach. Chciał się odezwać, jakoś odnieść do silnej więzi, jaka łączyła młodą elfkę z jej czarną kocicą, jednakże nie był jeszcze na tyle ślepy, by nie zauważyć jak dziewczyna układa się do snu i poddaje znużeniu.
        - Śpij spokojnie dziecino i o nic się nie martw. Nic ci tutaj nie grozi. Zwłaszcza, że twoja futrzasta przyjaciółka jest przy tobie - zapewnił łagodnie i wstał ze swojego miejsca, by odejść kawałek i pogrzebać w jednej z sakw znajdujących się w kącie namiotu. Wyciągnął z niej owczą skórę i ostrożnie zbliżył się do młodej elfki.
        - Wiem, że twoje ciepło najpewniej wystarczy, aby twoja przyjaciółka nie zmarzła, ale... czy miałabyś coś przeciwko, gdybym ją przykrył? - spytał spokojnie kierując swoje słowa do leżącej obok dziewczyny, pantery. Naprawdę wolał uniknąć podrapania czy bycia pogryzionym przez panterę. Nie miał przecież złych zamiarów.
        Po chwili wahania i obserwowania czarnego drapieżnika nachylił się, aż w plecach mu chrupnęło i okrył ostrożnie elfkę owczą skórą, uważając aby się nie obudziła. Zaraz po tym odsunął się od dziewczyny, by nie niepokoić dużej kocicy. Sam ułożył się na jakiejś grubej skórze leżącej na ziemi i życzył czuwającym nad młodą elfką zwierzakom miłych snów.

        Selim natomiast, po zostawieniu Matheo i elfkom upieczonego mięsa, wrócił przed namiot, by pilnować tego, co jeszcze się nie upiekło. Nie zostało tego za wiele, ale czego się spodziewać po kilku królikach? Pilnował ogniska i czekał, by w końcu obrócić ostatnie kawałki mięsa na drugą stronę. Nie myślał przy tym za wiele bo wszystko było jasne jak słońce - miał w razie konieczności bronić obozu do przybycia wezwanego przez nich do rannego anioła wsparcia, a elfki, gdy tylko wypoczną, miał zabrać w bezpieczne miejsce, z dala od tego niebezpiecznego terenu. A po tym tylko czekać na dalsze rozkazy. Nic mniej, nic więcej. Jedynie więc o czym mógł obecnie myśleć, to o tym by nie przypalić i przez to nie zmarnować dobrego mięsa. To było by prawdziwe marnotrawstwo, nie godne oddanego sługi Najwyższego. Zwłaszcza, że na świecie tyle niewinnych istnień chodziło głodnych. W sumie... czy nie przyczynił się właśnie do zaspokojenia głodu przynajmniej jednego z nich?
        - Nie powinnaś nieco odpocząć? - zapytał bez większego przejęcia kobietę, na którą spojrzał jedynie przelotnie, jakby tylko się upewniał czy nie jest czasem jakiś zbłąkanym piekielnym.
        - Matheo nie powinien mówić takich rzeczy osobom, których nie zna - powiedział chłodno, jednak zaraz kiwnął głową. - Dopóki jesteście w strefie zagrożenia, nie mogę dać was skrzywdzić, a tym bardziej zginąć. Będziecie więc jeszcze przez jakiś czas na mnie skazane - mruknął bez cienia emocji i przełożył mięso na druga stronę. - Im szybciej odpoczniecie i ruszymy w drogę, tym szybciej się mnie pozbędziecie - dodał, podnosząc na nią spojrzenie swoich srebrnych oczu.
Awatar użytkownika
Nivalia
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nivalia »

Niva wiedziała, że pierwsze wrażenie bywało mylne, ale jak na razie Selim wcale nie poprawiał jej opinii o samym sobie. Nie cierpiała go. Nie znosiła. Jego głos, jego ton, słowa, to jak mówił, jaki był w tym beznamiętny, doprowadzały ją do szału. Uważała się za osobę ciepłą, otwartą, miłą i cierpliwą, jednak ten mężczyzna budził w niej bardzo negatywne emocje. Jak ona go zniesie, jeśli ma gdziekolwiek z nimi pójść? Gwen polubiła od razu, a Selima od razu znienawidziła. Jak ktoś taki mógł być aniołem? Zero uczuć, zero współczucia, bezduszny, zimny cham. Elfka szybko pożałowała, że wyszła z namiotu. Nawet nie miała jak odpowiedzieć, bo mężczyzna powiedział wszystko, w dodatku skwitował swoją wypowiedź w taki sposób, że odechciało jej się mówić cokolwiek. Pewnie w innych okolicznościach mruknęłaby pod nosem, albo powiedziała coś dosadnego, ale tym razem odpuściła. Nie czuła się tu bezpiecznie, a wchodzenie w zatarg z kimś takim jak ten niebianin nie było dobrym pomysłem. Pomyślała swoje i westchnęła. Mając nadzieję, że Selim zrzuci to drugie na karb zmęczenia.
- Tak... - powiedziała cicho - masz rację, powinnam odpocząć - starała się mówić normalnie, a nie była najgorszą aktorką, w końcu występowała na scenie wiele lat. Wstała powoli, odwróciła się i odeszła, przez ramię rzucając krótkie "Do zobaczenia".

Gdy znalazła się w namiocie przypomniały jej się słowa Gwen. Te o niebezpieczeństwie, jakie niosło jej towarzystwo. Chciała z nią o tym porozmawiać, ale dostrzegła, że zmęczona dziewczyna śpi. O dziwo, niedaleko spał też Matheo. Niva westchnęła po raz kolejny. O ucieczce nie było mowy. Gwen była wykończona, a jej noga była obolała. Selim i tak nie wypuści ich z tego "diabelskiego" obozu, więc co jej pozostało?
Rozłożyła sobie posłanie przy boku Oriona, wtuliła się w niego plecami i przykryła grubym futrem. Klimat Środkowej Alaranii nie był dla niej szczególnie dobry. Tęskniła za ciepłem tropikalnego lasu. Ułożyła głowę na nodze zebroida i przymknęła oczy. postanowiła trwać w półśnie, chciała czuwać, bo miała wrażenie, że może je tu spotkać krzywda. Nie ufała tym niebianom. Jednak już po kilku minutach poczuła, że odpływa. Jeszcze przez chwilę usilnie walczyła ze snem, lecz w końcu musiała się poddać. Zmęczenie wzięło górę i zasnęła.
Awatar użytkownika
Gwenfyvar
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 81
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Gwenfyvar »

** Gdzieś w podziemnych jaskiniach, z daleka od najmniejszego źródła światła słonecznego... **
- Udało wam się ją w końcu namierzyć?
Postać siedziała na kamiennym fotelu z oparciami. Jaskinię oświetlały tylko nikłe smugi ognia z pochodni i porastające gdzieniegdzie fluorescencyjne grzyby, wyłaniając sylwetkę z mroku. Jego twarz jednak pozostawała w cieniu. Obracał coś między palcami ubranymi w skórzaną czarną rękawicę - musiała być to jakaś moneta, bądź coś metalowego - od czasu do czasu błyskała, odbijając zbłąkaną smugę światła. Jego głos mógł wydawać się nieco obojętny, nieco jedynie zainteresowany odpowiedzią - w rzeczywistości jednak był wściekły. Wiedział, jaka jest odpowiedź.
Dwaj mężczyźni, mroczne elfy, bili przed nim niskie pokłony. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak zareaguje.
- Wiemy, gdzie jest, lecz... - wyjąkał pierwszy.
- ...Lecz nie udało nam się jej dosięgnąć - wysapał drugi. Wyrzucił z siebie te słowa jak najszybciej potrafił.
Dłoń obracająca metalowy przedmiot w dłoni zacisnęła się na nim mocno.
- Ach, tak... do przewidzenia. - Odparł pogardliwie mężczyzna siedzący na fotelu, wciąż względnie spokojnym głosem. - W końcu, ta malutka elfka jest mistrzynią sztuk walki, włada mocami żywiołów i porusza się z własną armią poborową. Czyż nie!?? - warknął.
Wstał gwałtownie, podchodząc do nadal płaszczących się na kamiennej posadzce mężczyzn.
- Ona... ona jest w Opuszczonym Królestwie! Tam grasują piekielni!...
Zasłonił żałośnie swoją głowę dłońmi, chcąc w odruchu chronić się przed stopą, która zmierzała na spotkanie z jego policzkiem. Te słowa widocznie zastanowiły mężczyznę, który cofnął nogę i zatoczył małe kółko po pomieszczeniu.
- Uciekając przed nami wpadła w zasadzkę piekielnych... - mruknął. - To wydaje się rozwiązywać nasz problem, jeśli oczywiście odnajdziemy jej ciało po tym całym zamieszaniu...
- Z pewnością Panie, z pewnością! - odparł skwapliwie klęczący na posadzce. - Nasi szpiedzy już o to zadbają, na pewno nie wyjdzie z tego żywo! Jak tylko opadnie kurz po tej partyzanckiej walce przyprowadzimy jej ciało...
- Milcz, gnido, nie mogę zebrać myśli!! - warknął. - Wolelibyśmy ją żywą, ale jeśli tak sprawa się ma...
Zrobił jeszcze kilka kółek po komnacie. Jego kroki odbijały się głuchym echem o kamienne ściany podziemia.
- W końcu mamy ją na wyciągnięcie ręki, jak w garści. Pora odzyskać utracony status i godność naszego nazwiska. Od dwóch dekad tkwimy w tym miejscu...
Bawił się metalowym przedmiotem w dłoni. Częściowo wysunął się z jego dłoni i teraz można było dostrzec, że jest to łańcuszek z jakąś zawieszką. Mężczyzna przyglądał się jej intensywnie, zamyślony.
Elfy popatrzyły po sobie z głupim wyrazem twarzy nie będąc pewni, czy są już odprawieni, czy powinni jednak jeszcze pozostać przyklejeni do posadzki w ukłonie. W końcu rozdrażniony wrzask ich "pana" rozwiał ich wątpliwości.
- Co wy tu jeszcze robicie!?? Wiecie, jakie macie zadanie!! WYNOCHA!!
** **

Pantera czuwała dzielnie nad swoją panią. Zwierzę czuło się nad wyraz dobrze w tym miejscu. W końcu względnie bezpieczne miejsce na odpoczynek, strawa, ciepło. Jej ukochana elfka mogła zasnąć spokojnie. Dlatego też kiedy Matheo ofiarował się, by osłonić ją ciepłym kożuchem, mruknęła zadowolona i powoli zmrużyła oczy na znak zgody. Mimo to obserwowała jego dłonie, czy przypadkiem nie ma złych zamiarów...
W końcu kiedy i Anioł zasnął, i ona pozwoliła sobie na ten luksus.
Awatar użytkownika
Selim
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Selim »

        Ciężko było powiedzieć, że Selim rozumiał powody elfki, dlaczego postanowiła do niego wyjść i porozmawiać, zwłaszcza, że zaraz kobieta zgodziła się z nim i zdecydowała wrócić do namiotu. Mimo wszystko w ogóle się nie spodziewał, że w ogóle ktokolwiek do niego wyjdzie. To było nawet całkiem... miłe. Szczególnie jak pomyśleć, że zupełnie obca osoba wpadła na taki pomysł. Skupił na niej na moment swoje chłodne, srebrne oczy, przyglądając się jej uważnie, lecz chwilę po tym znów utkwił spojrzenie w tańczących w ognisku płomieniach.
        - Dobrej nocy - życzył bez emocji, choć można by mieć co do tego wątpliwości, gdy zaraz cicho dodał, jakby do siebie: - Odpocznij za nas oboje - przy czym, kiedy długoucha odchodziła w stronę namiotu, zerknął na nią nieznacznie, odprowadzając ją spojrzeniem aż nie zniknęła za ciężkim materiałem, delikatnie poruszanym podmuchami nocnego wiatru.
        - Tak będzie lepiej, przynajmniej nie będą nas rano spowalniać przez swoje niewyspanie - mruknął do siebie i pilnował w spokoju i samotności płonącego ogniska. Czuwał też przy tym nad bezpieczeństwem obozowiska i nasłuchiwał, by żaden wróg nie zakradł się do nich.
        Oddał się modlitwie, po której zszedł ze swojego posterunku i zrobił patrol po okolicy. Kiedy wrócił dołożył drewna do paleniska, przekąsił królicze udko i znów oddał się medytacji oraz mentalnej rozmowie z Najwyższym, choć ten przez cały czas milczał. Kolejny obchód i podtrzymanie ognia. Kilka razy zdarzyło mu się przymknąć oczy na kilka uderzeń serca, ale wytrwale walczył z własnym zmęczeniem, nadal pozostając czujnym do granic możliwości.
        I właśnie dzięki temu zdołał w porę poderwać się na równe nogi, usłyszał jakiś szmer od strony namiotu rannych aniołów. Zgasił palenisko i zakładając strzałę na cięciwę, powoli zbliżył się do tego miejsca, ostrożnie grotem odchylając połę materiału, aby zerknąć do środka namiotu. Nie było tam nic niepokojącego, no może z wyjątkiem tego, że jeden z aniołów przeżywał prawdopodobnie dość intensywny sen, ale nic poza wiercącym się niebianinem nie dostrzegł.
        Cofnął się o krok czy dwa i wtedy zauważył kątem oka jakiś ruch w gęstwinie otaczającej obozowisko. Niebianin zmrużył oczy, jakby to miało mu pomóc lepiej zidentyfikować nocne cienie. W większości były to jedynie drzewa czy przechodzące akurat obok dzikie zwierzęta, ale w pewnym momencie wyraźnie dostrzegł bez wątpliwości ludzką sylwetkę, w którą wycelował swoją strzałę. Po bokach zbliżającej się postaci z uniesionymi w górę w geście poddania pojawiły się dwie kolejne i ani przez chwilę Selim nie pomyślał, aby przestać naciągać strzałę na cięciwie. Nawet gdy z lasu wyszła grupa niosących torbę z lekami i opatrunkami medyków, nie przestał w nich celować. A przynajmniej nie od razu.
        - W...witaj przyjacielu - zaczęła niepewnie niewiele niższa od dwóch pozostałych osoba, która zaraz w przeciwieństwie do osłaniających ją osiłków, była... kobietą. - Mógłbyś w nas proszę nie celować? Przybyliśmy zająć się rannymi towarzyszami. O nic się już nie martw, zajmiemy się nimi i obejmiemy za ciebie resztę warty, ty powinieneś porządnie odpocząć, bo na następny dzień nie będziesz miał zbyt wielu sił - poradziła łagodnie, na co anioł zmrużył nieufnie oczy. Nie zamierzał poddać się jej poleceniu.
        - Szybko wam zeszło dotarcie tutaj - burknął chłodno, bacznie się im przyglądając, co rusz walcząc o to, by nie zamykać oczu na dłużej niż mrugnięcie.
        - Nikt nas po drodze nie niepokoił, a i zostaliśmy podrzuceni przez pewnego kupca - odpowiedziała kobieta, zbliżając się do niewzruszonego anioła, by położyć dłoń na jego szorstkim od srebrnego zarostu policzku. - Tak wytrwale czuwałeś nad ich bezpieczeństwem przez pół nocy, nie bądź jednak dla siebie aż tak surowy, Najwyższy przecież cię nie potępi za to, że się zdrzemnąłeś na pół godzinki czy godzinę, zwłaszcza, że dostaliśmy taki rozkaz. Naprawdę nie masz się już o co martwić, zajmiemy się twoim kolegą i przypilnujemy by nie zbliżył się tutaj żaden piekielny - zapewniła łagodnie, patrząc głęboko w oczy mężczyzny koloru roztopionego srebra.
        Anioł nie chciał się tak łatwo poddać, lecz ze zmęczenia wzrok zaczął mu się zamazywać i widzieć podwójnie. Poza tym skoro takie były rozkazy tej trójki... Skinął głową, obserwując jak kobieta wchodzi do namiotu dwóch świetlistych aniołów, sam chwilę po tym odszedł do tego, w którym spały elfki ze swoimi zwierzakami i Matheo. Przetarł dłonią zaspane oczy i już miał znaleźć sobie jakieś miejsce by się położyć, gdy dotarło do niego, że trzem pół niebianom na pewno nie udałoby się przetrwać w lesie, w którym najprawdopodobniej roi się do różnego rodzaju piekielnych. Zamiast więc się położyć i najpewniej dać się zabić we śnie, zbliżył się do wyjścia z namiotu i zerknął przez szparę materiałowego wejścia. To co zobaczył nie tylko niezbyt mu się spodobało, ale i potwierdziło jego obawy co do tej trójki "uzdrowicieli".
        Nie czekając ani chwili dłużej podszedł do śpiącej Nivalii, położył dłoń na jej ramieniu i delikatnie szturchnął, by ją zbudzić. Raczej nie powinien mieć z tym trudności biorąc pod uwagę, że obie elfki mu raczej nie ufały. Jeśli tylko mu się to udało (choćby i za którymś z kolei szturchnięciem jej), od razu zakrył jej swoją dłonią usta, a wyciągnięty do góry palec wskazujący drugiej ręki przyłożył sobie do ust, by długoucha nie próbowała choćby pomyśleć o tym, by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Podobnie też postąpił z młodszą dziewczyną i jej panterą, wskazując w milczeniu tylną ścianę namiotu.
        Nie próbował jednak zbudzić starego Matheo, którego przykrył w całości kocem, gdy obok niego przechodził. Również twarz. Ten głupi starzec w sumie uprzedzał, że zbyt wiele mu nie zostało czasu na tym łez padole, lecz nie mógł sobie wybrać praktycznie lepszego momentu, by opuścić ten świat i udać się do Arkadii. Selim nie wyglądał na zbyt przejętego śmiercią towarzysza o najbardziej sympatycznym usposobieniu ze wszystkich niebian w tym obozie, zdawać się też mogło, że to jak przykrył jego stygnące ciało kocem, było jedynie symboliczne i nie kryły się za tym jakieś większe emocje oprócz poczucia obowiązku. Bez dalszej zwłoki podszedł do wcześniej wskazanej płóciennej ściany namiotu i wyjmując zza pasa nóż myśliwski, rozciął ją jednym zdecydowanym ruchem. Raz jeszcze bez słów nakazał elfkom i ich zwierzakom być cicho, po czym rozchylił przed nimi wyjście awaryjne i przepuścił przodem, aby mogły uciec w las podczas, gdy on będzie ubezpieczał tyły, gdyby banda przebieranych oszustów i ich kompanów, w końcu postanowiła się zainteresować również tym namiotem.
         Otwarta walka z całą tą zgrają piekielnych z talentem do władania magią umysłu Pokusą na czele byłaby jedynie samobójstwem. Zwłaszcza dla samotnego anioła ducha, który w dodatku miał za zadanie chronić spotkane niedawno elfki. Nie mógł więc od razu zaatakować tego sukuba i jej obstawy, gdy tylko zbliżyli się do obozu, nie ułatwiłoby to wcale zgubienia pościgu, czy nawet uniknięcia go, a jedynie sprowadziło by na głowy ich wszystkich kłopoty. Jak tylko upewnił się, że nie będą przez nikogo ścigani, sam zakradł się cicho do lasu, a kilka sznurów od obozowiska puścił się biegiem, by dołączyć do elfek jeśli tylko go posłuchały i postanowiły uciec.
Awatar użytkownika
Nivalia
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nivalia »

Spała kilka godzin. Trzy, może cztery, ale to wystarczyło, żeby w miarę zregenerować siły. Choć zapewne gdyby mogła to nie wstałaby do południa. Ktoś potrząsnął nią delikatnie. Czuła to, ale nie mogła się dobudzić. W końcu kiedy otwarła oczy zobaczyła przed sobą postać Selima. Choć z jego twarzy trudno było cokolwiek wyczytać, to miała nieodparte wrażenie, że jest zaniepokojony. Szybko pojęła, że ktoś obcy musi być w obozie. Zmarszczyła brwi. Chciała coś powiedzieć, ale bała się, że to zły pomysł. Selim właśnie budził Gwen, a Niva pospiesznie ładowała na Oriona swoje rzeczy. Nie było łatwo osiodłać zebroida szybko i w ciszy. Kiedy się udało, jej towarzyszka była już gotowa do ucieczki. Anioł rozciął tył namiotu - ciekawe, że one wcześniej chciały zwiać stamtąd w ten sposób. Gwen i jej pantera wyszły pierwsze, Nivalia cicho przeprowadziła Oriona pomiędzy połami materiału. Odwróciła się by spojrzeć na Selima. Wyglądało na to, że zamierza uciec razem z nimi. Dlaczego więc zostawił swojego przyjaciela ukrytego pod kocem? Pustynna nie pojęła, że zostawiają Matheo na śmierć. Ale właściwie to i lepiej dla niej samej, że się nie domyślała.

Po cichu i powoli weszły pomiędzy najbliższe krzaki, a potem schowały się między drzewa. Gwen nadal utykała. Choć Matheo opatrzył jej kostkę, to minęło zaledwie kilka godzin. Pod osłoną nocy miały uciekać Prasmok wie gdzie, ale przecież nie pieszo. Niva chwyciła Gwen za rękę, a ruchem głowy wskazała grzbiet Oriona. Elfka w lot pojęła o co chodzi. Jasnowłosa pomogła wdrapać się leśnej na siodło, po czym wskoczyła za nią i chwyciła lejce.
- Trzymaj się łęku - szepnęła jej do ucha tak cicho jak potrafiła. Trudno, Orion musiał znieść ciężar obu kobiet. Ruszyły wolnym stępem. Były zbyt blisko tego zakichanego obozu, by zmienić rytm nawet na wolny kłus. Robiły by wtedy za dużo hałasu. Co nie zmieniało faktu, że nawet stępem były szybsze niż idąc pieszo. Nagle pustynna usłyszała za sobą jakiś szelest i odwróciła się. Rozpoznała Selima biegnącego w ich stronę i zawahała się. Czy powinny teraz rzucić się do galopu i uciec przed tym zimnym aniołem? Wcześniej właśnie taki miały plan. Zwiać gdzie pieprz rośnie, daleko, daleko od tamtych niebian. Jednak Selim z jakiś powodów dał im znać, że powinny opuścić namiot. Przecież nie zrobił tego przypadkiem, chronił je przed kimś, kto zagrażał ich bezpieczeństwu. Może jednak faktycznie miał je chronić... Niva nie zwolniła, ale też nie przyspieszyła konia. Wiedziała, że anioł bez problemu do nich dobiegnie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Opuszczone Królestwo”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości