Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Złodziej , Skrytobójca , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Gdy Samiel mówił, Skowronek nawet nie myślała o tym, by mu przeszkadzać - skupiała się wtedy na jedzeniu. Nie by była jakaś wygłodniała albo śniadanie byłoby aż tak wybitne, ale było to na pewno połączenie przyjemnego z pożytecznym. No i nadal mogła się uśmiechać i samymi minami reagować na to co mówił. Raz uniosła brwi i skrzywiła lekko usta, jakby nie była do końca zadowolona z odpowiedzi - to było wtedy, gdy przyznał się, że nie bawiłby się z nią dalej w zgadywanki tylko podałby jej prawidłową odpowiedź jeśli chodzi o nadzienie tych naleśników. Szybko jednak o tym zapomniała. Później samym wyrazem twarzy skomentowała informacje na temat tutejszej kucharki - wtedy zamrugała jakby nie dowierzała, a później kiwnęła głową, przyjmując do wiadomości to co usłyszała. Zaintrygowała ją ta informacja - aż nabrała chęci, by tę Riniyę zobaczyć, ale nawet nie przeszło jej przez myśl, by poprosić Samiela o przedstawienie ich sobie, bo aż tak silne to pragnienie nie było. Kucharka, nawet taka najzdolniejsza, pozostawała kucharką - nikim, kto zasługiwałby na jej zainteresowanie. A wywoływanie jej z kuchni tylko po to, by przekazać jej wyrazy uznania, wydawało się Skowronkowi przesadzone - nie była żadnym lordem, od którego takie słowa uznania miałyby jakąkolwiek wartość. Grała teraz tylko zwykłą dziewczynę z gminu, a taka mogła się nawet nie znać na dobrej kuchni, więc jej komplementy stanowiłyby tylko czczą gadaninę - miłą, ale niewartą nawet zapamiętania.
        - Hm… może i znalazłby się jakiś czarodziej-kucharz. Fetysze są różne - skomentowała. - Jednak to byłby raczej wyjątek potwierdzający regułę. Oni są ponad takie zabawy śmiertelników.
        Czyżby Skowronek miała jakieś złe wspomnienia związane z czarodziejami, że przypisywała im takie zadzieranie nosa? Być może. A może po prostu każdego z początku oceniała gorzej, żeby w razie czego być raczej mile zaskoczoną niż zawiedzioną.
        Rozmowa zeszła na pogodę - aż dziw, że nie od tego zaczęli rozmowę, wszak była tak popularnym tematem do zagajenia. Najwyraźniej jednak oni znali się już tak dobrze, że nie musieli bawić się w grzeczności, a aura na zewnątrz pojawiała się w ich rozmowach tylko wtedy, gdy był ku temu faktyczny powód, a nie po to by zagłuszyć ciszę.
        - No właśnie przez to słońce jest tak zimno - odpowiedziała Samielowi, jakby to była oczywista przyczyna. - Nie zauważyłeś, że gdy jest pochmurnie, na dworze temperatura jest znośniejsza? Jakby te chmury robiły za kołdrę - podzieliła się z nim swoimi obserwacjami, między jednym kęsem śniadania a drugim. Posiłek zresztą bardzo jej smakował - powiedziała to swojemu towarzyszowi i z niemałym zadowoleniem zauważyła, że chyba mu się ta informacja spodobała. Doskonale - jemu akurat lubiła poprawiać humor, nieważne czy chwaliła zamówiony przez niego posiłek, czy jego rysunki. Jego dyskretny uśmiech - pasujący komuś, kto zawodowo ukrywał się w cieniu - sprawiał jej na swój sposób przyjemność.

        Pod koniec śniadania Skowronek zwolniła z jedzeniem - nie po to, by móc się nim dłużej cieszyć, ale przez to, że dostała swoje ciepłe mleko, które powoli sączyła, ogrzewając sobie ręce na kubku. Gdy tak upajała się smakiem i zapachem tego pozornie zwykłego napoju, wyglądała tak, że samemu nabierało się ochotę na mleko - elfka wyglądała, jakby piła prawdziwą ambrozję. Ocknęła się z tego błogostanu, gdy Samiel zapytał ją o zamówienie, które mogliby zabrać ze sobą do pokoju.
        - Może jakieś ciasteczka? - zaproponowała. - Mają tu takie małe ciasteczka? Albo paszteciki? I grzane wino?
        Tak, było wcześnie, ale przecież grzane wino miało to do siebie, że część jego alkoholu była odparowana, więc zdaniem elfki mogli sobie na to pozwolić bez siania zgorszenia w kelnerkach. A jeśli Samiel miałby jakieś obiekcje, to niech je śmiało wypowie. Zawsze mogli zdecydować się na jakiś napar ziołowy albo może kolejny dzbanek tego kompotu śliwkowego - był całkiem niezły.
        Skowronek pozostawała trochę w tyle ze spożywaniem śniadania, ale nie zamierzała się spieszyć, gdy jej towarzysz już odsunął od siebie talerz. Spokojnie zjadła, co zostało jej na talerzu, dopiła napoje. Przez ten moment milczeli, ale to jej nie krępowało - delektowała się posiłkiem w miłym towarzystwie. Nie przedłużała jednak niepotrzebnie - gdy przełknęła ostatni kęs, a Samiel zapytał czy mogą iść, ona potaknęła i dopijając zawartość kubka wstała od stołu. Poszła z nim, a gdy zatrzymał się przy barze, ona powoli postąpiła kilka kroków w stronę schodów, zostawiając go z zamówieniem dla nich przekąsek - przecież, że sobie poradzi, a ona nie musiała go pilnować. Gdy już jednak do niej wrócił, obdarowała go miłym uśmiechem - jakby cieszyła się, że znowu go widzi po tej bardzo krótkiej rozłące. Poszła za nim na górę nawet nie obracając się na siebie - wiedziała, że za barem nie ma Ami, a zresztą: czy cały czas musiała się przed nią popisywać? Teraz wolała się skupić na złotookim zabójcy.

        Była Przyjaciółka z uśmiechem przekroczyła próg pokoju Samiela, gdy ten tak szarmancko zaprosił ją do środka. Od poprzedniego razu w pokoju nie zaszły żadne zmiany, jakby on tu w ogóle nie sypiał, ale elfka wiedziała, że to tylko złudzenie. Gdyby jej zależało i by się przyjrzała, dostrzegłaby, że coś jest przesunięte, że kapa na łóżku jest inaczej pofałdowana, a pewnie i jeszcze kilka innych oznak tego, że pokój był zamieszkały. Ale po co miałaby się doszukiwać? Doceniała, że tymczasowe lokum jej znajomego było schludne, to dobrze o nim świadczyło.
        - O, ja doskonale wiem, gdzie będzie mi najwygodniej - odpowiedziała Samielowi i od razu skierowała się w stronę jego łóżka. Usiadła na nim i poprawiła sobie jedną z poduszek, by mogła oprzeć o nią plecy, po czym umościła się wygodnie, patrząc na Samiela tak, jakby oczekiwała pochwały za to jaka była sprytna i zaradna.
        - Rozumiem, że mam nie patrzeć na akt tworzenia? - zapytała, choć bardzo nie chciałaby usłyszeć stanowczej odmowy. Cierpliwość by ją z pewnością w zjadła. Z drugiej jednak strony mogłaby się powylegiwać na jego jakże wygodnym łóżku i pogapić się na baldachim: oznakę luksusu, bez której musiała się póki co obyć. Tak… Trudno stwierdzić, czy była bardziej wścibska, czy wygodnicka. Chyba to od odpowiedzi Samiela będzie zależało, która część jej natury w tym przypadku zwycięży.
Awatar użytkownika
Samiel
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Skrytobójca , Wędrowiec , Najemnik
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Obserwował, jak Skowronek zajmuje łóżko, na którym ułożyła się – i przy okazji poduszkę za plecami – tak, żeby było jej wygodnie. Spodziewał się, że wybierze właśnie ten mebel? Raczej tak, bo w głowie obstawiał, że będzie to albo fotel stojący przy oknie, albo łóżko właśnie. On musiał zająć miejsce przy stole, choć fotel też był dość kuszący, ale Samiel był świadom tego, że rysunek będzie mu się tworzyło lepiej, gdy pod kartkami znajdzie się twardy materiał.
         – Wolałbym, żebyś nie podglądała… Choć możesz to zrobić, jeśli chcesz sobie zepsuć niespodziankę – odpowiedział jej, a spojrzenie jego oczu o nietypowym kolorze – połączenie żółtego, złota i pomarańczu – spoczęło na elfce, tylko na chwilę. Może chciał zobaczyć jej reakcję i też moment, w którym będzie mu odpowiadała. Decyzję pozostawił jej, ale powiedział jej też, co preferowałby on sam. Nie wyglądało też na to, że byłby na nią zły, gdyby chciała przyglądać się procesowi powstawania rysunku.
         – Nie chciałbym też, żebyś zaczęła się nudzić, ale nie mam tu też czegoś, czym mogłabyś się zająć. Mogę zaproponować jedynie rozmowę, nie będzie dla mnie problemem jednoczesne rysowanie i mówienie – odparł po chwili. Przygotował już sobie wszystko, co było mu potrzebne do rysunku, o którym myślał od momentu, w którym padła propozycja tego, żeby coś dla niej wykonał. Kartki papieru, cienkie i grubsze rysiki, specjalne węgle, a także kilka niedużych, drewnianych pojemniczków. Przyjrzał się jeszcze temu, co leży na stole, jakby ostatni raz – zanim zacznie pracę – upewniał się, czy znajduje się tu wszystko, co będzie mu potrzebne.

Najpierw złapał za jeden z cienkich rysików i zaczął kreślić nim linie na kartce. Na początku mogło to wyglądać zupełnie, jakby rysował tam zwyczajne linie w dodatku w losowych miejscach niewielkiego pergaminu, ale im więcej pojawiało się tych linii, tym wyraźniejsze wyłaniały się z tego kształty. Jakie? Głównie dachy budynków, a po ich zagęszczeniu można było stwierdzić, że może to być jakieś miasto. Na pierwszym planie znajdowało się ich kilka, zbliżonych do siebie, jednak tylko jeden wyróżniał się jeszcze bardziej – każdy z nich był szczegółowy i miał nakreślony zarys dachówek, ale tylko na tym jednym znajdowało się coś jeszcze. Coś, co wyglądało na szkielet jakiejś postaci. Poza tym dachy znajdujące się na drugim planie były też połączone z górnymi częściami budynków, niektóre miały nawet coś, co mogło wyglądać na okna lub ich części. W górze pergaminu działo się mniej – naniesione były tam kontury kilku mniejszych i większych chmur, a pod jedną z nich przelatywał ptak. Był ważną częścią tego, co tworzył zabójca, o czym świadczyło to, że został narysowany dość szczegółowo.
Samiel odłożył cienki rysik i zamienił go na grubszy. Tym podkreślił kontury nie tylko dachów na pierwszym planie i dachówek na nich, lecz także zrobił to z chmurami, ptakiem i postacią na pierwszym planie. Teraz widać było – chociażby po kształcie ciała – że jest to kobieta z długimi włosami. Miała na sobie koszulę i rozpięty płaszcz z kapturem, który opadał na jej plecy i niemalże znikał wśród włosów, dolna część ciała ukryta była w spodniach – może skórzanych – a stopy w długich butach, te na pewno wykonane musiały być ze skóry. Gdy przymierzał się do kolejnej zmiany, tym razem odłożył grubszy rysik i ponownie sięgnął po cienki, oboje mogli usłyszeć pukanie do drzwi.
         – Proszę – odparł krótko Samiel i przerwał pracę. Raczej nie spodziewał się nikogo innego, więc nie zdziwił się, gdy do pokoju weszła jedna z pracujących w Dębowej Karczmie dziewczyn.
         – Przyniosłam zamówienie – powiedziała tylko, tuż po tym, jak obdarzyła krótkim spojrzeniem najpierw Skowronka, a później Samiela. Ze sobą faktycznie przyniosła ich zamówienie, a było to grzane wino i duży talerz z ciasteczkami. Ciasteczka te były różne, choć wszystkie okrągłe, to różniły się dodatkami – jedne miały na sobie posypkę z prażonych nasion dyni i orzechów laskowych, a drugie wydawały się grubsze, więc prawdopodobnie były czymś nadziane. Czym? Samiel akurat to wiedział, ale nie był pewien, czy chce od razu powiedzieć o tym swojej towarzyszce. Może poczeka, aż spróbuje jednego z tych ciasteczek i na własnym języku sprawdzi, że nadziewane są one słodkim dżemem dyniowym. Kelnerka postawiła to wszystko na stole, przy którym siedział zabójca, może nawet dostrzegła przy tym częściowo ukończony rysunek.
         – Smacznego – rzuciła jeszcze, gdy kierowała się w stronę drzwi.
         – Dziękujemy – odparł jej Samiel, przy okazji przesunął też talerz z ciastkami, wino i naczynia do jego picia tak, żeby Skowronek nie mogła zerknąć na jego rysunek, jeśli chciałaby poczęstować się przekąskami lub się napić. Później wrócił do tego, nad czym pracował. Od razu złapał za cienki rysik.
Zaczął nim dorysowywać szczegóły, takie jak rysy twarzy siedzącej na dachu kobiety – w tym momencie zerknął też w stronę Skowronka, żeby na kartce zaznaczyć kształt jej nosa, linii twarzy czy też uszu – a także zarys piór na ciele ptaka na niebie, jego dziobu i oczu. Z „jakiegoś ptaka” zmienił się on teraz w skowronka. Poza tym, na kilku dachówkach dorysował też różne pęknięcia, ale to akurat był zabieg losowy, ograniczył go zresztą do tych dachów, które znajdowały się na pierwszym planie. Odłożył rysik i sięgnął po jeden z węgielków. Nim zaznaczył czerń włosów kobiety siedzącej na dachu, również jej płaszcz, spodnie i buty zostały nim potraktowane, to samo spotkało dachy w oddali, te na drugim planie. Odłożył węgielek i podniósł jedno z tych kilku tajemniczych pudełeczek, które stały przed kartką. Otworzył je i wysypał nieco zawartości na kartkę – był to proszek o kolorze jasnego brązu. Starannie pokrył nim narysowanego wcześniej ptaka, a drewnianym patyczkiem roztarł go w tamtym miejscu. Zamknął to z brązowym proszkiem i otworzył kolejne, tym razem wewnątrz znajdowała się podobna substancja, jednak była żółta – patyczkiem nabrał odrobinę i przesypał ją na miejsce, w którym znajdował się dziób skowronka, ją też tam roztarł. Zawsze uważał, żeby nie wyjść poza kontur tego, co akurat w ten sposób zyskiwało kolor. Tego pojemniczka nie zamknął, ale za to otworzył kolejny. Ten wypełniony był niebieskim proszkiem. Samiel znów zanurzył patyczek wewnątrz i nabrał odrobinę niebieskiego proszku, chociaż tą szczyptą obsypał dwa miejsca. Były to oczy skowronka na niebie i kobiety siedzącej na dachu. Ostrożnie rozprowadził proszek w obu tych miejscach i znów nabrał nieco żółtego. Ten także znalazł się w dwóch miejscach i również były to oczu. Przyjrzał się swojemu dziełu i zamknął pojemniczki, a później nabrał powietrza w płuca i dmuchnął w stronę pergaminu. Gdyby Skowronek przyglądała się temu, mogłaby zauważyć, że z kartki podrywa się mgiełka, która chwilę później zaczyna opadać i znika. Na koniec sięgnął jeszcze po cienki węgielek i podkreślił nim pióra na skrzydłach skowronka.
         – Myślę, że skończyłem – odezwał się w końcu. Nie był pewien, ile czasu minęło, ale wydawało mu się, że poszło mu to szybciej, bo miał już wizję tego, jak będzie wyglądał rysunek.

Gdy Skowronek spojrzała na rysunek, jej oczom ukazały się dachy budynków w jakimś mieście, może nawet nie był to Ekradon. Dachy na pierwszym planie wyróżniały się nie tylko większą ilością szczegółów, lecz także tym, że siedziała na nich postać, którą była… ona sama. Na rysunku spoglądała w górę, patrzyła prosto na lecącego po niebie skowronka. Ptak miał kolor jasnego brązu, żółty dziób i oczy, które także miały kolor. Nie były zwykłe. Miały dokładnie taki sam kolor, jak Skowronek z rysunku. Jej oczy natomiast odzwierciedlały aktualny kolor oczu kobiety, która właśnie patrzyła na rysunek. Skowronek i skowronek patrzyli się na siebie i mimo dzielącej ich odległości, można było odnieść wrażenie, że oczy jednego odbijają się w oczach drugiego.
         – I jak? Co o tym sądzisz? - zapytał. Przyglądał jej się, był naprawdę ciekaw odpowiedzi.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Złodziej , Skrytobójca , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Niby wiedziała, niby się spodziewała, a mimo to I tak czuła się lekko zawiedziona. Po cóż Samiel ją zapraszał, skoro nie mogła patrzeć na dzieło w trakcie tworzenia? Cóż, miała pewne podejrzenia, które z pewnością przyszłyby do głowy każdemu w podobnej sytuacji – chodziło o bycie modelką, nawet jeśli zabójca się do tego nie przyznał. Albo… po prostu lubił jej towarzystwo do tego stopnia, że chciał z nią spędzić czas nawet jeśli nie było w tym żadnego ukrytego celu. A zresztą – po co wnikać.
        Elfka zachowała jednak wszelkie komentarze dla siebie. Niedbale wzruszyła ramionami i rozejrzała się po pokoju, jakby zamierzała sobie sama poradzić z najbliższymi minutami, może godzinami. Co ona, nie była nauczona czekania? To jedna z podstawowych cech w jej fachu – cierpliwość. W końcu czasami trzeba było całą noc siedzieć gdzieś w bramie i czekać aż cel łaskawie wyjdzie z domu i będzie można go zlikwidować albo okraść…
        - Jakoś sobie poradzę – oświadczyła w końcu Samielowi, żeby nie zostawiać go tak zupełnie bez żadnej odpowiedzi i kazać mu się domyślać. Uśmiechnęła się – niby szeroko, ale jakoś tak jakby robiła to tylko dla formalności. A gdy zabójca usiadł, by zacząć rysować, ona wciągnęła nogi na posłanie i ułożyła się w półsiedzącej pozycji. Patrzyła na niego, co jakiś czas leniwie przymykając oczy, ale nie odzywając się słowem. Po prostu obserwowała go przy pracy, choć nie wyciągała z tego jakiś konkretnych wniosków – i tak nie znała się na tworzeniu sztuki, by móc coś tak od razu powiedzieć o jego technice. Zwróciła uwagę przede wszystkim na to, że on chyba miał wszystko bardzo dokładnie zaplanowane, bo gdy usiadł do pracy, postępował z dużym przekonaniem, jakby miał już wszystko zaplanowane i tylko przelewał na papier to, co dawno temu urodziło mu się w głowie. Nie dostrzegła by coś wymazywał – nanosił kolejne warstwy, zmieniał narzędzia i cały czas parł do przodu w równym tempie. Podobało jej się to chłodne skupienie, które w tym czasie widziała na jego twarzy – naprawdę wkładał serce w to co robił. Jeśli pracował z równym zaangażowaniem co malował, mogła być spokojna o przebieg ich misji… Choć i bez tego nie przewidywała komplikacji, przynajmniej z jego strony.
        Jej leniwe rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Skowronek jednak nie ruszyła się ze swojego miejsca na łóżku – trochę jej się nie chciało, a poza tym to był pokój Samiela i to on powinien otwierać drzwi, ona nie była jego służącą. Zabójca jednak szybko dopełnił swoich obowiązków jako gospodarz, a elfka tymczasem poprawił się tylko wygodnie na posłaniu, uśmiechając się z zadowoleniem. Na jej twarzy odmalowała się subtelna ciekawość na widok talerza z ciasteczkami – jakoś wcześniej nie zwróciła uwagi na to co też zabójca zamówił.
        A rysunek, który w tym czasie był zostawiony bez opieki? Wystarczyło wyciągnąć szyję, by na niego zerknąć… Ale Skowronek się na to nie zdecydowała – tyle czasu już wytrzymała, że głupio byłoby poddać się praktycznie na finiszu. Zresztą – skoro Samiel chciał, żeby nie patrzyła, nie zamierzała robić mu na złość, miała wszak 120 lat a nie dwanaście, by zachowywać się tak niedojrzale…
        - Nalać ci też? – zapytała, gdy jej towarzysz odstawił poczęstunek na stół, a ona sama sięgnęła w pierwszej kolejności po wino. Nalała sobie, lecz nim wypiła chociażby łyk, sięgnęła jeszcze po ciasteczko – to, które było z wierzchu posypane orzechami i pestkami. Odgryzła połowę i wydała z siebie pomruk zadowolenia – ciastko było naprawdę dobre, nie za słodkie, trochę jakby karmelowe i cudownie kruche. Zaraz skosztowała wina.
        - Świetnie dobrane – oceniła z prawdziwym zadowoleniem, bo wino było słodkie, ale nie za bardzo, miało przyjemną konsystencję i odpowiednią temperaturę. Zdecydowanie pasowało do wyważonego deseru.
        Zabrawszy sobie mały zapas ciasteczek i pełny kieliszek, Skowronek wróciła na swoje miejsce na łóżku. Przez chwilę patrzyła uważnie na Samiela.
        - Wyglądasz bardzo profesjonalnie gdy rysujesz – oświadczyła, ale nie rozwijała tej myśli. Nie zagajała też dalszej rozmowy, pozwalając mu pracować w spokoju.

        Dopiero gdy zabójca zakomunikował, że skończył, Skowronek przerwała swoje słodkie lenistwo z kieliszkiem wina i ciasteczkami, dojadając to co miała w ręce i otrzepując palce.
        - Idę - zakomunikowała, wstając z łóżka i jeszcze przeżuwając kęs ciastka. Gdy jednak była już przy Samielu, zdołała przełknąć i dyskretnie obetrzeć kąciki ust. Z ciekawością nachyliła się nad jego ramieniem i zamarła.
        - Och… - westchnęła po chwili, wyciągając rękę po rysunek. Bardzo dokładnie zaczęła przyglądać się szczegółom i widać było, że była pod sporym wrażeniem wykonania. Nie pozwoliła sobie jednak na zbyt długie studiowanie tego obrazka w milczeniu.
        - Jest piękny! - zakomunikowała z uśmiechem, spoglądając na Samiela. - Masz talent - pochwaliła go szczerze. - I cwaniak z ciebie, nieźle to sobie wymyśliłeś. Bardzo mi się podoba. Tak, ten z pewnością postaram się, by nie zaginął mi tak jak poprzednie twoje rysunki, a gdy będę mogła, powieszę go sobie nad łóżkiem.
        Trudno było orzec czy elfka poważnie mówiła o tym wieszaniu swojej podobizny, ale nie ulegało wątpliwości, że na pewno jej się ona podobała - wystarczyło spojrzeć na to jak jej się oczy cieszyły, gdy tak oglądała go pod różnymi kątami.
        - Podobają mi się kolory - oceniła. - Są naprawdę sprytnie dobrane, robią wrażenie. Wiesz, gdybyś faktycznie kiedyś zdecydował się na emeryturę to możesz robić jako portrecista: uważam, że nieźle byś na tym zarobił. Narysowałeś mnie nawet ładniejszą niż jestem w rzeczywistości - dodała, podnosząc kartkę do swojej twarzy, jakby chciała ułatwić Samielowi porównanie siebie i swojej rysunkowej podobizny.
Awatar użytkownika
Samiel
Zsyłający Sny
Posty: 303
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Przemieniony
Profesje: Skrytobójca , Wędrowiec , Najemnik
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Praca ta szła mu szybciej, niż przypuszczał na początku. Może same intencje i to, dla kogo wykonuje ten rysunek sprawiały też, że udawało mu się robić to wszystko bez pomyłek i przez to bez wymazywania czegoś, co nie powinno tam się znaleźć. Był na tym skupiony, to prawda, lecz jednocześnie nie tak bardzo, że zacząłby ignorować otoczenie i dlatego też czuł na sobie wzrok Skowronka. Przyglądała mu się, ale nie miał jej tego za złe, bo przecież nie zadbał o to, żeby mogła zająć się czymś w czasie, gdy on będzie rysował.
         – Poproszę – odparł, nadal skupiony na kartce i na tym, co tam powstawało. Poczekał, aż wróci ona z powrotem na łóżko i dopiero wtedy sięgnął najpierw po naczynie z grzanym winem, a później, jakby po krótkim namyśle, wyciągnął rękę w stronę talerza z ciastkami i złapał jedno z orzechami i nasionami dyni, a drugie to nadziewane dżemem dyniowym. Przerwał na chwilę rysowanie, aby zjeść je i napić się wina. W myślach stwierdził, że Skowronek miała rację, gdy stwierdziła, że ciastka i wino są do siebie świetnie dobrane. Grzaniec odstawił po lewej stronie stołu i rzeczy, które wcześniej przygotował sobie na stole. Następnie podniósł rysik i wrócił do pracy, ponownie skupił się na swoim pomyśle i przeniesieniu tego wszystkiego na kartkę papieru.
         – Zdarza mi się, gdy bardzo się na czymś skupię – odpowiedział jej, akurat w momencie, w którym i tak musiał zmienić narzędzie, z którym pracował. On też nie kontynuował tematu, choć, jeśli chciała z nim rozmawiać, to i tak jej odpowiadał, jak wcześniej powiedział, że będzie robił.

W końcu jego praca dobiegła końca i mógł pokazać ją osobie, dla której była przeznaczona. Naprawdę ciekawiła go jej reakcja, choć jednocześnie podejrzewał też, że nie będzie ona negatywna. Nie był pewien, jak miał rozumieć to westchnięcie, które opuściło jej usta, jednak bez słowa podał jej rysunek, gdy wyciągnęła po niego rękę. Cierpliwie czekał na to, aż elfka odezwie się – dlatego spoglądał na nią i dostrzegł, że uważnie przygląda rysunkowi. Była pod wrażeniem? Prawdopodobnie tak, a przynajmniej właśnie to podpowiadało mu to, co widział. Kąciki jego ust uniosły się – lekko i tylko na chwilę – gdy usłyszał jej pierwsze słowa związane z rysunkiem.
         – Cieszę się, że ci się podoba – odezwał się, możliwe, że sam też był zadowolony ze swojej pracy. Gdy chwilę przed zakomunikowaniem jej, że skończył, przyglądał się całości, aby może dostrzec coś, co przydałoby się tam dodać czy coś, stwierdził, że nic takiego nie jest potrzebne. Rysunek zawierał w sobie wszystko to, co chciał, żeby znalazło się na tym papierze.
         – I lepiej, żebyś go pilnowała, bo to jedyny egzemplarz – dodał jeszcze, nawet uśmiechnął się lekko w jej stronę. Może udałoby mu się narysować kopię, ale to już nie byłoby to samo. Rysunek nie był tylko prezentem, lecz także był związany z emocjami, jakie towarzyszyły, gdy zobaczyło się go pierwszy raz – tego nie dało się odtworzyć.
         – Tak sądzisz? Może kiedyś przypomnę sobie naszą rozmowę i twoją propozycję. Wtedy, gdy może nastanie czas, że rzeczywiście postanowię skończyć z tym, co robię teraz – powiedział to raczej bez przekonania związanego z taką wizją swojej dalekiej przyszłości. Wcześniej już rozmawiali na ten temat i, mimo że miał pewne plany związane ze swoim odejściem, to szczerze wątpił w to, żeby udało mu się je kiedykolwiek zrealizować.
Przyjrzał się jej, głównie rysom twarzy i szczegółom – uważnie – a później spojrzał na rysunek, jakby porównywał oba te widoki. Przeniósł tak spojrzenie z rysunku na nią, później z niej na narysowaną Skowronek, a na koniec raz jeszcze z kartki na kobietę. Jego wzrok ostatecznie spoczął na niej, może nawet chciał patrzeć jej w oczy, gdy będzie wypowiadał te słowa, które właśnie chce powiedzieć.
         – W rzeczywistości jesteś ładniejsza, o wiele – odezwał się w końcu.
         – Twoja rysunkowa wersja ma mniej szczegółów na twarzy, chociaż wydaje mi się, że nawet gdybym siedział nad tym jeszcze dłużej, aby nanieść na nią takich szczegółów jak najwięcej… To nawet wtedy i tak nie udałoby mi się ukazać tam wszystkiego, co można zobaczyć na żywo. Na własne oczy – dodał jeszcze. Nie chciał, żeby brzmiało to tak, jakby próbował się głupio tłumaczyć, jakby chciał nie tylko przed nią, lecz także przed sobą odszukać jakieś powody, dla których powiedział to jedno zdanie przed chwilą.

Wydawało mu się, że atmosfera w pokoju zrobiła się jakaś… dziwna. Ciężko było mu lepiej nazwać to, co wyczuwał w związku z nią; te emocje, które może wyczuwał w powietrzu – a „dziwne” akurat znajdowało się prawdopodobnie najbliżej tego, jak chciał to określić. Spojrzał w stronę okna i pomyślał, że może dobrze byłoby sprawdzić, jaką mają porę dnia. Przy okazji może udałoby mu się też uciec od tego, co wyczuwał. Udało mu się wstać z krzesła, to prawda, jednak zatrzymał się przy stole i dopił grzane wino. Zrobił to jednym, szybkim łykiem.
         – Nie jestem pewien, jak długo siedziałem przy rysunku, ale pamiętam, że masz czas do południa – odparł i spojrzał w stronę okna. Było odsłonięte, promienie słońca dostawały się do wnętrza pokoju. Wydawało mu się, że południe miało nastać już niebawem.
         – Chciałem zaproponować powtórzenie tego, czego nauczyłaś mnie wczoraj, ale chyba mamy na to zbyt mało czasu. Przynajmniej teraz – gdy wypowiadał te słowa, jego spojrzenie stopniowo przenosiło się z okna i wędrowało w jej stronę. Zdawał sobie sprawę z tego, że zasugerował jej to, że może kolejny wieczór spędzą w swoim towarzystwie. Nie przeszkadzałoby mu to, a kolejną rzeczą, o której pamiętał było też to, że Skowronek – oprócz poranka – miała też wolny wieczór. Coś podpowiadało mu, że przecież nie potrzebował takiej powtórki, bo poprzedniego wieczora radził sobie bardzo dobrze nie tylko z tańcem, lecz także z zapamiętywaniem wszystkich kroków. Bo… może nie chodziło o samo powtórzenie lekcji, a bardziej po prostu o spędzenie tego czasu w jej towarzystwie? Przecież wcześniej już przed samym sobą przyznał, że te części dnia, które dzielił z nią były dla niego czymś miłym, ciekawym i na pewno spędzonym w dobrym towarzystwie.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 249
Rejestracja: 6 lat temu
Rasa: Leśny Elf
Profesje: Złodziej , Skrytobójca , Szpieg
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek zaśmiała się cicho.
        - „Zdarza mi się” – powtórzyła cicho za Samielem, jakby to był powód jej wesołości. Oczywiście, że to zdanie bawiło ją w kontekście tego za kogo był uważany w półświatku. Według wielu był najlepszym indywidualnie pracującym zabójcą na Łusce, więc raczej to nie było tylko „zdarzanie się”. Skowronek domyślała się co prawda, że to chodziło konkretnie o te niezwiązane z pracą czynności, ale i tak zabrzmiało to dla niej zabawnie. Nie umniejszając przy tym Samielowi ma się rozumieć.

        Gdy już jego praca dobiegła końca i przyszedł czas na ocenę efektów, Skowronek czuła na sobie czujne spojrzenie zabójcy – wiedziała, że nawet najmniejszy tik zdradzi jej emocje i on tylko na to czeka. Mogła próbować zachować kamienną twarz i nie dać mu satysfakcji rozpracowania siebie… Ale w sumie po co? Nic by nie zyskała, a tak jak czasami lubiła się droczyć, tak też wiedziała, że nie zawsze jest to zabawne – nawet dla niej samej, nie mówiąc już o osobie, z którą chciała się przekomarzać. Teraz więc odpuściła i była szczera w okazywaniu swojego zadowolenia.
        - O, bardzo mi się podoba i tym razem będę go pilnować jak oka w głowie – zapewniła. Nie wnikała w szczegóły, że to wcale nie była jej wina, że straciła dwa poprzednie rysunki, bo tak szczerze powiedziawszy wcale nie była przekonana, że gdyby wiedziała, że nie wróci już do swojego pokoju w siedzibie Przyjaciół, wzięłaby te obrazki ze sobą. W rzeczywistości bardziej niż prawdopodobne dla niej było, że w takiej sytuacji kazałaby się wszystkim gonić i nie zabrałaby nic, bo nie była do niczego przywiązana… Może żałowałaby po czasie. Może za kilka lat przypomniałaby sobie o tych dwóch tajemniczych rysunkach i o jeszcze paru przedmiotach – jak portret, który namalował jej pewien malarz, gdy w ramach dość dziwnej misji strzegła jego matki albo jak piórko, które znalazła kiedyś na swoim parapecie i je sobie zatrzymała, choć nie miało żadnej wartości. Może wtedy okazałoby się, że była bardziej sentymentalna niż sama chciała przyznać.
        Ten rysunek zamierzała jednak pilnować – takich prezentów tak łatwo się nie wyrzuca ani nie zapomina.

        Oczywiście, że porównując urodę swoją i swojej rysunkowej podobizny elfka oczekiwała, że Samiel jej zaprzeczy – to było niczym hasło i odezwa, tak po prostu miało być. Fakt – uważała swój portret za bardzo udany, ale chciała przy tym usłyszeć z jego ust, że jest najładniejsza. Zabójca jednak kazał jej czekać, dokładnie studiując obie twarze jakby się wahał – bezczelny! Aż wyraz lekkiego niezadowolenia pojawił się na twarzy Skowronka na chwilę przed tym, gdy jednak przyznał, że to ona jest piękniejsza. Wtedy uśmiechnęła się z radością, choć starając się zachować pozory skromności. Cierpliwie wysłuchała jego dalszej wypowiedzi, choć jej uśmiech w międzyczasie nieco stracił na sile.
        - A wiesz, że wystarczyłoby tylko to pierwsze zdanie? – zapytała go zaczepnie. – Nie ma powodu, byś sobie umniejszał na moją korzyść… Choć to miłe, że tak bardzo chciałeś podkreślić ten komplement – dodała z uśmiechem. A że i ona wyczuła pewną zmianę atmosfery w pokoju, która niezbyt jej się spodobała, wróciła do łóżka, gdzie na szafce nocnej zostawiła swój kieliszek. Te kilka kroków tyłem do Samiela pozwoliło jej na uporządkowanie myśli. Doskonale wiedziała co za atmosfera między nimi nastała i wiedziała też, że w wielu innych przypadkach wcale by jej to nie przeszkadzało. Czemu teraz było inaczej? Może przez to, że tym razem nie miała do czynienia ze swoim celem tylko kolegą po fachu, a to komplikowało sprawę… Cholera.
        - Tak, będę musiała już iść – zgodziła się, dobrze imitując westchnienie rezygnacji. – Ale wieczór mam zarezerwowany dla ciebie. Ale co ty na to, byśmy tym razem spotkali się nie tu, a gdzieś po drodze? Pamiętasz, jak szliśmy do tej tancbudy, mijaliśmy plac z figurą łucznika. Może spotkamy się tam? – zaproponowała, bo to był najbardziej charakterystyczny punkt orientacyjny, do którego oboje mieli podobną odległość. Nie chciała przychodzić wieczorem do Dębowej Tarczy: jedzenie tu było co prawda świetne, a drażnienie Ami nadal ją bawiło, lecz powoli zaczynało ją to nudzić.
        - Sama trafię do wyjścia – oświadczyła później zabójcy, gdy już to ustalili. – Miłego dnia, Samielu, do zobaczenia.
        Po tych słowach była Przyjaciółka schowała otrzymany rysunek tak by się nie pogniótł i nie zamoczył przez śnieg, po czym pożegnała się ze swoim kolegą po fachu całusem w policzek i wyszła, nie czekając aż on otworzy przed nią drzwi – nie zamierzała wymuszać na nim dżentelmeńskich gestów.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości