Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 244
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek zaśmiała się głośno, odchylając nieco głowę do tyłu.
        - Biedaku, klęska urodzaju cię dosięgła - skomentowała jego problemy z żądnymi tańca pannami. Oj, ciekawe, czy był świadomy tego ilu mężczyzn chciałoby być na jego miejscu…
        - Wiesz… Pewnie jest tak, że sukces pierwszej odważnej ośmiela również kolejne - kontynuowała już trochę poważniejszym tonem. - Ale muszą mieć miny, gdy ostatecznie słyszą odmowę… Bo chyba nie ulegasz po raz kolejny, hm? - zagadnęła, w sumie ciekawa jak to Samiel rozgrywa.
        Sama gdy szła na tańce była w podobnej do niego sytuacji - nigdy nie musiała prosić się o uwagę, zawsze znajdowali się kawalerowie, którzy zabiegali o jej uwagę. Mogła grać jak chciała - udawać wesołą pannę, która nikomu nie odmówi albo taką wybredną, o którą trzeba się bardziej postarać. Wszystko zależało od tego w jakim była nastroju i jacy mężczyźni się wokół niej kręcili - czasami dostosowywała się pod środowisko, w którym przebywała. A czasami oczywiście była na potańcówce w ramach pracy, więc wtedy już musiała działać bardziej precyzyjnie, aby przyciągnąć uwagę swojego celu. Różnica między nią a Samielem polegała jednak na tym, że ona lubiła tańczyć.

        Gdy już przeszli do tematu rysowania, była Przyjaciółka okazywała Samielowi dużą dozę zainteresowania - komentowała i wypytywała, chętna by ciągnąć ten temat trochę dłużej.
        - No tak - zgodziła się z jego argumentami potwierdzającymi tezę, że to nie jest rozrywka utożsamiana z jemu podobnymi osobami.
        - Jakoś tak stereotypowy przedstawiciel twojego fachu w wolnym czasie uprawia hazard, uwodzi kobiety i trenuje… Ale oni są tacy nudni - westchnęła, teatralnie przewracając oczami, jakby miała naprawdę po dziurki w nosie takich sztampowych zabójców. - Lepiej mieć kilka ciekawych kart w ręce… Choć gdyby chodziło tylko o wywoływanie szoku wśród znajomych, lepsze byłoby robienie na drutach… Nie namawiam - oceniła i zaraz poczyniła szybkie zastrzeżenie, poparte niewinnym uśmieszkiem, jakby wcale nie miała nic złego na myśli. Chwilę milczeli, co w tańcu nie było niczym dziwnym ani krępującym - akurat Skowronek wykonywała obrót pod ręką Samiela.
        - To świadczy tylko o tym, że nie jesteś oczywisty ani łatwy do przejrzenia - oświadczyła elfka, gdy wyszła z figury i ponownie stali naprzeciw siebie.
        - Ale chyba nigdy nikt się z ciebie z tego powodu nie naśmiewał, co? Byłby naprawdę ograniczony, gdyby tak się zachował - oceniła bardzo surowo.
        Później wypłynęła kwestia tajemniczego rysunku podpisanego “S”, który kiedyś znalazła była Przyjaciółka. Coś czuła, że to mogło być jego dzieło, ale z drugiej strony nie myślała, że taki zbieg okoliczności mógłby być możliwy. Tym bardziej, że…
        - Zostawić? - Elfka jakby na powrót mocno zainteresowała się jego słowami. Patrzyła na niego uważnie i nietrudno było się domyślić, że tak łatwo tego tematu nie odpuści. Samiel zresztą nie zamierzał nagle nabierać wody w usta - wyjaśnił, co miał na myśli. Na twarzy Skowronka zaś momentalnie pojawiła się szczera ekscytacja.
        - Naprawdę? - dopytywała. - To… Ciekawe. Tym bardziej, że nie powiedziałam ci tego, ale mam dwa takie rysunki podpisane “S”. Oba podobne, z ptaszkiem, na drugim jest jeszcze jakaś tajemnicza postać. Ten drugi bardzo mi się podobał, wydawał mi się tak… Tajemniczy i mroczny - wyjaśniła, patrząc na zabójcę tak, jakby wcale nie mówiła o rysunku a o nim.
        - A raczej “miałam” - poprawił się po chwili z lekkim smutkiem w głosie. - Niestety oba zostały w moim pokoju w siedzibie Przyjaciół… Skoro według nich nie żyję to pewnie już dawno pozbyli się moich osobistych szpargałów, a mój pokój dostał jakiś nowo przyjęty szczyl - podsumowała, ale już bez cienia żalu, więc pewnie i ten początkowy smutek był bardziej udawany niż prawdziwy. Przecież musiała liczyć się ze stratami w swojej sytuacji - i tak dobrze, że był to tylko pokój gdzieś w kryjówce a nie zdrowie czy życie.
        - Jeśli to były twoje dzieła, narysujesz mi kiedyś nowego ptaszka? - upewniła się, pewnie w końcu zadając to pytanie, które Samiel spodziewał się usłyszeć już na samym początku. Nie do końca w takim brzmieniu, ale co tam.

        Po tańcu Skowronek wyglądała na zadowoloną - jej towarzysz był pojętnym uczniem, a konwersacja była miła. Czego mogli chcieć więcej? ”Grzanego wina i przekąsek”, odpowiedziała sobie elfka w myślach, bo w sumie to chętnie napiłaby się czegoś ciepłego.
        - Powiem ci, masz talent - oświadczyła i nawet wyglądało, jakby chciała jeszcze wygłosić jakieś uwagi, ale przeszkodzili jej niczego nieświadomi grajkowie na parterze. Nadstawiła ucha, nasłuchując nowej piosenki, głównie skupiając się na tempie.
        - Oczywiście, że znam - odpowiedziała rezolutnie i podeszła do Samiela, wyciągając do niego dłoń w charakterystycznym geście, który już wcześniej mu pokazywała.
        - Mogę pana prosić do tańca? - zagaiła, dygając. - Kobiety jednak mają łatwiej, bo nie muszą głowić się nad formą - oceniła, gdy już zmierzali na parkiet. Ustawiła się razem z zabójcą, czekając aż skończy się przygrywka.
        - Sprawdzimy jak sobie poradzisz z odczytywaniem moich sugestii, gdy będę prowadziła - oświadczyła, jakby nie mogła się doczekać początku tego małego eksperymentu. - Zaczynamy od prawej - dodała tylko szybko, po czym zaczęła, bo to już był ten moment.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 295
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

         – Nie – odpowiedział krótko.
         – Zgadzam się raz, może drugi, gdy mam dobry humor… ale nie więcej. Później już tylko odmawiam – dodał. Domyślał się, że znalazłyby się osoby, głównie mężczyźni, które uważałyby to za okrutne, nieszlachetne, złe i jeszcze za wiele rzeczy, które odnosiłyby się do tego, że Samiel po prostu robił coś złego, gdy tak odmawiał. On patrzył na to zupełnie inaczej i nie był też żadnym rycerzem czy szlachcicem, żeby miał na uwadze to, aby traktować wszystkie kobiety – bez różnicy na to, kim była i jak się zachowywała względem niego – z należnym im szacunkiem. Poza tym, ta „pierwsza odważna” zawsze była też najbardziej zawzięta i zbyt często zdarzało się, że początkowa odmowa w ogóle nie sprawiała, że kobieta taka zrezygnowałaby i poszłaby szukać partnera do tańca przy innym stoliku. Dlatego Samiel zgadzał się na ten jeden taniec i robił to po to, żeby mieć spokój. Jedynie, gdy musiał zdobyć jakieś informacje był bardziej chętny do tego typu aktywności, czasem nawet aż tak, że zdarzało mu się samemu zapraszać do tańca, żeby w czasie rozmowy w jego trakcie, wydobyć to, co chciał wiedzieć albo przynajmniej spróbować to zrobić.

         – Też zdarza mi się trenować, ale ktoś taki jak ja już od dawna nie musi poświęcać na to każdej chwili wolnego czasu – odparł, nawet wzruszył ramionami po tych słowach. Umiejętności, które były dla niego najważniejsze opanował na odpowiednio wysokich poziomach, mniej przejmował się tymi, których nie wykorzystywał w swojej pracy, a jeśli już to tylko czasami, a nie przy każdym zleceniu.
         – Chyba zostanę przy rysunkach. – Po tych słowach przez jego oblicze szybko przebiegło coś, co można byłoby nazwać uśmieszkiem. Nie był to pełny uśmiech, chociażby dlatego, że trwał jedynie tyle czasu, w którym człowiek może wykonać jedno mrugnięcie.
         – Nie wiem, czy ktoś odważyłby się z tego śmiać… Poza tym, nie jest też tak, że każdy, kogo znam, wie o tym, czym lubię zajmować się w wolnym czasie – odezwał się, gdy znów stali naprzeciw siebie. Akurat był świadom tego, jaką aurę może wokół siebie roztaczać i to czasem nawet wyłącznie samą posturą i budową ciała, bez neutralnego spojrzenia, w którym na próżno było szukać jakichś emocji. Poza tym wyglądał też przecież na osobę, z której raczej nie powinno się naśmiewać. Co prawda sam Samiel nie przejmował się takimi rzeczami i, jeśli już ktoś był na tyle głupi, żeby to zrobić, to nie reagował żywiołowo i nie próbował od razu zabić lub trwale skrzywdzić takiej osoby… Często wystarczyło odpowiednie spojrzenie i ewentualnie kilka słów jasno wskazujących na to, żeby osobnik ten przestał robić to, co robił, bo inaczej może sprowadzić na siebie nieszczęście. I pewnie, że zainteresowało go to, co stało się z jednym z jego rysunków. Tym bardziej, że Skowronek przyznała, że miała dwa podpisane przez „S”, czyli przez niego właśnie.
         – Chyba tym razem nie muszę potwierdzać, że tamten też wyszedł spod mojej ręki – powiedział trochę cicho. Za każdym razem, gdy decydował się na zostawienie jednego ze swoich obrazków tam, gdzie akurat go stworzył, zastanawiał się też nad tym, co może spotkać ten konkretny rysunek. Wiedział, że wtedy istniała też szansa na to, że może gdzieś go zobaczy lub o nim usłyszy, jednak była to raczej szansa niewielka. W końcu był podróżnikiem, który przemieszczał się po całej Alaranii i często szukał dla siebie konkretnej roboty, a jeśli akurat chciał robić wyłącznie to, w czym był najlepszy, takich ofert na pewno nie znalazłby na tablicy ogłoszeń. Znaczy, przynajmniej jeśli chodziło o zlecenia na zabójstwa kogoś, kto nie jest poszukiwany przez strażników miasta, w którym akurat by wtedy przebywał. Nie było też tak, że był znany na całym kontynencie, nawet w niektórych miastach środkowej Alaranii – czyli na obszarze, na którym przebywał najczęściej – mógł uchodzić za kogoś nieznanego lub mało znanego, ewentualnie za kogoś, kto tylko podaje się za „Zabójcę Samiela”. Bo, co może wydawać się dziwne, a może nie, takie przypadki też mu się zdarzyły.
         – Narysować coś? Dla ciebie? - zapytał, jakby może chciał upewnić się, czy Skowronek ma na myśli dokładnie to, co wydawało mu się, że usłyszał.
         – I na pewno chcesz, żeby był to ptak, a nie… ktoś lub coś innego? - zadał kolejne pytanie, bo właściwie bardziej spodziewał się, że może zasugeruje ona, żeby spróbował narysować właśnie ją, a nie ptaka, od którego wzięło się imię, którym się posługuje. Nie, żeby miał zamiar namawiać ją na zmianę zdania – jeśli będzie chciała, aby wykonał dla niej kolejny rysunek skowronka, na pewno zrobi to i postara się o to, żeby mu on wyszedł tak dobrze, na ile pozwalają mu jego umiejętności. W dodatku, robiłby go dla kogoś konkretnego i to także sprawiało, że będzie do tego podchodził nieco inaczej.

Miał talent? Może… Chociaż on sam widział to bardziej przez pryzmat tego, jakie stało się jego ciało, aby mógł być jednym z najlepszych zabójców. Był szybki, zwinni, a przy tym jednocześnie precyzyjny i szybko uczył się też kroków. I właśnie wszystko to nakładało się na siebie i tworzyło z niego dobrego tancerza. Tylko, że jednocześnie nie sprawiało też, że miał zamiar zmienić to, w jaki sposób pochodzi do swoich zleceń. Już zbyt długo działał wedle własnego podejścia i naprawdę ciężko byłoby mu je zmienić, o ile w ogóle byłoby to możliwe.
Bez słowa przyjął jej dłoń i dał się zaprosić do tańca. Słów nie wypowiedział, jednak kiwnął lekko głową, chociaż przecież jako zgoda wystarczyło wyłącznie to, że chwycił jej rękę i przyjął postawę. Nie był do końca pewien, przynajmniej na samym początku, co mogła mieć na myśli, gdy zaproponowała, żeby odczytywał jej sugestie, ale może nie będzie to trudne i jego „talent” znów się objawi.
         – Jesteś tego pewna? - zapytał tylko. Z drugiej strony, może taka forma nauki nowego tańca będzie ciekawsza niż to, co robili wcześniej, gdy uczyła go kroków do walca. Zresztą, szybko też zaczęli, więc nie miał dużo czasu na zastanawianie się nad tym, co może go czekać w czasie tego tańca.
         – A co, gdybym to ja zapytał cię, co lubisz robić w wolnym czasie? - odezwał się po przedłużającej się chwili, w której słyszeli wyłącznie muzykę z dołu. Wyglądał też na nieco bardziej skupionego, chociaż głównie na twarzy partnerki i jej oczach, to można było bez problemu przypisać temu, jak wyglądał ten taniec. Nie znał kroków, a zamiast tego musiał uważać na jej sugestie, odpowiednio je odczytywać i stosować się do nich, więc jego ciało nie mogło wykonywać ruchów, które wcześniej ktoś już mu pokazał.
         – Może nie teraz, bo wydaje mi się, że akurat w ostatnim czasie jesteś zajęta swoimi planami, ale… Jak już je zrealizujesz i będziesz miała więcej czasu dla siebie. Myślisz, że czym możesz zajmować się w czasie odpoczynku lub w trakcie podróży z jednego miejsca w drugie? - dopowiedział jeszcze. Chodziło mu też po głowie coś jeszcze. Coś, co z jednej strony wydawało mu się odpowiednie i może nawet związane było z jego wewnętrzną ciekawością, a z drugiej jemu samemu wydawało się śmiałe i może niekoniecznie na miejscu. Postanowił, że póki co zatrzyma to dla siebie i może zapyta ją o to później, jeśli będzie miał okazję.  
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 244
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        - Zaskoczony? - podłapała z lekkim rozbawieniem elfka. Niech Samiel nie udaje, że nie spodziewał się prośby o rysunek, to było przecież jak hasło i odezwa. Każdy kto się chwalił, że umie rysować, natychmiast był proszony o pokaz swoich umiejętności, tak samo jak ci, którzy mówią, że potrafią polizać się w łokieć słyszą zaraz “pokaż”. Tak to po prostu działało.
        - Oczywiście, że dla mnie - sprecyzowała. - Przecież nie prosiłabym cię o prezent dla kogoś. Nie lubię się dzielić.
        I znowu ten czarujący uśmiech, jakby wcale nie chodziło o dzielenie się jakimś tam rysunkiem, a konkretnie Samielem, jego uwagą i wszelkimi względami.
        - Ktoś? - podłapała momentalnie. Spojrzała mu głęboko w oczy i choć mogła się mylić, wolała się zgrywać. Obróciła więc wzrok, niby speszona.
        - Och, Samiel, nie wiem czy wypada… - wydukała. Po chwili jednak odzyskała rezon. To nie było trudne, przecież tylko udawała. - Naprawdę sądzisz, że to taka znajomość, by proponować mi takie rzeczy?
        ”Ale jakie?” można by zapytać. No właśnie, jakie? Proponował jej swój autoportret czy że namaluje ją? Co było w tym niestosownego? A może to była sugestia, że zabójca się zagalopował i chociaż sobie przyjemnie konwersowali, nadal łączyła ich przede wszystkim praca i takie portretowanie jej byłoby zbytnim spoufalaniem się? Szkoda, że wysyłała takie dziwne komunikaty. Choć może na tym polegał jej urok… Dla tych, którzy nie lubili łatwych kobiet.

        Sugestie Skowronka w nowym tańcu nie były werbalne - wszystko rozgrywało się na poziomie subtelnych ruchów. Ciągnęła go za ramię, lekko popychała, ruchem stopy poprawiała ustawienie jego nóg, biodrami korygowała odległość… Patrząc z boku tylko doświadczony instruktor tańca spostrzegłby co tu się odgrywa. Samiel być może czasami popełniał jakieś drobne gafy, ale na pewno byłyby mu one przebaczone w towarzystwie - nie był beztalenciem depczącym partnerkę po palcach, prędzej można było odnieść wrażenie, że był przyzwyczajony do tańca z wyższymi kobietami. A odczytywanie sugestii szło mu na tyle dobrze, że znowu mogli chwilę ze sobą porozmawiać. Tym razem to on zaczął.
        Skowronek spodziewała się, że Samiel odbije wcześniejszą piłeczkę. W sumie nawet układała sobie na wszelki wypadek odpowiedź w głowie, ale teraz ostatecznie jej nie użyła. Nie spodziewała się, że zabójca zagai w taki sposób. Spojrzała na niego z zainteresowaniem - odezwał się, jakby albo się droczył, albo podchodził do niej znacznie ostrożniej niż to konieczne. Przecież nie gryzła. A w każdym razie nie jego…
        Zamiast od razu odpowiedzieć, tylko tajemniczo się uśmiechnęła. Samiel rozwinął w tym momencie swoje pytanie w dość… ciekawy sposób. Specjalnie bądź przypadkiem, ale zdecydowanie pytał w czasie przyszłym. Nie co robiła, ale co będzie robić… Ciekawe czy coś się za tym kryło. Skowronek chwilę musiała się nad tym zastanowić. Milczała, w zamyśleniu patrząc gdzieś nad ramieniem Samiela.
        - Kto wie? - odpowiedziała w końcu. - Właśnie trącam kamyczki, które poruszą lawinę, której rozmiarów i biegu nie jestem w stanie przewidzieć. Może wszystko wywróci się do góry nogami. Może sama stanę się ofiarą własnej intrygi… Nie wiem co będzie po tym etapie mojego planu, a potem są kolejne i kolejne… Nie wiem jaka wyjdę z trybów własnej machiny, że tak to pozwolę sobie nazwać - wyjaśniła. - Więc nie wiem też jak to na mnie wpłynie i czy nie zmieni mi się gust. Może nagle rozsmakuję się w czymś zgoła odmiennym. Gdybyś zapytał co lubię robić teraz… Długie gorące kąpiele, przesiadywanie w saunie, opalanie się, pływanie… Lubię drogie ubrania, perfumy i sztukę, mogę godzinami przesiadywać w galerii, adorując jakiegoś początkującego artystę, by poczuł się wyjątkowy i w przypływie odwagi poprosił bym została jego muzą. Chyba można powiedzieć, że w czasie wolnym jestem zepsutą arystokratką - podsumowała, uśmiechając się pięknie do Samiela. No, ciekawe jak na to zareaguje. Oczywiście powiedziała prawdę, bo czemu miałaby kręcić w tak niewinnej kwestii, ale określiła samą siebie w dość brutalny sposób. Biedny zabójca, tak naprawdę nie było na takie słowa dobrej odpowiedzi - czy zaprzeczy, czy potwierdzi, ona może dalej się droczyć. Ale… może nie będzie. Tym bardziej, że przypadkiem udało mu się poruszyć pewną wrażliwą strunę. Co dalej? Co gdy już się zemści? Wbrew pozorom często o tym myślała, ale każda kolejna noc spędzona na takich rozmyślaniach kończyła się tym, że lista potencjalnych rozwiązań tylko rosła, a nie ograniczała się. W jej planie było tyle niewiadomych… Sama jedna brała się za przedsięwzięcie, do którego miały zależeć losy wielu osób. Nie myślała jednak o sobie jak o jakiejś zbawicielce czy podobnych głupotach. Wiedziała, że wiele osób wpędzi w kłopoty, że spowoduje chaos i narobi sobie wrogów. Ale to była kwestia honoru. Zemsta. Zemsta w najczystszej postaci. Nawet jeśli przyjdzie jej ostatniego mistrza zabrać ze sobą do piekła. Nie musiała zresztą pozbywać się wszystkich co do jednego - była pewna, że jeśli zabije kilku konkretnych, reszta nie będzie się mściła i nie będą dla niej groźni, po prostu rozpierzchną się po świecie i zajmą swoimi sprawami. Cóż, tacy byli Przyjaciele - organizacja indywidualistów, których struktura budowana była na strachu przed śmiercią. Odegnać ją, a wszyscy się rozpierzchną, bo nauczyli się pracować w pojedynkę.
        Elfka wróciła myślami do ich rozmowy. Uśmiechnęła się odrobinę przepraszająco.
        - W sumie kto wie, może w moich żyłach płynie błękitna krew - zagaiła przewrotnie. - Pasowałabym twoim zdaniem na księżniczkę? Paru się nabrało, gdy jedną udawałam. Prawie doprowadziłam przez to do wojny między wielmożnymi tu, w Ekradonie… Niektórym mężczyznom tak łatwo zawrócić w głowie. Może o tym słyszałeś? - dodała jakby z lekką nadzieją, że jej dokonania obiły mu się o uszy.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 295
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

         – Spodziewałem się tego pytania od momentu, w którym wyjawiłem ci, że zdarza mi się rysować w wolnym czasie – odparł, całkiem szczerze zresztą, choć może nie było tego słuchać. Wiedział, że Skowronek go o to poprosi i tylko czekał na to, aż to od niej usłyszy, jedynie nie wiedział, kiedy o to zapyta. Na jej następne słowa pokiwał tylko głową… Teraz nawet to pytanie wydawało mu się jakieś po prostu głupie, może nawet nie musiał go zadawać – przecież wiedział, że rysunek ten będzie wykonany tylko dla niej.
         – Zapytałem, bo… na początku chyba myślałem o tym, że będziesz chciała sprawdzić moje umiejętności przez to, że narysuję twój portret – wytłumaczył się, ale podejrzewał też, że Skowronek udaje taką reakcję, to zaskoczenie i zakłopotanie. Nie była przecież osobą, której to co powiedział wystarczyłoby do tego, żeby zareagowała właśnie w ten sposób.
         – Narysuję ci skowronka, ptaka, a nie ciebie – podsumował na koniec. Czy między tym zdaniem i tym, co powiedział przed chwilą, powinno być coś jeszcze, czego nie wypowiedział? Może… Na samym początku mogło to wyglądać tak, jakby chciał coś dodać, ale nie zrobił tego i zamiast słów, które miałyby paść, powiedział, że narysuje dla niej latające zwierzę, które znajdowało się też na dwóch rysunkach, które straciła. Nie chciał też niepotrzebnie naciskać i wywoływać tym jakiejś „dziwnej” atmosfery, która mogłaby powstać, gdyby w dalszym ciągu nawiązywał do tego, żeby może zdecydowała się jednak na swój portret.

Na początku bardziej skupiał się na poprawnym odczytywaniu jej sugestii, może dlatego nie próbował nawet zacząć rozmowy, jednak później, gdy już wiedział, co zrobić, kiedy, na przykład, ciągnęła go za ramię albo nieznacznie odpychała, nie musiał już poświęcać części swojej uwagi na prawidłowe reakcje, bo jego ciało robiło to już samo. Tak, jak z odpowiednimi krokami w poprzednim tańcu. Dlatego też zdecydował odezwać się pierwszy, zapytał więc o to, co możliwe, że go ciekawiło. Cierpliwie poczekał na to, aż namyśli się, co chciałaby mu odpowiedzieć. Nie spieszyli się, nie było to też przesłuchanie – nie było trzeba pospieszać drugiej osoby, żeby odpowiadała szybciej.
I odpowiedź przyszła. Była… ciekawa, przynajmniej właśnie to słowo przyszło mu na myśl jako pierwsze, gdy Skowronek skończyła mówić. Wiedział, że ma inne podejście do życia niż on, zresztą każda żyjąca osoba miała własne, indywidualne podejście. Znaczy, mogło być to też narzucone przez to, że ktoś może należeć do jakiejś grupy, organizacji czy innego zbiorowiska istot żywych, które mają ściśle określone zasady, według których mają żyć. W takich przypadkach, raczej, nie powinno mówić się o indywidualnym podejściu do życia.
         – Dobrze, że nie jesteś kimś takim przez cały czas. Myślę… Nie, jestem pewien, że nasza współpraca mogłaby przebiegać gorzej, jeśli cały czas zachowywałabyś się jak „zepsuta arystokratka” - powiedział to szczerze. Pomyślał, że tym razem nie będzie ukrywał swoich przemyśleń na ten temat. Czy była to odpowiedź, jakiej spodziewała się osoba, z którą teraz tańczył? Nie wiedział, ale był pewien, że były to słowa, które chciał, żeby padły jako jego odpowiedź na to, co od niej usłyszał.
         – Sam już jakiś czas temu mógłbym zdecydować, że, nie wiem, kupię sobie dom gdzieś na uboczu, jakiś dwór szlachecki albo może nawet domek na wsi, zamieszkam tam i będę żył z tego, co zarobiłem i przechowuję w bankach, przy okazji zajmując się czymś zupełnie innym, niż to co robię teraz, a przez to oświadczę, że przechodzę na emeryturę, ale… Nie mógłbym tego zrobić. Takie życie nie jest dla mnie. Prędzej czy później zaczęłoby mnie to zwyczajnie nudzić, chciałbym wrócić do podróżowania po świecie, zabijania na zlecenie. Brakowałoby mi dynamiki tego życia, które prowadzę teraz
Po tych słowach przymrużył oczy na chwilę, jakby dopiero teraz zorientował się, o czym właśnie mówił. W pewien sposób nawiązywało to do tego, o czym rozmawiali, w końcu siebie po przejściu na zawodową emeryturę przedstawiał jako kogoś, kogo byłoby stać na prowadzenie życia, które kojarzy się z osobą mniejszego lub większego arystokraty. Z drugiej strony, nie do końca był pewien, dlaczego zdecydował się na takie „życiowe wywody”. Może po prostu był ciekaw, co na ten temat sądzi Skowronek? W każdym razie, w pewien sposób tym wszystkim wyraził też swoją niechęć do tego typu życia, może nawet także do samych wysoko urodzonych osób. Owszem, zdarzało mu się dla nich pracować – w końcu ich zlecenia wiązały się z wysoką zapłatą – a nawet bywał na ich balach, jednak wyłącznie po to, żeby pozbyć się celu, który także tam przebywał. I tak zawsze dostawał się na teren przyjęcia drogą nieoficjalną, zamiast przez drzwi wejściowe, podszywając się wtedy pod jednego z zaproszonych gości.

         – Na pewno nie na księżniczkę w opresji, którą trzeba by było ratować – odpowiedział jej i do słów tych dodał także niewielki uśmieszek. Tak, jak wcześniejsze, ten także nie zdążył zagrzać miejsca na twarzy zabójcy i zniknął po krótkiej chwili.
         – Jestem pewien, że bez problemu mogłabyś taką udawać, ale, jeśli brać pod uwagę to, jaka jesteś naprawdę, a przynajmniej to, jaka jesteś, gdy przebywasz w moim towarzystwie… Taka Skowronek zdecydowanie nie pasowałaby na typową księżniczkę – dodał jeszcze. Nie powiedział też nic więcej, może nawet nie uważał, że powinien. Zamiast tego zastanowił się przez chwilę nad tym, o co go zapytała. Niespecjalnie interesował się poczynaniami innych osób w branży, choć starał się zapamiętywać to, co usłyszał, nawet jeśli przypadkowo. Tutaj chyba było podobnie.
         – Coś słyszałem na pewno, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że znam jakiekolwiek szczegóły związane z tym zdarzeniem – odpowiedział w końcu.
         – Jak już przy tym jesteśmy, to możesz powiększyć moją wiedzę. Tym bardziej, że dotyczy ona twojej osoby. Poza tym, wiesz też o moich poczynaniach więcej, niż ja o twoich – dodał na sam koniec. Nie udawał zainteresowania, nie przepadał za tym. Mimo ubogich emocji, dawało się wyczuć, czy jest czymś chociaż trochę zaciekawiony, czy może niekoniecznie. Łatwiej było to wyczuć osobom, które przebywały z nim dłużej i także znały go dłużej, a to oznacza, że Skowronek nie powinna mieć z tym większych problemów.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 244
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        No tak - oboje grali swoje role. Ona udawała, że wahała się ze swoim pytaniem, a on, że się go nie spodziewał, lecz gdy przyszło do odsłonięcia kart żadne już się nie zgrywało i przeszli do konkretów. Mimo to Skowronek dalej miała ochotę go trochę przy tej okazji pozaczepiać - stąd ta sugestia, jakoby portret byłby naruszeniem jakiejś niewidzialnej granicy między nimi. W sumie nie wiedziała czy nie będzie to przesada, a gdy Samiel odpowiedział jej jak odpowiedział, wcale nie rozwiało to jej wątpliwości. Przez to jakiś czas uważnie na niego patrzyła, jakby próbowała z oblicza tego skrytego mężczyzny jednak odczytać jakieś emocje.
        - Narysujesz takiego skowronka, jakiego najdzie cię ochota - oświadczyła w końcu i dopiero wtedy inaczej spojrzała mu w oczy. W jej źrenicach siedziało coś niebezpiecznego. - Ja ci niczego nie zabronię.
        I jakby chcąc uniknąć dalszej rozmowy, definitywnie kończąc ten temat, odsunęła się od Samiela, by ładnie okręcić się pod jego ręką. Nie chciała znać jego odpowiedzi: co to za gra, gdy od razu zagrywa się najlepszymi kartami? Poza tym nie była wcale pewna czy go dobrze odczytała, a że nie lubiła porażek, wolała nie znać wyniku swoich podejrzeń. Przekona się, gdy otrzyma obiecany rysunek.

        Chwilę później już oboje zapomnieli o tym temacie - to nie było wbrew pozorom aż tak ważne, a życie toczy się dalej. Chyba za dobrze im się razem rozmawiało, by za długo roztrząsać jakieś epizodyczne słowne gierki.
        - Sądzisz, że w ogóle możliwe jest, aby ktoś o naszej profesji cały czas był zepsutym arystokratą? - odbiła elegancko piłeczkę, gdy Samiel podsumował jej wyznanie robiąc wbrew pozorom całkiem zgrabny unik. Nie zaprzeczył, że to określenie do niej nie pasowało ani tego nie potwierdził - wybrał bezpieczną ścieżkę profesjonalizmu, a Skowronek nie zamierzała zapędzać go w kozi róg.
        - Wiesz jak to jest… To nie zawsze jest czysta i wygodna praca. Wiem, że są wśród nas i tacy, którzy specjalizują się w tych eleganckich zadaniach na dworach, ale najwięcej jest tych robót, podczas których trzeba się trochę ubrudzić. Więc chyba po prostu trzeba sobie odpuścić arystokratyczne zapędy na dłuższą metę.
        I co? Chyba odpowiedziała sobie na własne pytanie zamiast niego. No chyba, że Samiel miał na ten temat inne zdanie, to wtedy będzie dyskusja.
        On jednak zaraz zaczął trochę inny temat, luźno powiązany z tym, o czym mówili do tej pory. Skowronek nie była zaskoczona tym, że zaczął mówić o swojej emeryturze, wręcz przeciwnie - trochę ją to zaintrygowało. Nie zdziwił ją ukryty przekaz, że Samiel był bogaty - oczywiście, że był, w tym zawodzie można było tylko umrzeć nim się człowiek dorobił albo żyć dość długo, by zyskać sławę i bogactwo, a on na pewno zaliczał się do tej drugiej grupy. Ciekawsze było jednak to jak ten złotooki zabójca podchodził do tematu przejścia na spoczynek - elfce to do niego zupełnie nie pasowało… A jemu najwyraźniej również, bo swoje zdanie wyraził kategorycznie, choć bez nadymania się. Rozumiała jego argumentację - przez te dziesięciolecia przywykł do wiecznej adrenaliny, przemieszczania się z miejsca na miejsce, do dreszczu emocji i balansowania na krawędzi.
        - Ta robota ssie, nie sądzisz? - zagaiła, gdy już Samiel powiedział wszystko co miał do powiedzenia w tej kwestii. - Uzależnia gorzej niż narkotyk. Robiąc cokolwiek innego można stwierdzić, że masz dość albo dorobiłeś się już dość i odchodzisz na emeryturę, zmieniasz zajęcie… A tu można tylko odejść nogami do przodu, bo albo nie jest się w stanie przestać, albo to ten świat się o ciebie upomni… Powiedz, jeśli to nie jest zbyt śmiałe, rozgościłeś się i dość ładnie urządziłeś w tym gnoju, ale jaki był twój początek? Zacząłeś z własnej woli czy to inni zdecydowali za ciebie?
        Patrzyła na niego spod przymrużonych powiek, unosząc głowę nie tylko po to, aby ich spojrzenia się spotkały, ale też w niemej manifestacji dumy i uporu. Wiedziała, że to prywatne pytanie, ale co mu szkodziło odpowiedzieć po tym wszystkim, co już jej wyznał?

        - O, udawanie damy w opresji wychodzi mi wręcz świetnie, potrafię nawet mdleć na zawołanie - oświadczyła z uśmiechem elfka, gdy Samiel również z uśmiechem ocenił, jakoby jej to nie pasowało. - Wiesz, bez urazy, bo ty takim osłem nie jesteś, ale dla większości facetów jest w opresji tylko przez to, że jestem kobietą, więc po prostu dopasowuję się do tego jaką chcą mnie widzieć… To pomaga w robocie i już dawno przestało sprawiać, że nie mogę patrzeć na siebie w lustrze.
        Jego późniejszych słów słuchała trochę jak komplementu - bez wchodzenia w szczegóły przyznał, że miała silny charakter, a to zawsze miło słyszeć. Musiała jednak doprecyzować pewną nieścisłość, która wdarła się do jego toku myślenia.
        - Wiesz… Nie mam wielkiego doświadczenia z koronowanymi głowami, ale jedyna księżniczka, z którą miałam okazję rozmawiać, była niezłą suką - oświadczyła jakby wcale nie był to zarzut a komplement. Skoro jednak powiedziała już A i nawet B, to teraz nadeszła pora, by opowiedzieć całą tę przygodę z koronowanymi głowami.
        - Ach, to taka długa historia… Ale w sumie istotna. To wtedy namieszałam tak, że podjęto decyzję o zlikwidowaniu mnie. Na samobójczej misji, w białych rękawiczkach… - mruknęła, ale zaraz potrząsnęła głową, by nie wracać do tego tematu. Chwilę milczała.
        - Udawałam Arolę z Danae. Tak naprawdę nie było to moim zadaniem, to był po prostu jeden z głupich pomysłów, które zdarzyły się na drodze do realizacji mojego zadania. Udawałam przed pewnym wielmożą księżniczkę, by wymóc na nim pomoc. A później znowu i znowu, bo to naprawdę pomagało. Doszło do tego, że trafiłam na prawdziwą Arolę… Jeszcze na to wszystko naszedł książę Soren, tu, z Ekradonu. Swoją drogą: wiedziałeś, że on smali do niej cholewki? Biedak, moim zdaniem nie ma u niej szans, jest taką niedojrzałą fujarą… Ale wracając do tego udawania Aroli: naściemniałam, że to moje królewskie alter ego było wynikiem tego, że się zakochałam w takim jednym lordzie i chciałam mu zaimponować. Niby nie powinno mnie to uratować, ale uwierzysz, że to łyknęli? Aroli najwyraźniej zależało na tym, aby ta historia się nie rozeszła i kazała mi tylko natychmiast udać się do tamtego lorda i wszystko mu wyjaśnić. Tylko że nawet się spodziewałam, że on się we mnie tak naprawdę zakochał - byłam pewna, że ma mnie za nadętą damulkę, ale najwyraźniej on takie lubił. I jeszcze jeden z jego rycerzy był we mnie tak zakochany, że najpierw prawie mnie siłą przed ołtarz zawlókł, a później wyzwał swojego seniora na pojedynek… Aż szkoda, że nie mamy całego wieczoru, bym ci opowiedziała wszystko od początku do końca. Chociaż… Ach, na tę historię to bym chyba potrzebowała całego dnia. W każdym razie udało mi się wtedy oszukać naprawdę wiele osób - lordów, dyplomatów, królewskich strażników… Ale tak między nami to nie jesteśmy specjalnie podobne z Arolą. To chyba kwestia tego, że obie mamy klasyczną elfią urodę - czarne włosy, niebieskie oczy i zgrabna kibić, byle przywdziać lepszą kieckę i każdy uwierzy, że w twoich żyłach płynie błękitna krew.
        W międzyczasie piosenka dobiegła końca. Skowronek zatrzymała się, ale nie puściła Samiela - stała naprzeciw i trzymała go za ramiona, jakby zaraz mieli podjąć taniec albo jakby czekała na jego ruch.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 295
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Kiwnął tylko głową na znak, że zrozumiał i że zrobi tak, jak zaproponowała. Właściwie, to miał już nawet pewien pomysł, chociaż nie zamierzał się z nią nim podzielić, postanowił, że będzie to niespodzianka, którą ona będzie mogła zobaczyć dopiero wtedy, gdy ujrzy jego rysunek. Rysunek, który wyjątkowo będzie przeznaczony dla konkretnej osoby i zostanie przekazany jej, zamiast znaleźć się wśród tych, które Samiel nosi ze sobą albo zostać w miejscu, w którym go stworzył. Naprawdę rzadko zdarzało mu się wykonywać takie „zlecenia”, co na pewno wiązało się z tym, że nie przechwalał się tym, czym zajmuje się poza pracą, z którą jest kojarzony. Nie ciągnął też tematu dalej, zauważył, że jego partnerka chyba nie chce już o tym rozmawiać. Zamiast tego, na krótką chwilę skupił się na tańcu i na tym, jak ona się w nim porusza.

         – Hmm… Chyba jestem w stanie wyobrazić sobie takiego arystokratę, który prowadziłby drugie życie jako zabójca – odparł po chwili. Może w tym czasie w głowie nie tylko układał sobie odpowiedź, a także starał się wyobrazić sobie życie osoby, o której wspomniał. Jeśli pomyślałby, że takie podwójne życie byłoby niemożliwe, jego odpowiedź na pewno byłaby inna.
         – Co prawda, nie wyobrażam sobie siebie samego w takim wydaniu, ale myślę, że dałoby się coś takiego osiągnąć – dodał jeszcze. Wśród ludzi wysoko urodzonych także żyły różne charaktery, więc nie zdziwiłby się, gdyby ktoś miał ambicje na to, żeby swoje żądze czy zainteresowania rozwijać właśnie poprzez podwójne życie. Oczywiście, to drugie wymagałoby wiele pracy i nie chodziło tu tylko o kwestie organizacyjne, które dotyczyły gospodarowania czasem, bo jeśli taka osoba nie chciałaby być rozpoznawana, to na pewno musiałaby zadbać o odpowiednie przebrania, a także – jeśli chciałaby wykonywać tą drugą pracę poza miejscem zamieszkania – o oficjalną pracę, która pozwalałaby na podróżowanie… choć z drugiej strony takiemu arystokracie wystarczyłoby, żeby po prostu miał duszę podróżnika i zadbał o to, aby była to dość powszechna informacja na jego temat. Może, gdyby urodził się w takiej rodzinie i jego życie potoczyłoby się tak, że nadal chciałby zostać tym, kim był, to byłby w stanie to wszystko zorganizować i wieść taki żywot. Jeden oficjalny, a drugi sekretny, znany może jedynie niewielkiej garstce najbardziej zaufanych osób.
Po tym jego myśli zeszły na trochę inny tor i jego wynikiem było to, co powiedział o własnej emeryturze, do której raczej nigdy nie dojdzie i, może nawet niespecjalnie, ale też o tym, że, cóż, jest bogaty, choć może na pierwszy rzut oka tego nie widać. Z drugiej strony, może nie byłoby nic złego w tym, żeby mieć jakieś jedno miejsce, do którego mógłby bezpiecznie wrócić i przez chwilę tam odpocząć? Na pewno by tam nie osiadł na stałe, nie on, ale mógł przecież mieć coś w stylu letnich rezydencji arystokratów, w których w ciągu roku nie spędzają oni wiele czasu i wybierają się tam często właśnie wtedy, gdy chcą odpocząć. To było… warte zastanowienia się, choć na pewno zostawi to w swoich myślach, bo nie tylko nie był pewien, czy na pewno chciałby wcielić ten plan w życie, ale nie był też pewien, czy chce o nim mówić swojej towarzyszce. Może zrobi to później, gdy jeszcze raz zastanowi się nad tym i zdecyduje, co z tym zrobić.
         – W pewnym sensie jedno i drugie – odparł. Był to kolejny temat, którego nie poruszał z każdą osobą, ale akurat z nią łączyła go dłuższa znajomość i ufał jej na tyle, że mógł mówić jej niektóre rzeczy, których nie usłyszeliby inni.
         – Ech… Od samego początku nie wyglądał tak, jak wyglądam teraz. Miałem bardziej naturalny kolor włosów, oczu czy nawet skóry, mojej twarzy nie zdobiły też blizny. W pewnym momencie mojego życia doszło do zdarzenia, które mnie zmieniło, wtedy straciłem też wcześniejszą przynależność i właściwie miałem tylko samego siebie. Zacząłem szukać jakiegoś sposobu na zarobek i okazało się, że po prostu jestem dobry w pozbywaniu się ludzi. Na początku zmuszałem się do tego, żeby tak pracować, wiedziony zarobkiem, ale później uświadomiłem sobie, że to tak właściwie nie jest złe, zacząłem to traktować jak zwyczajną pracę, a przy okazji zdobywałem też rozgłos, który sprawiał, że moja sakiewka robiła się bardziej pękata – rozwinął swoją wypowiedź, jak wcześniej zresztą. Była w tym też ukryta jego mała metamorfoza i to nie tylko fizyczna, lecz także psychiczna, choć gdyby umiejscowić je na osi czasu, która byłaby jego żywotem, to na pewno te dwie zmiany oddzielałby od siebie pewien odstęp. Spojrzał jej w oczy, czekał na jakąś odpowiedź, na pewno był zainteresowany tym, co o tym myśli, w końcu podzielił się z nią jakąś częścią swojej historii.

         – Pewnie, że są wyjątki od reguły. Zawsze są… ale przecież dobrze wiesz, o co mi chodziło, gdy mówiłem o typowej księżniczce – odparł. I to była tylko gra cieni, czy może rzeczywiście jego wargi wygięły się na chwilę w uśmieszku? A później tego, o czym mu opowiadała, o co zresztą sam przecież ją poprosił, więc dziwne byłoby, gdyby zajmował się czymś innym. Obrót zdarzeń w tej opowieści mógłby go zaskoczyć, przynajmniej jeśli chodzi o niektóre rzeczy, ale jednocześnie był to też przykład sytuacji, w której nawet, jeśli weźmie się pod uwagę wiele okoliczności i nawet wplecie się je w swój plan, to i tak może pojawić się coś, co było zwyczajnie czymś niespodziewanym. Dlatego o wiele bardziej przemawiały do niego otwarte plany, które w dodatku zbudowane były tak, że można było w ciągu chwili wprowadzić do nich nowe zmiany i zaadoptować ten nowy, choć tylko lekko zmieniony, plan.
         – Nie dziwi mnie, że zawróciłaś im w głowie, nawet jeśli pod przykrywką księżniczki – odezwał się w końcu, po chwili zresztą, a przy okazji zorientował się też, że nie słychać muzyki, która płynęła do nich z dołu. Muzycy chyba znów zrobili sobie krótką przerwę. Słowa te mogły też brzmieć jak niebezpośredni komplement i prawdopodobnie rzeczywiście nim były. W końcu, ukłonił się przed nią – w podzięce za taniec, choć nadal trzymał jej dłoń w swojej – a później odprowadził na brzeg parkietu, który sobie tu wymyślili. Podeszli dokładnie w to miejsce, w które odprowadził ją ostatnio.
         – A tak wracając jeszcze do kwestii rysunku? Kiedy chciałabyś się spotkać, żebym go dla ciebie zrobił? - zapytał, a krótko później zorientował się, że mogło to brzmieć tak, jakby chciał, żeby to ona się na nim znalazła, a nie ptak, o którego go poprosiła.
         – Chciałbym, żebyś była obecna przy procesie jego powstawania i chciałbym też zobaczyć twoją reakcję od razu po tym, jak kartka znajdzie się w twoich dłoniach – dopowiedział i rozwiał ewentualnie wątpliwości co do tego, że może planuje coś innego.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 244
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek wzruszyła ramiona, choć wcale nie zamierzała odpuścić dyskusji.
        - Właśnie przez to użyłam zwrotu “zepsuty arystokrata” - wyjaśniła. - Taki, wiesz, rozpieszczony. Bo to, że któryś mógłby się rozsmakować w zabijaniu za pieniądze to nie wątpię, tacy na pewno są wśród nas. Chodziło mi o tych, którzy lubią właśnie piękne szatki, wonne olejki i gdy im się wszystko podtyka pod nos. Ty na pewno taki nie jesteś, masz w sobie za wiele z mężczyzny, by się tak zachowywać - oświadczyła, nawiązując do tego, jakoby Samiel nie czuł, aby sam mógł taki być. I mówiła szczerze, bo on był prawdziwym facetem, a nie jakąś fujarą w pończoszkach.

        Dobrze im się rozmawiało, więc rozmowa płynęła, przechodząc najpierw do kwestii potencjalnej emerytury złotookiego zabójcy, a później w drugą stronę, do tego jak to się zaczęło. Skowronek w sumie nie spodziewała się żadnej rozbudowanej odpowiedzi na to pytanie, ba, w ogóle nie spodziewała się odpowiedzi. Samiel mógł zrobić mniej lub bardziej bezpośredni unik albo odpowiedzieć ogólnikami, tymczasem jednak powiedział naprawdę sporo… Co nie znaczy, że wszystko. Wyznał, że to było po prostu to, w czym się odnalazł - trochę przypadkiem. Ale co spowodowało w nim taką zmianę? Czemu musiał zrezygnować z poprzedniego życia… I jakie ono było? Skowronek bardzo chciałaby wiedzieć, ale doskonale wiedziała, że to byłoby już za daleko idące dopytywanie się, więc odpuściła. Na ten moment, bo może kiedyś przyjdzie odpowiedni czas, by dopytywać bardziej. Teraz mogła jednak poruszyć kwestię, która troszkę ja nurtowała, ale nie była aż tak drażliwa.
        - Czyli można powiedzieć, że na tę drogę zostałeś pchnięty. Nie wybrałeś sobie tego, bo nie miałeś chyba szczególnego pola wyboru po tym, jak odebrano ci poprzednie życie - skomentowała. Spojrzała na Samiela czujnie, choć nie oczekiwała od niego żadnej odpowiedzi. Zaraz jednak uśmiechnęła się chytrze, jakby ostrzegała przed tym co zaraz zrobi.
        - Jakie miałeś wcześniej włosy? - zapytała, robiąc z tego zdania dogodny moment, by w razie czego zmienić temat. Nie mogli za długo poruszać prywatnych kwestii, bo się jeszcze zapomną, a zapomnienie nie pomaga w wykonywaniu ich roboty.

        - Dzisiaj sporo rozmawiamy o wyjątkach - skomentowała lekko elfka, gdy mowa już była o księżniczkach i ich charakterach. Albo nawet charakterkach, bo w przypadku Skowronka to słowo brzmiało znacznie precyzyjniej. Bez względu jednak na semantykę i to czy to cienie czy też prawdziwy uśmiech pojawił się na twarzy Samiela, ona uśmiechnęła się naprawdę - lekko drapieżnie, lekko jakby była zadowolona z jego komentarza. Ta rozmowa wyjątkowo dobrze się układała.
        Elfka przed samą sobą musiała przyznać, że śledzenie wydarzeń w tamtej przygodzie z ludźmi z Kamiennego Targu było trudne. Tyle się działo, tyle wydarzeń wynikało jedne z drugich… Coś, co na początku wydawało się nieistotne, później przynosiło wielkie reperkusje. Jak na przykład to jak wykiwali Fydlona, by dał spokój z eskortowaniem księżniczki - skąd mogła wiedzieć, że ten bęcwał poleci do Danae i prawie wywoła polityczny skandal? I że zaangażuje w to księcia Sorena z Ekradonu… Skowronek naprawę miał szczęście, że jej nie stracono za to co nawyprawiała.
        - Och, naprawdę tak myślisz? - Elfka wyglądała na naprawdę ucieszoną jego komentarzem na temat zawracania w głowach mężczyzn. Wiedziała, że potrafi wykorzystywać swoje kobiece atuty, ale miło, że Samiel też to dostrzegł.
        - Ale z tobą nie byłoby na pewno tak łatwo - dodała i mówiła w tym momencie szczerą prawdę, bo złotooki zabójca nie dawał się nabrać na plewy. Próbowała, a się nie dał. O niego trzeba było się naprawdę starać, a nie tylko pokazać skrawek halki.
        Wrócili na skraj swojego wyimaginowanego parkietu. Skowronek nie spodziewała się, że teraz wrócą do tematu rysunku, ale w sumie ją to zainteresowało. Przysiadła na jednej ze skrzynek pod ścianą, bo mimo wszystko nogi jej się zmęczyły po tym tańcu.
        - Spotkać się? - podłapała z dużym zainteresowaniem. Już myślała, że jednak zdecydował się na jej portret, ale on tego nie potwierdził, a ona… Chyba chciała zrobić samej sobie niespodziankę, dlatego nie dopytywała. Zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią dla niego.
        - A co powiesz na to, by spotkać się jutro? - odparła w końcu pytaniem na pytanie. - Nie wiem jak ułoży się nasza dalsza praca, możemy nie mieć czasu już po balu, więc jutro może być nasz ostatni spokojny dzień. Mam wolne do południa i wieczorem - dodała, by to zabójca wybrał sobie kiedy mu wygodniej się spotkać. Mogli się widzieć nawet rano i wieczorem, jeśli miał taką ochotę, ale ona mu tego nie podpowiedziała.
        - Będziesz chciał jeszcze jutro powtórzyć naukę tańca? - upewniła się. - Co prawda nie kończymy jeszcze… No chyba, że chcesz? Ale może warto byłoby sobie utrwalić te lekcje. Nie wiadomo kiedy znów nam się to przyda.
        Po raz kolejny zagrała muzyka. Skowronek sapnęła lekko, po czym poprosiła zabójcę do tańca.
        - Tego też pewnie nie znasz - mruknęła. - Ale to zdecydowanie szybszy taniec niż poprzednie, taki wręcz nieprzyzwoity jak na bal… Ale może akurat zdarzy się, że to zagrają. Ja niestety nie wiem czy będę mogła go z tobą tańczyć, bo kreacja może mi nie pozwolić, ale przynajmniej teraz poznasz kroki i znajdziesz sobie jakąś partnerkę.
        Elfka ponownie ujęła dłoń Samiela, przybrała pozycję i ruszyła. Jeśli zabójca zaczął spokojnie jak do tej pory to mocno się zdziwił - w tym tańcu kroki nie był raczej stateczne, a zdecydowanie bardziej skoczne, było dużo kręcenia się wkoło i piruetów. Skowronkowi to się podobało, bo choć sporo wymagała przy tym od swojego partnera, sama doskonale się bawiła i przy którymś obrocie pod jego ręką nawet zaśmiała się radośnie, dziewczęco, w bardzo urzekający sposób i co więcej - chyba nie była to jej gra.
        - Znasz tango? - zapytała nagle, gdy znowu pędzili po parkiecie zgodnie z szalonym tempem muzyki wygrywanej przez grajków.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 295
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Czy spodziewała się takiej odpowiedzi albo, że w ogóle odpowie? Nie wiedział, po prostu powiedział jej tyle o sobie, ile uznał, że powinien na ich aktualnym poziomie znajomości. To, że zdarzyło im się pracować wcześniej i nie byli sobie obcy, również wpłynęło na jego ocenę związaną z tym, ile chciałby, żeby usłyszała o jego początkach w tym zawodzie. Zdawał sobie też sprawę z tego, że przez to mógł wywołać nowe pytania w jej głowie, w końcu musiałby powiedzieć jej wszystko i to ze szczegółami, jeśli chciałby mieć pewność, że zapytania się nie pojawią. Może kiedyś… A może zdradzi jej choć trochę więcej, jeśli zapyta go o coś związanego z tym, o czym mówił przed chwilą? Nie był pewien, ale na pewno to, czy i ile powiedziałby jeszcze, zależałoby też od tego, jakie byłoby jej pytanie. Ona jedynie podsumowała to, co jej powiedział, a on zareagował po prostu potwierdzającym jej słowa kiwnięciem głowy. Następnego pytania, cóż, się nie spodziewał, dlatego też musiał poświęcić chwilę na to, żeby przypomnieć sobie kolor własnych włosów z czasów, gdy był drakonem. Ech, to było tak dawno temu…
         – Czarne – odpowiedział krótko.
         – I dłuższe od tego, co mam teraz na głowie – dodał jeszcze. Taka odpowiedź powinna ją zadowolić, chociaż najpewniej może też sprawić, że Skowronek albo zacznie zastanawiać się nad tym, jak długie mogły być albo od razu zdecyduje się zapytać o to właśnie jego. Tamto życie, życie drakona, była zupełnie inne niż to, które prowadzi teraz, więc nie powinno być niczym dziwnym to, że wtedy nawet wyglądał inaczej.

Zaczął zastanawiać się, czy kiedyś jakaś kobieta zawróciła mu w głowie wyłącznie swoją urodą i doszedł do wniosku, że w swoich wspomnieniach nie udało mu się znaleźć takiego zdarzenia. Nie oznaczało to, że do czegoś takiego nie doszło – nie miał perfekcyjnej pamięci, która pozwalałaby na to, żeby pamiętać wszystko, co zdarzyło się w jego życiu i dodatkowo móc przywołać to w każdej chwili, bez różnicy na to, czy miało to miejsce rok, dziesięć lat, czy może pięćdziesiąt lat temu. Potrafił docenić urodę kobiety, to akurat wiedział, jednak ładna buźka i kształty nie wystarczały do tego, żeby zatrzymać na sobie jego uwagę lub zainteresowanie na dłużej niż chwilę.
         – A próbowałaś? - zapytał, może nawet zaczepnie, na co mógłby wskazywać uśmieszek, który ponownie błąkał się przez krótki czas na jego ustach. Właściwie, nie był pewien, jak Skowronek widzi ich aktualną znajomość. Czysto profesjonalna, na którą patrzy przez pryzmat wyłącznie tego, że wspólnie przy czymś pracują? Czy może widziała ją w innym świetle? Co więcej, sam nie był do końca pewien, jak on to wszystko widzi… Na pewno w pewnej części patrzył na to pod względem tego, że współpracują ze sobą, ale zauważał też, że powoli wkradały się też tu bardziej prywatne rzeczy i miał wrażenie, że im więcej czasu ze sobą spędzają – i, przy okazji, lepiej poznają samych siebie – tym więcej takich kwestii pojawia się w tym, o czym rozmawiają. Przeszkadzało mu to? Hmm… To była kolejna rzecz, której nie był pewien.
         – Jutro? Pewnie – zgodził się, gdy już wrócili na skraj parkietu, który wcześniej wymyśliła im Skowronek.
         – Myślę, że lepiej będzie, jeśli spotkamy się za dnia, więc zająłbym ci ranek i czas przed południem – dopowiedział, tym razem wybrał już czas, który poświęci na obiecany rysunek i jednocześnie zyskał też plany na jutro. A taką porę wybrał dlatego, że lepiej mu się rysowało przy świetle dnia niż przy takim, które zapewniały świece.
         – A jeśli nie będziesz miała niczego ciekawego do zrobienia wieczorem, to… wiesz, gdzie mnie szukać. – To powiedział po krótkiej ciszy. W jej czasie zastanawiał się, czy na pewno chce składać taką propozycję. Chyba nie chciał wprost zaprosić ją na kolejny wieczór spędzony w jego towarzystwie, może nie chciał też jasno przyznać, że czas z nią spędzony jest dla niego czymś zwyczajnie… Miłym? Ciekawym? Sam nie do końca wiedział, jak dokładnie to nazwać, a te słowa były chyba najbliższe temu, co chciał opisać. Z drugiej strony, taką propozycją przecież i tak sprawił, że Skowronek pomyśli sobie, że faktycznie może lubić spędzać te wieczory razem z nią. Cóż, trudno, choć było to coś, czego nie chciał przyznać sam przed sobą.
         – To nie byłby zły pomysł, choć nie wiem, czy uda nam się to zrobić za dnia – odparł, to było akurat prawdą. Znaczy, nie wiedział, kiedy Skowronek będzie chciała do niego przyjść. Z samego rana? Późnym rankiem? Co prawda wtedy nie powinien już spać, ale może elfka zaskoczy go swoim przybyciem i zdarzy się, że zwyczajnie go zbudzi. Może uda im się potańczyć przed południem, a jeśli nie, to powtórzenie kroków może być kolejnym powodem, dla którego mogliby spotkać się raz jeszcze, tym razem wieczorem.

         – Nie znam go dokładnie w takiej formie, ale ten taniec przypomina mi trochę to, co przeważnie tańczę w karczmach – odpowiedział po chwili, chyba odruchowo podniósł też nieco głos, żeby mieć pewność, że dziewczyna go usłyszy. W przypadkach takiego tańczenia w karczmie chyba prawie zawsze trafiał na muzykę o podobnym tempie i, choć wtedy po prostu improwizował i podpatrywał kroki od par tańczących obok, to w gruncie rzeczy tamte tańce i ten teraźniejszy nie różniły się od siebie za bardzo. Nie było mu obce tempo ich kroków, które zgrywało się z muzyką, więc niemalże od razu zgrał się z tańczącą z nim elfką i bardzo szybko reagował na jej sugestie, czasem nawet dodawał też tu coś od siebie – tu podwójny obrót, tam coś innego, co pasowało. Raz nawet zdarzyło mu złapać ją w talii i lekko podrzucić w górę. Uśmiechnął się nawet, gdy usłyszał jej śmiech. Ciekawie było ujrzeć ją w takim wydaniu.
         – Nazwę? Tak. Kroki? Niekoniecznie – odpowiedział zgodnie z tym, jak to wyglądało w jego przypadku.
         – Ale zawsze mogę poznać, prawda? Z taką nauczycielką szybko nauczę się kroków – dodał szybko. Akurat tutaj nie rozmawiali ze sobą długo, bo taniec na to nie pozwalał. Był szybki, energiczny… i niespecjalnie pasował do balu, w którym uczestniczy arystokracja. Chociaż, Skowronek wspomniała coś wcześniej o tym, że istnieje szansa na to, że taką muzykę również usłyszą na balu, więc może zostanie zaskoczony, gdy zespół zacznie grać coś szybkiego. Swoją drogą, w tym tańcu zdecydowanie radził sobie najlepiej. A na sam koniec, gdy dało się wyczuć, że muzyka za chwilę ma się skończyć, pokusił się nawet o to, że obrócić partnerkę dwa razy pod swoją dłonią, a na koniec – gdy nadal się kręciła – przyciągnął ją w swoją stronę i to tak, że ich ciała zetknęły się ze sobą.
         – Tylko, że do tanga potrzebna jest odpowiednia muzyka, prawda? - zapytał i to wtedy, gdy nadal znajdowali się blisko siebie. Chwilę później, zrobił krok w tył i podziękował za taniec, znów też odprowadził ją w róg ich parkietu.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 244
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek dostrzegła, że swoim pytaniem wywołała lekką konsternację w Samielu - nie spodziewała się, że to było coś wstydliwego i raczej słusznie założyła, że po prostu musiał się trochę wysilić, by jej odpowiedzieć. Gdy zaś w końcu odpowiedział kolor jego włosów nie zrobił na niej takiego wrażenia jak długość, bo tego, że były czarne, gdzieś tam podświadomie się spodziewała.
        - Chyba nie tak długie jak moje, prawda? - zagaiła, próbując sobie Samiela wyobrazić w takich długich włosach. Albo jeszcze lepiej, w takim warkoczu plecionym tuż przy głowie, który nosili wojownicy. Oj to by mu pasowało - miał wyraźne rysy twarzy, taka fryzura jeszcze by je podkreśliła, na pewno wyglądałby świetnie. No a takie długie na, powiedzmy, palec… Tego nie umiała sobie za bardzo wyobrazić. Tak strzygli się akademicy.

        Skowronek spojrzała na Samiela, jakby ten powiedział albo coś nieprzyzwoitego, albo coś odrobinę niedorzecznego. Zaraz uśmiechnęła się zaczepnie.
        - Nie sądzisz, że gdybym próbowała, to bym ci nie powiedziała? – skomentowała jego pytanie. – Nie na tym polega ta zabawa, byś wiedział czego się spodziewać. Masz się domyślić.
        A jaka była prawda? Może elfka sama nie była do końca pewna. Samiel był ciekawym mężczyzną, który odpowiadał jej pod wieloma względami, ale ona nie miała czasu, by zajmować się takimi pierdołami jak związki – ani teraz, ani wcześniej. Może w przyszłości, jak już ogień strawi cały jej dotychczasowy świat… A może sama siebie oszukiwała i to jak traktowała Samiela – bo nie ulegało wątpliwości, że go zaczepiała – nie było wcale tylko jej sposobem bycia i prowadzenia rozmowy? Lepiej się nad tym nie zastanawiać, bo to tylko utrudni im pracę.

        - Doskonale, rano, pasuje mi – przytaknęła, gdy złotooki zabójca przedstawił preferowaną przez niego opcję. – To gdzie się spotkamy? Mam przyjść do ciebie?
        W tym pytaniu było coś nieprzyzwoitego – może przez to, że mieliby się spotkać w jego pokoju? I to pod nosem karczmarki, której ewidentnie nie pasowała ich relacja – a raczej to, co sama sobie na temat tej relacji myślała. Skowronka jednak ekscytowało to, że była dziewczyna Samiela uważała, że między nimi jest coś więcej. To dobrze wróżyło – ich współpracy, przykrywce na bal i… również dalszej znajomości. Dobrze, gdy między pracującymi razem zabójcami jest jakaś chemia.
        Kolejna propozycja Samiela sprawiła, że elfka żywo się zainteresowała – spojrzała na niego z błyskiem w oku i niewypowiedzianym pytaniem „o, doprawdy?”.
        - Chętnie to rozważę – odparła, by dać sobie jeszcze czas na przemyślenie tej propozycji. Była kusząca, lecz nie mogła myśleć o najbliższych dniach tylko w kategoriach przyjemności, bo do balu nie zostało wiele czasu, a ona musiała mieć dopięte wszystko na ostatni guzik. Nawet to, co zamierzała celowo schrzanić – cóż za ironia.
        - Ale mam pomysł – dodała po chwili. – Może zjemy razem śniadanie? Co prawda wstaję skoro świt i niby coś tam jem… Ale dobrym posiłkiem w twoim towarzystwie nie pogardzę. Karmią niby u mnie dobrze, ale skromnie. W Dębowej chyba podają naleśniki, co?
        Jakże niewinnie to brzmiało – Skowronek z reguły mówiła tak, że w jej propozycjach i pytaniach było coś nieprzyzwoitego, ale to było takie proste, pozbawione podtekstu. Po prostu miała ochotę na ciepłe, słodkie śniadanie, bo siostrzyczki karmiły co prawda dobrze, ale monotonnie – świeże bułki i ser były dobre, ale nie codziennie.

        Temat tanga pojawił się jakby znikąd, zainicjowany przez elfkę, która po prostu pomyślała, że w ramionach swojego aktualnego partnera chętnie by to zatańczyła - była pewna, że on by podołał, na każdej płaszczyźnie. Problem polegał tylko na tym, że to wymagało tyle nauki… Ale dynamika tańca pokrywała się w jej mniemaniu z ich relacją, więc może warto zaryzykować, nawet jeśli Samiel nie znałby kroków? Co zresztą zaraz okazało się prawdą, choć przy tym zabójca wykazał chęć nauczenia się tego tańca, wyrażając ją w bardzo szczególny sposób. Skowronek uśmiechnęła się, jednocześnie trochę zaskoczona i mile połechtana. Samielowi udał się ten komplement, zdecydowanie – nie spodziewała się go.
        - Po takich miłych słowach nie mogłabym nie sprostać zadaniu – oświadczyła, zapewnienie popierając czarującym uśmiechem. Chwilę starała się utrzymać z nim kontakt wzrokowy, choć przy tych hołubcach nie było to takie łatwe i w końcu musiała zacząć patrzeć przed siebie. Gdy sama skupiła się na krokach, on znowu podjął rozmowę.
        - Niestety tak – zgodziła się z nim, pozwalając sobie na westchnienie dezaprobaty dla niesprzyjających okoliczności, choć nie dla tego, jak Samiel ją w tym momencie prowadził w tańcu. – Ale może szczęście nam dopisze. Czasami po północy są grane takie kawałki, wiesz, dla tych, którym tego wieczoru się poszczęściło – wyjaśniła, mrugając znacząco do złotookiego zabójcy. No bo oczywiście, że nie chodziło jej o wygraną w kości, ale o przygruchanie sobie jakiejś niewiasty na namiętny wieczór.
        Wirując w tańcu, prowadzona przez Samiela, Skowronek niespecjalnie zwracała uwagę na swoje położenie - można było to uznać wręcz za pewien poziom zaufania do zabójcy, który kręcił nią piruety. Gdy jednak obrotom nadszedł kres, a ona znalazła się tak blisko, w jego objęciach, nie ukrywała lekkiego zaskoczenia. Nie by wstydziła się takiej bliskości, bo jej fach odzierał każdego z poczucia wstydu, ale nie spodziewała się po nim takiej… zuchwałości. Zaraz jednak wyraz jej twarzy się zmienił i teraz wyrażał zadowolenie.
        - Hm, widzę, że ogólne założenia są ci dobrze znane - skomentowała zalotnym tonem. Dłoń, którą z reguły trzymała na jego ramieniu, przesunęła trochę bliżej jego szyi w pieszczotliwym geście, opuszkami palców muskając jego nagą skórę… Ale cofnęła się, gdy i on to zrobił. Gdyby to był kto inny, mógłby nawet nie poczuć tej subtelnej zaczepki, ale ona była pewna, że złotookiemu zabójcy to na pewno nie umknęło - on był zbyt świadomy swojego otoczenia, by zignorować to, że ktoś go dotyka.
        Po odejściu na bok Skowronek puściła dłoń Samiela i udała się w kierunku skrzynek stojących kawałek dalej. Otworzyła jedną z nich i bezceremonialnie wyciągnęła z niej jakąś butelkę. Wróciła z nią do swojego towarzysza.
        - Masz czym otworzyć? - upewniła się, wręczając mu szkło. - Strasznie mi się chce pić. Nie masz chyba nic przeciwko, że będziemy pili z gwinta? Nie przewidziałam, by wziąć kieliszki - usprawiedliwiła się, choć ton jej głosu wcale nie sugerował, by było jej z tego powodu żal. Przysiadła na jednej z bel słomy, by dać odpocząć nogom.
        - Dobrze ci idzie - skomentowała jego dotychczasowe postępy. - Nie bym tego nie przeczuwała, ale naprawdę, w mig wszystko chwytasz.
        Później nastąpiła chwila przerwy na zaspokojenie pragnienia - nawet jeśli Samiel nie miał jak otworzyć zakorkowanej butelki wina, elfka poradziła sobie, wybijając korek jak rasowy bezdomny. Oczywiście bezdomny ją tego nauczył, ale nie jej kochany braciszek Kasael - on nigdy nie pił. Wiedział, że po alkoholu tacy jak on mogą się nigdy nie obudzić…
        - A gdybyś miał faktycznie przejść na emeryturę - zagaiła nagle elfka, kołysząc trzymaną w dłoni butelką z winem. - To gdzie by to było? Masz jakieś miejsce, które uważasz za... swoje. Nie dom, bo przypuszczam, że tak jak większość z nas nie masz domu... Ale ciągnie cię gdzieś szczególnie?
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 295
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Przecząco pokręcił głową, gdy Skowronek zasugerowała długość, jaką kiedyś mogły mieć jego włosy. Jak już jej o tym powiedział, to równie dobrze może przecież zdradzić jej coś jeszcze. Nie, żeby były to jakieś tajemnice czy coś, a to, że mało osób o tym wie, jest uzależnione od tego, że tak naprawdę tylko nieliczni pytają o takie rzeczy. Jeśli już, to bardziej obchodzą ich rzeczy związane z jego zawodem, a nie z jego młodością.
         – Bardziej do łopatek, może odrobinę krótsze – odpowiedział w końcu i przypomniał sobie też to, jak kosmyki łaskotały jego plecy, gdy akurat nie nosił na górnej części ciała niczego, co oddzielałoby włosy od skóry. Może właśnie dlatego przypomniał sobie, jaką miały wtedy długość.
         – Zaplatałem je, często. Przeważnie, chyba, był to warkocz – dodał jeszcze, choć jego oczy przymrużyły się lekko i widać było, że tak odległe wspomnienia nie są dla niego czymś, co przypomina sobie od razu. Nie to, żeby były to jakieś bolesne wspomnienia, a bardziej chodziło o to, że były odległe. Samiel już dawno pogodził się z tym, że nie wróci do życia, które wiódł przed przemianą… a jego aktualne i tak pochłonęło go już tak bardzo, że wątpił w to, żeby udało mu się wieść inny i, może, bardziej spokojny żywot. Zwyczajnie już się do tego nie nadawał.  

         – Ja nie miałbym nic przeciwko… - odparł i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć nieodpowiednio, może nawet bardzo nieodpowiednio i to nawet dla osoby, która wiedziałaby, o czym rozmawiają. Cóż, trudno, tych słów już nie cofnie, choć i tak powstrzymał się przed powiedzeniem czegoś więcej.
         – Tak, pewnie, możemy najpierw zjeść wspólnie śniadanie – zgodził się na propozycję. To chyba wyglądałoby lepiej niż gdyby Skowronek miała przyjść do „Dębowej Karczmy” i od razu skierować się na piętro, w stronę pokoi do wynajęcia. Samiel był pewien, że gdyby tylko Ami to dostrzegła, na pewno doszłaby do swoich wniosków, które najpewniej byłyby inne od tego, jaka byłaby rzeczywistość. Z drugiej strony, podobne myśli mogłyby pojawić się w jej głowie, jeśli krótko po wspólnym śniadaniu, także udaliby się na górę. Tylko, że… czy Samiela to obchodziło? To, w jakim świetle to wszystko będzie widziała Ami? Nie był do końca pewien, bo wiedział przecież, jaka jest prawda i jak wygląda relacja jego i Skowronka – jeśli Ami nadal będzie widziała to w taki sposób, w jaki wydaje mu się, że może to widzieć, to on już na to nic nie poradzi. Domyślał się, że jeśli wprost by jej o tym powiedział, to nawet wtedy mogłaby mu nie uwierzyć i może nawet powiedziałaby mu wtedy, że ukrywa przed nią prawdę, a ona tę prawdę i tak dostrzega.
         – Naleśniki? Myślę, że tak – odpowiedział jeszcze. Sam przeważnie wolał zjeść coś, co wiedział, że go nasyci i da energię na część dnia między śniadaniem i obiadem, ale jutro może przecież zjeść coś innego. Danie, którego w ustach nie miał już dość długo i, o którym wcześniej właściwie nie myślał, jak o konkretnym śniadaniu. Cóż, może po prostu weźmie większą porcję, żeby mieć pewność, że się naje.

Czy ten komplement, na jej temat jako nauczycielki tańca, był zamierzony? A pewnie, że był. Zdarzało mu się, że rzucał takimi, które były niezamierzone albo co do których nie do końca był świadom, że mogą być komplementami, ale akurat ten wypowiedział z pełną świadomością tego, jak odbierze go Skowronek.
         – Może… A jeśli nie, to trudno. Już i tak, dzięki tobie, nauczyłem się sporo nowych rzeczy związanych z tańcem – odparł. Na pewno nie będzie miał wyrzutów i nie będzie na nią zły przez to, że nie udało jej się pokazać mu tanga. Podejrzewał, że z aktualnym zestawem kroków i tak poradzi sobie na balu. Z drugiej strony, nie ukrywał – przynajmniej przed samym sobą – tego, że z nią z chęcią zatańczyłby to tango. Chociaż w tym, co robili teraz, także szło mu dobrze i cały ten wieczór mógł zaliczyć do miło spędzonych. I to nie tylko przez to, w czyim towarzystwie przebywał. Zakończenie tego tańca powstało całkowicie z jego inicjatywy, tylko po to, żeby po chwili zdał sobie sprawę z tego, że może troszkę przesadził. Teraz znajdowali się bardzo blisko siebie, może nie do końca było to odpowiednie na ich poziomie znajomości i tego, jaką mają ze sobą relację. Niemniej jednak poczuł, jak jej dłoń przesuwa się na jego szyję… ale w tym samym momencie zdecydował się na odsunięcie się od niej. Był to dobry ruch? Znów nie był pewien, jak na to odpowiedzieć. Z jednej strony ciekawiło go, co stałoby się, gdyby nie zdecydował się na „bezpieczne” wycofanie się, a z drugiej… czy, jeśli doszłoby do tego, o czym pomyślał, to ich znajomość nie zmieniłaby się w trochę mniej profesjonalną? Teraz chyba nie będzie tego wiedział, w końcu tamta chwila już przeminęła. I nadeszła następna, w której jego towarzyszka wyciągnęła wino z jednej ze skrzyń, które znajdowały się w tym pomieszczeniu.
         – Zębami? - powiedział to trochę cicho, jakby do siebie, a nie do niej. Brzmiało to tak, jakby rozważał, czy jest to dobry pomysł i czy w ogóle wypada robić to właśnie w ten sposób. Z drugiej strony, skoro i tak mieli pić bezpośrednio z butelki… Podniósł zakorkowane naczynie na wysokość twarzy i złapał korek w zęby. Przytrzymał go nimi, a samą butelkę pociągnął dość mocno w dół. Na koniec, gdy już zatyczka puściła, odwrócił głowę w bok i wypluł ją.
         – Przepraszam, że w ten sposób, ale nie mam przy sobie wytrychu lub czegoś innego, co dałoby się wbić w korek i go wyciągnąć – wytłumaczył się, a już otwartą butelkę przekazał w dłonie Skowronka. Sam też zdecydował się usiąść. Zajął belę słomy znajdującą się tuż obok tej, na której usiadła dziewczyna.
         – Sam też to widzę, ale miło usłyszeć takie słowa prosto z ust mojej nauczycielki – odparł, a przez jego twarz raz jeszcze przemknął uśmiech, niewielki, ale tym razem może troszeczkę lepiej widoczny. Przejął też od niej wino, gdy mu je podała i napił się go. Zorientował się, że jemu też zaczęło zasychać w gardle, a czerwony płyn był równie dobry do nawilżenia go, jak woda. Chwilę później butelka z powrotem znalazła się w jej dłoniach. Nie przeszkadzało mu to, że piją prosto z gwinta, choć było to mniej eleganckie, niż rozlewanie trunku do kieliszków i picie go właśnie z nich.
         – Żadnego konkretnego miejsca, mogę ci jedynie powiedzieć, na co patrzyłbym, gdybym miał wybierać miejsce, w którym chciałbym spędzić taką emeryturę – zaproponował. I miał zamiar kontynuować bez względu na to, czy Skowronek coś powie, czy może w milczeniu będzie czekała na to, aż to on powie jej o tym, o czym wspomniał przed chwilą.
         – Od razu skreśliłbym z listy wszystkie miasta. Jeśli miałbym przestać pracować w naszym zawodzie, wolałbym, żeby ta przeszłość mnie nie znalazła. Wiem, że szansa na to nigdy nie wyniesie zero, dlatego próbowałbym ją jak najbardziej zmniejszyć… i dlatego wybrałbym jakąś wieś. Najlepiej z lasem w okolicy i rzeczką, w której dałoby się łowić ryby. Myślę, że bez problemu mógłbym stać się myśliwym w takiej społeczności. Wymieniałbym nadmiar mięsa, skóry i inne takie na towary, które oferowaliby mieszkańcy. Przekonałbym ich do siebie… - Te ostatnie słowa skwitował lekkim uśmiechem. Wszystko to brzmiało tak, jakby plan ten ułożył sobie w głowie już kiedyś, a nie teraz, gdy miał na to tylko chwilę.
         – I żyłbym tak… spokojnie, po jakimś czasie stałbym się pewnie częścią wioski, a nie kimś nieznajomym i podejrzanym… Dziwnie się czuję, jak o tym myślę. O tym, że mógłbym wieść takie życie i czuć się z tym dobrze… Ale, to nie dla mnie – dodał jeszcze. Jeśli Skowronek spojrzałaby teraz w jego oczy, mogłaby zauważyć, że patrzy się w przestrzeń trochę nieobecnym spojrzeniem. Zniknęło ono, gdy tylko zamrugał oczami.  
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 244
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek nie odezwała się słowem na temat dawnej fryzury Samiela, ale spoglądając na niego uważnie ściągnęła usta w takim wyrazie, jakby rozważała czy na pewno mu to pasowało. Do jakich wniosków doszła - tego zabójca się już nie dowiedział, bo po chwili była Przyjaciółka obróciła wzrok i skupiła się na tańcu. Czy jednak ważne było to, jak wyobrażała sobie jego dawne wcielenie, skoro tak pochlebnie wyrażała się o aktualnym?

        Elfkę nieodmiennie cieszyło, gdy Samiel mówił coś chociaż odrobinę nieprzyzwoitego - nawet takiego, że bardziej trzeba było się tego domyślać niż faktycznie mieć pewność, że pod tymi słowami coś się kryje. Dlatego gdy rzucił swoją troszkę chyba nieprzemyślaną uwagę, Skowronek uśmiechnęła się szeroko, pokazując ząbki.
        - Ja chyba też - zgodziła się. - Ale wiesz, ludzie gadają… - dodała nieco ironicznie, bo przecież oboje mieli to w duszy. Ona przecież nie była nadobną panną na wydaniu, która musi dbać o reputację, a on dziedzicem fortuny, od którego zależy los całego rodu. Mogli się spotykać gdzie chcieli i kiedy chcieli, a jeśli wyciągany był argument opinii publicznej to chyba tylko w ramach żartów.
        Całe szczęście pomysł zjedzenia wspólnego śniadania okazał się być aprobowanym przez oboje kompromisem między dyskrecją, a kłuciem pewnej karczmarki w oczy swoim zachowaniem. Skowronek wiedziała, że ją i tak szlag trafi - wystarczy, że zobaczy ich w swoim towarzystwie - ale naprawdę nie zamierzała na nią zważać, o ile nie mogła sobie jej kosztem poprawić humoru. Jednak naleśniki jedzone w towarzystwie Samiela i bez wkurzania Ami były sporą zachętą.
        - To jesteśmy umówieni - podsumowała więc z uśmiechem, nim na powrót skupili się na tańcu i tak to trwało, aż utwór nie dobiegł końca, a oni w końcu zdecydowali się na przerwę, elfka zaś na otwarcie przy tym butelki wina… Co okazało się być nie takie łatwe.
        W sumie Skowronek nie poprosiła Samiela o pomoc w żadnym konkretnym celu – ani go w ten sposób nie zaczepiała, ani nie sprawdzała, ot, po prostu sama nie miała wygodnego narzędzia. Myślała, że może on zrobi to nożem albo może faktycznie ma jakiś wytrych, który będzie mógł użyć? Nie znała go co prawda z robót z włamaniem, ale kto wie, może czasami sobie tak pomagał… Gdy jednak wspomniał coś o zębach, elfka wyglądała na lekko zdezorientowaną – nie od razu pojęła co miał na myśli. Zrozumienie przyszło jednak szybko, a wraz z nim zaskoczenie zupełnie nowego rodzaju – raczej z tych miłych. Z zainteresowaniem przyglądała się poczynaniom swojego kolegi, a gdy ten faktycznie złapał korek w zęby i tak bezceremonialnie go wyszarpnął, aż głęboko nabrała tchu – w jej ocenie było to bardzo… pociągające. Podobało jej się, gdy mężczyzna bywał taki zabójczo bezpośredni.
        - Ależ nie mam najmniejszych powodów, by się na ciebie gniewać – odpowiedziała, gdy Samiel się usprawiedliwił. – Wręcz przeciwnie… - dodała w taki sposób, że faktycznie można było jej uwierzyć, że podobało jej się jego zachowanie. Przyjęła od niego odkorkowaną butelkę i napiła się, zerkając na niego kątem oka.
        Usiedli, by dać odpocząć nogom, Skowronek zaś zagaiła rozmowę, wracając do tematu potencjalnej emerytury swojego kolegi. Brak konkretów w jego odpowiedzi wcale jej nie zniechęcił – rozumiała, że Samiel mógł nie być przywiązany do żadnej konkretnej okolicy, no bo na jakiej podstawie miałoby się to stać? Nie miał rodziny, nie miał miejsca, z którego pochodził… Chyba nie miał, w sumie na ten temat mogła tylko snuć przypuszczenia. Jednak i bez tego udzielił jej bardzo satysfakcjonującej odpowiedzi – całkiem obrazowo przedstawił miejsce, gdzie chciałby spędzić swoją emeryturę. I nawet to, co w trakcie niej by robił. Elfka aż uśmiechnęła się do jego wizji.
        - Precyzyjnie to sobie zaplanowałeś – oceniła, ale bez kpiny. – Unikanie miast… To ma spory sens. A gdybyś osiadł gdzieś w górach albo w głębokiej puszczy pewnie jeszcze zwiększyłbyś swoje szanse. Znam taką jedną wioskę w Górach Druidów, mogłaby spełnić twoje oczekiwania, choć chyba z okien żadnej z tamtejszych chat nie widać potoku. Ale jest w zasięgu niedługiego spaceru, wiadomo, trzeba sobie jakoś zapewnić wodę do życia. Tylko towarzystwo takie trochę nudne – dodała, ale wiadomo, że ona miała trochę inne standardy i dla niej druidzi nie stanowili ciekawego materiału na sąsiadów.
        - W sumie to piękna wizja – podsumowała plan, jaki przedstawił jej Samiel. – Jeszcze byś sobie tam znalazł partnerkę, która dbałaby o wasz wspólny dom i obejście… To naprawdę brzmi jak emerytura – skomentowała z lekkim rozbawieniem.
        - Ale pomyśl – podjęła po chwili. – Co byś im o sobie powiedział? Gdy zaczęliby cię poznawać, zaczęliby też pytać. Skąd jesteś? Co robiłeś wcześniej? Skąd te blizny na twojej twarzy? Co byś im wtedy powiedział? Wymyśliłbyś jakieś kłamstwo, korzystał z półprawd, a może szczerze opowiadał o tym kim byłeś?
        Samiel miał komfort uniknięcia odpowiedzi na to pytanie, gdyż właśnie znowu zaczęła grać muzyka – wystarczy, że poprosi Skowronka do tańca i już nie będzie musiał dłużej odpowiadać na jej dywagacje. A ona nie miałaby nic przeciwko temu – przecież każdy ma swoje granice. A choć interesowało ją jak bardzo złotooki zabójca pogodzony jest ze swoim aktualnym fachem, nie było jej to niezbędne do życia – i tak wiedziała już na jego temat zaskakująco dużo.

        Nauka tańca i lekkie rozmowy już raczej o niczym ważnym trwały do późnych godzin nocnych, lecz niestety – zdaniem Skowronka – nie nadarzyła się ani jedna okazja, aby zatańczyć tango, o którym wcześniej rozmawiali.
        Sygnałem do zakończenia lekcji był moment, gdy zespół na dole zaczął grać dużo spokojniejsze kawałki w ograniczonym składzie – pewnie na sali nie zostało już zbyt wielu gości i nie było sensu opłacać pełen skład, a i w ten sposób starano się w subtelny sposób wygonić niedobitków. W tym również Samiela i Skowronka, którzy i tak bawili się we własnym gronie, za darmo.
        - Tu się rozejdziemy – oświadczyła elfka, gdy już zeszli na ulicę i zamaskowali ślady swojej bytności na stryszku. – Trafisz do Dębowej, prawda? Dziękuję za miły wieczór, lordzie <nazwisko> - dodała żartobliwym tonem, dygając jednak przed zabójcą z pełną etykietą.
        - Do zobaczenia rano! – dodała, zwracając się już w swoją stronę i zmierzając do zakonu, by zaznać tych kilku godzin snu, które jej jeszcze zostały.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość