Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek wzruszyła ramionami - wcale nie zdziwiło ją, że Samiel nie był zainteresowany listą służby, więc nie nalegała “a może jednak?”. To dla niej byłaby tylko dodatkowa robota, bezsensowna, bo była pewna, że nie było tam ciekawych nazwisk. To, że wybierali się do tego domu nie miało związku z gospodarzami, którzy byli błogo nieświadomi tego co działo się w mrocznych zaułkach Ekradonu, a raczej z innymi osobami, które bywały tam tylko przelotem. Takimi, jak Demerek, który na zatrudnianie służby nie miał żadnego wpływu. No bo po co?
        Mimo to była Przyjaciółka uznała, że dobrze wykonała tę część swojego zadania - widziała, że Samiel zadumał się przez chwilę nad zdobytymi informacjami. Nie mówiła po próżnicy, faktycznie przekazała mu wiadomości, które uznał za potrzebne. Teraz byle je zapamiętał… A jak nie to niech pyta, byle nie unosił się dumą i ich nie wkopał. Ona wiedziała, że sobie poradzi i liczyła, że z nim będzie jej łatwiej, a nie, że przez niego będzie miała kłopoty. W końcu gdy jest się w tej branży tyle lat i ma się nadal wszystkie kończyny (i głowę też) to o czymś świadczyło…
        - Na pewno spędzimy miły wieczór - zapewniła swojego wspólnika, gdy umówili się na następny wieczór na naukę tańca. Choć z początku ten pomysł ją zaskoczył, teraz zaczęła się nawet cieszyć na to co ich czeka. Ciekawe czy Samiel też będzie się dobrze bawił? Wydawało jej się, że tak, bo… cóż, dogadywali się. Bardzo dobrze się dogadywali. Złotooki zabójca nie dość, że świetnie się z nią dogadywał na płaszczyźnie zawodowej, to też prywatnej. Lubili podobne rzeczy, mieli podobne zdanie na wiele tematów, dzielili całkiem podobne doświadczenia… Jednak i tak niektóre kwestie jeszcze musieli dogadać - tak na wszelki wypadek. Mimo wszystko - skoro na co dzień Samiel pracował nożami - Skowronek wolała mieć pewność, że potrafi on dopasować się do innego stylu działania jeśli jest taka potrzeba. Uspokoił ją, zapewniając, że nie będzie problemu. Nie drążyła, nie dopytywała - ufała, że właśnie tak będzie, że mimo bycia asasynem będzie działał bez pozostawiania śladów. Oj, oby jej się to nie odbiło czkawką…
        - O, wiesz, zawsze miło to usłyszeć jeszcze raz - zażartowała, gdy zapewnił, że będą postępowali według jej planu. Uśmiechnęła się, jakby była dumna, że właśnie wymusiła na nim komplement… Może w istocie tak było, a może tylko się droczyła, tak jak po prostu lubiła.
        - Yhm, tak, Przyjaciele - zgodziła się z jego domysłami bez owijania w bawełnę, choć nie była zbyt wylewna. Nic dziwnego, bo usta miała właśnie pełne przekąsek, którymi się zajadała. Poruszyła ręką, jakby sama spróbowała się pogonić do szybszego przeżuwania, bo chciała jeszcze coś powiedzieć, ale dopiero upity łyk wina pozwolił jej dokończyć i przełknąć. Odetchnęła, odstawiając na stolik swój kieliszek.
        - Nie wiem czy te sto lat temu zwróciłeś uwagę, że wszyscy mamy mniej lub bardziej złote oczy - podjęła, bo przecież teraz nie obowiązywała jej już żadna tajemnica. W końcu działała przeciw tym, którzy nadali barwę jej tęczówkom.
        - Cóż… Taka nasza cecha szczególna. Przyjaciel o innym kolorze oczu… Jest groźny. Nierozpoznawalny, ale bardzo groźny, bo zdesperowany. Ale to nie jest temat na ten wieczór - ucięła, bo nie mieli chyba tyle czasu, by o tym teraz mówić. Poza tym ona za kilka dni będzie miała błękitne tęczówki, z własnego wyboru - wtedy będzie dobry moment, by powiedzieć Samielowi dokładnie o co chodzi. Po co wcześniej ma być nadmiernie czujny? Lepiej było nie zaśmiecać mu głowy na samym początku, bo w końcu coś mu umknie od natłoku informacji… Dlatego Skowronek uznała, że na dziś koniec rozmów o pracy - pora przejść do przyjemniejszej części wieczoru.
        Pytanie o trucizny nie było przypadkowe. Organizm w podobny sposób traktował trucizny jak i używki, wliczając w to alkohol, tytoń, halucynki… Całe szczęście złotooki zabójca wiedział o tej zależności i odpowiedział zadziwiająco szeroko na to pytanie - zadziwiająco jak na niego oczywiście, bo do tej pory był raczej oszczędny w słowach. Może nie burkliwy, ale do gaduły było mu po prostu daleko.
        - Wiesz, to dobrze się składa, bo mam coś, co te zmysły raczej pobudza - oświadczył tonem, który idealnie pasował do kurtyzany planującej zadowolić swojego klienta tak, aby zasłużyć na podwyżkę. Patrząc na Samiela sięgnęła w bok, bez żadnego macania wkoło zaraz natrafiając na pudełeczko, które dostali od dziwki, która ich obsługiwała.
        - To bywa nazywane Boskim Zmysłem - wyjaśniła. - Działa krótko, ale jest obłędne… Wyostrza zmysły i daje wrażenie, jakby świat przestał mieć przed nami tajemnice, jakbyśmy wszystko wiedzieli, nic nie mogło nam umknąć, jakbyśmy byli wszędzie i nigdzie… Tak, wrażenie bycia bogiem. A przy tym wrażenia zmysłowe są bardzo wyjątkowe. Spróbuj - zachęciła, podając Samielowi pudełeczko. - Przypuszczam, że to będzie twój pierwszy odlot, więc będę cię pilnować. Gdy zobaczysz te kolory, usłyszysz dźwięki… naprawdę nie da się tego do niczego porównać, ale wszystko, absolutnie wszystko zaczyna się nagle człowiekowi podobać i ogarnia go święty spokój. Efekt utrzymuje się kilka minut i nie zostawia kaca. Po prostu zamocz palec i wetrzyj to sobie w dziąsło.
        Mówiąc ostatnie zdanie Skowronek otworzyła pudełeczko i podsunęła zabójcy zawartość: delikatny, miałki proszek o subtelnej różowej barwie, jak kropla krwi w szklance mleka. Niemal od razu dało się poczuć, że narkotyk ma słodki, pudrowy zapach cukierków sprzedawanych podczas religijnych odpustów.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Pokiwał głową, chociaż tym razem towarzyszył też temu niewielki uśmiech – również uważał, że miło spędzą w swoim towarzystwie kolejny wieczór, tym razem wzbogacony też o lekcje tańca. Może takie podstawy okażą się dla niego przydatne nie tylko ten jeden raz, kiedy dla odgrywanej przez niego osoby znajomość takich rzeczy będzie czymś, co jest niezbędne. Wątpił w to, żeby przez tę jedną akcję nabrał większej ochoty na to, żeby może samemu zacząć działać pod przykrywką, w końcu już tak długo pracował wedle własnego sposobu działania – którego częścią nie były przebieranki i udawanie innych osób – że nie myślał o tym, żeby go zmieniać. Dla niego najważniejsze było to, że był zwyczajnie skuteczny i dlatego uważał, że nie musi go zmieniać czy tam nawet tylko lekko modyfikować. Wiedział jak niezauważenie dostać się do miejsca, w którym przebywa jego cel, jak przekraść się przez korytarze budynku, nierzadko tuż pod nosem strażników, a także – w końcu – jak zabić ofiarę szybko i skutecznie, a później uciec. Uciec inną drogą, ale ciągle uważając na to, żeby wydostać się tam samo cicho, jak dostał się do danego miejsca. Ta sytuacja była wyjątkiem, bo działał wedle planu osoby, której zgodził się pomóc. Skowronek miała inne podejście, a jako że to on pomagał jej, a nie odwrotnie… po prostu musiał się dostosować i ten jeden raz mieć na uwadze cały plan, który wymyśliła sobie ona, a nie to, że niektóre jego części niekoniecznie zgadzają się z tym, jak wykonywał zlecenia. Zresztą, wydawało mu się, że on i Skowronek dogadywali się, poza tym zdążyli poznać się już wcześniej i nawet zdarzyło im się ze sobą pracować, więc na pewno wpłynęło to w jakiś sposób na jego decyzję, a także na to, że nie próbował zmieniać jej planu tak, żeby może pasował on bardziej do jego metod.
Mało też wiedział o samych Przyjaciołach, ale akurat ta jedna rzecz – związana z ich oczami i z tym, że ich kolor jest dość charakterystyczny – utkwiła mu w pamięci, mimo że jego spotkanie z nimi można właściwie ograniczyć tylko do jednego: tej sytuacji, gdy chcieli zwerbować go w swoje szeregi. Poza tym, jedynie zdarzyło mu się wpaść na Skowronka, jeśli chodzi o przedstawicieli tej grupy. Może go unikali, a może po prostu ich drogi nigdy nie przecinały się z jego drogą… on w każdym razie na to nie narzekał i może nawet lepiej dla interesów obu stron było, gdy nie wchodzili sobie w drogę.
         – Właśnie przez to od razu przyszło mi do głowy, że może chodzić właśnie o nich – odparł zgodnie z prawdą. Cechy fizyczne, po których można było rozpoznać konkretną osobę lub członków danej organizacji, nie powinny być czymś pożądanym wśród osób, które zajmują się tym samym, co on. Z drugiej strony, były też osoby, które chciały być rozpoznawalne, chciały, żeby dane zabójstwa były przypisywane właśnie im. Samiel sam wiedział, że również miał charakterystyczny kolor oczu, jednak starał się go ukrywać, nawet wtedy, gdy rozmawiał z kimś z półświatka przestępczego. Żyło niewiele osób, które mogły bez wątpliwości powiedzieć, jakie były jego tęczówki, zdecydowana większość, jeśli już o tym rozmawiała, nie miała co do tego pewności, bo jeśli już to może osoby takie mogły je widzieć tylko przez krótką chwilę. To samo zresztą dotyczyło blizn na jego twarzy, chociaż te było trochę trudniej ukryć tak, żeby nie było widać żadnej z nich. Zresztą, niektóre zakrywały też jego włosy, które, cóż, też nie miały koloru należącego do tych, które widziało się u przeciętnej osoby. O wszystkich jego bliznach wiedziało jeszcze mniej osób, niż o jego oczach, a przynajmniej tak mu się wydawało.
         – A szkoda, bo mnie zaciekawiłaś… Czyli opowiesz mi o tym innego wieczoru? Będę czekał – odpowiedział jej. Powiedziała o tym niewiele, ale już same słowa „groźny” i „zdesperowany” podpowiadały mu, że rozwinięcie tematu rzeczywiście mogłoby okazać się ciekawe i dzięki temu mógłby też dowiedzieć się czegoś więcej na temat samych Przyjaciół. Może i ta wiedza nie była czymś, co musiał mieć, jednak zawsze lepiej byłoby być przygotowanym na sytuację, w której stanąłby na drodze takiego „zdesperowanego Przyjaciela”, nawet jeżeli szansa na to mogła być niewielka. Nie miał zamiaru też drążyć dalej, liczył na to, że elfka dotrzyma słowa i rzeczywiście opowie mu o tym, ale innym razem.

Pojawiła się też kolejna rzecz, która przykuła jego uwagę, było to pytanie, które zadała mu Skowronek. Odpowiedział, ale spoglądał na nią, bo chciał usłyszeć, dlaczego zapytała go o to właśnie teraz.
         – Mówisz? Osobiście nie przepadam za takimi używkami… Nie piętnuję osób, które to zażywają, ale sam staram się tego nie robić – powiedział do niej. Może zabrzmiało to trochę poważniej, niż mu się wydawało, ale taka była prawda. Bez różnicy czy narkotyk wyostrzał zmysły, czy je przytępiał, według niego było to sztuczne i tylko tymczasowe wzmocnienie, które mogło skutkować uzależnieniem, jeśli ktoś przyzwyczajał się do efektów używki i chciał być pod jej wpływem jak najczęściej. On sam nie narzekał na to, jakie są jego zmysły i zdawał sobie sprawę z tego, że te najważniejsze działają ponadprzeciętnie.
Gdy podała mu pudełeczko i tłumaczyła działanie substancji, słuchał jej, jednak jednocześnie przyglądał się też badawczo niewielkiemu pojemnikowi. Później przyjrzał się jego zawartości, gdy został otworzony. Zapach substancji niewiele pomagał, bo był słodki, a przez to jemu samemu wydawał się mdły. W końcu westchnął tuż przed tym, jak postanowił się odezwać.
         – Zrobię to tylko raz. Pierwszy i liczę na to, że ostatni raz – odezwał się, przy tym patrzył towarzyszce prosto w oczy. Mimo że jego spojrzenie standardowo było neutralne, to w tym słowach i tak dało się wyczuć solidne postanowienie i coś, czego miał zamiar się trzymać. Może na jego decyzję wpłynęła też sama Skowronek, sama jej obecność i to, że zachęciła go do tego, żeby rzeczywiście spróbował. Po chwili wahania się, w końcu podjął decyzję i zamoczył palec w tym, co wypełniało pudełeczko, a później wtarł w dziąsło substancję, która utrzymała się na jego palcu po tym, jak go wyciągnął.

Poczuł w ustach słodki smak, a później poczuł nieodpartą chęć odchylenia się i ułożenia na kanapie, w tym czasie jego źrenice rozszerzyły się też, a narkotyk zaczął działać. Pierwsze odczucia były… dziwne. Nie lubił tracić kontroli nad swoim ciałem, a właśnie to się teraz działo, przynajmniej częściowo. Boski Zmysł rzeczywiście wyostrzał zmysły, chociaż gdy Samiel spojrzał w górę, najpierw miał wrażenie, że obraz rejestrowany przez jego oczy jest niezwykle wyraźny – jeszcze bardziej niż normalnie – a także przybliża się, gdy tylko udaje mu się skupić właśnie na tym. Wyraźnie widział to, co znajdowało się nad nim, chciał też spojrzeć na Skowronka, zobaczył, jak będzie widział ją, jednak nie mógł tego zrobić. Zaczął mieć wrażenie, że opuszcza swoje ciało i zaczyna się unosić – w tym samym czasie, gdy niemalże leżał na kanapie, mięśnie całego jego ciała napięły się, co dało się zauważyć, mimo tego, że był ubrany. Wzrok cały czas miał utkwiony w górze, jakby mógł przeszyć nim sufit, dach budynku i piętra pomiędzy nimi, aby spojrzeć na coś, co znajduje się gdzieś na niebie. Próbował zapanować nad tym chociaż trochę, „wrócić” do ciała, ale odniósł kompletną porażkę, więc w końcu przestał z tym walczyć i unosił się wyżej, wyżej i wyżej…

Podniósł się nagle do pozycji siedzącej, gdy tylko substancja przestała działać i wrócił do swojego ciała. Jego źrenice wróciły do normalności, a on, zanim się odezwał, rozejrzał się wokół.
         – Widziałem Prasmoka – powiedział do niej, chociaż im mniej narkotyku zostawało w jego ciele, im bardziej „trzeźwy” był, tym bardziej wiedział, że było to tylko wizja, którą podsunął mu jego umysł. Wyraźna, wydająca się rzeczywistością, ale jedynie wytwór jego wyobraźni będącej pod wpływem Boskiego Zmysłu.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek wzruszyła lekko ramionami, gapiąc się przed siebie i kręcąc swoim kielichem z winem, jakby coś stało jej w gardle i nie mogła się napić. Albo jakby to jakaś nachalna myśl nie pozwalała jej spokojnie delektować się trunkiem. Jednak nic z tych rzeczy - po prostu jeszcze chwilę się zastanawiała czy jednak nie powiedzieć Samielowi w czym rzecz. W końcu jednak obstała w swoim postanowieniu.
        - Tak, na pewno ci o tym opowiem nim weźmiemy się za robotę - obiecała. - Taka wiedza ci się przyda, a ja nie jestem już zobowiązana do dotrzymywania żadnych tajemnic… Już nikt nie będzie ode mnie egzekwował dyskrecji - dodała twardo, jakby chciała podkreślić swoją niezależność i oderwanie od struktur organizacji, która kiedyś była całym jej światem… Tyle, że nie było tak wcale przez to, że ona poza nimi świata nie widziała - zmusili ją do tego, nie dali wyboru, by mogła w którymkolwiek momencie powiedzieć “pas”. Jesteś z nami… Albo w ogóle cię nie ma.
        Ciekawe jak na te rewelacje zareaguje Samiel? Co pomyśli o mistrzach i szeregowych Przyjaciołach? Co pomyśli o niej? Uzna to za dobry pomysł, oznakę słabości, tchórzostwa, nieudolności? Bądź co bądź Przywiązanie było jednak zabójczo (dosłownie i w przenośni) skuteczne. Szkoda, że dni jego stosowania były już policzone… ”Nie… Wcale nie szkoda”, uznała elfka.

        Koniec jednak wspominek, koniec rozważań “a co jeśli”. Machina już była w ruchu, zatrzymanie jej byłoby głupotą i przede wszystkim czymś, czego elfka zdecydowanie sobie nie życzyła. Chciała zemsty. Chciała załatwić tych, którzy wciągnęli ją w to bagno i później tak łatwo odrzucili przy pierwszej lepszej okazji, gdy powinęła jej się noga. Zobaczą jak to jest zadrzeć z nieodpowiednią osobą… Za parę dni. Teraz Skowronek miała chwilę, by nie planować i nie knuć tylko dobrze się bawić w miłym towarzystwie… Choć dawało jej się, że Samiel miał trochę inną definicję dobrej zabawy i niespecjalnie podobała mu się wizja narkotyzowania się. Starała się użyć całego swojego uroku osobistego, by jednak go do tego przekonać. Wiedziała jak to jest i wiedziała, że mu się to spodoba, musi tylko porzucić uprzedzenia i dać temu szanse. Tym bardziej, że nie zamierzała dać mu niczego, co silnie uzależnia - po jednym razie na pewno nie wpadnie w szpony nałogu, a może spędzi parę przyjemnych chwil. Ona bardzo lubiła efekt Zmysłu Boga.
        - Nie wzdychaj tak - skarciła go lekko Skowronek. - Nie trzymam ci noża przy gardle, byś to zrobił, tylko zachęcam. Nic ci nie grozi, gdy raz spróbujesz, słowo honoru. A ja zawsze dotrzymuję słowa - dodała znacząco.
        - To się nazywa podejście - oświadczyła z satysfakcją, gdy Samiel w końcu oświadczył, że spróbuje. Nie wróżyła mu, że to nie będzie jego ostatni raz, bo może faktycznie nie porwie go to i nigdy tego nie powtórzy, ale przynajmniej nie będzie, że nie spróbował. Mimo wszystko liczyła, że chociaż tę jednorazową przygodę będzie mile wspominał.
        Gdy zabójca zażył już proszek, elfka zabrała pudełeczko, zamknęła je i odłożyła na stolik, a później już tylko siedziała i obserwowała swojego towarzysza, by w razie czego służyć mu pomocą. Była co prawda w stanie poręczyć głową, że nie dostali żadnego świństwa i towar był wręcz doskonały, jednak zawsze istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że Samiel będzie uczulony na jakąś substancję albo pod wpływem wizji zacznie szaleć - skoro to było jego pierwszy raz… Na początku jednak zareagował dobrze - ułożył się wygodnie, a jego ciało dobrze reagowało na Zmysł Boga. Skowronek dostrzegła jego rozszerzone źrenice, zmianę w napięciu mięśni, w oddechu. Z czasem zaczęła się jednak niepokoić - jego bezruch wydawał jej się trochę nienaturalny. Nie przeszkadzała jednak - wiedziała, że mogłaby go wystraszyć, gdyby wizja, której doświadczał, była zbyt intensywna. Nie, na razie zachowywała spokój, nie spuszczała z niego oka i powoli sączyła wino.
        Gwałtowny powrót do rzeczywistości Samiela sprawił, że Skowronek lekko się wzdrygnęła. W mgnieniu oka odstawiła kieliszek i przesunęła się do niego, wyciągając ręce, jakby miała go łapać. Zaraz jednak położyła dłonie spokojnie na udach. Lekko się uśmiechnęła, słysząc rewelację o Prasmoku.
        - Mam nadzieję, że pozdrowiłeś go ode mnie? - upewniła się w żartach, po czym oparła łokieć na zagłówku kanapy i wsparła skroń na dłoni, tajemniczo się uśmiechając. - Jak było? Podobało ci się? Nadal jesteś zdania, że to był twój ostatni raz?
        Ostatnie pytanie nie zostało zadane z bezczelną pewnością siebie tylko tak, jak lekarz pytał o samopoczucie pacjenta. Naprawdę nie zamierzała go do niczego zmuszać ani przekonywać, byli dorośli, każde wybierało swój ulubiony rodzaj rozrywki.
        - To teraz ja - oświadczyła, sięgając po pudełeczko. - Spokojnie, ja to już robiłam, więc nie musisz się o mnie bać, dobrze to znoszę. Więc gdybyś miał ochotę na powtórkę, nie musisz czekać aż wrócę - wyjaśniła, po czym śmiało zanurzyła palec w proszku, a później wtarła go w dziąsło. Nim poczuła kopnięcie specyfiku, zdołała wygodnie umościć się na kanapie. Ona nie patrzyła w górę, a przed siebie. Podziwiała barwy, które znikąd przesączyły się do jej rzeczywistości - takie, których nie umiała nazwać. Zatopiła się w wyjątkowych dźwiękach, w świecie, który wydawał się o tyle stopni doskonalszy niż ten, w którym żyła. Taki, gdzie wszystko było… “bardziej”. I gdzie własne potrzeby również ulegały weryfikacji. Jej emocje zeszły na dalszy plan, była przekonana, że jest tylko nadnaturalny bytem, który obserwuje wszystko z góry, że jej wola wystarczył by zmienić ten świat, tylko po prostu jeszcze nie miała kaprysu, by z tego skorzystać…
        Samiel patrząc na elfkę mógł zobaczyć, że ta była doskonale rozluźniona - w pewnym momencie głowa opadła jej do tyłu, lekko w bok, a ręce trzymała zwieszone po bokach ciała, zupełnie bezwładnie. Od czasu do czasu leniwie mrugała, cały czas głęboko oddychała, usta miała delikatnie rozchylone. Trwała tak przez kilka minut, a później poruszyła się jak osoba, która budzi się z głębokiego, przyjemnego snu. Przeciągnęła się kusząco.
        - Ja Prasmoka już nie zastałam - oświadczyła z lekkim żalem w głosie. - Ale i tak wycieczka była udana - podsumowała, upijając łyk wina ze swojego kieliszka. Chciała dolać sobie i Samielowi, ale wtedy spostrzegła, że na dnie zostało jedynie kilka kropel, po łyku dla każdego. Spojrzała pytająco na swojego towarzysza.
        - Zamawiamy kolejną butelkę czy uznajemy to za znak, że pora się zbierać? - upewniła się. Nie zdziwiłoby jej, gdyby Samiel chciał udać się już do siebie. Dość rewelacji już usłyszał, może pora odpocząć i poukładać sobie wszystko w głowie.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Całe przeżycie było dla niego dziwne. Widział coś, czego tak naprawdę nie było, a co jedynie podsuwała mu jego wyobraźnia wzmocniona narkotykiem. Nie wiedział za to, jak wyglądało to z perspektywy Skowronka, która przez chwilę pełniła rolę osoby pilnującej go. Zresztą, nie był pewien, czy na pewno chciałby to wiedzieć, więc chyba jej o to nie zapyta. Przynajmniej teraz tego nie planował. Nie był pewien, czy jego ciało było spięte, czy może rozluźniły się wszystkie jego mięśnie, a ciało poddało się błogiemu działaniu narkotyku. Nie mógł wyczuć tego po tym, jak wrócił do rzeczywistości, a Boski Zmysł przestał na niego działać – w tym czasie czuł się… normalnie, odczuwał swe ciało, mięśnie i ich napięcie tak jak zawsze. To mogło być dziwne, tak widzieć go przygotowanego do działania w każdej chwili, jednak dla niego było to coś zwyczajnego i coś, co w ogóle mu nie przeszkadzało. Żył z tym już bardzo długo i uważał za coś dobrego, coś, co jest dla niego rzeczą przydatną.
         – Wydaje mi się, że tak – odparł. Nie był tego pewien, do rozpoznania tego wystarczyły jedynie słowa, które padły z jego ust, mimo że wypowiedziane głosem, od którego wszelakie emocje były odgrodzone murem. Właściwie, jak tak się teraz zastanowił, nie pamiętał, o czym rozmawiał z „Prasmokiem”. Miał jakieś przebłyski, jednak pamięć o zdecydowanej większości tej rozmowy przepadła razem z działaniem substancji, którą zażył.
         – Było dziwnie – podsumował krótko swoje wrażenia, jednak chciał powiedzieć coś jeszcze. Może zwyczajnie rozwinąć te dwa słowa, co byłoby raczej wskazane, chociaż krótkim, zwięzłym zdaniem również da się przecież podsumować własne wrażenia z danej sytuacji.
         – Czułem się, jakbym odbywał coś w rodzaju podróży astralnej, ale dziejącej się w świecie materialnym. Tyle, że nie miałem żadnej kontroli nad swoim ciałem i ruchami… Unosiłem się i unosiłem, najpierw nad budynek, w którym się znajdujemy, a później jeszcze wyżej, aż nawet gwiazdy i księżyc znalazły się gdzieś daleko w dole. Później był Prasmok, wiem, że rozmawiałem z nim o czymś, ale nie pamiętam o czym. Na koniec nagle znalazłem się w swoim ciele, zupełnie jakby je i tego unoszącego się „mnie” łączyła jakaś lina, za którą ktoś bardzo mocno pociągnął – rozwinął swoje myśli. To mogło też tłumaczyć jego reakcję na wybudzenie się z „podróży”, którą odbył, gdy był pod wpływem proszku.
         – Mhm, zdecydowanie nie będzie więcej „razów”. Znaczy… to było ciekawe przeżycie, nie powiem, że nie, jednak nie lubię nie mieć kontroli nad swoim ciałem – dodał jeszcze. Kontrola nad sobą – w każdym aspekcie – była dla niego dość ważna, co zresztą dało się zauważyć. Panował nad swymi emocjami, głosem, a także nad ciałem, chociaż nie miał też pełnej kontroli nad tym ostatnim, bo przecież niektóre rzeczy są niezależne i nie da się ich pilnować przez cały czas. Co więcej, czasami udawało mu się nawet uzyskiwać kontrolę nad zmianą stanu własnego ciała – niestety, była to jedna z wad bycia przemienionym, ta losowa zmiana z ciała materialnego na półeteryczne i z powrotem. Wiedział, że taka rzecz jest naprawdę trudna do osiągnięcia, dlatego był nawet zadowolony z tego, że po tylu latach udało mu się tego dokonać, choć jedynie w pewnym stopniu. Wątpił w to, żeby kiedyś – za wiele, wiele lat – dotarł do tego, że w pełni będzie kontrolował te przemiany. To było niemożliwe, czuł to, lecz także nie spotkał na swej drodze kogoś, kto posiadałby taką umiejętność, a to tylko utwierdzało go w tym, co myślał na ten temat.
Skinął tylko głową, gdy elfka oznajmiła, że teraz jej kolej. Co prawda, nie miał zamiaru jej pilnować – skoro powiedziała mu, że nie musi to wiedział, że naprawdę nie ma takiej potrzeby – ale i tak chciał zobaczyć, jak jej ciało zareaguje na ten narkotyk. Wiedział, że wcześniej już z nim obcowała, więc może właśnie przez to jej przeżycia będą inne. Wyglądała na rozluźnioną, tak przez cały czas, w którym działał na nią proszek. Jej wybudzenie też wyglądało inaczej – jakby po prostu obudziła się ze snu. Przyjemnego snu. Nie, jakby ktoś siłą ściągnął ją z powrotem do ciała. Rzucił jej też szybkie spojrzenie, gdy się przeciągnęła.
         – Chcesz mi o tym opowiedzieć? - zapytał. Można było powiedzieć, że ciekawiło go, jak przebiegło to u niej. Gdzie była i co widziała, jakie odczucia wywołały u niej skutki działania narkotyku.

Zastanowił się nad jej pytaniem. Łatwiej byłoby odpowiedzieć, gdyby wiedział, jaką porę dnia – a może nocy właśnie – mają, chociaż po chwili i tak wiedział już, co chciałby powiedzieć.
         – Myślę, że nie byłoby nic złego w tym, żebyśmy stąd poszli – odezwał się w końcu. Nie czuł się zmęczony, przynajmniej jeszcze nie, jednak może przydałoby im się trochę odpocząć. Jutro, w końcu, mieli odbyć lekcje tańca, które zaproponowała wcześniej Skowronek. Co prawda, umówili się na wieczór, jednak elfka wiele rzeczy z tym związanych trzymała przed nim w tajemnicy. Niby trochę mu się to nie podobało, ale, z drugiej strony, przecież nie musiał wszystkiego wiedzieć. Nie byłoby ciekawie, gdyby wiedział.
         – Chcesz, żebyśmy od razu rozeszli się, czy może chcesz udać się jeszcze gdzieś indziej? - zapytał. Podejrzewał, że gdy tylko wyjdą na zewnątrz, nocne i zimne powietrze ożywi ich nieco i przegna zmęczenie, które mogłoby się pojawić. Nie miał też niczego przeciwko temu, żeby trochę przedłużyli ten wieczór, nawet jeśli byłby to jedynie krótki spacer, ale też nie miał zamiaru sprzeciwiać się lub nalegać na to, gdyby Skowronek otwarcie stwierdziła, że woli wracać i że spotkają się jutro. Zostawał też jeszcze jeden problem… Nie był do końca pewien, jak powinien się z nią pożegnać. Jedynie słowami? Czy może powinien zdecydować się też na jakiś gest czy ruch? Przypomniało mu się, jak pożegnała ostatnim razem, ale to wydawało mu się wtedy nieco dziwne i może nawet teraz także.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek słuchała relacji Samiela z uwagą, ale bez emocji. Gdyby próbowała go wykpić byłaby idiotką zaś emocjonowanie się nie wchodził w grę – nie, gdy miało się już tak duże doświadczenie z tego typu specyfikami. Interesowało ją co widział, ale tak, jak żona interesuje się tym jak minął dzień mężowi.
        - Jasna sprawa – zgodziła się na zastrzeżenie, że to był pierwszy i ostatni raz. – Jak może wspomniałam, nie będę cię wciągać w jakiś nałóg. Spróbowałeś, nie porwało cię, więc spokój.
        I choć była Przyjaciółka lubiła się droczyć, tym razem była poważna – narkotyki nigdy nie były dla niej tematem żartów. Czasami może dosypała coś komuś do drinka dla zabawy, ale nikogo nie wpędziłaby w uzależnienie. Z tego też powodu brali teraz Zmysł Boga – nim nie można było się uzależnić po jednym razie.

        Po powrocie – będąc nadal częściowo pod wpływem narkotyku – Skowronek nie od razu wróciła do swojego typowego sposobu myślenia, była trochę rozespana, trochę rozmarzona i bardzo zrelaksowana. W przeciwnym razie na pewno zaraz zwróciłaby uwagę czy Samiel na nią patrzył, zarówno gdy odpłynęła, jak i wtedy, gdy się przeciągała – a może szczególnie wtedy. Nie powstrzymałaby się od zaczepnego komentarza albo chociaż spojrzenia, które sugerowałoby, że „ona wie”. Można więc powiedzieć, że zabójca miał szczęście – przez chwilę nie musiał przejmować się jej zaczepkami. Dopiero jego pytanie o wizję sprawiło, że elfka spojrzała na niego, jakby chciała się droczyć. Natychmiast odpuściła.
        - Ja widzę głównie kolory – zaczęła. – Wiesz, takie intensywne, których normalnie nie ma i nawet w miejscach, których nie ma. Jakbym widziała coś, co nie istnieje. I słyszę też takie głosy. Jestem wszędzie i nigdzie, ale nic mnie nigdzie nie ciągnie ani nie popycha, no bo w końcu jestem wszędzie, już się mnie nie da przesunąć. I mam takie… wrażenie potęgi. Chyba właśnie tak czuje się bóg – wiem, że mogę wszystko, ale mam na to wylane, bo nic mi nie trzeba, ja już wszystko mam.
        Skowronek – choć jej wizja niejednego pozostawiłaby pod ogromnym wrażeniem – opowiadała z lekkością i swobodą jakby chodziło o spacer w pogodny dzień, na którym spotkało się ślicznego pieska albo koleżankę z lat dziecięcych. Naprawdę, nic wielkiego – przez moment tylko wydawało jej się, że może wszystko, ale to drobiazg, każdemu się zdarza.

        - Też tak myślę – zgodziła się, gdy Samiel wybrał opuszczenie lokalu. Z tacy z przekąskami zgarnęła ostatnie dwa winogrona, no bo szkoda zostawiać, po czym wstała i zaczęła się ubierać do wyjściach.
        - Przyjemnie się siedziało, ale noc krótka, a my już nie młodzi – zażartowała, no bo przecież ich wiek metrykalny nie miał w ich przypadku nic wspólnego z tym fizjologicznym, nadal więc mieli energię dwudziestoparolatków. – Muszę się wyspać, bo sen to najlepszy makijaż. Nie wypada, by ambasadorowa przyszła na bal z sińcami pod oczami.
        Kolejna blaga. Przede wszystkim Skowronkowi sińce robiły się bardzo rzadko i na pewno nie po jednym wieczorze, gdy położy się troszkę później, a poza tym – i tak chcąc nie chcąc musiała się pomalować. Nawet najpiękniejszej kobiecie nie wypada przyjść bez makijażu na bal.

        Wyszli tą samą drogą co przyszli – przez tylne drzwi dla pracowników. Po drodze Skowronek zerknęła do jakiegoś pokoju, gdzie tylko wsadziła głowę i nie dała Samielowi spojrzeć do środka – jedynie gdyby bardzo chciał, mógłby nad jej głową dojrzeć fragment ciemnej boazerii sięgającej mniej więcej pięciu stóp, a nad nią biel ściany. W zasięgu wzroku nie było żadnego mebla ani osoby, a mimo to elfka do kogoś coś mówiła. Chyba o rachunku. Jednak po wypowiedzeniu zaledwie dwóch zdań wróciła na korytarz i nie czuła się w obowiązku tłumaczyć co to miało znaczyć. Wyprowadziła swojego towarzysza na dwór bez dodatkowych słów, a tam odetchnęła głęboko rześkim zimowym powietrzem, niemal zaraz po tym szczelniej otulając się kurtką. Spojrzała na Samiela, który zapytał o dalsze plany.
        - Jak trafisz stąd sam do karczmy to tu się rozdzielimy – oświadczyła. – Nie będziemy się szlajać, kiedy robota za parę dni, lepiej rozsądnie gospodarować czasem. Zobaczymy się jutro, przyjdę do ciebie wieczorem, mniej więcej o tej samej porze co dzisiaj. Zjedz coś wcześniej, nie będziemy jedli razem, by nie tańczy
z pełnym brzuchem – powiedziała tonem tak lekkim, jakby miał to być żart. Żałowała tej wspólnej kolacji, bo miło spędzało się tak czas z Samielem przy okazji wkurzając jego przyjaciółeczkę, ale faktycznie lepiej by żadne się nie objadało.
        - Najwyżej już po tańcach sobie odbijemy – zaproponowała, po czym nie zastanawiając się nawet specjalnie nad tym co robi podeszła bliżej, wspięła się na palce i opierając się dłońmi na jego piersi pocałowała go w policzek. Dla niej to było naturalne pożegnanie, nie niosło żadnego ładunku emocjonalnego ani zobowiązań. Jeśli Samiel zinterpretuje to inaczej… Sam sobie winien.
        - Do jutra – pożegnała się już definitywnie, po czym puściła mu oko i obróciła się wbijając ręce w kieszenie. Wkrótce zniknęła za rogiem w jednym z kolejnych zaułków.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Mogło być tak, że to co widzi się po użyciu narkotyku zależy od osoby, w końcu nie mógł mieć takiego samego wpływu na każdego, kto go zażywał. Jego wizje i wrażenia różniły się od tego, o czym opowiadała mu teraz Skowronek, zresztą, nawet jej reakcja była inna, a także sposób w jaki obudziła się, gdy jej ciało wyszło spod wpływu Boskiego Zmysłu. Uniósł tylko lekko brew, gdy słuchał tego wszystkiego – i ten drobny gest był jedyną reakcją na jej słowa. Tak, on widział, słyszał i czuł zdecydowanie inne rzeczy, chociaż równie dziwne jak te, które opisywała mu teraz ona. Jednak cały czas zamierzał pozostać przy tym, o czym mówił jej wcześniej i nie zanosiło się na to, żeby zdanie to zmienił. Utrata kontroli nad ciałem nie było czymś, co przeżywał z chęcią, to samo tyczyło się dziwnych wizji, których później nie pamiętał w całości, a jedynie we fragmentach, które i tak pomagały tylko w nakreśleniu ogólnego obrazu tego, co widział. Zresztą, mogli też zakończyć ten temat w momencie, w którym zgodnie postanowili, że czas na to, żeby opuścić lokal. Samiel zaczął ubierać się krótko po tym, jak Skowronek powiedziała, że ona również chciałaby wyjść i też udać się na spoczynek. Po chwili elfka wyprowadziła go tą samą drogą, którą tu przyszli. Jemu też przydałoby się trochę snu, chociaż nie miał też żadnych obowiązków, które zmusiłyby go do tego, żeby wstał o konkretnej porze dnia. Mógł sobie coś zaplanować – na przykład to, że znów spróbuje się czegoś dowiedzieć od kogoś, kto powinien znać odpowiedź na dręczące go pytania – jednak to też nie wymagało od niego, żeby wstawał w momencie, w którym słońce wyłoni się zza horyzontu.
         – Trafię, bez problemu – odezwał się, gdy byli już na zewnątrz. Udało mu się zapamiętać drogę, którą pokonali z karczmy do tego miejsca, więc podejrzewał, że nie będzie miał problemu z tym, żeby przejść ją w drugą stronę. Na jej następne słowa pokiwał tylko głową – pamiętał o wieczornej lekcji tańca, na którą się umówili. Będzie musiał zjeść coś wcześniej, zanim Skowronek odwiedzi go i – chyba – zabierze w miejsce, w którym będzie uczyła go tańca towarzyskiego. Z drugiej strony, może nawet trochę żałował, że tym razem nie zjedzą wspólnego posiłku.
         – Pewnie – zgodził się z nią. Może jednak nie ominie ich wieczorne jedzenie w swoim towarzystwie, ewentualnie zmieni się lokal, chyba, że Skowronek będzie chciała zjeść w karczmie, w której jedli wczoraj i dzisiaj, a w której on także miał miejsce, w którym się zaszył.
         – Do jutra – odpowiedział jej. Nie było tego widać czy słychać, ale możliwe, że nieco zaskoczył go sposób, w jaki postanowiła się z nim pożegnać. Chyba bardziej spodziewał się tego, że z ich ust padną jedynie zwykłe słowa, a gestów raczej nie będzie, tymczasem ona zdecydowała się na coś, nad czym on właściwie zastanawiał się nie tak dawno. Wtedy, gdy rozważał po prostu to, jak przebiegnie ich dzisiejsze pożegnanie. Odprowadzał ją wzrokiem do momentu, w którym zniknęła w jednym z zaułków, a później sam ruszył w swoją drogę i akurat przypadek chciał, że prowadziła ona w całkowicie przeciwnym kierunku.

Do „Dębowej Karczmy” dotarł niedługo po tym, jak rozdzielił się z elfką. Wydawało mu się, że samotna wędrówka trwała mniej niż droga, którą pokonali z karczmy do budynku, do którego go zaprowadziła. Może wtedy tempo poruszania się dostosował do tego, którym szła Skowronek, a teraz – gdy po ulicy poruszał się w pojedynkę – szedł szybciej, we własnym tempie. I nie chodziło tu o to, że mu się spieszyło, on po prostu miał taki sposób poruszania się, choć przy okazji wyglądał też na osobę, której nie dość, że nie powinno wchodzić się w drogę, to też na taką, która, jeżeli musiałaby, mogłaby od razu albo rzucić się do biegu… albo do akcji. Akcją taką mogłaby być, na przykład, walka o własne życie lub o jakieś rzeczy osobiste czy sakiewkę, które chcieliby mu ukraść nieznający go złodzieje.
Od razu zrobiło mu się cieplej, gdy wszedł do budynku. W środku przebywało też sporo ludzi, a przynajmniej to mógł powiedzieć o większej sali. Do mniejszej, oferującej więcej prywatności, raczej nie miał zamiaru zaglądać. Nie potrzebował drinka czy butelki czegoś do picia, którą mógłby opróżnić w swoim pokoju, a schody prowadzące na górę i tak znajdowały się także w tej części karczmy. Co prawda otwarcie o tym nie pomyślał, ale niespecjalnie miał też ochotę na to, żeby rozmawiać teraz z Ami, która na pewno zainicjowałaby rozmowę, gdy tylko by go zobaczyła. Dlatego też od razu po wejściu do budynku udał się w stronę schodów prowadzących do pokoi gościnnych, a później przeszedł korytarzem prosto do tego, który sam zajmował.
Drzwi były zamknięte, na szczęście, czyli były w stanie, w którym zostawił je wcześniej. Otworzył je kluczem i zamknął za sobą, także na zamek. Niektórzy na pewno mogliby uznać to za lekką przesadę, jednak z własnego doświadczenia wiedział, że lepiej jest zamykać je właśnie tak, zwłaszcza, gdy miało się zamiar spać w danym pomieszczeniu, czyli znajdować się w stanie, w którym można być bardziej podatnym na to, że nie zauważy się wśliźnięcia kogoś do pokoju. Kogoś, kto może będzie chciał, na przykład, pozbawić cię życia. Rozejrzał się też po pomieszczeniu – sprawdzał, czy wszystko było na swoim miejscu i tak, jak to zostawił, gdy stąd wychodził. Szczerze mówiąc wątpił w to, żeby ktoś włamał się tu, a jeszcze bardziej wątpił w to, żeby sama Ami chciała wejść tutaj, żeby zacząć grzebać w jego rzeczach. Dziewczyna ta nie była taką osobą i prędzej zapytałaby go wprost i rzecz, którą chciała wiedzieć. Tego akurat był pewien. W każdym razie, wszystko było na miejscu i okna również nie miały na sobie śladów włamania, więc w końcu mógł uznać, że jest bezpiecznie. Dopiero wtedy zaczął rozbierać się, a później położył się w łóżku. Sztylet, który zabierał ze sobą, spoczywał na szafce nocnej, na tyle blisko, żeby mógł po niego sięgnąć od razu po tym, jak się przebudzi. Zasnął szybko, może nawet zadziwiająco szybko, jednak jego sen nie należał do spokojnych. Od jakiegoś czasu coraz częściej nawiedzały go jakieś dziwne koszmary. Nie lubił czuć się bezsilny, nie lubił tracić nad sobą kontroli… a właśnie to działo się w tych snach – i właśnie dlatego mógł określić je mianem koszmarów.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek po rozstaniu z Samielem nie obracała się by sprawdzić czy ten na pewno uda się w dobrą stronę - był duży, więc niech sobie radzi, skoro uznał, że zna drogę. Szkoda tylko, że jeśli nawet zabłądzi, to ona się tego nigdy nie dowie - spodziewała się, że by jej się do tego nie przyznał, jego męska duma za bardzo by cierpiała. Z drugiej jednak strony szanse na to, że nie trafi z powrotem do karczmy, były bardzo małe - skórka niewarta wyprawki, aby go śledzić.
        Myśli byłej Przyjaciółki szybko przestały krążyć wokół zlotookiego zabójcy - jakkolwiek zabójczy by nie był (zawodowo i prywatnie), miała jeszcze wiele innych tematów do przemyślenia. Na przykład to jak odegrać swoją rolę na balu. Starała się wszystko układać tak, aby bardziej swoją osobą uwiarygadniać jego postać niż kazać mu ją samodzielnie budować. To nie była jego bajka, nie mogła od niego wymagać, aby od ręki wymyślił cały swój życiorys razem z sympatiami, antypatiami i innymi cudami, skoro to nie był jego sposób działania. To ona narzuciła granie pary przyjaciół… Ale korciło ją nadać temu odrobiny pikanterii. Tak, by inni patrzyli na nią i snuli plotki o niej, a nie o jej błogo nieświadomym towarzyszu.
        Pod klasztorem Skowronek jak zawsze rozejrzała się niedbale, aby mieć pewność, że nikt jej nie nakryje na wspinaniu się do własnej celi. Była jednak tak pewna, że nikogo nie spotka, że się nie do tego nie przyłożyła jakoś specjalnie - cały czas myślami była już przy balu, na którym miała poruszyć ostatni kamyk, który obudzi lawinę. Miała więc szczęście, że Prasmok nie chciał ukarać jej nieuważności - bez żadnych kłopotów dotarła do okna i zaraz była w środku. Zrobiło jej się przyjemnie ciepło - jak dobrze, że mimo ascetycznych warunków siostrunie nie oszczędzały na ogrzewaniu.

        Rano elfka ledwo zwlokła się z posłania na jutrznię. Zaczęła żałować, że wybrała to miejsce i nie może sobie przez to pospać, ale zaraz przypomniało jej się, że to przecież najlepsza możliwa przykrywka i to pomogło jej zmotywować się do pobudki. Jeszcze tylko jedna noc, później przeniesie się w lepsze miejsce. A potem będzie je pewnie zmieniać co noc, tak dla świętego spokoju… Ale to był ten etap planu, gdzie niczego już nie brała za pewnik. Wtedy wszystko będzie zbyt dynamiczne, może nawet nie będzie jej dane spać nocami, a po wszystkim przyjdzie jej wiać tak jak stoi? Dobrze, że nie miała za wiele rzeczy, a z tego co posiadała tak naprawdę najważniejsza była sakiewka. Resztę jakby co porzuci bez żalu…
        Czy miała co robić przez cały dzień aż do ponownego spotkania z Samielem? Niekoniecznie. Miała kilka miejsc do odwiedzenia i kilka drobiazgów do załatwienia, ale nie była to gonitwa na cały dzień. Ale to dobrze: w tym niespiesznym włóczeniu się po mieście znalazła czas i sposobność na zregenerowanie sił.
        Z samego rana odwiedziła Perl - tak tylko by zapytać jak jej idzie i czy czegoś nie potrzebuje. Rozmowa szybko jednak zeszła na złotookiego przystojniaka, którego była Przyjaciółka przyprowadziła ze sobą poprzedniego dnia.
        - Widziałam, jak się wczoraj na niego gapiłaś - oświadczyła Skowronek takim tonem jakby wcale nie przejrzała gustów znajomej, a rozpracowała jak dobrać się do królewskiego skarbca.
        - Bo ty taka niewinna, siostrunia zakonna - zakpiła w odwecie krawcowa.
        - A wiesz, że troszkę masz rację? - zażartowała elfka. Zaraz spotkałą się z pytającym spojrzeniem. - Opowiem ci jak się spotkamy za kilka miesięcy - zbyła ją Ptaszyna, a krawcowa nie narzekała. Znała tę branżę i wiedziała, że jeśli ona czegoś nie mówi to znaczy, że nie może.
        - A ty i ten twój kolega to tak… tylko koledzy? - zapytała zamiast tego.
        - Oczywiście, że tylko koledzy - prychnęła Skowronek. - Raz, że przyjemności z pracą się nie miesza, a dwa… Ja taka łatwa nie jestem.
        - A on się o ciebie stara?
        - A ty kociej mordy zaraz dostaniesz - prychnęła była Przyjaciółka, wywołując tym chichot Perl. Ona już pewnie swoje wiedziała.

        Wieczorem Skowronek stawiła się w karczmie trochę później niż na kolacji poprzedniego dnia - sama musiała jeszcze coś zjeść i poza tym wiedziała, że nie mają co się spieszyć. Samiel nie stał na mrozie, a miejsce im nie ucieknie.
        Gdy weszła z początku nie wszyscy musieli ją rozpoznać. Złotooki zabójca już ją niedawno widział w takim wydaniu, więc dla niego to nie było nic dziwnego, za to Ami albo jej kelnerki po raz pierwszy mogły podziwiać Skowronka w sukience i włosach zaplecionych w koronę. I była Przyjaciółka była pewna, że właścicielkę tej karczmy trafi szlag na jej widok - pewnie uzna, że to dla Samiela tak się wystarała, by paradować w spódnicy przy tym śniegu. Poza tym elfia zabójczyni trochę inaczej poruszała się w damskich ubraniach. Bardziej… Kobieco. Z wdziękiem i delikatnością, które sprawiły, że niejeden kawaler w większej sali powiódł za nią wzrokiem.
        - Cześć. - Skowronek podeszła do Samiela i pocałowała go w policzek, kładąc mu rękę na ramieniu. Jej wargi były chłodne, a ona cała pachniała mrozem… Ale też jakby troszkę lawendą?
        - Mam nadzieję, że nie czekasz długo? - zagaiła. - Idziemy? Kapela pewnie już gra - dodała, tak by nikt podsłuchujący nie miał wątpliwości, że wybierają się na tańce.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Intensywne – chyba tym jednym słowem można było opisać koszmary, które nawiedziły go tej nocy. Rzadko zdarzało się, że były tak wyraźne i tak bardzo sprawiały wrażenie tego, że może są rzeczywistością, a nie wyłącznie snem. Gdy już się obudził, dziwnie czuł się z tym, że nawiedziły go twarze i przyczepione do nich sylwetki właściwie losowych osób, bo już dawno miał za sobą okres, w którym we snach wracali do niego ci, których pozbawił życia. Tylko, że tu bardziej chodził o bezsilność i brak możliwości zrobienia tego, co chciał, brak władzy nad swoim ciałem. Bo jak inaczej nazwać to, że zakończone szponami dłonie tych ludzi cały czas próbowały dorwać go i rozszarpać na strzępy, a on, gdy sięgał po broń, żeby je poucinać, i tak napotykał dłonią na pustkę, mimo że gdy spoglądał w dół, wyraźnie widział długie sztylety w pochwach spoczywających po obu stronach jego ciała.
Pierwszym, o czym pomyślał było to, że musi zmyć z siebie pot, który czuł na swej skórze. Zrobił to jakiś czas później, gdy miał już dostęp do ciepłej wody. Ubrał się, gdy jego ciało było już suche i zszedł na dół, żeby zjeść jakieś śniadanie. Miał zamiar usiąść w małej sali, atmosfera tam pasowała mu bardziej niż w dużej, w której niektóre stoliki zajęte były przez śpiących mężczyzn i nawet kobiety, którzy upili się na tyle, że nie byli w stanie dotrzeć do swoich domów lub pokoi. Wiedział też, że nie zastanie tam Ami, który teraz najpewniej śpi, chociaż tym razem było mu już bez różnicy, czy zaczepiłaby go, czy nie. Chciał po prostu zamówić śniadanie i je zjeść, zaspokoić powoli rosnący głód. Co prawda za ladą stała kobieta, jednak była to jedna z pracownic, a nie elfia znajoma Samiela. Zamówił u niej jedzenie i wskazał jej stolik, który postanowił zająć. Nie czekał długo z racji tego, że o tej porze w budynku nie znajdowało się dużo gości. Przez cały czas spędzony przy śniadaniu zastanawiał się nad tym, czy może powinien ubrać się jakoś inaczej z racji tego, że Skowronek ma uczyć go tańca. Zresztą, nie wiedział nawet, gdzie chce go ona zabrać, a to wcale nie pomagało w podjęciu decyzji. Może przydałoby się to zrobić, nawet jeśli oznaczałoby to tylko tyle, że kupiłby nową, lepszą jakościowo koszulę. Może będzie to dobra decyzja, poza tym zawsze będzie miał też pretekst do pójścia gdzieś, a przy okazji przejścia się po mieście, żeby zabić jakoś czas pozostały do wieczora. Dlatego wyszedł na zewnątrz po tym, jak zjadł i przeszedł się w poszukiwaniu sklepu, w którym dostanie dobrze wykonane koszule. Znalazł taki i dostał tam dobrej jakości bawełnianą koszulę – białą, ale z wykończeniami z czarnej nici na kołnierzu i na rękawach przy nadgarstkach. Zapłacił za nią okrągłe sto ruenów i dopiero, gdy wyszedł z budynku i z powrotem znalazł się na drodze, już z nowym zakupem w ręku, zorientował się, że przecież Skowronek zabrała go ostatnio do znajomej krawcowej. Chyba nie byłoby niczym złym, gdyby wybrał się do niej po nowe ubranie, ale niestety przypomniał sobie o tym za późno.

Do „Dębowej Karczmy” wrócił po południu i najpierw poszedł do zajętego przez siebie pokoju, przebrał się i zszedł na dół, żeby znów zamówić coś do jedzenia, tym razem można było nazwać to obiadem. Znów natknął się na tą samą kobietę, u której zamawiał śniadanie. Zajął też ten sam stolik, co rano i zjadł ciesząc się wyłącznie własnym towarzystwem. Zbliżał się już wieczór, więc postanowił, że na Skowronka poczeka przy ladzie, pijąc przy okazji alkohol. Może tym razem spróbowałby tutejszej śliwowicy? A może znów zostanie przy winie lub dobrym ale. Gdy już szedł w tamto miejsce, zauważył, że obsługa zmieniła się – za ladą znów stała Ami. No trudno… Zabójca uśmiechnął się lekko w jej stronę, a później i tak zajął miejsce przy ladzie i przywitał się z elfką.
         – Masz nową koszulę. To z jakiejś konkretnej okazji? - zapytała karczmarka, nalewając mu śliwkowego alkoholu. Dawno go nie pił, a teraz nadarzyła się okazja, żeby przypomnieć sobie, jak smakował.
         – Niespecjalnie… Po prostu uznał, że czas się trochę przebrać – odpowiedział jej, chociaż najpierw napił się śliwowicy. Gdyby zauważył ją wcześniej, może nie podszedłby do lady, a zamówił coś do stolika… tylko, że, jeśli Ami chciała z nim pomówić, to mogłaby zwyczajnie się do niego dosiąść. Nikt jej tego nie zabraniał. Tymczasem sam wpakował się w rozmowę z nią.
         – Dzisiaj też spędzasz z nią wieczór? - zadała mu kolejne pytanie, a Samiel doskonale wiedział, o kogo pyta. W końcu ostatnio te pory dnia spędzał w towarzystwie tylko jednej osoby, o którą elfka stojąca przed nim mogłaby być zazdrosna. Chociaż ona sama mogłaby się zwyczajnie nie przyznać, że tak jest, to on i tak podejrzewał właśnie to. A przecież ostatnim razem oboje zgodzili się na to, żeby pozostać przyjaciółmi i tylko tym, nikim więcej.
         – Zgadza się… A co? Czyżby ci to przeszkadzało? - tym razem to on ją o coś zapytał. Zobaczył, jak oczy Ami powiększają się lekko, a jej brwi odrobinę wędrują ku górze, chociaż po chwili zaczęła mrużyć oczy, ciągle patrząc w jego stronę.
         – T… Nie! Nic z tych rzeczy – odpowiedziała w końcu. Ona, w przeciwieństwie do niego, nie starała się tłumić w sobie emocji, a przez to było je łatwiej odczytywać, czy to z jej oczy, czy z ogólnej mimiki twarzy i tonu głosu.
         – Przynajmniej nie przesiadujesz tu i nie muszę mieć cię na głowie przez cały wieczór – dodała po chwili, chociaż nie brzmiało to tak, jakby była pewna tych słów i naprawdę w nie wierzyła. Zauważył też, jak Ami nagle kieruje swe spojrzenie gdzieś za niego i – jeśli się nie mylił – w stronę wejścia do tego pomieszczenia.

Zobaczył tam kobietę, na którą czekał. Właściwie, nie wiedział czego spodziewać się, jeśli chodzi o to, w co ubrała się Skowronek, ale, z drugiej strony, nie zaskoczyło go to, że zdecydowała się na spódnicę. Ami zaskoczyło to bardziej niż jego, w dodatku ona sama na pewno w myślach dopowiada sobie do tego jakieś dziwne rzeczy, które możliwe, że nawet nie mają miejsca. Sposób, w jaki elfka przywitała się z nim, zdawało się, że również wpłynął na minę elfki stojącej za ladą, która teraz łączyła w sobie zaskoczenie wymieszane z irytacją.
        – Cześć – odpowiedział jej i może nawet uśmiechnął się lekko. A może był to tylko cień, który na chwilę zawitał na jego twarzy i sprawiał wrażenie, że Samiel się uśmiecha? Tymczasem Ami wypuściła powietrze nosem w wyrazie niemej irytacji, gdy tylko usłyszała, że idą do miejsca, w którym gra muzyka. Resztę dopowiedziała już sobie sama i tym razem mogła mieć rację, bo przecież domyśliła się, że mogą iść tańczyć.
         – Pewnie, chociaż znów będziesz musiała prowadzić, bo ponownie nie wiem, gdzie mnie zabierasz – odpowiedział jej, gdy wstawał i zaczynał się ubierać. Jego kurtka i tak leżała obok, na stołku, którego nikt nie zajmował i nie miał też zająć, gdy Samiel rozmawiał z właścicielką karczmy.
         – Nie powinienem przypadkiem ubrać się w jeszcze coś innego? - zapytał, gdy upewniał się, że pochwa ze sztyletem znajduje się w ukrytym, ale jednocześnie łatwo dostępnym miejscu. Oczywiście, chodziło o coś, co bardziej mogłoby pasować do stroju Skowronka… chociaż sam nie był pewien, co mogłoby to być. Z drugiej strony, nie szli też na jakieś wystawne przyjęcie – chyba – czy coś podobnego, więc nie wydawało mu się, że nie musiał ubierać się w lepsze, bardziej pasujące rzeczy.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek uśmiechnęła się lekko do Samiela, gdy tylko ten odwrócił się w jej stronę. Tym razem wyjątkowo nie zrobiła tego, by drażnić jego koleżankę z karczmy - tak po prostu okazywała sympatię swojemu koledze po fachu… No dobrze, po prostu koledze, bo ich relacja jednak zaczęła wybiegać trochę poza jedynie wykonywanie wspólne zleceń. Wiedziała jednak, że Ami patrzy - dostrzegła, że to ona pierwsza namierzyła ją w tłumie. Niezła była, dobrze rozpoznawała twarze. Ciekawe czy była tak spostrzegawcza względem każdego czy to dla swojej rywalki robiła wyjątek? To takie pocieszne - była taka zazdrosna, a nie miała o co, bo nie dość, że sama wcześniej rozstała się z zabójcą, więc udostępniła go poniekąd innym kobietom, to teraz jeszcze wcale nie miała do czynienia z zalotami, a co najwyżej zaczepkami, bo przecież Skowronek i Samiel pracowali ze sobą, a nie się spotykali… No tak, ale skąd ona miała to wiedzieć? Ach, słodkie domysły…
        - Ale się wystroiłeś - elfka z uznaniem pochwaliła zabójcę, dostrzegając, że ten ma na sobie nową koszulę, taką trochę bardziej zdobną, ale nie przesadzoną. Pewno, że widziała, że to nowa rzecz, była jeszcze za sztywna jak na coś, co miałoby być prane wielokrotnie i przenoszone w jakimś plecaku czy torbie. Poza tym nie pasowało jej, by Samiel nosił takie koszule na co dzień, był zbyt praktyczny na takie ozdobniczki. Tym milej, że dla niej zrobił taki wyjątek.
        - Żaden problem - odpowiedziała jakby była wręcz zadowolona z perspektywy zaprowadzenia zabójcy gdzieś, gdzie ten jeszcze nie był. Uśmiechnęła się do niego ponownie, po czym jej wzrok uciekł na pusty kieliszek stojący na ladzie. Nim Ami zdążyła go sprzątnąć, Skowronek zdołała go capnąć i powąchać co było w środku. Uniosła wysoko brwi, jakby już sam zapach alkoholu ją zatkał.
        - Co powiesz na jednego na rozgrzanie nim wyjdziemy na ten mróz? - zaproponowała Samielowi, bo gdy tylko poczuła śliwowicę, nabrała na nią ochoty. Poprosiła barmankę samym gestem, by nalała im dwa kieliszki. Padło, że obsługiwała ich Ami, ale przecież nie mogła sobie pozwolić na brak profesjonalizmu tylko przez to, że coś jej się wyobrażało. Skowronek zresztą też nie zrobiła tego złośliwie, ot, po prostu chciała się rozgrzać, choć miała świadomość tego, że w szerszej perspektywie nie powinna się rozgrzewać mocnym alkoholem - to wbrew pozorom bardziej wyziębiało.
        - No to za miły wieczór - odezwała się z uśmiechem do Samiela, gdy już była w posiadaniu swojego kieliszka. Wychyliła jego zawartość z wprawą, której nie spodziewałby się nikt po kobiecie wyglądającej jak ona w tej chwili. I jeszcze to, że prawie się nie skrzywiła. Ściągnęła usta jakby piła przez słomkę i głęboko nabrała tchu, po czym swobodnie go wypuściła.
        - Ale dobra - pochwaliła. - Doskonała - dodała, odstawiając kieliszek na ladę. - Od razu czuję jak zaczyna palić… To co, w drogę? - zwróciła się do Samiela. - A ubraniem się nie martw, wyglądasz jak zawsze doskonale.
        I skoro nie było już nic więcej do omówienia, wsunęła mu rękę pod łokieć i pociągnęła w stronę wyjścia, nie obracając się nawet w stronę baru, bo po co? Widok wkurzonej Ami powoli stawał się dla niej rutyną.

        - Ależ zimno! - westchnęła elfka, gdy już szli ulicami przy akompaniamencie skrzypiącego śniegu. Od środka grzał ją jednak alkohol, a od zewnątrz wbrew pozorom ciepłe ubrania. Tylko w policzki było jej zimno, co było widać, bo pięknie się rumieniła.
        - Jak ci minął dzień? - zagaiła, by nie iść tak w ciszy. - Dziś kupiłeś sobie tę koszulę, specjalnie na nasze tańce, hm? - zaczepiła go, nawet trącając go biodrem. Cóż, chciała usłyszeć, że dla niej się postarał, bo to taki trochę komplement.

        Nie uszli daleko - miejsce, do którego elfka prowadziła swojego kolegę po fachu, znajdowało się w dobrej dzielnicy, tej samej, w której stała również Dębowa Karczma. Już z daleka Samiel mógł rozpoznać tancbudę, do której zmierzali - przez okna sączyło się żółte, ciepłe światło, a przez otwierane co jakiś czas drzwi słychać było dziarsko grającą muzykę. Jednak elfka nie skierowała kroków ku wejściu. Choć zerkała wymownie w tamtym kierunku, przeszła obok i poprowadziła swojego towarzysza dalej. Zaraz skręciła za róg budynku i znowu, docierając na tyły tancbudy. Tam kazała mu czekać, po czym zza skrzynek piętrzących się przy wejściu na zaplecze wyciągnęła… drabinę. Spojrzała na Samiela, jakby kazała mu jeszcze czekać na efekt końcowy, po czym przystawiła ją do muru w miejscu, gdzie znajdowały się drzwi prowadzące na strych budynku.
        - Czekaj, sprawdzę, czy wolne, a ty trzymaj mi drabinę bym nie poleciała - zakomunikowała mu, po czym wspięła się na górę, czyniąc to ze sporą łatwością jak na to, że miała na sobie ciężką spódnicę, a jej buty mogły być śliskie od śniegu. Drzwi, do których się wspięła, były zamknięte tylko na zasuwkę, otworzyła je więc bez problemu i pchnęła nie wahając się. Zerknęła do środka jeszcze nie wchodząc dalej.
        - Chodź - zwróciła się do Samiela, kiwając na niego ręką, po czym sama weszła na strych, a po chwili wychyliła się, by z góry go asekurować. Cofnęła się, gdy już mógł dłońmi złapać za próg.
        - Wciągnij ją na górę - powiedziała do niego.
        Gdy już zabójca znalazł się na strychu, mógł dojrzeć, że nie rozciągał się on nad całym budynkiem, a jedynie nad jego częścią - na oko zapleczem. To miało sens, bo zawsze w takich lokalach sufit był wysoko. Nie mieli jednak na co narzekać - przez ściankę działową z samych desek doskonale było słychać muzykantów, a miejsca do ćwiczeń było dość, bo na strychu stało tylko trochę starych krzeseł i jakieś kosze z dekoracjami, które aktualne były nieużywane. Gdzieś w kącie na sznurkach suszyły się ścierki.
        - Nie jest najcieplej i najjaśniej, ale przynajmniej nikt nam nie będzie przeszkadzał - zawyrokowała elfka, przechadzając się po strychu. - Co ty na to? Może być? Czy wolałbyś jednak normalny parkiet?
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Wzruszył lekko ramionami, gdy Skowronek zauważyła, że „się wystroił”. On tak nie uważał, po prostu uznał, że przydałaby mu się jakaś nowa koszula, a że akurat stało się to w ten sam dzień, w którym miał z nią tańczyć… to był przypadek. Tylko, że Samiel postanowił, że nie powie tego na głos, nie przeszkadzało mu to, że pomyślała, że zmienił ubranie – a przynajmniej jego część – właśnie z powodu tego konkretnego wieczoru, w związku z tym, co mieli robić w swoim towarzystwie. Podejrzewał też, że jednak kolejka śliwkowego alkoholu powinien mu wystarczyć, ale zgodził się na wypicie kolejnej, gdy Skowronek zaproponowała, żeby zrobili to tuż przed wyjściem na zewnątrz. A Ami, owszem, wyciągnęła spod lady drugi kieliszek, jednak postawiła go na niej, mogłoby wydawać się, że trochę za mocno, choć na jej twarzy nie było widać, że coś ją złości.
         – Pewnie, za miły wieczór – zawtórował dziewczynie zabójca i wlał zawartość swojego kieliszka prosto do gardła. Jedynym znakiem związanym z tym, że Samiel poczuł siłę trunku było to, że zadrgała mu powieka, poza tym nie skrzywił się, nie chuchnął, nie wciągnął nagle powietrza i nie zrobił też żadnej z tych rzeczy, które można robić po tym, jak poczuje się to, jak „pali” dany alkohol.
         – Mhm, idziemy – odpowiedział jej i zgarnął swoją kurtkę w momencie, w którym wstał z krzesła bez oparcia. Ubrał ją w czasie, gdy szli już w stronę wyjścia, ale zatrzymał się tuż przed drzwiami, choć tylko po to, żeby upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu. Tym razem sztylet spoczywał przy jego udzie. Byłoby to coś dziwnego, gdyby Samiel wyszedł na zewnątrz nieuzbrojony, prawda?

         – Może pożyczyć ci kurtkę? - zapytał, nawet uśmiechnął się leciutko, chociaż próżno było w jego głosie szukać czegoś, co sugerowało, że jest to propozycja, którą chciałby, żeby Skowronek przyjęła. Nie miał zamiaru nalegać na to, żeby to zrobiła – jeśli będzie chciała, to pożyczy jej swoją kurtkę, a jeśli nie, to tego nie zrobi i nie będzie więcej proponował takich rzeczy, przynajmniej dzisiejszego wieczora.
         – Spokojnie, jeśli określić go jednym słowem. Przez większość tego dnia po prostu spacerowałem po mieście, poznając je, tak jakby, na nowo. Plany miałem tylko na to, żeby kupić dziś koszulę – odparł. Taka była zwyczajna prawda, nawet rozmowa z elfią właścicielką karczmy nie sprawiła, że mógłby zmienić zdanie na temat tego dnia, chociaż Ami zdarzało się zachowywać dziwnie wobec niego i pytać o coś, co może było związane z czymś jeszcze, a nie wyłącznie z jej ciekawością.
         – Pomyślałem, że założę dziś, dla ciebie, coś innego niż to, co noszę na co dzień – odpowiedział na jej pytanie. Nie wspomniał o tym, że i tak planował kupić tę konkretną część ubioru, a akurat te dwa wydarzenia – jego wycieczka do sklepu i nauka tańca – zgrały się ze sobą dość odpowiednio. Chociaż na pewno nie był to też ostatni raz, gdy zobaczy go w innym ubraniu niż to, które można byłoby określić jako jego ubranie „robocze” - w końcu wybierali się też na przyjęcia, na którym nie dość, że będzie odgrywał kogoś innego, to jeszcze na pewno będzie też inaczej ubrany. A właśnie, jeśli już o tym mowa, to ciekawe, jak Perl idą prace nad strojem dla niego. Był też ciekaw, jak on w ogóle wygląda, także interesowało go to, co założy na siebie sama Skowronek. Na pewno jego ubranie będzie pasować do tego, co przyszykowała dla siebie jego towarzyszka, tego akurat był pewien.

Znów spodziewał się dłuższej wędrówki, jednak tym razem nie była ona taka. Chyba nawet nie opuścili dzielnicy, w której stała karczma, z której wyszli. Wiedział, że Skowronek prowadzi go w miejsce z muzyką i, może, z innymi tańczącymi, dlatego też spodziewał się, że – w czasie nauki – dołączą do nich, ale chyba nie zanosiło się na to, bo nie skręcili w stronę wejścia do budynku. Przeszli obok i udali się na tyły. Obserwował, jak elfka wspina się po drabinie i otwiera drzwi, do których prowadziła drewniana konstrukcja. Później sam zrobił podobnie, prezentując zręczność, której można byłoby się spodziewać po kimś, kim był. Oczywiście, drabinę wciągnął, gdy znalazł się już na górze – zgodnie z tym, co mu poleciła.
Odwrócił się w jej stronę, gdy zamknął już drzwi, ale jego wzrok kierował się na boki, ku górze i w dół – rozglądał się po pomieszczeniu, sprawdzał, gdzie go zabrała… i nie było tu trzeba bystrego umysłu, żeby domyślić się, gdzie aktualnie stoją i, co znajduje się pod nimi.
         – Ważne, że słychać muzykę – odezwał się, przez krótką chwilę przysłuchiwał się nawet muzykantom, którzy grali dla osób bawiących się gdzieś pod nimi. Tutaj było ciszej, w końcu znajdowali się tu wyłącznie oni, a przez to też trochę… jakby prywatniej? Na pewno Samiel czuł się w tym miejscu swobodniej, czego nie mógłby powiedzieć, gdy znaleźliby się niżej.
         – Zostajemy tutaj – dodał, choć jednocześnie odpowiedział też na pytanie, które mu zadała.
         – To co? Zaczynamy naukę? - odparł i wyciągnął w jej stronę otwartą dłoń, zachęcającą do tego, żeby z nim zatańczyła, chociaż to chyba nie on miał obejmować prowadzenie w ich tańcu. Na pewno nie na samym początku.  
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        - Mmmm, jaki szarmancki gest - zamruczała z ukontentowaniem elfka, gdy Samiel zaproponował jej swoją kurtkę. - Doceniam, ale podziękuję. Zawsze uważałam, że kobiety, które korzystają z takich propozycji to straszne egoistki - oceniła dość kategorycznie. Przecież to oznaczało, że dla swojego komfortu taka pannica naraża swojego partnera na zmarznięcie. Fakt, że był to gest czyniony głównie na balach, gdzie panowie mieli na sobie garnitury bądź mundury, a panie suknie bez ramion, za to z dekoltem, więc były bez porównania bardziej skąpo okryte… Ale w takim codziennym życiu różnica nie była tak duża.

        Na stryszku tancbudy Skowronek czekała chwilę, aż Samiel upora się z drabiną i do niej dołączy. Sama była bardzo zadowolona z wyboru miejsca do ich nauki, uważała, że lepiej trafić nie mogli… Ale dała mu szansę wyboru. W końcu to on miał się uczyć i być może przy okazji troszkę się zbłaźnić… No co, nie znała jego możliwości. Na pewno był zwinny i powinno mu iść całkiem nieźle, niemniej niektórzy przez samo opuszczenie swojej strefy komfortu zachowywali się jak sztywne kije albo chociaż na początku mieli problem nadążyć… Przekona się jak to będzie w tym przypadku.
        - Zaczynamy - zgodziła się, gdy złotooki zabójca wyraził aprobatę dla miejsca i poniekąd zadeklarował gotowość do nauki. Nie zwlekając dłużej, elfka zdjęła z siebie płaszcz i podeszła do niego.
        - Pierwsza jest postawa - oświadczyła. - Na co dzień chodzisz ładnie wyprostowany, więc to całe szczęście nie będzie problemem. Głowa wysoko, prosto, ramiona też prosto, szeroko. To się nazywa rama. Trzymaj tak ręce… O, tę wyżej, tę niżej.
        Skowronek mówiąc nie żałowała sobie dotyku. Tu podniosła podbródek Samiela, tam lekko ujęła go za ramiona. Postawę pokazała mu samej ją przyjmując, ale później też poprawiła mu ręce już manualnie. Odsunęła się, by ocenić efekt.
        - Pasuje ci to - pochwaliła. - A teraz partnerka…
        I elfka wsunęła się z gracją w jego ramiona. Poprawiła trochę rękę, którą trzymał na jej plecach, by była w odpowiednim miejscu.
        - Kobiety z reguły noszą obcasy i przez przyzwoitość odchylają się w tańcu, więc będą się wspierały na tej ręce - wyjaśniła, zgodnie ze swoimi słowami opierając swój ciężar na dłoni poniżej swojej łopatki. - Czujesz, że tak naprawdę bronisz mnie przed upadkiem? Dlatego to ty prowadzisz, bo spoczywam w twoich ramionach. Ale ja mogę zrobić tak…
        Skowronek nie wyjaśniła co robi, ale ktoś tak świadomy swojego ciała i otoczenia na pewno poczuł, że elfka zamiast opierać się na nim, trzymała się go ręką złożoną na jego ramieniu. Z zewnątrz nie było tego widać, ale on mógł to poczuć.
        - Czujesz? Teraz role się odwróciły. Polegaj na tej ręce, to wtedy będę prowadzić, będę cię popychać albo ciągnąć do siebie. Pamiętaj jednak, że to nie jest typowy układ, większość dam będzie polegać na tobie… Więc zapamiętuj jednocześnie kroki. Pokażę ci te najprostsze, najbardziej uniwersalne. Na wstępie: walc. Akurat gra do tego dobra muzyka.
        Nim jednak elfka powiodła Samiela do tańca, wysmyknęła się z jego ramion i pokazała jak to wygląda “na sucho”. Raz liczyła na głos, a raz powtarzała “prawa, lewa, dostaw, prawa, lewa, dostaw…”. Nie traciła jednak za wiele czasu na takie pokazy - dwa, trzy powtórzenia i zawołała zabójcę, kiwając na niego ręką.
        - Prosić do tańca nauczę cię później - oświadczyła, gdy się ustawiali. - Gotowy? To na raz… Raz, dwa, trzy, raz…
        I tak jak wcześniej Skowronek zapowiedziała, poprowadziła Samiela do tańca. Faktycznie mógł poczuć na ramieniu jej subtelne sugestie, nawet to, jak lekko naciskała bokami dłoni, by zmusić go do obrotu. Jednocześnie elfka nie zaniedbywała całej reszty.
        - Nie patrz pod nogi i nie rozglądaj się - nakazała, nawet jeśli tego nie robił. - Podczas tańca wskazane jest utrzymywać kontakt z partnerką, ewentualnie patrzeć w kierunku, w którym zmierzacie w tańcu. Rozmowy są dozwolone - dodała, jakby go wręcz do tego zachęcała.
        - Wiem, że nogi mogą ci się plątać w moją spódnicę, ale przywyknij i nie zmieniaj dystansu. Wiele kobiet może mieć balowe suknie, więc będziesz miał między nogami falbanki i tiule. Dlatego też nie podnoś za wysoko stóp przy tańcu, raczej trzymaj je tuż nad posadzką, by nie nadepnąć na spódnicę albo nie daj boże stopę partnerki. To byłby skandal - zachichotała. - Ale jeśli cię to pocieszy, ja będę miała bardziej prostą kreację.
        Pierwszy taniec dobiegł końca. Elfka puściła Samiela, odsunęła się i trzymając go jeszcze za dłoń dygnęła.
        - Ukłoń mi się płytko - nakazała. - I zawsze odprowadzasz damę na brzeg parkietu, więc nie puszczaj za szybko tej dłoni. Jak ci się podoba? - zagaiła, gdyż na dole najwyraźniej panowała teraz chwila przerwy właśnie na zmianę partnerek i być może na zwilżenie gardeł przez muzyków.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

On też zdjął z siebie wierzchnie okrycie. Kurtka na zewnątrz była pomocna, jeśli chciało się ochronić ciało przed niską temperaturą, wiatrem, śniegiem… i innymi rzeczami, przed którymi mogła zapewnić większą lub mniejszą ochronę, ale tutaj mogła tylko zawadzać. Dlatego postanowił ją zdjąć i odłożyć gdzieś na bok, nawet na podłogę, jeśli w pobliżu akurat nie było niczego, na czym mógłby ją powiesić. Nie pamiętał też, kiedy uczył się czegoś zupełnie nowego – ta lekcja tańca na pewno była właśnie czymś takim, bo w końcu posiądzie nową wiedzę i może zdarzy mu się też użyć jej częściej niż raz. Cóż, zależy od tego, czy będzie miał okazję z kimś tańczyć już później, gdy będą mieli za sobą przyjęcie, na które zabiera go Skowronek w ramach ich współpracy i wykonywania kolejnych kroków jej planu. Swoją drogą, jeśli już o tym mowa, to nadal w jego głowie kłębiła się ciekawość związana z tym, jaki strój przyszykowały dla niego ona i jej znajoma krawcowa.
Gdy już zaczęli, Samiel słuchał porad swojej towarzyszki i – przynajmniej teraz – dodatkowo partnerki do tańca. Starał się do nich stosować, więc podnosił głowę czy podbródek, zmieniał ustawienie ramion, a także samych dłoni. Nie próbował też sprzeciwiać się, gdy Skowronek poprawiała jego postawę poprzez bezpośredni dotyk w tym miejscach, które według niej powinny zmienić położenie. Zapamiętał też postawę, gdy wiedział już, że jest taka, jaka powinna być i nie wymaga już żadnych zmian. To akurat przyszło mu łatwo, chociaż nie było tu też mowy o tym, że jego ciało to zapamięta, bo musiałby używać tych nowych umiejętności częściej, a już teraz wiedział, że to raczej nie będzie miało miejsca. Obserwował też – z bardzo bliska zresztą – jak Skowronek wsuwa mu się w ramiona, choć nie obyło się też bez poprawek, tylko że dotyczyły one wyłącznie jednej z jego dłoni.
         – Mhm… - mruknął tylko, żeby potwierdzić to, o co go zapytała. Rzeczywiście czuł, jak opiera się na jego dłoni i chyba dopiero teraz, gdy stała tak blisko, uświadomił sobie te duże różnice w budowie jego własnego i jej ciała. I nie chodziło tu wyłącznie o różnice wynikającego z tego, że on był mężczyzną, a ona kobietą. Nie, nie, nie. Był bardzo wysoki, gdy ona była niska na tyle, że głową sięgała mu na wysokość klatki piersiowej. Był też bardziej umięśniony, a przez znikomą odległość między nimi i to, że ją obejmował, miał wrażenie, że jest jeszcze mniejsza, niż mu się wydawało. Z drugiej strony, nie sprawiło to, że czuł potrzebę chronienia jej – w końcu doskonale wiedział, że Skowronek może być niebezpieczna i że będzie walczyła o swoje życie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Będzie walczyła, wykorzystując do tego nabyte umiejętności. Tak, ona zdecydowanie nie była kimś, do kogo pasowałoby określenie „dama w opresji”, a jeśli w takowej by się znalazła, to na pewno byłaby to część jakiegoś jej planu.
Poczuł zmianę, poczuł, jak mocniej ściska jego ramię i, zamiast opierać się na nim tak, jak wcześniej, teraz trzymała się go. Ten bodziec sprawił, że Samiel wrócił myślami do pomieszczenia i znów był w pełni świadom tego, gdzie się znajduje i co się dzieje. Zdawał sobie sprawę, że na krótką chwilę zagłębił się w swych myślach, chociaż na zewnątrz nie było tego po nim widać. Właśnie teraz, w tej chwili, uczył się czegoś nowego, co nie było dla niego codziennością, nie teraz przynajmniej. Dlatego nie powinien pozwalać sobie na takie zamyślenia… To jedno było pierwszym i ostatnim, przynajmniej teraz.

         – Z tym nie powinno być problemu – odparł, gdy powiedziała mu, żeby zapamiętywał kroki. Oczywiście, łatwiej będzie, gdy już sam będzie mógł użyć kroków, które pokaże mu Skowronek, bo dzięki temu nie tylko sprawdzi, czy dobrze je zapamiętał, lecz także zostaną one w jego pamięci o wiele dłużej. Przyglądał się jej, gdy prezentowała mu kroki do walca, chociaż najbardziej przyglądał się dolnej części jej ciała, konkretnie nogom. Elfka mogła usłyszeć też, jak mówi on coś do samego siebie, ale robił to tak cicho, że do jej uszu docierał jedynie szmer – jakby na niego spojrzała, zobaczyłaby, że jego usta poruszają się lekko, a on po prostu powtarza sobie to, co ona mówiła głośniej.
         – Gotowy – odparł tylko, na chwilę przed tym, jak mieli zatańczyć. Do jej sugestii stosował się od razu i starał się też nie wracać do niepoprawnej pozycji, którą przyjmował na początku. Nie były to żadne nawyki, po prostu chciał zapamiętać to, jak ma to wszystko wyglądać. Osoba, którą będzie udawał na balu, chyba nie powinna uchodzić za początkującego tancerza. Tak mu się przynajmniej wydawało.
         – To nie jest tak, że tańczę z kimś pierwszy raz w życiu. Niektóre zasady są takie same zarówno wtedy, gdy tańczy się w karczmie czy na „wiejskiej potańcówce” i, gdy robi się to na wystawnym przyjęciu czy balu – powiedział do niej. Od samego początku i przez cały czas utrzymywał z nią kontakt wzrokowy, a głowa czy nawet same oczy nie próbowały uciekać mu gdzieś na bok.
         – Będę o tym pamiętał – odparł. Już teraz wiedział, że może to być nieco niekomfortowe, ale będzie musiał wytłumić w sobie chęć sprawiania, że materiał ubrania partnerki zniknąłby spomiędzy jego nóg. Wydawało mu się, że to nie powinno być trudne, bo wystarczy, że po prostu skupi swoją uwagę na czymś innym – na przykład na rozmowie z osobą, z którą tańczy.
Ich taniec po jakimś czasie dobiegł końca w momencie, w którym muzyka pod nimi również ucichła. Samiel ukłonił się swojej partnerce, gdy powiedziała, żeby to zrobił. Nie puścił też jej dłoni, chociaż o odprowadzaniu partnerki wiedział już wcześniej.
         – Jest to łatwiejsze, niż wydawało mi się na początku, przynajmniej jeśli chodzi o walca – powiedział szczerze, ale dla siebie zachował też to, co chciał powiedzieć na początku, a właściwie bardziej dodać do tego zdania, które wypowiedział przed chwilą. Tak, chyba wolał dla siebie zachować dla siebie to, że to, jak bardzo przyjemny jest taniec, może też zależeć od tego, z kim się tańczy.
         – Może w czasie, gdy tam na dole mają przerwę, pokażesz mi, jak poprawnie zapraszać do tańca? - zaproponował po chwili.  
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek mocno wczuła się w rolę nauczycielki tańca i nie komentowała Samiela w sposób, w jaki pozwoliłaby sobie to na ulicy. Nie zaczepiała go, nie odnosiła się do jego wyglądu - postawa, prezencja, owszem, ale to coś zupełnie innego. Nawet gdy tańczyli nie pozwoliła sobie na takie przemyślenia, jakie zdarzyły się jemu. Pewnie również zwróciłaby uwagę na ten kontrast, doceniła jego budowę ciała… Ale teraz pracowała. Tak, tak to odbierała - jakby była na zleceniu, jakby to był początek skoku, który miał się dopiero wydarzyć. Samiel miał więc pewien wgląd w to, jak Skowronek działa jako profesjonalistka, a nie prywatnie. Nie wyzbyła się całkowicie swojego poczucia humoru, ale trzymała je w ryzach.
        - O, domyślam się - przyznała mu rację, gdy wspomniał o tym, że kiedyś tam w życiu tańczył. - Ale wiesz… Na wiejskiej potańcówce mogą panować różne zwyczaje, a na sali balowej zawsze te same, bez względu na to gdzie ta sala stoi. Lepiej więc usystematyzować wiedzę - podsumowała z miłym, profesjonalnym uśmiechem. Jej wzrok zbłądził na ich złączone dłonie.
        - Jesteś dobrym tancerzem - skomplementowała go, ale nie takim tonem jakby go uwodziła tylko jak mentor, który dostrzega potencjał swojego ucznia. Nie wypadała z tej roli ani na moment. - To chyba kwestia fachu, nie sądzisz? Asasyni i wyczynowi złodzieje zawsze będą sobie radzić w tańcu, bo muszą być sprawni i zgrabni. To później tylko kwestia zapamiętania kroków.
        Gdy skończyli tańczyć, elfka nie tylko oczekiwała od Samiela, że pożegna się z nią jak kultura nakazywała, ale sama również to zrobiła. Dygnęła przed nim elegancko i poszła na skraj wyimaginowanego parkietu, stawiając kroki jakby miała na sobie wyjściowe czółenka, a nie wygodne i ciepłe trepy.
        - Następne tańce również nie powinny przysporzyć ci kłopotu - oświadczyła w ramach zawoalowanego komplementu. - A jeśli nauczysz się ich tak sprawnie jak walca… To będzie przyjemny bal. Przynajmniej nie będziesz musiał się stresować gdyby wyrwano cię do tańca - podsumowała. - Później, jeśli będziemy mieli czas, spróbujesz sam wybierać taniec do muzyki - podsunęła jeszcze. Spodziewała się, że teraz chwilę odpoczną, ale skoro Samiel chciał nauczyć się proszenia do tańca to nie zamierzała go od tego odwodzić. W końcu im więcej zagadnień pozna tym lepiej, bo nie mieli wiele czasu.
        - Dobrze - uznała, rozglądając się jakby szukała rekwizytu. Nie potrzebowali jednak niczego do tej konkretnej lekcji, więc zaraz skupiła na nim swój wzrok i zaczęła.
        - Najpierw panowie. Bo panie również mogą okazjonalnie prosić do tańca - rzuciła, nie wnikając kiedy to dochodzi do takich sytuacji, bo głowa to nie śmietnik.
        - To bardzo proste - zagaiła, ustawiając się do Samiela lekko bokiem. - Stojąc naprzeciw partnerki robisz płytki ukłon. Nie za głęboki, bo będziesz do niej mówił, a nie jesteś wieśniakiem proszącym o odroczenie podatku. Więc tak… Maksymalnie tyle - wyjaśniła, samej kłaniając się do odpowiedniej głębokości. - Jednocześnie podajesz jej dłoń wnętrzem do góry. To musi być ręka, którą później będziesz ją prowadził w tańcu, pamiętaj o tym. Trzymasz ją swobodnie, lekko stulone palce, tak by ona mogła wsunąć dłoń pod twój kciuk. Zwyczajowo prosi się słowami “Mogę prosić panią do tańca?”, ale to może nastręczać trudności, gdy nie wiesz czy masz do czynienia z panią czy panną. Można to więc skrócić do “Można prosić?”. To już nie jest takie eleganckie, ale nadal dopuszczalne, a lepsze to niż gafa. Gdy się zgodzi, poda ci dłoń i możecie iść, damę na parkiet prowadzisz koło siebie. A jeśli odmówi - nie wiem która byłaby taka szalona by tobą wzgardzić, ale nie można wykluczyć pewnego bezguścia wśród arystokracji… W każdym razie jeśli odmówi to po prostu zabierasz rękę, pogłębiasz ukłon i odchodzisz z godnością. Nie ma co nalegać, możesz najwyżej przeprosić jeśli uznasz, że to ci coś da. Na przykład ugłaszcze jej zaborczego towarzysza - podsunęła potencjalny problem, który może napotkać.
        - No a gdyby to dama chciała cię porwać do tańca to sprawa jest prosta, to ona podaje ci rękę w ten sposób - podjęła, przyjmując odpowiednią pozycję z wyciągniętą przed siebie ręką jak do pocałunku. - Gdy przyjmujesz zaproszenie to znowu robisz krótki ukłon, ujmujesz dłoń i do tańca. To proste…
        Skowronek chciała być może coś jeszcze powiedzieć, ale wtedy w tancbudzie pod nimi na nowo rozbrzmiała muzyka. Wsłuchała się w nią i uznawszy, że znowu można do niej zatańczyć walca uśmiechnęła się do Samiela, rozkładając ręce w zapraszającym geście.
        - No to spróbuj czego się dowiedziałeś - zachęciła go i nie ruszyła się tak długo, aż nie zaprosił jej poprawnie do tańca. Nie musiała zresztą długo czekać, bo Samiel był pojętnym uczniem. Wkrótce wirowali po strychu jako jedyna para w tej nietypowej sali balowej.
        - Podoba ci się to? - zagaiła, mając oczywiście na myśli taniec. - Zdarza ci się tak pójść na potańcówkę dla przyjemności? Co w ogóle robisz dla przyjemności, gdy jesteś między jednym zleceniem a drugim i stwierdzasz, że przez chwilę półświatek musi sobie radzić bez ciebie? - zagaiła rozmowę. Próbowała w myślach spekulować jaka będzie odpowiedź, ale nie umiała wpaść na nic sensownego. Nie postawiłaby pieniędzy na żadną z opcji, które świtały jej w głowie, więc też niczego nie sugerowała. Dotarło do niej jednak, że w sumie przypadkiem zahaczyła o temat bardzo prywatny - taki, którego nie porusza się z pierwszym lepszym współpracownikiem spod ciemnej gwiazdy. Cóż… Samiel nie był jednak taki zwykły, nie dla niej.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Uśmiechnął się, lekko, ale też nie dlatego, że usłyszał od niej komplement, a dlatego, że dostrzegła to, co on już wcześniej, gdy zdarzało mu się tańczyć bez znajomości konkretnych kroków.
         – Też tak myślę… Chociaż kwestia zapamiętania kroków dla niektórych też może okazać się problemem, nawet jeśli w swoim zawodzie polegają na sprawności własnego ciała, dzięki czemu powinni też być dobrymi tancerzami – odparł. Nie powiedział tego wprost, nie przepadam za przechwałkami, ale właściwie był zadowolony z tego, że jego to nie dotyczy, choć na początku obawiał się nieco, że może sprawi mu to jakieś trudności. Jeśli już, myślał o tym, że byłyby one raczej niewielkie, jednak zawsze jakieś by były – tymczasem kroki, które zaprezentowała mu Skowronek, od razu zachowały się w jego pamięci i nie potrzebował, aby pokazała mu je ponownie. Zresztą, muzyka i tak zaraz ucichła, a on po tym, jak i w czasie przerwy między utworami, mógł nauczyć się innych rzeczy, które bezpośrednio związane były z tańcem towarzyskim.
         – Stres tylko by przeszkadzał – powiedział krótko. Nie pamiętał nawet, kiedy ostatnio go odczuwał, zwłaszcza w związku z jakimś zleceniem, czy to, gdy był tuż przed zabraniem się za nie, czy gdy był już w trakcie wykonywania go i natknął się na sytuację, w której mógłby go odczuwać. Starał się go w sobie tłumić, nie było tak, że całkowicie się go pozbył. To samo dotyczyło innych emocji i uczuć – nie dało się ich wyzbyć całkowicie, ale dało się je tłumić tak, żeby nie wydostawały się na zewnątrz. To właśnie to sprawiało, że mógł uchodzić za osobę ich pozbawioną, chociaż… ostatnio zdarzało mu się je okazywać. Rzadko, to prawda, ale przez to zmienił też trochę swoje zdanie na ten temat i może zauważył nawet, że czasem warto pozwolić im – nawet, jeśli tylko w niewielkim stopniu – po prostu wydostać się i to nawet tak, żeby mogła zobaczyć je ta druga osoba, z którą akurat się rozmawia.

Miał przecież nie myśleć za dużo o innych rzeczach, tak sobie postanowił, więc teraz skupił się na następnej lekcji, której temat zresztą sam zaproponował. Warto było wiedzieć, jak poprosić do tańca i to tak, żeby odpowiadało to wszelakim normom obowiązujących na tego typu przyjęciach, wręcz wydawało się to wiedzą podstawową – nie dla niego, chociaż sam może też z niej skorzysta, a bardziej dla kogoś, kogo będzie udawał. Dlatego uważnie obserwował wszelkie ruchy Skowronka i wysłuchiwał też każdego słowa, które do niego wypowiadała. Nawet zaczął ją naśladować, gdy zaprezentowała mu odpowiedni ukłon i, cóż, przynajmniej ze swojej perspektywy stwierdził, że za pierwszym razem wyszło mu to bardzo dobrze.
         – Najlepsze chyba byłoby coś pomiędzy, jeżeli nie będę wiedział, czy dana kobieta jest „panną”, czy może „panią”. Coś w stylu… „Mogę prosić do tańca?”. Brzmi też lepiej, niż „Można prosić?” - wypowiedział się, co zresztą zrobił w taki sposób, że można było mieć wrażenie, że zamierza korzystać z zaproponowanego przez siebie rozwiązania. To był, można powiedzieć, że kompromis.
         – Przestań, przecież nie wpasuję się w gusta każdej kobiety, która stąpa po tym kontynencie – dodał jeszcze, zgodnie z prawdą zresztą. Wiedział, że wyglądem fizycznym mógł przyciągać uwagę i spojrzenia wielu kobiet, jednak na pewno nie działo się tak ze wszystkimi, które spotykał. Naprawdę zaskoczyłoby go to, gdyby w tej kwestii się mylił. A gdy Skowronek pokazała mu, jak do tańca mogą zapraszać kobiety… już prawie przyjął jej dłoń, naprawdę chciał to zrobić, ale przeszkodziła mu w tym muzyka. Domyślił się, że będzie mógł teraz zaprezentować jej, co udało mu się zapamiętać z tych lekcji, a jej zachęcające słowa tylko go w tym zapewniły, więc, nie czekając długo, przeszedł do działania.  

Ukłonił się przed nią odpowiednio i w tym samym czasie wyciągnął też w jej stronę dłoń – otwartą i skierowaną wnętrzem ku górze.
         – Mogę zaprosić do tańca? - zapytał, słowami, które sam wcześniej zaproponował jako te, których będzie używał. Nie było w tym prośby, nie było liczenia na to, że się zgodzi… może jedynie nutka czegoś, co sugerowałoby, że będą się dobrze bawić, jeżeli przyjmie propozycję. Co prawda, wiedział, że stojąca przed nim kobieta przyjmie jego dłoń, jednak ona akurat znała go lepiej i wiedziała, że był dobrym uczniem, który szybko chłoną nową wiedzę – takich informacji nie mogły natomiast posiadać te kobiety, które spotka na przyjęciu, i które będzie wiedział, że może zechciałyby z nim zatańczyć, ale może czekają właśnie na to, żeby sam je zaprosił. Chwilę później i tak już tańczyli, a Samiel używał w tym tańcu całej wiedzy, którą do tej pory przekazała mu jego aktualna partnerka do tańca.
         – Jest… przyjemne – odparł, również mając na myśli taniec, bo cóż innego. Zresztą, przecież właśnie o to go zapytała.
         – Raczej nie… Jeśli biorę w takiej udział, to przypadkowo, co często wiąże się bezpośrednio z tym, że po prostu chcę mieć spokój od jakiejś natrętnej dziewczyny, która bardzo, ale to bardzo, chciałaby zatańczyć właśnie ze mną. To, albo jeszcze wtedy, gdy akurat wydaje mi się to potrzebne do zlecenia, bo, na przykład, może dzięki temu zdobędę jakieś informacje – odpowiedział jej, ciągle bezbłędnie wykonując cały taniec. Dzięki rozmowie faktycznie mógł nie zwracać uwagi na to, że materiał sukni może wplątać się mu między nogi, przez co nie spoglądał nawet w dół, a także nie zajmował się samym tym, czy dobrze tańczy, czy odpowiednio stawia kroki i tak dalej… Wydawało mu się, że jego ciało samo wie, co robić, a on może w tym czasie poświęcić uwagę rozmowie i partnerce.
         – Dla przyjemności powiadasz… - przeszedł do drugiego tematu. Teraz wyraźnie zastanawiał się nad czymś przez chwilę, prawdopodobnie nad odpowiedzią, a jeśli tak, to możliwe, że rozważał, co chce powiedzieć.
         – Podróżuję, szukam ciekawych miejsc i takich, których jeszcze nie odwiedziłem. Poza tym… rysuję – odpowiedział, chociaż przyznanie się do tego drugiego sprawiło mu lekki problem. Skowronek mogła wyczuć, jak ociąga się lekko powiedzeniem jej o tym, jakby można do samego końca nie był pewien, czy na pewno chce zdradzić jej taką informację.
         – Chyba najczęściej naturę, ale zdarza mi się też rysować coś związanego z wioskami czy miastami… Osoby również – dodał jeszcze, właściwie dokończył wcześniejszą odpowiedź. Rozwinął ją, bo jeśli Skowronek byłaby tym zainteresowana, to pewnie zapytałaby o to, na jakie rysunki mogłaby się natknąć, gdyby chciała zobaczyć, co wyszło spod jego ręki.
         – Coś takiego nie pasuje do osoby, jaką jestem, prawda? - zapytał w końcu.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 240
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Samiel był naprawdę dobrym uczniem – przekazywanie mu wiedzy było proste. Sama przyjemność, można by rzec, o ile ktoś w ogóle lubił rolę mentora. Skowronek nie przepadała za uczeniem kogokolwiek, ale zabójca był wyjątkiem – elfka wręcz z zadowoleniem odnotowywała jego postępy i to jak kopiował jej ruchy. Miał pewną wrodzoną elegancję i męski wdzięk, którego nie musiał wcale na siłę wydobywać, a który w odpowiednich chwilach ujawniał się sam. Naprawdę trochę żałowała tego talentu, który się w nim marnował – gdyby działał podobnie do niej, byłby naprawdę świetny… Choć i teraz nie można było mu odmówić sławy. No cóż, chyba był po prostu człowiekiem wielu talentów. I co więcej miał przy tym własne zdanie, nie dawał sobą manipulować i nawet w takich drobiazgach jak formułka proszenia do tańca potrafił jasno wyrazić swoje stanowisko.
        - Twoja wola – odpowiedziała mu z uśmiechem, gdy zaproponował swoją wersję. Miał rację, że jego propozycja była trochę elegantsza, ale dla niej nie było to specjalnie istotne. Niech będzie po jego myśli. Miała jednak swoje do powiedzenia, gdy zaczął się krygować w kwestii urody.
        - Śmiem wątpić – droczyła się pewnym siebie tonem, uśmiechając się przy tym cwaniacko. Samiel był na pewno świadomy swojej atrakcyjności i elfka myślała, że to tylko skromność, być może udawana. Miał trochę racji w tym, że nie każdej kobiecie by się spodobał tak jak stoi, ale czym innym był przypadkowy przechodzień, a czym innym dobrze urodzony elegancki mężczyzna na balu, na dodatek kawaler. Skowronek mogła postawić dowolną sumę pieniędzy na to, że gdyby pytać wychodzące z uroczystości kobiety o to jak znajdowały lorda Dzodzouaszwili, żadna nie powiedziałaby o nim złego słowa i to nie tylko z czystej kurtuazji.

        - Pięknie – skomentowała z prawdziwym zadowoleniem, gdy chwilę później została poproszona do tańca. Nie powiedziała nic więcej i pewnie zabójca odczyta jej krótki komentarz jako pochwałę techniki, ale nie tylko o to jej chodziło. Urzekło ją na swój sposób to jak pięknie Samiel modulował głos – aż nie można było się oprzeć takiemu zaproszeniu. I oceniała to nie zawodowo, ale jako kobieta – jej towarzysz był niezłym uwodzicielem, gdy tego chciał. Na tyle, aby zawrócić kobiecie w głowie, ale nadal być eleganckim i dobrze wychowanym arystokratą, jakiego przyszło mu grać. Ona sama również weszła w rolę, odpowiednio się ukłoniła i poszła z Samielem na wyimaginowany parkiet. Gdy znalazła się w jego ramionach, poświęciła dosłownie mgnienie oka na skontrolowanie jego postawy, a że nie dopatrzyła się uchybień, ruszyła razem z nim, pozwalając, by to on prowadził, skoro taniec był mu znajomy. A żeby nie było za łatwo, zagaiła rozmowę. No bo w sumie dlaczego mieliby milczeć?
        ”Jest przyjemne” – Skowronek spojrzała na Samiela badawczo spod rzęs. Jest przyjemne. Niby to powiedział, ale nie słyszała specjalnego entuzjazmu w jego głosie. Może by się tym przejęła, gdyby już wcześniej nie zauważyła, że jej złotooki kolega był wyjątkowo powściągliwy w wyrażaniu stanowczych sądów i okazywaniu silniejszych emocji. Patrząc na niego próbowała więc ocenić co oznaczało to „przyjemne” – w skali od „ od biedy może być” do „to najlepszy dzień w moim życiu”. Doszła do wniosku, że znajdują się tuż poniżej połowy tej podziałki, mniej więcej w miejscu „chętnie bym to powtórzył, gdybym miał wolny wieczór”. To ją usatysfakcjonowało, nie drążyła więc i przeszła do kolejnych tematów rozmowy, które pojawiły się tak naturalnie, jakby do tej pory tylko grzecznie czekały na swoją kolej.
        - Och jakiś ty miły – rzuciła nieco sarkastycznie, gdy Samiel tak bez ogródek przyznał, że czasami tańczy tylko po to, by jakaś namolna wielbicielka dała mu spokój. Niemniej podobało jej się to podejście, co więcej – sama również je czasami stosowała. Wiedziała też równie dobrze co on jakie sposobności zyskuje się w tańcu i jak można go wykorzystać do wykonywania zleceń, choć ona z racji bycia kobietą miała dostęp do zupełnie innego aspektu tej interakcji niż on. Zresztą nie wyobrażała sobie, by gierki, uwodzenie i mieszanie w głowie znajdowały miejsce w spektrum jego technik – nawet gdyby społecznie byłoby to dla niego akceptowalne.
        Następny temat – nie ma co rozmawiać o pracy w wolnej chwili. Samiel sprawiał wrażenie zaskoczonego pytaniem o zainteresowania, ale skoro nie odmówił odpowiedzi od razu, elfka nie naciskała i dała mu czas do namysłu. Gdyby to on pierwszy ją o to zapytał, pewnie sama miałaby problem coś odpowiedzieć – od dobrych paru miesięcy nie miała czasu na myślenie o przyjemnościach, za bardzo była pochłonięta przygotowywaniem swojej zemsty. O tym co będzie robić w czasie wolnym pomyśli, gdy będzie miała na niego realne szanse. Ale pomarzyć na głos zawsze można było.
        Podróżowanie nie zrobiło na niej wrażenia, choć nadal słuchała go z zainteresowaniem i subtelnym uśmiechem na ustach. Za to rysowanie – to już wywołało zmianę na jej twarzy. Jej mina dobitnie wyrażała zaintrygowanie i zaskoczenie, nawet nie musiała mówić na głos „opowiedz o tym coś więcej”, bo same jej oczy się tego domagały. Niejeden mężczyzna chciałby, by kobieta tak na niego patrzyła, gdy on mówił o sobie. Skowronek jednak nie robiła tego z wyrachowania, a była szczerze zainteresowana. Uśmiechnęła się znacząco, gdy Samiel wymieniał ulubione tematy swoich dzieł – tak, była tego ciekawa. Przez moment nawet miała na końcu języka pytanie czy byłby w stanie narysować jej portret, ale powstrzymała się od tego – nie byłoby to specjalnie miłe, a w roli flirtu spełniało się raczej słabo.
        - Wcale nie – odpowiedziała bez większego zastanowienia, gdy jej partner w tańcu wyraził przypuszczenie, jakoby rysowanie mu nie przystawało. – Dlaczego miałoby to do ciebie nie pasować? Przez twój zawód? Bo to rozrywka dla wrażliwców i mięczaków? Nie… nie wydaje mi się. Wręcz uważam, że to… intrygujące – oświadczyła, jakby z satysfakcją odnalazła odpowiednie słowo. – Jesteś znacznie bardziej wielowymiarowy niż można by cię o to podejrzewać. Widziałam może kiedyś jakąś twoją pracę? Chwila… - mruknęła, obracając wzrok lekko w bok, jakby do chwili głębokiego namysłu potrzebowała widoku, który nie będzie jej absorbował tak jak oblicze Samiela. Lekko przygryzła wargę, po czym znowu na niego spojrzała.
        - Kiedyś trafiłam na rysunek ptaka z niebieskim oczkiem. W rogu była napisana litera S.
        I tyle. Nie powiedziała nic więcej, jedynie zerknęła na zabójcę jakby chciała sprawdzić czy to wspomnienie wywoła w nim jakiekolwiek emocje.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 288
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Blizny. Wiedział, że nie będzie mógł założyć żadnej maski czy czegoś innego, co mogłoby je zakryć, ale podejrzewał też, że Skowronek znajdzie sposób, żeby je jakoś ukryć. Przychodziły mu do głowy jedynie dwie możliwości – makijaż albo magia. Bo przecież Phaeron Achalkaci-Dzodzouaszwili nie mógł posiadać takich blizn, były „skazą” na wyglądzie twarzy, na którą ktoś taki nie mógł sobie pozwolić. I były też zbyt charakterystyczne, a także sprawiały, że istniało ryzyko, iż ktoś połączy je z pewnym, znanym zabójcą. Wtedy zaczęłyby się podejrzenia i to nawet, gdyby ktoś stworzył to połączenie już po balu. A Samiel nie chciał, żeby tak się stało – póki co udawało mu się utrzymać w tajemnicy to, że przebywa w mieście. I choć wiedział, że zanim je opuści, to rzecz ta może już nie być taką tajemnicą, więc wolał, żeby ukryta pozostała chociaż jego obecność na balu – pod przykrywką co prawda – i współpraca ze Skowronkiem. Czyli tak, albo można było je ukryć dzięki wykorzystaniu specyfików, których kobiety używają do upiększania swych twarzy, albo wykorzystać do tego magię iluzji, która sprawiłaby, że dla oczu innych twarz Samiela i jednocześnie osoby, którą miałby odgrywać, wyglądałaby na niepokrytą bliznami. Znaczy, nie było tak, że twarzy arystokratów były bez skazy, bo przecież mogło zdarzyć się, że wysoko urodzony mężczyzna również będzie posiadał jakąś skazę. Problem w tym, że on nie tylko miał ich kilka, lecz także nie wyglądały na takie, które można byłoby zdobyć w pojedynku albo w trakcie walki o własne życie. Wyglądały tak, jakby albo sam je sobie zrobił, albo jakby ktoś pociął jego twarz w czasie przesłuchiwania – tortur – albo jak pozostałość po eksperymentach, których kiedyś mógł być uczestnikiem i to niekoniecznie z własnej woli. Akurat prawdą było to ostatnie, chociaż to było to jedno wydarzenie z jego przeszłości, które należało do tych, których bronił najbardziej. W sensie, musiałby komuś naprawdę mocno zaufać, żeby podzielić się z taką osobą tego typu informacjami o sobie…
Tylko, że teraz tańczył, a nie się zwierzał, wię, gdy kwestia ukrycia blizn była poniekąd połączona z tym, co robił teraz, tak kwestia sekretów jego życia już niespecjalnie. I ten konkretny taniec szedł mu dobrze, a przynajmniej tak uważał on sam. W końcu szybko nauczył się kroków, a teraz tylko je wykorzystywał tak, żeby zgrać się z partnerką i nie nadepnąć na coś, na co nie powinien. Nie był też sztywny – zachowywał postawę, jednak jego mięśnie nie były napięte, a całe ciało poruszało się płynnie i tak samo przechodziło z jednego kroku do następnego.
         – Gorzej, jak zdarzy się, że taka kobieta nie jest ostatnią… bo są sytuacje, w których, gdy pozbędziesz się jednej, to jakiś czas później podejdzie druga, która będzie zachowywać się podobnie. Dobrze, że zdarza się to naprawdę rzadko – odparł, a gdyby był bardziej otwarty na zawieranie jakichś emocji w głosie, to przy tym ostatnim zdaniu może nawet dałoby się wyczuć ulgę ukrytą właśnie w tych słowach. Rozmowa w ogóle nie przeszkadzała w tańcu, choć trochę dziwne wydawało mu się, że jego ciało porusza się jakby samo, a on nie musi zajmować się tym, żeby chociaż trochę skupić się na krokach i na tym, żeby nie zrobić niczego, co byłoby niepoprawne. I dzięki temu, oczywiście, mógł skupić się na swojej partnerce.

Obserwował, jak zainteresowało ją to, co powiedział na temat tego, czym zajmuje się, gdy robi sobie przerwę od zleceń. Wiedział, że emocje na jej twarzy dotyczyły jego artystycznej strony, a raczej tego, co można było nazwać wyłącznie jej namiastką. Wiedział też, że powinien to rozwinąć, chociaż trochę – dlatego zrobił to i wynikało to nie tylko z tego, jak Skowronek na niego patrzyła właśnie w tamtej chwili.
         – Chyba właśnie przez zawód i przez to za jaką osobę uchodzę. Komuś takiemu raczej nie przypisałabyś tego, że w wolnych chwilach lubi sobie gdzieś usiąść i rysować to, na co akurat patrzy – powiedział do niej. Swojego małego hobby nie uważał za coś, co robią tylko „słabi” mężczyźni.
         – Z drugiej strony… dlatego też wywołuje to takie zaskoczenie, gdy ktoś w końcu się o tym dowiaduje – dodał i uśmiechnął się lekko. Nie nawiązywał wyłącznie do tego, jak zareagowała na to ona sama, mimo że była dobrym przykładem tego, że właśnie te emocje dobrze widoczne są na twarzach osób, z którymi zna się dłużej i którym w końcu wyjawia to swoje małe zainteresowanie.
         – Nie wydaje mi się… - odparł i nie dokończył, bo przerwała mu tym jednym słowem, w którym wyczuł, że zastanawia się nad czymś. Samiel był świadom tego, że nie miał wszystkich rysunków, które wykonał. Czasem specjalnie zostawiał je tam, gdzie akurat siedział, gdy je wykonywał… Tylko, że nie był pewien, jaki miał ku temu cel, bo na pewno nie było to zapominanie o nich. Nie, nie – to akurat robił specjalnie, ale jednocześnie bez konkretnego powodu.
         – To musiał być jeden z tych, które zdecydował się zostawić – odpowiedział, nawet trochę zagadkowo, ale nie pozostawiało to też wątpliwości co do tego, czy rysunek był wykonany przez niego, czy może przez kogoś innego, kto podpisuję się literą „S”.
         – Czasem nachodzi mnie właśnie na to, żeby zostawić rysunek w miejscu, w którym go stworzyłem albo gdzieś w okolicy tego miejsca… A później pozwalam Losowi zrobić z nim to, co będzie chciał. Może ktoś go znajdzie i zachowa? A może znajdzie i przekaże dalej? Może rysunek zostanie tam i nie znajdzie go nikt? - dopowiedział jeszcze, a ostatnie pytania nie były oczywiście wypowiedziane tak, że oczekiwałby na nie odpowiedzi. To były możliwości co do tego, co może spotkać kartę pergaminu z nakreślonymi na niej liniami, które odpowiednio zagięte i połączone ze sobą, tworzyły rysunek. Jednocześnie tym zdaniem, a także poprzednim, zasugerował, że nie robi tego ze wszystkimi „dziełami”, które wyszły spod jego ręki, więc te, których nie zostawia, na pewno musi gdzieś przechowywać. Skowronek na pewno mogła to wyczytać, a Samiel był nawet gotowy na to, żeby pokazać jej swój notatnik, jeśli go o to poprosi.

Krótko po tym muzyka znów zaczęła cichnąć, aż w końcu grajkowie w ogóle przestali grać. Przemieniony w tym momencie zatrzymał siebie i partnerkę, a później ukłonił się jej – tak, jak mu pokazywała – i odprowadził w róg, gdzie wcześniej ustalili, że znajduje się koniec ich parkietu. Zresztą, sama przerwa nie trwała długo, bo już chwilę później tam na dole znów dało się słyszeć pierwsze nuty muzyki. Muzyki, która brzmiała na mającą szybsze tempo niż ta, do której tańczyli wcześniej.
         – Pewnie znasz jakiś taniec, do takiej muzyki, prawda? - zapytał ją. Musiał być przecież przygotowany do tego, że na parkiecie może pojawić się – w czyimś towarzystwie oczywiście – w dowolnym momencie, a nie tylko wtedy, gdy akurat będą grali muzykę odpowiednią do tego, żeby tańczyć do niej walca.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość