Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 233
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek wzruszyła ramionami - wcale nie zdziwiło ją, że Samiel nie był zainteresowany listą służby, więc nie nalegała “a może jednak?”. To dla niej byłaby tylko dodatkowa robota, bezsensowna, bo była pewna, że nie było tam ciekawych nazwisk. To, że wybierali się do tego domu nie miało związku z gospodarzami, którzy byli błogo nieświadomi tego co działo się w mrocznych zaułkach Ekradonu, a raczej z innymi osobami, które bywały tam tylko przelotem. Takimi, jak Demerek, który na zatrudnianie służby nie miał żadnego wpływu. No bo po co?
        Mimo to była Przyjaciółka uznała, że dobrze wykonała tę część swojego zadania - widziała, że Samiel zadumał się przez chwilę nad zdobytymi informacjami. Nie mówiła po próżnicy, faktycznie przekazała mu wiadomości, które uznał za potrzebne. Teraz byle je zapamiętał… A jak nie to niech pyta, byle nie unosił się dumą i ich nie wkopał. Ona wiedziała, że sobie poradzi i liczyła, że z nim będzie jej łatwiej, a nie, że przez niego będzie miała kłopoty. W końcu gdy jest się w tej branży tyle lat i ma się nadal wszystkie kończyny (i głowę też) to o czymś świadczyło…
        - Na pewno spędzimy miły wieczór - zapewniła swojego wspólnika, gdy umówili się na następny wieczór na naukę tańca. Choć z początku ten pomysł ją zaskoczył, teraz zaczęła się nawet cieszyć na to co ich czeka. Ciekawe czy Samiel też będzie się dobrze bawił? Wydawało jej się, że tak, bo… cóż, dogadywali się. Bardzo dobrze się dogadywali. Złotooki zabójca nie dość, że świetnie się z nią dogadywał na płaszczyźnie zawodowej, to też prywatnej. Lubili podobne rzeczy, mieli podobne zdanie na wiele tematów, dzielili całkiem podobne doświadczenia… Jednak i tak niektóre kwestie jeszcze musieli dogadać - tak na wszelki wypadek. Mimo wszystko - skoro na co dzień Samiel pracował nożami - Skowronek wolała mieć pewność, że potrafi on dopasować się do innego stylu działania jeśli jest taka potrzeba. Uspokoił ją, zapewniając, że nie będzie problemu. Nie drążyła, nie dopytywała - ufała, że właśnie tak będzie, że mimo bycia asasynem będzie działał bez pozostawiania śladów. Oj, oby jej się to nie odbiło czkawką…
        - O, wiesz, zawsze miło to usłyszeć jeszcze raz - zażartowała, gdy zapewnił, że będą postępowali według jej planu. Uśmiechnęła się, jakby była dumna, że właśnie wymusiła na nim komplement… Może w istocie tak było, a może tylko się droczyła, tak jak po prostu lubiła.
        - Yhm, tak, Przyjaciele - zgodziła się z jego domysłami bez owijania w bawełnę, choć nie była zbyt wylewna. Nic dziwnego, bo usta miała właśnie pełne przekąsek, którymi się zajadała. Poruszyła ręką, jakby sama spróbowała się pogonić do szybszego przeżuwania, bo chciała jeszcze coś powiedzieć, ale dopiero upity łyk wina pozwolił jej dokończyć i przełknąć. Odetchnęła, odstawiając na stolik swój kieliszek.
        - Nie wiem czy te sto lat temu zwróciłeś uwagę, że wszyscy mamy mniej lub bardziej złote oczy - podjęła, bo przecież teraz nie obowiązywała jej już żadna tajemnica. W końcu działała przeciw tym, którzy nadali barwę jej tęczówkom.
        - Cóż… Taka nasza cecha szczególna. Przyjaciel o innym kolorze oczu… Jest groźny. Nierozpoznawalny, ale bardzo groźny, bo zdesperowany. Ale to nie jest temat na ten wieczór - ucięła, bo nie mieli chyba tyle czasu, by o tym teraz mówić. Poza tym ona za kilka dni będzie miała błękitne tęczówki, z własnego wyboru - wtedy będzie dobry moment, by powiedzieć Samielowi dokładnie o co chodzi. Po co wcześniej ma być nadmiernie czujny? Lepiej było nie zaśmiecać mu głowy na samym początku, bo w końcu coś mu umknie od natłoku informacji… Dlatego Skowronek uznała, że na dziś koniec rozmów o pracy - pora przejść do przyjemniejszej części wieczoru.
        Pytanie o trucizny nie było przypadkowe. Organizm w podobny sposób traktował trucizny jak i używki, wliczając w to alkohol, tytoń, halucynki… Całe szczęście złotooki zabójca wiedział o tej zależności i odpowiedział zadziwiająco szeroko na to pytanie - zadziwiająco jak na niego oczywiście, bo do tej pory był raczej oszczędny w słowach. Może nie burkliwy, ale do gaduły było mu po prostu daleko.
        - Wiesz, to dobrze się składa, bo mam coś, co te zmysły raczej pobudza - oświadczył tonem, który idealnie pasował do kurtyzany planującej zadowolić swojego klienta tak, aby zasłużyć na podwyżkę. Patrząc na Samiela sięgnęła w bok, bez żadnego macania wkoło zaraz natrafiając na pudełeczko, które dostali od dziwki, która ich obsługiwała.
        - To bywa nazywane Boskim Zmysłem - wyjaśniła. - Działa krótko, ale jest obłędne… Wyostrza zmysły i daje wrażenie, jakby świat przestał mieć przed nami tajemnice, jakbyśmy wszystko wiedzieli, nic nie mogło nam umknąć, jakbyśmy byli wszędzie i nigdzie… Tak, wrażenie bycia bogiem. A przy tym wrażenia zmysłowe są bardzo wyjątkowe. Spróbuj - zachęciła, podając Samielowi pudełeczko. - Przypuszczam, że to będzie twój pierwszy odlot, więc będę cię pilnować. Gdy zobaczysz te kolory, usłyszysz dźwięki… naprawdę nie da się tego do niczego porównać, ale wszystko, absolutnie wszystko zaczyna się nagle człowiekowi podobać i ogarnia go święty spokój. Efekt utrzymuje się kilka minut i nie zostawia kaca. Po prostu zamocz palec i wetrzyj to sobie w dziąsło.
        Mówiąc ostatnie zdanie Skowronek otworzyła pudełeczko i podsunęła zabójcy zawartość: delikatny, miałki proszek o subtelnej różowej barwie, jak kropla krwi w szklance mleka. Niemal od razu dało się poczuć, że narkotyk ma słodki, pudrowy zapach cukierków sprzedawanych podczas religijnych odpustów.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 276
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Pokiwał głową, chociaż tym razem towarzyszył też temu niewielki uśmiech – również uważał, że miło spędzą w swoim towarzystwie kolejny wieczór, tym razem wzbogacony też o lekcje tańca. Może takie podstawy okażą się dla niego przydatne nie tylko ten jeden raz, kiedy dla odgrywanej przez niego osoby znajomość takich rzeczy będzie czymś, co jest niezbędne. Wątpił w to, żeby przez tę jedną akcję nabrał większej ochoty na to, żeby może samemu zacząć działać pod przykrywką, w końcu już tak długo pracował wedle własnego sposobu działania – którego częścią nie były przebieranki i udawanie innych osób – że nie myślał o tym, żeby go zmieniać. Dla niego najważniejsze było to, że był zwyczajnie skuteczny i dlatego uważał, że nie musi go zmieniać czy tam nawet tylko lekko modyfikować. Wiedział jak niezauważenie dostać się do miejsca, w którym przebywa jego cel, jak przekraść się przez korytarze budynku, nierzadko tuż pod nosem strażników, a także – w końcu – jak zabić ofiarę szybko i skutecznie, a później uciec. Uciec inną drogą, ale ciągle uważając na to, żeby wydostać się tam samo cicho, jak dostał się do danego miejsca. Ta sytuacja była wyjątkiem, bo działał wedle planu osoby, której zgodził się pomóc. Skowronek miała inne podejście, a jako że to on pomagał jej, a nie odwrotnie… po prostu musiał się dostosować i ten jeden raz mieć na uwadze cały plan, który wymyśliła sobie ona, a nie to, że niektóre jego części niekoniecznie zgadzają się z tym, jak wykonywał zlecenia. Zresztą, wydawało mu się, że on i Skowronek dogadywali się, poza tym zdążyli poznać się już wcześniej i nawet zdarzyło im się ze sobą pracować, więc na pewno wpłynęło to w jakiś sposób na jego decyzję, a także na to, że nie próbował zmieniać jej planu tak, żeby może pasował on bardziej do jego metod.
Mało też wiedział o samych Przyjaciołach, ale akurat ta jedna rzecz – związana z ich oczami i z tym, że ich kolor jest dość charakterystyczny – utkwiła mu w pamięci, mimo że jego spotkanie z nimi można właściwie ograniczyć tylko do jednego: tej sytuacji, gdy chcieli zwerbować go w swoje szeregi. Poza tym, jedynie zdarzyło mu się wpaść na Skowronka, jeśli chodzi o przedstawicieli tej grupy. Może go unikali, a może po prostu ich drogi nigdy nie przecinały się z jego drogą… on w każdym razie na to nie narzekał i może nawet lepiej dla interesów obu stron było, gdy nie wchodzili sobie w drogę.
         – Właśnie przez to od razu przyszło mi do głowy, że może chodzić właśnie o nich – odparł zgodnie z prawdą. Cechy fizyczne, po których można było rozpoznać konkretną osobę lub członków danej organizacji, nie powinny być czymś pożądanym wśród osób, które zajmują się tym samym, co on. Z drugiej strony, były też osoby, które chciały być rozpoznawalne, chciały, żeby dane zabójstwa były przypisywane właśnie im. Samiel sam wiedział, że również miał charakterystyczny kolor oczu, jednak starał się go ukrywać, nawet wtedy, gdy rozmawiał z kimś z półświatka przestępczego. Żyło niewiele osób, które mogły bez wątpliwości powiedzieć, jakie były jego tęczówki, zdecydowana większość, jeśli już o tym rozmawiała, nie miała co do tego pewności, bo jeśli już to może osoby takie mogły je widzieć tylko przez krótką chwilę. To samo zresztą dotyczyło blizn na jego twarzy, chociaż te było trochę trudniej ukryć tak, żeby nie było widać żadnej z nich. Zresztą, niektóre zakrywały też jego włosy, które, cóż, też nie miały koloru należącego do tych, które widziało się u przeciętnej osoby. O wszystkich jego bliznach wiedziało jeszcze mniej osób, niż o jego oczach, a przynajmniej tak mu się wydawało.
         – A szkoda, bo mnie zaciekawiłaś… Czyli opowiesz mi o tym innego wieczoru? Będę czekał – odpowiedział jej. Powiedziała o tym niewiele, ale już same słowa „groźny” i „zdesperowany” podpowiadały mu, że rozwinięcie tematu rzeczywiście mogłoby okazać się ciekawe i dzięki temu mógłby też dowiedzieć się czegoś więcej na temat samych Przyjaciół. Może i ta wiedza nie była czymś, co musiał mieć, jednak zawsze lepiej byłoby być przygotowanym na sytuację, w której stanąłby na drodze takiego „zdesperowanego Przyjaciela”, nawet jeżeli szansa na to mogła być niewielka. Nie miał zamiaru też drążyć dalej, liczył na to, że elfka dotrzyma słowa i rzeczywiście opowie mu o tym, ale innym razem.

Pojawiła się też kolejna rzecz, która przykuła jego uwagę, było to pytanie, które zadała mu Skowronek. Odpowiedział, ale spoglądał na nią, bo chciał usłyszeć, dlaczego zapytała go o to właśnie teraz.
         – Mówisz? Osobiście nie przepadam za takimi używkami… Nie piętnuję osób, które to zażywają, ale sam staram się tego nie robić – powiedział do niej. Może zabrzmiało to trochę poważniej, niż mu się wydawało, ale taka była prawda. Bez różnicy czy narkotyk wyostrzał zmysły, czy je przytępiał, według niego było to sztuczne i tylko tymczasowe wzmocnienie, które mogło skutkować uzależnieniem, jeśli ktoś przyzwyczajał się do efektów używki i chciał być pod jej wpływem jak najczęściej. On sam nie narzekał na to, jakie są jego zmysły i zdawał sobie sprawę z tego, że te najważniejsze działają ponadprzeciętnie.
Gdy podała mu pudełeczko i tłumaczyła działanie substancji, słuchał jej, jednak jednocześnie przyglądał się też badawczo niewielkiemu pojemnikowi. Później przyjrzał się jego zawartości, gdy został otworzony. Zapach substancji niewiele pomagał, bo był słodki, a przez to jemu samemu wydawał się mdły. W końcu westchnął tuż przed tym, jak postanowił się odezwać.
         – Zrobię to tylko raz. Pierwszy i liczę na to, że ostatni raz – odezwał się, przy tym patrzył towarzyszce prosto w oczy. Mimo że jego spojrzenie standardowo było neutralne, to w tym słowach i tak dało się wyczuć solidne postanowienie i coś, czego miał zamiar się trzymać. Może na jego decyzję wpłynęła też sama Skowronek, sama jej obecność i to, że zachęciła go do tego, żeby rzeczywiście spróbował. Po chwili wahania się, w końcu podjął decyzję i zamoczył palec w tym, co wypełniało pudełeczko, a później wtarł w dziąsło substancję, która utrzymała się na jego palcu po tym, jak go wyciągnął.

Poczuł w ustach słodki smak, a później poczuł nieodpartą chęć odchylenia się i ułożenia na kanapie, w tym czasie jego źrenice rozszerzyły się też, a narkotyk zaczął działać. Pierwsze odczucia były… dziwne. Nie lubił tracić kontroli nad swoim ciałem, a właśnie to się teraz działo, przynajmniej częściowo. Boski Zmysł rzeczywiście wyostrzał zmysły, chociaż gdy Samiel spojrzał w górę, najpierw miał wrażenie, że obraz rejestrowany przez jego oczy jest niezwykle wyraźny – jeszcze bardziej niż normalnie – a także przybliża się, gdy tylko udaje mu się skupić właśnie na tym. Wyraźnie widział to, co znajdowało się nad nim, chciał też spojrzeć na Skowronka, zobaczył, jak będzie widział ją, jednak nie mógł tego zrobić. Zaczął mieć wrażenie, że opuszcza swoje ciało i zaczyna się unosić – w tym samym czasie, gdy niemalże leżał na kanapie, mięśnie całego jego ciała napięły się, co dało się zauważyć, mimo tego, że był ubrany. Wzrok cały czas miał utkwiony w górze, jakby mógł przeszyć nim sufit, dach budynku i piętra pomiędzy nimi, aby spojrzeć na coś, co znajduje się gdzieś na niebie. Próbował zapanować nad tym chociaż trochę, „wrócić” do ciała, ale odniósł kompletną porażkę, więc w końcu przestał z tym walczyć i unosił się wyżej, wyżej i wyżej…

Podniósł się nagle do pozycji siedzącej, gdy tylko substancja przestała działać i wrócił do swojego ciała. Jego źrenice wróciły do normalności, a on, zanim się odezwał, rozejrzał się wokół.
         – Widziałem Prasmoka – powiedział do niej, chociaż im mniej narkotyku zostawało w jego ciele, im bardziej „trzeźwy” był, tym bardziej wiedział, że było to tylko wizja, którą podsunął mu jego umysł. Wyraźna, wydająca się rzeczywistością, ale jedynie wytwór jego wyobraźni będącej pod wpływem Boskiego Zmysłu.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 233
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek wzruszyła lekko ramionami, gapiąc się przed siebie i kręcąc swoim kielichem z winem, jakby coś stało jej w gardle i nie mogła się napić. Albo jakby to jakaś nachalna myśl nie pozwalała jej spokojnie delektować się trunkiem. Jednak nic z tych rzeczy - po prostu jeszcze chwilę się zastanawiała czy jednak nie powiedzieć Samielowi w czym rzecz. W końcu jednak obstała w swoim postanowieniu.
        - Tak, na pewno ci o tym opowiem nim weźmiemy się za robotę - obiecała. - Taka wiedza ci się przyda, a ja nie jestem już zobowiązana do dotrzymywania żadnych tajemnic… Już nikt nie będzie ode mnie egzekwował dyskrecji - dodała twardo, jakby chciała podkreślić swoją niezależność i oderwanie od struktur organizacji, która kiedyś była całym jej światem… Tyle, że nie było tak wcale przez to, że ona poza nimi świata nie widziała - zmusili ją do tego, nie dali wyboru, by mogła w którymkolwiek momencie powiedzieć “pas”. Jesteś z nami… Albo w ogóle cię nie ma.
        Ciekawe jak na te rewelacje zareaguje Samiel? Co pomyśli o mistrzach i szeregowych Przyjaciołach? Co pomyśli o niej? Uzna to za dobry pomysł, oznakę słabości, tchórzostwa, nieudolności? Bądź co bądź Przywiązanie było jednak zabójczo (dosłownie i w przenośni) skuteczne. Szkoda, że dni jego stosowania były już policzone… ”Nie… Wcale nie szkoda”, uznała elfka.

        Koniec jednak wspominek, koniec rozważań “a co jeśli”. Machina już była w ruchu, zatrzymanie jej byłoby głupotą i przede wszystkim czymś, czego elfka zdecydowanie sobie nie życzyła. Chciała zemsty. Chciała załatwić tych, którzy wciągnęli ją w to bagno i później tak łatwo odrzucili przy pierwszej lepszej okazji, gdy powinęła jej się noga. Zobaczą jak to jest zadrzeć z nieodpowiednią osobą… Za parę dni. Teraz Skowronek miała chwilę, by nie planować i nie knuć tylko dobrze się bawić w miłym towarzystwie… Choć dawało jej się, że Samiel miał trochę inną definicję dobrej zabawy i niespecjalnie podobała mu się wizja narkotyzowania się. Starała się użyć całego swojego uroku osobistego, by jednak go do tego przekonać. Wiedziała jak to jest i wiedziała, że mu się to spodoba, musi tylko porzucić uprzedzenia i dać temu szanse. Tym bardziej, że nie zamierzała dać mu niczego, co silnie uzależnia - po jednym razie na pewno nie wpadnie w szpony nałogu, a może spędzi parę przyjemnych chwil. Ona bardzo lubiła efekt Zmysłu Boga.
        - Nie wzdychaj tak - skarciła go lekko Skowronek. - Nie trzymam ci noża przy gardle, byś to zrobił, tylko zachęcam. Nic ci nie grozi, gdy raz spróbujesz, słowo honoru. A ja zawsze dotrzymuję słowa - dodała znacząco.
        - To się nazywa podejście - oświadczyła z satysfakcją, gdy Samiel w końcu oświadczył, że spróbuje. Nie wróżyła mu, że to nie będzie jego ostatni raz, bo może faktycznie nie porwie go to i nigdy tego nie powtórzy, ale przynajmniej nie będzie, że nie spróbował. Mimo wszystko liczyła, że chociaż tę jednorazową przygodę będzie mile wspominał.
        Gdy zabójca zażył już proszek, elfka zabrała pudełeczko, zamknęła je i odłożyła na stolik, a później już tylko siedziała i obserwowała swojego towarzysza, by w razie czego służyć mu pomocą. Była co prawda w stanie poręczyć głową, że nie dostali żadnego świństwa i towar był wręcz doskonały, jednak zawsze istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że Samiel będzie uczulony na jakąś substancję albo pod wpływem wizji zacznie szaleć - skoro to było jego pierwszy raz… Na początku jednak zareagował dobrze - ułożył się wygodnie, a jego ciało dobrze reagowało na Zmysł Boga. Skowronek dostrzegła jego rozszerzone źrenice, zmianę w napięciu mięśni, w oddechu. Z czasem zaczęła się jednak niepokoić - jego bezruch wydawał jej się trochę nienaturalny. Nie przeszkadzała jednak - wiedziała, że mogłaby go wystraszyć, gdyby wizja, której doświadczał, była zbyt intensywna. Nie, na razie zachowywała spokój, nie spuszczała z niego oka i powoli sączyła wino.
        Gwałtowny powrót do rzeczywistości Samiela sprawił, że Skowronek lekko się wzdrygnęła. W mgnieniu oka odstawiła kieliszek i przesunęła się do niego, wyciągając ręce, jakby miała go łapać. Zaraz jednak położyła dłonie spokojnie na udach. Lekko się uśmiechnęła, słysząc rewelację o Prasmoku.
        - Mam nadzieję, że pozdrowiłeś go ode mnie? - upewniła się w żartach, po czym oparła łokieć na zagłówku kanapy i wsparła skroń na dłoni, tajemniczo się uśmiechając. - Jak było? Podobało ci się? Nadal jesteś zdania, że to był twój ostatni raz?
        Ostatnie pytanie nie zostało zadane z bezczelną pewnością siebie tylko tak, jak lekarz pytał o samopoczucie pacjenta. Naprawdę nie zamierzała go do niczego zmuszać ani przekonywać, byli dorośli, każde wybierało swój ulubiony rodzaj rozrywki.
        - To teraz ja - oświadczyła, sięgając po pudełeczko. - Spokojnie, ja to już robiłam, więc nie musisz się o mnie bać, dobrze to znoszę. Więc gdybyś miał ochotę na powtórkę, nie musisz czekać aż wrócę - wyjaśniła, po czym śmiało zanurzyła palec w proszku, a później wtarła go w dziąsło. Nim poczuła kopnięcie specyfiku, zdołała wygodnie umościć się na kanapie. Ona nie patrzyła w górę, a przed siebie. Podziwiała barwy, które znikąd przesączyły się do jej rzeczywistości - takie, których nie umiała nazwać. Zatopiła się w wyjątkowych dźwiękach, w świecie, który wydawał się o tyle stopni doskonalszy niż ten, w którym żyła. Taki, gdzie wszystko było… “bardziej”. I gdzie własne potrzeby również ulegały weryfikacji. Jej emocje zeszły na dalszy plan, była przekonana, że jest tylko nadnaturalny bytem, który obserwuje wszystko z góry, że jej wola wystarczył by zmienić ten świat, tylko po prostu jeszcze nie miała kaprysu, by z tego skorzystać…
        Samiel patrząc na elfkę mógł zobaczyć, że ta była doskonale rozluźniona - w pewnym momencie głowa opadła jej do tyłu, lekko w bok, a ręce trzymała zwieszone po bokach ciała, zupełnie bezwładnie. Od czasu do czasu leniwie mrugała, cały czas głęboko oddychała, usta miała delikatnie rozchylone. Trwała tak przez kilka minut, a później poruszyła się jak osoba, która budzi się z głębokiego, przyjemnego snu. Przeciągnęła się kusząco.
        - Ja Prasmoka już nie zastałam - oświadczyła z lekkim żalem w głosie. - Ale i tak wycieczka była udana - podsumowała, upijając łyk wina ze swojego kieliszka. Chciała dolać sobie i Samielowi, ale wtedy spostrzegła, że na dnie zostało jedynie kilka kropel, po łyku dla każdego. Spojrzała pytająco na swojego towarzysza.
        - Zamawiamy kolejną butelkę czy uznajemy to za znak, że pora się zbierać? - upewniła się. Nie zdziwiłoby jej, gdyby Samiel chciał udać się już do siebie. Dość rewelacji już usłyszał, może pora odpocząć i poukładać sobie wszystko w głowie.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 276
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Całe przeżycie było dla niego dziwne. Widział coś, czego tak naprawdę nie było, a co jedynie podsuwała mu jego wyobraźnia wzmocniona narkotykiem. Nie wiedział za to, jak wyglądało to z perspektywy Skowronka, która przez chwilę pełniła rolę osoby pilnującej go. Zresztą, nie był pewien, czy na pewno chciałby to wiedzieć, więc chyba jej o to nie zapyta. Przynajmniej teraz tego nie planował. Nie był pewien, czy jego ciało było spięte, czy może rozluźniły się wszystkie jego mięśnie, a ciało poddało się błogiemu działaniu narkotyku. Nie mógł wyczuć tego po tym, jak wrócił do rzeczywistości, a Boski Zmysł przestał na niego działać – w tym czasie czuł się… normalnie, odczuwał swe ciało, mięśnie i ich napięcie tak jak zawsze. To mogło być dziwne, tak widzieć go przygotowanego do działania w każdej chwili, jednak dla niego było to coś zwyczajnego i coś, co w ogóle mu nie przeszkadzało. Żył z tym już bardzo długo i uważał za coś dobrego, coś, co jest dla niego rzeczą przydatną.
         – Wydaje mi się, że tak – odparł. Nie był tego pewien, do rozpoznania tego wystarczyły jedynie słowa, które padły z jego ust, mimo że wypowiedziane głosem, od którego wszelakie emocje były odgrodzone murem. Właściwie, jak tak się teraz zastanowił, nie pamiętał, o czym rozmawiał z „Prasmokiem”. Miał jakieś przebłyski, jednak pamięć o zdecydowanej większości tej rozmowy przepadła razem z działaniem substancji, którą zażył.
         – Było dziwnie – podsumował krótko swoje wrażenia, jednak chciał powiedzieć coś jeszcze. Może zwyczajnie rozwinąć te dwa słowa, co byłoby raczej wskazane, chociaż krótkim, zwięzłym zdaniem również da się przecież podsumować własne wrażenia z danej sytuacji.
         – Czułem się, jakbym odbywał coś w rodzaju podróży astralnej, ale dziejącej się w świecie materialnym. Tyle, że nie miałem żadnej kontroli nad swoim ciałem i ruchami… Unosiłem się i unosiłem, najpierw nad budynek, w którym się znajdujemy, a później jeszcze wyżej, aż nawet gwiazdy i księżyc znalazły się gdzieś daleko w dole. Później był Prasmok, wiem, że rozmawiałem z nim o czymś, ale nie pamiętam o czym. Na koniec nagle znalazłem się w swoim ciele, zupełnie jakby je i tego unoszącego się „mnie” łączyła jakaś lina, za którą ktoś bardzo mocno pociągnął – rozwinął swoje myśli. To mogło też tłumaczyć jego reakcję na wybudzenie się z „podróży”, którą odbył, gdy był pod wpływem proszku.
         – Mhm, zdecydowanie nie będzie więcej „razów”. Znaczy… to było ciekawe przeżycie, nie powiem, że nie, jednak nie lubię nie mieć kontroli nad swoim ciałem – dodał jeszcze. Kontrola nad sobą – w każdym aspekcie – była dla niego dość ważna, co zresztą dało się zauważyć. Panował nad swymi emocjami, głosem, a także nad ciałem, chociaż nie miał też pełnej kontroli nad tym ostatnim, bo przecież niektóre rzeczy są niezależne i nie da się ich pilnować przez cały czas. Co więcej, czasami udawało mu się nawet uzyskiwać kontrolę nad zmianą stanu własnego ciała – niestety, była to jedna z wad bycia przemienionym, ta losowa zmiana z ciała materialnego na półeteryczne i z powrotem. Wiedział, że taka rzecz jest naprawdę trudna do osiągnięcia, dlatego był nawet zadowolony z tego, że po tylu latach udało mu się tego dokonać, choć jedynie w pewnym stopniu. Wątpił w to, żeby kiedyś – za wiele, wiele lat – dotarł do tego, że w pełni będzie kontrolował te przemiany. To było niemożliwe, czuł to, lecz także nie spotkał na swej drodze kogoś, kto posiadałby taką umiejętność, a to tylko utwierdzało go w tym, co myślał na ten temat.
Skinął tylko głową, gdy elfka oznajmiła, że teraz jej kolej. Co prawda, nie miał zamiaru jej pilnować – skoro powiedziała mu, że nie musi to wiedział, że naprawdę nie ma takiej potrzeby – ale i tak chciał zobaczyć, jak jej ciało zareaguje na ten narkotyk. Wiedział, że wcześniej już z nim obcowała, więc może właśnie przez to jej przeżycia będą inne. Wyglądała na rozluźnioną, tak przez cały czas, w którym działał na nią proszek. Jej wybudzenie też wyglądało inaczej – jakby po prostu obudziła się ze snu. Przyjemnego snu. Nie, jakby ktoś siłą ściągnął ją z powrotem do ciała. Rzucił jej też szybkie spojrzenie, gdy się przeciągnęła.
         – Chcesz mi o tym opowiedzieć? - zapytał. Można było powiedzieć, że ciekawiło go, jak przebiegło to u niej. Gdzie była i co widziała, jakie odczucia wywołały u niej skutki działania narkotyku.

Zastanowił się nad jej pytaniem. Łatwiej byłoby odpowiedzieć, gdyby wiedział, jaką porę dnia – a może nocy właśnie – mają, chociaż po chwili i tak wiedział już, co chciałby powiedzieć.
         – Myślę, że nie byłoby nic złego w tym, żebyśmy stąd poszli – odezwał się w końcu. Nie czuł się zmęczony, przynajmniej jeszcze nie, jednak może przydałoby im się trochę odpocząć. Jutro, w końcu, mieli odbyć lekcje tańca, które zaproponowała wcześniej Skowronek. Co prawda, umówili się na wieczór, jednak elfka wiele rzeczy z tym związanych trzymała przed nim w tajemnicy. Niby trochę mu się to nie podobało, ale, z drugiej strony, przecież nie musiał wszystkiego wiedzieć. Nie byłoby ciekawie, gdyby wiedział.
         – Chcesz, żebyśmy od razu rozeszli się, czy może chcesz udać się jeszcze gdzieś indziej? - zapytał. Podejrzewał, że gdy tylko wyjdą na zewnątrz, nocne i zimne powietrze ożywi ich nieco i przegna zmęczenie, które mogłoby się pojawić. Nie miał też niczego przeciwko temu, żeby trochę przedłużyli ten wieczór, nawet jeśli byłby to jedynie krótki spacer, ale też nie miał zamiaru sprzeciwiać się lub nalegać na to, gdyby Skowronek otwarcie stwierdziła, że woli wracać i że spotkają się jutro. Zostawał też jeszcze jeden problem… Nie był do końca pewien, jak powinien się z nią pożegnać. Jedynie słowami? Czy może powinien zdecydować się też na jakiś gest czy ruch? Przypomniało mu się, jak pożegnała ostatnim razem, ale to wydawało mu się wtedy nieco dziwne i może nawet teraz także.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 233
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek słuchała relacji Samiela z uwagą, ale bez emocji. Gdyby próbowała go wykpić byłaby idiotką zaś emocjonowanie się nie wchodził w grę – nie, gdy miało się już tak duże doświadczenie z tego typu specyfikami. Interesowało ją co widział, ale tak, jak żona interesuje się tym jak minął dzień mężowi.
        - Jasna sprawa – zgodziła się na zastrzeżenie, że to był pierwszy i ostatni raz. – Jak może wspomniałam, nie będę cię wciągać w jakiś nałóg. Spróbowałeś, nie porwało cię, więc spokój.
        I choć była Przyjaciółka lubiła się droczyć, tym razem była poważna – narkotyki nigdy nie były dla niej tematem żartów. Czasami może dosypała coś komuś do drinka dla zabawy, ale nikogo nie wpędziłaby w uzależnienie. Z tego też powodu brali teraz Zmysł Boga – nim nie można było się uzależnić po jednym razie.

        Po powrocie – będąc nadal częściowo pod wpływem narkotyku – Skowronek nie od razu wróciła do swojego typowego sposobu myślenia, była trochę rozespana, trochę rozmarzona i bardzo zrelaksowana. W przeciwnym razie na pewno zaraz zwróciłaby uwagę czy Samiel na nią patrzył, zarówno gdy odpłynęła, jak i wtedy, gdy się przeciągała – a może szczególnie wtedy. Nie powstrzymałaby się od zaczepnego komentarza albo chociaż spojrzenia, które sugerowałoby, że „ona wie”. Można więc powiedzieć, że zabójca miał szczęście – przez chwilę nie musiał przejmować się jej zaczepkami. Dopiero jego pytanie o wizję sprawiło, że elfka spojrzała na niego, jakby chciała się droczyć. Natychmiast odpuściła.
        - Ja widzę głównie kolory – zaczęła. – Wiesz, takie intensywne, których normalnie nie ma i nawet w miejscach, których nie ma. Jakbym widziała coś, co nie istnieje. I słyszę też takie głosy. Jestem wszędzie i nigdzie, ale nic mnie nigdzie nie ciągnie ani nie popycha, no bo w końcu jestem wszędzie, już się mnie nie da przesunąć. I mam takie… wrażenie potęgi. Chyba właśnie tak czuje się bóg – wiem, że mogę wszystko, ale mam na to wylane, bo nic mi nie trzeba, ja już wszystko mam.
        Skowronek – choć jej wizja niejednego pozostawiłaby pod ogromnym wrażeniem – opowiadała z lekkością i swobodą jakby chodziło o spacer w pogodny dzień, na którym spotkało się ślicznego pieska albo koleżankę z lat dziecięcych. Naprawdę, nic wielkiego – przez moment tylko wydawało jej się, że może wszystko, ale to drobiazg, każdemu się zdarza.

        - Też tak myślę – zgodziła się, gdy Samiel wybrał opuszczenie lokalu. Z tacy z przekąskami zgarnęła ostatnie dwa winogrona, no bo szkoda zostawiać, po czym wstała i zaczęła się ubierać do wyjściach.
        - Przyjemnie się siedziało, ale noc krótka, a my już nie młodzi – zażartowała, no bo przecież ich wiek metrykalny nie miał w ich przypadku nic wspólnego z tym fizjologicznym, nadal więc mieli energię dwudziestoparolatków. – Muszę się wyspać, bo sen to najlepszy makijaż. Nie wypada, by ambasadorowa przyszła na bal z sińcami pod oczami.
        Kolejna blaga. Przede wszystkim Skowronkowi sińce robiły się bardzo rzadko i na pewno nie po jednym wieczorze, gdy położy się troszkę później, a poza tym – i tak chcąc nie chcąc musiała się pomalować. Nawet najpiękniejszej kobiecie nie wypada przyjść bez makijażu na bal.

        Wyszli tą samą drogą co przyszli – przez tylne drzwi dla pracowników. Po drodze Skowronek zerknęła do jakiegoś pokoju, gdzie tylko wsadziła głowę i nie dała Samielowi spojrzeć do środka – jedynie gdyby bardzo chciał, mógłby nad jej głową dojrzeć fragment ciemnej boazerii sięgającej mniej więcej pięciu stóp, a nad nią biel ściany. W zasięgu wzroku nie było żadnego mebla ani osoby, a mimo to elfka do kogoś coś mówiła. Chyba o rachunku. Jednak po wypowiedzeniu zaledwie dwóch zdań wróciła na korytarz i nie czuła się w obowiązku tłumaczyć co to miało znaczyć. Wyprowadziła swojego towarzysza na dwór bez dodatkowych słów, a tam odetchnęła głęboko rześkim zimowym powietrzem, niemal zaraz po tym szczelniej otulając się kurtką. Spojrzała na Samiela, który zapytał o dalsze plany.
        - Jak trafisz stąd sam do karczmy to tu się rozdzielimy – oświadczyła. – Nie będziemy się szlajać, kiedy robota za parę dni, lepiej rozsądnie gospodarować czasem. Zobaczymy się jutro, przyjdę do ciebie wieczorem, mniej więcej o tej samej porze co dzisiaj. Zjedz coś wcześniej, nie będziemy jedli razem, by nie tańczy
z pełnym brzuchem – powiedziała tonem tak lekkim, jakby miał to być żart. Żałowała tej wspólnej kolacji, bo miło spędzało się tak czas z Samielem przy okazji wkurzając jego przyjaciółeczkę, ale faktycznie lepiej by żadne się nie objadało.
        - Najwyżej już po tańcach sobie odbijemy – zaproponowała, po czym nie zastanawiając się nawet specjalnie nad tym co robi podeszła bliżej, wspięła się na palce i opierając się dłońmi na jego piersi pocałowała go w policzek. Dla niej to było naturalne pożegnanie, nie niosło żadnego ładunku emocjonalnego ani zobowiązań. Jeśli Samiel zinterpretuje to inaczej… Sam sobie winien.
        - Do jutra – pożegnała się już definitywnie, po czym puściła mu oko i obróciła się wbijając ręce w kieszenie. Wkrótce zniknęła za rogiem w jednym z kolejnych zaułków.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość