Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 228
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Oczywiście, że Ami się gapiła. I oczywiście, że Skowronek o tym wiedziała, ale udawała, że tego nie dostrzega i zachowuje się “całkowicie naturalnie”. No bo przecież z każdym znajomym witałaby się tak figlarnie, zasłaniając mu oczy i drocząc się z zagadkami… A niech sobie myśli co chce: byłą Przyjaciółkę bardzo to cieszyło.
        - O proszę, jaki domyślny! - ucieszyła się jeszcze, gdy Samiel prawidłowo odgadł jej imię. - A już myślałam, że może cię przechytrzę… Albo że umówiłeś się tu wcześniej z inną i to odkryję - dodała chytrym tonem, oczywiście żartując. Dumnie podeszła do wolnego krzesła i zajęła miejsce, nawet nie patrząc już w stronę baru. Czuła na sobie to gniewne spojrzenie właścicielki lokalu…
        - O, to w sumie nawet lepiej - skomentowała słowa Samiela o kolacji, która dopiero miała nadejść. - Lepiej jeść świeże i prosto z pieca niż już przestygłe.
        ”Choć tak czy siak muszę się chyba liczyć z tym, że ktoś mi napluje do sosu…”, pomyślała, ale bardziej ją to bawiło niż niepokoiło. Wydawało jej się, że nieważne jak bardzo nie lubiłaby jej Ami, nie zniżyłaby się do takiego poziomu zemsty. To był zbyt porządny lokal, by pozwoliła sobie na zepsucie opinii w ten sposób.
        - To co nam zamówiłeś? - zagaiła. - Czekaj, zgadnę… Wnioskując po winie… - Teatralnie upiła łyczek ze swojego kieliszka i niby przez chwilę go smakowała. - Wołowinę. Nie! Dziczyznę - poprawiła się, choć to wszystko były ślepe strzały. Z grubsza wiedziała, że czerwone mięso to czerwone wino, ale nie znała się na niuansach.
        - Och, biedaku - jęknęła jakby naprawdę szczerze żałowała tej podejrzliwości, która została wytknięta Samielowi. - Takie to blaski i cienie naszego fachu, nieprawdaż?
        Skowronek westchnęła dramatycznie i upiła znowu łyk wina ze swojego kieliszka. Spojrzała czujnie na swojego towarzysza, gdy ten wspomniał o pogorszeniu się atmosfery podczas kolacji, gdyby go okłamała. Ewidentnie przez chwilę analizowała jego słowa i myślała o możliwych konsekwencjach. W końcu uśmiechnęła się triumfalnie.
        - Rozumiem - oświadczyła, jakby faktycznie go rozgryzła. - Gdyby moje informacje się nie potwierdziły, wino byłoby zatrute. Ale wiesz, że to by nie pomogło? Nie, nie, nie! - przerwała mu szybko, jeśli próbował coś powiedzieć. - Nie odpowiadaj. Nie poprawiaj mnie. Udawajmy, że mamy przed sobą jakieś tajemnice i nie zdradzajmy wszystkich tajnych technik naszego zawodu. W końcu nie wiadomo kim dla siebie będziemy, gdy to się wszystko skończy - oświadczyła sentencjonalnie i jakby lekko zalotnie, puszczając do Samiela oko. Z jednej strony ostrzegała, z drugiej kusiła. Nie spodziewała się, by ich stosunki miały się polepszyć, bo byli profesjonalistami i nawet jeśli dobrze im się będzie pracowało, będzie to tylko praca. Nie mogli przenieść tego na żaden inny poziom. Nie i już. Tego wymagał od nich profesjonalizm. Nieważne jak bardzo by kusiło, by złamać zasady gry.
        - Wiesz, też nie byłam względem ciebie dłużna - przyznała szczerze. - I też nie mam podstaw, by czegokolwiek ci dosypywać. I nie udawaj zdziwionego: dobrze wiesz, że przyjęcie zlecenia sprzecznego z tym, które już mamy, jest najlepszą przykrywką. Przezorny ubezpieczony - dodała, salutując mu kieliszkiem.
        - O, sugerujesz, że chcesz spędzić ze mną całą noc? - zapytała zaczepnie i z wyraźnym zadowoleniem. - Teraz już na pewno nie odmówię. W nocy jestem sobą i mogę robić co mi się podoba. A perspektywa spędzenia jej z tobą podoba mi się bardzo… Ale nie tu - oświadczyła stanowczo. I jakby dla uargumentowania swojego sprzeciwu, spojrzała na kelnerkę, która przyniosła dla nich jedzenie. Jej spojrzenie nie było nieprzychylne ani wrogie, wręcz przeciwnie, jakby cieszyła się na ucztę, która ją za chwilę czeka, ale Samiel na pewno pojął, że elfka wolałaby spędzić resztę nocy na bardziej neutralnym gruncie.
        - Dziękuję - mruknęła, gdy stanął przed nią talerz z pieczenią i warzywami. Spojrzała na danie z uznaniem i w pierwszej chwili obróciła talerz w jedną i w drugą stronę, jakby podziwiała dzieło sztuki z różnych stron. Później zaciągnęła się upojnym zapachem i z zaangażowaniem sięgnęła po sztućce.
        - Na pewno mamy jeszcze sporo tematów do omówienia - oświadczyła, krojąc sobie kawałek pieczeni. - Oczywiście w kwestiach współpracy. Prywatnie to co innego. Ale teraz lepiej skupić się właśnie na tym drugim. Smacznego, Samielu.
        I to powiedziawszy elfka wzięła do ust pierwszy kęs kolacji. Nie zamierzała mówić tego na głos, ale posiłki jedzone ze srebrnowłosym zabójcą były pierwszymi porządnymi daniami, które miała w ustach od tygodni. Cóż, udając sierotkę mieszkającą w klasztorze musiała też jeść jak sierotka mieszkająca w klasztorze. Oczywiście mogłaby kupić sobie coś na mieście, ale nie mogła sobie pozwalać na to zbyt często i nie mogła też mimo wszystko przesadzać. Znała ceny takich potraw: gdyby w swojej dziennej kreacji zamówiła taką pieczeń, nikt by jej tego nie sprzedał albo kazał zapłacić sobie z góry, bo danie kosztowało tyle, ile przeciętna szwaczka zarabiała przez tydzień.
        - Naprawdę dobrze tu karmią - wyraziła swoje uznanie. - Nie dziwię się, że tu się zatrzymujesz. Muszę zapamiętać to miejsce na przyszłość. - ”Chociaż…”, zawahała się w myślach, zerkając w stronę baru, gdzie krzątała się właścicielka. Nie, chyba lepiej zapamiętać to miejsce po to, aby tu przypadkiem nie przyjść, bo to jak proszenie się o kłopoty.
        - Co powiesz na romantyczny spacer? - zagadnęła Samiela. - Czy… Może masz ochotę iść w jakieś konkretne miejsce? Mogłabym ci pokazać kilka ciekawych lokali… - zaproponowała.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 269
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Uśmiechnął się lekko, gdy usłyszał słowa elfki. Na dzisiejszy wieczór umówił się przecież z nią, więc po co miałby spędzać wcześniejszą porę dnia z inną kobietą i to tak, żeby spotkanie z nią zakończyć tuż przed tym, jak miałoby rozpocząć się kolejne. Znaczy… może i dałby radę coś takiego zrobić, ale nie dość, że nie chciał, to na pewno jedno – to wcześniejsze – odbywałoby się w zupełnie innym miejscu. Akurat to nie było ważne i było tylko rzeczą, o której może zaczął myśleć trochę więcej, niż powinien, bo przecież zaczął się wieczór, którego nie spędzał samotnie – to oznaczało, że nie mógł pogrążać się w myślach na długi czas. Mógłby jej też coś odpowiedzieć, może nawet coś z tego, o czym przed chwilą myślał, jednak tego nie zrobił.
         – Tak, to prawda, więc rzeczywiście lepiej, że zjawiłaś się wcześniej – zgodził się z nią. Słuchał też, jak próbuje odgadnąć, co zamówił im do jedzenia i kręcił przecząco głową za każdym razem, gdy wymieniała jakiś rodzaj mięsa. Nie trafiła za każdym razem, a Samiel nie był pewien, czy robiła to specjalnie, czy rzeczywiście źle zgadywała.
         – Sarnina, pieczona. Z sosem i warzywami – udzielił jej odpowiedzi. Może mógłby chcieć utrzymać to jako niespodziankę i może nawet ciekawie byłoby słuchać i obserwować, jak Skowronek próbuje odgadnąć rodzaj mięsa już po tym, jak zjadła pierwszy jego kęs. Tylko, że on postanowił, że nie będzie trzymał jej w niepewności i od razu powiedział jej, co niedługo będą jedli.
         – U mnie to może być też kwestia wieku – dopowiedział jeszcze. Nie dziwił się przecież, że ktoś uważa go za osobę z problemami z zaufaniem, bo podświadomie wiedział, że ma takie problemy, chociaż nie zawsze zdarzało się, że się do nich przyznawał.
         – Nie jestem pewien, czy wspomniałem ci, ile rzeczywiście mam lat – powiedział, chociaż trochę ciszej niż wcześniejsze słowa. Z jednej strony nie była to jego największa tajemnica, jednak swojego prawdziwego wieku nie zdradzał też przecież każdemu, z kim rozmawiał. Zresztą, niektóre osoby mogłyby też domyślać się, że w jego przypadku proces starzenia się zachodzi zupełnie inaczej – a właściwie, w ogóle coś takiego nie występowało – i wtedy, gdy ktoś to dostrzeże i zacznie o tym myśleć, zaczyna też zadawać mu pytania. Przeważnie ta osoba musi przebywać też w jego towarzystwie dłuższy czas albo regularnie się z nim widywać, chociaż wtedy jednocześnie ktoś taki zdąży już zdobyć tyle zaufania Samiela, że gdy zadaje mu pytania na temat jego wieku, tego, że się nie starzeje i tak dalej, to przeważnie zyskuje odpowiedź zgodną z prawdą.
         – Bez przesady, nie próbowałbym cię zabić – odpowiedział jej, zanim wspomniała, żeby tego nie robił. Gdyby miał zabić innych za kłamstwa, które mu powiedzieli, to na jego koncie znalazłoby się o wiele więcej ofiar, niż jest tam aktualnie. Nie, żeby to liczył czy coś, chociaż miał dziwne wrażenie, że gdyby spróbował, to na pewno znalazłby kogoś tak bardzo śledzącego jego poczynania, że nie tylko znałby prawdopodobną aktualną liczbę osób, które zabił, ale też stale starałby się to aktualizować o nowe zabójstwa, jeżeli do takich doszło. Oczywiście, podchodziłoby to już pod coś o wiele większego – i może nawet gorszego – niż zwykłe zainteresowanie. Z drugiej strony, niekoniecznie było mu to potrzebne, więc wątpił w to, żeby w najbliższej przyszłości zajmował się szukaniem kogoś takiego.
         – Każdy ma jakieś tajemnice. Jednych można strzec słabiej, innych mocniej, a jeszcze innych tak bardzo, że tylko ty jesteś osobą, która o tym wie – powiedział do niej. Nigdy nie zgodziłby się z osobą, która powiedziałaby mu, że żyją osoby, które nie mają tajemnic. Byłaby to nieprawda, bo zawsze istniało coś, co chciało się ukrywać przed innymi, a ktoś, kto mówiłby, że jest osobą otwartą i nie ma tajemnic przed innymi, zwyczajnie byłby kłamcą.
         – Nie byłaś, ale… nie zrobiłabyś mi tego, prawda? - zapytał i napił się wina, zaczął kaszleć po małym łyku trunku, co trwało krótką chwilę, ale spowodowane było jedynie tym, że wino źle poleciało i znalazło się nie tam, gdzie powinno. Tylko, że przypadek ten dobrze zgrał się z tym, o czym rozmawiali. Gdyby był kimś innym, może specjalnie zacząłby to robić i udawać przy okazji, że zaczyna działać na niego trucizna, która niby znalazłaby się w pitym przez niego winie – ale on był tym, kim był i takie żarciki się go raczej nie trzymały.
         – Pewnie, czemu nie – odpowiedział jej. Nie miał żadnych planów na jutro, więc mógł spędzić noc w dobrym towarzystwie, a później spać trochę dłużej. Nie przeszkadzałoby mu to, nie teraz i nie wtedy, gdy miał z kim ten czas spędzić. Zgodził się z tym, że jeśli mają przebywać ze sobą dłużej niż tylko przy kolacji wieczornej, to nie powinni ograniczać się do tylko jednego miejsca – co prawda, zrobił to tylko zwykłym skinieniem głowy, ale może nie odezwał się, bo zauważył, że kelnerka zmierza w stronę ich stolika. Niosła ze sobą ich kolację.

On również przyglądał się jedzeniu, także poczuł je, gdy zapach dotarł do jego nozdrzy. Sięgnął po sztućce chwilę wcześniej od towarzyszącej mu kobiety, jednak z rozpoczęciem jedzenia poczekał na to, aż ona pierwsza go skosztuje. I nie chodziło tu o to, że mogło być zatrute czy coś – wiedział, że Ami nie dopuściłaby do czegoś takiego, nawet jeśli w grę wchodziło to, że ocaliłaby potencjalną rywalkę, jeśli chodziło o zainteresowanie Samiela. Chciał po prostu zobaczyć i może nawet usłyszeć, jeżeli Skowronek coś powie, jak smakuje jej posiłek.
         – Nie mam nic przeciwko rozmowie o sprawach prywatnych, zawsze to dzięki temu można poznać drugą osobę lepiej, niż zna się ją aktualnie… Smacznego, Skowronku – odpowiedział, użył też tego samego zwrotu, co ona, również włączając tu jej pełne imię, chociaż musiał przyznać, że troszeczkę kusiło go, żeby zamieć je na inny zwrot. Później sam odkroił sobie kawałek pieczeni i zjadł ją.
         – Poza tym, obsługa jest w porządku i łatwo się z nimi dogadać. I jeszcze łóżka, bardzo wygodne – odparł krótko po tym, jak popił pierwszy kęs winem. Nie widział w tym niczego dwuznacznego, zwłaszcza w drugiej części swojej wypowiedzi. Znaczy… wiedział, że można spojrzeć na to również z takiej strony i jeszcze specjalnie zaznaczyć to na głos, ale on nie miał na myśli niczego takiego, po prostu pochwalił jakość wykonania łóżka i to, że dobrze się na nich śpi.
         – Spacer? Jak najbardziej, tylko będziemy musieli zahaczyć o mój pokój, żebym mógł ubrać się trochę cieplej – zgodził się, ale też rzucił czymś w rodzaju propozycji. Bo przecież może Skowronek skorzysta z tego i będzie chciała rzeczywiście sprawdzić, czy może mówił prawdę na temat łóżek, a jeśli nie, to nie chciał też zostawiać jej samej, bo to mogłoby być po prostu źle odebrane. Nocne powietrze było orzeźwiające, jednak zimą noce były zimniejsze od dni, więc lepiej byłoby się ubrać
         – I nie mam też nic przeciwko temu, żebyś pokazała mi te lokale, o których wspomniałaś – dodał, w tym samym czasie odkrajał też kolejny kawałek od swojej porcji pieczeni. Musiał przyznać, że zaczęło ciekawić go, gdzie też mogłaby zabrać go elfka.

W czasie całej kolacji zdarzało im się rozmawiać na różne tematu lub tego nie robić, rozkoszując się wtedy smakiem mięsa w sosie i z warzywami, a także samym winem. W końcu jednak na ich talerzach nie pozostało już nic, co mogliby zjeść.
         – Myślę, że możemy przejść do kolejnej części wieczora – zaproponował, chociaż nie sprzeciwiałby się też, gdyby Skowronek chciała zostać jeszcze trochę, może dopić wino, i dopiero później wyjść na zewnątrz.
         – Co do tego, o czym wspomniałem wcześniej? Chcesz poczekać na mnie na dole, czy może towarzyszyć mi w drodze do pokoju i przy okazji go zobaczyć? - zapytał, spojrzał nawet na nią i to dość uważnie, chociaż nie wyglądało też na to, żeby zależało mu na jednej z tych możliwości.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 228
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        - Nie, a ile masz? - zainteresował się żywo, gdy Samiel podsunął temat swojego wieku. Nawet na moment przerwała wtedy jedzenie, choć nadal trzymała w ręce widelec, używając go jak wskaźnika. - Czekaj, pozwolisz, że spróbuję zgadnąć… Znamy się mniej więcej sto lat… A ty już wtedy byłeś sławny, bardzo wręcz sławny. W sumie to teraz się zastanawiam co Mistrzom strzeliło do łba, że chcieli zwerbować samotnego wilka o takiej pozycja, no ale… - Machnęła ręką, dając spokój tej dygresyjce i wracając do rzeczy. - Więc… Co najmniej dwie setki. Wyglądasz na trzydziestkę, a to wcale nie ułatwia, bo nawet nie wiem jakiej ty jesteś rasy. I powiem ci, że chyba nikt nie wie - dodała tajemniczo. - Więc… Czym jesteś, Samielu? I ile masz lat? Nie daj się prosić, tym bardziej, że ty to wszystko o mnie wiesz - ze mnie akurat można czytać jak z otwartej księgi.
        Tu Skowronek miała rację. Była bardzo klasyczną przedstawicielką swojej rasy, miała niebieskie oczy, czarne włosy, smukłą sylwetkę. Jedyne co nie pasowało do elfiego kanonu piękna to jej dość niepozorny wzrost, ale też nie była jakoś dramatycznie niska, przynajmniej w swojej ocenie. Tak… Akurat. Na tyle drobna, by wleźć tam, gdzie inni nie wejdę i na tyle wysoka, by nie uznawano jej za dziecko. A jej wiek Samiel mógł dość dobrze oszacować, jeśli pamiętał ich pierwsze spotkanie. Ona wtedy miała kilkanaście lat i jeszcze uczyła się, by zostać Przyjacielem - na pewno widział, że nie była jeszcze dojrzałą kobietą. A czy dałby jej czternaście czy osiemnaście lat to co za różnica? Gdy już przebiło się setkę takie drobiazgi nie robią specjalnej różnicy. Tak samo ona nie oczekiwała od niego podania dokładnego wieku. Powie, że ma trochę ponad trzy setki i jej to wystarczy. Albo, że ma około 450 lat - też może być. Ale chciała mimo wszystko wiedzieć jaki to rząd wielkości. Może właśnie siedziała przed najstarszym człowiekiem w półświatku, jakiego do tej pory spotkała? Ależ by to go nobilitowało w jej oczach!
        - Pytasz, czy bym cię nie otruła? - upewniła się, gdy przeszli do kolejnych poruszanych tego wieczoru tematów. - Ależ oczywiście, że bym to zrobiła! Ale tylko gdybyś sobie na to zasłużył. I nawet gdybym teraz planowała cię wykończyć, nie zrobiłabym tego ani teraz, ani tu. Wolałabym się jeszcze trochę… Pobawić - wyjaśniła z uśmiechem, który jednak nie wróżył nic dobrego. Roześmiała się, gdy Samiel zakrztusił się krótko winem. - O proszę, ktoś mnie ubiegł! - zawołała dramatycznie, ale tak, by nie zwrócić przy tym na siebie uwagi zbyt wielu osób. Poklepała zaraz swojego towarzysza po ramieniu.
        - Już w porządku? - upewniła się. Gdy uzyskała potwierdzenie uśmiechnęła się blado i zaraz napiła się swojego wina.

        - Sprawiasz wrażenie, jakbyś cały czas trzymał opuszczoną gardę - oświadczyła Skowronek, patrząc mu poważnie w oczy. - Jakbyś nie bał się… Niczego. Tego, że ktoś zwróci się przeciwko tobie, że wykorzysta wiedzę przeciwko tobie. Swobodnie odsłaniasz karty… Jaki jest twój sekret, Samielu? Testujesz mnie czy naprawdę nie masz przede mną niczego do ukrycia? A jeśli tak to czemu? Tak bardzo mi ufasz czy uważasz mnie za tak nieistotnego przeciwnika? - Zawiesiła na moment głos, ale dało się poznać, że to nie było jej ostatnie słowo. - Brak odpowiedzi również będzie dla mnie odpowiedzią.
        Po tym zastrzeżeniu faktycznie zamilkła i spuściwszy wzrok skupiła się na jedzeniu. Samiel mógł mówić tak, jakby nie było świadków. Tak było wygodnie… Bo jej pytanie mogło być niewygodne. Ona utrzymywała przed nim pewne kwestie w sekrecie, nadal niewiele o niej wiedział. A gdyby zapytał, usłyszałby kłamstwo albo proste i bezczelne “nie”. Nie byli przyjaciółmi, byli ledwie współpracownikami, którzy dobrze się dogadywali. I dla obojga lepiej by było, żeby tak pozostało. Czy może to właśnie o to mu chodziło? Może przyjaźń czy sympatia były dla niego pojęciami tak obcymi, że już się w nie nie bawił i przez to mógł rozmawiać tak swobodnie? Ciekawe czy kiedyś miał przyjaciela? Albo ukochaną? Rodziny na pewno nie, nikt w tym zawodzie nie byłby tak szalony. Korciło, by zadać te pytania… Ale były chyba zbyt bezczelne. Może kiedyś.
        - Heh, łóżka wygodne, powiadasz? - podłapała, szczerze rozbawiona tą uwagą. Spojrzała na niego w kuszący sposób, jakby uznała to za zaproszenie, obietnicę. Czy Ami się teraz na nich patrzyła - w zasadzie to nie miało dla niej żadnego znaczenia, sama ta wymiana zdań była wystarczająco satysfakcjonująca. Nieważne, że on nie miał niczego zdrożnego na myśli - ona miała i zamierzała grać tak, jak jej odpowiadało.
        Później elfka już nie komentowała słów Samiela, bo choć dawał jej doskonałe okazje do zaczepek, nie chciała z tego korzystać. Co za dużo to niezdrowo, mogłaby go zrazić. Tym bardziej, że już zauważyła, że był raczej poważną osobą i być może jej zaczepki go bawiły, ale na pewno na krótką metę. To dało się poznać.
        A jednak gdy skończyli kolację, elfka nie mogła się powstrzymać od pewnych komentarzy. Nie, gdy siedzący naprzeciw niej zabójca złożył jej propozycję wręcz nie do odrzucenia.
        - Oczywiście, że pójdę z tobą - zapewniła z entuzjazmem. - Chętnie sprawdzę czy pokoje tutaj są faktycznie z tak wysokiej półki… No i te łóżka - dodała dość sugestywnym tonem. - A będziesz się przebierał przy mnie? - zapytała z uśmiechem. Wstała razem z Samielem od stołu, ale ona nie odeszła z pustymi rękami. Płynnym ruchem zgarnęła niedopitą butelkę wina i dopiero wtedy ujęła zabójcę pod ramię.
        - Prowadź - oświadczyła.
        Wiedziała jak to wyglądało z boku. Para zjadła razem kolację, ona wiecznie się uśmiechała i wdzięczyła, a na koniec z butelką wina idą do niego do pokoju… Oj wszyscy pomyślą sobie co trzeba. A Ami to już na pewno będzie miała w głowie najczarniejsze scenariusze. Oczywiście wiadomo - zależy dla kogo czarne. Skowronek była pewna, że karczmarce się to nie spodoba, ale ona się cieszyła. Nie tylko swoją małą grą… Choć tego to by nie przyznała nawet przed samą sobą.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 269
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Wspomniał o swoim wieku, ale czy na pewno chciał podawać konkretną liczbę albo chociażby pewne ramy, w których mogłaby ukrywać się liczba reprezentująca lata jego życia? Lata jego doświadczeń i lata, w czasie których przemierzał Alaranię? Zdążył o tym pomyśleć, bo Skowronek co prawda od razu podjęła temat, jednak krótko po swoim bezpośrednim pytaniu, sama zaczęła spekulować na temat tego, ileż to on może mieć na karku.
         – Skoro tak ładnie prosisz… - odparł w końcu, chociaż ta krótka odpowiedź poprzedzona była cichym westchnięciem. Może nadal nie był do końca pewien, czy na pewno chce jej o tym mówić. Chociaż, z drugiej strony, nie były to przecież największe tajemnice, jakie ukrywał. Niby wiedza na temat jego wieku, tym bardziej rasy, nie była przeznaczona dla każdego, bo to również leżało w kwestii zaufania danej osobie, jednak może kobietę siedzącą przed nim warto byłoby obdarzyć czymś takim.
         – Mam więcej lat, niż to „co najmniej”, o którym wspomniałaś. Dodaj do tego sto i pięćdziesiąt, wtedy wyjdzie liczba bardzo bliska temu, ile już żyję – odpowiedział, tylko, że wyłącznie na jedno z pytań. Zresztą, nie był to też jego dokładny wiek, przynajmniej nie co do roku, ale było już bardzo, bardzo blisko. W końcu trzysta pięćdziesiąt i trzysta pięćdziesiąt dwa oddziela od siebie zaledwie kilka – dokładniej dwa – lat, a przy takich liczbach nie jest to istoty szczegół.
         – I należę też do jeden z ras długowiecznych, u których proces starzenia się ciała zdaje się zatrzymywać lub przebiegać bardzo powoli… ale nie było tak od samego początku – kontynuował. W ten sposób nie zdradził od razu tego, do jakiej rasy należy, ale rzucił jej pewne podpowiedzi i, jeśli wiedziała co nieco o tym, kogo można spotkać na tym kontynencie, to mogłaby mieć już jakieś podejrzenia. Planował, że jeśli Skowronek rzuci jakąś nazwą rasy, to powie jej, czy się myli, czy może ma rację. Mogłaby też spróbować odczytać jego aurę magiczną, jednak wydawało mu się, że akurat ona nie ma takich umiejętności, w przeciwnym razie już dawno wiedziałaby, do jakiej rasy należy on sam. Trudności z odczytaniem jego aury byłby dużą podpowiedzią lub nawet wystarczyłyby, aby udzielić odpowiedzi poprawnej.

         – Właśnie, wrażenie. Wiem, że może kolejny raz będę coś tłumaczył w ten sposób, ale jak żyje się odpowiednio długo, to można nauczyć się dobrze ukrywać to, że jest się cały czas gotowym do walki o własne życie, że cały czas obserwuje się otoczenie i od razu dostrzega się w nim zmiany, jeżeli jakieś zaszły – odpowiedział jej. Tak właśnie robił, chociaż jakoś nieszczególnie interesował się też tym, jak dobrze mu to wychodzi. Chyba teraz dostał niepotrzebne potwierdzenie, że opanował to bardzo dobrze i, gdy się na niego patrzy, nie widać tego, że… po prostu jest uważny i stara się nie rozpraszać, czasami może nawet za bardzo.
         – Mój sekret? Sam nie jestem pewien. Chyba po prostu doświadczenie życiowe i wiedza związana z tym, do czego ktoś może być zdolny… I pewność co do swoich umiejętności – powiedział, tym razem patrząc się prosto na nią, chociaż przy ostatnim zdaniu uśmiechnął się nawet, jakby rzucił jakimś żartem, który pierwszy raz wypowiadał na głos i nie był pewien, czy jest on zabawny, czy może niekoniecznie.
         – Oczywiście, nie uważam cię za nieistotnego przeciwnika, byłbym głupi, jeśli myślałbym o tobie w ten sposób. Wiem, że gdybyś się postarała, mogłabyś być niebezpieczna nawet dla kogoś takiego, jak ja – dopowiedział, tym razem na jego twarzy również pojawił się uśmiech, może nawet bardziej zauważalny, niż ten poprzedni, a także został tam chwilę dłużej. Mimo tego wyrazu, mówił jak najbardziej poważnie, o czym zresztą mógłby poświadczyć ton jego głosu. Chociaż… nie było to też coś, co powinno brać się za coś pewnego, nie w jego przypadku. Nie w przypadku osoby, która tak bardzo starała się odgrodzić od emocji, że nierzadko sama nie jest już zdolna do okazywania niektórych.
Później już mówił mniej, trochę bardziej skupił się na jedzeniu i dokończeniu kolacji. Czasem odzywał się, owszem, na przykład wtedy, gdy ustalili już to, gdzie pójdą po posiłku. Już na końcu doszło też do tego, że Skowronek otwarcie zgodziła się na to, żeby towarzyszyć mu w drodze do pokoju, gdzie przebierze się, a później w drodze do wyjścia, za którym zresztą i tak czekają na nich wspólne plany.
         – Nie będę się rozbierał, jeśli o to pytasz. Chcę założyć na siebie coś cieplejszego, nie planuję wychodzić na zewnątrz w samej koszuli – odparł, przy okazji wstał też od stołu. Zauważył, że elfka wzięła ze sobą butelkę z niedopitym winem, jednak nie skomentował tego w żaden sposób, czego również dotyczyło to, że złapała go pod ramię. Później, zgodnie z jej słowami zresztą, zaprowadził ją w stronę schodów na górę, a potem do drzwi do pokoju, który zajmował.

Ami oczywiście widziała całą scenę i w środku mogłaby przypominać teraz wnętrze gara z gotującą się zupą lub sosem, tylko że w niej była to nie tylko złość, lecz również narastająca zazdrość, które sprawiały, że coraz częściej wypuszczała – głośno! - powietrze przez swój nosek. Marszcząc brwi, podążała wzrokim za Samielem i Skowronkiem, gdy ta dwójka szła w stronę schodów na piętro. Gdyby wzrok wystarczył do tego, żeby zabić, to właścicielka karczmy na pewno zrobiłaby teraz użytek z tych umiejętności, jednak nie można było mieć pewności, czy ofiarą jej wzburzonych emocji byłaby tylko towarzyszka zabójcy, czy może również i jego spotkałby taki sam los.

Samiel wyciągnął z kieszeni spodni klucz, którym otworzył drzwi. Najpierw przepuścił w nich elfkę, a później wszedł do pomieszczenia sam, oczywiście, drzwi za sobą zamknął. Oczom jej ukazało się duże pomieszczenie, umeblowane standardowo jak na pokój w karczmie, chociaż już na pierwszy rzut oka było widać, że duża szafa, komoda, stół i krzesła przy nim, a także fotel są wykonane na pewno z dębowego drewna, w dodatku dało się też dostrzec, że są zadbane, więc ktoś regularnie musiał sprawdzać ich stan i naprawiać je albo wymieniać na nowe. Szafek nocnych i łoża również to dotyczyło, chociaż to drugie było duże, miało też baldachim, który teraz częściowo był odsłonięty, a także dwie duże poduszki i kilka mniejszych. Łóżko było zaścielone, chociaż na jednym z dolnych rogów – prawym – pierzyna była lekko zawinięta. Okno było jedno, dwuskrzydłowe, ale miało odpowiednią wielkość, żeby za dnia wpuszczać do środka światło słoneczne. Z tego pokoju można było też przejść do mniejszego, które pełniło rolę łazienki i znajdowały się tam wszystkie rzeczy, które powinny znaleźć się na wyposażeniu takiego pomieszczenia.
         – Witam w moich „skromnych”, tymczasowych progach – odezwał się po chwili.
         – Myślę, że i tak spędzimy tu tylko chwilę – dodał. Później od razu sięgnął po kurtkę, o której wspomniał wcześniej, jednak nie zapiął jej jeszcze. Podszedł natomiast do miejsca, w którym leżały jego bronie i złapał za jedną z pochew za sztyletami, którą później przypasał do biodra, prawego. On wiedział, że ten konkretny sztylet to Myrkur, ten sam, który chciał zabrać ze sobą na te Złote Gody, na które chciała zaciągnąć go Skowronek. Odwrócił się w stronę elfki i wzruszył ramionami.
         – Wolę nie wychodzić bez broni – wyjaśnił, trochę ciszej niż normalnie, więc można było nawet uznać, że mówi to bardziej do siebie, a nie do niej.
         – Idziemy? - zapytał w końcu. On był już właściwie gotowy do tego, żeby opuścić budynek i pójść w miejsca, które ona chciała mu pokazać.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 228
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Skowronek uśmiechnęła się jak osoba, która przegrała kolejną rundę w pokera, ale nadal udaje, że jest wszystko w porządku i przy następnym rozdaniu się odegra. Cóż, specjalnie użyła zwrotu „co najmniej” – to powiedział jej kiedyś pewien mądrala, był to przedział „jednostronnie domknięty”. Samiel mógł mieć więc trzysta, pięćset, nawet tysiąc lat. W końcu nie przez całe życie musiał być sławnym zabójcą. Może wcześniej zajmował się czymś prozaicznym, a przebranżowienie nastąpiło, gdy miał już swoje lata? Czcze spekulacje – w środowisku krążyło zbyt mało plotek na jego temat, a i z nim samym nie było okazji, by rozmawiać o tym jak to było kiedyś. Interesy, interesy.
        Po krótkim zadaniu matematycznym była Przyjaciółka dowiedziała się jednak ile lat ma jej rozmówca. Z uznaniem skinęła głową.
        - To ładny wiek – oceniła. – Gdybyś był butelką wina albo koniaku, zabijano by się o ciebie… Choć w sumie teraz nie jest wcale gorzej – dodała, no bo przecież Samiel na pewno nie narzekał na brak zleceń, był symbolem jakości i faktycznie mógł być tym, czym dobry rocznik dla someliera.
        A rasa? Tego tematu nie drążyła. Odniosła wrażenie, że choć jej znajomy zabójca sam zaczął ten temat, wcale nie zamierzał jej się zwierzać – kluczył i dawał tylko cząstkowe odpowiedzi. A jej nie była potrzebna wiedza na temat tego kto go spłodził – czy jest demonem, czarodziejem, smokiem czy innym ustrojstwem. Oczywiście, gdyby czytała aury, już dawno znałaby odpowiedź na to pytanie, jednak ją wychowano bez żadnego kontaktu z magią – tacy zabójcy też byli potrzebni, szczególni gdy celami byli właśnie magowie. Skowronek miała być w ich oczach niepozorna – mogli ją brać za pospolitą złodziejkę, za najemniczkę, ale jej brak zdolności magicznych uśpiłby ich czujność. W swej pysze często byli przekonani, że jako osoby posługujące się magią są lepsi niż ci, którzy polegają tylko na tradycyjnych metodach. Gdy zmieniali zdanie, było już dla nich za późno.
        Elfka nie ukrywała, że kolejny raz użyty w tej rozmowie argument o wieku i doświadczeniu nie przypadł jej do gustu – lekko ściągnęła usta jakby się nadąsała, po czym skupiła wzrok na zawartości swojego talerza. W sumie mogła się spodziewać, że on to powie, jednak… Wolałaby chyba, aby powiedział coś nowego, ciekawego, bo może i był szczery, ale… to było zwyczajnie nudne.
        - Brzmisz momentami jak stary piernik – oświadczyła. – A powiedz „kiedyś to było…” – dodała tonem kąśliwego żartu. Nie drążyła jednak, nie było sensu. W sumie już wcześniej zadała to pytanie tylko po to, aby go trochę szturchnąć i by podtrzymać rozmowę.
        - „Nawet dla kogoś takiego jak ja” – powtórzyła po nim, nawet dość dobrze imitując jego sposób mówienia. Podskoczyła lekko w miejscu, jakby powstrzymywała śmiech. – Nie no, oczywiście nie ujmuję ci, sama wiem, że mogłabym mieć z tobą problem… Ale to kwestia wybrania odpowiedniej techniki – odpowiedziała z tajemniczym uśmiechem. Oczywiście, że nie podeszłaby do niego w otwartej walce. Gdyby miała na Samiela zlecenie… Tak, chyba spróbowałaby najpierw się z nim zaprzyjaźnić, zdobyć jego zaufanie, a późnej wbić mu nóż w plecy. Może wręcz powinien uważać z tym jak blisko siebie ją dopuszcza, ale to tylko przyjacielska rada. „Przyjacielska” – cóż za ironiczny dobór słów zważywszy kto przed nim siedział.

        - Hm, jakoś przeżyję – westchnęła elfka na wieść, że złotooki zabójca nie zamierza się przed nią rozbierać, ale była w tym taka doza teatralności, że w sumie można było uznać, że znowu się z nim droczy. Ona już po prostu tak miała.
        - Całe szczęście miałam okazję nasycić oczy, gdy byliśmy u krawcowej – oświadczyła, puszczając mu oko. Nie spodziewała się, by jej komentarz miał go onieśmielić czy zachęcić, to był za słaby kaliber by wywołał jakieś emocje w tym nad wyraz opanowanym skrytobójcy.
        Za to Ami to co innego. Skowronek wiele robiła tylko po to, by wkurzyć tę karczmarkę – po to na przykład wzięła ze sobą tamtą butelkę wina. Niech pomyśli, że się świetnie bawią, a zamierzają się bawić jeszcze lepiej, gdy już nikt nie będzie patrzył. Ciekawe czy przyleci, by podsłuchiwać pod drzwiami? Wątpiła – musieliby wcześniej narobić z Samielem hałasu, a nie zapowiadało się, by mieli przebywać w jego pokoju tak długo, by mieć ku temu pretekst. Szkoda…

        Elfka nie ukrywała, że pokój zabójcy zrobił na niej wrażenie. Nie by nie znała pojęcia luksusu i zawsze sypiała na stogu siana bądź w klasztorze, ale mogła przecież okazać uznanie. W przeciętnej karczmie przy drodze nikt nie bawił się w zbytki typu foteli czy szafek nocnych – w najlepszym razie dostawało się dwa taborety, z założenia wielofunkcyjne. To nie był pokój, na którego byłoby stać pierwszego lepszego podróżnika, wynajmowano go pewnie raczej kupcom albo podróżującej szlachcie. No i Samielowi, który może nie był ani jednym, ani drugim, ale pieniędzy mu na pewno nie brakowało. I kontaktów też.
        Bez żadnych komentarzy i też bez proszenia o zgodę, Skowronek podeszła do łóżka i korzystając z tego, że było zaścielone, rzuciła się na nie, wcześniej odstawiając butelkę wina na szafkę nocną. Westchnęła, po czym trochę się powierciła. Na koniec podniosła głowę, by spojrzeć prosto na Samiela.
        - No co? – zapytała, jakby w jego oczach widoczna była jakaś pretensja. – Mówiłeś, że wygodne, chciałam się upewnić. Faktycznie można by tu dobrze wypocząć – oceniła z westchnieniem zadowolenia.
        - A ja śpię w klasztornej celi – skomentowała lekko sarkastycznie. Nie by tamte warunki uwłaczały jej godności, bo było ciepło, sucho i czysto, ale nie były to takie luksusy jak w tej karczmie. No i łóżko było pojedyncze, wiadomo…
        Skowronek usiadła na łóżku, zerkając na szykującego się do wyjścia Samiela. Nie skomentowała słowem tego, że zabrał ze sobą broń – w ich profesji to było tak normalne jak noszenie rękawiczek przez arystokrację.
        - A myślisz, że ja nie mam broni? – odpowiedziała pytaniem, gdy usprawiedliwił to uzbrajanie się. Na dowód swoich słów uniosła nogę z obciągniętą stopą i palcami – jak jakaś tancerka na zmysłowym pokazie – i wyciągnęła schowane w bucie małe ostrze. Nie musiała robić tego tak teatralnie, ale… A może akurat Samielowi zrobi się miło z tego powodu.
        - Och, już? – zapytała, jakby była zawiedziona tym, że już mają wyjść. Opuściła nogę i rozejrzała się po pokoju. – Szkoda, w tak ładnym miejscu mogłabym posiedzieć jeszcze chwilę – skomentowała, ale mimo wszystko dziarsko wstała. Obciągnęła kurtkę.
        - Chodźmy – zarządziła. – Jeszcze pewnie będzie okazja, aby posiedzieć razem w luksusowych wnętrzach.
        Po tych słowach upiła jeszcze ze dwa łyki wina prosto z butelki i zaproponowała ją Samielowi, gdyby też miał ochotę zwilżyć wargi przed wyjściem. Jeśli nie przyjął propozycji, po prostu odstawiła trunek tam gdzie stała wcześniej i wyszła razem z nim.
        W zatłoczonej już o tej porze sali głównej nie zabawili długo – była Przyjaciółka sprawnie wyprowadziła swojego towarzysza na zewnątrz, bo mieli przecież zupełnie inne plany na ten wieczór niż wkurzanie Ami tym jak się świetnie bawią w swoim towarzystwie. Odetchnęła, gdy byli już na dworze i rześkie zimowe powietrze uderzyło w ich twarze. Zaraz jednak dotarł do niej chłód – zadrżała i objęła ramiona, ale po chwili się ogarnęła. Mogłaby oczywiście w ten sposób wymusić na Samielu, by ją objął, ale nie zamierzała przeginać. Mimo to ujęła go pod łokieć, jak podczas spaceru za dnia.
        - Mamy kawałek do przejścia, więc możemy sobie tak zwyczajnie poplotkować - oświadczyła. - Więc… Czy w tym mieście jest więcej kobiet, którym złamałeś serce? Jak ta twoja śliczna koleżanka z karczmy? Pamiętasz, że na ten bal wejdziemy głównymi drzwiami i ktoś nas… ciebie może rozpoznać? - poprawiła się. - Nie chciałabym, żeby jakaś dziewka rzuciła ci się na szyję z piskiem.
        Choć temat brzmiał jak najpodlejsza z plotek, elfka zadała pytanie poważnym tonem - nie chodziło o to, by Samiel opowiadał jej o swoich miłosnych podbojach, ale by podzielił się informacjami na temat tego na kogo ewentualnie powinni uważać.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 269
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Jego usta poruszyły się lekko, jednak nie otworzyły się, a przez to wyglądało to tak, jakby chciał się uśmiechnąć – może nawet wyłącznie wargami i to też niekoniecznie tak, żeby było to bardzo widoczne – ale z tego zrezygnował.
         – Czasem się tak czuję – odparł, jak najbardziej szczerze. Może nawet chciał to nieco rozwinąć, powiedzieć, co sprawia, że zdarza mu się czuć, jakby był jakimś zmęczonym życiem starcem, ale tego nie zrobił. Odchrząknął cicho - pewnie, że powie te słowa, o których wspomniała mu Skowronek.
         – Kiedyś to było, teraz to jest inaczej – wypowiedział to głosem nie swoim, a takim, który można by było przypisać do siwowłosego, pomarszczonego i podpierającego się laską lub kijem dziadka, który miał zamiar zacząć narzekać na to, jak to teraźniejszość różni się od przeszłości i oczywiście na to, że w tej przeszłości było lepiej. On oczywiście nie myślał o tym, żeby robić coś takiego. Zamiast tego przez jego twarz przebiegł uśmiech skierowany w stronę elfki, a chwilę później upił trochę wina ze swojego kielicha.
         – Tak… Domyślam się, ale nie chciałem też, żebyś myślała, że lekceważę ciebie i twoje umiejętności – rzucił to w jej stronę, jednocześnie spoglądając też prosto w jej oczy. W jego głosie może i nie dałoby się wyczytać emocji, ale wolał, żeby nie miała wątpliwości co do tego, że rzeczywiście tak myśli. Oczywiście, miał zamiar uważać na nią przez cały czas i mieć na uwadze to, że przy pewnym momencie współpracy może okazać się, że ich stosunki zmienią się na o wiele gorsze, a przez to może nawet będą musieli walczyć, jednak wątpił w to, żeby miała na niego zlecenie, a to wszystko byłoby zaplanowaną akcją, której końcem byłoby pozbycie się go z tego świata.

Przyglądał się elfce, gdy najpierw rozgląda się po pokoju, a później odstawia otwartą butelkę i po prostu rzuca się na łóżko, w którym akurat co noc zdarzało mu się spać. Cóż, wcześniej przecież wspomniał, że łóżka te są wygodne, więc nie miał nic przeciwko temu, żeby Skowronek sprawdziła to na własnym ciele.
         – Przecież nic nie mówię. Nie dziwi mnie, że skorzystałaś z okazji i sama na sobie sprawdziłaś, czy mówiłem prawdę co do tych łóżek, czy może nie – powiedział do niej i nawet wzruszył lekko ramionami. Było widać, że mu to zwyczajnie nie przeszkadza i nie planuje nagle powiedzieć jej, żeby zeszła z łóżka albo, żeby na nim usiadła, zamiast rzucać się na nie i po prostu leżeć sobie przez jakiś czas.
         – Zawsze mogłaś trafić gorzej…? - odparł, chociaż ciężko było powiedzieć, czy jest to stwierdzenie, czy może pytanie. Wydawać by się mogło, że sam Samiel nie miałby problemu z tym, żeby zapłacić za jej pokój w karczmie, gdyby chciała zmienić miejsce, w którym śpi. Przez ten cały czas udało mu się zaoszczędzić naprawdę dużo ruenów, które teraz czekają bezpiecznie w banku, który dodatkowo ma swoje placówki w dużej części miast w środkowej Alaranii. Poza tym, przy sobie nosił też sakiewkę z wieloma ruenami… Ogólnie, nie musiał narzekać na to, że ma mało pieniędzy i było go stać na dużo rzeczy. Ale, ale, sam oczywiście by czegoś takiego nie zaproponował, więc to Skowronek musiałaby wyjść z taką propozycją, on zacząłby udawać, że zastanawia się nad tym, co jej odpowiedzieć i, że rozważa wszystkie „za” i „przeciw”, aby na koniec – raczej – zgodzić się na to. Tylko, że to jednocześnie zniszczyłoby przecież jej przykrywkę, o której zresztą i tak niewiele wiedział, ale skoro była gościem w klasztorze, to na pewno opowiedziała tam jakąś historię, której musiała się teraz trzymać.
Przyglądał się temu, co robiła – w końcu był odwrócony w jej stronę, więc nie było to problemem – i nawet uśmiechnął się, gdy zaprezentowała mu swoją nogę, a później ostrze, które tam schowała.
         – Zdziwiłbym się, gdybyś nie miała przy sobie przynajmniej jednej sztuki – odpowiedział jej z małym opóźnieniem. Nie był to żaden pokaz czy coś, ale nawet jeśli trwało krótko, to miło się to oglądało.
         – Może innym razem – odparł, a przy okazji uśmiechnął się tak, jakby w istocie była to jakaś propozycja skierowana właśnie w jej stronę. Ostatni raz upewnił się, że wszystko, co bierze ze sobą jest tam, gdzie chce żeby było, a później przyjął butelkę z trunkiem i napił się z niej. Odstawił ją na najbliższe miejsce, na którym mogła się zmieścić i wyszedł za nią, na sam koniec – gdy był już na korytarzu – zamknął za sobą drzwi na klucz. Nie chciał, żeby ktoś tam zaglądał, ale jednocześnie był też pewien, że w budynku znajduje się przynajmniej po jednym zapasowym kluczu. Przeszli przez dużą salę i znaleźli się na zewnątrz.

Samiel wciągnął nocne, mroźne i orzeźwiające powietrze, poczuł jak rozchodzi się po jego płucach, a później wypuścił je, chociaż tym razem było ciepłe i stworzyło parę wodną. Już wcześniej pozwolił jej na to, żeby ujęła go pod łokieć, więc teraz też nie protestował, gdy poczuł, że to robi. Spojrzał tylko na swoją rękę i na jej dłoń, a później po prostu przeniósł wzrok na przestrzeń przed sobą.
         – Pewnie – zgodził się krótko, chociaż wiedział, że jeśli pojawią się jakieś pytania z jej strony, to będzie je rozważał i zastanawiał się krótko nad tym, czy chce na to odpowiedzieć zgodnie z prawdą, bardzo ogólnie, może okłamać ją albo zwyczajnie zrezygnować z odpowiadania na pytanie.
         – Nie wydaje mi się – krótka wypowiedź znów opuściła jego usta. Niby powinna wystarczyć, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby dopowiedział coś jeszcze.
         – Myślę, że będą mi się przyglądać i może oglądać się za mną, myśląc sobie jakieś dziwne rzeczy, ale nie spotkamy tam nikogo, kto miałby rzucić mi się na szyję w momencie, w którym mnie rozpozna – dodał jeszcze.
         – Z drugiej strony, zdajesz sobie sprawę z tego, że i tak możemy trafić tam na kogoś, kto mnie rozpozna, prawda? Najpewniej ludzie powiązani z przestępczym półświatkiem tego miasta, ale mam nadzieję, że zachowają dla siebie to, że mnie rozpoznali… chociaż, powiem szczerze, że nie zdziwię się, jeśli ktoś podejdzie do nas i będzie chciał porozmawiać – uprzedził ją jeszcze, ale wydawało mu się, że Skowronek jest tego świadoma. Jeśli miałoby być inaczej, musiałaby nie wiedzieć niczego na temat jego reputacji w przestępczym świecie, a ona akurat o tym wiedziała. Miał nawet wrażenie, że wiedziała dużo.
         – Swoją drogą, ostatecznie, gdzie postanowiłaś mnie zabrać? W jakieś konkretne miejsce czy może czeka nas „romantyczny spacer”? - tym razem to on zadał pytanie, nawet użył określenia, które padło wcześniej, tylko że wtedy to ona wypowiedziała te słowa.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 228
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Samiel chyba nawet nie przypuszczał jak dużą radość sprawi Skowronkowi, poddając się jej sugestii i udając gderającego starca. Elfka nie ukrywała jednak, że ją szczerze rozbawił – zaśmiała się, pięknie i dziewczęco, w sposób, który na pierwszy rzut oka nie pasował do całej jej pozy, ale z drugiej tak pięknie współgrał z tym jak wyglądała za dnia. Więc… które jej oblicze było tym prawdziwym? To jak zachowywała się teraz, prowokując i zaczepiając czy to, jaka była podczas spaceru – kobieca i naturalna? Czyżby Przyjaciele tak bardzo wpłynęli na jej charakter, że maskę nosiła jak swoje oblicze, ale teraz, gdy nie miała z nimi już do czynienia, maska ta zaczęła odpadać i okazało się, że pod nią tkwiła pełna uroku dziewczyna? A może to wcale nie było takie proste i po prostu Skowronek miała różne oblicza, którymi sama grała jak chciała i jej byli towarzysze nie mieli z tym nic wspólnego…
        - Pięknie ci to wyszło – oceniła. – Trochę charakteryzacji i mógłbyś udawać emerytowanego generała. Ale teraz znacznie lepiej pasuje ci rola oficera w czynnej służbie – oświadczyła troszkę zniżając przy tym głos, jakby mówiła komplement albo po prostu ta myśl wyjątkowo przypadła jej do gustu.

        Skowronek sama nie wiedziała na co liczyła, popisując się w ten sposób w pokoju Samiela. Wiedziała, że mniej pewny siebie mężczyzna patrząc na nią zacząłby mieć problem gdzie wzrok podziać, a może nawet zalałby się rumieńcem. To moszczenie się na jego pościeli, a później wyginanie się niby tylko w celu zaprezentowania broni niejednemu wzburzyłoby krew. Ale przecież złotooki zabójca nie był taki jak wszyscy, jego nie dało się tak łatwo sprowokować. Nie był też niewinny, choć może i tak wyglądał, gdy mówił tylko o wygodzie swojego łóżka – jakby nie wiedział co mógłby z nią w tym łóżku robić… Oczywiście wiedział i po prostu był albo tak taktowny, by nie mówić tego na głos, albo jednak nie dało się go tak łatwo sprowokować i jeszcze nie dotarło do niego, że jest przez koleżankę po fachu bardzo nieprofesjonalnie zaczepiany.
        - Oczywiście, że mogłam trafić gorzej – zgodziła się z nim lekko, no bo przecież nie było czego tu roztrząsać. Spała w ciepłej i czystej, choć nie jedwabnej pościeli, a mogła równie dobrze zajmować kąt w jakiejś podłej melinie (ileż to razy dzieliła barłóg z Kasem?) albo nocować pod mostem. Tak, zimą. Cela klasztorna była więc bardzo przyjemną opcją. Skowronek zresztą sama ją sobie wybrała – mogła przecież udawać jakąś baronową i spać w jeszcze lepszych warunkach niż Samiel, ale po co wystawiać się za bardzo na widok publiczny? To był dobry bilans zysków i strat.
        A jednak zabójca nie był wcale aż tak nieczuły na jej zaczepki jak z początku się to wydawało, bo gdy doszło do prezentacji broni przez byłą Przyjaciółkę, on się zauważalnie uśmiechnął. Sukces!
        - O, jaki domyślny – pochwaliła go, gdy sam przyznał, że nie spodziewał się, by była bezbronna. I tak, miała dużo więcej broni przy sobie, jednak nosiła ją tak sprytnie pochowaną, by nawet przy pobieżnym przeszukaniu nic przy niej nie znaleziono. No, może jeden nóż, który nosiła pod kurtką, zostałby znaleziony przez przeszukującego ją ochroniarza, ale to akurat nic, tylko uśpiłoby jego czujność.
        Na zawoalowaną propozycję – „może innym razem” – elfka zareagowała miną zadowolonego kota bawiącego się zdobyczą. Podobało jej się to, czyżby Samiel podjął jej zaczepki? Bo to nie brzmiało wcale jak to „może innym razem”, które oznaczało „nigdy”, a raczej jak prawdziwa obietnica, na przykład „gdy będziemy już po zleceniu”. Czy wtedy spędziłaby z nim więcej czasu w takim pokoju, na takich warunkach, na jakich teraz grała? Może… A może nie. Jej nie było wcale tak łatwo zdobyć, a Samiel choć miał wiele zalet, na razie był jednym z wielu mężczyzn i szanse miał takie same jak wszyscy. A może tak naprawdę elfka sama się oszukiwała…

        Na spacerze zachowywali się jednak tak, jakby łączyły ich bardzo dobre stosunki i Samiel wcale nie był tylko „jednym z wielu”, a prędzej tym, który ma u niej największe szanse. Rozmawiali też całkiem śmiało jak na zwykłych znajomych. I też przez to jak układała się relacja między nimi, Skowronek była przekonana, że choć zabójca z początku odpowiedział jej bardzo szczątkowo i mogłaby się za to na niego obrazić, wiedziała już, że szansa na rozwinięcie tej wypowiedzi graniczy wręcz z pewnością. Nie pomyliła się, a jego dalsza wypowiedź bardzo ją zadowoliła.
        - Liczę się z tym – przytaknęła, gdy Samiel zastrzegł, że choć nie ma tu jakiś bliskich znajomych, i tak może zostać rozpoznany. – Ale spokojnie, nie doceniasz potęgi charakteryzacji. Nikt nie będzie podejrzewał, że ty to ty, nawet biorąc pod uwagę to jak zapadające w pamięć są twoje oczy.
        Skowronek była z siebie trochę dumna – wiedziała, że wybrała dla niego dobre przebranie, coś na tyle prostego i jednocześnie bezczelnego, że nikt nie będzie podejrzewać, że pod tym strojem kryje się niesławny zabójca.
        - Wiesz… oboje ponosimy pewne ryzyko – oświadczyła. – Jednak wybierając tę drogę decydujemy się na najmniejsze z możliwych. Ta posiadłość jest bardzo dobrze chroniona. Tak… bardzo, bardzo dobrze – podkreśliła, żeby nie było wątpliwości. – Choć z zewnątrz tego nie widać, do środka naprawdę nie można się dostać bez miesięcy przygotowań… A ta okazja sprawia, że możemy tam wejść głównymi drzwiami i nie walczyć ze wszystkimi zabezpieczeniami. Nie, by na naszej drodze coś nie zostało. Wiem na pewno, że przyjdzie nam się jeszcze pobawić we włamywaczy, może ty również będziesz musiał skorzystać ze swojego… Uroku osobistego, ale to i tak mniejszy koszt niż przedzieranie się tradycyjną drogą, pod osłoną nocy. Wierz mi, wiem co robię, dokładnie przygotowałam się do tej roboty. Wcześniej co prawda wszystko było wyliczone na jedną osobę, ale z tobą u boku mogę mieć pewność, że wszystko uda nam się przeprowadzić sprawnie i bez komplikacji. Myślałeś już może nad swoim nowym imieniem? – zmieniła trochę temat. – Będą chcieli nas zaanonsować, potrzebujesz imienia. Nazwisko ci wybiorę, bo będzie musiało pasować do historyjki. Może… Dzodzouaszwili? Albo wręcz podwójne, Achalkaci-Dzodzouaszwili, by brzmiało bardziej arystokratycznie. Jakbyś pochodził z dalekiej północy, powiedzmy Durum-Eris. A poznaliśmy się w Maurii.
        Na razie Skowronek na tym poprzestała – niech najpierw Samiel odniesie się do tego, co mu zaprezentowała, a później przejdą do dalszej części historii. Mieli całą noc na opracowanie stosownej historii.
        - Och, ależ w bardzo konkretne miejsce – zapewniła elfka, gdy zabójca zapytał o cel ich spaceru. – Jest za zimno, by wiecznie spacerować. Ale niech to pozostanie niespodzianką. Spokojnie… Będzie pan zadowolony – zapewniła, w komiczny sposób naśladując eravallski akcent.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 269
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Czy był świadom, cóż to za propozycja kryła się w tych jego kilku słowach, w których powiedział elfce prosto z mostu, że jeszcze będą mieli okazję, żeby razem przebywać w tym pokoju? Sam do końca nie był pewien, chociaż na pewno zorientował się po tym, gdy zobaczył jej reakcję na te słowa. W każdym razie, wystarczyła mu właściwie chwila namysłu, a w jego głowie pojawiły się myśli, że może nie miałby nic przeciwko, gdyby ten „inny raz” trwał dłużej, niż ta teraźniejsza wizyta w jego pokoju, a także, gdyby może przebiegła też trochę inaczej. Teraz i tak ułożyli już sobie inne plany na ten wieczór, dlatego mogli iść i je realizować, gdy tylko Samiel ubrał się cieplej i ukrył pod kurtką jedną ze swoich broni. Nie było to nic dziwnego, przynajmniej dla niego i Skowronka, którzy między innymi w tej kwestii rozumieli się i wiedzieli, dlaczego prawie zawsze powinno nosić się przy sobie broń.

Gdy już byli na zewnątrz, a oni przyzwyczaili się do oddychania nocnym, zimnym powietrzem, wzrok Samiela zmienił się nieco. Jego mięśnie nie były napięte, co Skowronek mogła wyczuć przez to, jak szli obok siebie i przez to, że ciągle ujmowała go pod łokieć. Mimo tego, jego wzrok stał się bardziej czujny, a zmysły wyostrzyły się lekko… chociaż na pierwszy rzut oka niekoniecznie było to widoczne – ale i tak, zabójca odwracał wzrok w stronę źródła, gdy tylko do jego uszu dotarł jakiś podejrzany dźwięk. Może i nie wyglądał na kogoś, kogo warto napadać, ale nocą miejscy bandyci i złodzieje mogli odnieść mylne wrażenie i to zwłaszcza, że towarzyszyła mu kobieta – chociaż Skowronek przecież też wyglądała na osobę, która będzie wiedziała, jak się obronić i, dla której śmierć i zabijanie nie było czymś obcym. Nie bał się, nawet nie pamiętał, kiedy ostatnio odczuwał przynajmniej ukłucie strachu, jedynie był czujny i wolał wyprzedzić ewentualne niebezpieczeństwo, a także być na nie przygotowanym.
Rozmowa z elfką nie rozpraszała go, dzielił uwagę między nią i obserwację ich otoczenia, chociaż to swojej towarzyszce poświęcał jej zdecydowanie więcej, co sprawiało, że dostrzeganie zmian w otoczeniu było bardziej pasywne. Pasywne, tak, ale nie oznaczało to, że było mniej skuteczne – już dawno nauczył się zwracać uwagę na podejrzane bodźce, czy to słuchowe, wzrokowe, czy nawet zapachowe, jednocześnie nie starając się ich szukać. Teraz było to naprawdę przydatne, bo dzięki temu mógł jednocześnie uważać na to, co dzieje się wokół, a także nie sprawiać, że Skowronek pomyśli, że nie poświęca jej potrzebnej uwagi, nie słucha jej i tak dalej.
         – Domyślam się, co może zdziałać charakteryzacja, jednak jakoś nigdy nie przepadam za zmianami w swoim wyglądzie – odpowiedział jej szczerze. Dlatego też tak bardzo cenił sobie własne umiejętności skradania się, ukrywania i inne, które przydatne są zabójcy pracujące tak, jak on pracuje. Chociaż przez to mógł sprawiać wrażenie osoby, która nie bawi się w subtelności, podchodzenie ofiary i inne takie, a woli bardziej bezpośrednie podejścia i… cóż, nie byłoby to dalekie od prawdy. Tylko, że i tak najbardziej liczyło się to, że jego metody pozbywania się celów są skuteczne, a przyjęte przez niego zlecenie można było traktować jako wykonane, mając przy tym pewność, że dotrze on do ofiary i pozbędzie się jej – albo po swojemu, albo w sposób, który określił zleceniodawca, chociaż to za to drugie trzeba było też dopłacać w zależności od stopnia trudności. W końcu zaaranżowanie wypadku, który będzie wyglądał na naturalny, wymagało więcej przygotowań i planowania, niż wkradnięcie się do czyjejś sypialni i zaaplikowanie ofierze trucizny, która zabije ją podczas snu.
         – Czyli, podsumowując, masz okazję, z której możesz skorzystać i plan, w którym możesz pominąć te miesiące przygotowań… I mnie – odparł, nawet uśmiechnął się, jakby opowiadał żart, gdy wspomniał o samym sobie jak o części jej planu, może nawet jedynie zasobie lub narzędziu, za które czasem zdarzało mu się uważać samego siebie. Narzędzie w końcu nie powinno odczuwać emocji, a jemu zdarzało się to naprawdę często, na równi z tym, że uparcie tłumił w sobie te, którym udawało się powstać. Poza tym, już zmieniając temat, wiedział, jakie są jego umiejętności i jak długo nad nimi pracował. Skowronek może nie wiedziała tego drugiego – chociaż teraz, gdy miała pojęcie o tym, ile może mieć lat, mogła spekulować na ten temat – ale natomiast na pewno wiedział trochę na temat samego tego, co mógł zrobić i, jak dobry w tym był.
         – Nowym imieniem? - zapytał, może byłby zdziwiony, może to krótkie pytanie zapowiadało nawet najdrobniejsze zaskoczenie lub właśnie zdziwienie, czy to w głowie, czy na jego twarzy, jednak nic takiego się nie pojawiło. Przynajmniej znał nazwisko, pod jakim będzie występował i wiedział też, skąd ma pochodzić osoba, którą będzie udawał, więc wymyślenie odpowiedniego imienia nie powinno być trudne.
         – Może… Phaeron? - zaproponował, chociaż przez chwilę w ogóle nie odzywał się i nawet wyglądał na zamyślonego. Szukał przecież odpowiedniego imienia, które współgrałoby z nazwiskiem, które wymyśliła Skowronek i mogłoby pasować do kogoś, kto pochodzi z Dalekiej Północy.
         – Phaeron Achalkaci-Dzodzouaszwili? Według mnie brzmi dobrze i pasuje do wysoko urodzonego pochodzącego z Durum-Eris – dopowiedział, podzielił się z nią również tym, co wymyślił. Ostateczne słowo – potwierdzenie lub zaprzeczenie i propozycja wymyślenia czegoś innego – należało do niej, w końcu to ona wymyśliła plan, przykrywki i zadbała nawet o odpowiednie ubranie dla niego, więc jeśli Skowronek stwierdzi, że to imię nie brzmi odpowiednio albo po prostu nie nadaje się, to bez problemu wymyśli jakieś inne, może wzorując się na imionach arystokratów, których zdarzało mu się spotykać.
         – Niech będzie… Powiedzmy, że zaufam ci w tej kwestii – odparł, gdy jednak postanowiła utajnić miejsce, do którego go prowadzi. Z jednej strony chyba mu to nie przeszkadzało, ale z drugiej jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu, że dobrze byłoby może wiedzieć, gdzie się wybiera, żeby mógł być gotowy na to, co tam zastanie.
Nagle odwrócił wzrok w prawo, gdy tylko do jego uszu dotarły dźwięk przewróconego drewnianego naczynia, może wiadra lub beczki, chociaż to pierwsze było bardziej prawdopodobne, bo beczka była większa i przez to dźwięk byłby lepiej słyszalny. Przymknął jedną powiekę i aktywował swoje Smocze Oko, aby przebić nim ciemność i ujrzał tam… kota, może miał właściciela, a może nie, ale w każdym razie był to tylko kot, który szukał jedzenia. Otworzył drugie oko z powrotem, a jego Smocze Oko znów stało się normalne
         – To tylko kot, zwykły kot – odparł, ale nie było łatwo stwierdzić czy mówi to do siebie, czy może informuje swoją towarzyszkę o tym, co na chwilę przykuło jego uwagę.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 228
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        - Cóż, nie dziwię się - przytaknęła profesjonalnie Samielowi, gdy przyznał, że nie przepada za charakteryzacją. - W końcu szkoda ingerować w ideał.
        No i w tym momencie zniknął cały jej profesjonalizm. Jeszcze to jak wyszczerzyła zęby w uśmiechu ostatecznie odjęło jej powagi. Ale przecież nikt nie powiedział, że cały czas muszą być poważni, a na dodatek ona cały czas go zaczepiała, więc to jej zachowanie pasowało do całości. A Samiel mógł po prostu nie reagować na jej zaczepki - nic by się nie stało. Może trochę jej kobieca duma by cierpiała, a może po prostu przeszłaby nad tym do porządku dziennego. Pewnie zależało od konkretnego momentu.
        Teraz ignorowanie jej wygłupów było w miarę bezpieczne - Skowronek po swojej uwadze nastawiła się na załatwianie interesów. W końcu skoro mieli pracować razem i udawać znajomych to trzeba było ustalić kilka historyjek, aby wypaść wiarygodnie. Pierwszym elementem było imię. Samiel - trochę ku zaskoczeniu byłej Przyjaciółki - przyjął zaproponowane przez nią nazwisko i dostosował się do wstępnych założeń. Nie musiał, nikt nie wiedział, że ona przybędzie na tę zabawę z osobą towarzyszącą, więc równie dobrze mógł wybrzydzać… Ale dobrze, że tego nie zrobił.
        - Phaeron Achalkaci-Dzodzouaszwili - powtórzyła po nim z namaszczeniem. - Idealnie. Wystarczająco pretensjonalnie, by uznali cię za jednego ze swoich i jednocześnie tak dziwnie, że nikt cię nie zapamięta. Zwłaszcza, że będziesz z aż tak daleka. Ja już mam nową tożsamość: Inez Degoni, dyplomatka z ambasady Ekradonu w Kryształowym Królestwie. Wdowa po Athelu Degoni, sama jestem teraz w stanie spoczynku, ale nadal mam spore znajomości. Jak wspomniałam, poznaliśmy się na balu w Maurii, powiedzmy, że były to jakieś urodziny… Może Alexandra Turilliego, niedawno miał trzysetne urodziny o ile dobrze pamiętam. I pasowało, byś ty tam był. Ja przyszłam jako osoba towarzysząca jakiegoś oficera z mauryjskiej straży, ale wyszłam już z tobą. Ale nie jesteśmy parą, jedynie bardzo dobrymi przyjaciółmi. Możesz nawet wymyślić sobie żonę i dzieci jak masz ochotę - oświadczyła, choć trochę bagatelizowała tę kwestię, o czym mógł świadczyć choćby gest, jaki w tym momencie wykonała. - Nie planowałam iść z tobą na ten bal, ale akurat byłeś w mieście, więc… Żal nie skorzystać. Tym bardziej, że miałam zaproszenie dla dwóch osób, siebie i osoby towarzyszącej nie wymienionej z imienia i nazwiska. Nie pytaj skąd mam to zaproszenie - poprosiła tak na wszelki wypadek. Miała swoje sposoby, by wkręcić się na tego typu bal.
        Skowronek prowadziła ich przez ulice miasta w coraz bardziej prestiżowe okolice. Właśnie przechodzili w poprzek przez dość opustoszały o tej porze dnia rynek. Oprócz nich na śniegu odcinały się niewielkie grupki włóczęgów i stróżów prawa zgromadzonych przy strategicznie ustawionych koksownikach. Wszyscy zerkali na mijaną parę, ale nikt nie śmiał do nich podchodzić - na pewno to Samiel swą postawą odstraszał ewentualnych napastników. Nie by wyglądał jak zakapior, ale kto miał pewien instynkt walki widział, że to nie jest taki byle jaki przeciwnik i jeśli chce się mieć udany wieczór, może lepiej odpuścić sobie atakowanie właśnie jego…
        - Wyobraź sobie, że jesteś takim arystokratą z majątkiem, posiadłości i pozycją. Jak sądzisz, co mogłoby cię przywiać w te okolice? Podróż prywatna, jakiś rozkaz, odwiedziny u znajomych albo rodziny? - kontynuowała elfka, gdy ponownie weszli w węższe ulice okalające główny plac miasta.
        Skowronek nie zwróciłaby uwagi na to, że coś gdzieś w ich okolicy stuknęło. Nie był to wcale jakiś podejrzany dźwięk, przynajmniej jej tak się wydawało. Jednak zmieniła zdanie, gdy zorientowała się, że jej towarzysz cały się spiął i wyraźnie przeszedł do ataku. Gdy on odwrócił wzrok, ona cofnęła się, aby być w drugiej linii - co ma się narażać. Sięgnęła jednak za plecy - pewnie miała tam schowaną broń, może jakiś nóż na lędźwiach albo coś błyskowego od alchemików… Ale nie było potrzeby tego używać. Samiel po chwili odwołał alarm.
        - Jesteś za czujny - skomentowała mimo wszystko z westchnieniem ulgi elfka. - A skąd masz w sumie pewność, że to nie kotołak? - zapytała niby podchwytliwie. Skoro jednak on już nie panikował, ona nie zamierzała tworzyć atmosfery paranoi. Znowu ujęła go pod łokieć i podjęła spacer.
        - Już prawie jesteśmy na miejscu.

        To miejsce, o którym wspomniała elfka, było sporą, elegancką kamienicą. Trzypiętrowa, z białą fasadą, którą rytmicznie zdobiły półkolumny, nadając budynkowi lekkości. Wszystkie okna w budynku były zasłonięte kotarami, choć czasami przez szpary między nimi widać być przesączające się światło. Wprawne ucho mogło również usłyszeć cichą muzykę i rozmowy - budynek na pewno nie był opuszczony. Skowronek nie poprowadziła jednak Samiela frontowym, pięknym wejściem, a obeszła budynek wokół i stanęła przed niepozornymi drzwiami dla służby. Zapukała - dwa razy i chwilę później raz - po czym weszła. Zaraz drogę zagrodziła jej odziana w ciemne kolory sylwetka o nierozpoznawalnej płci, była Przyjaciółka jednak się tym nie przejęła - powiedziała postaci coś na ucho i została wpuszczona. Pociągnęła za sobą Samiela.
        - Nie chcę przechodzić przez główne sale, nie mam dziś na to nastroju - wyjaśniła szeptem swojemu towarzyszowi, jakby nie chciała psuć atmosfery tych pustych korytarzy.

        Skowronek zabrała Samiela do domu uciech. Nie był to jednak taki zwykły burdel - choćby po samym wystroju wnętrz można było poznać, że to lokal z wyższej półki. Przytulne atłasy, kotary, ciemne meble lakierowane na wysoki połysk, intymne oświetlenie z wonnych świec. Ta część domu była przeznaczona na prywatne pokoje - zza zamkniętych drzwi tylko co jakiś czas słychać było jakieś bardzo zduszone dźwięki, które pewnie były pełnymi uniesienia krzykami, które ledwo przebiły się przez wytłumienie wnętrz. Krocząc po miękkim dywanie nawet przeciętna osoba sprawiałaby wrażenie skradającej się, a co dopiero ci, którym na tym zależało.
        - Przekaż madame pozdrowienia od przyjaciółki. - Skowronek zaczepiła jedną z mijanych kobiet. Prostytutkę, służącą, trudno orzec. Kobieta była niesamowicie urodziwa, miała twarz jak z najbardziej erotycznych snów, ale jej sukienka pasowała prędzej nobliwej pensjonarce niż bogini zmysłowości.
        - A, i jeszcze przekaż, że nadal jestem urażona za sprawę Ulków - podkreśliła Skowronek. Wiedziała, że to wystarczy. Tutejsza madame na pewno jej nie zaszkodzi, ale skoro będzie wiedziała z kim ma do czynienia, mogli liczyć na darmowy poczęstunek.
        Poszli dalej odprowadzani powłóczystym spojrzeniem zmysłowej pensjonarki - choć nie ukrywajmy, to Samiel bardziej ją interesował niż była Przyjaciółka. Minęli salon, który wyglądał na prawie pusty, lecz z osłoniętych kotarami lóż wokół niego dało się słyszeć rozmowy, muzykę, śmiech - tam się na pewno dobrze bawiono. Skowronek uśmiechnęła się do siebie, jakby była dumna z tego miejsca, po czym przeszła kawałek dalej i zajęła jedną z wolnych lóż - znajdowała się w niej półokrągła, naprawdę duża i miękka kanapa nakryta miriadą poduszek, a poza tym niski stolik z lampionem rzucającym fioletowo-różowe światło na wszystko wokół. I to wszystko. Sporo miejsca na prywatny pokaz - no bo przecież do tego służyło to miejsce. Tylko Skowronek nie zabrała Samiela tutaj, aby podziwiać kobiece wdzięki. Wiedziała po prostu, że nie ma lepszego lokalu, by rozmawiać o interesach. Kto jak kto, ale ludzie madame byli bardzo profesjonalni.
        Elfka z ulgą zdjęła z siebie kurtkę i niedbale rzuciła ją na oparcie kanapy. Sama usiadła na niej wygodnie, prawie tonąc w poduszkach, które zagarnęła wokół siebie. Po chwili jednak dotarło do niej, że o czymś zapomniała - wstała i pociągnęła za atłasową szarfę niedaleko wejścia, wzywając w ten sposób kogoś ze służby. Sama zaciągnęła kotary, które dzięki magii tłumiły dźwięk znacznie lepiej niż zwykły materiał.
        - Rozgość się i pomyśl na co masz ochotę. Mają tu świetne wino i sery - zarekomendowała Skowronek, wracając na swoje miejsce.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 269
Rejestracja: 6 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Nie przepadał za zmianą swojego wyglądu, imienia, zachowania i tak dalej, ale najbardziej podstawowe dane dla swojej nowej persony, a właściwie jedynie ich część, bo tylko imię, udało mu się wymyślić za pierwszym razem. Akurat przy tym liczył się bardziej ze zdaniem Skowronka, która w czasie zleceń prawdopodobnie częściej bywała tym, kim naprawdę nie była, więc uznał, że wpadł na dobre imię dla arystokraty, którego będzie udawał, gdy powiedziała mu, że „Phaeron” jak najbardziej pasuje. Pokiwał tylko głową, przy okazji słuchając tego, co o swojej nowej tożsamości mówi sama elfka.
         – Pewnie, może być. Chociaż z żony i dzieci raczej zrezygnuję – odpowiedział na przedstawioną przez nią wersję wydarzeń, które jednocześnie były też krótką historią na temat tego, jak poznali się Phaeron i Inez. Nie zapytał też o nic związanego z zaproszeniem, owszem, mógłby drążyć, a przynajmniej próbować, ale skoro powiedziała mu, żeby lepiej o to nie pytał, to wydawało mu się, że i tak nie wyjawi mu tego, czego ewentualnie mógłby chcieć się dowiedzieć.
         – Podróż prywatna chyba byłaby najlepszą wymówką. Może wcześniej rzadko kiedy bywałem w Środkowej Alaranii, a teraz, z racji tego, że mam mniej obowiązków i więcej wolnego czasu, postanowiłem, że udam się w małą podróż po tej części kontynentu. I akurat czystym przypadkiem znalazłem się w Ekradonie w tym samym czasie, w którym nie dość, że przebywasz tu ty, to jeszcze organizowany jest bal, na który mnie zaprosiłaś – zaproponował taką wersję, ale spojrzał też na swoją towarzyszkę. Znów chciał poznać jej zdanie na ten temat. Na wielu płaszczyznach mógł być od niej lepszy przez to, jak długo już chodził po tym świecie, ale jednak tworzenie wiarygodnych fałszywych tożsamości było bardziej jej domeną. Poza tym, nie wspomniał o tym, ale wydawało mu się, że elfka się tego domyśli, przy takim wyjaśnieniu byłoby też przydatne to, że jest „wędrownym zabójcą” i był już w naprawdę wielu miejscach, więc jeśli byłaby taka potrzeba, mógłby wykorzystać taką wiedzę na rzecz wiarygodności arystokraty, którego będzie udawał.
         – Wydaje mi się, że kotołak nie miałby obroży na szyi i nie grzebałby w beczce w poszukiwaniu jedzenia – odpowiedział jej. Zdawał sobie sprawę, że ona mogła widzieć tam wyłącznie uliczkę ukrytą w ciemności, jednak on widział tam o wiele więcej, przynajmniej wtedy, gdy korzystał ze Smoczego Oka. Co prawda, było to coś innego od oczu tych stworzeń, które w ciemności widzą od urodzenia i bez używania specjalnych zdolności, ale wizja raczej była taka sama… Czerń, biel i odcienie szarości. Innych kolorów nie udawało się dostrzegać, ale jemu to nie przeszkadzało i dawno już się do tego przyzwyczaił. Widzenie w ciemności było zwyczajnie przydatne i, jeśli miałby wybierać między tym, jak widzi teraz, a całkowitym brakiem czegoś takiego, to na pewno zawsze wybierałby możliwość przenikania cienia i dojrzenia tego, co się w nim ukrywam, nawet jeśli dotyczyłoby to tylko jednego z jego oczu – tego, w którym ukryte jest Smocze Oko.
         – Zresztą, bycie czujnym jest opłacalne. Na przykład, dzięki temu ciężko jest cię zaskoczyć albo wprowadzić w pułapkę, a raczej pomyślnie wykorzystać to, że coś takiego się zrobiło. Bo widzisz, przez to, że jest się ciągle czujnym, łatwiej jest zauważyć podejrzane rzeczy, które mogłyby nakierować cię na to, że właśnie ktoś prowadzi cię prosto w pułapkę. Dzięki temu możesz się przygotować na moment, w którym zaatakują cię wspólnicy osoby, z którą tam przyszłaś – odparł, nawet wzruszył ramionami, co może miało pokazać, że nie widzi w tym nic niezwykłego. Dodatkowo, sposób, w jaki o tym mówił, dość jasno świadczył o tym, że mówi na swoim przykładzie i według tego, czego sam doświadczył, może nawet o wiele więcej niż jeden raz. Na wieść o tym, że niedługo dotrą na miejsce, kiwnął tylko raz głową na znak, że przyjął to do wiadomości.

Na początku nie był pewien, do jakiego miejsca przyprowadziła go Skowronek, jednak nabrał więcej pewności, gdy tylko weszli do środka – i to przez drzwi znajdujące się na tyłach budynku, a nie przez główne wejście. Podejrzewał, że zwyczajni klienci raczej nie mogliby pozwolić sobie na coś takiego, więc nie było nic dziwnego w tym, że od razu pomyślał o tym, że elfka musi znać osobę, która jest właścicielem tego budynku.
Rozejrzał się szybko, próbował zgadnąć, gdzie się aktualnie znajduje, nie gapił się na wystrój, który jasno dawał do zrozumienia, że jest to porządny… dom uciech, bo prawdopodobnie właśnie tym był ten budynek, bo właśnie to mogły podpowiadać mu stłumione odgłosy dobiegające zza drzwi pomieszczeń, które właśnie mijali. Gdy Skowronek zatrzymała jedną z kobiet, która na pewno musiała tu pracować, Samiel nie mógł powstrzymać się przed tym, żeby przynajmniej przez krótką chwilę popatrzeć w stronę nieznajomej. Potrafił docenić kobiecą urodę i właśnie teraz to robił – nie patrzył się na nią nachalnie lub jak ktoś, kto już miał w głowie pełno myśli na temat tego, co mógłby zrobić z taką w łóżku, a bardziej jak znawca sztuki podziwiający właśnie piękny obraz. Poczuł na sobie jej wzrok, gdy Skowronek poprowadziła go w głąb budynku. Nie odzywał się, a jedynie przyglądał temu, co akurat mijali. Rozejrzał się tez po pomieszczeniu, w którym właśnie się znaleźli. Tak… jego ciągła czujność i bycie przygotowanym na walkę o życie, znów dawała o sobie znać.
On też postanowił, że zdejmie z siebie kurtkę, chociaż zanim położył ją na oparciu, najpierw zajął się też pasem z pochwą ze sztyletem. Pas również położył na oparciu, jednak tak, żeby szybko mógł sięgnąć po ostrze sztyletu, jeśli będzie musiał, a później przykrył to kurtką. Następnie usiadł, obok swojej towarzyszki. Najpierw siedział z wyprostowanymi plecami, a rozluźnił się nieco dopiero po tym, jak ponownie rozejrzał się wokół, chociaż stało się to tuż przed tym, jak Skowronek zaciągnęła kotary, oddzielając ich jednocześnie od pozostałej części pomieszczenia.
         – W takim razie chyba zamówię to, co zaproponowałaś – odpowiedział po chwili. Tak chyba byłoby najprościej, bo za jej rekomendacją miał przynajmniej pewność, że posmakuje mu to, o co poprosi.
         – Ładnie tu – odezwał się krótko, przerwał też tak samo krótką chwilę, w której oboje milczeli. Tylko, że nie dało się mieć pewności, czy mówi o wystroju wnętrz, czy może o obsłudze. Z drugiej strony, widział przecież tylko jedną osobę, którą można by było przypisać do pracujących tutaj, a na podstawie jej wyglądu może nie było warto oceniać tego, jak mogą wyglądać pozostali. Czyli tak, raczej większa szansa była na to, że mówił o wystroju.
         – Ale… Na pewno nie przyszliśmy tu po to, żebyś mogła poznać moje zdanie na temat miejsca, w którym się teraz znajdujemy, prawda? - zapytał i spojrzał w stronę elfki.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 228
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        - Też bym się nie pakowało w dzieciaki, można coś w ten sposób wykrakać - oświadczyła żartobliwie, gdy Samiel jednak z tej wersji historii zrezygnował. Podobało jej się jak brał udział w tworzeniu wiarygodnej przykrywki. Wiedziała, że nie był to jego sposób działania i może nie sprawiało mu to frajdy, ale współpracował.
        - Doskonale - oceniła więc jego starania. - Prosta, wiarygodna historia, taka, w której nikt nie będzie się doszukiwał żadnych dziwnych zbiegów okoliczności. Podoba mi się - podsumowała z uśmiechem. I nie dodała, że jest pewien drobny szczegół, o którym nie wspomniała, ale który i tak będzie pasował… Choć może nie do całości. A może i do całości, o ile Samiel będzie na tyle bezczelny, by z tego skorzystać. Przekonają się za kilka dni.

                W domu uciech elfka zerkała na Samiela od czasu do czasu – nie po to, żeby sprawdzić czy się nie zgubił, bo nawet nie za bardzo miał gdzie (chyba, że specjalnie poszedłby w inną stronę), ale po to, by poznać jego reakcje. Czekała na moment, gdy dotrze do niego, gdzie się znalazł… Ale w wyrazie jego twarzy nic się nie zmieniło. Tym uważniej Skowronek mu się przyglądała za każdym razem i w końcu doszła do wniosku, że po prostu nie zrobiła na nim takiego wrażenia, jakie chciała. Cóż, wielka szkoda.
        Zauważyła za to, że tamta ekskluzywna kurtyzana – bo tym w istocie była tamta kobieta – zrobiła na nim odpowiednie wrażenie. Wydawało jej się, że trzeba czegoś więcej niż przeciętnie ładna buzia, by Samiel to docenił, a na tę tutaj patrzył z wyraźnym uznaniem. Cha, chociaż tyle dobrego – jeśli kiedyś przyjdzie Skowronkowi spotkać się z samą madame, będzie mogła jej powiedzieć czyje uznanie zdobyła jej pracownica. A że uznanie było obopólne – no bo przecież i to nie umknęło elfce – to tym lepiej. Może nawet Skowronkowi udałoby się spiknąć tych dwoje za całkiem przyzwoitą cenę (przecież, że nie za darmo!), ale nie miała w tym żadnego interesu, więc nawet nie mówiła o tym na głos. Co najwyżej, jeśli wieczór się miło rozwinie, podpowie Samielowi jak ta zjawiskowa kobieta miała na imię. Niech ją sobie odwiedzi po pracy…
        Już w loży Skowronek jakby straciła zainteresowanie reakcjami towarzysza – sama zaczęła się rozgaszczać i nawet na niego nie spoglądała, bo wiedziała, że on gardy nie spuści nawet na chwilę, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądał na spokojnego. Ona jednak dostrzegła to, że nie rzucił swojego pasa z nożami byle jak – broń była skierowana rękojeścią w jego kierunku i choć nie było jej widać spod kurtki, mógł jej dobyć w mgnieniu oka. Mogła mu powiedzieć, że tutaj to nie będzie konieczne… Ale on i tak by nie posłuchał. Niech więc będzie po jego myśli.
        - Nie pożałujesz – zapewniła go, gdy pozostawił jej inicjatywę w doborze przekąsek.
        - Prawda? – przytaknęła mu w ten dziwny sposób, gdy wspomniał, że podoba mu się tu. – Dość ekskluzywne miejsce, a madame ma moim zdaniem świetny gust… Pod każdym względem – dodała znacząco.
        Kotara oddzielająca lożę od salonu poruszyła się znacząco, a po chwili do środka zajrzała kolejna piękna dziewczyna. Ta już bardziej pasowała do wyobrażeń o prostytutce - miała na sobie gorset, pas z pończochami i falbaniaste majtki podkreślające w trochę ostentacyjny sposób jej pupę. Była boso, lecz chodziła na palcach, aby wyglądać bardziej zmysłowo. Blond włosy układające się w ciężkie fale nosiła rozpuszczone, w lekkim nieładzie – to była ta fryzura, która sugeruje, że kobieta bardzo długo pracowała nad tym, by wyglądać, jakby dopiero wstała z łóżka. Jej uśmiech był profesjonalnie uprzejmy i subtelnie zmysłowy, a Samiel mógł liczyć na długie spojrzenia posyłane spod wachlarza rzęs.
        - Przynieś nam butelkę czerwona wina i dwa kieliszki – odezwała się do niej Skowronek, jakby uroda dziewczyny absolutnie jej nie ruszała. – I sery do tego.
        - Oczywiście. – Kurtyzana mówiła niskim, zmysłowym głosem, nawet jeśli nie liczyła na zainteresowanie ze strony kobiety, od której przyjmowała zamówienie. – Czy mogę służyć czymś jeszcze?
        - Czymś na przyjemny wieczór – odparła elfka, patrząc na nią wymownie. Dziewczyna jakby się ożywiła.
        - We dwoje czy…
        - Po prostu przyjemny wieczór – ucięła jej dociekania Skowronek, uśmiechając się do niej uprzejmie i troszkę jakby przepraszająco. Tak, potrafiła tak. Wiedziała do czego zmierza to pytanie: czy przyszła tu z Samielem na osobliwą randkę, czy będą sobie kogoś dobierać, by zabawa była jeszcze milsza, czy być może przyszli tu załatwiać interesy? To ostatnie wbrew pozorom nie było tak rzadkie, jak można by podejrzewać – przy tym poziomie prywatności, który zapewniał ten dom uciech, można było tu swobodnie rozmawiać na prywatne sprawy i przy okazji miło spędzić czas. Oczywiście obie strony musiały lubić tego typu miejsca, by ubijać tu interesy, ale iluż jest wśród możnych osób o dość… specyficznym guście, żeby nie nazwać tego dobitniej?
        A jeśli o Skowronka chodzi, ona wcale nie była wielbicielką burdeli – były dla niej czymś między karczmą a teatrem, nie oburzały ani nie kręciły jej. Tu po prostu było wygodnie i dyskretnie.
        Kurtyzana nim wyszła, zerknęła jeszcze przelotnie na Samiela, gdyby on chciał coś dodać od siebie, ale ulotniła się, gdy tylko zrozumiała, że jest już zbędna. Wtedy to Skowronek przeciągnęła się i ułożyła jeszcze wygodniej, wciągając nogi na siedzisko kanapy.
        - Oczywiście, że nie – dopiero teraz odpowiedziała na pytanie złotookiego zabójcy. – Gdybym chciała pokazać ci piękne wnętrza i architekturę, poszlibyśmy za dnia do katedry, a nie po nocy do burdelu. Tu jest… intymnie. Można się rozluźnić w naprawdę wyjątkowej atmosferze. I można też spokojnie rozmawiać o interesach bez obawy, że ktoś będzie podsłuchiwał. Jak pewnie zdążyłeś już zauważyć, wygłuszenie mają tu naprawdę dobre. Poza tym mają tu świetny poczęstunek. Zobaczysz, ta dziewczyna na pewno przyniesie nam coś wyjątkowego… A gdybyś miał ochotę na nią - zaznaczyła, wymownie kiwając głową w stronę kotary. - To wiesz… Ja pruderyjna nie jestem. Mną się w ogóle nie przejmuj - dodała, unosząc ręce w obronnym geście.
        - Ale przejdźmy do interesów - zmieniła po chwili temat. - Zrobimy tak, że wpadnę do ciebie przed balem, by jeszcze ogarnąć twój kostium, ale później wrócę… No, do siebie, powiedzmy. Wieczorem przyjadę po ciebie powozem, nie będziesz musiał się martwić o takie drobiazgi. Tak naprawdę twoja historia, że dopiero teraz wybrałeś się na taką podróż po Środkowej Alaranii będzie dla nas sensowna, bo pozwoli na to, bym mogła mówić za ciebie. Bez urazy, rozgryzłam to towarzystwo na wszelkie możliwe sposoby. A chcesz może w ogóle informacje o pozostałych gościach? I jak w sumie stoisz z etykietą? Że wstydu mi nie przyniesiesz to wierzę, bo sama twoja prezencja sprawi, że wiele będzie ci wybaczone, ale wiesz… Nie chcę skandalu - zażartowała, puszczając mu oko.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości