Ekradon[Miasto] Przyjaciele aż po grób

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 224
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        Oczywiście, że Ami się gapiła. I oczywiście, że Skowronek o tym wiedziała, ale udawała, że tego nie dostrzega i zachowuje się “całkowicie naturalnie”. No bo przecież z każdym znajomym witałaby się tak figlarnie, zasłaniając mu oczy i drocząc się z zagadkami… A niech sobie myśli co chce: byłą Przyjaciółkę bardzo to cieszyło.
        - O proszę, jaki domyślny! - ucieszyła się jeszcze, gdy Samiel prawidłowo odgadł jej imię. - A już myślałam, że może cię przechytrzę… Albo że umówiłeś się tu wcześniej z inną i to odkryję - dodała chytrym tonem, oczywiście żartując. Dumnie podeszła do wolnego krzesła i zajęła miejsce, nawet nie patrząc już w stronę baru. Czuła na sobie to gniewne spojrzenie właścicielki lokalu…
        - O, to w sumie nawet lepiej - skomentowała słowa Samiela o kolacji, która dopiero miała nadejść. - Lepiej jeść świeże i prosto z pieca niż już przestygłe.
        ”Choć tak czy siak muszę się chyba liczyć z tym, że ktoś mi napluje do sosu…”, pomyślała, ale bardziej ją to bawiło niż niepokoiło. Wydawało jej się, że nieważne jak bardzo nie lubiłaby jej Ami, nie zniżyłaby się do takiego poziomu zemsty. To był zbyt porządny lokal, by pozwoliła sobie na zepsucie opinii w ten sposób.
        - To co nam zamówiłeś? - zagaiła. - Czekaj, zgadnę… Wnioskując po winie… - Teatralnie upiła łyczek ze swojego kieliszka i niby przez chwilę go smakowała. - Wołowinę. Nie! Dziczyznę - poprawiła się, choć to wszystko były ślepe strzały. Z grubsza wiedziała, że czerwone mięso to czerwone wino, ale nie znała się na niuansach.
        - Och, biedaku - jęknęła jakby naprawdę szczerze żałowała tej podejrzliwości, która została wytknięta Samielowi. - Takie to blaski i cienie naszego fachu, nieprawdaż?
        Skowronek westchnęła dramatycznie i upiła znowu łyk wina ze swojego kieliszka. Spojrzała czujnie na swojego towarzysza, gdy ten wspomniał o pogorszeniu się atmosfery podczas kolacji, gdyby go okłamała. Ewidentnie przez chwilę analizowała jego słowa i myślała o możliwych konsekwencjach. W końcu uśmiechnęła się triumfalnie.
        - Rozumiem - oświadczyła, jakby faktycznie go rozgryzła. - Gdyby moje informacje się nie potwierdziły, wino byłoby zatrute. Ale wiesz, że to by nie pomogło? Nie, nie, nie! - przerwała mu szybko, jeśli próbował coś powiedzieć. - Nie odpowiadaj. Nie poprawiaj mnie. Udawajmy, że mamy przed sobą jakieś tajemnice i nie zdradzajmy wszystkich tajnych technik naszego zawodu. W końcu nie wiadomo kim dla siebie będziemy, gdy to się wszystko skończy - oświadczyła sentencjonalnie i jakby lekko zalotnie, puszczając do Samiela oko. Z jednej strony ostrzegała, z drugiej kusiła. Nie spodziewała się, by ich stosunki miały się polepszyć, bo byli profesjonalistami i nawet jeśli dobrze im się będzie pracowało, będzie to tylko praca. Nie mogli przenieść tego na żaden inny poziom. Nie i już. Tego wymagał od nich profesjonalizm. Nieważne jak bardzo by kusiło, by złamać zasady gry.
        - Wiesz, też nie byłam względem ciebie dłużna - przyznała szczerze. - I też nie mam podstaw, by czegokolwiek ci dosypywać. I nie udawaj zdziwionego: dobrze wiesz, że przyjęcie zlecenia sprzecznego z tym, które już mamy, jest najlepszą przykrywką. Przezorny ubezpieczony - dodała, salutując mu kieliszkiem.
        - O, sugerujesz, że chcesz spędzić ze mną całą noc? - zapytała zaczepnie i z wyraźnym zadowoleniem. - Teraz już na pewno nie odmówię. W nocy jestem sobą i mogę robić co mi się podoba. A perspektywa spędzenia jej z tobą podoba mi się bardzo… Ale nie tu - oświadczyła stanowczo. I jakby dla uargumentowania swojego sprzeciwu, spojrzała na kelnerkę, która przyniosła dla nich jedzenie. Jej spojrzenie nie było nieprzychylne ani wrogie, wręcz przeciwnie, jakby cieszyła się na ucztę, która ją za chwilę czeka, ale Samiel na pewno pojął, że elfka wolałaby spędzić resztę nocy na bardziej neutralnym gruncie.
        - Dziękuję - mruknęła, gdy stanął przed nią talerz z pieczenią i warzywami. Spojrzała na danie z uznaniem i w pierwszej chwili obróciła talerz w jedną i w drugą stronę, jakby podziwiała dzieło sztuki z różnych stron. Później zaciągnęła się upojnym zapachem i z zaangażowaniem sięgnęła po sztućce.
        - Na pewno mamy jeszcze sporo tematów do omówienia - oświadczyła, krojąc sobie kawałek pieczeni. - Oczywiście w kwestiach współpracy. Prywatnie to co innego. Ale teraz lepiej skupić się właśnie na tym drugim. Smacznego, Samielu.
        I to powiedziawszy elfka wzięła do ust pierwszy kęs kolacji. Nie zamierzała mówić tego na głos, ale posiłki jedzone ze srebrnowłosym zabójcą były pierwszymi porządnymi daniami, które miała w ustach od tygodni. Cóż, udając sierotkę mieszkającą w klasztorze musiała też jeść jak sierotka mieszkająca w klasztorze. Oczywiście mogłaby kupić sobie coś na mieście, ale nie mogła sobie pozwalać na to zbyt często i nie mogła też mimo wszystko przesadzać. Znała ceny takich potraw: gdyby w swojej dziennej kreacji zamówiła taką pieczeń, nikt by jej tego nie sprzedał albo kazał zapłacić sobie z góry, bo danie kosztowało tyle, ile przeciętna szwaczka zarabiała przez tydzień.
        - Naprawdę dobrze tu karmią - wyraziła swoje uznanie. - Nie dziwię się, że tu się zatrzymujesz. Muszę zapamiętać to miejsce na przyszłość. - ”Chociaż…”, zawahała się w myślach, zerkając w stronę baru, gdzie krzątała się właścicielka. Nie, chyba lepiej zapamiętać to miejsce po to, aby tu przypadkiem nie przyjść, bo to jak proszenie się o kłopoty.
        - Co powiesz na romantyczny spacer? - zagadnęła Samiela. - Czy… Może masz ochotę iść w jakieś konkretne miejsce? Mogłabym ci pokazać kilka ciekawych lokali… - zaproponowała.
Awatar użytkownika
Samiel
Senna Zjawa
Posty: 263
Rejestracja: 5 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Samiel »

Uśmiechnął się lekko, gdy usłyszał słowa elfki. Na dzisiejszy wieczór umówił się przecież z nią, więc po co miałby spędzać wcześniejszą porę dnia z inną kobietą i to tak, żeby spotkanie z nią zakończyć tuż przed tym, jak miałoby rozpocząć się kolejne. Znaczy… może i dałby radę coś takiego zrobić, ale nie dość, że nie chciał, to na pewno jedno – to wcześniejsze – odbywałoby się w zupełnie innym miejscu. Akurat to nie było ważne i było tylko rzeczą, o której może zaczął myśleć trochę więcej, niż powinien, bo przecież zaczął się wieczór, którego nie spędzał samotnie – to oznaczało, że nie mógł pogrążać się w myślach na długi czas. Mógłby jej też coś odpowiedzieć, może nawet coś z tego, o czym przed chwilą myślał, jednak tego nie zrobił.
         – Tak, to prawda, więc rzeczywiście lepiej, że zjawiłaś się wcześniej – zgodził się z nią. Słuchał też, jak próbuje odgadnąć, co zamówił im do jedzenia i kręcił przecząco głową za każdym razem, gdy wymieniała jakiś rodzaj mięsa. Nie trafiła za każdym razem, a Samiel nie był pewien, czy robiła to specjalnie, czy rzeczywiście źle zgadywała.
         – Sarnina, pieczona. Z sosem i warzywami – udzielił jej odpowiedzi. Może mógłby chcieć utrzymać to jako niespodziankę i może nawet ciekawie byłoby słuchać i obserwować, jak Skowronek próbuje odgadnąć rodzaj mięsa już po tym, jak zjadła pierwszy jego kęs. Tylko, że on postanowił, że nie będzie trzymał jej w niepewności i od razu powiedział jej, co niedługo będą jedli.
         – U mnie to może być też kwestia wieku – dopowiedział jeszcze. Nie dziwił się przecież, że ktoś uważa go za osobę z problemami z zaufaniem, bo podświadomie wiedział, że ma takie problemy, chociaż nie zawsze zdarzało się, że się do nich przyznawał.
         – Nie jestem pewien, czy wspomniałem ci, ile rzeczywiście mam lat – powiedział, chociaż trochę ciszej niż wcześniejsze słowa. Z jednej strony nie była to jego największa tajemnica, jednak swojego prawdziwego wieku nie zdradzał też przecież każdemu, z kim rozmawiał. Zresztą, niektóre osoby mogłyby też domyślać się, że w jego przypadku proces starzenia się zachodzi zupełnie inaczej – a właściwie, w ogóle coś takiego nie występowało – i wtedy, gdy ktoś to dostrzeże i zacznie o tym myśleć, zaczyna też zadawać mu pytania. Przeważnie ta osoba musi przebywać też w jego towarzystwie dłuższy czas albo regularnie się z nim widywać, chociaż wtedy jednocześnie ktoś taki zdąży już zdobyć tyle zaufania Samiela, że gdy zadaje mu pytania na temat jego wieku, tego, że się nie starzeje i tak dalej, to przeważnie zyskuje odpowiedź zgodną z prawdą.
         – Bez przesady, nie próbowałbym cię zabić – odpowiedział jej, zanim wspomniała, żeby tego nie robił. Gdyby miał zabić innych za kłamstwa, które mu powiedzieli, to na jego koncie znalazłoby się o wiele więcej ofiar, niż jest tam aktualnie. Nie, żeby to liczył czy coś, chociaż miał dziwne wrażenie, że gdyby spróbował, to na pewno znalazłby kogoś tak bardzo śledzącego jego poczynania, że nie tylko znałby prawdopodobną aktualną liczbę osób, które zabił, ale też stale starałby się to aktualizować o nowe zabójstwa, jeżeli do takich doszło. Oczywiście, podchodziłoby to już pod coś o wiele większego – i może nawet gorszego – niż zwykłe zainteresowanie. Z drugiej strony, niekoniecznie było mu to potrzebne, więc wątpił w to, żeby w najbliższej przyszłości zajmował się szukaniem kogoś takiego.
         – Każdy ma jakieś tajemnice. Jednych można strzec słabiej, innych mocniej, a jeszcze innych tak bardzo, że tylko ty jesteś osobą, która o tym wie – powiedział do niej. Nigdy nie zgodziłby się z osobą, która powiedziałaby mu, że żyją osoby, które nie mają tajemnic. Byłaby to nieprawda, bo zawsze istniało coś, co chciało się ukrywać przed innymi, a ktoś, kto mówiłby, że jest osobą otwartą i nie ma tajemnic przed innymi, zwyczajnie byłby kłamcą.
         – Nie byłaś, ale… nie zrobiłabyś mi tego, prawda? - zapytał i napił się wina, zaczął kaszleć po małym łyku trunku, co trwało krótką chwilę, ale spowodowane było jedynie tym, że wino źle poleciało i znalazło się nie tam, gdzie powinno. Tylko, że przypadek ten dobrze zgrał się z tym, o czym rozmawiali. Gdyby był kimś innym, może specjalnie zacząłby to robić i udawać przy okazji, że zaczyna działać na niego trucizna, która niby znalazłaby się w pitym przez niego winie – ale on był tym, kim był i takie żarciki się go raczej nie trzymały.
         – Pewnie, czemu nie – odpowiedział jej. Nie miał żadnych planów na jutro, więc mógł spędzić noc w dobrym towarzystwie, a później spać trochę dłużej. Nie przeszkadzałoby mu to, nie teraz i nie wtedy, gdy miał z kim ten czas spędzić. Zgodził się z tym, że jeśli mają przebywać ze sobą dłużej niż tylko przy kolacji wieczornej, to nie powinni ograniczać się do tylko jednego miejsca – co prawda, zrobił to tylko zwykłym skinieniem głowy, ale może nie odezwał się, bo zauważył, że kelnerka zmierza w stronę ich stolika. Niosła ze sobą ich kolację.

On również przyglądał się jedzeniu, także poczuł je, gdy zapach dotarł do jego nozdrzy. Sięgnął po sztućce chwilę wcześniej od towarzyszącej mu kobiety, jednak z rozpoczęciem jedzenia poczekał na to, aż ona pierwsza go skosztuje. I nie chodziło tu o to, że mogło być zatrute czy coś – wiedział, że Ami nie dopuściłaby do czegoś takiego, nawet jeśli w grę wchodziło to, że ocaliłaby potencjalną rywalkę, jeśli chodziło o zainteresowanie Samiela. Chciał po prostu zobaczyć i może nawet usłyszeć, jeżeli Skowronek coś powie, jak smakuje jej posiłek.
         – Nie mam nic przeciwko rozmowie o sprawach prywatnych, zawsze to dzięki temu można poznać drugą osobę lepiej, niż zna się ją aktualnie… Smacznego, Skowronku – odpowiedział, użył też tego samego zwrotu, co ona, również włączając tu jej pełne imię, chociaż musiał przyznać, że troszeczkę kusiło go, żeby zamieć je na inny zwrot. Później sam odkroił sobie kawałek pieczeni i zjadł ją.
         – Poza tym, obsługa jest w porządku i łatwo się z nimi dogadać. I jeszcze łóżka, bardzo wygodne – odparł krótko po tym, jak popił pierwszy kęs winem. Nie widział w tym niczego dwuznacznego, zwłaszcza w drugiej części swojej wypowiedzi. Znaczy… wiedział, że można spojrzeć na to również z takiej strony i jeszcze specjalnie zaznaczyć to na głos, ale on nie miał na myśli niczego takiego, po prostu pochwalił jakość wykonania łóżka i to, że dobrze się na nich śpi.
         – Spacer? Jak najbardziej, tylko będziemy musieli zahaczyć o mój pokój, żebym mógł ubrać się trochę cieplej – zgodził się, ale też rzucił czymś w rodzaju propozycji. Bo przecież może Skowronek skorzysta z tego i będzie chciała rzeczywiście sprawdzić, czy może mówił prawdę na temat łóżek, a jeśli nie, to nie chciał też zostawiać jej samej, bo to mogłoby być po prostu źle odebrane. Nocne powietrze było orzeźwiające, jednak zimą noce były zimniejsze od dni, więc lepiej byłoby się ubrać
         – I nie mam też nic przeciwko temu, żebyś pokazała mi te lokale, o których wspomniałaś – dodał, w tym samym czasie odkrajał też kolejny kawałek od swojej porcji pieczeni. Musiał przyznać, że zaczęło ciekawić go, gdzie też mogłaby zabrać go elfka.

W czasie całej kolacji zdarzało im się rozmawiać na różne tematu lub tego nie robić, rozkoszując się wtedy smakiem mięsa w sosie i z warzywami, a także samym winem. W końcu jednak na ich talerzach nie pozostało już nic, co mogliby zjeść.
         – Myślę, że możemy przejść do kolejnej części wieczora – zaproponował, chociaż nie sprzeciwiałby się też, gdyby Skowronek chciała zostać jeszcze trochę, może dopić wino, i dopiero później wyjść na zewnątrz.
         – Co do tego, o czym wspomniałem wcześniej? Chcesz poczekać na mnie na dole, czy może towarzyszyć mi w drodze do pokoju i przy okazji go zobaczyć? - zapytał, spojrzał nawet na nią i to dość uważnie, chociaż nie wyglądało też na to, żeby zależało mu na jednej z tych możliwości.
Awatar użytkownika
Skowronek
Kroczący w Snach
Posty: 224
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Skowronek »

        - Nie, a ile masz? - zainteresował się żywo, gdy Samiel podsunął temat swojego wieku. Nawet na moment przerwała wtedy jedzenie, choć nadal trzymała w ręce widelec, używając go jak wskaźnika. - Czekaj, pozwolisz, że spróbuję zgadnąć… Znamy się mniej więcej sto lat… A ty już wtedy byłeś sławny, bardzo wręcz sławny. W sumie to teraz się zastanawiam co Mistrzom strzeliło do łba, że chcieli zwerbować samotnego wilka o takiej pozycja, no ale… - Machnęła ręką, dając spokój tej dygresyjce i wracając do rzeczy. - Więc… Co najmniej dwie setki. Wyglądasz na trzydziestkę, a to wcale nie ułatwia, bo nawet nie wiem jakiej ty jesteś rasy. I powiem ci, że chyba nikt nie wie - dodała tajemniczo. - Więc… Czym jesteś, Samielu? I ile masz lat? Nie daj się prosić, tym bardziej, że ty to wszystko o mnie wiesz - ze mnie akurat można czytać jak z otwartej księgi.
        Tu Skowronek miała rację. Była bardzo klasyczną przedstawicielką swojej rasy, miała niebieskie oczy, czarne włosy, smukłą sylwetkę. Jedyne co nie pasowało do elfiego kanonu piękna to jej dość niepozorny wzrost, ale też nie była jakoś dramatycznie niska, przynajmniej w swojej ocenie. Tak… Akurat. Na tyle drobna, by wleźć tam, gdzie inni nie wejdę i na tyle wysoka, by nie uznawano jej za dziecko. A jej wiek Samiel mógł dość dobrze oszacować, jeśli pamiętał ich pierwsze spotkanie. Ona wtedy miała kilkanaście lat i jeszcze uczyła się, by zostać Przyjacielem - na pewno widział, że nie była jeszcze dojrzałą kobietą. A czy dałby jej czternaście czy osiemnaście lat to co za różnica? Gdy już przebiło się setkę takie drobiazgi nie robią specjalnej różnicy. Tak samo ona nie oczekiwała od niego podania dokładnego wieku. Powie, że ma trochę ponad trzy setki i jej to wystarczy. Albo, że ma około 450 lat - też może być. Ale chciała mimo wszystko wiedzieć jaki to rząd wielkości. Może właśnie siedziała przed najstarszym człowiekiem w półświatku, jakiego do tej pory spotkała? Ależ by to go nobilitowało w jej oczach!
        - Pytasz, czy bym cię nie otruła? - upewniła się, gdy przeszli do kolejnych poruszanych tego wieczoru tematów. - Ależ oczywiście, że bym to zrobiła! Ale tylko gdybyś sobie na to zasłużył. I nawet gdybym teraz planowała cię wykończyć, nie zrobiłabym tego ani teraz, ani tu. Wolałabym się jeszcze trochę… Pobawić - wyjaśniła z uśmiechem, który jednak nie wróżył nic dobrego. Roześmiała się, gdy Samiel zakrztusił się krótko winem. - O proszę, ktoś mnie ubiegł! - zawołała dramatycznie, ale tak, by nie zwrócić przy tym na siebie uwagi zbyt wielu osób. Poklepała zaraz swojego towarzysza po ramieniu.
        - Już w porządku? - upewniła się. Gdy uzyskała potwierdzenie uśmiechnęła się blado i zaraz napiła się swojego wina.

        - Sprawiasz wrażenie, jakbyś cały czas trzymał opuszczoną gardę - oświadczyła Skowronek, patrząc mu poważnie w oczy. - Jakbyś nie bał się… Niczego. Tego, że ktoś zwróci się przeciwko tobie, że wykorzysta wiedzę przeciwko tobie. Swobodnie odsłaniasz karty… Jaki jest twój sekret, Samielu? Testujesz mnie czy naprawdę nie masz przede mną niczego do ukrycia? A jeśli tak to czemu? Tak bardzo mi ufasz czy uważasz mnie za tak nieistotnego przeciwnika? - Zawiesiła na moment głos, ale dało się poznać, że to nie było jej ostatnie słowo. - Brak odpowiedzi również będzie dla mnie odpowiedzią.
        Po tym zastrzeżeniu faktycznie zamilkła i spuściwszy wzrok skupiła się na jedzeniu. Samiel mógł mówić tak, jakby nie było świadków. Tak było wygodnie… Bo jej pytanie mogło być niewygodne. Ona utrzymywała przed nim pewne kwestie w sekrecie, nadal niewiele o niej wiedział. A gdyby zapytał, usłyszałby kłamstwo albo proste i bezczelne “nie”. Nie byli przyjaciółmi, byli ledwie współpracownikami, którzy dobrze się dogadywali. I dla obojga lepiej by było, żeby tak pozostało. Czy może to właśnie o to mu chodziło? Może przyjaźń czy sympatia były dla niego pojęciami tak obcymi, że już się w nie nie bawił i przez to mógł rozmawiać tak swobodnie? Ciekawe czy kiedyś miał przyjaciela? Albo ukochaną? Rodziny na pewno nie, nikt w tym zawodzie nie byłby tak szalony. Korciło, by zadać te pytania… Ale były chyba zbyt bezczelne. Może kiedyś.
        - Heh, łóżka wygodne, powiadasz? - podłapała, szczerze rozbawiona tą uwagą. Spojrzała na niego w kuszący sposób, jakby uznała to za zaproszenie, obietnicę. Czy Ami się teraz na nich patrzyła - w zasadzie to nie miało dla niej żadnego znaczenia, sama ta wymiana zdań była wystarczająco satysfakcjonująca. Nieważne, że on nie miał niczego zdrożnego na myśli - ona miała i zamierzała grać tak, jak jej odpowiadało.
        Później elfka już nie komentowała słów Samiela, bo choć dawał jej doskonałe okazje do zaczepek, nie chciała z tego korzystać. Co za dużo to niezdrowo, mogłaby go zrazić. Tym bardziej, że już zauważyła, że był raczej poważną osobą i być może jej zaczepki go bawiły, ale na pewno na krótką metę. To dało się poznać.
        A jednak gdy skończyli kolację, elfka nie mogła się powstrzymać od pewnych komentarzy. Nie, gdy siedzący naprzeciw niej zabójca złożył jej propozycję wręcz nie do odrzucenia.
        - Oczywiście, że pójdę z tobą - zapewniła z entuzjazmem. - Chętnie sprawdzę czy pokoje tutaj są faktycznie z tak wysokiej półki… No i te łóżka - dodała dość sugestywnym tonem. - A będziesz się przebierał przy mnie? - zapytała z uśmiechem. Wstała razem z Samielem od stołu, ale ona nie odeszła z pustymi rękami. Płynnym ruchem zgarnęła niedopitą butelkę wina i dopiero wtedy ujęła zabójcę pod ramię.
        - Prowadź - oświadczyła.
        Wiedziała jak to wyglądało z boku. Para zjadła razem kolację, ona wiecznie się uśmiechała i wdzięczyła, a na koniec z butelką wina idą do niego do pokoju… Oj wszyscy pomyślą sobie co trzeba. A Ami to już na pewno będzie miała w głowie najczarniejsze scenariusze. Oczywiście wiadomo - zależy dla kogo czarne. Skowronek była pewna, że karczmarce się to nie spodoba, ale ona się cieszyła. Nie tylko swoją małą grą… Choć tego to by nie przyznała nawet przed samą sobą.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość