Mauria[Letnia posiadłość Turillich] Błękit w kielichu

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
Awatar użytkownika
Nikolaus
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 82
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nikolaus »

        Klaus kątem oka widział niektóre grymasy Francisa - trudno je przeoczyć, z tego chłopaka czytało się jak z otwartej księgi. Nie przejmował się nim jednak - pewnie realizował swój plan. Później zaś zatracił się w muzyce. Nie do końca, bo pewną dozę czujności zachowywał w każdej sytuacji, ale na pewno nie poświęcał nemorianinowi specjalnej uwagi. Zerkał głównie wtedy, gdy między nimi zachodził jakiś kontakt fizyczny - Francis tak zabawnie reagował. Z jednej strony Nikolaus był przekonany, że chłopakowi się to podoba, a z drugiej tak zabawnie się stroszył i spinał. Po raz kolejny generał pomyślał, że mógłby poznać odpowiedzi na wszelkie swoje wątpliwości - wystarczyło tylko spojrzeć w myśli młodego arystokraty… Ale on nigdy w życiu by tego nie zrobił. Nie był taki, by wykorzystywać tę przewagę. Każdy miał prawo do prywatności w swojej głowie. Zresztą, czyż nie było ciekawiej, gdy cała ta relacja opierała się na domysłach? Jaką przyjemność niosłoby ze sobą zdobywanie, gdyby wiadomo było jaki będzie wynik i na ile można sobie pozwolić? Żadnych emocji, żadnych niewiadomych… Nuda.
        Gdy Klaus wychylił się w stronę dalekich klawiszy organów, Francis mógł poczuć zapach stanowiący mieszaninę lawendy i paczuli - woń, którą przesiąknięte były ubrania generała. Były to też nuty, które można było odnaleźć w perfumach generała, tych jednak w tym momencie nie używał - był w domu, nie na żadnym oficjalnym spotkaniu, odpoczywał. Gdyby jednak spotkanie było bardziej oficjalne, a Francis miałby wystarczająco dobre rozeznanie w perfumiarstwie, mógłby poczuć w pachnidłach Turilliego poza lawendą i paczuli również jodłę, cedr, mirt, szałwię, drzewo sandałowe… Chyba nawet lilię kamienną. Była to kompozycja, którą doceniłoby wielu znawców tematu, nie tylko jako samodzielny twór, ale przede wszystkim jako element całości - jako zapach stanowiący nieodzowny element prezencji Nikolausa. Zdecydowany, męski, elegancki, ale też subtelnie drapieżny… Może i lepiej, że Turilli nie miał go teraz na sobie - po co wprowadzać jeszcze większy zamęt do i tak już skołowanych myśli Francisa.
        A to jak bardzo chłopak był skołowany było widać jak na dłoni w chwili, gdy wampir przestał grać i od razu zagaił rozmowę - biedny nemorianin nie mógł zebrać myśli. Klaus go jednak ani nie popędzał, ani nie pozwolił sobie na kpinę względem niego. To byłoby niekulturalne - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że sam do tego stanu doprowadził. Nie robił więc min, gdy Francis wstał i odszedł od niego - pozwolił sobie tylko na kontrolne spojrzenie podszyte troską. Przesadził? Nie, raczej nie - to tylko brak panowania nad młodzieńczym sercem. Generał patrzył więc na niego spokojnie, nie zdradzając się z żadnymi emocjami, podczas gdy Francis próbował poskładać myśli w zdanie. Ręce trzymał złożone razem, obracał się lekko przez ramię - jakby upozowano go do portretu, do którego owszem, pozował z wdziękiem, choć zupełnie mu to ustawienie nie pasowało. Jak wilk udający owcę.
        Klaus ani razu nie przerwał Francisowi, dał mu nawet czas, gdy czuł, że robione przez niego przerwy w wypowiedzi służą nabraniu wdechu i ułożeniu zdań w głowie. Czuł napięcie emanujące z sylwetki tego chłopaka, które całe szczęście powoli ustępowało. A to prywatne zwierzenie świadczyło o tym, że już wyzbył się najgorszego stresu. W końcu generał mógł się odezwać.
        - Groza, wytrwałość i sztywne zasady - powtórzył z namysłem, wybierając tylko część z wielu wymienionych przez Francisa przymiotników. Niespiesznie przełożył nogi nad siedziskiem przy organach, by siedzieć frontem do chłopaka. - Brzmi naprawdę jakbyś opisywał nie organy a mnie. Zasady to coś, co mnie definiuje. Zasady, prawo, przysięgi…
        Generał wstał i postąpił w stronę Francisa, ale nie na tyle, by zmusić go do cofnięcia się albo wywołać w nim niepokój.
        - O ile nie jest to dla ciebie traumatyczne wspomnienie, będziesz miał możliwość gry na pianinie, gdy dotrzemy do Maurii - oświadczył. - Mam jedno w swojej posiadłości i jeśli tylko zechcesz, będzie ono do twojej dyspozycji. Zgodzę się z tobą, że organy nie służą do opowiadania historii, a w każdym razie ja nie potrafię tego z ich pomocą dokonać… Tym chętniej usłyszę jak ty to robisz - podsunął trochę niższym, cichszym tonem, jakby była to nie zaczepka, a zachęta by chłopak się przed nim otworzył, bo on chce go poznać znacznie lepiej niż tylko w sztywnych ramach etykiety.
        Francis jednak uciekł wzrokiem - może specjalnie, a może z rozmysłem spojrzał za okno. Nikolaus również popatrzył w tamtym kierunku. Burza już minęła, ale deszcz pewnie nie da im spokoju aż do rana. Za dobrze znał tutejszą aurę, by mieć jakiekolwiek złudzenia.
        - Opuszczę cię teraz - zakomunikował Nikolaus, wyczuwają psychiczne zmęczenie Francisa. - Jeśli będziesz czuł się na siłach, możesz dołączyć do mnie na wieczerzy, nie czuj się jednak zobowiązany. Wolę, byś odzyskał siły przed wyjazdem do Maurii, przede mną nie musisz udawać, że czujesz się świetnie. Do zobaczenia, Francis… Spokojnej nocy, jeśli już dziś się nie spotkamy.
        Pożegnawszy się, Nikolaus skinął nemorianinowi krótko głową w imitacji poufałego ukłonu. Gdy go mijał w drodze do wyjścia z sali organowej, położył mu dłoń na ramieniu i lekko go ścisnął w geście dodającym otuchy. Jego uwadze nie umknęło to jak drobnej budowy był chłopak - prawie jak dziecko. Lecz co w tym dziwnego? Przecież dopiero wkraczał w wiek dorosły, a warunki, w jakich przyszło mu dorastać, nie sprzyjały budowaniu tężyzny. Klaus pomyślał jednak, że jemu to nie przeszkadza - chyba właśnie ta delikatność panicza de Brie w połączeniu z jego zadziornym charakterem tak na niego działały.
Awatar użytkownika
Francine
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Francine »

        Dobrze, że Klaus pozwolił Francine mówić. Zdecydowanie napad gadulstwa pomagał jej w chwilach przesiąkniętych... Właśnie... przesiąkniętych emocjami, ale by nazwać je jakoś konkretniej, określić ich rodzaj było już trudno z perspektywy nemorianki. Nigdy bowiem wcześniej nic podobnego nie czuła. Wiedziała, że kilka razy zadurzyła się w nieodpowiednim chłopaku, który zniechęcony brakiem majątku szybko darował sobie głębsze relacje, a Lou równie prędko odkrywała co jest grane. Ona wyciągnęła odpowiednie wnioski z doświadczeń jakimi uraczyło ją życie w Alaranii. Wówczas jej paskudny charakter dawał się we znaki i wszelkie uczucia gasły, co doprowadzało do wielu konfliktów.
        Teraz jednak wszystko wydawało się zupełnie inne. Nikolaus nie był szczeniakiem z wyższych sfer a dowódcą w Mieście Śmierci. Już sam ten fakt wystarczył by widzieć go zupełnie inaczej, ale to także przyczyniało się do wszelkich wątpliwości względem intencji wampira. Były one zwyczajnie nierealne, poza zasięgiem szczyla bez znaczącego tytułu.
        I miał żonę, skoro miał syna – tak w ramach przypomnienia.
        Jednak żołądek niemiłosiernie palił, gdy nieumarły zwrócił się ku dziewczynie, a tym samym odbierał jej pewność siebie. Jeszcze jego słowa... groza, wytrwałość, zasady... Nie chciała go opisywać! Tyle, że sama muzyka go określała więc omawiając jego styl musiała napomknąć o nim, nawet jeżeli nie była bezpośrednia. W dodatku to te wymienione cechy tak na nią działały, choć sama bardziej wpasowywała się w ramy rebeliantki niż godnej sędziny.
        Potem zaś pojawiły się przerażające wizje. Że co? Pianino? O ile nemorianka z natury była blada, tak tym razem jej policzki stały się zimne, gdy cała krew spłynęła jej do nóg. Te nagle stały się jakby ołowiane, miała wrażenie, że nie zdoła cofnąć się chociaż o krok. Niski ton mężczyzny dodatkowo dołożył balastu na jej ramiona. On tak świetnie grał na organach a ona... niby... miała dać występ... przed... nim? O nie.
        Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie!
        Spojrzała na deszcz za oknem. Czuła się tak samo - gęsta i ciężka - jak ta zakrywająca ciemne niebo ściana wody. To tak nie można, tak... po prostu, usiąść i zagrać. Po tylu latach na zapewne równie mrocznym, przytłaczającym wizerunkowo pianinie. Nie zapominając o tym, że przecież ma do czynienia z arystokratą obytym w melodii instrumentów. Było to zbyt... prywatne, odsłaniające. Po jakiego diabła się otworzyła przed nim w ostatnim zdaniu?!
        Francine szybko przeniosła wzrok na wampira, gdy ten zakomunikował jej o swoimi odejściu. Spięła się nieco słysząc, że przed nim nie musi udawać. Sama już nie wiedziała ile jest w tym szczerej troski a zwykłej, wymuszonej grzeczności, jakoś tak za dużo zawiłości pojawia się wokół sylwetki generała. Lou czuła, że nie dostaje żadnej odpowiedzi a przybywa za to coraz więcej pytań i niezrozumienia. Świat u boku Fallona był mniej skomplikowany.
        Francine z początku przytaknęła na ukłon Nikolausa, co bardziej wyglądało jak odruch niż faktyczna wdzięczność za miłe słowa. W te nie bardzo chciała wierzyć, a gdy poczuła na swoim ramieniu dłoń Turilliego aż ugięły się pod nią nogi. Stykanie się kolanami podczas gry na organach było czymś zupełnie innym! To przypadkowe ruchy, a tu jest celowe działanie! Jej myśli podążyły do obszernych opisów uczuć z jakimi zmagały się bohaterki wielu opowieści, gdy na swej drodze napotykały kogoś wyjątkowego i hipnotyzującego. Chyba przedarła się do jej głowy świadomość, że odczuwa coś podobnego, ale było to absurdalne. On, wielki generał... ŻONATY, a ona takie pstro z jakąś niemrawą przeszłością. Oczywistym było, że potraktuje ją jak zabawkę.
        Francine nabrała powietrza przez nos i wzrokiem odprowadziła wampira, jednak nie pozwoliła mu wyjść.
        - Zaczekaj – powiedziała wyrwana z własnych myśli.
        - Może... zanim wyjedziemy do Maurii to zobaczyłbym cały letni dworek? Widziałem tylko korytarze jakimi mnie prowadzono, napomknięto gdzie co jest, ale jestem ciekaw historii tego miejsca. Dostrzegłem kilka interesujących obrazów, kolumn, a wciąż nic nie wiem o tym miejscu - zaproponowała, co zaskoczyło ją równie mocno co jego.
Awatar użytkownika
Nikolaus
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
Posty: 82
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nikolaus »

        Gdyby Nikolaus wiedział jakie emocje targały jego gościem, może by mu zazdrościł, choć z perspektywy Francisa nie było pewnie czego zazdrościć. Wampir jednak okres młodzieńczych uniesień miał już dawno za sobą, a czy wtedy zdarzył się ktoś, kto wywoływałby taki chaos w jego głowie? Być może Kasper… Jego jednak generał mógł utożsamiać z walką, jaką wtedy toczył ze swoim starszym bratem – to co pamiętał było adrenaliną starć, a nie namiętnością. Jego zakazany owoc, Annalea? Ją też być może idealizował właśnie przez to, że była dla niego niedostępna. Dawno w jego życiu nie było kogoś, kto zrobiłby z jego uporządkowanego umysłu sieczkę – być może była to kwestia pewnej dyscypliny, jaką narzucała na niego jego własna magia umysłu i bariery, którymi się chronił… A może chodziło o to, że od tamtego czasu nigdy poważnie się nie zadurzył.
        Wampir jednak nie był świadomy skali chaosu, jaki wywoływał samą swoją obecnością w głowie Francisa – bez użycia magii, nieświadomie. Dostrzegał pewne wyczerpanie na jego twarzy, ale zwalał to w dużej mierze na karb przeżyć i odniesionych poprzedniego dnia obrażeń. Był to jednak powód, by dać już chłopakowi spokój i uwolnić go od swojej obecności, skoro sam nie potrafił się wymówić by odpocząć. Chyba musiał być bardzo wyczerpany, bo na propozycję rozstania zareagował trochę jak kukła albo jak skazany po całodniowym przesłuchaniu – naprawdę należał mu się odpoczynek. Nikolaus pożegnał się więc i udał do wyjścia – nie spodziewał się, że zostanie zatrzymany. Przystanął jednak, ręce splatając za plecami w niekontrolowanym odruchu, jakby oczekiwał jakiegoś raportu. Nie odpuścił sobie subtelnego grymasu zaskoczenia – nie spodziewał się, że chłopak będzie chciał zwiedzać jego dwór. Pomysł wydawał mu się nietypowy… Ale w sumie nie miał nic przeciwko.
        - Naturalnie – zgodził się z powściągliwym skinieniem głową, po czym zapraszającym gestem wskazał na drzwi. – Proszę, oprowadzę cię… Choć z góry zastrzegam, nie jestem historykiem sztuki.
        Generał nie rozwinął tej myśli – Francis powinien się domyślić, iż chodzi o to, że Turilli nie opowie ze szczegółami o każdym dziele sztuki i jakimś architektonicznym niuansie. Zresztą chyba nie tego chłopak oczekiwał, prawda?
        - Ta posiadłość jest w moim rodzie już od trzech pokoleń… Czterech, wliczając mojego syna – doprecyzował Nikolaus. – Od momentu wybudowania nie była jakoś szczególnie modyfikowana. Wiadomo, musiała przejść pewne remonty, to już wszak kilkaset lat, ale nie było mowy o wyburzeniu skrzydła czy dobudowaniu nowego – bryła pozostała taka sama. Jak wspomniałem, to nie jest główna siedziba naszego rodu. Przez większość czasu była traktowana jako dworek myśliwski albo letnia posiadłość, zależnie od aktualnych preferencji, dopiero mój syn wpadł na pomysł, że zrobi z niej swoją rezydencję. Znajdują się tu dwa prywatne apartamenty, domyślnie dla głowy rodu i małżonki oraz drugi dla jego dzieci, aktualnie jeden zajmuję ja, drugi Alexander. Tam pozwolisz, że nie będę cię oprowadzał. Ominiemy również piwnice, w których mój syn ma pracownie – w Maurii pracownie nekromanckie znajdują się pod szczególnym nadzorem i nie mogą w nich przebywać postronni pod nieobecność właściciela, nawet jeśli to pracownia członka rodziny. Pozostaje więc niewiele do zobaczenia – podsumował takim tonem, jakby naprawdę tak uważał, choć dla przeciętnego obywatela i tak ogrom pomieszczeń dostępnych był imponujący.
        - Tamta sala organowa została stworzona dopiero na moje polecenie, wydzielona z salonu, który znajduje się obok. Organy wykonał lokalny twórca, Esli Thaono, już niestety nieżyjący, choć jego warsztat jest dalej prowadzony przez synów. Ten sam człowiek wykonał zresztą organy w głównej posiadłości w mieście.
        Nikolaus zgodnie z zapowiedzią nie robił za pełnokrwistego kustosza – potrafił powiedzieć zdanie o jakimś mijanym obrazie, o posągu, o jakimś detalu architektonicznym i tak naprawdę mówił cały czas, o ile Francis chciał słuchać, ale nie były to rozwlekłe, pełne szczegółów analizy z dziedziny historii sztuki. Trudno było jednak na podstawie zbiorów określić gust Nikolausa – jak sam często podkreślał, w domu dominował teraz gust jego syna, uzewnętrzniający się przede wszystkim w motywach zwierzęcych i roślinnych. Ponoć Alexander kazał zmienić wszystkie balustrady w domu, by subtelnie przypominały gałęzie i pnące się po nich winorośle. Obrazy również były eksponowane zgodnie z jego instrukcjami, w najbardziej reprezentacyjnych miejscach wisiały więc okazałe krajobrazy albo ilustracje z polowań. Jeśli Francis był uważny, mógł zwrócić uwagę, że nigdzie nie było widać tak zwanej martwej natury, a jedynymi odstępstwami od scen rodzajowych i pejzaży były portrety.
        Jednym z najciekawszych pomieszczeń w domu była biblioteka - pełna regał z lśniącego mahoniowego drewna, z wygodnymi fotelami obitymi granatowym aksamitem, ale też dużym biurkiem przypominającym wręcz stół jadalniany i pulpitem z gatunku tych, za którymi stawało się podczas przemówień.
        - Tak… Jak już chyba kiedyś wspominałem, moja gałąź rodziny to głównie magowie i politycy, więc rozmiar tego pomieszczenia chyba nie dziwi - zagaił generał, zerkając kątem oka na Francisa. - W tej bibliotece znajdują się jednak niezbyt ważne książki, raczej dzienniki, beletrystyka czy wiersze niż księgi czarów. Cenniejsze pozycje znajdują się w moim domu w Maurii albo pod kluczem w pracowni Alexandra.
        Klaus coś tam jeszcze wspomniał na temat antyków stojących w bibliotece, a później zaprowadził Francisa do - jak wyraźnie zaznaczył - największego pomieszczenia w całym domu: sali balowej. Po drodze pozwolił sobie na uwagę, że mimo wszystko był to dom przeznaczony dla wypoczynku i relaksu, a to każdy pojmował różnie, więc warto było być przygotowanym na urządzanie tu przyjęć, choć generał wyraźnie zaznaczył, że i tak większość uroczystości raczej świętowano w stolicy.
        Sama sala balowa mimo wszystko robiła wrażenie. Pokrywał ją przepiękny, lakierowany parkiet z ciemnego drewna, który obwiedziony był jaśniejszą geometryczną ramą, a na środku znajdowała się przepiękna rozeta. Podobne zdobienia - proste i eleganckie - znajdowały się na suficie. Jedną ze ścian stanowiły ciągnące się od samej ziemi, łukowate okna z dość gęsto jak na tę powierzchnię ułożonymi szprosami - zapewniały taką dyskrecję, jak koronka na woalce wdowy, czysto symboliczną. Za to widok na ogród był doprawdy piękny, prawie jakby zieleń wlewała się do środka. Efekt ten potęgowały lustra szczodrze zdobiące ściany, dodatkowo optycznie powiększając pomieszczenie.
        Wzrok przykuwały jednak nie zdobne kandelabry czy elementy ozdobne tu czy tam, ale fakt, że przy niewielkim podwyższeniu ewidentnie przygotowanym dla muzyków, stały kosze i drewniane stojaki na… broń.
        Nikolaus odchrząknął.
        - Cóż, jak widzisz gdy akurat sala nie jest wykorzystywana zgodnie z jej pierwotnym przeznaczeniem, urządzamy tu małą salę treningową. Przydaje się, gdy pogoda jest taka jak za oknem - wyjaśnił generał, wymownym ruchem głowy wskazując na ścianę deszczu szumiącą na zewnątrz.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości