Mauria[Karczma "Odcięta Dłoń"] Rzepa, wino i zabawa ogniem

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

[Karczma "Odcięta Dłoń"] Rzepa, wino i zabawa ogniem

Post autor: A'mel »

        A'mel rzadko się mylił. Zwykle jednak, gdy już do tego dochodziło, brało się to z jego niefrasobliwości i swobodnego podejścia do otaczającego go świata, niż z braku wiedzy na jakiś temat. Tak i też było tym razem. Wiszący nad wejściem do karczmy szyld, do której udał się wraz z nowo poznanym towarzyszem, przedstawiał dłoń, na której spoczywało kilka złotych monet. Wygrawerowany poniżej niej napis we wspólnej mowie "Odcięta Dłoń", także rozwiewał wszelkie wątpliwości. Widocznie elfia logika czarownika połączyła fakt odciętej części ciała z naturalnymi procesami gnilnymi i wytworzyła zupełnie nową nazwę przybytku.

        Wnętrze karczmy nie prezentowało się ni okazale, ni odstraszająco. Ot zwykła, sporawa izba o drewnianych ścianach, wypełniona kilkoma ciężkimi ławami i krzesłami, zbitymi z grubych desek. Gdzieniegdzie widać było leżące naczynia i sztućce, a blaty ław upstrzone były odparzeniami i plamami z resztek pożywienia. Na końcu sali znajdował się kontuar, za którym przysiadł starszy mężczyzna, gospodarz i właściciel Dłoni, obsługujący w tej chwili ostatnich klientów, których o tej godzinie było już niewielu. Tuż obok niego, znajdowały się schody prowadzące na piętro, do możliwych do wynajęcia pokoi, równie czystych i przyjemnych w odbiorze, jak parter. Tania gospoda, jakich wiele było w miastach i wioskach, nie oferująca nic poza skromnym, ciepłym posiłkiem i niezbyt miękkim, ale znośnie wygodnym materacem czy zapieckiem do spania.
        - Jak swojsko - mruknął pod nosem, przekraczając próg i kierując się do jednego ze stołów, gdzie rozsiadł się wygodnie i zdjął z ramienia torbę, którą powiesił na oparciu krzesła. - Siadaj, siadaj, Erisie. Jeszcze kilka chwil i napełnimy brzuchy czymś porządnym. Karczmarz! - krzyknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę, po czym zsunął z ramion płaszcz i skrzywił się, patrząc na swą rękę. Nie spodziewał się, że skóra na łokciu dosyć poważnie obtarła się, puszczając krew. Na wpół mokry materiał koszuli przykleił się do ręki i częściowo już zasechł, przywierając do rany. "Gdy już będę w pokoju, będę musiał coś z tym zrobić..." pomyślał, próbując delikatnie oderwać tkaninę, lecz ta stawiała opór.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Wzdrygnął się na widok nazwy na szyldzie karczmy. Obcięcie ręki jest dość popularną karą za kradzież. Pewnego razu sam już kładł dłoń na pniu, jednak uratowała łaska przejeżdżającej przez wioskę możnej pani. Był to akt wdzięczności za naprawę pozytywki, którą darzyła szczególnym sentymentem. Dostał wtedy sowitą zapłatę i przez kilka tygodni żył jak król. Rozmarzył się przez chwilę wspominając bogactwo, które przehulał w karczmach i lombardach, przez co został nieznacznie w tyle za swoim towarzyszem.

        Przed wejściem do karczmy schował skrzydła, wiedząc, że najpewniej będzie nimi o wszystko wadzić. Cały czas rozglądając się po pomieszczeniu zajął miejsce przy stole, naprzeciwko elfa. Jeszcze chwilę, chłonął wszystkie informacje dotyczące otoczenia i kilku osób, znajdujących się w karczmie oprócz nich, jednak nic nie wydawało się szczególnie interesujące. Przerwał swoje obserwacje, kiedy dostrzegł, że jego towarzysz krzywi się z bólu.

        Widząc ranę A’mela, Eris poczuł, że powinien mu jakoś pomóc. Otworzył swoją torbę i zaczął w niej szperać. Należałoby przemyć skaleczenie wodą, już odkopał wśród rozmaitości swój bukłak, jednak gdy go chwycił okazał się pusty. Zawahał się chwilę, po czym wyciągnął z torby podłużny obiekt owinięty starannie w białą chustę. Odwinął kawałek materiału i oczom Erisa oraz jego towarzysza ukazał się mosiężny świecznik. Fellarian odłożył go delikatnie do torby, któż wie jakie skarby jeszcze skrywają jej kieszenie, po czym podszedł do elfa i zaczął prowizorycznie opatrywać jego ranę.
        - Spokojnie materiał jest czysty, a lepiej jednak czymś zasłonić otwartą ranę, by się jakieś licho w nią nie wdało.

        Kończąc zawiązał mocny supeł, by tymczasowy opatrunek nie zsunął się i powrócił na swoje miejsce. Akurat, gdy usiadł, przy stole zjawił się karczmarz. Był to masywny mężczyzna w sile wieku, z bujną czarną brodą, przyprószoną pierwszymi siwymi włosami i wyraźnymi, lecz jeszcze niezbyt głębokimi zmarszczkami.
        - Co podać?
        Jego głos nie wyrażał wielkiego entuzjazmu, ale też nie czuć było niechęci, która wręcz biła od wszystkich do tej pory spotkanych w tym mieście osób. Może to kwestia większej otwartości, a może zwykłej chęci zarobku, ciężko ocenić. W każdym bądź razie stanowiło to miłą odmianę i zapowiedź dłuższego pobytu w progach przybytku.
        - Czy macie dzisiaj, dobry człowieku, w swojej ofercie zupy? – zapytał Eris uśmiechając się życzliwie.
        - Tylko rzepowa. - Twarz karczmarza pozostała kamienna, a słowa wypowiadał machinalnie i tyle ile było konieczne.
        - A więc poproszę miskę. A co dla ciebie A’melu?
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Chędożona koszula. Trzymała się mocno i uparcie, mógłby ją zerwać jednym szybkim ruchem, ale wtedy rana by się otworzyła. I by bolało. I piekło. Westchnął i zrezygnował z obmacywania łokcia, nie chciał się z tym babrać przy stole i to na moment przed jedzeniem.

        Kątem oka spostrzegł, jak skrzydlaty usiadł na przeciw niego i zaczął przebierać w swojej torbie, wyraźnie czegoś szukając. Po chwili wyjął z niej podłużny, owinięty w materiał przedmiot, który okazał się... świecznikiem? Bodajże mosiężnym, nie zdążył się jednak dobrze przyjrzeć, bowiem ten szybko zniknął w sakwie. "Czyżby Eris Podróżnik parał się obnośnym handlem? A może..." W głowie zaświtała mu myśl, że młodzieniec mógł uciec ze swego domu, zabierając ze sobą co popadnie i na czym mógł zarobić, lub też owy przedmiot wcale nie należał do niego. Coraz więcej znaków wskazywało na to, że pomylił się odnośnie jego rasy. Uniósł brew, gdy ten powiedział do czego chce wykorzystać tkaninę i zbliżył się do niego, by opatrzyć jego rękę. Zacisnął zęby, by nie jęknąć z bólu i nie spłoszyć chłopaka, gdy ten podciągnął rękaw koszuli, odrywając go od przyschniętej rany. Gdy pochylił się nad jego obrażeniami, wykorzystał moment niespodziewanej bliskości i sam odrobinę przysunął się ku niemu, niemal zanurzając nos w jego włosach, tak, by móc zaczerpnąć zapachu jego aury. Nie potrzebował wiele, jeno wyraźny słodki aromat lilii i charakterystyczną woń mirry, jakie roztaczali wokół siebie niebianie. Nie znalazł ich, wyczuł kwiaty, lecz te najzwyklejsze, polne i lejący się miód. "Nie anioł, lecz ma skrzydła. Fellarianin."

        Wyprostował się, gdy Eris skończył. Czy młodzieniec zauważył, że go delikatnie, jednak bądź, co bądź, obwąchał? Jeśli spostrzegł jego poczynania, to nie dał po sobie nic poznać i zajął się rozmową z karczmarzem.
        - Szybko się uczysz. Mówiłem, że zawarcie przegłosu w mym imieniu, nie jest niczym trudnym. A ja - spojrzał na gospodarza - proszę o kacze uda, trzy, pikantne marynaty mi nie straszne. Dorzucie do nich, gospodarzu dwie, słusznych rozmiarów rzepy i upieczcie wszystko na chrupko. I jeszcze siekanych buraków podajcie - wyliczył, sprawdzając trwałość Erisowego opatrunku. - I gdy spożywać będziemy, pokój przygotujcie. Niech czeka w nim duża balia gorącej wody.

        Karczmarz kiwnął zdawkowo, dając do zrozumienia, że pojął i odszedł od stołu, kierując się za kontuar, zapewne by wydać odpowiednie polecenia na kuchni, czy też samemu zająć się gotowaniem.
        - Gospodarzu! I puchar czarnego malbec! Jedzenie może poczekać, ale z winem to chyżo! - zakrzyknął za odchodzącym mężczyzną i skierował swe spojrzenie na skrzydlatego.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Siedział spokojnie ze splecionymi rękoma, czekając, aż A’mel skończy spore zamówienie. Wpatrywał się przy tym w niego, lekko przekrzywiwszy głowę i delikatnie marszcząc brwi. ,,Czy on mnie przed chwilą wąchał?’’. Niemal na pewno poczuł we włosach powiew, jak gdyby oddech. Czyżby wpadł w elfowi w oko? Albo to po prostu jakiś zwyczaj, którego nie rozumiał. Może propozycja dotrzymania towarzystwa, nie była tylko chęcią pomocy nieobeznanemu w topografii miasta? Hola!

        Skierował pospiesznie wzrok na podpitego, przysypiającego przy stole, na drugim krańcu izby mężczyznę, udając, że nie gapił się na swojego towarzysza. Zupełnie jakby A’mel już po samym spojrzeniu Erisa potrafiłby przejrzeć jego myśli. Czując na sobie wzrok, skierował twarz z powrotem w stronę elfa.
        - Mam szczęście, że trafiłem na kogoś tak dobrze znającego miasto, nie wydaje się ono zbyt przyjazne – zaczął, by nie dopuścić do prawdopodobnie niezręcznej ciszy. Wsparł delikatnie brodę o pięść, tak że ta w rzeczywistości ledwie ją muskała. – Ty też jesteś podróżnikiem nieprawdaż? Ile świata zwiedziłeś? Widziałeś pustynię? Albo ocean? Spotkałeś na swej drodze jakieś przygody? Niebezpieczeństwa? Cuda?

        Jego oczy wydawały się błyszczeć przy zadawaniu kolejnej serii pytań, jednak zmuszony był przerwać kiedy karczmarz bez słowa położył przed A’melem kielich czarnej cieczy. W sumie Erisowi od mówienia zaschło w gardle, więc nim karczmarz zdążył się oddalić, poprosił o coś słabszego. Mężczyzna z pewnością go usłyszał, ale nie odezwał ani słowem. Parę chwil później wrócił z identycznym kielichem czarnego wina. Najwyraźniej ze wszystkiego co mieli do zaoferowania to ono miało najmniej mocy. Fellarianin niepewnie wpatrywał się przez chwilę na zawartość naczynia, po czym wziął mały łyk na spróbowanie. W takich chwilach żałował braku powonienia, jedynym sposobem na sprawdzenie zjadliwości pozostał przytępiony smak. Na szczęście tym razem trunek nie okazał się żadną podejrzaną miksturą.
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Pokiwał twierdząco głową. Mauria rzeczywiście nie była zbyt otwarta na obcych, ale to przez specyficzną mentalność mauryjczyków i panujący wśród nich kult śmierci. Jednakże poza ostracyzmem, przyjezdni raczej nie mieli się czego obawiać. O ile, rzecz jasna, przestrzegali prawa. Inne miasta pełne były przestępców, rzezimieszków, kieszonkowców, w zaułkach, uliczkach i dzielnicach biedoty koczowały całe gromady marginesu społecznego i ludzi, zdolnych wbić komuś ostrze pod żebro za kromkę pleśniejącego chleba czy kilka Miedzianych Kruków. W Maurii, dzięki możliwości rozmaitych kontraktów, przestępstwa na tle pieniężnym, były niezwykle rzadkie.
        - Owszem, podróżuję. Lecz nie nazwałbym się wędrowcem, a raczej... - przerwał na moment, szukając odpowiedniego słowa - poszukiwaczem. Chociaż i głupcem także mógłbym się tytułować, bowiem od wielu lat wciąż nie znalazłem tego, czego szukam i być może nigdy tego nie znajdę.

        Chwycił puchar i przystawiając go do warg, zaczął pić. Czarny trunek wypełniał jego usta i przełyk, a on wciąż przechylał naczynie i odchylał głowę, aż ostatnia kropla malbec znalazła się na jego języku. Po wypiciu wina duszkiem, spojrzał na wilgotne wnętrze pucharu i odłożył go na blat stołu.
        - Przygodą, drogi chłopcze, dla jednego może być nocna podróż ulicami nieznanego miasta, na innym zaś wypędzanie demonów z naszego wymiaru nie zrobi żadnego wrażenia, bo to jego codzienność. Podobnież z niebezpieczeństwami i cudami, wszystko zależne jest od sumy naszych doświadczeń i przeżyć - powiedział, z premedytacją kierując rozmową tak, by młodzieniec odniósł te słowa do samego siebie.

        - I pytasz, ile świata zwiedziłem? Na skrzydłach wiatru, własnych stopach i wozach podróżnych, gdy ci zechcieli mnie na owy przyjąć, całą Łuskę wzdłuż i wszech przemierzyłem. Włosy me palił bijący z nieba blask Wielkiej Pustyni Słońca, a sól z Oceanu Jadeitów odbarwiała moje odzienie białymi plamami. Walczyłem z bagiennymi bestiami z Ivin-Dir i żyjącymi pod piaskiem istotami z Eloin. Spotkałem mych braci, zamieszkujących Lodowe Pustkowia i tych przebywających w jaskiniach ciągnących się pod powierzchnią Alaranii. Widziałem smoki z Gór Dasso i diabły z Gór Czarnych. A nawet tobie podobnych, w twoim rodzinnym Fellarionie - dodał na koniec monologu wzmiankę o górujących nad jeziorem Łez Rapsodii szczytach, uważnie obserwując reakcję młodzieńca. Nie był ekspertem od ras, ale jego nabyta podczas podróży wiedza, pozwalała mu na stwierdzenie, że pierzaste skrzydła, naturalnie mogły mieć tylko trzy z nich. Anioły, harpie i fellarianie właśnie.

        Rozchodzący się od strony kuchni zapach mięsiwa i rzepy świadczył o tym, że ich posiłek był przygotowywany i niebawem powinien trafić na stoły.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Wpatrywał się zafascynowany w swojego rozmówcę, chłonąc uważnie jego słowa. Co pewien czas brał po małym łyku wina, nie spiesząc się z opróżnieniem kielicha. Zawsze kiedy mowa było o podróżach słuchał jak oczarowany. W żadnym momencie nie przerwał elfowi, jedynie parę razy zdarzyło mu się przytaknąć skinieniem głowy.

        Na wzmiankę o rodzinnych stronach, spojrzenie Erisa zmieniło się na moment. Nie patrzył już na A’mela, a raczej na punkt znajdujący się kilka krain dalej. Najpierw ujrzał w głowie przytaczane przez elfa miejsca. Piękne, pełne energii, która płynęła tam tak samo w nawet najdrobniejszym kamieniu, czy mchu, jak i każdej żywej istocie, również w nim. Poczuł ukłucie wewnętrznej pustki, zew gór wołający swego błądzącego syna, by powrócił do domu. Tak dom… I zmartwione twarze rodziców. Szybko odgonił te myśli, nie pozwalając im do reszty zawładnąć jego umysłem. ,,To już przeszłość, która mnie nie dotyczy”. Miał nadzieję, że A’mel nie dostrzegł zmiany na jego twarzy. Nie chciał okazywać słabości. Jednak było do przewidzenia, że prędzej czy później padnie temat Fellarionu, w końcu niezwykle rzadko spotyka się jego mieszkańców w innych rejonach świata.
        - Rzecz, za którą gonisz musi być niezwykle nieuchwytna, skoro zawiodła cię, w tyle miejsc – stwierdził, po czym szybko dodał: – Ale życzę ci rychłego jej odnalezienia.

        Rozległ się dudniący odgłos kroków, które Eris od razu rozpoznał. Skierował ku niemu twarz i ujrzał idącego w ich kierunku karczmarza, trzymającego oburącz wielką tacę. Gospodarz postawił przed nimi podłużny talerz, miskę oraz niewielki koszyczek ze sztućcami, po czym odszedł uprzednio skinąwszy głową. Oba naczynia zawierały hojne porcje parującego jadła. Eris nie potrzebował węchu, by ocenić, że wszystko zostało solidnie doprawione, w dodatku na ostro. Potrawy posiadały ciemną barwę od przypraw. Nawet jego zupa z rzepy, która w każdym innym mieście byłaby blada i przeźroczysta. Jedynie siekane buraki na talerzu elfa, wydawały się oszczędzone przez szalonego kucharza.
        - Smacznego! – powiedział Eris do swojego towarzysza, po czym wpakował do ust łyżkę zupy.
        Ogień. Ostrość potrawy spotęgowana jej temperaturą wypełniła usta Erisa, parząc go w wargi, język, a następnie przełyk. Upuścił łyżkę do miski rozchlapując część zupy. Czerwony na twarzy pochylił się nad stołem z trudem powstrzymując łzy napływające do oczu. Pomimo przytępionego zmysłu było to najintensywniejsze doznanie smakowe w jego życiu. Uderzył otwartą dłonią w stół, jakby ból w kończynie miał złagodzić wrażenie w ustach.
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Skinął fellarianinowi głową, bo, a jakże, rzecz, której szukał była nieuchwytną. Niczym wiatr, którego nie sposób pochwycić w dłonie, uciekała niczym woda, przeciekająca przez palce i nieubłaganie przesypujący się w klepsydrze piasek. Uzdrowiciele, których poszukiwał, byli jeno li środkiem, do osiągnięcia celu, do najzwyklejszej prozaiczności, jaka dana jest wielu, a ci nie zauważają jej, póki nie zostanie im ona odebrana - oddechu. "Już chyba nie pamiętam, jak to jest móc zaczerpnąć pełen wdech bez medalionu. Bez bólu, bez dławienia się własną krwią i śluzem zbierającym się w płucach, bez tej... niemocy." Zastanowił się, mimowolnie sięgając ku piersi, gdzie pod materiałem koszuli znajdował się amulet z rzeźbioną różą wiatrów, pozwalający mu żyć.

        Powiódł wzrokiem za spojrzeniem chłopaka i spostrzegł karczmarza z jadłem. Ucieszył się, że zostanie już podane, nie będzie dzięki temu zajmować myśli pozorną bezowocnością swych wędrówek. Bo przecież one nie były bezsensowne? Przecież gdzieś znajdzie się medyk, mag czy też uzdrowiciel, który będzie w stanie mu pomóc, prawda? Prawda? PRAWDA?!

        Otrząsnął się, gdy skrzydlaty dość głośno życzył mu smacznego posiłku i zabrał się za pałaszowanie zupy. Przystąpił do niej tak ochoczo, że chyba nie spostrzegł wyrazu jego twarzy, który przez krótką chwilę mógł być odrobinę... niepokojący. Nie przejmując się sztućcami, pochwycił kawałek kaczki w palce i wgryzł się w gorące mięso, rozrywając je dziko zębami. Rozkosz. Prawdziwe mięso, prawdziwe przyprawy, prawdziwe jedzenie, prawdziwe... spojrzał wpół żucia i przyjemności na krztuszącego się towarzysza, który swym, widocznym nieobeznaniem z ostrością potrawy, zaburzał mu jego smakowe doznania. Po chwili, jakby nigdy nic, wrócił do jedzenia. Szybko oczyścił z mięsa pierwszy kawałek drobiu i sięgając po drewnianą łyżkę z koszyczka przyniesionego przez karczmarza, wpakował sobie do ust większość buraków, jakie miał na talerzu. Gdy tylko je przełknął, dojadł ich resztę i chwycił drugi kawałek mięsa. Wiedział, że Eris od mauryjskich przypraw i pikantnej papryki nie dozna znacznego uszczerbku na zdrowiu, więc nie uznał za stosowne nawet wstać i poklepać go po plecach, w końcu miał w życiu jakieś priorytety, jak chociażby to tłuściutkie udko z pięknie zrumienioną skórką, której pękanie na języku, sprawiało, że jego ślinianki pracowały z pełną mocą.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        - W pióro! – wydał z siebie stłumiony krzyk i parę jęków.
        Nie udało mu się powstrzymać łez, które teraz ciekły rzewnie. Jednak był zbyt głodny, by wybrzydzać, w dodatku, kiedy pieczenie w ustach minimalnie złagodniało, uznał, że danie jest smaczne, a przynajmniej tak twierdziły te kubki smakowe, które jeszcze nie zostały doszczętnie sparaliżowane ostrością. Wyprostował się i ponownie chwycił łyżkę. Chwilę się jej przyglądał, zwykła drewniana, nie godna większej uwagi, tak jak reszta zastawy w tym przybytku, po czym nieufnie zaczerpnął nią odrobinę zupy i włożył do ust. Co jakiś czas robił sobie przerwę, na cierpienie. W tych momentach zdarzyło mu się zerknąć na A’mela, który nic sobie nie robił z ostrości swoich potraw. Czy aby na pewno były pikantne? A może z niewiadomych przyczyn, kucharz postanowił dokuczyć Erisowi specjalnie zbyt mocno doprawiając zupę? Nie gapił się na elfa zbyt długo i gdy tylko jego nerwy przestały piszczeć, powracał do swojej heroicznej walki z mauryjską kuchnią.

        Tym sposobem, cały czas łzawiąc z oczu i nosa, czerwony jak burak na talerzu A’mela, powolutku pochłonął całą miskę. Popił posiłek resztką wina z dna kielicha, by choć trochę ugasić wewnętrzny pożar. Otarł dłonią mokre oczy i nos. Czuł jakby usta mu spuchły, co jednak nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości, choć przybrały karmazynową barwę. Cała jego twarz mogłaby robić za paletę barw wampirzego malarza, mieniąc się wszelkimi odcieniami czerwieni.
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Dojadł mięso i nim zabrał się za ostatni kawałek, spojrzał na skrzydlatego i rzucił mu jedną ze swych rzep, by zagryzł pieczenie. Warzywa nie były doprawione aż do tego stopnia, więc przełamanie smaku i konsystencji zupy, mogło Erisowi pomóc. Choć i niekoniecznie, w końcu rzepa także była ostra.

        W milczeniu dokończył resztę kaczki i podniósł się od stołu, przywołując karczmarza gestem. Gdy ten się zbliżył, zapytał o pokój, który miał zostać przygotowany i balię wody. Gdy ten potwierdził, że wszystko jest gotowe, sięgnął do torby i wygrzebał z niej mieszek z monetami, z którego odliczył odpowiednią ilość ruenów, którymi uregulował należność. Powiadomił także gospodarza, kiedy zamierzał zwolnić izbę i odebrał od niego klucz do odpowiedniego pomieszczenia.
        - No cóż, Erisie Podróżniku - zaczął, przerzucając przez ramię płaszcz i torbę. - Tu się chyba rozstaniemy, nieprawdaż? - zapytał na poły retorycznie, przegryzając drugą, pozostałą rzepę.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Mile zaskoczony hojnością towarzysza podziękował i zabrał się do pałaszowania ofiarowanej mu rzepy. W istocie była pikantna, jednak nie mogła nawet konkurować ostrością z przed chwilą spożytej zupy. Przywykł do pieczenia w ustach, więc pochłonięcie rzepy nie stanowiło dlań większego problemu. A może to erisowe zmysły już się poddały?

        Jak miał w zwyczaju jadł nieśpiesznie. W dodatku próbował jak najbardziej odwlec moment, w którym będzie musiał zapłacić za posiłek. Kiedy elf rozmawiał z karczmarzem, starał się jak najmniej rzucać w oczy, nie patrzył zupełnie w ich stronę i lekko skulił się w sobie. Wyprostował się dopiero, gdy A’mel zwrócił się do niego.
        - Może mógłbym ci pomóc lepiej się opatrzyć - zaproponował i wstał z krzesła gotowy ruszyć za elfem.
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Obserwował młodzieńca, z wolna przeżuwając warzywo. Zmiana opatrunku mogłaby i się przydać, nie miał w tej chwili na stanie odpowiedniego materiału, tym bardziej czystego, lecz nic nie stało mu na przeszkodzie przeprania koszuli i podarcia jej na pasy. Z drugiej jednakże strony o poranku miał ruszyć na poszukiwania medyków i uzdrowicieli, którzy na pewno zajęliby się jego raną w sposób bardziej kompetentny, niż obwiązanie jej kawałkiem płachty zdjętej ze świecznika. Przełknął kęs i nadgryzł kolejny, świdrując fellarianina wzrokiem.
        - Dobrze - skwitował krótko po chwili milczenia i ruszył stronę schodów, nie kłopocząc się nawet ze sprawdzeniem, czy skrzydlaty na pewno za nim idzie. Jak ten to odebrał, nie obeszło go w żadnym stopniu.

        Pokój, który przygotował dla niego karczmarz, znajdował się na końcu korytarza na piętrze. Nie było w nim wiele, jeno mała skrzynia przystawiona do wąskiego łóżka, niski stolik i krzesło. Pomieszczenie było pozbawione niepotrzebnego przepychu i ozdób, jakich nigdy nie wymagał od miejsc, w których nocował, jednakże koce i poduszka na pryczy były czyste i na pierwszy rzut oka pozbawione robactwa. Kilka ruenów więcej wciśniętych w odpowiednie ręce potrafiło zdziałać na prawdę wiele, zwłaszcza w miejskich i przydrożnych karczmarz. Pod drzwiami znajdowała się duża balia wypełniona gorącą wodą, najwidoczniej świeżo nalaną, gdyż w powietrzu można było wyczuć ciepłą wilgoć, a na szybie dwuskrzydłowego okna osadziła się skroplona para.

        Wchodząc, rzucił swój płaszcz i bagaż na stolik i upewniając się, że Eris wszedł do środka, zdecydowanym gestem machnął w stronę drzwi, wywołując tym podmuch, który zamknął wierzeje. Nie musiał jednak tego robić, wiele zaklęć potrafił wywoływać samą myślą, pozostając nawet sparaliżowanym i uciszonym, lecz niektóre gesty wykonywał po prostu machinalnie. Znał historię potomka kotołaczki wychowanego przez ludzkiego ojca, który za każdym razem, gdy oślepiało go słońce, przesłaniał oczy dłonią, zamiast po prostu zwęzić swe kocie źrenice. Po sprawdzeniu dłonią temperatury wody i uznaniu, że jest odpowiednio rozgrzana, sięgnął do swej torby i zagłębił w niej rękę, znacznie głębiej, niż pozwalałyby na to jej gabaryty i wyciągnął z niej opasłe, oprawione w skórę tomiszcze, które z hukiem wylądowało na ostatnim wolnym skrawku stołu, co świadczyło o jego niemałej wadze. Po szybkim otwarciu i przekartkowaniu go, znalazł odpowiednią stronę dotyczącą Maurii i pokiwał ze zrozumieniem głową.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Przeszedł go dreszcz, gdy A’mel przypatrywał się mu w milczeniu. ,,Może to jednak nie był dobry pomysł?’’. Zastanawiał się o czym myślał w tym momencie jego towarzysz i miał nadzieję, że swoim pytaniem, nie wpakował się w coś czego wkrótce pożałuje. Mimo rosnącej niepewności żwawo przerzucił torbę przez ramię, tak, że jej zawartość zabrzęczała i podążył za elfem.

        Wchodząc, rozejrzał się po pokoju. Rzeczywiście bardzo schludnie i przytulnie. Co prawda jedno łóżko, ale to nie problem…
        - Ah! - wydał z siebie stłumiony okrzyk i odskoczył, kiedy drzwi za nim samoistnie się zamknęły. Po geście wykonanym przez A’mela, domyślił się, że to jego sprawka.

        Wyprostował się próbując ukryć okazany przed chwilą akt tchórzostwa i pewnym krokiem podszedł do okna. Otworzył je na oścież, nie zważając na wpuszczane chłodne powietrze. Wspierając się rękoma wychylił na zewnątrz tak, że można by odnieść wrażenie, iż zaraz wypadnie. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech, z rozkoszą chłonąc świeże, deszczowe powietrze. Wcześniej nie czuł, by pobyt w zamkniętej przestrzeni mocno mu doskwierał, ale po otwarciu okna odniósł wrażenie jakby ktoś ściągnął mu ciężar z barków. ,,Uf jak dobrze”. Co jakiś czas na jego głowie i ramionach lądowały pierwsze drobne krople. Otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. W czasie kiedy jedli, zdążył zapaść zmrok, przyspieszony przez płachtę chmur przysłaniającą niebo. Obserwował przez chwilę nielicznych przechodniów umykających przed deszczem. Po czym ponownie wsunął się do pomieszczenia i zamknął za sobą okno, aby deszcz, który jak ocenił w przeciągu paru minut powinien rozpadać się na dobre, nie wdarł się do pokoju.

        Widząc A’mela wertującego opasłe tomisko, podszedł do niego zaciekawiony.
        - Co tooo? – spytał wychylając się zza elfa, próbując rozczytać tajemnicze zapiski.
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Przesuwał palcem po tekście, przeskakując pomiędzy zapiskami w swym rodzimym języku, wstawkach ze Wspólnej Mowy i dopiskach z Mowy Pradawnych. Tekst był wyraźnie spisywany na raty, chaotycznie poukładany, czasem pisany równym, starannym pismem, czasem zaś nabazgrolony do tego stopnia i pokreślony, że niemożliwością było by odczytanie go przez kogoś innego niż sam autor. W kilku miejscach znajdowały się także koślawe rysunki humanoidalnych postaci z wykrzywionymi, uproszczonymi twarzami.
        - Albert Powroźnik... człowiek, zbyt stary, by mógł się rozwinąć... Avamidea, leśna elfka. Nienawidzi mnie... Hmm, plac nieopodal świątyni... Czarna Koza... I jeszcze ona... - mruczał do siebie, pozwalając swoim myślom i głosowi swobodnie płynąć.

        Spojrzał na Erisa, unosząc sardonicznie brew.
        - To księga. Macie księgi w Fellarionie, prawda? O ile mi wiadomo, dawno minęliście już okres piktogramów i odbijania śladów swych dłoni na ścianach jaskiń. - Odszedł od stołu i przysiadł na skrzyni, wyciągając przed siebie nogi.
        - Powiesz, czego naprawdę chcesz? Zmiana opatrunku, to marna wymówka, by dostać się do mojego pokoju - spytał, nie zmieniając swobodnego tonu głosu. - Na zabójcę nie wyglądasz, przestraszyłeś się trzasku drzwi. Jeśli jesteś złodziejem, to wiele nie mam, trochę monet, kilka kryształów akceleracyjnych, parę drobiazgów. Wiem jednak, że ludzie potrafią zabijać, za znacznie mniej... Słucham więc. I dobrze ci radzę, nie kłam.

        Podczas tej krótkiej przemowy, wizualizując gesty i wymawiając w myślach odpowiednie słowa mocy, wytworzył w dłoni małą kulę ognia i powiększył ją do rozmiarów pięści. Płomień nie był wielki, mógł jednak poparzyć i z łatwością podpalić to czego dotknie, służył jednakże bardziej za mentalne przypomnienie towarzyszowi, że nie ma przed sobą zabłąkanego podróżnego, który byłby łatwym celem napaści. Ogień zawsze działał zachęcająco do rozmowy i szczerości, nieważne czy był podstawą wesoło trzaskającego ogniska, na którym gotował się kociołek ze strawą, czy też podgrzewał do czerwoności ten sam kociołek, przyciśnięty do brzucha skrępowanego przesłuchiwanego, sprawiając, że uwięziony pod nim arratoi przedrapywał i przegryzał się na wolność jedyną dla siebie możliwą drogą.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Postanowił zignorować kąśliwą uwagę i odsunął się od A’mela pozwalając mu odejść od stołu. Zerknął raz jeszcze na leżącą na stole księgę. Wydawało mu się, że raz czy dwa widział jakieś znajome słowo, jednak całość była zbyt chaotyczna, by mógł cokolwiek z tego zrozumieć. Domyślał się, że to pewnie zaklęta księga, pełna tajników magii i odczytać ją może tylko wybrana osoba, przed którą dziwne zawijasy i kreski układają się w czytelny tekst. Przez te domysły ciekawość Erisa jedynie wzrosła.

        Ponownie skierował swoją uwagę na A’mela kiedy usłyszał, iż ten coś do niego mówi. Widząc pojawiający się w jego dłoni płomień odsunął się o krok.
        - Wcale się nie wystraszyłem! – obruszył się, jednak natychmiast zamilkł po ponownym zerknięciu na ogień. Podniósł otwarte dłonie w geście uspokojenia i kontynuował niepewnie. – Bardzo przydatne, ręce się nie odmrożą i upieczesz coś na tym. Tylko nie za bardzo do czytania po zmroku, bo można niechcący kartki podpalić. – Na koniec zdania zaśmiał się nerwowo. Oczyma wyobraźni widział jak jego skrzydła w mgnieniu oka idą z dymem, całe szczęście miał je teraz schowane. Westchnął i opuścił ręce.
        – Eh, no dobrze. Nie, nie jestem zabójcą ani złodziejem. A nawet jeśli, to nie obrałbym kogoś parającego się magią na swój cel. – Jego głos znowu brzmiał spokojnie, jednak nie spuszczał wzroku z kuli ognia. - Jak wcześniej wspominałem jestem podróżnikiem, ale na ten moment sakiewka mi nie ciąży. Miałem nadzieję, że jeśli w jakiś sposób ci pomogę, w zamian opłacisz część moich wydatków, choćby nocleg. Przysługa za przysługę. – Tu zatrzymał się na moment, zastanawiając się nad dalszymi słowami. - Oczywiście nie ograniczam się do pomocy przy opatrunku. Naprawiam proste mechanizmy, głównie różnego rodzaju zamki, nawiguję, a dla melomanów gram na fletni. Mogę też użyczyć swoich skrzydeł, jednak to wydaje się zbędne… Ale jeśli masz jakikolwiek inny pomysł, jak mógłbym się przydać, przystanę na to.

        Kiedy skończył mówić uśmiechnął się delikatnie. Zdawał sobie sprawę na jak bardzo cienkiej linie balansuje, i że w razie upadku, tym razem skrzydła na nic się zdadzą.
Awatar użytkownika
A'mel
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 4 miesiące temu
Lokalizacja: Bolesławiec
Kontakt:

Post autor: A'mel »

        Patrzył na fellarianina znudzonym wzrokiem, w rzeczywistości jednak pozostając w pełni czujnym. Ten mógł w końcu chcieć próbować go okłamać, omamić. Ukryć za niewinnością i pozorną delikatnością prawdziwe intencje. Spotkał podczas swych wędrówek zbyt wiele istot, które chciały w brutalny sposób naruszyć jego cielesność, czy też ograbić go z dobytku. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie prezentował się szczególnie groźnie czy dostojnie, co mogło zachęcać do takich, a nie innych prób. Był raczej przeciętny, przynajmniej we własnym mniemaniu. Wśród swych krajan nigdy nie uchodził za wybitnie przystojnego, czy to w samczo męski, czy też młodzieńczo urodziwy sposób. Na powodzenie nie narzekał, co było jednakowoż zasługą sprawnego operowania językiem... Kobiety innych ras czasem zachwyciły się jego urodą, lecz czy rzeczywiście pociągały je jego rysy twarzy, czy sam fakt bycia przez niego elfem, nie wiedział. Postury także był nietęgiej, nie był co prawda słabowitym chudzielcem, ale fizycznej krzepy potrzebnej chociażby do ciężkiej pracy wykonywanej własnymi rękoma, nie posiadał. Cała jego siła leżała w umyśle i magii, talentach niewidocznych na pierwszy rzut oka, a niebezpiecznych bardziej, niż cały pułk żołnierzy. Z tego też powodu, nie lekceważył skrzydlatego chłopca. Któż wie, co ten skrywał w swoim sercu?

        - Dobrze - powiedział zaciskając dłoń, dusząc tym płomień. Był to raczej teatralny gest, wiązki dymu wydobywające się spomiędzy palców, cichnące syczenie, wyimaginowana sadza, strzepana ze skóry na podłogę. Wszystko to miało działać na wyobraźnie patrzącego. - Możesz zostać tu na noc. Zapłacę też za te popłuczyny, które podano ci jako zupę i zastanowię się nad jutrzejszym posiłkiem i być może prowiantem. Jednakże musisz coś dla mnie zrobić i przystać na moje warunki, jeśli się nie zgodzisz, będziesz musiał radzić sobie sam... - kończąc zdanie podciągnął koszulę i zdjął ją przez głowę, obnażając swój, pokryty zastarzałymi bliznami po oparzeniach ogniem i kwasem tors, gdzie podobne ślady szpeciły także jego przedramiona i dłonie, z których ściągnął rękawice. Zmiął materiał w rękach i patrzył chwilę w milczeniu na skrzydlatego, by w końcu... rzucić mu odzienie - Wypierz to.

        - Jeśli masz jakąś broń, wędruje ona do skrzyni. Rano będziesz mógł ją zabrać. Swoją także... - ięgnął po nóż przy pasie i odpiął go - ... tam umieszczę. Tak będzie sprawiedliwie, prawda? Dasz mi także czternaście swych piór.
Awatar użytkownika
Eris
Błądzący na granicy światów
Posty: 20
Rejestracja: 2 miesiące temu
Lokalizacja: Pyrlandia czyli Poznań
Kontakt:

Post autor: Eris »

        Nie okazywał tego na zewnątrz, ale w duszy odetchnął z ulgą, kiedy elf ugasił płomień i przystanął na jego propozycję. Ba, wyglądało na to, że osiągnął większy sukces niż się spodziewał. Jednak triumf nie trwał długo. Gdy A’mel mówiąc o warunkach ich umowy zaczął ściągać koszulę, poczuł jak jego serce na chwilę zamiera, a czas zaczyna biec w zwolnionym tempie. Wszystko składało się w całość. To, że elf tak często wpatrywał się w niego, wąchał go, a teraz... Domyślał się jakie są jego ,,warunki” i czy to przez zgubne działanie wina, czy chwilowy przypływ szaleństwa, postanowił na nie przystanąć.

        Ściągnął z ramienia torbę i odpiął pas, do którego przyczepiony był nóż myśliwski oraz sakwa. Przykucając położył je pod stołem. W jego głowie kotłowało się od myśli. Dlaczego to robi? Przecież nie jest aż tak zdesperowany, by zdobyć pieniądze. Najwyraźniej poznany parę godzin wcześniej mężczyzna musiał go czymś urzec, w końcu nie raz wystarczyło mu jedynie kilka chwil znajomości, parę słów i spojrzeń. Cóż to mogło być? Rysy twarzy? Oczy? Rasa? Okrywający go płaszcz tajemnicy?

        Wstał i zaczął rozpinać, guzik po guziku, kamizelkę. Co jakiś czas spoglądał na patrzącego na niego A’mela. Dopiero, gdy ten ściągnął koszulkę zwrócił uwagę na blizny pokrywające jego ręce i resztę ciała. Coś jakby… Oparzenia? I znowu poczuł jak ogarnia go ciekawość. Jaka historia mogła się za nimi kryć? Uwadze nie uszedł mu też srebrny wisior, jak dotąd ukryty pod ubraniem, podobnie jak ten należący do Erisa. Pragnął przyjrzeć się dokładniej tej pięknie połyskującej ozdobie. Z resztą, zaraz będzie miał ku temu okazję.

        Odpinał właśnie ostatni guzik kamizelki, kiedy podnosząc wzrok dostrzegł lecącą w jego kierunku koszulę. Nim zdążył jakkolwiek zareagować, tkanina wylądowała mu na ramieniu. Został całkowicie zbity z pantałyku, gdy usłyszał polecenie ,,wypierz”. Wziął koszulę do rąk, płoniąc się jak panna. ,,Jaki ja głupi!”, karcił się w myślach.
        - Dobrze – wymamrotał i słuchał dalszych poleceń.

        Odłożył koszulę na stół, a właściwie na leżące na nim przedmioty. Niechętnie schylił się po pas, podniósł go wraz z przypiętymi doń nożem myśliwskim oraz sakwą z czterema mniejszymi nożykami. Wcale nie uważał tego za sprawiedliwe. W końcu elf dodatkowo władał magią, a jakby doszło co do czego to pięści w starciu z kulami ognia nie mają żadnych szans. Chociaż, czy kilka wątłych noży coś zmienia? Podszedł do A’mela i wręczył mu pas z jego jedynym orężem.
        - A co do piór, to ja też mam swoje warunki – zaczął pewnym głosem. Jeśli chodziło o jego skrzydła sprawa robiła się poważna. - Jeszcze nie czas na pierzenie, więc trzeba będzie je rwać. Ja to zrobię, nie jestem byle gęsią. Nie oddam lotek, ale spokojnie nie wcisnę ci puchu, chyba, że ten wystarczy. A jeżeli nie to powybieram okrywowe.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości