Mauria[Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 284
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Wbrew wszelkiej opinii Aldaren o dziwo spał jak dziecko. Niewygodna pozycja i twarde, zimne podłoże nie powinny służyć porządnemu wypoczynkowi, a jednak. W sumie to była chyba jedna z cech charakterystycznych wampirów, trumny pierwotnie nie były raczej wyściełane gęsim pierzem, czy czym tam jeszcze, by było miękko i wygodnie. Choć jak może być wygodnie w ograniczonej, wąskiej przestrzeni? No i sam skrzypek nigdy nie spał w takiej trumnie. Faust był z tych "cywilizowanych". Co prawda zamykał swojego wychowanka dość często w podzamkowych lochach i tam dopuszczał się raczej barbarzyńskich, niż cywilizowanych czynów, ale to nie było to samo. Może nie było pewnie lepsze od spania w trumnie, ale to było co innego. Zupełnie. W każdym razie było mu niezmiernie przyjemnie, gdy tak spał przy Mitrze, trzymając go za rękę, a siedząc na podłodze, jedynie z policzkiem, torsem i ramieniem opierając się o bok łóżka, a zwłaszcza materaca. Miał przy tym bardzo błogi wyraz twarzy.
        I tyle by było chyba dobrego, bo nagła pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Kiedy Mitra ni to krzyknął, ni to szepnął, puścił partnera i oderwał się gwałtownie od łóżka jak oparzony. Przez to że miał głęboki sen, nie miał jednak zbyt dużej władzy nad ciałem w tej chwili i gdy tylko stracił stabilne podparcie, runął jak kłoda na podłogę, niemalże uderzając w nią twarzą. I to go chyba bardziej obudziło niż ostra reprymenda Mitry.
        - Nie zjadłem tamtych cukierków, słowo! - krzyknął z przerażeniem, od razu podnosząc się do pionu. Brzmiało to tak jakby nadal śnił, nie wyglądał by miał świadomość tego, że powiedział to głośno, a nie jedynie w swoim śnie. - Mitra? Co się dzieję? - zapytał zaraz dużo przytomniejszy. I przy okazji zaniepokojony, bo naprawdę nie wiedział o co chodzi.
        Ziewnął szeroko nie będąc w stanie zasłonić sobie dłonią całych rozdziawionych w tej chwili ust, po czym przetarł zaspane oczy dłonią.
        - Nie, nie całą - mruknął. - Chyba nie całą. - I zamyślił się nad tym, starając sobie przypomnieć kiedy tak właściwie położył się spać. W sumie... Co on do diabła robił na podłodze?! Niby się tak położył w tamtym dziwnym śnie, ale żeby rzeczywiście się tak położyć?
        Po chwili otworzył usta, by wyjaśnić Mitrze jak to z jego strony wyglądało i opowiedzieć o tamtym śnie, ale... Mitra oświadczył, że idzie się ubrać i kiedy Aldaren na niego spojrzał, nekromanta był już niemal przy drzwiach. Nabrał powietrza by za nim zawołać, ale powstrzymał się, nadal siedząc na podłodze jak ostatnie nieszczęście. Nie próbował go zatrzymać, w ogóle się nie starał nawet, wychodząc z założenia, że nekromanta chyba nadal jest na niego zły, za to co odwalił przed spaniem i najlepiej będzie mu po prostu dać spokój. Nie wchodzić w drogę, nie irytować, nie podnosić już bardziej ciśnienia.
        Było mu naprawdę niemożliwie wręcz przykro za to do czego doprowadził i nawet nie miał okazji tego naprawić. A przynajmniej nie w tej chwili i prawdopodobnie nie rozmową. Siedział jeszcze chwilę w tej żałosnej pozycji, po czym westchnął ciężko i w końcu wstał biorąc się w garść. Musiał jeśli chciał "być DLA Mitry".
        W pierwszej kolejności pościelił łóżko, a po tym ubrał się w przygotowane zeszłego wieczoru ubrania. Odpuścił sobie poranną toaletę na ten moment, nie chciał denerwować Mitry jeszcze bardziej, pukając do drzwi łazienki z zapytaniem czy mógłby chociaż wciąć sobie szczotę, alby jako tako doprowadzić do ładu włosy po nocy. Zamiast tego, gdy schodził boso na parter, przeczesał ciemną czuprynę dwa razy palcami, zgarniając kosmyki bardziej do tyłu i parokrotnie potrząsając energicznie głową, jakby to miało pomóc w ich ułożeniu. W kuchni zerknął na resztę wczorajszych zakupów przyniesionych przez manekina nim wyszedł z domu i nim zabrał się za szykowanie śniadania dla ukochanego, umył porządnie ręce w zlewie. Założył i zawiązał z tyłu uroczy fartuch, który kupił mu Mitra i dopiero po tym przystąpił do pracy.
        W prawdzie miał w planach upiec może jakieś ciasto pomarańczowe, ale na to jeszcze przyjdzie odpowiednia chwila. Obecnie wolał Mitrze przyrządzić coś sycącego i nie aż tak słodkiego jak ciasto, którego z resztą nie powinno się jeść na śniadanie, by może w ten sposób spróbować poprawić swojemu ukochanemu odrobinę humor. Z początku nie był tego świadom, ale po którymś razie przyłapał się na tym, że zdarzało mu się zerkać w stronę barku, na którym stały butelki z krwią. Był spięty, rozgoryczony i poddenerwowany. Z czystą przyjemnością by się teraz napił, by ukoić nieco nerwy, ale pewnie w oczach Mitry by się tylko jeszcze bardziej pogrążył, gdyby ten się dowiedział, że mimo własnego postanowienia wampir nie potrafi wytrzymać nawet jednego dnia i to nim głód w ogóle zaczął go męczyć. Dużo go kosztowało o tym nie myśleć, ale bardzo motywujące było by przygotować jak najlepsze śniadanie dla nekromanty. Nawet jeśli miały to być zwyczajne omlety z owocami, które już kilka razy zaserwował niebianinowi.
        O wilku mowa. Ledwo przełożył jajeczne placki na talerz i polał je karmelizowanym sosem z pomarańczy z kawałkami tychże owoców (bez dodatku likieru, bo go akurat nie miał to raz, a dwa - Mitra chciał iść do Zahiry sprawdzić jak się czuje i dobrze by było, by nie było czuć od niego nawet odrobiny alkoholu), gdy usłyszał, że jego partner zszedł właśnie na dół i zmierzał w tę stronę. Z doskoku położył przy talerzu sztućce i nalał ciepłego mleka z odrobiną miodu do kubka.
        - Ja... mam nadzieję, że będzie ci smakować - powiedział trochę nieśmiało, cofając się nieco by nie drażnić błogosławionego zbyt bliską, nachalną obecnością. No i by nie poddać się pragnieniu przytulenia go, bo wiedział, że to raczej niczego dobrego by nie przyniosło.
        - Mógłbym siedzieć w salonie, gdy będziesz jadł? - zadał może trochę głupie pytanie, ale naprawdę wolał być ostrożny. Nie potrzebował odbierać blondynowi apetytu siedzeniem z nim przy jednym stole i denerwować bardziej, niż zrobił to wczoraj. Mógłby się wytłumaczyć z tego co zaszło, ale tylko by się jeszcze bardziej zbłaźnił i jednoznacznie udowodnił jaki jest żałosny i egoistyczny. - Jeśli nie, mogę pójść do...hmm...swojego pokoju albo porzucać Żabonowi patyki na dworze - podsunął w razie jakiś wątpliwości. Chciał tym dać znać, że jeśli Mitra będzie potrzebował potrzebował przestrzeni i chwili samotności, to Aldaren mógłby mu to bez problemu zapewnić i uszanować jego wolę, nie zamierzając przy tym odchodzić na dobre, co już kilka razy zdarzało mu się rozważać w takich właśnie chwilach, po zrobieniu przez siebie jakiejś głupoty, która tylko rozgniewała nekromantę.
        - Jeśli mógłbym... - dodał jeszcze, starając się nie wgapiać bezczelnie w niebianina, ale... jakoś tak nieświadomie kątem oka przyglądał się nadgarstkowi ukochanego, jakby chciał się upewnić, czy nie zdjął przypadkiem otrzymanej od wampira bransoletki. Nie zdziwiłby się, gdyby Mitra tak zrobił i wcale nie miałby prawa być o to zły. Wiedział, że okropnie zawiódł i zranił swojego lubego, nawet jeśli ten przed pójściem spać odpowiedział, że kocha wampira. - Co chciałbyś zjeść na obiad i na którą godzinę ci go przygotować? - zapytał trochę spięty i zakłopotany tym pytaniem, ale naprawdę chciał być jak najbardziej "DLA Mitry". - W sumie też dawno ci niczego nie grałem... jeśli oczywiście miałbyś czas i ochotę - zastrzegł zaraz, posyłając mu serdeczny, subtelny uśmiech. Nie liczył na to, że dzięki niemu rozchmurzy nieco blondyna, bardziej chyba chciał samemu sobie przywrócić nieco pogody ducha. Będzie dobrze. Wierzył w to.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 230
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitrę trochę zatkało. Parsknął. O jakich cukierkach on mówił, na Prasmoka, co jemu się śniło? I czemu akurat śniła mu się kradzież cukierków?! Cholera, on czuł się tak podle, że pół nocy topił się we krwi walcząc z własną kołdrą, a jemu śniły się cukierki. Dupek.
        - Spałeś siedząc na podłodze obok łóżka - odpowiedział z wyrzutem. - Jest rano, obudziłem cię, gdy cię tu… znalazłem - wyjaśnił, wskazując na miejsce, gdzie przed chwilą skrzypek siedział.
        Z ulgą przyjął to, że później Aldaren nie był aż tak rozmowny - łatwiej było mu uciec z sypialni i uniknąć konfrontacji. Żałosne, bo przecież i tak go to nie minie. Liczył jednak, że gdy trochę odczeka to się uspokoi i będzie w stanie rozmawiać jak cywilizowany człowiek, a nie wszczynać awantury.

        Po wyjściu z łazienki Mitra zupełnie bezwiednie przystanął i zaciągnął się słodkim zapachem dobiegającym z kuchni. Nie rozpoznał od razu co to, poczuł pomarańcze i słodycz, ale nie skojarzył tego z tamtym omletem. Nigdy zresztą nie przyszłoby mu do głowy, że Aldaren zdąży przygotować tamte omlety, a co dopiero, że ma w domu składniki na nie. Trochę zaintrygowany zszedł więc na dół, a gdy stanął w progu kuchni, wyglądał na dziwnie zdezorientowanego. Od razu pomyślał, że to na przeprosiny, ale… Cholera, to za bardzo bolało, by wykpić się słodkim śniadaniem. To było miłe, ale nie równoważyło tego, jak poprzedniego dnia Aldaren go zranił. Nie i koniec.
        Słysząc głos skrzypka, nekromanta zerknął na niego krótko.
        - Dziękuję - mruknął, spuszczając wzrok. Podszedł do stołu i w pierwszej kolejności napił się mleka, po czym zabrał się do jedzenia tak, jakby nic się nie stało. Był głodny, a to pachniało wręcz wybornie i… jednak trochę doceniał to, że jego ukochany się stała jakoś zmyć swoją winę. To nadal nie była najlepsza metoda, ale może z czasem uda mu się sprawić, by błogosławiony odzyskał humor i zechciał z nim rozmawiać.
        - Bardzo dobre - pochwalił, bo to nie podlegało dyskusji: te omlety były naprawdę pyszne. W jego głosie nie było co prawda słychać specjalnego entuzjazmu, ale naprawdę mówił szczerze. Podniósł wzrok znad talerza, gdy nagle Al zapytał czy może siedzieć w salonie. Gapił się na niego jakby nie rozumiał o co w ogóle chodzi. Dlatego odpowiedział dopiero po tym, jak Aldaren rozwinął przed nim wizję rzucania patykiem Żabonowi na dworze. Gdyby nie był taki zły, mógłby odpowiedzieć, że tej małej łajzie przydałby się ruch, więc niech idą, ale to nie była pora na droczenie się, nie przeszłoby mu to przez gardło. Przełknął.
        - Siedź w salonie jak chcesz, mnie to nie przeszkadza - zgodził się, wracając do posiłku. Domyślił się co się za tym kryło: pewnie chciałby siedzieć przy nim, ale wiedział, że lepiej, by mu się na oczy nie pokazywał. Dobrze rozumował, bo gdyby został w kuchni i siedział z nim podczas posiłku, skończyłoby się to niechybnie kłótnią. Albo chociaż tym, że Mitra straci apetyt, przypominając sobie co zaszło. Już niewiele go od tego dzieliło.
        Chyba jednak Aldaren wcale nie chciał wyjść, bo wciąż był w kuchni. Uniżony i skruszony jak szczeniaczek złapany na gryzieniu butów. Mitra zaczynał tracić cierpliwość do niego. Chciał mieć spokój i przez chwilę na niego nie patrzeć… Chociaż i tak na niego nie patrzył, po prostu czuł jego obecność. Nie wiedział, że wampir cały czas mu się przygląda i że szuka, próbuje wypatrzyć jeden bardzo istotny drobiazg. Niestety nie było na to najmniejszych szans, bo Mitra miał naciągnięte rękawy aż do połowy dłoni, choć gdy podnosił rękę, materiał lekko opinał jego nadgarstki i subtelnie zdradzał, że tak, nekromanta nadal miał założoną tę zaręczynową bransoletkę. Nie zamierzał jej zdejmować, bo może był zły, ale nie aż tak, by posuwać się do tak dramatycznych gestów. Nadal kochał Ala i nadal chciał z nim być, choć teraz czuł się zraniony. Biżuterii pozbędzie się gdy naprawdę go znienawidzi, o ile kiedykolwiek coś takiego się wydarzy.
        Teraz jednak musiał mu odpowiedzieć, a pytania wbrew pozorom były trudne, bo zupełnie się ich nie spodziewał i nie miał głowy do myślenia nad takimi kwestiami. Jedzenie było być może proste, bo jakieś tam smaki miał, ale na którą godzinę? Być szczerym, miłym czy wrednym? Z jednej strony na końcu języka miał jakąś złośliwą odpowiedź, ale z drugiej wiedział, że to byłoby szczeniackie i przecież Ren starał się być miły, pewnie po to, by odpokutować. Tak miły, że zaproponował nawet koncert skrzypcowy - one zawsze tak bardzo poruszały Aresterrę… Chciałby usłyszeć jego muzykę, ale nie wiedział, czy teraz byłby w stanie ją docenić.
        - Może wieczorem - mruknął w końcu, nawet nie zastanawiając się nad tym, czy Aldaren zrozumie bez kontekstu, że chodzi o jego grę. - A na obiad zjadłbym kurczaka, takiego z chrupiącą skórką. Tylko… nie wiem o której wrócę - wyznał, decydując się w końcu na szczerość. - Chcę iść do Zahiry zaraz po śniadaniu, a potem muszę pójść do biblioteki Wieży, czekają tam na mnie księgi, których nie wydaje się nieumarłym sługom. Chyba to będzie raczej późne popołudnie. Piąta? Nie, raczej czwarta. O ile u Zahiry będzie wszystko w porządku - zastrzegł, zostawiając sobie taką furtkę na wypadek, gdyby nie ciągnęło go do domu.
        Mitra wciągnął całą swoją porcję i był po niej przyjemnie syty - gdyby Aldaren zaproponował mu dokładkę, odmówiłby, ale nie przez złośliwość. Swoim zwyczajem błogosławiony nie posprzątał po sobie po posiłku tylko zostawił brudne naczynia na stole. Wstał i wyszedł do przedpokoju, a gdy przechodził przez salon przelotnie zerknął na skrzypka. Podziękował mu za śniadanie, ale nawet się nie zatrzymał. W korytarzu już stała przygotowana jego torba lekarska, ale przed wyjściem wolał skontrolować jej zawartość - nie musiał wlec ze sobą pół szpitala tak jak poprzedniego dnia. Gdy upewnił się, że ma tylko potrzebne rzeczy, ubrał się do wyjścia. Już w płaszczu, z torbą na ramieniu, cofnął się do drzwi salonowych.
        - Wychodzę - oświadczył. - Będę po południu… Do zobaczenia - dodał, nie wiedząc w sumie jak się pożegnać. Już w biegu założył na twarz swoją maskę i wyszedł.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 284
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        - Nie masz mi za co dziękować, cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział pogodnie. Choć może nie dał tego po sobie poznać, to nadal się mocno denerwował, bardzo przejęty tym jak nie dolać już więcej oliwy do ognia.
        W końcu zapytał czy mógłby niby to towarzyszyć Mitrze podczas śniadania, ale tylko czysto teoretycznie, bo siedziałby przecież w innym pomieszczeniu, w znacznej odległości od ukochanego i... raczej by się nie odzywał. Nie wspominając o ograniczonym kontakcie wzrokowym. Dla Aldarena najważniejsza była możliwość posiedzenia z ukochanym. Bo nawet takie siedzenie w ciszy w innym pokoju było nieporównywalnie lepsze od bycia zbesztanym i wygonionym, choćby posłanym do takiego diabła.
        Kiedy ta kwestia została wyjaśniona, już chciał się zabierać z kuchni, gdy uświadomił sobie, że może wypadałoby wykorzystać jeszcze tę chwilę i zaplanować "wspólnie" obiad, nim zamilkną na wieki. Albo przynajmniej na najbliższych kilka godzin. Ciężko było nie zauważyć, jak wzbiera w nekromancie irytacja, z powodu traconej cierpliwości, ale dla wampira ustalenie co błogosławiony chciałby zjeść na obiad było niezwykle ważną kwestią. Bo mógłby stworzyć w głowie plan działania, no i wychodził z założenia, że Mitrze byłoby bardzo miło gdyby wrócił po pracy i czekałby na niego cieplutki obiadek, gotowy do spożycia. Gdyby Aldaren był człowiekiem, byłoby mu miło z takiego powodu. Późniejsza propozycja urządzenia mu dzisiaj skromnego koncertu wyszła jakoś tak sama. Chyba pod wpływem radości, jaka ogarnęła serce nieumarłego, gdy Mitra tak cierpliwie znosił jego kolejne pytania i nawet podał konkretną godzinę, o której spodziewałby się obiadu. To była dla wampira też subtelna odpowiedź na ukryte pytanie, jak długo nekromanta zamierzał być poza domem z dala od skrzypka. Z każdą chwilą wampir nabierał coraz to silniejszej nadziei na to, że uda mu się jakoś pogodzić z Mitrą, że ten nadal go kocha i nie zamierza wywalić go za drzwi i zapomnieć, że kiedykolwiek był z takim ćwierćmózgim dupkiem.
        - Chrupiący kurczak na czwartą. Przyjąłem - podsumował pogodnie i dał już po tym spokój blondynowi, opuszczając kuchnię bez ociągania. Życzył mu jeszcze tylko smacznego, a po tym już siedział cicho na kanapie i udawał powietrze, by Mitra mógł się czuć jak najswobodniej.
        Od czasu do czasu zerkał w stronę kuchni i na swojego ukochanego z pełnym czci i oddania, maślanym spojrzeniem, przez co faktycznie mu bliżej było do merdającego ogonem z radości szczeniaka, niż krwiopijczego nietoperza, ale chyba najważniejsze było to, że był cicho i w dość znacznej odległości od błogosławionego. Już pomijając, że ani razu się tak perfidnie nie gapił na Mitrę, gdy wiedział, że ten mógłby zaraz na niego zerknąć. Był cichutko jaka mysz pod miotłą, zastanawiając się nad zażyczonym przez Mitrę kurczakiem z chrupiącą skórką. I choć wydawało się to prostym daniem, wampir miał zagwozdkę jakich mało. Niby widział oczami wyobraźni wsadzonego do pieca kurczaka i wyjętego po jakimś czasie, ale to mu się wydawało takie...zbyt proste. Jak Mitra wyjdzie z domu, od razu przejrzy swoją książkę kucharską, może tam znajdzie rozwiązanie swojego problemu.
        Może okaże się, że chrupiący kurczak nie jest tak prostym daniem jak mu się wydaje. Albo gorzej! Pod hasłem "chrupiący kurczak" będzie znajdowało się coś zupełnie odmiennego do jego wizji chrupiącego kurczaka. Na przykład taki świeży chleb, wydrążony w środku, nafaszerowany mięsem kurczaka z przyprawami i niewiadomo czym jeszcze i zapieczony z serem. Kurczak w środku, chrupiący chleb na zewnątrz i z lekko przypieczoną złocistą skórką z roztopionego sera. Mitra dałby radę zjeść na raz cały bochenek? A co jeśli to nie jest jakiś tam zwykły chleb, a specjalnie upieczony pod to konkretne danie? Taki kurczak oblepiony ciastem jak na chleb... Albo w jakimś innym cieście żeby był chrupiący!
        Wampir był przerażony, tak wiele niedopowiedzeń kryło się pod "kurczak z chrupiącą skórką" i tak wiele mogło pójść nie tak. A bardzo chciał by Mitrze smakowało i by się nie zawiódł, że "konkretnie" powiedział co chciałby zjeść, a Aldaren jak zwykle coś źle zrozumiał i nie wpasował się w oczekiwania ukochanego. Niewiele dzieliło go od rwania sobie włosów z głowy.
        - Udanego dnia mój najdroższy - życzył mu z entuzjazmem Aldaren, zatrzymując się w połowie drogi do progu salonu, jakby na odległość odprowadzał Mitrę do wyjścia.
        A gdy został już sam poszedł od razu do kuchni po książkę kucharską. Musiał się dowiedzieć jak się robi tego przeklętego kurczaka i czy czasem "kurczak z chrupiącą skórką" nie jest niepozorną nazwą jakiegoś wybitnie egzotycznego, ekskluzywnego, ekstrawaganckiego i nie wiadomo "eks-jakiego" dania jeszcze. I tak mu minęła pierwsza godzina. Na bezowocnych poszukiwaniach misternego "kurczaka z chrupiącą skórką". Znaczy, nie żeby nie znalazł przepisu na coś takiego, ale wydawało mu się to tak prozaiczne, że aż żałosne. Poczuł się nawet jak idiota, gdy przypomniał sobie, że myślał o zapieczeniu całego kurczaka w chlebie z jakimiś egzotycznymi przyprawami. Przez swoją dumę, nie dopuszczał do wiadomości tak łatwego rozwiązania jak wepchnięcie drobiu do pieca i gotowe.
        W końcu doszedł do wniosku, że tę książkę pisał jakiś chłop ze wsi, który w ogóle nie zna się na życiu, a co dopiero na gotowaniu i postanowił samemu coś wymyślić. No i wtedy pojawił się tyciuteńki problem, bo uświadomił sobie, że we wczorajszej liście zakupów choć wziął pod uwagę składniki na wczorajszą kolację i dzisiejsze śniadanie (które w sumie miało być czymś innym, a pomarańcze miały być na ciasto), to w ogóle nie pomyślał o kupieniu czegoś na obiad. Choć po prawdzie było to zamierzone, bo mieli dziś z Mitrą wspólnie udać się na targ. Wątpił, aby nekromanta był w nastroju na wspólny spacer, ale mimo wszystko Aldaren wolał nie rezygnować z tych planów. Bo jak nie dziś, to jutro mogą iść na zakupy albo pojutrze. Nie zmieniało to jednak faktu, że raczej nie zrobi kurczaka, nie posiadając w domu żadnego, więc musiał wyjść, żeby kupić go na dzisiejszy obiad. Mitra nie powinien się o to chyba na niego gniewać? Wszak nie poszedł zaopatrzyć się w składniki, z których mógłby przyrządzić obiady na najbliższy tydzień, nie szedł by zrobić niewiadomo jakie zapasy i uzupełnić spiżarnię, a jedynie chciał kupić to, co mu będzie potrzebne tego dnia na obiad. Nekromanta będzie musiał mu to wybaczyć, a jak nie to trudno, i tak skrzypek sobie zasłużył na jego burę.
        Nim wyszedł wziął torbę i sprawdził co w domu jeszcze jest, a co powinien kupić oprócz kurczaka.
        Na targu było jak zwykle gwarno, ale bez problemu wampirowi udało się kupić czego potrzebował, choć... z samym kurczakiem miał problem. Niby z gotową do przyrządzenia tuszą poszłoby dużo szybciej, nie mógł mieć żadnej pewności co do jej świeżości, kupiec mógłby powiedzieć, że jeszcze dziś z rana ta kura biegała szczęśliwa po grzędzie, ale czy rzeczywiście tak było, Aldaren nie mógł potwierdzić, bo nie było go dziś rano w tym samym miejscu co ta kura. Największą pewność będzie miał, gdy sam taką ubije, ale z tym było strasznie dużo zachodu i babrania się. Skoro jednak chciał, by wszytko dziś było idealne, by Mitra był jak najbardziej zadowolony, chyba mimo swojej niechęci musiał się już psychicznie przygotować na oskubywanie kurczaka z piór. Chyba dobrze jednak, że Mitry nie będzie tak długo w domu.
        Jeszcze przez pół godziny tak kluczył po targu z żywą kurą w niewielkiej, wiklinowej klatce i ze wszystkim co potrzebował na obiad. Nie wracał jednak jeszcze do domu, zamiast tego zaintrygowany wszedł w pewnym momencie do sklepu z antykami, na którego witrynie zauważył misternie wykonaną, acz niezwykle fascynująco wyglądającą maskę z rogami i długimi kłami. Aż miał problem oderwać od niej spojrzenie.
        - Widzę, że zainteresowała pana Maska Demona - zaczepił wampira starszy, strasznie pomarszczony i nieco zgarbiony dziadek w zniszczonych przez czas jeszcze bardziej niż on sam, okularach.
        - Maska Demona? - Aldaren zainteresował się jeszcze bardziej, choć w tej chwili był bardziej ostrożny, niż dziecinnie zafascynowany.
        - Tak nazywano takie maski na dalekim wschodzie. To pamiątka po starych ludach zamieszkujących tamte tereny. Były bardzo popularne - podjął starzec, wietrząc potencjalnego kupca na to szkaradzieństwo.
        - Ciężko mi sobie wyobrazić, że całe wsie mogłyby nosić takie maski. Wygląda jak coś, czym można by straszyć dzieci - odpowiedział wampir, nie zamierzając tak łatwo się naciągnąć. Nadal jednak miał problemy z oderwaniem od niej wzroku. Była straszna, ale było w niej też coś co wręcz hipnotyzowało.
        - Te maski miały być straszne, by odpędzać od właściciela złe moce, odstraszać pecha i trzymać na dystans wszelakie bestie - poinformował serdecznie wampira starzec.
        No i w sumie to było najlepszym argumentem by Aldaren kupił tę maskę i kazał ją jeszcze ładnie zapakować. Niby jak wracał już do domu to bolała go świadomość wydania pół złotego gryfa na coś takiego, ale w sumie jeśli Mitrze się nie spodoba to będzie mógł sprawdzić na Xarganie czy faktycznie jej "właściwości" odpędzania złego działają... Albo da Żabonowi do zabawy.
        Mały demon jak się można domyślić, zainteresował się drobiem gdaczącym w wiklinowej klatce od razu gdy Aldaren wrócił do domu i usilnie starał się z zazdrości dobrać do nowego pupilka mężczyzn, a co najgorsze konkurencyjnej paszczy...dziobu do wyżywienia i chciał się ptaka najzwyczajniej w świecie pozbyć. Skarcony jednak przez rozpakowującego zakupy wampira musiał jednak sobie odpuścić, a przynajmniej na ten moment. Zaraz się jednaka rozchmurzył, gdy usłyszał, że ten nowy pupilek będzie na obiad i nawet przez myśl mu nie przeszło, że w sumie go mogłoby spotkać to samo. Najważniejsze dla niego było to, że jednak swoją miskę będzie miał tylko dla siebie. Nie był jednak w stanie odstąpić Aldarena na krok, gdy ten zabrał klatkę z kurą i wyszedł z nią za dom. Brzydal bał się cały czas, że wampir chciał go znowu oszukać jak zeszłego dnia. Kiedy jednak kura została uśpiona za pomocą magii przez wampira, położona na pieńku i pozbawiona głowy oraz łapek jednym, sprawnym uderzeniem niewielkiego toporka, nie tylko odetchnął z ulgą, ale również zapomniał dawne krzywdy i najszczęśliwszy na świecie zajął się obgryzaniem kurzych łapek i mieleniem w paszczy jej odrąbanego łba. Chwilę później do zestawu dorzucone zostały pióra, ale one się raczej do jedzenia nie nadawały o co był bardzo obrażony. Rozchmurzył się jednak, gdy rzucone zostały mu wnętrzności oskubanej kury, jeszcze godzinę temu kłócącej się z nim w swojej klatce. Z początku Aldaren myślał nad zrobieniem z serca i choćby wątroby pasztetu, ale było tych podrobów trochę za mało, nawet jeśli tylko Mitra miałby to jeść.
        Jakiś czas po tym gotowa tuszka siedziała w żeliwnym garnku w piecu wraz z mniejszą i słodszą odmianą pomarańczy, chyba mandarynki się to nazywało, młodą cebulką (choć wychodził z założenia, że czosnek mógłby się lepiej nadać, ale nie chciał denerwować Mitry) i masą aromatycznych przypraw. Nie zapomniał oczywiście o tym, że Mitra lubi raczej ostrzejsze dania, więc oprócz standardowo pieprzu, kura została obtoczona jeszcze specjalnie w suszonej, sproszkowanej pikantnej papryce. Kiedy obiad się piekł, skrzypek zajął się sprzątaniem, krew za domem zasypał piachem, pióra sprzątnął w jedno miejsce, by łatwiej wyrzucić, pozmywał naczynia, również te ze śniadania, posprzątał po wczorajszej wymianie szyby i jeszcze nim sam się wykąpał, postanowił umyć...Żabona.
        Paskuda nie była tym pomysłem zbyt zadowolona, nie wspominając już o fakcie, że tak się szarpał, że i wampir był mokry i cała łazienka razem z nimi pływała. Musiał więc ją po wszystkim posprzątać. Zszedł po tym na moment na dół, by nieco podlać woda kurczaka, aby mięso miał soczyste, a nie suche i gdy obiad się nadal piekł, Aldaren sam postanowił się umyć, przeprać swoje ubrania, by nie mieć później problemów z pozbyciem się plam krwi na nich. No i się przebrał w czyste, świeże i suche, decydując się na jedną z tunik, które kupił mu Mitra, związując na karku wilgotne włosy kawałkiem wygrzebanego skądś rzemyka.
        Zszedł po tym znowu na dół, gdzie z kuchni już w najbliższej okolicy było czuć kurczaka na słodko-kwaśno z mandarynką i pełnego różnego rodzaju ziół i czekał. Na przybycie ukochanego, na upieczenie się mięsa... Chyba najbardziej nie mógł się doczekać momentu, aż wręczy ukochanemu swoje prezenty. Miał szczerą nadzieję, że po tym Mitra będzie nieco przychylniejszy, gdy po obiedzie wampir wyjdzie z... pewnym zapytaniem do niego. Myślał o tym już wcześniej i nie był pewny, czy po tym co wczoraj odstawił Mitra się zgodzi (nie zdziwiłby się, gdyby nekromanta odmówił), ale to najwyżej załatwi to w inny sposób. Może zapyta kogoś innego. Chciał być jednak dobrej myśli.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 230
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra wyszedł z domu znowu nabuzowany. Aldaren go irytował. Potulny szczeniaczek, niech go szlag. Słodki, merdający ogonem. Szkoda tylko, że wczoraj ten szczeniaczek tak go użarł, że niemal mu odgryzł nogę… A teraz udawał, że nic się nie stało. Choć nie, nie udawał, że nic się nie stało, ale chyba myślał, że swoim urokiem osobistym zmaże swoje winy. Nie, nie było szans. Niebianinowi nadal było tak przykro, że nie zamierzał poddać się tym jego czułym zabiegom. Tak, miło mu było, gdy zobaczył to śniadanie, bo miał z nim związane miłe wspomnienia i zwyczajnie mu ono smakowało. Tak, docenił to, że Al nie siedział mu na głowie i dał zjeść w samotności, ale Mitra cenił swoje zaufanie wyżej, niż na porcję omletów z owocami w miłej atmosferze. A to zostało bardzo mocno zszargane, razem z jego pewnością siebie. Skoro jego ukochany wykpił coś, co do tej pory zdawało mu się takie ważne… Cholera, więc czym on był? Miał totalny mętlik w głowie, a co gorsza znowu zaczęły go swędzieć nadgarstki. Był na ulicy, nie mógł się temu poddać, choć strasznie, strasznie go korciło. Ze złości zaczął iść coraz szybciej, zaplatając ręce na piersi, jakby było mu bardzo zimno. Widać było, że był wściekły i chyba nawet strażnicy nie chcieliby go w tym momencie zaczepiać.
        Gdy jednak stanął na progu domu Zahiry i Lirantha, zdołał opanować swoje negatywne emocje. Odetchnął trzy razy i z namaszczeniem wypuścił powietrze przez nos, po czym zapukał. Otworzył mu kupiec, co wcale go nie zdziwiło - jego żona nie powinna jeszcze być w stanie się ruszać i przyjmować gości.
        - Dzień dobry - przywitał się Mitra całkiem miłym, a w każdym razie na pewno spokojnym tonem. - Przyszedłem sprawdzić jak się czuje Zahira… Mogę wejść?
        Liranth wpuścił go do środka i gestem zaprosił na piętro. Wyglądał na zgaszonego i przybitego, ale to nic dziwnego, wszak ledwie wczoraj stracili dziecko. Nekromanta mimo wszystko zastanawiał się czy nie było w tym chociaż drobnej zasługi magii Aldarena… Zaraz jednak odepchnął od siebie tę myśl - to nie było teraz ważne, nie po to tu przyszedł.
        Już na piętrze Mitra zapukał do sypialni Zahiry, po czym wszedł usłyszawszy słabe i trochę zaskoczone “proszę”.
        - Dzień dobry - przywitał się z nią łagodnie. - Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz. Wszystko dobrze?
        Później pytania przybrały na szczegółowości - czy coś ją bolało, czy miała gorączkę, czy miała skurcze… Mitra zapytał, czy może ją obejrzeć, a Zahira się zgodziła - była dobrą pacjentką, najlepszą jaką można sobie wymarzyć.
        - Wszystko wygląda dobrze - zauważył z zadowoleniem niebianin, gdy już skończył ją badać. - Za dwa, trzy dni będziesz mogła już normalnie funkcjonować.
        Mitra nie od razu po badaniu zdecydował się wyjść. Posiedział jeszcze chwilę z Zahirą, a później dołączył do nich Liranth - niby pod pretekstem przyniesienia czegoś do picia, ale został już, by porozmawiać. Niebianin odpowiedział jeszcze na kilka pytań, które nurtowały oboje, sam zagaił jak tam dzieciakom podobały się otrzymane od niego maski i wysłuchał anegdotek o tym jak to pociechy pary je przyozdobiły i dlaczego akurat tak. To była zwykła, przyjacielska rozmowa, która dla Mitry była równie miła, co nietypowa. Z reguły musiał się bardziej pilnować i nie poruszał kwestii prywatnych, ograniczając się jedynie do tematów magii, badań i nekromancji. Tak by się tylko za bardzo nie odsłonić. Nie został przez parę zapytany o Aldarena i za to był im wdzięczny - nie wiedziałby co im odpowiedzieć, nie przygotował się na to. Pewnie rzuciłby tylko, że skrzypek był zajęty, może coś by wspomniał o szpitalu, bo to brzmiało jak dobre usprawiedliwienie, ale na pewno nie powiedziałby prawdy. Nie musieli wiedzieć ani o tym jak bliska była ich znajomość, ani o tym, że teraz byli pokłóceni. A raczej, że to nekromanta był zły na swojego ukochanego.
        Wizyta w końcu dobiegła końca. Mitra zapowiedział, że wpadnie jeszcze kolejnego dnia, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku i nie ma czym się martwić. Życzył jeszcze obojgu zdrowia i powodzenia, po czym wyszedł, odprowadzony przez Lirantha do drzwi. Po wyjściu od kupieckiej pary Mitra odruchowo skierował kroki prosto do domu, jednak już po kilku krokach przypomniał sobie, że miał iść do Wieży. Sapnął, po czym zawrócił, by udać się w stronę siedziby nekromantów. Tak naprawdę nie musiał do nich zaglądać akurat dzisiaj. Nic by się nie stało gdyby odłożył to na później – bibliotekarz jedynie poinformował go o tym, że istnieją takie zbiory, które wydaje się tylko żywym, ale nie zastrzegł, że odłożył dla niego te księgi i dobrze, by błogosławiony jak najszybciej po nie przyszedł. Jednak Mitra potraktował to jako dogodny pretekst, by zostać dłużej poza domem. To było dla niego trochę dziwne, bo z reguły jak najszybciej chciał znaleźć się w znajomych czterech ścianach, ale… Tym razem musiał się uspokoić poza nimi. Mimo to znowu zaczął myśleć o Aldarenie – zastanawiał się co też skrzypek może teraz robić i czy nie będzie miał później pretensji, że Mitra poszedł bez niego do jego przyjaciół. W sumie mógł mu zaproponować, by poszli razem, on zająłby się Zahirą, a skrzypek pogadałby sobie z Liranthem, jednak chyba oboje wiedzieli, że to może doprowadzić do nieszczęścia. Skrzypek doskonale wiedział, że przegiął poprzedniego wieczoru, a błogosławiony nadal był na niego wściekły. Nie umiał tego maskować, więc zaraz pojawiłyby się pytania albo uszczypliwości. Taka chwila przerwy jeden od drugiego dobrze im zrobi.
        Biblioteka Wieży była Mitrze dobrze znanym miejscem – często chodził tu wysyłany przez Sarazila po odbiór ksiąg albo po to, by je zwrócić. Wampir zajmujący się zbiorami – flegmatyczny jak wszyscy bibliotekarze, nawet mimo swej drapieżnej rasy – miał nawet okazję widzieć błogosławionego bez maski, bo to były jeszcze czasy, gdy się nie ukrywał. On nigdy o nic nie pytał, wierzył na słowo, gdy Mitra przedstawiał się nazwiskiem swego mistrza. Nie pytał również o nic, gdy nagle błogosławiony zaczął ukrywać twarz i nigdy nie poprosił o zdjęcie maski dla potwierdzenia jego tożsamości. Teraz zaś Aresterra był rozpoznawalny właśnie dzięki temu, że nie pokazywał swojego oblicza, dlatego bibliotekarz zareagował na niego z uśmiechem, jakby witał znajomego.
        - Dzień dobry – odezwał się profesjonalnym szeptem. Mitra w odpowiedzi jedynie mu się ukłonił, ale że podszedł do lady, a nie wszedł od razu między półki, wampir tym bardziej się nim zainteresował. – Czym mogę służyć? – zapytał.
        - Dostałem wczoraj notkę od pana – oświadczył Aresterra, podając karteczkę, która była załączona do przyniesionych przez manekina ksiąg. – Interesują mnie te bardziej specjalistyczne pozycje.
        - Ach, tak. Proszę za mną.

        Wypad po księgi Mitra mógł uznać za owocny – tytuły, które pokazał mu bibliotekarz, były bardzo obiecujące. Co więcej błogosławiony miał chwilę, aby rozejrzeć się po półkach na własną rękę i skrupulatnie powybierał znajdujące się tam księgi o anatomii innych ras. Niebian nie znalazł – wcale go to nie dziwiło, choć chyba łudził się, że jednak na coś trafi. W jego ręce wpadły jednak tomy o zmiennokształtnych, naturianach, nieumarłych, nawet osobne opracowanie o wampirach. Logiczne, zważywszy ilu ich zamieszkiwało w tym mieście. Chętnie zabrałby ze sobą pół tego działu do domu, ale wiedział, że nie da rady tego udźwignąć. Ograniczył się do ośmiu ksiąg, które wypełniły całą jego torbę po brzegi. Na koniec, gdy już wychodził, bibliotekarz zażądał od niego – oczywiście profesjonalnie uprzejmym tonem – poświadczenia na piśmie, że księgi zwróci w nienaruszonym stanie. Normalnie coś takiego nie było wymagane, lecz Mitra pożyczył bardzo dużo specjalistycznych pozycji, co wymagało już pewnego zabezpieczenia. Zresztą Aresterra nie zamierzał robić z tego tytułu trudności – podpisał listę z oświadczeniem i załatwione, bo przecież i tak te tytuły zwróci.
        No i na tym skończyły się preteksty, dla których Mitra wyszedł z domu. Zastanawiał się, czy jeszcze gdzieś nie pójść, ale przecież powiedział, że będzie w domu o czwartej, a ta godzina chyba właśnie wybiła - technicznie rzecz biorąc był już spóźniony… No dobra, pora wracać. Niechętnie nekromanta skierował swoje kroki w stronę kamienicy. Szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię i nawet się nie spostrzegł, gdy stanął na progu. Przypomniało mu się, gdy ostatni raz zdarzyło się, że wchodził do środka, a tam czekał na niego Aldaren i momentalnie ogarnęły go sprzeczne uczucia. Wtedy Al mu się oświadczył, ale ile wcześniej napędził strachu… A teraz, co zastanie? Skrzypek ze swoimi pomysłami bywał aż zanadto kreatywny. Tak jak poprzedniego wieczoru.
        Aresterra w końcu zdecydował się wejść. Nacisnął klamkę i wkroczył do środka, pozwalając by to kukła za nim zamknęła.
        - Wróciłem! - zakomunikował. Zdjął maskę i kaptur i dopiero wtedy poczuł unoszący się w domu zapach obiadu. - Co tak pachnie? - upewnił się, skonsternowany, bo woń była jak dla niego bardzo dziwna i niespotykana. Poprosił go o kurczaka i spodziewał się zwykłego pieczystego. On lubił taką prostą kuchnię i naprawdę wystarczyłoby natrzeć drób przyprawami i wrzucić do piekarnika, ale to wcale tak nie pachniało. Mitra powstrzymał jednak wilczy głód i ciekawość. Niech Aldaren nie myśli, że mu się upiekło.
        - Zaraz przyjdę, zniosę sobie tylko rzeczy do piwnicy - zakomunikował. Normalnie oddałby torbę manekinowi i to jemu kazał się wszystkim zająć, ale teraz wykorzystał przyniesione księgi jako pretekst do tego, by jeszcze przez chwilę móc unikać swojego partnera. Zszedł więc do swojej pracowni i tam wyłożył wszystkie księgi oraz to, co musiał zdezynfekować po wizycie u Zahiry. Nie przeciągał specjalnie, bo nie umiał tak, więc po chwili wrócił już na parter i udał się do kuchni.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 284
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Już tylko chwila została nim Mitra przekroczy próg drzwi wejściowych i zasiądzie do obiadu. Aldaren jakiś kwadrans wcześniej zgasił palenisko w piecu, by mięso się nie spiekło za bardzo, a doszło sobie na spokojnie. Gdy wybiła więc szesnasta, mógł wyciągnąć z pieca już gotowego kurczaka, nadal ciepłego i jednocześnie tak przestudzonego, że bez problemów mógł go poporcjować, by Mitra nie musiał się szarpać z całą tuszą. Tak mógł sobie od razu wciąć udko i pierś jeśli miałby na nie ochotę. Ładnie wyłożył poćwiartowane kawałki tuszki na znalezionym w szafce półmisku, którego niestety nie miał jak inaczej udekorować, jak tylko kawałkami cebuli i pomarańczy, które piekły się razem z mięsem. Nakrył dla Mitry, nic mu nie wkładając na talerz, by sam mógł zdecydować, który kawałek chciałby zjeść i nalał ulubionego koniaku nekromanty (nie pamiętał czy w domu jeszcze coś było, więc jak kupował kurczaka, od razu kupił i jedną butelkę tego trunku), do przyniesionego z barku kieliszka.
        Mitry jednak nie było widać.
        Aldaren wyjrzał przez okno wychodzące na drogę prowadzącą do kamienicy, spodziewając się nadchodzącego nekromanty, ale prócz zwykłych przechodniów, nikogo więcej nie było. Odczekał jeszcze chwilę, przeznaczając ją na posprzątanie w kuchni po przygotowaniu posiłku i znów poszedł zerknąć do okna. Kiedy i tym razem nie zauważył ukochanego zaczął się martwić i niepokoić. Nawet nie myślał o tym, że Mitra mógłby go oszukać i w ogóle nie przyjść, nie myślał o tym, że dostanie reprymendę za to, że idealny chrupiący kurczak będzie zimny i już nie tak smaczny. W tym momencie po prostu zaczął się obawiać czy nic złego jego ukochanemu się nie stało gdzieś po drodze. Czy nie został napadnięty, zabity, obrabowany, porwany... Z każdą kolejną chwilą ten niepokój zaczął przybierać tylko bardziej na sile aż skrzypek udał się dna drugie piętro by tam z okien wypatrywać błogosławionego, który może szedł okrężną drogą albo wracał nie z tej strony.
        I w końcu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi i zaraz po tym kojący wszelkie obawy wampira głos Mitry. Aldaren szybko zleciał ze schodów tak szczęśliwy, że jego partner jest cały i zdrowy, że aż ciężko było mu opanować chęć wyściskania go na powitanie. W połowie jednak ostatnich, gdy już prawie zeskoczył na parter zatrzymał się nagle i cofnął kilka stopni, zaciskając dłoń na poręczy, by nie dać się ponieść emocjom i rzeczywiście nie przytulić nadal rozgniewanego niebianina.
        - Witaj w domu - przywitał go z ogromnym szczęściem rysującym się na twarzy i jeszcze większą ulgą. Ścisnął nieco mocniej trzymaną poręcz, aż mu lekko pobielały palce, by się powstrzymać przed podejściem. Starał się też za bardzo nie przypatrywać ukochanemu, ale z tym był problem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę swoje wcześniejsze wizje tego jakie nieszczęścia mogły się błogosławionemu przytrafić, że przyszedł później niż zapowiedział.
        Kiedy usłyszał jego pytanie...trochę zwątpił.
        - To kur... Obiad... - poprawił się w porę i uśmiechnął łagodnie do blondyna. - Nie wiedziałem jak się robi chrupiącego kurczaka, więc...zrobiłem coś innego - wyznał niepewnie. Znów zaczęły nachodzić go obawy, ale tym razem związane raczej z tym, że zawiódł nekromantę, bo nie zrobił tego co on chciał. I że nie będzie mu to w ogóle smakować. Zaczął się obwiniać, że nie postarał się wystarczająco. Ale teraz było już za późno na ugotowanie czegoś innego by Mitra nie musiał dłużej czekać głodny.
        Kiwnął głową na oświadczenie partnera, że ten zaraz przyjdzie i odprowadził go spojrzeniem, aż blondyn nie zniknął na schodach prowadzących do piwnicy. W tym czasie zszedł już całkiem na dół i usadowił się na kanapie w salonie tak jak z rana. Korzystając z okazji, że niebianin jeszcze nie wrócił z piwnicy, posłał leżącemu na półmisku mięsu pełne nienawiści spojrzenie. Westchnął ciężko i spuścił głowę, nie mogąc uwierzyć w to, że właśnie kazał iść poćwiartowanemu kurczakowi iść do diabła. Jakby parujące mięso mogło się tym w jakikolwiek sposób przejąć.
        Kiedy usłyszał, że Mitra wraca, spojrzał krótko w jego stronę jakby chciał się upewnić, że to faktycznie nekromanta i się lekko do niego uśmiechnął, choć starał się tylko udawać wesołość i wcale tego nie krył. Wymuszona radość przeplatała się na jego twarzy ze zmartwieniem i rozdzierającym mu serce poczuciem winy.
        - Za wcześnie zabrałem się za robienie tego k...obiadu... Przepraszam, że nie będzie już zbyt ciepły - powiedział, gdy Mitra wszedł do kuchni, nie mając do nekromanty pretensji, że zeszło mu na mieście nieco dłużej niż zakładał, a biorąc winę za przestudzone mięso na siebie. - Mam nadzieję, że będzie chociaż zjadliwe... - mruknął pod nosem, spuszczając głowę tak, że opadające włosy zakryły całkowicie jego twarz.
        Kiedy Aldaren cierpiał w milczeniu na kanapie, Żabon tłukł się z głową kurczaka, której jeszcze nie zdołał zmielić do końca w swojej tajnej bazie - skrzyni po zaklętej zbroi, którą kilka dni temu wampir zamówił dla niebianina.
        - Gdybyś... czegoś potrzebował będę w pokoju na drugim piętrze - zakomunikował Mitrze w pewnym momencie, jakby już nie mógł wytrzymać tego napięcia. Choć wiedział, że Mitra go nie widzi, siedząc raczej plecami do wampira (a może właśnie dlatego), skłonił mu się z uniżenie z ogromnym szacunkiem i skierował się w stronę schodów na piętro. Wierzył, że jeśli będzie potrzebny to błogosławiony go zawoła, a na razie nich sobie je w spokoju. Chociaż tyle mógł dla niego zrobić.
        Na górze nie czuł się wcale lepiej i chyba nie było się czemu dziwić skoro był to kiedyś stary pokój Mitry. Oparty o zamknięte cicho za sobą drzwi, spojrzał na zabraną z dołu książkę i maskę, które chciał jeszcze chwilę temu podarować ukochanemu, ale teraz nie był już tego tak bardzo pewny. To była po prostu dziecinada mieć nadzieję, że tak bezwartościowymi rzeczami, które tylko wampirowi wydawały się ciekawe uda mu się załagodzić gniew nekromanty.         Westchnął i oderwał się od drzwi wchodząc w głąb pokoju. Maska z książką ostatecznie skończyły pod łóżkiem. Dziś nie był najlepszy moment na wręczanie czegokolwiek. Może innym razem, a jak nie to pająki i myszy się nimi odpowiednio zajmą. Otworzył okno i usiadł na parapecie w wykuszu patrząc z goryczą na panoramę rodzimego miasta. Aż dziw brał, że nadal je kochał, choć tyle przykrości doznał w jego murach. Najpierw jako sierota, po tym młody mężczyzna i ojciec, aż w końcu wampir, oddany sługa i kochanek swojego mistrza. W sumie chyba nigdy w życiu nie cierpiał tak bardzo jak od tego felernego wieczoru z Mitrą dzień wcześniej.
        Odetchnął głęboka po raz nie wiadomo już który i odchylił głowę do tyłu opierając ją o ramę otworzonego okna. Zamknął oczy, wsłuchując się w muzykę graną przez tętniące życiem miasto śmierci. Zaczął cicho nucić zatartą w swojej pamięci, a którą grał na skrzypcach Zarel w jego "śnie", łagodną i delikatnie melancholijną melodię, podobną do kołysanki. Starał się przy tym przypomnieć sobie, gdzie ją słyszał.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 230
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Szczeniaczek. Tak, Aldaren faktycznie zachowywał się jak szczeniaczek – rzucił się na powitanie tak, że aż było słychać jego dziki galop z drugiego piętra po schodach. Mitra aż trochę się zaniepokoił czy przypadkiem skrzypek na niego nie wpadnie i go nie zgniecie, bo nie wyhamuje. Wampir jednak zatrzymał się i nawet wycofał – czyżby dojrzał minę błogosławionego? To nie powstrzymało go przed radosnym tonem podczas powitania i dreptaniem w miejscu – naprawdę gdyby miał ogon, to by nim merdał aż by cały chodził.
        Mitra nie miał zamiaru z premedytacją gasić tej radości, choć faktycznie jego pytanie o zapach mogło trochę osłabić ten entuzjazm. Błogosławiony nie zamierzał jednak za to przepraszać. Nie został przeproszony za to co zaszło wczoraj, więc dlaczego miałby odzywać się pierwszy? I to jeszcze, gdy chodziło o taką pierdołę?
        - Pachnie tak… słodko – skomentował jedynie, by być może Aldaren zrozumiał, że to nie był zarzut, a wyraz zdezorientowania. Mitra nie znał się na wyszukanej kuchni i dla niego taki kurczak w mandarynkach stanowił czystą abstrakcję. On nawet nie wiedział co to są mandarynki! Nie spodziewał się zresztą, że jego prośba mogłaby być taka trudna do spełnienia i przez to Aldaren będzie musiał się ratować czym innym. Szkoda w sumie, że o tym wcześniej nie powiedział... Ale może to co zrobił będzie dobre.

        Po powrocie z piwnicy Mitra w końcu poszedł zjeść. Jego spojrzenie na krótką chwilę spotkało się ze spojrzeniem Aldarena siedzącego w salonie i wyłapał ten jego uśmiech zupełnie bez przekonania. Sam nie próbował nawet się uśmiechać - uciekł wzrokiem i uciekł też z pokoju, szybko wchodząc do kuchni. Widok dania go zaskoczył i przez to podszedł do niego niepewnie. Ponownie głęboko wciągnął jego zapach, próbując dojść czy ma na to ochotę. Nie znał takiego połączenia smaków i trochę się go obawiał. Był jednak tak głodny, że uznał, że zaryzykuje - w końcu kurczak to kurczak.
        - Ja też się spóźniłem, źle rozplanowałem sobie czas - oświadczył, zdejmując trochę winy z Aldarena, który wziął wszystko na siebie, choć oboje mieli swoje za uszami. Nie wdawał się jednak w szczegóły. Zasiadł do stołu i przyciągnął sobie bliżej półmisek z daniem. Chwilę przyglądał się kurczakowi, jakby szukał tego najlepszego kawałka. Ostatecznie padło na udko. Nekromanta przełożył je sobie na talerz i kulturalnie odkroił kawałek mięsa. Nim jednak wziął go do ust, Aldaren odezwał się do niego z salonu, by zakomunikować, że idzie do siebie. Mitra przyjął to jedynie z mruknięciem, po czym w końcu zjadł pierwszy kęs tego dziwnego dania. Kurczak totalnie go zaskoczył - był słodko-ostry i delikatny. Fakt, nie za ciepły, on wolał cieplejsze jedzenie, ale poza tym smak był bardzo dobry. Gdyby wrzucić go na chwilę z powrotem do pieca byłby idealny. Mitra jednak nie zamierzał wybrzydzać, bo tak naprawdę nie miał pańskiego podniebienia. Odłożył sztućce, by wziąć udko do ręki i obgryzać je tak, jak smakowało najlepiej. Pierwszą ćwiartkę zjadł niemal na raz, zostawiając tylko dobrze obgryzione kostki. Po chwili zastanowienia wziął z półmiska jedną z mandarynek i wyjadł z niej miąższ, bo uznał, że to powinno pasować... Ale jednak pieczony owoc był już zbyt zimny. Za to cebulka całkiem całkiem. Głodny jak wilk błogosławiony nałożył sobie jeszcze jeden kawałek kurczaka - tym razem pierś, dla równowagi.
        Jakiś czas później Mitra odsunął od siebie talerz pełen obgryzionych kostek i skórek tych małych pomarańczy. Da je później Żabonowi, bo pewnie łajza i to zje, nieważne, że błogosławiony prawie nie zostawił mięsa na kościach. Ale to później - na razie nekromanta jeszcze siedział i trawił w spokoju, popijając sobie koniak, który ponoć pomagał na trawienie. Nie wiedział czy była to jakaś ludowa mądrość czy też faktyczna medycyna, ale gdy już wypił to co miał nalane, faktycznie nie czuł się aż tak pełny jak wcześniej. Dodatkowo alkohol przyjemnie go rozgrzał - szkoda, że takie drobiazgi nie mogły poprawić humoru.
        Mitra wstał od stołu i obrócił się w stronę salonu, jakby spodziewał się tam kogoś zastać. Nikogo jednak nie było - nic dziwnego - a błogosławiony szybko obrócił się z powrotem w stronę stołu. Jeszcze trochę zamierzał przedłużyć swoją chwilę w samotności, dlatego zaczął sprzątać po obiedzie. Pozostałą połówkę kurczaka zgarnął z powrotem do brytfanki, w której mięso się wcześniej piekło. Do środka szurnął również cebulę i pozostałe mandarynki, a nawet zlał sok, który zebrał się na dnie półmiska. W końcu nakrył naczynie pokrywką i schował je w piecu - będzie ciepłe na później, jeśli jeszcze zgłodnieje pod wieczór. Teoretycznie to wszystko, co Mitra normalnie by zrobił… Ale tego dnia nie zamierzał na tym poprzestać. Zabrał więc ze stołu naczynia i wrzucił je do zlewu… po czym zaczął myć. Można powiedzieć, że zrobił to na złość Aldarenowi, bo przecież mógł to zlecić manekinom, a wynik jego pracy był delikatnie mówiąc fatalny - naczynia był źle opłukane i nieumyte od spodu.
        Nie mając już nic więcej do zrobienia Mitra nalał sobie kolejny kieliszek koniaku i poszedł usiąść przed kominkiem. Dziwnie mu było tak samemu, gdy jego ukochany siedział na górze, raczej nie zajęty czymkolwiek ważnym. Jednak nadal był zirytowany… Niech to, jak długo jeszcze? Jak długo mieli się unikać? Mitra czuł, że w ogóle mu nie przechodzi i bał się, że tylko zatnie się w tym gniewie, a to im na pewno nie pomoże. Powoli błogosławiony doszedł do wniosku, że to nie ma sensu. Odstawił niedopitą szklankę na stół i poszedł na górę.
        Dotarł w końcu pod drzwi pokoju Aldarena. Zatrzymał się tuż przed nimi, zawahał. Usłyszał jak jego ukochany nuci jakąś melodię i chciał ją lepiej usłyszeć, lecz głos skrzypka był zbyt cichy. Mitra wiedział, że choćby nie wiadomo jak się starał nie uda mu się nic więcej usłyszeć, więc sobie odpuścił. Zapukał.
        - Mogę wejść? - zapytał, choć wiedział, że Aldaren go wpuści. Wszedł i przyjrzał mu się uważnie.
        - Całkiem dobry był ten kurczak - oświadczył jakby nic się nie stało, choć unikał wzroku skrzypka. - Dobrze go przyprawiłeś, nigdy w życiu nie jadłem czegoś takiego.
        Po tych słowach błogosławiony zamilkł. Wyszedł na środek pokoju i rozejrzał się, jakby nad czymś głęboko rozmyślał. W końcu znowu na krótko spojrzał na Aldarena - tym razem w jego oczach widać było żal. Zaraz uciekł wzrokiem gdzieś w bok.
        - Chcesz mi coś powiedzieć? - zapytał tonem, który był wyjątkowo ostry jak na jego mowę ciała. - Jesteś słodki jak miód i jednocześnie mnie unikasz. Może powiesz mi… co się stało? I dlaczego? Dobrym obiadem i uśmiechami nie osiągniesz tego, że przestanie mi być przykro. A… naprawdę jest mi bardzo przykro. I ty dobrze wiesz dlaczego. To było dla mnie ważne, naprawdę bardzo ważne. Chciałem pokazać ci jak bardzo ci ufam. Chciałem pokazać ci jaki wyjątkowy jesteś, dać ci coś na dowód mojej miłości - coś, co jest dla mnie naprawdę ważne. Tak, mówiłem, że ich nienawidzę, ale są częścią mnie, bardzo ważną częścią i bardzo… wrażliwą. A ty… jak mogłeś to tak wykpić? - zapytał z ogromnym żalem w głosie. - To o tych włosach i że w ogóle nie patrzyłeś…
        Mitra nie powiedział nic więcej. Zacisnął wargi i pokręcił głową w mieszaninie niedowierzania i poddania się. Już nie patrzył na skrzypka tylko gdzieś w bok.

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 284
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Aldarenowi nawet przez głowę nie przeszło by obwiniać Mitrę za spóźnienie, ale też nie zamierzał się kłócić. Obaj w tej akurat sprawie zawinili, choć z grzeczności i chciał wziąć winę na siebie, by chociaż tym nekromanta nie musiał sobie głowy zawracać. Ale już jak niebianin tam sobie wolał. Z resztą i tak wampir ewakuował się zaraz do starego pokoju Mitry na drugim piętrze. Po prostu nie chciał być przy tym, gdy Mitra spróbuje tego "chrupiącego kurczaka" i ten mu nie zasmakuje. W sumie to i tak nie miało już raczej znaczenia, skoro i tak nekromanta był zawiedziony tym daniem. I to na samym starcie, gdy zapach okazał się nie być tym, czego się spodziewał.
        No a poza tym, niebianin zasługiwał na chwilę spokoju. Na odpoczynek od wampira, który cały czas mu siedział na głowie, choć zachowując dystans. Aldaren rozumiał, że mogło go to jeszcze bardziej denerwować i był to kolejny powód, dla którego postanowił podarować mu - pewnie dawno upragnioną - chwilę samotności. A to, że niestety samemu się na nią skazywał i w przeciwieństwie do błogosławionego nie potrafił czerpać z niej żadnej przyjemności, nie miało najmniejszego znaczenia. Liczyło się wyłącznie szczęście jego ukochanego nekromanty.
        W normalnym wypadku szybko zaczęłaby doskwierać nieumarłemu nuda i po maksymalnie dwóch minutach wróciłby do salonu, by choćby popatrzeć w milczeniu na swojego partnera. W tym przypadku jednak doskwierała mu samotność, jak wtedy gdy na kilka dziesiątek lat został sam, bo Fausta zabili Łowcy. Tułał się bez celu po świecie, nie mogąc sobie nigdzie znaleźć miejsca i pozwalając by zamek się zapuścił i obrócił ostatecznie w ruinę. Tym razem co prawda jego podróż miała cel, ale miał wrażenie, że uczucie bezsensownej tułaczki w jej trakcie, będzie jego nieodłącznym towarzyszem. Wątpił, by Mitra nadal chciał się z nim wybrać. Mógł się o to założyć. Ale to chyba dobrze... Blondyn będzie miał wreszcie spokój i będzie mógł porządnie sobie odpocząć. Od skrzypka, który zaczął się zastanawiać nad wyruszeniem jak najszybciej. Choćby jutro z samego rana.
        Nucił cały czas w kółko tych kilka tonów tajemniczej melodii, która siedziała mu w głowie i patrzył bez życia na panoramę miasta, przykrywanego coraz cięższym cieniem nadchodzącej nocy. Nie wypatrywał tam niczego konkretnego, o niczym też nie myślał. Po prostu nucił i patrzył, zbytnio się tym nie przejmując, lecz nasłuchiwał przy tym, czy Mitra go może czasem nie woła, by skrzypek mógł choćby zmyć po obiedzie. Marne nadzieje, ale to chyba ostatnie co mu zostało, mającego związek z Mitrą. Niby głupie, tak wiele jednak znaczące dla wampira.
        Tego, że jednak niebianin postanowi do niego na górę się pofatygować, Aldaren w ogóle się nie spodziewał. Już się nawet zaczął zastanawiać czy może Mitra nie darł się już kilka razy wniebogłosy, a on niczego nie usłyszał, i teraz zdenerwowany przyszedł do wampira, by zarzucać mu kłamstwo, za niedotrzymane słowo. W sumie i taka bura się wampirowi należała. Westchnął cicho i przełożył znajdującą się po zewnętrznej stronie parapetu nogę, obie zresztą z niego zestawiając na podłogę, nie wstawał jednak.
        - Proszę - odpowiedział Mitrze, darując sobie dłuższe wypowiedzi, jak choćby "przecież to twój dom" i nadal siedząc na parapecie, choć tym razem o nic się nie opierając plecami i zwrócony frontem do drzwi od pokoju, a w tym wypadku również Mitry, na którego spojrzał uważnie, ale i ze skruchą.
        - Ale nie tego się spodziewałeś - mruknął wampir, wbijając wzrok w podłogę. Był szczerze zakłopotany. - Mogłem od razu powiedzieć, że nie wiem czym jest "chrupiący kurczak" i jak się go robi. Byłbyś wtedy pewnie i tak zawiedziony, ale mniej niż teraz po... tym... - zaciął się, szukając odpowiedniego słowa - ...obiedzie - dokończył, choć nie było to to słowo, którego szukał.
        Zerknął kontrolnie na ukochanego, a gdy zobaczył jego spojrzenie... swoje pełne skruchy wbił już na dobre w podłogę. A przynajmniej na ten moment. Czuł jak się robi coraz mniejszy przy Mitrze, z każdym kolejnym wypowiadanym przez niego słowem.
        - Wiem o tym - mruknął pod nosem tak cicho, że ledwo było słychać, jakby co najmniej mówił do siebie. Powtórzył słabo jeszcze kilka razy "wiem", zapadając się przy tym jeszcze bardziej w swoim poczuciu winy. - Bałem się... - wychrypiał, ale zaraz pokręcił głową, niepewnie ją podnosząc i patrząc szklistymi, pełnymi żalu oczami na niebianina. - Nie chciałem być jak ci co zrobili ci krzywdę... a założyłem, że niewiele by mnie od nich dzieliło, gdybym zaczął się zachwycać twoim ta... twoimi skrzydłami - powiedział już nie siedząc na parapecie, a z czystego szacunku stojąc przed Mitrą, gdy tylko zaczął wyrzucać z siebie co siedziało mu cierniem w boku i dlaczego.
        Ciężko Aldarenowi było utrzymać kontakt wzrokowy i żeby się przed tym powstrzymać, zaciskał z całej siły pięści, niemal wbijając sobie paznokcie w dłoń.
        - Poza tym... wiem, że to żadna wymówka, nie spodziewałem się, że będą czarne... Przypominały skrzydła tamtego anioła, którego znam... On...potrafi zmienić swoją postać, tak, że ciężko go poznać i zwyczajnie spanikowałem... - wydusił z siebie ze wstydem. Nogi się pod nim ugięły jakby był tym wszystkim tak przytłoczony, że nie mógł już dłużej znieść samej świadomości tego, że tak poważnie zranił swojego ukochanego, przez własne urojenia. Klęczał przed nekromantą ze spuszczoną głową. - A mogłem po prostu odpowiedzieć, że nie są tak piękne jak ty i zamilknąć na wieki - wyrzucił, bardziej do siebie niż kierując te słowa do niebianina.
        - Wiem, że to nic nie zmieni, ale naprawdę bardzo cię przepraszam, za to, że tak cię zraniłem. Nie zasługuję na miłość tak wspaniałej osoby jak ty - powiedział tonem pełnym goryczy, choć słychać było, że to drugie zdanie z trudem mu przeszło przez gardło. - Nie chcę cię stracić, ale jestem tak żałosny, że na pewno jeszcze nie raz cię zranię... Może lepiej byłoby gdybym był jak jeden z twoich manekinów... - mruknął, zgadzając się tym na bycie zwykłym, pokornym sługą, gdyby taka była wola blondyna.

        - Niby wiem, że nie powinienem cię po tym wszystkim o cokolwiek prosić, ale... - zaczął po dłuższej chwili, jakiś czas po tym, nieco skrępowany. Wyciągnął zza paska niewielki sztylet, który od czasu zaatakowania go przez Zabora, nosił cały czas przy sobie ukryty pod koszulą. Spojrzał niepewnie na niebianina wyciągając w jego stronę ostrze -...Czy zechciałbyś może pomóc mi w skróceniu moich włosów? - zapytał w końcu, bo przez to jak zaczął i jeszcze wyjmując wcześniej ostrze, można było nabrać różnych domysłów odnośnie jego prośby, a nie coś tak prozaicznego.
        Oczywiście nożem włosów się raczej nie ścinało, ale nie wiedział, gdzie Mitra mógł schować nożyczki. Choćby te, którymi się posługiwał gdy wampir był ranny. W sumie nawet gdyby wiedział, i tak by nie grzebał ukochanemu po szufladach. No a brzytwy nie mógł przy sobie nosić, poza tym jego przyszłość dzisiaj odnośnie nadal wspólnego mieszkania z niebianinem stała pod wielkim znakiem zapytania, a wystarczyło mu tylko miano żałosnego, chędożonego dupka. Nie potrzebował mieć jeszcze dodanego do tego tytułu "złodzieja".

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 230
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra machnął lekceważąco ręką, ucinając od razu temat tamtego kurczaka. Nie po to tutaj przyszedł. Nawet nie myślał teraz o tym jak rozminęły się jego kulinarne życzenia z rzeczywistością, miał po prostu ważniejsze sprawy na głowie, a wspomnienie obiadu miało służyć tylko temu, aby tak od progu nie zaczynać od ciężkich tematów. Tak, aby zdążyć podejść do Aldarena i rozeznać się w sytuacji. Później reszta przyszła łatwo – Mitra nigdy wcześniej nie mówił tak wprost o swoich uczuciach, choć nadal nie była to płynna, kwiecista przemowa. Wydawało mu się jednak, że przedstawił skrzypkowi wszystko, co leżało mu na wątrobie i to tak, by nie pozostawić niczego do domysłów.
        Aldaren wyglądał jednak podczas tej przemowy jak kupka nieszczęścia. Ze zwieszoną głową, unikając jego wzroku. Nie by błogosławionemu było łatwo patrzeć na skrzypka, ale zawsze wydawało mu się, że jego ukochany jest bardziej pewny siebie od niego. Może faktycznie wiedział, że nawalił i to całkiem mocno i to była skrucha? Na pewno. Wyglądał jakby był bardzo ostro rugany, choć Mitrze wydawało się, że wbrew pozorom nie był brutalny. Łagodny też nie, ale jak miałby być delikatny, skoro sprawa była poważna? Starał się po prostu zachowywać w miarę racjonalnie.
        Po wyrzuceniu przez Aresterrę wszystkiego, co miał do powiedzenia, przyszła pora na wyznanie Aldarena. Błogosławiony z zaskoczeniem przyjął jego pierwsze słowa – „Bałem się”. Czego on mógł się bać? Może gdyby zaproponował mu, że pójdą na całość, to mógłby się bać, ale takiego tylko pokazania skrzydeł? Mitra tego nie pojmował, aż nie usłyszał reszty. Wtedy westchnął ze współczuciem, pokręcił głową.
        - Oj, Ren… - mruknął, ale nie dyskutował, bo skrzypek jeszcze nie skończył mówić, a skoro on nie przeszkadzał jemu, to błogosławiony też nie zamierzał mu przerywać. Trochę go rozumiał i w sumie było mu miło, że tak wziął pod uwagę jego fobię, ale to nadal nie tłumaczyło wszystkiego. Ale cierpliwości, może w końcu dowie się o co chodziło z tymi głupimi żartami. Wcześniej padła jednak jeszcze jedna, dość zaskakująca kwestia. Mitra był bardzo zaskoczony i… trochę rozgniewany. Jakoś zabolało go to, że jego skrzydła przypomniały Aldarenowi jego poprzedniego ukochanego, ale… Z drugiej strony to nie były miłe wspomnienia. Jeśli dobrze go zrozumiał, wydawało mu się, że to jakiś podstęp, może zły sen, widziadło? Więc czemu był w sumie taki czuły? Albo po prostu to była kwestia skojarzeń, tylko tego - złych wspomnień, tak jak i w jego przypadku to bywało…
        Gdy skrzypek padł na kolana, nekromanta odruchowo wyciągnął do niego ręce, aby go asekurować, ale że nie do końca mu się to udało, po prostu sam przyklęknął przed nim. Przejął się tym, że ciężar tej rozmowy sprowadził jego ukochanego do parteru – gdyby Al spojrzał na niego w tym momencie, dojrzałby żal i troskę w jego niebieskich oczach.
        - Hej, nie mów tak… - sprzeciwił się cicho, gdy Aldaren powiedział, że powinien zamilknąć na wieki. Nie zgadzał się z nim. Ani z tym milczeniem ani z wieloma następującymi po tym zdaniami. Sapnął i wyprostował się, jakby ledwo panował nad gniewem, ale gdy już skrzypek wylał z siebie wszystkie emocje, on nagle jakby się rozluźnił. Pochylił się nad zmarnowanym wampirem i położył mu dłonie na ramionach. Jedną przesunął na jego podbródek i uniósł go, aby mogli spojrzeć sobie w oczy. Nadal miał trochę smutne, ale już łagodne spojrzenie. Powoli burzowe chmury zasnuwające jego spojrzenie się rozwiewały.
        - Nie chcę, byś był jak moje manekiny – oświadczył z przekonaniem. – Bo nawet jeśli czasami mnie urazisz, na każdy taki wypadek przypadają dziesiątki razy, gdy twoje słowa mi pomogły albo chociaż mnie rozweseliły. Więc chcę, byś się odzywał. Ja też nie jestem idealny i bez winy, nieraz cię skrzywdziłem… To tak działa, prawda? Jeszcze wiele o sobie nie wiemy i… oboje mamy za sobą dość trudną przeszłość. Ale to miłe, co mi teraz powiedziałeś – że jestem piękniejszy niż moje skrzydła. I dziękuję ci za to.
        Mitra pogłaskał Aldarena z czułością po policzku, po czym nachylił się i bardzo ostrożnie przygarnął jego głowę do swojego ramienia, prawie jakby się przytulali. Chwilę tak z nim siedział – to chyba najlepszy znak, że skrzypkowi zostało wybaczone.
        - Ale wiesz co – parsknął niebianin. – Jak spanikujesz robisz naprawdę dziwne rzeczy – oświadczył z czułym rozbawieniem. Zaraz westchnął i się uspokoił. - Rozumiem, Ren. Sam tego nie planowałem, mogłeś być zaskoczony… Na następny raz postaram się zrobić to… lepiej. A ty się nie martw, gdy robię takie rzeczy to wtedy, gdy jestem gotów. Nawet gdybyś mnie wtedy dotknął byłoby w porządku. Ufam ci, Ren. I kocham cię. Nie zmieniaj się, proszę. Nie chcę manekina tylko ciebie.
        I w końcu Mitra puścił Aldarena. Wydawało mu się, że było w porządku - usłyszał to, co chciał usłyszeć. Przeprosiny, miłe słowa, wyjaśnienia. Nie chciał, by jego ukochany się tak załamał, ale on był taki emocjonalny… może teraz, po tym, jak zostało mu wybaczone, odzyska humor?
        Wampir miał jednak inny - bardzo oryginalny - pomysł na zmianę tematu. Mitra w pierwszej chwili chciał mu zaprzeczyć i powiedzieć, że prosić może zawsze, bo jest między nimi zgoda. Jednak zabrakło mu słów, a gdy dostrzegł nóż w ręce ukochanego, szeroko otworzył oczy i momentalnie zbladł. Przez jego głowę przemknęły wszystkie najczarniejsze myśli i te wszystkie chwile, gdy Aldaren prosił go, by go zabił. Już nabierał tchu, by zrugać go za głupie pomysły i wybić mu to z głowy, ale wtedy on dokończył swoją prośbę. Mitra nie ukrywał ulgi - odetchnął z ręką na sercu. Przyjrzał się ukochanemu, jakby sprawdzał czy on tak serio pytał.
        - Oczywiście, że ci pomogę - zapewnił w końcu. - Ale nie tym - dodał, zabierając Aldarenowi jego sztylet i kładąc go gdzieś na bok. - I nie tu. Chodź, najlepiej pójdziemy do łazienki. Zmoczę ci głowę, mokre włosy się łatwiej tnie. Chodźmy, zajmę się tym. Fryzjer ze mnie żaden, ale sobie włosy sam podcinam więc i tobie dam radę.
        No tak, w sumie nic dziwnego - jak ktoś, kto boi się obcych spojrzeń i dotyku, mógłby dać się komuś obstrzyc? To też trochę mogło tłumaczyć półdługą fryzurę Mitry, bo coś takiego łatwiej jest utrzymać i zamaskować ewentualne błędy w cięciu.

        Mitra zabrał Aldarena do łazienki niemal natychmiast. Tam szybko się zakrzątnął, ustawiając na środku zydel, wybierając jakieś większe ręczniki i wyciągając z jednej z szuflad pod umywalką nożyczki do włosów.
        - Ren… - zagaił, gdy już sobie pozbierał szpargały. - Mogę ci umyć głowę?

Awatar użytkownika
Aldaren
Senna Zjawa
Posty: 284
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren »

        Aldaren mocno się obawiał, czy wspominanie o Gregeviusie nie pogorszy czasem całej sprawy, Mitra już mu wspominał, że bardzo nie lubił być porównywany do kogoś, ale ten czarny tatuaż skrzydeł na jego plecach... Nie ważne jak bolesna była prawda, zawsze była o wiele lepsza od słodkiego kłamstwa. I bez porównania mniej bolała. Nekromanta miał prawo, aby wiedzieć, dlaczego wampir nie był tak zachwycony jego gestem, jakby niebianin pragnął. No i z tego całego stresu jeszcze palnął taką głupotę - z tymi włosami na plecach... Gdyby tylko Zabor wiedział, że skrzypek sam potrafi się tak mocno upokorzyć, nie tracił by na uprzykrzanie mu życia swoich sił i cennego czasu. Bo po co, skoro wampir sam świetnie potrafił zrobić z siebie błazna? Tak bardzo było mu za to wstyd, że ciężko to sobie nawet wyobrazić. Zapadnięcie pod ziemię to było stanowczo za mało.
        Ale... chyba nie było to konieczne. Czy tylko wampirowi się wydawało, jakby błogosławiony złagodniał? Bał się podnieść na niego wzrok i to sprawdzić. Nie chciał widzieć tego jak bardzo Mitra był na niego zły, jak bardzo go zawiódł. Nie chciał też, aby nekromanta wybaczył mu z litości na widok łez, które ociężale i leniwie, spływały z jego oczu, jakby chciały zostać zauważone i tylko wykopać większy dół pod nieumarłym.
        Kątem oka dostrzegł jakiś ruch, ale nie domyślał się nawet co to mogło być, dopóki na podłogę, w którą się obecnie wpatrywał nie padł większy cień. No i zobaczył przy tym skrawek spodni nekromanty. Nim jednak zdołał zarejestrować, że Mitra dostosował się do jego poziomu, wyraził stanowczy sprzeciw, wobec słów, które przed chwilą padły z ust nieumarłego. Chwycił go również w tym czasie za ramiona i uniósł jedną dłonią lekko jego głowę, by ich spojrzenia mogły się skrzyżować. Boleść i wstyd w oczach skrzypka skutecznie zakrywały pod sobą zaskoczenie, jakie go w tym momencie dopadło. Mitra miał dobre serce, to fakt, ale od tego felernego wieczoru dnia poprzedniego był tak zły, że przecież cały dzisiejszy dzień się praktycznie unikali. Aldaren widział, że nadal nekromancie było przykro za to co mu wczoraj powiedział, ale jego gesty i postawa były raczej pozbawione tego gniewu. I to go właśnie dziwiło, bo wiedział, że nie zasłużył na wybaczenie niebianina. A przynajmniej jeszcze nie teraz. Dlatego był gotów z jego partnera zostać zwykłym służącym, nieumarłym służącym, ale Mitra miał co do tego inne zdanie.
        Nie ważył się mu przerywać, a przynajmniej na początku, bo gdy błogosławiony przypomniał, że przecież sam kilka razy zranił wampira, ten otworzył usta by się kłócić, albo przynajmniej zapewnić, iż to nic takiego i nawet nie pamięta tych przykrości (w ogóle nie pamiętał, by Mitra mu jakąś sprawił, ale pewnie była to kwestia tego, że z miłości do niego, od razu je wypierał ze swojej pamięci). Nie odezwał się jednak, zamknął usta i kiwnął lekko głową, przyznając ukochanemu rację, gdy ten zadał swoje pytanie, choć pewnie było retoryczne. Nie mniej Mitra miał rację. Wielu rzeczy o sobie nie wiedzieli, można by nawet powiedzieć, że nadal się praktycznie nie znali. No bo ile? Nim Aldaren wyjechał na miesiąc znali się półtora tygodnia? Dwa? A od jego powrotu do miasta minął raptem tydzień. Nie mówiąc o tym, że od powrotu wampira są parą. Może wiedzieli dużo więcej o sobie, niż gdyby nadal byli tylko znajomymi, ale nie zmieniało to faktu, że nadal rozciągał się ocean tajemnicy przed każdym z nich wobec tego drugiego. Nie był pewien czy kiedykolwiek je w pełni nawzajem odkryją, ale nie ważne jak długo miałoby to trwać, nie ważne jak wielu rzeczy miałby nie wiedzieć o Mitrze, nie zamierzał rezygnować z miłości do niego. Kochał go jak nikogo innego w całym swoim życiu i nic tego nie zmieni.
        - To miałem na myśli, gdy mówi... - zaczął, lecz zaraz przerwał, gdy dotarło do niego, że powtarzanie tego, iż skrzydła Mitry nie mają dla skrzypka znaczenia, może na nowo urazić Mitrę. Zamiast tego po prostu zamilkł i odetchnął głęboko, rozkoszując się bliskością ukochanego, gdy ten przygarnął do swojego ramienia głowę wampira.
        - Proszę nie przypominaj mi o tym - jęknął skamlącym tonem nadal czując wstyd i będąc poirytowanym na samego siebie, że palnął coś takiego. Tego upokorzenia chyba już nigdy nie zapomni. - Mogłem się domyślić, że wbrew sobie nie zrobiłbyś czegoś takiego. Będę pamiętał, obiecuję. I naprawdę wstyd mi za to co powiedziałem - powiedział nieco się odsuwając, by móc spojrzeć mu w oczy. Chciał, by Mitra wiedział, że skrzypek nie kłamał.
        Gdy się wszystko między nimi ułożyło i na powrót zapanowała zgoda, Aldaren postanowił niepewnie wyjść ze swoją prośbą. Rozumiał w sumie początkową obawę nekromanty, bo faktycznie ten sztylet w dłoniach skrzypka był raczej wymowny, ale nie tym razem. O czym błogosławiony miał okazję się zaraz przekonać, bo nieumarły nie zamierzał, go straszyć czy w ramach psikusa potrzymać go jeszcze chwilę w niepewności.
        Aldaren nie zamierzał się kłócić z nekromantą - co złego było w skracaniu sobie włosów nożem? - i nie utrudniał mu też, więc bez najmniejszych sprzeciwów udał się za nim do łazienki. W sumie to chyba pierwszy raz gdy będą w niej razem. Niby nic w tym dziwnego, skoro mieli ciąć wampirowi włosy, ale mimo wszystko fakt faktem. Skrzypek wydawał się wielce szczęśliwy z tego, że Mitra zechciał mu pomóc uporać się z przydługawą już czupryną nieumarłego. Z czystym zainteresowaniem przyglądał się błogosławionemu, jak ten kompletował wszelkie potrzebne narzędzia i aż ciężko mu było wyjść z podziwu. Choć w sumie nie było się czemu dziwić, skoro przynajmniej od kilkunastu lat niebianin unikał czyjegokolwiek dotyku.
        - Niby nie powinno mnie dziwić, że sam sobie tniesz włosy, ale mimo to i tak jestem pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę jeszcze wiele mamy nawzajem do odkrycia - zagaił pogodnie, choć gdzieś tam nadal pobrzmiewało delikatne echo niedawnych smutków i trosk. W sumie obecnie był nawet nieco rozbawiony bo sobie właśnie coś uświadomił.
        - Ty masz osobistego kucharza, a ja fryzjera? - wyraził swoje myśli na głos, chcąc poznać osąd niebianina czy on widział to podobnie. Pobrzmiewało w tym pytaniu jednak sporo dumy, z tego, że mógł się chociażby poprzez kucharzenie jakoś przysłużyć blondynowi, ale i również czułości. Była w tym też ukryta obietnica, że nekromanta będzie jedyną osobą, której wampir kiedykolwiek będzie przygotowywał posiłki.
        Nie sposób jednak było ukryć zaskoczenia, gdy chwilę po tym błogosławiony zadał swoje dość...nietypowe pytanie.
        - Eee... - aż odebrało wampirowi na moment mowę. - Tak... Tak, proszę - powiedział zaraz otrząsając się z tego delikatnego oszołomienia. - Nie krępuj się - dodał posyłając mu czuły uśmiech, choć szybko odwrócił głowę, zdając sobie sprawę z tego, że się nieco zarumienił.
        Z czystą przyjemnością wykonywał polecenia ukochanego, tu schylić głowę, tu zaraz ją wyprostować i trzymać nieruchomo. Rozkoszował się przy tym bliskością Mitry i wszystkim co ten przy wampirze robił. Podczas gdy nekromanta mył mu głowę, choć bardzo się starał to tłumić, kilka razy zdarzyło mu się głośniej zamruczeć, co było jasnym dowodem na to jak miło mu było w tej chwili. Oddawał się przy tym rozmowie z nim, choć jeśli Mitra wolał milczeć, by móc się lepiej skupić, skrzypek nie zamierzał mu tego utrudniać. Zastanawiał się mimo wszystko czy i jemu Mitra pozwoliłby kiedyś chociaż rozczesać mu włosy. Umycie pleców błogosławionemu chyba stało się tak odległym marzeniem, że bardziej prawdopodobne było to, że Czeluści zamarzną, a Prasmok się zbudzi. I to w najbliższym czasie.
        - Pokażesz mi kiedyś jak się robi tego chrupiącego kurczaka? Albo to twoje ulubione danie? - zapytał nagle w którymś momencie, bo naprawdę swoimi kulinariami chciał zrobić Mitrze przyjemność, choć jak się dzisiaj okazało i tym potrafił blondyna zawieść. - Chciałbym jeszcze przed podróżą zrobić ci taką przyjemność - wyjaśnił, gryząc się w język by nie powiedzieć "SWOJĄ podróżą", bo myślał, że po tym co się stało nekromanta raczej postanowi mimo wszystko zostać. Nawet jeśli się względnie pogodzili.

Awatar użytkownika
Mitra
Kroczący w Snach
Posty: 230
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Mitra »

        Mitra poczuł wielką ulgę, gdy się pogodzili. Fakt, że zależało to w głównej mierze od niego, bo to on był obrażony, ale i szczerość Aldarena była w tym momencie naprawdę ważna. Mogli już sobie patrzeć w oczy z dawną czułością i nawet ostrożnie żartować. Błogosławiony wiedział, że jego ukochany nie kłamie - to spojrzenie było na to wystarczającym dowodem, a jeśli ktoś był nieprzekonany, ton głosu już nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
        - Dobrze, już nie będę o tym wspominał - zgodził się nekromanta, nim przeszli do tematu fryzury wampira.

        Już w łazience, przygotowując się do strzyżenia, Mitra na moment przestał się pilnować i nie zwracał uwagi na to jak skrzypek się na niego patrzył. Zwrócił na niego uwagę dopiero, gdy usłyszał jego komentarz - spojrzał na niego troszkę zaskoczony, mnąc w rękach ręczniki, które akurat wyjmował. W końcu uśmiechnął się blado.
        - Wiesz, kiedyś myślałem czy nie darować sobie obcinania włosów i ich nie zapuścić, ale same z tym kłopoty, kołtunią się pod ubraniem. Więc siłą rzeczy trochę nabrałem praktyki - wyjaśnił. A później ponownie subtelnie się uśmiechnął, znowu pod wpływem komentarza Aldarena.
        - Pasuje mi taki układ - zapewnił z zadowoleniem w głosie. Pomyślał nawet trochę egoistycznie o tym, że “osobisty” oznacza, że Aldaren będzie gotował naprawdę tylko dla niego i podobała mu się ta wizja, choć czuł, że może być trudna do zrealizowania. Jego ukochany miał tak dobre serce, że pewnie gdy już szpital się otworzy i zacznie działać również przytułek, prędzej czy później zawieje go do kuchni, by pomóc przy karmieniu biednych podopiecznych. Błogosławiony nie zamierzał mu mieć tego za złe, obiecał tylko sobie, że dobrze wykorzysta ten czas, gdy ma swojego osobistego kucharza naprawdę na wyłączność. Ale najpierw on miał się wykazać jako fryzjer.
        Pomysł z myciem głowy Aldarenowi przyszedł mu do głowy dość spontanicznie, ale nie zamierzał z tego rezygnować. I tak musiał mu zmoczyć włosy, więc mógł je trochę dopieścić przy okazji. No a skrzypkowi chyba się to podobało. Mitra udawał, że nie zwrócił na to uwagi, ale usłyszał w jego głosie pewne urocze skrępowanie, jakby robił coś, czego nie wypadało.
        - Zawiń sobie kołnierzyk i pochyl mi się nad wanną - poprosił go i gdy Ren wykonywał jego polecenia, on postawił sobie bliżej kosmetyki.
        Mitra nie był doświadczonym balwierzem i nie miał z tym zawodem za wiele do czynienia, ale przecież mycie włosów to żadna filozofia. Bez zakasywania rękawów - bo podświadomie wolał się zamoczyć niż odsłaniać przedramiona - nabrał ciepłej wody do naczynia i już prawie polał nią głowę ukochanego, ale w ostatniej chwili zrezygnował.
        - Pochyl się jeszcze troszkę - poprosił Aldarena, delikatnie palcami naciskając na jego skalp. - Nie chcę ci zalać oczu - usprawiedliwił się. Później już skupił się na swoim zadaniu, choć nie przypominał siebie w chwilach, gdy skupiał się na nekromancji albo medycynie. Wtedy był poważny, a teraz wyglądał na spokojnego - widać było, że czerpie z tego swego rodzaju przyjemność. Z namaszczeniem zmoczył Aldarenowi włosy, palcami rozdzielając ich pasma, aby woda dotarła aż do skóry. Był milczący, ale nie było to ciężkie milczenie. Namydlił dłonie mydłem do włosów i przysiadł na brzegu wanny.
        - Postaram się nie szarpać, ale mów gdybym cię ciągnął - uprzedził łagodnym tonem swojego ukochanego, po czym zabrał się do dzieła. Z przyjemnością wsunął palce między włosy skrzypka i zaczął wcierać w nie pianę. Zgodnie ze swoimi zapowiedziami starał się być delikatny, choć czasami jego palce natrafiły na jakieś splątane kosmyki. Nie sprawiał tym jednak specjalnie dużego bólu, wręcz przeciwnie - jego mycie przypominało raczej głaskanie czy pieszczoty niż zabieg pielęgnacyjny. Po chwili zaczął coś pod nosem cicho nucić - była to ta melodia, którą Aldaren nucił wcześniej w swoim pokoju. Mitrze często się zdarzało, że niedawno zasłyszane melodie zapadały mu w pamięć i tak je podświadomie powtarzał.
        Pierwszy pomruk skrzypka błogosławiony uznał za przypadkowy, ale gdy ten się powtórzył, Mitra od razu wiedział, że jego ukochanemu jest przyjemnie podczas zabiegów. Jemu również zrobiło się z tego powodu cieplej na sercu i trochę z premedytacją zaczął szukać tych wrażliwych miejsc na jego głowie i ruchów swoich rąk, które to mruczenie wywoływały. Za każdym razem, gdy trafił, subtelnie się do siebie uśmiechał.
        - Byłem rano u Zahiry - zagaił w pewnym momencie rozmowę, bo pomyślał, że Aldaren mógłby chcieć to usłyszeć. - Czuje się dobrze i wygląda też całkiem nieźle. Dobrze się goi, nie ma nowej infekcji, a stara chyba już jest opanowana. Musi jeszcze odpoczywać i nabierać sił, ale Liranth się nią dobrze zajmuje. Był dzisiaj trochę zgaszony, ale bardziej… kumaty niż wczoraj. Opowiadał mi nawet o wczorajszym wypadzie z dziećmi i o tym jak udekorowali maski.
        I tak mogli sobie rozmawiać. Mitra umył skrzypkowi włosy i w końcu je spłukał. Każąc skrzypkowi jeszcze chwilę siedzieć w tej samej pozycji, osuszył mu głowę jednym z ręczników i dopiero wtedy pozwolił mu usiąść na taborecie wystawionym na środek łazienki.
        - Jak chcesz bym ci je przyciął? - zapytał, zaczynając rozczesywać jego mokrą czuprynę. - Tylko skrócić? Ale wiesz, nie szalej z życzeniami - zastrzegł. A później zaczął ciąć, faktycznie z pewną wprawą, wiedząc jak sobie przytrzymać włosy by nie zrobić krzywdy ani sobie, ani wampirowi i by utrzymać odpowiednią długość, a nie robić “dziur” w jego fryzurze.
        - Nie zimno ci? - upewnił się, bo siedzenie z taką mokrą głową mogło wychłodzić, a on mimo niezłej techniki niestety nie był najszybszy.
        Pytanie o naukę gotowania było dla Mitry trochę zaskakujące, ale całe szczęście nie na tyle, by mu się nożyczki omsknęły. Uśmiechnął się do siebie dyskretnie nim odpowiedział.
        - Możemy jutro zrobić takiego kurczaka z chrupiącą skórką – zaproponował. – Ale na oba dania możemy nie mieć czasu przed wyjazdem. Jeszcze co prawda nie przeglądałem swoich rzeczy, ale pewnie będę musiał coś dokupić. No a skoro mamy wyjechać tuż po tym jak Zahira dojdzie do siebie… To wyjedziemy za trzy dni. Mówiłem ci, że naprawdę szybko wraca do zdrowia - dodał z pewną dumą. Przez chwilę skupił się bardziej na cięciu niż rozmowie, bo pracował przy uchu Aldarena i nie chciał mu zrobić krzywdy.
        - Ale wiesz… - zagaił po chwili. - Ten kurczak co go zrobiłeś był naprawdę dobry, mówiłem poważnie. Dziwny, nigdy takiego nie jadłem, ale smakował mi. Zjadłem połowę - oświadczył, aby nadać mocy swoim słowom. - Teraz trzymaj głowę prosto, nie chcę ci zrobić grzywki od garnka…
        Mitra nie musiał dodawać, że to oznaczało również chwilowe milczenie, bo przecież przy mówieniu głowa się ruszała. Stanął przed Aldarenem i wyczesał mu grzebieniem grzywkę, aby była równa, po czym z namaszczeniem ją skrócił, a gdy to było gotowe, zaczesał ją do tyłu, by woda z mokrych kosmyków nie kapała jego ukochanemu do oczu. Już miał się wyprostować, ale jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Aldarena i przez chwilę nekromanta dał się złapać tym pięknym niebieskim oczom. Zapatrzył się w nie z czułością, nawet lekko się uśmiechając.
        - Już zaraz kończę - zapewnił szeptem, po czym wrócił do strzyżenia.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość