Valladon[Kamienica na Długiej] Czas leczy rany...?

Wielki rozległe miasto, skupisko ludzi, jak i innych ras. To miejsce odwiedza wiele istot, istot niebezpiecznych, magicznych ale także przyjaznych. Znajdziesz tu towary z całego świata, skarby i tajemnicze artefakty. Jeśli czegoś potrzebujesz znajdziesz to tutaj
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel rozumiała, dlaczego Lucien ją wtedy zostawił. Naprawdę, zarówno teraz, po jego wyjaśnieniach, jak i wtedy. Osobna sprawa, że nie musiało jej się to podobać. Doceniała, że chce ją chronić, ale środki, które czasem do tego prowadziły, nie były jej zdaniem warte celu. Nie do niej jednak należało kwestionowanie słów demona. Mógł pojawiać się i znikać, jak mu się żywnie podobało, a ona mogła tylko liczyć na to, że dotrzyma słowa i wróci, i że nic mu się nie stanie. Ograniczało ją wszystko to, co dla niego nie stanowiło żadnej przeszkody. Może dlatego tak lekko podchodził do wszystkiego, czym się zamartwiała i nie rozumiał jej obiekcji.
        Dlatego też ze znużeniem przytaknęła na jego wyjaśnienia. Oboje wszystko wiedzieli tylko im się to po prostu nie podobało. Widziała, jak mu się zmieniło spojrzenie, gdy wspomniała o pomyśle szukania go w Otchłani, ale na szczęście się nie odezwał. Może on inaczej liczył czas, ale przy tym jak krótko się znali, to ile czekała i ile się martwiła, naprawdę uzasadniało takie pomysły.
        A to, co było między nią a Alec’iem… Wspomniała o nim niespodziewanie, nawet dla samej siebie. Czuła jednak, że musi być uczciwa z Lucienem, i chciała, żeby zrozumiał, dlaczego jest trochę inaczej między nimi teraz. Nie wiedziała, czego oczekuje po takim wyznaniu i unikała wzroku demona do momentu aż sama nie zaplątała się we własne wyjaśnienia tak, że nie wiedziała już, co chce powiedzieć. I zobaczyła tylko łagodne oblicze. Nieco wymuszony uśmiech, nie dziwiło jej to, ale niczego więcej nie mogła się dopatrzeć. Mimika demona zawsze była oszczędna, delikatnie mówiąc, a teraz na dodatek połowa jego twarzy pokryta była ranami, ale i tak dziewczynę zaskoczył kompletny brak reakcji. Zmieszała się nawet na moment, nie wiedząc czy Lucien zrozumiał, co miała na myśli, czy po prostu niezupełnie się tym przejął. Błyskawicznie zmieniła temat.
        Lucien nigdy aż tyle nie mówił. Rakel spojrzała na niego zdumiona, słysząc, jak to jest „niewinna”, a on nie chce jej „brukać” swoimi czynami. I na moment nawet się zawahała, próbując przypomnieć sobie przyczyny, dla których zazwyczaj był ranny, ale przecież nigdy to nie była jego wina. Ba! Raz była to tylko i wyłącznie jej wina! Jeśli chodzi o to, co o nim mówiono, i o czym sam przyznał, że ma krew na rękach, to kilka kłótni już zaliczyli. Jedna zakończyła się tym, że demon odstawiał zaryczaną dziewczynę do domu, ale od tego czasu czarodziejka trochę dojrzała. Łatwo żyć w czarno-białym świecie, gdy nie spotyka się na swojej drodze niczego, co testowałoby czyjąś moralność. Teraz wiedziała lepiej i chociaż nadal miała swoje przekonania, rozumiała, że nie wszystko jest po prostu dobre lub złe.
        Ale później demon nareszcie zaczął wyjaśniać. Słuchała uważnie, wpatrując się w Luciena poważnym wzrokiem i analizując wszystko co mówił. Trawiła na bieżąco fakty, jednocześnie próbując umiejscowić je w czasie i wciąż nie mogła poradzić sobie z tą przerwą. Demon mówił o przesłuchaniu, wyjaśnieniach, a ona wciąż czekała na więcej, ale to było wszystko. Twarz dziewczyny wciąż się nie zmieniła, gdy ta oczekiwała dalszych wyjaśnień, ale to jak nemorianin przedstawił jego wersję zdarzeń, dosłownie wcisnęło ją w ścianę.
        W porządku, trochę się doedukowała, nie była już taka naiwna i nieświadoma jak kiedyś, gdy nie znała świata poza Valladonem. I chociaż na uczelni wybrała bardziej przyziemny kierunek, to wciąż studiowała w domu księgi o magii, chcąc na własną rękę dowiedzieć się i nauczyć więcej. O świecie również. Więc wersja z czarem, który sprawiał, że w jakimś miejscu czas płynął inaczej, była dla niej prawdopodobna i wystarczająca. Poza tym ufała Lucienowi, nie okłamałaby jej. Ale ta skala różnicy. Dla Luciena minęło kilkanaście dni, a dla niej ponad dwa lata? Implikacje tego były… druzgoczące.
        Rakel aż jęknęła cicho, zakrywając usta rękami i spoglądając na demona znad palców. Dla niego, dajmy na to jeszcze dwa tygodnie temu, byli razem w posiadłości w Otchłani. A ta rana w jego boku naprawdę mogła być zadana ojcowskim sztyletem. Na los, on się nie zdążył wygoić po tych wszystkich okropnych wydarzeniach, a ona zdążyła ułożyć sobie życie na nowo.
        Przygarnięta do boku demona opadła bezradnie, składając głowę na jego ramieniu. Pamiętała zaskoczenie bestii, gdy powiedziała o dwóch latach, ale to…
        Jego szept i ciepłe słowa jednocześnie uspokajały i sprawiały, że Rakel spinała się nerwowo. Nie mieściło jej się to w głowie. Odczuła ulgę, słysząc, że Lucien zostanie, ale nie podobał jej się ten ton. Nie mógł zostawać dla niej, nie teraz. Miała na myśli to, że mógłby zostać w Alaranii. Wiedziała, że nie lubił swojego domu, że nic go tam nie ciągnęło ani nawet nie zachęcało do powrotu. A tu miał swój dworek. Stał jeszcze, zajrzała tam kilka razy, żeby sprawdzić („czy go tam nie ma”).
        Wspomnienie okwieconej pergoli nadeszło samo, nieproszone, ale zachęcone bliskością mężczyzny. Rakel miała ochotę wsadzić sobie śrubokręt w mózg.
        - Lucien - zaczęła i odchrząknęła, gdy głos był nieposłuszny. – Rozumiem, wiedziałam, że będziesz musiał złożyć wyjaśnienia, ale pominąłeś chyba dość ważny fragment – powiedziała, prostując się nieco, by na niego spojrzeć. – Co ci się stało? Jakim cudem z przesłuchania wyszedłeś jako ta bestia, na dodatek tak dotkliwie poraniona?
        - I… tu naprawdę minęło tyle czasu. Jestem na studiach, wiesz? Niedługo mam egzaminy na trzeci rok. A Nina zaszła w ciążę i urodziła, mają już roczną córeczkę z Dorianem – mówiła szybko, wyjaśniając, gdy przez moment przeszło jej przez myśl, że demon może jej nie wierzyć.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Wyjaśnił wszystko, możliwie nie wdając się w szczegóły. Ani nic by nie wniosły, ani nie były przyjemne. Objął Rakel delikatnie, zapewnił, że zostanie u jej boku, tego przecież chciała, prawda? Powiedziała przecież, że chce, żeby został. A mimo to nie usłyszał potwierdzenia, w zamian na przemian spięta i rozluźniona dziewczyna ostatecznie się od niego odsunęła. Lucien westchnął i skręcił lekko pozycję, podpierając się na zdrowej ręce. Chciał widzieć Rakel bez ciągłego odwracania głowy.
        - Rozmowa i audiencja u Księcia może przebiegać różnie. Gdy Księciu zrodziło się więcej pytań, chciał konkretnych odpowiedzi i chciał mieć pewność czy usłyszał wszystko ci pragnął usłyszeć - wyjaśnił demon, mając nadzieję, że wystarczająco jasno. Detale były całkowicie Rakel niepotrzebne, wystarczająco się przejmowała widząc go w takim stanie.
        - Nad zmianą nie mam żadnej kontroli. Za pierwszym razem zwierzę pojawiło się przy bezpośrednim zagrożeniu. Tym razem myślę, że podobnie, ale nie mam pewności. Zbyt wiele niegojących się ran i zdenerwowanie związane z całą sytuacją wystarczyły, żebym zjawił się w innym stanie niż chciałem - wytłumaczył opierając się na przypuszczeniach. W pałacu też się przemienił, a gdy tylko wrócił do właściwej formy, wystarczyło przenieść się do posiadłości a znów stracił kontrolę i dwunożną postać.
        - Wierzę ci... - odezwał się łagodnie słysząc zapewnienia dziewczyny. Dlaczego miałby jej nie wierzyć. Nawet jeśli różnica czasu brzmiała nieprawdopodobnie, była jak najbardziej możliwa. Nie wiedział czy magia obejmowała pałac, była rzucona chwilowo, żeby nie marnować zbyt wiele książęcego czasu, czy w okrutnym żarcie, nie miał pojęcia. Nie wiedział czy czas zmienił swój bieg od razu, czy tylko gdy zaczęły się "dodatkowe pytania". Nie potrafił tego ocenić. Nie umiał nawet dokładnie zliczyć dób spędzonych na udzielaniu odpowiedzi. Bez dostępu do słońca, bez żadnych wyznaczników godziny zlewały się w jedno. Natomiast wątpliwe by wszystko trwało więcej niż kilkanaście dni, chociaż zwierzęce pojęcie czasu mogło być zaburzone… Ale wciąż nie aż tak, by z tygodni zrobić lata. Poza tym wątpliwe by Książę poświęcał aż tyle swojej uwagi na błahostki… Nie widząc odmiennych reakcji znudził się i kazał wynosić nie zawracając mu dłużej głowy rodzinnymi waśniami.
        - I widzę… - dodał po oddechu. - Masz dłuższe włosy, wydoroślałaś... - doprecyzował. Teraz gdy za oczyma nie znajdował się umysł bestii, demon dostrzegał i rozumiał znacznie więcej. Rakel już nie przypominała dziewczyny, a młodą kobietę.
        - Mała Nina…? - Demon uśmiechnął się łagodnie.
        - Dorian pewnie już całkowicie świata poza nimi nie widzi… - zagaił ciepło.
        - Co studiujesz? - zmienił temat zerkając na dziewczynę, ale miał wrażenie, że rozmowa kleiła się trudniej niż gdy Rakel dowiedziała się, że brat się żeni. Rozstali się burzliwie, ale wtedy go potrzebowała, a teraz pewnie był dla niej utrudnieniem. Echem dawnego bólu…
        - Rakel… - demon zamierzał zmienił temat. Początkowo myślał, że nie będzie go poruszał, ale Czarnulka sama nie odpowiedziała, nie ucieszyła się na deklarację, przez co ostatecznie nie wiedział, czy dobrze zrozumiał jej intencje.
        - Czego tak naprawdę pragniesz, czego ode mnie oczekujesz, powiedz mi… - odezwał się tym razem z niewielkim naciskiem.
        - Chcesz, żebym został, będę obok ciebie, najlepiej jak będę potrafił - Lucien tłumaczył łagodnym głosem, chociaż wcale nie było mu łatwo. Dla Rakel jego pojawienie się było szokiem, ale i dla nemorianina to spotkanie przebiegło zupełnie inaczej niż oczekiwał. Myślał, że wreszcie zostawili wszystkie przeciwności za sobą. Wreszcie miał zostać z dziewczyną na stałe, ale ona już ułożyła sobie życie. Był niepotrzebny. Pewnie w ogóle mógł nie wracać... Pewnie wracałby czasami we wspomnieniach jak każda nierozwiązana, niezamknięta sprawa, ale z każdym kolejnym rokiem zapominałaby coraz bardziej... W takich chwilach zastanawiał się czy to nie celowa kpina władcy... Może byłoby to możliwe, gdyby był ważniejszy, ale był nieistotnym demonem którego decyzję co najwyżej bawiły. Nie były warte drugiej myśli czy takiej perfidnej zemsty, to tylko los srogo sobie zakpił z jego marzeń i planów.
        - Chcesz, żebym odszedł, zrozumiem. Nie jesteś mi nic winna i nie musisz się martwić. Nie wykrwawię się, nie grozi mi gangrena, zwyczajnie potrzebuję czasu, żeby się zregenerować. Pałac blokował nie-swoją magię i hamował leczenie. Przemiana też jest obciążająca i czerpie sporo sił, więc dodatkowo wstrzymywała regenerację, ale to nie jest rana po przeklętym sztylecie, nic mi nie będzie - tłumaczył łagodnym głosem.
                - Rakel, kocham cię, ale nie chcę być ciężarem, jedyne czego pragnę to twoje szczęście - dokończył najspokojniej jak potrafił, chociaż wcale nie było łatwo, ale co innego mu pozostało? Rozbić aktualne życie dziewczyny dla własnych pragnień?
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Śmiesznie musieli chyba wyglądać. A przynajmniej Lucien, bo skulona na łóżku pod ścianą Rakel pasowała tu jak poduszka obok. To demon wyglądał jak nie z tej bajki, poraniony i posiniaczony, ale dzielnie trwając przy dziewczynie. A ta wpatrywała się w niego wyczekująco, nim po chwili dopiero dotarł do niej sens słów mężczyzny i jej oczy zrobiły się jeszcze większe. Ale nic nie powiedziała. Mogła się tylko domyślać, że Lucien specjalnie unika nazywaniu tego po imieniu i w ogóle poruszaniu tematu. Wszak za pierwszym razem zupełnie to pominął. Próbowała podejść do tego rozsądnie i nie dramatyzować po fakcie, ale spojrzenie uciekało jej ciągle do obrażeń na ciele demona. W jakim świecie przyszło mu żyć.
        Ulżyło jej i skinęła lekko głową, gdy brunet potwierdził, że jej wierzy. Dobrze. To wszystko było takie szalone, że chyba sama by w to nie uwierzyła. Uniosła spojrzenie na kolejne słowa demona i uśmiechnęła się lekko, łapiąc za jeden z pukli, który wypadł z koka.
        - Jeśli zrobi się jeszcze cieplej to ucinam przy samej szyi – zagroziła żartobliwie, spoglądając na czarne pasmo.
        - A żebyś wiedział – przytaknęła z uśmiechem. – Nina jeszcze ją tak stroi w sukienki, że to dziecko ledwie widać zza falbanek. Ale mała jest poważna po Dorianie. Ciekawa jestem, co z niej wyrośnie – dodała pogodnie i poprawiła się wygodniej na pościeli, słysząc kolejne pytanie. Głowę oparła o ścianę i spoglądała wprost na Luciena, ciesząc się z normalnej rozmowy.
        - Prawo. Miałam do wyboru to albo religioznawstwo, jeśli chciałam zostać w Valladonie. Ewentualnie szkoła dla pielęgniarek, ale mam dosyć zszywania chłopaków, taka praktyka mi wystarczy – dodała rozbawiona. To jak szybko przeszła od opatrunków do szycia ran w ciągu dwóch lat mieszkania z tymi dwoma wariatami było nie do pomyślenia. Zwłaszcza przy pracy jaką mieli. Czasem się zastanawiała, jakim cudem żaden jeszcze ręki nie stracił.
        Zmiana tematu wywołała taką samą zmianę na twarzy dziewczyny. Wyraźnie jej nie leżał, ale wiedziała, że jest nieunikniony, zwłaszcza jeśli ciągle robiła uniki. Tylko też Lucien nigdy tak na nią nie naciskał jak teraz. W ogóle rzadko o coś pytał. I akurat mu się zebrało na zmiany, niech go licho. Spojrzała na niego niepewnie, z jednoczesnym wyrzutem w oczach, że zmusza ją do odpowiedzi, jak i prośbą o wybaczenie, że w ogóle musi.
        Niczego od niego nie oczekiwała. Tak, chciała, żeby został, ale nie umiała znów o to poprosić, nie po tym co mu powiedziała. Bo sama nie wiedziała, co przez to rozumie. Bo chciała uniknąć opowiadania się po którejkolwiek ze stron, podejmowania jakichś radykalnych decyzji. A Lucien wcale jej nie ułatwiał, sprawiając tylko, że coraz bardziej miotała się wewnętrznie. Czemu nagle był taki bezpośredni, czemu nagle nie miał problemu z mówieniem o uczuciach? Czemu wcześniej nie mogło tak być? Czemu dopiero teraz? I to na dodatek tak późno.
        Ostatecznie przeszedł samego siebie i Rakel się poddała. Przekręciła się w stronę Luciena, ale oparła znów głowę o ścianę, żeby nie oprzeć się o czoło demona.
        - Też cię kocham, nigdy nie przestałam – szepnęła. – Codziennie miałam nadzieję, że wrócisz. Wiem, że ci nic nie będzie, po prostu teraz ja jestem egoistką i nie chcę, żebyś odchodził. A nie mogę cię o to z czystym sumieniem prosić – mruknęła, przysuwając się bliżej Luciena.
        – Bo nie wiem co mam teraz zrobić. Ani co powinnam. Nie każ mi mówić, czego chcę, bo mam mętlik w głowie… - urwała, wzdychając cicho i przymknęła oczy. Póki co, chciała go przytulić i pocałować, ale nie mogła, i za sam pomysł powinna się w ogóle mocno walnąć w łeb. Bo przecież nie była taka.
        – Poza tym, żebyś został – dodała niepewnie, gdy sytuacja zaczęła jej się wymykać spod kontroli.
        Gdyby miała chociaż chwilę na przemyślenie tego wszystkiego to może miałaby jakieś lepsze wnioski albo chociaż sensowniej się wypowiedziała. Ale tak już bywa z Lucienem, że jeśli się z nim jest to całą dobę bez przerwy, od czego zdążyła się odzwyczaić. A przez to musiała przy nim zbierać myśli i narażać się na odsłonięcie.
        To wszystko było tak okropnie pomieszane, że Rakel zaczynała żałować wszystkiego po kolei, a potem sama siebie prostować, że przecież to wszystko, co jej się przytrafiło ostatnio, to same dobre rzeczy i czego właściwie do cholery żałuje? Nie zbywała Luciena niedomówieniami, naprawdę nie potrafiłaby powiedzieć, co chce z tym wszystkim zrobić i pewnie tylko palnęłaby jakieś głupstwo.
        Fakt pozostawał tylko taki, że będzie musiała porozmawiać z Alec’iem. Powinna i też widziała po nim, gdy wychodził, że tak czy siak jej to nie minie. Jemu znacznie łatwiej przychodziło wyrażanie uczuć i myśli, czasem nawet za nią, co okazało się okropnie irytujące. Jak bowiem ktoś inny może lepiej zinterpretować i nazwać głośno coś, czego ona sama nie mogła nawet w głowie poukładać? Nina zawsze mówiła, że faceci nic nie rozumieją i nie da się z nimi rozmawiać, ale w ich układzie to Rakel czuła się trochę jak taki dzieciak. Alec beztrosko mówił o rzeczach, do których ona zbierała się dwa dni, by w ogóle podnieść temat. Kwestia wieku pewnie, ale niech go licho, że potrafił ją przyłapać z opuszczoną gardą i wywlec na światło dzienne wszystkie jej wątpliwości. Czy tych dopatrzy się tak samo łatwo? Odrzuciła bezsensowne rozmyślania na moment.
        - Twój dworek stoi – powiedziała po chwili do Luciena. – Jak się poczujesz lepiej to możemy podjechać go zobaczyć. Nie wydaje się być bardziej zapuszczony niż był – dodała, może teraz trochę lepiej wyjaśniając, co miała na myśli mówiąc, że mógłby tu zostać. Oczywiście to było przed tym, zanim wprost powiedziała, że chce, żeby został z nią.
        - Wiesz, że tam jest ta brzoskwinia? To znaczy tam, gdzie zasadziłam wtedy pestkę, wiesz, tak trochę dla śmiechu, to stoi już dorosłe drzewko! Nie dwuletnia tyczka, prawdziwe drzewo z owocami. – Uśmiechnęła się znów lekko.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Rozmawiali jak przyjaciele spotykający się po dłuższej rozłące - "co u ciebie słychać?", "co porabiasz…?"- sympatyczna niezobowiązująca konwersacja…
        Demon uśmiechnął się lekko, kiedy Rakel oznajmiła, że zetnie włosy. Faktycznie było gorąco. Wczorajszy wieczór w mieście wydawał się ciężki i parny, chociaż było już dawno po zachodzie słońca. Teraz panował ranek, a już było duszno.
Ciekawe jak Rakel wyglądałaby z krótkimi włosami. Nawet spróbował wyobrazić sobie dziewczynę, jednocześnie uśmiechając się ze skinieniem głowy. Ubieranie dziecka w falbanki zdecydowanie brzmiało jak Nina. A co mogło wyrosnąć z małej pociechy, z potomstwa dwójki tak skrajnych przeciwieństw - pomysły były fascynujące, ale to mógł pokazać tylko czas. Co do studiów, prawo nawet Rakel pasowało, ze wszystkimi swoimi zasadami i wytycznymi… Zdecydowanie bardziej niż religioznawstwo. Zaś życia pielęgniarki nigdy by jej nie życzył. Praca wśród nieustannego bólu i cierpienia, pośród śmierci i krwi. Prawo może też miało swoje gorsze strony, ale demonowi wciąż wydawało się lepsze niż praca w szpitalu.
        Główny problem tkwił jednak w tym, że nie byli przyjaciółmi spotykającymi się po latach, nie w standardowym pojęciu. Pogawędka z jednej strony przypominała powrót do dawnych czasów, ale z drugiej sprawiała wrażenie sztucznej i nie pasującej do całości. Zamiast wnosić spokój i ukojenie, tylko rozdrapywał ranę i potęgował ból. Zupełnie jakby próbowali pozbierać okruchy ich znajomości, chociaż wiedzieli, że i tak nic nie zmienią, że było zbyt późno na ratunek. Mogli ciągnąć tę rozmowę i dalej się uśmiechać, tylko w jakim celu... Lucien i tak czuł się nieswojo, miał wrażenie, że był intruzem. Musiał spytać…
        Demon rozumiał, że tak jak zwykły dialog nie był łatwy, tak pytanie a tym bardziej odpowiedź były dla Rakel bardzo trudne. Niemniej nie chciał być przeszkodą, echem przeszłości rujnującym wszystko co dobre i szczęśliwe. Obiecał, że zostanie, ale nie otrzymał żadnej zwrotnej odpowiedzi, ani ulgi, ani radości, nawet zwykłego potwierdzenia, jakby nie powiedział zupełnie nic, a nie chciał się narzucać.
        Niestety odpowiedź dziewczyny nic nie ułatwiała.
        Naprawdę chciał zrozumieć Rakel i to co mówiła, próbował… Ale nie było łatwo. Wciąż go kochała… Dlaczego więc? Skoro wierzyła, że wróci, skoro czekała, dlaczego? Szybciej chyba przyjąłby wiadomość gdyby Rakel oznajmiła, że już go nie kocha, że przez ten czas zapomniała, że poszła dalej i ułożyła sobie życie… Zrozumiałby… Ale skoro wciąż był jej bliski, skoro go oczekiwała, dlaczego?
        Zerknął na wzdychającą dziewczynę i na swój sposób naprawdę rozumiał, że miała mętlik w głowie… Do dziś łudziła się, że wróci jednocześnie zakładając, że nigdy się to nie wydarzy, zupełnie jak nierealne marzenia, które się snuje dla samej idei marzenia, niemal obawiając się ich ziszczenia. Rakel czekała jego powrotu, samą siebie przekonując, że tak się nie stanie, że będzie szczęśliwsza bez niego, że z każdym dniem będzie jej coraz lepiej... I tak było... Zrujnował tę stałość… A mimo to chciała, żeby został… Egoistycznie jak sama powiedziała. Oboje byli egoistami i ofiarami tej opowieści godnej ckliwej tragedii granej na scenach teatrów.
        Demon przymknął powiekę. Nie było jej łatwo… Jemu też nie.
        W to, że dworek stał nie wątpił… pytanie tylko brzmiało czy naprawdę miał do czego wracać. To, że demon nie reagował jak Rand, nie znaczyło, że nie cierpiał. Ludzie byli spontaniczni, musieli… Mieli niewiele czasu... Lucien starał się rozumieć i akceptować rzeczy jakimi były, przynajmniej próbował… Czasami odnosił wrażenie, że tylko to pozwalało mu zachować rozsądek i dystans, nie zmienić się w demona podobnego Bealowi albo jeszcze gorszego…
        - Prawdziwy magiczny ogród… - Lucien szepnął, wciąż nie otwierając oka, myślał, próbował się odnaleźć. - Mówiłem, że to miejsce jest osobliwe…
        - Muszę się tam wybrać - dokończył cichym głosem. Zostawił Onyxa jeszcze przed pojedynkiem, tak na wszelki wypadek. Nie chciał, żeby bestia dokonała żywota w klatce, gdyby coś poszło nie tak, a teraz się okazało, że zostawił zwierza na trochę dłużej niż planował.
        Wreszcie powoli otworzył oko. Spojrzał na Rakel i sięgnął po rękę brunetki. Do tej pory bezwiednie obracał zwróconą obrączkę w palcach. Teraz położył pierścionek na otwartej dłoni i swoimi palcami skłonił Czarnulkę do zamknięcia artefaktu w garści.
        - Oddasz obrączkę jak już będziesz pewna, że jej nie chcesz, a nie jak będzie ci się wydawało, że chyba nie powinnaś jej mieć - powiedział spokojnie, nawiązując zarówno do ogólnego zagubienia Rakel jak i oddania pierścionka. Krótko pocałował palce zamkniętej pięści i wstał z łóżka kierując się w stronę kubka z niedopitą kawą.
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Opowiadała, mimowolnie kolejny raz ekscytując się swoimi studiami, żartując na temat bratanicy, a Lucien słuchał, uśmiechał się słabo i potakiwał. Nawet nic nie powiedział, gdy mówiła, że zetnie włosy. Głupstwo, ale wydawało jej się zawsze, że je lubił. Szybko straciła swój zapał i westchnieniem wysłuchała tego, co naprawdę go interesowało. Mogła próbować dalej unikać newralgicznego tematu, ale to byłoby już zbyt jawne, jako że demon praktycznie przyparł ją do muru. A jak miała mu odpowiedzieć, kiedy sama nie wiedziała. Nie zdążyła nawet ogarnąć umysłem tego, co się stało i o podjęciu jakichkolwiek decyzji nie było nawet mowy. Czy jemu się wydaje, że to takie proste? Że „zostań” lub „odejdź” to tylko słowa, którymi miała podsumować jego dwuletnią nieobecność? Odnaleźć się w sytuacji, o której marzyła, ale na którą kompletnie nie była przygotowana? Na dodatek od kiedy zaczęło się to z Aleckiem.
        Lucien miał dla niej tylko piękne słowa i chciał tylko konkretnej odpowiedzi, a ona nie miała ani jednego, ani drugiego. Próbowała być delikatna i próbowała wyjaśnić, ale przecież sama nie wiedziała wszystkiego. I tak obnażyła się za bardzo, powiedziała zbyt wiele, pokazała jaki chaos ma w tej chwili w głowie i sercu. A on nic nie odpowiedział. Zacisnęła usta.
        Myślała, że da radę wrócić do normalnej rozmowy, ale nawet wspomnienie o magicznym ogrodzie nie zmyło żółci z jej gardła. Czuła, jak zaczyna się irytować i umyślnie milczała, bojąc się, że wyjdzie z niej złośliwość, a wiedziała jak na coś takiego reaguje Lucien. Spojrzy smutno albo beznamiętnie i to będzie tyle. Już rozumiała, jak może to drażnić innych. Ale na los, mógłby chociaż chcieć z nią tam pojechać.
        Przełknęła ślinę, spoglądając nagle na swoją dłoń, do której wróciła obrączka. Posłusznie zamknęła palce, ale jej nozdrza zwęziły się ostrzegawczo, gdy demon pocałował jej palce. Szarmancki, jak zawsze… Rozgniewane oczy odprowadziły demona, gdy ten szedł po swoją kawę.
        - Jasne, wszystko zależy ode mnie, tak? – zapytała, siląc się na spokojny ton, ale trudno byłoby przeoczyć jej humor. Wstała gwałtownie i podeszła do Luciena, z trzaskiem kamienia odkładając koło niego obrączkę.
        - Nie chcę jej, zadowolony? Skoro ja się nie mogę o ciebie martwić, to ty nie możesz martwić się o mnie. I skoro jest ci wszystko jedno, czy… - zachłysnęła się, orientując nagle, że brak jej słów. Odetchnęła głębiej, uspokajając się i spoglądając znów na Luciena.
        – Nie chcę twojej szlachetności i cichej protekcji. Przykro mi, że jest ci tak obojętne, czy jesteś w moim życiu czy nie. Wiem, że cię zraniłam i przykro mi. Nie musisz być uprzejmy, jak widzisz ja nie umiem, więc się nie krępuj.
        Odwróciła się, kierując się do szafy i szybko wyciągając stamtąd długie spodnie. Był upał, ale musiała się przejechać. Wyszła z pokoju bez słowa, zanim zdążyłby ją zatrzymać, i trzasnęła drzwiami. Zbiegła na dół i tam szybko przebrała krótkie spodnie na długie, te pierwsze rzucając gdzieś w kąt, miała to gdzieś. Po chwili trzasnęły też frontowe drzwi.
        Wiedziała, że nie powinna się na niego wkurzać. Wiedziała, że była niemiła i żałowała, ale nie mogła inaczej. W przeciwnym razie tylko by się z tym dusiła. I szlag ją trafiał na myśl o tym, jaki poszkodowany on się teraz czuje, a jednocześnie pękało jej serce, gdy przypominała sobie, jak wiele dla niej zrobił. Tylko, że ona na niego czekała. Naprawdę długo, a on zdawał się tego w ogóle nie widzieć. Zapomniał już, że była na jego ślubie, do jasnej cholery? Co z tego, że się nie odbył; gotowa była stać obok i patrzeć jak wiąże się na życie z inną kobietą. I to niby było w porządku? Bo skończyło się tragedią?
        Nawet go nie interesowało, co działo się z nią przez te dwa lata. Liczyło się tylko to, co powiedziała o Alecku. A chciała być w porządku wobec niego. Chciała, żeby wiedział, dlaczego go nie przytula chociażby. I czego się właściwie spodziewał? Gdyby mu nie powiedziała, albo gdyby nic między nią a szatynem nie było, to co właściwie teraz by się działo? Lucien byłby jednak miły? Jednak pojechałby z nią do dworku? Szlag by go trafił! Już wolałaby, żeby był zły, a nie taki bierny i obojętny. Byle była szczęśliwa… jasne.
        - Aagh! – warknęła zirytowana, aż jakaś kobieta odwróciła się za nią na ulicy. Rakel opamiętała się szybko i schyliła głowę. Przejażdżka to był dobry pomysł.
        - Hej, ja tylko po Echo – rzuciła, na ślepo wpadając do kuźni.
        Morgan podniósł głowę, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo już jej nie było. Widziała, że jest tam też jakiś facet, pewnie ten jego czeladnik, ale nie była w nastroju na poznanie, innym razem.
        Błyskawicznie osiodłała klacz, która parskała nerwowo, wyczuwając jej nastrój. Wystarczyło więc, że dosiadła ją jeszcze na podwórzu i po chwili wypadły galopem przez kuźnię, przyprawiając nowego o zawał, a z Morgana wyciskając soczystą porcję przekleństw.
        Przeszły przez miasto jak burza, nadrabiając drogi w stronę murów, ale przez to mogąc przemykać galopem po mniej uczęszczanych ulicach. Przez bramę Echo przeszła chyba cwałem.
        Jazda Rakel znacznie się poprawiła przez te dwa lata. Często jeździła z Aleckiem i teraz podświadomie skierowała się na trasę, którą znała. Nie chciała też ich spotkać, gdy będą z Randem wracać od Cartera, a przy okazji ma powód by pilnować czasu. Jeśli nie wróci do domu przed nimi, Alec będzie wiedział, gdzie ją znaleźć, a nie chciała robić większego zamieszania niż już powstało.
        Zwolniły i zjechały ze szlaku, przedzierając się stępem przez zarośla i dziki lasek. Za nim otworzyła się polana, skąpana jeszcze w słońcu, i płynący obok niewielki strumień. Gdyby dzień nie był taki piękny możnaby go nazwać byle rowem zalanym deszczówką, ale teraz błyszczał pięknie, odbijając błękit nieba, i szemrał uspokajająco. Rakel podjechała do linii drzew i zeskoczyła z kobyłki, uwiązując ją do drzewa na luźnej wodzy, by Echo mogła napić się wody. Sama usiadła pod drzewem i podkurczyła nogi, opierając na nich ramiona i kryjąc w nich głowę.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Jakżeby inaczej, oczywiście rozzłościł Rakel. Z tą dziewczyną zawsze tak było, niemal jakby uwielbiała się wściekać na wszystko co robił, myślał czy mówił. Dlaczego on miał wszystko rozumieć, akceptować i stawiać się w cudzej skórze, natomiast nikt nigdy nie próbował zrozumieć jego. Ba, więcej, nawet próby spokojnego rozumienia dziewczyny spotykały się z niezadowoleniem.
        Pytania były chyba retoryczne, bo chociaż ton sugerował znak zapytania, Rakel nie dała nawet chwili na pojęcie co znowu zrobił złego i udzielenie odpowiedzi, która pewnie i tak by go pogrążyła.
        Zmrużył oko i zmarszczył brew gdy kamień trzasnął o blat. Niezadowolony, ale zamknął garść na księciu-uducha winnej obrączce, żeby przypadkiem nie wróciła na rękę Rakel, bo dziewczyna gotowa była rzucać mu pierścionkiem w twarz do oporu.
        Kiedy niby do setnej zarazy powiedział, że cokolwiek jest mu obojętne? Bo jej szczęście stawiał nad własne? Doprawdy jakże przenikliwa interpretacja. Zaskoczony potokiem słów, i jednocześnie zaskoczony nawałem własnych myśli, które aż wołały o wydostanie się na zewnątrz, zorientował się co dokładnie Rakel planuje, dopiero gdy trzasnęły drzwi wyjściowe.
        - Naprawdę?... - demon warknął cicho do siebie. Och, jemu też już puszczały nerwy na całą tę sytuację, własne położenie, z ogólnej bezsilności i na złośliwości losu, i na ludowe mądrości, które miały rację, ale przynajmniej próbował się zachowywać, co oczywiście też było złe, bo najlepiej zamknąć za sobą drzwi. A on też miał trochę do dodania.
        Nemorianin warknął ponownie, ale tym razem dźwięk nie przypominał ludzkiego głosu. Czarne zwierzę przepłynęło przez pokój otwierając drzwi z impetem odpowiednim dla rogatej bestii. Klamka poleciała na podłogę razem z drzazgami, ale przynajmniej zawiasy zostały całe. Podobnie zostały potraktowane drzwi wyjściowe.
        Słońce uderzyło w jedno oko ze zdwojoną siłą, jakby ciskało najprawdziwsze szpilki w źrenicę. Czarny demon zmrużył ślepie, ale zamiast cofnąć się w cień wnętrza, uniósł łeb, wietrząc i rozglądając się powoli, przy okazji przyciągając kilka przerażonych spojrzeń. Na takie bzdury nie zwrócił uwagi. Co w zamian dotarło do rogatej głowy i było całkiem ciekawe, przemiana przychodziła coraz łatwiej, pod warunkiem, że się nie starał i nie próbował, a kontrolę przejmowały emocje. Może w tym tkwił sekret… Ruszył utykającym galopem za delikatną wonią, nad kwestią jak intuicyjnie używał zmysłów drapieżnika, nawet się nie zastanawiając.

        Niedługo później do pasącej się kobyłki i siedzącej na brzegu dziewczyny dołączył ciemny kształt.
        W tej postaci słońce irytowało go po dwakroć i pewnie gdyby nie musiał, nie wyszedłby na palący żywioł na aż tak długo, ale miał rozmowę do dokończenia.
        - A do kogo niby ma należeć decyzja? - zwierzę warknęło swoim osobliwym dwugłosem, gdy słowa nakładały się na rozeźlony bulgot, a kły błyskały w ciemnym pysku.
        - Łudziłem się, że zasługuję na nieco więcej niż “chyba nie powinnam”. Nie powinnam, bo mam rodzinę i czuję się niezręcznie? Czy może nie powinnam, bo nie życzę sobie nieproszonej protekcji? A może jeszcze z innego powodu? Najlepiej jest wykpić się “nie powinnam”, zupełnie jakbym kiedykolwiek oczekiwał czegoś w zamian. Ty się czujesz ciężarem, czy ja ci nim jestem, bo dla mnie to ma znaczenie, a “nie powinnam” jest marną wymówką nie uzasadnieniem odcinania resztek znajomości i możliwości kontaktu - demon powarkiwał może nie wściekły ale wyraźnie solidnie poirytowany.
        - I rzeczywiście, powinienem wcale nie pytać cię o jakiekolwiek zdanie. Przepraszam najmocniej, że naprawdę próbuję zrozumieć jak musi ci być ciężko, i niezależnie od własnych chęci zaakceptować to co byłoby dla ciebie lepsze. Wybacz mi, że sam staram się odnaleźć w tej farsie losu. Przecież, że powinienem posłać Randa na deski, a Aleca zabić. W końcu jeden trup więcej, demonowi mordercy różnicy nie zrobi. A ciebie porwać, bo tak chcę. Może wtedy panna byłaby kontenta, że nie jestem tak obojętny. - Normalnie stałby naprzeciwko, ale teraz wiercił się jak bestia w klatce, (zupełnie nie wiadomo skąd podobieństwo), powoli okrążając dziewczynę, a ogon nerwowo przecinał powietrze, zanim zwierzęca sylwetka wreszcie się posypała zostawiając mężczyznę.
        - Byłaś przy mnie w najtrudniejszych chwilach i cieszyłem się twoją obecnością, ale niby nie pozwalam ci się martwić? Ciekawe, może dlatego, że chciałbym ci tych wszystkich przykrości oszczędzić, ale skoro już wplątałem cię w to bagno, starałem się możliwie zmartwienia ci ograniczyć, chociażby słowami. Zapewne nieudolnie, szanowna panienka wybaczy dobre chęci, w końcu to z nich są piekielne bruki. - Pod głosem nemorianina cały czas czaił się warkot, gdy wypowiadał na głos przynajmniej część swoich żali.
        - Nie chcesz szlachetności? Zatem wybacz ponownie, znów zawiodę, nie mam drzwi, którymi mógłbym trzasnąć kończąc dyskusję. A listy możesz słać do "mojego dworu" - wymawiając ostatnie słowa nie szczędził sarkazmu. Ile razy Rakel powtarzała, że to jego dwór. Na jaką nędzę był mu dwór? Za słabo ten detal wyjaśnił?
        - Do Otchłani poczta słabo dochodzi, gdyby przypadkiem mnie tam wywiało, a przecież obrączka służyła tylko do niańczenia cię, absolutnie nie miała dać ci możliwości kontaktu ze mną gdybyś może jakimś niepojęty cudem chciała albo tego potrzebowała - warknął na koniec, skrzyżowałby na piersi ręce, ale ramię bolało bardziej, chyba po biegu i zmuszony był odpuścić.
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel siedziała na trawie, pozwalając się otoczyć ciszy. Nie miała długo spokoju, bo myśli wywiane z głowy podczas jazdy wracały teraz na nowo, by naprzykrzać się jej sumieniu. Było jej trochę głupio, że tak zostawiła Luciena, a jednocześnie czuła jakąś dziwną satysfakcję, że to zrobiła… przez co było jej jeszcze bardziej głupio. Przecież nie była taka złośliwa, prawda? Po prostu chciała chwilę spokoju, żeby pomyśleć. W samotności i bez ciągłego demonicznego wzroku na sobie. Nie wiedziała, o co mu chodzi, a ciągle zachodzenie nad tym w głowę wcale nie pomagało w ułożeniu własnych myśli.
        Oparła głowę o pień i zamknęła oczy, z ulgą chroniąc się w cieniu. Miała jeszcze kilka godzin do zmroku, ale planowała wrócić, jak tylko wymyśli, co powiedzieć Lucienowi. Tylko że on chyba nie zamierzał na nią czekać.
        Nadejścia bestii nie zauważyłaby chyba, aż ta by nad nią nie stanęła, ale Echo była czujniejsza. I zdecydowanie mniej tolerancyjna dla tej postaci nemorianina. Kobyłka zaczęła rżeć niespokojnie, najpierw na siebie zwracając uwagę. Dopiero później Rakel rozejrzała się, co mogło zdenerwować klacz. A wtedy sama się zaniepokoiła.
        Miała tylko tyle zdolności do reakcji, by odsunąć się jak najdalej od konia, gdy czarna bestia zbliżała się w jej stronę. Jak ją tu znalazł?!
        Sapnęła przez nos, słysząc pierwsze pytanie. Też mu się zachciało rozmowy nagle. Nigdy nie chciał rozmawiać, miał problemy z odpowiadaniem na pytania, a teraz ją ściga za miasto, bo mu nie dała okazji do odpowiedzi.
        A pytanie tylko pozornie było proste. To, że jej odpowiedź co do obrączki go nie usatysfakcjonowała zauważyła już wcześniej. Tylko to też przecież nie zamykało się w kilku słowach, czy on tego nie rozumiał? Myślał, że zasługuje na więcej? A ona? Nie zasługiwała chociaż na konkretne pytanie albo nawet prośbę, by zatrzymała artefakt? Albo chociaż na samą cierpliwość, do cholery?
        - Niczego nie chciałam w ten sposób odciąć! – odpyskowała, wbijając się pomiędzy warkot, ale cichnąc zaraz posłusznie i tylko obserwując okrążającą ją bestię.
        Widziała, że Lucien jest zdenerwowany i chciała go uczciwie wysłuchać, ale demon wszedł w pewnym momencie na taki ton, że przestało jej się to podobać. Znała sposób, w który mówił. Traktował ją z góry, jednocześnie kpiną i uszczypliwością przedstawiając swoje zdanie, a to irytowało jak mało co. Milczała jednak, bo co mogła zrobić, mając przed sobą tylko pełen kłów pysk bestii. Ale cierpliwości starczyło jej do momentu, w którym Lucien nie ruszył tematu Randa i Aleca. Na „byłaby panna kontenta”, w oczach Rakel dosłownie zapłonął ogień, a szczęki zacisnęły się w złości. Ulżyło jej, gdy Lucien wrócił do swojej ludzkiej postaci, ale widok jego obrażeń na nowo przystopował gniew dziewczyny. Tylko trochę.
        - Przestań być wredny – syknęła ostrzegawczo, gdy po raz kolejny usłyszała „panienka”. Nie chciała wbijać mu się między słowa, ale testował ją jak mało kto. Nie miał pojęcia, że gdyby tylko był w pełni sił, już by ciskała w niego płonącymi pociskami.
        I początkowo hamowała tylko złość, ale teraz zrobiło jej się autentycznie przykro. Bolało ją każde kolejne słowo i mogła się tylko domyślać, że na to zasłużyła, ale wciąż wydawało się to niesprawiedliwe.
        Złośliwe „skończyłeś?” cisnęło się na usta, gdy demon splótł ręce na piersi. Ale tylko przymknęła oczy, wzdychając, nim na nowo spojrzała na naburmuszonego do granic możliwości szlachcica.
        - Lucien, wybacz, ale tylko podkreśliłeś to, co powiedziałam. Wiem, że jesteś zdenerwowany, ale i tak tekst o mordowaniu mogłeś sobie darować. Nawet jeśli to kpina, to całkiem niezły przeskok od nie odezwania się ani słowem na ten temat, nie uważasz? – zapytała ostrożnie. Wciąż była na niego zła, że tak na nią ruszył, ale może teraz zrozumie, o co jej chodzi. – Jak mam myśleć, że nie jest ci obojętne, jeśli nie powiesz ani słowa po czymś takim? Wiem, że trochę wyskoczyłam z tą wieścią, ale nie chciałam, żeby zrobiło się niezręcznie w którymś momencie.
        To było coraz trudniejsze. Dlaczego musiała mu wszystko tłumaczyć z dokładnością co do słowa? Czy on sam się nie słyszał? Dlaczego mówił co myśli tylko gdy był zły? A przez to działo się to w tak nieprzyjemny sposób?
        - Czepiasz się, gdy mówię „twój dworek”, albo że będziesz tam mieszkał. A co mam powiedzieć? – prychnęła. – „Nasz dworek”? Nie jest nasz. Że my będziemy tam mieszkać? Nie słyszałam takiej propozycji – powiedziała wprost, chociaż policzki jej zapłonęły. Było jej okropnie głupio, powiedzieć coś takiego na głos, bo brzmiało jakby takiego pytania oczekiwała. I może tak było, dwa lata temu, ale przecież nawet wtedy nie wiedziałaby co odpowiedzieć. Zresztą dlaczego, na los, musiała zamartwiać się nad własną odpowiedzią, na propozycję, która nawet nigdy nie padła?
        - I dlaczego uczepiłeś się tej obrączki? Mówisz ciągle o zerwanym kontakcie, kiedy ja proszę byś nie znikał. Wymuszasz na mnie deklaracje, na które nie jestem gotowa sama przed sobą, bo jeszcze wczoraj o tej porze nie było cię w moim życiu. A teraz mam znać odpowiedzi na wszystkie pytania? Wiedzieć, co robić? Nie wiem.
        Rakel przez moment wyglądała jakby coś jeszcze chciała powiedzieć. Wcześniej, gdy demon mówił, wyglądała nawet jakby chciała mu przyłożyć w twarz. Opanowała się tylko ze względu na jego obrażenia, czego nawet nie śmiałaby powiedzieć, bo znowu by mu odbiło. I na końcu języka miała jakąś złośliwą uwagę, że się na koniec rozgadał, ale ani nie chciała używać tego słowa, ani nie miała siły na dalszą walkę z brunetem. Jakby cierpliwość do wszelkich niedogodności wyczerpywała jej się coraz bardziej.
        Wyminęła Luciena bez słowa, nawet już na niego nie spoglądając. Nie zgadzali się znów, nic nowego. Nie umiała mu wyjaśnić, dlaczego przeszkadza jej ta szlachetność. Że „rób co chcesz, byle byś była szczęśliwa” wcale nie jest tak piękne, jak brzmi. Bo wiedziała już, że nie będzie; w którąkolwiek stronę by się nie skierowała, skrzywdzi kogoś, a przez to i samą siebie. Ale wiedziała, że nie potrafi słowami wyjaśnić jakim cudem pojawienie się Luciena było jednocześnie szczęściem i nieszczęściem. Na pewno zinterpretowałby to sobie na swój sposób. Zresztą, znowu była na niego zła. Był wredny. Brzmiał jak Gadriel. Ale tego też mu nie powie. Wbrew temu, jaki oburzony był jej słowami, i tak była mniej gadatliwa niż kiedyś.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Pokłócił się z Rakel. Znowu. Też nowina. Jeśli kiedykolwiek zbierało im się na rozmowę zawierającą chociażby strzępek poglądów to zawsze kończyło się kłótnią. Może zwyczajnie zupełnie do siebie nie pasowali. W końcu czy mogło być między dwojgiem istot tyle różnic? Od wieku poczynając, przez codzienne życie jakie wiedli, po światy, z których pochodzili.
                Powiedział co myślał, może rzeczywiście trochę zbyt cynicznie, przez co zaraz nasłuchał się, że jest wredny. Miał nie być grzeczny, bo najwyraźniej Rakel po dziurki w nosie miała nadmiernie dobrego zachowania. Złośliwy też miał nie być. Mogłaby się zdecydować, skoro jej wolno było nie żałować cierpkich słów i kazała się nie hamować. Fakt, że przeskok mógł być nieco za ostry, i można było poszukać czegoś będącego lepszym kompromisem między oboma stylami zachowania, ale demonowi ciężko było ważyć słowa gdy próbował panować nad emocjami. Łatwiej było się pohamować i pozostać powściągliwym, niż zacząć mówić nie poruszając kwestii, które go raniły. A to co mówiła dziewczyna bolało.
        - A co mógłbym powiedzieć, żeby nie było właśnie niezręcznie? - zapytał znacznie spokojniejszym głosem, ale początkowo oko demona wciąż lśniło zwierzęcą złością, gdy mówił.
        - Jakimi słowami powinienem się przywitać? Jak sobie radziłaś? Czy wszystko w porządku? Czy jesteś szczęśliwa? Tęskniłem? Takie rzeczy mówi się po powrocie z podróży, nie jak porzucisz ukochaną na progu z przekonaniem, że to tylko chwilowa rozłąka, a wszystko wytłumaczysz na spokojnie, tymczasem znikasz na dwa lata - poirytowanie nemorianina słabło z każdym słowem. On też był zmęczony nieporozumieniem, kłótnią i całą felerną sytuacją.
        - Nie chciałem utrudniać, a jednocześnie próbowałem dowiedzieć się jak mam się zachować, żeby sprawić ci jak najmniej przykrości. Tych już dostarczyłem ci aż nadto… najwidoczniej łącznie z niezapowiedzianym pojawieniem się na progu… - Przynajmniej jeśli nie mylił się z założeniem, że Rakel tęskniła, gdy nieustannie nie wracał. Bo, że w końcu oswoiła się z jego zniknięciem i nieprzyjemnie zaskoczył ją ponownie, było raczej logiczne. Próbował wytłumaczyć, ale powoli godził się też z możliwością, że i tym razem nie zostanie zrozumiany, lub odwrotnie, że zostanie zrozumiany źle.
        Najmocniej ubodły go jednak słowa o dworku. Spojrzał na nią z niekrytym żalem zanim się opamiętał, ale w tym jednym wypadku nie odezwał się słowem. Nie chciał wymuszać na Rakel wyrzutów sumienia. Czy zapomniała? Przecież powiedział, że chce wrócić i wyremontować dwór, ale tylko z nią. A może pamięć go myliła? Nie, tego był pewien. Wydawało mu się też, że wyraził się wystarczająco bezpośrednio… Może nie była to prośba złożona tak jak można było prosić kobietę, ale wciąż miał wrażenie, że Rakel go zrozumiała… Chociaż nie udzieliła wtedy odpowiedzi. Tylko to był fakt, reszta pozostała w sferze domysłów… Ostatecznie wolał pozostać przy wersji, że nigdy nie spytał, niż wymuszać na dziewczynie odpowiedź czy zapomniała o wyznaniu, czy nie uznała go za zobowiązujące i godne pamięci.
        Wypomniana obrączka była już tylko dodatkiem. Rakel minęła demona bez słowa, unikając jego wzroku, podczas gdy Luciena uderzyła kolejna fala niewiedzy. Co zrobi jeśli teraz dziewczyna wsiadła by na konia i odjechała... Nie potrafił w tej chwili sobie odpowiedzieć, skupił się więc na nieszczęsnym podarku.
        - Nie czepiam się obrączki, a tego co artefakt sobą reprezentuje. Wiesz jak nietypowy był to prezent. Tak jak ty obdarzyłaś ufnością mnie, tak był to wyraz głębokiego zaufania i oddania - chwilowo mówił do pleców dziewczyny, co było równie przykre jak irytujące.
        - Przyjęłaś go, gdy jeszcze nie łączyło nas nic ponad zwykłą znajomość, a teraz wyglądasz jakbyś nie wiedziała co począć z tą niewygodą, jakbyś czekała na moją decyzję, a ja naprawdę czasami (to było lekkie niedopowiedzenie, z tą dziewczyną raczej chodziło o większość czasu) nie wiem co zrobić, żeby znów cię nie rozdrażnić albo nie zasmucić… - Miał dość stania w miejscu. Skoro i tak zawsze wszelkie próby właściwego postępowania wychodziły mu marnie, to jaki był sens próbować dalej. Podszedł, stając tuż za dziewczyną, i zanim się obróciła, objął ją w pasie zdrową ręką przyciągając do siebie, żeby mu nie uciekła. Drugą oplótł ją wokół ramion, domykając w uścisku.
        - Dla mnie nic się nie zmieniło i nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żebym zmienił zdanie. Ale jeśli kazałabyś odejść, odszedłbym. Jeśli przekazałabyś obrączkę swojemu dziecku, chroniłbym je tak jak ciebie. Nie dlatego, że jest mi to obojętne, a dlatego właśnie, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą pośród światów, nie rozumiesz? - demon mówił cicho, ale z naciskiem, opierając policzek o włosy dziewczyny.
        - Nie każę ci mieć gotowej odpowiedzi, ale nie mów, że jest mi wszystko jedno tylko dlatego, że nie padam na kolana prosząc o zostawienie tego życia, które zdążyłaś sobie ułożyć. Nie mów, że mi nie zależy, tylko dlatego, że cały czas zastanawiam się czy nie byłabyś szczęśliwsza wiodąc bezpieczne życie obok drugiego człowieka. I nie bagatelizuj moich uczuć tylko dlatego, że zaakceptuję każdy twój wybór, bo mógłbym dla ciebie zginąć bez mrugnięcia okiem, czy tego chcesz czy nie. I czy się zgadzasz czy nie, decyzja należy tylko i wyłącznie do ciebie.
        Nemorianin szeptał, niezmiennie nie wypuszczając dziewczyny z objęć. Może faktycznie łatwiej było nie patrząc sobie w oczy. Mógł powiedzieć co chciał, nie zastanawiając się nad wywołaną reakcją, bez konieczności konfrontowania spojrzeń. Przy okazji przynajmniej przytulił brunetkę, w skrajnym niepoważaniu mając czy się zgadzała czy nie, i czy wywoływał niezręczności czy nie. Skoro w opinii Czarnulki był zbyt bierny, w tym jednym zrobił czego pragnął, a i tak się przecież pilnował.
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel odwróciła się, by nie spoglądać już dłużej w pełną wyrzutu twarz demona. Powoli zaczynało do niej docierać, że najbardziej z tego wszystkiego irytuje ją fakt, że nie może go przytulić i spędzić całego dnia głaszcząc po głowie. Gdy do tego widziała jak spokojny jest Lucien, po prostu wybuchła. Teraz widziała, że przesadziła, a to już w ogóle nie pomogło, do kłębów emocji dodając wstyd. Nakrzyczała na Luciena tylko dlatego, że nie radziła sobie sama ze sobą, to było niesprawiedliwe.
        - Przepraszam – powiedziała w końcu bezradnie, a ramiona jej opadły. To, że demon ją w tym momencie objął było jak balsam na skołataną duszę. Pozwoliła sobie oprzeć się lekko o jego pierś i przymknęła oczy, zdając sobie sprawę, że dopiero teraz ma odwagę przeprosić. Wcześniej nie chciało jej to przejść przez gardło, bo chociaż czuła ogromną potrzebę by to powiedzieć, jej druga strona buntowała się przeciwko przepraszaniu, że ułożyła sobie życie. Tylko dlaczego tak bardzo potrzebowała to powiedzieć?
        Westchnęła, słysząc o obrączce. Za to też było jej wstyd, bo zachowała się jak dziecko. Ale budziło to w niej tyle emocji! Lucien mógł mówić co chciał, ale zazwyczaj wspominał o artefakcie w kontekście obrony, nie komunikacji. Nawet jeśli nie do końca spełniała ostatnio swoją rolę.
        - Nie chcę, żebyś odchodził – powtórzyła znowu, niemal wchodząc demonowi w słowo, nim własne utknęły jej w gardle, a oczy dosłownie wyszły z orbit. „Dziecku!?” Jakiemu dziecku, o czym on mówi?
        Jest dla niego najważniejsza… jak dziwnie było poczuć się w ten sposób, być dla kogoś tak ważnym. Chciałaby odwrócić się i zarzucić Lucienowi ręce na szyję, ale tym razem powstrzymywało ją coś nowego. Coś, z czego wcześniej też zdawała sobie sprawę, ale kompletnie o tym nie myślała. To był błąd, bo teraz czuła, jakby ktoś chlusnął w nią wiadrem zimnej wody.
        - Przepraszam – powtórzyła bezradnie, coraz bardziej rozumiejąc jak musiała go zranić. I nie myślała teraz o tym, że on też ją zranił, to nie były zawody. Ale znów zamrugała gwałtownie, słysząc tak odważną i bezkompromisową deklarację. Kiedy, na Otchłań, Lucien zrobił się tak wylewny?! Chyba już wolała, jak nic nie mówił. Wtedy nie czuła się tak okropnie niewdzięczna.
        Ten jeden raz, dawno temu, powiedział jej, że ją kocha. Była wtedy taka okropnie szczęśliwa, bo wcześniej miała wrażenie, że narzuca się demonowi ze swoimi uczuciami. Wydawało jej się, że jest nadmiernie emocjonalna, że zachowuje się niestosownie, szukając tak często Luciena uwagi. A on niewiele mówił, nie wyprowadzając jej z błędu, a jedynie utwierdzając w tym mylnym przekonaniu, gdy z taką niechęcią witał jej opiekę i troskę.
        A teraz to on mówił takie rzeczy, że Rakel na zmianę rumieniła się i bladła śmiertelnie, nie wiedząc kompletnie co zrobić z takimi wyznaniami. Alec (wspominanie o nim tutaj jest nie na miejscu, ale mózg nie pyta o pozwolenie, śląc myśli podług własnego uznania) trochę ją oswoił z nazywaniem emocji i oczekiwań, ale Rakel i tak była pod tym względem wciąż nieco upośledzona. Czuła się teraz jak drewniana lalka, bo jej uczucia zdawały się kroplą w morzu emocji demona, który w końcu odważył się o tym powiedzieć, nawet jeśli w formie wyrzutów.
        Rakel odwróciła się powoli w objęciu, ale nie podniosła głowy, nie chcąc ryzykować kontaktu wzrokowego. W dużej mierze zasłonięta włosami oparła czoło o pierś demona, dosłownie przeżuwając słowa, których była się wypowiedzieć. Jak z takiego gwałtownego protestu przeciwko zachowaniu Luciena przejść nagle do przeprosin i uległości? Pomyśli, że jest szurnięta.
        Tylko nagle poczuła, że kompletnie na niego nie zasługuje. Nie zasługuje na taki rozmiar uczucia, przekraczający plany i wszelkie bariery, od społecznych, przez wiekowe, a nawet pokoleniowe. Słysząc, że Lucien opiekowałby się nawet jej dzieckiem, poczuła się jakby dostała w twarz. Nie dlatego, że było to niemiłe, wręcz przeciwnie. To była taka czystość uczucia, z którą wręcz sobie nie radziła. Poza tym dotarło do niej, że ona się zestarzeje, a on nie. Jak długo będzie chciał siedzieć ze staruszką, nim sobie odpuści? Albo co gorsza, jeśli tego nie zrobi? Po prostu ją przeczeka, jakby to nie było nic dziwnego.
        To było przerażające, nie była kompletnie gotowa na takie rozważania i dosłownie zadrżała w ramionach Luciena, zaraz samej obejmując go rękami w pasie i wtulając głowę w pierś. Była chyba o włos od rozpłakania się i histerycznego zawołania, że nie chce, żeby on widział jak ona się starzeje, gdy dotarło do niej nagle, że to wcale może się nie wydarzyć. Bo przecież kto powiedział, że on będzie chciał z nią być tak długo? Ale wcześniej powiedział, że by dla niej zginął! Och, to było zdecydowanie zbyt wiele. Nie była tak emocjonalnie rozwinięta i miała wrażenie, że serce jej zaraz pęknie, a mózg zwyczajnie się zawiesi, zmęczony przetwarzaniem setek potencjalnych scenariuszy.
        Nagle Rakel puściła demona i odwróciła się, odchodząc szybkim krokiem w stronę strumyka. Pierś unosiła jej się szybko, czego nie mógł już zauważyć. Odetchnęła kilka razy, nadstawiając głowę na lekki wiatr, by osuszył wilgotniejące oczy, a gdy dotarła do wody, przysiadła na brzegu, zanurzając dłonie i obmywając szybko twarz.
        Aż się zachłysnęła w kontakcie z lodowatą wodą, ale dobrze jej to zrobiło. Zamrugała szybko, zaskoczona uspokajającymi się emocjami i przeczesała mokrymi dłońmi włosy, odgarniając je na bok. Siedziała w cieniu, więc mogła się obrócić i siląc na lekki uśmiech zaprosić demona gestem do siebie. Nawet nie pytała jak się trzyma, uczyła się nie okazywać troski, gdy nie mogła i tak nic pomóc.
        - Zdenerwowałam się – przyznała wprost i zaśmiała się trochę nerwowo, zerkając krótko na Luciena i zaraz przecierając znów twarz dłońmi. Nie wiedziała co więcej powiedzieć. Bała się, że jeśli spróbuje się odezwać, to znowu go przeprosi, a wtedy już na pewno wywróciłby oczami. Okiem.
        - Mogę coś zrobić, żeby pomóc ci się szybciej zregenerować? – zapytała, spoglądając na ranny bok jego twarzy. – Może Meve ma jakieś zioła czy maści… - zaproponowała nieśmiało, pilnując go wzrokiem, by zawczasu wyłapać niezadowolenie z nadmiernej troski.
        Ciągle cisnęły jej się na usta inne pytania, nim przypominała sobie, że dla demona wcale nie upłynęło tyle czasu co dla niej. Więc pewnie nie miał czasu dowiedzieć się więcej o formie, którą przybiera.
        Sięgnęła ręką do opartej w trawie dłoni demona i splotła z nim palce, spoglądając przed siebie i na nowo przyzwyczajając się do jego obecności.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Nie chciał przeprosin, chciał jedynie odpowiedzi albo przynajmniej punktu zaczepienia, wskazówek co powinien dalej czynić, gdy skołowany był wcale nie mniej niż Czarnulka. W końcu dwa lata z życiorysu Rakel prześlizgnęły się gdzieś obok niego, poza jego świadomością, i to nie było powitanie, którego się spodziewał… Może nie wyobrażał sobie ckliwego ponownego spotkania, w zasadzie nie miał czasu ani tupetu, aby snuć podobne marzenia, ale jeżeli już ktoś spytałby demona o jego zdanie czy przewidywania, raczej mówiłby o radości a nie niespodziance, że Rakel w tym czasie ułożyła sobie życie bez niego... Oczywiście nie nie rozumiał takiego postępowania, a raczej jak żył nie wpadłby na wymyślenie podobnej komplikacji tak niespodziewanie stającej na ich drodze. "Dwa lata… Dwa lata, pięć miesięcy i dziesięć dni jak dokładnie Rakel podliczyła… To chyba dobrze..."
        Lucien objął dziewczynę i przytulił. Trochę niepewnie, nieco ostrożnie, jakby nie miał pewności czy jej nie skrzywdzi, czy nie zrani Rakel mocniej. Poczuł jednak jak brunetka rozluźnia się w uścisku. Przynajmniej to była dobra decyzja albo umiarkowanie nie-aż-tak-zła.
        W ten sam sposób wyczuł jak Czarnulka zadrżała, i jak spinała się gdy słowa stawały się niewygodne. Ich znajomość zawsze sama potrafiła się skomplikować bez dodatkowych czynników czy pomocy. Chyba naprawdę nigdy na poważnie nie przemyślał technicznych kwestii ich przyszłego niedoszłego związku. Różniło ich w zasadzie wszystko poczynając od rasy, a żadne z nich nawet nie zdążyło albo nie pomyślało, aby zastanowić się jak te różnice zniwelować czy pogodzić.
        Mówił przez cały czas gdy trzymał dziewczynę, ale też pozwolił brunetce wymknąć się z uścisku. Czy to ten moment gdy powinien odejść, tym razem na zawsze, nawet jeśli Rakel zaprzeczała...?
        - Rozumiem - szepnął spokojnie, gdy ona się usprawiedliwiała. Zupełnie niepotrzebnie. Jemu też puściły nerwy. Wszystkiego po prostu zebrało się zbyt wiele.
        Widział, że wcześniej dziewczyna stłumiła płacz, domyślił się w jakim celu obmyła twarz, nie wiedział z kolei jak brunetka odbierała jego wzbranianie się przed pomocą. Nie szło nie zauważyć, że temat dla obojga zawsze był problematyczny i scysjogenny, ale nemorianin ani krzty nie domyślał się dlaczego brunetka oburzała się, gdy zbywał jej chęci pomocy. Wiedział tylko, że nie chciał stwarzać Rakel więcej problemów, nie chciał być brzemieniem, ale ani razu nie wpadł na to jak dziewczyna interpretowała jego bagatelizowanie ran, że ją odtrącał i odpychał od siebie, że może nie chciał by wtrącała się w jego sprawy. Gdyby tylko podobna myśl zagościła w głowie bruneta, chwyciłby dziewczynę w ramiona i pewnie dobrą chwilę nie wypuszczał, aż nie uwierzyłaby w jego intencje. Cóż, Lucien potrafił być bardzo przemyślną istotą jeśli chodziło o intrygi czy taktykę a jednocześnie ostateczną niezgułą w kontaktach społecznych… Zdążył już jednak pojąć jak drażliwy był to temat i powstrzymał się przed westchnięciem, zamiast tego pokręcił głową z troską skierowaną na brunetkę, spod której na moment przebił się ślad rozbawienia.
        - Meve niech lepiej zatrzyma swoje środki dla siebie. - To wspomnienie specyfiku załatwionego przez Randa wywołało krótką wesołość. Żart jednak nie pasowały do poważnej rozmowy i rozbawienie znikło równie szybko jak się pojawiło.
        - Rany wygoją się same, to nie klątwa, po prostu zostały zadane w skuteczny na demona sposób - wytłumaczył łagodnie. Jak zyskał obrażenia, nie miał pojęcia. To była ta część historii, którą otaczał cień niepamięci, spod niego przebijał się jedynie ból i bezsilna złość. Wyczuwał jednak, że urazów nie otaczała żadna nietypowa aura. Chociaż były rozległe i dość przykre, zwyczajnie potrzebowały czasu i przede wszystkim energii, a tej zużył ostatnimi czasy aż nadto, co najprawdopodobniej najsilniej wiązało się z aktualnym, mało reprezentacyjnym stanem. Widząc jak Rakel nader ostrożnie poruszyła temat, zupełnie jakby oczekiwała połajanki albo kpiny, odezwał się raz jeszcze...
        - Znacznie większy ból sprawia mi myśl, że przysparzam ci niepotrzebnych trosk, reszta to niedogodność, która prędzej czy później ale zawsze mija - tłumaczył najłagodniej jak potrafił.
        Czując dotyk Rakel, na moment odwzajemnił uścisk dłoni, ale zaraz potem demon westchnął i wysmyknął dłoń z dziewczęcych palców, jednocześnie odkręcił się frontem do brunetki, żeby popatrzeć na nią uważniej.
        Nie mógł dopraszać się odpowiedzi. Rakel już wyraźnie powiedziała, że nie miała pojęcia co robić. Nie mógł jej naciskać. Z drugiej strony ktoś chyba jednak powinien podjąć jakąkolwiek decyzję. To był ten moment gdy należało skonfrontować i przemyśleć wszystkie zdarzenia. Za wiele ich dzieliło, stanowczo zbyt wiele by to (w zasadzie nawet żadne z nich nie wiedziało “co” dokładnie…) miało się udać. Mieli żyć długo i szczęśliwie jak w jednej z baśni? Rakel była człowiekiem, istotą ulotną, przecież między innymi dlatego egoistycznie lgnął do ludzi. On był stworzeniem wiekowym, łaknącym właśnie tej ulotności, znużonym własną trwałą egzystencją. Dziewczyna była zwykłą osobą mającą normalną rodzinę, pragnącą prędzej czy później takiej właśnie rodziny. On… on wywodził się z rodu zbudowanego na intrygach Otchłani. Szukał wytchnienia w prostocie prawdziwych uczuć, a wciągnął niewinną dziewczynę w podstępny świat, ryzykując jej bezpieczeństwo i życie, a Rakel nawet nie rozumiała jak bardzo. Nawet dobrymi chęciami ranili siebie nawzajem. Nie rozumieli się często w podstawowych kwestiach, jak mieliby żyć razem? Chyba nikt się nad tym nie zastanowił.
        Problem w tym, że chyba każde z nich nieustannie się łudziło. Pozwolili by uczucia stłumiły racjonalny osąd gdy oni naiwnie wierzyli, że uda im się coś niemożliwego. Chcieli żyć tą ułudą… podczas gdy żadne nie miało odwagi spojrzeć prawdzie w oczy. Żadne z nich nie potrafiło podjąć najtrudniejszej, ale jednocześnie najwłaściwszej decyzji. Dla ich własnego dobra.
        Wpierw będzie bolało, ale z czasem ból minie. Pozostaną wspomnienia i zrozumienie, że uczynili co należało, wyprzedzając nieuniknione, szczędząc sobie więcej cierpień. Rakel z czasem zrozumie…
        Zwężona z powodu światła źrenica, uważnie przyglądała się złotym refleksom odbitym w oczach brunetki. Nigdy nie powinien był oczekiwać, aby to Czarnulka podjęła trudną decyzję. To zawsze leżało w jego gestii i odpowiedzialności, dla dobra Rakel, w końcu ile miał lat na karku… Jeżeli ktoś miał racjonalizować tę farsę, tę życiową operę mydlaną, w której główne role los przyznał właśnie im, to chyba raczej sześćset letni demon niż ledwie dwudziesto… wróć, teraz już dwudziestodwuletnia dziewczyna. Czymże były jej lata przy jego wiekach… Stanowczo zbyt mocno się różnili…
        Lepszy moment nie mógł się trafić. Rakel miała najbliższych. Miała kogoś, kto się nią opiekował. W zasadzie to niemal już o nim zapomniała, a teraz tylko przyszedł moment na opóźnione “do widzenia”, które powinien wypowiedzieć wcześniej, zamiast rozpętywać cały ten ambaras. To był koniec historii. Nadszedł czas pożegnania. Uśmiechnął się łagodnie, podpierając się na zdrowej ręce, z niewielkim trudem przenosząc ciężar na kolano, żeby po raz ostatni pocałować Rakel w skroń.

        Co poszło nie tak, że zawahał się w ostatnim momencie? Że zamiast się oddalić na wieki, usiadł bliżej. Jedną z nóg oparł za plecami dziewczyny, a samą Rakel przyciągnął do siebie, niemal wciągając ją sobie na kolana. Był najgłupszym, najbardziej egoistycznym demonem jakiego znał. Nawet nie potrafił zrobić tego co powinien. Może Rakel nie bardzo wiedziała czego chciała i może miewała problemy z wyrażaniem swoich pragnień, ale dziewczyna nigdy nie miała kłopotu by powiedzieć co jej się nie podobało i na co się nie godziła.
        Przytulił brunetkę mocno do siebie, uznając, że wcześniej dziewczyna wymknęła się zbyt szybko, a jeśli zechce, z pewnością nie oszczędzi mu buntu i oporu.
        W którymś momencie rozważań nad właściwym postępowaniem, demon doszedł do wniosku, że starczy nieustannego zastanawiania się co było mu wolno bez pozostawiania miejsca na to czego chciał. A skoro już i tak zaryzykował wszystko, łącznie z życiem, a Rakel mimo wszystko zdążyła się oburzyć, że był zbyt bierny, to chyba mógł też wziąć czego pragnął nawet jeśli w bardzo okrojonej wersji. Oparł policzek na jej włosach i przymknął oko wdychając zapach dziewczyny, który wydawał się znacznie wyraźniejszy niż zawsze był. I jeśli już tak niepoprawnie robił co chciał, mógł też pozwolić sobie na odrobinę bezczelności. W końcu co najwyżej Rakel każe mu się chędożyć i zabierać z powrotem do Otchłani. Tak czy inaczej zyskają pełną jasność sytuacji.
        - Bardzo tęskniłaś? - wyszeptał w kosmyki łaskoczące nos, kiedy pocałował skroń dziewczyny.
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Uśmiechnęła się na moment, słysząc lekki sarkazm w głosie Luciena, gdy mówił o Meve. Tylko żarty były teraz bezpieczne, nawet jeśli to, co działo się wokół, nie dawało zbyt wielu powodów do radości. Zwłaszcza w ich wykonaniu – potrafili się pokłócić o własną tęsknotę za sobą nawzajem.
        - Pozwól mi się o ciebie martwić. Nie umiem inaczej – powiedziała cicho, mając nadzieję, że chociaż z tym dojdą do porozumienia. Niby wiedziała, że on nie chce jej troski, ale nie umiała udawać, że nie widzi jego obrażeń. Może nawet lepiej, że nie wiedział, jak ten widok ją boli i nazywał to tylko niepotrzebną troską, bo wtedy w ogóle dostawałaby po uszach za każde okazanie żalu. Więc chociaż niech się zgodzą, że się nie zgadzają i tyle.
        Uśmiechnęła się słabo, czując uścisk dłoni i spojrzała na Luciena uważniej, gdy westchnął i obrócił się w jej stronę. Myślała, że chce coś powiedzieć, ale on tylko przyglądał się jej w milczeniu.
        - Co? – zapytała, zerkając na niego niepewnie. Do przyglądania się jej trochę przywykła, ale bała się, że demon znów powie coś… trudnego, ostatecznego. Taka cicha obawa przed kłótnią była aż nadto znajoma i sprawiła, że dziewczyna zaczęła przygryzać wnętrze policzka. Dopiero jego uśmiech ją uspokoił i rozluźnił mięśnie twarzy, spinające się już w trosce.
        Nie zareagowała, gdy demon przysunął się na trawie i ją objął. Zawahała się dopiero gdy Lucien zagarnął ją do siebie, niemal wciągając sobie na kolana i mocno przytulając. Wtedy objęła go dla utrzymania równowagi, ale dopiero po chwili odważyła się otoczyć dłonią kark Luciena, wsuwając palce pod długie włosy. Przesunęła opuszkami po skórze i materiale koszulki, niemalże z ciekawością docierając do krótkiego rękawka, w którym brunet tak niecodziennie wyglądał. Przymknęła oczy czując oddech łaskoczący policzek a później skroń.
        - Lucien – mruknęła znacząco, w proteście przed takim pytaniem. Wiedział, że tak, zaczepiał ją. Skutecznie zresztą, o czym za nią mówiła gęsia skórka na odsłoniętych ramionach i dekolcie, mimo że upał wcale nie zelżał. Dopiero po chwili odważyła się spojrzeć na demona i chociaż spojrzenie utknęło jej na jego ustach, to dłonie zsunęły się z karku Luciena na jego pierś, jakby Rakel chociaż w ten sposób próbowała powstrzymać się przed zrobieniem czegoś głupiego. Źle czuła się już z tym, że chciała.
        - Nie mogę – powiedziała cicho. Nie brzmiało to nawet jak tłumaczenie się, bardziej jak stwierdzenie faktu. Miała tyle przyzwoitości, by zaraz potem nie prosić demona o zostanie, ale wciąż tkwiła zaplątana między jego nogami bawiąc się materiałem jego koszulki.
        Było tak miło i znajomo, nie chciała tego psuć. Właściwie to najchętniej by tu została i zdrzemnęła się na trawie w pełnym słońcu. Ale to też przypominało jej o Alecu. Nie miała pojęcia co z tym wszystkim zrobić. Już teraz czuła się okropnie, a nie widziała perspektyw, by miało być lepiej. Jeśli już, to będzie coraz gorzej.


        Siedząc na polanie przy lesie, widok na nadjeżdżających z miasta był niczym nieutrudniony. Dlatego Rakel zobaczyła jeźdźca jeszcze zanim usłyszała tętent kopyt, a rozpoznała go niedługo później i podniosła się szybko z trawy. Alec wyhamował dopiero przy nich, zeskakując z konia, gdy ten jeszcze przebierał kopytami. Szatyn spojrzał na Rakel, a później na Luciena i chociaż nic nie powiedział, dziewczyna się speszyła.
        - Mieliście być u Cartera – powiedziała, na swój sposób pytając co tu robi, ale to zabrzmiało gorzej niż powinno, o czym zorientowała się dopiero widząc minę Aleca.
        - Taa, wybacz, że przerywam schadzkę, ale jeden ze strażników po nas przyjechał, gdy Misaki wpadła do nich przestraszona, zgłaszając nasze porwanie.
        - Misaki! – Rakel dosłownie palnęła sobie dłonią w czoło. Na śmierć zapomniała, że umówiła się z koleżanką na naukę.
        - Dobrze, że Virion wiedział, gdzie jesteśmy, bo postawiłaby całą straż na nogi. Przyszła do ciebie, a tam drzwi wywalone z zawiasów, klamka po drugiej stronie ulicy, ślady łap i pazurów na ścianach i nikogo w domu. A przechodnie relacjonują piekielną bestię pędzącą ulicą – opowiadał Thorn, podejrzanie spokojnie, rozglądając się teraz w poszukiwaniu wierzchowca Luciena, na którego zrzucił winę za zamieszanie. Rakel szybko się tego domyśliła, ale jakoś nie chciała wyprowadzać go z błędu. To nie była jej tajemnica do wyjawienia. Mimo wszystko spojrzała pytająco na Luciena. Owszem, przybył dość wzburzony, ale chyba powiedziałby jej, że spowodował w domu demolkę? Milczała zbyt długo.
        - Nic? W porządku – prychnął, rozczarowany brakiem jakichkolwiek wyjaśnień. – Rand pojechał odwieźć ją do domu, ja pojechałem szukać ciebie. Wiem, że niespecjalnie przejmujesz się naszą troską, ale chodź proszę, zanim ktoś naprawdę zgłosi porwanie.
        - Alec, ja…
        – Lucien, możesz się u nas zatrzymać na parę dni, jeśli potrzebujesz i ograniczysz zniszczenia – powiedział Thorn, jakby dziewczyny nie słyszał, a Rakel w końcu dostrzegła kwitnący na jego policzku i pod okiem siniec.
        - Co ci się stało?
        - Powiem ci w domu.
        - Mogę pojechać z tobą? – zapytała. – Lucien weźmie Echo – wyjaśniła, a Thorn zawahał się krótko, ale skinął głową.
        Evans odwróciła się na moment w stronę demona z pytaniem w oczach. Nie miał Onyxa, więc niezależnie czy jechałby do dworku czy do nich, przydałby mu się wierzchowiec. O ile demon nie miał zamiaru zniknąć zaraz do Otchłani.
        Alec wsiadł już na konia i wyciągnął do Rakel rękę, więc nie mogła dłużej zwlekać i ujęła ją, pozwalając wciągnąć się na siodło przed mężczyzną. Zdążyła tylko przerzucić nogę nad szyją kasztanka, nim jeździec spiął konia do galopu. Nie odwróciła się już w stronę Luciena, mając tylko nadzieję, że zrozumie i że zobaczą się później.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Lucien przymknął oko spoglądając na dziewczynę spod rzęs i odetchnął głębiej.
        - A kto mnie uratuje kiedy tobie znudzi się troska o jakiegoś demona? - dodał szeptem, wyciągając na światło dzienne ostatni argument. Nie chciał stwarzać Rakel problemów, zdecydowanie wolał gdy brunetka się uśmiechała. Oczywiście nie przywykł do okazywania słabości i odsłaniania swoich wrażliwych punktów przed obcymi, nigdy nie dopuszczał nikogo zbyt blisko. Ale chyba najgorszą i najtrudniejszą częścią było obnażenie się przed kimś tylko po to, by później zostać porzuconym. Jak się zastanowić, nawet miło byłoby trochę się popieścić, odpuścić i pozwolić Czarnulce na troskę, ale samotność nie była dotkliwa póki nie poznało się alternatywy. Wtedy ból stawał się nie do zniesienia. Mimo wszystko demon zabrzmiał jakby nie zamierzał się o to więcej kłócić, skapitulował. Jeśli troskę Rakel przypłaci większym cierpieniem, gotów był je znieść zamiast odejść teraz, chroniąc dziewczynę przed sobą… i siebie przed dziewczyną…
        Przytulił Rakel i zamruczał cicho w odpowiedzi na dotyk. Pytanie nie miało być dwuznaczne, może trochę prowokujące, ale wyszło jak wyszło… Szczególnie kiedy dłonią pogładził skórę dziewczyny pokrytą gęsią skórką. Przesunął palcami po ramiączku bluzki kiedy Rakel patrzyła w trochę inne miejsce niż jego źrenica. Zaraz potem poczuł opierające się o niego dłonie.
        - Cii - westchnął, głaszcząc jej włosy, skłaniając ją, żeby znów się do niego przytuliła.
        - Przecież wiesz, że nie nakłaniałbym cię do zrobienia czegoś niegodnego - wymruczał w czarne loki. Cóż, mimo wielu przeciwności, ostatecznie nic nie uległo zmianie w ich relacji. Wcześniej demona wiązała obietnica, chociaż nie własna a jednak był niedostępny. Teraz Rakel była zajęta. Nic z czym nie musiał się wcześniej liczyć… Ignorując pasje, zawsze zachowywał się jak dżentelmen, a jednak nic, żaden rozsądek i racjonalne myślenie nie zmniejszało poczucia zdrady… Z tej strony patrząc, nie przemyślał swoich wcześniejszych deklaracji o trwaniu u boku Rakel.
        Zawinął palec o jeden z jej kędziorków, gdy doszedł ich łoskot kopyt rozpędzonego konia. Zaraz potem Rakel wymknęła mu się z rąk. Lucien odwrócił się przez bark, podpierając się na ręce, czego zaraz pożałował. Odciążył pechowe ramię i przyjmując mniej bolesną pozycję spojrzał na Alecka z chłodnym spokojem wymalowanym na twarzy. Relacji słuchał w lekkim zamyśleniu, ale wciąż niewzruszony. Dopiero na dziewczynę zerknął z odrobinę większą dozą emocji, które jednak nie wyszły poza nierozumienie.
        Może nie był zaskoczony słysząc o potworze wypadającym z kamienicy. W końcu podążył za Rakel lekko wzburzony, a jednocześnie wiedział w jakiej postaci ją dogonił. Nie był jednak też w pełni świadom co dokładnie uczynił. Myśli i wspomnienia zwierzęcia mówiły o otwarciu drzwi, lecz świadomość rogatej postaci wciąż pozostawiała wiele niewiadomych, cieni i niedopowiedzeń. Zupełnie jakby wewnątrz umysłu żyła obca mu istota, która była jego częścią jednocześnie będąc całkiem odrębnym bytem.
        Początkowe prychanie Alecka całkowicie zignorował. Co miał powiedzieć, jeśli nie pamiętał co zrobił i co gorsza niespecjalnie miał kontrolę nad swoimi czynami? Pomijając oczywiście kwestię wtajemniczania w drażliwe tematy nie tylko obcego, ale i jednocześnie niespecjalnie sprzyjającego mu mężczyznę. Deklaracja użyczenia lokum już nie pozostała bez reakcji. "Jak wspaniałomyślnie"… Nie wypowiedział na głos swoich myśli, ale unosząca się brew mówiła równie czytelnie jak słowa, nawet przy oszczędnej mimice nemorianina, teraz dodatkowo ograniczonej obrażeniami.
        Myślał, że podobne zaproszenie czy zgoda należy do Rakel i ewentualnie jej brata, nie do… jak miał go nazwać… W każdym razie nie do Alecka. Może był blisko z rodziną Evansów, ale czy mógł podejmować za nich ich decyzje?
        - Niestety nie mogę nic zagwarantować - odpowiedział beznamiętnie. Cóż, był przekonany, że te drzwi otworzył i w pewnym sensie tak było, tylko z rozmachem większym niż był potrzebny… Na to jednak na chwilę obecną nie miał wpływu.
        Wcale nie uważał, żeby musiał brać Echo, ale cóż miał odpowiedzieć na pytające spojrzenie dziewczyny? “Ależ proszę bardzo, jedź z Thornem”. Uśmiechnął się smutno. Całe szczęście wszystko potoczyło się zbyt szybko, żeby zrobiło się bardziej niezręcznie i demon westchnął zostając samemu z klaczą.
        - No to nas zostawiła. - Pogłaskał siwkę, i zaczął prowadzić kobyłkę w stronę miasta. Nie miał nastroju na galopy ani tym bardziej ściganie Alecka.
        Słońce prażyło niemiłosiernie i szybko zaczęło mu dokuczać, ale mimo to szedł bez pośpiechu, pogrążony w
myślach płynących bez większego składu. Dopiero gdy uznał, że w tym tempie galopujący powinni już być w mieście, Lucien ocucił się nieznacznie. Zatrzymał kobyłkę, położył dłoń na jej kłębie i teleportował się do miasta.
        Głupi pomysł.

        Gwałtowny ucisk w boku zgiął demona wywołując bolesny grymas na jego twarzy, podczas gdy siwka zrywająca się na zadnie nogi bezzwłocznie wyprostowała bruneta, głośno protestując przed takim traktowaniem. Lucien wstrzymał oddech. Szarpnięcie wodzy, które poderwało go w górę wywołało kolejną falę bólu, albo przedłużyło obecną. Mało istotne kwestie czysto semantyczne.
        - Już, już. - Pogłaskał kobyłkę jeszcze przez chwilę uspokajając wystraszone zwierze, jednocześnie podpierając się o jej bok, żeby nie stracić równowagi. Zupełnie jakby tępe pulsowania promieniujące po żebrach obrało stronę Rakel i zamiast kulturalnie zniknąć po szybkim dyskomforcie, dobitnie sugerowało, że jednak powinien sobie trochę odpuścić zacząć na siebie uważać przez kilka dni.
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Wesoły błysk mignął w barwnych oczach, gdy Lucien nieudanie próbował przekonać Rakel do swojego zdania – teraz wyciągając argument, że nie chciałby się do troski przyzwyczaić. Kto by go uratował?
        - Scarlett? – zanuciła dziewczyna zaczepnie, powstrzymując większy śmiech tylko ze względu na Luciena. – Czy za wcześnie? – zapytała, wciąż rozbawiona, a jednocześnie boleśnie świadoma tego, jak to role potrafią się odwrócić.
        Chwilowa wesołość szybko się ulotniła, zastąpiona nagłą bliskością. Jak ona miała uporządkować sobie to wszystko w głowie, kiedy nagle było tak jak dawniej? Jak gdyby czas się cofnął i wszystko, co wydarzyło się przez te dwa lata, nie miało miejsca.
        Rakel zazwyczaj fukała na każdego, kto ośmielał się ją uciszać, ale w momencie gdy właściwie nie miała nic do powiedzenia, posłusznie oparła znów czoło o policzek bruneta. Dopiero po jego następnych słowach wymamrotała coś buntowniczo, ale niewyraźnie, choć zapewne w myśl zasady, że robi to, co chce i czyjeś ingerencje nie mają tu znaczenia, słusznie jednak powstrzymując się od wyrażenia tego na głos.

        Pojawienie się Aleca było jak chlust lodowatej wody. W tym znaczeniu oczywiście, że Rakel przestała wreszcie bujać w obłokach i przypomniała sobie gdzie jest w swoim życiu. Że te dwa lata jednak minęły. Wsiadła z Thornem na konia i odjechała z nim do miasta, mając tylko nadzieję, że Lucien nie poczuje się pozostawiony samemu sobie. Nie tego chciała, dlatego zostawiła z nim Echo, by chociaż odstawienie kobyłki do właścicielki było pretekstem by ją odwiedzić, gdyby naprawdę chciał zniknąć. Wcześniejsza propozycja Aleca, by Lucien się u nich zatrzymał, była co najmniej zaskakująca, ale to był przecież dobry facet, czego innego mogła się spodziewać? Sam fakt, że mogło to być dla niej niekomfortowe świadczyło źle o niej, nie o nim.
        Alec nie odzywał się całą drogę, a zwolnił do stępa zaraz za murami. Nie oglądała się na niego, ale czuła, że jest spięty. Sama też nie wiedziała co powiedzieć, bo zajmowało ją ciągle limo pod jego okiem, a to wolała omówić, gdy będzie mogła na niego spojrzeć. W końcu jednak zatrzymali się pod ich kamienicą, ale wtedy co innego skradło jej myśli.
        - Ja pierdzielę… - bąknęła pod nosem, przyglądając się zniszczeniom. Usłyszała prychnięcie za plecami i teraz już przewróciła lekko oczami. Poczucie winy ustępowało frustracji, a to chyba dobry znak. Na dobre zniknęło, gdy Rakel obróciła się w końcu w stronę Aleca, a ten już wchodził do mieszkania. Dogoniła mężczyznę w kuchni.
        - Powiesz mi, co ci się stało? – zapytała, łapiąc go za rękę i odwracając w swoją stronę. O zgrozo teraz to szatyn wydawał się niepewny, milcząc zdecydowanie za długo. – No?
        - Powiedziałem o nas Randowi – odparł, na dobre mieszając się, gdy zobaczył minę Rakel. Była zła jednak tylko chwilę, później wyglądając bardziej na załamaną. Opadła na krzesło.
        - Też wybrałeś sobie moment…
        - No akurat moment chyba idealny. – Alec poczuł się pewniej, gdy nie spotkał się z kłótnią, której się spodziewał. Rakel podniosła niezadowolone spojrzenie.
        - Jak masz mi coś do powiedzenia to mów, ale daruj sobie ten ton.
        - Myślałem, że to raczej ty będziesz chciała mi coś powiedzieć. – Szatyn odbił piłeczkę, a Rakel potarła twarz, już teraz zmęczona rozmową, która zaczynała się dopiero rozkręcać.
        - Na los, o co ci chodzi?
        - O to, że facet zostawia cię bez słowa na dwa lata, niszcząc ci życie, a ty rzucasz mu się w ramiona, jak tylko się znowu pojawia! – warknął Thorn. Rakel, chociaż łypnęła na niego rozgniewana, nic nie powiedziała. Była wściekła, ale niestety miał rację. I właśnie zdał sobie z tego sprawę.
        Ramiona opadły mu lekko, a wzrok złagodniał. Nie raz już widział, jak dziewczyna się zamyka, a nie o to mu chodziło. Przeczesał palcami włosy, westchnął parę razy, ale uspokoił się w końcu, podczas gdy Rakel twardo wpatrywała się gdzieś w kuchenne szafki. Dosiadł się do dziewczyny, przyciągając jej wzrok.
        - Przepraszam, nie chciałem krzyczeć – powiedział łagodnie, łamiąc barierę dziewczyny. – Rozumiem, wiesz… gdyby był jakiś sposób, że mógłbym odzyskać Mię… Martwię się o ciebie po prostu – dodał, wyciągając rękę i głaszcząc Rakel po policzku. Dziewczyna objęła jego dłoń i oparła na niej buzię. Nie wiedziała co powiedzieć. Wiedziała, że Alec stracił żonę i dopiero teraz dotarło do niej lepiej, że pomógł jej pogodzić się ze stratą Luciena, który teraz nagle wrócił.
        - To, że jestem zazdrosny to osobna sprawa – dodał po chwili wywołując niepewny uśmiech na twarzy Rakel. Ten jednak zniknął tak samo szybko, jak się pojawił, gdy szatyn przysunął sobie dziewczynę razem z jej krzesłem, po czym wciągnął ją sobie na kolana. Cicho mamrotane protesty Evans uciszył długim pocałunkiem, przez który niestety przegapili kroki w korytarzu.
        - Thorn, kurwa, nie pomagasz sobie! – rozległ się głos Randa, a Rakel dosłownie odskoczyła od Aleca wracając na swoje krzesło. Zaraz się jednak zerwała, bez słowa wchodząc między przyjaciela i brata. Zazwyczaj takie rozwiązanie działało, ale teraz Rand pochylił się w jej stronę.
        - Jak byłaś młodsza to mniej było z tobą kłopotu, cholero jedna.
        - Nie było cię ze mną jak byłam młodsza! – odpyskowała Rakel, a brat pogroził jej palcem. Z Dorianem mogli się tłuc, ale siostry przecież nie walnie.
        - Jak byłaś dzieciakiem, to byłem, i nie pyskuj. Do pokoju.
        - Chyba sobie żartujesz! – prychnęła Rakel, ale poczuła ręce na talii i zerknęła na Aleca.
        - Idź, zrobię obiad i cię zawołam. Musimy ugłaskać bestię – powiedział układnie, prosząc w ten sposób o współpracę i Evans skinęła głową. Randa oficjalnie trafił szlag.
        - Ale jego słuchasz?! Co tu się odpierdala?
        Rakel uznała, że faktycznie jednak będzie u siebie i czmychnęła bez słowa, odprowadzana rozgniewanym spojrzeniem brata, podczas gdy Alec próbował załagodzić sytuację. Znowu.
        - Siadaj, Rand, piwo wypij.
        - Nie mam!
        - Kupiłem ci, głupi nie jestem.
        - Piwem się nie wykpisz, zdrajco chędożony. Czekaj aż się Dorian dowie…
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Nadzieje Rakel nie zostałyby spełnione, gdyby tylko wypowiedziała je na głos. Oczywiście, że demon poczuł się porzucony. Dziewczyna zostawiła go bez słowa ledwie rzucając spojrzeniem. Fakt, miał kobyłkę do oddania w razie gdyby słowa, że ma wziąć Echo nie były dostateczną wskazówką co miałby ze sobą zrobić. Resztę myśli Lucien całe szczęście poświęcił nie znaczeniu bycia pozostawionym, a ironii losu, która ponownie dała o sobie znać.
        Po raz kolejny w tak krótkim czasie został potraktowany podejrzanie podobnie jak niegdyś postąpił z Rakel. Wszystko czynił w dobrej wierze, z powodu braku czasu na opracowanie możliwie najlepszego wyjścia i ogólnego zagubienia jakie doskwierało mu przez ostatnie tygodnie, które rzutowało na chaotyczne i desperacie postępowania demona. Ale działania pozostawały te same. Co te uzasadnienia i wymówki zmieniały? Uczucia pozostawały te same, u Rakel zapewne było podobnie.
        Przy wejściu też nie zaczekała...
        Pozbierał się możliwie do pionu. Uwiązał klaczkę i poświęcił kilka uderzeń serca na dokładniejsze oględziny drzwi. Będąc precyzyjnym tego co z nich zostało i miejsca gdzie powinny być. Cóż, dowiadywał się coraz to nowych rzeczy. Teraz otrzymał niezbity dowód, że wspomnienia bestii i jej interpretacja wydarzeń w znacznym stopniu rozmijała się ze światopoglądem nemorianina i zapewne pozostałych.
        "Otworzył drzwi" - dobre sobie.
        Przechodząc przez wejście dokładniej obejrzał framugę. Zerknął też na podłogę. Wyraźnie był w pośpiechu… To ze wspomnieniami się zgadzało - czyli emocje, najbardziej pierwotne odczucia, pozostawały niezmienione. Powinien starać się lepiej panować nad sobą, aby niechciane przemiany ograniczyć do minimum, a najlepiej by wreszcie nad nimi zapanować i niespodziewany dar przekuć w atut. Czy wciąż potrzebował szukać przewagi w każdym wydarzeniu…? W zasadzie nie wiedział, ale ciężko było pozbyć się myślenia zapuszczającego w umyśle swoje korzenie przez niemal siedem wieków.
        Poszedł do kuchni licząc zastać tam Czarnulkę, zamierzając tam odpocząć, ale w pomieszczeniu była tylko dwójka mężczyzn. Dla demona raptem kilka dni temu byli razem na wieczorze kawalerskim. Nawet uznałby ich za znajomych, za byty względnie mu przychylne... Ten czas dla bruneta i szatyna… cóż. Ich spojrzenia mówiły wiele, jasno i klarownie, i chyba nie chodziło tylko o drzwi. Tego nawet on potrafił się domyślić. Mimo to demon odezwał się trzymając się czystych faktów.
        - Przepraszam za zniszczenia - rzucił sucho, adekwatnie do atmosfery.
        - Pokryję koszty naprawy - dokończył sięgając po kubek i pojemniczek ze zmieloną kawą. Wrzątek przygotował w przyspieszonym tempie, nagrzewając czajnik dłonią. Duszą towarzystwa nie był nigdy, ale teraz tym bardziej nie odczuwał pragnienia przebywania między nieżyczliwymi dłużej niż niezbędne minimum. Ledwie zdążył zalać fusy, a od razu skierował się w stronę pokoju Rakel. Bo przecież gdzie mogła być? Cóż, jeśli wbrew oczekiwaniom tam by dziewczyny nie zastał, wtedy zacząłby się martwić i obmyślać następny krok. Na chwilę obecną wolał opuścić kuchnię i dłużej nie drażnić Randa i Alecka. Wszedł na górę męcząc się bardziej niż powinien. Bok go rwał spłycając oddech demona. Wzrokowi brakowało naturalnej ostrości, na równi pewnie z powodu wyczerpania jak i ostrego, letniego, alarańskiego słońca. Połowiczne widzenie nie ułatwiało.
        Wszedł do pokoju ostrożnie i już miał się odezwać, kiedy na schodach dało się słyszeć kolejne kroki, a wraz z nimi dźwięczny, wyraźnie rozbawiony głos, którego zdecydowanie nie powinno tutaj być.
        - Nie do was przyszedłem - mruknął do dwóch mężczyzn i bez poświęcania im większej uwagi stanął w drzwiach pokoju.
        - Rakel, wróbelku, zakryj się, bo zakładam, że Lucek jest z tobą - Gadriel zanuciuł, dziarskim krokiem znajdując się na piętrze, kierując się wprost do sypialni dziewczyny.
        - Ugłaskałaś już bestyjkę, bo widzę, że drzwi miały ciężki dzień… - zaczął kpić, ale mówił coraz wolniej aż całkiem urwał, gdy tylko dokładniej rozejrzał się po pokoju.
        - A tu co taka stypa? - burknął, ewidentnie spodziewając się innego obrazka.

        Ledwie dobrnęli do finału całej sprawy, a Lucien zniknął i nawet nie zdążyli zamienić słowa. Tymczasem Gadriel miał kilka rzeczy do omówienia i uważał, że brat mógłby wpierw domknąć sprawy rodzinne (oczywiście te już czysto estetyczne elementy) a dopiero potem udawać się na wakacje. Ale on oczywiście uznał inaczej. Tylko, że na koniec mało kto nie domyślał się znaczenia Rakel, a przynajmniej wśród nich nie było Gadriela, młodszy nemorianin postanowił odnaleźć nieodpowiedzialnego brata i wyjaśnić ważne dla niego kwestie zanim ten raczy pofatygować się z powrotem do posiadłości.
        Miejsce gdzie mieszkała Rakel zapamiętał (oczywiście jakoś tak mimochodem), wystarczyło więc odświeżyć pamięć i użyć znanego portalu. Nie spodziewał się zastać wejścia w ruinie. Chociaż z drugiej strony nie był to całkowicie zaskakujący widok. Ot nie myślał, że pierwsze co Lucien zrobi stawiając nogę na alarańskiej ziemi to demolka. Jednocześnie najstarszy z braci poczynał sobie ostatnimi czasy dość bezczelnie, wyrywając się ramom i oczekiwaniom wobec jego osoby, czego wisienką na torcie było oczywiście to rogate bydle, w które postanowił się ostatnio zmieniać. Gadi więc przyjął widok do wiadomości wzbogacając się o przekonanie, że aktualnie po Asmodeus mógł spodziewać się tylko jednego - wszystkiego.
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 210
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel niechętnie zostawiała Aleca i Randa samych. Tak naprawdę chciała jeszcze porozmawiać z szatynem. Wydawało jej się, że powinni, po ostatnich wydarzeniach. Przez podświadomość przebijał się jednak jeszcze jeden temat do poruszenia. Pojawienie się Luciena nie powinno aż tak zmieniać tego, co było między nimi, ale jednak zmieniało. I Rakel czuła się z tym paskudnie. Bo prawda wyglądała dokładnie tak, jak przedstawił to Thorn we wzburzeniu. To, że oboje zdawali sobie z tego sprawę, wcale nic nie ułatwiał. I wiedziała, że on też nie będzie, na pewno każąc jej wybierać. Wisienka na torcie – decyzję już podjęła, nawet jeśli przez to miałaby ostatecznie zostać sama.
        Idąc przez korytarz tylko spojrzała na rozwalone drzwi wejściowe, przez które co jakiś czas zaglądał zaintrygowany przechodzień. Zignorowała to, kierując się na piętro i do swojego pokoju. Zwinęła z łóżka brudną pościel, którą rozrzuciła wczoraj na wierzchu i odniosła ją do prania. Później wróciła i runęła na poduszki.

        Mężczyźni pozostawieni sami sobie w kuchni nie odzywali się do siebie jeszcze chwilę, nim w końcu codzienne czynności wymusiły niezobowiązującą rozmowę. I tak dość szarpaną, jako że Evans wciąż nie do końca pogodził się z tematem. Czułby się lepiej, gdyby newralgiczny temat był czymś poważniejszym, bo „spotykanie się” prowadziło tylko do niechcianych wniosków i rosnącej irytacji starszego brata. Za podbite oko jednak przeprosił, wyjaśniając, że kumpel go zaskoczył i że właściwie to powinien się cieszyć, że akurat młotka w łapie nie trzymał. W każdym razie temat był do dupy, należało więc go natychmiast porzucić.
        Ciężko jednak przejść do porządku dziennego nad jedną sensacją, gdy druga po chwili wchodzi ci do kuchni. O dziwo jednak, na widok Luciena nikt się nie zerwał i demon zgarnął tylko dwa wybitnie nieprzychylne spojrzenia, którymi pewnie i tak się nie przejął. Na przeprosiny Rand prychnął pod nosem.
        - A żebyś wiedział – dodał, słysząc o poniesieniu kosztów. No raczej, nie?
        Moment, gdy demon zaczął robić sobie kawę wywołał taką konsternację i tłumioną frustrację obojga lokatorów, że żaden się nie odezwał. Rzucili sobie tylko porozumiewawcze spojrzenia i zgodnie dali sobie spokój, mając już dość bezowocnych dyskusji. Ledwo jednak Lucien zniknął im z oczu, w progu stanął inny demon, rozglądając się krótko i wychodząc, zanim zdążyli zareagować. Alec podniósł się zaniepokojony, spoglądając za wbiegającym po schodach Gadrielem, po czym przeniósł pytające spojrzenie na Randa.
        - Aż taki jesteś na nią zły?
        - A co mam zrobić? – prychnął Rand. – Jakbym się cofnął w czasie dwa lata, tylko teraz jestem mądrzejszy. W razie problemów nie zdziałamy więcej niż Lucek w takim stanie nawet.
        - Ciekawe co mu się stało – mruknął Alec, a Evans uniósł brwi.
        - Martwisz się o niego? Odbiło ci?
        - Zdurniałeś. Zastanawiam się po prostu co lub kto dał mu taki wycisk. I czy powinniśmy się tym martwić.
        - Wyczerpałem już limit martwienia się na dzisiaj. Wracamy do Cartera. – Rand podniósł się z krzesła i ruszył do wyjścia. Obejrzał się w korytarzu na ociągającego się Aleca.
        - Idziesz?
        - Ta…

        Rakel drgnęła wystraszona i podniosła się szybko, zaskoczona otwierającymi się drzwiami do jej pokoju. Na widok Luciena rozluźniła się, ale nie kładła z powrotem, tylko usiadła opierając się o ścianę i podciągając do siebie kolana oplotła je ramionami.
        - Dobrze, że jesteś – powiedziała. – Przepraszam, że tak odjechałam bez słowa, ale… - zająknęła się, szukając odpowiednich słów, ale szybko się poddała i wzruszyła ramionami. Podniosła jeszcze spojrzenie na kawę, którą demon trzymał w ręku, po czym znów spuściła wzrok. W innej sytuacji uśmiechnęłaby się, rozbawiona tym, że Lucien czuje się jak u siebie, ale teraz nie było to wcale zabawne.
        Poderwała gwałtownie głowę dopiero na dźwięk znajomego głosu rozbrzmiewającego w mieszkaniu. Zamrugała zszokowana, po czym wywróciła oczami na głupi komentarz, ale nawet nie drgnęła, gdy Gadriel wpadł do jej pokoju. Pomachała mu dość ironicznym gestem, gdy brunet zorientował się w końcu w sytuacji. Nawet się nie podniosła, nie mówiąc już o jakichkolwiek próbach wyproszenia młodszego d’Notte. Wiedziała już, że to nie ma sensu, a aktualnie była bardzo nie w sosie i dyskusja z upierdliwym szlachcicem była jej kompletnie zbędna. Nie spytała nawet czego chce, bo jak zawsze musiało chodzić o Luciena, więc zwyczajnie czekała aż Gadriel powie, co ma do powiedzenia i sobie pójdzie.
Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 207
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Lucien nie usiadł na łóżku obok dziewczyny, a przycupnął przy blacie przyglądając się Rakel znad kubka gorącej kawy. W odpowiedzi na jej słowa na twarzy bruneta wykwitł przepraszający wyraz, a demon pokręcił głową odpowiadając dopiero jak brunetka urwała.
        - Rozumiem - odezwał się cichym, niskim głosem, niemal szeptem. Umysł pojmował, naprawdę. Lu starał się racjonalnie przyjmować wydarzenia, irracjonalne poczucie odrzucenia spychając na bok, utwierdzając się w przekonaniu, że jeśli ktoś był winny to on, ale to wciąż nie było łatwe.
        Wybawieniem od przedłużania niezręcznego momentu okazał się być młodszy brat. Co za kpina fortuny.
        Gadriel wparował do pokoju jak do siebie, wyraźnie rozbawiony, szybko tracąc cały wesoły animusz na rzecz zaciekawienia i czujności. Podążył spojrzeniem od Rakel do Luciena i z powrotem.
        - Spodziewałem się weselszego obrazka - mruknął z zaczepnym błyskiem w oku. Bynajmniej nie udzielała mu się drętwa atmosfera, wręcz przeciwnie, wydawał się tym bardziej zainteresowany. Nie zastanawiał się co robi Lucien, bez przesady, aż tak nie kręciło go życie brata, przyrodniego, ale spodziewał się raczej innych widoków.
        - Nadal wyglądasz jak gówno - mruknął, szybko odzyskując rozbawienie, bez pardonu i z rozmachem opadając siedzeniem na łóżko Rakel. Lucien łypnął spode łba, ale Gadriel jakby nie zauważył spojrzenia.
        - Czego chcesz? - mruknął starszy demon bardziej zmęczony niż silący się na straszenie młodszego. Pozory dawno poszły w drzazgi. Mieli z Gadim swojego rodzaju zawieszenie broni. Kruchy rozejm mógł prysnąć równie łatwo jak pierwszy lód na rzece, ale na razie się dogadywali, ani Gadriel nie zamierzał trącać Luciena bardziej niż zwykle, ani Lu już nie przypominał o grożących mu cięgach gdyby przegiął.
        - To już nie mogę was odwiedzić? - zagaił krótkowłosy demon, tracąc zainteresowanie sprawą, z którą przyszedł, na rzecz wyraźnie ciekawszych nowin. Lucien zajął się kawą, licząc, że w ten sposób brat szybciej się znudzi, a Gadi zerknął na Rakel upatrując w niej lepszego obiektu do dyskusji.
        - Dobrze wyglądasz - zaczepił dziewczynę z bezczelnym uśmieszkiem, wywołując marudne prychnięcie najstarszego nemorianina. Wtedy niespodziewanie spojrzenie Lu nabrało skupienia, zupełnie jakby coś co nie dawało mu spokoju teraz nabrało szansy na rozwiązanie.
        - Ile czasu minęło? - zapytał wpatrując się w Gadriela, który również zbystrzał, z rozweselenia przechodząc w czujniejszy stan umysłu.
        - O co ci chodzi? - odbił pytanie szukając drugiego dna.
        - Ile trwał proces? - doprecyzował Lucien, chętnie czy nie, w młodszym upatrując sposobności na wyjaśnienie niewiadomych.
        - Aż tak mocno w łeb nie dostałeś - prychnął Gadriel, ciągle nie widząc do czego dążył starszy. Zamiast niezadowolonego mruknięcia typowego dla Luciena, w parze z rozeźlonym spojrzeniem otrzymał coś co dziwnie przypominało warkot. Brew Gadriela uniosła się na moment w zaskoczeniu dorównującemu zdziwieniu samego warczącego. Po chwili bezczelny uśmiech rozciągnął usta zielonookiego demona, podczas gdy spojrzenie stało się bardziej przenikliwe. Pamiętał ten wzrok Luciena. Lu z kolei wcale nie cieszył się z momentalnie bystrzejącego brata, ale z braku lepszych opcji… Przecież już wiele gorzej nie mogło się wszystko skomplikować.
        - Nie liczyłem - zaczął Gadriel obserwując jak rosnąca irytacja przebijała się we wpatrującej się w niego źrenicy. Lucien dużo łatwiej tracił nerwy, a na pewno dużo wyraźniej to okazywał, nie zdawało mu się.
        - Nie więcej jak kilkanaście dni - zaczął powoli, stopniowo kontynuując. - Jakieś dziesięć dni przesiedziałeś w książęcym pensjonacie na rozmowach, podczas gdy matka i Shei składali zeznania. - Gadi nie krył sarkazmu. On też był odpytywany i też swoje zebrał za opowiedzenie się po stronie Luciena, gdy Sheitan i Felicity pletli oskarżenia.
        - Potem był oficjalny proces i próba - kontynuował Gadriel uważnie obserwując swoich rozmówców.
        - Sheitanowi jeszcze łapa nie zaczęła odrastać od momentu jak wywlokłem cię z sali tronowej do czasu aż zerwałeś się i zniknąłeś tak jak stałeś, czyli kolejne dwa może trzy dni, nie liczyłem - dokończył młodszy demon uważnie obserwując obecnych. I wtedy połączył wszystkie wątki. Bystre, zielone oczy otaksowały Rakel znacznie uważniej. Zmieniła się. Początkowo złożył wszystko na karb odpoczynku po zawirowaniach, ale teraz dostrzegł, że to co innego.
        - Ile czasu minęło tu? - zapytał wyraźnie zaintrygowany.
        - Dwa i pół roku - Lucien udzielił odpowiedzi, chociaż kierunek rozmowy wcale mu się nie podobał.
        - Ale jaja. - Gadriel musiał hamować śmiech.
        - I co myślałeś, że tyle czasu ci umknęło czy dopatrywałeś się klątwy? - młodszy demon już wyraźnie kpił. Rozeźlone spojrzenie Luciena było najlepszą odpowiedzią, że trafił w sedno. Gadriel już bez ogródek parsknął śmiechem. Może przemyślenia nie były całkiem bezpodstawne i pewnie jakby był na miejscu Luciena szukałby podobnych wyjaśnień, ale w skórze brata nie był i nie musiał się zbytnio wczuwać. Rozwiązanie zaś było komicznie proste.
        - Od wybuchu magii… - zaczął rektorskim tonem, ale mu przerwano.
        - Nie cytuj mi księgi wiedzy - warknął Lucien.
        - To nie szukaj dziury w całym - odpyskował młodszy ze zbulwersowanym wstrząśnięciem kędzierzawej czupryny, mierząc się z bratem spojrzeniem.
        - Tracisz grunt, pomyśl chwilę, użyj głowy - Gadriel kontynuował złośliwie. Szedł po bandzie, ale nie sądził, żeby w tej chwili wiele ryzykował - Dywergencja czasu, mówi ci to coś? - dodał z wyraźną drwiną. Widział jak pragnienie mordu przekształca się w bezradne zaskoczenie. Zbyt łatwo się go teraz czytało. Nie potrafił nie roześmiać się po raz kolejny
        - I powiedz jeszcze, że ma innego - prychał podśmiewając się pod nosem. Rakel siedziała obok, ale i tak mówił o niej jakby nie była częścią dyskusji. Nie musieli odpowiadać.
        - Paradne. - Gadriel wstał nawet nie próbując zachowywać powagi. - Lepsza opera mydlana niż w teatrze. Porzuciłeś wszystko, wracasz, a ona ma innego. - Niemal rżał ze śmiechu, cichnąc gwałtownie, gdy dostrzegł, że teraz już może przesadzić.
        - Dlatego takie mezalianse nigdy nie mają racji bytu - dokończył poważnie, ale tylko dlatego, że się hamował, nie z empatii przecież. Całość nadal niepomiernie go bawiła.
        - To sobie pogadajcie, macie pewnie dużo do omówienia, wpadnę później - prychnął wesoło.
        - Wisisz mi sparing - dodał jeszcze puszczając do Rakel oko i buziaka w powietrze, zanim otworzył portal i zniknął w ciemnym przejściu.
        Zostali sami. Kolejna zagadka została rozwiązana, czyli poczucie czasu go nie myliło, nawet jeżeli nie był pewien wspomnień. Tylko Lucien nie wiedział czy wyjaśnienie przyniosło ulgę czy tylko zwiększyło gorycz.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Valladon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość