Valladon[Kamienica na Długiej] Czas leczy rany...?

Wielki rozległe miasto, skupisko ludzi, jak i innych ras. To miejsce odwiedza wiele istot, istot niebezpiecznych, magicznych ale także przyjaznych. Znajdziesz tu towary z całego świata, skarby i tajemnicze artefakty. Jeśli czegoś potrzebujesz znajdziesz to tutaj
Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 206
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel rozumiała, dlaczego Lucien ją wtedy zostawił. Naprawdę, zarówno teraz, po jego wyjaśnieniach, jak i wtedy. Osobna sprawa, że nie musiało jej się to podobać. Doceniała, że chce ją chronić, ale środki, które czasem do tego prowadziły, nie były jej zdaniem warte celu. Nie do niej jednak należało kwestionowanie słów demona. Mógł pojawiać się i znikać, jak mu się żywnie podobało, a ona mogła tylko liczyć na to, że dotrzyma słowa i wróci, i że nic mu się nie stanie. Ograniczało ją wszystko to, co dla niego nie stanowiło żadnej przeszkody. Może dlatego tak lekko podchodził do wszystkiego, czym się zamartwiała i nie rozumiał jej obiekcji.
        Dlatego też ze znużeniem przytaknęła na jego wyjaśnienia. Oboje wszystko wiedzieli tylko im się to po prostu nie podobało. Widziała, jak mu się zmieniło spojrzenie, gdy wspomniała o pomyśle szukania go w Otchłani, ale na szczęście się nie odezwał. Może on inaczej liczył czas, ale przy tym jak krótko się znali, to ile czekała i ile się martwiła, naprawdę uzasadniało takie pomysły.
        A to, co było między nią a Alec’iem… Wspomniała o nim niespodziewanie, nawet dla samej siebie. Czuła jednak, że musi być uczciwa z Lucienem, i chciała, żeby zrozumiał, dlaczego jest trochę inaczej między nimi teraz. Nie wiedziała, czego oczekuje po takim wyznaniu i unikała wzroku demona do momentu aż sama nie zaplątała się we własne wyjaśnienia tak, że nie wiedziała już, co chce powiedzieć. I zobaczyła tylko łagodne oblicze. Nieco wymuszony uśmiech, nie dziwiło jej to, ale niczego więcej nie mogła się dopatrzeć. Mimika demona zawsze była oszczędna, delikatnie mówiąc, a teraz na dodatek połowa jego twarzy pokryta była ranami, ale i tak dziewczynę zaskoczył kompletny brak reakcji. Zmieszała się nawet na moment, nie wiedząc czy Lucien zrozumiał, co miała na myśli, czy po prostu niezupełnie się tym przejął. Błyskawicznie zmieniła temat.
        Lucien nigdy aż tyle nie mówił. Rakel spojrzała na niego zdumiona, słysząc, jak to jest „niewinna”, a on nie chce jej „brukać” swoimi czynami. I na moment nawet się zawahała, próbując przypomnieć sobie przyczyny, dla których zazwyczaj był ranny, ale przecież nigdy to nie była jego wina. Ba! Raz była to tylko i wyłącznie jej wina! Jeśli chodzi o to, co o nim mówiono, i o czym sam przyznał, że ma krew na rękach, to kilka kłótni już zaliczyli. Jedna zakończyła się tym, że demon odstawiał zaryczaną dziewczynę do domu, ale od tego czasu czarodziejka trochę dojrzała. Łatwo żyć w czarno-białym świecie, gdy nie spotyka się na swojej drodze niczego, co testowałoby czyjąś moralność. Teraz wiedziała lepiej i chociaż nadal miała swoje przekonania, rozumiała, że nie wszystko jest po prostu dobre lub złe.
        Ale później demon nareszcie zaczął wyjaśniać. Słuchała uważnie, wpatrując się w Luciena poważnym wzrokiem i analizując wszystko co mówił. Trawiła na bieżąco fakty, jednocześnie próbując umiejscowić je w czasie i wciąż nie mogła poradzić sobie z tą przerwą. Demon mówił o przesłuchaniu, wyjaśnieniach, a ona wciąż czekała na więcej, ale to było wszystko. Twarz dziewczyny wciąż się nie zmieniła, gdy ta oczekiwała dalszych wyjaśnień, ale to jak nemorianin przedstawił jego wersję zdarzeń, dosłownie wcisnęło ją w ścianę.
        W porządku, trochę się doedukowała, nie była już taka naiwna i nieświadoma jak kiedyś, gdy nie znała świata poza Valladonem. I chociaż na uczelni wybrała bardziej przyziemny kierunek, to wciąż studiowała w domu księgi o magii, chcąc na własną rękę dowiedzieć się i nauczyć więcej. O świecie również. Więc wersja z czarem, który sprawiał, że w jakimś miejscu czas płynął inaczej, była dla niej prawdopodobna i wystarczająca. Poza tym ufała Lucienowi, nie okłamałaby jej. Ale ta skala różnicy. Dla Luciena minęło kilkanaście dni, a dla niej ponad dwa lata? Implikacje tego były… druzgoczące.
        Rakel aż jęknęła cicho, zakrywając usta rękami i spoglądając na demona znad palców. Dla niego, dajmy na to jeszcze dwa tygodnie temu, byli razem w posiadłości w Otchłani. A ta rana w jego boku naprawdę mogła być zadana ojcowskim sztyletem. Na los, on się nie zdążył wygoić po tych wszystkich okropnych wydarzeniach, a ona zdążyła ułożyć sobie życie na nowo.
        Przygarnięta do boku demona opadła bezradnie, składając głowę na jego ramieniu. Pamiętała zaskoczenie bestii, gdy powiedziała o dwóch latach, ale to…
        Jego szept i ciepłe słowa jednocześnie uspokajały i sprawiały, że Rakel spinała się nerwowo. Nie mieściło jej się to w głowie. Odczuła ulgę, słysząc, że Lucien zostanie, ale nie podobał jej się ten ton. Nie mógł zostawać dla niej, nie teraz. Miała na myśli to, że mógłby zostać w Alaranii. Wiedziała, że nie lubił swojego domu, że nic go tam nie ciągnęło ani nawet nie zachęcało do powrotu. A tu miał swój dworek. Stał jeszcze, zajrzała tam kilka razy, żeby sprawdzić („czy go tam nie ma”).
        Wspomnienie okwieconej pergoli nadeszło samo, nieproszone, ale zachęcone bliskością mężczyzny. Rakel miała ochotę wsadzić sobie śrubokręt w mózg.
        - Lucien - zaczęła i odchrząknęła, gdy głos był nieposłuszny. – Rozumiem, wiedziałam, że będziesz musiał złożyć wyjaśnienia, ale pominąłeś chyba dość ważny fragment – powiedziała, prostując się nieco, by na niego spojrzeć. – Co ci się stało? Jakim cudem z przesłuchania wyszedłeś jako ta bestia, na dodatek tak dotkliwie poraniona?
        - I… tu naprawdę minęło tyle czasu. Jestem na studiach, wiesz? Niedługo mam egzaminy na trzeci rok. A Nina zaszła w ciążę i urodziła, mają już roczną córeczkę z Dorianem – mówiła szybko, wyjaśniając, gdy przez moment przeszło jej przez myśl, że demon może jej nie wierzyć.

Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 203
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Wyjaśnił wszystko, możliwie nie wdając się w szczegóły. Ani nic by nie wniosły, ani nie były przyjemne. Objął Rakel delikatnie, zapewnił, że zostanie u jej boku, tego przecież chciała, prawda? Powiedziała przecież, że chce, żeby został. A mimo to nie usłyszał potwierdzenia, w zamian na przemian spięta i rozluźniona dziewczyna ostatecznie się od niego odsunęła. Lucien westchnął i skręcił lekko pozycję, podpierając się na zdrowej ręce. Chciał widzieć Rakel bez ciągłego odwracania głowy.
        - Rozmowa i audiencja u Księcia może przebiegać różnie. Gdy Księciu zrodziło się więcej pytań, chciał konkretnych odpowiedzi i chciał mieć pewność czy usłyszał wszystko ci pragnął usłyszeć - wyjaśnił demon, mając nadzieję, że wystarczająco jasno. Detale były całkowicie Rakel niepotrzebne, wystarczająco się przejmowała widząc go w takim stanie.
        - Nad zmianą nie mam żadnej kontroli. Za pierwszym razem zwierzę pojawiło się przy bezpośrednim zagrożeniu. Tym razem myślę, że podobnie, ale nie mam pewności. Zbyt wiele niegojących się ran i zdenerwowanie związane z całą sytuacją wystarczyły, żebym zjawił się w innym stanie niż chciałem - wytłumaczył opierając się na przypuszczeniach. W pałacu też się przemienił, a gdy tylko wrócił do właściwej formy, wystarczyło przenieść się do posiadłości a znów stracił kontrolę i dwunożną postać.
        - Wierzę ci... - odezwał się łagodnie słysząc zapewnienia dziewczyny. Dlaczego miałby jej nie wierzyć. Nawet jeśli różnica czasu brzmiała nieprawdopodobnie, była jak najbardziej możliwa. Nie wiedział czy magia obejmowała pałac, była rzucona chwilowo, żeby nie marnować zbyt wiele książęcego czasu, czy w okrutnym żarcie, nie miał pojęcia. Nie wiedział czy czas zmienił swój bieg od razu, czy tylko gdy zaczęły się "dodatkowe pytania". Nie potrafił tego ocenić. Nie umiał nawet dokładnie zliczyć dób spędzonych na udzielaniu odpowiedzi. Bez dostępu do słońca, bez żadnych wyznaczników godziny zlewały się w jedno. Natomiast wątpliwe by wszystko trwało więcej niż kilkanaście dni, chociaż zwierzęce pojęcie czasu mogło być zaburzone… Ale wciąż nie aż tak, by z tygodni zrobić lata. Poza tym wątpliwe by Książę poświęcał aż tyle swojej uwagi na błahostki… Nie widząc odmiennych reakcji znudził się i kazał wynosić nie zawracając mu dłużej głowy rodzinnymi waśniami.
        - I widzę… - dodał po oddechu. - Masz dłuższe włosy, wydoroślałaś... - doprecyzował. Teraz gdy za oczyma nie znajdował się umysł bestii, demon dostrzegał i rozumiał znacznie więcej. Rakel już nie przypominała dziewczyny, a młodą kobietę.
        - Mała Nina…? - Demon uśmiechnął się łagodnie.
        - Dorian pewnie już całkowicie świata poza nimi nie widzi… - zagaił ciepło.
        - Co studiujesz? - zmienił temat zerkając na dziewczynę, ale miał wrażenie, że rozmowa kleiła się trudniej niż gdy Rakel dowiedziała się, że brat się żeni. Rozstali się burzliwie, ale wtedy go potrzebowała, a teraz pewnie był dla niej utrudnieniem. Echem dawnego bólu…
        - Rakel… - demon zamierzał zmienił temat. Początkowo myślał, że nie będzie go poruszał, ale Czarnulka sama nie odpowiedziała, nie ucieszyła się na deklarację, przez co ostatecznie nie wiedział, czy dobrze zrozumiał jej intencje.
        - Czego tak naprawdę pragniesz, czego ode mnie oczekujesz, powiedz mi… - odezwał się tym razem z niewielkim naciskiem.
        - Chcesz, żebym został, będę obok ciebie, najlepiej jak będę potrafił - Lucien tłumaczył łagodnym głosem, chociaż wcale nie było mu łatwo. Dla Rakel jego pojawienie się było szokiem, ale i dla nemorianina to spotkanie przebiegło zupełnie inaczej niż oczekiwał. Myślał, że wreszcie zostawili wszystkie przeciwności za sobą. Wreszcie miał zostać z dziewczyną na stałe, ale ona już ułożyła sobie życie. Był niepotrzebny. Pewnie w ogóle mógł nie wracać... Pewnie wracałby czasami we wspomnieniach jak każda nierozwiązana, niezamknięta sprawa, ale z każdym kolejnym rokiem zapominałaby coraz bardziej... W takich chwilach zastanawiał się czy to nie celowa kpina władcy... Może byłoby to możliwe, gdyby był ważniejszy, ale był nieistotnym demonem którego decyzję co najwyżej bawiły. Nie były warte drugiej myśli czy takiej perfidnej zemsty, to tylko los srogo sobie zakpił z jego marzeń i planów.
        - Chcesz, żebym odszedł, zrozumiem. Nie jesteś mi nic winna i nie musisz się martwić. Nie wykrwawię się, nie grozi mi gangrena, zwyczajnie potrzebuję czasu, żeby się zregenerować. Pałac blokował nie-swoją magię i hamował leczenie. Przemiana też jest obciążająca i czerpie sporo sił, więc dodatkowo wstrzymywała regenerację, ale to nie jest rana po przeklętym sztylecie, nic mi nie będzie - tłumaczył łagodnym głosem.
                - Rakel, kocham cię, ale nie chcę być ciężarem, jedyne czego pragnę to twoje szczęście - dokończył najspokojniej jak potrafił, chociaż wcale nie było łatwo, ale co innego mu pozostało? Rozbić aktualne życie dziewczyny dla własnych pragnień?

Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 206
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Śmiesznie musieli chyba wyglądać. A przynajmniej Lucien, bo skulona na łóżku pod ścianą Rakel pasowała tu jak poduszka obok. To demon wyglądał jak nie z tej bajki, poraniony i posiniaczony, ale dzielnie trwając przy dziewczynie. A ta wpatrywała się w niego wyczekująco, nim po chwili dopiero dotarł do niej sens słów mężczyzny i jej oczy zrobiły się jeszcze większe. Ale nic nie powiedziała. Mogła się tylko domyślać, że Lucien specjalnie unika nazywaniu tego po imieniu i w ogóle poruszaniu tematu. Wszak za pierwszym razem zupełnie to pominął. Próbowała podejść do tego rozsądnie i nie dramatyzować po fakcie, ale spojrzenie uciekało jej ciągle do obrażeń na ciele demona. W jakim świecie przyszło mu żyć.
        Ulżyło jej i skinęła lekko głową, gdy brunet potwierdził, że jej wierzy. Dobrze. To wszystko było takie szalone, że chyba sama by w to nie uwierzyła. Uniosła spojrzenie na kolejne słowa demona i uśmiechnęła się lekko, łapiąc za jeden z pukli, który wypadł z koka.
        - Jeśli zrobi się jeszcze cieplej to ucinam przy samej szyi – zagroziła żartobliwie, spoglądając na czarne pasmo.
        - A żebyś wiedział – przytaknęła z uśmiechem. – Nina jeszcze ją tak stroi w sukienki, że to dziecko ledwie widać zza falbanek. Ale mała jest poważna po Dorianie. Ciekawa jestem, co z niej wyrośnie – dodała pogodnie i poprawiła się wygodniej na pościeli, słysząc kolejne pytanie. Głowę oparła o ścianę i spoglądała wprost na Luciena, ciesząc się z normalnej rozmowy.
        - Prawo. Miałam do wyboru to albo religioznawstwo, jeśli chciałam zostać w Valladonie. Ewentualnie szkoła dla pielęgniarek, ale mam dosyć zszywania chłopaków, taka praktyka mi wystarczy – dodała rozbawiona. To jak szybko przeszła od opatrunków do szycia ran w ciągu dwóch lat mieszkania z tymi dwoma wariatami było nie do pomyślenia. Zwłaszcza przy pracy jaką mieli. Czasem się zastanawiała, jakim cudem żaden jeszcze ręki nie stracił.
        Zmiana tematu wywołała taką samą zmianę na twarzy dziewczyny. Wyraźnie jej nie leżał, ale wiedziała, że jest nieunikniony, zwłaszcza jeśli ciągle robiła uniki. Tylko też Lucien nigdy tak na nią nie naciskał jak teraz. W ogóle rzadko o coś pytał. I akurat mu się zebrało na zmiany, niech go licho. Spojrzała na niego niepewnie, z jednoczesnym wyrzutem w oczach, że zmusza ją do odpowiedzi, jak i prośbą o wybaczenie, że w ogóle musi.
        Niczego od niego nie oczekiwała. Tak, chciała, żeby został, ale nie umiała znów o to poprosić, nie po tym co mu powiedziała. Bo sama nie wiedziała, co przez to rozumie. Bo chciała uniknąć opowiadania się po którejkolwiek ze stron, podejmowania jakichś radykalnych decyzji. A Lucien wcale jej nie ułatwiał, sprawiając tylko, że coraz bardziej miotała się wewnętrznie. Czemu nagle był taki bezpośredni, czemu nagle nie miał problemu z mówieniem o uczuciach? Czemu wcześniej nie mogło tak być? Czemu dopiero teraz? I to na dodatek tak późno.
        Ostatecznie przeszedł samego siebie i Rakel się poddała. Przekręciła się w stronę Luciena, ale oparła znów głowę o ścianę, żeby nie oprzeć się o czoło demona.
        - Też cię kocham, nigdy nie przestałam – szepnęła. – Codziennie miałam nadzieję, że wrócisz. Wiem, że ci nic nie będzie, po prostu teraz ja jestem egoistką i nie chcę, żebyś odchodził. A nie mogę cię o to z czystym sumieniem prosić – mruknęła, przysuwając się bliżej Luciena.
        – Bo nie wiem co mam teraz zrobić. Ani co powinnam. Nie każ mi mówić, czego chcę, bo mam mętlik w głowie… - urwała, wzdychając cicho i przymknęła oczy. Póki co, chciała go przytulić i pocałować, ale nie mogła, i za sam pomysł powinna się w ogóle mocno walnąć w łeb. Bo przecież nie była taka.
        – Poza tym, żebyś został – dodała niepewnie, gdy sytuacja zaczęła jej się wymykać spod kontroli.
        Gdyby miała chociaż chwilę na przemyślenie tego wszystkiego to może miałaby jakieś lepsze wnioski albo chociaż sensowniej się wypowiedziała. Ale tak już bywa z Lucienem, że jeśli się z nim jest to całą dobę bez przerwy, od czego zdążyła się odzwyczaić. A przez to musiała przy nim zbierać myśli i narażać się na odsłonięcie.
        To wszystko było tak okropnie pomieszane, że Rakel zaczynała żałować wszystkiego po kolei, a potem sama siebie prostować, że przecież to wszystko, co jej się przytrafiło ostatnio, to same dobre rzeczy i czego właściwie do cholery żałuje? Nie zbywała Luciena niedomówieniami, naprawdę nie potrafiłaby powiedzieć, co chce z tym wszystkim zrobić i pewnie tylko palnęłaby jakieś głupstwo.
        Fakt pozostawał tylko taki, że będzie musiała porozmawiać z Alec’iem. Powinna i też widziała po nim, gdy wychodził, że tak czy siak jej to nie minie. Jemu znacznie łatwiej przychodziło wyrażanie uczuć i myśli, czasem nawet za nią, co okazało się okropnie irytujące. Jak bowiem ktoś inny może lepiej zinterpretować i nazwać głośno coś, czego ona sama nie mogła nawet w głowie poukładać? Nina zawsze mówiła, że faceci nic nie rozumieją i nie da się z nimi rozmawiać, ale w ich układzie to Rakel czuła się trochę jak taki dzieciak. Alec beztrosko mówił o rzeczach, do których ona zbierała się dwa dni, by w ogóle podnieść temat. Kwestia wieku pewnie, ale niech go licho, że potrafił ją przyłapać z opuszczoną gardą i wywlec na światło dzienne wszystkie jej wątpliwości. Czy tych dopatrzy się tak samo łatwo? Odrzuciła bezsensowne rozmyślania na moment.
        - Twój dworek stoi – powiedziała po chwili do Luciena. – Jak się poczujesz lepiej to możemy podjechać go zobaczyć. Nie wydaje się być bardziej zapuszczony niż był – dodała, może teraz trochę lepiej wyjaśniając, co miała na myśli mówiąc, że mógłby tu zostać. Oczywiście to było przed tym, zanim wprost powiedziała, że chce, żeby został z nią.
        - Wiesz, że tam jest ta brzoskwinia? To znaczy tam, gdzie zasadziłam wtedy pestkę, wiesz, tak trochę dla śmiechu, to stoi już dorosłe drzewko! Nie dwuletnia tyczka, prawdziwe drzewo z owocami. – Uśmiechnęła się znów lekko.

Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 203
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Rozmawiali jak przyjaciele spotykający się po dłuższej rozłące - "co u ciebie słychać?", "co porabiasz…?"- sympatyczna niezobowiązująca konwersacja…
        Demon uśmiechnął się lekko, kiedy Rakel oznajmiła, że zetnie włosy. Faktycznie było gorąco. Wczorajszy wieczór w mieście wydawał się ciężki i parny, chociaż było już dawno po zachodzie słońca. Teraz panował ranek, a już było duszno.
Ciekawe jak Rakel wyglądałaby z krótkimi włosami. Nawet spróbował wyobrazić sobie dziewczynę, jednocześnie uśmiechając się ze skinieniem głowy. Ubieranie dziecka w falbanki zdecydowanie brzmiało jak Nina. A co mogło wyrosnąć z małej pociechy, z potomstwa dwójki tak skrajnych przeciwieństw - pomysły były fascynujące, ale to mógł pokazać tylko czas. Co do studiów, prawo nawet Rakel pasowało, ze wszystkimi swoimi zasadami i wytycznymi… Zdecydowanie bardziej niż religioznawstwo. Zaś życia pielęgniarki nigdy by jej nie życzył. Praca wśród nieustannego bólu i cierpienia, pośród śmierci i krwi. Prawo może też miało swoje gorsze strony, ale demonowi wciąż wydawało się lepsze niż praca w szpitalu.
        Główny problem tkwił jednak w tym, że nie byli przyjaciółmi spotykającymi się po latach, nie w standardowym pojęciu. Pogawędka z jednej strony przypominała powrót do dawnych czasów, ale z drugiej sprawiała wrażenie sztucznej i nie pasującej do całości. Zamiast wnosić spokój i ukojenie, tylko rozdrapywał ranę i potęgował ból. Zupełnie jakby próbowali pozbierać okruchy ich znajomości, chociaż wiedzieli, że i tak nic nie zmienią, że było zbyt późno na ratunek. Mogli ciągnąć tę rozmowę i dalej się uśmiechać, tylko w jakim celu... Lucien i tak czuł się nieswojo, miał wrażenie, że był intruzem. Musiał spytać…
        Demon rozumiał, że tak jak zwykły dialog nie był łatwy, tak pytanie a tym bardziej odpowiedź były dla Rakel bardzo trudne. Niemniej nie chciał być przeszkodą, echem przeszłości rujnującym wszystko co dobre i szczęśliwe. Obiecał, że zostanie, ale nie otrzymał żadnej zwrotnej odpowiedzi, ani ulgi, ani radości, nawet zwykłego potwierdzenia, jakby nie powiedział zupełnie nic, a nie chciał się narzucać.
        Niestety odpowiedź dziewczyny nic nie ułatwiała.
        Naprawdę chciał zrozumieć Rakel i to co mówiła, próbował… Ale nie było łatwo. Wciąż go kochała… Dlaczego więc? Skoro wierzyła, że wróci, skoro czekała, dlaczego? Szybciej chyba przyjąłby wiadomość gdyby Rakel oznajmiła, że już go nie kocha, że przez ten czas zapomniała, że poszła dalej i ułożyła sobie życie… Zrozumiałby… Ale skoro wciąż był jej bliski, skoro go oczekiwała, dlaczego?
        Zerknął na wzdychającą dziewczynę i na swój sposób naprawdę rozumiał, że miała mętlik w głowie… Do dziś łudziła się, że wróci jednocześnie zakładając, że nigdy się to nie wydarzy, zupełnie jak nierealne marzenia, które się snuje dla samej idei marzenia, niemal obawiając się ich ziszczenia. Rakel czekała jego powrotu, samą siebie przekonując, że tak się nie stanie, że będzie szczęśliwsza bez niego, że z każdym dniem będzie jej coraz lepiej... I tak było... Zrujnował tę stałość… A mimo to chciała, żeby został… Egoistycznie jak sama powiedziała. Oboje byli egoistami i ofiarami tej opowieści godnej ckliwej tragedii granej na scenach teatrów.
        Demon przymknął powiekę. Nie było jej łatwo… Jemu też nie.
        W to, że dworek stał nie wątpił… pytanie tylko brzmiało czy naprawdę miał do czego wracać. To, że demon nie reagował jak Rand, nie znaczyło, że nie cierpiał. Ludzie byli spontaniczni, musieli… Mieli niewiele czasu... Lucien starał się rozumieć i akceptować rzeczy jakimi były, przynajmniej próbował… Czasami odnosił wrażenie, że tylko to pozwalało mu zachować rozsądek i dystans, nie zmienić się w demona podobnego Bealowi albo jeszcze gorszego…
        - Prawdziwy magiczny ogród… - Lucien szepnął, wciąż nie otwierając oka, myślał, próbował się odnaleźć. - Mówiłem, że to miejsce jest osobliwe…
        - Muszę się tam wybrać - dokończył cichym głosem. Zostawił Onyxa jeszcze przed pojedynkiem, tak na wszelki wypadek. Nie chciał, żeby bestia dokonała żywota w klatce, gdyby coś poszło nie tak, a teraz się okazało, że zostawił zwierza na trochę dłużej niż planował.
        Wreszcie powoli otworzył oko. Spojrzał na Rakel i sięgnął po rękę brunetki. Do tej pory bezwiednie obracał zwróconą obrączkę w palcach. Teraz położył pierścionek na otwartej dłoni i swoimi palcami skłonił Czarnulkę do zamknięcia artefaktu w garści.
        - Oddasz obrączkę jak już będziesz pewna, że jej nie chcesz, a nie jak będzie ci się wydawało, że chyba nie powinnaś jej mieć - powiedział spokojnie, nawiązując zarówno do ogólnego zagubienia Rakel jak i oddania pierścionka. Krótko pocałował palce zamkniętej pięści i wstał z łóżka kierując się w stronę kubka z niedopitą kawą.

Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 206
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Opowiadała, mimowolnie kolejny raz ekscytując się swoimi studiami, żartując na temat bratanicy, a Lucien słuchał, uśmiechał się słabo i potakiwał. Nawet nic nie powiedział, gdy mówiła, że zetnie włosy. Głupstwo, ale wydawało jej się zawsze, że je lubił. Szybko straciła swój zapał i westchnieniem wysłuchała tego, co naprawdę go interesowało. Mogła próbować dalej unikać newralgicznego tematu, ale to byłoby już zbyt jawne, jako że demon praktycznie przyparł ją do muru. A jak miała mu odpowiedzieć, kiedy sama nie wiedziała. Nie zdążyła nawet ogarnąć umysłem tego, co się stało i o podjęciu jakichkolwiek decyzji nie było nawet mowy. Czy jemu się wydaje, że to takie proste? Że „zostań” lub „odejdź” to tylko słowa, którymi miała podsumować jego dwuletnią nieobecność? Odnaleźć się w sytuacji, o której marzyła, ale na którą kompletnie nie była przygotowana? Na dodatek od kiedy zaczęło się to z Aleckiem.
        Lucien miał dla niej tylko piękne słowa i chciał tylko konkretnej odpowiedzi, a ona nie miała ani jednego, ani drugiego. Próbowała być delikatna i próbowała wyjaśnić, ale przecież sama nie wiedziała wszystkiego. I tak obnażyła się za bardzo, powiedziała zbyt wiele, pokazała jaki chaos ma w tej chwili w głowie i sercu. A on nic nie odpowiedział. Zacisnęła usta.
        Myślała, że da radę wrócić do normalnej rozmowy, ale nawet wspomnienie o magicznym ogrodzie nie zmyło żółci z jej gardła. Czuła, jak zaczyna się irytować i umyślnie milczała, bojąc się, że wyjdzie z niej złośliwość, a wiedziała jak na coś takiego reaguje Lucien. Spojrzy smutno albo beznamiętnie i to będzie tyle. Już rozumiała, jak może to drażnić innych. Ale na los, mógłby chociaż chcieć z nią tam pojechać.
        Przełknęła ślinę, spoglądając nagle na swoją dłoń, do której wróciła obrączka. Posłusznie zamknęła palce, ale jej nozdrza zwęziły się ostrzegawczo, gdy demon pocałował jej palce. Szarmancki, jak zawsze… Rozgniewane oczy odprowadziły demona, gdy ten szedł po swoją kawę.
        - Jasne, wszystko zależy ode mnie, tak? – zapytała, siląc się na spokojny ton, ale trudno byłoby przeoczyć jej humor. Wstała gwałtownie i podeszła do Luciena, z trzaskiem kamienia odkładając koło niego obrączkę.
        - Nie chcę jej, zadowolony? Skoro ja się nie mogę o ciebie martwić, to ty nie możesz martwić się o mnie. I skoro jest ci wszystko jedno, czy… - zachłysnęła się, orientując nagle, że brak jej słów. Odetchnęła głębiej, uspokajając się i spoglądając znów na Luciena.
        – Nie chcę twojej szlachetności i cichej protekcji. Przykro mi, że jest ci tak obojętne, czy jesteś w moim życiu czy nie. Wiem, że cię zraniłam i przykro mi. Nie musisz być uprzejmy, jak widzisz ja nie umiem, więc się nie krępuj.
        Odwróciła się, kierując się do szafy i szybko wyciągając stamtąd długie spodnie. Był upał, ale musiała się przejechać. Wyszła z pokoju bez słowa, zanim zdążyłby ją zatrzymać, i trzasnęła drzwiami. Zbiegła na dół i tam szybko przebrała krótkie spodnie na długie, te pierwsze rzucając gdzieś w kąt, miała to gdzieś. Po chwili trzasnęły też frontowe drzwi.
        Wiedziała, że nie powinna się na niego wkurzać. Wiedziała, że była niemiła i żałowała, ale nie mogła inaczej. W przeciwnym razie tylko by się z tym dusiła. I szlag ją trafiał na myśl o tym, jaki poszkodowany on się teraz czuje, a jednocześnie pękało jej serce, gdy przypominała sobie, jak wiele dla niej zrobił. Tylko, że ona na niego czekała. Naprawdę długo, a on zdawał się tego w ogóle nie widzieć. Zapomniał już, że była na jego ślubie, do jasnej cholery? Co z tego, że się nie odbył; gotowa była stać obok i patrzeć jak wiąże się na życie z inną kobietą. I to niby było w porządku? Bo skończyło się tragedią?
        Nawet go nie interesowało, co działo się z nią przez te dwa lata. Liczyło się tylko to, co powiedziała o Alecku. A chciała być w porządku wobec niego. Chciała, żeby wiedział, dlaczego go nie przytula chociażby. I czego się właściwie spodziewał? Gdyby mu nie powiedziała, albo gdyby nic między nią a szatynem nie było, to co właściwie teraz by się działo? Lucien byłby jednak miły? Jednak pojechałby z nią do dworku? Szlag by go trafił! Już wolałaby, żeby był zły, a nie taki bierny i obojętny. Byle była szczęśliwa… jasne.
        - Aagh! – warknęła zirytowana, aż jakaś kobieta odwróciła się za nią na ulicy. Rakel opamiętała się szybko i schyliła głowę. Przejażdżka to był dobry pomysł.
        - Hej, ja tylko po Echo – rzuciła, na ślepo wpadając do kuźni.
        Morgan podniósł głowę, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo już jej nie było. Widziała, że jest tam też jakiś facet, pewnie ten jego czeladnik, ale nie była w nastroju na poznanie, innym razem.
        Błyskawicznie osiodłała klacz, która parskała nerwowo, wyczuwając jej nastrój. Wystarczyło więc, że dosiadła ją jeszcze na podwórzu i po chwili wypadły galopem przez kuźnię, przyprawiając nowego o zawał, a z Morgana wyciskając soczystą porcję przekleństw.
        Przeszły przez miasto jak burza, nadrabiając drogi w stronę murów, ale przez to mogąc przemykać galopem po mniej uczęszczanych ulicach. Przez bramę Echo przeszła chyba cwałem.
        Jazda Rakel znacznie się poprawiła przez te dwa lata. Często jeździła z Aleckiem i teraz podświadomie skierowała się na trasę, którą znała. Nie chciała też ich spotkać, gdy będą z Randem wracać od Cartera, a przy okazji ma powód by pilnować czasu. Jeśli nie wróci do domu przed nimi, Alec będzie wiedział, gdzie ją znaleźć, a nie chciała robić większego zamieszania niż już powstało.
        Zwolniły i zjechały ze szlaku, przedzierając się stępem przez zarośla i dziki lasek. Za nim otworzyła się polana, skąpana jeszcze w słońcu, i płynący obok niewielki strumień. Gdyby dzień nie był taki piękny możnaby go nazwać byle rowem zalanym deszczówką, ale teraz błyszczał pięknie, odbijając błękit nieba, i szemrał uspokajająco. Rakel podjechała do linii drzew i zeskoczyła z kobyłki, uwiązując ją do drzewa na luźnej wodzy, by Echo mogła napić się wody. Sama usiadła pod drzewem i podkurczyła nogi, opierając na nich ramiona i kryjąc w nich głowę.

Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 203
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Jakżeby inaczej, oczywiście rozzłościł Rakel. Z tą dziewczyną zawsze tak było, niemal jakby uwielbiała się wściekać na wszystko co robił, myślał czy mówił. Dlaczego on miał wszystko rozumieć, akceptować i stawiać się w cudzej skórze, natomiast nikt nigdy nie próbował zrozumieć jego. Ba, więcej, nawet próby spokojnego rozumienia dziewczyny spotykały się z niezadowoleniem.
        Pytania były chyba retoryczne, bo chociaż ton sugerował znak zapytania, Rakel nie dała nawet chwili na pojęcie co znowu zrobił złego i udzielenie odpowiedzi, która pewnie i tak by go pogrążyła.
        Zmrużył oko i zmarszczył brew gdy kamień trzasnął o blat. Niezadowolony, ale zamknął garść na księciu-uducha winnej obrączce, żeby przypadkiem nie wróciła na rękę Rakel, bo dziewczyna gotowa była rzucać mu pierścionkiem w twarz do oporu.
        Kiedy niby do setnej zarazy powiedział, że cokolwiek jest mu obojętne? Bo jej szczęście stawiał nad własne? Doprawdy jakże przenikliwa interpretacja. Zaskoczony potokiem słów, i jednocześnie zaskoczony nawałem własnych myśli, które aż wołały o wydostanie się na zewnątrz, zorientował się co dokładnie Rakel planuje, dopiero gdy trzasnęły drzwi wyjściowe.
        - Naprawdę?... - demon warknął cicho do siebie. Och, jemu też już puszczały nerwy na całą tę sytuację, własne położenie, z ogólnej bezsilności i na złośliwości losu, i na ludowe mądrości, które miały rację, ale przynajmniej próbował się zachowywać, co oczywiście też było złe, bo najlepiej zamknąć za sobą drzwi. A on też miał trochę do dodania.
        Nemorianin warknął ponownie, ale tym razem dźwięk nie przypominał ludzkiego głosu. Czarne zwierzę przepłynęło przez pokój otwierając drzwi z impetem odpowiednim dla rogatej bestii. Klamka poleciała na podłogę razem z drzazgami, ale przynajmniej zawiasy zostały całe. Podobnie zostały potraktowane drzwi wyjściowe.
        Słońce uderzyło w jedno oko ze zdwojoną siłą, jakby ciskało najprawdziwsze szpilki w źrenicę. Czarny demon zmrużył ślepie, ale zamiast cofnąć się w cień wnętrza, uniósł łeb, wietrząc i rozglądając się powoli, przy okazji przyciągając kilka przerażonych spojrzeń. Na takie bzdury nie zwrócił uwagi. Co w zamian dotarło do rogatej głowy i było całkiem ciekawe, przemiana przychodziła coraz łatwiej, pod warunkiem, że się nie starał i nie próbował, a kontrolę przejmowały emocje. Może w tym tkwił sekret… Ruszył utykającym galopem za delikatną wonią, nad kwestią jak intuicyjnie używał zmysłów drapieżnika, nawet się nie zastanawiając.

        Niedługo później do pasącej się kobyłki i siedzącej na brzegu dziewczyny dołączył ciemny kształt.
        W tej postaci słońce irytowało go po dwakroć i pewnie gdyby nie musiał, nie wyszedłby na palący żywioł na aż tak długo, ale miał rozmowę do dokończenia.
        - A do kogo niby ma należeć decyzja? - zwierzę warknęło swoim osobliwym dwugłosem, gdy słowa nakładały się na rozeźlony bulgot, a kły błyskały w ciemnym pysku.
        - Łudziłem się, że zasługuję na nieco więcej niż “chyba nie powinnam”. Nie powinnam, bo mam rodzinę i czuję się niezręcznie? Czy może nie powinnam, bo nie życzę sobie nieproszonej protekcji? A może jeszcze z innego powodu? Najlepiej jest wykpić się “nie powinnam”, zupełnie jakbym kiedykolwiek oczekiwał czegoś w zamian. Ty się czujesz ciężarem, czy ja ci nim jestem, bo dla mnie to ma znaczenie, a “nie powinnam” jest marną wymówką nie uzasadnieniem odcinania resztek znajomości i możliwości kontaktu - demon powarkiwał może nie wściekły ale wyraźnie solidnie poirytowany.
        - I rzeczywiście, powinienem wcale nie pytać cię o jakiekolwiek zdanie. Przepraszam najmocniej, że naprawdę próbuję zrozumieć jak musi ci być ciężko, i niezależnie od własnych chęci zaakceptować to co byłoby dla ciebie lepsze. Wybacz mi, że sam staram się odnaleźć w tej farsie losu. Przecież, że powinienem posłać Randa na deski, a Aleca zabić. W końcu jeden trup więcej, demonowi mordercy różnicy nie zrobi. A ciebie porwać, bo tak chcę. Może wtedy panna byłaby kontenta, że nie jestem tak obojętny. - Normalnie stałby naprzeciwko, ale teraz wiercił się jak bestia w klatce, (zupełnie nie wiadomo skąd podobieństwo), powoli okrążając dziewczynę, a ogon nerwowo przecinał powietrze, zanim zwierzęca sylwetka wreszcie się posypała zostawiając mężczyznę.
        - Byłaś przy mnie w najtrudniejszych chwilach i cieszyłem się twoją obecnością, ale niby nie pozwalam ci się martwić? Ciekawe, może dlatego, że chciałbym ci tych wszystkich przykrości oszczędzić, ale skoro już wplątałem cię w to bagno, starałem się możliwie zmartwienia ci ograniczyć, chociażby słowami. Zapewne nieudolnie, szanowna panienka wybaczy dobre chęci, w końcu to z nich są piekielne bruki. - Pod głosem nemorianina cały czas czaił się warkot, gdy wypowiadał na głos przynajmniej część swoich żali.
        - Nie chcesz szlachetności? Zatem wybacz ponownie, znów zawiodę, nie mam drzwi, którymi mógłbym trzasnąć kończąc dyskusję. A listy możesz słać do "mojego dworu" - wymawiając ostatnie słowa nie szczędził sarkazmu. Ile razy Rakel powtarzała, że to jego dwór. Na jaką nędzę był mu dwór? Za słabo ten detal wyjaśnił?
        - Do Otchłani poczta słabo dochodzi, gdyby przypadkiem mnie tam wywiało, a przecież obrączka służyła tylko do niańczenia cię, absolutnie nie miała dać ci możliwości kontaktu ze mną gdybyś może jakimś niepojęty cudem chciała albo tego potrzebowała - warknął na koniec, skrzyżowałby na piersi ręce, ale ramię bolało bardziej, chyba po biegu i zmuszony był odpuścić.

Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 206
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel siedziała na trawie, pozwalając się otoczyć ciszy. Nie miała długo spokoju, bo myśli wywiane z głowy podczas jazdy wracały teraz na nowo, by naprzykrzać się jej sumieniu. Było jej trochę głupio, że tak zostawiła Luciena, a jednocześnie czuła jakąś dziwną satysfakcję, że to zrobiła… przez co było jej jeszcze bardziej głupio. Przecież nie była taka złośliwa, prawda? Po prostu chciała chwilę spokoju, żeby pomyśleć. W samotności i bez ciągłego demonicznego wzroku na sobie. Nie wiedziała, o co mu chodzi, a ciągle zachodzenie nad tym w głowę wcale nie pomagało w ułożeniu własnych myśli.
        Oparła głowę o pień i zamknęła oczy, z ulgą chroniąc się w cieniu. Miała jeszcze kilka godzin do zmroku, ale planowała wrócić, jak tylko wymyśli, co powiedzieć Lucienowi. Tylko że on chyba nie zamierzał na nią czekać.
        Nadejścia bestii nie zauważyłaby chyba, aż ta by nad nią nie stanęła, ale Echo była czujniejsza. I zdecydowanie mniej tolerancyjna dla tej postaci nemorianina. Kobyłka zaczęła rżeć niespokojnie, najpierw na siebie zwracając uwagę. Dopiero później Rakel rozejrzała się, co mogło zdenerwować klacz. A wtedy sama się zaniepokoiła.
        Miała tylko tyle zdolności do reakcji, by odsunąć się jak najdalej od konia, gdy czarna bestia zbliżała się w jej stronę. Jak ją tu znalazł?!
        Sapnęła przez nos, słysząc pierwsze pytanie. Też mu się zachciało rozmowy nagle. Nigdy nie chciał rozmawiać, miał problemy z odpowiadaniem na pytania, a teraz ją ściga za miasto, bo mu nie dała okazji do odpowiedzi.
        A pytanie tylko pozornie było proste. To, że jej odpowiedź co do obrączki go nie usatysfakcjonowała zauważyła już wcześniej. Tylko to też przecież nie zamykało się w kilku słowach, czy on tego nie rozumiał? Myślał, że zasługuje na więcej? A ona? Nie zasługiwała chociaż na konkretne pytanie albo nawet prośbę, by zatrzymała artefakt? Albo chociaż na samą cierpliwość, do cholery?
        - Niczego nie chciałam w ten sposób odciąć! – odpyskowała, wbijając się pomiędzy warkot, ale cichnąc zaraz posłusznie i tylko obserwując okrążającą ją bestię.
        Widziała, że Lucien jest zdenerwowany i chciała go uczciwie wysłuchać, ale demon wszedł w pewnym momencie na taki ton, że przestało jej się to podobać. Znała sposób, w który mówił. Traktował ją z góry, jednocześnie kpiną i uszczypliwością przedstawiając swoje zdanie, a to irytowało jak mało co. Milczała jednak, bo co mogła zrobić, mając przed sobą tylko pełen kłów pysk bestii. Ale cierpliwości starczyło jej do momentu, w którym Lucien nie ruszył tematu Randa i Aleca. Na „byłaby panna kontenta”, w oczach Rakel dosłownie zapłonął ogień, a szczęki zacisnęły się w złości. Ulżyło jej, gdy Lucien wrócił do swojej ludzkiej postaci, ale widok jego obrażeń na nowo przystopował gniew dziewczyny. Tylko trochę.
        - Przestań być wredny – syknęła ostrzegawczo, gdy po raz kolejny usłyszała „panienka”. Nie chciała wbijać mu się między słowa, ale testował ją jak mało kto. Nie miał pojęcia, że gdyby tylko był w pełni sił, już by ciskała w niego płonącymi pociskami.
        I początkowo hamowała tylko złość, ale teraz zrobiło jej się autentycznie przykro. Bolało ją każde kolejne słowo i mogła się tylko domyślać, że na to zasłużyła, ale wciąż wydawało się to niesprawiedliwe.
        Złośliwe „skończyłeś?” cisnęło się na usta, gdy demon splótł ręce na piersi. Ale tylko przymknęła oczy, wzdychając, nim na nowo spojrzała na naburmuszonego do granic możliwości szlachcica.
        - Lucien, wybacz, ale tylko podkreśliłeś to, co powiedziałam. Wiem, że jesteś zdenerwowany, ale i tak tekst o mordowaniu mogłeś sobie darować. Nawet jeśli to kpina, to całkiem niezły przeskok od nie odezwania się ani słowem na ten temat, nie uważasz? – zapytała ostrożnie. Wciąż była na niego zła, że tak na nią ruszył, ale może teraz zrozumie, o co jej chodzi. – Jak mam myśleć, że nie jest ci obojętne, jeśli nie powiesz ani słowa po czymś takim? Wiem, że trochę wyskoczyłam z tą wieścią, ale nie chciałam, żeby zrobiło się niezręcznie w którymś momencie.
        To było coraz trudniejsze. Dlaczego musiała mu wszystko tłumaczyć z dokładnością co do słowa? Czy on sam się nie słyszał? Dlaczego mówił co myśli tylko gdy był zły? A przez to działo się to w tak nieprzyjemny sposób?
        - Czepiasz się, gdy mówię „twój dworek”, albo że będziesz tam mieszkał. A co mam powiedzieć? – prychnęła. – „Nasz dworek”? Nie jest nasz. Że my będziemy tam mieszkać? Nie słyszałam takiej propozycji – powiedziała wprost, chociaż policzki jej zapłonęły. Było jej okropnie głupio, powiedzieć coś takiego na głos, bo brzmiało jakby takiego pytania oczekiwała. I może tak było, dwa lata temu, ale przecież nawet wtedy nie wiedziałaby co odpowiedzieć. Zresztą dlaczego, na los, musiała zamartwiać się nad własną odpowiedzią, na propozycję, która nawet nigdy nie padła?
        - I dlaczego uczepiłeś się tej obrączki? Mówisz ciągle o zerwanym kontakcie, kiedy ja proszę byś nie znikał. Wymuszasz na mnie deklaracje, na które nie jestem gotowa sama przed sobą, bo jeszcze wczoraj o tej porze nie było cię w moim życiu. A teraz mam znać odpowiedzi na wszystkie pytania? Wiedzieć, co robić? Nie wiem.
        Rakel przez moment wyglądała jakby coś jeszcze chciała powiedzieć. Wcześniej, gdy demon mówił, wyglądała nawet jakby chciała mu przyłożyć w twarz. Opanowała się tylko ze względu na jego obrażenia, czego nawet nie śmiałaby powiedzieć, bo znowu by mu odbiło. I na końcu języka miała jakąś złośliwą uwagę, że się na koniec rozgadał, ale ani nie chciała używać tego słowa, ani nie miała siły na dalszą walkę z brunetem. Jakby cierpliwość do wszelkich niedogodności wyczerpywała jej się coraz bardziej.
        Wyminęła Luciena bez słowa, nawet już na niego nie spoglądając. Nie zgadzali się znów, nic nowego. Nie umiała mu wyjaśnić, dlaczego przeszkadza jej ta szlachetność. Że „rób co chcesz, byle byś była szczęśliwa” wcale nie jest tak piękne, jak brzmi. Bo wiedziała już, że nie będzie; w którąkolwiek stronę by się nie skierowała, skrzywdzi kogoś, a przez to i samą siebie. Ale wiedziała, że nie potrafi słowami wyjaśnić jakim cudem pojawienie się Luciena było jednocześnie szczęściem i nieszczęściem. Na pewno zinterpretowałby to sobie na swój sposób. Zresztą, znowu była na niego zła. Był wredny. Brzmiał jak Gadriel. Ale tego też mu nie powie. Wbrew temu, jaki oburzony był jej słowami, i tak była mniej gadatliwa niż kiedyś.

Awatar użytkownika
Lucien
Kroczący w Snach
Posty: 203
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Lucien »

        Pokłócił się z Rakel. Znowu. Też nowina. Jeśli kiedykolwiek zbierało im się na rozmowę zawierającą chociażby strzępek poglądów to zawsze kończyło się kłótnią. Może zwyczajnie zupełnie do siebie nie pasowali. W końcu czy mogło być między dwojgiem istot tyle różnic? Od wieku poczynając, przez codzienne życie jakie wiedli, po światy, z których pochodzili.
                Powiedział co myślał, może rzeczywiście trochę zbyt cynicznie, przez co zaraz nasłuchał się, że jest wredny. Miał nie być grzeczny, bo najwyraźniej Rakel po dziurki w nosie miała nadmiernie dobrego zachowania. Złośliwy też miał nie być. Mogłaby się zdecydować, skoro jej wolno było nie żałować cierpkich słów i kazała się nie hamować. Fakt, że przeskok mógł być nieco za ostry, i można było poszukać czegoś będącego lepszym kompromisem między oboma stylami zachowania, ale demonowi ciężko było ważyć słowa gdy próbował panować nad emocjami. Łatwiej było się pohamować i pozostać powściągliwym, niż zacząć mówić nie poruszając kwestii, które go raniły. A to co mówiła dziewczyna bolało.
        - A co mógłbym powiedzieć, żeby nie było właśnie niezręcznie? - zapytał znacznie spokojniejszym głosem, ale początkowo oko demona wciąż lśniło zwierzęcą złością, gdy mówił.
        - Jakimi słowami powinienem się przywitać? Jak sobie radziłaś? Czy wszystko w porządku? Czy jesteś szczęśliwa? Tęskniłem? Takie rzeczy mówi się po powrocie z podróży, nie jak porzucisz ukochaną na progu z przekonaniem, że to tylko chwilowa rozłąka, a wszystko wytłumaczysz na spokojnie, tymczasem znikasz na dwa lata - poirytowanie nemorianina słabło z każdym słowem. On też był zmęczony nieporozumieniem, kłótnią i całą felerną sytuacją.
        - Nie chciałem utrudniać, a jednocześnie próbowałem dowiedzieć się jak mam się zachować, żeby sprawić ci jak najmniej przykrości. Tych już dostarczyłem ci aż nadto… najwidoczniej łącznie z niezapowiedzianym pojawieniem się na progu… - Przynajmniej jeśli nie mylił się z założeniem, że Rakel tęskniła, gdy nieustannie nie wracał. Bo, że w końcu oswoiła się z jego zniknięciem i nieprzyjemnie zaskoczył ją ponownie, było raczej logiczne. Próbował wytłumaczyć, ale powoli godził się też z możliwością, że i tym razem nie zostanie zrozumiany, lub odwrotnie, że zostanie zrozumiany źle.
        Najmocniej ubodły go jednak słowa o dworku. Spojrzał na nią z niekrytym żalem zanim się opamiętał, ale w tym jednym wypadku nie odezwał się słowem. Nie chciał wymuszać na Rakel wyrzutów sumienia. Czy zapomniała? Przecież powiedział, że chce wrócić i wyremontować dwór, ale tylko z nią. A może pamięć go myliła? Nie, tego był pewien. Wydawało mu się też, że wyraził się wystarczająco bezpośrednio… Może nie była to prośba złożona tak jak można było prosić kobietę, ale wciąż miał wrażenie, że Rakel go zrozumiała… Chociaż nie udzieliła wtedy odpowiedzi. Tylko to był fakt, reszta pozostała w sferze domysłów… Ostatecznie wolał pozostać przy wersji, że nigdy nie spytał, niż wymuszać na dziewczynie odpowiedź czy zapomniała o wyznaniu, czy nie uznała go za zobowiązujące i godne pamięci.
        Wypomniana obrączka była już tylko dodatkiem. Rakel minęła demona bez słowa, unikając jego wzroku, podczas gdy Luciena uderzyła kolejna fala niewiedzy. Co zrobi jeśli teraz dziewczyna wsiadła by na konia i odjechała... Nie potrafił w tej chwili sobie odpowiedzieć, skupił się więc na nieszczęsnym podarku.
        - Nie czepiam się obrączki, a tego co artefakt sobą reprezentuje. Wiesz jak nietypowy był to prezent. Tak jak ty obdarzyłaś ufnością mnie, tak był to wyraz głębokiego zaufania i oddania - chwilowo mówił do pleców dziewczyny, co było równie przykre jak irytujące.
        - Przyjęłaś go, gdy jeszcze nie łączyło nas nic ponad zwykłą znajomość, a teraz wyglądasz jakbyś nie wiedziała co począć z tą niewygodą, jakbyś czekała na moją decyzję, a ja naprawdę czasami (to było lekkie niedopowiedzenie, z tą dziewczyną raczej chodziło o większość czasu) nie wiem co zrobić, żeby znów cię nie rozdrażnić albo nie zasmucić… - Miał dość stania w miejscu. Skoro i tak zawsze wszelkie próby właściwego postępowania wychodziły mu marnie, to jaki był sens próbować dalej. Podszedł, stając tuż za dziewczyną, i zanim się obróciła, objął ją w pasie zdrową ręką przyciągając do siebie, żeby mu nie uciekła. Drugą oplótł ją wokół ramion, domykając w uścisku.
        - Dla mnie nic się nie zmieniło i nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żebym zmienił zdanie. Ale jeśli kazałabyś odejść, odszedłbym. Jeśli przekazałabyś obrączkę swojemu dziecku, chroniłbym je tak jak ciebie. Nie dlatego, że jest mi to obojętne, a dlatego właśnie, że jesteś dla mnie najważniejszą osobą pośród światów, nie rozumiesz? - demon mówił cicho, ale z naciskiem, opierając policzek o włosy dziewczyny.
        - Nie każę ci mieć gotowej odpowiedzi, ale nie mów, że jest mi wszystko jedno tylko dlatego, że nie padam na kolana prosząc o zostawienie tego życia, które zdążyłaś sobie ułożyć. Nie mów, że mi nie zależy, tylko dlatego, że cały czas zastanawiam się czy nie byłabyś szczęśliwsza wiodąc bezpieczne życie obok drugiego człowieka. I nie bagatelizuj moich uczuć tylko dlatego, że zaakceptuję każdy twój wybór, bo mógłbym dla ciebie zginąć bez mrugnięcia okiem, czy tego chcesz czy nie. I czy się zgadzasz czy nie, decyzja należy tylko i wyłącznie do ciebie.
        Nemorianin szeptał, niezmiennie nie wypuszczając dziewczyny z objęć. Może faktycznie łatwiej było nie patrząc sobie w oczy. Mógł powiedzieć co chciał, nie zastanawiając się nad wywołaną reakcją, bez konieczności konfrontowania spojrzeń. Przy okazji przynajmniej przytulił brunetkę, w skrajnym niepoważaniu mając czy się zgadzała czy nie, i czy wywoływał niezręczności czy nie. Skoro w opinii Czarnulki był zbyt bierny, w tym jednym zrobił czego pragnął, a i tak się przecież pilnował.

Awatar użytkownika
Rakel
Kroczący w Snach
Posty: 206
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Rakel »

        Rakel odwróciła się, by nie spoglądać już dłużej w pełną wyrzutu twarz demona. Powoli zaczynało do niej docierać, że najbardziej z tego wszystkiego irytuje ją fakt, że nie może go przytulić i spędzić całego dnia głaszcząc po głowie. Gdy do tego widziała jak spokojny jest Lucien, po prostu wybuchła. Teraz widziała, że przesadziła, a to już w ogóle nie pomogło, do kłębów emocji dodając wstyd. Nakrzyczała na Luciena tylko dlatego, że nie radziła sobie sama ze sobą, to było niesprawiedliwe.
        - Przepraszam – powiedziała w końcu bezradnie, a ramiona jej opadły. To, że demon ją w tym momencie objął było jak balsam na skołataną duszę. Pozwoliła sobie oprzeć się lekko o jego pierś i przymknęła oczy, zdając sobie sprawę, że dopiero teraz ma odwagę przeprosić. Wcześniej nie chciało jej to przejść przez gardło, bo chociaż czuła ogromną potrzebę by to powiedzieć, jej druga strona buntowała się przeciwko przepraszaniu, że ułożyła sobie życie. Tylko dlaczego tak bardzo potrzebowała to powiedzieć?
        Westchnęła, słysząc o obrączce. Za to też było jej wstyd, bo zachowała się jak dziecko. Ale budziło to w niej tyle emocji! Lucien mógł mówić co chciał, ale zazwyczaj wspominał o artefakcie w kontekście obrony, nie komunikacji. Nawet jeśli nie do końca spełniała ostatnio swoją rolę.
        - Nie chcę, żebyś odchodził – powtórzyła znowu, niemal wchodząc demonowi w słowo, nim własne utknęły jej w gardle, a oczy dosłownie wyszły z orbit. „Dziecku!?” Jakiemu dziecku, o czym on mówi?
        Jest dla niego najważniejsza… jak dziwnie było poczuć się w ten sposób, być dla kogoś tak ważnym. Chciałaby odwrócić się i zarzucić Lucienowi ręce na szyję, ale tym razem powstrzymywało ją coś nowego. Coś, z czego wcześniej też zdawała sobie sprawę, ale kompletnie o tym nie myślała. To był błąd, bo teraz czuła, jakby ktoś chlusnął w nią wiadrem zimnej wody.
        - Przepraszam – powtórzyła bezradnie, coraz bardziej rozumiejąc jak musiała go zranić. I nie myślała teraz o tym, że on też ją zranił, to nie były zawody. Ale znów zamrugała gwałtownie, słysząc tak odważną i bezkompromisową deklarację. Kiedy, na Otchłań, Lucien zrobił się tak wylewny?! Chyba już wolała, jak nic nie mówił. Wtedy nie czuła się tak okropnie niewdzięczna.
        Ten jeden raz, dawno temu, powiedział jej, że ją kocha. Była wtedy taka okropnie szczęśliwa, bo wcześniej miała wrażenie, że narzuca się demonowi ze swoimi uczuciami. Wydawało jej się, że jest nadmiernie emocjonalna, że zachowuje się niestosownie, szukając tak często Luciena uwagi. A on niewiele mówił, nie wyprowadzając jej z błędu, a jedynie utwierdzając w tym mylnym przekonaniu, gdy z taką niechęcią witał jej opiekę i troskę.
        A teraz to on mówił takie rzeczy, że Rakel na zmianę rumieniła się i bladła śmiertelnie, nie wiedząc kompletnie co zrobić z takimi wyznaniami. Alec (wspominanie o nim tutaj jest nie na miejscu, ale mózg nie pyta o pozwolenie, śląc myśli podług własnego uznania) trochę ją oswoił z nazywaniem emocji i oczekiwań, ale Rakel i tak była pod tym względem wciąż nieco upośledzona. Czuła się teraz jak drewniana lalka, bo jej uczucia zdawały się kroplą w morzu emocji demona, który w końcu odważył się o tym powiedzieć, nawet jeśli w formie wyrzutów.
        Rakel odwróciła się powoli w objęciu, ale nie podniosła głowy, nie chcąc ryzykować kontaktu wzrokowego. W dużej mierze zasłonięta włosami oparła czoło o pierś demona, dosłownie przeżuwając słowa, których była się wypowiedzieć. Jak z takiego gwałtownego protestu przeciwko zachowaniu Luciena przejść nagle do przeprosin i uległości? Pomyśli, że jest szurnięta.
        Tylko nagle poczuła, że kompletnie na niego nie zasługuje. Nie zasługuje na taki rozmiar uczucia, przekraczający plany i wszelkie bariery, od społecznych, przez wiekowe, a nawet pokoleniowe. Słysząc, że Lucien opiekowałby się nawet jej dzieckiem, poczuła się jakby dostała w twarz. Nie dlatego, że było to niemiłe, wręcz przeciwnie. To była taka czystość uczucia, z którą wręcz sobie nie radziła. Poza tym dotarło do niej, że ona się zestarzeje, a on nie. Jak długo będzie chciał siedzieć ze staruszką, nim sobie odpuści? Albo co gorsza, jeśli tego nie zrobi? Po prostu ją przeczeka, jakby to nie było nic dziwnego.
        To było przerażające, nie była kompletnie gotowa na takie rozważania i dosłownie zadrżała w ramionach Luciena, zaraz samej obejmując go rękami w pasie i wtulając głowę w pierś. Była chyba o włos od rozpłakania się i histerycznego zawołania, że nie chce, żeby on widział jak ona się starzeje, gdy dotarło do niej nagle, że to wcale może się nie wydarzyć. Bo przecież kto powiedział, że on będzie chciał z nią być tak długo? Ale wcześniej powiedział, że by dla niej zginął! Och, to było zdecydowanie zbyt wiele. Nie była tak emocjonalnie rozwinięta i miała wrażenie, że serce jej zaraz pęknie, a mózg zwyczajnie się zawiesi, zmęczony przetwarzaniem setek potencjalnych scenariuszy.
        Nagle Rakel puściła demona i odwróciła się, odchodząc szybkim krokiem w stronę strumyka. Pierś unosiła jej się szybko, czego nie mógł już zauważyć. Odetchnęła kilka razy, nadstawiając głowę na lekki wiatr, by osuszył wilgotniejące oczy, a gdy dotarła do wody, przysiadła na brzegu, zanurzając dłonie i obmywając szybko twarz.
        Aż się zachłysnęła w kontakcie z lodowatą wodą, ale dobrze jej to zrobiło. Zamrugała szybko, zaskoczona uspokajającymi się emocjami i przeczesała mokrymi dłońmi włosy, odgarniając je na bok. Siedziała w cieniu, więc mogła się obrócić i siląc na lekki uśmiech zaprosić demona gestem do siebie. Nawet nie pytała jak się trzyma, uczyła się nie okazywać troski, gdy nie mogła i tak nic pomóc.
        - Zdenerwowałam się – przyznała wprost i zaśmiała się trochę nerwowo, zerkając krótko na Luciena i zaraz przecierając znów twarz dłońmi. Nie wiedziała co więcej powiedzieć. Bała się, że jeśli spróbuje się odezwać, to znowu go przeprosi, a wtedy już na pewno wywróciłby oczami. Okiem.
        - Mogę coś zrobić, żeby pomóc ci się szybciej zregenerować? – zapytała, spoglądając na ranny bok jego twarzy. – Może Meve ma jakieś zioła czy maści… - zaproponowała nieśmiało, pilnując go wzrokiem, by zawczasu wyłapać niezadowolenie z nadmiernej troski.
        Ciągle cisnęły jej się na usta inne pytania, nim przypominała sobie, że dla demona wcale nie upłynęło tyle czasu co dla niej. Więc pewnie nie miał czasu dowiedzieć się więcej o formie, którą przybiera.
        Sięgnęła ręką do opartej w trawie dłoni demona i splotła z nim palce, spoglądając przed siebie i na nowo przyzwyczajając się do jego obecności.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Valladon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość