Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max parsknął – podobało mu się poczucie humoru Avellany. Miała dystans do siebie i umiała szybko rzucić błyskotliwą ripostą – tak jak z tą alergią na pomyłki. No i nie robiła histerii o te włosy, co pewnie niejednej dziewczynie by się zdarzyło. Szkoda, że tempo rozgrywki nie pozwalało im by się zatrzymać i spokojnie pogadać – miło byłoby poznać ją bliżej. Ledwo jednak zakończyli jedno zadanie, już musieli pędzić do kolejnego. Albo tak jak teraz, podążać za strzałkami w nadziei, że to była już ta ostatnia i czeka na nich nagroda a nie jakaś niespodzianka.
        Chociaż nie – chwilę później, gdy Maximilaan zadarł z lokalnym stróżem prawa, bardzo intensywnie modlił się w duchu, by w środku wyłowionej skrzyneczki było jednak jakieś świństwo. Nic co zrobiłoby facetowi krzywdę – aż tak małostkowy nie był – ale coś, przez co bałby się wrócić na posterunek, by koledzy go nie wyśmiali. Różowe włosy byłyby naprawdę pożądane…
        - Jak wąż to bez głowy – ocenił zaintrygowany drakon, gdy Avellana próbowała nazwać to, co wychynęło spod skrzyneczki na twarzy strażnika. Trochę zrobiło mu się głupio, bo obawiał się, że jednak zrobili temu złośnikowi jakąś krzywdę, ale gdy zbliżył się do niego razem ze swoją towarzyszką, w mig pojął, że to jednak była słodka zemsta. Trąba!
        - To za wścibianie nosa w nieswoje sprawy! – oświadczył stanowczo, gdy Avell już odciągała go od fontanny. Pośpiesznie złapał swoje buty i na bosaka uciekł, bo był już odciągany z tego miejsca przez Avellanę. Gdyby chodziło tylko o nie to nie odpuściłby tak łatwo, bo zdawało mu się, że ten typek nie odebrał jeszcze lekcji, ale nie chciał robić problemów swojej kompance. On by się jeszcze wykpił, zasłaniając się służbą w pałacu, ale ona mogłaby mieć kłopoty… Niech więc strażnik pielęgnuje swoją nienawiść, a oni wrócą w tym czasie do rozwiązywania swoich zagadek.
        Już ma moście Max w pierwszej chwili przystanął, by otrzepać stopy i z powrotem założyć buty. Balansując na jednej nodze wyjrzał za barierkę, bo Avell właśnie zwróciła mu uwagę na kolejne strzałki. Sapnął, bo prawie stracił przez to równowagę. To był jednak już drugi but, więc gdy tylko poprawił nogawki, mógł w pełni poświęcić uwagę zagadce.
        - Sądzę, że „trafię albo nie trafię” – ocenił. – Te strzałeczki zupełnie niczym się nie różnią. No ale cóż, miejmy już to za sobą. Przy pierwszej parze oberwałaś ty, przy drugiej udało się zgonić na strażnika, więc teraz pora na mnie. Którą wybieramy? Ja obstawiam tę, wcześniej poszedłem w prawo i miałem szczęście, więc teraz liczę, że ponownie się uda.
        I to powiedziawszy Max zszedł z mostu, by zajrzeć pod niego. Nie chciał już włazić do wody i unikał tego tak długo, jak tylko było możliwe, jednak jeśli musiał… Cóż, życie. Narzekając pod nosem zdjął ponownie buty i wlazł do tego strumyczka.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

- Też tak uważam, zaryzykujmy – stwierdziła Avellana. W końcu wybranie strzałki po prawej samo w sobie brzmiało jakoś tak… prawo.

Upadła pozostała na moście zerkając zza barierki, jak Max pcha się do chłodnej wody strumyka. Zastanawiało ją czy jeśli źle wybrał, to oboje skończą w różowych włosach czy może stanie się coś innego. Spoglądając na powoli ciemniejące niebo, również zaczęła się zastanawiać czy reszta uczestników sobie radzi i jak długo ma trwać ta zabawa.
Tymczasem drakon zaglądający pod most mógł dostrzec dwa mieszki, po obu stronach, które wskazywały strzałki. Praktycznie niczym się nie różniły, nawet ich zgięcia sugerowały, że są wypełnione tym samym w takim samym układzie, jak dwie krople wody. Niestety wisiały powieszone o deski mostu w taki sposób, że z brzegu nie było możliwe ich dosięgnięcie.
Na dodatek dość niespodziewanie naprzeciwko Maxa pojawił się jakiś mężczyzna, który najwyraźniej także bawił się w te zagadki, sądząc po owadzich czółkach wyrastających mu z czoła, które z irytacją próbował odgarnąć niczym kilka denerwujących kosmyków, przesłaniających mu widok. Też wszedł do wody. Wyglądał dość mizernie, ale sądząc po lekko widocznych zmarszczkach na twarzy i krótkiej, ale gęstej brodzie na pewno miał swoje lata. Tuż za nim w wodzie stał drugi jegomość - ten był grubszy i całkowicie łysy. Oboje nie wyglądali na zadowolonych z wpadnięcia na konkurencję.

- To znowu wy! – krzyknął ten drugi, choć jego głos brzmiał jak u małej dziewczynki.
- Tym razem nam nie sprzątniecie monet sprzed nosa – powiedział triumfalnie chudzielec i szybkim ruchem ręki połączonym z widowiskowym skokiem do góry pochwycił mieszek.
- Ej! Byliśmy tu pierwsi – zawołała zirytowana Avellana, patrząc na nich z góry. Zwłaszcza że wcześniej przy żadnej zagadce nigdzie ich nie widziała. Nawet nie była świadoma, że do jednego zadania może być skierowane więcej par. Choć uczestników było dość sporo, co mogło tłumaczyć to, jak postąpił organizator.
- Nic z tego, ślicznotko! – Otworzył worek i niestety znalazł złote monety.

Piekielna pod wpływem emocji zbiegła z mostu i wskoczyła do strumyka w celu zdobycia drugiego mieszka. Nie otworzyła go jednak, a zamachnęła się z całej siły i rzuciła w złodzieja. Trafiła, a zawartością okazał się rój pszczół albo czegoś w tym rodzaju. Natychmiast pożądliły chudzielca, a w tych miejscach na jego ciele powyrastały kwiatki. Zdezorientowany próbował odgonić owady i upuścił worek z monetami.

- Max! Monety! – zawołała.

W tym momencie ten drugi, wielki mężczyzna zrozumiał o co chodzi i również ruszył biegiem po upuszczony skarb. Jego znaczna nadwaga niestety działała na niekorzyść i nie zdążył przed drakonem. Na dodatek w tym momencie pojawiło się czerwone światełko. Nie, chwila, pomarańczowe tym razem.

- Hmm… - zamyśliła się na głos Avellana.
- HEJ! – rozległ się na dodatek głos wcześniej wykiwanego strażnika miejskiego. Nadal miał trąbę i wyglądało to komicznie, gdy tak mu majtała podczas biegu. Tylko że w tym momencie upadłej nie było, aż tak do śmiechu. Przebiegła ponownie na drugą stronę mostu i podała pradawnemu dłoń, aby jakoś szybciej się stąd zmyć. Troje na dwoje to zdecydowanie niesprawiedliwa walka.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max już się naprawdę nie zastanawiał co go może spotkać, jeśli tym razem źle wybierze strzałkę. Mógłby mieć różowe włosy (choć wolałby fioletowe), mogła mu też wyrosnąć trąba, nie ma problemu - nie tak dawno ubrany w samą babską bieliznę był napastowany przez bibliotekarkę, tego naprawdę nic nie przebije. No chyba, że przyjdzie mu tym razem paradować z gołym tyłkiem przez ulice miasta - to mogłoby być problematyczne. Już przed chwilą wymknął się straży, nie chciał tego powtarzać, bo tym razem mogłoby być trudniej, a za taki skandal mogliby go wyrzucić z roboty… Na Prasmoka, trzeba było zostać na rynku i pić piwo. Mógłby wtedy na spokojnie uwodzić Avellanę i może już by mu się coś udało osiągnąć, a tak…
        - No chyba ci gorzej! - prychnął drakon, instynktownie przyjmując zaczepną pozycję, gdy dwóch przeciwników próbowało z nim dyskutować i robić mu wyrzuty. Nie bał się konfrontacji - miał przed sobą starucha i grubasa, nie mieli z nim szans, nawet jakby się we dwóch na raz na niego rzucili. Nie przewidział jednak, że jeden z nich zdecyduje się nie likwidować przeciwnika tylko od razu sięgnie po nagrodę.
        - Ej, trochę kultury, robalu! - zirytował się, gdy tamten zwrócił się do Avellany w dość pejoratywny sposób. I to go zgubiło, bo gdyby nie wdawał się w pyskówkę, mógłby go powstrzymać przed złapaniem tamtej sakiewki… Wyrwałby mu ją, ale w sumie nie musiał - jego towarzyszka wtrąciła się w wielkim stylu i wytrąciła mu zdobycz z ręki. Max zareagował praktycznie od razu, rzucając się na kolana i zbierając wszystkie monety, które miał w zasięgu wzroku. W pierwszej kolejności buchnął mieszek, w którym było najwięcej pieniędzy z gry, a później zaczął z błota wybierać resztę. Grubas - piszcząc jak dziewczynka - próbował mu przeszkadzać, ale w tym zamieszaniu nie za dobrze mu to szło. Zresztą drakon był w tym momencie bezczelny i zamiast dać mu uszczknąć chociaż trochę ze skarbu, pchnął go w ramię i przewrócił do wody.
        - To nic osobistego! - zawołał, słysząc przekleństwa i obelgi pod swoim adresem. - I jestem zajęty! - dodał, bo został nazwany w którymś momencie “pięknisiem”.
        Interwencja Avellany cudownie zbiegła się z momentem, gdy strażnik pałacowy wyłuskał z mułu ostatnią monetę, którą był w stanie dostrzec. Dlatego też nie stawiał oporu, gdy go pociągnęła. Szybko wstał, złapał swoje buty i trzymając je w garści, pobiegł za światełkiem śmiejąc się i wykrzykując obelżywe hasła pod adresem przegranych i lokalnej władzy. Bez urazy - był niby strażnikiem pałacowym, ale większość życia spędził w slumsach i półświatku, nie grzeszył przez to kulturą.
        Pościg nie ruszył za nimi. Znaczy: ruszył, starał się, ale cała trójka bardziej sobie przeszkadzała niż pomagała i przez to wrzeszcząc i odgrażając się jeden drugiemu bardziej się potykali i popychali, niż faktycznie parli do przodu. Przez to zwycięska para zdążyła zwiać i zniknąć im z oczu.

        Światełko prowadziło ich bardzo precyzyjną drogą, trzymając się nisko ziemi i zapuszczając się w wąskie uliczki, które nawet drakon ledwo kojarzył, choć z reguły twierdził, że zna to miasto jak własną kieszeń. To były jednak jakieś zaułki między domami, tak wąskie, że czasami ktoś o jego postawie musiał iść bokiem. Wszędzie stały skrzynie, jakieś wory, dziwne pakunki, a po bruku walały się śmieci. Co za okolica…
        Tymczasem światełko doprowadziło ich do ślepego zaułka. Para dobiegła do ściany, pod którą piętrzyły się przeróżne śmieci, a ze studzienki ściekowej kawałek przed tym wszystkim unosiła się para. Błyszczący pomarańczowy punkt zakręcił się w tym miejscu, po czym rozdzieli się na trzy mniejsze światełka - jedno przebiło się na wylot przez śmieci przed nimi, drugie przeleciało nad tym wszystkim, a trzecie wniknęło w kratkę ściekową i zniknęło.
        - No dobrze… - mruknął Max, przeczuwając co się święci. Miał od razu zaproponować rozwiązanie, lecz w tej chwili usłyszał łomot za nimi. Obrócił się gwałtownie i złapał Avellanę, by schować ją za sobą. Nagle w zaułku zrobiło się ciemno, ale nie przez to, że ktoś zgasił uliczne lampy - po prostu jakimś cudem wejście w uliczkę zablokował wóz z bardzo wysoką paką.
        - Rozumiem aluzję - mruknął Max. - No to… Musimy iść przed siebie, nie mamy możliwości się wycofać - ocenił.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Mężczyzna uśmiechał się głupio i złośliwie do Maxa, słysząc, jak ten próbuje mu przygadać. W ogóle go to nie martwiło, a wręcz cieszyła go jego irytacja. Nie zamierzał tracić czasu na kolejne odzywki i od razu sięgnął po skarb. Niestety jego niecny plan się nie powiódł.
Avellana spojrzała na niego z triumfem w oczach, gdy drakon zbierał monety. Tymczasem otyły mężczyzna westchnął ciężko, wpadając do wody i powodując całkiem spory plusk. Ostatecznie konkurenci skończyli z niczym, a upadła i pradawny mogli się wynosić i rozwiązać kolejną zagadkę. Dziewczyna obawiała się przez chwilę, że razem ze strażnikiem jakoś ich dogonią, ale najwyraźniej zdecydowanie ich przeceniła. Zachichotała, widząc kątem oka, jak powpadali jeden na drugiego ledwo na początku tego wielkiego pościgu.
Gdy już całkiem ich zgubili, dotarli do jakichś ciemnych zakątków miasta. Nie było tu wielu ludzi - pewnie większość wciąż gromadziła się w okolicach rynku. Tylko okazjonalnie mijali jakiegoś bezdomnego siedzącego pod ścianą z miską na drobniaki. Zdecydowanie trafili do biedniejszej okolicy. Na dodatek nie grzeszącej czystością. O ile wizualnie brunetka mogła przymknąć na to oko to smród niosący się z porzuconych tu i ówdzie śmieci był momentami nieznośny.
Natomiast światełko prowadziło ich w jeszcze gorsze miejsca. W końcu się zatrzymało. Avellana uniosła brwi, widząc ślepy zaułek i pierwsze co pomyślała, że być może będzie łatwo, bo w końcu niewielki obszar na poszukiwanie wskazówek. Wszystko się skomplikowało, gdy dostali trzy światełka, które poleciały w różne miejsca. Upadła westchnęła, prawdopodobnie czekała ich brudna robota z tym zadaniem. Na dodatek jakiś wóz zablokował im drogę powrotną.

- Czyli… mamy się wspiąć na tę ścianę i dostać za nią? Albo pod nią… ? – spytała upadła, krzywiąc się na myśl łażenia po ściekach. – Albo… Przejrzeć te śmieci – stwierdziła, przypominając sobie, gdzie zniknęło ostatnie światełko.

Jak dotąd najłatwiejsze wydawało się przejrzenie worków i jakichś skrzynek, które zostały tu pozostawione. W pierwszym pakunku znalazła jakieś resztki starej potłuczonej zastawy, nic ciekawego. Gdzie indziej zaś wyciekała jakaś brudna ciecz i latały przy tym osy, więc uznała, że to jakieś stare, gnijące jedzenie. Nie zamierzała dodatkowo potwierdzać swej teorii, ryzykując użądlenie i wątpliwej jakości aromaty. Następnie trafiła na jakieś stare, podarte łachmany i inne niepotrzebne już nikomu graty. Żadnych złotych monet, żadnych wskazówek.

- Jak na razie to nic tu nie widać, a przejrzałam już większość – westchnęła upadła, zaglądając do porzuconego worka na ziemniaki.

Odskoczyła jednak niemal natychmiast, gdy poczuła, że w środku coś się rusza. Wpadła przez to na Maxa, przypadkiem depcząc mu po nogach. Tymczasem z wora wybiegło kilkanaście głośno popiskujących, spłoszonych szczurów.

- Wybacz, nie spodziewałam się tego… Choć zapewne powinnam – dodała ciszej.

W końcu to miejsce pełne resztek i zakamarków wydawało się wręcz idealne dla tych małych szkodników.

- Masz może jakiś pomysł co dalej? – spytała, wracając do sprawdzania tych wszystkich śmieci, ale teraz była ostrożniejsza.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        - Też mi się tak wydaje – mruknął Maks, gdy Avellana wymieniła na głos możliwości, jakie i on dostrzegał. Spodziewał się, że to zadanie będzie podobne do tego w kamienicy: bardziej zręcznościowe niż na logiczne myślenie. Nie widział po prostu nigdzie żadnych innych wskazówek, które pozwoliłyby im dokonać właściwego wyboru.
        - Wydaje mi się, że to zadanie z cyklu „nieważne jak to zrobicie, macie znaleźć się po drugiej stronie” – oświadczył, by jego towarzyszka nie miała wątpliwości jakimi ścieżkami podąża jego tok rozumowania. Ona jednak go zaskoczyła i wpadła na pomysł przegrzebywania tych śmieci. Drakon z początku był sceptyczny… Ale w końcu przystał na jej propozycję, choć nie okazał specjalnego entuzjazmu – ot, wzruszył ramionami i zabrał się do pracy, zaczynając od przeciwnego końca niż ten, który wybrała Avellana. Wyglądało jednak na to, że i on nie znajdzie nic ciekawego. Przerzucił stertę połamanych mebli, wśród których nie było żadnej skrytki na monety, ba, nawet głupiej szuflady nie było. Później zerknął do paru worków, w których znajdowały się głównie szmaty i resztki jedzenia. Zaklął, gdy natrafił na wyjątkowo śmierdzącą zawartość – chyba zepsute jaja. Szybko zamknął worek z powrotem i odrzucił go byle dalej od siebie (i byle ponownie się nie otworzył, bo ten smród zabijał).
        W kolejnych worach i skrzyniach nie było wiele lepiej. Max zaczął się w końcu nosić z pomysłem, aby jednak zaproponować szukanie innej drogi, lecz nim się odezwał, Avellana wpadła na niego i musiał raczej ratować oboje, by nie upadli. Przytrzymał towarzyszkę przy sobie, jakby chciał ją w ten sposób ochronić nie tylko przed poobijaniem się na brudnym bruku, ale też przed szczurami, które ją wystraszyły.
        - Nie problem – mruknął i w końcu ją puścił: zagrożenie minęło, Avell zaś najwyraźniej doszła do takich samych wniosków co on i nie zamierzała już dłużej babrać się w śmieciach.
        - Mamy jeszcze do wyboru górę albo studzienkę – przypomniał tak dla formalności. – Możemy zajrzeć tu i tu, ale jeśli światełko prowadzi nas przez kanały… Ja tam nie wlezę, nie ma takiej opcji. Ja tam się po prostu nie zmieszczę – wyjaśnił, bo nie uśmiechała mu się śmierć w kanałach po tym jak by się tam zaklinował. I to w imię czego? Gry miejskiej? Nie ma takiej opcji.
        - To… Może sprawdzimy przejście górą? Podsadzę cię i spojrzysz tylko co jest po drugiej stronie, na razie tylko się rozejrzymy – zaproponował Max, wyraźnie podkreślając jakie ma intencje. I nie czekając aż Avell się z nim zgodzi – bo był pewny, że nie będzie protestować - podszedł do muru. Musiał co prawda rozrzucić na boki wory ze śmieciami, które mu zalegały na drodze, ale teraz było już tego niewiele. Gdy już miał wygodne pole do działania, stanął plecami do ściany, lekko ugiął kolana i wyciągnął lekko przed siebie ręce splecione w koszyczek, by Avell mogła włożyć w nie stopę. Gdy to zrobiła, wyprostował nogi i wywindował ją w górę - powinna móc zobaczyć co jest po drugiej stronie. I być może zauważyła, że był tam zupełnie nieciekawy dalszy ciąg uliczki, ale niestety, nie za długo mogła tak patrzeć. Jej wsparcie - dosłownie i w przenośni - straciło stabilność. Dziewczyna nie była co prawda dla Maxa za ciężka, ale ten by zapewnić sobie dobrą pozycję, oparł się plecami o mur za sobą… A ten nagle się pod nim zawalił. Nie… Nie zawalił. Ale o tym drakon przekonał się chwilę później - w pierwszej chwili musiał pozbierać swoje szlachetne cztery litery z ziemi i jeszcze pozbierać Avellanę, która runęła prosto na niego. Nie by narzekał… Ale mieli robotę do wykonania. Zresztą drakon był przekonany, że zaraz stos cegieł zwali mu się na łeb, więc nie skupiał się na przyjemnościach. Podniósł się, pozbierał towarzyszkę i…
        - Co do czorta? - parsknął, patrząc w stronę muru. Bo tam, gdzie przed chwilą się opierał, znajdowało się tajemne przejście, a za nim strome, wąskie schody prowadzące na poziom poniżej ulicy. Stopnie ginęły w mroku, lecz daleko na końcu tego przejścia widać było drżące żółte światełko - jakby znajdowało się tam ognisko.
        - Rozejrzyjmy się mimo wszystko za jakimiś pochodniami i idziemy - zarządził Max, szukając czegoś co mógłby podpalić i nie udusić się dymem, bo pochodni z prawdziwego zdarzenia nie spodziewał się tu znaleźć. Chociaż...
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Do Avellany w miarę babrania się w śmieciach docierało, że drakon prawdopodobnie miał rację i to, co robią, jest w ogóle niepotrzebnym marnotrawstwem czasu. Jednak nie miała ochoty przyznać się do błędu i jeszcze bardziej błagała w duchu, by coś jednak znaleźli. Jakiś skrawek papieru, jakaś strzałka, cokolwiek co im coś podpowie.
Jednakże szczury i to, że prawie oboje wylądowali w tych śmierdzących stertach, skutecznie przekonało brunetkę, że powinni odpuścić, bo i tak nic nie znajdą. Co najwyżej mogli się natknąć na kolejną rodzinkę gryzoni, na co upadła nie miała najmniejszej ochoty.

- Ja bym się pewnie zmieściła, ale… Górą. Zdecydowanie górą – stwierdziła pewnie. Niech ktoś inny łazi po kanałach.

Dlatego też nie protestowała, gdy pradawny podsadził ją, aby zajrzała, co widać za murem. Skrzywiła się momentalnie, bo nie było tam nic szczególnego ani choć trochę wartego uwagi. Po prostu dalszy ciąg ulicy i tyle. Nie zdążyła się jednak przyjrzeć bardziej szczegółowo, bo Max nagle się zachwiał, a dosłownie parę sekund później upadła leżała na mężczyźnie w dość dwuznacznej pozie. Oczywiście zaraz wstała, choć przeczuwała, że dorobiła się kilku nowych siniaków. Odgarnęła niesforne kosmyki, które opadły jej na twarz i otrzepała sukienkę z kurzu, jaki się podniósł po ich widowiskowym upadku.

- Tajne przejście? – Avellana była równie zaskoczona.

Ciekawość była na tyle silna, że chciała od razu zacząć schodzić pod ziemię po omacku. Całkiem zapomniała, że przydałoby się jakieś źródło światła, na szczęście Max jej o tym przypomniał.

- Racja – stwierdziła i zaczęła się rozglądać czy w śmieciach nie leży coś, co mogłoby choć udawać pochodnię przez nieco dłuższy czas i nie wywołać przy tym żadnych niepożądanych konsekwencji.

Nie uśmiechało jej się po raz drugi rozgrzebywać tych wszystkich śmieci, zwłaszcza że wcześniej szukała czegoś innego i nie spamiętywała wszystkich, jakże fascynujących, znalezisk.

- A może w środku coś jest? – zasugerowała, bez namysłu wchodząc przez dziurę w ścianie.

Było dość ciemno, nie pomagała zbytnio ledwo widoczna łuna światła bijąca gdzieś z dołu. Upadła rozejrzała się po ścianach, zauważyła nawet ze dwa uchwyty na pochodnie, ale nic w nich nie było. Brunetka westchnęła.

- Najwyraźniej pochodnie kiedyś tu były, ale ter… - Przerwała nagle, wymachując rękami, po czym straciła równowagę, na szczęście od upadku na ziemię ocaliła ją ściana. Piekielna wpadła na nią, przez co tuż obok nóg drakona wypadło kilka kolejnych cegieł, poszerzając przejście, przypominające w tej chwili wielką wyrwę.

Avellana oczywiście zaraz sprawdziła, na czym się potknęła i ku jej radości podniosła pochodnie. Jednak gdy się przyjrzała, zdała sobie sprawę, że z jakiegoś powodu cała ocieka wodą, to znaczy, miała nadzieję, że to była woda.

- Znalazłam taką, wprawdzie uchwyty były tam chyba ze dwa, ale nie wiem, czy jest jeszcze jedna – stwierdziła.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Przez moment Maxowi zdawało się, że Avellana będzie próbowała go przekonywać, aby jednak spróbować sprawdzić te kanały. W jego oczach pojawiło się nieme pytanie „czy ty jesteś niepoważna?!”, ale zaraz ustąpiło, gdy i ona odpuściła ten niedorzeczny pomysł. Drakon momentalnie się uspokoił i nawet skinął jej z zadowoleniem głową – zorientował się, że ona doszła do podobnych wniosków co on i na pewno nie chce się jeszcze bardziej brudzić, bo ta gra nie była tego warta. Przystąpili więc do próby sforsowania muru, co teoretycznie nie powinno być trudne, jednak… Zawiódł czynnik architektoniczny, można by rzec.

        - No na to wygląda – zgodził się Maximilaan, gdy Avellana nazwała rzecz po imieniu. Nie był tak entuzjastycznie nastawiony do tego znaleziska jak jego towarzyszka, choć trzeba przyznać, że trochę intrygowało go to przejście. Nie znał go, a był przekonany, że przez swoją bardzo specyficzną przeszłość w tym mieście powinien znać wszystkie takie miejsca… Ale najwyraźniej za krótko robił w tej gorszej branży. Nie przejmował się tym – skoro tam prowadziło ich światełko, znaczy, że powinno być stamtąd wyjście. Do tej pory gry bywały upokarzające, czasami trochę niebezpieczne, ale nie bez wyjścia.
        - Może… Ej, uważ… Szlag!
        Max nie zdążył zareagować ani na sugestię Avellany, by poszukać w środku – bo ona od razu przystąpiła do realizacji – ani uprzedzić, że on wejdzie pierwszy – bo ona już to zrobiła. I prawie się przewróciła, na co drakon już zdołał zareagować i widząc jak dziewczyna wymachuje rękami, dopadł do niej i złapał ją za ramię. Niepotrzebnie, bo ta zaraz zdołała złapać się ściany, ale lepiej mimo wszystko asekurować niż czekać na nieszczęście. A skoro już o szczęściu mowa – to uśmiechnęło się do jego towarzyszki. Znaleźli pochodnię.
        - Doskonale – oświadczył z zadowoleniem drakon, lecz gdy sięgnął po jej znalezisko, od razu mina mu zrzedła. – Niech to… Nie da rady tego zapalić – stwierdził, gdy tylko dostrzegł, że drewno wręcz ocieka wodą. Chwilę wyglądał na skonsternowanego, ale szybko pozbierał się z tego stanu.
        - Zaczekaj tu – nakazał Avellanie. – Zejdę na dół i tam poszukam, a jeśli coś znajdę to cię zawołam. Lepiej bym to ja zszedł, z moim okiem mam szansę więcej zobaczyć.
        Dla podkreślenia swoich słów Max wskazał na oczodół, w którym aktywowało się w razie potrzeby jego Smocze Oko. Później – nie czekając na potwierdzenie ze strony towarzyszki – zszedł na dół, na wszelki wypadek asekurując się o obie ściany po bokach, choć coś czuł, że i tu może znaleźć się jakieś tajne przejście. Nie miał jednak czasu na pesymizm, musiał skupić się na pokonaniu schodów, które były śliskie i przede wszystkim wąskie – drakon musiał stawiać stopy lekko bokiem i faktycznie pomagać sobie czasami smoczym wzrokiem.
        Po dotarciu na sam dół Max aż parsknął – czekała na nich miła niespodzianka.
        - Avell! – zawołał, choć niezbyt głośno, bo wiedział jak w takich miejscach niesie się echo. – Korytarz jest bardzo dobrze oświetlony, ciemno jest tylko na schodach! Zejdź do mnie i ruszamy, będę cię asekurował!

        Gdy Avellana była już na dole faktycznie mogła dostrzec, że przed nimi ciągnął się oświetlony żółtymi alchemicznymi lampami korytarz, w którym co prawda nie mogli iść swobodnie koło siebie, ale też nie musieli się przeciskać. Co więcej, było tu całkowicie sucho, choć chyba oboje spodziewali się kanałów albo chociaż mało przytulnej atmosfery. Było nieźle, by nie rzec wręcz, że było dobrze. Mogli ruszać – Max uparł się, że będzie szedł przodem na wypadek zagrożenia. To jednak póki co się nie pojawiło. Po przejściu kilkunastu staj natrafili na pierwsze urozmaicenie korytarza. Konkretnie rozgałęzienie.
        - Avell, patrz: mamy zagadkę do rozwiązania.
        Max miał rację. Gdy przesunął się trochę w bok, aby odsłonić przygotowane dla nich zadanie, dziewczyna mogła zobaczyć, że na wąskim kawałku muru między biegnącymi w prawo i lewo odnogami korytarza są namalowane piktogramy. Od góry był to kwadrat z przedłużonymi bokami, ustawiony lekko pod kątem, pod którym znajdowała się strzałka w lewo, a następnie półokrąg wybrzuszony w prawo, w którego połowie była widoczna przerwa, a wszystko zamykała strzałka w prawo.
        - No dobrze… - mruknął Max. – To którędy?
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Upadła westchnęła, spoglądając na mokrą pochodnię. Przez chwilę rozważała czy dałoby się ją jakoś wysuszyć, ale drakon zaproponował, że sprawdzi to tajne przejście. Avell przystała na to głównie dlatego, że była zamyślona, w innym przypadku pewnie poszłaby z nim. Gdy jednak wróciła do rzeczywistości, nie było już sensu tak nagle zmieniać zdania.
Brunetka czekała więc na zewnątrz i nie mając nicy do roboty patrzyła w niebo, porównywała wysokość budynków, ogólnie próbowała zająć myśli. W międzyczasie pod nogami przebiegła jej jakaś mysz. Piekielna westchnęła. "Oby nagroda była tego warta…" - prychnęła w myślach, po czym usłyszała głos pradawnego, który ją wołał. "Choć w sumie, towarzystwo jest całkiem niezłe" – Uśmiechnęła się do siebie i weszła na schody, zmierzając do mężczyzny.
- Idę! – odpowiedziała, pewnie stawiając kolejne kroki. Dopiero jak zjechała jedną nogą na stopień niżej, była nieco uważniejsza. Przynajmniej się nie przewróciła. Upadek z tych schodów mógł być naprawdę nieprzyjemny.

Brunetka była mile zaskoczona warunkami na dole. Nie dość, że sucho to jeszcze jasno. Nawet przyjemnie się szło tym korytarzem. Oboje zatrzymali się dopiero przy pierwszym rozwidleniu. Avellana omiotła wzrokiem ściany, szukając jakichś strzałek czy innych wskazówek. Szybko spostrzegła dziwne symbole.

- Dobra, niech pomyślę – mruknęła pod nosem. – Ten dziwny kwadrat jest zamknięty, a to półkole ma przerwę, czyli jest tak jakby otwarte… Może to oznacza, że na lewo jest ślepy zaułek, a na prawo wyjście – zasugerowała brunetka.

Nie miała jednak pewności, czemu te dwa kształty są całkiem różne. Tłumaczyła to sobie jako ewentualny plan całkiem innych pomieszczeń, przecież nie musiały być identyczne. Te przemyślenia jednak zachowała dla siebie, nie wnosiły nic odkrywczego do tej zagadki, przynajmniej jej zdaniem.

- Chociaż… - zaczęła piekielna. – Może te przerwy powinny być tu i tu, bo przecież jeszcze wejście… - rozważała, niezadowolona, że znalazła sprzeczność w swojej hipotezie. – Mimo wszystko jednak wolałabym iść w prawo, to półkole jest jakoś bardziej zachęcające – stwierdziła po przemyśleniu. – Chyba, że masz jakąś sensowniejszą teorię co z tymi znaczkami?

Zanim jeszcze drakon zdołał odpowiedzieć, piekielna wtrąciła jeszcze jedną swoją myśl, która właśnie ją naszła. Wprawdzie nie miała co do niej pewności, zwłaszcza że biorąc pod uwagę zadanie z kamienicą, mogło ich czekać jakieś niebezpieczeństwo. Szczególnie tu, w ukrytych przed światem podziemiach.

- Moglibyśmy się rozdzielić, a w razie czego jedno z nas będzie krzyczeć, gdyby coś poszło nie tak albo wręcz przeciwnie… - zaproponowała nieco niepewnie. — W sumie, myślisz, że organizator tej zabawy sam poukrywał te wszystkie monety czy miał do tego ludzi? — dodała nagle zaciekawiona procesem ukrywania złotych moment w dość niedostępnych miejscach.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Potknięcie Avellany sprowokowało natychmiastową reakcję Maxa. Drakon w mgnieniu oka ruszył w górę schodów, by złapać swoją towarzyszkę albo chociaż pomóc jej się pozbierać, jednak całe szczęście jego interwencja była zbędna.
        - Wszystko w porządku? - upewnił się, gdy spostrzegł, że dziewczyna pozbierała się sama. Bał się czy nie skręciła kostki, bo o taką kontuzję przy poślizgnięciu się na schodach nietrudno. Jednak ona trzymała się dobrze, nic jej nie było - całe szczęście! Mogli kontynuować to zadanie. Choć Max już teraz zaczął się obawiać, że to może być podobne zadanie jak to w opuszczonym domu - jednym słowem niebezpieczne.
        Spacer podziemnymi korytarzami nie zwiastował jednak póki co kłopotów. Ani nic nie lało się na głowy, ani nie chlupotało w butach, ba, nawet nie śmierdziało. Co to za korytarze.
        - Wiesz co mnie wkurza? - zagaił nagle Max. Mówił szeptem, by echo im zębów nie wybiło. - Że nie znam tych korytarzy… A powinienem - dodał, by nie było wątpliwości. Chociaż i tak pewnie zostawił Avell z niewiadomą, no bo niby skąd w nim taka pewność, że powinien znać to miejsce? Nie wiedziała czym się zajmuje ani czym się zajmował, mogła jedynie spekulować. Na to jednak teraz nie było czasu, bo dotarli do rozwidlenia z dziwnymi wskazówkami.
        - O cudnie - westchnął Maximilaan, stając kawałek przed rysunkami. Patrzył na nie z pozoru bezmyślnie, jednym uchem słuchając podejrzeń Avellany co do znaczenia tych podpowiedzi. Sam też próbował coś wymyślić, ale miał jedno skojarzenie, które nie pozwalało mu przejść do innych pomysłów. A interpretacja jego towarzyszki… No ona była bystra i do tej pory wolał się zdać na jej domysły, ale teraz coś mu nie pasowało. Westchnął więc i wyraził na głos swoje zdanie.
        - Nie rozdzielałbym się - oświadczył. - Nie wiadomo co jest za zakrętem. Możemy szybko pobłądzić albo się nie usłyszeć… - roztoczył czarną wizję. - A te monety... Wierz mi, też się nad tym zastanawiałem. Ale chyba wolę nie wiedzieć. Tak samo jak wolę nie wiedzieć skąd on ich tyle wziął. Spójrz ile znaleźliśmy. Nawet jeśli jesteśmy najlepsi to pomyśl ile tego musi być w całym mieście, przecież grup było ze dwa jak nie trzy tuziny.
        Później chwilę jeszcze patrzył na obrazki, jakby próbował je groźnym wzrokiem zmusić do mówienia, one jednak były twardymi zawodnikami i nie zamierzały puszczać farby.
        - Mnie ten kwadrat kojarzy się z rynkiem - oświadczył. - I kierunek by się z grubsza zgadzał. Ale to półkole wtedy cholera wie czym by było… Bo w tamtą stronę nie kojarzę nic, co by tak mogło wyglądać.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

- Tak, żyję – stwierdziła Avellana, widząc, że Maximilaan już biegł jej na ratunek.

Poza tym jednym niedoszłym wypadkiem, korytarze jak dotąd nie wyglądały źle, nie było widać również żadnych pułapek albo zwyczajnie mieli szczęście i żadnej nie aktywowali. Upadła była już niemal całkowicie pewna, że w tej grze nie ma żadnych granic przyzwoitości, więc spodziewała się wszystkiego.
Zaskoczyło ją na trochę wyznanie drakona. Choć podświadomie założyła, że to prawdopodobnie kwestia wychowania się w tym mieście i dziecięcej ciekawości. Dzieciaki zawsze włażą tam, gdzie nie wolno. "Ciekawe, jakie było moje dzieciństwo?" – to pytanie przemknęło jej przez myśli i równie szybko, jak się pojawiło, zniknęło. W końcu mieli zagadkę do rozwiązania. Rysunki na ścianie można było interpretować na mnóstwo różnych sposobów. Avellana nie chciała przyznać, że rozdzielenie to kiepski pomysł, choć sama miała takie wrażenie. Wydawało jej się, że to najprostsza metoda na rozwiązanie tego problemu, być może trochę droga na skróty, ale ostatecznie postanowiła się o to nie kłócić.

- Ciekawe… Może ma armię pomocników – rzuciła z uśmiechem, wyobrażając sobie cały oddział grzecznie ukrywający monety po całym mieście. – Chyba że w jakiś magiczny sposób… - mruknęła pod nosem bardziej do siebie, to brzmiało logiczniej.

Uniosła lekko brwi, słysząc podejrzenia Maxa co do tajemniczych oznaczeń. Sama nie znała miasta tak dobrze, w życiu by nie skojarzyła tego z rynkiem, a przynajmniej mogłoby to trochę zająć. W każdym razie brzmiało to w miarę sensownie, lepszy taki trop niż żaden.

- Może skoro to jest rynek… To, to jakiś staw, jezioro? Większy budynek o takim kształcie, ogród? – proponowała. – Albo… Nic – rzuciła nagle. – Może właśnie w tym rzecz, tamto to rynek, a to losowy kształt dla zmyłki? – zachodziła w głowę, choć miała wrażenie, że jej teorie zaczynają być nieco przekombinowane, jeśli nie niedorzeczne.

Upadła myślała jeszcze chwilę, próbując wpaść na coś genialnego, niestety nic więcej nie przychodziło jej do głowy, nieważne jak bardzo tego chciała.

- Tak czy inaczej, zabawa raczej nie będzie trwała do rana… Jeśli się kończy, może trzeba wrócić tam, gdzie to wszystko się zaczęło, czyli na rynek? – stwierdziła lekko zrezygnowana, po czym się rozpromieniła, bo dotarło do niej, że to brzmi całkiem sensownie, zakładając teorie przypadkowego rysunku.

Na myśl o zakończeniu gry do głowy przyszła jej również nagroda. Zastanawiało ją jak wypadli w stosunku do innych uczestników. Czy będą na podium, czy może mieli pecha? No i oczywiście kwestia nagrody… Oraz tego, co potem. Miasto zrobiło na Avellanie bardzo dobre wrażenie, nie tylko miasto zresztą. Rozważała, czy nie zostać tu kilka dni, nim znów ruszy w trasę.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Wizja armii pomocników rozbawiła również Maxa, bo ten uśmiechnął się i parsknął, gdy o tym usłyszał, lecz jego wyobrażenie było chyba nieco inne niż to od Avellany – on oczyma wyobraźni widział bandę skrzatów jak w tych bajkach o ubranym na czerwono czarodzieju, który zimową nocą przynosi dzieciom prezenty. Od razu też doszedł do wniosku, że gdyby spotkał takich pomocników na ulicy miasta, szczególnie po zmierzchu, byłby pewny, że jest pod wpływem używek, nawet gdyby nic nie pił ani nie palił.
        Zagadka jednak sama nie się nie rozwiąże, więc te rozważania drakon musiał chcąc nie chcąc porzucić. Tym bardziej, że tym razem chyba miał dobry pomysł, bo i Avellana mu przyklasnęła, gdy podał swoją interpretację tych tajemniczych rysunków.
        - Hm… - mruknął, gdy towarzyszka pociągnęła jego pomysł dalej, zastanawiając się nad tym nieszczęsnym półkolem. – Może staw, a może… Wiesz co? Masz rację – uciął w końcu. – Może to jest nic. A to, że wskazówka prowadzi tam, gdzie zaczynaliśmy, ma sens. Idziemy.
        I to powiedziawszy Max ruszył w korytarz oznaczony odpowiednią strzałką, z całkowitym przeświadczeniem, że to dobry kierunek. Trochę go jeszcze męczyło co to mogło być – myślał nad jakimś półokrągłym budynkiem: amfiteatrem, targowiskiem, może kopułą jakiejś świątyni… Ta ostatnia myśl szczególnie go nurtowała, bo coś mu się kojarzyło, że w tych sklepieniach jest takie okrągłe okno na górze. Ono miało nawet jakąś swoją nazwę, ale jaką – nie potrafił sobie przypomnieć. I co gorsza: tak skupił się na tej nazwie, że zapomniał o tym, że miał rozwiązywać zagadki.
        Zamyślony drakon przeszedł z Avellaną kilkadziesiąt kroków nim dotarli do kolejnego rozwidlenia – tym razem takiego z czterema odnogami. Tutaj czekała na nich pierwsza nagroda: leżący na środku mieszek z kilkoma monetami. Zaś kolejna zagadka znajdowała się na ziemi: każdy z korytarzy był oznaczony innym piktogramem. Ten, z którego przyszli, miał znak X, ten naprzeciw – kufla z piwem, po lewej znajdował się rysunek sukienki, a na prawo miecza.
        Max zabrał z ziemi nagrodę i schował ją razem z resztą. Już się prostował, gdy nagle zamarł.
        - Tu jest piąty obrazek – oświadczył, bo faktycznie: na ziemi, pod mieszkiem, ktoś narysował uproszczoną monetę. Max w pierwszej chwili nie zamierzał się tym przejmować, bo był zdania, że to po prostu oznaczenie miejsca, gdzie powinna leżeć nagroda… Ale coś go tknęło. Kierowany tym przeczuciem podniósł wzrok ku górze.
        - O – mruknął krótko. Nad nimi znajdował się właz studzienki kanalizacyjnej – umiejscowiony był jakieś cztery stopy nad jego głową, za wysoko, żeby mógł dosięgnąć go z ziemi, no chyba że by podskoczył.
        - No to teraz skomplikowali nam sytuację – oświadczył. – Nie, po co dawać do wyboru w jedną albo w drugą, najlepiej teraz dać cztery opcje. Buce… Co sądzisz? - zwrócił się do towarzyszki. - Wydaje mi się, że to za szybko, aby wychodzić z tych podziemi, na pewno nie jesteśmy jeszcze pod rynkiem… Choć nie jestem pewien gdzie konkretnie się znajdujemy - zastrzegł.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellana niemo przytaknęła i ruszyła z drakonem naprzód. Przeszli całkiem spory kawałek w ciszy, oboje zamyśleni nad możliwym rozwiązaniem. Upadła wciąż jeszcze rozważała czy dobrze wybrali i myślała nad całą tą zabawą. W pewnym momencie ukazało im się kolejne, jeszcze bardziej skomplikowane rozwidlenie.

- Oho… - mruknęła brunetka, jednak zaraz po tym spostrzegła mieszek. Max od razu go podniósł. – Hmm, ciekawe ile już w sumie mamy tych wszystkich monet – pomyślała na głos piekielna. Nie miała okazji zajrzeć do najnowszej partii, ale i tak nic by to nie dało. Nie liczyła poprzednich, przynajmniej jeszcze nie.

Następnie brunetka przyjrzała się oznaczeniom tuneli. Już na wstępie miała parę teorii, co mogą one oznaczać, ale w każdym przypadku słuszna wydawała jej się ta sama droga. Ułożyła sobie to jakoś w myślach, po czym postanowiła podzielić się swoimi przypuszczeniami z drakonem.

- Suknia, piwo, miecz i „x”. O ile „x” to prawdopodobnie tylko oznaczenie skąd przyszliśmy to reszta… Uch? – zaczęła, ale przerwała, słysząc o jeszcze jednym symbolu. Niemal natychmiast podeszła zaciekawiona, choć gdy spostrzegła narysowaną monetę, westchnęła nieco rozczarowana. To prawdopodobnie było tak samo bezużyteczne jak „x”.

Widząc, jak pradawny zadziera głowę do góry, zrobiła to samo i uniosła jedną brew wyżej. Miała już dość wspinania się pod niepewne sufity. Na dodatek skoro nawet znający okolicę Maximilaan nie był pewien, w jakiej części miasta są, to ona tym bardziej więc prawdopodobnie nie warto było się nadwyrężać. Przytaknęła mężczyźnie zarówno na nadmiar opcji, jak i na to, że nie ma ochoty wychodzić przez studzienkę.

- Proponuje wybrać drogę z symbolem piwa, to kojarzy mi się z rynkiem i momentem zaczęcia gry. Tamte odnogi, cóż, ta sukienka kojarzy mi się z zagadką w bibliotece – zachichotała skrycie. – Miecze zaś niebezpieczeństwo, walka? Może tam przy moście… Chyba, że drogą z sukienką mam pójść ja a z mieczami ty… Ale może podchodzę do tego zbyt personalnie. – Uśmiechnęła się na myśl o tym wszystkim. – Bo raczej nikt nas nie obserwuje i nie dostosowuje zagadek na bieżąco? Prawda? – Rozbawiło ją to nieco, choć po chwili spoważniała i popatrzyła pytająco na drakona.

Tymczasem gdzieś z tyłu głowy miała wrażenie, że powinni się pośpieszyć więc podeszła do rozwidleń i próbowała dojrzeć cokolwiek charakterystycznego w głębi tunelów. Niestety z tego miejsca najwyraźniej odróżniały je tylko te piktogramy.
Avell była całkiem pewna swego przy tej zagadce, niemniej jednak nie zamierzała stawiać Maxa przed faktem dokonanym, więc nim cokolwiek zrobiła, poczekała na jego opinię. Wciąż jednak stała przy wybranej przez siebie drodze.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Propozycja podążenia za symbolem piwa i towarzysząca temu argumentacja bardzo spodobały się Maxowi – spojrzał na Avellanę z zadowoleniem i wskazał ją palcem, jakby mówił „to jest prawidłowa odpowiedź!”.
        - Masz rację, to może tak być – zgodził się. A na wypomnienie akcji z biblioteką i sukienką zarechotał. No nie było już sensu się oburzać, drakon nie miał problemów ze swoją męskością i taki pojedynczy incydent nie mógł podkopać jego pewności siebie. Teraz, z perspektywy czasu, po łażeniu po jakiejś ruinie, pościgu z przemienionymi uczestnikami i całym tym szajsem to jedno z pierwszych zadań wydawało się wręcz całkiem zabawne. Tyle, że w tym momencie chyba nie o to chodziło. Max w końcu zdecydował się subtelnie przerwać Avell jej wyliczanki potencjalnych rozwiązań – pokręcił głową i skrzyżował ręce w geście braku zgody.
        - Nie, tak jak mówisz, to zbyt osobiste – oświadczył. – Znaczy personalne. Te zagadki są dziwne i na pewno są magiczne, ale chyba nikt by aż tak ich nie dopasowywał. Zresztą nie chcę się rozdzielać w tych podziemiach, bo tylko kłopoty z tego wynikną, miesiąc będziemy się szukać nawzajem, nie wspominając o wyjściu. Idziemy piwnym szlakiem – podsumował, po czym podszedł z towarzyszką bliżej rozwidleń, a gdy ona przystanęła, by jeszcze się rozejrzeć, on jedynie na chwilę zwolnił, po czym zachęcił ją gestem, by poszła za nim. Nie ma co zwlekać.
        Mimo że Max był naprawdę pewny tego wyboru, zagadka nie dawała mu spokoju. Chciał wiedzieć co mogły oznaczać poszczególne symbole i cały czas o tym rozmyślał. Aż w końcu, po przejściu dobrych kilku staj, wpadł o co chodziło.
        - Miałaś rację, to będzie rynek! – oświadczył zupełnie bez podania kontekstu. – Kufel to był rynek, miecz to ulica kowali, sukienka to ryneczek bławatny, a my staliśmy pewnie przed wejściem do banku… A wcześniej te symbole to był rynek i północna brama miejska – wyliczał z przekonaniem. Tak, wszystko mu pasowało i nawet gdyby Avellana zaczęła dyskutować, nie miała szansy go przekonać, że się mylił. On wiedział swoje.
        Po przejściu kolejnych kilku staj para zawodników dotarła do końca korytarza, ale całe szczęście nie był to ślepy zaułek – znajdowała się tu drabinka i kolejny właz, prowadzący pewnie na ulicę. Max stanął przed nim i sprawdził czy drabina jest stabilna.
        - Idę pierwszy – oświadczył. – Jak ktoś ma dostać pałą w łeb to niech to będę ja.
        A poza tym trzeba było otworzyć ten właz, a jego towarzyszka mogła sobie z tym nie poradzić. Drakon wszedł więc na drabinkę i naparł na metalową klapę przedramieniem. Ustąpiła całkiem gładko – pewnie była często używana. Max spojrzał w dół na Avell i uśmiechnął się do niej. Wtedy dostał w twarz czymś ciężkim – był to woreczek, który pewnie leżał na górze i teraz wpadł do kanałów. Gdy już odbił się od policzka zaskoczonego drakona i spadł na ziemię, dało się usłyszeć brzęk.
        - Dostałem w pysk kolejnymi monetami? – upewnił się Maximilaan, rozcierając sobie obolałą twarz. Nie mylił się: zostali obdarowani kolejną nagrodą. Tę jednak musiała zabrać ze sobą jego towarzyszka, bo jemu już nie chciało się cofać. Wspiął się jeszcze trochę i wystawił głowę z kanałów.
        - Czysto – oświadczył i wyszedł, po czym przytrzymał przed Avell klapę i pomógł jej wyjść na zewnątrz.
        Znajdowali się w bocznej uliczce pod niewielkim zadaszeniem, gdzie stały jakieś skrzynki i pewnie można było tu zostawić konia, bo stał tu żłób i poidło i było nawet do czego przywiązać wierzchowca. Teraz jednak w zaułku znajdowali się tylko oni. I mieli szczęście, bo gdy spojrzeli w wylot uliczki, mogli dojrzeć rozświetlony, gwarny rynek, na którym nadal trwała zabawa.
        - Dobra nasza! – oświadczył zadowolony Max. – Idziemy?
        Pewno, że idą – drakon nawet nie czekał aż Avellana odpowie tylko zaraz ruszył w stronę tłumu. Szedł szybko, bo wydawało mu się, że teraz będzie obowiązywała zasada kto pierwszy ten lepszy. I chyba się nie mylił, bo gdy tylko wyszli na główny plac miasta, mogli dostrzec kolejne pary nadchodzące z różnych kierunków.
        - Avell, biegiem! – zwrócił się do niej natychmiast Max i złapawszy ją za rękę pobiegł w miejsce, gdzie zaczęła się ta cała zabawa. To było jak sygnał dla reszty – oni również rzucili się do biegu. Ruszyli jednak później, więc drakon i jego nowa koleżanka mieli przewagę. A Maximilaan był naprawdę dobry w przedzieraniu się przez tłum, więc cały czas byli na prowadzeniu, ścigani teraz już nie tylko przez pozostałych zawodników, ale też momentami przez gniewne okrzyki „Patrz jak leziesz!”, „Szukasz guza?!” i tak dalej…
        U celu jednak Max stanął jak wryty i zamarł.
        - Co do kurwy? – zaklął z niedowierzaniem. Ponieważ przed nimi nie było śladu po stanowisku kuglarza, który rozpoczął zabawę. Dekoracje pochowano, światełka zgaszono, a na deskach miniaturowej sceny wisiała kartka z napisem „ZAMKNIENTE”. I to jeszcze z błędem! Max przez moment zastanawiał się czy to właściwe miejsce i być może pomylił budkę, ale nie – pod napisem dostrzegł ten sam symbol, który znajdował się na monetach, które gromadzili przez cały czas gry.
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellana skrzywiła się na myśl o błądzeniu w ciemnych tunelach przez zatrważająco długi czas. Choć z drugiej strony takie miejsca mogły skrywać jakieś ciekawe sekrety. Czasem jednak trzeba było odpuścić i pozwolić zdrowemu rozsądkowi dojść do głosu. Poszli więc tunelem pod znakiem złocistego trunku.

- Czyli wygląda na to, że już prawie meta – odpowiedziała piekielna. Miejsca, o których mówił drakon, były jej kompletnie obce. Dobrze, że choć Max zdołał się rozeznać, teraz to wszystko brzmiało pewniej. Brunetka aż mimowolnie przyśpieszyła, pchana ciekawością.

Pozostało jedynie wdrapanie się pod sufit i wyjście z tych podziemi. Upadła puściła Maxa pierwszego, uśmiechając się nieco, bo nie sądziła, aby ktoś z marszu postanowił przywalić pradawnemu wychodzącemu przez studzienkę. Bardziej obawiała się, aby nagle jakiś wóz nie nadjechał.

- Nic ci nie jest? – spytała, gdy atak nadszedł z najmniej spodziewanej strony. Od razu podniosła sprawcę zamieszania i faktycznie był to worek z monetami. – Taa, na to wygląda – stwierdziła, naliczając aż ich aż sześć, po czym schowała do torby.

Przynajmniej kolejnych bolesnych niespodzianek już nie było, więc Av mogła skorzystać z pomocy mężczyzny i w końcu oboje znów mogli cieszyć się widokiem wieczornego nieba. Anielica rozejrzała się po okolicy, ciesząc się świeżym powietrzem.

- Jasne – odpowiedziała piekielna, z ekscytacją ruszając za Maximilaanem, mając parosekundowe opóźnienie.

Na widok kolejnych uczestników i zawołanie swojego towarzysza rzuciła się do biegu tym razem bez chwili wahania. Serce biło jej jak oszalałe, ale w głównej mierze z ekscytacji niż z tego krótkotrwałego wysiłku. Po drodze wpadli na kilkoro ludzi, uderzenie się o czyjeś ramię albo prawie-potknięcie o cudzą stopę nie należało do najprzyjemniejszych, ale siniakami będą się przejmować później. Teraz czekała nagroda, zwycięstwo mieli w kieszeni, już prawie i…

- Co?! – powtórzyła zaraz po drakonie.

Nie mogła w to uwierzyć. Przecież nie mogli zostać tak wystawieni do wiatru, zresztą nie tylko oni, ale pół miasta, które brało w tym udział. Brunetka popatrzyła po innych uczestnikach, którzy dobiegając, wyglądali na równie zdezorientowanych i zdenerwowanych zaistniałą sytuacją. Niektórzy wyglądali dość intrygująco zapewne za sprawą podjęcia złych decyzji. I tak jedna kobieta cała była w niebieskie kropki, jakiś dość młody chłopak za to ciągnął za sobą zdecydowanie za duży gadzi ogon, a dziwów było jeszcze więcej. W pewnym momencie jeden mężczyzna przeklął pod nosem, po czym cisnął niewielkim workiem nazbieranych monet w ziemię i poszedł w sobie znanym kierunku, zostawiając swego partnera do gry samego. Przez chwilę było jeszcze w miarę cicho, ale w miarę jak szok wywołany nieprzyjemną niespodzianką minął, ludzie zaczęli głośno narzekać oburzeni zachowaniem organizatora zabawy.

- Nie, to niemożliwe… Może to jakaś ostatnia wspólna zagadka? A może trzeba coś zrobić z monetami? Właśnie, ile my ich w ogóle mamy? – spytała upadła, nie chcąc uwierzyć w to, co widziała i uparcie szukała w tym jakiegoś głębszego sensu.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Szukający drogi
Posty: 31
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        - Taaa, nic mi nie jest, tylko duma cierpi - odparł rozbrajająco szczerze Max, gdy już roztarł sobie obolały po ciosie sakiewką policzek. Najwyraźniej jednak nie bolało aż tak bardzo, skoro był w stanie o tym wspominać i co więcej - chyba też szybko zapomnieć, bo zaraz wrócił myślami do rozwiązywania kolejnych zadań. Gdzieś pod skórą czuł, że to już koniec gry, bo wszystko na to wskazywało… Wkrótce się przekonają. Choć chyba patrząc na to, co na nich czekało, może lepiej by było gdyby gra jeszcze chwilę trwała, może wtedy… Nie no, raczej nie skończyłaby się inaczej.

        Max cicho łapał oddech, stojąc wsparty pod boki. Patrzył na zamknięty stragan jakby to były jakieś zgliszcza miejsca, które znał, ale nie był specjalnie przywiązany. Szkoda, ale mogło być gorzej. Aż w pewnym momencie wytarł spocone czoło przedramieniem i zaczął się śmiać.
        - No co? - parsknął, gdy dostrzegł jak co niektórzy na niego patrzyli. - To jest zabawne jak nas gość wykiwał. I to ile osób! Może wcale nie byliśmy pierwsi, ktoś był przed nami, zgarnął nagrodę i stary zwinął kram?
        Zaskakujące jak bardzo ta sytuacja w ostatecznym rozrachunku nie obeszła Maxa. Uznał jednak, że nie ma nad czym płakać, bo… cóż, inni mieli zdecydowanie gorzej. Wystarczyło się rozejrzeć i sprawdzić ile osób dorobiło się dodatkowych kończyn.
        - Monety, masz rację - ocknął się w końcu strażnik pałacowy. Sięgnął do swojego paska, gdzie nosił sakiewki ze złotymi żetonami… I od razu gdy wziął je do ręki poczuł, że coś jest nie tak. Nie powiedział tego Avellanie, ale spojrzał na nią tak, że mogła się domyślić. Mimo to otworzył pierwszą sakiewkę i wysypał na rękę… Stosik drewnianych krążków.
        Ryk śmiechu drakona poniósł się chyba po całym mieście, gdy dotarło do niego jak zostali wykiwani.

        Max i Avellana nie mieli jednak wcale aż takiego pecha jak to z boku wyglądało, bo gdy wszyscy pozostali uczestnicy gry upewniali się, że ich zdobyczne monety skończyły tak samo, oni zorientowali się, że jednak coś im zostało - bransoletki, które dobrały ich w parę, teraz wyglądały znacznie… szlachetniej. Czerwony koralik wydawał się już nie być zwykłym kawałkiem szkła, a oszlifowanym rubinem, a rzemyk wyglądał jak bardzo ciemne złoto. A być może nawet błyskotki nabrały magicznych właściwości?
        - Ani słowa reszcie - szepnął drakon, gdy po szybkim rozejrzeniu się po pozostałych graczach zorientował się, że tylko oni mieli takie szczęście. Więc… Chyba faktycznie wygrali.
        - Chodź, stawiam ci wino za to, co przeszliśmy tej nocy - oświadczył Max, po czym rzucił na ziemię puste woreczki po żetonach, dyskretnie schował do kieszeni rękę z bransoletką i objął kibić swojej towarzyszki, by po cichu wycofać się z tego zamieszania nim reszta graczy coś zwęszy.

Ciąg dalszy: Maximilaan
Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 69
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellana drgnęła zaskoczona nagłym wybuchem śmiechu drakona. Przez chwilę patrzyła na niego z lekko uniesionymi brwiami, inni zachowali się podobnie. Max szybko to wytłumaczył i w sumie miał rację. Nie było co płakać nad rozlanym mlekiem ani tym bardziej szargać sobie nerwów. Zawsze mieli jeszcze te złote monety.

- … Co… Ale… - upadła zamrugała, wpatrując się z niedowierzaniem w drewniane krążki i dla pewności, jakby nie ufała własnemu wzroku, wzięła kilka do ręki i pomiętosiła w dłoni. Właśnie w tym momencie straciła wiarę, że cokolwiek w tej zabawie miało większy sens i sama zaczęła się śmiać.

Aczkolwiek w momencie, gdy brunetka podniosła dłoń, by odgarnąć niesforne kosmyki, zauważyła swoją bransoletę. Była inna niż na początku, zdecydowanie ładniejsza. Może nie były to, nie wiadomo jakie skarby, które wyobrażała sobie jako nagrodę główną, ale zawsze to przynajmniej jakaś pamiątka.

- Mhm – przytaknęła mężczyźnie – Jak dla mnie to będzie idealne zakończenie – stwierdziła z uśmiechem, na myśl o czerwonym winie i chwili odpoczynku we dwoje.

Fioletowy plamy na skórze wciąż się utrzymywały, ale Av miała wrażenie, że odrobinkę wyblakły. Nie wiedziała jak z włosami, które wciąż raziły intensywnym różem, ale na razie ją to nie martwiło. Pewnie to wszystko zejdzie po jakimś czasie.
Ludzie jeszcze dłuższy czas tłoczyli się na rynku, nie wiedząc co zrobić albo zwyczajnie rozmawiając o swoich przygodach podczas gry, nim zaczęli się na dobre rozchodzić. W tym czasie Avellana i Maximilaan siedzieli wygodnie w ciepłej gospodzie, popijając wytrawne wino. Rozmawiali jeszcze jakiś czas o wszystkim i o niczym, czas minął im bardzo szybko, a czas pożegnania nie był łatwy. Piekielna naprawdę dobrze się tu bawiła, ale czuła, że to nie jest jeszcze czas i miejsce, by zostać gdzieś na dłużej. Dlatego spędziła w gospodzie resztę nocy, by nabrać sił na dalszą podróż i koło południa następnego dnia była już w drodze tam, gdzie ją nogi i los poniosą.

Ciąg dalszy: Avellana
ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość