Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max nie był sierotą, która nie byłaby w stanie odrzucić starań kobiety - nawet tak intensywnych jak te teraz. To była jednak kwestia nastroju - gdy był na służbie i musiał działać zdecydowanie to tak właśnie było. Teraz jednak... To była tylko zabawa. A on właśnie przebierał się z damskiej kiecki, która pojawiła się na nim w ramach kary za źle wykonane zadanie. Jak miał zachować powagę i odrzucić stanowczo względy tej starej panny? Znał takie przypadki jak ona - nieudane życie uczuciowe, desperackie korzystanie z pomocy wróżek i szeptuch, a wieczorami modlenie się do księcia z jednej z czytanych książek. Ta tutaj na pewno po kryjomu, z wypiekami na twarzy pochłaniała romanse rycerskie, pasowało to do niej jak ulał. No, może jeszcze awanturnicze... Max nie był do końca pewien co w nim ją skusiło, dlatego nie potrafił określić dokładnej kategorii jest romansideł. Zresztą miał inne zajęcie, bo bibliotekarka była - cóż - bardzo zdecydowana w swoich działaniach. Drakon tylko dzięki temu, że był dużo większy i silniejszy nie przewrócił się, gdy ona dosłownie się na niego rzuciła. I dzięki temu miał szczęście, bo też miała problem sięgnąć jego ust bez jego współpracy, a on wcale do współpracy się nie wyrywał i odchylał głowę do tyłu.
        - Ależ spokojnie... - zaczął nie kryjąc rozbawienia.
        - No nie bądź taki nieśmia… Och, rozumiem, to twoje rycerskie maniery, ale nie musisz się krępować, jesteśmy sami! - zapewniła go gorliwie. Max nie omieszał zerknąć w tym momencie w stronę kryjącej się za regałami Avellany, ale bibliotekarka nie łapała takich subtelności. Przypuściła kolejny atak, tym razem przypierając drakona do ściany. Ten już zaczynał tracić cierpliwość i miał zacząć działać zdecydowanie… Lecz nie miał ku temu okazji. Avellana - która nomen omen nabijała się z niego w najlepsze zza regału - kopnęła Prasmokowi ducha winnego szczura, który z piskiem poleciał… Prosto na włosy bibliotekarki. Ta momentalnie poczuła, że ma jakiegoś pasażera na gapę na głowie i sięgnęła ku niemu…
        - Radzę…
        - AAAAAA!
        Stara panna go nie posłuchała, bo gdy tylko dotarło do niej co siedzi na jej głowie, uciekła z wrzaskiem, nie zważając na to, że zabiera biednego szczura ze sobą, bo ten uczepił się jej włosów jakby od tego jego życie zależało - poniekąd tak było, bo gdyby spadł, mogłoby się to dla niego źle skończyć.
        Tymczasem Max odetchnął sobie z ulgą.
        - To chyba nie był powód, dla których omijałem biblioteki, ale od tej pory na pewno będzie - skomentował, podchodząc do Avellany i odbierając od niej swoje ciuchy. W pośpiechu zaczął je na siebie wciągać.
                - Szybko, zbieramy się i idziemy stąd, zanim tym razem jakiś absztyfikant przyjdzie do ciebie - ni to pogroził, ni to obiecał. - Ale bierzemy ze sobą te księgi, mamy jeszcze czas.
        Zgodnie z zapowiedzią, Max szybko ubrał to, co należało do niego, po czym szybko wymknął się z Avellaną z zaplecza. Słyszał gdzieś w dalszej części biblioteki głos swojej wielbicielki, ale nie zamierzał iść sprawdzić jak ta się czuje, bo jeszcze by to sobie mylnie zinterpretowała. Ciekawe czy jak na następny dzień minie go na ulicy to go rozpozna - tym razem ubranego.
        - Dobra, tu możemy jeszcze chwilę nad tym usiąść - stwierdził, gdy w przedsionku znalazł ławkę w miejscu, gdzie można było jesienią zostawić swoje wierzchnie okrycia, aby nie wnosić wilgoci i błota między księgi.
        - Ze złotem nie zadziałało - przypomniał, choć to nie było chyba konieczne. - Sądzisz, że mamy jeszcze szansę na otwarcie tego? Jeszcze nie widziałem światełka, więc moim zdaniem to nie była nasza ostatnia szansa. Tylko co tu jeszcze można wymyślić, może ty tym razem masz pomysł?
        Widać było, że drakon siedząc nad księgą zerkał to w stronę wejścia między regały, to wyjścia na zewnątrz, jakby spodziewał się jakiś kłopotów z jednej bądź drugiej strony.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

O ile wcześniej Avellana skrycie chichotała to teraz, po akcji ze szczurem dosłownie wybuchła śmiechem. Mimo to przerażona bibliotekarka zapewne nawet nie zwróciła na to uwagi, w końcu miała ważniejsze sprawy na głowie. Biedny szczur, dotychczas wiódł takie spokojne życie, a tu nagle taka sytuacja. Piekielna zdała sobie sprawę, że w pewnym względzie kobieta i gryzoń byli do siebie nawet podobni. Tyle dobrego, że udało się rozwiązać oba problemy i to za jednym zamachem. Anielicę z tego śmiechu rozbolał brzuch, więc siłą rzeczy musiała się jakoś opanować. Choć Max wcale jej tego nie ułatwiał.

- Och, nie sądzę, żebym miała aż takie branie – stwierdziła żartobliwie. Gdy już oboje wyglądali tak, jak powinni, zgodnie poszli po księgi - przecież nie mogli tego ot tak zostawić. Kto wie, może odejście z zabawy też było obłożone jakąś karą. Avellana jednak nie chciała tego sprawdzać. Akcja z bibliotekarką była zabawna, ale gdyby znowu się przypałętała, zapewne zirytowałoby już Upadłą. Dlatego idąc, miała nadzieję, że nie narobią na tyle hałasu, by ta szybko ich znalazła. Przynajmniej nic nie wskazywało, by zauroczona kobieta miała tu szybko przyjść, więc mogli w pełni skupić się na zagadce. Przyznała rację pradawnemu co do drugiej szansy na jej rozwiązanie i usiadła na ławce.

- Hmm, może przyjrzyjmy się kształtom kluczy – zaproponowała i położyła je wszystkie obok siebie. – Jedyne co je różni to barwa, mają takie same wcięcia… Mają takie same wcięcia…! – nieomal krzyknęła. – To znaczy, że każdy może otworzyć tę księgę, czy też raczej – nie może.

Brunetka westchnęła. Jakikolwiek klucz by nie włożyli, mogło to wywołać kolejną niespodziankę albo przebierankę. Na dodatek widziała zniecierpliwienie mężczyzny, jak założyła. Nie wiedząc co zrobić, ułożyła jeden klucz na drugim. Następnie wzięła na kolana zamkniętą księgę i spróbowała odczytać lekko już wytarty tytuł.

- Zjednoczone Królestwo – przeczytała na głos i zamilkła na dłuższą chwilę kierując wzrok do góry w akcie zamyślenia. – A może… - zaczęła niepewnie. – A gdyby tak wszystkie naraz? – spytała. Możliwe, że powiedziała to trochę za cicho, bo nie otrzymała odpowiedzi od drakona, zwłaszcza, że był on bardziej zajęty obserwowaniem otoczenia. Avellana przewróciła oczami. - Spokojnie, ta bibliotekarka przecież cię nie zje – powiedziała nieco głośniej, szturchając Maximilaana w ramię, by ten zwrócił na nią uwagę.

Ostatecznie zdecydowała się włożyć do zamka wszystkie naraz i tym razem zrobiła to szybko, bez wahania. Zadziałało, charakterystyczny brzdęk tylko to potwierdził. Dumna z siebie Upadła otworzyła księgę, w której były… Nie, nawet nie było żadnych stron, to po prostu kufer wypełniony około dziesięcioma żetonami stylizowany na starą księgę.

- Całkiem pokaźna sumka – mruknęła zadowolona.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Choć Max został wyśmiany przez Avellanę, nie był na nią zły - sytuacja była tak absurdalna, że gdyby dziewczyna zachowała powagę, byłoby z nią coś nie tak, byłaby albo ekstremalnym sztywniakiem, albo jakąś psychopatką. Drakon zresztą sam był rozbawiony i przekonany, że gdyby podobną historię opowiedział mu któryś z jego kumpli ze straży, nie uwierzyłby. Istniał wszak pewien tolerowany poziom absurdu w męskich przechwałkach… Ale to nie tym razem, bo to działo się naprawdę. Co jeszcze wydarzy się tego wieczoru?
        - Miałabyś nawet większe niż ja, ale bibliotekarze to miękkie pały, więc może faktycznie żaden by się nie ośmielił podejść - skomentował bezczelnie, gdy już zbierali się do wyjścia. A gdy już byli w przedsionku i zasiedli nad księgą i kluczami, oddał pełnię inicjatywy dziewczynie. On się już wykazał i wyszło… No może nie źle, ale też nie dobrze. Niech więc teraz wykaże się ona, bo w tym duecie była z pewnością mądrzejsza. Zaraz zresztą zaczęła kombinować z zupełnie innej strony niż on na początku - skupiła się na kształcie kluczy. Wstyd, że on nie spostrzegł, że jeden był zdecydowanie za wąski do zamka, ale hej, nie płacili mu za myślenie tylko za czujność i obijanie mordy tym, których mu wskazali. I tak kilkadziesiąt lat - nic dziwnego, że trochę się rozleniwił umysłowo. Tak, tak to sobie będzie tłumaczył.
        Maximilaan niby się zamyślił, niby rozglądał się na boki, ale cały czas słyszał też co Avellana mruczała pod nosem. Jej troszkę uszczypliwy komentarz na temat bibliotekarki przyjął najpierw na krótko unosząc brwi, a później zerkając na nią kątem oka z dziwnie diabolicznym uśmiechem. Nie odezwał się słowem, zamiast tego w końcu skupił się na niej i rozwiązywanej przez nią zagadce z księgą. Zresztą… już tak naprawdę rozwiązanej.
        - Jesteś genialna! - oświadczył z uznaniem (lecz nadal półszeptem) drakon, gdy razem wygarniali żetony z księgi. I tym razem Max zdecydował się wcisnąć je do swojej sakiewki, choć już praktycznie nie miał na nie miejsca. Już w głowie zaświtała mu myśl, że będzie musiał coś wymyślić na ich przechowywanie, ale nie miał czasu się nad tym zastanowić - w drzwiach prowadzących na zewnątrz właśnie zamigotał ognik-przewodnik.
        - Biegniemy! - zarządził szybko drakon. Sakiewkę upchnął w kieszeni, po czym złapał Avellanę za rękę i nie interesując się zupełnie tym co stanie się z księgą i kluczami, wyciągnął ją na zewnątrz. Biegł za migoczącym punktem szybko spostrzegając, że ten odciąga ich od zatłoczonych ulic w cichą zabudowę mieszkalnych kamienic. Okolica robiła się coraz skromniejsza i mniej zadbana, Maxa nie dziwiło więc, że tu i ówdzie widział ślady jakiś robót. Światełko jednak przed jedną z takich remontowanych kamienic gwałtownie wystrzeliło w górę.
        - Co jest? - mruknął drakon, zatrzymując się. Budynek był cały zabezpieczony rusztowaniami i siatkami, które kiedyś były chyba workami po mące, bo na każdej znajdował się jakiś symbol danego młyna albo inicjały młynarzy. Mieli się do niego włamać?
        - O szlag, patrz - dodał po chwili Maximilaan, bo gdy podniósł wzrok, spostrzegł, że ich przewodnik miga nad kamienicą niczym bardzo duża gwiazda. - To coś chce, byśmy za nim poszli…
        Strażnik bez namysłu podszedł do drzwi wejściowych do budynku, te jednak okazały się być zamknięte na głucho. Co więcej była do nich przybita kartka ozdobiona wzorkiem przypominającym zbierane przez nich żetony.
        - “Każde idzie swoją drogą” - odczytał drakon. - Co za głupi tekst.
        Mimo kąśliwego komentarza Max nie zamierzał stać i czekać. Podszedł do rusztowania i zaczął się na nie wspinać, lecz gdy tylko wspiął się na wysokość jakiś sześciu stóp, deska na której stał dosłownie pod nim pękła i gdyby nie jego refleks, zleciałby nim zdołałby złapać się rurek.
        - Kurna! - syknął. - Trzeba znaleźć drogę nim zaczniemy się wspinać, bo jak tak deska się zarwie pod samym dachem to się zabijemy.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Rozwiązanie zagadki sprawiło, że upadła odetchnęła - mogli ruszyć dalej. Podobał jej się ten dreszczyk przygody, komplementy od Maxa również niemniej.

- Wiem, ale dziękuję – odparła z nieco zawadiacką miną.

Światełko mające ich zaprowadzić do następnej lokacji pojawiło się ledwo po tym, jak drakon schował wszystkie monety. Gdy tylko chwycił piekielną za rękę, ta odwróciła się jeszcze raz za siebie. Wwidziała jak księga, będąca schowkiem, dosłownie rozpływa się w powietrzu. Przez krótki moment dało się jeszcze widzieć jedynie jej półprzeźroczysty kształt. Co się stało z całą resztą, już nie wiedziała, bo wybiegli z biblioteki.
Po ostatnich miejscach liczyła, że i tym razem będą one w miarę bezpieczne, jednak okolica, do której dobiegli, nie wyglądała zbyt przyjaźnie. Zwłaszcza budynek przed nimi. Stary, zaniedbany, niby były tu te rusztowania, ale i one nosiły już wyraźny ślad upływu czasu. Najwyraźniej komuś zabrakło funduszy na remont albo nastąpiły jakieś nieprzewidziane konsekwencje życiowe. Avellana spojrzała ku górze - całkiem wysoko ten ich przewodnik poleciał.

- Nie wygląda to najciekawiej – stwierdziła. Budynek nie sprawiał wrażenia zbyt bezpiecznego już z zewnątrz, kto wie, co się działo w środku.

Kobieta również spostrzegła kartkę ze wskazówką, ale chwilę po pradawnym. Podpowiedź wcale jej nie usatysfakcjonowała, choć wyglądała na w miarę prostą, to można było ją zrozumieć na bardzo różne sposoby.

- Mamy się rozdzielić? Może powinniśmy poszukać własnych sposobów na wejście do środka…? – spytała niepewnie, spoglądając na wybite okna, które jednak znajdowały się trochę wysoko.

Nim poczyniła jakiekolwiek kroki, Maximilaan zaczął wspinaczkę po rusztowaniach. Nie wyglądało to najlepiej, wszystko się trzęsło i zgodnie z przewidywaniami upadłej, nim jeszcze zdążyła je wypowiedzieć, drakon ponownie wylądował na ziemi. Na szczęście nie wszedł zbyt wysoko i nic złego się nie stało. Brunetka odetchnęła.

- Myślę, że dobrym pomysłem będzie, jeśli obejdziemy budynek dookoła, może z tyłu są jakieś otwarte drzwi albo niższe okno… - mówiąc to, od razu ruszyła, zaczynając przyglądać się każdej z czterech ścian od dołu do góry.

Gdy prawie obeszła kamienicę, spostrzegła między ziemią o ścianą, średniej wielkości dziurę, która prawdopodobnie kiedyś była piwnicznym oknem, a obecnie jedynym, choć niezbyt komfortowym wejściem do środka. Oczywiście upadła natychmiast zawiadomiła o tym Maxa.

- Spróbuję się tam wcisnąć, mam wrażenie, że schody w środku będą w lepszym stanie niż rusztowanie.

Piekielna pełna zdeterminowana usiadła na ziemi, zwieszając nogi przez otwór, ostrożnie, aby nie podwinąć za bardzo sukienki. Następnie delikatnie się odwróciła, aby móc wrócić w razie zbyt dużej odległości od gruntu. Na szczęście nie było zbyt wysoko. Dotykała palcami podłogi, więc puściła resztki czegoś w rodzaju parapetu. W środku było ciemno i wilgotno, wokół panował zapach stęchlizny. Na dodatek niewiele widziała - szła w połowie po omacku. Odrobina światła wpadała przez otwór, którym weszła, pozwoliło jej to na zlokalizowanie schodów. Ucieszona podeszła ponownie do „wejścia” i zawołała drakona.

- Są schody na górę – obwieściła ucieszona, po czym zmartwił ją pewien fakt. – Dasz radę tędy wejść? – spytała, bo jednak mężczyzna był większej postury niż ona, a otwór aż tak ogromny nie był.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        - No nie wygląda - przytaknął Max, gdy Avellana zanegowała stan bezpieczeństwa budynku. Jego ten widok nie dziwił i jakoś niespecjalnie ruszał. W podobnej walącej się kamienicy mieszkał wiele lat jako dzieciak, a gdy był już dorosły, zdarzało mu się ukrywać w jeszcze gorszych miejscach, więc… Stan tego budynku dostrzegł, ale się nim nie przejął. Przynajmniej nie w swoim kontekście, bo gdyby to jego głowa zaliczyła bliskie spotkanie z odpadającym kawałkiem sufitu, jedynie by zabolało, bał się jednak, że jego towarzyszce mogłaby się stać realna krzywda, na co nigdy nie chciałby pozwolić. Trzeba było więc znaleźć taki sposób dostania się na górę, aby nie ryzykować za bardzo. Wyglądało jednak na to, że pierwsze rozwiązanie jakie przyszło do głowy Maxowi - ze wspinaniem się po rusztowaniu - do najbezpieczniejszych jednak nie należał. Drakon poszedł więc z upadłą poszukać innego wejścia.
        - Może jeśli któreś okno nie będzie zabezpieczone, damy radę wejść - zaproponował. - To wysoko, ale bym cię podsadził… A ja bym jakoś wlazł - dokończył lekko. Mocno wierzył w swoją sprawność i wiedział, że jeśli da radę uczepić się parapetu, bez problemu i co więcej również bez pomocy da radę się podciągnąć.
        Avellana znalazła jednak inne przejście, przez piwniczne okno. Maximilaan kucnął obok tego otworu, w jego opinii niewiele większego niż wejście dla kota. Był sceptyczny, lecz jego towarzyszka podjęła ryzyko i wcisnęła się do piwnicy.
        - I jak tam? - upewnił się, klękając i zaglądając do środka. - Mów mi co widzisz i wołaj gdyby coś było nie tak - zastrzegł, gdy dziewczyna zaczęła zwiedzać wnętrze tej ruiny.

        Kamienica wyglądała na opuszczoną przed laty - wewnątrz na ziemi leżała gruba warstwa kurzu, w kątach walały się śmieci. Pojedyncze meble sprawiały wrażenie uszkodzonych, pewnie dlatego ci, którzy się stąd wyprowadzili, nie zabrali ich ze sobą. Farba ze ścian odchodziła płatami, przypominając chorobliwe liszaje. O dziwo jednak wewnątrz było całkiem ciepło i co najważniejsze sucho, wyglądało również, że nie buszowały tu żadne szkodniki - szczury, ptaki, lisy. Przez byle jak zabite okna do środka przesączało się pomarańczowe światło ulicznych latarni.

        - Ledwo łeb dałbym radę przełożyć przez tę dziurę - przyznał kwaśno Max, gdy Avellana zapytała, czy dałby radę do niej dołączyć. Chwilę milczał, nim ponownie się odezwał. - Może to właśnie o to chodzi? Idziemy równolegle, ty środkiem, a ja na zewnątrz? Po której stronie są schody? Podawaj mi kierunki tak, jakbyś stała twarzą do mnie - uściślił, bo skoro się nie widzieli, nie mogli nawet stwierdzić, o które “lewo” czy “prawo” chodziło.
        Schody w kamienicy znajdowały się po drugiej stronie w stosunku do tej, w którą skierował się Max przy swojej pierwszej próbie wspinaczki. Problem polegał jednak na tym, że tutaj rusztowania miały bardzo wysokie podpory na dole i nawet podskokiem Max nie byłby w stanie sięgnąć pierwszego poziomu desek - spróbował, nie wyszło. Gdy jednak tak skakał bez sensu, dostrzegł coś, co go zaintrygowało w kontekście zagadki.
        - Avell! - zawołał dziewczynę. - W ścianie jest dziura, widzę przez nią jakąś belkę. Byłabyś w stanie ją wysunąć? Gdyby ci się udało, mógłbym się wspiąć wyżej. Cholera, może to na tym będzie polegało? Byśmy sobie wzajemnie czyścili drogę? Spróbujmy z tą belką, jedyną osobą która w tym momencie zaryzykuje obtłuczenie tyłka będę ja.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avell przemyślała propozycje Maximilaana - brzmiała całkiem dobrze, tylko rzeczywistość nie do końca z nią współgrała. Praktycznie wszystkie okna były szczelnie zabezpieczone. Na szczęście znaleźli jedno otwarte, niewielkie piwniczne okienko.

- Trochę tu ciemnawo – odpowiedziała drakonowi. Wprawdzie promienie lekko oświetlały wnętrze budynku, głównie jednak jego wyższe piętra. – Podłoga jest trochę nierówna i chyba… AGH! – krzyknęła i przez chwilę była cicho. – Chyba… chyba trafiłam w jakiś dołek. – Skrzywiła się niezadowolona i zaczęła wyciągać nogę, co wymagało chwili kombinacji.

Teraz stawiała kroki nieco uważniej. Wcześniej nie pomyślała, ale mogła przecież wpaść znacznie gorzej i skręcić kostkę. Na szczęście dotarła do schodów już bez żadnych wypadków. Westchnęła cicho - nie miała pomysłu, jak inaczej Max mógłby wejść do środka. Niespodziewanie wyszedł z ciekawą propozycją. To mogło zadziałać.

- Trochę do tyłu i na lewo – powiedziała, gdy stanęła z twarzą zwróconą ku okienku, gdzie stał drakon i weszła na parter.

Niewiele to jednak pomogło w tym momencie i Avellana już zaczęła rozmyślać nad jakąś liną, może gdzieś w starych meblach coś by było, ona weszłaby na górę i zrzuciła ją Maxowi. Nieoczekiwanie pojawiła się inna możliwość. Upadła podeszła bliżej ściany, zza której dochodził głos pradawnego. Wysilając wzrok, odszukała szczelinę z belką w środku.

- Postaram się! – zawołała i poszła spróbować popchać ową belkę.

Niestety dla niej również była trochę za wysoko i podskoki także nic nie dawały. Piekielna rozejrzała się po porozstawianych meblach - gdyby udało jej się przesunąć stojącą obok komodę, mogłaby na niej stanąć.

- Chwileczkę, mam mały problem, ale… ugh. – Zaczęła pchać mebel, szło powoli, ale przynajmniej dała radę to ruszyć.

Dźwięk szurania drewna o kamienną podłogę poniósł się echem po całym budynku. Brunetce udało się dotrzeć pod ścianę bez przeszkód. Odetchnęła i weszła na komodę. Na tej wysokość bez trudu popchała belkę.

- Gotowe! – zawołała. – Idę zobaczyć jak stan schodów na wyższe piętro.

Jak powiedziała, tak też zrobiła. Ostrożnie stawiała kroki, ponieważ te schody stawiały bardziej na wymyślność niż trwałość jak w przypadku tych w piwnicy. Każdy stopień niepokojąco trzeszczał, a w połowie się złamał i piekielna spadła. Trochę się potłukła, ale poza tym nic sobie nie zrobiła.

- Schody się załamały, ale może spróbuję wejść jeszcze raz, a jak tobie idzie? – spytała, podchodząc na moment do zabitego dechami okna, aby było ją słychać.

Jak tylko upewniła się, że wszystko w porządku u Maxa, wróciła do walki z niestabilnymi schodami. Mocno chwyciła poręcz i to ją uratowało przed kolejnym upadkiem. Weszła na pierwsze piętro. Było tu praktycznie pusto, jedynie w kącie stała jakaś spora szafa na ubrania. Gorzej z wejściem wyżej, była wprawdzie dziura w suficie, ale z jakiegoś powodu zabrakło schodów. Sądząc po szczątkowym stopniu na górze, kiedyś jednak tu musiały być. Bardziej optymistyczną niespodzianką było zaś okno, niezabezpieczone w żaden sposób na dodatek z wybitą szybą. Wyjrzała przez nie i odszukała wzrokiem drakona.

- Max? Nie za bardzo mam jak wejść wyżej, nie ma schodów! – zawołała.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        - Avell?!
        Słowo honoru, gdyby ten krzyk jego towarzyszki byłby tylko początkiem większych kłopotów, Max był gotów wyważyć z bara drzwi frontowe albo rozwalić tamto okienko i dostać się do środka, by ją ratować. Całe szczęście nie było takiej potrzeby - dziewczyna się tylko potknęła. Drakon odetchnął z ulgą.
        - Ale mnie wystraszyłaś - mruknął, choć przez grubą ścianę mogła go nie usłyszeć. Może nawet lepiej, by nie usłyszała. Max wstał i szybko przeszedł dalej.

        - Avell, ostrożnie, jak się nie da to znajdę inną drogę - upomniał spokojnie swoją towarzyszkę, gdy ta zaczęła czymś szurać, próbując pomóc mu z jego belką. Mógł sobie tylko wyobrażać, że przesuwała jakiś mebel albo skrzynię, ten dźwięk był akurat dość charakterystyczny. Szczerze to wolałby w tym momencie zamienić się z nią miejscami… Wiedział jednak, że zmieni zdanie na kolejnych piętrach, skąd upadek mógłby być już bardzo, bardzo bolesny, by nie powiedzieć, że wręcz śmiertelny. Chyba jednak te schody w środku budynku były bezpieczniejsze.
        - Jest, dzięki! - zawołał do dziewczyny, gdy ta już mu umożliwiła dostanie się na kolejne kondygnacje rusztowania. Wspinał się po nich sprawnie i bez większych przeszkód, choć cały czas szedł takim tempem, aby słyszeć po drugiej stronie swoją towarzyszkę. Rozglądał się też cały czas, by w razie czego dojrzeć jakiś sposób na to, by jej pomóc. Na razie jednak tylko się wspinał.
        Problem pojawił się już po chwili. Nie ma schodów. Max zatrzymał się w połowie podciągania i opuścił na ten poziom, który właśnie miał opuścić, by móc swobodnie rozmawiać ze swoją towarzyszką.
        - Jak to nie ma schodów? Tak w ogóle? - dopytywał. - Ale jakiekolwiek przejście na górę jest?
        Po krótkich konsultacjach z Avellaną wiedział już o dziurze w suficie i o stojącej w środku szafie. Gdyby był teraz z nią, podsadziłby ją albo przesunął tę szafę by po niej wejść, ale wiedział, że ma na to średnie szanse. Nie mógł też wejść do niej przez okno, ponieważ rusztowanie kończyło się za daleko od niego, by nawet po wzięciu rozbiegu mógł złapać za parapet. Niepotrzebne ryzykowanie.
        - Zaczekaj - uznał w końcu. - Sprawdzę, czy nie da rady jakoś z góry ci pomóc. Poczekaj.
        I to powiedziawszy podjął wspinaczkę. Na tym poziomie musiał obejść kamienicę dookoła, aby znaleźć się bliżej pomieszczenia, w którym utknęła Avellana. Niestety, nadal nie miał możliwości, by wejść do środka, bo tutaj dostępu do pokoi broniły prawie że pancerne okiennice z jedynie malutkimi dziurami w kształcie serduszek. Jak w sławojce. Niezrażony drakon zerknął jednak przez nie do środka i zauważył, że dosłownie o samo okno jest oparta drabina. Mógł ją wykorzystać… Tylko potrzebował czegoś, by sięgnąć tym do środka, bo rękę miał za dużą… Padło w końcu na jedną z wąskich desek, które miał pod stopami. Upewnił się, że takowa bez problemu przejdzie przez malutki otwór.
        - Avell, odsuń się od tej dziury, zrzucę ci coś - zakomunikowało głośno, po czym szturchnął deseczką drabinę. Ta zakołysała się i z łoskotem rąbnęła o podłogę, a później zachybotała się na krawędzi dziury prowadzącej niżej i tam poleciała. Huk było słychać pewnie aż na rynku.
        - W porządku?! - zawołał Max. - Poradzisz sobie z nią?
        Max za to miał kolejny problem, na który natrafił dosłownie po rozwiązaniu kłopotów Avell - sam nie miał jak wejść wyżej. Dostrzegł jednak dźwig, do którego przymocowana była pryzma desek. Gdyby tak to opuścić…
        - Avell, czy w środku jest jakaś dźwignia? - upewnił się. Jak nie to chyba będzie musiał leźć wyżej wczepiając się zębami w ścianę. Albo sie wkurzy i rozwali te okiennice.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellana szurając meblem zagłuszyła to, co tam mamrotał Max, ale skoro nie próbował tego wykrzykiwać raz jeszcze, to uznała, że nie ma powodu do zmartwień. Nie przerwała więc tej czynności, dzięki czemu dała radę pomóc drakonowi.

- Nie ma sprawy – odpowiedziała zadowolona z siebie.

Pozostało jej również ruszyć do góry, tylko po schodach, co wcale nie było takie proste jak w założeniu. Mimo to brunetka dotarła na pierwsze piętro i tym razem to ona potrzebowała pomocy Pradawnego.

- No nie ma! Jest tylko… dziura w suficie – odrzekła i przystąpiła do dokładniejszego opisu jej obecnej sytuacji.

Zgodnie z prośbą mężczyzny zaczekała i jedynie spoglądała na prawie puste pomieszczenie, nasty już raz licząc na to, że przypadkiem znajdzie jakąś wskazówkę albo coś, co mogłoby zastąpić schody. Kusiło ją, aby spróbować użyć szafy w ostateczności, bo wyglądała na dość ciężką.
Ucieszyło, ją, że Maximilaan na coś wpadł. Odsunęła się od otworu i natychmiast powiadomiła o tym swojego towarzysza na zewnątrz. Mimo to, gdy drabina spadła na pierwsze piętro, upadła aż podskoczyła nieprzygotowana na tak wielki hałas. Poczuła, jak jej puls znacznie przyśpieszył, szybko jednak odetchnęła, bo nic złego się nie działo.

- Tak, dam radę! – zawołała pewna siebie.

Zaraz jakby na potwierdzenie swych słów podeszła po drabinę i ustawiła ją ostrożnie, tak by nie spadła. Udało jej się, teraz weszła na drugie piętro bez najmniejszych problemów. Omiotła wzrokiem nowe pomieszczenie i wyglądało znacznie gorzej niż poprzednie. Wprawdzie tym razem były schody, ale sufit wyglądał bardzo niepewnie. Zwłaszcza, że jedna belka zamiast w suficie, w połowie leżała tutaj. Przez dziurę widać było, że to jeszcze nie strych, ale sądząc po coraz gorszym stanie otoczenia już blisko. Praktycznie nic tu nie było poza kawałkami drewna, mnóstwem kurzu i porzuconą w kącie książką przykrytą gęstą pajęczyną. Natomiast przy jednym oknie faktycznie była jakaś dźwignia.

- Jest! – odpowiedziała. – Ruszyć to? – spytała, podchodząc do mechanizmu.

Nie wyglądało to zbyt bezpiecznie, całe podrdzewiałe i pokryte grubą warstwą pajęczyn. Upadła zgarnęła je z krzywą miną, strasznie lepiły się do palców, co było irytujące. Na dodatek po chwili ich twórca i właściciel postanowił sprawdzić, kto niszczy jego dzieło. Wielki, włochaty pająk, nawet uroczy, problem był jednak w tym, że te duże zwykle uchodziły za jadowite.

- Poczekaj chwilę! – zawołała i podeszła po porzuconą książkę. Bez wahania trzasnęła nią stawonoga, który, choć oszołomiony zdołał gdzieś zwiać. – Ugh – westchnęła Avellana. Nie ubiła go, ale przynajmniej w bezpieczny sposób przegoniła, więc ostatecznie wygrała tę rundę.

Zajęła się więc dźwigiem, który zaskrzypiał okropnie i ledwo co się ruszał. Upadła miała wrażenie, że mocniejszy ruszenie dźwigni sprawi, że ta pęknie. Na szczęście poszło dobrze, a deski powoli zjechały do wysokości drakona. Piekielna podeszła do w połowie zabezpieczonego okna i w miarę możliwości wyjrzała przez nie, sprawdzając, czy jeszcze walczyć z dźwigiem. Uśmiechnęła się do Maxa, widząc, że nawet dobrze wycyrklowała. Nie była świadoma, że nie jest sama, wraz z nią wyglądał za okno siedzący na jej ramieniu ptasznik.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max po zrzuceniu Avellanie drabiny sam usłyszał jakiego łomotu narobił i nawet się od tego skrzywił. Jeśli w okolicy był ktoś, kto do tej pory nie wiedział o ich obecności w tej kamienicy… to teraz już na pewno wiedział. Drakon aż zerknął przez ramię, czy ktoś nie stoi na chodniku i go nie obserwuje, ale o dziwo było pusto - zarówno na ulicy, jak i w oknach okolicznych kamienic. Może wcale nie było tak głośno? A może po prostu wszyscy byli teraz na rynku na festynie.
        Ważne, że się udało. Max zerkał przez dziurę, przez którą dał radę szturchnąć tamtą drabinę, czy Avellana dostała się na górę. I tak nie miał jak do niej podejść i pomóc, więc mógł się tylko gapić.
        - Hej, widzę cię - zawołał, odsuwając się trochę od otworu, by jego towarzyszka mogła jakby co namierzyć go przez światło wpadające do środka kamienicy. Później obserwował jej poszukiwania dźwigni, ale niestety, jego pole widzenia było mocno ograniczone. Gdy Avellana oświadczyła, że coś znalazła, on mógł zlokalizować ją tylko na słuch.
        - Spróbuj, raz kozie owsa - zachęcił, bo w sumie nie mieli nic do stracenia. Dziewczyna jednak zwlekała… Albo nie umiała poradzić sobie z tą dźwignią? Nic się w każdym razie nie działo, a na koniec Avell poprosiła go o czas.
        - Coś jest nie tak? - upewnił się. Ostatnie jego słowo zostało zagłuszone przez głośny trzask, jakby Avellana uderzyła jakąś deską albo książką o stół… Ale nie towarzyszył temu żaden krzyk ani inne dramatyczne okoliczności, więc drakon wyszedł z założenia, że to mogło być coś, co miałoby jej pomóc przesunąć dźwignię. Może rąbnęła, by poruszyć zastane tryby? W każdym razie podziałało.
        - Jest, idzie! - zawołał, gdy nad sobą usłyszał chrzęst starego dźwigu. Niech to, oby go udźwignęło. Swoje ważył, w końcu nie był żadnym śmiesznym urzędasem tylko strażnikiem pałacowym, potrafił przywalić i bez broni tak, aby się delikwent nogami nakrył… Ale jak sam niedawno powiedział: raz kozie owsa.
        - Dość! - zawołał. - I odsuń się, gdyby mnie nie utrzymało!
        Po czym bez dalszych zbędnych tłumaczeń - skoczył. Deski i lina jęknęły głośno, gdy nagle zostały obciążone takim dorodnym chłopem jak Max. Ale wytrzymały - chwała niech będzie Prasmokowi. A gdy odzyskał równowagę na chybotliwych bądź co bądź deskach, dojrzał Avellanę, którą miał teraz na wyciągnięcie ręki.
        - Hej, dawno się nie widzieliśmy - zagaił z uśmiechem. Mina mu jednak nieco zrzedła, gdy dostrzegł, że jego towarzyszka ma… pasażera na gapę. Raczej to nie był jej pupilek, a że większość dziewczyn reaguje na pająki wrzaskiem i histerią, wolał jej tego nawet nie mówić. Nie mógł też zostawić tego by się samo rozwiązało, bo jeszcze ta franca dziabnie Avellanę albo ją przestraszy i wtedy dopiero będzie bal. Max szybko zanalizował sytuację i podjął decyzję.
        - Avell, stój jak stoisz, masz paprocha na włosach - zagaił do niej. Trzymając się jedną ręką liny, drugą wyciągnął w stronę swojej towarzyszki. Gest był niby płynny, łagodny, lecz gdy od pająka dzieliła go ledwie stopa odległości, drakon gwałtownie mrugnął, jedno z jego oczu nagle zrobiło się złoto-czarne z pionową źrenicą, a dłoń wystrzeliła szybciej niż atakująca kobra. Max złapał pająka za korpus i nie zastanawiając się wiele, cisnął go za siebie - ponoć te duże potrafiły latać.
        - Wybacz - zwrócił się z uśmiechem do Avellany, gdy było już po wszystkim, a jego oko po jednym mrugnięciu wróciło do normalnego wyglądu. Mógł próbować bez swoich rasowych wspomagaczy, ale wtedy ryzykował, że pająk mu zwieje albo kogoś dziabnie, a tak - miał czystą i pewną sytuację, bo potrafił przewidzieć jego ruchy. Uznając, że nie są potrzebne żadne dodatkowe tłumaczenia, zerknął w górę na belkę, z której zwisała lina dźwigu.
        - Avell, jak wygląda sytuacja u ciebie? - upewnił się. - Ja mógłby spróbować wspiąć się po tej linie na sam dach, o ile nie potrzebujesz mojej pomocy w środku.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Avellana, gdy tylko zlokalizowała miejsce, przez które spoglądał drakon, uśmiechnęła się i mu pomachała. Następnie podeszła do dźwigni i słysząc potwierdzenie, już miała ją ruszyć, gdyby nie to ośmionogie bydlę.

- Tak, miałam tu małego lokatora – odpowiedziała nieco rozdrażniona nieudanym morderstwem. Szybko jednak jej przeszło, najważniejsze, że stawonóg nie przeszkadzał jej już, w ruszeniu dźwigni. – Dobrze! – Zatrzymała całą maszynerię.

Upadłą lekko zaniepokoiło solidne skrzypnięcie, jednak odetchnęła, widząc przez okno, że mężczyzna jakoś się trzyma. Podeszła bliżej okna zadowolona, że całkiem dobrze im szło. Nie umknął jej jednak znikający uśmiech z twarzy Maxa.

- Wszystko w porządku? – spytała, starając się nie ruszać. Coś miała wrażenie, że to niekoniecznie paproch i to ją martwiło.

Patrzyła wprost na drakona pytająco i zdołała wychwycić ten moment, gdy coś dziwnego stało się z jego oczami. Nie zdążyła jednak zapytać, pradawny energicznie pozbył się „paprocha”, a jego pytanie skutecznie skierowało jej myśli na inne tory. Dała mu znać, by chwilę zaczekał, a sama podeszła do schodów, sprawdzić czy wejdzie po nich bez problemu. Drewniane stopnie zaskrzeczały nieprzyjemnie, gdy tylko piekielna zaczęła się po nich wspinać.

- Dam radę, jak coś to będę krzyczeć – zawołała, będąc w połowie drogi.

Gdy weszła, wszystko wokół było drewniane, a na strych prowadziła niewielka drabinka. Tuż za nią stała jakaś skrzynia. Po drugiej stronie pomieszczenia natomiast z jakiegoś powodu podłoga była w gorszym stanie, o czym dobitnie świadczyła ta belka leżąca jednym końcem piętro niżej. Piekielna wiedziała, że musi uważać na każdy krok. Sufit również miał liczne prześwity, ale przynajmniej nie był dziurawy. Brunetka ostrożnie postawiła pierwszy krok w stronę skrzyni - od razu poczuła, jak podgniła podłoga wyraźnie się pod nią ugina.

- Max? Jest tu jakaś skrzynia! – Avellana postawiła kolejny niepewny krok w jej stronę i mogła się jej lepiej przyjrzeć. Nie była piękna ani zdobiona, ot zwykła, taka na różne szpargały. Jeśli coś w niej było to prędzej jakaś stara pościel albo ubrania niż skarb, ale sprawdzić nie zaszkodzi.

Ostrożnie, stając krok za krokiem na te bardziej pewne miejsca, dotarła do drabiny i pozostawionej za nią skrzyni. Zamkniętej na klucz, jak się okazało. Av westchnęła.

- Zamknięta na klucz – zawołała. – Jak tam u ciebie, potrzebujesz pomocy czy iść wyżej? – Niestety podejście do małego okienka nie wchodziło w grę. Avellana miała przeczucie, że jeśli do niego podejdzie, załatwi sobie szybki powrót na piętro niżej. Dlatego w tej chwili mogła jedynie rozmawiać z Maxem na odległość. Liczyła, że w miarę dobrze ją słychać.

W momencie, gdy podeszła do drabiny, chcąc sprawdzić jej stan, usłyszała nieprzyjemny trzask. Podłoga się załamała i jej lewa noga wpadła w dziurę, a piekielna się przewróciła. Av mimowolnie krzyknęła, ostre końce desek podrapały jej udo, szybko przedzierając się przez skórę. Na dodatek zdarła sobie kolano na drugiej nodze, w momencie uderzenia o podłogę. Przez chwilę nic nie mówiła, syknęła z bólu, ostrożnie się podnosząc i błagając Prasmoka, by nie zafundował jej powtórki tego wypadku.

- Żyję! – zawołała w końcu. – Deska się złamała – dodała, po czym usiadła i sprawdziła obrażenia. Na szczęście niezbyt głębokie, ale liczne więc było trochę krwi.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Max nie potrzebował większej zachęty - skoro Avellana zapewniła, że sobie poradzi, to on jej wierzył. Nie zamierzał narzucać się z pomocą i dobrymi radami, bo widział, że miał do czynienia z zaradną dziewczyną. Skoro więc ona zaczęła się wspinać na własną rękę, drakon skupił się na tym samym. Spojrzał w górę, po czym mocno uchwycił się liny. Nie wybijał się - miał pewne obawy, że to mogłoby się źle dla niego skończyć, bo by zerwał albo deski, albo cały dźwig. Sapnął, po czym zaczął się wspinać. Nie był w tym mistrzem, rzadko musiał to robić, ale przecież to nic trudnego… No poza tym, że istniała pewna presja, że spadnie… Z wysokości paru pięter… Ale jego to nie ruszało. Skupiał się na tym, by posuwać się w górę, bo teraz to była dla niego droga w jedną stronę. Co więcej w międzyczasie dotarło do niego, że teraz nie był w stanie pomóc Avellanie wcześniej niż po dotarciu do celu… Więc oby nic jej nie zagrażało.
        - Huh? - upewnił się, zawisając na linie, gdy usłyszał zawołanie ze środka budynku. Chwilę myślał co też ma zrobić z informacją o tej skrzyni. - A otwarta? Albo z jakimś znakiem? - odpowiedział, bo możliwe, że to tylko zmyłka albo coś, co zostawili poprzedni lokatorzy. By nie wisieć tak w miejscu, bo to męczyło jeszcze bardziej niż wspinaczka, zaczął się powoli podciągać. Wkrótce dostał odpowiedź: skrzynia była zamknięta. A zważywszy na okoliczności, nie mogli tego tak zostawić.
        - Wiesz co, może czekaj na tym piętrze! - odpowiedział Avellanie, która chciała ustalić dalszy plan działania. - I rozejrzyj się za kluczem! Zaraz do ciebie dołączę.
        I to powiedziawszy zaczął już z werwą wchodzić wyżej. Szło mu nieźle, choć ramiona go już zaczynały boleć. Całe szczęście cel był coraz bliżej…
        - Avell! - zawołał, gdy usłyszał jej krzyk. Wystraszył się, bo teraz nie mógł zareagować w żaden sposób, ale całe szczęście jej się nic nie stało. - Zostań gdzie jesteś! - rzucił do niej, po czym jeszcze szybciej zaczął wchodzić na górę. Pozwolił sobie na tryumfalny uśmiech, gdy rękami sięgnął już ramienia dźwigu, a chwilę później już brzegu dachu. Podciągnął się… I już siedział skraju budynku.
        - Łatwo poszło, ośle - zacytował pewną starą bajkę, po czym odetchnął. Nie mógł odpoczywać, bo Avell na niego czekała, kto wie w jakim stanie. Szybko rozejrzał się po dachu - od razu namierzył wzrokiem klapę od schodów, która całe szczęście nie była niczym zabezpieczona od zewnątrz. Bez problemu ją otworzył i zszedł piętro niżej, po drodze dostrzegając pęk kluczy, który tkwił w klapie. Uznał, że mogą się one im przydać, więc je zabrał. Trafił na typowe poddasze, na którym kiedyś suszono pranie i trzymano jakieś stare szpargały: gdzieś po kątach nadal leżały sterty szmat i kosze z niewiadomą zawartością. Spora część podłogi wyglądała tu jak żółty ser, tak była dziura, a na dodatek upstrzona ptasimi odchodami… Ohyda. A on miał na sobie wyjściowe ubrania.
        - Avell? - zawołał dla pewności, po czym ostrożnie zaczął iść w stronę drabiny. Zerknął w dół i od razu dostrzegł swoją towarzyszkę. - Nic ci nie jest? Słuchaj, nie zejdę do ciebie, bo obawiam się, że te deski nie wytrzymają obciążenia dwóch osób. Znalazłem tu pęk kluczy, trzymaj je. Sprawdź, czy któryś nie będzie pasował do kłódki w tamtej skrzyni.
        Drakon wychylił się przez krawędź otworu i podał towarzyszce swoje znalezisko. Okazało się, że się nie mylił - jeden z kluczy, ten najmniejszy i najbardziej zaśniedziały, pasował do kłódki. W środku skrzyni zaś znajdowało się duże zawiniątko, które po rozwinięciu ukazało mieszek z monetami oraz… dziwny zwój liny.
        - Drabinka! - zawołał z entuzjazmem Max, który ze swojej bezpiecznej pozycji wszystko obserwował. - No to przynajmniej wyjdzie stąd normalnie, zahaczymy ją tu na górze i zejdziemy w dół… Avell, najpierw mi to wszystko podasz, a potem pomogę ci tu wejść… Jak twoja noga, dasz radę? - zapytał nagle z troską. Gdyby to był problem to tym gorzej byłoby pewnie z drabinką… Ale na szczęście nie było najgorzej.
        - Co za idiota wymyśla takie zadania? - złorzeczył drakon, gdy wciągał swoją towarzyszkę na górę. - Przecież kto inny by się tu zabił! Ych… Jak się czujesz, w porządku? Nogi z dupy powyrywam temu, kto to wymyślił…
        Na dach dało się już normalnie wyjść, a jego brzeg był na tyle mocny, że i drabinkę można było zahaczyć bez obaw.
        - Idę pierwszy, jak się pode mną nie zarwie to pod tobą tym bardziej - oświadczył. - A w razie czego będę cię na dole łapał - dodał, mrugając do Avellany. Nie czekał wcale na to, aż ona się z nim zgodzi, tylko zastrzegł jeszcze, by nie schodziła nim on nie będzie na dole, po czym zaczął schodzić. Poszło zadziwiająco gładko i gdy drakon już stał obiema stopami na bruku, wykonał w stronę swojej towarzyszki gest, że wszystko w porządku i może ruszać. Jak obiecał, stał na dole i czuwał, aby ją złapać w razie czego. Wreszcie koniec tego przeklętego zadania... Pytanie co będzie następne.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 59
Rejestracja: 4 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana »

Na tym piętrze nie było za bardzo miejsca, by schować klucze, a przynajmniej tam, gdzie była Avellana. Przy ścianach brakowało półek czy haków gdzie mogłyby leżeć. Wprawdzie tu i ówdzie stały jakieś kosze, ale akurat w miejscu, gdzie deski trzymały się na słowo honoru, a w pozostawionych gdzieniegdzie starych szmatach raczej nikt by nie krył kluczy, bo nawet chowająca je osoba mogłaby mieć potem problem z ich odnalezieniem. Szczególnie że prawdopodobnie były to jakieś stare kołdry i poszewki.
Na dodatek jeszcze wpadła w tę dziurę. Na początku pomyślała, że chyba wyczerpała zapas szczęścia na ten budynek, ale po chwili dotarło do niej, że przecież mogło być gorzej. W końcu ostatecznie nie spadła niżej, co zapewne mogłoby być znacznie groźniejsze niż kilka zadrapań i rozbite kolano.

- To nic takiego, bardziej się strachu najadłam – odpowiedziała nawet z uśmiechem i złapała podrzucony jej pęk kluczy. – O, dobra. No to zobaczmy czy któryś się nada. – Ostrożnie przysunęła się bliżej skrzyni i zaczęła próbować każdy po kolei.

Było ich chyba paręnaście, więc upadłą wielce uradowało, gdy już ten trzeci okazał się tym pasującym. Trzask otwieranego zamka był niezwykle satysfakcjonujący. Wreszcie jakiś konkretny postęp. Na dodatek oprócz monet dostali linową drabinę, by mogli bezpiecznie zejść. Upadła odetchnęła z ulgą. Ostrożnie wstała, rozstawiając lekko nogi, aby w miarę możliwości rozłożyć ciężar, a nie skupiać go na jednym miejscu. Podrzuciła drakonowi mieszek, który uprzednio zabezpieczyła przed wysypaniem monet, a następnie, coś, co w tej chwili było nawet cenniejsze od tych głupich żetonów.
Brunetka mimowolnie podskoczyła, nie odrywając stóp od podłoża, co deski skomentowały niepokojący trzaśnięciem. Av znieruchomiała, a serce jej trochę przyśpieszyło. Na szczęście nic się nie stało.

- Tak, dam radę – odpowiedziała zgodnie z prawdą, gdy drakon pomógł jej wejść na górę. – Oby nagroda była tego wszystkiego warta – prychnęła.

Również uznała to zadanie za trochę, a nawet bardzo, przesadzone. Mimo to nie chciała się jednak poddawać. Skoro już zaczęli, to muszą doprowadzić to do końca. Przynajmniej teraz mogli spokojnie zejść na ziemie, bez kombinowania. Avellana puściła pradawnego przodem i korzystając z chwili podziwiała widoki. Raczej nieprędko znów będzie się wspinać na dach. Szczególnie gdy wciąż odczuwała nieprzyjemne pieczenie na podrapanym udzie przy każdym kroku. Było to jednak do zniesienia.
W końcu mogła sama zacząć schodzić. Nie było źle, liny były solidne, prawie jak nowe. Nim się obejrzała, mogła już postawić nogi na stabilnym gruncie.

- No, w końcu – odetchnęła z ulgą, po czym na myśl przyszło jej pytanie, które miała już wcześniej zadać – Hm, tam na górze przy okienku przez chwilę wydawało mi się, że twoje oko… - zaczęła i dotarło do niej, jak głupio to może brzmieć.

Nim jednak się wycofała, między nimi pojawiło się to światełko, które miało ich zaprowadzić do następnego zadania. Migotało na tyle szybko, że było to aż irytujące. Po chwili wystrzeliło gdzieś na północ, za większe zabudowania. Migoczący punkcik zaprowadził ich do wąskiej i niezbyt głębokiej rzeki. Światełko zniknęło, wpadając do wody. Na dnie leżały dwa średniej wielkości kamienie z wyraźnie namalowanymi strzałkami, obie miały grot skierowany w lewo, zgodnie z kierunkiem nurtu. Kawałek dalej, również pod wodą widać było kolejne dwie, tylko wskazywały przeciwną stronę.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 21
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan »

        Gdy Avellana schodziła po drabince nawet najmniejszy pyłek nie spadł na ziemię, sprawiając wrażenie, jakby drabinka i ściana, do której ją przymocowano, były nadzwyczaj solidne, a jednak gdy tylko dziewczyna postawiła obie stopy na ziemi i odsunęła się kawałek, drabinka… po prostu się złożyła. Tak po prostu nagle wylądowała na ziemi. I to w taki sposób, jakby nie odpadła od muru tylko ktoś ją zdjął i ułożył równiutko stopień na stopniu.
        - Mam nadzieję, że to nie składało się po określonym czasie - skomentował Maximilaan, jakby teraz po tej grze spodziewał się już absolutnie wszystkiego, z mordowaniem graczy włącznie. Gdy chwilę później Avellana zagaiła do niego z pewnymi wątpliwościami, spojrzał na nią z uwagą, a później uśmiechnął się jak cwaniak, który ukradł ciastko i jest z tego dumny. Spodziewał się, że jeśli zauważy tę subtelną zmianę to o to zapyta, a gdy kobiety słyszały o jego smoczej krwi, z reguły reagowały zwiększonym zainteresowaniem jego osobą. Który facet by na to nie liczył?
        - Ach, widzisz, to… Cholera, nie dasz odpocząć?!
        No ale pobiegł za ognikiem - mieli inne wyjście? A w sumie ciekawe co by się stało, gdyby olali sygnał i poszli na wino na główny rynek. Lepiej nie sprawdzać.

        Gdy wybiegli na teren czegoś między zaniedbanym parkiem a zwykłym pustostanem, Max rozejrzał się czujnie, jakby węszył jakiś podstęp. Przez to prawie nie wyhamował przed rzeczką, w której utopił się ich przewodnik. Zatrzymał się o stopę od brzegu, lekko wychylony do przodu, ale bez rozpaczliwego machania rękami. Ta pozycja miała ten plus, że widział z niej elegancko jedne i drugie strzałki. I wcale mu się to nie podobało.
        - Widzisz? Nie mogły wskazywać na siebie? Byłoby mniej roboty - zauważył. Chwilę stał i się na nie gapił wsparty pod boki, po czym wzruszył ramionami i zaczął zdejmować buty.
        - Cokolwiek będziemy musieli z tym zrobić, do wody pewnie i tak trzeba będzie wleźć, więc niech będę to ja, mnie przeziębienie tak łatwo nie złapie. A co do tego mojego oka na tamtym budynku - zagaił, bo nie zapomniał wątpliwości Avell. - To dobrze widziałaś, zmieniło mi się jedno. Jestem drakonem, mam w żyłach smoczą krew i dzięki temu czasami mogę przywołać coś… nie wiem w zasadzie jak się to nazywa. Oko, dzięki któremu lepiej widzę. Tak jakbym wręcz widział ruch na chwilę przed tym, jak do niego dojdzie. Ale można od tego dostać fiksum dyrdum, więc wolę go używać jak najkrócej - wyjaśnił. - Spokojnie, to nie jest zaraźliwe - zażartował, odstawiając oba buty ładnie na bok. Stojąc na jednej nodze zaczął podwijać nogawkę spodni.
        - Można podejść w górę i w dół rzeczki, może jeszcze nam coś pokażą. A jak nie to po prostu wlezę do środka i spojrzę pod te kamienie. To co, ty w lewo, ja w prawo? Pewnie jeśli coś znajdziemy, to nie będzie daleko, nie będziemy szli do samych źródeł - prychnął z tym swoim charakterystycznym marudnym poczuciem humoru, po czym zaczął iść wzdłuż brzegu, wyglądając czy na dnie rzeczki nie ma kolejnych wskazówek.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość